poniedziałek, 22 czerwca 2026

Nic nie przemija bez śladu – Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://youtu.be/MR6Z7rWUKSo

 Nic się nie dzieje bez przyczyny, nic tu na Ziemi nie przemija bez śladu. To pozostaje w pamięci, nawet jeśli tego nie zauważysz.

Jeśli potem człowieka wprowadzić w stan hipnozy to okazuje się, że on sobie to wszystko przypomina - on zaczyna opowiadać, że siedział sobie a obok niego coś tam się działo. Ale w tym momencie jego uwaga była skupiona na tym co przed nim - tamto zdarzenie zarejestrował kątem oka i od razu o tym zapomniał.

 Wszyscy znamy opowieść  "Hrabia Monte Christo". Tam jedną z postaci był Opat Faria. 

Hrabia został zamknięty w więzieniu i nawet nie rozumiał, kto to zrobił, ani dlaczego. A ten Opat Faria coś tam zrobił nad jego głową, a ten potem natychmiast przypomniał sobie, kto co zrobił i dlaczego, jakie były tego powody.

  Czyli, że nic nie przepada - wszystko jest zapisywane, ale nie w naszych ciałach. To nie jest tak, że można odciąć kawałem naskórka z palca i za pomocą mikroskopu odnaleźć tę informację w naszym DNA. Nasze DNA i całe nasze ciało jest wyłącznie odbiornikiem i nadajnikiem, a informacja znajduje się gdzieś tam w kronikach Akaszy, w matrycy albo jeszcze gdzieś indziej.

  Tak samo nasza świadomość też nie jest w głowie ani nawet w sercu, ale gdzieś poza tym wszystkim.  A ta mała istota ludzka po prostu biega i coś tutaj wykonuje.

  - a skąd otrzymujemy odpowiedzi, kiedy zadajemy pytania? One przecież skądś tam przychodzą?

 - dobrze, zapiszę sobie.

W biblii istnieje takie coś jak błogosławieństwa. Czy wiesz, czym są błogosławieństwa? To Kazanie na Górze Jezusa Chrystusa. Poszedł tam a z nim 5000 ludzi i zaczął mówić: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni odziedziczą ziemię i tak dalej. 

 I jest tam pośród tych przykazanie: "błogosławieni ci, którzy łakną i pragną prawdy i sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni". To znaczy, gdy tylko pojawiło się jakieś pytanie: „Jak to jest? I dlaczego tak jest?" Gdy tylko pojawiła się chęć czegoś dowiedzieć - czegokolwiek, na przykład: " jak zbudowany jest wszechświat?", to wiedza o tym wszystkim natychmiast zaczyna do ciebie docierać - nawet jeśli jesteś na pustyni. 

 Musisz po prostu wysłać w przestrzeń to pytanie. Jest taka mała książeczka o nazwie Shri Upaniszady. Zaraz wam ją pokażę. Powiada się, że gdyby wydrukować wszystkie Wedy to nie zmieściłyby się w tym pokoju, a ta książeczka jest z nich najważniejsza.  Shri Upaniszady.

 I tutaj jest napisana ósma mantra, która mówi, że, Bóg jest taki i taki, że jest doskonały, że jest cudowny. A ostatni wers głosi: "to ten, który od niepamiętnych czasów spełnia życzenia wszystkich istot żywych".

  To znaczy, każde moje pragnienie, w tym również pragnienie otrzymania informacji zostanie spełnione. Dlatego musicie bardzo ostrożnie obchodzić się z życzeniami. [śmiech] 

 Życzcie sobie ostrożnie. Zadaj sobie pytanie czy naprawdę tego pragniesz. Dusza na sanskrycie nazywa się "atma" - czasami to słowo tłumaczone jest jako świadomość. Wszystko kręci się wokół świadomości.  

 A świadomość to nie tylko wiedza. Ta świadomość ma trzy cechy. Sadchitananda, wieczność, wiedza, błogość. To znaczy, dusza nigdy nie umiera, ona jest wieczna. I jest błoga. Błogość. To znaczy, jeśli człowiek jest w złym humorze, to znaczy, że jego dusza jest gdzieś tam w ​​pięcie, w nerkach, że gdzieś odeszła. To znaczy, dusza nie jest na swoim miejscu, ona powinna być w sercu. Kiedy jest w sercu, to wszystko z nami jest w porządku.  

A kiedy jest w sercu? Kiedy kierujemy się tym, co mówi nam serce. Samo serce nic nie mówi. Powiada się, że w sercu jest również nad - Dusza, na sanskrycie ta nazwa brzmi Paramatma. 

 To jest najbardziej zakonspirowana wiedza, że dusza jest w sercu. A raczej powinna tam być, bo ona może być wszędzie. Może nawet opuścić ciało. Ale jeśli, powiedzmy, dusza przemieszcza się do nerek, to znaczy, że dany człowiek jest tchórzem.

Pani na pewno zna psychosomatykę, prawda? I dlatego mówi się, że jeśli nerki przestały działać, to oznaka, że człowiek jest tchórzem. Jest wiele książek o psychosomatyce - jedną z autorek jest Lise Bourbeau, to dziedzina wiedzy już dość dawno opisywana.

 I mówi się, że każda choroba leczona lekami zależy to od jakiegoś wzorca zachowania, od reakcji człowieka, a nie od okoliczności. Od okoliczności nic nigdy nie zależy. Wszystko zależy od naszej reakcji na te okoliczności.
 
A co reaguje na okoliczności? Reagować może nasz mózg, może to być serce, może wątroba. Jeśli reaguję sercem, a powiada się, że w sercu mieszka Duch święty.
 
 Wedy wskazują nawet jego rozmiary. Czy wiecie, jakie rozmiary ma Duch Święty? Nie wiecie? Zdradzę wam sekret. Jeśli każdy człowiek rozłoży dłoń w ten sposób, to jest to odległość między czubkiem palca serdecznego a kciukiem. To jest rozmiar Ducha Świętego. U każdego z nas ta odległość jest inna, prawda? 
 
- to się mierzy o tak tutaj?
 
 Nie, w linii prostej. To u przeciętnego człowieka średniego wzrostu jest około około 20 cm. Ze zwierzętami jest nieco inaczej. Tam mierzą trochę inaczej. Natomiast atma, czyli dusza, to dziesięciotysięczna część włosa, czyli nieporównywalnie mniej.
 
   I dlatego Duch Święty wie więcej, i jeśli go słucham... wszyscy go słyszą, ale jego życzenia wypełniają wyłącznie bohaterowie i święci. Święci ufają, a bohaterami są ci, którzy jeszcze nie rozumieją, ale wiedzą już, że nie powinno być tak jak jest i po prostu rzucają się gołą piersią na armaty. Oni prą naprzód i okazuje się, że wychodzą z tego cało i wszystko im się udaje. 
 
 Bohaterowie nie rozumieją, że to jest Bóg, ale święci rozumieją, że to jest Bóg. 
 I ten Bóg w sercu prowadzi kiedy jak to się powiada: okoliczności rzucają człowieka przeciw czołgom.
 
Kiedy wszystko jest w porządku to wiesz, gdzie iść, żeby się nie zadrapać, żeby nikogo nie urazić. Ale bywają okoliczności siły wyższej, gdy nic nie jest przygotowane, wszystko jest niekorzystne dla twojego zachowania. Możesz zostać poważnie ranny, możesz nawet zginąć. I duch wtedy mówi: idź tam. Ty tam idziesz i okazuje się, że wygrywasz.
 
Jeśli natychmiast ruszasz bez chwili namysłu, to nie idziesz sam, ale ta paramatma idzie z tobą. Bóg idzie z tobą, a potem ma miejsce jakiś mistycyzm. Twoi wrogowie są jak sparaliżowani a ty bach! zrobiłeś swoje i zdążyłeś uciec albo ich pokonałeś, to nie ma znaczenia.
 
 A jeśli ktoś na sekundę się zawahał, to będzie musiał zrobić to samo, ale kosztem swojego zdrowia, jak jest napisane w Wedach. Trzeba będzie zrobić to samo. 
 
 - Czy ja dobrze rozumiem, że Paramatma to dusza nadrzędna?  
 
 Tak. Dusza nadrzędna,
 
 - czyli, że ona jest zawsze przy nas?
 
  tak. Ona jest obok nas, jest blisko nas. Ogólnie rzecz biorąc człowiek składa się z ciała. Przez ciało mam na myśli ciało fizyczne, ciało astralne, ciało mentalne, jest siedem takich ciał. Plus dusza i plus duch. Wszystko to razem nazywa się człowiekiem.
    Jeśli człowiek nie słucha tej superduszy, tego Ducha Świętego, czyli, że praktycznie nie słucha Boga, to jest uważany za człowieka duszewnego.
 
A ludzie duszewni jak jest napisane w Bibli i i w innych świętych pismach nie mogą mówić za siebie, nie mogą osądzać, chociaż ich ulubionym zajęciem jest plotkowanie i właśnie osądzanie innych. Ale oni nie są w stanie osądzać ani siebie ani innych. 
     Natomiast człowiek duchowy może osądzać i powinien osądzać, ponieważ rozumie, ponieważ jest w kontakcie z Tym, który wie wszystko o wszystkim i o wszystkich. To są ludzie duchowi.
 Można powiedzieć, że duszewni to ludzie binarni (dwójkowi), a ci duchowi są "trójkowi" - są ze-sTrojeni czyli mają połączonem w sobie aspekty.
 

Ci związani duszą (duszewni)  też mają Ducha Świętego i oni Go słyszą, ale są pewne rzeczy, z którymi się nie zgadzają. On - ten duch święty nie powtarza dwa razy. I dlaczego oni się boją? Nie mają żadnego doświadczenia w kontaktach z Bogiem.  

  - A może po prostu dobrze się czują jako ofiary?  

  Nie. Nimi kieruje strach, kieruje nimi instynkt samozachowawczy. I to jest normalne. To nie dlatego, że są źli i nie dlatego, że są tchórzami. Oni po prostu dopiero co wyłonili się ze świata zwierząt, ledwie co pozbyli się ogona i otrzymali ludzką formę życia. Ale dusza nadal ma zwierzęce doświadczenie i zachowuje się jak zwierzę.

   Dla zwierząt walka o przetrwanie jest normalną rzeczą. Dla ludzi walka o przetrwanie jest nienormalna. Dla ludzi normalne jest życie. Jeśli ktoś zacznie tylko trwać, to następnym razem zmieni się z powrotem w zwierzę, bo nie chciał tego wykorzystać. 

  Co to znaczy przetrwać? Przetrwać oznacza dominować nad wszystkimi. Więc jestem na górze w hierarchii, bo tam jest dla mnie bezpieczniej. Albo bycie pięknym - jak manifestuje się taki instynkt przetrwania u kobiety? Ona nakłada makijaż i to wszystko, nie można dotknąć tej jej urody. 

  A mężczyźni napinają bicepsy, zakładają krótki T-shirt i chodzą popisując się. Taki właśnie jestem. Cóż, każdy na swój sposób. Czym więc różnisz się od zwierząt, które, naśladują swoje środowisko? Niczym. 

 Albo na przykład niektórzy chcą dowiedzieć się, czego chcą inni i to czynią, no cóż, ci ludzie nie zadowalają Boga, ale ludzi – to jest właśnie przetrwanie. A życie to nie jest takie harmonijne dopasowywanie się do otoczenia, żeby nie być widocznym, jak kameleon. Życie to zmiana swojego otoczenia. Przychodzisz i mówisz: „Dobra, przesuńmy to tu, wrzućmy coś nowego tam, a tutaj wstawmy coś nowego”. Tacy właśnie są ludzie u władzy. 

Każdy chce, żeby inni go słuchali, prawda? Każdy chce władzy. Wiecie kto nie chce władzy? Tylko ci, którzy ją mają. (śmiech) Każdy chce przynajmniej być słuchanym. To jak w tym znanym dowcipie: „Panie doktorze - wszyscy mnie ignorują”.  Następny proszę!

 Kiedy jestem traktowany jak powietrze to jest to problem. To obraźliwe. Chcę tego, bo nie ma żadnego potwierdzenia, że ​​w ogóle żyję. Muszę ciągle udowadniać. I tak zaczyna się rywalizacja już od okresu dojrzewania. A w zasadzie już od dzieciństwa - dzieci już w piaskownicy się spierają: "Mój samochodzik jest większy, ja jestem szybszy, moja mama kocha mnie bardziej". Zaczyna się nieustanne rywalizowanie. To są aspekty ze świata zwierząt.

  Ale potem Bóg naprawdę przychodzi do człowieka w tym okresie przejściowym, w tym słynnym okresie dojrzewania pomiędzy 14 do 21 lat. To jest rozwój czakry manipura u człowieka. Rozumiesz czym są czakry? 

- Tak mniej więcej. 

Cóż, jeśli mniej więcej, to znaczy, że nie rozumiesz. (śmiech) Zasadniczo jest siedem czakr, które zawsze się kręcą, ale rozwijają się co 7 lat. Przez pierwsze 7 lat od czasu kiedy dziecko się rodzi rozwija się ciało fizyczne. Po 7 latach jest jasne, czy będzie sportowcem, czy nie, czy zdobędzie gdzieś złote trofea, czy nie. To jest od razu jasne czy da radę czy nie.

Dlatego kiedy rekrutują dzieci do sportu z perspektywą grania na poziomie ligi kraju, to rekrutują od 7 roku życia. Tak to jest, 7 lat. Natomiast w wieku 14 lat jest już jasne, kto to będzie, czy chłopiec czy dziewczynka. W wieku 7 lat wciąż nie jest to jasne, jeśli dzieci w tym wieku ostrzyżesz tak samo to trudno będzie je rozróżnić.

  Ale w wieku 14 lat jest już jasne. A od 14 lat rozwija się kolejna czakra - od 14 do 21 lat kształtuje się czynnik siły woli. A siła woli oznacza, że ja decyduję. Skąd biorą się te decyzje? Bóg im podpowiada. I czy ja słucham Go, czy nie? Albo go słucham, albo pytam innych. 

 Dlatego rodzice mówią: „Och, okres dojrzewania”. Bo dzieci zaczynają same decydować. To taki trudny wiek, ale dobry. I na ile uda mu się zbudować w sobie w ciągu tych siedmiu lat aspekt silnej woli, tak i potoczy się dalsze życie tego człowieka.  Taki jaki będzie w wieku 21 lat - taki już zostanie.  

 Albo człowiek będzie wycieraczką, będzie podnóżkiem dla ludzi, albo zrobi coś znaczącego dla społeczeństwa. I dlatego ten okres przejściowy - okres dorastania jest tak ważny. W ten sposób dalej rozwija się każda kolejna czakra - to są centra energetyczne, które się tam znajdują.

    Cóż, w dzisiejszych czasach ludzie nie żyją zbyt długo i nie docierają do ostatnich czakr.  7 razy 7 daje nam 49, prawda? A to oznacza więcej, więcej - oznacza coraz silniejsze ciało. W wieku 49 lat twoje zdrowie powinno być lepsze niż w wieku 20 lat. I zazwyczaj nie widzimy tego, prawda? Powinieneś być silniejszy zarówno fizycznie, jak i genetycznie, no i mądrzejszy. 

 A są tacy, którzy wszystko mieli w młodości, wszystko było dobrze, a potem przeżywają kryzys wieku średniego i zaczynają się staczać. 

 - A potem znów w górę. 

  [śmiech]  No cóż, w zasadzie najważniejsze jest to, że nic nie przechodzi bez śladu. Ja jestem taki ciekawski i przeczytałem każdą książkę, jaką mogłem, czasami czytałem pod poduszką, mimo że rodzice mi zabronili. Czytałem w nocy z latarką.  

 A teraz nie da się nikogo zmusić do czytania. Wszystko jest wręcz przeciwnie, [śmiech] No cóż, wtedy nie było gadżetów. To znaczy, nagle zdałem sobie sprawę, że wszystko, co przeczytałem - a czytałem wszystko co popadnie, dosłownie to zgarniając, jak jakiś śmieciarz. Więc zdałem sobie sprawę, że nic z wiedzy, którą przeczytałem, nie poszło na marne. Teraz potrzebuję jej całej. Wszystko to jest potrzebne.

 Zasadniczo nic nie przechodzi bez śladu. Istnieją dwa rodzaje doświadczenia: jest doświadczenie pozytywne - to znaczy, że widzę, że jeśli coś zrobię, to czuję się lepiej. To jest przecież doświadczenie. 

  Ale istnieje także negatywne doświadczenie. Kiedy dostaję po rękach to chwilę później zdaję sobie sprawę, że dobrze, że dostałem coś powodującego ból, bo miną jeszcze dwa dni i wtedy nagle otrzymuję taki dar. To znaczy, te negatywne rzeczy, które nam się przytrafiają, też są dobre, ale to jest dobro na dłuższą metę - dobro w dalszej perspektywie. I to również ja zapisuję jako swoje doświadczenie. 

 To znaczy, że nic co nam się przytrafia, nie przechodzi bez śladu. Absolutnie nic nie przechodzi bez śladu. Ogólnie rzecz biorąc, nie spotykamy kogoś przypadkiem, ani niczego nie czytamy przypadkiem. 

 Czy zauważyliście, że czasami coś czytasz i zaśniesz podczas czytania, czasami słuchasz jakiegoś wykładu i zasypiasz - czyli, że i tak nie zapamiętasz dzisiaj tego czego nie trzeba. Bóg mówi: „Jestem pamięcią, wiedzą i zapomnieniem”. Więc nie trzeba nic dodatkowego. To tylko nam się wydaje, że tego potrzebuję, ale ja tego nie potrzebuję.  

Cóż, gdybyśmy kontrolowali naszą wiedzę i nasze działania w ten sposób, to nie przetrwalibyśmy długo na tym świecie. Bóg, poprzez nasze zdrowie, poprzez jakieś tam zewnętrzne okoliczności, poprzez nasz nastrój, poprzez senność, dba o to, abyśmy otrzymali tylko to, czego potrzebujemy. 

Jest dużo wiedzy, ale nie potrzebujemy jej całej; nie jest ona potrzebna. 

 Na przykład Wedy, i czy powinniśmy znać wszystkie Wedy? Nie, tam jest napisane, że są Kszatrijowie, oni są wojownikami i powinni zachowywać się w ten sposób. A potem są kupcy Vaisha, dla nich istnieją zupełnie inne zasady. A kiedy czytam, czego ci kupcy potrzebują, od razu mam ochotę zasnąć. 

 Czujesz wewnętrznie, że to jest to, czego potrzebujesz, to nas "bierze" - tak jak podczas łowienia ryb, ryba bierze. Po prostu chcesz tego - wszystko nagle się w tobie budzi. To znaczy, że to jest moje i koniec. No cóż, tak to jest. Nic nie przechodzi bez śladu.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=4TzLtEJvBOw

wtorek, 16 czerwca 2026

Problemy energetyczne - Wiktor Sawieliew

 https://youtu.be/toQY4z_SBLw

 Dobrze, jak masz na imię? 

- Julia. 

- Julia. Tak. Więc twoje pytanie dotyczy energii, tak? 

- Mhm. 

- Bardzo dobrze. Jakie energie cię interesują? 

- Tylko pozytywne. 

-[śmiech] ach tak! Słuchaj, tak z grubsza rzecz ujmując 

 jeśli ująć to tak ogólnie to jest to pewnego rodzaju sprawdzian - jeśli ktoś się interesuje energiami to oznacza, że on nie wie co ma czynić. Kiedy człowiek zaczyna wykonywać to co należy to wtedy energia przychodzi sama. To znaczy, wtedy to pytanie znika. 

Musisz coś uczynić dla innych - i nie tylko dla ludzi, ale dla każdej istoty.  Siedzisz sobie na przykład w domu, wszystko jest w porządku i nagle ktoś do ciebie dzwoni i mówi: „zaraz do ciebie przychodzimy, będzie pięciu gości”, a ty od razu patrzysz: „Dobra, wszystko jest tu na swoim miejscu, może powinnam gdzieś posprzątać? Może powinnam zagotować wodę w czajniku, żeby na herbatę było?” Natychmiast zabierasz się za sprzątanie i  od razu przejawiasz jakąś aktywność.

  Tak dla siebie wszystko jest w porządku, ale dla innych - od razu pojawia się energia. Więc to właśnie jest ten nasz cel, nasze powołanie, to dlaczego tu w ogóle tu przyszliśmy - wszystko to jest dla kogoś. Nikt nie żyje sam dla siebie. Jeśli ktoś żyje tylko dla siebie, to znaczy, że trochę się pogubił, został oszukany, bo takie życie przede wszystkim dla siebie jest po prostu nieciekawe.

Na wszelaką energię danego człowieka składają się wszystkie inne zasoby, bo to jest zarówno jedzenie, to jest zdrowie, pieniądze, to moi znajomi. Im więcej mam przyjaciół, tym więcej mam energii. Oni pomogą - to też jest przecież energia na jakieś tam moje własne potrzeby.

  Więc wszystkie te zasoby, które człowiek ma, są 20 razy większe, kiedy nie żyje on dla siebie. To do tyczy wszelkich parametrów - to jest fakt potwierdzony również medycznie. 

 Albo inny przykład. Spójrz, jakiś tam słaby uczeń siedzi na lekcji

  i wszystkim przeszkadza. Nauczyciel mu mówi: zaraz postawię ci dwóję, zadzwonimy do rodziców. A on pozuje przed kolegami z klasy, wygłupia się. Na to nauczyciel: cała klasa teraz zostanie po lekcjach. Ten od razu się uspokoił.  

 Działanie poprzez grupę dało rezultat. Dla dobra innych on jest w stanie pohamować to co teraz się nazywa fałszywe ego czy podobnie. Ten chuligan od razu ucichł. Dla dobra innych, człowiek może dokonać takich czynów. On nawet sam siebie nie poznaje.

 Dlaczego? Ponieważ otrzymał dodatkowe energie od grupy.

Dla przykładu idziesz sobie po rynku. Masz trochę pieniędzy w kieszeni albo w portfelu. A jeśli są rzędy jakichś bardzo drogich towarów to dobrze rozumiesz, że, nie ma sensu na nie patrzeć. Patrzysz tylko na to co jesteś w stanie kupić.

 A kiedy masz wiele pieniędzy to twoje horyzonty natychmiast się poszerzają. Tak właśnie zaprojektowany jest mózg, że nawet nie zauważasz tego, na co cię nie stać. Bo jeśli zauważę, to czego chcę, ale nie będę mógł tego zrealizować, to po prostu się powieszę i na tym koniec.

 Dlatego też ten Bóg, który mieszka w nas - czasami on się odzywa jako sumienie - no i On to organizuje w taki sposób, że po prostu wyłącza tę uwagę. A kiedy mam dużo energii, okazuje się, że mogę wiele zrobić. 

  Wszyscy dobrze znają tę komedię Riazanowa: "szczęśliwego nowego roku". Tam ten Żenia Łukaszyn był takim mięczakiem

 a kiedy się zakochał, to mówił: „ja sam siebie nie poznaję”. Miłość to taka dodatkowa energia. Skąd się ona wzięła? Właśnie co był kompletnie pijany, był na kacu. I oto się zakochał i stał się zdolny do tak poważnych czynów. 

W każdym razie.... czym tak w ogóle jest miłość? Każdy marzy o miłości, żeby ktoś był obok mnie. Miłość to taki stan super-emocjonalny, super-przesadny. Ludzie wspinają się gdzieś tam na balkony, mało jedzą, mało śpią, a mimo to nic nie tracą. Ludzie zakochani są silni, są do wszystkiego zdolni. Rzecz w tym, że ta miłość pojawia się w tych ludziach, którzy mają jakąś społeczną misję - i nie należy tej miłości mylić z pożądaniem.

 A potem nagle, bum, i pojawia się ktoś dla nich do pary - mężczyzna lub kobieta i się zakochują. A wtedy za pomocą tej siły oni idą przez świat jak buldożer - oni zrobią rewolucję albo coś zbudują, zrobią coś dla wszystkich.

Na sanskrycie jest takie słowo Warnaśhama.  Varna oznacza to czym się zajmuję - jestem tokarzem, piekarzem, albo kopię kanały. To mówiąc naszym językiem oznacza zawód. To zaspokajanie moich cech psychofizycznych. To znaczy, wykonuję to z łatwością i nawet mi za to płacą. 

 To jest obecnie uważane za jakąś tam działalność publiczną. A za sferę osobistą uważa się fakt, czy jestem żonaty, czy nie, prawda? Mówimy więc: „To jest życie osobiste”. Ale w rzeczywistości Wedy mówią, że jest odwrotnie: to czy jesteś w związku małżeńskim, czy jesteś samotny, to nie jest twoje życie osobiste lecz życie publiczne. To jest miłość, nazywa się to aśram czyli świętą rzeczą.

Natomiast to jak zarabiasz pieniądze, kim ty się pozycjonujesz w tym społeczeństwie, informatykiem czy operatorem koparki to już jest twoje życie osobiste. 

I teraz ktokolwiek uważa, że to, co robię dla zarobku, jest publiczne, a sprawy osobiste to mój dom jest moją fortecą - tutaj są moje dzieci... ten drugi układ to demoniczna warnaashama. A boska warnaaśama, to mój dom powinien być świątynią. Tu w domu powinna być miłość. A to, co tam robię w świecie, to jest osobiste. 

 A dlaczego świątynia? Bo na przykład, jeśli mam żonę i jej nie kocham, to znaczy, że nie mam żony. Jeśli mam dzieci, a one mnie nie słuchają, to znaczy, że ich nie mam. I tak dalej. 

  Więc bez miłości wszystko jest bezużyteczne. Daremne. Tak to się nazywa. Wedy mówią, że jest działanie, złe działanie, zakazane działanie, a potem jest bezczynność. 

Bezczynność to coś takiego: mam na przykład mnóstwo rzeczy na biurku i kładę długopis tu a powinienem tam - zatem wykonuję wiele ruchów, ale nic się nie zmienia. I ludzie tak się kręcą, po prostu tak jak wiewiórka w kole. I nic się nie dzieje. Oni po prostu marnują czas, zasoby, pieniądze i mogą tak marnować swoją energię.  

 Potem mówią: jestem tak zmęczony, ale wszystko jest nadal tam gdzie było. To się nazywa bezczynność. Właściwie nie możemy się zatrzymać ani na chwilę, ale, po prostu wykonujemy rzeczy chaotycznie. 

 Są też zakazane działania: na przykład czegoś tam pozazdrościłem, ja tego nie mam. No cóż, ukradłem coś tam - ukradłem kosztem czyjegoś zasobu. To jest działanie zakazane.

No i istnieje także po prostu działanie. To działanie z miłością. A wszystko inne, to jak mówi Księga Koheleta: "marność nad marnościami i wszystko marność", wszystko to jest zbyteczne. 

 Jeszcze ktoś powiedział - to był chyba Nikołaj Ostrowski: "to jest potwornie bolesne. To są na darmo przeżyte lata - zmarnowane lata. [śmiech] 

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=o0tMtc50QA8

niedziela, 14 czerwca 2026

Duchowość dla leniwych - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=1YKnYYTtfEw

Witajcie ludzie.

  Proszę bardzo, jesteśmy tu razem i przeglądamy pytania, które nam przysłano. Mamy pytanie - a właściwie jest to znów cytat: "najłatwiej okłamać człowieka poszukującego duchowości". Najłatwiej oszukać kogoś kto szuka duchowości.

  Taki ktoś szukający duchowości przypomina mi człowieka, który szuka okularów a ma je na własnym czole.

 Duchowość to jest to co jest wprost przed tobą a duch tobie podpowiada co z tym czynić. Skoro ten człowiek szuka to znaczy, że nie zadowala go to co ma przed własnym nosem i w żaden sposób nie uważa tego za duchowe.

Te słowa wypowiedziała Jelena Pietrowna Bławadska. Najłatwiej oszukać kogoś kto szuka duchowości. Na czym bazuje takie oszustwo? Oszustwo poprzez obiecywanie szybkiej aktywację zdolności. Druga rzecz to sprzedawanie oczyszczania karmy. Oczyścimy twoją karmę już, zaraz i niedrogo. Ponadto wszelakie te sesje pracy nad sobą, sesje coachingowe i podobne rzeczy. Istnieje ponadto pułapka duchowej wyjątkowości. 

  Zatem szybka aktywacja zdolności: ja chcę być kimś nad-przeciętnym. Sprzedawanie oczyszczania karmy, niekończące się sesje pracy nad sobą - no bo przecież jestem taki duchowy. To jest wyjątkowa duchowość.

Kiedy mówisz komuś, że jest duchowy albo mówisz mu: "czy ty wiesz, że masz takie wyjątkowe zdolności?" to z jakiegoś powodu wszyscy są skłonni w to uwierzyć. 

 Tak działa diabeł w przebraniu. Wychodzi więc na to, że na brak pychy nikt z nas nie może narzekać (śmiech). "Próżność to mój najukochańszy grzech". Takie słowa wypowiada szatan w filmie "Adwokat diabła".  „Próżność, mój najukochańszy grzech”. 

 Cóż, ogólnie rzecz biorąc, mam sporo powiązań z Jeleną Pietrowną Błowadską, ponieważ jestem związany z Klubem Logos. A Klub Logos ma wiele powiązań. Bywaliśmy na konferencjach i dogłębnie studiowaliśmy jej nauki, nawet braliśmy udział w pewnej konferencji, wygłaszaliśmy tam wykłady, spotykaliśmy się.

   Znamy więc Bławadską nie ze słyszenia. A jakie są nauki Heleny Bławadskiej? Ona założyła światowe Towarzystwo Teozoficzne. Słowo „teozofia” to pojęcie stworzone przez Bławadską. 

To nauczanie teozoficzne, zawiera szczegółowe ostrzeżenia przekazane przez Elenę Pietrownę Bławadską - ostrzeżenia przed tymi wymienionymi tutaj pułapkami duchowymi.  

Omówmy je teraz po kolei. Punkt pierwszy czyli niebezpieczeństwo szybkiego aktywowania zdolności. Tutaj od razu widać, że nie da się obejść bez demonów. To znaczy, Bóg stopniowo otwiera -  krok po kroku przesuwa to okna Overtona. Stopień po stopniu.

A diabeł daje ci to wszystko od razu - pstryk i masz nadzwyczajne zdolności. W rzeczywistości te zdolności nie są twoje, tylko demona. A ty po prostu dałeś się kupić, a raczej sprzedałeś się. Nie da się obejść stopniowego rozwoju człowieka - wszystko to musi zachodzić małymi krokami jak z tym oknem Overtona.

  Nawiasem mówiąc Bławadska nalegała, że prawdziwy okultyzm wymaga długiego, długiego samooczyszczenia. stopniowo, w ten sposób, żeby nie wylać dziecka z kąpielą jak mówi jedna z ludowych mądrości. Ona mówiła, że dążenie do szybkiego uzyskania takich mocy psychicznych, czy też inaczej nazywając zdolności Sidha bez dojrzałości duchowej prowadzi do szaleństwa i moralnego upadku. 

Wszelkie praktyki w rodzaju mediumizmu - "och! przyszedł do mnie duch El Morya, on na pewno on mi zaraz coś opowie". 

 Ona uważała to za niebezpieczne, twierdząc, że media bardzo często kontaktują się w ogóle nie z tymi, którzy się tam przedstawiają - nie z wyższymi nauczycielami, ale z jakimiś bezdusznymi, elementalami, z jakimiś pozostałościami osobowości. 

  Kiedyś czytałem dość intensywnie książkę Allana Kardeca "Księga duchów" - bardzo intensywnie to studiowałem. To jest zbiór świadectw mediów. I tam jest napisane, że pod żadnym pozorem nie należy praktykować spirytyzmu, jeśli nie ma się duchowej lub emocjonalnej więzi z tą istotą.

Ktoś na przykład z czystej ciekawości przywołuje ducha Napoleona. A kim ty jesteś dla niego? Czy studiowałeś jego życie? Czy fascynuje cię jego biografia? Jeśli nie, to ktoś inny może przedstawić się jako Napoleon.  

 Ale jeśli istnieje duchowe przywiązanie, to wtedy jest to coś w rodzaju paszportu, wtedy to zdecydowanie będzie pasowało. Być może nie będzie to on, ale może jakaś matryca, która go tam reprezentuje, ale będą to te właściwe teksty. Wtedy nie wprowadzą w błąd te niskie byty, które są bezdusznymi resztkami osobowości, byty które krążą i tylko takich ludzi łapią. 

  A co one oferują? Na przykład proponują szybkie otwarcie trzeciego oka w ciągu trzech dni. Tam ma miejsce stosowanie technik, które powodują tymczasową hiper-stymulację psychiki.  

Wszyscy mają wtedy w głowie szum, a człowiek sobie myśli: „Och, wydaje mi się, że się oświeciłem, bo wcześniej tak nie szumiało”. (śmiech)

 To oczywiście nie prowadzi do wzrostu świadomości, ale może prowadzić do destabilizacji zdrowia psychicznego. Przeciążysz się, a potem będziesz cierpieć z powodu tego upadku przez długi czas i nie ma pewności czy w ogóle wydostaniesz się z tego dołka. 

  Na przykład, kiedyś był taki ktoś - Nie pamiętam jego pełnego imienia, ale jego nazwisko brzmiało Iwanow - on napisał własną książkę, dał tam wiele przydatnych porad. On otworzył w Moskwie, jeszcze w Związku Radzieckim, szkołę Sacharshi Jogi.  

Wiecie, że praca za pomocą jogi zajmuje wiele czasu - to jest praca z czakrami i na przykład Hatha joga to praca z czakrą podstawy, czakrą muladhara. To długa praktyka, ćwiczysz 15 lat i po 15 latach zaczynasz coś rozumieć. 

  I saharshi joga – to 8 godzin, i jesteś saharshi joginem. I nawet tam, werbalnie nic nie mówi. Po prostu ludzie siadali, on patrzył na zebraną publiczność, która przyszła oczywiście nie za darmo, oni patrzą na niego, on mówi kilka słów, a potem milczą przez dobre 5-6 godzin. 

No i okazywało się, że gdzieś mniej więcej co trzeci człowiek coś tam osiągnął. On miał jakąś prawdziwą władzę nad ludźmi. To nawet nie była radźa joga, to coś poważniejszego. A reszta tamtejszych uczestników po prostu popadała w szaleństwo. Zatem szybkie działania w tej sferze są bardzo niebezpieczne. Być może ktoś tam był gotowy - on osiągnął jakiś wewnętrzny fundament żyjąc pełnią życia, a potem na pstryknięcie palcami mu to włączyli. Natomiast ci, którzy żyli tak leniwie, niespiesznie - dla nich te praktyki były po prostu niebezpieczne. 

 Albo jest jeszcze  sprzedawanie oczyszczania karmy. Jest wielu  takich speców. Znam pewną kobietę, która regularnie chodziła do innej i ta ją w jakiś sposób oczyszczała i po tych zabiegach kobieta czuła się dobrze. Ona płaciła jej coś, a potem, kiedy czuła się źle, to znów wracała do niej. 

  No i ta oczyszczana kobieta się od tego uzależniła. Przy czym ta kobieta prowadząca to oczyszczanie pewnego razu powiedziała tej swojej klientce: "ojej - w twoim biopolu jest jakiś mężczyzna w czerwonej szacie, on nosi okulary" - i w szczegółach opisała mojego nauczyciela Nierashena Swami. A ja wcześniej rozmawiałem z tą kobietą i nie opisałem jego wyglądu, ale tylko opowiadałem jej co ten Swami czynił. Po tej rozmowie w jakiś sposób obraz tego mistrza w nią wszedł i ta zajmująca się oczyszczaniem go zobaczyła.

Czyli, że ona nie była jakąś oszustką. Ona naprawdę widziała i naprawdę oczyszczała, ale jaki w tym sens? Ta regularnie raz na tydzień przychodziła do niej, żeby się oczyszczać - a po co? A jak żyją inni ludzie? 

Tak więc w nauce teozofii karma to takie żelazne, kosmiczne prawo przyczyny i skutku, którego nie da się kupić, nie da się zmyć rytuałem. Człowiek jest w pełni odpowiedzialny za swoje czyny. I żadne zewnętrzne procesy, żadni pośrednicy, ani te oczyszczenia nie mogą wymazać kosmicznych długów. 

Takie działania po prostu pozostawiają korzeń - przyczyna pozostaje, a ścinają tylko te przeszkadzające aktualnie odrosty tam na górze, a te za jakiś czas znów odrastają. Czyli, że nie zajmują się tą kwestią u samych korzeni. 

  Ogólnie rzecz biorąc, koncepcja karmy, lub też prawo przyczyny i skutku, w tym całym marketingu, uprościli to do poziomu [śmiech] czegoś w rodzaju długu w banku.

A wobec tych, którzy bezinteresownie kochają pieniądze medycyna jest zupełnie bezsilna. Ludzie zamiast pracować nad swoim postępowaniem, zamiast pracować nad swoim charakterem kupują jakieś kursy. Człowiekowi proponują w magiczny sposób zdjąć z siebie odpowiedzialność  za swoje życie. Wystarczy chwila i jesteś znów wolny.  A co ty tam wcześniej czyniłeś? Czy ty może oddałeś się Bogu całkowicie, żeby wszystko wskoczyło na swoje miejsca? Nie.  Tak to się dzieje.

 Tak więc karma to nie jest jakieś tam zewnętrzne przekleństwo, ale struktura umysłu, która powstała w wyniku twojego działania lub zaniechania działań. Stało się to przez nieprawidłowe działania lub w wyniku bezczynności, kiedy powinieneś był działać. Karma to coś czego nie da się odwrócić cudzymi rękami ani w żaden sposób nie da się tego zmienić za pieniądze.  Musisz to zrobić sam. 

Co tam jeszcze?  Ludzie miewają obsesje na punkcie jakiegoś nie kończącego się przepracowywania. To taka współczesna ezoteryka. No i co z tego, że ciągle wszystkich besztam? (śmiech) Ta współczesna ezoteryka jest zafiksowana na niekończącym się uzdrawianiu różnorakich traum a życie przekształca się w niekończące się naprawy. Całe życie to nieustanny remont. 

 Ja rozumiem, że możesz chodzić do łaźni raz w tygodniu. To jest dobre. To swego rodzaju rytuał, który może sprawiać przyjemność. Ale w tych sprawach duchowych trzeba być bardzo ostrożnym, bo w saunie dobrze widzisz co myjesz a w przypadku karmy nie wiesz kto ją myje i jakimi rękami. Być może te ręce są brudne, lepkie - zwłaszcza jeśli robią to dla ciebie za pieniądze. To jest niezwykle podejrzane. 

  Przecież wtedy życie to niekończące się naprawy, wtedy nawet nie zaczynasz żyć. To jest prawdziwa kopalnia złota dla tych psychologów i tych różnorakich wróżbitów. Człowiek przestaje żyć tu i teraz a zamiast tego skupia się na poszukiwaniu coraz większej liczby blokad. Mam tu blokadę, którą trzeba uwolnić, a tu jest program rodzinny, który trzeba usunąć. 

I w ten sposób rozwija się uzależnienie od psychologa lub guru.  Oni teraz nazywają siebie terapeutami. A prawdziwe zmiany są zastępowane procesem przygotowania do życia. 

  No i co tam jeszcze? Mamy jeszcze duchową ekskluzywność. Och, to największa pułapka. Bławadska powiadała, że jest to pycha na poziomie ducha. Powiada się, że umysł jest wielkim zabójcą rzeczywistości. I dlatego uczeń musi zabić tego zabójcę - w każdym razie tak zalecała Helena Bławadska. W chrześcijaństwie tę pychę nazywa się byciem w złudzeniu. To znaczy poczuciem własnej ekskluzywności. 

 To znak, że dany człowiek nie poczynił postępów, ale wpadł w pułapkę złudzenia  swojego niższego ja - zaczęło mu się wydawać, że jest kimś szczególnym. To wygląda tak, że człowiek czuje się wybrańcem, czuje się kimś wysoko wibrującym, "niskie wibracje to nie nasza rzecz". Taki ktoś uważa, że jest przebudzony i że pozostali ludzie śpią.

  Tak w ogóle to pycha maskuje się pod świętość. Taki człowiek zaczyna patrzeć z góry na tych, którzy wciąż śpią lub są zajęci sprawami materialnymi: "och! to czym ja się zajmuję to zupełnie inna sprawa!" A konsekwencje tego są przecież widoczne dla każdego gołymi oczami. 

 Wszyscy rozumieją, że taki człowiek po cichu popada w obłęd, ale sam "wybraniec", w cudzysłowie, tego nie dostrzega. To jest takie całkowite odizolowanie od rzeczywistości. Mówią, że pycha jest wyjątkowa wśród wszystkich wad. Jej nawet nie udaje się ukrywać.

  Tak więc gdzie tu jest oszustwo? I ta izolacja, ta utrata zdolności do empatii.... Nawiasem mówiąc, taki człowiek staje się niezbyt dobry a jest to przecież cecha, którą nazywa się fundamentem każdej ścieżki duchowej. 

 A gdzie kwitnie oszustwo? Kwitnie tam, gdzie szukają łatwych sposobów. Bo kiedy  zostaje ujawniona prawdziwa cena tego, to ludzie mówią: „Och, nie, to trochę drogo, nie podejmę się tego”. 

 I tacy właśnie szukają łatwych sposobów, szukają potwierdzenia swojej wyjątkowości lub możliwości przekazania tego na wyższe siły lub powierzenia tego jakimś tam przewodnikom.

   My, każdy z nas, jesteśmy idealni, wyjątkowi, niepowtarzalni. Po prostu idziesz krok po kroku, ale żeby tam dotrzeć, musisz to stopniowo odnajdywać. A tamci oferują ci jakąś fałszywą tożsamość, która potem po prostu pęka jak bańka mydlana. 

 Ten subtelny, wysublimowany grzech, wygląda jak cnota, a w związku z tym trudniej się go leczy. Powiada się, że tego typu niby "wysoko wibrujący" obywatele są brzemieniem ziemi - oni są ciężarem dla ziemi, tak to jest określone w pismach Shrimat Bhagavad. Wszystkie wojny są powodowane właśnie przez nich.

  Jeden z cytatów o tych którzy są brzemieniem ziemi brzmi z grubsza następująco: "Kiedy Kamsowie i inni Asury przejęli władzę na tym świecie to ziemia gniła pod ciężarem ich okrucieństw".  Wyczuwacie na pewno podobieństwo do czasów obecnych - wszystko dzisiaj dzieje się dokładnie tak samo. To co tutaj opisuje księga Shrima bhagavad działo się dawno temu, ale to zdanie pasuje do czasów nam współczesnych.

A kiedy ciężar ziemi staje się zbyt ciężki, to na świecie nieuchronnie pojawiają się wojny, epidemie, głód i inne katastrofy. Takie są prawo natury. Tak pisze Braphupada. Stąd to się bierze ponieważ wielu ludzi po prostu zaczęło szukać łatwych sposobów. 

  A główną ideą tego, co dzieje się teraz, jest to, że ziemia zrzuca swój ciężar. Myślicie, że to politycy organizowali wojny? Nie, to ziemia zrzuca swój ciężar, zrzuca swoje brzemię. To brzemię to właśnie ci ludzie posługujący się wyłącznie instynktami. Oni są bezmyślni, bo myślenie też wymaga wysiłku.

 A ci instynktowni ludzie są ciężarem dla ziemi; ich zdolności, czyli brak empatii, przewyższają ich moralność, przyzwoitość, i tacy przestają pasować do ekologii kosmosu. Oni niszczą tę przestrzeń. A ta przestrzeń, naturalnie, będzie stawiać opór na wszelkie sposoby.

   Zło nie tkwi w samych satanistach, zło tkwi w filistrach - w tych obywatelach żyjących na poziomie zwierząt. Kto waszym zdaniem jest zabijany podczas wojen? Zabijani są ci właśnie filistrzy, różni tam obserwatorzy i wszelkiego rodzaju pasożyty stanowiące niepotrzebny balast.

A po co? Aby świat mógł iść naprzód. A tych zdeprawowanych i skorumpowanych ludzi są miliony. A co powinni zrobić ci filistrzy, ci obserwatorzy? Po prostu przestańcie być filistrami. Taki obywatel, taki przeciętny człowiek jest po prostu leniwy. Taki jeśli można nic nie robić to nie zrobi nic. Jeśli można się tylko bawić to on się będzie bawił.

Taki nie ma najmniejszego zamiaru uczynić nic pożytecznego dla innych. To jest taka istota posługująca się emocjami i wyłącznie zaspokajająca swoje zmysły. Na tym się wszystko kończy.

Księga Shrimat Bhagavad tak o tym pisze: "kiedy pod wpływem pasji i ignorancji potomkowie rodu królewskiego popadli w pychę".... A pycha jest tego rezultatem. To znaczy, że im bardziej nikczemny jest dany człowiek - tym bardziej popada on w pychę. 

 Tacy zmieniają się w bezbożników. Tam mówi o tym 9 -ta paraśurama Shrimat Bhagavad. Nawiasem mówiąc to właśnie Bóg ich zabił - unicestwił ich, aby zrzucić to brzemię Ziemi - usunąć to obciążenie dla Ziemi. Powiada się, że to już się wydarzyło 21 razy z rzędu - stąd właśnie biorą się wojny. 

Tak więc ten rządowy terror, produkuje ludzi spoza polityki, ponieważ oni mawiają: „Och, po co nam ta polityka?” -, a mówiąc bardziej precyzyjnie to są ludzie uprawiający tchórzliwą politykę. 

Byliśmy przez długi czas w śpiączce - ja mówię o czasie dzisiejszym - zbyt długo trwała ta  śpiączka. Tam już się zrobił ropień. Już czas się obudzić, żeby już nie bać się co dziennie byle szelestu. Jeśli chcemy żyć spokojnie i pokojowo to czas otworzyć oczy i zrozumieć gdzie żyjemy, po co tu jesteśmy i jakie jest nasze zadanie.

 I równie ważne jest, aby zapobiec w przyszłości takiej sytuacji, która rozwinęła się w ciągu ostatnich 40-50 lat, aby już więcej nie dopuścić do sytuacji w której znaleźliśmy dzisiaj.  

 Ważne, że w końcu zrozumieliśmy że nasz własny rząd nas oszukuje a nam się to podoba. Lubimy oszustwo bo jeśli powiedzieć prawdę to nam się to nie spodoba.

My dzisiaj zamiast zbierać informacje samodzielnie i pomyśleć, zamiast samemu to wszystko wyjaśnić, zamiast zadawać niewygodne pytania oglądamy telewizję i wierzymy we wszystko, co ci ludzie nam mówią -  w to co mówią te gadające głowy w wieczornych wiadomościach.  To są te same głowy, które nas okłamują każdego dnia.

  Mówię to wszystko ponieważ chcę podnieść was na duchu. Pod żadnym pozorem i w jakichkolwiek okolicznościach nie ma powodu się nikogo bać. Strach jest najgorszym ze wszystkich wrogów który zawsze będzie stał na naszej drodze.

  Ludzie w końcu muszą wiedzieć prawdę, bez względu na to, jak przerażająca może ona być. Ludzie potrzebują pokoju, zrozumienia, wzajemności, i nie aby żyć w ciągłym strachu, żeby nie powodować niepotrzebnych obaw i wątpliwości, których jest już w tym świecie wystarczająco dużo.

Mówię to wszystko aby wesprzeć was duchowo. Bohaterstwo i świętość to dwie strony ścieżki duchowej. To są słowa jakie wypowiedział Vritrasura przed śmiercią - zapisane są one w Shrimat Bhagavad. 

Tchórzostwo i duchowości są nie do pogodzenia. One są niekompatybilne, ale tchórzostwo może czasami ukrywać się w fałszywej duchowości podczas wstrząsów społecznych. I wtedy świat zaczyna się tak trząść, to bardzo wielu ucieka w tę fałszywą duchowość. Bławadska właśnie przed tym  ostrzegała. Dziękuję za uwagę.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=UahVYtgngn4

środa, 10 czerwca 2026

Prowadzenie z wyższych poziomów – Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/O1RDm0G46TU

Witajcie ludzie, Mamy pytanie. To jest cytat Ramana Maharshi: "Co ma się wydarzyć, to się wydarzy bez względu na to, jak bardzo próbujesz to powstrzymać. To, co nie ma się wydarzyć, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo byś się starał".

   Najwyraźniej musimy się nad tym zastanowić. Czy Raman Maharshi ma rację?Zatem jeszcze raz powtórzę:  "Co ma się wydarzyć, to się wydarzy bez względu na to, jak bardzo próbujesz to powstrzymać. To, co nie ma się wydarzyć, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo byś się starał".

 Cóż, wniosek jest dość prosty - żeby zachować spokój – to taki cytat, on jest wielkim mędrcem, bardzo utytułowany i poważany. Nie będę już wymieniał całej jego biografii, wszystkich jego osiągnięć, wszystkich jego wielbicieli, tego, czego dokonał.

  Więc w zasadzie jest to klasyczne stwierdzenie o przeznaczeniu, o pewnym losie i nie przywiązywaniu się, o tym, że taki los istnieje. Zatem jak to się powiada: "spokojnie oddychaj i nie zamartwiaj się".

To stwierdzenie nawołuje do zaakceptowania nieuchronności, do zaprzestania marnowania energii na walkę z czymś, z czym walka jest bezużyteczna, nawołuje do znalezienia spokoju w samoświadomości i przekonaniu, że te wydarzenia nie są w stanie w żaden sposób dotknąć waszego prawdziwego "ja".

 Ale niektórzy chwytają się tego stwierdzenia i poddają się, opuszczają ręce mówiąc: „No cóż, pozwól, żeby wszystko działo się, tak jak się dzieje, bo czy będę się w tym życiu miotał, czy nie będę się miotał to i tak wszystko będzie tak jak będzie”. 

 Ale to absolutnie nieprawda. To absolutnie nie oznacza apatii i obojętności. To oznacza heroizm i odwagę. Wyjaśnię wam teraz dlaczego. Rozdział osiemnasty to doskonałość wyrzeczenia.  A w wersie 18, 58 Kryszna mówi Ardżunie: „Zawsze myśl o mnie; dzięki mojej łasce pokonasz wszystkie przeszkody uwarunkowanego życia. Jeśli będziesz działał pod wpływem fałszywego ego, nie słuchając moich instrukcji, nie spełniając mojej woli, to zagubisz się - zatracisz się”.

    I dalszy werset 18, 59. "A jeśli nie spełnisz mojej woli od razu nie poddając się wątpliwościom i nie przystąpisz natychmiast do bitwy" –bo  ta rozmowa wydarzyła się tam podczas wojny – "....to wybierzesz złą drogę i twoja natura zmusi cię do zrobienia tego samego".

   To znaczy, jak widzicie, ta sama droga może być heroiczna i zwycięska, albo defetystyczna i tchórzliwa. Jedno i to samo działanie, ale w jednym przypadku odniesiesz zwycięstwo na mecie, w drugim wynik będzie inny.  

 A zatem w tym świetle czyli w świetle cytatu z Bhagawadgity, ten omawiany przez nas cytat Maharshi, czyli: " to co ma się wydarzyć, wydarzy się, niezależnie od tego, jak bardzo starasz się to powstrzymać, a to, co nie jest przeznaczone, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo się starasz".

   Właśnie o tym mówi ten Maharshi, mówi, że los ciała jest z góry przesądzony i próby walki z nieuniknionym nie przynoszą niczego dobrego poza cierpieniem. Prawdziwa wolność nie polega na zmienianiu wydarzeń, lecz na ich akceptowaniu i na zrozumieniu, kim jestem. Ogólnie rzecz biorąc, polega to na przesunięciu środka ciężkości z tej świadomości ego,do wyższego ja. 

Podam przykład tego przeniesienia świadomości. Dwoje ludzi utknęło w tym samym korku przed jakimś ważnym lotem - przed jakąś ważną podróżą. Od tej podróży wiele zależy. Powinni tam dotrzeć i muszą wykonać tam coś ważnego.  

 I jeden z nich wpada w szał, krzyczy, że wszystko stracone, wyczerpuje swój system nerwowy. Stawia opór, ale jaki w tym sens? Wokół stoją samochody, on stoi w miejscu i nic nie może zrobić. A ten drugi rozumie, że opóźnienie już nastąpiło. Że jakiekolwiek złoszczenie się jest bez sensu. On wykorzystuje ten czas na jakieś myśli albo zapisuje jakieś plany w zeszycie. Czyli zasadniczo nie marnuje czasu na samozniszczenie, ale rozgląda się i zadaje sobie pytanie co ja teraz mogę zrobić? I wykonuje to co się da w danej chwili. 

 Wydarzenia zewnętrzne wydają się takie same, ale wewnętrzny rezultat jest naturalnie inny.  

 Jakie są zatem tutaj główne idee w tym omawianym cytacie? Cóż, pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest determinizm czy też nieuchronność. To znaczy, że kluczowe wydarzenia w życiu są z góry określone i…

 i wydarzają się niezależnie od naszych wysiłków. Różne dziedziny życia wiele o tym mówią, na przykład, mówi o tym chiromancja. Cóż, mogą być jakieś niuanse, ale kluczowe wydarzenia będą niezmienne. Na przykład przemieszczam się z punktu A do punktu B, więc idę tam albo pieszo albo jadę tam samochodem, podwożą mnie bezpłatnie, jest komfort, sprzyjający wiatr, dobra pogoda, i tak docieram do wybranego miejsca.

 Ale mogę również przebyć tę samą trasę, ale tam zostałem okradziony, tam zostałem pobity, tam ledwo uciekłem. A potem mniej więcej w tym samym czasie dotarłem do punktu B. 

 I widzicie - nie ma znaczenia, co się wydarzyło między A a B. Najważniejsze, że dotarłem z A do tego miejsca B. Rozumiecie w czym rzecz? To jest najważniejsze. To najważniejsze, że w końcu tu dotarłem. 

 Ale w jakim stanie dotarłem? Okazuje się, że jeśli zaakceptuję wydarzenia takimi, jakie są i jakoś się do nich dopasuję, to, jak się okazuje, łatwo je przezwyciężę i dotrę komfortowo. 

 Natomiast jeśli się spieszę, boję się, że coś przegapię, spóźnię się, i tam dotrę, to wtedy tak się dzieje. I mówię: patrzcie, dokonałem takich heroicznych wysiłków. A jednak, widzicie, jestem cały rozbity,porwany, ale mimo to dotarłem. Rozumiecie? 

  O to właśnie tu chodzi w tej myśli Maharshi. To znaczy, przeznaczenie to wydarzenia, kluczowe wydarzenia, powtarzam, one są już gdzieś zapisane, one na pewno się wydarzą, niezależnie od naszych wysiłków. 

 A nasze wysiłki mogą je albo nasilić, albo złagodzić. O to właśnie chodzi. Ciało rodzi się z pewnym scenariuszem. To nazywa się prarabthakrma. Prarabthakarma składa się z tego, czego zazdrościliśmy w poprzednim życiu i co chcieliśmy spełnić, ale po prostu nie mieliśmy czasu - nie zdążyliśmy. Albo byliśmy komuś coś winni, złożyliśmy obietnicę, albo po prostu byliśmy zobowiązani, jako jakiś dług, którego nie spłaciliśmy.  

 A potem nagle z dwóch połówek powstaje to ciało, które jak się okazuje się aż do poziomu molekularnego jest zaprojektowane tak, aby łatwo spłacać wszystkie długi i łatwo spełniać wszystkie te pragnienia, które nie mają nic wspólnego z celem, z przeznaczeniem naszego życia. Po prostu gdzieś zajrzałem i postanowiłem czemu nie spróbować i tego. Taki oto miłosierny jest Bóg. 

 To znaczy, dostałem to za darmo. I On prowadzi mnie tą ścieżką, gdzie spotykają się dłużnicy, albo też mogę jakoś zrealizować te swoje pragnienia. Ale w tym celu trzeba oczywiście poczynić jakieś wysiłki.

 Czyli, że ta Prarabthakarma to są owoce naszych przeszłych działań. Tej Prarabthakarmy nie da się zmienić. Mogę wyłącznie  spłacić swoje długi i spełnić te pragnienia a wtedy staję się wolny. Ponieważ dopóki istnieje prarabdhakarma, to jest ona kompasem, którego nie da się zmienić. Ona będzie nas prowadziła przez te same wydarzenia, abyśmy spłacili nasze długi i spełnili nasze pragnienia. 

 I uważa się, że czynienie tych rzeczy oznacza przede wszystkim oczyszczenie świadomości. Bo kiedy spełniam te wszystkie moje pragnienia z najwyższym rezultatem i po prostu już tego nie chcę, bo rozumiem już, że nie ma tam nic interesującego. 

 I wtedy na tę moją wolną głowę spada to transcendentalne zadanie, które potocznie nazywamy przeznaczeniem. To już jest wtedy moja misja. Nie możesz po prostu zrzucić misji na głowę, bo wraz z nią idą zasoby, żeby ją wypełnić, ale zanim się to stanie to nie dostaniesz tego tortu z nieba, dopóki tutaj na ziemi wszelkie sikorki mają możliwość wydziobać te wszystkie ziarna. I dlatego nie dostajesz jeszcze tych zasobów wraz ze swoim przeznaczeniem.

 A ludzie mówią: „jak mam rozpoznać swoje z przeznaczenie? Po prostu musisz legalnie spełnić swoje pragnienia czyli nie łamiąc prawa. A jak nie łamać prawa? Cóż, myślę, że nie ma potrzeby tego wyjaśniać - ważne żeby nie w sposób kryminalny.

Zatem wydarzenia, które dotyczą ciała, są nieuchronne. Są to spotkania z określonymi ludźmi, jakaś choroba, nawet jakiś sukces, albo dla przykładu jakaś utrata pracy.  

 Ja miałem przypadek, kiedy cała grupa naszego guru Anatolija Antonowicza pojechała do Dniepru. Była wtedy setna rocznica śmierci Heleny Bławatskiej i spotkaliśmy się tam z różnymi ludźmi. 

 Był tam pewien człowiek, który wynalazł urządzenie, które pokazywało jaką człowiek ma chorobę. Powiedzmy, że mężczyzna zachorował i miał wrzód żołądka. Ten wrzód żołądka został spowodowany nie przez coś niewłaściwego, co zjadł w tym życiu, ale przez działanie w poprzednim życiu. 

 Tam sadzają człowieka przy tym urządzeniu, a potem kładą mu coś na głowę i na oscylogramie widać pewne rzeczy. Zadano mu pytanie o ten wrzód żołądka

 a on opowiada, że biega z karabinem maszynowym, strzelając gdzieś. Zasadniczo czyni coś, czego nie powinien i właśnie dlatego ma ten wrzód żołądka. A potem to zdarzenie widoczne na urządzeniu w formie fali zostaje po prostu wymazane.

    Wiecie, jak czasami poprawia się zapisy, pewne rzeczy się wycina, dokonuje się korekty - zastępuje lub dodaje. I okazuje się, że tak to się właśnie czyni. Wiemy, że w ten sposób programowani są ci oficerowie wywiadu - tworzą im fałszywe wspomnienia, czyli okazuje się, że to urządzenie to nie jest już taka nowość.

  Wymazuje się tę rzecz odpowiadającą za wrzód żołądka - człowiek wstaje bez śladu wrzodu. Praktycznie zanurzyli się za pomocą tego urządzenia w przeszłość, poprawili to i jest wolny od wrzodu. 

  Ale potem postanowiliśmy, że nigdy, przenigdy nie powinniśmy tego robić. Pozwólmy mu chodzić z wrzodem. To znaczy, nie należy naprawiać przeszłości w ten sposób. Z pomocą świadomości i pokuty jak najbardziej można - to jest legalna droga, a po takiej ingerencji tym urządzeniem choroba powróci i będzie jeszcze gorzej. 

 Albo inny przykład: ktoś uparcie stara się o jakąś pracę, o stanowisko, które nie jest mu przeznaczone, on marnuje energię, źle śpi i jest nerwowy. W rezultacie umawia się z kimś poprzez znajomości ale stanowisko dostaje ktoś inny.  Czyli, że cała ta jego walka była daremna, jego spalone nerwy są daremne. To, co nie było mu przeznaczone nie wydarzyło bez względu na jego wszelakie starania.

  Ale jeśli jego losem jest przeniesienie się do innego miasta, to po prostu zostanie tam wciśnięty pomimo tego, że planował pozostać tutaj.

  Cóż tam jeszcze wynika z tej omawianej wypowiedzi? Bezsensowność walki.  To nie znaczy, że nie powinieneś walczyć. Nie powinieneś walczyć z tym, z czym nie powinieneś walczyć. Są rzeczy, których nie da się zmienić. To znaczy, próba zmienienia tego, co nie powinno się wydarzyć, to strata czasu. 

 No i jest jeszcze trzecia rzecz – znaczenie pokoju. Jeśli nie będziesz walczyć z tym, z czym nie powinieneś walczyć, to natychmiast znajdziesz spokój. Pokój nie polega po prostu na zaprzestaniu działania, ale na zaprzestaniu niepotrzebnych działań. Wtedy pojawia się spokój.  

 Mamy lęki ponieważ demony popychają nas do niepotrzebnych działań. Dlatego się martwimy. Dlatego jesteśmy niespokojni. Zatem znaczeniem pokoju jest trwanie w takiej ciszy. Czyli, że jestem świadomy, wiem, co czynię. Może być wygodnie, może być niewygodnie, ale to wciąż nie jest jakiś rodzaj zewnętrznej bezczynności, jest to aktywność, ale we mnie wewnętrzny spokój, taki brak przywiązania do rezultatów i zaufanie do tego wyższego kierownictwa.

   To oznacza, że ​​musimy czynić to, czego nikt inny nie wykona bez nas, ale mamy to czynić bez emocjonalnego przywiązania do rezultatu. Bo walka wynika ze strachu, z naszej obawy, że co się nie uda - ale kiedy wykonujesz to spokojnie, to oczywiście się uda.  

 Podam tu taki przykład: jakiś lekarz leczący pacjenta czyni wszystko, co możliwe, czyni to profesjonalnie. Ale jeśli choroba jest nieuleczalna, czasami choroba jest nieuleczalna, to on mówi szczerze: "nie jestem w stanie" i wtedy nie cierpi z tego powodu. On rozumie, że życie ciała zależy od Boga czy też od losu, ale na pewno nie od medycyny. To oznacza wypełnianie swojego obowiązku bez takiego zbędnego zamieszania. 

 Wydarzenia w życiu ciała, są z góry określone przez karmę z przeszłości. To jest prarabtha karma. To jest opór. Czy wiecie czym jest Prarapthakarma? Można ją tylko urzeczywistnić, zrealizować. Nie da się jej pozbyć w wyniku jakiejś tam medytacji. 

 Nawet nie można jej pogorszyć. Jeśli ktoś kompletnie się pogrążył, stał się pijakiem, grzebie w śmietnikach, to możesz go wyczyścić, ogolić, obciąć mu paznokcie, możesz go wybrać do parlamentu, założyć mu krawat - tak można dokładnie w tej chwili uczynić z każdym bezdomnym.

 Widzicie - istnieje coś, czego nie da się tak łatwo zabić – to pewien stan w człowieku. To się właśnie nazywa prarabthakarma. To znaczy, możesz znacznie zmienić to, co wypracowałeś w tym życiu, ale to, co wypracowałeś w poprzednim życiu, nie jest takie łatwe do zmiany. To nie jest takie łatwe, bo to jedno z tych pragnień,

 o których mówiliśmy wyżej, tego się nie da wymazać - to się oczyszcza tylko poprzez spełnianie tych pragnień i spłacanie długów. 

 Nawiasem mówiąc, długi to też pragnienie, bo nikt nie chce być zadłużony, prawda? Długi to chęć, aby nie być u nikogo zadłużonym.  

 To znaczy opór przed nieuniknionym jest głupi i generuje cierpienie, tworzy psychiczny niepokój. A wolność woli nie polega na zmienianiu zewnętrznych zdarzeń, ale na zmianie swojego stosunku do nich - ta wolność polega na zdolności nieutożsamiania się z tym ciałem, przez które te zdarzenia przechodzą.  

 A czego ci do tego potrzeba? No cóż, zadawaj sobie nieustannie pytania: „Kim jestem? Kim jestem?" Zadawaj je tak długo, aż stanie się jasne, że nie jesteś tym ciałem i nie jestem nawet tym intelektem, ani nawet nie tym umysłem. 

 Wolność woli nie polega na zmianie tego scenariusza, ale na nieutożsamianiu się z aktorem w tym scenariuszu. Na przykład, ktoś traci firmę - on może oczywiście być zdenerwowany albo zaakceptować, że to jest przepływ karmy. W ten sposób karma została oczyszczona. 

 W jaki sposób? Poprzez zrozumienie, że jest on czystą świadomością, a ta świadomość nie zależy zbytnio od konta bankowego. No i całkowite poddanie się wyższej woli, jeśli mamy jakoś pełniej określić to określenie: poddanie się wyższej mocy. 

 A potem ta cisza - w sensie spokoju w tym kontekście, to nie po prostu zatrzymanie się i bezczynność, ale to jest najwyższy forma działania, pozwalająca rzeczywistości rozwijać się bez sprzeciwu naszego egoizmu, bez sprzeciwu ze strony naszego lęku, ponieważ lęk nas spowalnia. Bo my się wtedy sprzeciwiamy: "ojej! dokąd my zmierzamy?"

Dla przykładu artysta, który maluje aby stać się sławnym, będzie stale dręczony strachem przed krytyką. Natomiast artysta, który, "poddał się", w cudzysłowie, oczywiście, poddał się procesowi, staje się niejako narzędziem Boga, staje się pędzlem Boga. Jego dzieła posiadają niezwykłą moc.

Werset 1878 Bhagavadgity mówi o tym w ten sposób: "Niezwykła moc" - ponieważ tylko poprzez te dzieła przejawia się taka czysta rzeczywistość, która się rozwija, która jest malowana bez oporu ze strony ego. 

  To znaczy, ego dokonuje korekt, a my wydajemy się wykonywać to pięknie, ale jakoś tak naprawdę to nie rezonuje z nami. I dlatego werset 18,66 powiada: "Po prostu poddaj się mi, a uwolnię cię od wszystkich konsekwencji twoich grzechów. Nie bój się niczego".

   I co się wtedy stanie? I wtedy dzieje się to, co jest opisane w ostatnim wersie, czyli 1878: "wtedy gdy się oddasz to tam będzie obfitość, zwycięstwo, niezwykła siła i czystość moralna".

To „po prostu poddaj się mojej woli" podkreśla, że ​​kiedy usuwamy ego, to wyższa siła bierze na siebie wszystkie te konsekwencje. A jeśli sam je wziąłeś, to musisz sam sobie z tym poradzić. I pytanie brzmi, czy będziesz w stanie sobie z tym poradzić? 

Wychodzi więc na to, że kiedy przestajemy walczyć i powierzamy ten scenariusz życia wyższej sile, to strach znika, Życie jest wtedy pełne wewnętrznej obfitości i w tym momencie nadchodzi taki dziwny spokój. A ten dziwny spokój to nie depresja, nawet nie wiem, co go powoduje, ale jest to bardzo dziwny stan. I właśnie z tego stanu rodzi się ta niezwykła moc, zdolność do akceptacji i działania w harmonii z rzeczywistością. 

  Wtedy wszystko, co nas hamowało, nagle zaczyna nam pomagać. To znaczy, że przeznaczenie to nie klatka, ale uwolnienie od ciężkiego brzemienia odpowiedzialności za coś, czego i tak nie jesteśmy w stanie kontrolować, bo wzięliśmy to na siebie. 

  Wiecie kiedy się pojawia lęk? kiedy spadamy ze stołka, Bóg był tam z nami i pomagał nam, a my mówimy: „Pozwól mi usiąść na twoim stołku”. I rozumiemy, że jesteśmy niekompetentni i boimy się. Nie musimy czynić niczego w zastępstwie Boga. My mamy wykonywać swoją część, a Bóg zajmuje się swoją częścią. Na tym polega ta opatrzność czy też zrządzenie losu. 

 Bóg wykonuje swoją część, a ja mu pomagam. To, na pierwszy rzut oka, wydaje się takim rodzajem manifestu przeznaczenia rozumianego jako fatalizm.

 Ale jeśli zaczniesz praktykować te rzeczy, to okazuje się, że jest to klucz do wyzwolenia. To jest zaproszenie, aby przestać walczyć z wiatrakami i odnaleźć wewnętrzny spokój żyjąc w pełni aktywnym życiem. 

  A wtedy po prostu stajemy się kanałami wyższego poziomu. Z zewnątrz to wygląda dla innych: "och! popatrz jak mu się wszystko udaje! Zobacz jaki z niego wspaniały przywódca", ale tak naprawdę on jest tylko kanałem dla wyższych sił czego i wam życzę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=Ut87k441IiM