czwartek, 29 października 2026

Odliczanie rozpoczęte! Będziesz mieć wybór do 2030 roku. Potem już nie - Eugenia Karpunina

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=HL3c6L1ZPxI

 Przyjaciele, witajcie wszyscy. Porozmawiajmy dziś o dualizmie i o tym, dlaczego my, ludzie,,....bo zasadniczo matryca jest zaprojektowana w taki sposób, że mamy dualny świat. Wszystkie te programy dualności są w nas zakorzenione od dzieciństwa i żyjemy według nich, dzieląc świat na dobry, zły, niegodziwy, życzliwy, bogaty i biedny. Ale musimy zrozumieć i uświadomić sobie, że w rzeczywistości nic z tego nie istnieje. To znaczy, dualizm jest tylko narzuconą przez system alternatywą w którą mamy wierzyć - alternatywą dla świata, który naprawdę istnieje. 

 Wyobraźcie sobie, że przyszliście na ten świat, jako kompletna istota, i nałożyli na was taką siatkę, siatkę matrycy, i spędzacie całe życie patrząc na ten świat i doświadczając go. I tak cała ta siatka, wszystkie te programy, wszystkie te dualności, wszystkie te lęki, wszystkie te niedoskonałości, wszystkie te prawa matrycy to elementy siatki przez którą patrzymy na rzeczywisty świat, a naszym zadaniem jest pozbyć się tej siatki tak szybko, jak to możliwe. 

Trzeba uczynić tak, aby ta siatka stała się tak cienka, żeby w ogóle na nas nie wpływała. Jak zatem ją usunąć? Usuwamy tę siatkę, kiedy się budzimy. 

Cała ta siatka, ta matryca, cały ten system nas niejako oślepia. A kiedy usuwamy tę siatkę, to wydaje się, że otwieramy oczy i z otwartymi oczami patrzymy na rzeczywisty świat, dostrzegamy jak wszystko tu jest zorganizowane. 

 Widzimy jak głębokie to jest, jak wielkie to jest, jak wielowymiarowe to jest, jak obfite i jak jesteśmy przyzwyczajeni do oddzielania tego wszystkiego, ale to wszystko jest jednością. 

 My i ten świat, wszystko te drzewa, które teraz widzicie wokół mnie, wszystko wokół nas, wszyscy ci ludzie, którzy nas otaczają, wszyscy jesteśmy jednym, jedną istotą. Jesteśmy jedną energią, jedną strukturą.

  Ale ponieważ system matrycy nas nauczył, że wszystko tutaj jest tak ułożone, że musimy dzielić ten świat na dobro i zło, słuszność i niesłuszność, piękno i brzydotę, - to właśnie to jest sztuczka tej matrycy, to jest złudzenie, którego musimy się jak najszybciej pozbyć, które musimy odrzucić, przyjaciele. 

Bo gdy tylko zaczynamy dzielić się, oddzielać, to sami stajemy się niekompletni,  Bo przyszliśmy tu kompletni. Jesteśmy jednością. Wszystko w nas jest jednością, wszystko jest kompletne. Już jesteśmy tym, kim jesteśmy. I zaczynamy się sami dzielić: "to czynię tamto źle, tu coś czynię nieprawidłowo i tam. Myślę sobie, że źle tu postąpiłem, że wybrałem to i tam źle", ale w rzeczywistości nic z tego nie istnieje. I każdy człowiek, oglądający teraz ten film, musi zdać sobie sprawę, że nic z tego nie istnieje. Wszystko jest jedną konstrukcją, wszystko jest pojedynczym organizmem w tym systemie - my jesteśmy tym wszystkim. I dopóki dzielimy świat na dobry, zły, niegodziwy czy wysokiej jakości, to jesteśmy w programach. Jesteśmy w tym oprogramowaniu, co oznacza, że wciąż śpimy. 

 A teraz, kiedy osobiście patrzę na ten świat, to postrzegam go przez pryzmat neutralności. To znaczy, świat jest neutralny, a ja każdego dnia, w każdej sytuacji, wybieram, jak postrzegać ten świat - czy poprzez pryzmat negatywnej matrycy, poprzez pryzmat tych nawarstwionych programów, czy też przez pryzmat mojego wewnętrznego poczucia siebie, mojego stanu wewnętrznego. Rozumiecie? 

  Tu, przyjaciele, wybór należy do nas. I transmituję na swoim kanale, na moich filmach, aby obudzić jak najwięcej ludzi, żeby ludzie się obudzili. Oni się budzą ponieważ pozbywamy się całej tej warstwowości matrycy. To właśnie oznacza przebudzenie. 

  Nie chodzi o to, że spaliśmy, że czegoś nie wiedzieliśmy, że zapomnieliśmy o czymś, ale o wyzwolenie. To znaczy, w tym momencie, w momencie przebudzenia, jesteśmy wyzwoleni z tej warstwy matrycy, z tej struktury. 

 I aby nasze przebudzenie, oświecenie, wgląd rozwinęły się w pełnej jasności, to musimy najpierw się pozbyć tego co zbędne. A potem musimy zaakceptować w sobie nowe wibracje, nowe energie - za pomocą naszego wewnętrznego światła wypieramy z siebie ciemność, tę matrycę, ten program, który jest w nas.

Nie ma sensu z nimi walczyć, przyjaciele. To jest silniejsze od nas. Ale jeśli rozwijamy w sobie światło, to te programy zostaną wyparte. One po prostu odejdą, ponieważ nie mogą istnieć w świetle - tam jest ciemność.  

 Ale chcę też powiedzieć dlaczego spędzamy pierwszą połowę naszego życia śpiąc, w tym systemie, w tej matrycy. Chodzi o to abyśmy kiedy obudzimy się, uświadomili sobie i wspólnie zrozumieli, że światło nie może istnieć bez ciemności, że światło jest ciemnością.

 I dlatego jesteśmy tutaj, mając takie doświadczenie poznania ciemności. Ale po przebudzeniu zaczynamy poznawać światło. I wtedy już rozumiemy, wiemy, czym jest ciemność, czym jest światło.  

Ja to tutaj przedstawiam tak zwięźle, lakonicznie ale namawiam wszystkich, żeby się obudzili bo nadszedł już czas przyjaciele. Czas się obudzić, zdać sobie sprawę, że żyjemy w tym pięknym świecie, abyśmy doświadczyli go w pełni i zrozumieli go genialnie, postrzegali go pięknie, z jego najlepszej, najfajniejszej, najpiękniejszej strony. 

  A kiedy to uczynimy, kiedy się obudzimy, kiedy to sobie uświadomimy, to przestaniemy dzielić ten świat. To dlatego, że zarówno światło, jak i ciemność są jednym. Wszyscy ludzie są jednym. My i natura również jesteśmy jednym. Wszystkie energie, które istnieją na tym świecie, są również jednym - są jedną energią, ponieważ Stwórca jest jeden; stworzył zarówno światło, jak i ciemność. I nie może być inaczej. 

To prawda, że w naszym zalążku ludzkiej cywilizacji działanie tej gry jest  faktycznie bardzo złożone, ono  przypomina bardzo gęstą tkaninę. Ale mimo to musimy stopniowo, ułatwić sobie naszą drogę, nasze istnienie tutaj w tej matrycy, i w tym celu musimy zrozumieć, co jest czym. A wtedy znajdziemy wolność, wtedy znajdziemy pełne zrozumienie. 

Dlatego, moi drodzy, to wszystko jest bardzo interesujące, wszystko jest bardzo kuszące, wszystko jest cudowne. Przebudzenie nie jest straszne. Nie sądzicie, że zobaczycie tam jakieś byty, jakieś gnomy. Nie ma duchów. To wszystko nie dzieje się w ten sposób. 

 Najważniejsze, żebyś zrozumiał siebie, był świadomy siebie. Teraz, spójrzcie - za mną są drzewa. Jakie one są? Zapytaj siebie, jak byś je opisał? Nijak - one po prostu są. To znaczy, świat jest neutralny. Postrzegasz wszystko i wszystkie wydarzenia w swoim życiu po prostu takimi, jakie są - to jest natura, jaką po prostu jest. 

 I nie opisujemy tego w żaden sposób. No.... możemy opisać to z jakiegoś pozytywnego punktu widzenia, ale na pewno nie z negatywnego, bo nie ma potrzeby zagłębiać się w negatywność. Musimy pozbyć się wszystkich tych programów, wszystkich tych destrukcyjnych sił. I to jest wspaniałe, moi drodzy. To jest bardzo, bardzo, bardzo fajne. I tak na przykład, opisując cokolwiek  możemy to opisać wyłącznie albo jako dobre, albo neutralnie.

Zatem nie postrzegamy tego świata jako dualnego, nie dzielimy go na dualizmy, nie żyjemy w nim. Musimy się tego pozbyć. Po prostu obserwujemy z neutralnej pozycji. To znaczy, stale, nieustannie przechodzimy do pozycji obserwatora. I z pozycji obserwatora możemy teraz spokojnie kontrolować nasz awatar. 

 Ponieważ dopóki nie znajdziemy się w pozycji obserwatora, to postrzegamy wszystko na pierwszy rzut oka. Wtedy wszystko, co nam się przydarza, postrzegamy jako osobiste, ale nic z tego nie dzieje się z nami. 

Nic z tego nie dzieje się z nami. Nic z tego nie dzieje się w twoim życiu, nie z tobą. Nie czynisz tego wszystkiego, nie czujesz tego wszystkiego. Wszystko to dzieje się poprzez ciebie. Rozumiesz? 

 A kiedy obudzisz się w ten sposób, to stajesz się świadomy tego wszystkiego, tego, co i jak się tutaj dzieje, i obserwujesz z pozycji z zewnątrz, z pozycji obserwatora, a pozycja obserwatora to pozycja stwórcy, czyli "ja tworzę".  

Ale kiedy jesteś w sobie, w swojej osobowości, to działasz z konstruktu ego. To znaczy, działasz z ego, a ego to nasze programy, to struktura matrycy. Ponieważ tylko tam w matrycy istnieje ego. Kiedy ją przekroczysz, to tam ego już nie istnieje. 

Tam ty nie istniejesz ponieważ każde przebudzenie, każde oświecenie ma miejsce kiedy uświadamiasz sobie, że jesteś nikim i nie ma cię tutaj i jesteś niczym, a jednocześnie jesteś wszystkim. I To postrzeganie świata w całej jego okazałości - to absolutnie ekscytujące, to taka perfekcja. Wierzę, że każdy zasługuje na to, by samemu tego doświadczyć.

  Przyjaciele, żegnam się z Wami. Bardzo dziękuję Wam wszystkim za oglądanie. Nie zapomnijcie zasubskrybować mojego kanału, prowadzę też konsultacje osobiste.

do zobaczenia.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=dAY-m2zAm_0

środa, 28 października 2026

Co nie tak z dziećmi z cesarskiego cięcia - S.N.Lazariew

 oryginał: https://www.youtube.com/shorts/odDLig_T7Zs?feature=share

 Jak się pan odnosi do tego, żeby natychmiast wykonywać cesarskie cięcie?

   Już wyjaśniałem, że naturalny poród to bardzo intensywny ból, upokorzenie losu, pragnień i jedności ze światem. Kobieta doświadcza ogromnej radości i miłości, a jednocześnie odczuwa potworny ból. Więc co się dzieje? Człowiek zostaje upokorzony, a objawia się boskość. Człowiek jest  harmonizowany. 

 Napisałem, że poprzez cesarskie cięcie rodzą się dzieci z podwyższoną pychą, w normalny sposób one po prostu umrą ponieważ nie powinny się urodzić na tym świecie z podwyższoną pychą. 

 Natura chroni się przed takim dzieckiem nie tylko poprzez chorobę, jak to bywało dawniej - zanurzali je w chrzcielnicy, dostawało zapalenia płuc i umierało. Zapalenie płuc to oznaka pychy, oznacza, że brak było miłości. Istniał więc naturalny proces eliminacji, a śmierć oczyszczała duszę.  

 Ale współczesna medycyna, materialistyczna, powiedziała: "życie jest bezcenne" i w ten sposób popadła w konflikt z Bogiem, stawiając życie ponad miłość Bożą. Bezwzględny kult życia na Zachodzie doprowadził do tego, że pojawiły się prawa  absolutnie chroniące kobiety i ich dzieci. Skutek to: bezpłodność, deformacja psychiczna dzieci i tak dalej.  

Zatem cesarskie cięcie jest już narodzinami istoty ludzkiej, delikatnie mówiąc, niezrównoważonej. A kiedy kobiecie wstrzykuje się środek znieczulający w kręgosłup lub ma cesarskie cięcie, oznacza to, że pozbawiła ono dziecko bólu, pozbawiła je, przy narodzinach, oderwania od ludzkiego szczęścia i skupienia się na boskości. 

 Oznacza to, że każde dziecko urodzone bezboleśnie przez cesarskie cięcie to dziecko, które ma wzmożony kult ludzkiego szczęścia. To oznacza, że ​​takie dziecko może mieć poważne problemy duchowe, problemy z przeznaczeniem i problemy z przyszłym potomstwem.

 wersja polska: https://www.youtube.com/shorts/LU1xtW7CtzE

 

wtorek, 27 października 2026

Fenomen Dobra - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=4uVpYKYityg

 Witajcie ludzie,

 Odpowiemy na następujące pytania od Heleny Wiesny. Tematem jest dobroć.   Tylko tyle Helena napisała -  No dobrze. 

 Cóż, we współczesnym społeczeństwie, które opiera się na relacjach rynkowych, można oczywiście usłyszeć opinię, że altruizm, dobroć i życzliwość są nieopłacalne ekonomicznie. Niektórzy nawet wyrażają pogląd, że to współczucie i miłosierdzie jest udziałem słabych ludzi, którzy, nie są zdolni walczyć o swoje zasoby, walczyć o swoje znaczenie - że tak to ujmę.

W tekstach wedyjskich ludzie z takim światopoglądem nazywani są naturami demonicznymi. Ich główną cechą jest niezdolność do myślenia w kategoriach duchowych, bo ich zadanie po prostu nie obejmuje rozumienia tego, co jest dla natur boskich oczywiste. 

 Tu warto przypomnieć słynne wersy Maksyma Gorkiego: „ci słabeusze nie są w stanie docenić rozkoszy walki życia”.  Czyli, że ci tchórze nie docenią tej rozkoszy błyskawic zwiastujących życiową burzę. Dla ludzi z tak wąskimi horyzontami niedostępna jest natura altruizmu.

 Altruizm to właśnie taka burza - to masa możliwości. Nie liczysz, ile ci jeszcze zostało. Ty widzisz, ten ocean możliwości. To burza, burza miłości. A fenomen prawdziwej dobroci - podkreślam to słowo, właśnie fenomen polega na tym, że altruizm jest najwyższą korzyścią i siłą, a nie słabością - on wcale nie jest słabością. Ale żeby dostrzec tę korzyść, to musimy poszerzyć skalę naszego postrzegania rzeczywistości, spojrzeć trochę poza horyzont tego egoizmu. Egoizm jest ograniczeniem.  

 No więc, czym jest dobro? sformułuję to następująco: Dobroć to takie celowe działanie nakierowane na korzyść innego człowieka, albo innej żywej istoty. Na przykład przychodzi do ciebie głodny kot i ty go nakarmiłeś, albo pomogłeś mu usuwając pchły, albo wykonałeś jakąś pracę społeczną bez oczekiwania bezpośredniej korzyści materialnej lub korzyści psychologicznej. Ktoś tam coś wykonał i powiedział, że niczego nie potrzebuje - nie chce być chwalony i nie chce, żeby to rozgłaszano. On to czyni bez oczekiwania czegokolwiek w zamian.

Na ten temat wypowiedział się kiedyś muzułmański święty Ali - już nie wiem, gdzie to przeczytałem, chyba była to taka ciekawostka zapisana na takim zrywanym kalendarzu z czasów ZSRR - ten święty Ali powiedział: "dobry uczynek, wykonywany z myślą, że czynię dobry uczynek, dobrem nie jest".

A dlaczego tak jest? Kiedy człowiek rejestruje w swoim umyśle dobroczynność, to wchodzi w grę wyrachowane ego - pojawia się to ego. Ono jest jak kalkulator. I taka dobroć staje się bardzo podejrzanie wyrachowana. Człowiek zaczyna  podświadomie lub świadomie oczekiwać wdzięczności, uznania, wzajemnych przysług, a przynajmniej zmiany w nastawieniu do siebie.

 Kiedy czynimy coś dla pochwały lub z pozycji wyższości to nie spełniamy dobrego uczynku, ale wtedy jest to już jakiś układ biznesowy. Poświęcamy nasz czas, nasze pieniądze, aby otrzymać w zamian jakieś psychologiczne korzyści, albo poczucie własnej wartości, kontrolę, czyjeś oddanie.  

 To znaczy, taka dobroć stawia beneficjenta w zależności karmicznej a ten, któremu udzielono pomocy, zaczyna czuć się dłużnikiem i dlatego często mówi się, że, za dobroć ludzie odpłacają złem. Dajesz mu raz, dwa, trzy razy i jeśli masz to fałszywe ego, to...  czujesz się ważniejszy, ważniejszy, a drugi człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, że popada w zależność karmiczną. 

 No i  pewnego dnia zdecydowanie zrywa wszystko i mówi: „Dosyć tego, niczego już nie chcę”. On to zrywa, bo nie może nic dać w zamian. I tak, w końcu, zamiast wyzwalającej radości, obie strony doświadczają nowych więzi, nowego przywiązania, a potem bez względu jak silna była ta więź następuje zerwanie.

Lepiej jest zerwać taka relację niż brnąć w to karmiczne połączenie. Tak więc nie zawsze wychodzi to na dobre.

  Prędzej czy później musi nastąpić zwrot takiej "dobroczynności", za taką dobroć trzeba zapłacić, a to niszczy samą istotę tego miłosierdzia. Miłosierdzie nie wymaga żadnej zapłaty. Prawdziwa dobroć wygląda trochę inaczej, a raczej zupełnie inaczej. I nie ma cienkiej granicy między nimi ale jest otchłań, całkowita przepaść. 

 Tak więc rodzi się, po pierwsze, jako naturalny ruch duszy. Wyciągasz pomocną dłoń, po prostu dlatego, że nie możesz postąpić inaczej.  Po pierwsze, prawdziwa dobroć nie wyczerpuje darczyńcy. Prawdziwa dobroć się nie wyczerpuje. Fałszywa dobroć sprawia, że muszę zebrać siły na nowo. Natomiast u człowieka, który prawdziwie czyni dobro sił nie ubywa - a nawet jest ich więcej. Przybywa sił, pojawia się mistycyzm ponieważ dobroć pochodzi od Boga. Ona jest nieograniczona.  

 To znaczy, kiedy człowiek wydaje pewne osobiste rezerwy, to wcale nie jest dobro, to daje połączenie karmiczne i będziesz musiał mi to zwrócić.  Ale kiedy biorę od Boga, kiedy to jest altruizm, to Bóg mówi: „Proszę - na altruizm daję moc za darmo". Wtedy wszystko, co mam, jest zachowane, a nawet w jakiś sposób uzupełnione. 

 A egoiści szybko się wypalają i mówią: „Ludzie są kompletnie niewdzięczni”. I mają rację, że są niewdzięczni, bo to, co zrobiliście, wcale nie było dobrem, ale tylko udawaliście, że czynicie dobro.

  Kiedy działacie zgodnie z czystymi nakazami serca, to czerpiecie siłę nie z własnych egoistycznych zasobów, lecz czerpiecie z nieograniczonego źródła energii. To wyzwala, ta prawdziwa dobroć wyzwala was. Poprzez te całkowicie bezinteresowne działania, nie wiążecie człowieka ze sobą, lecz przywiązujecie go mocno do Boga. Każde działanie karmiczne wywołuje reakcję. A najważniejszą reakcją jest przywiązanie do czegoś. Ale nie przywiązaliście tego do siebie, ale do Boga. To znaczy, otrzymujecie to.

 Stajecie się czystym kanałem. To znaczy prawdziwa dobroć to nie jakaś błędna kalkulacja ekonomiczna, to nie oznaka słabości, to oznaka ogromnej siły duchowej. To jakaś odwaga, to poszerzona świadomość, to umiejętność wyjścia poza swoje małe ja i działania w zgodzie z prawami wszechświata. 

Wtedy przestajesz liczyć swoje zasoby, cudze zasoby, rozumiesz, że należą do czegoś i po prostu oddajesz je prawidłowo. Kiedy dajesz prawidłowo, to nawet ich nie kumulujesz. A kiedy nauczymy się pomagać światu, zapominając o naszej własnej wyjątkowości, to przestajemy być tymi szaleńcami i słabeuszami z cytatu Maksyma Gorkiego - tymi co to chowają się przed burzą lecz uzyskujemy dostęp do tego niewyczerpanego źródła energii. 

  Wygląda więc na to, że dzisiaj w tym pragmatycznym świecie opowiadanie na temat dobra zalicza nas do grupy romantyków, którzy jakoby jeszcze nie znają życia. Przyzwyczailiśmy się do koncepcji zaciętej konkurencji, osobistej efektywności, sukcesu za wszelką cenę. To są jakoby właściwe hasła.  

Jednak dzisiejsza biologia ewolucyjna, psychologia, albo neuro - biologia dowodzą czegoś przeciwnego. One mówią, że dobroć to nie tylko piękna konstrukcja moralna ale fundamentalny warunek przetrwania całego ludzkiego gatunku. 

 I przez długi czas uważano, że ewolucja to przetrwanie najsilniejszych oraz surowy egoizm, surowa ekonomia. Nawet Darwin i późniejsze badania dowiodły, że za najważniejszy czynnik ewolucji uważa się współpracę.  

 Te populacje, w których poziom wzajemnej pomocy był wyższy, łatwiej znosiły głód, zimno i ataki drapieżników. A ci, którzy dbali tylko o siebie wszyscy wymarli. Jesteśmy zaprogramowani aby odczuwać ból innych - podkreślę: zaprogramowani, to się nazywa współczucie. To jest wpajane każdemu z nas od urodzenia. 

 Nawiasem mówiąc za to odpowiadają neurony lustrzane w mózgu. Kiedy widzimy kogoś cierpiącego, to fizycznie, emocjonalnie odczuwamy empatię. No, na przykład, ktoś tam ziewa, i my również chcemy ziewnąć. Skąd to się bierze? To neurony to czynią. Przecież tam gdzieś komuś brakuje tlenu, ale my mamy go wystarczająco - prawda?

A ktoś inny coś tam żuje, a my zaczynamy się ślinić. Dlaczego? Neurony lustrzane, odczuwamy empatię. Cóż, to jest taka samolubna empatia, ale kiedy ktoś cierpi lub ktoś się raduje, my również jesteśmy przepełnieni ta radością.

   I tak, jeśli przytrafią się komuś jakieś kłopoty z tymi neuronami lustrzanymi, a żeby przytrafiły się takie kłopoty to trzeba się bardzo mocno postarać - to wymaga bardzo długiego  przeciwstawiania się ewolucji. 

 Więc kiedy dokonujemy jakiegoś bezinteresownego czynu, to nasze ciało aktywuje potężną fabrykę chemiczną, a nauka nazywa ten efekt euforią, pomocnikiem, kiedy masz do czynienia z wszelkiego rodzaju dopaminą, serotoniną, nasz mózg nagradza nas za nasze dobre uczynki, tak jak za pyszny posiłek i uwalniane są hormony szczęścia, hormony zadowolenia.  

Zatem altruizm jest bardzo skuteczny w blokowaniu stresu. To znaczy, spada na przykład poziom kortyzolu u ludzi. Naukowcy udowodnili, że ludzie dla których działania charytatywne stały się częścią codziennej rutyny żyją dłużej, oni rzadziej cierpią na depresję.  

 Tak więc jak widzicie, dobroć jest zaraźliwa. Kiedy człowiek spotyka się z przejawem życzliwości wobec siebie, to doświadcza uczucia wdzięczności i jest prawdopodobne, że sam w tym dniu również dokona czegoś dobrego. To jest zaraźliwe - przenosi się na innych.

To znaczy, jeden drobny gest, jak przytrzymanie drzwi przez ciebie lub jakiś szczery komplement, albo na przykład pomoc z ciężkim bagażem. To tworzy reakcję łańcuchową, tworzy jakąś taką falę, która może zmienić dziesiątki ludzi naraz.  Wyobrażacie to sobie? 

 Tak właśnie narasta taka szczególna presja w społeczeństwie. Im wyższa ta presja tym ogólnie rzecz biorąc, bezpieczniej jest żyć w tym społeczeństwie, tym szczęśliwsi są ludzie, którzy tam mieszkają w jakimś regionie albo w jakimś mieście, czy w jakiejś wsi. 

Tak więc dobroć nie powinna niszczyć samego człowieka. Niektórzy ludzie to mylą twierdząc, że powinno się czynić dobro za wszelką cenę, że trzeba oddać ostatnią koszulę i rozdać wszystko. Nie można przynieść komuś dobra nie przynosząc jednocześnie dobra sobie. 

 To jest aksjomat.  I tak samo nie da się skrzywdzić kogoś, nie krzywdząc jednocześnie samego siebie. Może to być na różnych poziomach, ale to jest jeden do jednego -  czyli pojawi się mniej więcej ten sam poziom radości jeśli będziesz czynić dobro albo podobny poziom cierpienia jeśli czynisz komuś krzywdę. Na początku to może wydawać się triumfem, ale ostatecznie przydarzy ci się to samo.

Tak więc w tym świecie po prostu nie istnieją jednostronne procesy.  Jeśli ktoś pomaga innym lecz całkowicie ignoruje własne podstawowe potrzeby, takie jak zdrowie, zasoby, to prowadzi to do wypalenia, nerwic i tak dalej. 

 A więc dlaczego takie dobro nie służące wyłącznie pomocy, jak już omawialiśmy, albo też pomoc, o którą nas nie proszono niszczy granice innych ludzi?

Takie krzywdzenie innych pod pozorami dobra jest formą ukrytej kontroli. Przychodzę tu żeby się martwić, potem idę się martwić tam i tam - a w ten sposób zmieniam wszystkich w niewolników. 

Ale prawdziwa dobroć zawsze zaczyna się od szacunku do siebie, do swoich granic oraz granic tych ludzi do których podchodzisz.

 Życzliwość i dobroć to nie miękki charakter ani nie jakaś słabość. W tym świecie, w którym łatwiej ulec agresji, obojętności czy też cynizmowi przejaw dobroci to manifestacja wewnętrznej siły i odwagi. 

Niektórzy ludzie wyświadczając komuś przysługę jawnie oczekują za to nagrody, na przykład wdzięczności. A inni pomimo tego, że mogą nie oczekiwać nagrody ani wdzięczności, zdają się pamiętać to, co zrobili. To znaczy, mają bardzo dobrą pamięć o dobru, które wyświadczyli innym i uważają, że ci ludzie powinni być im wdzięczni - uważają ich za swoich dłużników.

W rzeczywistości tacy kochają swoje inwestycje i czekają kiedy te inwestycje im się wrócą. Oni to traktują jak lokatę w banku - teraz ten ktoś ma wobec nich zobowiązanie.

Ale prawdziwe dobro jest dobrem tylko wtedy, kiedy jest czynione nie dla kogoś a dla siebie. Zauważcie to - dla siebie. A człowiek, który to, uczynił nie szuka nagrody. Dlaczego? Ponieważ - jak to powiedzieć? - życzliwość jest jak drzewo owocowe, które wydaje owoc i ogrodnik cieszy się, gdy ktoś zrywa ten owoc i go zjada. Coś w tym rodzaju. Tacy darczyńcy się tym właśnie cieszą. 

 Ci, którzy czynią dobro innym, czynią więcej dobra sobie. Nie w tym sensie, że będzie za to nagroda, ale w tym sensie, że świadomość uczynienia dobra już przynosi ogromną radość, nawet większą niż sam owoc. 

I jak to powiedział Lew Tołstoj: "jaka tu jeszcze inna nagroda powinna być za dobry uczynek?" Powiedział to sarkastycznie: „Jakiej innej nagrody potrzebujesz za dobry uczynek?" Nagrodę już otrzymano z radości, której człowiek doświadczył, czyniąc dobry uczynek. A każda inna nagroda umniejsza tę radość. Lew Nikołajewicz Tołstoj

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=8Ng8KYa9ysE

 

sobota, 24 października 2026

Co czynić gdy nasza dusza cierpi z powodu czyjegoś bólu - S.N.Lazariew

 oryginał: https://www.youtube.com/shorts/S3_IMV-te7g?feature=share

Tydzień temu ktoś mi powiedział: „Wiesz, kiedy patrzę na cierpienie chorych dzieci, to serce mi pęka”. Odpowiedziałem: „Wiesz, to bardzo niebezpieczne. Dlaczego? Bo to znaczy, że masz coś, co nazywa się kurczowym przywiązaniem do ideałów. Martwisz się bardzo, bierzesz na siebie te choroby i możesz po prostu zachorować albo umrzeć”. 
 
 Zapytał mnie: „Więc nie powinniśmy się tym zamartwiać?” Mówię: „Martw się, ale jednocześnie musisz też zrozumieć, że choroba jest dana przez Boga, jest dana z góry, choroba jest dana dla oczyszczenia duszy, ona zawiera obietnicę, przygotowuje nas do czegoś przyszłego, oczyszcza. 
 
 A zatem nie ma czegoś takiego jak tylko zło. Dlatego, jeśli widzisz cierpiące dziecko, to musisz okazywać mu współczucie, musisz mieć pragnienie pomocy mu, a jednocześnie trzeba odczuwać radość i miłość jako wolę boską, która ma wyższe znaczenie. Każda sytuacja prowadzi do Boga, zarówno dobra, jak i zła, a jeśli ona prowadzi do Boga, to musi być do niej uczucie miłości”.

piątek, 23 października 2026

Dlaczego rodzimy się jako mężczyźni lub kobiety? - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=T7bBTo1Uq_0

Witajcie,

 . Odpowiadamy na pytania. Pytanie od naszej Heleny Wiesna. Dlaczego rodzimy się jako mężczyźni czy kobiety? No jak to dlaczego? (śmiech).

 No cóż, istnieje takie przekonanie, że my  w pewnym sensie z góry ustalamy nasze narodziny, gdzie się narodzimy, kiedy, w jakiej formie. Jest tam coś co nazywa się prarabdha karma. Na te naszą karmę składają się wszystkie nasze  niespełnione pragnienia, plus długi, zobowiązania - wszystko to razem tworzy ciało jako narzędzie, jako instrument, który może bez większego wysiłku spełniać pragnienia i spłacać długi. Trzeba się oczywiście wysilić, ale nie za bardzo, nie jakoś śmiertelnie. 

  Ogólnie rzecz biorąc jesteśmy przyzwyczajeni myśleć tak jak nam wyjaśnia oficjalna nauka - a ona mówi, że to wynik działania genetyki i dlatego jesteś albo mężczyzną, albo kobietą, dodaje się czasem też aspekt ewolucyjny. Niektórzy twierdzą, że najpierw jesteś kobietą, a potem, jeśli będziesz się dobrze zachowywać to będziesz mężczyzną.  

Wedy mówią, że to nieprawda, Wedy mówią, że dzisiaj jesteś kobietą, a jutro w następnym wcieleniu mężczyzną, że w tym wcieleniu jesteś demonem, w następnym wcieleniu jesteś świętym - nawet takie przeskoki są opisywane, że to wcale nie dzieje się tak stopniowo. 

 Filozofia wedyjska stawia inne pytanie, - dlaczego ta akurat konkretna dusza otrzymuje ciało męskie lub żeńskie. Był taki  prawdziwy przypadek - kiedy to Hare Kryszna zaczęło się rozprzestrzeniać to w Londynie powstała świątynia. I tam był pewien brahmaczarin, który miał 20 lat i on  przypadkowo zakochał się w pewnej Hindusce. Ta Hinduska mieszkała w Londynie, i jak znajome dla niej tradycje pojawiły się w Londynie to ona przychodziła do tej świątyni.

  I on zakochał się w niej - to była również młoda dziewczyna. I mając te swoje 20 lat on umiera. Pojechali rozdawać książki i nadjeżdżający samochód - jakaś tam ciężarówka, dosłownie przecięła go na pół. On natychmiast umarł tam na miejscu.  

I po niedługim czasie urodziła się tam dziewczynka. A kiedy zaczęła mówić i trochę rozumieć,to nagle przypomniała sobie, że jest tym brahmaczarinem, że nie była kobietą, tylko tym mężczyzną. A najważniejsze jest to, że jej twarz była dosłowną kopią twarzy tej dziewczyny w której się wtedy zakochał.  

No i po jakimś czasie ta dorastająca już dziewczyna znajduje tę dawną miłość, tę kobietę która ma wtedy już około 40 lat. Ta kobieta mówi: „Tak, tak, pamiętam, faktycznie był taki chłopak, który tam wokół mnie biegał i ciągle się za mną oglądał”.  

Potem ta kobieta znajduje, tego kierowcę, który ją tam rozjechał dosłownie na pół. Siadła obok niego, a on mówi: „możesz być ze mną bezpieczna. Jestem dobrym kierowcą”. 

Tak więc Wedy mówią, że człowiek staje się tym o czym myśli w ostatniej chwili - w chwili swojej śmierci. To jest ta ostateczna samskara, to ostatnie wrażenie. Księga Isha Upaniszad, a konkretnie ósma mantra powiada, że Bóg spełnia życzenia wszystkich istot. Takie ostateczne przywiązanie może natychmiast uformować to nasze nowe ciało.  To znaczy, nie jest to jakiś proces ewolucyjny, ale to dzieje się natychmiast.

   Znamy nawet przykłady w ciągu jednego życia - wiemy, na przykład, że ktoś kogoś osądził, on on robi coś złego. Mija bardzo krótki czas i ja znajduję się w jego sytuacji, z jego cechami charakteru, żeby zrozumieć, dlaczego on tak postępuje, żeby w przyszłości nie osądzać. 

  Widzicie więc, taka drobna "zmiana miejsc" następuje nawet w ciągu jednego życia, a śmierć, ogólnie rzecz biorąc, nie jest konieczna. No i według Wed, dusza sama w sobie nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, ona nie jest ani ciałem mężczyzny ani kobiety - są to po prostu różne formy istnienia. 

 Mówi się także, że to, co jest cnotą dla mężczyzny, jest wadą dla kobiety i odwrotnie, co jest wadą dla mężczyzny jest cnotą dla kobiety.

 Na przykład charakterystyczną cechą istnienia w ciele kobiety powinna być łagodność, wyrozumiałość, emocjonalność ale już mężczyzna przejawiający takie cechy jest do niczego. 

 Mężczyzna powinien zachowywać się wręcz przeciwnie, powinien być stanowczy, zdecydowany, bezkompromisowy, coś w tym rodzaju. To znaczy, to, co dla kobiety jest grzechem to dla mężczyzny, jest cnotą. Tak więc otrzymujemy to ciało - to nasze narzędzie zgodnie z zadaniem jakie mamy wykonać. Ono jest wyposażane w konkretne cechy. 

 Ale na kolejne wcielenie wpływa oczywiście więcej niż jeden czynnik. Na przykład, zakochałem się w kimś albo na przykład rozgniewałem się na kogoś i wtedy może się zdarzyć, że przyjmę ciało wroga.

Wpływa na to kilka czynników - na przykład własna karma, karma tego człowieka, jego pragnienia, jego przywiązania, jego stan świadomości, guny materialnej natury, czyli która guna miała na tego człowieka największy wpływ, czy było to wojownik - kszatrij a może gospodarz czyli wajsza - albo kombinacja tych gun.

 Karma określa - determinuje - nie tylko to, czego dany człowiek doświadcza w kolejnym życiu, ale także warunki, w których się urodzi.

A po co tak się dzieje? Po to, żeby stworzyć warunki do spełnienia swoich pragnień i do spłacenia wszystkich długów.

Widzicie więc, jak dobrze i korzystnie jest zbudowana ta niejako "taśma produkcyjna".  No i oczywiście najważniejszy jest stan świadomości. Największe znaczenie ma to na czym się skupia nasza uwaga. To czym człowiek żył, do czego jest przywiązany, co zajmowało jego świadomość - to wpływa na kierunek i formę jego kolejnego wcielenia. 

 Tak więc  pytanie można ująć następująco - ja je nieco zmienię: "jeśli dusza nie jest ani męska, ani żeńska, to dlaczego otrzymuje ciało męskie w jednym życiu, a ciało żeńskie w drugim? " 

Na tak postawione pytanie dość jasno odpowiada pewna opowieść o królu Puranjana (Puranżana).

On bynajmniej nie był zwykłym człowiekiem, cieszył się życiem tak, jak chciał, aż w końcu znalazł kobietę, która naprawdę była dla niego odpowiednia, została jego żoną i praktycznie całe jego życie zaczęło kręcić się wokół tej jego małżonki i wszystkich tych przyjemności. 

No i nadszedł czas śmierci i wtedy on uświadomił sobie, że musi zostawić swoje królestwo, rodzinę, dzieci, dom, i wszystko inne. Ale jego najsilniejsze przywiązanie pozostaje jednak do żony. I nadal myślał o niej, o tej swojej żonie, i o tym, co będzie potem.

 On rozumiał, że zostało mu bardzo mało czasu. No i w końcu opuszcza to ciało i tu dzieje się najciekawsza rzecz. W następnym życiu rodzi się kobietą. Rodzi się jako córka króla. A dlaczego króla? Bo ma znaczenie, że był już w takiej pozycji, że miał wiele zasobów, co oznacza, że ​​wiedział, jak właściwie używać swojego umysłu. Tak więc urodził się na dość wysokiej pozycji, ale to ciało tym razem było żeńskie.

  Dlaczego? Pismo Święte wyraźnie wskazuje na stan świadomości w chwili śmierci. On był tak pochłonięty przywiązaniem do swojej żony, że to miało decydujący wpływ na jego następne wcielenie. 

 Ale nie trzeba sobie tego wyobrażać tak prymitywnie, że to co pomyślisz to się od razu materializuje - to nie jest tak jednoznaczne. 

 To nie znaczy, że jeśli mężczyzna pomyślał o kobiecie przed śmiercią, to koniecznie stanie się kobietą. Pisma święte mówią o całości wszelkiego rodzaju przyczyn, o karmie człowieka, jego pragnieniach, przywiązaniach, gunach natury, stanie świadomości. 

Tak jak to powiedziano, król Puranjana, nie otrzymał tego żeńskiego ciała ot -tak po prostu, otrzymał je zgodnie z pewnym prawem, to znaczy, że było tam wszystko w jakiś sposób zapewnione, ta kobieta nie urodziła się jako uboga chłopka. I co najważniejsze - dusza w tym wszystkim, nie staje się mężczyzną ani kobietą. Tylko ciało się zmienia.

   Dzisiaj człowiek może żyć w ciele męskim, w innym życiu w ciele żeńskim. Dlatego też w wedyjskiej filozofii słowa mężczyzna i kobieta, odnoszą się wyłącznie do materialnego ciała - nie odnoszą się do duszy.  A mówiąc bardziej precyzyjnie:  Wedy mówią, że każda dusza ma pierwiastek żeński, a Bóg ma pierwiastek męski. Tak to jest pojmowane w sensie duchowym. Natomiast to kim my tu jesteśmy, czy jesteśmy w męskim czy w żeńskim ciele ,,,,

Ogólnie rzecz biorąc, ta historia królem Puranjaną pokazuje kolejną bardzo ważną rzecz. Często myślimy, że nasze przywiązania są po prostu częścią naszego życia, ale te teksty wedyjskie ostrzegają, że tak nie jest.  To, do czego stale się przywiązujemy, stopniowo kształtuje naszą świadomość, a świadomość jest powiązana z rodzajem ciała, które otrzymamy w przyszłości. 

Zatem w rozumieniu wedyjskim to pytanie: "dlaczego urodziłem się kobietą lub mężczyzną" brzmi dużo głębiej. Co ukształtowało moje ciało, dokąd kieruje się moja świadomość? Zatem celem nie jest zdobycie ciała, męskiego czy żeńskiego. Zasadniczo celem jest zrozumienie swojej natury jako duszy i uwolnienie się od zależności od materialnego ciała. A wtedy ciało będzie dowolnej płci - męskie albo żeńskie. 

 I wiemy, że istnieją szczęśliwi mężczyźni, szczęśliwe kobiety, nieszczęśliwi mężczyźni i nieszczęśliwe kobiety. Najważniejsze jest więc to, że jeśli dusza ukształtuje swoją własną istotę i będzie prowadzić właściwe życie, to forma życia nie będzie już tak ważna. 

 Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=cubS_jxGsEU