poniedziałek, 2 listopada 2026

Zostało mało czasu - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=yfoZn3wuVmo

Witajcie ludzie.

  Mamy pytania od Eleny Viesny.  Temat numer dwa. Czasu zostało niewiele . Po co (dlaczego) tu jesteśmy? 

 No cóż, tak jak zawsze, temat jest dość ogólny. Co więc mamy na myśli, mówiąc dlaczego tu jesteśmy i jak mało czasu ?  To w zasadzie jak dwa tematy. 

  Przyzwyczailiśmy się do rozumienia tego zwrotu, że czasu jest niewiele, jako powodu do pośpiechu lub strachu przed śmiercią. Jutro umrzesz, na nic nie będziesz miał czasu, nie postawią ci pomnika a chciało by się żeby był.

 Ale znaczenie tego zwrotu jest, mówiąc delikatnie, głębsze. Życie ludzkie jest skończone, jak każde życie na Ziemi. I nie wiemy, ile czasu nam dano. Pytanie nie brzmi więc tylko, ile pozostało, ale jak wykorzystamy ten czas, który nam dano. Jak go wykorzystamy, prawda? Jak wykorzystamy ten dar? 

  Ogólnie, w tradycji wedyjskiej i nie tylko w tradycji wedyjskiej, ludzkie narodziny są postrzegane jako taki super-dar, taka ogromna okazja,  jakaś taka szczególna możliwość, że coś się stanie z duszą, że w ciele na przykład psa takie coś raczej nie jest możliwe. I ludzkie ciało porównuje się do łodzi, która jest tak wytrzymałą łodzią, że pozwala przepłynąć ocean tego  światowego istnienia. 

 A potem nie będziesz się już rodzić, nie będziesz już umierać, bo to są rzeczy, które delikatnie mówiąc, nie są zbyt komfortowe. Okazuje się, że ludzkie życie to nie tylko czas, kiedy coś takiego nam się przytrafia. To możliwość, żeby coś zrozumieć i coś zmienić. No... zrozumienie to jedno, ale jeśli zrozumiesz i niczego nie zmienisz  to nie zadziała, po co zatem całe to zrozumienie?

Jeśli rozumiemy, to prawdopodobnie możemy coś zmienić - a  to już jest bardzo ciekawe. Ale co możemy zmienić? Na przykład nasze podejście do tego życia, albo samo życie, zmienić jakość naszego życia. Możesz na przykład stać się takim bohaterem. Coś się na przykład przytrafia ludziom, pojawia się panika a ty stoisz tam niewzruszony, i wszyscy zwracają się do ciebie -pytają co czynić, ty odpowiadasz na ich pytania, a potem oni radzą sobie lepiej. Może być na przykład taka pozytywna sytuacja.

 Oczywiście, możemy mówić o przebaczeniu, o heroizmie. A jak mamy przebaczyć? Nie ma mowy o przebaczeniu dopóki życie nie postawi na naszej drodze takiego człowieka, któremu naprawdę ciężko jest cokolwiek wybaczyć.

 Możemy też wiele opowiadać o jakimś braku przywiązania - ale dopóki nie stracisz czegoś czego się kurczowo trzymałeś to nie pojmiesz.

 Straciłeś to i koniec, jesteś w próżni. Tak samo możemy rozmawiać o miłości, dopóki nie zajdzie potrzeba pokochania kogoś [śmiech]  obok kogo nawet nie chcesz nawet stanąć. Pokochanie takiego człowieka jest niezręczne  [śmiech] Czasami myślimy, że miłość to tylko wygoda. Cóż, życie nie tylko pokazuje nam świat, ale także pokazuje nam nas samych. 

Nie chodzi tutaj o to, że człowiek musi skończyć jakąś listę rzeczy do zrobienia - że prostu nie ma czasu, że jest mało czasu. Pytanie brzmi co on nosi w sobie, do czego jest przywiązany, co jest w nim, co nim steruje. Nie chodzi tylko o to, co udało mi się osiągnąć, ale także o to, kim się stałem. 

Inaczej mówiąc, liczy się nie to, co zrobiłeś na zewnątrz, ale to, czego dokonałeś w sobie. Być może musisz także wprowadzić jakiś porządek wewnątrz siebie, a nie tylko na zewnątrz, prawda? I dlatego zabierzesz ze sobą to, co wewnętrzne, ale to, co zewnętrzne... inni przyjdą i to zmienią, a zabierzesz ze sobą tylko to wewnętrzne, tylko to pozostanie.

Spójrzcie - żyjemy w ten sposób ponieważ jesteśmy nieśmiertelnymi duszami i intuicyjnie to rozumiemy. To tak, jakbyśmy mieli nieskończoną ilość czasu. Myślimy sobie: jak dzieci dorosną i jak skończę pracować to rozwiążę swoje problemy, wszystko się uspokoi, a potem zajmę się sobą, zacznę ćwiczyć jogę albo coś podobnego. A czas mija i życie wcale nie staje się bardziej komfortowe ale czas nie będzie czekał. Dzień zmienia się w noc, młodość w dojrzałość, człowiek wciąż mówi: „Później, później, potem”. 

  Jest taka sztuka filmowa, jak to się nazywa, Baja Govinda. To jest refleksja nad tym, jak dni i noce przeplatają się ze sobą, życie ucieka, a strumień pragnień trzyma człowieka w jednym miejscu, w środku, czyli pragnienia wirują tam jak kalejdoskop i nie ma na nic czasu.  

 Teraz to pragnienie, potem kolejne - one nigdy się nie kończą. To tak jak ten bajkowy Smok Gorynycz, odcięli mu jedną głowę, a tam na jej miejscu urosły trzy nowe: "Och, teraz potrzebuję tego, tego i tamtego". 

 Jak opowiadał pewien człowiek:„Przechodzę obok tego komputera i jest tam jakiś film, jakaś tam fabuła,....”. I mówi: „Muszę tu zostać aż zrozumiem, jak to się skończy”. A potem okazuje się, że to po prostu jakaś bzdura, że ktoś tam opowiadał jakąś anegdotę. Ale całe jego życie jest w tym czasie zawieszone.

 Więc, spójrzcie, życie ziemskie można postrzegać jako takie gęste środowisko, gdzie nie ty się poruszasz, ale to porusza się twoja świadomość w życiu - to świadomość się porusza, a nie ciało.

I ta świadomość przemieszcza się poprzez jakieś gęste środowisko, poprzez opór. I tylko poprzez ten opór świadomość się rozwija. Skąd ten opór się bierze? To jest  ten dystans między pragnieniem a rezultatem. Jest jakiś dystans i żeby go pokonać, to trzeba włożyć trochę wysiłku. Musisz działać, popełniać błędy, zaczynać od nowa, rozumiesz? Bo widzę tam marchewkę, muszę się do niej dobrać.

 I kiedy się pojawia ten opór, to ujawnia nasz stan wewnętrzny. Kto to się porusza? W jakim on jest nastroju? Chcemy być dobrzy, nikt nie chce być zły. Chcę wybaczyć, ale nie potrafię. Chcę odpuścić coś, jakieś pragnienia, ale trzymam się ich. Chcę przestać się bać, ale strach wraca - ja nie prosiłem go celowo. Chcę być spokojna aż nagle ktoś przyszedł, stała się jakaś głupota i wytrąciłeś mnie z równowagi. To znaczy, okoliczności przychodzą, nie tylko po to, by zmienić nasze życie, przychodzą, aby nam pokazać samych siebie.

Bo żeby coś zmienić, trzeba zrozumieć, co się zamierza zmienić. Bo w stanie spokoju wyobrażamy sobie siebie po prostu idealnych, prawda? Ach! co za błogość wiedzieć, że jesteś idealny - wydaje się, że jesteś ideałem, prawda? Tak jak w opowieści o Mary Poppins. 

Z tego powodu ten brak czasu oznacza, że ​​nie trzeba zdołać wykonać wszystkiego - oznacza, że ​​uczysz się rozróżniać ważne od nieważnego. Możesz oczywiście spędzić całe lata udowadniając, że masz rację, ale nigdy nie nauczysz się wybaczać. Możesz także nabyć mnóstwo rzeczy i wciąż nie zrozumieć, dlaczego w twoim wnętrzu jest dziwna pustka. Na zewnątrz w pomieszczeniach brak jest już miejsca, żeby postawić coś nowego a wewnątrz pusto. 

 To, co zewnętrzne wciąż nie jest w stanie wypełnić twojej wewnętrznej pustki. Rzecz w tym, że ciało  istnieje w czasie. Ono się rodzi, rośnie, zmienia się i tak dalej. Myśli przychodzą i odchodzą. Emocje także oczywiście się zmieniają. Nawet nasze wyobrażenie o sobie ulega zmianie - wydawało mi się, że jestem taki a potem mijają lata i okazuje się, że jestem zupełnie inny. Zmieniłem się. 

 I tu nasuwa się pytanie: Komu właściwie zostało mało czasu? Moim emocjom? mojemu umysłowi? mojemu ciału? kim ja właściwie jestem? Jeśli nadal jestem tylko ciałem, ale ciało przecież się zmienia?  Myśli przychodzą i odchodzą. Emocje też się zmieniają. Albo być może moja historia? Może to jestem ja? 

Była kiedyś taka rubryka - kolumna w gazecie: "życiorysy niezwykłych ludzi". Ja to zbierałem przez jakiś czas. I były tam jakieś opisy życia konkretnego człowieka - proszę bardzo, oto on, biografia zapisana w tej oto książce. Ale tak nie jest.

 Historia istnieje wyłącznie jako pamięć, ale ten człowiek poszedł gdzieś dalej. On nigdzie nie odszedł. I pojawia się pytanie: co w takim razie pozostaje? A potem zamiast pytania, co powinienem zrobić, pojawia się inne pytanie: a kto ma to wszystko zrobić? Ciało jest, emocje są, kto ma zdążyć? kto ma to wszystko wykonać? 

 Spójrzcie - podołać czemuś oznacza też zakończyć jakieś działanie, ale to nie oznacza skończenia wszystkiego. Nigdy nie zdołamy skończyć wszystkiego. Zawsze będzie jakaś praca do wykonania, zawsze będzie coś do poprawienia, zawsze będzie coś tam do kontynuowania. Ta książka, której nie skończyliśmy czytać, ta praca, której nie skończyliśmy. 

Więc celem nie jest odhaczenie wszystkich rzeczy do wykonania, ale stanie się mniej zależnym od naszych lęków i pragnień. Bo ta zależność - to właśnie ona  niszczy nasze zachowanie, rujnuje nasz charakter, rujnuje nasze relacje. Jeśli nie masz żadnych relacji to po co to wszystko czynisz?

Wszystkie twoje czyny będą przesiąknięte tym niezadowoleniem, a twoje owoce, to, co tam wykombinowałeś, nikomu nie będą potrzebne. 

Więc spójrzcie - stwierdzenie: "czasu jest mało", to nie jest wezwanie do strachu, to nie o strach tutaj chodzi. I nawet nie znamy daty naszej śmierci, ale jest coś co wiemy na pewno: czas już tyka - on już upływa i na nikogo nie czeka. Dlatego nie odkładajmy najważniejszych rzeczy na później. Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=97FlcCUGyuA

czwartek, 29 października 2026

Odliczanie rozpoczęte! Będziesz mieć wybór do 2030 roku. Potem już nie - Eugenia Karpunina

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=HL3c6L1ZPxI

 Przyjaciele, witajcie wszyscy. Porozmawiajmy dziś o dualizmie i o tym, dlaczego my, ludzie,,....bo zasadniczo matryca jest zaprojektowana w taki sposób, że mamy dualny świat. Wszystkie te programy dualności są w nas zakorzenione od dzieciństwa i żyjemy według nich, dzieląc świat na dobry, zły, niegodziwy, życzliwy, bogaty i biedny. Ale musimy zrozumieć i uświadomić sobie, że w rzeczywistości nic z tego nie istnieje. To znaczy, dualizm jest tylko narzuconą przez system alternatywą w którą mamy wierzyć - alternatywą dla świata, który naprawdę istnieje. 

 Wyobraźcie sobie, że przyszliście na ten świat, jako kompletna istota, i nałożyli na was taką siatkę, siatkę matrycy, i spędzacie całe życie patrząc na ten świat i doświadczając go. I tak cała ta siatka, wszystkie te programy, wszystkie te dualności, wszystkie te lęki, wszystkie te niedoskonałości, wszystkie te prawa matrycy to elementy siatki przez którą patrzymy na rzeczywisty świat, a naszym zadaniem jest pozbyć się tej siatki tak szybko, jak to możliwe. 

Trzeba uczynić tak, aby ta siatka stała się tak cienka, żeby w ogóle na nas nie wpływała. Jak zatem ją usunąć? Usuwamy tę siatkę, kiedy się budzimy. 

Cała ta siatka, ta matryca, cały ten system nas niejako oślepia. A kiedy usuwamy tę siatkę, to wydaje się, że otwieramy oczy i z otwartymi oczami patrzymy na rzeczywisty świat, dostrzegamy jak wszystko tu jest zorganizowane. 

 Widzimy jak głębokie to jest, jak wielkie to jest, jak wielowymiarowe to jest, jak obfite i jak jesteśmy przyzwyczajeni do oddzielania tego wszystkiego, ale to wszystko jest jednością. 

 My i ten świat, wszystko te drzewa, które teraz widzicie wokół mnie, wszystko wokół nas, wszyscy ci ludzie, którzy nas otaczają, wszyscy jesteśmy jednym, jedną istotą. Jesteśmy jedną energią, jedną strukturą.

  Ale ponieważ system matrycy nas nauczył, że wszystko tutaj jest tak ułożone, że musimy dzielić ten świat na dobro i zło, słuszność i niesłuszność, piękno i brzydotę, - to właśnie to jest sztuczka tej matrycy, to jest złudzenie, którego musimy się jak najszybciej pozbyć, które musimy odrzucić, przyjaciele. 

Bo gdy tylko zaczynamy dzielić się, oddzielać, to sami stajemy się niekompletni,  Bo przyszliśmy tu kompletni. Jesteśmy jednością. Wszystko w nas jest jednością, wszystko jest kompletne. Już jesteśmy tym, kim jesteśmy. I zaczynamy się sami dzielić: "to czynię tamto źle, tu coś czynię nieprawidłowo i tam. Myślę sobie, że źle tu postąpiłem, że wybrałem to i tam źle", ale w rzeczywistości nic z tego nie istnieje. I każdy człowiek, oglądający teraz ten film, musi zdać sobie sprawę, że nic z tego nie istnieje. Wszystko jest jedną konstrukcją, wszystko jest pojedynczym organizmem w tym systemie - my jesteśmy tym wszystkim. I dopóki dzielimy świat na dobry, zły, niegodziwy czy wysokiej jakości, to jesteśmy w programach. Jesteśmy w tym oprogramowaniu, co oznacza, że wciąż śpimy. 

 A teraz, kiedy osobiście patrzę na ten świat, to postrzegam go przez pryzmat neutralności. To znaczy, świat jest neutralny, a ja każdego dnia, w każdej sytuacji, wybieram, jak postrzegać ten świat - czy poprzez pryzmat negatywnej matrycy, poprzez pryzmat tych nawarstwionych programów, czy też przez pryzmat mojego wewnętrznego poczucia siebie, mojego stanu wewnętrznego. Rozumiecie? 

  Tu, przyjaciele, wybór należy do nas. I transmituję na swoim kanale, na moich filmach, aby obudzić jak najwięcej ludzi, żeby ludzie się obudzili. Oni się budzą ponieważ pozbywamy się całej tej warstwowości matrycy. To właśnie oznacza przebudzenie. 

  Nie chodzi o to, że spaliśmy, że czegoś nie wiedzieliśmy, że zapomnieliśmy o czymś, ale o wyzwolenie. To znaczy, w tym momencie, w momencie przebudzenia, jesteśmy wyzwoleni z tej warstwy matrycy, z tej struktury. 

 I aby nasze przebudzenie, oświecenie, wgląd rozwinęły się w pełnej jasności, to musimy najpierw się pozbyć tego co zbędne. A potem musimy zaakceptować w sobie nowe wibracje, nowe energie - za pomocą naszego wewnętrznego światła wypieramy z siebie ciemność, tę matrycę, ten program, który jest w nas.

Nie ma sensu z nimi walczyć, przyjaciele. To jest silniejsze od nas. Ale jeśli rozwijamy w sobie światło, to te programy zostaną wyparte. One po prostu odejdą, ponieważ nie mogą istnieć w świetle - tam jest ciemność.  

 Ale chcę też powiedzieć dlaczego spędzamy pierwszą połowę naszego życia śpiąc, w tym systemie, w tej matrycy. Chodzi o to abyśmy kiedy obudzimy się, uświadomili sobie i wspólnie zrozumieli, że światło nie może istnieć bez ciemności, że światło jest ciemnością.

 I dlatego jesteśmy tutaj, mając takie doświadczenie poznania ciemności. Ale po przebudzeniu zaczynamy poznawać światło. I wtedy już rozumiemy, wiemy, czym jest ciemność, czym jest światło.  

Ja to tutaj przedstawiam tak zwięźle, lakonicznie ale namawiam wszystkich, żeby się obudzili bo nadszedł już czas przyjaciele. Czas się obudzić, zdać sobie sprawę, że żyjemy w tym pięknym świecie, abyśmy doświadczyli go w pełni i zrozumieli go genialnie, postrzegali go pięknie, z jego najlepszej, najfajniejszej, najpiękniejszej strony. 

  A kiedy to uczynimy, kiedy się obudzimy, kiedy to sobie uświadomimy, to przestaniemy dzielić ten świat. To dlatego, że zarówno światło, jak i ciemność są jednym. Wszyscy ludzie są jednym. My i natura również jesteśmy jednym. Wszystkie energie, które istnieją na tym świecie, są również jednym - są jedną energią, ponieważ Stwórca jest jeden; stworzył zarówno światło, jak i ciemność. I nie może być inaczej. 

To prawda, że w naszym zalążku ludzkiej cywilizacji działanie tej gry jest  faktycznie bardzo złożone, ono  przypomina bardzo gęstą tkaninę. Ale mimo to musimy stopniowo, ułatwić sobie naszą drogę, nasze istnienie tutaj w tej matrycy, i w tym celu musimy zrozumieć, co jest czym. A wtedy znajdziemy wolność, wtedy znajdziemy pełne zrozumienie. 

Dlatego, moi drodzy, to wszystko jest bardzo interesujące, wszystko jest bardzo kuszące, wszystko jest cudowne. Przebudzenie nie jest straszne. Nie sądzicie, że zobaczycie tam jakieś byty, jakieś gnomy. Nie ma duchów. To wszystko nie dzieje się w ten sposób. 

 Najważniejsze, żebyś zrozumiał siebie, był świadomy siebie. Teraz, spójrzcie - za mną są drzewa. Jakie one są? Zapytaj siebie, jak byś je opisał? Nijak - one po prostu są. To znaczy, świat jest neutralny. Postrzegasz wszystko i wszystkie wydarzenia w swoim życiu po prostu takimi, jakie są - to jest natura, jaką po prostu jest. 

 I nie opisujemy tego w żaden sposób. No.... możemy opisać to z jakiegoś pozytywnego punktu widzenia, ale na pewno nie z negatywnego, bo nie ma potrzeby zagłębiać się w negatywność. Musimy pozbyć się wszystkich tych programów, wszystkich tych destrukcyjnych sił. I to jest wspaniałe, moi drodzy. To jest bardzo, bardzo, bardzo fajne. I tak na przykład, opisując cokolwiek  możemy to opisać wyłącznie albo jako dobre, albo neutralnie.

Zatem nie postrzegamy tego świata jako dualnego, nie dzielimy go na dualizmy, nie żyjemy w nim. Musimy się tego pozbyć. Po prostu obserwujemy z neutralnej pozycji. To znaczy, stale, nieustannie przechodzimy do pozycji obserwatora. I z pozycji obserwatora możemy teraz spokojnie kontrolować nasz awatar. 

 Ponieważ dopóki nie znajdziemy się w pozycji obserwatora, to postrzegamy wszystko na pierwszy rzut oka. Wtedy wszystko, co nam się przydarza, postrzegamy jako osobiste, ale nic z tego nie dzieje się z nami. 

Nic z tego nie dzieje się z nami. Nic z tego nie dzieje się w twoim życiu, nie z tobą. Nie czynisz tego wszystkiego, nie czujesz tego wszystkiego. Wszystko to dzieje się poprzez ciebie. Rozumiesz? 

 A kiedy obudzisz się w ten sposób, to stajesz się świadomy tego wszystkiego, tego, co i jak się tutaj dzieje, i obserwujesz z pozycji z zewnątrz, z pozycji obserwatora, a pozycja obserwatora to pozycja stwórcy, czyli "ja tworzę".  

Ale kiedy jesteś w sobie, w swojej osobowości, to działasz z konstruktu ego. To znaczy, działasz z ego, a ego to nasze programy, to struktura matrycy. Ponieważ tylko tam w matrycy istnieje ego. Kiedy ją przekroczysz, to tam ego już nie istnieje. 

Tam ty nie istniejesz ponieważ każde przebudzenie, każde oświecenie ma miejsce kiedy uświadamiasz sobie, że jesteś nikim i nie ma cię tutaj i jesteś niczym, a jednocześnie jesteś wszystkim. I To postrzeganie świata w całej jego okazałości - to absolutnie ekscytujące, to taka perfekcja. Wierzę, że każdy zasługuje na to, by samemu tego doświadczyć.

  Przyjaciele, żegnam się z Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim za oglądanie. Nie zapomnijcie zasubskrybować mojego kanału, prowadzę też konsultacje osobiste.

do zobaczenia.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=dAY-m2zAm_0

środa, 28 października 2026

Co nie tak z dziećmi z cesarskiego cięcia - S.N.Lazariew

 oryginał: https://www.youtube.com/shorts/odDLig_T7Zs?feature=share

 Jak się pan odnosi do tego, żeby natychmiast wykonywać cesarskie cięcie?

   Już wyjaśniałem, że naturalny poród to bardzo intensywny ból, upokorzenie losu, pragnień i jedności ze światem. Kobieta doświadcza ogromnej radości i miłości, a jednocześnie odczuwa potworny ból. Więc co się dzieje? Człowiek zostaje upokorzony, a objawia się boskość. Człowiek jest  harmonizowany. 

 Napisałem, że poprzez cesarskie cięcie rodzą się dzieci z podwyższoną pychą, w normalny sposób one po prostu umrą ponieważ nie powinny się urodzić na tym świecie z podwyższoną pychą. 

 Natura chroni się przed takim dzieckiem nie tylko poprzez chorobę, jak to bywało dawniej - zanurzali je w chrzcielnicy, dostawało zapalenia płuc i umierało. Zapalenie płuc to oznaka pychy, oznacza, że brak było miłości. Istniał więc naturalny proces eliminacji, a śmierć oczyszczała duszę.  

 Ale współczesna medycyna, materialistyczna, powiedziała: "życie jest bezcenne" i w ten sposób popadła w konflikt z Bogiem, stawiając życie ponad miłość Bożą. Bezwzględny kult życia na Zachodzie doprowadził do tego, że pojawiły się prawa  absolutnie chroniące kobiety i ich dzieci. Skutek to: bezpłodność, deformacja psychiczna dzieci i tak dalej.  

Zatem cesarskie cięcie jest już narodzinami istoty ludzkiej, delikatnie mówiąc, niezrównoważonej. A kiedy kobiecie wstrzykuje się środek znieczulający w kręgosłup lub ma cesarskie cięcie, oznacza to, że pozbawiła ono dziecko bólu, pozbawiła je, przy narodzinach, oderwania od ludzkiego szczęścia i skupienia się na boskości. 

 Oznacza to, że każde dziecko urodzone bezboleśnie przez cesarskie cięcie to dziecko, które ma wzmożony kult ludzkiego szczęścia. To oznacza, że ​​takie dziecko może mieć poważne problemy duchowe, problemy z przeznaczeniem i problemy z przyszłym potomstwem.

 wersja polska: https://www.youtube.com/shorts/LU1xtW7CtzE

 

wtorek, 27 października 2026

Fenomen Dobra - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=4uVpYKYityg

 Witajcie ludzie,

 Odpowiemy na następujące pytania od Heleny Wiesny. Tematem jest dobroć.   Tylko tyle Helena napisała -  No dobrze. 

 Cóż, we współczesnym społeczeństwie, które opiera się na relacjach rynkowych, można oczywiście usłyszeć opinię, że altruizm, dobroć i życzliwość są nieopłacalne ekonomicznie. Niektórzy nawet wyrażają pogląd, że to współczucie i miłosierdzie jest udziałem słabych ludzi, którzy, nie są zdolni walczyć o swoje zasoby, walczyć o swoje znaczenie - że tak to ujmę.

W tekstach wedyjskich ludzie z takim światopoglądem nazywani są naturami demonicznymi. Ich główną cechą jest niezdolność do myślenia w kategoriach duchowych, bo ich zadanie po prostu nie obejmuje rozumienia tego, co jest dla natur boskich oczywiste. 

 Tu warto przypomnieć słynne wersy Maksyma Gorkiego: „ci słabeusze nie są w stanie docenić rozkoszy walki życia”.  Czyli, że ci tchórze nie docenią tej rozkoszy błyskawic zwiastujących życiową burzę. Dla ludzi z tak wąskimi horyzontami niedostępna jest natura altruizmu.

 Altruizm to właśnie taka burza - to masa możliwości. Nie liczysz, ile ci jeszcze zostało. Ty widzisz, ten ocean możliwości. To burza, burza miłości. A fenomen prawdziwej dobroci - podkreślam to słowo, właśnie fenomen polega na tym, że altruizm jest najwyższą korzyścią i siłą, a nie słabością - on wcale nie jest słabością. Ale żeby dostrzec tę korzyść, to musimy poszerzyć skalę naszego postrzegania rzeczywistości, spojrzeć trochę poza horyzont tego egoizmu. Egoizm jest ograniczeniem.  

 No więc, czym jest dobro? sformułuję to następująco: Dobroć to takie celowe działanie nakierowane na korzyść innego człowieka, albo innej żywej istoty. Na przykład przychodzi do ciebie głodny kot i ty go nakarmiłeś, albo pomogłeś mu usuwając pchły, albo wykonałeś jakąś pracę społeczną bez oczekiwania bezpośredniej korzyści materialnej lub korzyści psychologicznej. Ktoś tam coś wykonał i powiedział, że niczego nie potrzebuje - nie chce być chwalony i nie chce, żeby to rozgłaszano. On to czyni bez oczekiwania czegokolwiek w zamian.

Na ten temat wypowiedział się kiedyś muzułmański święty Ali - już nie wiem, gdzie to przeczytałem, chyba była to taka ciekawostka zapisana na takim zrywanym kalendarzu z czasów ZSRR - ten święty Ali powiedział: "dobry uczynek, wykonywany z myślą, że czynię dobry uczynek, dobrem nie jest".

A dlaczego tak jest? Kiedy człowiek rejestruje w swoim umyśle dobroczynność, to wchodzi w grę wyrachowane ego - pojawia się to ego. Ono jest jak kalkulator. I taka dobroć staje się bardzo podejrzanie wyrachowana. Człowiek zaczyna  podświadomie lub świadomie oczekiwać wdzięczności, uznania, wzajemnych przysług, a przynajmniej zmiany w nastawieniu do siebie.

 Kiedy czynimy coś dla pochwały lub z pozycji wyższości to nie spełniamy dobrego uczynku, ale wtedy jest to już jakiś układ biznesowy. Poświęcamy nasz czas, nasze pieniądze, aby otrzymać w zamian jakieś psychologiczne korzyści, albo poczucie własnej wartości, kontrolę, czyjeś oddanie.  

 To znaczy, taka dobroć stawia beneficjenta w zależności karmicznej a ten, któremu udzielono pomocy, zaczyna czuć się dłużnikiem i dlatego często mówi się, że, za dobroć ludzie odpłacają złem. Dajesz mu raz, dwa, trzy razy i jeśli masz to fałszywe ego, to...  czujesz się ważniejszy, ważniejszy, a drugi człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, że popada w zależność karmiczną. 

 No i  pewnego dnia zdecydowanie zrywa wszystko i mówi: „Dosyć tego, niczego już nie chcę”. On to zrywa, bo nie może nic dać w zamian. I tak, w końcu, zamiast wyzwalającej radości, obie strony doświadczają nowych więzi, nowego przywiązania, a potem bez względu jak silna była ta więź następuje zerwanie.

Lepiej jest zerwać taka relację niż brnąć w to karmiczne połączenie. Tak więc nie zawsze wychodzi to na dobre.

  Prędzej czy później musi nastąpić zwrot takiej "dobroczynności", za taką dobroć trzeba zapłacić, a to niszczy samą istotę tego miłosierdzia. Miłosierdzie nie wymaga żadnej zapłaty. Prawdziwa dobroć wygląda trochę inaczej, a raczej zupełnie inaczej. I nie ma cienkiej granicy między nimi ale jest otchłań, całkowita przepaść. 

 Tak więc rodzi się, po pierwsze, jako naturalny ruch duszy. Wyciągasz pomocną dłoń, po prostu dlatego, że nie możesz postąpić inaczej.  Po pierwsze, prawdziwa dobroć nie wyczerpuje darczyńcy. Prawdziwa dobroć się nie wyczerpuje. Fałszywa dobroć sprawia, że muszę zebrać siły na nowo. Natomiast u człowieka, który prawdziwie czyni dobro sił nie ubywa - a nawet jest ich więcej. Przybywa sił, pojawia się mistycyzm ponieważ dobroć pochodzi od Boga. Ona jest nieograniczona.  

 To znaczy, kiedy człowiek wydaje pewne osobiste rezerwy, to wcale nie jest dobro, to daje połączenie karmiczne i będziesz musiał mi to zwrócić.  Ale kiedy biorę od Boga, kiedy to jest altruizm, to Bóg mówi: „Proszę - na altruizm daję moc za darmo". Wtedy wszystko, co mam, jest zachowane, a nawet w jakiś sposób uzupełnione. 

 A egoiści szybko się wypalają i mówią: „Ludzie są kompletnie niewdzięczni”. I mają rację, że są niewdzięczni, bo to, co zrobiliście, wcale nie było dobrem, ale tylko udawaliście, że czynicie dobro.

  Kiedy działacie zgodnie z czystymi nakazami serca, to czerpiecie siłę nie z własnych egoistycznych zasobów, lecz czerpiecie z nieograniczonego źródła energii. To wyzwala, ta prawdziwa dobroć wyzwala was. Poprzez te całkowicie bezinteresowne działania, nie wiążecie człowieka ze sobą, lecz przywiązujecie go mocno do Boga. Każde działanie karmiczne wywołuje reakcję. A najważniejszą reakcją jest przywiązanie do czegoś. Ale nie przywiązaliście tego do siebie, ale do Boga. To znaczy, otrzymujecie to.

 Stajecie się czystym kanałem. To znaczy prawdziwa dobroć to nie jakaś błędna kalkulacja ekonomiczna, to nie oznaka słabości, to oznaka ogromnej siły duchowej. To jakaś odwaga, to poszerzona świadomość, to umiejętność wyjścia poza swoje małe ja i działania w zgodzie z prawami wszechświata. 

Wtedy przestajesz liczyć swoje zasoby, cudze zasoby, rozumiesz, że należą do czegoś i po prostu oddajesz je prawidłowo. Kiedy dajesz prawidłowo, to nawet ich nie kumulujesz. A kiedy nauczymy się pomagać światu, zapominając o naszej własnej wyjątkowości, to przestajemy być tymi szaleńcami i słabeuszami z cytatu Maksyma Gorkiego - tymi co to chowają się przed burzą lecz uzyskujemy dostęp do tego niewyczerpanego źródła energii. 

  Wygląda więc na to, że dzisiaj w tym pragmatycznym świecie opowiadanie na temat dobra zalicza nas do grupy romantyków, którzy jakoby jeszcze nie znają życia. Przyzwyczailiśmy się do koncepcji zaciętej konkurencji, osobistej efektywności, sukcesu za wszelką cenę. To są jakoby właściwe hasła.  

Jednak dzisiejsza biologia ewolucyjna, psychologia, albo neuro - biologia dowodzą czegoś przeciwnego. One mówią, że dobroć to nie tylko piękna konstrukcja moralna ale fundamentalny warunek przetrwania całego ludzkiego gatunku. 

 I przez długi czas uważano, że ewolucja to przetrwanie najsilniejszych oraz surowy egoizm, surowa ekonomia. Nawet Darwin i późniejsze badania dowiodły, że za najważniejszy czynnik ewolucji uważa się współpracę.  

 Te populacje, w których poziom wzajemnej pomocy był wyższy, łatwiej znosiły głód, zimno i ataki drapieżników. A ci, którzy dbali tylko o siebie wszyscy wymarli. Jesteśmy zaprogramowani aby odczuwać ból innych - podkreślę: zaprogramowani, to się nazywa współczucie. To jest wpajane każdemu z nas od urodzenia. 

 Nawiasem mówiąc za to odpowiadają neurony lustrzane w mózgu. Kiedy widzimy kogoś cierpiącego, to fizycznie, emocjonalnie odczuwamy empatię. No, na przykład, ktoś tam ziewa, i my również chcemy ziewnąć. Skąd to się bierze? To neurony to czynią. Przecież tam gdzieś komuś brakuje tlenu, ale my mamy go wystarczająco - prawda?

A ktoś inny coś tam żuje, a my zaczynamy się ślinić. Dlaczego? Neurony lustrzane, odczuwamy empatię. Cóż, to jest taka samolubna empatia, ale kiedy ktoś cierpi lub ktoś się raduje, my również jesteśmy przepełnieni ta radością.

   I tak, jeśli przytrafią się komuś jakieś kłopoty z tymi neuronami lustrzanymi, a żeby przytrafiły się takie kłopoty to trzeba się bardzo mocno postarać - to wymaga bardzo długiego  przeciwstawiania się ewolucji. 

 Więc kiedy dokonujemy jakiegoś bezinteresownego czynu, to nasze ciało aktywuje potężną fabrykę chemiczną, a nauka nazywa ten efekt euforią, pomocnikiem, kiedy masz do czynienia z wszelkiego rodzaju dopaminą, serotoniną, nasz mózg nagradza nas za nasze dobre uczynki, tak jak za pyszny posiłek i uwalniane są hormony szczęścia, hormony zadowolenia.  

Zatem altruizm jest bardzo skuteczny w blokowaniu stresu. To znaczy, spada na przykład poziom kortyzolu u ludzi. Naukowcy udowodnili, że ludzie dla których działania charytatywne stały się częścią codziennej rutyny żyją dłużej, oni rzadziej cierpią na depresję.  

 Tak więc jak widzicie, dobroć jest zaraźliwa. Kiedy człowiek spotyka się z przejawem życzliwości wobec siebie, to doświadcza uczucia wdzięczności i jest prawdopodobne, że sam w tym dniu również dokona czegoś dobrego. To jest zaraźliwe - przenosi się na innych.

To znaczy, jeden drobny gest, jak przytrzymanie drzwi przez ciebie lub jakiś szczery komplement, albo na przykład pomoc z ciężkim bagażem. To tworzy reakcję łańcuchową, tworzy jakąś taką falę, która może zmienić dziesiątki ludzi naraz.  Wyobrażacie to sobie? 

 Tak właśnie narasta taka szczególna presja w społeczeństwie. Im wyższa ta presja tym ogólnie rzecz biorąc, bezpieczniej jest żyć w tym społeczeństwie, tym szczęśliwsi są ludzie, którzy tam mieszkają w jakimś regionie albo w jakimś mieście, czy w jakiejś wsi. 

Tak więc dobroć nie powinna niszczyć samego człowieka. Niektórzy ludzie to mylą twierdząc, że powinno się czynić dobro za wszelką cenę, że trzeba oddać ostatnią koszulę i rozdać wszystko. Nie można przynieść komuś dobra nie przynosząc jednocześnie dobra sobie. 

 To jest aksjomat.  I tak samo nie da się skrzywdzić kogoś, nie krzywdząc jednocześnie samego siebie. Może to być na różnych poziomach, ale to jest jeden do jednego -  czyli pojawi się mniej więcej ten sam poziom radości jeśli będziesz czynić dobro albo podobny poziom cierpienia jeśli czynisz komuś krzywdę. Na początku to może wydawać się triumfem, ale ostatecznie przydarzy ci się to samo.

Tak więc w tym świecie po prostu nie istnieją jednostronne procesy.  Jeśli ktoś pomaga innym lecz całkowicie ignoruje własne podstawowe potrzeby, takie jak zdrowie, zasoby, to prowadzi to do wypalenia, nerwic i tak dalej. 

 A więc dlaczego takie dobro nie służące wyłącznie pomocy, jak już omawialiśmy, albo też pomoc, o którą nas nie proszono niszczy granice innych ludzi?

Takie krzywdzenie innych pod pozorami dobra jest formą ukrytej kontroli. Przychodzę tu żeby się martwić, potem idę się martwić tam i tam - a w ten sposób zmieniam wszystkich w niewolników. 

Ale prawdziwa dobroć zawsze zaczyna się od szacunku do siebie, do swoich granic oraz granic tych ludzi do których podchodzisz.

 Życzliwość i dobroć to nie miękki charakter ani nie jakaś słabość. W tym świecie, w którym łatwiej ulec agresji, obojętności czy też cynizmowi przejaw dobroci to manifestacja wewnętrznej siły i odwagi. 

Niektórzy ludzie wyświadczając komuś przysługę jawnie oczekują za to nagrody, na przykład wdzięczności. A inni pomimo tego, że mogą nie oczekiwać nagrody ani wdzięczności, zdają się pamiętać to, co zrobili. To znaczy, mają bardzo dobrą pamięć o dobru, które wyświadczyli innym i uważają, że ci ludzie powinni być im wdzięczni - uważają ich za swoich dłużników.

W rzeczywistości tacy kochają swoje inwestycje i czekają kiedy te inwestycje im się wrócą. Oni to traktują jak lokatę w banku - teraz ten ktoś ma wobec nich zobowiązanie.

Ale prawdziwe dobro jest dobrem tylko wtedy, kiedy jest czynione nie dla kogoś a dla siebie. Zauważcie to - dla siebie. A człowiek, który to, uczynił nie szuka nagrody. Dlaczego? Ponieważ - jak to powiedzieć? - życzliwość jest jak drzewo owocowe, które wydaje owoc i ogrodnik cieszy się, gdy ktoś zrywa ten owoc i go zjada. Coś w tym rodzaju. Tacy darczyńcy się tym właśnie cieszą. 

 Ci, którzy czynią dobro innym, czynią więcej dobra sobie. Nie w tym sensie, że będzie za to nagroda, ale w tym sensie, że świadomość uczynienia dobra już przynosi ogromną radość, nawet większą niż sam owoc. 

I jak to powiedział Lew Tołstoj: "jaka tu jeszcze inna nagroda powinna być za dobry uczynek?" Powiedział to sarkastycznie: „Jakiej innej nagrody potrzebujesz za dobry uczynek?" Nagrodę już otrzymano z radości, której człowiek doświadczył, czyniąc dobry uczynek. A każda inna nagroda umniejsza tę radość. Lew Nikołajewicz Tołstoj

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=8Ng8KYa9ysE

 

sobota, 24 października 2026

Co czynić gdy nasza dusza cierpi z powodu czyjegoś bólu - S.N.Lazariew

 oryginał: https://www.youtube.com/shorts/S3_IMV-te7g?feature=share

Tydzień temu ktoś mi powiedział: „Wiesz, kiedy patrzę na cierpienie chorych dzieci, to serce mi pęka”. Odpowiedziałem: „Wiesz, to bardzo niebezpieczne. Dlaczego? Bo to znaczy, że masz coś, co nazywa się kurczowym przywiązaniem do ideałów. Martwisz się bardzo, bierzesz na siebie te choroby i możesz po prostu zachorować albo umrzeć”. 
 
 Zapytał mnie: „Więc nie powinniśmy się tym zamartwiać?” Mówię: „Martw się, ale jednocześnie musisz też zrozumieć, że choroba jest dana przez Boga, jest dana z góry, choroba jest dana dla oczyszczenia duszy, ona zawiera obietnicę, przygotowuje nas do czegoś przyszłego, oczyszcza. 
 
 A zatem nie ma czegoś takiego jak tylko zło. Dlatego, jeśli widzisz cierpiące dziecko, to musisz okazywać mu współczucie, musisz mieć pragnienie pomocy mu, a jednocześnie trzeba odczuwać radość i miłość jako wolę boską, która ma wyższe znaczenie. Każda sytuacja prowadzi do Boga, zarówno dobra, jak i zła, a jeśli ona prowadzi do Boga, to musi być do niej uczucie miłości”.