oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=g6XJMSnj3EQ
Witam Was, panowie. Dzisiaj mamy do rozpatrzenia dwa bardzo interesujące filmy od kobiet. Myślę, że one zaczęły coś rozumieć.
- Przed Wami ktoś, kto całe
życie spędził celowo rywalizując
z mężczyznami. Uczono mnie tego od dzieciństwa.
Uczono mnie cenić siebie nie przez radość
z bycia kobietą, ale przez poczucie
wyższości nad mężczyzną. Moja mama,
babcia i krewni chwalili mnie w
sytuacjach, kiedy udawało mi się w czymś przebić chłopaków.
Szczerze mówiąc, w takich chwilach
czułam się naprawdę wartościowa i tak jakbym była zauważona. I tak zrozumiałam, że
samo bycie dziewczyną, samo bycie
kobietą nie wystarczy, żeby
być znaczącą na tym świecie,
bo wydawało mi się, że żeby być szanowaną muszę to udowodnić, a potem wykazać się jeszcze bardziej,
udowadniając, że mogę być
godną rywalką dla każdego mężczyzny.
I byłam
naprawdę z tego dumna.
Ale byłam kompletnie wyczerpana, zła,
zirytowana. Rozejrzałam się pośród moich męskich rówieśników wokół i nie
rozumiałam, dlaczego jestem taka wyczerpana pomimo że
to był mój wybór, prawda? Ich to tak nie wyczerpywało.
Dlaczego? Nie rozumiałam, dlaczego
nie decydowali się na takie krańcowe wysiłki jak ja.
To było niezadowolenie z mojego
wyboru, którego nie zauważyłam i byłam zła za to na mężczyzn.
Dopiero później zdałam sobie sprawę, że
to była tylko iluzja wyboru. To była
iluzja wolnego wyboru, że ja sama
szczerze chciałam być tak silną,
niezależną karierowiczką. Przecież ten
obraz kobiety, ta bizneswoman
w mojej głowie, była tak
barwna, że, po prostu nie mogłam jej zdradzić
i porzucić myśli, że
powinnam być dokładnie taka.
I nie
rozumiałam, że tak naprawdę stałam się po prostu wygodną dla systemu cyberkobietą, ciągle zmęczoną, tracącą
spokój, żeńskość i po prostu
umiejętność cieszenia się życiem
jako kobieta. Bo w pewnym momencie
wpojono mi myśl, że moje szczęście polega na
zajęciu miejsca mężczyzny.
Ale pewnego dnia,
mój dobry przyjaciel nagle zapytał mnie:
„Nastia, patrzę na ciebie i nie rozumiem, dlaczego wy, kobiety, postanowiłyście,
że musicie rywalizować z mężczyznami i
nosić ich ciężary. Same nie
czujecie, że to was nie uszczęśliwia,
a wręcz przeciwnie".
I szczerze mówiąc, w tamtej chwili poczułam się tak, jakby ktoś mnie oblał lodowatą wodą,
jakby ktoś mnie ukłuł. I poczułam się jak głupia. Dosłownie jak głupia. Bo
w tamtej chwili nagle zaczęłam rozumieć,
że przez te wszystkie lata zmagań - przy czym zupełnie nie wiadomo po co te zmagania - straciłam swoje najważniejsze
prawo do bycia
dziewczyną, do bycia słabą, do potrzeby ochrony i czerpania z tego przyjemności.
W pewnym momencie te idee równości w
mojej głowie odebrały mi radość z bycia
kobietą, z odczuwania dreszczyku emocji związanego z komunikowaniem się
z przeciwstawną płcią, przyjemną frywolność i niefrasobliwość gdy każde odgrywa swoją rolę.
A także
po prostu zakochać się. Wyjaśnię Wam później
dlaczego taka kobieta nie może sobie pozwolić
na zakochanie. A może sami już to rozumiecie. A zamiast tego
nauczyłam się być zamkniętą,
bezkompromisową i spragnioną dominacji
i wyższości.
I dlatego dzisiaj sama chcę zrozumieć, kto właściwie zdecydował, że
kobieta powinna być właśnie taka.
A to był dopiero pierwszy odcinek tego ciekawego nagrania. Teraz przyjrzymy się
innej kobiecie,
która zdaje się rozumieć, o czym
mówimy od 15 lat.
-Wydaje mi się, że wiele kobiet wciąż
nie zauważyło jednej bardzo ważnej rzeczy. One wciąż kłócą się o to, co mężczyzna
powinien, jak go zmusić do małżeństwa, jeśli
są razem od dłuższego czasu. Czas mija, a on nadal się nie oświadcza i nie proponuje formalnego małżeństwa. Jak znaleźć
wartościowego mężczyznę, jak odróżnić przemocowca od
normalnego? Ale jednocześnie one nie
zauważają, że coraz więcej mężczyzn całkowicie
przestaje grać w tę grę. Nie dlatego, że
nie mogą znaleźć kobiety lub boją się
tej przesławnej odpowiedzialności. I
nawet nie dlatego, że zapomnieli, jak kochać.
Dzieje się tak ponieważ już mieli dość
tego doświadczenia i zadali sobie bardzo
nieprzyjemne pytanie: „Co ta relacja w ogóle poprawiła w moim życiu?”. Odpowiedź
była zupełnie inna niż oczekiwali.
Myślę, że wiele kobiet
nadal szczerze wierzy, że mężczyzna nie będący w relacji jest obowiązkowo nieszczęśliwy, że
co wieczór siedzi sam w pustym
mieszkaniu, marząc o poznaniu dobrej
kobiety i po prostu czeka na odpowiednią
okazję.
Ale jeśli przeczytasz komentarze
mężczyzn pod filmami takimi jak moje czy podobne, które mówią o relacjach osobistych, to obraz jest zupełnie inny. Coraz częściej
widzisz komentarze w stylu: „Dziękuję, już
to wypróbowałem, czuję się lepiej sam” albo
„Nie chcę przez to przechodzić ponownie”.
I te komentarze, szczerze mówiąc, dały mi do myślenia,
bo mężczyzna, który złości się na
kobiety, nadal jest emocjonalnie zaangażowany.
Mężczyzna, który się kłóci, oskarża,
dowodzi, nadal ma nadzieję. Ale
mężczyzna, który mówi: „Już nikogo nie potrzebuję”, to zupełnie inny stan.
To nie emocja, to wniosek.
I tutaj, jak mi się wydaje, większość
kobiet popełnia ten sam błąd.
Mówią: „Mężczyźni nie są już tacy, jak kiedyś,
stali się słabsi. On po prostu boi się
odpowiedzialności. Kto takiego potrzebuje? Cóż,
teraz musisz żyć sam”.
A co, jeśli to
o wiele poważniejsze? Co, jeśli mężczyzna
nie odchodzi od konkretnej kobiety? Co, jeśli porzuca on samą ideę związku?
To dwie zupełnie różne rzeczy.
Te dwa filmy będą zaraz miały swoją kontynuację, ale w zasadzie można je
połączyć w jedną całość, ponieważ
znaczenie jednego wpływa na znaczenie drugiego.
Kobiety stały się silnymi, niezależnymi bizneswoman z antykoncepcyjnymi wyrazami twarzy oraz bardzo wysokimi standardami.
Przez jakiś czas mężczyźni poszukiwali bardziej
prostych, łagodnych, kochających i bardziej emanujących żeńskością kobiet.
A potem, gdy kobiety
takie, że tak powiem, na które mężczyźni nie chcą
zwracać uwagi, stały się liczniejsze. Tak, one są bystre, piękne, można
da się oszukać, ale dosłownie 15 minut
interakcji z nią wystarczy aby
uświadomić sobie, że nie jest tym, czego szukasz. Więc
kiedy tych kobiet było wielokrotnie więcej to mężczyźni zaczęli się zastanawiać: „Po co mi właściwie
te wszystkie
związki?”. I zaczął rozwijać się trend
samotnego życia.
Rozwijało się to powoli,
ponieważ wielu mężczyzn przez długi czas nie mogło pojąć całej tej katastrofy
związków i próbowali znaleźć jakieś ideologie, próbowali
jakoś rozmawiać z kobietami,
próbowali wejść na YouTube,
krzyczeć i wrzeszczeć: "Halo! Mamy problem kochani. A do tego dochodzi spadek demograficzny, rodziny
się rozpadają, a wskaźnik rozwodów sięga 80%. Opowiemy wam o tym wszystkim
i wyjaśnimy dlaczego".
Ale nikt
nie chciał ich słuchać. Ale teraz, kiedy
jedna jest zmęczona ciężką pracą, a druga zauważyła, że mężczyźni po prostu odchodzą
z gry - teraz wszystko, o czym rozmawialiśmy
przez 15 lat, nagle stało się oczywiste.
- Zacznę może od paradoksu. My,
współczesne kobiety, otrzymałyśmy
praktycznie wszystko, o co walczyły nasze
babcie i prababcie. Ogromne podziękowania dla
feministek z przeszłości, że teraz możemy
głosować, studiować, pracować w zawodach, które wcześniej były zarezerwowane dla
mężczyzn i tak dalej.
W rzeczywistości
współczesne kobiety są rzeczywiście
znacznie bardziej wolne niż pokolenie kobiet
przed nimi. Ale teraz pytanie brzmi: czy my, kobiety, stałyśmy się dzięki temu szczęśliwsze? I tu
odpowiedź może was zaskoczyć. Ekonomiści
Betsey Stevenson i Justin Wolfers
odkryli tak zwany paradoks
kobiecego szczęścia. Polega on na tym, że
począwszy od około lat 70 -tych XX wieku
poziom subiektywnego kobiecego szczęścia,
czyli to, jak same kobiety
się uważają za szczęśliwe, zaczął
spadać. Pomyślcie o tym: to był właśnie czas, kiedy
kobiety
otrzymały prawa. Zaczęły się kształcić, miały możliwość
zrobienia kariery, zyskały
wolność seksualną.
I od tego czasu nie musiały już
prosić mężów o pieniądze na nowe pończochy.
Dlaczego zatem od tego momentu zaczęłyśmy czuć się
gorzej?
- Musimy też pamiętać, że
z roku na rok liczba sprzedawanych
leków przeciwdepresyjnych
tylko rośnie.
- Spróbuję spojrzeć na sytuację
oczami mężczyzny, bez oskarżeń, bez
sloganów, po prostu spróbuję zrozumieć jego tok myślenia. Wyobraź sobie zwykłego
chłopca. Dorasta mniej więcej tyle samo, co
dziewczynka. Marzy, że pewnego dnia
spotka kogoś, kto go pokocha. Ale o ile dziewczynkom od dzieciństwa opowiada się
o księciu z bajki, to chłopcom często mówi się coś zupełnie innego.
Jaki powinien być prawdziwy mężczyzna? Powinieneś
być silny, powinieneś
zapewniać podstawy bytu, powinieneś chronić, powinieneś
nie narzekać, powinieneś rozwiązywać
problemy, powinieneś brać
odpowiedzialność, powinieneś być cierpliwy.
I wiecie, co jest ciekawe? Większość
chłopaków nawet się z tym nie kłóci. Oni
naprawdę chcą tacy być, bo
wierzą, że to właśnie tacy mężczyźni
dostają miłość, szacunek i rodzinę.
- A potem dorastasz, zaczynasz wchodzić w relacje, próbujesz założyć rodzinę i
ta rodzina się rozpada.
Rozwód, podział majątku, alimenty,
cierpienie z powodu byłych, dzieci bez ojca.
Potem niektórzy próbują drugi raz, niektórzy
nawet trzeci i wszystko się powtarza. I wtedy,
naturalnie, nasuwa się logiczny
wniosek: a może ktoś mnie oszukał?
- Zmiana roli kobiet w społeczeństwie to
naprawdę ogromny i czasami bardzo
niedoceniany element tego obrazu. Przecież
kobiety zmieniły nie tylko pracę,
ubrania i styl życia. Zmienił się sam
model kobiecej egzystencji. Jak
kochać, jak wybrać mężczyznę, jak
traktować rodzinę i dzieci, swoje ciało,
sukces, a wreszcie siebie i
swoją kobiecość.
Kto więc
nagle zdecydował, że kobieta powinna być
dokładnie taka silna, niezależna,
skoncentrowana, dźwigać wszystko sama, a jednocześnie
szczerze tego pragnąć i być wdzięczna za
ten postęp? W latach sześćdziesiątych
kobietom wmawiano, że samorealizację można teraz osiągnąć
nie tylko poprzez dom, ale także poprzez karierę.
W latach osiemdziesiątych
to zostało podchwycone przez kulturę korporacyjną. A
w latach dwudziestych XXl wieku wszystko to przekształciło się w
neoliberalny feminizm, który wszyscy tak dobrze znamy. On dał nam też
hasła: „Zoptymalizuj się,
konkuruj, pokonaj wszystkich i nazwij to
wolnością”.
Ale w tym ideologicznym
mechanizmie pojawiła się luka.
Ta wolność, o którą walczyły poprzednie
pokolenia kobiet, stała się kolejną
klatką. Zamiast wolności otrzymałyśmy nowy, obowiązkowy model życia
i tak zwaną "wolność niezależnego
decydowania o tym właśnie wyborze".
Kobietom
zaczęto mówić: „Wybierz karierę zamiast
rodziny. Czy naprawdę chcesz być nudną
gospodynią domową? Bądź autonomiczna, wybierz
niezależność zamiast polegania na mężu. A może
chcesz być słaba, zależna? I to zależna od kogo? Od mężczyzny? Wybierz rywalizację
z mężczyzną zamiast relacji osobistej i własne osiągnięcia zamiast spokojnego, kobiecego
życia". A wszystkie te przekonania zostały sprowadzone do
tak pięknych słów, jak wolność i
równość.
Więc kto teraz cokolwiek powie,
kiedy to się nazywa tak szlachetne
i piękne? Czy chcecie nam odebrać
wolność lub postawić nas niżej niż
mężczyźni? Szczerze mówiąc, czasami
czuję, że popadam
w schizofrenię, bo wszystko nazywa się innymi
słowami, a czasem jedna rzecz nosi inną nazwę,
ale to coś zupełnie innego.
I powiedz mi, jak można nie zwariować
w tym świecie? Osobiście jestem u kresu sił. A pod
egidą równości nie otrzymujemy teraz
wzajemnego szacunku, ale dziwną ideę, że
kobieta powinna zająć miejsce mężczyzny,
męskie role, mieć męskie cele i
obowiązki, a mężczyzna powinien rzekomo
spokojnie i bez przeszkód
z tego zrezygnować i po prostu zejść na bok, ustępując
miejsca kobiecie.
Najgorsze stanie się właśnie wtedy, gdy
mężczyźni całkowicie się wycofają
600
ze wszelkich relacji z kobietami. Bo
mężczyzna, który nie ma rodziny,
żony, dzieci, nie musi zarabiać tak dużo
pieniędzy. W związku z tym
nie musi harować na trzech etatach.
Nie musi nawet budować zawrotnej
kariery. Może
żyć całkiem wygodnie za
przeciętną pensję. A żeby
to zarobić, nie musi pracować
8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu.
Być może
ktoś tu zaprotestuje: „Nie nadejdzie
moment, kiedy każdy
mężczyzna wycofa się
ze związków z kobietami”. I tu
zgadzam się, nie wszyscy się wycofają.
Aby jednak doszło do katastrofy, nie jest konieczne,
aby wszyscy się wycofali. Do tego wystarczy powstanie pewnej masy krytycznej. A w krajach takich jak Japonia czy Korea Południowa ta masa krytyczna już istnieje.
A jeśli spojrzeć na przekrój populacji Rosji, na ludzi poniżej 30 roku życia, którzy teoretycznie powinni jakoś wspierać naszą demografię - gdyby pośród nich przeprowadzić jakieś konkretne badania to okazuje się, że dość znaczna część z nich w ogóle nie planuje zakładać rodziny, mieć dzieci. Oni wolą w ciszy popijać waniliowe latte na wybrzeżu, powiedzmy, Abchazji, dokąd mogą podróżować, bo zaoszczędzą na rodzinie i dzieciach.
Wtedy kobiety zdadzą sobie sprawę z prawdziwego problemu, bo to one będą odpowiedzialne za demografię i za własne dobro. Nikt nie chce ich wspierać; nie są dla nikogo interesujące. Te silne i
niezależne kobiety mające antykoncepcyjny wyraz twarzy nie interesują mężczyzn.
- Początkowo oczekiwania większości mężczyzn
są absolutnie normalne. Nie marzą o życiu w samotności przez całe
życie, nie marzą o zmienianiu kobiet co tydzień, nie marzą o
wykorzystywaniu kogoś. Pragną też
bliskości i wsparcia. Chcą kogoś,
przy kim w końcu nie muszą być zawsze tacy silni.
Ale potem
zaczyna się dorosłość. I tu
dzieje się pierwsza, bardzo interesująca rzecz.
Mężczyzna zaczyna rozumieć, że samo
kochanie kobiety nie wystarczy.
Okazuje się, że ciągle trzeba
coś udowadniać. Musisz udowodnić, że jesteś wystarczająco odnoszącym sukcesy, wystarczająco bogatym, ambitnym, pewnym siebie, interesującym, romantycznym. I
najbardziej frustrujące jest to, że ta
lista nie ma końca, bo gdy tylko
spełni się jeden warunek, to pojawiają się kolejne.
Tak, wielu mężczyzn o tym mówi. Są
bardzo zaskoczeni, że lista, tych próśb i
żądań kobiet, nigdy się nie kończy. Ostatnimi czasy albo staje się to
całkowicie niemożliwe do spełnienia od samego początku
dla przeciętnego mężczyzny, a nawet
dla mężczyzny ponadprzeciętnego jest to
niemożliwe do spełnienia,- albo te wymagania
stale rosną. Nie wiadomo jednak, na jakiej
podstawie.
- Więc w czym tkwi problem? Kobieta nadal może
wybrać dom, rodzinę, styl życia i
tak dalej. Teoretycznie tak, może, ale
w rzeczywistości jest to dziś o wiele trudniejsze niż
wybór kariery. Współczesna gospodarka
jest już tak skonstruowana, że utrzymanie rodziny z jednej pensji jest teraz niemożliwe.
Ty i ja wpadliśmy w pułapkę dwóch źródeł dochodu,
ponieważ żyjemy w świecie, w którym praca kobiet
stała się nie tylko opcją, ale
koniecznością. A prawo kobiety do pracy stopniowo stało się
obowiązkiem.
Jeśli kobieta dzisiaj
wybiera dom i rodzinę i nie wstydzi się
tego, ale otwarcie to deklaruje, to jej otoczenie prawdopodobnie uzna ją za nieco
dziwną. Z pewnością nie będzie jej w tym wspierać, a niektórzy mogliby nawet powiedzieć, że popełnia błąd.
Innymi słowy, jest to sytuacja wyboru bez
wyboru. I to jest właśnie
paradoks tak zwanej kobiecej wolności.
Pozwolono nam być wszystkim, tylko nie
kobietą w tradycyjnym sensie.
Jedyną dobrą wiadomością,
oczywiście, jest to, że przynajmniej niektórzy
zaczynają rozumieć kompletny idiotyzm tego procesu.
I przez chwilę młody chłopak naprawdę wierzy,
że jeszcze odrobina wysiłku i związek
w końcu stanie się taki, jakim on sobie
wyobrażał. Ale mija rok, potem kolejny,
i stopniowo mężczyzna zaczyna
dostrzegać pewien schemat. Im bardziej
się stara, tym mniej jest zauważany.
Są rodziny, w których ludzie naprawdę
się wspierają. Ale jeśli
otworzysz komentarze pod dowolnym filmem
o relacjach osobistych, to zobaczysz jedną i tę samą
myśl, którą mężczyźni powtarzają w kółko: „Cokolwiek bym zrobił to i tak nie wystarczy”.
I wiecie, co mnie uderzyło? Oni
prawie nigdy nie piszą: „Mam trudności
z pracą”. Piszą coś zupełnie innego. Trudno mi
żyć z ciągłym poczuciem bycia ocenianym. To bardzo
istotna różnica, ponieważ większość
mężczyzn jest gotowa ciężko pracować, chce
brać odpowiedzialność, chce
zapewniać byt, ale chcą zrozumieć
po co to wszystko.
Każdy człowiek chce mieć poczucie, że jego wysiłki mają sens,
że nie musi się mierzyć z kolejnym sprawdzianem swojej
adekwatności w domu, że jest kochany nie tylko
gdy odnosi sukcesy, nie tylko
gdy zarabia pieniądze, nie tylko
gdy jest pożyteczny, ale po prostu dlatego, że
jest sobą.
I to właśnie tutaj wielu
mężczyzn po raz pierwszy doświadcza bardzo
nieprzyjemnego uczucia. Zaczynają
czuć, że relacje osobiste staja się podobne do pracy.
To prawda, dokładnie tak, słyszymy tak często, że relacja osobista to ciężka praca, że to praca nad sobą. Nie chodzi o to,
że się poznaliście, że jesteście bratnimi duszami, że po prostu czujecie się komfortowo i
dobrze wam razem. To nie tak, spotykacie się i
z jakiegoś powodu oboje, no.... teoretycznie oboje, bo w praktyce
tylko mężczyzna, powinniście nad sobą pracować,
prawda?
To nie jest tak jak bywało kiedyś. Wydało się kogoś za mąż albo się z nim ożeniło i to wszystko,
i kochali się aż po sam grób.
Nasza kultura
przedstawia kobietom związki, a zwłaszcza
małżeństwo, jako coś destrukcyjnego, jako coś, czemu ona nieuchronnie poświęci swoje najlepsze
lata i wyczerpie całą swoją kobiecą energię - tak jakby
praca po 12 godzin dziennie w biurze,
tylko po to, by udowodnić sobie i innym,
że wszystko może zrobić sama i nie potrzebuje żadnego mężczyzny powodowała wyłącznie jej osobisty rozkwit.
I jeszcze jedna ciekawa rzecz: takie kobiety wciąż
chcą silnego mężczyzny. Ale jednocześnie
kultura uczy nas, żebyśmy go nie potrzebowały, nie uznawały jego autorytetu, nie
uznawały, że to on jest liderem, żebyśmy wszędzie tylko my dominowały, żebyśmy uważały każdy męski punkt widzenia, każdy przejaw
męskości za presję, a nawet coś
niebezpiecznego i toksycznego – tak, to jest właściwe słowo.
Okazuje się, że kobiety
gardzą słabymi, boją się silnych, ignorują równych sobie, a ideał tej doskonałości nie istnieje.
- No tak, pewnie pamiętacie tę listę
popularnych próśb kobiet. Chcę, żeby
dużo zarabiał, ale jednocześnie poświęcał mi dużo
czasu. Chcę, żeby
był silny, ale chcę, żeby
był delikatny, łagodny. Chcę, żeby był troskliwy,
ale nie przesadnie. Chcę, żeby
był wysoko postawiony, szanowany. Chcę, żeby
dominował nad wszystkimi. Ale wobec mnie będzie słodkim, małym pluszowym misiem. Chociaż
nie - dziś nie chcę słodziutkiego. I chcę nawet,
żeby był naprawdę fajny w łóżku, ale
jednocześnie, żeby nie ganiał za innymi kobietami.
- I nagle mężczyzna łapie się na myśli, że wraca do domu z tym samym
uczuciem. Zamiast odpoczynku, ma kolejny
egzamin, zamiast wsparcia, kolejna
lista pretensji, zamiast poczucia bezpieczeństwa oczekiwania, że teraz będzie musiał znowu tłumaczyć
co robi źle.
I wtedy
dzieje się coś, co wiele kobiet
odbiera jako obojętność. Mężczyzna
zaczyna się wycofywać emocjonalnie. Nie
dlatego, że przestał kochać, ale dlatego, że
ludzka psychika nie może bez końca
żyć w stanie ciągłej oceny. Ona
zaczyna się bronić. Najpierw mężczyzna
przestaje się kłócić, potem przestaje cokolwiek wyjaśniać, potem przestaje dzielić się swoimi uczuciami, a potem
kobieta mówi: „Czy stałeś się jakoś
oziębły?”. Nie, on nie stał się oziębły w ciągu
jednego dnia. On po prostu przez zbyt długi czas czuł,
że nikt go nie słucha.
- I wtedy dzieje się to, o czym ona wspomniała na początku filmu. Mężczyzna
ma tego wszystkiego dość. Wycofuje się i zdaje sobie sprawę, że nie uda się zbudować relacji z marzeń. Wtedy mężczyźni zaczynają szukać rozwiązań i pytać:
„Czy da się żyć bez tego wszystkiego?”.
I wtedy pojawiają się wspaniałe przykłady
innych mężczyzn, którzy żyją bez nadmiernego wysiłku, którzy stawiają sobie
własne listy celów, podążają własnymi ścieżkami,
osiągają swoje własne, specyficzne
wzloty i upadki i nikt im w tym nie przeszkadza.
Jednocześnie
zwróćcie uwagę na jedną ciekawą rzecz, wręcz fatalną, powiedziałbym. O ile w czasach przed-internetowych można było w zasadzie manipulować świadomością mężczyzny za pomocą postaw społecznych, to teraz mężczyzna dowiaduje się, co go czeka w małżeństwie, nie po negatywnym doświadczeniu, ale dużo wcześniej, bo jest internet, bo jest YouTube i tam inni mężczyźni też mówią o tym, przez co przeszli, kiedy
chcieli założyć rodzinę.
Opowiadają jak im się nie udało i, że lepiej trzymaj się bracie od tego z daleka. Lepiej pij sobie waniliowe latte w Abchazji.
- Dzisiejszy feminizm już
celowo stawia mężczyznę w pozycji
winnego. A każdy akt siły można
nazwać presją. Każdy niepokój można
nazwać słabością i tak dalej. To znaczy,
wszystko można przekręcić, żeby
sprawić, żeby mężczyzna poczuł się winny. Dlatego
dzisiaj szlachetna idea, o którą walczyły nasze babcie
zdegenerowała się i przekształciła w
coś, co bardziej przypomina paradę zarozumialstwa, gdzie każdy próbuje się popisać i pokazać kto jest kim, a zdanie: „Tak, nikogo nie potrzebuję, dobrze mi samej” jest wypowiadane
z dumą.
Ale w większości
przypadków jest to reakcja obronna. Za nią
kryje się niezaspokojona, niespełniona
potrzeba bliskości. I tak kobiety
świadomie rozwijają te ciernie. I
nie tylko wobec obcych,
ale także wobec bliskich, na przykład
chłopaków, z którymi są w długoletnim związku, czy mężów, i
również zaczynają uprzykrzać im życie.
A w tym momencie mężczyzna myśli
o czymś zupełnie innym. Myśli: „Staram się jak mogę od kilku
lat. Czemu nikt tego nie zauważył?”. I właśnie tu
pojawia się najniebezpieczniejsza myśl. Nie
gniew, nie chęć odejścia, ale zwątpienie. Ono jest bardzo ciche, prawie niezauważalne: "A może
problem nie leży we mnie? "
A potem
mężczyźni zaczynają rozmawiać na te tematy z
innymi mężczyznami i widzą, że ci odnoszący większe sukcesy, ci bardziej troskliwi, bardziej
bogaci mężczyźni mają dokładnie takie same doświadczenia. I nagle wszyscy zaczynają rozumieć, że
problem wcale nie leży w nich.
I chciałbym
przypomnieć tej wspaniałej blogerce
bardzo częste pytanie, które mężczyźni zadają
kobietom: "Co ja będę miał w zamian za spełnienie tych wszystkich twoich wymagań? Tak naprawdę ty żądasz o wiele więcej niż jest potrzebne dla miłości, seksu, dobrych relacji rodzinnych?"
Ja jestem tylko teoretycznie ciekaw, może
naprawdę jest jakaś
super-mega-nagroda, o której nie
wiem? - ale tam żadnej nagrody nie ma. A kobieta broni się
standardowymi frazesami: „Fuj, nie jesteś
prawdziwym mężczyzną. Boisz się
odpowiedzialności. Nie jesteś jeszcze na moim
poziomie. Miałam o tobie lepsze zdanie.
Chyba sobie pójdę". No cóż, skoro idziesz, to idź, będzie mniej problemów.
Ta idea szacunku do siebie za wszelką cenę
przeradza się w kult własnego "ja": Ja nie muszę, nie mam takiego obowiązku, wybieram siebie, skoro on nie spełnia tego i tamtego to po co on mi taki?
Aby zbudować normalny
związek, musisz przede wszystkim stawiać innych ponad własną wygodę.
Czasami trzeba ustąpić, czasem trzeba przeprosić,
przyznać się do błędów, bez względu na to, jak trudne to jest, a czasem trzeba podziękować.
Ale dzisiejszy kult kobiecego zarozumialstwa uczy
czegoś przeciwnego i ostatecznie kobieta zostaje
sama: dumna, niezależna, ale
pozbawiona miłości, samotna i
nieszczęśliwa.
"Jeśli po tylu latach prób i moich usilnych starań wciąż
nie staję się szczęśliwszy, to może to nie jest tak, że
nie staram się wystarczająco mocno?" I
to pytanie zmienia wszystko, ponieważ
po nim mężczyzna przestaje starać się
o miłość. Zaczyna
analizować swoje życie i czasami
dochodzi do wniosku, który jeszcze 10 lat temu
wydawałby się niemożliwy.
On nagle zauważa, że najspokojniejsze
okresy w jego życiu nie były w
związkach. Spał lepiej, był mniej
nerwowy, miał więcej czasu na
przyjaciół, pracę, sport, hobby. Nie bał się
powiedzieć czegoś niewłaściwego, nie martwił się, że ponownie kogoś rozczaruje.
A najbardziej nieprzyjemnym odkryciem jest to, że jest mu lżej.
Nie czuje się weselszy, nie szczęśliwszy, ale właśnie jest mu lżej.
No cóż, panowie, powiedzcie prawdę,
po tym, jak postanowiliście żyć
solo i daliście się z tego wyciągnąć, zdaliście sobie sprawę,
że czujecie się o wiele lepiej. To jest uzależniające.
- Kolejną zdradliwą substytucją feminizmu
jest to, że wziął ideę równych praw i
przekształcił ją w ideę identyczności. Ale
równe prawa nie mogą zlikwidować
różnych natur mężczyzn i kobiet. I to
nie oznacza, że kobiety są gorsze
od mężczyzn. One są po prostu inne z natury.
Tak po prostu wyszło. Dowiedziono już naukowo, że mamy różne psychiki, mamy różne
mózgi. I dlaczego w pewnym momencie
zdecydowałyśmy, że jeśli uznamy tę
odmienność, to automatycznie upokorzymy wszystkie
kobiety? Chociaż moim zdaniem, tak naprawdę,
upokorzenie kobiet zaczęło się, gdy
zostały zmuszone do udowodnienia
swojej wartości poprzez podobieństwo do mężczyzn, a nie
poprzez różnice.
I ja nie twierdzę, że
kobiety czegoś nie potrafią. Z pewnością potrafią. Kwestia nie dotyczy zdolności.
Kwestia dotyczy tego, ile my, kobiety,
musimy za to zapłacić. A
ścieżka, którą wybierają współczesne
kobiety, ze względu na swoją orientację na mężczyzn
i na męską naturę, nie jest środowiskiem,
w którym kobieta rozkwitnie.
Najprawdopodobniej
nie jest to środowisko, w którym po prostu
poczuje się dobrze. Przecież
nasza największa siła tkwi w naszej żeńskości - w tym, że jesteśmy kobietami, ale
zdradliwie zapominamy, że ta żeńskość nie jest czymś danym na zawsze,
lecz zasobem, który można zużyć.
---------------
Być może więc
głównym pytaniem dzisiaj nie jest, "dlaczego mężczyźni już nie chcą
związków?" ale raczej: "Co zrobiliśmy zbiorowo
źle, skoro dla coraz większej liczby
mężczyzn samotność stała się
bardziej atrakcyjna niż
miłość?"
I wiecie, myślę, że to już nie jest
problem mężczyzn ani kobiet. To
problem naszych czasów.
- To prawda, że istnieje wiele rozwiązań na wyjście z sytuacji kiedy mężczyźni i kobiety jakoś nie potrafią
znaleźć wspólnego języka, nie potrafią
założyć rodziny, nie potrafią rozwijać swoich relacji.
Tak samo jest z życiem w pojedynkę - można się do tego przyzwyczaić.
Na poziomie osobistym,
ludzie potrafią poradzić sobie z absolutnie każdym
problemem.
Jednak problemy, które
dotknęły nas teraz w tym kontekście,
są globalne i niestety nie mamy na nie wpływu.
Nasi posłowie z pewnością się starają, ale
nie udaje im się to, ponieważ
tłumią pewne przejawy - że tak powiem, leczą objawy, ale nie samą
chorobę tego społeczeństwa. Oni głoszą
tradycyjne wartości, nie mając ku temu żadnych podstaw.
Nie pokazałem tych
dwóch filmów w całości. Ten film jest już i tak za długi. Jeśli
chcesz obejrzeć je od początku do końca i każdą z naszych miłych blogerek osobno, to linki będą w opisie tego filmu.
Polub, skomentuj,
zasubskrybuj kanał.Do zobaczenia.
WERSJA POLSKA: https://www.youtube.com/watch?v=hs_WwlHR6Ds