wtorek, 18 września 2018

ROZWIĄZANIE KAŻDEGO PROBLEMU - Olga Waliajewa

źródło tłumaczenia: https://vk.com/nw_earth?w=wall-39824723_186154

  Teksty Waliajewej zawsze dają do myślenia. Nowi czytelnicy niech sobie wpiszą to nazwisko w wyszukiwarkę blogową. Jest więcej artykułów Olgi - można wpisać w wyszukiwarkę youtube- jest kilka filmów z jej udziałem, niektóre wraz z mężem.

Im więcej zadają mi pytań o to, jak postępować w tej czy innej sytuacji (choć nie prowadzę konsultacji to takie pytania są zawsze zadawane), tym bardziej zdaję sobie sprawę,  że mam uniwersalną receptę z odpowiedzią na prawie każde pytanie i prośbę. Wszystko jest proste i jednocześnie trudne.


Masz problemy w relacjach z mężem?


"Puść go przodem"! Odpuść! Zatrzymaj się i "puść" go! Przestań próbować go zmieniać, "przebudowywać" jakoś, walczyć z nim i wojować, szukać sprawiedliwości i spierać się. Przestań myśleć, że poprzez zmianę partnera możesz rozwiązać problem - to złudzenie.


Zadbaj o siebie! - zajmij się sobą! Poznaj samą siebie lepiej, zbliż się do siebie samej abyś mogła sama ze sobą poczuć się lepiej, naucz się nie żądać szczęścia od męża ale stań się źródłem takiego szczęścia dla swoich bliskich.

      Ucz się i studiuj samą siebie, rozwijaj się, buduj duchową praktykę, abyś nie potrzebowała miłości, nie musiała chodzić jak żebrak z wyciągniętą ręką.

Problemy w kontaktach z rodzicami?


"Puść ich przodem"!  Zatrzymaj się i "puść" ich! Przestań się na nich obrażać, uratować ich, uczyć ich życia, złościć się, czegoś, coś im udowadniać.Przestań wciąż na nowo przeżywać swoje stare żale, budować oczekiwania, walczyć z nimi - z ich (rodziców) ingerencją.

 Zadbaj o siebie! Zajmij się sobą! Znajdź na tym świecie swoją drogę i podążaj nią. Nie przeciw komuś, nie wszystkim na złość, nie po to aby kogoś zadowolić, ale po prostu dlatego, że tego chcesz.  W tym celu trzeba zrozumieć, czego dokładnie chcesz, do czego ciągnie dusza, co jest na tym świecie twoje. 
 Lepiej jest angażować się w taką samoświadomość, niż koncentrować się na rodzicach i ich opiniach.

Problemy z kontaktach z dziećmi?


 Puść je przodem!  Zatrzymaj się i "puść" je! Przestań je szturchać, poprawiać, kształcić, "podciągać", "wyprowadzać je na ludzi", tworzyć ich przyszłość. 
 Przestań porównywać je z innymi, przestań mierzyć ich sukces własnym sukcesem. 
   Przestań ich kosztem spróbować realizować wszystkie swoje marzenia. Pamiętaj, że one nie należą do ciebie, jesteś tylko ich tymczasową "twierdzą" (ochroną). Zajmij się sobą! Stań się taką osobą, jaką chciałbyś widzieć swoje dzieci za 20 lat, abyś nie wstydziła się sama za siebie i za swoje życie.Spełniaj swoje marzenia, nawet jeśli jest na to późno, nie przekładaj tego na barki dzieci. I niech rozwijają się tak jak jest im przeznaczone, niech idą swoją własną drogą.

Problemy w wyjściu za mąż?


Odpuść obsesję na temat sukni ślubnej i pierścionka. Odsuń się od mężczyzn, od zalotników - od tych potencjalnych i od tych bez perspektyw.


Zadbaj o siebie! Stań się tą kobietą, którą tylko ty możesz zostać. Naucz się teraz być szczęśliwą - nawet bez pierścionka na palcu. Rozpocznij romans sama ze sobą, aby ci było tak dobrze samej ze sobą, że czas przelatuje niezauważalnie. Nie szukaj swojej drugiej połowy, bądź "kompletną" i żywą - prawdziwą i szczerą.


 Problemy z teściową?

  Puść ją przodem! Odpuść! Zatrzymaj się i "puść" ją! Zostaw w spokoju swoją teściową! Przestań konkurować z nią o to, która z was jest "fajniejsza", która jest ważniejsza, którą on kocha bardziej. Nie udowadniaj jej, że jesteś dobra. 
 Nie szukaj jej miłości. 

  Zadbaj o siebie! Rozwijaj wewnętrzną dojrzałość - wdzięczność dla tej, która wychowała twojego ukochanego, stań się samowystarczalna aby nie obrażać się i nie czekać na coś wyjątkowego, zbierz się na odwagę by pozostać sobą.

 Masz problemy ze znalezieniem powołania, z pracą?

 Porzuć pomysł znalezienia jej za wszelką cenę tak szybko, jak to możliwe, a to była prestiżowa oraz natychmiast przyniosła dużo pieniędzy. 
  Zadbaj o siebie. Podążaj za swoim sercem. Nie za pieniędzmi ale za głosem serca. Miej taką samą odwagę bycia sobą nie zwracając uwagi na opinie innych ludzi i zasad społecznych. Wykonuj to, co kochasz. 
   Spróbuj, poszukaj tego, co kochasz, co lubisz, tego co masz w swojej duszy - znajdź to co tobie się udaje - tego do czego masz talenty i skłonności.

  Problemy z samą sobą?

 Tym bardziej zadbaj o siebie, w końcu! 
 Nie przykładaj odpowiedzialności za swoje życie na męża, na rodziców, na okoliczności i karmę.

 Miejcie odwagę uczciwie spojrzeć w swoje serce, aby zobaczyć tam ogromne skarby pokryte ogromną warstwą kurzu i brudu. Zacznij krok po kroku oczyszczać to wszystko, usuwać blokady, nadać swoim skarbom utracony blask. 

Radhanatha Swami powiedział na jednym z wykładów:

 "Wszyscy jesteście naprawdę piękni, ale nawet tego nie podejrzewacie. Jeśli zrozumiecie jak jesteście piękni, to od tej chwili na zawsze będziecie szczęśliwi." 

Tak to jest. Wszystko, czego potrzebujesz, jest już w tobie, w twoim sercu. To prawda, że tkwi to tam niepotrzebne, niewykorzystane i zapomniane. I kiedy ścigasz miraże zewnętrznego "szczęścia", twój prawdziwy skarb jest pokryty kurzem.
   Podczas gdy przebudowujesz wszystkich dookoła - najważniejsza osoba w twoim życiu jest opuszczona i zapomniana przez wszystkich. 

Podczas gdy próbujesz zmienić rzeczywistość, nie mając żadnej możliwości wpływania na nią, tracisz najważniejszą szansę na zmianę swojego życia. Zmień swoje własne serce.Tylko takie zmiany mogą wywoływać zewnętrzne zmiany wokół ciebie.

   Zwróć uwagę na siebie! 
     Przypomnij sobie o swojej pierwotnej duchowej naturze, nasze dusze są wieczne i zawsze są młode, piękne, pełne wiedzy i prawdziwego szczęścia, które nieustannie wzrasta. 

    Dusza jest jedyną rzeczą, którą zabieramy ze sobą, kiedy opuszczamy ten świat a to dlatego, że to my jesteśmy duszami.Wszystko, czego potrzebujemy, jest już w nas. Pozostaje o tym przypomnieć sobie i pamiętać.


Olga Waliajewa


poniedziałek, 17 września 2018

Pola morficzne cz. 3

  Estera podpowiedziała film jaki wczoraj też wpadł mi w oko w podpowiedziach.
  Polecałem już kiedyś. Dzięki Esterze właśnie się zapoznałem z tą częścią 3 a która wczoraj jakoś ostatecznie umknęła uwadze ( życie w realu zagłusza - nie sposób wszystko "połapać" od razu. Mam wrażenie, że ta nasza życiowa karuzela nieustannie przyspiesza).

     Tak jak napisałem tam pod  wpisem Estery: ".... Niezwykle skondensowana pigułka. Do tego komentarze. Muszę ochłonąć. ........(....)..... Zapowiadana jest część 4. Kawał pracy! Kanał faktycznie wyróżnia się pośród innych - szerokie spojrzenie, ogromna wiedza. " .

   Wpis na blogu poczynić trzeba! Bald TV  wybija się niezwykle na youtube. Można w ciemno każdy publikowany materiał. 


Polecam przejrzeć komentarze - tam człowiek poleca taki materiał: https://www.youtube.com/watch?v=moDZpM-rvXI&t=8171s.
  Jeśli ktoś ma czas to może przejrzeć choć ciężkostrawne treści

EDUKACJA W ROSJI: WIDOK Z BOKU

 Już kiedyś chyba tłumaczyłem ten artykuł. Nie jestem pewien a nie chce mi się wertować bo nie wiem jaki mu nadałem tytuł (jeśli jest). Na pewno ja go już dawno temu czytałem a wraca on na rosyjskich stronach co jakiś czas.
Nawet jeśli go znacie to myślę, że warto powtórzyć:

 Źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_147827

  Historia amerykańskiej rodziny z dwójką dzieci mającą 9 lat i osiadłą w rosyjskiej wiosce.

 ."Osiedliśmy w cudownym miejscu. To jest wprost bajka. To prawda, że ​​sama wioska przypominała zaludniony punkt z filmu katastroficznego. Mój mąż powiedział, że tak jest prawie wszędzie i że nie należy tego brać pod uwagę - że tutejsi ludzie są dobrzy.

  Nie za bardzo w to uwierzyłam. A nasze bliźniaki były - tak mi się wydawało - trochę przestraszone. 

 Ostatecznie przeraziło mnie, że w pierwszym dniu szkoły, kiedy właśnie miałam jechać bliźniaków naszym samochodem  (szkoła była oddalona o około 1  milę) podwiózł ich prosto do domu nie jest całkiem trzeźwy człowiek w strasznym pół - pordzewiałym samochodzie terenowym , podobnym do starych Fordów. 
           Długo i rozwlekle się tłumaczył i przepraszał za coś, tłumaczył się jakimś świętem czy innymi uroczystościami, wylewnie wprost nie mógł się nachwalić naszych dzieci, przekazał pozdrowienia od kogoś i pojechał sobie.           Obruszyłam się na moje niewinne aniołki, szybko i z radością omawiające pierwszy dzień w szkole, zadałam konkretne pytanie: "Czy nie dość razy wam mówiłam, żeby nigdy nawet nie odważyli się zbliżyć do obcych? Jak mogli wsiąść do samochodu z tym mężczyzną?!" 
             W odpowiedzi usłyszałam, że to nie jest żaden obcy, a szef gospodarstwa szkolnego, który ma złote ręce, i że wszyscy bardzo go lubią, a jego żona pracuje jako kucharz w stołówce. Zamarłam z przerażenia. Dałam moje dzieci do jakiejś meliny!!! A tak ładnie wydawało się na pierwszy rzut oka ... Moja głowa zapełniła się wieloma opowieściami z prasy o panujących na rosyjskiej prowincji chorych i dzikich obyczajach ...... 

       .......Nie będę was dalej intrygować.
         Życie tutaj okazało się naprawdę cudowne, a szczególnie wspaniałe dla naszych dzieci (chociaż obawiam się, że dostałam dużo siwych włosów z powodu ich zachowania). Było mi niezwykle trudno przyzwyczaić się do myśli, że dziewięcioletnie letnie (a potem dziesięcio - i tak dalej...) moje dzieci według miejscowych zwyczajów są postrzegane jako bardzo samodzielne.
          Idą się bawić wraz z miejscowymi dziećmi na pięć, osiem, a nawet 10 godzin - dwie, trzy, pięć mil w las lub nad jakiś zupełnie dziki staw. Że wszyscy chodzą tutaj pieszo do szkoły i ze szkoły, a oni szybko zaczęli postępować samo - po prostu o tym już nie wspominam.

 Po drugie, tutaj dzieci są pod wieloma względami uważane za powszechne. Mogą na przykład odwiedzić całą ferajną kogokolwiek a następnie zjeść tam obiad - nie, że napić się czegoś albo zjeść kilka ciasteczek lecz zjeść porządny obiad, tak według rosyjskich obyczajów. Co więcej, każda kobieta w polu widzenia na którą trafiają, automatycznie bierze odpowiedzialność za cudze dzieci. Ja, na przykład, nauczyłam się tak czynić dopiero w trzecim roku naszego pobytu tutaj.

TU DZIECIOM NIGDY NIC SIĘ NIE PRZYTRAFIA.


Mam na myśli, że nie grozi im tu żadne niebezpieczeństwo ze strony ludzi - od nikogo. W dużych miastach, o ile mi wiadomo, sytuacja jest bardziej podobna do amerykańskiej, ale tutaj jest właśnie tak. Oczywiście, same dzieci mogą poczynić sobie wiele szkód i początkowo próbowałam to jakoś kontrolować, ale było to po prostu niemożliwe.

        
            Na początku byłam w szoku jak "bezduszni" są nasi sąsiedzi, którzy w odpowiedzi na pytanie o to, gdzie jest ich dziecko, całkiem spokojnie odpowiadali: " a biegają gdzieś tam -  przyjdą na obiad!" Boże, w Ameryce takie podejście grozi sądem! Minęło dużo czasu zanim zdałam sobie sprawę, że te kobiety są znacznie mądrzejsze ode mnie, a ich dzieci są znacznie bardziej przystosowane do życia niż moje, przynajmniej tak było na początku.

      My, Amerykanie jesteśmy dumni z naszych zasad i praktyczności. Ale żyjąc tutaj, uświadomiłam sobie ze smutkiem, że jest to słodkie samo -oszukiwanie. Może tak było kiedyś. Dzisiaj my - a zwłaszcza nasze dzieci - jesteśmy niewolnikami wygodnej klatki, w siatkę której podłączono prąd uniemożliwiający całkowicie normalny, swobodny rozwój człowieka w naszym społeczeństwie.


Jeśli Rosjanie w jakiś sposób oduczą się pić alkohol to bez trudu i bez jednego strzału podbiją cały współczesny świat. Oświadczam to z pełną odpowiedzialnością."



niedziela, 9 września 2018

Oleg Gadecki - sierpień 2018

Anna zamieściła kolejny film - jak zwykle genialnie i prosto.
  Wiele razy podały prośby od Dziewczyn (propagowaliśmy tu słowo "Żeńczyni" ale oświeciło mnie kilka tygodni temu, że przecież mamy wspaniałe i znane słowo używane do dziś w polskiej mowie. Deva to żeńska Bogini - polskie "Dew- czyna" moim zdaniem całkiem dobrze wpisuje się w treść jaką chcemy przekazać. Dodam jeszcze, że we współczesnym rosyjskim "e" wymawiamy "je". )... padały prośby od Żeńskiej płci aby jak najwięcej zamieszczać instrukcji dla mężczyzn. Oto i mamy ważną radę od Olega.
    Od siebie dodam, że (moim zdaniem rzecz jasna- to jest moja praktyka) funkcjonuje ona i warto ją stosować gdy Dziewczyna wibruje na częstotliwościach żeńskich. Jeśli jest to typowa dziś "kobieta- partner" to znoszenie poczynań takiej osoby prowadzi tylko do tego o czym mówi Oleg na początku a więc do ekalacji i umacnianiu się egoizmu. Mam niestety kilka takich przykładów w najbliższym otoczeniu - to jest orka na ugorze. Takie "ni pies - ni wydra" - mężczyzna w kobiecym ciele to są nieustanne utarczki, wtrącanie się we wzajemne powinności - no chaos po prostu. Długa opowieść... ech.

                   Napisy polskie są - gdyby komuś się nie włączały (u mnie właśnie tak było) to klikajcie ikonkę w prawym dolnym rogu ekranu. Pierwsza ikonka z lewej:


p.s. pozwoliłem sobie ten film przegrać na mój kanał jak i blog. Jeśli ktoś z czytelników bloga nie wie o istnieniu kanałów youtube to informuję, że po prawej w szybkich linkach sa przekierowania na 2 kanały.

piątek, 7 września 2018

Zdrowe odżywianie raz jeszcze.

  Toczymy sobie rozmowę na temat kiszonek tu- ja nadal wksperymentuję na sobie z kwasem buraczanym, kilka dni temu (a może już kilkanaście? - nie liczę) wypiłem jednego dnia dość dużą ilość ale już mi się nie chce (wczoraj spróbowałem) - może być też tak, że kiszonka jest bardzo krótkoterminowym produktem i jest dosłownie jeden dzień gdy ma ona proporcje nadające się jeszcze do spożycia. Ćwiczyłem to z kapustą dawno temu, jest taki moment gdy sok jest jeszcze słodki i chce się go pić. Inną rzeczą jest, że jadałem wtedy rzeczy gotowane i najprawdopodobniej mój organizm wybrał zło mniejsze na tamtym etapie mojego życia używając soku z kapusty do samooczyszczenia. Kiszonki bezsprzecznie według mnie powodują jakieś obciążenie dla układu limfatycznego - widać to wyraźnie po porannym podkrążeniu oczu ( obciążenie nerek) a potem po obficie płynących łzach (usuwanie czegoś z przewodów limfatycznych w tamtym rejonie ciała). Nie jest to jednak aż takie wielkie obciążenie jakie dają produkty mleczne na przykład ze skutków których oczyszczać się musiałem domową sauną i na wiele innych sposobów.
     No dobra - być może coś dodam w komentarzach. Dużo już na ten temat było. Podawałem linki do filmów dr-a Morse, był niedawno anonsowany jeden z wykładów pani Barbary Kazana, był Paul Nison z "dietą biblijną"  (mogę mylić tytuł) -Paul wyleczył trwale wrzód jelita grubego. Był Borys Rafaiłowicz Uwaidow i kilku innych odważnych.
   Kondensat tej wiedzy poparty praktyką życiową mamy w linku jaki gorąco polecam a który podała J. Amelia. Szczególnie ciekawe są wnioski końcowe. Spisująca wywiad Agnieszka Olędzka zamiast osteoporoza napisała ostrporoza.

http://surowadieta.pl/to-co-najprostsze-jest-najgenialniejsze/