wtorek, 20 października 2026

Niezadowolenie z życia - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/1je_yoGshnU

No wreszcie! Witajcie!

  Dzień dobry - tematem na dziś jest niezadowolenie z życia. Mamy cytat Lwa Tołstoja: "Nie mamy prawa być niezadowolonymi z tego życia. Jeśli myślimy, że jesteśmy z niego niezadowoleni, to znaczy tylko, że mamy powód, żeby być niezadowolonym z siebie. Przyjrzyjmy się dziś takiej kwestii. 

Aha - czyli, że mogę coś ze sobą zrobić, ale życie nie ma z tym nic wspólnego. Takie już jest moje życie.

Powtórzę: Nie mamy prawa być niezadowolonymi z tego życia. Jeśli myślimy, że jesteśmy niezadowoleni z niego, to znaczy tylko, że mamy powód, żeby być niezadowolonym z siebie. 

  Dobrze - Lew Nikołajewicz Tołstoj. No cóż, ogólnie rzecz ujmując wszyscy ludzie dzielą się na  logików i tych intuicyjnych -  te podziały bywają różne na przykład kobiety i mężczyźni, optymiści i pesymiści. Tak więc można powiedzieć, że ludzie dzielą się na tych zadowolonych i niezadowolonych z życia.

A co możesz z tym zrobić, jeśli jesteś niezadowolony z życia? W normalnym stanie nie powinniśmy być niezadowoleni z życia - szczęście jest naszym naturalnym stanem, w którym się rozwijamy. Niezadowolenie pojawia się kiedy czegoś nadużywamy. Na przykład Bóg mówi: „To jest twoja droga" i widzę, że tak jest. 

A tu pojawia się kusiciel i zaczyna nas zwodzić z tej naszej ścieżki. Tutaj na tej drodze wszystko jest nasze, wszystko jest praktycznie za darmo. Nie musisz za to płacić. I w tym momencie sam jesteś hojny i rozdajesz hojnie. Masz wielu przyjaciół. Nie ma powodu, żeby być niezadowolonym - nie musisz się o siebie zbytnio troszczyć.

Ale gdy tylko dałeś się zepchnąć z tej swojej drogi to cały wszechświat, wszyscy sąsiedzi, wszystkie żywe istoty, żywioły natury, a także stan mojego ciała, które również jest częścią tej natury - wszystko to zaczyna mi to sprawiać problemy, a te problemy mają za zadanie popychać mnie z powrotem na moją ścieżkę. 

Ale ja wtedy zaczynam zmagać się z przeciwnościami bo wydaje mi się, że wszedłem tutaj z własnej woli. Zatem wszystkie drogi są dla ciebie otwarte, ale Bóg sponsoruje tylko tę twoją życiową ścieżkę, a na pozostałych mówi, „No cóż, w zasadzie możesz, wolna wola, ale tam będziesz miał do czynienia z diabłem”.  

Człowiek uczciwy tam nie wytrzyma długo, ale niektórym się to nawet podoba - to są te demoniczne natury. W zasadzie to właśnie oni są menedżerami, gospodarzami tego niezadowolonego świata. 

O ile boskie natury czują się dobrze kiedy innym jest dobrze - u nich działa empatia i współczucie, to demonicznym naturom jest dobrze kiedy innym jest źle. Ci drudzy porównują - a niezadowolenie wynika właśnie z porównywania.

 Jeśli jesteś szczęśliwy, to znaczy, że jesteś tak wyjątkowy, nie masz z kim konkurować. Wtedy patrzysz na innych, i zdajesz sobie sprawę, że nie możesz ich dogonić. Oni od dawna są głęboko zajęci jakimiś swoimi życiowymi celami a twój jest zupełnie inny. No i jak możesz być niezadowolony, skoro nie masz z czym tego porównać? Ale oni porównują. I przy porównywaniu zawsze pojawia się pytanie o niesprawiedliwość. Wtedy zaczyna się zwątpienie w prawo karmy, w to, czy ono w ogóle istnieje. Jeśli w życiu nie ma szczęścia, widziałem tam takiego jednego - on nie ma szczęścia w życiu, wszystko wokół to jeden wielki smutek. Widać najwyraźniej ten człowiek ma dość. Jasne jest, że ten człowiek nie jest zadowolony z życia. I to nie jest tak, że my już jesteśmy szczęśliwi, bo my już mamy taką wiedzę, bo ja jestem już dorosły, dojrzały hormonalnie, z socjalizowany i sam zdecydowałem, czy jestem szczęśliwy, czy nie. To widać już od kołyski. Jedno dziecko wydaje się być w porządku, uśmiecha się, a drugie marudzi i jest wyraźnie takie niegrzeczne. Ono jest utrapieniem dla matki, rodziców i wszystkich wokół. Urodziło się takie, niezadowolone z życia.  

 A dlaczego? Bo ono jakoś czuje, że jeśli samo czegoś od życia nie weźmie, to nikt go nigdy niczym nie obdaruje.

No i tak ten człowiek żyje. My mówimy, że go wychowujemy, ale co tu wychowywać? To bez sensu. 

Wychowanie ma wpływ na charakter człowieka może w 20%, a reszta, te 80%, to wszystko przeniesione z poprzedniego życia. To się nazywa Proradha karma – to trudna sprawa - poważna rzecz i trzeba ją przepracować, zarówno dobrą, jak i złą. 

 I nie jest jasne, co jest lepsze: dobra czy zła, bo ze złej karmy, czy ci się to podoba, czy nie, ale zostaniesz oczyszczony. Natomiast na bazie dobrej karmy może się na przykład rozwinąć pycha, albo jakieś na przykład niezadowolenie.

Ale odnośnie niezadowolenia -  jeśli żyjesz tu i teraz, to niezadowolenie się nie pojawia. Niezadowolenie jak już mówiłem zawsze manifestuje się  przy porównywaniu. Lecz jeśli żyjesz tu i teraz to gdy pojawia się jakiś problem ty go rozwiązujesz. Jeśli nie ma problemu to go szukasz, bo nie będziesz siedział z założonymi rękami. Twoim problemem może stać się na przykład budowa nowego domu - to niekoniecznie musi być tak, że twój dom został zbombardowany i musisz zbudować nowy. Jeśli pojawił się wolny czas to masz chęć czymś się zająć - wtedy wymyślasz sobie nowy problem, nowe zadanie. Oczywiście lepiej jest samemu sobie te problemy wymyślać niż pozwalać, żeby wymyślali je za ciebie bo wtedy popadasz w stan niewolnictwa.  I w tym sensie można powiedzieć, że ci, którzy sami sobie wymyślają problemy, są zadowoleni z życia. Natomiast ci, którzy są stawiani przed faktami są niezadowoleni. Oni chcą przecież o czymś decydować. 

 A jeśli się nad tym trochę zastanowić i pofilozofować, to można by powiedzieć, że ci, których myślenie jest wolne od problemów - ci mogą sami o czymś decydować.

Najprawdopodobniej są to ludzie wolni, nieskrępowani, niekarani. No bo kto siedzi w więzieniu? Jeśli takim dać swobodę decydowania, to zrobią coś złego. I dlatego właśnie im się stwarza problemy, żeby zająć ich umysły i żeby za dużo nie myśleli - żeby zajęli się przetrwaniem a może z czasem coś do nich dotrze. 

  Dotyczy to wszystkich obszarów. Na przykład trzecia część Shrimad Bhagavatam rozpatruje życie rodzinne - ona mówi na temat małżeństwa. Kiedy oni się kochają, to są szczęśliwi i mogą się zmieniać, chodzić wszędzie i nic im się nie dzieje, ale kiedy zaczynają się kłócić to Bóg zsyła im zewnętrznego wroga. Wtedy jednoczą się i broniąc się zaczynają zawierać przyjaźnie przeciwko komuś - ale to jest dla nich wybawienie. I wychodzi na to, że to ich niezadowolenie jest też wybawieniem, bo wtedy trzeba podjąć jakąś decyzję.

 To dlatego mocno podejrzewam, że gdyby niezadowolonym ludziom dano rozwiązanie wszystkich ich problemów, to po prostu usiedliby na kanapie i nic by nie robili. To są po prostu tacy leniwi ludzie. A tak przynajmniej idą naprzód i podejmują jakieś działania. Napisane jest w Bagawadgicie: "Jeśli ci coś powiem, to lepiej, żebyś to zrobił. Bo jeśli tego nie wykonasz to twoje ciało i tak zostanie zmuszone do tego, ale będziesz to czynił z niezadowoleniem - zatracisz siebie".

Niezadowolenie pojawia się wtedy gdy Bóg mu mówił, że trzeba to wykonać, ale on machnął ręką mówiąc: "może później - może to się jakoś tam samo rozwiąże, na razie może tak być". Wtedy ta sprawa nie była tak pilna, a teraz zrobił się z tego czerwony alarm, pojawia się na przykład wróg i zaczyna się jakaś wojna - a wtedy ci ludzie są oczywiście niezadowoleni. A jeśli do tego przywołać werset 1866 z Bhagavadgity to parafrazując to w związku z naszym tematem można powiedzieć: " 

, że bez względu na to, jak bardzo byłbyś niezadowolony z życia, to jeśli nagle otrzymasz jakiś sygnał od Boga, że ​​coś trzeba wykonać i ty to czynisz - tam w piśmie dosłownie jest to napisane: "poddaj się mi" czyli po prostu poddajesz się, wykonujesz i zapominasz o swoim zadowoleniu, niezadowoleniu to wtedy zostaniesz oczyszczony i natychmiast staniesz się zadowolony. Oczyścisz się, to znaczy wejdziesz w taki stan transcendentalny, kiedy będziesz  całkowicie wolny. 

No i jeśli weźmiemy pod uwagę takie słowa jak pesymista i optymista, to pesymiści są niezadowoleni, prawda? A dlaczego? Ponieważ oni nie są tylko niezadowoleni - oni są chronicznie niezadowoleni. Pesymizm to ich styl życia, ich pogląd na świat. Słowo pesymista pochodzi z łaciny i oznacza "najgorszy", a słowo optymista oznacza "najlepszy". 

 Tak więc, kto powstrzymuje ciebie przed byciem najlepszym? Jak trafnie zauważył Lew Tołstoj, bardzo mądry człowiek, powiedział, że problem nie tkwi w świecie, lecz w tobie samym. Jesteś niezadowolony z siebie. A dlaczego jesteś niezadowolony z siebie? Bo kiedy ktoś mówi: „Jestem niezadowolony z siebie”, to może to oznaczać niezadowolenie z mojej pozycji w społeczeństwie. Ktoś tam awansował, a mnie nie zauważono. Mam mniejszą pensję i tak dalej. Ona wyszła za mąż a mi się nie udaje. Wszyscy już chodzą parami a mną się nikt nie interesuje.

Albo boli mnie ciało. Spójrz na niego, jest taki przystojny, same mięśnie a ja od urodzenia jestem jakiś felerny, garbaty czy coś w tym stylu.

Jeśli człowiek będzie rozumiał, że jest przede wszystkim duszą, a to zewnętrzne jest dodatkiem i w zasadzie jest mało ważne to nie da się być niezadowolonym jako dusza. A jako najpiękniejsze nawet ciało może człowieka dopaść niezadowolenie.

 Tu w tej świątyni niedaleko, na ulicy Transformatorowej byli dwaj bracia bliźniacy.   A kiedy wychodzili, pokazywali jakieś pozy, to wyglądali po prostu olśniewająco. Oni są tak do siebie podobni, że ludzie ich mylą. Jeden ożenił się, jest szczęśliwy, a drugi nie może się ożenić i jest nieszczęśliwy. Do tego ma problemy ze zdrowiem. Bracia bliźniacy więc są bardzo do siebie podobni - całkowicie podobni - ale jest jeszcze coś nieuchwytnego w środku. Oni urodzili się razem, wszędzie chodzili razem, dorastali razem - teraz się na razie rozstali kiedy jeden z nich się ożenił.

Czyli, że środowisko w którym przebywali było jedno i to samo. Zatem otoczenie zewnętrzne nie ma z tym nic wspólnego.  Może ktoś był niezadowolony z siebie?  A może miał zbyt wygórowane wymagania? Może jest trochę zarozumiały?  

 Święty Jan z Kronsztadu mawiał, że ludzie dzielą się na sprawiedliwych, którzy uważają się za grzeszników, i na grzeszników, którzy uważają się za sprawiedliwych. A zatem, jeśli ja jestem sprawiedliwym człowiekiem, który uważa się za grzesznika, to wydaje mi się, że nie zasłużyłem na to co mnie otacza. Jak Bóg może mnie takiego w ogóle tolerować?  

 Natomiast temu grzesznikowi, który uważa się za sprawiedliwego, wszystko się nie podoba, wszystko jest jakoś nie tak - musi być jakoś lepiej. On jest niezadowolony zupełnie jak ta staruszka z bajki o złotej rybce. Cokolwiek by jej nie dali ona była ciągle niezadowolona. A kiedy wymagania takich ludzi zaczynają bezgranicznie rosnąć to po prostu jest im wszystko odbierane żeby mogli zacząć jakoś rozumieć realia.  

  No cóż, to wszystko. Nie chodzi o świat, nie o to czy ci się on podoba, czy nie, ale o twoje nastawienie do niego. Prawdopodobnie chodzi o to, w jaki sposób ja korzystam z tego świata. Być może, jeśli korzystam z niego nie dla siebie, a dla innych, to świat natychmiast przyjdzie mi z pomocą - wtedy wszystkie zasoby należą do ciebie, one się pojawiają i oczywiście będziesz zadowolony. Ale jeśli wykorzystujesz ten świat wyłącznie dla siebie.... a dla siebie nie możesz, to po prostu nie jest dozwolone. 

Dziękuję za uwagę.  

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=uSGuDNSb75I

niedziela, 18 października 2026

Ukryty wybór - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/Frq0ts1HTK8

 Cześć wszystkim, witajcie ludzie. Znowu odpowiadamy na pytania, jeśli jeszcze się nimi nie znudziliście.  Ja jeszcze się nimi nie znudziłem. Więc, pytanie numer jeden. Ukryty wybór. Jak działania w ciszy zmieniają nasze przeznaczenie? Aha. 

A jak one zmieniają? Co masz na myśli, mówiąc o ciszy? Prawdopodobnie chodzi o to, że nikt nie widzi, nikt nie reaguje, drugi mózg w żaden sposób nie wpływa swoim polem mentalnym na nasze działania, na nasz światopogląd. To znaczy, jesteśmy sami - wiadomo czy to nasze, czy nie nasze, czy też ktoś nas na to nakierował. 

 Na ogół przyzwyczailiśmy się myśleć, że nasze działania mają znaczenie, kiedy ktoś je widzi, kiedy ktoś o nich wie. Ktoś mi kiedyś powiedział: „Jak tylko uda mi się osiągnąć coś dobrego, to wszyscy moi znajomi od razu o tym wiedzą. No a kiedy coś mi się nie uda to powstrzymuję się od mówienia o tym.  

 Ale rzecz w tym, że ludzie zasadniczo lubią dzielić się nowinami, zwłaszcza nowinami o tym, co im się przydarzyło, albo gdy od razu jest kara lub nagroda, to wtedy to ma sens. Ale jeśli następuje we mnie jakaś zmiana, gdy ma miejsce jakaś zmiana w naszych działaniach, ale nie ma za to ani kary ani nagrody to wydaje nam się to mało istotne.

Czyli, że w jakiś sposób odrzucamy ciszę, ale właśnie tam - w tej ciszy jesteśmy prawdziwi, kiedy nikt nas nie obserwuje, kiedy nikt na nas nie wpływa.  

 Bo jeśli zmieniliśmy się w dobrą lub złą stronę, to jest to uwarunkowane przez tych, którzy są tam razem z nami - ale oni dziś są z nami a jutro ich nie ma. I jak mamy wtedy działać? Ale kiedy jesteśmy niezależni od swojego otoczenia...

a jasne jest, że niezależni od swojego otoczenia są wyłącznie ci ukształtowani już ludzie znający swoje przeznaczenie, tacy idą przez życie z Bogiem w sercu, a Bóg u nich po prostu wypełnia wszystko wokół. To nie oznacza braku szacunku dla innych, ale ja już mam swoje zdanie. 

Przychodzi mi teraz na myśl ten pisarz i reżyser Jewgienij Griszkowiec - przyjechał kiedyś do Zaporoża i wystawiał taki monodram pod tytułem: „Jak zjadłem psa”.  I  opowiadał o tym, jak wstąpił do wojska, jak go wysłali na rosyjską wyspę i jak tam było strasznie, oni go tam nastraszyli. On mówił o tym znęcaniu się w wojsku - o tej tak zwanej fali. 

 No i ci, którzy towarzyszyli temu nowemu poborowi do wojska... oni już tam swoje odsłużyli - to byli tak zwani dziadkowie, oni już inaczej nosili nakrycia głowy, ta ich czapka marynarska była tak z tyłu, pojęcia nie mam jak to się tam tak trzymało.

Zachowywali się po chamsku, chodzili w ten sposób - a jeden z nich miał ten wielki magnetofon i chodził tak po stacji, pilnując swoich ludzi i mrużąc oczy. Sprawdzał czy patrzą na niego, czy nie, chodził tak niedbale, nonszalancko. Jeśli na niego patrzą to znaczy, że wzbudza zainteresowanie, a jeśli nie patrzą to jaki w tym sens? 

Musimy się więc określić czy żyjemy dla Boga, dla siebie czy dla naszych bliźnich. Musimy zdecydować. Jeśli dla naszych bliźnich... oni dziś są a jutro...  No bo ja to ja, jakoś zostanę sam ze sobą. Już lepiej żyć na niższym poziomie ale dla bliźnich niż sam dla siebie, bo wtedy dla bliźnich nie przedstawia to żadnej wartości. 

 A jeśli zbudujemy taką hierarchię: 1. dla siebie, 2. dla innych i 3. dla Boga - to okazuje się, że dla siebie wcale nie powinniśmy. Kiedy jesteśmy dla Boga to  efektem ubocznym jest to, że czujemy się dobrze. Okazuje się więc, że ogólnie rzecz biorąc na próżno robimy to całe przedstawienie. I krótko mówiąc, główne zmiany w naszym życiu następują w tych momentach, kiedy nikt nas nie widzi,

 nikt nie słyszy, kiedy jesteśmy prawdziwi, dokładnie wtedy, gdy brak jest jakichś widzów z zewnątrz. Wtedy wybór jest czysty - czyste działanie. I nie jest to konieczne dobry wybór, bo mogę działać ze strachu, z egoizmu lub z prawda albo w wyniku jakiejś wewnętrznej powinności. Czyli, że jestem dobry, albo zły, ale jestem prawdziwy.  
  
 I każda taka - umownie to nazywając - "niewidoczna" decyzja pozostawia ślady - przy czym o wiele głębsze niż w chwilach gdy jestem widoczny. Na sanskrycie nazywa się to samskara i tworzy nowy wektor -  tworzy naszą następną przyszłość. 
 
 A my nawet nie zwracamy na to uwagi bo nasza koncentracja wtedy słabnie, rozluźniamy się i nawet już sami nie pamiętamy co czyniliśmy. Nie pamiętamy tego później a właśnie to ma wpływ na nasze życie. My oczekujemy, że nasze życie będzie kształtowane przez to jakie wrażenie wywołaliśmy na otoczeniu i na ile dobrze wypadliśmy w oczach ludzi.
 
Ale wtedy wydarzenia zaczynają nie pasować do naszych oczekiwań ponieważ Bóg jest w sercu - on patrzy i rozumie, jaki tak naprawdę jesteś i wie, że albo potrzebujesz takiego środowiska, albo w innym przypadku potrzebne są inne okoliczności i inna sytuacja.
 
 A to co opowiedziałeś wszystkim ludziom wokół nie ma większego znaczenia.  Swoją drogą ludzie zazwyczaj wyczuwają i natychmiast wiedzą, czy jesteś obłudnikiem czy nie jesteś. I z obłudnikami nikt nie ma ochoty mieć do czynienia.
   
W pismach wedyjskich jest taka opowieść o biednym braminie. Ten biedny bramin, biedny człowiek nie miał nawet co położyć na ołtarz kiedy chodził do świątyni. Na ołtarzu kładzie się różne datki, a on nawet kwiatka nie miał. Brał co mu dają, ale od siebie nic nie był w stanie.
 
 A potem zdecydował, jak to zrobić - stwierdził, że trzeba coś wymyślić. Zaczął chodzić w odosobnienie, samotnie do lasu i tam zaczął sobie wyobrażać - w myślach zaczął składać ofiary z owoców albo kwiatków, układał je w ten sposób na ołtarzu. W wyobraźni kładł na ołtarz jakąś tam czystą wodę ze świętego źródła i i zaczął codziennie takie właśnie praktyki na osobności. Codziennie chodził sam do lasu, zamykał oczy i wyobrażał sobie to wszystko, że składa takie ofiary. 
 
 A w tradycji wedyjskiej jest tak, że kiedy gotujesz sobie jedzenie to troszkę odkładasz na ołtarzu z tego głównego garnka. To jest poczęstunek dla bóstw, żeby one też poczuły ten zapach i skosztowały tej potrawy. To nosi nazwę Maha Prasad - uświęcenie pokarmu.
 
  No i ten mnich w wyobraźni wykonywał to wszystko, był przekonany, że to ofiary dla prawdziwych Bogów - w myślach palcem sprawdzał czy ryż nie jest czasem za gorący i wszystko było na tyle realne, że sobie ten palec poparzył i palec mu faktycznie opuchł. 
 
  Było to potwierdzenie, że te wyższe siły przyjęły ten jego niewidzialny dar - a to w wyniku jego szczerości i głębokich motywów tego co on tam czynił w samotności. Te rytuały w wyobraźni okazały się bardziej realne niż jakieś zewnętrzne.
 
W Biblii jest powiedziane: "Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw". Bo to jest tak: jeśli coś wykonałem i nikt tego nie zauważył to wtedy pojawia się chęć, żeby się tym pochwalić. I ja wtedy szarpię ludzi za rękaw i mówię: „Spójrz, widzisz, jak dobrze sobie z tym poradziłem? Zobacz. Oceń to, zobacz jak sobie radzę" - i zaczynam opowiadać jakie to było dla mnie trudne.

 No i kiedy tak opowiadam to tych powiedzmy 20 ludzi oceni to i na tym koniec.  Lecz jeśli ja sam to ocenię - jest napisane w Księdze rodzaju: "A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" - więc kiedy stajemy się podobni Bogu i oceniamy, że to jest bardzo dobre to wtedy dzieje się tak jakby na mnie rzucono klątwę. Wtedy wszyscy obok tego chodzą - ja o tym wszystkim opowiadam a nikt tego nie zauważa, bo już miała miejsce ocena. Jedno działanie i jedna ocena.
  A jeśli ja sam nie wydałem oceny to wtedy mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem i moje działanie oceni tych powiedzmy 20 ludzi. Wtedy już płynie do mnie więcej błogosławieństw, bo uwaga innych ludzi, ich energia itd - każdy inaczej wyobraża sobie te korzyści.
 
  Lecz jeśli ktoś nawet zauważy, że coś zrobiłem, czegoś dokonałem a ja odpowiem: „Nie - to tak po prostu jakoś samo wyszło, to po prostu mój obowiązek i każdy na moim miejscu zrobiłby to samo i tak dalej”, to wtedy Bóg ocenia to działanie - wtedy to on jest takim oceniającym. I w rezultacie Bóg daje nam swego rodzaju wolność. 
 
 Bo jeśli oceniłem ja albo ocenił ktoś inny to są to relacje karmiczne. Skoro następuje "wycena" to pojawiają się pojęcia dobre lub złe, natomiast Bóg ocenia inaczej. U Boga brak jest związku przyczynowo-skutkowego. Jego ocena zarzuca na mnie jakąś niewidzialną sieć, która unieważnia te związki przyczynowo -skutkowe i ja zaczynam czuć się wolny.  I wtedy w moim życiu zaczynają pojawiać się prawdziwe cuda. ​Tak po prostu. 
 
 No, na przykład, spójrzmy na świętego Serafina z Sarowa, kiedy przyszedł do niego jakiś pielgrzym, jakiś kupiec przyniósł mu coś w prezencie, ten kupiec na coś tam narzekał. Serafin powiedział: „No to się pomódlmy”. Oni modlili się, a święty Serafin z Sarowa zaczął lewitować. Gdzieś tam, o pół metra, metr, uniósł się w tej swojej małej chatce, w której mieszkał.  
 
 A kiedy ten kupiec to zobaczył, to Serafin powiedział: „tylko nie mów nikomu”. Ale skoro wam mówię to najwyraźniej ten kupiec się wygadał. To jest w ogóle cecha tych wszystkich świętych, że oni nikomu nie mówią o swoich cudach. To jest taka ich intymna relacja z Bogiem - a nawet jeśli się pochwalisz to inni nie uwierzą.
 
Jezus się nie przechwalał. Było wręcz przeciwnie, istnieje opis jak uzdrowił opętanego i przekierował te złe duchy w stado świń, a potem nakazał temu opętanemu człowiekowi, żeby nikomu o tym nie mówił.
 
  No ale ten poszedł i też wszystkim o tym opowiedział. A dlaczego Jezus mówił, że nie należy tego rozgłaszać? Był też taki człowiek, który biegał przez rzekę, bo za daleko mu było chodzić naokoło. On chodził po wodzie wczesnym porankiem kiedy jeszcze wszyscy śpią, ale ktoś to zauważył a on potem wprost błagał, żeby nikomu o tym nie rozpowiadać.
 
Dlaczego oni się nie przechwalają? Dlaczego proszą aby nie opowiadać o tych cudach? Bo oni się boją oceny ludzi, boją się własnej oceny - oni chcą być oceniani wyłącznie przez Boga, być błogosławieni przez Boga. Wtedy mogą swobodnie biegać, lewitować i tak dalej, bo wtedy pozbywam się  tego cudu i znów spadam na poziom przyczyny i skutku.
 
Bóg błogosławi wolność a Szatan monetyzuje te swoje dzieła - pod względem karmicznym jest to absolutnie sprawiedliwie, to znaczy szatan dewaluuje. Ja wtedy przestaję otrzymywać ten cud. 
 
Tak więc wybór pod presją ze strony publiczności, właściwie to on nawet nie jest wyborem. Tylko działania w ciszy mogą zmienić nasze przeznaczenie. A co to znaczy zmienić przeznaczenie? Wtedy stajemy się całkowicie wolni. 
 
To wszystko - dziękuję.
 

czwartek, 15 października 2026

Stanie sie wam według wiary waszej - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/-VTO-acqr_k

Witajcie drodzy ludzie. Wreszcie udało mi sie dojechać. W przeciwnym razie wszystko musiałoby się odbyć zaoczne. [śmiech] 

 Dzień dobry. Proponuję więc analizę pewnego fragmentu z Ewangelii Mateusza: "Według wiary waszej niech wam się stanie". To są słowa Jezusa . 

 Dobrze, zapisze sobie: "według waszej wiary... bardzo dobrze.

Na przykład znajduję się w epicentrum działań wojennych i uważam, że nic mi się nie stanie a drugi znów lamentuje mówiąc, że wszystko idzie w złym kierunku, że wszystko zostanie zniszczone.

 Kluczowe słowo w tym cytacie z Biblii to "stanie się". Bo jeśli wierzyć temu co mówili święci ojcowie kościoła to wiara jest taką łyżką za pomocą której czerpiemy ze świata niewidzialnego. 

Istnieje świat widzialny - ktoś w nim w coś wierzył, to wpadło tutaj i zmaterializowało się. Tam ma miejsce cały proces tego materializowania się. Wygłosiłem kiedyś wykład pod tytułem "Boski kwadrylion" wyjaśniając jak to się materializuje. Tam następują cztery etapy jeden za drugim - a teraz widzimy to, nie musisz wierzyć, możesz tego dotknąć, powąchać, zjeść, coś z tym zrobić.

A to dlatego, że ktoś już w tym uczestniczył. Wiara nie jest do tego potrzebna. Ale to, co wciąż trwa, i ciągle na nas spada będzie nadal spadać. Czy chcemy w to wierzyć, czy nie - to i tak to będzie spadać.  

 Ale kiedy mam na myśli wiarę, oznacza to przede wszystkim wiarę w Boga, wiarę, że wszystko będzie dobrze - bo wiara to nie jest przecież coś negatywnego. Negatywnym analogiem wiary jest strach. To jest absolutna wiara, że ​​wszystko będzie źle.  

A przecież nie wiem, co się stanie. Wiara też nie wie, co się stanie - ona po prostu wie, że wszystko będzie dobrze. A jak będzie? Będzie tak jak się nawet nie spodziewam, bo Bóg zawsze stwarza tylko nowe rzeczy - a jak wygląda to nowe nie mam pojęcia. Będzie jakieś polepszenie.

Bo jeśli coś tam spada z nieba na ludzi którzy w nic nie wierzą - a oni się czegoś boją to wtedy ta rzeczywistość zaczyna się wypaczać, jak w horrorze, i pojawiają się złe wydarzenia, albo źli ludzie  - ci przestraszeni ludzie tworzą te sytuacje, oni sami je kształtują. To właśnie czyni strach. 

  I to nie jest nic nowego, bo oni opierają się na tym w co wierzą, oni boją się. Bo strach to też wiara, prawda? Boją się, bo coś się gdzieś wydarzyło, coś usłyszeli, może ktoś im to narysował, może przeczytali książkę, albo dotarła do nich jakaś informacja. 

A nawet jeśli uwierzą w dobrą przeszłość, a dobra przeszłość to trup, to martwe zwłoki. No i to coś świeżego upada, to ludzie wtedy naciągają na to tego trupa, no i to coś wcale nie ma zapachu fiołków, to zaczyna strasznie śmierdzieć.

A my wtedy mówimy: „Jak to możliwe? Kiedyś było dobrze, ale teraz takie coś?" Nic starego nie wraca. Owszem, nie ma nic nowego pod słońcem, ale wszystko jest jak w kalejdoskopie.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że ten, kto nie żałuje utraty Związku Radzieckiego, nie ma serca. Ale ten, kto wierzy, że on powróci, nie ma mózgu. Jakiś jego analog powróci, ale to nie będzie już jak Związek Radziecki, to będzie czymś innym. Nic się nie powtarza.

 Konflikty się nie powtarzają, ale dobre rzeczy też się nie powtarzają. Cóż, w zależności od poziomu świadomości przychodzą do nas inne próby - inne sprawdziany.  

 Zatem powtórzę nasz temat: "stanie się wam zgodnie z waszą wiarą". Nasz fundament jest następujący: jest świat widoczny, który już upadł. Karma już dojrzała - ma miejsce reakcja karmiczna. Istnieje również świat niewidzialny i możemy na niego wpływać, gdy się zbliża. On jeszcze nie upadł i możemy wpływać tą naszą wiarą. 

Jak go ukształtować? Nie jesteśmy w stanie tego czynić i nie jest to konieczne. A jak na niego wpływać? No cóż, poczytajmy co mówili apostołowie: „Nie wiemy jak to jest, ale cudowne są  Twoje dzieła, Panie”. Nie rozumiemy jak. 

 Dlaczego?  Cóż, Są tam dwie rzeczy. Po pierwsze, ponieważ to pochodzi od Boga, a On nie jest związany prawem przyczyny i skutku. Dlatego nie możemy tego zrozumieć. 

Po drugie dlatego, że to jest nowe. Nie mieliśmy dotąd tego doświadczenia. Słyszeliście pewnie taką mądrość: "nic nowego pod słońcem". Jeden człowiek ma taki los, inny ma inny los, ale dla nich to jest nowe. 

Czyli, że Bóg nie przewidział dla mnie niczego takiego co już kiedyś miałem, ponieważ On potrzebuje jakiejś nowej reakcji z mojej strony.  

 Ostatecznie On potrzebuje reakcji, która jest uniwersalna na wszystko. To jest ten rodzaj miłości, takiej miłości i całkowitego zaufania - pełnej wiary. I wtedy nie boję się niczego, wszystko jest w porządku.

   A kiedy się boimy, to stajemy się szaleni. Wtedy zaczynamy bać się własnego cienia. Kiedyś się mawiało: "Bój się Boga!" - ta tak zwana bojaźń Boża to sumienie człowieka. Mawiało się też "bogobojność". Powiadało się: "ten kto nie boi się Boga będzie bał się własnego cienia".

Natomiast ten kto ma tę bojaźń Bożą, komu sumienie podpowiedziało - ten to wykona pomimo tego, że jest to niewygodne, nawet jeśli może to być niebezpieczne, ale boję się tego zepsuć. Wtedy jestem nieustraszony we wszystkim innym. Nieustraszony we wszystkim poza tym moim konkretnym zadaniem. I wtedy wszystko jest ze mną w porządku. Ponieważ to właśnie sumienie jest tym połączeniem. 

 Mamy więc konkretną wiarę. Tak więc księga Shri Upanishad mówi, że ompurnam. To znaczy, że skoro już się tu wcieliłem, to mam jakieś zadanie, mam zadanie do własnego przekwalifikowania, mam zadanie do zrobienia czegoś. I do tego otrzymuję wszystko - wszelkie składniki, że tak to ujmę a więc ciało, zdrowie, wszystko, co jest dane, wszelkie narzędzia.

 Ale jest to dane w dwóch wersjach - w dwóch pakietach społecznych. Jeden pakiet, który już tu jest nazywa się to dziedzictwem.  To jest dziedzictwo czyli przyjaciel mi coś dał, dali mi rodzice. Wygląda to tak, że ja tu przybyłem, a ktoś już zbudował dom. Nie ja go zbudowałem.

A druga rzecz to to, co jest w drodze. I to jest ważniejsze, bo  komuś to już się wysłużyło,  ktoś to przyciągnął i w jakiś sposób wykorzystał. Ja jestem już jak baza. A mój cel, moje przeznaczenie tutaj jest ściśle związany nie z dziedzictwem, ale z tym, co przychodzi - z tym co przyciąga moja wiara i co się tu materializuje.

To na przykład nowa muzyka, nowe formuły, to może być jakaś rewolucja, która się gdzieś wydarzyła - dokonałeś czegoś, co sprawiło, że cały świat cię zauważył.  

No bo czy widzieliście kiedyś aby człowiek zasłynął z tego, że jest zbieraczem złomu czy nawet antykwariuszem? On na przykład coś zebrał - nawet jeśli to jest jakiś numizmatyk i skompletował jakąś tam kolekcję to czy ludzie znają powszechnie jego nazwisko? Sławni są ci, którzy to stworzyli. 

 Na przykład Leonardo da Vinci. Przecież nie znamy dyrektora tego muzeum, w którym te dzieła wiszą, ale wiemy kim był Leonardo da Vinci. To właśnie sprawia przeznaczenie - ono jest związane z tym, co niewidzialne, i ogólnie rzecz biorąc bez wiary jest to nieosiągalne. 

 A wiara musi rosnąć, wciąż rosnąć. My posiadamy tę wiarę w zalążku. Nasza wiara jest taka krótkoterminowa - na przykład poszedłem na przystanek i mam wiarę, że niedługo przyjedzie autobus. Spoglądam na te kratki wiszącego tam rozkładu jazdy i wierzę w to. Autobus czasami przyjeżdża a czasami nie ale ja nie jestem zaskoczony. Gdybym nie miał wiary to nie jeździłbym autobusem tylko chodził pieszo, prawda? 

 Mam taką wiarę. A ta wiara jest poparta jakimiś autorytatywnymi źródłami, bo mówili o tym w gazecie, mówili o tym w telewizji i wierzę im. Albo powiedział to osobiście sąsiad. 

 Ale praktyka pokazuje, że wszystkie te źródła mogą się pewnego dnia pomylić i popełnić błąd z przyczyn od nich niezależnych. Ale istnieje jedno źródło wewnątrz  nas, Duch Święty lub inaczej Paramatma, który nigdy nie może się pomylić. 

Te zewnętrzne źródła są również niezbędne do komunikacji, ale musimy przejść do tego, co wewnętrzne. Te zewnętrzne źródła służą do tego, co już tu upadło i już istnieje, one dotyczą tego dziedzictwa. Nawet to, że mieszkam w mieście, to również moje dziedzictwo. Nikt mi go nie podarował, ale ja się po nim przemieszczam.

  To jest dziedzictwo, prawda? A ty co tutaj czynisz? I w tym wspólnym dziedzictwie  żyją wszelkiego rodzaju ludzie. Ci, którzy wciąż czerpią z niewidzialnego świata, żyją dobrze. Natomiast ci, którzy żyją wyłącznie w dziedzictwie, żyją źle, ponieważ brakuje im tego zasilania - ich to nie interesuje. Ich charakter się pogarsza. I tak dalej, i tak dalej.   

A to dlatego, że kiedy bierzemy coś ze świata niewidzialnego, to te rzeczy, są jak podarunki od Boga, one są przesiąknięte, a nasza świadomość się zmienia.  

Czy wiecie dlaczego, na przykład pigułki na niektórych ludzi działają, a na innych już nie? Bo nastał czas, żeby przenieśli się na nowy poziom świadomości. Przychodzą na przykład do jakiejś staruszki, a ona macha im przed twarzą nożem albo na przykład jakimś wrzecionem i człowiek jest wyleczony. 

I to też nie jest jeszcze Bóg - nie, to może być jakiś przesąd, może to być jakiś tam szamanizm. Ale ponieważ człowiek wierzy, że istnieje coś więcej niż to, czego może dotknąć rękami, to dzięki temu zostaje uzdrowiony. 

Ale nadchodzi czas, kiedy nawet taka staruszka nie może mu pomóc. I w ten sposób go popychają w tym kierunku, nakierowują tam gdzie może działać wyłącznie wiara w prawdziwe cuda. I właśnie tam zaczyna się prawdziwe życie.

Dziękuję. 

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=2uvAdZtkIdA

poniedziałek, 12 października 2026

Fałszywe światło - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/XqnMSqFwfAI

Witajcie ludzie - mamy dziś pytania i odpowiedzi.  Temat numer sześć. Fałszywe światło . Pytanie: Dlaczego przyjemnie jest uważać się za lepszego od innych? I jak odróżnić prawdziwe doświadczenie duchowe od pychy? właśnie tak - doświadczenie duchowe od pychy.  

 Wiecie - taki subtelny grzech niewiele różni się od cnót -  przynajmniej trudno to rozróżnić. I ludzie pytają: Gdzie jest ta cienka granica? Gdzie jest ta subtelna granica pomiędzy pychą a doświadczeniem duchowym?  To przecież jest otchłań! prawdziwa otchłań. 

Ale jeśli ustawisz piramidę w ten sposób, to taka piramida obrazuje nam  przyczynę i skutek w świecie materialnym. Na samym dole mogą minąć całe lata zanim nastąpi skutek, ale im wyżej się wznosisz, tym reakcja przychodzi szybciej. Coraz szybciej pojawia się przyczyna i skutek. A na samym szczycie przyczyna i skutek pojawiają się niemal od razu a potem po prostu się łączą - i to właśnie nazywają cudem. 

 Ale może też istnieć fałszywe światło - ten cud może też mieć pochodzenie techniczne. I spójrzcie, wszystkie cuda pochodzące od Szatana są techniczne. To znaczy, jeśli uważamy, że cud to przejście od fizyki Newtona do fizyki Einsteina, to tak nie jest. To również fizyka ale na innym poziomie. 

 Mówi się, że w materialnym wszechświecie istnieją tak zwane sidha loki, gdzie wszyscy ludzie latają, teleportują się i tak dalej - taka tam jest doskonałość, ich waga może się zmieniać - tam jest to po prostu normalna rzecz - powszedniość, po prostu codzienne życie. To, co się tu wykonuje przez całe życie tam osiąga się znacznie szybciej. Tam jest taki poziom planet, ale to jest materialne, to nie jest żaden cud.  

No i Szatan daje nam te techniczne rzeczy, ale zabiera nam coś transcendentalnego, coś prawdziwie wiecznego. To tak samo jak kiedyś oszukano Indian odkupując od nich ziemię za jakieś tam porcelanowe spodki lub szklane kulki - za coś co można było kupić w każdym sklepie z porcelaną w Europie.  

 Dali im to a Indianie powiedzieli: „Och, co to za cud, jakie to interesujące. Och, ten szelest papieru". No wiecie, po prostu dzikusy. I my też jesteśmy jak dzikusy, a to jest po prostu kolejny - inny poziom cywilizacji. I pewnego dnia możemy do niego dotrzeć, albo możemy teleportować się stąd bezpośrednio do świata duchowego. To też nie jest wykluczone. 

  Jesteśmy przyzwyczajani do tego fałszywego, subtelnego światła. A czym  różni się to swiatło subtelnej materii od prawdziwie duchowego? Najważniejsze, żeby ich nie mylić. Nie ma w nim nic złego. Nie ma nic złego w sidhach - oni się czasami pojawiają.  

Istnieje sakramentalna tajemnica i istnieje również magia. Tajemnica pojawia się wtedy gdy o coś prosisz a potem zupełnie niespodziewanie, w nieplanowany sposób, coś przychodzi, - pojawia się rozwiązanie pewnych problemów. 

Natomiast w magii wszystko wiesz na pewno - musisz zrobić to, to i tamto. To znaczy, istnieją pewne regulaminy i na pewno to otrzymasz. Wszystko jest opisane. Musisz spytać tego czy tamtego ducha - złego lub dobrego, to nie ma znaczenia.   

A dlaczego tak miło jest myśleć o sobie jako o kimś lepszym od innych? Po pierwsze, ja nie zgadzam się z tym, że to jest takie miłe - to jest raczej bezpieczne. Myśmy przywykli myśleć, że całe niebezpieczeństwo jest gdzieś tam na dole, pod nami; nie spodziewamy się niczego niebezpiecznego z góry - tam nie będzie żadnego podstępu . Wspiąłeś się gdzieś tam na wysokie drzewo i spoglądasz z góry ale niebezpieczeństwo może czyhać wszędzie. Jakiś sęp może przylecieć i cię dziobnąć czy coś podobnego. Bycie wyżej niekoniecznie oznacza bycie kimś lepszym od innych. Ale możesz być lepszy, no, pod względem pewnych cech. Masz na przykład dłuższe nogi, ostrzejsze zęby, jesteś mądrzejszy i tam gdzie inni by zginęli, ty możesz uczyć się na ich błędach. No i tyle. To jedynie czysto zwierzęca przyjemność. Ale w rzeczywistości za tym wszystkim kryje się strach. 

 No i kolejna rzecz:  miło jest uważać się za lepszego od innych. To nazywa się pychą lub zarozumialstwem - prawda? Pycha to psychologia upokorzonego człowieka. Jak ona się pojawia?  Wymieniam w tej chwili objawy fałszywego światła, bo tak naprawdę szczerze mówiąc, nie potrafię nawet nazwać żadnych objawów prawdziwego światła.

 Światło fałszywe jest skategoryzowane, uporządkowane, można to nazwać tak, można to nazwać inaczej. To się nazywa magia. Przeczytajcie sobie kilka książek doktora Papusa. Wszystko tam jest konkretnie uporządkowane i wyjaśnione. 

 A tak przy okazji, okazuje się, że magia może być również używana w dobrych sytuacjach, prawda? Papus powiada, że magia to nauka o miłości. 

Natomiast Boska ingerencja następuje tak, że jeśli masz problem to On go po prostu rozwiązuje - przy czym to rozwiązanie nigdy się nigdzie indziej nie powtórzy. Dlatego nie można tego, zapakować i odłożyć na jakąś półkę, żeby nasi potomkowie mogli uczyć się z tego przykładu i powtarzać. 

 A to dlatego, że Bóg mówi: „Stwarzam wszystko, tylko nowe, zawsze nowe”. Dlatego nic nie można  o tym powiedzieć - tak samo nic nie można powiedzieć o miłości. Jest napisane w Biblii: „Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, ani tego, ani tego, ani tamtego”. Ale to co pozostaje jest miłością.  

Czyli, że możemy jakoś ją określić poprzez eliminację przeciwieństw - poprzez definiowanie tego czym ona nie jest - z tego właśnie korzystamy. 

I chyba rozdział trzynasty mówi o miłości, tak jest tam napisane. My również użyjemy tego przeciwieństwa i będziemy mówić o tym co nie jest prawdziwym światłem.

 Jeśli na przykład zacząłeś się pysznić, że jesteś tak bardzo uduchowiony to wpadłeś w pułapkę. Pycha nas zatrzymuje. Gdy tylko poczułeś że inni są gorsi od ciebie, to już koniec. W Mahabharacie jest taki opis kiedy postanowili to sprawdzić - było dwóch kandydatów do tronu władcy całego świata. Wtedy Ziemia była politycznie globalna. I nawet wszystkie te miejsca są tam opisane. Opisana jest Syberia, są opisy gdzie była centralna Rosja, gdzie żyli ludzi z rzadkimi brodami - to znaczy włosy nie rosły im na twarzy. To był mniej więcej Tybet, są opisy gdzie jest Francja, - wszystko tam jest opisane. 

I tam byli ci dwaj Duryoudhana i Judhiszhira -  ten drugi był że tak to ujmę z frakcji Pandawów, a Duryodhana z frakcji Kaurawa. No i guru wysłał im taką listę na której mieli zapisać kto jest wyżej od ciebie, kto niżej. Dał im nakaz: zrób taką listę.  Tych pośrednich ludzi zapisywać im nie kazał.

 Obaj ci kandydaci ruszyli w podróż i Duryodhana stwierdził, że nie znalazł nikogo lepszego od siebie - stwierdził, że on jest ponad nimi wszystkimi. A Yudhishhira poszedł i zobaczył, że jest niżej od nich wszystkich.

Duchowe światło wyrównuje wszystkich, a ty już się nie porównujesz, nie ma już w tobie tego pragnienia konkurencji, ponieważ przeznaczenie w ogóle nie konkuruje z nikim. Ono jest wyjątkowe, tylko twoje i nikt inny takiego nie będzie miał. Nie ma konkurencji. Nie ma potrzeby ścigać się wspinając na jakiś wierzchołek społecznej piramidy. Nie potrzebujesz tego wszystkiego. 

 I oto ta teoria luster, więc patrzę i porównuję i widzę swoje odbicie. A lustra, zauważcie odbijają wyłącznie twoje największe niedostatki. Mówisz: „Wiem, jak wykonać to, ale on wie ode mnie mniej”. Zatem po pierwsze porównujesz, prawda? Porównujesz swoje mocne strony, ale on może mieć inną mocną stronę. Więc on już przegrywa, co oznacza, że ​​jest kiepski. Albo, spójrzcie na to jak on się źle zachowuje? Czyli, że on odbija mnie jak lustro.  Tak więc ta teoria lustra przestaje istnieć, kiedy zaczynam karmić się swoim przeznaczeniem, widzę swój cel życiowy i zaczynam dostrzegać cele innych ludzi, a oni nie są moimi konkurentami. 

 I dlatego rozumiem, że żadne przeznaczenie nie może przewyższyć innego przeznaczenia. I Yuthishhira dostrzegał w każdym człowieku wyższe cechy, którym nie był w stanie dorównać. Natomiast Duryoudhana tego nie dostrzegał. On widział coś przeciętnego, standardowy zestaw cech lub nawyków jakimi powinni władać ludzie i on ich w tym przewyższał. 

No i nawiasem mówiąc, porównywał tylko to, co uważał za wartościowe. A co my uważamy za wartościowe? Zazwyczaj uważamy za wartościowe to, co potrafimy robić dobrze. A jeśli potrafimy coś zrobić źle, to nie uważamy tego za wartościowe. Dlatego nawet nie używamy tego jako wzoru do porównywania z innymi.  Ten człowiek włada taka umiejętnością, ale to dla nas nie ma znaczenia, bo inaczej pycha poczułaby się dotknięta.  

No i przede wszystkim pychy nie da się ukryć. To jedyna wada o której ludzie mówią: „No cóż, jestem taki/taka”. Ludzie szczycą się tym czego powinni się wstydzić. 

  Na przykład, chcę otworzyć jakąś firmę, jakieś biuro, jakąś produkcję, a tego nie ma w moim przeznaczeniu. Mam coś innego jako życiowy cel. Próbuję raz, drugi i  dzięki Bogu wszystko to się nieustannie rozpada. I za każdym razem, gdy próbuję zaczynają się poważne kłopoty - z tym, że za każdym razem te przeszkody ą coraz poważniejsze. I za każdym kolejnym guzem jaki sobie przyprawiam narasta we mnie ból. Ten poziom jest coraz wyższy i w końcu widzę kolejną przeszkodę i zdaję sobie sprawę, że tym razem ona mnie zabije a ja po prostu przestanę szanować siebie, a Kryszna na to nie pozwala.  

 I wtedy Bóg mi daje pychę jako znieczulenie. Zaczynam się pysznić nie tym, że coś tam osiągnąłem ale tym, że ja nie potrzebuję żadnej firmy, że biznesami zajmują się wyłącznie ludzie absolutnie nieduchowi,  

 Zaczynam nawet nimi gardzić i robiąc to, ratuję siebie. Bo jeśli zacznę zupełnie się kajać i przejawiać skruchę to po prostu zatrzymam swój postęp i zaczynam iść w innym kierunku. Ale jestem dumny właśnie z tego gdzie odnoszę porażkę. To znaczy, pycha to psychologia człowieka już upokorzonego, poniżonego. Taki ktoś mówi: „wszystko jest ze mną w porządku. Właściwie po prostu mi to niepotrzebne." A pycha ratuje go na jakiś czas. 

Nie będę już opowiadał jak pozbyć się zarozumialstwa. Psychologowie napisali o tym ogromne traktaty.  

 Zatem po pierwsze, to nie jest cienka granica — to przepaść między nimi. To nie jest przyjemne lecz bezpieczne. To jest psychologia człowieka upokorzonego, poniżonego.

 A kiedy nie emanujesz fałszywym światłem, ale takim autentycznym, to zaczynasz być bardzo rozchwytywany, bo jesteś ekskluzywny. Wtedy pachniesz świeżością - nie jesteś jakąś kopią poskładaną z tego co wykonali inni. Tak w ogóle to przyroda jakoś nie chce, żeby takie duplikaty długo żyły w tym świecie. 

Będąc dzieckiem czytałem kiedyś bardzo dużo literatury science fiction, to była książka a może nawet widziałem film oparty na powieści braciach Strugackich - chyba jednak film, Akcja toczy się w średniowieczu. Jest tam miasto, i wszyscy jego mieszkańcy zostaną zabici. Będą dosłownie ukamienowani.

 Ale tam, w mieście żyje jakiś mistrz, taki mózg, potężny umysł. On ma jakąś dawną księgę - jak to się mówi "wyprzedził swój czas". On jest tam takim uczonym mędrcem. I miał tam swojego ucznia - pomocnika, takiego asystenta: "podaj - przynieś".

No i bohaterowie powieści przylecieli tam i mieli zadanie zabrać tego człowieka zanim wszyscy zostaną pozabijani tymi kamieniami. 

 Chcieli więc wziąć tego mistrza, tego jakiegoś tam czarownika - alchemika i nie wiem już w jaki sposób to zmierzyli , ale zdali sobie sprawę, że powinni wziąć nie jego, ale tego ucznia, który był tak kochającą duszą, która rozumie w głębi serca więcej niż wszystkie te napisane tomy. 

  I w rezultacie wzięli tego chłopca. To znaczy, jego poziom miłości był nieporównywalnie wyższy od wszystkich wokół - w tym również od tego alchemika.  Na zewnątrz tego nie widać. Ale wewnętrznie... po ich zachowaniu, "po owocach ich poznacie" jak uczył Jezus. 

 Zdarza się, że ktoś przeczytał mnóstwo książek, wziął udział w wielu kursach, sesjach coachingowych i pozornie zrozumiał wszystko dotyczące Adwajtawedanty, tantry, buddyzmu i tak dalej. Ale w rzeczywistości rozrosło się jego ogromne ego, które nie mieści się w drzwiach. A potem pojawia się w nim takie uczucie: "ja się obudziłem, a wszyscy wokół mnie śpią. Jestem tu, świadomy, a wszyscy inni są nieświadomi. Ja osiągnąłem samo-identyfikację, a wszyscy wokół mnie jeszcze nie rozumieją, kim są".

 No a potem taki człowiek doświadcza swego rodzaju przyjemności, takiego uniesienia, odlotu jak to się teraz powszechnie mówi z powodu tej swojej wyjątkowości, ponieważ on jest lepszy od innych i myśli, że to właśnie znaczy być w kontakcie z duchem, że to oznacza być natchnionym. 

Już chyba wiecie co chcę powiedzieć. Prawdziwie duchowi ludzie, dokonują czegoś dobrego w historii i pozostawiają po sobie mnóstwo uczniów, którzy czasami nawet ich przewyższają. 

  Na przykład Che Guevara. Słyszałem wielu polityków, którzy mówili: „Ci ludzie są tak nieświadomi - to jest dosłownie bydło. I dlatego są uciskani, poddawani ludobójstwu. Oni nawet nie potrafią porządnie zastrajkować". 

 A Che Guevara powiedział: „Nie”. Che Guevara, zrobił coś konkretnego, prawda? Nie zrobił tego tylko na Kubie, ale zrobił to w południowej Ameryce, Angoli, Mozambiku, wszystkich tych miejscach,- zrobił wiele, chciał wyzwolić całą Amerykę Południową, od amerykańskiego ucisku, ponieważ Amerykanie po prostu postrzegali ich jako swoich niewolników, i tyle. 

 A on chciał, żeby powstały jakieś niepodległe państwa. I odniósł sukces - udało mu się to. Amerykanie go w końcu zabili, ale to nie oznacza, że zakończył swoją misję.  Właściwie nie da się go zabić. Wszyscy kochają Che Guevarę. Ale co najważniejsze, powiedział, że jeśli ludzie się przebudzili, to są zawsze gotowi. On wierzył w ludzi i ludzie się zbuntowali. Mówił coś wiele razy przez radio i ludzie się zbuntowali, obalili rząd, potem spędzili czas w więzieniu. A za drugim razem się udało - on się nie cofał.

Był też ktoś taki w krajach bałtyckich, nie pamiętam dokładnie, w którym. Kraje bałtyckie, Litwa a może Łotwa - był tam jakiś nauczyciel. Jego nazwisko krążyło po sieci - po prostu, kiedy jego uczniowie do niego przychodzili, to wszyscy kończyli studia ze złotymi medalami. On im wpajał, że jesteście świetni, jesteście orłami. A ludzie, którzy do niego trafiali byli przeciętni - dosłownie brani losowo.  I wszyscy ze złotymi medalami.

 Albo ten sławny Makarenko - brał pod opiekę szumowiny, genetyczne śmieci, można powiedzieć porzucone dzieci albo dzieci wojny. I te dzieci ulicy, które już czasami zetknęły się z przestępczością zmienił w porządnych ludzi.

 Ukształtował z nich porządnych duchowo zaadaptowanych ludzi. Ale on w nich wierzył, po prostu wierzył w nich. Tutaj nawet działa efekt placebo, kiedy pewnemu nauczycielowi powiedzieli : „Wybraliśmy dla ciebie specjalną klasę dzieci uzdolnionych - przebadaliśmy całą ich genetykę, zbadaliśmy ich dziedziczność”. 

 I ten ich prowadził - a on był zwykłym nauczycielem, ale traktował tych uczniów jak przyszłych luminarzy nauki. I wszyscy oni też ukończyli studia. On po prostu w nich wierzył. I dlatego tak wiele z tego przebudzenia lub nie przebudzenia ludzi, zależy od przywódców - czy to będą politycy, naukowcy, nauczyciele, czy ktokolwiek inny -  ludzie, którzy wierzą w te masy. Oni w ten sposób wlewają w ludzi tę wiarę.  

  A wracając do  pychy: ci pyszni mówią: „my jesteśmy tutaj, a wy musicie jeszcze długo wzrastać i się rozwijać" -bo po prostu wygodnie im być na szczycie. I to są najbardziej szkodliwi ludzie. A dlaczego? Ponieważ umniejszają, uniżają ludzkie  masy i wgniatają w ziemię nie pozwalając wzrastać.

 W Mahabharacie jest taka opowieść mówiąca o tym. Bohaterem tam był Narada Muni - to taka wieczna postać angażująca się w wiele rzeczy, Bóg go wysyłał w różne miejsca korzystając wszędzie z jego pomocy. 

No i pewnego dnia Narada Muni odprawiał taką surową ascezę. A wiecie, że odprawiając tak surową ascezę to dzięki wytrwałości to można osiągnąć wszystko. Pamiętacie, że był ten demon Hiranjakaszipu osiągnął tymczasową, prawdziwą władzę nad całym wszechświatem. 

 A ten Narada Muni jest też śpiewakiem. On jest przedstawiany jako wyglądający jak mandolina - rodzaj instrumentu. A potem niektórzy ludzie u władzy zaczęli się niepokoić, bo po pierwsze ten Narada Muni był bardzo znany w społeczeństwie a tu dodatkowo zabrał się za wykonywanie ascezy więc może ich wyprzeć - a niektórzy półbogowie mocno trzymają się swoich stanowisk.  

 W szczególności zaniepokoił się Indra, Indra jest przywódcą półbogów, on zmartwił się Narada Muni stanie się silniejszy od niego i powiedział: „Trzeba coś zrobić z tym facetem, bo może mnie tu wykopać z mojego tronu". 

Tak więc Indra się przestraszył, że ktoś może go zdetronizować ​​i wysłali do niego Kamadewa. Kama jak wiecie już to pożądanie. Kamadew to bóg pożądania. No i wysłał go tam - a temu bogowi pożądania towarzyszyły różne Apsary, przepiękne nimfy - towarzyszył temu wiosenny wiatr, który go uwodził. 

 No i otoczyły go te nimfy i wszelakie pokusy ale ten Narada Muni okazał się twardym gościem. Nie zakochał się w żadnej z nich ponieważ był zaangażowany w praktykę duchową. Kamadeva wrócił do Indry i powiedział: „Nic nie mogę z nim zrobić. On ma tak silną wiarę, taki silny ten swój ascetyzm, że nie jesteśmy w stanie go w żaden sposób uwieść i pokłonił się. 

No a ten Narada Muni pokonał pożądanie. Ale natychmiast po tym w jego sercu pojawiła się subtelna myśl: „Pokonałem to czemu nikt na świecie nie jest w stanie się oprzeć - nawet Bogowie ulegają temu a mnie się udało nie ulec tej pokusie więc jestem lepszy od nich".

A jak dobrze pamiętacie: „Próżność to mój ulubiony grzech”. To był film zatytułowany „Adwokat diabła”. A na końcu filmu szatan powiada „Próżność to naprawdę mój ulubiony grzech”. No i ten nasz Narada Muni upojony tym zwycięstwem podszedł do Śiwy i zaczął się chwalić: „Patrz, pokonałem Kamę!”. 

A Śiwa widząc tę pułapkę pychy powiedział cicho: „No tak - jesteś wielkim mędrcem, ale nie mów teraz o tym Wisznu". A Narada Muni nie posłuchał i opowiedział to wszystko bogowi Wisznu - zaczął opowiadać jak łatwo przyszło mu pokonać tę pokusę, a Wisznu nie był taki jak Śiwa - kiedy zauważył tę nieprawidłowość to stwierdził, że należy tu interweniować za pomocą operacji chirurgicznej i wyleczyć go - usunąć ten wpływ fałszywego światła. 

No i kiedy ten Narada Muni wracał z powrotem, to Wisznu za pomocą iluzji Maya stworzył piękne miasto, a w nim same piękności - jedna z nich poszukiwała męża. I kiedy Narada Muni zobaczył te dziewczynę to zapomniał o swoich ascezach i wyrzeczeniach - zakochał się ponieważ za tym projektem stał sam Wisznu. On poszedł znów do Wisznu i prosił: "uczyń tak, żeby ona się zakochała właśnie we mnie, spraw żebym miał piękną twarz i sylwetkę żeby ona wybrała mnie - bo tam jest taka konkurencja".

 Wisznu na to odpowiedział: "nie ma sprawy!" i sprawił tak, że jego twarz stała się podobna do małpy. On sam siebie nie widział - wrócił tam pewny siebie i swojej urody. A nawiasem mówiąc w tamtych czasach nie było tak, że wszędzie wisiały lustra - i to było dobre. No i on przeszedł całą drogę nie zdając sobie sprawy z tego jak wygląda, księżniczka oczywiście go nie zauważyła i przeszła dalej, a goście patrzą na niego i się śmieją. A kiedy na koniec spojrzał na swoje odbicie w wodzie, to zobaczył małpią twarz i jego pycha rozpadła się w proch. W ten oto sposób go uzdrowiono. 

 My również jesteśmy leczeni w podobny sposób więc nie trzeba się martwić. Jeśli człowiek gdzieś tam się zbytnio zagalopuje to przyjdzie Bóg - przyjdzie Wisznu i uczyni coś takiego, że ta nasza pycha się rozpadnie. 

Pychę leczy się w dwojaki sposób - po pierwsze samotnością kiedy ludzie będą ciebie omijać jak tego z małpią twarzą. Wokół ciebie wtedy powstanie próżnia a wtedy nie będziesz już patrzył kto jest wyżej a kto niżej lecz będziesz w stanie porozmawiać ze wszystkimi żeby tylko zwrócili na ciebie uwagę. 

 Dziękuję za wysłuchanie. 

 wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=SwV4Mgnjuu4