niedziela, 18 października 2026

Ukryty wybór - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/Frq0ts1HTK8

 Cześć wszystkim, witajcie ludzie. Znowu odpowiadamy na pytania, jeśli jeszcze się nimi nie znudziliście.  Ja jeszcze się nimi nie znudziłem. Więc, pytanie numer jeden. Ukryty wybór. Jak działania w ciszy zmieniają nasze przeznaczenie? Aha. 

A jak one zmieniają? Co masz na myśli, mówiąc o ciszy? Prawdopodobnie chodzi o to, że nikt nie widzi, nikt nie reaguje, drugi mózg w żaden sposób nie wpływa swoim polem mentalnym na nasze działania, na nasz światopogląd. To znaczy, jesteśmy sami - wiadomo czy to nasze, czy nie nasze, czy też ktoś nas na to nakierował. 

 Na ogół przyzwyczailiśmy się myśleć, że nasze działania mają znaczenie, kiedy ktoś je widzi, kiedy ktoś o nich wie. Ktoś mi kiedyś powiedział: „Jak tylko uda mi się osiągnąć coś dobrego, to wszyscy moi znajomi od razu o tym wiedzą. No a kiedy coś mi się nie uda to powstrzymuję się od mówienia o tym.  

 Ale rzecz w tym, że ludzie zasadniczo lubią dzielić się nowinami, zwłaszcza nowinami o tym, co im się przydarzyło, albo gdy od razu jest kara lub nagroda, to wtedy to ma sens. Ale jeśli następuje we mnie jakaś zmiana, gdy ma miejsce jakaś zmiana w naszych działaniach, ale nie ma za to ani kary ani nagrody to wydaje nam się to mało istotne.

Czyli, że w jakiś sposób odrzucamy ciszę, ale właśnie tam - w tej ciszy jesteśmy prawdziwi, kiedy nikt nas nie obserwuje, kiedy nikt na nas nie wpływa.  

 Bo jeśli zmieniliśmy się w dobrą lub złą stronę, to jest to uwarunkowane przez tych, którzy są tam razem z nami - ale oni dziś są z nami a jutro ich nie ma. I jak mamy wtedy działać? Ale kiedy jesteśmy niezależni od swojego otoczenia...

a jasne jest, że niezależni od swojego otoczenia są wyłącznie ci ukształtowani już ludzie znający swoje przeznaczenie, tacy idą przez życie z Bogiem w sercu, a Bóg u nich po prostu wypełnia wszystko wokół. To nie oznacza braku szacunku dla innych, ale ja już mam swoje zdanie. 

Przychodzi mi teraz na myśl ten pisarz i reżyser Jewgienij Griszkowiec - przyjechał kiedyś do Zaporoża i wystawiał taki monodram pod tytułem: „Jak zjadłem psa”.  I  opowiadał o tym, jak wstąpił do wojska, jak go wysłali na rosyjską wyspę i jak tam było strasznie, oni go tam nastraszyli. On mówił o tym znęcaniu się w wojsku - o tej tak zwanej fali. 

 No i ci, którzy towarzyszyli temu nowemu poborowi do wojska... oni już tam swoje odsłużyli - to byli tak zwani dziadkowie, oni już inaczej nosili nakrycia głowy, ta ich czapka marynarska była tak z tyłu, pojęcia nie mam jak to się tam tak trzymało.

Zachowywali się po chamsku, chodzili w ten sposób - a jeden z nich miał ten wielki magnetofon i chodził tak po stacji, pilnując swoich ludzi i mrużąc oczy. Sprawdzał czy patrzą na niego, czy nie, chodził tak niedbale, nonszalancko. Jeśli na niego patrzą to znaczy, że wzbudza zainteresowanie, a jeśli nie patrzą to jaki w tym sens? 

Musimy się więc określić czy żyjemy dla Boga, dla siebie czy dla naszych bliźnich. Musimy zdecydować. Jeśli dla naszych bliźnich... oni dziś są a jutro...  No bo ja to ja, jakoś zostanę sam ze sobą. Już lepiej żyć na niższym poziomie ale dla bliźnich niż sam dla siebie, bo wtedy dla bliźnich nie przedstawia to żadnej wartości. 

 A jeśli zbudujemy taką hierarchię: 1. dla siebie, 2. dla innych i 3. dla Boga - to okazuje się, że dla siebie wcale nie powinniśmy. Kiedy jesteśmy dla Boga to  efektem ubocznym jest to, że czujemy się dobrze. Okazuje się więc, że ogólnie rzecz biorąc na próżno robimy to całe przedstawienie. I krótko mówiąc, główne zmiany w naszym życiu następują w tych momentach, kiedy nikt nas nie widzi,

 nikt nie słyszy, kiedy jesteśmy prawdziwi, dokładnie wtedy, gdy brak jest jakichś widzów z zewnątrz. Wtedy wybór jest czysty - czyste działanie. I nie jest to konieczne dobry wybór, bo mogę działać ze strachu, z egoizmu lub z prawda albo w wyniku jakiejś wewnętrznej powinności. Czyli, że jestem dobry, albo zły, ale jestem prawdziwy.  
  
 I każda taka - umownie to nazywając - "niewidoczna" decyzja pozostawia ślady - przy czym o wiele głębsze niż w chwilach gdy jestem widoczny. Na sanskrycie nazywa się to samskara i tworzy nowy wektor -  tworzy naszą następną przyszłość. 
 
 A my nawet nie zwracamy na to uwagi bo nasza koncentracja wtedy słabnie, rozluźniamy się i nawet już sami nie pamiętamy co czyniliśmy. Nie pamiętamy tego później a właśnie to ma wpływ na nasze życie. My oczekujemy, że nasze życie będzie kształtowane przez to jakie wrażenie wywołaliśmy na otoczeniu i na ile dobrze wypadliśmy w oczach ludzi.
 
Ale wtedy wydarzenia zaczynają nie pasować do naszych oczekiwań ponieważ Bóg jest w sercu - on patrzy i rozumie, jaki tak naprawdę jesteś i wie, że albo potrzebujesz takiego środowiska, albo w innym przypadku potrzebne są inne okoliczności i inna sytuacja.
 
 A to co opowiedziałeś wszystkim ludziom wokół nie ma większego znaczenia.  Swoją drogą ludzie zazwyczaj wyczuwają i natychmiast wiedzą, czy jesteś obłudnikiem czy nie jesteś. I z obłudnikami nikt nie ma ochoty mieć do czynienia.
   
W pismach wedyjskich jest taka opowieść o biednym braminie. Ten biedny bramin, biedny człowiek nie miał nawet co położyć na ołtarz kiedy chodził do świątyni. Na ołtarzu kładzie się różne datki, a on nawet kwiatka nie miał. Brał co mu dają, ale od siebie nic nie był w stanie.
 
 A potem zdecydował, jak to zrobić - stwierdził, że trzeba coś wymyślić. Zaczął chodzić w odosobnienie, samotnie do lasu i tam zaczął sobie wyobrażać - w myślach zaczął składać ofiary z owoców albo kwiatków, układał je w ten sposób na ołtarzu. W wyobraźni kładł na ołtarz jakąś tam czystą wodę ze świętego źródła i i zaczął codziennie takie właśnie praktyki na osobności. Codziennie chodził sam do lasu, zamykał oczy i wyobrażał sobie to wszystko, że składa takie ofiary. 
 
 A w tradycji wedyjskiej jest tak, że kiedy gotujesz sobie jedzenie to troszkę odkładasz na ołtarzu z tego głównego garnka. To jest poczęstunek dla bóstw, żeby one też poczuły ten zapach i skosztowały tej potrawy. To nosi nazwę Maha Prasad - uświęcenie pokarmu.
 
  No i ten mnich w wyobraźni wykonywał to wszystko, był przekonany, że to ofiary dla prawdziwych Bogów - w myślach palcem sprawdzał czy ryż nie jest czasem za gorący i wszystko było na tyle realne, że sobie ten palec poparzył i palec mu faktycznie opuchł. 
 
  Było to potwierdzenie, że te wyższe siły przyjęły ten jego niewidzialny dar - a to w wyniku jego szczerości i głębokich motywów tego co on tam czynił w samotności. Te rytuały w wyobraźni okazały się bardziej realne niż jakieś zewnętrzne.
 
W Biblii jest powiedziane: "Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw". Bo to jest tak: jeśli coś wykonałem i nikt tego nie zauważył to wtedy pojawia się chęć, żeby się tym pochwalić. I ja wtedy szarpię ludzi za rękaw i mówię: „Spójrz, widzisz, jak dobrze sobie z tym poradziłem? Zobacz. Oceń to, zobacz jak sobie radzę" - i zaczynam opowiadać jakie to było dla mnie trudne.

 No i kiedy tak opowiadam to tych powiedzmy 20 ludzi oceni to i na tym koniec.  Lecz jeśli ja sam to ocenię - jest napisane w Księdze rodzaju: "A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" - więc kiedy stajemy się podobni Bogu i oceniamy, że to jest bardzo dobre to wtedy dzieje się tak jakby na mnie rzucono klątwę. Wtedy wszyscy obok tego chodzą - ja o tym wszystkim opowiadam a nikt tego nie zauważa, bo już miała miejsce ocena. Jedno działanie i jedna ocena.
  A jeśli ja sam nie wydałem oceny to wtedy mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem i moje działanie oceni tych powiedzmy 20 ludzi. Wtedy już płynie do mnie więcej błogosławieństw, bo uwaga innych ludzi, ich energia itd - każdy inaczej wyobraża sobie te korzyści.
 
  Lecz jeśli ktoś nawet zauważy, że coś zrobiłem, czegoś dokonałem a ja odpowiem: „Nie - to tak po prostu jakoś samo wyszło, to po prostu mój obowiązek i każdy na moim miejscu zrobiłby to samo i tak dalej”, to wtedy Bóg ocenia to działanie - wtedy to on jest takim oceniającym. I w rezultacie Bóg daje nam swego rodzaju wolność. 
 
 Bo jeśli oceniłem ja albo ocenił ktoś inny to są to relacje karmiczne. Skoro następuje "wycena" to pojawiają się pojęcia dobre lub złe, natomiast Bóg ocenia inaczej. U Boga brak jest związku przyczynowo-skutkowego. Jego ocena zarzuca na mnie jakąś niewidzialną sieć, która unieważnia te związki przyczynowo -skutkowe i ja zaczynam czuć się wolny.  I wtedy w moim życiu zaczynają pojawiać się prawdziwe cuda. ​Tak po prostu. 
 
 No, na przykład, spójrzmy na świętego Serafina z Sarowa, kiedy przyszedł do niego jakiś pielgrzym, jakiś kupiec przyniósł mu coś w prezencie, ten kupiec na coś tam narzekał. Serafin powiedział: „No to się pomódlmy”. Oni modlili się, a święty Serafin z Sarowa zaczął lewitować. Gdzieś tam, o pół metra, metr, uniósł się w tej swojej małej chatce, w której mieszkał.  
 
 A kiedy ten kupiec to zobaczył, to Serafin powiedział: „tylko nie mów nikomu”. Ale skoro wam mówię to najwyraźniej ten kupiec się wygadał. To jest w ogóle cecha tych wszystkich świętych, że oni nikomu nie mówią o swoich cudach. To jest taka ich intymna relacja z Bogiem - a nawet jeśli się pochwalisz to inni nie uwierzą.
 
Jezus się nie przechwalał. Było wręcz przeciwnie, istnieje opis jak uzdrowił opętanego i przekierował te złe duchy w stado świń, a potem nakazał temu opętanemu człowiekowi, żeby nikomu o tym nie mówił.
 
  No ale ten poszedł i też wszystkim o tym opowiedział. A dlaczego Jezus mówił, że nie należy tego rozgłaszać? Był też taki człowiek, który biegał przez rzekę, bo za daleko mu było chodzić naokoło. On chodził po wodzie wczesnym porankiem kiedy jeszcze wszyscy śpią, ale ktoś to zauważył a on potem wprost błagał, żeby nikomu o tym nie rozpowiadać.
 
Dlaczego oni się nie przechwalają? Dlaczego proszą aby nie opowiadać o tych cudach? Bo oni się boją oceny ludzi, boją się własnej oceny - oni chcą być oceniani wyłącznie przez Boga, być błogosławieni przez Boga. Wtedy mogą swobodnie biegać, lewitować i tak dalej, bo wtedy pozbywam się  tego cudu i znów spadam na poziom przyczyny i skutku.
 
Bóg błogosławi wolność a Szatan monetyzuje te swoje dzieła - pod względem karmicznym jest to absolutnie sprawiedliwie, to znaczy szatan dewaluuje. Ja wtedy przestaję otrzymywać ten cud. 
 
Tak więc wybór pod presją ze strony publiczności, właściwie to on nawet nie jest wyborem. Tylko działania w ciszy mogą zmienić nasze przeznaczenie. A co to znaczy zmienić przeznaczenie? Wtedy stajemy się całkowicie wolni. 
 
To wszystko - dziękuję.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"OSTRZEŻENIE: wszystkie anonimowe komentarze bez jakiegokolwiek nicka/charakterystycznego znaku/ podpisu będą usuwane".
UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.
4. Wbudowana wyszukiwarka blogowa jest trochę niedokładna i omija pewne treści pomimo występujących w nim szukanych słów. Innym rozwiązaniem jest wpisanie w google, czy bezpośrednio w pasku przeglądarki frazy: site:michalxl600.blogspot.com szukanywyraz Wynikami będą wszystkie artykuły zawierające słowo "szukanywyraz" na tymże blogu.