wtorek, 22 września 2026

Wojna z ignorancją - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=jfIF6Le6VJU

Witajcie ludzie. Jesteśmy tutaj znowu odpowiadając razem na pytania Władimira. Co ciekawego Władimir przygotował dla nas dzisiaj? 

  No cóż, szczerze mówiąc, to co mnie martwi w tej chwili to taka ogólna myśl  kiedy nadejdzie pokój między Rosją a Ukrainą? 

 O proszę - jakie dobre pytanie. Kiedy nadejdzie..... kiedy nastąpi pokój?  

 Cóż, przede wszystkim musimy zrozumieć, że ta nieustanna wojna nie jest między Rosją a Ukrainą. To wojna między tym, co dawniej nazywało się Tartarią, a potem Imperium Rosyjskim. Obejmowało to również Ukrainę i wiele innych jak na przykład Kazachstan oraz Zachód. Zachód i Brytyjczyków, którzy zawsze patrzyli na tę stronę z pewną podejrzliwością.  

Te walki okresowo się rozpalają i pokój nadejdzie, i wszystko będzie dobrze ale potem znów będzie to samo. Cały Zachód, Europa, znów będzie naciskać, bo ta wojna nie polega na wyparciu kogoś i zawłaszczeniu jakichś terytoriów, nie na tym, że jeden naród nie lubi innego narodu. To się dzieje dla oczyszczenia dusz, kiedy gromadzi się duża liczba filistrów, czy też obywateli czyli bezbożników. Oni mogą nazywać siebie komunistami, kapitalistami, czymkolwiek.  

Jest to opisane już w świętych tekstach Śrimad-Bhagavatam.  Tam cały rozdział nosi tytuł „brzemię ziemi”. Tam jest wyjaśnione kiedy następuje oczyszczenie, odwrócenie karmy. Najpierw przyszedł tu Napoleon - potem go wygnali, odepchnęli z powrotem, i nastał pokój. Wiele dusz zostało oczyszczonych, dusze, które nie chciały być oczyszczone, zginęły.  Takie dusze zostają niejako przetopione i odesłane z powrotem. Tak to się dzieje. 

 Potem był Hitler. To nie Francja tam przyszła, cała Europa tutaj szła. To nie Hitler tam szedł, to nie Niemcy, to była cała Europa, Włosi też tam byli, dosłownie wszyscy. 

 I teraz jest to samo. To dzieje się tylko na terytorium Ukrainy ale to nie walczy Ukraina i Rosja. To walczy dobro i zło, albo yin yang - nazwij to sobie jakkolwiek chcesz. Dobro i zło dla każdego znaczy co innego - dla jednego jedna rzecz jest dobra, dla kogoś innego jakaś inna. 

Zatem kiedy to się skończy? To się nie skończy w tym samym czasie. No, na przykład, kiedy 9 maja 1945 mówili o Dniu Zwycięstwa, - wtedy ogłosili, że to już koniec wojny, a na zachodniej Ukrainie ta wojna wciąż trwała. Tam jeszcze walczyli przez 12 lat - wciąż były niepokoje. Tak samo działo się w krajach bałtyckich, ona się nie skończyła w jeden dzień. To się dzieje nieustannie.

Jeśli nie wierzycie mi, to uwierzcie świętym mężom. Księga Koheleta. On używa słów: "jest czas wojny, jest czas pokoju". Czas. Ten świat nie może istnieć bez wojny. Bo kiedy w naszych głowach gromadzi się duża liczba błędów i kiedy z tych błędów tworzymy kulturę, czyli kiedy je legalizujemy, to wtedy zaczyna się wojna. 

W Indiach ludzie mówią: "krowy są zabijane i dlatego jest wojna". Cóż, ja mogę się tutaj spierać, bo czytałem Mahabharatę i tam Judistira mówi: „ciężarem (brzemieniem) ziemi są ludzie, którzy zapomnieli, że są tu z jakiegoś powodu. Są tu po to, aby coś stało się z duszą, aby nawiązała się jakaś inna relacja z Bogiem - jakaś wyjątkowa, ponieważ nie istnieje inny powód inkarnacji do tego świata ze świata duchowego.

 Terytoria nie są przedmiotem sporu. Wszystko to się nieustannie powtarza z dokładnością do detali. Bitwa pod Kurkszetrą i dzisiejsza wojna są identyczne aż do najdrobniejszych szczegółów. 

Po pierwsze, Kryszna przyszedł do tych Kaurawów i powiedział: „Słuchajcie, Pandawowie chcą tylko pięciu wiosek - mówią, że jeśli je dostaną to będą zadowoleni". Tamci odpowiedzieli: "nie!" Durathan powiedział, że nie odda nawet milimetra ziemi. A ostatecznie odebrano im wszystko.

Są zasady pokoju i zasady wojny. To jest dharma i Apaddharma. Jeśli nie przestrzega się Dharmy to ludziom żyje się nędznie, niekomfortowo i nudno. Natomiast jeśli Apaddharma nie jest przestrzegana- czyli nieprzestrzegane są zasady wojny to wtedy cały ród znika na długi czas z powierzchni Ziemi. A potem znów się pojawi.

Ta wojna się zakończy  - nastanie taki długi czas pokoju, że ludzie będą latać w kosmos, wszystko będzie dobrze. I nawet prorocy mówią o tym, kiedy i kto będzie latał. 

 Ci, którzy szczególnie rozpętują wojny, ich ziemie  zostaną zalane, tam sama przyroda będzie się sprzeciwiać. Rozumiecie? Wam się wydaje, że wojnę wygrywa się za pomocą dronów czy podobnych rzeczy?  Nie, wojny wygrywa się przestrzegając zasad. A zasady są następujące - czytamy Mahabharatę a w niej się mówi: „Nie zabijaj jeńców, nie strzelaj podczas negocjacji. Biała flaga oznacza, że ​​w tym czasie wszystko jest wstrzymane. Nie zabijaj dzieci, osób starszych, kobiet, cywilów". A ten kto zabija - kto nie przestrzega tych zasad - temu koniec.

 A co o tym mówi tradycja chrześcijańska? Ona mówi: "nadstaw drugi policzek" i podobne rzeczy - prawda?

 Ale z drugiej strony jak masz się zachować jeśli podpalają twój dom, kiedy zabijani są twoi krewni, czy będziesz wtedy stał i patrzył? Czy będziesz tylko czynił znak krzyża? No przecież nie. 

 I dlatego, jak powiedział św. Augustyn, istnieją wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe, ale wojny zawsze będą. A kiedy nadejdzie wojna - bo jak powiedział Kohelet, ona na pewno nadejdzie. I na pewno nadejdzie na czas.  

 Spójrzcie, jeśli weźmiemy liczby z dat początku I wojny światowej, drugiej wojny światowej i tego, co się teraz zaczęło, kiedy obecnie zaczęły się te działania zbrojne na pełną skalę, to wszystkie te daty sumują się do tej samej liczby 68. Rozumiecie jak to jest?

 To nie jest tak, że ktoś podjął decyzję i popełnił błąd, to zostało zapisane z góry. Wojna musi się rozpocząć tego dnia, nie wcześniej, nie później. Rok, miesiąc i data wszystko się sumuje do liczby 68 - zarówno pierwsza wojna światowa daje 68, druga  też 68. 

 Kiedyś specjalnie wygłosiłem wykład, omawiając, czym jest 68. Okazuje się, że 68 to oczyszczenie karmy, wyjście na następny poziom - tam są tylko wszelakie dobre charakterystyki.

 Mądrość tego świata jest głupotą przed Bogiem. W czasie wojny nie da się być hipokrytą. W czasie wojny to nie działa. Podczas wojny wszystko jest otwarte, wtedy "tak znaczy tak, nie znaczy nie - a co ponad to od złego pochodzi". Inaczej się nie da.

A kiedy jest czas pokoju to są oszustwa, jest korupcja, jest wiele różnych takich rzeczy. Kiedy jest czas pokoju, kiedy nie ma nadzwyczajnego wysiłku, to zupełnie nic nie wiadomo. Dlaczego jest potrzebna wojna? Bo skrywamy w sobie mnóstwo obrzydliwości - przykrywamy je jakimiś grzecznościami, reweransami.

 Ale kiedy zaczyna się wojna, to wypycha z nas tę obrzydliwość i ona wychodzi z nas na zewnątrz, ujawnia się cały egoizm. I zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś świętym, a inni też zdają sobie sprawę, że nie są świętymi. 

 A kiedy są okoliczności, że konieczne są nadzwyczajne wysiłki - przykładowo siedzi sobie jakiś stary człowiek a obok młody sportowiec. Kiedy tam siedzą, to wydają się tacy sami. Ale jeśli trzeba przebiec 100 metrów to od razu wiadomo, kto jest kim.

 I tak samo jest na wojnie, od razu wiadomo, kto jest kim. Ale tutaj nie mówimy o fizycznej sprawności ale o tym co siedzi w głowie człowieka - czy jest tchórzem, zdrajcą, dezerterem, czy bohaterem, świętym, czy jest odważny. To wszystko wychodzi na wierzch. 

  Bo heroizm, odwaga i świętość – to wszystko jest po stronie Boga. Ale ta cała reszta jest po stronie diabła. Ci drudzy ludzie biorą za podstawę swoje ciało, a ci pierwsi biorą za podstawę swoją duszę.  Może nawet nie swoją duszę nawet biblia mówi: „Kto chce uratować swoją duszę, ten na pewno ją straci. Ale kto nie boi się stracić swojej duszy, jest godzien królestwa niebieskiego" - nawet tutaj wprost się o tym mówi. I stąd się biorą takie powiedzenia, że "odważnego kule omijają". Dlaczego tak się dzieje? Bo za tym stoi Bóg. Ci, którzy giną na wojnie, to ci, którzy przyszli na nią już martwi. 

 Oni nie byli bohaterami pracy - u nich wypaliła się guna pasji. Kiedy wypala się guna pasji to człowieka ogarnia lenistwo - taki ktoś dba tylko o siebie. Dla innych nie zrobi nic.

Guna pasji może być wrodzona, a może być nabyta. Jeśli po prostu mi nie zapłacili to koniec. Jeśli nie widzę sprawiedliwości to opuszczam ręce. 

A jeśli przykładowo jestem młodym człowiekiem i ktoś mnie śmiertelnie uraził - mam taki dysonans w głowie i rodzi mi się się syn, to on już się rodzi z wrodzoną, wypaloną guną pasji - jemu już od urodzenia nie chce się pracować. A kiedy nazbiera się wielu takich ludzi to wojna rozwiązuje ten problem - inaczej wszystko by zamarło.

 Wyobraźmy sobie co by było gdyby nie było żadnych walk, żadnych wojen. Było takie doświadczenie, ono nosi nazwę "Wszechświat 25" albo też inaczej "Mysia utopia". Pewnego razu w ogromnym sześcianie ze szkła umieszczono 4 pary myszy. Wszystkiego było pod dostatkiem - one nic nie musiały czynić. Tam były gotowe nory, idealne warunki. Ta populacja się rozmnożyła chyba do 500 sztuk a potem wymarła. One się nawet rozmnażać przestały. Nikt z nikim nie walczył - nie było w ogóle żadnej konkurencji - wszystko było zawczasu przewidziane.

 Badacze przeprowadzili ten eksperyment 25 razy. Taki oto będzie rezultat jeśli wszystko będzie idealnie. Jeśli wszystko będzie takie idealne to czy to będzie dobrze? "Biada wam, jeśli wszyscy będą o was dobrze mówić". Ktoś musi na mnie szczekać dla mojego oczyszczenia. 

 Jak to tam mówił ten święty Franciszek z Asyżu? Mnisi Lew i Franciszek gdzieś tam razem szli a ten mówi: "Nawet gdybyśmy mieli wiarę i za nami szły tysiące wierzących, to nie byłoby to miarą sukcesu ani źródłem najgłębszego szczęścia". A ten jego towarzysz o imieniu Lew (tak samo jak Tołstoj) wszystko zapisywał.

Franciszek znów kolejne i znów kończy: "...   nie byłoby to miarą sukcesu ani źródłem najgłębszego szczęścia". No i ten Lew w końcu pyta:" w czym zatem tkwi to najgłębsze szczęście?"

I słyszy w odpowiedzi: "niedługo dotrzemy do miasta”. A wtedy istniały takie miasta, gdzie bramy były zamykane na noc. Podejdziemy do bramy, zastukamy a odźwierny uchyli drzwi i powie: „Wynoście się stąd łobuzy, oszuści i złodzieje”. I zatrzaśnie drzwi, a my pomyślimy, że on ma rację - to jest właśnie doskonała radość.

Czyli, że jeśli aż przez pół dnia jesteśmy święci, a karma, to kim byliśmy, czy od dzieciństwa nikogo nie oszukaliśmy? W obecnej chwili rodzą się dzieci, które zaczynają kłamać szybciej niż mówią. No cóż, takie są teraz czasy Kali Yugi. 

Albo weźmy zapiski Srimat Bhagavatam - tam znajdziemy z czego się składa miłość czyli Bhakti: ona składa się ze mnie, z Boga, z tego komu pomagam oraz z wroga!  Jeśli brak jest choć jednej z tych składowych to miłość się nie pojawi.

  Weźmy inny przykład - buddyzm. Tam u nich nie mówi się nic o miłości, ale oni mówią o współczuciu. Oni mają nieco inny szyld - tam jest współczucie. A to współczucie ma cztery przyczyny. 

  Och, nie jestem buddystą, dostałem dwóję z buddyzmu. Te przyczyny tam to życzliwość.... wszystkich nie pamiętam dokładnie, ale jednym ze składników jest nienawiść do tego zdarzenia - nie do danego człowieka, ale do tego tutaj...

 Na przykład, jeśli chcę kogoś wyleczyć to muszę znienawidzić tę chorobę - nienawiść. Jeśli ona mi się tylko nie podoba to wtedy to nie zadziała. Nienawiść wyłącza logikę i włącza cud. 

  Nienawiść, bo wciąż musimy się uczyć, uczyć, uczyć, ale nienawidzić jest nam bardzo łatwo. Jesteśmy mistrzami sportu w nienawiści. Wystarczy drobiazg i ona od razu jest w stanie wybuchnąć.

 I jeśli ta nienawiść zostanie skierowana we właściwym kierunku, jeśli ten gniew jest skierowany we właściwym kierunku, to wtedy ujawnia się transcendentalizm, ponieważ w tym momencie jesteśmy w 100% gotowi. Bóg nie jest jak rozcieńczony pięcioprocentowy kefir. Dopóki nie zwrócisz się do Niego w 100% - może być nawet z nienawiścią - to On nie odpowiada. Z nienawiścią najłatwiej się to czyni.

Braphupada mówił: „Nikt we wszechświecie nie może kontrolować gniewu i nienawiści”. To co oznacza? To znaczy, że jest on kontrolowany przez Boga. I niezależnie od tego, czy twój gniew jest sprawiedliwy, czy niesprawiedliwy, to za nim stoi Bóg. 

 Sprawiedliwy gniew oczyszcza przestrzeń wokół ciebie. Niesprawiedliwy gniew oczyszcza  ciebie samego. Wtedy tam pojawia się całkowicie osuszone pustkowie, a ty możesz wszystko zbudować od nowa, bo nagromadziła się tam sterta śmieci. Jak inaczej to stamtąd usunąć?

 Po prostu wyobrażałeś sobie, że jesteś nie wiadomo kim. Potem kiedy już wyzdrowiałeś to patrzysz: "to naprawdę ja?". Ale ja myślałem, że jestem takim wspaniałym dobrym człowiekiem. To ja jestem jakiś podejrzany - przynajmniej już znasz prawdę o sobie. Wszystko to się uzewnętrzniło. 

 Więc wszystko jest dobrze. I dlatego ludzie mówią, że gniewu nie da się powstrzymać, ale można go przekierować. A ci chrześcijańscy święci zmieniają ten sprawiedliwy gniew w sprawiedliwość. 

  Ale mówią także, że tylko ludzie duchowi mogą z niego korzystać. Ludzie duszewni nie. Cóż, ich nikt o to nie pyta, a oni też się złoszczą, ale oni oczyszczają siebie, podczas gdy ludzie duchowi oczyszczają przestrzeń. Człowiek duszewny nie może osądzać, ale duchowy może i powinien osądzać. 

W Biblii jest napisane: "tam żyją ludzie i nie ma tam sądu". Czyli, że ktoś powinien kogoś sądzić. To stwierdzenie: "Nie sądźcie, abyście nie byli osądzeni"  dotyczy ludzi duszewnych. Ale człowiek duchowy przychodzi i mówi wszystkim co i jak. Nawet królowie się takich boją - a to dlatego, że wobec nich nie działa prawo przyczyny i skutku. Taki pstryka palcami i król dostaje na przykład zawału serca, i koniec. 

 W tradycji Wisznuckiej to także istnieje - to nosi nazwę Waishnava aparadha. Jeśli pomyślałeś coś złego o świętym to nawet intensywna reanimacja ci już nie pomoże. (śmiech). Tak, takie rzeczy się dzieją. To opisują święte pisma.

Od czego myśmy tu w ogóle zaczęli, bo trochę odpłynąłem? 

Ja już też nie pamiętam.

aha - zatem chyba musimy kończyć.

 Już wiem!  Kiedy nadejdzie pokój między Rosją a Ukrainą. 

  A, racja! trochę się rozproszyłem i zboczyłem z tematu. Kiedy to nastąpi? Wkrótce, on nastąpi już niedługo. Nic więcej nie powiem, bo już mówili Żyrinowski, Edgard Cayce, a matematyk Sediq Afghan określił nawet ścisła datę.

Ponieważ ja nie jestem na tym poziomie lotu, to nie będę się odzywać - poszukajcie, jest napisane w internecie, jest konkretnie napisane kiedy to się stanie, kto z kim się będzie przyjaźnił a które kraje znikną w ogóle z map świata. Pojawią się nowe kraje, niektóre się zjednoczą i polecą kolonizować Marsa, Księżyc, Wenus i tak dalej. 

Wszystko będzie bardzo dobrze i wszystko będzie bardzo duchowe, nawet lepsze niż przed tymi wojnami. 

 Ale potem, wybaczcie mi, że psuję humor, złe duchy znów się poruszą, to się znów odrodzi. No cóż, tak się dzieje okresowo, nikt się przecież nie denerwuje, że po lecie nadchodzi zima.

A wy czego byście chcieli? Wszystkie wojny, wszystkie pomarańczowe rewolucje, i normalne rewolucje, są przeprowadzane absolutnie precyzyjnie z rozbłyskami słonecznymi.  

 Więc to nie politycy to wszystko robią, tylko Bóg. To się dzieje okresowo. Ludzie będący w różnym stanie trafiają w ten okres czasu. 

Dlatego niektórzy przetrwają, inni zostają liderami, jeszcze inni uciekają gdzieś tam jak zające, a niektórzy mogą uciec przed tobą.  I tak dalej.  I dlatego widzimy że, każdy jest inny.

 Niektórzy znajdują się w tym czasie wojny, ale dla nich nie ma wojny. Dla nich jej nie ma. Prawdopodobnie oni są Uttama-adhikari - to jest taki człowiek, który widzi wszystkich jako boskie twarze.  On widzi, gdzie jest dobro i zło. On widzi, że ktoś tam kogoś bije i on rozumie, dlaczego to się dzieje - czasami interweniuje, czasami nie interweniuje. On to czyni wyłącznie wtedy kiedy Bóg mu to poleca. On czasami dostaje podpowiedzi od Boga a czasami nie.

 Budda szedł kiedyś na jakiejś dalekiej wędrówce, minął go cały oddział wojska i Budda wiedział, że ​​ten oddział teraz pójdzie i wymorduje całą jego wioskę. I nic im nie zrobił. On wiedział, że tak musi być. Wioska już trochę się zepsuła. 

 Tak to już jest. Ale bywa też przeciwnie, że ktoś przychodzi i jednym gestem wszystkich zatrzymuje. Bywa rozmaicie.

Dlatego każdy jest w innym stanie. To zostanie ogłoszone oficjalnie, ale dla niektórych wojna będzie trwała, dla innych jej nie będzie. Cóż mogę tu jeszcze dopowiedzieć? Tak jak już powiedziałem trzeba przestrzegać zasad Apaddharmy. 

 Po pierwsze wojna musi być wypowiedziana przez prawowity rząd. Tak powiedział święty Augustyn a potem powtórzył to,.... jak on tam się nazywał, zapomniałem - ale też bardzo znany. 

 Zatem pierwsza zasada jest taka, że ​​jeśli pójdą i przeprowadzą zamach stanu, a potem ci zamachowcy rozpętają działania militarne, to wojna jest niesprawiedliwa. Jeśli wszystko zostałoby przegłosowywane i taki rząd wypowiada wojnę to byłoby zgodnie z prawem. Jednocześnie powinno być dokładnie tak, jak podczas tej wojny pod Kurukszetrą - trzeba rozmawiać i rozmawiać aż ostatecznie dojdą do porozumienia. Ale kiedy  jedna strona jest zadowolona, a drugiej się to nie podoba - ona nadal negocjuje, znów się nie podoba i wtedy rozpoczyna się wojna. Ona zaczyna się, gdy porozumienia, negocjacje się wyczerpią, gdy wyczerpany zostanie aspekt dyplomatyczny.  

 Mahabharata opisuje, że tam pod Kurukszetrą Kryszna przez bardzo długi czas negocjował, ale przedstawiciel drugiej strony jakoś się uparł. Cóż, jeśli tego punktu nie wdrożymy to pozostałe dwa można zignorować. 

  Drugi warunek sprawiedliwej wojny. Wojna będzie, ale musimy być po stronie światła, a nie ciemności. To znaczy, aby ją właściwie prowadzić - zatem musi ona mieć ona uzasadnione cele. A uzasadnione cele to ochrona tych, którzy są zabijani bez powodu - obrona kobiet, dzieci i tak dalej. Przejmowanie terytorium nie jest uzasadnieniem - tylko ochrona. Wszystkie inne cele czyli na przykład zasoby czy coś innego, albo że jakiś naród jest w złym miejscu. To nie jest sprawiedliwa wojna. 

 I po trzecie - i tutaj wkraczamy na najbardziej grząski grunt. Podczas wojny mogą pojawić się niuanse. Przyjaciel zginął, dom ci spalili. Człowiek może więc popaść w rozgoryczenie. Nawet jeśli początkowo prowadził sprawiedliwą wojnę, legalną według Wed i tradycji chrześcijańskiej, według tego świętego Augustyna - to jeśli popadł w rozgoryczenie i zaczyna pałać żądzą zemsty za swoją rodzinę, to wtedy traci swoją etyczną podstawę. On wtedy po prostu chce się mścić do końca: "owszem - sam zginę ale zemszczę się".

 Taka postawa również nie jest sprawiedliwą wojną. To znaczy, że nie możemy utracić tego kompasu. No tak, strzelasz i tak dalej, ale nie może być nienawiści i złości.  

 To jest trzecia rzecz. Jeśli te trzy zasady są wypełnione to jest to wojna sprawiedliwa. Ta linia rodowa będzie kontynuowana - ona ma przyszłość. Wtedy oni są tymi, którzy niosą pokój, a ci drudzy są najeźdźcami. W ten sposób rozróżniamy tych pokojowych i najeźdźców. A jak jest napisane w Ewangelii: "miłujący pokój  odziedziczą ziemię" jak mówił Jezus w kazaniu na górze.

Cóż, mówię też, że wojna trwa. Wszyscy żyjemy tu na różnych poziomach. Dla jednego człowieka ona nawet się nie zaczęła, inny znów jest patriotą. Jeśli wydaje ci się, że bronisz swojej ziemi to jesteś po stronie ciemności, ale zdecydowanie wierzysz, że jesteś patriotą,  no i zuch z ciebie! - Brawo. 

 Jeśli tak myślisz to postępuj uczciwie. Najważniejsze jest to, czy żałujesz samego siebie; czy walczysz tylko dla siebie, czy dla kogoś innego. Jeśli za kogoś innego to brawo. Jeśli tylko dla siebie to nieważne, po której stronie jesteś - wiecie, że zdrajcy są po każdej stronie, wrogowie są po każdej stronie - tak samo wszędzie są bohaterowie.

 I dlatego wydaje nam się, że starły się dwie ciemne siły. A tam zarówno po jednej jak i po drugiej stronie są siły światła i ciemności. Cóż, siły światła pozostaną więc wszystko jest w porządku. 

Wojna jest nieunikniona. Nie dlatego, że jest konieczna - przecież wiemy, że nie możemy zatrzymać obrotu wokół Słońca albo obrotu Ziemi wokół osi. Tak samo nie możemy zatrzymać tego zaplanowanego szeregu zdarzeń, ani tych rozbłysków słonecznych - nie jesteśmy w stanie. A to one to wszystko powodują więc wszystko idzie zgodnie z planem. Ten kosmiczny budzik działa i włącza się na czas. No i dobrze. I nie ma w tym nic złego. Najważniejsze, żebyśmy zachowywali się z godnością. 

 A kiedy to się skończy? Kiedy rozmawiam z dziećmi, kiedy one nie mogą odrobić lekcji, to mówię tak: „Otrząsnąłeś się, wytarłeś smarki, jesteś teraz na wojnie. Teraz walczysz z ignorancją! Do ataku!" 

No i wtedy one stają mężnie do walki z ignorancją. One walczą z ignorancją w ten sposób. To wszystko. Dziękuję za uwagę. Walka z ignorancją to sprawiedliwa wojna. 

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=U__2fbw--NE

poniedziałek, 21 września 2026

Sztorm w głowie - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/edWumPSt8zM 

Witajcie ludzie, kolejne spotkanie i odpowiadamy na pytania. Nasz dzisiejszy temat brzmi: „Burza w głowie. Jak uspokoić niespokojny umysł i przywrócić wewnętrzny spokój?”.  

 Dobrze - zapiszemy to w ten sposób. Burza w głowie. Bardzo trafny tytuł, bo tak naprawdę wszystkie nasze burze są w głowie. To te myśli -  one szarpią nasze zmysły. A jeśli zmysły są słabe to ciężko coś zdziałać, bo zmysły są po to aby wpływać na ten świat. 

 Jeśli one są słabe, jeśli są tylko słabymi nitkami to świat na nie nie reaguje. Ale za to my reagujemy na to, co dzieje się na świecie. Jeśli nasze zmysły są słabe, a słabe są wtedy jeśli są to uczucia negatywne. Więc pojawia się burza, kiedy wpadamy w panikę i coś na świecie się poruszyło, nieistotne wydarzenie, a mózg zaczyna się chwiać. 

 Ale jest inny sposób: jest mózg jest sztywny, a ściślej jeśli świadomość jest taka sztywna, niezachwiana to te zmysły stanowią taka silną muskulaturę i to one szarpią tym światem. Wtedy powiada się, że taki człowiek ma silną wolę.

Taki ktoś jest panem swojego losu. On nie ma burzy w głowie. Wręcz przeciwnie, przychodzi i uspokaja burze lub je wywołuje. Tym właśnie różni się silny od słabego. Burza w głowie oznacza, że jesteś po prostu chory. 

Czego tak w ogóle dotyczy nasz temat? Tak jest wtedy umysł zamienia się w niekończący się strumień zmartwień, lęków, trosk, zamartwiania o przyszłość, żalów o przeszłość i niekończących się wewnętrznych dialogów. 

 Normalny, zdrowy człowiek kontempluje to wszystko, postrzega wszystko naraz i nie ma w nim paniki, która, nawiasem mówiąc, odwraca jego uwagę od świata wokół niego. 

 I dlatego właśnie próba zmuszenia się do zaprzestania doświadczania tego wszystkiego często tylko nasila lęk i niepokój. Powtarzasz sobie: " jestem spokojny, jestem całkowicie spokojny, jestem zupełnie spokojny". Więc to nie działa, potrzeba czegoś innego. 

 Kiedyś uczyli mnie siedzieć, na przykład, w pozycji lotosu, to było kiedy ćwiczyłem karate, nauczyciel mówił: „Dobrze, siedzimy w pozycji lotosu, nasze nogi są przyjemnie rozluźnione" - a one nas bolą tak bardzo, więc jak tutaj można się zrelaksować?

 Ale potem, okazuje się, nie dzięki tym rozciąganiom, ale dzięki medytacji, to wszystko jakoś znikało. Wszystko pochodzi w końcu z umysłu, nawet fizycznie. A tutaj sam umysł jest atakowany, ponieważ  tam dzieją się takie rzeczy. 

 I jak więc zachować jasność, gdy wokół panuje chaos? W Kathau Upanishadach życie ludzkie jest porównywane do rydwanu. Nawiasem mówiąc, ten obraz jest wszędzie - również w magii, w tej czarno-białej magii doktora Papusa jest podobny obraz, a na okładce Bhagawadgity on również jest, jest wszędzie. 

 Ale tam jest powiedziane, że to ciało jest rydwanem. Takim niebezpiecznym rydwanem. na którym się ścigamy.  Dusza jest panem rydwanu. Rozum buddhi jest woźnicą. Właściwie w Bhagawadgicie rozum jest po prostu taką tablicą rozdzielczą, za pomocą której komunikujemy się z Bogiem. To znaczy, on jest praktycznie odbiornikiem od Boga. Stąd pochodzi pokój. 

Nawiasem mówiąc, jedno z imion Kryszny brzmi Hrishakesha czyli pan zmysłów. Jeśli to on włada zmysłami, jeśli oddam mu moje zmysły, to staną się silne, a ja stanę się awatarem albo też Avesha awatarem, i wtedy rządzę (władam) tym światem. I nie dlatego, że jestem taki potężny i myślę: „bójcie się mnie”. To po prostu staje się normalne dla człowieka. 

Człowiek powinien być jak jak w tej znanej piosence: "panem swojej rozległej ojczyzny", ale nie jak swój własny pan, ale raczej cokolwiek mu się powie, musi zrobić, w zależności od swojego talentu, swojego celu. 

Zatem ciało jest rydwanem, dusza jest tym, kto jedzie w tym rydwanie. Rozum buddhi jest kierowcą (woźnicą), który go prowadzi. To znaczy, dusza ma dostęp do pedału gazu, ma hamulec, ale nie ma żadnej kierownicy.  

Za kierownicą siedzi rozum. A czym on się kieruje? Na jakiej podstawie podejmuje decyzję dokąd jechać? Umysł inaczej nazywamy manos - rozum to buddhi, natomiast umysł manos, to są lejce. No i pięć zmysłów, czyli te konie ciągnące cały rydwan. 

One albo niosą mnie tam, gdzie jest dobrze - bo na przykład poczułem jakiś przyjemny zapach, mój węch mnie tam zaniósł. Jakiś koń mnie tam zaniósł. Tam jest coś na co miło jest popatrzeć więc poszedłem tam. Tam mnie zaciągnęło - a przecież powinienem mieć cel, a nie tylko szukać i studiować tak jak na przykład geolodzy szukający żyły złota, miedzi albo diamentów. Oni czegoś szukają. A powinieneś być twórcą wartości, a nie żebrać o coś, rozumiecie? Masz być twórcą. 

 Jeśli rozum jest czujny, a lejce są mocno trzymane, to taki człowiek kieruje się sumieniem. Wtedy zmysły są kierowane we właściwym kierunku i człowiek osiąga swój cel - osiąga swoje przeznaczenie.

 Sumienie jest idealnym przewodnikiem, ono jest jak te współczesne elektroniczne urządzenia w samochodzie, które mówią: "skręć w prawo, skręć w lewo". A wtedy ani sobie nie przyniesiesz szkody i dokonasz czegoś pożytecznego dla innych.

 To znaczy, nie zagubisz siebie, ani nie zgubisz konia, nie utracisz tej władzy nad lejcami - twoje konie czyli zmysły będą nakarmione - wszystko będzie dobrze. Musisz być posłuszny. Trzeba się słuchać tych podpowiedzi sumienia.

 A kiedy rozum słabnie, wtedy umysł przestaje słuchać - te konie przestają słuchać, jeśli zrozumieją, że ten z batem i lejcami nie jest sobą. A wtedy konie jak to się powiadało dawniej "ponoszą".

One wymykają się spod kontroli, a człowiek znajduje się na łasce lęków, obaw i niepokojów, ponieważ te nasze konie, każdy koń – to pięć zmysłów: węch, dotyk, słuch i wzrok, i wtedy one zaczynają same szukać wokół czegoś interesującego.

I zaczyna się dziać jak w tej bajce łabędź, szczupak i rak - każde ciągnie w swoją stronę. I co wtedy pozostaje umysłowi? On tylko to wszystko sublimuje i tworzy jakiś ogólny wektor. 

 A jeśli to łabędź, rak i szczupak, to wektor może być zerowy - wtedy nic się nie dzieje. Człowiek po prostu stoi w miejscu, odmierzając czas, bo nie wie, gdzie jest najlepiej, bo nie ma celu ani zadania życiowego.  

 On jest wtedy takim kolekcjonerem, - nawet nie myśliwym a co tutaj w ogóle mówić o byciu twórcą? A przecież koniec końców jesteśmy na obraz i podobieństwo Stwórcy.

I właśnie dlatego Kryszna mówi Ardżunie w Bagwadgicie, (to jest rozdział 6, 34). Ardżuna tam mówi: „Umysł jest niespokojny, czuję się źle, nie mogę go kontrolować, jestem jakoś odłączony, umysł jest szalony, uparty. Wydaje mi się, że trudniej go okiełznać niż wiatr". Tam jest nawet napisane, że łatwiej jest kontrolować wiatr gołymi rękami niż umysł. Umysł jest naprawdę silnym huraganem. 

 A Kryszna nie kłóci się z nim. Mówi: „No tak, oczywiście, tak jest”. On mu odpowiada w następnym wersecie - w wersecie trzydziestym piątym. Mówi: „No tak, to trudne, ale możliwe dzięki wyrzeczeniu! Wairagya to wyrzeczenie - nieprzywiązywanie się do tego wokół. Po prostu za pomocą zmysłów przywiązałeś się do tego i tamtego - a one ciągną cię jak jakaś barka,- jak tam oni się nazywają ci przewoźnicy barek,  albo jak te konie ciągną cię tutaj nieustannie.

 Ty w ogóle sam nie decydujesz, dokąd iść. Ale jeśli miałbyś plan - a ja mogę ci ten plan dać - ale w tym celu musisz się pozbyć tych przywiązań, żeby to one mogły cię tam pociągnąć. Ty im powiedziałeś, a one ciebie posłuchały.

Żył kiedyś taki Swami Wiwekananda, on to w ogóle ujmował w taki poetycki sposób mówiąc, że umysł to taka małpa, która skacze z gałęzi na gałąź. Rozumiecie, prawda? Coś tak kapryśnego i nie wiadomo na którą gałąź skoczy. 

I mało tego, że on tak niespokojnie skacze - pewnego razu tę małpę ukąsił skorpion niepokoju. Więc nie dość że nieustannie skakała to jeszcze zaczęła się też niepokoić - taki jest ten umysł. 

 I aby jeszcze bardziej wzmocnić tę alegorię, on mówił dalej: "a po tym użądleniu małpa upiła się winem pragnień". Wyobraźcie to sobie, (śmiech) pijana małpa użądlona przez skorpiona skacze z gałęzi na gałąź. Ona mogłaby spaść, prawda?  Taki jest właśnie umysł bez Boga, ponieważ Hrishakesha jest panem zmysłów.  

Cóż, zasadniczo chodzi o to, że nie jesteś umysłem. Pozwalamy mu zachowywać się w ten szalony sposób, ponieważ nie oddzielamy się od umysłu. Ale ja nie jestem umysłem. To błąd uważać siebie za swoje myśli.  

 Myśli przychodzą i odchodzą - chyba wszyscy to zauważyli. Czasami przychodzi mi jakaś myśl, ale jej nie zapisałeś. Potem myślisz sobie: „Była jakaś myśl, ale jej nie pamiętam”. Wiecie, co to znaczy? To nie była moja myśl. Ja jestem tylko odbiornikiem, który wychwytuje coś w tym eterze, w tym zapisie Akaszy, czy jakkolwiek chcesz to nazwać. Ale te myśli są generowane. Nasze DNA wcale nie przechowuje informacji. To jest antena, która zbiera informacje.

 Jeśli twoje DNA jest poprawne, jeśli jest twoje rodzime – jeśli nie ma tam jakichś medycznych modyfikacji to ono odbiera fale twojego przeznaczenia. A jeśli tam jest jakaś ingerencja to już tak nie jest. Ale to nie jest problem - modlitwa jest w stanie to naprawić. Nawet ziemniak jeśli zostawić go w spokoju i nie ingerować to on odtwarza swoje źródłowe DNA - a tym bardziej człowiek. W tym celu dostępne są różnorakie praktyki.

Najważniejsze to nie utożsamiać się z umysłem, nie utożsamiać z myślami - myśli przychodzą i odchodzą,  dzisiaj umysł przedstawia tobie jeden scenariusz a jutro namaluje ci całkiem inny.   

Ty rzuciłeś wszystkie swoje zasoby w tamtą stronę, no i co teraz z tym zrobić? A dusza pozostaje obserwatorem. Dlatego nie powinieneś walczyć z umysłem. Walka z nim jest bezużyteczna i niemożliwa. Człowiek nie może z nim walczyć. Musisz wzmacniać swój rozum.

 A rozum sam oswoi ten umysł. Umysł nawet chce mu być posłuszny. Próba zmuszenia się do niemyślenia jest jak myślenie o białych słoniach albo o białej małpie. Znacie tę historię: od razu zaczynasz myśleć o białych słoniach, to nie działa. To rzadko przynosi rezultaty; jest wręcz przeciwnie, to przynosi odwrotny skutek. 

 A kiedy nadchodzi prawdziwy spokój ? Wtedy gdy rozum zaczyna kierować umysłem. A potem, zamiast wierzyć w każdą niepokojącą myśl - a dzisiaj, teraz, w tym momencie, w którym mówię, jest mnóstwo powodów dla tych pełnych trwogi myśli, a media są jak oliwa do ognia, one dolewają oliwy do ognia.

 "Jeszcze nie jesteś całkowicie przestraszony? A czy słyszałeś, że to i tamto?" - wszystkie te informacje są po to żeby stłumić entuzjazm, żeby wpędzić cię w depresję - transmitowane jest bezbożnictwo! Rozumiecie jak to działa?

A co się stanie? Co będzie? Będzie tak, jak powinno być. Wszystko to jest skalkulowane. I to nie przez polityków - Bóg wszystko wie. Wszystko będzie dobrze.

 Najważniejsze jest to, że ci, którzy odłączyli się od Boga, zostali zaprowadzeni tak jakby do muszli klozetowej i spuszczono za nimi wodę. To takie trochę obraźliwe porównanie, ale dokładnie tak to się dzieje. 

 Ale jeśli się od tego oderwiesz, to wokół ciebie będzie dużo hałasu, a potem wszystko się uspokoi. Dlaczego? Ponieważ wokół ciebie powstanie królestwo niebieskie. 

 Zniknie całe to zamieszanie, które fotografuje wszelkie niedogodności z każdej strony i wysyła je tobie, żebyś przyjął, że to dotyczy ciebie. 

 Jeśli masz jakiś cel, jeśli wypełniasz swoje przeznaczenie - jak to tam jest ujęte w tej znanej modlitwie? "Przyjdź królestwo Twoje, jako w niebie,..." - a gdzie jest to niebo? Tutaj - w naszym wnętrzu - "..... tak i na ziemi".

 On tu stąd mówi ci, co masz czynić, a ty to czynisz to na ziemi. I żadne inne królestwo nie jest potrzebne. To wszystko. Teraz jest pokój, cisza i nie ma żadnego chaosu. Twój spokój w twojej głowie stworzył pokój również tutaj. 

 Ale jeśli nie ma Boga w twojej głowie, jeśli tam brak jest Boga, to jesteś skazany na zagładę. Jak wiecie istnieje takie pojęcie jak entropia. Wtedy to jest entropia i nie obwiniaj za to jakichś tam satanistów, jakichś przestępców czy jakichś złych władców. To jest entropia. 

 Ci wszyscy przestępcy, zły rząd, globaliści, sataniści to element entropii i to jest ich zadanie. Oni zajmują się utylizacją bezbożników. Tak to jest. Ale jeśli jesteś z Bogiem, to oni ciebie nie tkną; oni wtedy po prostu cię nie widzą. W pewnym sensie nie jesteś dla nich smaczny - nie w ich guście.

I zamiast wierzyć w każdą złą wiadomość trzeba sobie zadawać pytanie: "czy to jest rzeczywistość czy tylko przypuszczenie w celu wywołania mojego niepokoju? A może ktoś tak tylko powiedział i są to jakieś w ogóle niepotwierdzone informacje?"

To jest praktyka powrotu do teraźniejszości. Praktyka przywrócenia siebie do teraźniejszości, do tu i teraz. A tak przy okazji, Boga nie ma ani tam, nie ma go też gdzieś tam, ale właśnie tutaj - w każdym razie dla ciebie.

 Większość naszych zmartwień jest związana albo z przeszłością, której nie da się już wymazać - albo te zmartwienia dotyczą przyszłości, która jeszcze nie nadeszła.

A kiedy człowiek całkowicie,.... pozwólcie mi to powtórzyć,... całkowicie skupi swoje działania na teraźniejszości, to jest to słynne "tu i teraz" -  czyli po prostu jesteś skoncentrowany, po prostu zaczynasz żyć jakościowo. 

Po prostu zebrałeś te strzępki swoich zmysłów i rozumu. Rozum jest gdzieś w przyszłości,zmysły są gdzieś w przeszłości, a tu na miejscu są martwe zwłoki, które nigdzie nie zmierzają bo to trup. 

Tylko wtedy, gdy jesteś kompletny, gdy jest to "Om purnam" jak je nazywają Upanishady, kiedy zmysły, ciało i myśli są w jednym miejscu, tu i teraz - tylko wtedy jesteś żywy, wtedy nic nie jest straszne. Wtedy człowiek jest w królestwie niebieskim, on wtedy sprawia, że wszystko się nastraja - wtedy ta cała entropia po prostu znika. Wtedy wszystko wokół rozkwita. Wtedy moc niespokojnych myśli słabnie i przestajesz wtedy przyciągać te problemy do swojej głowy. Przyciągasz je właśnie swoją bezbożną głową, ale z Bogiem wszystkie problemy znikają. 

Dziękuję za uwagę.

  wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=YdopqPlBP1w

sobota, 19 września 2026

Autyzm - Walery Piakin

 oryginał: https://youtu.be/Jx14t319RbY

 Mam 34 lata i urodziło mi się dziecko. Moja córka ma częściowy autyzm i jeszcze nie mówi. Ma 4 i pół roku. Interesuje mnie pańska opinia na ten temat bazując na pana doświadczeniu w badaniu porządku świata. Jak mogę najlepiej wyjaśnić zjawisko autyzmu? Moja żona wychowując córkę przez te kilka lat wymyśliła powiedzenie: „Ci wokół mnie piją i palą. Ale dzieci u nich rodzą się zdrowe”. Optymiści radzą szukać talentów ale opóźnienie już istnieje. Jeśli to możliwe, proszę wyjaśnić istotę tego zjawiska. Być może zwolennicy nurtu filozofii społecznej jaką pan głosi mają bardziej kompleksowy punkt widzenia, odmienny od tradycyjnego. 

  Jeśli chodzi o autyzm to jest to powszechna plaga XXI wieku. To plaga środowiska technologicznego. Zwróćcie uwagę, że autyzm nie był zjawiskiem masowym. Ono nie istniało, dopóki na naszej planecie nie zaczęły dominować demokratyczne wartości.

 W pewnym sensie chodzi o to, czego dotyczy ten autyzm. Jest to niezdolność do pełnej socjalizacji u dzieci. Jest to, ogólnie rzecz biorąc, reakcja dzieci na odrzucenie tego świata, odrzucenie pewnych behawioralnych, etycznych programów, którymi kieruje się otoczenie. 

 Ta niezdolność dziecka do nawiązania normalnego kontaktu ze społeczeństwem  jest związana właśnie z faktem, że dziecko ma jakieś zahamowania. I w tym zakresie - o dziwo - to zahamowanie może działać w stosunku do jednego lub obojga rodziców. 

Rzecz w tym, że - zrozumcie to dobrze - rzucenie palenia i picia nie jest celem samym w sobie; to o niczym nie przesądza. Przykładowo Hitler nie palił ani nie pił, ale czy on był  człowiekiem?

  Dlatego dziecko jest bardzo silnym czynnikiem - ono jest wskaźnikiem. Wszystko co się dzieje z dzieckiem i co się mu przytrafia jest sygnałem dla rodziców. Jego stan wskazuje na to co się dzieje między rodzicami - autyzm jest reakcją, tacy autystyczni ludzie odcinają się od świata - od tego czego nie chcą, odcinają się od tej presji jaką się na nie wywiera. 

 Jak z tego wyjść? Trzeba ponownie rozważyć - zweryfikować swoje zasady kulturowe i ogólne zapatrywania życiowe. Poleciłbym wykorzystanie starej sprawdzonej metody czyli znalezienie dziecku przyjaciela ze świata zwierząt. 

Najskuteczniejszymi przyjaciółmi są konie i psy - szczególnie jazda konna jest bardzo pomocna dla dziecka z autyzmem ponieważ kiedy dziecko jedzie na koniu to ma wrażenie kontroli nad procesem, ale jednocześnie jest rozładowywane to napięcie. Oczywiście koń prowadzi, więc się nie przewróci, czyli dziecko nabierze zaufania i dlatego, jeśli to możliwe, jeśli możesz to trzeba regularnie jeździć na kucyku, a konkretnie w siodle. 

 To bardzo poważna pomoc dla dziecka w nawiązywaniu kontaktu. To znaczy, że ono zobaczy, że może przejąć kontrolę nad tymi procesami i jest to bardziej efektywne. 

Pies rozwiązuje ten sam problem, a nie każdy pies - wszystkie te małe rasy domowe lub niektóre psy bojowe absolutnie się do tego nie nadają. Najbardziej odpowiednie pod tym względem są tak zwane kundelki, husky lub owczarki. Chodzi o psy, których rasy od dawna istnieją i od dawna służą człowiekowi. Ważne jest przy tym rozumienie, że zwłaszcza husky to nie jest pies do miasta. On powinien żyć w naturze a nie w małym mieszkanku. 

Zatem pies pomaga dziecku również przejąć kontrolę, czyli dziecko komunikując się z psem - czy to podczas spaceru czy zabawy będzie również kontrolować psa, ale jednocześnie ma pewną ochronę. To towarzystwo zwiększa jego poczucie bezpieczeństwa, możliwości zarządzania i wejścia w socjalizację.

Nie wiem, gdzie pan mieszka. Ale jeśli mieszkasz w Mińsku, to Mińsk jest duży i być może żyjecie na jego obrzeżach. Ale jeśli mieszkacie w samym mieście, w samym centrum - w wieżowcach, to najlepszą opcją, którą polecam rozważyć jest przeprowadzka na wieś. Dziecko powinno zostać umieszczone w naturalnym środowisku.

 A co najważniejsze, to przyjrzyj się swoim osobistym programom, które mogą utrudniać dziecku życie. Cóż, musisz wyrwać dziecko z środowiska technologicznego. To bardzo skuteczne leczenie samo w sobie.  

 wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=keIEUQXqoGE

piątek, 18 września 2026

Oni są wszędzie i przeszkadzają nam żyć - Eugenia Karpunina

 oryginał: https://youtu.be/bHWF1Xf-1TI

 Przyjaciele, witajcie wszyscy. Dzisiaj chcę porozmawiać o ludziach, botach. Kim oni są i dlaczego nie mają duszy, i jaką rolę pełnią w naszym matrixie? To bardzo proste. Matryca to system dla niższych struktur i niższe struktury żywią się naszą energią. 

 Istnieją jednak różnice między ludźmi, którzy żyją na tej ziemi, a tymi, którzy się nimi żywią. Zadaniem tych ludzi, którzy mają duszę, jest misja. Tak, oni również zasilają tę matrycę, ale mogą się z niej wyrwać. To znaczy, mogą porzucić swoje programy, ale boty nigdy nie porzucą swoich programów. 

 Więc ta matryca tworzy takie programy - tworzy takich niby ludzi, którzy będą ją karmić w nieskończoność. I ci, którzy mają duszę, zawsze będą się opierać. Ci ludzie, zawsze się opierają. A ciemni tego nie lubią, uwierzcie mi. Wiedzą wszystko, rozumieją wszystko. I dlatego ta matryca istnieje, no i botów jest tutaj o wiele więcej.  

 Widzimy, że 80 procent na 100 to boty, bioroboty, ludzkie bioroboty, które zasilają ten system, zasilają ten świat, zasilają siły, które są z nami połączone. 

Ale, jak już wiemy boty nigdy się nie opierają - nie sprzeciwiają się. To znaczy, one mają program i to wszystko, żyją według niego latami, przez całe życie i się nie opierają. To znaczy, niczego nie zmieniają w swoim życiu. 

 I to jest naprawdę przerażające dla osób duchowych, ponieważ człowiek duchowy zawsze będzie zadawać pytania, zawsze będzie do czegoś dążyć, zawsze będzie rozumieć, że jest zmęczony życiem w ten sposób. Jest zmęczony życiem w tym programie. To go wykańcza. 

Natomiast botowi jest wszystko jedno - on nigdy o czymś takim nie pomyśli. Jemu to nawet nie przyjdzie do głowy. On nie zastanawia się nad tym czym jest „dusza”, boty nie potrzebują tego i nie wiedzą, czym jest dusza. 

 Nie wiedzą nawet, jak działa świat, jak działa wszechświat. Wierzą tylko w to, co mają: mają dom, mają pracę, mają dzieci. Wierzą tylko w to, co widzą. W to, czego nie widzą, nie wierzą i nigdy nie uwierzą. 

 Ponadto kolejnym i głównym paradoksem jest to, że nie da się ich do tego przekonać, nawet jeśli postawi się przed nimi 500 duchowych ludzi, 500 duchowych przewodników, którzy im opowiedzą i pokażą przykłady cudów, uzdrowień to oni w to nie uwierzą, przyjaciele, i to jest bardzo przerażające. 

 Nie uwierzą, że coś takiego istnieje. Użyją wszelkich możliwych środków, aby udowodnić, wszelkich możliwych sposobów, żeby na przykład zaklasyfikować ciebie jako jakiegoś szaleńca. Powiedzą ci, że się mylisz, będą się na ciebie złościć, to znaczy zrobią wszystko, co możliwe, aby usprawiedliwić swoją niewiarę. 

 To ich własna niewiara. I pod tym względem, to bardzo, bardzo smutne i obraźliwe, że żyjemy wśród takich ludzi. Ogólnie rzecz biorąc w moim osobistym otoczeniu mam bardzo mało ludzi, z którymi mogę rozmawiać o głębokich duchowych tematach. 

 I dodam tutaj jeszcze, że boty zazwyczaj... Można je też spotkać w kościołach, one rzekomo angażują się w sprawy duchowe, w pewnym sensie wierzą w Boga, ale chodzą do kościoła, modlą się tam, coś czytają, niby czytają Biblię. Ale, przyjaciele, ten duchowy egregor, a dokładniej egregor kościelny, to także ten sam system matrycowy niższych struktur, ponieważ wszystkie religie, wszystkie te kościoły – wszystkie wywodzą się z niższych struktur. 

A więc boty, one również wchodzą we współdziałanie z tymi połączeniami. To znaczy, wchodzą w interakcje z tymi strukturami, z tymi egregorami. I rzekomo usprawiedliwiają się, mówiąc: my wierzymy w Boga. A gdzie jest Bóg? Boga na pewno nie ma w kościołach, na pewno nie ma w świątyniach, na pewno nie ma Go gdzieś tam.  

 Bóg jest w nas. On jest w nas. I wszyscy ludzie duchowi, wszyscy ludzie przebudzeni, wiedzą o tym doskonale i doskonale to rozumieją. I dlatego w moim otoczeniu, praktycznie nie ma takich osób. 

Oczywiście, nie chcę teraz nikogo osądzać ani obrażać, ale po prostu wyrażam swoje stanowisko, swoją opinię, to co teraz myślę, co teraz czuję i co widzę. 

A te boty są kompletnie pozbawione empatii. Empatia jest dana tylko i wyłącznie istocie duchowej, aby ona mogła odczuwać ten świat. A kiedy jesteś botem, to oczywiście nie będziesz odczuwał tego świata, ponieważ ta funkcja, nie jest ci potrzebna.  

 Dlaczego? Bo jeśli odczuwasz ten świat w jakikolwiek inny sposób, to rozwiniesz inne wzorce świadomości. A kiedy nie czujesz nikogo ani niczego, kiedy nic nie czujesz, to nie czujesz jakie energie są w tym świecie, jakie wibracje tu panują, jakie zmiany zachodzą w polu energetycznym, w strukturach energetycznych. 

Kiedy nic nie czujesz, to żyjesz w sobie spokojnie, nie myślisz o niczym. Człowiek empatyczny, duchowy, na pewno to poczuje. Wtedy na pewno ta umiejętność odczuwania zmieni jego świadomość, ta wrażliwość będzie prowadzić do jasnowidzenia, do jasnosłyszenia, może pojawić się jasnopoznanie. 

 Ta więc tylko ludzie duchowi posiadają wszystkie te cechy. A takich ludzi jest bardzo niewielu, uwierzcie mi. Jest ich bardzo niewielu, ponieważ nie jest to korzystne dla matrycy - dla niej nie jest korzystne, aby mieć tu wiele takich dusz. 

 W przeciwnym razie oni już dawno przestaliby ją karmić. Już dawno zrozumieliby i pojęli, jaki jest tu sens. A skoro jest nas tak niewielu, skoro jest nas tak niewielu, ludzi duchowych, którzy rozumieją - cholera jasna! wszystko na tym świecie jest tak iluzoryczne, tak zwodnicze, że dawno pozbylibyśmy się naszych własnych programów. 

 Po prostu byśmy je wyłączyli, gdybyśmy tylko uruchomili jasnowidzenie, i szybko byśmy wszystko rozgryźli. Zorientowalibyśmy się, że jesteśmy podtruwani poprzez żywność, że w powietrzu rozsiewane są trucizny w chemitrialsach. Wszystko jest tu czynione tak, żebyśmy istnieli w tym Matrixie - żeby zachować nas przy życiu, ale żebyśmy się nieustannie męczyli i cierpieli wydzielając energię dla tych nisko wibrujących istot. Właśnie taka jest rola botów więc zrozumiałe jest,  że one będą stanowić większość.  

 Ale w tym świecie istnieje zarówno światło, jak i ciemność. Dlatego siły jasne, siły światła są zainteresowane istnieniem duchowych ludzi w tej matrycy, aby siły światła poprzez tę duchowość oświecały - to znaczy, prowadziły ludzi, żeby inni podążali za nimi. 

 I w istocie, to jest bardzo cudowne. To jest wspaniałe. Ale w tym rzecz, że prowadzenie takich ludzi jest praktycznie niemożliwe. Powtarzam: bez względu na to, co ktokolwiek im powie, bez względu na to, co im ktoś udowodni, oni nigdy w to nie uwierzą.  

 I to jest mroczny obraz - ciemna strona naszego życia, ciemna strona naszej Ziemi, naszej planety, naszego świata, naszej rzeczywistości. Ona jest naprawdę mroczna, ponieważ panuje tam całkowita ciemność. W tych ludziach nie ma nawet śladu oświecenia, ani śladu przebudzenia. Oni są całkowicie uśpionymi organizmami, które karmią ten matrix. 

Tak właśnie wszystko jest tu zorganizowane, przyjaciele, ale chcę po prostu przekazać, że my ludzie duchowi, my oczywiście również jesteśmy w tym matrixie, ale chodzi o to, że przynajmniej powinniśmy rozumieć, jak wszystko jest tu zorganizowane, kto kontroluje ten świat, że absolutnie nie jest on kontrolowany przez ludzi. 

 I kto to wszystko tu robi? Jak jesteśmy zatruwani, jak jesteśmy manipulowani, jak jesteśmy nieustannie zalewani jakimiś bezeceństwami, jak jesteśmy zabijani, jak jesteśmy deprawowani. Po prostu powinniśmy przynajmniej to ujrzeć i rozumieć. Taki jest sens tej gry. 

Bo jeśli całkowicie odrzucimy wszystko, jeśli w nic nie wierzymy, jeśli nie zadajemy sobie żadnych pytań, nie kwestionujemy niczego, nie myślimy o niczym, to właśnie jest ciemność.  

 A oświecenie zaczyna się w momencie, gdy w waszej głowie rodzą się pytania. I to jest naprawdę fajne. To właśnie jest światło - wtedy promień światła przebija się przez ciemność. W tym właśnie rzecz. A my jesteśmy ludźmi - natomiast boty, ponieważ stanowią większość - to one oczywiście, nas zniewoliły. 

 Ale ponieważ ludzie są bystrymi, duchowymi ludźmi, to mają bardzo silną wolę, mają duszę, mają ducha. I są tak silni, że pośród tej ciemności, pośród wszystkich tych ludzi, pośród wszystkich tych programów, wciąż znajdują siłę, aby się przebić, aby wnieść ten promień światła do tego świata.

 I na tym właśnie polega nasza misja. Widzicie, dlaczego tu jesteśmy pośród tej ciemności, aby to wszystko zrównoważyć, aby zrównoważyć całą tę strukturę matrycy, aby zrównoważyć całe to życie. 

I tak czy siak tutaj wszystko jest poznawane  - może nie przez porównanie, ale wszystko potrzebuje zrównoważenia - zarówno światło, jak i ciemność, przyjaciele. I dlatego zawsze są boty, które nie mają duszy i nie mają misji. Owszem, są tacy ludzie, i stanowią większość. Ale zawsze będzie istniała odwrotna strona - to są ludzie duchowi, którzy mają misję, którzy mają jakiś cel tutaj, jakąś swoją misję na to wcielenie. I tak zawsze będzie. 

  Przyjaciele, bardzo dziękuję za obejrzenie tego filmu. Nie zapomnijcie polubić i zasubskrybować mojego kanału. Żegnam się ze wszystkimi. Życzę wam wszystkim oświecenia w waszym życiu. I do usłyszenia.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=z__9MQMBmUc


 

 

czwartek, 17 września 2026

Ołtarz w domu - Wiktor Sawieliew

oryginał:  https://youtu.be/0ydvBSP5bnI

Witajcie ludzie, witaj Jarosławie,

-  Dzień dobry Wiktorze, Nawet nie wiem, o co cię zapytać. Wymyślimy teraz coś.

No, wymyśl coś, bardzo proszę.  

- Pytanie o ołtarz w domu.  jak go zorganizować  i jak o niego dbać i czy powinien być zakryty, gdy się z niego nie korzysta?  W świątyni tak bywało,  zakrywali posągi bóstw Wedyjskich, potem je odkrywali, odbywało się nabożeństwo,

  Ołtarz w domu. Mam ołtarz w domu od ponad 20 lat. Nawet dokładnie nie pamiętam, kiedy on tam się pojawił, kiedy pojawił się pierwszy ołtarz. I nie ten, ale ten, który był tam wcześniej, oddałem go, bo pojawił się większy. I mieliśmy tu kiedyś święto - przyszło na nie zupełnie losowo pięciu ludzi nie rozumiejąc niczego. Powiedzieli: „O, i co to za zasłona? Otwieram więc ją”. I jak tylko ją otworzyłem, to z tego obrazu światło padło na podłogę. Sam byłem w szoku. To był jedyny raz, kiedy tak się stało.

 Więc powiedzieli: „O, święty obraz, przyłączamy się do twojej wspólnoty”. [śmiech] No i zostali chwilę, a potem odeszli. I potem, pojawił się kolejny ołtarz i byliśmy tam instalując, to znaczy ustawiając ten Radhis Krysznę. A kiedy go zainstalowaliśmy, to zebrało się niewielu ludzi, być może 25. Zaczęli śpiewać. I nagle, dokładnie tam, gdzie był ołtarz obraz się zawalił, była jakaś dziura, jakiś portal, powstał taki tunel.

 On nie schodził stamtąd, ale tak, jakbyśmy patrzyli do wewnątrz - takie rzeczy dzieją się z ołtarzem. To znaczy, te ikony są czasami nazywane oknami do świata duchowego, ale te okna nie są dla każdego, rozumiesz? Nie dla każdego. 

 Widziałem jak pewna kobieta przyszła, bo ktoś rozwalał piec i znalazł jakąś starą księgę - jakąś tam odmianę Biblii cerkiewno-słowiańskiej. Nie sama Biblia, ale jakiś psalm do jakiegoś użytku. To była drewniana oprawa, skórzane pokrycie, jakiś tam gryf, w zasadzie taki straszny.

Ci co to znaleźli wzięli ją zdziwieni w ręce: "a to co? A to dopiero znalezisko!". A Ławra Kijowsko-Pieczerska zaoferowała im dowolną sumę pieniędzy za tę książkę, ale oni jej nie oddali. Ten co znalazł powiedział: „Może sam się tym zajmę?" 

 No i kiedy ta kobieta przyszła, otworzyła tę książkę - ona i ja zobaczyliśmy światło bijące z tej z książki, która była zamurowana nie wiadomo ile lat. Ale światło spoczęło na tej kobiecie, ponieważ była prawdziwie wierząca. Ona traktowała ją inaczej. To znaczy, ołtarz nie działa sam z siebie, ale reaguje na ciebie. I ołtarz może być bardzo mały. 

Miałem taki przypadek, że twój przyjaciel Alosza mieszkał ze mną przez jakiś czas, zanim się tam u ciebie osiedlił. On opuścił rodzinę i powiedział: „Czy mogę u ciebie zamieszkać przez miesiąc lub dwa?" Powiedziałem: „Tak, proszę bardzo, Upewnij się tylko, że nie zrobisz tam nikomu krzywdy”. On powiedział: „Nie, nie, wszystko w porządku”. 

I moja najmłodsza córka się w nim zakochała. A on jest w moim wieku, a to moja córka, Wyobrażasz sobie? Tak. Zakochała się. I potem nadszedł czas kiedy on miał odejść. I Alosza pierwszego dnia zaspał na autobus. Po prostu głupio zaspał. Wrócił i powiedział: „Dziś w tamtym kierunku nie ma już transportu”. Następnego dnia było jakieś silne oblodzenie, znów nie było transportu. Potem znowu coś - albo bilety, albo inna przeszkoda. I tak się działo przez jakieś 10 dni -  nie mógł od nas wyjechać. A potem zaczęliśmy sprzątać i moja żona znalazła pod poduszką mojej córki rysunek na papierze, takiego małego rozmiaru, dosłownie takiego rozmiaru. Zrozumieliśmy, że jest na nim napisane Jezus Chrystus. 

 Były tam ręce, ale nogi były takie jak ogórek, prawdopodobnie takiego rozmiaru. I zdaliśmy sobie sprawę, że na nich był narysowany Jezus, bo wokół głowy miał aureolę. I tam było napisane: „Nie chcę, żeby Alosza wyjeżdżał”. 

Spojrzeliśmy na to i powiedzieliśmy: „To się nazywa moc wiary”. Widzicie, jak to działa - na kartce papieru, skrawku papieru zapisane szczere życzenie. To działa.  Czy dziecko studiowało jakieś książki? Czy znało jakieś modlitwy? Nie, ale ono po prostu zwróciło się szczerze: "nie chce, żeby odszedł", narysowała obrazek i powiedziała: „Nie chcę tego”. I to się spełniło. Mówi się: "Proście a będzie wam dane". 

 No, oczywiście, to możliwe, - jesteśmy dorośli i powinno być pięknie. Oczywiście, wiara jest najważniejsza, ale nie powinna to być zwykła kartka papieru i wszystko powinno być wykonane jakoś tak solidniej. Zwłaszcza jeśli ołtarz jest dla ciebie, albo może ktoś inny przyjdzie.  Jeśli obchodzisz się z tym ołtarzem prawidłowo, to zacznie on wpływać na innych.  

 Przyszła do mnie kiedyś kobieta, to już był trzeci raz w sumie i powiedziała, że ma  ogólnie rzecz biorąc problemy. Mówiła mi, że chce wyjść za mąż i ma syna, około 14-13 lat z jej pierwszego małżeństwa. Wszyscy inni z naszego zebrania już akurat odeszli - zostaliśmy ja i ona. Jestem z nią, a ona opowiedziała mi wszystko co leży jej na  sercu. 

  Mówię więc do niej: „Słuchaj, wpakowałaś się w takie kłopoty, nawywijałaś tyle, że to twoja karma cię ściga, nic ci nie pomoże. Ale jest Bóg, On ma nieograniczoną moc. On może po prostu przyjść i dać ci całkowitą amnestię". Mówię jej dalej: „Tu jest ołtarz, proś Go tam o cokolwiek chcesz, jakkolwiek chcesz, własnymi słowami”. 

 I została - dosłownie wczepiła się w ten ołtarz, tak po prostu, płynęły łzy, makijaż jej się rozmazał, wylało się z niej - nawet się zasmarkała.

Pomyślałem: „O mój Boże”. Mam na myśli ołtarz, jeśli spadnie na niego choćby okruszek, to jest uważany za zbezczeszczony i po prostu nie działa przez kilka tygodni. Energia wtedy po prostu nie działa. Pomyślałem: "och, pewnie nie będę w stanie tego wyczyścić". A potem wyszła po około 10 minutach, a ja zapytałem: „No i jak?”. Powiedziała, że poczuła się trochę lepiej. Powiedziałem: „No dobrze”.

 Ona mieszkała tutaj niedaleko, na pobliskich piaskach, dosłownie. I wyszła, i po około chyba 40 minutach - nie pamiętam dokładnie, to było dawno temu, zadzwoniła: „Wychodzę za mąż, przeprowadzam się do Rosji”. To było kilka lat temu i wtedy nie wiedzieliśmy, że jesteśmy wrogami. Wtedy wszystko było takie samo.

  I ona mi opowiada, że tam jedzie i że dostaje tam pracę. To niewiarygodne. Jedzie do Moskwy, dostaje pracę, a jej ukochany czeka tam na nią.  

Przyszła do domu a on napisał do niej przez internet, przyszła wiadomość: „Kocham cię”. Pomyślałem: „Płakała 10 minut przy ołtarzu i sprawa rozwiązana”. No i tak się zdarza.

A tak nawiasem mówiąc, ona nie modliła się ani nic - po prostu prosiła, prosiła. No a jeśli ktoś chce ustawić sobie ten domowy ołtarz, niech pójdzie do dowolnego kościoła, do dowolnego wyznania, popatrzy i jeśli mu się to spodoba to niech zrobi sobie coś podobnego u siebie.

Jeśli wam się podoba Jezus to może być Jezus - można teraz kupić różne drukowane materiały. Możesz pójść do Krisznaitów, albo do Buddystów - co wam tam w duszy gra. Wszystko jest obecnie swobodnie dostępne. Więc zorganizuj to sobie jak chcesz, ale bez tej wiary ten ołtarz jest bezużyteczny. No i musi być zamknięty. Zasłona jest koniecznością, ponieważ to jest sprawa intymna. Nie może być tak, żeby ludzie patrzyli na niego bez przerwy.  

Czyli, że Bóg jest osobowością, musisz mieć swój sekret.  

  tak, jeśli jest to wystawione na widok publiczny przed wszystkimi, a nie tylko podczas jakichś spotkań, albo sam do niego podejdziesz, albo ktoś cię o coś takiego poprosił, czy coś w tym stylu - on jest dla tych, którzy czują do niego respekt. W przeciwnym razie wszystko to zostanie zbezczeszczone. 

 Dziękuję za uwagę.  

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=V9E4j7kvdZk