niedziela, 14 czerwca 2026

Duchowość dla leniwych - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=1YKnYYTtfEw

Witajcie ludzie.

  Proszę bardzo, jesteśmy tu razem i przeglądamy pytania, które nam przysłano. Mamy pytanie - a właściwie jest to znów cytat: "najłatwiej okłamać człowieka poszukującego duchowości". Najłatwiej oszukać kogoś kto szuka duchowości.

  Taki ktoś szukający duchowości przypomina mi człowieka, który szuka okularów a ma je na własnym czole.

 Duchowość to jest to co jest wprost przed tobą a duch tobie podpowiada co z tym czynić. Skoro ten człowiek szuka to znaczy, że nie zadowala go to co ma przed własnym nosem i w żaden sposób nie uważa tego za duchowe.

Te słowa wypowiedziała Jelena Pietrowna Bławadska. Najłatwiej oszukać kogoś kto szuka duchowości. Na czym bazuje takie oszustwo? Oszustwo poprzez obiecywanie szybkiej aktywację zdolności. Druga rzecz to sprzedawanie oczyszczania karmy. Oczyścimy twoją karmę już, zaraz i niedrogo. Ponadto wszelakie te sesje pracy nad sobą, sesje coachingowe i podobne rzeczy. Istnieje ponadto pułapka duchowej wyjątkowości. 

  Zatem szybka aktywacja zdolności: ja chcę być kimś nad-przeciętnym. Sprzedawanie oczyszczania karmy, niekończące się sesje pracy nad sobą - no bo przecież jestem taki duchowy. To jest wyjątkowa duchowość.

Kiedy mówisz komuś, że jest duchowy albo mówisz mu: "czy ty wiesz, że masz takie wyjątkowe zdolności?" to z jakiegoś powodu wszyscy są skłonni w to uwierzyć. 

 Tak działa diabeł w przebraniu. Wychodzi więc na to, że na brak pychy nikt z nas nie może narzekać (śmiech). "Próżność to mój najukochańszy grzech". Takie słowa wypowiada szatan w filmie "Adwokat diabła".  „Próżność, mój najukochańszy grzech”. 

 Cóż, ogólnie rzecz biorąc, mam sporo powiązań z Jeleną Pietrowną Błowadską, ponieważ jestem związany z Klubem Logos. A Klub Logos ma wiele powiązań. Bywaliśmy na konferencjach i dogłębnie studiowaliśmy jej nauki, nawet braliśmy udział w pewnej konferencji, wygłaszaliśmy tam wykłady, spotykaliśmy się.

   Znamy więc Bławadską nie ze słyszenia. A jakie są nauki Heleny Bławadskiej? Ona założyła światowe Towarzystwo Teozoficzne. Słowo „teozofia” to pojęcie stworzone przez Bławadską. 

To nauczanie teozoficzne, zawiera szczegółowe ostrzeżenia przekazane przez Elenę Pietrownę Bławadską - ostrzeżenia przed tymi wymienionymi tutaj pułapkami duchowymi.  

Omówmy je teraz po kolei. Punkt pierwszy czyli niebezpieczeństwo szybkiego aktywowania zdolności. Tutaj od razu widać, że nie da się obejść bez demonów. To znaczy, Bóg stopniowo otwiera -  krok po kroku przesuwa to okna Overtona. Stopień po stopniu.

A diabeł daje ci to wszystko od razu - pstryk i masz nadzwyczajne zdolności. W rzeczywistości te zdolności nie są twoje, tylko demona. A ty po prostu dałeś się kupić, a raczej sprzedałeś się. Nie da się obejść stopniowego rozwoju człowieka - wszystko to musi zachodzić małymi krokami jak z tym oknem Overtona.

  Nawiasem mówiąc Bławadska nalegała, że prawdziwy okultyzm wymaga długiego, długiego samooczyszczenia. stopniowo, w ten sposób, żeby nie wylać dziecka z kąpielą jak mówi jedna z ludowych mądrości. Ona mówiła, że dążenie do szybkiego uzyskania takich mocy psychicznych, czy też inaczej nazywając zdolności Sidha bez dojrzałości duchowej prowadzi do szaleństwa i moralnego upadku. 

Wszelkie praktyki w rodzaju mediumizmu - "och! przyszedł do mnie duch El Morya, on na pewno on mi zaraz coś opowie". 

 Ona uważała to za niebezpieczne, twierdząc, że media bardzo często kontaktują się w ogóle nie z tymi, którzy się tam przedstawiają - nie z wyższymi nauczycielami, ale z jakimiś bezdusznymi, elementalami, z jakimiś pozostałościami osobowości. 

  Kiedyś czytałem dość intensywnie książkę Allana Kardeca "Księga duchów" - bardzo intensywnie to studiowałem. To jest zbiór świadectw mediów. I tam jest napisane, że pod żadnym pozorem nie należy praktykować spirytyzmu, jeśli nie ma się duchowej lub emocjonalnej więzi z tą istotą.

Ktoś na przykład z czystej ciekawości przywołuje ducha Napoleona. A kim ty jesteś dla niego? Czy studiowałeś jego życie? Czy fascynuje cię jego biografia? Jeśli nie, to ktoś inny może przedstawić się jako Napoleon.  

 Ale jeśli istnieje duchowe przywiązanie, to wtedy jest to coś w rodzaju paszportu, wtedy to zdecydowanie będzie pasowało. Być może nie będzie to on, ale może jakaś matryca, która go tam reprezentuje, ale będą to te właściwe teksty. Wtedy nie wprowadzą w błąd te niskie byty, które są bezdusznymi resztkami osobowości, byty które krążą i tylko takich ludzi łapią. 

  A co one oferują? Na przykład proponują szybkie otwarcie trzeciego oka w ciągu trzech dni. Tam ma miejsce stosowanie technik, które powodują tymczasową hiper-stymulację psychiki.  

Wszyscy mają wtedy w głowie szum, a człowiek sobie myśli: „Och, wydaje mi się, że się oświeciłem, bo wcześniej tak nie szumiało”. (śmiech)

 To oczywiście nie prowadzi do wzrostu świadomości, ale może prowadzić do destabilizacji zdrowia psychicznego. Przeciążysz się, a potem będziesz cierpieć z powodu tego upadku przez długi czas i nie ma pewności czy w ogóle wydostaniesz się z tego dołka. 

  Na przykład, kiedyś był taki ktoś - Nie pamiętam jego pełnego imienia, ale jego nazwisko brzmiało Iwanow - on napisał własną książkę, dał tam wiele przydatnych porad. On otworzył w Moskwie, jeszcze w Związku Radzieckim, szkołę Sacharshi Jogi.  

Wiecie, że praca za pomocą jogi zajmuje wiele czasu - to jest praca z czakrami i na przykład Hatha joga to praca z czakrą podstawy, czakrą muladhara. To długa praktyka, ćwiczysz 15 lat i po 15 latach zaczynasz coś rozumieć. 

  I saharshi joga – to 8 godzin, i jesteś saharshi joginem. I nawet tam, werbalnie nic nie mówi. Po prostu ludzie siadali, on patrzył na zebraną publiczność, która przyszła oczywiście nie za darmo, oni patrzą na niego, on mówi kilka słów, a potem milczą przez dobre 5-6 godzin. 

No i okazywało się, że gdzieś mniej więcej co trzeci człowiek coś tam osiągnął. On miał jakąś prawdziwą władzę nad ludźmi. To nawet nie była radźa joga, to coś poważniejszego. A reszta tamtejszych uczestników po prostu popadała w szaleństwo. Zatem szybkie działania w tej sferze są bardzo niebezpieczne. Być może ktoś tam był gotowy - on osiągnął jakiś wewnętrzny fundament żyjąc pełnią życia, a potem na pstryknięcie palcami mu to włączyli. Natomiast ci, którzy żyli tak leniwie, niespiesznie - dla nich te praktyki były po prostu niebezpieczne. 

 Albo jest jeszcze  sprzedawanie oczyszczania karmy. Jest wielu  takich speców. Znam pewną kobietę, która regularnie chodziła do innej i ta ją w jakiś sposób oczyszczała i po tych zabiegach kobieta czuła się dobrze. Ona płaciła jej coś, a potem, kiedy czuła się źle, to znów wracała do niej. 

  No i ta oczyszczana kobieta się od tego uzależniła. Przy czym ta kobieta prowadząca to oczyszczanie pewnego razu powiedziała tej swojej klientce: "ojej - w twoim biopolu jest jakiś mężczyzna w czerwonej szacie, on nosi okulary" - i w szczegółach opisała mojego nauczyciela Nierashena Swami. A ja wcześniej rozmawiałem z tą kobietą i nie opisałem jego wyglądu, ale tylko opowiadałem jej co ten Swami czynił. Po tej rozmowie w jakiś sposób obraz tego mistrza w nią wszedł i ta zajmująca się oczyszczaniem go zobaczyła.

Czyli, że ona nie była jakąś oszustką. Ona naprawdę widziała i naprawdę oczyszczała, ale jaki w tym sens? Ta regularnie raz na tydzień przychodziła do niej, żeby się oczyszczać - a po co? A jak żyją inni ludzie? 

Tak więc w nauce teozofii karma to takie żelazne, kosmiczne prawo przyczyny i skutku, którego nie da się kupić, nie da się zmyć rytuałem. Człowiek jest w pełni odpowiedzialny za swoje czyny. I żadne zewnętrzne procesy, żadni pośrednicy, ani te oczyszczenia nie mogą wymazać kosmicznych długów. 

Takie działania po prostu pozostawiają korzeń - przyczyna pozostaje, a ścinają tylko te przeszkadzające aktualnie odrosty tam na górze, a te za jakiś czas znów odrastają. Czyli, że nie zajmują się tą kwestią u samych korzeni. 

  Ogólnie rzecz biorąc, koncepcja karmy, lub też prawo przyczyny i skutku, w tym całym marketingu, uprościli to do poziomu [śmiech] czegoś w rodzaju długu w banku.

A wobec tych, którzy bezinteresownie kochają pieniądze medycyna jest zupełnie bezsilna. Ludzie zamiast pracować nad swoim postępowaniem, zamiast pracować nad swoim charakterem kupują jakieś kursy. Człowiekowi proponują w magiczny sposób zdjąć z siebie odpowiedzialność  za swoje życie. Wystarczy chwila i jesteś znów wolny.  A co ty tam wcześniej czyniłeś? Czy ty może oddałeś się Bogu całkowicie, żeby wszystko wskoczyło na swoje miejsca? Nie.  Tak to się dzieje.

 Tak więc karma to nie jest jakieś tam zewnętrzne przekleństwo, ale struktura umysłu, która powstała w wyniku twojego działania lub zaniechania działań. Stało się to przez nieprawidłowe działania lub w wyniku bezczynności, kiedy powinieneś był działać. Karma to coś czego nie da się odwrócić cudzymi rękami ani w żaden sposób nie da się tego zmienić za pieniądze.  Musisz to zrobić sam. 

Co tam jeszcze?  Ludzie miewają obsesje na punkcie jakiegoś nie kończącego się przepracowywania. To taka współczesna ezoteryka. No i co z tego, że ciągle wszystkich besztam? (śmiech) Ta współczesna ezoteryka jest zafiksowana na niekończącym się uzdrawianiu różnorakich traum a życie przekształca się w niekończące się naprawy. Całe życie to nieustanny remont. 

 Ja rozumiem, że możesz chodzić do łaźni raz w tygodniu. To jest dobre. To swego rodzaju rytuał, który może sprawiać przyjemność. Ale w tych sprawach duchowych trzeba być bardzo ostrożnym, bo w saunie dobrze widzisz co myjesz a w przypadku karmy nie wiesz kto ją myje i jakimi rękami. Być może te ręce są brudne, lepkie - zwłaszcza jeśli robią to dla ciebie za pieniądze. To jest niezwykle podejrzane. 

  Przecież wtedy życie to niekończące się naprawy, wtedy nawet nie zaczynasz żyć. To jest prawdziwa kopalnia złota dla tych psychologów i tych różnorakich wróżbitów. Człowiek przestaje żyć tu i teraz a zamiast tego skupia się na poszukiwaniu coraz większej liczby blokad. Mam tu blokadę, którą trzeba uwolnić, a tu jest program rodzinny, który trzeba usunąć. 

I w ten sposób rozwija się uzależnienie od psychologa lub guru.  Oni teraz nazywają siebie terapeutami. A prawdziwe zmiany są zastępowane procesem przygotowania do życia. 

  No i co tam jeszcze? Mamy jeszcze duchową ekskluzywność. Och, to największa pułapka. Bławadska powiadała, że jest to pycha na poziomie ducha. Powiada się, że umysł jest wielkim zabójcą rzeczywistości. I dlatego uczeń musi zabić tego zabójcę - w każdym razie tak zalecała Helena Bławadska. W chrześcijaństwie tę pychę nazywa się byciem w złudzeniu. To znaczy poczuciem własnej ekskluzywności. 

 To znak, że dany człowiek nie poczynił postępów, ale wpadł w pułapkę złudzenia  swojego niższego ja - zaczęło mu się wydawać, że jest kimś szczególnym. To wygląda tak, że człowiek czuje się wybrańcem, czuje się kimś wysoko wibrującym, "niskie wibracje to nie nasza rzecz". Taki ktoś uważa, że jest przebudzony i że pozostali ludzie śpią.

  Tak w ogóle to pycha maskuje się pod świętość. Taki człowiek zaczyna patrzeć z góry na tych, którzy wciąż śpią lub są zajęci sprawami materialnymi: "och! to czym ja się zajmuję to zupełnie inna sprawa!" A konsekwencje tego są przecież widoczne dla każdego gołymi oczami. 

 Wszyscy rozumieją, że taki człowiek po cichu popada w obłęd, ale sam "wybraniec", w cudzysłowie, tego nie dostrzega. To jest takie całkowite odizolowanie od rzeczywistości. Mówią, że pycha jest wyjątkowa wśród wszystkich wad. Jej nawet nie udaje się ukrywać.

  Tak więc gdzie tu jest oszustwo? I ta izolacja, ta utrata zdolności do empatii.... Nawiasem mówiąc, taki człowiek staje się niezbyt dobry a jest to przecież cecha, którą nazywa się fundamentem każdej ścieżki duchowej. 

 A gdzie kwitnie oszustwo? Kwitnie tam, gdzie szukają łatwych sposobów. Bo kiedy  zostaje ujawniona prawdziwa cena tego, to ludzie mówią: „Och, nie, to trochę drogo, nie podejmę się tego”. 

 I tacy właśnie szukają łatwych sposobów, szukają potwierdzenia swojej wyjątkowości lub możliwości przekazania tego na wyższe siły lub powierzenia tego jakimś tam przewodnikom.

   My, każdy z nas, jesteśmy idealni, wyjątkowi, niepowtarzalni. Po prostu idziesz krok po kroku, ale żeby tam dotrzeć, musisz to stopniowo odnajdywać. A tamci oferują ci jakąś fałszywą tożsamość, która potem po prostu pęka jak bańka mydlana. 

 Ten subtelny, wysublimowany grzech, wygląda jak cnota, a w związku z tym trudniej się go leczy. Powiada się, że tego typu niby "wysoko wibrujący" obywatele są brzemieniem ziemi - oni są ciężarem dla ziemi, tak to jest określone w pismach Shrimat Bhagavad. Wszystkie wojny są powodowane właśnie przez nich.

  Jeden z cytatów o tych którzy są brzemieniem ziemi brzmi z grubsza następująco: "Kiedy Kamsowie i inni Asury przejęli władzę na tym świecie to ziemia gniła pod ciężarem ich okrucieństw".  Wyczuwacie na pewno podobieństwo do czasów obecnych - wszystko dzisiaj dzieje się dokładnie tak samo. To co tutaj opisuje księga Shrima bhagavad działo się dawno temu, ale to zdanie pasuje do czasów nam współczesnych.

A kiedy ciężar ziemi staje się zbyt ciężki, to na świecie nieuchronnie pojawiają się wojny, epidemie, głód i inne katastrofy. Takie są prawo natury. Tak pisze Braphupada. Stąd to się bierze ponieważ wielu ludzi po prostu zaczęło szukać łatwych sposobów. 

  A główną ideą tego, co dzieje się teraz, jest to, że ziemia zrzuca swój ciężar. Myślicie, że to politycy organizowali wojny? Nie, to ziemia zrzuca swój ciężar, zrzuca swoje brzemię. To brzemię to właśnie ci ludzie posługujący się wyłącznie instynktami. Oni są bezmyślni, bo myślenie też wymaga wysiłku.

 A ci instynktowni ludzie są ciężarem dla ziemi; ich zdolności, czyli brak empatii, przewyższają ich moralność, przyzwoitość, i tacy przestają pasować do ekologii kosmosu. Oni niszczą tę przestrzeń. A ta przestrzeń, naturalnie, będzie stawiać opór na wszelkie sposoby.

   Zło nie tkwi w samych satanistach, zło tkwi w filistrach - w tych obywatelach żyjących na poziomie zwierząt. Kto waszym zdaniem jest zabijany podczas wojen? Zabijani są ci właśnie filistrzy, różni tam obserwatorzy i wszelkiego rodzaju pasożyty stanowiące niepotrzebny balast.

A po co? Aby świat mógł iść naprzód. A tych zdeprawowanych i skorumpowanych ludzi są miliony. A co powinni zrobić ci filistrzy, ci obserwatorzy? Po prostu przestańcie być filistrami. Taki obywatel, taki przeciętny człowiek jest po prostu leniwy. Taki jeśli można nic nie robić to nie zrobi nic. Jeśli można się tylko bawić to on się będzie bawił.

Taki nie ma najmniejszego zamiaru uczynić nic pożytecznego dla innych. To jest taka istota posługująca się emocjami i wyłącznie zaspokajająca swoje zmysły. Na tym się wszystko kończy.

Księga Shrimat Bhagavad tak o tym pisze: "kiedy pod wpływem pasji i ignorancji potomkowie rodu królewskiego popadli w pychę".... A pycha jest tego rezultatem. To znaczy, że im bardziej nikczemny jest dany człowiek - tym bardziej popada on w pychę. 

 Tacy zmieniają się w bezbożników. Tam mówi o tym 9 -ta paraśurama Shrimat Bhagavad. Nawiasem mówiąc to właśnie Bóg ich zabił - unicestwił ich, aby zrzucić to brzemię Ziemi - usunąć to obciążenie dla Ziemi. Powiada się, że to już się wydarzyło 21 razy z rzędu - stąd właśnie biorą się wojny. 

Tak więc ten rządowy terror, produkuje ludzi spoza polityki, ponieważ oni mawiają: „Och, po co nam ta polityka?” -, a mówiąc bardziej precyzyjnie to są ludzie uprawiający tchórzliwą politykę. 

Byliśmy przez długi czas w śpiączce - ja mówię o czasie dzisiejszym - zbyt długo trwała ta  śpiączka. Tam już się zrobił ropień. Już czas się obudzić, żeby już nie bać się co dziennie byle szelestu. Jeśli chcemy żyć spokojnie i pokojowo to czas otworzyć oczy i zrozumieć gdzie żyjemy, po co tu jesteśmy i jakie jest nasze zadanie.

 I równie ważne jest, aby zapobiec w przyszłości takiej sytuacji, która rozwinęła się w ciągu ostatnich 40-50 lat, aby już więcej nie dopuścić do sytuacji w której znaleźliśmy dzisiaj.  

 Ważne, że w końcu zrozumieliśmy że nasz własny rząd nas oszukuje a nam się to podoba. Lubimy oszustwo bo jeśli powiedzieć prawdę to nam się to nie spodoba.

My dzisiaj zamiast zbierać informacje samodzielnie i pomyśleć, zamiast samemu to wszystko wyjaśnić, zamiast zadawać niewygodne pytania oglądamy telewizję i wierzymy we wszystko, co ci ludzie nam mówią -  w to co mówią te gadające głowy w wieczornych wiadomościach.  To są te same głowy, które nas okłamują każdego dnia.

  Mówię to wszystko ponieważ chcę podnieść was na duchu. Pod żadnym pozorem i w jakichkolwiek okolicznościach nie ma powodu się nikogo bać. Strach jest najgorszym ze wszystkich wrogów który zawsze będzie stał na naszej drodze.

  Ludzie w końcu muszą wiedzieć prawdę, bez względu na to, jak przerażająca może ona być. Ludzie potrzebują pokoju, zrozumienia, wzajemności, i nie aby żyć w ciągłym strachu, żeby nie powodować niepotrzebnych obaw i wątpliwości, których jest już w tym świecie wystarczająco dużo.

Mówię to wszystko aby wesprzeć was duchowo. Bohaterstwo i świętość to dwie strony ścieżki duchowej. To są słowa jakie wypowiedział Vritrasura przed śmiercią - zapisane są one w Shrimat Bhagavad. 

Tchórzostwo i duchowości są nie do pogodzenia. One są niekompatybilne, ale tchórzostwo może czasami ukrywać się w fałszywej duchowości podczas wstrząsów społecznych. I wtedy świat zaczyna się tak trząść, to bardzo wielu ucieka w tę fałszywą duchowość. Bławadska właśnie przed tym  ostrzegała. Dziękuję za uwagę.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=UahVYtgngn4

środa, 10 czerwca 2026

Prowadzenie z wyższych poziomów – Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/O1RDm0G46TU

Witajcie ludzie, Mamy pytanie. To jest cytat Ramana Maharshi: "Co ma się wydarzyć, to się wydarzy bez względu na to, jak bardzo próbujesz to powstrzymać. To, co nie ma się wydarzyć, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo byś się starał".

   Najwyraźniej musimy się nad tym zastanowić. Czy Raman Maharshi ma rację?Zatem jeszcze raz powtórzę:  "Co ma się wydarzyć, to się wydarzy bez względu na to, jak bardzo próbujesz to powstrzymać. To, co nie ma się wydarzyć, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo byś się starał".

 Cóż, wniosek jest dość prosty - żeby zachować spokój – to taki cytat, on jest wielkim mędrcem, bardzo utytułowany i poważany. Nie będę już wymieniał całej jego biografii, wszystkich jego osiągnięć, wszystkich jego wielbicieli, tego, czego dokonał.

  Więc w zasadzie jest to klasyczne stwierdzenie o przeznaczeniu, o pewnym losie i nie przywiązywaniu się, o tym, że taki los istnieje. Zatem jak to się powiada: "spokojnie oddychaj i nie zamartwiaj się".

To stwierdzenie nawołuje do zaakceptowania nieuchronności, do zaprzestania marnowania energii na walkę z czymś, z czym walka jest bezużyteczna, nawołuje do znalezienia spokoju w samoświadomości i przekonaniu, że te wydarzenia nie są w stanie w żaden sposób dotknąć waszego prawdziwego "ja".

 Ale niektórzy chwytają się tego stwierdzenia i poddają się, opuszczają ręce mówiąc: „No cóż, pozwól, żeby wszystko działo się, tak jak się dzieje, bo czy będę się w tym życiu miotał, czy nie będę się miotał to i tak wszystko będzie tak jak będzie”. 

 Ale to absolutnie nieprawda. To absolutnie nie oznacza apatii i obojętności. To oznacza heroizm i odwagę. Wyjaśnię wam teraz dlaczego. Rozdział osiemnasty to doskonałość wyrzeczenia.  A w wersie 18, 58 Kryszna mówi Ardżunie: „Zawsze myśl o mnie; dzięki mojej łasce pokonasz wszystkie przeszkody uwarunkowanego życia. Jeśli będziesz działał pod wpływem fałszywego ego, nie słuchając moich instrukcji, nie spełniając mojej woli, to zagubisz się - zatracisz się”.

    I dalszy werset 18, 59. "A jeśli nie spełnisz mojej woli od razu nie poddając się wątpliwościom i nie przystąpisz natychmiast do bitwy" –bo  ta rozmowa wydarzyła się tam podczas wojny – "....to wybierzesz złą drogę i twoja natura zmusi cię do zrobienia tego samego".

   To znaczy, jak widzicie, ta sama droga może być heroiczna i zwycięska, albo defetystyczna i tchórzliwa. Jedno i to samo działanie, ale w jednym przypadku odniesiesz zwycięstwo na mecie, w drugim wynik będzie inny.  

 A zatem w tym świetle czyli w świetle cytatu z Bhagawadgity, ten omawiany przez nas cytat Maharshi, czyli: " to co ma się wydarzyć, wydarzy się, niezależnie od tego, jak bardzo starasz się to powstrzymać, a to, co nie jest przeznaczone, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo się starasz".

   Właśnie o tym mówi ten Maharshi, mówi, że los ciała jest z góry przesądzony i próby walki z nieuniknionym nie przynoszą niczego dobrego poza cierpieniem. Prawdziwa wolność nie polega na zmienianiu wydarzeń, lecz na ich akceptowaniu i na zrozumieniu, kim jestem. Ogólnie rzecz biorąc, polega to na przesunięciu środka ciężkości z tej świadomości ego,do wyższego ja. 

Podam przykład tego przeniesienia świadomości. Dwoje ludzi utknęło w tym samym korku przed jakimś ważnym lotem - przed jakąś ważną podróżą. Od tej podróży wiele zależy. Powinni tam dotrzeć i muszą wykonać tam coś ważnego.  

 I jeden z nich wpada w szał, krzyczy, że wszystko stracone, wyczerpuje swój system nerwowy. Stawia opór, ale jaki w tym sens? Wokół stoją samochody, on stoi w miejscu i nic nie może zrobić. A ten drugi rozumie, że opóźnienie już nastąpiło. Że jakiekolwiek złoszczenie się jest bez sensu. On wykorzystuje ten czas na jakieś myśli albo zapisuje jakieś plany w zeszycie. Czyli zasadniczo nie marnuje czasu na samozniszczenie, ale rozgląda się i zadaje sobie pytanie co ja teraz mogę zrobić? I wykonuje to co się da w danej chwili. 

 Wydarzenia zewnętrzne wydają się takie same, ale wewnętrzny rezultat jest naturalnie inny.  

 Jakie są zatem tutaj główne idee w tym omawianym cytacie? Cóż, pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest determinizm czy też nieuchronność. To znaczy, że kluczowe wydarzenia w życiu są z góry określone i…

 i wydarzają się niezależnie od naszych wysiłków. Różne dziedziny życia wiele o tym mówią, na przykład, mówi o tym chiromancja. Cóż, mogą być jakieś niuanse, ale kluczowe wydarzenia będą niezmienne. Na przykład przemieszczam się z punktu A do punktu B, więc idę tam albo pieszo albo jadę tam samochodem, podwożą mnie bezpłatnie, jest komfort, sprzyjający wiatr, dobra pogoda, i tak docieram do wybranego miejsca.

 Ale mogę również przebyć tę samą trasę, ale tam zostałem okradziony, tam zostałem pobity, tam ledwo uciekłem. A potem mniej więcej w tym samym czasie dotarłem do punktu B. 

 I widzicie - nie ma znaczenia, co się wydarzyło między A a B. Najważniejsze, że dotarłem z A do tego miejsca B. Rozumiecie w czym rzecz? To jest najważniejsze. To najważniejsze, że w końcu tu dotarłem. 

 Ale w jakim stanie dotarłem? Okazuje się, że jeśli zaakceptuję wydarzenia takimi, jakie są i jakoś się do nich dopasuję, to, jak się okazuje, łatwo je przezwyciężę i dotrę komfortowo. 

 Natomiast jeśli się spieszę, boję się, że coś przegapię, spóźnię się, i tam dotrę, to wtedy tak się dzieje. I mówię: patrzcie, dokonałem takich heroicznych wysiłków. A jednak, widzicie, jestem cały rozbity,porwany, ale mimo to dotarłem. Rozumiecie? 

  O to właśnie tu chodzi w tej myśli Maharshi. To znaczy, przeznaczenie to wydarzenia, kluczowe wydarzenia, powtarzam, one są już gdzieś zapisane, one na pewno się wydarzą, niezależnie od naszych wysiłków. 

 A nasze wysiłki mogą je albo nasilić, albo złagodzić. O to właśnie chodzi. Ciało rodzi się z pewnym scenariuszem. To nazywa się prarabthakrma. Prarabthakarma składa się z tego, czego zazdrościliśmy w poprzednim życiu i co chcieliśmy spełnić, ale po prostu nie mieliśmy czasu - nie zdążyliśmy. Albo byliśmy komuś coś winni, złożyliśmy obietnicę, albo po prostu byliśmy zobowiązani, jako jakiś dług, którego nie spłaciliśmy.  

 A potem nagle z dwóch połówek powstaje to ciało, które jak się okazuje się aż do poziomu molekularnego jest zaprojektowane tak, aby łatwo spłacać wszystkie długi i łatwo spełniać wszystkie te pragnienia, które nie mają nic wspólnego z celem, z przeznaczeniem naszego życia. Po prostu gdzieś zajrzałem i postanowiłem czemu nie spróbować i tego. Taki oto miłosierny jest Bóg. 

 To znaczy, dostałem to za darmo. I On prowadzi mnie tą ścieżką, gdzie spotykają się dłużnicy, albo też mogę jakoś zrealizować te swoje pragnienia. Ale w tym celu trzeba oczywiście poczynić jakieś wysiłki.

 Czyli, że ta Prarabthakarma to są owoce naszych przeszłych działań. Tej Prarabthakarmy nie da się zmienić. Mogę wyłącznie  spłacić swoje długi i spełnić te pragnienia a wtedy staję się wolny. Ponieważ dopóki istnieje prarabdhakarma, to jest ona kompasem, którego nie da się zmienić. Ona będzie nas prowadziła przez te same wydarzenia, abyśmy spłacili nasze długi i spełnili nasze pragnienia. 

 I uważa się, że czynienie tych rzeczy oznacza przede wszystkim oczyszczenie świadomości. Bo kiedy spełniam te wszystkie moje pragnienia z najwyższym rezultatem i po prostu już tego nie chcę, bo rozumiem już, że nie ma tam nic interesującego. 

 I wtedy na tę moją wolną głowę spada to transcendentalne zadanie, które potocznie nazywamy przeznaczeniem. To już jest wtedy moja misja. Nie możesz po prostu zrzucić misji na głowę, bo wraz z nią idą zasoby, żeby ją wypełnić, ale zanim się to stanie to nie dostaniesz tego tortu z nieba, dopóki tutaj na ziemi wszelkie sikorki mają możliwość wydziobać te wszystkie ziarna. I dlatego nie dostajesz jeszcze tych zasobów wraz ze swoim przeznaczeniem.

 A ludzie mówią: „jak mam rozpoznać swoje z przeznaczenie? Po prostu musisz legalnie spełnić swoje pragnienia czyli nie łamiąc prawa. A jak nie łamać prawa? Cóż, myślę, że nie ma potrzeby tego wyjaśniać - ważne żeby nie w sposób kryminalny.

Zatem wydarzenia, które dotyczą ciała, są nieuchronne. Są to spotkania z określonymi ludźmi, jakaś choroba, nawet jakiś sukces, albo dla przykładu jakaś utrata pracy.  

 Ja miałem przypadek, kiedy cała grupa naszego guru Anatolija Antonowicza pojechała do Dniepru. Była wtedy setna rocznica śmierci Heleny Bławatskiej i spotkaliśmy się tam z różnymi ludźmi. 

 Był tam pewien człowiek, który wynalazł urządzenie, które pokazywało jaką człowiek ma chorobę. Powiedzmy, że mężczyzna zachorował i miał wrzód żołądka. Ten wrzód żołądka został spowodowany nie przez coś niewłaściwego, co zjadł w tym życiu, ale przez działanie w poprzednim życiu. 

 Tam sadzają człowieka przy tym urządzeniu, a potem kładą mu coś na głowę i na oscylogramie widać pewne rzeczy. Zadano mu pytanie o ten wrzód żołądka

 a on opowiada, że biega z karabinem maszynowym, strzelając gdzieś. Zasadniczo czyni coś, czego nie powinien i właśnie dlatego ma ten wrzód żołądka. A potem to zdarzenie widoczne na urządzeniu w formie fali zostaje po prostu wymazane.

    Wiecie, jak czasami poprawia się zapisy, pewne rzeczy się wycina, dokonuje się korekty - zastępuje lub dodaje. I okazuje się, że tak to się właśnie czyni. Wiemy, że w ten sposób programowani są ci oficerowie wywiadu - tworzą im fałszywe wspomnienia, czyli okazuje się, że to urządzenie to nie jest już taka nowość.

  Wymazuje się tę rzecz odpowiadającą za wrzód żołądka - człowiek wstaje bez śladu wrzodu. Praktycznie zanurzyli się za pomocą tego urządzenia w przeszłość, poprawili to i jest wolny od wrzodu. 

  Ale potem postanowiliśmy, że nigdy, przenigdy nie powinniśmy tego robić. Pozwólmy mu chodzić z wrzodem. To znaczy, nie należy naprawiać przeszłości w ten sposób. Z pomocą świadomości i pokuty jak najbardziej można - to jest legalna droga, a po takiej ingerencji tym urządzeniem choroba powróci i będzie jeszcze gorzej. 

 Albo inny przykład: ktoś uparcie stara się o jakąś pracę, o stanowisko, które nie jest mu przeznaczone, on marnuje energię, źle śpi i jest nerwowy. W rezultacie umawia się z kimś poprzez znajomości ale stanowisko dostaje ktoś inny.  Czyli, że cała ta jego walka była daremna, jego spalone nerwy są daremne. To, co nie było mu przeznaczone nie wydarzyło bez względu na jego wszelakie starania.

  Ale jeśli jego losem jest przeniesienie się do innego miasta, to po prostu zostanie tam wciśnięty pomimo tego, że planował pozostać tutaj.

  Cóż tam jeszcze wynika z tej omawianej wypowiedzi? Bezsensowność walki.  To nie znaczy, że nie powinieneś walczyć. Nie powinieneś walczyć z tym, z czym nie powinieneś walczyć. Są rzeczy, których nie da się zmienić. To znaczy, próba zmienienia tego, co nie powinno się wydarzyć, to strata czasu. 

 No i jest jeszcze trzecia rzecz – znaczenie pokoju. Jeśli nie będziesz walczyć z tym, z czym nie powinieneś walczyć, to natychmiast znajdziesz spokój. Pokój nie polega po prostu na zaprzestaniu działania, ale na zaprzestaniu niepotrzebnych działań. Wtedy pojawia się spokój.  

 Mamy lęki ponieważ demony popychają nas do niepotrzebnych działań. Dlatego się martwimy. Dlatego jesteśmy niespokojni. Zatem znaczeniem pokoju jest trwanie w takiej ciszy. Czyli, że jestem świadomy, wiem, co czynię. Może być wygodnie, może być niewygodnie, ale to wciąż nie jest jakiś rodzaj zewnętrznej bezczynności, jest to aktywność, ale we mnie wewnętrzny spokój, taki brak przywiązania do rezultatów i zaufanie do tego wyższego kierownictwa.

   To oznacza, że ​​musimy czynić to, czego nikt inny nie wykona bez nas, ale mamy to czynić bez emocjonalnego przywiązania do rezultatu. Bo walka wynika ze strachu, z naszej obawy, że co się nie uda - ale kiedy wykonujesz to spokojnie, to oczywiście się uda.  

 Podam tu taki przykład: jakiś lekarz leczący pacjenta czyni wszystko, co możliwe, czyni to profesjonalnie. Ale jeśli choroba jest nieuleczalna, czasami choroba jest nieuleczalna, to on mówi szczerze: "nie jestem w stanie" i wtedy nie cierpi z tego powodu. On rozumie, że życie ciała zależy od Boga czy też od losu, ale na pewno nie od medycyny. To oznacza wypełnianie swojego obowiązku bez takiego zbędnego zamieszania. 

 Wydarzenia w życiu ciała, są z góry określone przez karmę z przeszłości. To jest prarabtha karma. To jest opór. Czy wiecie czym jest Prarapthakarma? Można ją tylko urzeczywistnić, zrealizować. Nie da się jej pozbyć w wyniku jakiejś tam medytacji. 

 Nawet nie można jej pogorszyć. Jeśli ktoś kompletnie się pogrążył, stał się pijakiem, grzebie w śmietnikach, to możesz go wyczyścić, ogolić, obciąć mu paznokcie, możesz go wybrać do parlamentu, założyć mu krawat - tak można dokładnie w tej chwili uczynić z każdym bezdomnym.

 Widzicie - istnieje coś, czego nie da się tak łatwo zabić – to pewien stan w człowieku. To się właśnie nazywa prarabthakarma. To znaczy, możesz znacznie zmienić to, co wypracowałeś w tym życiu, ale to, co wypracowałeś w poprzednim życiu, nie jest takie łatwe do zmiany. To nie jest takie łatwe, bo to jedno z tych pragnień,

 o których mówiliśmy wyżej, tego się nie da wymazać - to się oczyszcza tylko poprzez spełnianie tych pragnień i spłacanie długów. 

 Nawiasem mówiąc, długi to też pragnienie, bo nikt nie chce być zadłużony, prawda? Długi to chęć, aby nie być u nikogo zadłużonym.  

 To znaczy opór przed nieuniknionym jest głupi i generuje cierpienie, tworzy psychiczny niepokój. A wolność woli nie polega na zmienianiu zewnętrznych zdarzeń, ale na zmianie swojego stosunku do nich - ta wolność polega na zdolności nieutożsamiania się z tym ciałem, przez które te zdarzenia przechodzą.  

 A czego ci do tego potrzeba? No cóż, zadawaj sobie nieustannie pytania: „Kim jestem? Kim jestem?" Zadawaj je tak długo, aż stanie się jasne, że nie jesteś tym ciałem i nie jestem nawet tym intelektem, ani nawet nie tym umysłem. 

 Wolność woli nie polega na zmianie tego scenariusza, ale na nieutożsamianiu się z aktorem w tym scenariuszu. Na przykład, ktoś traci firmę - on może oczywiście być zdenerwowany albo zaakceptować, że to jest przepływ karmy. W ten sposób karma została oczyszczona. 

 W jaki sposób? Poprzez zrozumienie, że jest on czystą świadomością, a ta świadomość nie zależy zbytnio od konta bankowego. No i całkowite poddanie się wyższej woli, jeśli mamy jakoś pełniej określić to określenie: poddanie się wyższej mocy. 

 A potem ta cisza - w sensie spokoju w tym kontekście, to nie po prostu zatrzymanie się i bezczynność, ale to jest najwyższy forma działania, pozwalająca rzeczywistości rozwijać się bez sprzeciwu naszego egoizmu, bez sprzeciwu ze strony naszego lęku, ponieważ lęk nas spowalnia. Bo my się wtedy sprzeciwiamy: "ojej! dokąd my zmierzamy?"

Dla przykładu artysta, który maluje aby stać się sławnym, będzie stale dręczony strachem przed krytyką. Natomiast artysta, który, "poddał się", w cudzysłowie, oczywiście, poddał się procesowi, staje się niejako narzędziem Boga, staje się pędzlem Boga. Jego dzieła posiadają niezwykłą moc.

Werset 1878 Bhagavadgity mówi o tym w ten sposób: "Niezwykła moc" - ponieważ tylko poprzez te dzieła przejawia się taka czysta rzeczywistość, która się rozwija, która jest malowana bez oporu ze strony ego. 

  To znaczy, ego dokonuje korekt, a my wydajemy się wykonywać to pięknie, ale jakoś tak naprawdę to nie rezonuje z nami. I dlatego werset 18,66 powiada: "Po prostu poddaj się mi, a uwolnię cię od wszystkich konsekwencji twoich grzechów. Nie bój się niczego".

   I co się wtedy stanie? I wtedy dzieje się to, co jest opisane w ostatnim wersie, czyli 1878: "wtedy gdy się oddasz to tam będzie obfitość, zwycięstwo, niezwykła siła i czystość moralna".

To „po prostu poddaj się mojej woli" podkreśla, że ​​kiedy usuwamy ego, to wyższa siła bierze na siebie wszystkie te konsekwencje. A jeśli sam je wziąłeś, to musisz sam sobie z tym poradzić. I pytanie brzmi, czy będziesz w stanie sobie z tym poradzić? 

Wychodzi więc na to, że kiedy przestajemy walczyć i powierzamy ten scenariusz życia wyższej sile, to strach znika, Życie jest wtedy pełne wewnętrznej obfitości i w tym momencie nadchodzi taki dziwny spokój. A ten dziwny spokój to nie depresja, nawet nie wiem, co go powoduje, ale jest to bardzo dziwny stan. I właśnie z tego stanu rodzi się ta niezwykła moc, zdolność do akceptacji i działania w harmonii z rzeczywistością. 

  Wtedy wszystko, co nas hamowało, nagle zaczyna nam pomagać. To znaczy, że przeznaczenie to nie klatka, ale uwolnienie od ciężkiego brzemienia odpowiedzialności za coś, czego i tak nie jesteśmy w stanie kontrolować, bo wzięliśmy to na siebie. 

  Wiecie kiedy się pojawia lęk? kiedy spadamy ze stołka, Bóg był tam z nami i pomagał nam, a my mówimy: „Pozwól mi usiąść na twoim stołku”. I rozumiemy, że jesteśmy niekompetentni i boimy się. Nie musimy czynić niczego w zastępstwie Boga. My mamy wykonywać swoją część, a Bóg zajmuje się swoją częścią. Na tym polega ta opatrzność czy też zrządzenie losu. 

 Bóg wykonuje swoją część, a ja mu pomagam. To, na pierwszy rzut oka, wydaje się takim rodzajem manifestu przeznaczenia rozumianego jako fatalizm.

 Ale jeśli zaczniesz praktykować te rzeczy, to okazuje się, że jest to klucz do wyzwolenia. To jest zaproszenie, aby przestać walczyć z wiatrakami i odnaleźć wewnętrzny spokój żyjąc w pełni aktywnym życiem. 

  A wtedy po prostu stajemy się kanałami wyższego poziomu. Z zewnątrz to wygląda dla innych: "och! popatrz jak mu się wszystko udaje! Zobacz jaki z niego wspaniały przywódca", ale tak naprawdę on jest tylko kanałem dla wyższych sił czego i wam życzę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=Ut87k441IiM

piątek, 5 czerwca 2026

Karma rodowa - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=uD0EEz9SrWg

Witajcie ludzie

Proponuję temat o karmie przodków. 

  Karma rodowa?

tak. Czy jesteśmy zobowiązani do odpracowania tego, co zostawili nam przodkowie, czegoś, czego oni nie dokończyli, czego nie dopracowali w swojej linii rodu? Powiada się, że trzeba to odpracować, że istnieją jakieś scenariusze albo też choroby, które się w danym rodzie powtarzają. Lekarz wtedy pyta czy nie choruje jeszcze ktoś w rodzinie. 

Tak - karmiczna choroba lub też klątwa rodowa. Istnieje taka statystyka, że na przykład mężczyźni w danym rodzie dożywają do 42 lat i na coś tam umierają. Może to być rak albo inna choroba.

Potem następny żyje sobie i znowu, bum w tym okresie. Mówi się wtedy: „Och, gdzieś tam ta twoja linia rodowa się załamała”. To tak się dzieje, że jeśli ktoś w rodzie lub ja sam coś tam uczyniłem to ponoszę za to odpowiedzialność. To tak jak w rodzinie - jeden jej członek zaczyna się źle zachowywać, a wszyscy cierpią.  

Można powiedzieć: "och, to jest karma, to płynie z poprzednich wcieleń" i tak dalej. No i jeśli spojrzysz na obecną sytuację, to wszyscy cierpią. Istnieją takie rodowe choroby kiedy ktoś uczynił coś niewłaściwego - na przykład ta słynna klątwa z powieści "Pies Baskerville-ów".

Tam jak pamiętacie Hugo Baskerville bardzo źle się zachowywał, a potem pojawił się ten pies, ktoś udawał tego psa - no mniejsza z tym, 

Ale są też dobre rzeczy, bo ród, klan czy może lepiej rodzina ma jakieś wspólne zadanie - jakieś zadanie techniczne, ekonomiczne, lub związane z państwem, bo ta rodzina ma jakieś znaczenie na przykład wagi państwowej, być może nadaje jakiś kierunek.

 I dlatego, kiedy ktoś rodzi się w danym klanie czy rodzie, to czy mu się to podoba, czy też nie, ma nie tylko swoje osobiste przeznaczenie, ale to przeznaczenie pochodzi również z tego rodu.

 I nie mówię tu o dynastiach, ale o materialnym odpowiedniku dynastii, jak na przykład górnicy czy jacyś artyści. Wiemy, że z reguły w wieku dziecięcym dana natura się jeszcze nie do końca przejawia ale to nie do końca jest tak.

 Istnieje Warna czyli pozycja społeczna człowieka - warna uwarunkowana jest tym, czym się zajmujesz. A ponieważ my jesteśmy duszą a nie ciałem - bo ciała się przecież zmieniają - to ważne jest nie to czym się zajmujesz, ale jaki nastrój do tego zajęcia wnosisz.

 Na przykład istnieją tacy ludzie, którzy wchodzą do jakiegoś pokoju w którym jacyś ludzie się kłócą, albo walczą i ten człowiek tam wchodzi i natychmiast wszyscy się uspokajają. On jest rozjemcą, że tak powiem - po prostu emanuje taką pokojową aurą. Ty natychmiast się uspokajasz. 

A bywa, że jest wręcz przeciwnie, przychodzi ktoś inny i zaczynają się niesnaski czy kłótnie. Wszystko to jest opisane w błogosławieństwach. Istnieje osiem Błogosławieństw z Ewangelii według św. Mateusza. Mówi się tam: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni odziedziczą ziemię. Błogosławieni, którzy się smucą, i oni będą tam pocieszeni" i tak dalej. 

A w jaki sposób oni dostaną pocieszenie? Taki człowiek zaczyna rozumieć, że chociaż teraz płaczę, to wszystko jest w porządku, że to jest to czego w danej chwili potrzebuję.

  Będzie pocieszony nie oznacza, że ktoś poklepie cię po głowie i powie: „Dobra, dobra, my im tam zaraz wszystkim damy ”.  Nie, to nie jest tego rodzaju pocieszenie. 

  Istnieje tych osiem grup ludzi, którzy mają swoją rodową karmę - karmę swoich przodków. Słowo karma oznacza aktywność i oni mają taką właśnie swoją aktywność. Niektórzy są Kszatrijami, inni są kupcami, jeszcze inni mają inne talenty. 

A ich zawody mogą być przy tym różne, bo jeśli jest rewolucjonistą, to może być na przykład kucharzem, kierowcą wyścigowym, czy kimkolwiek pod względem profesji, ale będzie robił rewolucje. Na przykład ten sławny Fischer dokonał rewolucji w szachach.

Ta międzynarodowa społeczność szachowa FIDE, została przez niego, przez jednego człowieka zmuszona do zmiany wszystkich zasad międzynarodowych zawodów. Bo to był Fischer. A poza tym ogólnie, we wszystkich innych kwestiach życiowych był to dość trudny we współżyciu człowiek i mało przyjemny.

No cóż, omawiamy karmę przodków. Karma przodków, prawda?

   Karma rodowa to aktywność przodków. Ona jest zarówno dobra, jak i zła. Ogólnie rzecz biorąc, nie ma dobrej ani złej aktywności. Na przykład, jest sobie jakaś tam wiedźma w trzecim pokoleniu, na pewno słyszeliście o czymś takim, że jakaś wróżka się w ten sposób reklamuje. Jestem wiedźmą trzeciego pokolenia, mam tę wiedzę na poziomie genetycznym. (śmiech)

I wiemy, że wiedźmy przekazują tę karmę. Ona nie można umrzeć, dopóki tej wiedzy i tych zdolności nie przekaże - bywa, że są z tym nawet związane jakieś cierpienia i dlatego ją przekazują.

Chcę tu powiedzieć że, wszystko, co powiedziałem to jakieś ważne sprawy - prawda? To są jakieś problemy fizyczne, problemy społeczne, albo jakieś sukcesy, 

 albo jakieś talenty, ale wszystko jest związane z prorabtha-karmą.  Prorabthakarma polega na tym, że w poprzednich wcieleniach byłem komuś coś winien albo komuś czegoś zazdrościłem, ale nie miałem czasu, wystarczająco dużo się nie najadłem, nie natańczyłem, nie naśpiewałem

i chcę dogonić, chcę osiągnąć ten poziom o którym marzyłem. Dlaczego? Bo wszystkie marzenia się spełniają. Wszystkie. Zgodnie z ósmą mantrą Shri Upaniszad: "Bóg spełnia życzenia każdego". No i ktoś jak jakiś idiota zamówił sobie całą listę z tego menu. A Bóg mu odpowiada: "teraz musisz spróbować tego wszystkiego”. 

 I teraz muszę to wszystko czynić. A po co? Żeby zrozumieć, że nie ma tam nic ciekawego. Robi się wręcz nudno. Najciekawsze rzeczy robią się nudne. To, co się nie nudzi, to różnorodność ale nawet różnorodność może się znudzić - prawda?

Ja rodziłem się jeszcze w Związku Radzieckim i swego czasu podróżowałem po całym kraju, a to bardzo długo, prawda? To na przykład sześciodniowa podróż pociągiem - a ja przecież nie jechałem do końca, nie dojechałem aż na Kamczatkę, a widziałem, że wszystkie stacje kolejowe są takie same. 

 O co chodzi? Pomnik Lenina jest wszędzie, [śmiech] Wszędzie było napisane „Chwała KPZR”, wszędzie były takie standardowe dekoracje.

Ludzie byli różni - mali, duzi, skośnoocy, biali, żółci. Chyba wtedy nie zauważyłem żadnych czarnych. Różni ludzie, różne języki - ale też wszyscy mówią po rosyjsku, jednak dworce kolejowe były wszystkie takie same. Wszędzie jednakowe, standardowe budynki. To było nieciekawe. 

  To wszystko był element polityki, jak byłem na Kubie to tam było to samo, tam także mieli takie statuetki jakiegoś przywódcy duchowego.  

 Na każdym prywatnym dziedzińcu - każdym podwórku stało takie popiersie - ja nawet nie wiem jak go tam nazywali. To nie był Fidel Castro, ani nie Che Guevara, to był tam jakiś ich ideologiczny inspirator. To stało tam wszędzie. 

 A potem byłem też w tropikach tam na Kubie, są tam takie strefy tropikalne. Szybko się do tego przyzwyczaiłem, oswoiłem i zobaczyłem, że wszędzie jest to samo: seks, obrona, jedzenie i sen. Wszystko się kręci wokół tego, dosłownie wszystko. Nic interesującego. Zrozumiałem, że wszędzie jest to samo.

   A zatem ta karma przodków, nie jest ani dobra, ani zła, ona nie jest potrzebna, ale trzeba ją odpracować.  Trzeba ją zjeść, delektować się, przeżuć, wypluć, uświadomić sobie, że nie da się jej długo przeżuwać i przejść do następnego etapu kiedy coś czynisz, ale karma czy też reakcje karmiczne nie występują. 

Czyli nazywając to prościej czynisz to z miłością. A kiedy wykonujesz to z miłością to za tobą nie pozostają jakieś resztki. Nie ma nawet okruchów i twoja praca jest czysta. 

Karma nie spada na nas z nieba. Ona powstaje w wyniku naszych niedokończonych działań, a te nasze niedoskonałe działania wynikają z braku miłości. Coś tam wykonałem, zaczęło działać - dobra, może być, na razie przejdzie i na kilka lat będzie spokój. Miejsce pracy nieuporządkowane, coś tam niedomalowane ale skoro działa to idziemy dalej żeby zarobić pieniądze.

 A kiedy to kochasz, to patrzysz czy możesz to zrobić lepiej. A kiedy już się nie da to dopiero wtedy przechodzisz do następnej rzeczy. Kiedy czynisz to w ten sposób, to nie zostawiasz za sobą niedokończonych prac ponieważ te niedokończone prace, mają tę zdolność uciekania i wyprzedzania cię i mówienia: „Jesteśmy tutaj, musisz to skończyć”. 

Inną rzeczą jest jeśli ktoś pozostawił coś niedokończonego i to spada na ciebie. Mówisz wtedy: „No, kto tak robi?  jak można w ten sposób? Przecież tu brakuje dwóch śrub?” Muszę sam wszystko sprawdzać - czemu wy jesteście tacy nieprzytomni?"

A prawda jest taka, że to te moje "niedoróbki" ciągną się za mną. Kiedy się przeprowadzałem, a zdarzało się to często bo zmieniałem miejsca zamieszkania ponad dziesięć razy. to jeśli czegoś nie zrobiłem w swoim poprzednim mieszkaniu to po przyjściu na nowe miejsce widzę, że tam jest dokładnie to samo. Mówiłem wtedy do siebie: „Ja nigdzie się wyjechałem. Wszystko, czego tam nie wykonałem lub nie dokończyłem jest również i tutaj".

A to, co tam wziąłem i sprzedałem - tego nie ma tutaj”. [śmiech] Okazuje się, że nigdy nie udaje mi się umknąć od swojej karmy. Dlatego muszę się w jakiś sposób od niej odsunąć, a żeby pozbyć się tej karmy rodowej czy też karmy przodków muszę działać z całych sił i nie rościć sobie prawa do owoców mojej pracy. 

 Wtedy nie będzie tej karmy. Wtedy ona już przestanie mnie prześladować. Bo jeśli wykonam coś dobrze to przyjdą jakieś bonusy. Jeśli wykonam coś źle to dostanę od losu kijem po plecach.

To znaczy, zawsze będzie jakaś reakcja. Bo zarówno kij, jak i marchewka, czyli kara bądź zachęta  zawsze będą przeszkadzać mi w następnej aktywności. A jeśli nie przywiązuję się do owoców swojej działalności to wtedy wykonałem coś, spojrzałem wstecz - poczułem radość z powodu mojej mocy, spojrzałem na swoje dokonanie - to tak jak  Bóg w biblijnych przekazach: "Bóg tego dokonał i zobaczył, że to było dobre i poszedł dalej".

Masz czynić tak samo i wtedy jest wolność. I wtedy nie ma żadnej karmy, ani dobrej, ani złej. Wtedy jest wolność, bo karma nie jest wolnością. 

  Istnieje coś takiego jak Akarma. Wykonujesz coś i nic za to nie dostajesz, tylko wolność. To najlepszy dar. Możesz to czynić tu, tam, i tam. Jesteś nieprzewidywalny. Nie można tobą manipulować. 

Ale jeśli ty wyceniasz swoją pracę, mówi się przecież: "musisz cenić swoją pracę", prawda? "Musisz znać swoją wartość. Robisz to, rozumiesz, doceniłeś to, zrobiłem to dobrze, to należy do ciebie" - a zatem nastąpi reakcja karmiczna a twój następny dzień, twoje jutro, jest z góry przesądzone przez dzień poprzedni. 

Wtedy stajesz się przewidywalny jak mysz w akwarium, czy laboratoryjny szczur, tak jak to czynią naukowcy - przewidywanie zachowań jest wtedy bardzo proste.  

I dlatego mówią: „Poczucie własnej wartości musi być wysokie. Rozumiesz, prawda? Musisz cenić siebie, musisz cenić swoją pracę" i tak dalej. I do czego prowadzą takie rozmowy? One prowadzą do karmy, do manipulacji. 

  A jeśli ktoś dostanie w swoje ręce pilota do twojego życia, to twoje życie się skończyło. Cóż, tak to na temat rodowej karmy. 

A tak przy okazji: mówi się, że jeśli ktoś z rodu nagle zostanie świętym, to on uwolni od karmy innych - u tych u których karma była zła to zmienia się ona na dobrą, a kto miał dobrą, staje się jej w ogóle pozbawiony. Działa to siedem pokoleń wstecz i siedem pokoleń naprzód. Tak to jest. 

 Więc nie ma co czekać, że ktoś w moim rodzie stanie się taki i że ja przy tym skorzystam. Sami musimy się tacy stać. Zostaliśmy tu umieszczeni właśnie z tego powodu. A druga mantra mówi: „Nie ma innej drogi, musimy żyć bez karmy, bez reakcji karmicznych. Dla człowieka nie ma nowej drogi”.

  Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=Y79082Wk9c8

czwartek, 4 czerwca 2026

Nie samym chlebem - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/qBWZqYMZzRo

 Cześć wszystkim. Witajcie ludzie - znowu odpowiadamy na pytania. Jakie jest pytanie? Jezus powiedział: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). 

 Najwyraźniej mam powiedzieć co on miał na myśli. Cóż, to taki słynny cytat wypowiedzi Jezusa zapisany w Ewangelii. To było podczas kuszenia na pustyni on chciał jeść, a szatan mu zaproponował, żeby zamienił kamienie w chleb. On wtedy odpowiedział diabłu: „Nie samym chlebem  żyje człowiek”.

   Co to znaczy? On miał na myśli, że dla prawdziwego życia człowiek potrzebuje niewiele pokarmu fizycznego, trochę żywności jest niezbędne. Że istnieje również duchowe słowo Boga, że chodzi o połączenie z tym co boskie. 

 A ogólnie rzecz biorąc, mówi tutaj, że pokarm duchowy jest o wiele ważniejszy niż fizyczny. Z czego to wynika? O co chodzi? Chodzi o to, że człowiek to nie tylko ciało, ale i dusza. Dusza, która potrzebuje boskiej prawdy, boskiego przewodnictwa.  

 A oto BhagawadGita - sławny wers 1861.  Jest tam napisane to co Kryszna mówi do Ardżuny: "najwyższy Bóg mieszka w sercu każdego i kieruje wędrówkami wszystkich żywych istot" - on znajduje się w tej maszynie stworzonej przez materialną naturę. I on tam podpowiada z wnętrza, dokąd iść. 

 Natomiast wers 1858 powiada: "zawsze o mnie myśl, a pokonasz wszystkie przeszkody materialnego życia. Natomiast jeśli będziesz działać bez moich wskazówek, ale według własnego widzenia rzeczy"    - a czym jest to własne widzenie rzeczy? To  to, co obecnie powszechnie nazywa się fałszywym ego. Tak więc: "jeśli będziesz postępować według własnego widzenia rzeczy wtedy się zagubisz - wtedy zatracisz siebie".

   Dlaczego więc myślimy, że nasze własne rozumowanie jest ważniejsze i może dokładniej przesądzić o wyniku jakiegoś działania? Bo przecież wybieramy, mamy wybór - no i dlatego oczywiście jesteśmy zaniepokojeni. 

W komentarzach Bhagawadgity jest napisane, że głupcy nigdy nie zrozumieją, bo jak można żyć i nie martwić się, jak można być wolnym od tych wszystkich Ziemskich trosk? 

 No cóż, tłumaczy się, że każdy człowiek, czy tego chce, czy też nie, znajduje się pod kontrolą, pod nieubłaganą władzą sił natury materialnej. A co to konkretnie oznacza? Dosłownie oznacza to, że ty o pewnej określonej porze chcesz spać, o pewnej porze chcesz jeść, o określonej porze coś takiego ci się przydarza. Myślisz, że to twoja natura? Nie, to nie jest twoja natura. To guny cię szarpią, to one naciskają na klawisze i stąd taka twoja reakcja.

I ten, kto nie działa w harmonii z Wszechmogącym, to znaczy, nie słucha jego poleceń - a te polecenia czasami są diametralnie sprzeczne, ale one dyktują to, co dyktują okoliczności. 

  To znaczy, że jeśli nie martwisz się, ale posłuchasz tego, to okazuje się, że wszystko dobrze się układa, ponieważ On mówi tobie z twojego wnętrza, co czynić w tej sytuacji. I w tym samym wersecie - w komentarzu do niego, powiedziane jest, że nikt nie wie, co tak naprawdę trzeba czynić.

 I te okoliczności, te przykłady - one jeszcze bardziej cię mylą ponieważ zasada, że byt określa świadomość jest trochę nie na miejscu. To czysta entropia, bo aby nie wpaść w sidła entropii, musimy to zmienić - okoliczności muszą zostać zmienione. Ale Bóg z wewnątrz podpowiada nam w jaki sposób muszą one zostać zmienione. Cóż, życie staje się pełne i szczęśliwe tylko wtedy, kiedy człowiek przyjmie to słowo Boże z serca i wprowadzi je w życie. W przeciwnym razie, nie ma szczęścia, jest tylko nieustanny stres życia. 

 Shri Upanishad nie we wstępie ale tam trochę dalej jest napisane, że człowiek poczuje się kompletny sam w sobie, czuje się w pełni tylko wtedy, gdy będzie służył tej kompletnej całości - tym wewnętrznym podszeptom, które mówią mu z jego wnętrza, co ma czynić. 

 A  wszelkiego rodzaju  inne służenie temu co zewnętrznie - a na zewnątrz jest wiele, nazwijmy je przedmiotów lub podmiotów, które roszczą sobie prawo do roli gospodarza, dowódcy, czy też naczelnego wodza. Jeśli ich posłuchasz, to bez względu na to jak dobrze by to nie brzmiało, to nie poczujecie się ani szczęśliwi, ani pełni, ani kompletni. I dopiero gdy połączycie to wszystko z tym, co pochodzi z waszego wnętrza, to poczujecie się spełnieni. 

 Tak więc to wyrażenie „nie samym chlebem żyje człowiek” jest często używane, aby wyrazić myśl, że bogactwo materialne nie jest jedyną rzeczą, nie główną rzeczą, nie głównym celem ludzkiego istnienia. I wiecie, ile jest takich przypadków kiedy to człowiek jest wyposażony, jak to mówią "po same uszy",  ale nie ma szczęścia. A czasami zdarza się nawet samobójstwo. 

 Okazuje się więc, że sam chleb nie wystarczy - macie to wszystko, ale czegoś brakuje dla duszy. Zatem te boskie instrukcje, które niektórzy nazywają intuicją są również odżywcze, one są ważne, ponieważ bez tego nasza świadomość również wysycha. One są potrzebne dosłownie jak pokarm dla żołądka. One nadają sens, dają instrukcje, dają tę wewnętrzną moc i pewność siebie. 

 Bo czym jest ta pewność siebie z zewnątrz? Czy można zaufać tym instrukcjom pochodzącym z zewnątrz? Wokół nas jest jak widzicie bardzo wielu różnego rodzaju oszustów ponieważ mogą oni dążyć do jakiegoś własnego celu.

 Zasadniczo, w gruncie rzeczy jest to wezwanie, aby nie ograniczać życia tylko do materialnej konsumpcji, ale szukać tego, co nas żywi  również duchowo. Oczywiście, siła fizyczna jest niezbędna do przetrwania ciała. Ale to, co czyni człowieka naprawdę żywym, to więź z Bogiem. 

Okazuje się więc, że ta więź, czyli duch, wciąż jest priorytetem. I istnieją pewne rzeczy mistyczne - wyobraźcie sobie, że one mogą mieć nawet demoniczne pochodzenie. 

Był kiedyś taki demon Hiranyakashipu, on nic zupełnie nie jadł, nic nie pił, całkowicie się skurczył i wysechł, ale żył dalej. Znamy też inne przypadki, gdzie wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu, ale człowiek po prostu umiera z melancholii, z nudów.  

Tak więc Jezus pokazuje, że życie zależy nie tylko od naszych wysiłków, od okoliczności, ale od woli i Bożego zaopatrzenia. Bóg w jakiś sposób o nas dba. 

  A tak przy okazji: a co jedzą ludzie?  Okazuje się, że jedzą jedzenie, które kupili w sklepie i ugotowali. Ponadto żywią się sam sobą.  Żaba jeszcze jako kijanka, wyczołguje się z tego bagna sama, ona ma długi ogon i przez krótki czas nic nie je, a jej ogon się skraca, następuje taki proces jakby zjadała własny ogon - nie wiem jak nazywa się to zjawisko. 

Organizm żywi się także za pomocą płuc. Kiedy człowiek oddycha, to niektóre pierwiastki po prostu ulegają transformacji. A teraz Chińczycy wynaleźli sposób na pozyskiwanie pożywienia z powietrza. 

 Okazuje się zatem, że oprócz samego jedzenia, człowiek ma cztery inne alternatywne źródła energii. One włączają się, kiedy człowiek żywi się tym słowem Bożym, kiedy po prostu spełnia jakąś dharmę czyli życiowe powinności, swój życiowy cel.

  Ale jeśli on po prostu wyłącznie je to one się wyłączają. I okazuje się, że samo jedzenie entuzjazmu do życia, ogólnie rzecz biorąc, nie daje.  

A co nas dzisiaj powstrzymuje przed słuchaniem tego ducha Bożego, tych instrukcji? Są to na przykład media społecznościowe, one tam zawsze mówią: „Musisz pracować na konsumpcję, musisz dążyć do jakiegoś statusu”. 

  I to właśnie są te kamienie, które staramy się zamieniać w chleby z opowieści biblijnej - te same których Jezus nie chciał zmieniać. My staramy się je zamienić w chleb, ale one nie przemieniają się, nie wypełniają tej naszej wewnętrznej pustki.

   Krótko mówiąc, Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Boga. Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=fQJiZVh76rU