środa, 13 maja 2026

Sprzedawanie duchowej wiedzy - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=hmB6I35Tq4w

 Cześć wszystkim. Witajcie ludzie

- Dzień dobry Wiktorze.

  Czym tam się dziś zajmiemy?

Jest prośba o temat wymiana energii. 

  Wymiana energii!? 

Pytanie brzmi: czy można sprzedawać wiedzę duchową za pieniądze? Czy warto iść taką drogą? Jest teraz oferowanych wiele kursów o tym jak dotrzeć do Boga? Czy trzeba płacić, żeby dostąpić oświecenia, czy też być może ta wiedza powinna być za darmo? 

Zapisuję: Sprzedaż wiedzy duchowej. Tak?

- Tak, to bardzo popularny temat. Niektórzy ludzie mówią: „No cóż, trzeba płacić, bo życie cię gdzieś zabierze i zapłacisz za to albo zdrowiem, albo czymś innym”. 

 aha

   Ktoś inny twierdzi, że wiedza przychodzi do ciebie również w pewnym sensie za darmo, że trzeba pomagać ludziom. 

 No tak, musimy pomagać innym. Tak więc znakiem szczególnym Szatana jest korupcja, sprzedajność. W tym świecie nie trzeba niczego sprzedawać. Ale wiemy, że klasa społeczna "wajsza" czyli handlarze lub kupcy... tak nawiasem mówiąc złodzieje należą do tej samej kategorii - no więc ludzie tego poziomu społecznego coś sprzedają. 

Pewien biznesmen wyjaśniał Braphupadzie: "ja nikogo nie okradłem, wziąłem  piasek, przetworzyłem go w fabryce i sprzedaję go w fabryce jako szkło". A Braphupada go zapytał: "a czyj to piasek?” Ten odpowiedział: „No czyj? On należy do Stwórcy”. A dlaczego nie zapłaciłeś Stwórcy? Nie wziąłeś go za darmo? Wziąłeś go za darmo, i na tym zarabiasz, prawda? Więc jesteś złodziejem.

Ten mówi: „No cóż, chyba trochę tak".  Złodzieje i handlarze. Nie należy niczego sprzedawać - zwłaszcza wiedzy duchowej.  Im subtelniejsza jest wiedza, tym poważniejsze konsekwencje z jej sprzedaży. 

  A dlaczego poważniejsze? Bo są niezauważalne. Jeśli od razu dostaniesz po rękach to nie zabrniesz w to zbyt daleko. Ale kiedy masz do czynienia z tymi subtelnymi rzeczami, to materializują się one dopiero po pewnym czasie i zbyt późno odkrywasz, że posunąłeś się za daleko i wtedy zabierają ci wszystko.

Miałem na przykład taki przypadek, to dotyczyło mnie i jeszcze jednego człowieka - to był czas pieriestrojki, można było na przykład kupić fabrykę i dostaliśmy w podarunku fabrykę sklejki - to jest 130 km jazdy stąd. Proszę bardzo chłopaki - zwróci się wam koszt jazdy. I tam dosłownie za symboliczną cenę dwóch maszyn stolarskich sprzedawali całą cenną fabryczkę. A tam takich maszyn było znacznie więcej i jeszcze zapas drewna na placu.

  Tam bywały przerwy w dostawie prądu i zdecydowaliśmy się kupić mocny silnik wysokoprężny, elektro-generator,  który w razie czego napędzałby te maszyny.  Potrzebowaliśmy zasobów, których nie mieliśmy. A ten facet który był moim wspólnikiem powiedział: „Poprośmy Boga żeby nam to dał". A ja powiedziałem: „No dobrze - poprośmy”. 

 A on miał obsesję na punkcie pentakli, zaczął robić koła i wstawiać świece w pięć rogów. Powiedziałem na to: „Nie, nie... posprzątaj to wszystko. Po prostu się pomódlmy bez żadnych rytuałów". Mówię więc: „Boże, potrzebujemy tyle a tyle pieniędzy w takim a takim czasie".

Mówię mu więc: "idź i kup jakiś los na loterię". On kupił los na loterię. Ten los wygrał tyle co potrzeba, a nawet więcej. No, niewiele ale więcej, ale wystarczyło nam na kupno tego generatora prądu. Ale ten mężczyzna powiedział o tym swojej żonie i swojej teściowej. Mówiłem mu wcześniej: „Jak wygramy, to nie mów nikomu, że mamy tyle pieniędzy”. Nie mów o tym ani swoim krewnym, ani najbliższym, bo to jest nasza relacja z Bogiem”. 

A on powiedział, a jego żona zajęła stanowisko i powiedziała: „no ładnie, a jak długo ja ciebie proszę żebyś mi kupił futro? Od dwóch lat cię o to proszę - prawda? A ty mi odmawiasz, że jeszcze nie teraz". 

 Tutaj taka wielka suma! Cena tego futra to była kropla w morzu. A teściowa też coś tam potrzebowała nowego, bo żyła z emerytury.

 No i poszło troszkę tu, troszkę tam - z robotnikami się rozliczył dając im jakąś tam premię. W rezultacie tego wszystkiego nastąpił ogromny krach. Ten człowiek z którym pracowałem, miał tu na początku Zaporoża ten parking, było na nim 500 samochodów Żiguli, i były jego własnością. Wyobrażacie to sobie? Więc nie chodziło o pieniądze, które dziś są, jutro ich nie ma. 

 No i cały ten parking mu zabrali - prawnie go stracił.  I potem dosłownie rok później zbierał butelki w drodze na górę Chortyca i był szczęśliwy, kupił małą daczę i nadal tam mieszka. Bo istnieje takie pojęcie jak: "zmiana kierunku darowizny" bo nie można tym handlować. Dostałeś prezent, a on zaczął za coś płacić. Dostałeś prezent, musisz go przyjąć. To nie jest dozwolone - chodzi mi o sprzedawanie tych subtelnych rzeczy. 

  I dlatego mówi się, że istnieje aktywność bramaniczna. Do tego rodzaju aktywności bramanicznej należą wszyscy lekarze, którzy naprawiają to ciało stworzone na obraz i podobieństwo Boże. Okazuje się, że oni nie powinni otrzymywać pieniędzy. 

  W Chinach w pewnym okresie istniała zasada, że ​​jeśli nikt nie zachorował, to lekarzowi płacono. Jeśli ktoś zachorował, to po prostu lekarza zabijano. A jeśli sam lekarz chorował, to jakie masz prawo się tym zajmować? To dotyczyło zdrowia fizycznego.

  A po drugie za zdrowie psychiczne też nie wolno brać pieniędzy. A my dziś wiemy, że bycie psychologiem jest najbardziej opłacalną częścią tych rzeczy. Leczenie u psychologa jest drogie - teraz są takie czasy, i do tego nie wiadomo, czy oni komuś pomagają, czy nie. 

  A trzecim punktem są instytucje religijne tam albo ludzie przyniosą pieniądze albo nie. To się nazywa działalność bramińska. I mówi się w pismach, że bramin, czyli każdy kapłan, każdy pop czy duchowny, musi żyć w dobrowolnym ubóstwie, nawet jeśli pozwalają na to jego środki, to nie wolno mu żyć w luksusie. 

A oni chodzą w tych jakiś tam złotych czapkach, prawda? Wszystko u nich tam jest pokryte złotem. Czy Jezus chodził tak ubrany? [śmiech] Nie, chodził w jakichś łachmanach, a oni tam chodzą w tych złotych rzeczach. A Wedy mówią o dobrowolnym ubóstwie. I oni powinni sami się utrzymywać. Wiecie, grządka w ogrodzie, kilka rzodkiewek, pielenie. ....

Jeśli coś mu ludzie dali to dobrze. Jeśli dali więcej, niż zje dzisiaj to mówi, że to jest nadmiar. Rozdaj to biednym. Ale nie! - oni zgarniają do siebie, wszyscy tam tacy są. To jest sprzedawanie wiedzy duchowej. Nie można sprzedawać wiedzy duchowej, bo sprzedawanie to rzecz szatana.

   Sprzedaż to profanacja tego boskiego zasobu we wszystkich jego formach - czy to jest woda, czy powietrze, ktoś tam coś takiego uczynił używając Boskich talentów. I nie można tego sprzedawać. Można to rozdać, można wymienić. Ale co obecnie widzimy? Pieniądze rządzą światem to znaczy, że tam rządzi szatan. To nie pieniądze rządzą, ale szatan. A pieniądze są bronią szatana. 

  A wiecie kto wynalazł pieniądze? I gdzie je wynaleziono? Zostały wynalezione w pewnym międzyrzeczu. Był tam taki lud, mieszkańcy Doliny Jordanu i mieli złe nawyki. Czego oni tam nie robili, żeby podrażnić tę żyzną dolinę. W tym międzyrzeczu była prostu obfitość wszystkiego. 

 Ale oni robili tam złe rzeczy i do dziś się tym zajmują. To są ci od Epstein -a, pamiętacie? Było niedawno głośno o aktach Epsteina. Oni już wtedy to robili i nadal to robią. To są jacyś kanibale. A potem przyszli Persowie i ich stamtąd wygnali. Przenieśli się tu na te ziemie, a potem przyszli Słowianie i też ich stąd wypędzili. 

  Potem przybyli do Wenecji i zaczęli otwierać tam banki w całym basenie Morza Śródziemnego. Można wpłacać pieniądze tutaj i wypłacać je gdzieś tam na drugim końcu. Wygodnie, prawda? Wygodnie, ale będziesz miał naliczone odsetki. Żaden naród nie ma prawa naliczać procentu a oni mogą.

 No więc to oni wymyślili pieniądze. Kiedyś pieniądze były ze złota, srebra. Wymyślili jakieś znaki, jakieś pieczęcie na skórze. A potem wymyślili znaki wodne, takie jak teraz, teraz maszyna je drukuje. 

  Ale pierwsze pieniądze już istniały, nawet w Mezopotamii - tam je już produkowali. Wzięli i zdigitalizowali dary Boże. To znaczy, mówili: „To jest warte tyle, to jest warte więcej". A to są równie bezcenne rzeczy. Na przykład ile jest wart łyk wody na pustyni, gdy umierasz z pragnienia? Jest wart życie, prawda? 

  Zatem jest to nieprawidłowo postawiona kwestia. Wiemy, że pieniądze są różne, kurs wymiany się waha. To sugeruje, że to jest czymś nienormalnym. No ale dobrze, skoro istnieje możliwość wymiany, jeśli to jest wygodne i daje jakieś ułatwienie. Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, prawda? Oddajcie Bogu to, co należy do Boga. 

 A co należy do Boga? To twoje nieuporządkowane ciało, należy do Boga. Ta twoja głowa w której jest chaos, cała ta wiedza też należy do Boga. Mówienie o Bogu należy do Boga zatem ten bramin nie powinien handlować wiedzą. Jeśli handlujesz wiedzą i relikwiami, jeśli sprzedałeś jakąś relikwię, bo teraz sprzedaje się ikony, prawda? Wtedy ją profanujesz.

 Już kiedyś wspominałem o pewnym człowieku z Energodaru, ... zapomniałem teraz jego nazwisko. On publikował książki tego rodzaju jaką trzymam w rękach. Ja kiedyś zajrzałem do Energodaru - oni wydrukowali te książki i zmusili do nauczania w szkołach, wyobrażacie to sobie? 

Ten człowiek wynalazł też auroskop. Wzięliśmy cztery takie cukierki, takie słodkości, które sami zrobiliśmy w domu. Dwa z nich zostały poświęcone a dwa nie. Bardzo często o tym opowiada. Krótko mówiąc, gdy przeskanowano je auroskopem, to okazało się, że ta słodka kulka, która nie była poświęcona i została sprzedana za pieniądze, miała jakąś taką określoną aurę. Natomiast ta kulka, która została poświęcona i sprzedana za pieniądze, miał mniejszą aurę. Okazuje się, że wyceniając dzieło Boże, obniżasz jego jakość. 

 To jakby ultradźwięk czy jakieś tam promieniowanie - wtedy jej znaczenie energetyczne się znacznie zmniejsza. Nie można sprzedawać. Ten przyrząd, ten auroskop pokazał, że największą aurę miał ten cukierek, który był poświęcony i podarowany a najmniejszą aurę miała ta kulka poświęcona i sprzedana za pieniądze.  

Oznacza to wyraźnie, że sprzedaż zmniejsza znaczenie, czyli coś upraszcza. A czasami próba upraszczania czegoś -  spróbujcie na przykład uprościć Pismo Święte. Co wtedy będzie? Być może coś tam zrozumiesz, ale wyraźnie widać, że jest to zbezczeszczenie.

  Krótko mówiąc: tam gdzie handlują książkami,  gdzie sprzedają ci wiedzę, czy to o Bogu, czy też opowiadają ci o rytuałach, albo gdzie leczą za pieniądze - tam nie znajdziesz niczego dobrego. Szukajcie ludzi, którzy zrobią to dla was bezpłatnie. Oni mogą nie być tak wykwalifikowani, ale z nimi jest Bóg, on im towarzyszy i wszystko się uda.

Ta nasza przestrzeń, ta nasza świątynia -  pewnego dnia przyszedł człowiek i przyniósł te kulki, o których mówiłem, i powiedział: „Każda kosztuje jedną hrywnę, bo jestem tu brahmaczarinem, muszę jakoś żyć - one są tak naprawdę, po kosztach własnych". Sprzedawali te mniej smaczne i mniejsze za wyższą cenę. Ja go wyrzuciłem. Powiedziałem: „Wynoś się stąd, to nie jest sklep”. 

W tym miejscu dwie rzeczy są zakazane.  Darowizny oczywiście są możliwe. Jeśli coś przyniosłeś to proszę bardzo, ale już rozmowy o darowiznach, że coś jesteś winien w zamian za to co tu usłyszałeś - tego być nie może. Ja zakazałem tego.

 A w kościołach ta kwestia jest na pierwszym miejscu. Tam twierdzą, że jeśli przekazujesz darowiznę to łatwo ci będzie przebić się do duchowości. A ten kto nie zapłacił przepustki nic nie dostanie. Czyli, że trzeba wykupić bilet. Idź tam, zarób coś i przynieś tutaj a wtedy coś ci powiemy.

No i ponadto szacunek. A szacunek to ta sama waluta. Skoro jestem takim dobrym człowiekiem, siedzę tu sobie, a ludzie przynoszą mi pieniądze i kłaniają się przede mną, to czego jeszcze potrzebuję do szczęścia? Niczego mi nie potrzeba. Jestem tu najważniejszy. I Czy jest tu miejsce dla Boga? Nie, nie ma. 

 Prawdziwy szacunek to taka naturalna rzecz. Jeśli miałeś chęć coś podarować to dobrze. Chciałeś okazać szacunek to okazałeś. Nie chciałeś komuś okazać szacunku to nie okazałeś - bo to Bóg w sercu mówi, że tego trzeba szanować a tamtego nie. Wtedy wszystko dobrze się kończy, bo Bóg nie kłamie.  

  A kiedy z tej świątyni zostały usunięte ofiary i okazywanie szacunku, to natychmiast zaczęły się tu cuda, natychmiast nastąpiło naruszenie związku przyczynowo-skutkowego. 

 Były trzy kobiety, które nie mogły urodzić, a lekarze powiedzieli im, że to beznadziejna sytuacja, a one urodziły. Jedna nie mogła wyjść za mąż, była tutaj i szlochała pod ołtarzem. Wróciła do domu. Czterdzieści minut później dzwoni do mnie i mówi: „Chyba już wychodzę za mąż”.  Rozumiecie jak to działa? Dwie rzeczy należy usunąć. 

  Usuwając te dwie rzeczy, usuwasz swoją dominację, a wtedy Bóg zajmie wolne miejsce. Ale tak naprawdę usuwasz diabła! Sprzedajności nie można tolerować. To jest korupcja. Usuń tę sprzedajność, a pojawi się Bóg. Ale gdy tylko zaczniesz handlować, to Bóg mówi: „No dalej, proszę bardzo złodziejaszku. Baw się sam jeśli tak chcesz”.  

  Dziękuję za uwagę. [śmiech]

sobota, 9 maja 2026

Doskonalenie Duszy - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=WZ2lYx8-XHw

Witajcie ludzie. W końcu udało nam się rozpocząć. A więc, pierwsze pytanie. Sens ludzkiego życia. Rzeczywiście poważne pytanie. Sens ludzkiego życia. Ach, i jest już odpowiedź: "Sens ludzkiego życia tkwi w doskonaleniu duszy" - Lew Tołstoj. Co on miał na myśli? 

 Ach, Rozumiem. Mamy pytanie i odpowiedź. Ale co mam odpowiedzieć? Skoro Lew Tołstoj powiedział: "doskonalenie duszy". A czym jest to doskonalenie duszy? Tego już do końca nie wiadomo. 

  Cóż, dla mnie sens ludzkiego życia tkwi w transformacji, w  rodzaju przemiany duszy - w inną formę współdziałania z Bogiem. Mówiłem o tym wiele razy -  jest o tym mowa w Księdze duchów Allana Cardec-a. Jest to opisane w Sri Upaniszadach. 

 Ale zorganizowana religia nie spieszy się z ujawnieniem nam tego sekretu. Oni mówią: „Zgrzeszyłeś, upadłeś i teraz musisz się oczyścić, odpokutować za swoje grzechy”. 

  To znaczy, nie ma w tym żadnego sensu. Chodzi przecież o to, aby powrócić do Boga. A jak wrócić do Boga? Odpokutowując za swoje grzechy, aby zasłużyć na przebaczenie. Ale przecież oni też twierdzą, że Bóg niczego nie potępia zatem ogólnie rzecz biorąc, pojawia się wiele pytań.  

 Nawet w tradycji Wisznuizmu istnieje sześć powodów upadku duszy, ale wszystkie one nie wytrzymują krytyki.  

Ja jestem przekonany o tym, że dusza zmienia się -  podlega transformowaniu w inną formę współdziałania z Bogiem i dlatego forma świadomości musi się trochę zmienić. W tym celu rodzimy się w tym ciele, a żeby to się stało to musimy nieco zmienić formę świadomości. Oblekamy więc tę cielesną powłokę i zapominamy nieco pełną świadomość - ona ulega pewnej modyfikacji. 

 Ta forma świadomości też nie była zła. Przecież widzimy, że żyją tu różne formy świadomości, różne poziomy świadomości. Ta jest na bardzo wysokim poziomie, ta tamta jest niska - ale ta niska może nawet być szczęśliwsza.

  W rzeczywistości nie ma wysokiego ani niskiego poziomu. Są takie poziomy, które nadają się, które pasują do danego momentu, do danego zadania - to jest tak samo jak z narzędziem, jeśli ono się nadaje to oznacza, że ​​jest doskonałe. To oznacza, nie można porównywać. 

No i kiedy dusza decyduje- chociaż w zasadzie jest tak, że człowiek proponuje, a Bóg rozporządza. I Bóg pozwala lub nie pozwala, przekonuje trzy razy. Co więcej, powiada się, że kiedy dusza chce przejść ze świata ducha od tego co materialne, to Wisznu pyta ją trzy razy: „Jesteś pewna, że chcesz tam pójść? Będą tam jakieś kłopoty, jakich nigdy tutaj nie doświadczyłaś". Takie pytanie pada trzy razy. 

 Cóż, pisma nas zapewniają, że takie orzecznictwo istnieje. Nie wiem, nie byłem tam, nie uczestniczyłem w tych rozmowach, w tych perswazjach, ale tak to już jest. Wolna wola to wolna wola. 

Zatem mamy tu Lwa Tołstoja, mówiącego o doskonaleniu duszy i zapewniającego nas, że to jest sens życia. Lew Tołstoj jest człowiekiem bardzo szanowanym przeze mnie, i nie tylko przeze mnie. 

 A tak przy okazji, wszyscy znają go jako postać zajmująca się literaturą, ale on sam uważał to zajęcie za marginalne. Jest autorem powieści "Anna Karenina", "Wojna i Pokój", ale jego główną działalnością była Rosyjska Cerkiew Prawosławna, ponieważ on uważał, że cerkiew wypaczyła samą istotę nauki Chrystusa. Z tego powodu został w tym środowisku wyklęty. 

Tak więc co on miał na myśli mówiąc o doskonałości duszy? Opierając się na wszystkich tych długich rękopisach, które napisał na ten temat, on uważał, że  doskonalenie duszy to doskonałość w miłości, to nieustanny wzrost na tym polu.

  Kochasz coraz bardziej, wzrasta twoja umiejętność kochania. A jak to jest powszechnie? Jak zachowują się zwykli ludzie? Jeśli jestem w dobrym humorze, to kocham wszystkich, jeśli jestem w złym humorze, to nie kocham nikogo. 

 U nas, to się waha, ma miejsce takie nieustanne pulsowanie a wraz z tym mają miejsce wahania naszego szczęścia. Raz jesteśmy w złym humorze, raz w dobrym. On powiedział: „doskonalenie się to pewna stabilność". Oznacza to więcej, więcej, więcej, ponieważ jest to źródłem siły, entuzjazmu i ogólnie rzecz biorąc wszelakich działań. 

 Ogólnie rzecz biorąc, oznacza to życzliwość, służenie ludziom. W takim przypadku jeśli będę służył wszystkim to znikają u mnie automatycznie i natychmiast wszelkie kwestie materialne - przestaję się martwić czy mnie ludzie szanują czy nie, bo jeśli służę wszystkim to naturalnie będą mnie szanować.

Zatem jestem silny a więc będę się podobał, będę też mądry, będą mnie szanować. I od tego zależy wzrost miłości. Wzrost miłości to jedyna rzecz. A ten wzrost miłości przewyższa wszelkie materialne cele. Oczywiście, to oznacza pewną walkę z własnym egoizmem - nie walkę gdzieś tam daleko, ale walkę z własnym egoizmem. 

 A ta walka jest, jak by to powiedzieć, nie mniej krwawa i również niełatwa. Weźmy na przykład wyrzeczenie się osobistej korzyści. Ogólnie twierdził, że życie dla siebie oznacza duchową śmierć. Tacy ludzie są martwi. Pamiętamy co powiedział Jezus, że ci umarli ludzie grzebią swoich umarłych.

U nich jest tylko: "moja sprawa, moje dzieci, mój dom, mój, moje", a to co trochę dalej tam za bramą już nie jest moje. Wszyscy ci ludzie już umarli. Oni są martwi. Ktoś może powiedzieć: „No jak to tak? Przecież to jest obowiązek, to moja rodzina"

Owszem - to wszystko jest ładnie i pięknie, ale to kontynuacja egoizmu, rozszerzony egoizm. Właściwie Lew Tołstoj sugerował, że cała ta Ziemia, cały wszechświat, cały układ słoneczny, jest jakimś pojedynczym organizmem. On to widział z tej perspektywy. On niby nie był jakimś astronomem, ale doszedł do takich wniosków. 

Tak więc do czego to prowadzi? Do tego, że musimy brać mniej, a oddawać więcej. Ktoś powie: „Och, jak to możliwe? Skąd wezmę pieniądze, jeśli będę musiał dać więcej? Przecież w ten sposób pewnego dnia wyląduję w rynsztoku”. 

 Nic z tych rzeczy. Jeśli się wnikliwie przyjrzymy, to działa zasada: "ręka dawcy nie ubożeje" prawda? Albo jak uczy ostatnia, 1878 szloka Bhagawadgity: "człowiek, który jest z Bogiem, czyli ten który rozwija to, co musi rozwinąć, będzie miał siłę, zwycięstwo, obfitość". 

 A czym jest obfitość? To znaczy, że mam wystarczająco dużo tego czego potrzebuję, a potem jest jeszcze nadwyżka. Mam więc prawo rozdzielać ten nadmiar według własnego uznania, ponieważ należy ono do mnie. Bóg mi to powierzył.

   I nie byle jakie bogactwo. To znaczy brać mniej od ludzi, dawać więcej. Wtedy doświadczasz radości z powodu swojej mocy. Wtedy jak się okazuje problemy materialne się rozwiązują.  

 Ale jeśli bierzesz więcej i dajesz mniej, to twoje życie się pogarsza - pojawia się coraz więcej problemów. A skąd problemy? Bo bliźni będą krzywo na mnie patrzeć i będą mi wkładali kij w szprychy. Prędzej czy później pojawią się przeszkody w moim życiu i to się nie uda.

A co to znaczy brać mniej, a dawać więcej? To robienie dobrych uczynków. Ale jeśli bierzesz więcej, a dajesz mniej, to są złe uczynki. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, tak to właśnie wychodzi. Krótko mówiąc, ludzkie ciało - a wiemy to nawet bez Iwana Nikołajewicza Tołstoja, - po śmierci nie ma żadnej wartości. Duch i dusza, idą tam do Boga, gdzieś tam do wieczności dlatego ważna jest tylko nasza nieśmiertelna część - tylko ona.

Dlatego też doskonalenie ciała jest absurdem, bo kiedyś to się skończy i co z nią zrobisz? Pochowasz swoją doskonałość. Zatem doskonalenie duszy nie było takim abstrakcyjnym ani religijnym pojęciem. Ono stanowiło bardzo konkretny program życiowy. On tam dokładnie napisał, co trzeba czynić. 

Dokładnie tego nie pamiętam, ale tak mniej więcej. Ja dość długo studiowałem prace Lwa Tołstoja - on w tamtym czasie krytykował tę Cerkiew Prawosławną - wyszła z pod jego ręki na ten temat cała książka.  

Jaka zatem jest ta jego konkretna pozycja życiowa? Powiada on, że w każdym człowieku walczą ze sobą dwie zasady, dwa pierwiastki. Strona zwierzęca to pragnienie wygody, sławy, honoru, bogactwa, przyjemności - to jest ta część egoistyczna i tymczasowa strona, bo czas mija i to wszystko gdzieś znika - nawet sam już tego nie pamiętasz. 

 A duchowość to druga zasada – ona jest wieczna i powiedziałbym rozumna - to jest ta wieczna iskra.  No i teraz doskonalenie polega na stopniowym podporządkowaniu tego tymczasowego pierwiastka temu co jest wieczne. Chodzi o to, żeby te moje tymczasowe działania, tymczasowe uczynki zostały przetworzone - aby miała miejsce, że tak to ujmę konwersja, przetworzenie lub też transformacja w to co jest wieczne.

 A w jaki sposób? Z pomocą motywacji. Dlaczego to czynię? Mogę wykonywać jedno i to samo, ale wygra albo ta moja pierwsza część albo druga. Czynię to samo, ale rezultat jest inny. 

 I dlatego jest napisane w Bhagawadgicie: „czyń co ci powiem”. To mówi ten wieczny pierwiastek w nas: „wykonuj to co ci mówię”. Ale jeśli tego nie uczynisz, to i tak będziesz musiał to zrobić. Wtedy ta wyższa, wieczna siła stawia przede mną jakąś potrzebę, która zmusza mnie do tego, a moja zwierzęca strona zaczyna to czynić. Ale ten wers także mówi: „W takim przypadku zatracisz siebie" - stracisz tę duchową iskrę.

 Nie rozbudzisz tej duchowej iskry, a to, co się nie rozbudzi, to słabnie. To znaczy, że proces transformacji, dla którego tu przybyłem nie zadziałał. Nie wypalił.  

 No i ogólnie ujarzmij swoje zwierzęce instynkty, podporządkuj je głosowi sumienia, głosowi rozsądku. I jeśli to wszystko jakoś tak streścić w pigułce to jedynym narzędziem do tego jest miłość. A dusza rośnie tylko wtedy, gdy uczy się kochać innych. A kiedy jest tak jak mówiłem, że dziś kocham a jutro nie to nie ma wzrostu - to co nie wzrasta to słabnie.

 To takie prawo natury jak on twierdził. To musi wzrastać. Tołstoj mówi o doskonaleniu czyli o wzroście miłości. Kiedy dusza uczy się kochać innych, uczy się znowu i znowu.  

 A jak ona się uczy? Tutaj Lew Tołstoj daje ciekawe rady. Wiemy, że on podciągał się  na drążku, fizycznie, to był bardzo zdrowy, bardzo konkretny jegomość. Było takie zdarzenie kiedy pewien Anglik podciągał się tam kilka razy na co podszedł do tego drążka Lew Tołstoj - a to był dodatkowo bardzo masywny mężczyzna - no i zrobił na tym drążku dużo więcej podciągnięć pomimo tego, że był już wówczas w bardzo zaawansowanym wieku.

  No i to co mówił Tołstoj bardzo mi się podoba - on powiadał, że dusza i miłość to nie uczucia lecz działanie. 

Ogólnie rzecz biorąc sądząc po jego dziennikach, po jego notatkach Lew Tołstoj był wielbicielem introspekcji, autoanalizy a więc ciągłego poszukiwania swoich błędów i uczciwości wobec siebie.

Pisał takie rzeczy, które nie były adresowane do nikogo, ale bardzo ciekawie się je czyta - były tam teksty pełne skruchy, zalecał rezygnację z udawania. To znaczy, oskarżał się na przykład o to, że trochę się wahał, ale powinien był coś zrobić inaczej i wszystko to wyłożył na papierze. 

To co mówił dalej prawdopodobnie wiecie - wymieniał on co deprawuje duszę. Nie umysł, nie rozum, ale właśnie duszę. Deprawuje ją luksus, bezczynność (czy też lenistwo) oraz marnotrawstwo. Te trzy rzeczy deprawują duszę.

   Doskonalenie duszy jest związane z pracą fizyczną. Jeśli to ciało fizyczne przysparza ci trudności, jeśli ledwie co je przenosisz to możesz zapomnieć o jakimkolwiek doskonaleniu.

   Ponieważ mówiąc z duży przybliżeniem, to ciało jest owocem ducha, a dokładniej, świątynią ducha. A jeśli twoja świątynia ducha jest leniwa, - to prawdopodobnie nie ma tam nikogo, kto by je do tego zmusił. Oznacza to, że w tej świątyni ducha zamieszkał nie duch ani nie dusza lecz demony - to one zaczęły tam rządzić. Stąd się bierze lenistwo - stąd bezczynność, marnotrawstwo i tak dalej. 

Zatem można wyciągnąć wniosek, że postęp w tej sferze jest nierozerwalnie związany z odrzuceniem tego co zbędne i z fizyczną pracą. Lew Tołstoj uważał to za obowiązkowe. 

  A tak przy okazji, w księdze Shri Upaniszady jest powiedziane: „Używaj tylko tego, co konieczne”. To jest w pierwszej mantrze: „korzystaj tylko tego, co konieczne”. To jest źródło, któremu można zaufać, prawda?  

A dlaczego właśnie o to chodzi? Dlaczego jest w tym jakiś sens? Weźmy jeszcze raz Lwa Tołstoja. Nie tylko ja jestem zafascynowany Lwem Nikołajewiczem. Podziwia go naprawdę wielu filozofów, naukowców, a nawet fizyków czy lekarzy.

Lekarze przeanalizowali, jak nastrój wpływa na człowieka, jak na niego wpływa  sukces i dochodzą do tych samych wniosków z tą tylko różnicą, że oni poszukiwanie tego sensu zaczynają nie od góry ale od dołu.

Tak więc dlaczego to ma sens?  Bo pieniądze, pozycja, a nawet rodzina mogą zostać w pewnym momencie człowiekowi odebrane przez okoliczności, śmierć czy jakieś nieszczęście. I jedyne, co wtedy pozostaje z człowiekiem - to co ma jakiekolwiek znaczenie w skali wieczności to jego stan ducha, czyli jego nastrój.  

 Wszystko inne zależy od nastroju - od nastawienia. Nastawienie ciała czy też nastrojenie tworzy nastawienie tej naszej cielesnej maszyny, prawda? To znaczy, że temperatura ducha wzrasta.  

 Wiecie dobrze, jak Niemcy dotarli pod Moskwę, a ich błyskawiczna wojna została stłumiona. Dlaczego? Bo mróz spadł do -42°C i nie mogli uruchomić czołgów. A te czołgi radzieckie dały się uruchomić, one w ten mróz ruszyły. I tak, po raz pierwszy wojskom Hitlera - po raz pierwszy przez cały ten czas zabrakło im nastroju ducha, zabrakło tej temperatury ducha. 

Jak pisał francuski filozof i poeta Eduard Shure: "Jeśli twoje serce nie jest wystarczająco gorące to wszystko inne - cała twoja wiedza, twoje działania, wszystko to nie ma sensu".

 I wiecie co? Sens życia nie polega na znalezieniu szczęścia - być może teraz niektórych z was zdenerwuję. Nie chodzi o szczęście, ale o to, aby twoja dusza była bardziej zdolna do dobra - a szczęście okazuje się efektem ubocznym. Ono nie może być celem samym w sobie, rozumiecie? 

 Bo to rodzaj takiego wyrafinowanego konformizmu. Powtórzę to raz jeszcze: "Sens życia nie polega na znalezieniu szczęścia, ale na tym, aby twoja dusza była bardziej zdolna do dobra".

   A czym jest dobro? Pamiętamy już, że to branie mniej, a dawanie więcej.  Oto i bardzo prosta formuła - prosta zasada. Ale istnieją również inne punkty widzenia, bo są nawet tacy przeciwnicy, oponenci tego poglądu.

   Na przykład Nietzsche można by rzec był przeciwnikiem Tołstoja. To znaczy, jego punkt widzenia był znacznie rozbieżny - ale chcę powiedzieć, że tych wszystkich punktów widzenia, które teraz wymienię jest o wiele więcej. 

 O ile na przykład u Lwa Nikołajewicza Tołstoja droga do Boga prowadziła przez rozum, logikę, uproszczenie życia,że tylko wszystko to co niezbędne, żeby żyć prościej - to u Dostojewskiego na przykład znajdziemy zalecenia żeby działać poprzez serce, przez doświadczanie bólu, poprzez doskonalenie się, poprzez cierpienie. 

 To jest zupełnie inne podejście. Ten pierwszy jest pragmatyczny, on szedł ku Bogu w stresie, a drugi..... no cóż, można by powiedzieć, że Lew Tołstoj jest w tym sensie faryzeuszem, ale jest faryzeuszem w odniesieniu do tego drugiego.  

 Ten drugi jest taki impulsywny. Tołstoj powiedział, że można wymyślić jakieś zasady życiowe i ich przestrzegać. A Dostojewski powiedział, że, po pierwsze nie da się wymyślić zasad dla wszystkich. Bóg podchodzi do każdej duszy indywidualnie. Dusza jest oczyszczana i generalnie porusza się naprzód tylko w okresach najgłębszych kryzysów i uświadomienia sobie grzeszności.  

 Cóż, wydaje się, że ma on dekadencką filozofię, ale on jakoś jest bardziej pokorny. Tołstoj już był pokorny, a ten jest jeszcze bardziej pokorny. Myślę, że oba podejścia są prawdziwe. Czasami mamy okresy w życiu, w których poruszamy się według pewnych zasad a czasami są okresy w których musimy bardzo się zmienić, że w tym momencie przychodzi z góry jakiś kryzys i jesteśmy oczyszczani w ten sposób na siłę, bo my sami byśmy nie wpadli na to i nie chcielibyśmy się w jakiś sposób nad sobą pastwić. 

  A Nitsche ogólnie nie lubił tej teorii Tołstoja - nie samego Tołstoja, ale tego co tam mówili ludzie wokół niego, bo Tołstoj miał kilku zwolenników, a przynajmniej równolegle do niego, mówili mniej więcej to samo. 

 Nitsche mówił o doskonaleniu się poprzez siłę. No i powiada się, że Hitler, uważał go niemal za swojego guru. Ale Nitsche miał rację, bo jeśli weźmiemy pewną myśl ze Shri Upaniszad to mówi się, "a najważniejsze jest to, że w żadnej żywej istocie, w absolutnie żadnej żywej istocie, nie ma ani pokory, ani rozsądku, ani miłości - a co w niej jest? Siła". 

  Chandogya Upaniszada powiada, że najważniejsza jest życiowa siła! Życiowa moc to najważniejsza rzecz. I tu nie chodzi o to, że ten tekst jakoś usprawiedliwia, ale po prostu są takie momenty kiedy ta moc przychodzi do ciebie.

  To jest to niezwykła moc, to siła mistyczna. Ty stajesz się naprawdę nadczłowiekiem. "Moc, niezwykła moc, zwycięstwo, czystość etyczna i obfitość" - tak to nazywa ostatnia śloka Bhagawadgity. 

 Ona mówi: „owszem, moc to wszystko" rozumiecie? Ale ta siła, ta moc istnieje tylko wtedy, gdy jesteś już z Bogiem. Lecz póki wciąż się do Niego zbliżasz..... no cóż, to znaczy, że tu nie chodzi o tę powszechnie rozumianą moc, nie o niej jest mowa. W filozofii Friedricha Nietschego mamy samo sedno. To sedno nie polega na upokorzeniu tego zwierzęcego pierwiastka lecz jego przemianę w tego nadczłowieka.

I żeby ewolucja mogła się wydarzyć dosłownie w ciągu jednego życia. To znaczy, że doskonałość to nie miłość, nie pokora, ale dosłownie wola mocy, kreatywność, odrzucenie moralności tych słabych, tych pesymistów, tych wszystkich malkontentów.  

 Nietsche mówi ostro: „To nie są ludzie, u nich jeszcze widać zwierzęce ogony, oni po prostu próbują być ludźmi i nie powinniśmy brać z nich przykładu".

No i oczywiście ma rację. Optymista nie może brać przykładu z pesymisty. Po prostu nie może, bo zniszczy wtedy zarówno jego jak i siebie. Czyli, że to, co Lew Tołstoj nazwał grzesznym egoizmem Nietsche uważał za siłę życiową.

Wydaje się wam, że na tym koniec? Nie, spójrzcie, to dość szeroki temat. Słynny Viktor Frank, ten tam, którego Niemcy wypuścili z obozu koncentracyjnego. Miało miejsce takie zdarzenie - kiedy Armia Czerwona tam dotarła to jego, wypuścili, a wszyscy inni skończyli w krematorium. 

Jego pogląd rezonuje z Tołstojem, ale jest bardziej praktyczny. On powiedział: „Doskonalenie się poprzez konkretną służbę”. Argumentował, że doskonalenie nie może być celem samym w sobie.

Nie może być takiego samouwielbienia: "patrz, jestem dziś lepszy niż wczoraj". To nie o to chodzi. On mówił: „dusza rozwija się, dusza wzrasta kiedy człowiek przekracza samego siebie, przekracza swoje granice aby służyć komuś innemu”. 

Podsumowując: wszystkie te warianty jakie wymieniłem - a wspomniałem tylko o kilku z nich - są praktyczne, one działają i w trakcie trwania życia każdego człowieka mogą ulegać zmianie.

Dziękuję za uwagę. 

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=D393Znl17L0 

 

niedziela, 26 kwietnia 2026

Czym zastąpić mięso - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/eF5B64PliQ8

Witajcie ludzie.

   Dzisiaj odpowiadam na pytanie: czym można zastąpić mięso? Hm, nie trzeba go niczym zastępować. No cóż, wiecie, że ciało to jest takie coś, że potrafi przekształcić jedną rzecz w drugą. Słyszeliście słowo „transformator” prawda?

Można za jego pomocą zmienić napięcie na inne, albo można zmienić częstotliwość na inną częstotliwość. Co więcej, można przekształcić, przykładowo energię duchową, energię materialną. Chociaż, kiedy mówimy o energiach duchowych, to jakoś brzmi to podejrzanie ale można przekształcić duchowość w materialność i odwrotnie. Przekształcamy to wszystko.  

 Wszystko to, ogólnie rzecz biorąc jest jednym i tym samym. Ten podział jest czysto arbitralny ze względu na nasz poziom świadomości., a przecież z naszym poziomem świadomości mamy do czynienia.

Zatem, co może zastąpić mięso? W zasadzie można je zastąpić, ale czy naprawdę należy je zastępować? Wiecie, może niektórzy to potrafią. Na przykład, mówi się o wcieleniach Boga, prawda? A jednym z takich wcieleń był Nrisinhadev, człowiek  lew. On specjalnie wcielił się w tej formie, aby zabić wielkiego demona Hiranjakaśipu.  

On go rozszarpał pazurami.  Wedy mówią, że jeśli to uczyni święty - a Bóg jest przecież świętym - to, wtedy tenże osiąga oświecenie i ogólnie rzecz biorąc, jest to błogosławieństwo, czyli wychodzi na to, że zabicie to błogosławieństwo. 

  Albo na przykład składanie ofiar. Opisy mówią, że w czasach wedyjskich brali  jakieś stare zwierzę i składali je w ofierze. W rezultacie wskrzeszano je w tym samym momencie ale już jako młode. 

A dziś jest tak, że się zabija i nic takiego się nie dzieje - przy czym oni chcą na ofiarę przynosić młode stworzenia. Czyli, że odeszli zupełnie od tego tematu, oni są niekompetentni - i tak zaczęło się to jedzenie mięsa. 

  Albo, na przykład, historia Adama i Ewy. To jest opowieść wedyjska - nie biblijna, ale wedyjska. I tam się mówi o tym, że cały chaos na Ziemi zaczął się właśnie z powodu jedzenia mięsa, że przyłapano ​​pięciu kszatriów, pięciu książąt na jedzeniu mięsa. Oni zostali wysłani za Himalaje, a Adam im towarzyszył, pojawiła się tam Ewa i tak dalej. Nie będę opowiadał reszty tej historii. Opowiadałem ją wiele razy. Możecie to sami znaleźć w jednym z eposów Mahabharaty. 

 Ale faktem jest, że wszystko zaczęło się od tego, że gdy tylko ktoś zobaczył jak jedzą mięso, to uznano, że oni nie są ludźmi - to nie było to pożywienie przeznaczone dla gatunku ludzkiego i nie było potrzeby go zastępować. 

  Dlaczego? Bo istnieją pewne zasady. I mówi się, że nawet sam Bóg - on może zamienić wszystko na wszystko i zachowywać się, jak mu się tylko podoba. Ale on tego nie czyni. A dlaczego? Ponieważ on jest przykładem - duchowym mistrzem lub też inaczej "aczari". A wszyscy tacy aczari, tacy mistrzowie, nauczyciele, założyciele niektórych ruchów mogą łamać wszystkie prawa i nic im się nie stanie. Ale oni ich nie łamią, ponieważ wszyscy ludzie ich obserwują - tam zdarza się wiele cudów i oni zachowują się przyzwoicie.  

A zachowują się przyzwoicie po to, żeby nic złego im się tam nie stało. A raczej, żeby wszystko im się dobrze układało. A żeby inni nie czuli się źle, żeby ci którzy biorą od nich przykład nie zrobili sobie krzywdy - bo na razie u większości tych ludzi, którzy otaczają nauczyciela istnieje związek przyczynowo-skutkowy, na razie, istnieje dieta specyficzna dla danego gatunku, na razie wszystko u nich jest uregulowane, póki co mają czytać i przestrzegać świętych pism, 

 Ten nauczyciel nie potrzebuje już świętych pism, bo dla niego wszystko jest jasne. To jest tak samo jak z kodeksem karnym, który jest potrzebny przestępcy. A człowiek żyjący w zgodzie ze sumieniem już tego nie potrzebuje. On nie ma zamiaru niczego złamać, on nawet nie wie, co oznacza każdy artykuł - nie jest do tego stworzony i nie ma nawet czasu, żeby się tym zająć. 

  Kiedy czynię to, co mi nakazuje Bóg to nie mam czasu, żeby zająć się wszystkimi tymi grzechami. I nie potrzebuję żadnych pism świętych. Shri Braphupada kiedyś powiedział: „Czy wiecie, dlaczego oni mnie się tak kłaniają?”. To było podczas podróży do Indii, wyszła tam do nich jakaś delegacja na lotnisku.

 Jego uczniowie odpowiedzieli: "pewnie dlatego, że jesteś ubrany na pomarańczowo i witają ciebie jako mistrza".  On im na to odpowiedział: „Nie, kłaniają się ponieważ we mnie nie ma pożądania”. Potem przeszedł kawałek i dopowiedział: „Tak naprawdę to to pożądanie u mnie jest, ale ja po prostu nie mam na to czasu”. To znaczy, jeśli masz cel życiowy, jeśli masz swoje przeznaczenie to niczego nie naruszysz. Po prostu nie masz czasu na jakiekolwiek naruszanie a Bóg sprawi, że nie będziesz łamał żadnych zasad. 

Zasadniczo, zarówno w tej buddyjskiej tradycji jak i w tradycji Wisznuizmu, kiedy ludzie chcą lepiej poznać Boga, kiedy chcą odnaleźć sens życia, to wtedy otrzymują inicjację - uważa się to za ponowne narodziny, oni składają wtedy pewne ślubowania. A jednym ze ślubowań są śluby wyrzeczenia - tak zwana ahimsa. Oni ślubują, że nie będą jeść mięsa. Nie będą jeść czegokolwiek, co skacze, biega, lata. . Nie powinieneś nawet jeść koników polnych, bo one mają oczy i tak dalej.

  Cokolwiek, co rośnie, proszę bardzo - tym się możesz żywić. A dlaczego tak? Ponieważ każde święte pismo głosi jakieś święte zasady - są ich cztery, oznacza to, że nie powinieneś kłamać, nie powinieneś w jakikolwiek sposób zatruwać swojego organizmu - to jest rodzaj ascezy ponieważ nie jesz tego co jest zbędne, a to dlatego, że wtedy twoja psychika jest zdezorientowana upojeniem i zaczynasz czynić coś może być nie na miejscu. 

Przestrzegając tych zasad jest ci łatwiej, bo jeśli pod wpływem jakiejś trucizny łamiesz zasady to zaczyna się grzech. No i według świętych pism szkodliwe są nielegalne stosunki seksualne. To się nazywa brak zachowania czystości. A dlaczego? Ponieważ to jest moment, kiedy dusza zstępuje, a jeśli nie jest to dozwolone, to wtedy zstępuje wszystko co tylko jest w stanie zejść na ten poziom, a więc wszelakie nieczyste istoty.

 Czystość to nie tylko czyste ręce, ale także czysta świadomość. Jeśli podczas takiego kontaktu jest miłość, to wszystko jest dobrze. A jeśli naruszasz choć jedną z tych obietnic, z tych ślubowań -  ty wtedy to czytasz, myślisz, że rozumiesz wszystko, ale części z tego nie rozumiesz, a raczej rozumiesz to nieprawidłowo. 

Tutaj jest ciekawa mantra. Jest dziewiąta, a potem jest jedenasta mantra w Shri Upaniszadach. Jest tam napisane, że ci ludzie, którzy są ignorantami, którzy nic nie czytają, nic nie wiedzą, zachowują się niestosownie - ci ludzie wpadną w najciemniejsze światy niewiary. Tam wszystko jest złe. Tam nie można nikomu ufać. Ledwo się odwrócisz, a natychmiast wbijają tobie nóż w plecy.  

 A jeśli zanurzysz się w tak zwanej "wiedzy", to znaczy, czytasz Pismo Święte, myślisz, że je rozumiesz, ale rozumiesz je na swój własny sposób, opierając się na materialistycznych pojęciach, to będziesz w jeszcze gorszej sytuacji. I dlatego mówi się, że najpierw musisz dotrzymać tych czterech rodzajów ślubowań a wtedy zrozumiesz, co tu jest napisane. 

Tak więc czym trzeba to zastąpić. Nie da się go niczym zastąpić. Bo tak naprawdę możesz jeść mięso tylko wtedy, kiedy jest już zgniłe i śmierdzi, to znaczy, że wszelkiego rodzaju duchy już je zaatakowały i ty możesz do nich dołączyć. Ale kiedy ono jest jeszcze świeże, to dusza nad ty lata i myśli: „Och! przecież to jestem ja!”.  

 Był nawet ciekawy przypadek, kiedy dokonywano kremacji pewnego człowieka, to był jeden z członków wspólnoty Wisznuitów. Zebrali się tam tacy sami ludzie z tej wspólnoty i kilku z nich miało wizje. Oni patrzyli na jego trumnę i widzieli taką białą kulę lecącą nad nią. Ta kula sprawdzała gdzie wsuwają to ciało - a jak wsunęli w ogień to ta kula też tam wskoczyła

Zatem kiedy ciało się jeszcze nie zaczęło rozkładać i nad nim lata dusza widząc, że ty zjadasz to ciało to wtedy ta dusza się obraża, a Bóg spełnia klątwę tej duszy, i klątwa zaczyna spadać na ciebie. Zasadniczo twoje życie wcale się z tego powodu nie poprawia. 

Rozpatrzmy jaki rodzaj jedzenia istnieje - spojrzymy na to czysto technicznie. Istnieje czysto sztuczne jedzenie, może to być na przykład GMO to znaczy, wzięli i skrzyżowali wszystko, co wpadło im w ręce. To znaczy, że nie jest to żywność od Boga. Pisma  święte określają to w taki sposób: każde ciało zmieniło tam swoją ścieżkę - czyli, że potomstwo jest inne, zupełnie zmienione i nie podobne do rodziców. 

 Jeśli to zjesz, to to koniec, ty też zaczynasz się gubić, ponieważ my sami do pewnego stopnia, składamy się z tego, co jemy. Jeśli zjemy coś sztucznego, to zamieniamy się w roboty. Jeśli zjemy to martwe mięso, to zamieniamy się także w martwe zombie. Bo kiedy jemy jabłko lub gruszkę to w tej żywności jest wszystkie 7 składników potrzebnych człowiekowi. Tam jest energia również dla naszych ciał subtelnych.

 Ale kiedy bierzesz ten kawałek mięsa, to sześć składników już z niego uleciało i obserwują ten siódmy, a ty to jesz. Aby ten element został strawiony, to musisz ożywić go w sobie za pomocą tych siedmiu własnych składników. A kiedy go jesz, to okazuje się, że płacisz własnym życiem za samo jedzenie tego. Ciężkie jedzenie jest trawione bardzo długo.

Żeby je strawić to organizm zaczyna wydzielać różnorakie substancje chemiczne, które krążą w krwiobiegu i wtedy pojawia się u ciebie ten wojowniczy nastrój - nastrój Kszatria we wszystkich sytuacjach, tam gdzie trzeba i nie trzeba.

 No cóż, jaka jeszcze żywność istnieje? Jedzenie, które przynosi śmierć to oczywiście zwłoki, prawda? Lew Tołstoj mawiał: „ja trupów nie jadam”. Sztuczne jedzenie zmienia cię w robota - pojawia się stan robota. I istnieje jedzenie, które daje życie. Pokarm życia to na przykład miód i mleko.

Miód, mleko daje życie. No najlepiej mleko własnej matki, a nie tych różnorakich zwierząt.  

 Chociaż, wydaje się, że nie ma się czym martwić. Musimy rezygnować ze wszystkiego stopniowo. Najpierw przynajmniej trzeba przestać pić, palić a potem rzucić mięso, a potem, sam nie wiem,  potem na przykład mleko, potem rezygnujemy z warzyw - ogólnie powinniśmy jeść owoce, my jesteśmy owocożerni, a potem to już zaczynasz żywić się praną, stajesz się bretharianinem - wszystko to dzieje się stopniowo.

 A kiedy w ten sposób naturalnie rezygnujesz z tego to po prostu przestaje to na ciebie działać. Wtedy zwyczajnie już nie chcesz tego jeść. A dlaczego? Bo twoje zwierzęce zadania, zadania, które miały zwierzęcą naturę, się zakończyły.

   Wykonałeś je znakomicie. Wykonałeś je perfekcyjnie. A potem, nagle, bez żadnej filozofii, bez żadnych książek, po prostu nie chce ci się tego jeść. Tak było ze mną. Uczyli mnie jeść mięso przez bardzo długi czas i przyzwyczaili mnie do niego dopiero, gdy miałem osiem czy dziewięć lat. Pamiętam nawet moment, kiedy dali mi coś takiego i pomyślałem, że to pyszne. A wcześniej plułem tym, nie chciałem a oni mówili: „No, co się stało? Przecież każdy to je, każdy może. Masz tu kiełbaskę i jedz”. 

 Ale ja nie chciałem. Nikt mnie tego nie uczył. A potem, równie nagle sam z tego zrezygnowałem. Stało się to tak po prostu. Wracałem kiedyś do domu z pracy  - to było w nocy, było ciemno, słabo oświetlona ulica i otwarte drzwi do garażu. A w tym garażu była poćwiartowana świnia i tam opalali jąi palnikiem - przypalali jej skórę.

Pomyślałem sobie wtedy: ach, a potem jakoś nie chciałem na to patrzeć. Pokazano mi to wyraźnie - wokół ciemność i taki jasny obraz, samskarę, jak to nazywają. I każdy kiedyś przeżyje coś w tym stylu. 

  No cóż, w zasadzie to tyle. Stopniowa całkowita rezygnacja z jedzenia. To znaczy, najpierw trzeba nauczyć się jeść prawidłowo. Mięso generalnie składa się z aminokwasów. Jest ich 24, a produkty roślinne mają 22 aminokwasy. U wegetarian organizm w jakiś sposób potrafi sam wytworzyć te dwa dodatkowe aminokwasy.

  Cóż, prawdopodobnie do tego jest stworzony. I prawdopodobnie te dwa dodatkowe składniki mu przeszkadzają. Tak w ogóle to ludzki  organizm może wytworzyć wszystko z wszystkiego. Od tego zacząłem wykład. 

  Na przykład, był kiedyś taki eksperyment, były jakieś skorupiaki morskie w akwarium, to chyba były jakieś raki - no i ci badacze, oni lubią robić takie rzeczy i zerwali z nich chitynowe osłonki zbudowane z wapnia. I te pancerze bardzo szybko im odrosły - te skorupiaki sobie odbudowały te pancerze. W tej wodzie nie było wapnia więc skąd te stworzenia go wzięły?

 A kiedy zaczęto badać skład wody to stwierdzono bardzo obniżony skład magnezu. Tak więc te raczki poprzez żołądek z magnezu zrobiły wapń, wyobrażacie sobie jaka to alchemia? Czyli, że one zmieniły zupełnie chemiczne pierwiastki. 

Tak więc jeśli człowiek kocha to może zmienić wszystko we wszystko. A jeśli na razie nie potrafi kochać to żywi się czymś co jest już gotowe, co jest dla ciebie w danej chwili przeznaczone, to co jest tobie potrzebne do życia i nie będzie ciebie obciążać.

 No cóż, to wszystko. Dziękuję za uwagę. Zatem postępujmy bez fanatyzmu. [śmiech]

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=xABqUqXnuy8

czwartek, 23 kwietnia 2026

Czytanie myśli - Wiktor Sawieliew

oryginał:  https://youtu.be/4APiFue0Ajg

Dzień dobry Wam ludzie!

Dzień dobry panie Wiktorze.

O czym dziś będziemy rozmyślać?

  Jeden ze słuchaczy pyta czy można się nauczyć czytać w myślach czy też to jest jakiś specjalny dar dla wybranych.

  Aha!! Od razu odpowiadam, że oczywiście można. Zapisuje temat rozmowy: "czytanie w myślach". To bardzo zasadne pytanie, bo my czytamy te myśli. Różnorakie myśli wokół nas się kłębią, przelatują wokół nas tam i z powrotem. I bywa, że zaczynam się zastanawiać: "och! jaka to ciekawa myśl? Rozproszyłem się - ktoś odwrócił moją uwagę i już nie mogę jej sobie przypomnieć.

 To oznacza, że to nie ja wpuściłem tę myśl do pola informacyjnego. Ona nie zrodziła się w mojej głowie ale ją odebrałem. My jesteśmy odbiorcami, nasze DNA to antena - to wcale nie jest żaden magazyn informacji jak to powiada współczesna nauka akademicka. My odbieramy myśli z przestrzeni.

Moja antena czyli DNA coś złapała. A jeśli ta antena została rozproszona przez coś i nie miałem czasu, żeby to wgrać do mojej pamięci, to koniec, to nie są nasze myśli.  

 Są więc nasze myśli i nie nasze. Są myśli, które my generujemy. Są jednak takie myśli, które my odbieramy z przestrzeni -  ponieważ myśl sobie gdzieś tam leciała, i ja ja złapałem. Ale ciekawe kto tę myśl wypuścił? Przecież ktoś ją wypuścił.

Zatem najpierw porozmawiamy o myślach, które my sami uwalniamy. Nasze myśli, które uwalniamy, które wypuszczamy w świat ogólnie rzecz biorąc, są w jakiś sposób powiązane z naszymi egoistycznymi interesami. Wykonuję na przykład ten stół, przynoszę, strugam, nakładam na niego jakąś ładną okleinę. I nagle brakuje mi kleju, gwoździ. Wujek Pietia obiecał przynieść te gwoździki ale ten drań ich nie przyniósł. 

 To jest moja myśl. A dlaczego? Bo doszedłem do jakiegoś deficytu i przypomniałem sobie, że ktoś powinien mi wyrównać ten deficyt. To znaczy, to jest moja prawdziwa jakaś działalność, i to jest moja myśl. 

 Wujek Pietia w tym czasie zajmuje się tym, co mu się podoba, ale w jego takim, harmonijnym obrazie świata pojawia się nagle myśl: "Ach - miałem mu przynieść te gwoździe, ale nie przyniosłem. Ale czy on sam nie mógł po to przyjść? Przecież to nie ja tego potrzebuję". Ta jego myśl ma taką samą intonację i ten sam przekaz emocjonalny dotyczący na przykład tych gwoździ, kleju czy czegoś tam jeszcze.

 To są jego myśli. W ten sposób można odróżnić własne myśli od cudzych. Jeśli nagle, zupełnie niespodziewanie, pomyślisz o kimś coś dobrego lub złego, to znaczy, że czytasz cudze myśli.

   Czytamy je nieustannie, ale myślimy, że tego nie czytamy. Myślimy, że sami je wymyśliliśmy. Nie, jeśli nie układają się w logiczną sekwencję, nie w ciąg skojarzeń, jak to się teraz mówi, to są to czyjeś myśli. Natomiast jeśli układają się w szeregu jedna za drugą to są to nasze myśli. 

  To najniższy, najbardziej prymitywny poziom - psy, koty i ludzie mają dokładnie tak samo. One myślą mniej więcej tak samo. Nie ma znaczenia, czy myślisz obrazami, czy jakimiś szeregami, które możesz zapisać na papierze. To nieistotne. Nie ma to znaczenia.

   Ale istnieje drugi poziom: jakie myśli? Wolf Mesing, na przykład, czytał w myślach, pamiętacie, prawda? 

 On potrafił wyciągnąć rękę i mówił: "myślisz o tym i o tamtym". Tu w tym materialnym, dualnym świecie, jednokierunkowe procesy po prostu nie istnieją. A dlaczego tak? Bo to jest dualny świat. A jeśli czytam w myślach, to znaczy, że mogę je zaszczepić innym. I w pierwszym przykładzie, omawialiśmy, że dokładnie tak to jest. Tak jest, kiedy dotyczy to mnie osobiście i człowieka, którego odczytuję widzę wprost na wylot ponieważ jest dla mnie kimś bliskim, albo jesteśmy związani jakimś zobowiązaniem. 

 Ale jeśli ten ktoś jest całkowicie oderwany od naszej rzeczywistości, tak, jak ten Mesing ze swoimi rzeczami - on po prostu mówił, czytał w myślach, opowiadał o krewnych, prawda? Skąd on to wziął? - z pola informacyjnego albo z Kronik Akaszy.

Albo na przykład są tacy ludzie, którzy mają pewne zdolności - powiedzmy, jakaś Cyganka, ona tobie mówi: „Och, jakaś kobieta ma do ciebie słabość, ma na imię Zoja czy jakoś podobnie”. Ona mówi coś w tym stylu, - czy ona to zgaduje? skąd ona to wzięła?  Ona czyta to z pola energetycznego. 

Ja na przykład miałem taką koleżankę i leczyłem jej ząb. I opowiedziałam jej o Niranjana Swami - to pewien maharadża, który jest moim duchowym nauczycielem. On dał mi inicjację. No i nie opisywałem w żaden sposób tego mężczyzny. Po prostu powiedziałem jej co czułem i tak dalej.  

 A ta kobieta okresowo chodziła do pewnej kobiety jasnowidza. Do jasnowidzki - chyba tak to należałoby powiedzieć. Ta jasnowidzka ją od czasu do czasu oczyszczała. Ona jej mówiła: "Och! znów żeś nazbierała złych energii od jakichś ludzi z którymi się kontaktujesz. Och, zaraz odetniemy ci ten karmiczny ogon".

Ponieważ było to niedrogie, to ona korzystała z tego tam raz w miesiącu. Twierdziła, że jak stamtąd wychodzi to czuje ogromną ulgę.

 I kiedy przyszła tam znowu po naszej rozmowie - ja jej wcześniej w natchnieniu opowiadałem o tym swoim nauczycielu. Ona poszła do tej jasnowidzki a ta zaczęła na nią patrzeć i powiedziała: „W twoim biopolu jest jakiś człowiek. Jest ubrany w pomarańczową szatę sięgającą mu do stóp". Opisała go jaki ma nos, że nosi okulary, i w szczegółach zaczęła opisywać Niranjana Swami

Ja jej nie opisałem tego mężczyzny. Ona opowiadała, że jest taki wysoki i dlatego, że on tam jest to nic ci nie mogę zrobić. Po prostu się go pozbądź, a potem cię oczyszczę. 

 Jak to w ogóle możliwe? Rozumiemy więc, że informacja może być niebezpieczna. A my oglądamy różne rzeczy na chybił trafił - prawda? 

Ale przecież ludzie, którzy wypełniają przestrzenie informacyjne mają swoje własne korzyści. I tak naprawdę oni nas uczą. Ale to, co właśnie powiedziałem udowadnia, że oni nie tylko nas uczą - oni programują nas do określonych zachowań.

  German Gref - polityk i bankier wypowiedział się o tym dość niejednoznacznie. On powiedział: „Myślisz, że oglądasz tam filmy akcji i melodramaty? Nie - to są programy edukacyjne. W przestrzeni informacyjnej nie ma niczego przypadkowego. Wszystko co jest tam zamieszczane jest po to żebyście nie identyfikowali się ze samym sobą.

A te programy, które pobieramy, są bardzo wysokiej jakości, są bardzo wyraziste. One dotyczą jedzenia, seksu, obrony, jakiegoś dominującego tematu. To są zasadniczo treści dotyczące naszych bardzo żywotnych spraw.

 A my jesteśmy nimi tak bezpośrednio zainteresowani, zainteresowani takimi wartościami. W rezultacie odczytujemy cudze i  swoje  myśli, które kręcą się one wyłącznie wokół spraw codziennych. Dostrajamy się do niewłaściwej częstotliwości. Te programy nas tak nastrajają i w wyniku tego gotujemy się tak w sosie własnym - czyli mogą z nami robić co tylko chcą.

 Ale ludzie będący u władzy znają wyższe poziomy informacyjne i dlatego łatwo im jest nami sterować. A my myślimy, że to dzieje się tak samoistnie. 

 Spotykałem się już z różnymi ludźmi - jedna z kobiet uważa się za patriotkę i mówi: "dla mnie nie ważne czy to jest Zieleński czy ktoś inny - ja chcę, żeby nic z nieba na mnie nie spadało i żebym mogła spokojnie kopać we własnym ogródku".

  I mówi: „ tak wygląda moja flaga, ona jest ukraińska”. Ale jeśli myślisz wyłącznie o sobie - ona nawet tego nie rozumie co mówi. To poziom zwierząt, ale nawet zwierzęta mają bardziej rozszerzoną świadomość niż ten prosty obywatel. Tacy są gotowi rozszarpać wszystkich w obronie swojej dumy. Zwierzęta przy wodopoju potrafią przestrzegać jakiś tam rozejm - a ona jest tak agresywna. 

Ale czy ona się taka stała sama z siebie? Nie, jeśli wyrzucisz ją na bezludną wyspę to po roku lud dwóch by jej to przeszło. Ale tutaj ona jest stale nasycana tą przestrzenią informacyjną.  

 Chodzi mi o to, że czytamy w myślach, wszyscy jesteśmy jasnowidzami, wszyscy czytamy w myślach. A czy to dobrze? Tak, dobrze jest czytać myśli innych ludzi, [śmiech] ale to jest pewna funkcja, pewna opcja, która nakłada na nas taką odpowiedzialność.

Oczywiście, możemy zaniedbać tę odpowiedzialność, ale musi istnieć jakaś higiena psychiczna. Jeśli tej higieny nie ma, to wtedy te myśli grzęzną w naszej świadomości i stają się częścią naszej świadomości, częścią naszej mentalności. Nie możemy po prostu przeczytać i zapomnieć.

My to filtrujemy: to jest źle i tego nie należy. A to jest w porządku, zostawmy to, niech sobie leży i czeka. Wszyscy tak bardzo tym wszystkim przesiąkamy, że potem zadajemy pytanie: „A gdzie jest mój życiowy cel?" Przecież ta pierwsza mantra Shri Upaniszad mówi: „Weź swoją część i nie wchodź w cudze sprawy”. W przestrzeni wokół nas przelatują różne myśli. Dlatego muszę wybierać tylko myśli, które są skierowane do mnie. A te myśli pochodzą z wnętrza. 

 I to tło, te zakłócenia nie powinny tam przenikać. One nie powinny przeszkadzać tej mojej myśli. Jakie jest w ogóle przeznaczenie mózgu, po co on jest potrzebny? - żeby uchwycić to boskie przesłanie, , przekształcić ten sygnał w jakąś formę, ubrać go w jakąś retorykę, w jakąś frazę i ucieleśnić tę frazę. I wtedy ma ona moc i wszystko jest w porządku.

Ale może być tak, że z zewnątrz coś ci mówią -  Bhagawadgita uczy: „Nikt nie wie, co ma czynić”. Nikt nie wie. Ani jedna istota we Wszechświecie nie wie, czym się zajmować. 

  A potem pojawia się reklama: "powinieneś zrobić to. To bardziej się opłaca. Powinieneś nosić to i jeść tamto". Wmawiają nam wszystko przez różne media. Ale jest przecież napisane: „Nikt nie wie i nie może wiedzieć. I tylko z wnętrza Bóg podpowiada”. 

I kiedy ja z tego korzystam i czytam Jego myśli - myśli Boga, wtedy wszystko ze mną jest w porządku. I wtedy te myśli z zewnątrz nie przeszkadzają mi zbytnio. Przede wszystkim, znam swoją wartość. Nie muszę być informowany, jaki jestem - czy jestem dobry czy zły. Znam swoją wartość, co oznacza, że ​​się nie obrażam.

  A jeśli ja się nie obrażam, to oczywiście nie będę też obrażał nikogo innego, ponieważ obrażanie się i obrażanie kogoś to jedna i ta sama funkcja. Tak to jest. Wiecie, czym jest obraza? obraza to klątwa skierowana do kogoś, kogo obraziłeś. To działanie mentalne. I ono w 100% do niego przylgnie. To też wojna. A potem nagle bum, coś mnie uderza. Mówię wtedy: „Za co? Dlaczego? A czego nie rozumiesz? Nie wiesz, że walczyłeś w myślach?

  Dlatego wszyscy czytamy w myślach. Wszyscy je wymieniamy, odbieramy wszystkie te myśli, ale potrzebujemy ich do do wymiany, dla jakichś korzyści. Ale jeśli odczytam myśli od Boga, to wiecie, jaki będzie rezultat? Wszystkie myśli wokół mnie zaczną się układać. 

  To tak jakby wziąć tę dziecięcą zabawkę - taki wirujący bączek. On ma taki  rdzeń a wokół niego jest taka  "spódniczka". I ten rdzeń to jest myśl Boga a wokół niego wiruje wszystko inne. Jeśli zakręcisz rdzeniem to wszystko wokół zaczyna się układać, zaczyna się porządkować i wtedy ja wszystkich wokół zaczynam rozumieć.

 Zaczynam rozumieć dlaczego oni tak mówią - ludzie będą do mnie przychodzić i coś tam opowiadać a ja odpowiem: „Tak, tak, tak”. A on na to: „Och, już rozumiem wszystko” i sobie poszedł a ja nawet nic jeszcze nie powiedziałem, rozumiecie?

   Wszystko wokół będzie się porządkować. Na tym polega całe to czytanie w myślach. Możesz je naprawdę odczytać tylko wtedy, gdy słyszysz Boga. W przeciwnym razie będą coś do ciebie mówić: „Wysyłam ci mentalny sygnał", ty ten sygnał złapiesz, ale nie będziesz w stanie go odczytać.

 Nie zrozumiesz tego. I ludzie się nie rozumieją. Mimo że słowa są te same. Alfabet jest ten sam. Wszyscy chodzili do tych samych szkół, ale się nie rozumieją. Ponieważ istnieje ten sterownik nazywany Paramatma, albo też Duch święty w nas. 

To jak z komputerem: jeśli informacja zostanie pobrana, ale nie ma sterownika, żeby ją rozpakować, to komputer jej nie widzi. Mówisz a tu jak grochem o ścianę. Ten sterownik to Bóg w naszym sercu. Trzeba go słuchać. A on komentuje wszystko, co się pojawi. Wtedy ty rzeczywiście odczytujesz.

 Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=8gqoMKa6fb0