wtorek, 1 września 2026

Fałszywe poświęcanie się - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://youtu.be/XHTmZtk187A

 Witajcie ludzie.  Jesteśmy razem i znów odpowiadamy na pytania.  Jaki jest nasz temat? Nasz temat to: fałszywe poświęcenie, fałszywe poświęcanie się. Dlaczego postawa „Żyję tylko dla moich dzieci” jest zbrodnią przeciwko nim? 

  Taka postawa, że rodzice poświęcają swoje życie.. - wiecie, nie możemy żyć ich życiem, nie możemy przeżyć życia naszych dzieci, bo nasze życie to nasze zadanie, a dzieci są częścią mojego życia jeśli chodzi na przykład o edukację - nie powinniśmy ich całkowicie nadzorować, bo potem te niedojrzałe dzieci dorastają aż do emerytury. 

  Są takie matki, które wychowują dzieci do emerytury, ich nawet nie można już nazwać Homo sapiens. Ani matki nie można nazwać Homo sapiens, ani takiego dziecka. Widziałem takie zwierzęce rodziny, 

istnieją takie pary, zwłaszcza bywają takie relacje pomiędzy matką a synem, on pije, on pali, ona po trochu przynosi mu coś tam. To po prostu okropne. A wszystko zaczyna się od miłości. Dziecko się rodzi, jest takie małe, ale my rozumiemy, że opieka trwa do 14 roku życia, i to wszystko, już dość. 

 Do 14 roku życia można i trzeba je wychowywać, potem jest to przestępstwo - jest to niedozwolone. Wtedy w człowieku budzi się wola. Mówi się że, do siódmego roku życia dziecko jest traktowane jak król, potem jak niewolnik, a to znaczy, że dzieci muszą być posłuszne. Tam od 7 do 14 roku życia jest rola ojca, jego słowo jest święte, a po 14 roku życia traktowanie jak równy z równym. Wtedy jest już za późno, wtedy mama i tata nie mają już wpływu. Coś wtedy już przecieka przez palce. 

 Dlaczego? Ponieważ dziecko zaczyna słuchać Boga. Albo diabła z wewnątrz. Jeśli mama i tata nie zdołali tam umieścić Boga, jeśli mu nie wyjaśnili, że tak będzie lepiej, to zaczyna się wpływ ulicy i inne tego rodzaju ale tak naprawdę to wpływ diabła. I wszelkiego rodzaju demony już tam są. A my mówimy: „No cóż, po prostu pech. Pewnie, złe geny, pewnie  złe wychowanie. A to jest po prostu ślepa nadopiekuńczość,

  kiedy życie osobiste matki nie jest uporządkowane. No, na przykład jej mąż odszedł czy coś w tym rodzaju...  ale tę swoją miłość trzeba gdzieś umieścić. I wtedy zaczyna syna traktować protekcjonalnie, zaczyna się ta cała nadmierna opiekuńczość.

Ona w ten sposób może zrujnować życie dzieciom. Mam na myśli taka postawę: "ja bym oddała za ciebie wszystko, wychowałam cię, prałam twoje ubrania".  Trzeba zrozumieć, że zdrowa miłość to umiejętność pozwolić odejść dziecku w odpowiednim czasie, puścić je aby mogło mieć swoje własne, spełnione życie. 

  Ja na przykład, widziałem w dzikiej przyrodzie niedźwiedzicę...taki mały niedźwiedź waży już prawie tonę a ma dopiero rok. Czego on może nauczyć się przez rok? On jeszcze chce być z mamą a ona po prostu go bije tymi łapami. A na jej łapach są 15-20 centymetrów długości pazury.  

 Ona goni go od siebie takiego krwawiącego a potem on ucieka. Oznacza to, że on już nauczył się, gdzie zbierać maliny, gdzie wykopywać korzenie, jak zrobić to czy tamto. On już może być samodzielny i ona już go od siebie odgania.

 Ktoś może powiedzieć, że być może tak jest tylko pośród dzikiej natury, ale w carskiej Rosji gdy tylko młody człowiek dorastał, na przykład, w tych rodzinach szlacheckich, to dawali mu pieniądze na podróż do Petersburga i nie zapisywali mu nic w spadku, żeby nie roztrwonił pieniędzy ani nic. 

 A kiedy już stanął na nogi i zaczął pracować, podjął  jakąś służbę, coś na własną rękę, to przepisywali mu majątek widząc, że jest człowiekiem niezależnym i odpowiedzialnym.

 A tak przy okazji:  Kiedy człowiek rodził się w rodzinie niewolników lub chłopa pańszczyźnianego - to była powszechna praktyka zarówno w starożytnym Rzymie albo w Chinach to małe dziecko było rozpieszczane i tyle. Bo taki kiedy dorośnie to  będzie musiał być posłuszny, on nie będzie musiał myśleć, będzie słuchał rozkazów jakiegoś przełożonego, pana, szefa czy dowódcy i tyle. On nie musi być samodzielny i takiemu człowiekowi dają szczęśliwe dzieciństwo. 

 A ci, którzy są bogaci, mają dzieciństwo trudne, związane z edukacją, z bólami głowy, ale potem cieszą się życiem i słusznie. Zgodnie z tym co jest napisane w Bhagavad Gita, oni doświadczają "radości swojej mocy", ona jest w nich obecna, ponieważ są po prostu wykształceni. 

Ich dzieciństwo jest właśnie takie. Tak w ogóle dzieciństwo, jeśli dzieci rozpieszczasz, jeśli dajesz im pierniki, bułeczki i same łakocie to zepsujesz dzieci.

A tak przy okazji, dzieciństwo się nie kończy. Kiedy pojawia się młodość, to dzieciństwo łączy się z młodością. A kiedy pojawia się dojrzałość, ta dojrzałość  zawiera w sobie zarówno dzieciństwo, jak i młodość. I dlatego Jezus mówił: „Bądźcie jak dzieci”. To nie znaczy, że masz pozbyć się dojrzałości, to nie znaczy, że masz odrzucić młodość. Nie, to nie tak.

 Te cechy dziecka w sobie trzeba zachować. Ale ta dziecinność może być też taka zepsuta, - "wszystko dla mnie, ja jestem centrum świata". A potem ona  przygasi, ona zaćmi tę twoją młodość, bo nikt nie poślubi egoisty i nikt nie postawi egoisty na żadnym stanowisku. Mam na myśli oczywiście praworządne państwo.

Cóż, uważa się, że 14 lat to taki kryzys, ten tak zwany kryzys 14-latków, taki trudny wiek. Nasi słuchacze chyba dobrze wiedzą, że przez pierwsze 7 lat rozwija się pierwsza czakra Muladhara - ona odpowiada za ciało, za system kostno - mięśniowy, do siódmego roku życia doskonale już widać czy to będzie dobry sportowiec czy nie - są już pewne wrodzone cechy, mam na myśli takich sportowców rangi  światowej, wtedy widać wyraźnie co człowiek będzie w stanie osiągnąć.

 Wiek 14 lat  to jest osiągnięcie tożsamości płciowej. Wtedy jest już jasne, czy to mężczyzna czy kobieta, czy będzie przystojny, czy ona będzie piękna czy przeciętna - w tym wieku widać to wyraźnie. 

 A kolejną czakrą jest Manipura, która rozwija się między 14 a 21 rokiem życia. Niektórzy powiadają, że wtedy ma miejsce „ zewnętrzny aktywny wpływ lub radość ze swojej mocy” jak mówi się o Bhagavadgicie, ale ja mówię, że to jest trening i rozwijanie swojej relacji z Bogiem. Człowiek uczy się myśleć niezależnie, samodzielnie. 

 A swoją drogą, kiedy wywierasz na niego presję w tym wieku 14 lat, kiedy go tłumisz to on czuje taką wewnętrzną sprzeczność. Wtedy dla niego nie jest ważne czy uczyni lepiej czy pogorszy sytuację ale żeby to było widać na zewnątrz. Bez znaczenia czy to podszepty Boga czy diabła -  pozwól mi samemu zdecydować, ja nie chcę być życiowym popychadłem. 

Okazuje się więc, że w tym okresie od 14 do do 21 roku życia kształtuje się wola człowieka.  Ona może być dobra, może być zła - wszystko zależy jak ta wola się ukształtuje. To zależy od rodziców. Jeśli rodzice dadzą swobodę i dzieci nie czują presji, to czemu nie słuchać, skoro nie ma presji. Ale jeśli jest presja, jeśli rodzic wymusza, że musisz uczynić tak i tak to wtedy [śmiech] nie jest to zbyt miło przyjmowane. 

  Jest taki wedyjski przykład. Była sobie taka Gahnari, - kiedy ją wydali za mąż to nagle okazało się, że jej mąż jest niewidomy. Ten Dhrytarasztra urodził się już ślepy. I ona powiedziała: „skoro tak to ja w ramach solidarności z moim mężem też 

 założę opaskę na oczy i nic nie będę widzieć”. I tak się stało, mieli dzieci, taki efekt uboczny. No cóż, niektórzy mówią: „Tak miało być”. Ale wyobraźcie sobie, niewidomy ojciec, niewidoma matka, oni nie widzą co te ich dzieci czynią. Myślicie, że dzieci będą dobrze wychowane? Nie. Niewidomi rodzice prowadzą swoje dzieci do katastrofy, więc muszą się nimi opiekować i to jest ich odpowiedzialność. 

  Czasami trzeba je strofować, czasem zachęcać. Ale żeby to czynić, trzeba to zobaczyć, a jeśli nie to właśnie jest taka ślepa miłość. Kocham dotykiem i to wszystko. Rozumiecie? Tak też było u tego ślepego małżeństwa Kauravasów. Stracili swoje królestwo i państwo, cała ich armia została pokonana i wszystko poszło źle - wszystko się zepsuło.  

 Więc zadaniem matki nie jest żyć dla swojego dziecka, nie dusić go swoją miłością, ale rozpalić jego własny umysł, aby jego mózg zaczął pracować. I dokonać tego może tylko taka kobieta, której wewnętrzne światło płonie. Krótko mówiąc, ona musi mieć swoje własne życie osobiste. Jeśli nie ma tego życia osobistego, to jest ono przenoszone tam i tyle. 

 A w tym przypadku jest to generalnie bez dwóch zdań rolą ojca, ponieważ kwestia  stawiania granic to jego zadanie, bo kobieta tego nie jest w stanie dokonać - kobieta ma żeńską energię shakti, aby pieścić, ale nie aby zadusić tą miłością na śmierć.  

 Natomiast mężczyzna ma moc shakti, aby wymierzać kary. To znaczy, mężczyzna karze dziecko, a dziecko się nie obraża.  Dlaczego ono się nie obraża? Bo polecenie, inaczej nakaz czy też kara – to nie klaps w jednym miejscu ale polecenie. Daję pewne zalecenie i moc do tego, aby je wdrożyć. Kobieta może tylko dawać zalecenie, ale nie może dawać mocy.  A to dlatego, że kobieta nie ma wrodzonego ascetyzmu, jak mężczyzna.  

 Mężczyzna może się nim dzielić, ale kobieta w zasadzie nie jest w stanie tego pojąć. Ona tego nie pojmuje i to nie jest konieczne. To tylko jej przeszkodzi. Ogólnie rzecz biorąc, kobieta, która jest tak bardzo ascetyczna, jak na przykład Margareth Tatcher - taka żelazna dama  nie przyciągnie żadnego mężczyzny.  Kobieta powinna być miękką, łagodną a mężczyzna powinien być twardy, stanowczy. To co u niego jest cnotą u niej jest wadą i na odwrót. To zupełnie różne rzeczy. 

 I tylko miłość stanowi ten klej, który łączy przeciwieństwa. A kiedy jest miłość pomiędzy mężczyzną a kobietą, a ściślej między mężem a żoną, między ojcem a matką, to nie ma żadnych problemu. Dzieci czują się dobrze - tacy ludzie kochają się wzajemnie.

 I nie ma potrzeby mieszać. Na sanskrycie ten rodzaj relacji nazywa się abhas rasa - to jest mieszanka, połączenie tych różnych rzeczy. Tam jest zarówno miłość małżeńska, jest miłość rodzicielska, jest miłość przyjacielska czyli sadhia rasa, jest w tej relacji również miłość ucznia i nauczyciela, ona zawiera wszelkie tego rodzaju relacje. 

  A jest ich w sumie dwanaście rodzajów. A kiedy nie ma tej miłości małżeńskiej, to matka  kieruje ją ku dziecku... ale ona tam nie pasuje. I na tym koniec - oboje, on i ona, ulegają zepsuciu. Ale on powinien być jak uczeń. Powinien czcić ojca i matkę. A jakiż tu może być szacunek, jeśli ona nie ma szacunku do męża? 

  Dosłownie tak, no cóż, to straszne, a tak przy okazji. "Nie przyniosłem pokoju, ale miecz", to Jezus powiedział, kiedy go zapytali: „Co przyniosłeś?” [Śmiech] Odpowiedział: „Nie przyniosłem wam pokoju, ale miecz. I położę ten miecz między synem a ojcem". 

On nie powiedział, że to miecz między mężem a żoną, nie między bratem a siostrą, nie między bratem a bratem, ale właśnie między pokoleniami. Ponieważ każde pokolenie ma swoje zadanie, ale z biegiem czasu zadanie zmienia się, a te zadania mogą stać się zagmatwane i nie zostaną wypełnione.  

Tak więc żona oderwie się od swoich rodziców i połączy się z mężem - i właśnie między nimi będzie miłość. 

Ale z dziećmi to nie jest konieczne, ponieważ dzieci również będą oderwane. Tak jest od samego początku. A poza tym, te dzieci nie należą do nas, one należą do Boga.

Dlaczego? Bo miałem w swojej praktyce tak wiele przypadków, kiedy dzieci były uzależnione od narkotyków i tak dalej. Ja po prostu mówiłem: „To nie są twoje dzieci, to dzieci Boga. I w ogóle wszystko należy do Boga. Oddaj je Bogu - zwróć się do niego i powierz je jemu. To wcale nie oznacza, że się ich pozbywasz, że stawiasz na nich krzyżyk".

 A kiedy one zrzekły się tej kontroli, to Bóg zaczął je kontrolować, coś się takiego wtedy działo, że one rzucały te uzależnienia. Ale gdy były pod opieką matki otoczone tą ich przesadną miłością czyniły wszystko na odwrót. 

Przypomnę tutaj znaną mądrość, że "dobrymi chęciami wybrukowana jest droga do piekła". Pitagoras ujmował to zalecenie nieco inaczej: "pomagaj człowiekowi  podnosić ciężkie rzeczy, ale nie czyń tego za nich”. 

 Zatem wychowałeś dziecko, postawiłeś je na nogi i pozwoliłeś mu dalej iść samodzielnie - nie możesz go ciągle prowadzić za rękę. Dlaczego? 

To jest trzecie przykazanie Pitagorasa i inne jego tłumaczenie jest następujące: "Pomaganie leniwym jest grzechem". Tak więc istota tego przykazania jest taka, że zasoby, które posiadamy, są umysłowe, fizyczne, pieniężne, mięśniowe, czyli wszystko, co  posiadamy - czas również jest zasobem. On jest nam dany i ściśle wymierzony po to, żeby rozwiązywać nasze zadania. 

 Jeśli wykonujemy czyjeś zadanie za kogoś innego, to je kończymy - wtedy zadanie u tego człowieka jest usuwane, bo ono jest już przecież ukończone, a jego zasoby jakie posiadał na wykonanie tego zadania są mu zabierane, co ogólnie rzecz biorąc neutralizuje jego szczęście.

   On ma mniej pieniędzy, mniej energii, mniej entuzjazmu, mniej wszystkiego. Dlaczego? Ponieważ zadanie jest już wykonane i ten zasób nie jest już potrzebny.  A do tego ja nie mogę wykonać swojego zadania, bo zasoby spożytkowałem na co innego. Czyli mam podwójny grzech. Okazuje się, że pomaganie leniwym to grzech.

I to jest dziś powszechne, że dorosłe pokolenie zaczyna wszystko wykonywać za swoje dzieci dosłownie nosząc je na rękach. 

 Tak więc dlaczego pozycja życiowa: "żyję dla dobra dzieci" jest przestępstwem? Dlaczego jest to podwójny grzech? Bo nie powinniśmy im zastępować Boga. Dlatego więc wskazane jest posiadanie pełnej rodziny. 

  Po drugie, trzeba mieć wiele dzieci. Dzieci wychowują się same wzajemnie. Bywałem w dużych, wielodzietnych rodzinach - tam starsze dzieci uczą młodsze i radzą sobie dobrze.  

A rodzicom dziś wydaje się, że posiadanie wielu dzieci jest trudniejsze. Jest wręcz przeciwnie, jest wtedy o wiele łatwiej. A samotne kobiety (mężczyźni zresztą także) tracą sens życia i okaleczają swoje dzieci. 

No cóż, najważniejsze, żeby się kochali wzajemnie, a potem dzieci same się wychowają. To wszystko na czym polega edukacja.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=uj3FEXa9o4I

 

wtorek, 18 sierpnia 2026

Kobiety zaczynają rozumieć niepokojącą prawdę. Cena żeńskiego zarozumialstwa.

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=g6XJMSnj3EQ

 Witam Was, panowie. Dzisiaj mamy do rozpatrzenia dwa bardzo interesujące filmy od kobiet. Myślę, że one zaczęły coś rozumieć. 

  - Przed Wami ktoś, kto całe życie spędził celowo rywalizując z mężczyznami. Uczono mnie tego od dzieciństwa. Uczono mnie cenić siebie nie przez radość z bycia kobietą, ale przez poczucie wyższości nad mężczyzną. Moja mama, babcia i krewni chwalili mnie w sytuacjach, kiedy udawało mi się w czymś przebić chłopaków.

   Szczerze mówiąc, w takich chwilach czułam się naprawdę wartościowa i tak jakbym była zauważona. I tak zrozumiałam, że samo bycie dziewczyną, samo bycie kobietą nie wystarczy, żeby być znaczącą na tym świecie, bo wydawało mi się, że żeby być szanowaną muszę to udowodnić, a potem wykazać się jeszcze bardziej, udowadniając, że mogę być godną rywalką dla każdego mężczyzny. 

  I byłam naprawdę z tego dumna. Ale byłam kompletnie wyczerpana, zła, zirytowana. Rozejrzałam się pośród moich męskich rówieśników wokół i nie rozumiałam, dlaczego jestem taka wyczerpana pomimo że to był mój wybór, prawda? Ich to tak nie wyczerpywało. Dlaczego? Nie rozumiałam, dlaczego nie decydowali się na takie krańcowe wysiłki jak ja. To było niezadowolenie z mojego wyboru, którego nie zauważyłam i byłam zła za to na mężczyzn. 

 Dopiero później zdałam sobie sprawę, że to była tylko iluzja wyboru. To była iluzja wolnego wyboru, że ja sama szczerze chciałam być tak silną, niezależną karierowiczką. Przecież ten obraz kobiety, ta bizneswoman w mojej głowie, była tak barwna, że, po prostu nie mogłam jej zdradzić i porzucić myśli, że powinnam być dokładnie taka. 

 I nie rozumiałam, że tak naprawdę stałam się po prostu wygodną dla systemu cyberkobietą, ciągle zmęczoną, tracącą spokój, żeńskość i po prostu umiejętność cieszenia się życiem jako kobieta. Bo w pewnym momencie wpojono mi myśl, że moje szczęście polega na zajęciu miejsca mężczyzny. 

 Ale pewnego dnia, mój dobry przyjaciel nagle zapytał mnie: „Nastia, patrzę na ciebie i nie rozumiem, dlaczego wy, kobiety, postanowiłyście, że musicie rywalizować z mężczyznami i nosić ich ciężary. Same nie czujecie, że to was nie uszczęśliwia, a wręcz przeciwnie".

  I szczerze mówiąc, w tamtej chwili poczułam się tak, jakby ktoś mnie oblał lodowatą wodą, jakby ktoś mnie ukłuł. I poczułam się jak głupia. Dosłownie jak głupia. Bo w tamtej chwili nagle zaczęłam rozumieć, że przez te wszystkie lata zmagań - przy czym zupełnie nie wiadomo po co te zmagania - straciłam swoje najważniejsze prawo do bycia dziewczyną, do bycia słabą, do potrzeby ochrony i czerpania z tego przyjemności. 

  W pewnym momencie te idee równości w mojej głowie odebrały mi radość z bycia kobietą, z odczuwania dreszczyku emocji związanego z komunikowaniem się z przeciwstawną płcią, przyjemną frywolność i niefrasobliwość gdy każde odgrywa swoją rolę.

  A także po prostu zakochać się. Wyjaśnię Wam później dlaczego taka kobieta nie może sobie pozwolić na zakochanie. A może sami  już to rozumiecie. A zamiast tego nauczyłam się być zamkniętą, bezkompromisową i spragnioną dominacji i wyższości.  

I dlatego dzisiaj sama chcę zrozumieć, kto właściwie zdecydował, że kobieta powinna być właśnie taka. 

  A to był dopiero pierwszy odcinek tego ciekawego nagrania. Teraz przyjrzymy się innej kobiecie, która zdaje się rozumieć, o czym mówimy od 15 lat. 

 -Wydaje mi się, że wiele kobiet wciąż nie zauważyło jednej bardzo ważnej rzeczy.  One wciąż kłócą się o to, co mężczyzna powinien, jak go zmusić do małżeństwa, jeśli są razem od dłuższego czasu. Czas mija, a on nadal się nie oświadcza i nie proponuje formalnego małżeństwa. Jak znaleźć wartościowego mężczyznę, jak odróżnić przemocowca od normalnego? Ale jednocześnie one nie zauważają, że coraz więcej mężczyzn całkowicie przestaje grać w tę grę. Nie dlatego, że nie mogą znaleźć kobiety lub boją się tej przesławnej odpowiedzialności. I nawet nie dlatego, że zapomnieli, jak kochać.

Dzieje się tak ponieważ już mieli dość tego doświadczenia i zadali sobie bardzo nieprzyjemne pytanie: „Co ta relacja w ogóle poprawiła w moim życiu?”. Odpowiedź była zupełnie inna niż oczekiwali.  

 Myślę, że wiele kobiet nadal szczerze wierzy, że mężczyzna nie będący w relacji jest obowiązkowo nieszczęśliwy, że co wieczór siedzi sam w pustym mieszkaniu, marząc o poznaniu dobrej kobiety i po prostu czeka na odpowiednią okazję.  

 Ale jeśli przeczytasz komentarze mężczyzn pod filmami takimi jak moje czy podobne, które mówią o relacjach osobistych, to obraz jest zupełnie inny. Coraz częściej widzisz komentarze w stylu: „Dziękuję, już to wypróbowałem, czuję się lepiej sam” albo „Nie chcę przez to przechodzić ponownie”. 

 I te komentarze, szczerze mówiąc, dały mi do myślenia, bo mężczyzna, który złości się na kobiety, nadal jest emocjonalnie zaangażowany. Mężczyzna, który się kłóci, oskarża, dowodzi, nadal ma nadzieję. Ale mężczyzna, który mówi: „Już nikogo nie potrzebuję”, to zupełnie inny stan. To nie emocja, to wniosek. 

 I tutaj, jak mi się wydaje, większość kobiet popełnia ten sam błąd. Mówią: „Mężczyźni nie są już tacy, jak kiedyś, stali się słabsi. On po prostu boi się odpowiedzialności. Kto takiego potrzebuje? Cóż, teraz musisz żyć sam”. 

  A co, jeśli to o wiele poważniejsze? Co, jeśli mężczyzna nie odchodzi od konkretnej kobiety? Co, jeśli porzuca on samą ideę związku? To dwie zupełnie różne rzeczy. 

  Te dwa filmy będą zaraz miały swoją kontynuację, ale w zasadzie można je połączyć w jedną całość, ponieważ znaczenie jednego wpływa na znaczenie drugiego. Kobiety stały się silnymi, niezależnymi  bizneswoman z antykoncepcyjnymi wyrazami twarzy oraz bardzo wysokimi standardami. 

 Przez jakiś czas mężczyźni poszukiwali bardziej prostych, łagodnych, kochających i bardziej emanujących żeńskością kobiet. A potem, gdy kobiety takie, że tak powiem, na które mężczyźni nie chcą zwracać uwagi, stały się liczniejsze. Tak, one są bystre, piękne, można da się oszukać, ale dosłownie 15 minut interakcji z nią wystarczy aby uświadomić sobie, że nie jest tym, czego szukasz. Więc kiedy tych kobiet było wielokrotnie więcej to mężczyźni zaczęli się zastanawiać: „Po co mi właściwie te wszystkie związki?”. I zaczął rozwijać się trend samotnego życia.  

 Rozwijało się to powoli, ponieważ wielu mężczyzn przez długi czas nie mogło pojąć całej tej katastrofy związków i próbowali znaleźć jakieś ideologie, próbowali jakoś rozmawiać z kobietami, próbowali wejść na YouTube, krzyczeć i wrzeszczeć: "Halo! Mamy problem kochani. A do tego dochodzi spadek demograficzny, rodziny się rozpadają, a wskaźnik rozwodów sięga 80%. Opowiemy wam o tym wszystkim i wyjaśnimy dlaczego".

  Ale nikt nie chciał ich słuchać. Ale teraz, kiedy jedna jest zmęczona ciężką pracą, a druga zauważyła, że mężczyźni po prostu odchodzą z gry - teraz wszystko, o czym rozmawialiśmy przez 15 lat, nagle stało się oczywiste. 

- Zacznę może od paradoksu. My, współczesne kobiety, otrzymałyśmy praktycznie wszystko, o co walczyły nasze babcie i prababcie. Ogromne podziękowania dla feministek z przeszłości, że teraz możemy głosować, studiować, pracować w zawodach, które wcześniej były zarezerwowane dla mężczyzn i tak dalej. 

W rzeczywistości współczesne kobiety są rzeczywiście znacznie bardziej wolne niż pokolenie kobiet przed nimi. Ale teraz pytanie brzmi: czy my, kobiety, stałyśmy się dzięki temu szczęśliwsze? I tu odpowiedź może was zaskoczyć. Ekonomiści Betsey Stevenson i Justin Wolfers odkryli tak zwany paradoks kobiecego szczęścia. Polega on na tym, że począwszy od około lat 70 -tych XX wieku poziom subiektywnego kobiecego szczęścia, czyli to, jak same kobiety się uważają za szczęśliwe, zaczął spadać. Pomyślcie o tym: to był właśnie czas, kiedy kobiety otrzymały prawa. Zaczęły się kształcić, miały możliwość zrobienia kariery, zyskały wolność seksualną.

I od tego czasu nie musiały już prosić mężów o pieniądze na nowe pończochy. Dlaczego zatem od tego momentu zaczęłyśmy czuć się gorzej?  

 - Musimy też pamiętać, że z roku na rok liczba sprzedawanych leków przeciwdepresyjnych tylko rośnie. 

 - Spróbuję spojrzeć na sytuację oczami mężczyzny, bez oskarżeń, bez sloganów, po prostu spróbuję zrozumieć jego tok myślenia. Wyobraź sobie zwykłego chłopca. Dorasta mniej więcej tyle samo, co dziewczynka. Marzy, że pewnego dnia spotka kogoś, kto go pokocha. Ale o ile dziewczynkom od dzieciństwa opowiada się o księciu z bajki, to chłopcom często mówi się coś zupełnie innego. 

  Jaki powinien być prawdziwy mężczyzna? Powinieneś być silny, powinieneś zapewniać podstawy bytu, powinieneś chronić, powinieneś nie narzekać, powinieneś rozwiązywać problemy, powinieneś brać odpowiedzialność, powinieneś być cierpliwy.  

 I wiecie, co jest ciekawe? Większość chłopaków nawet się z tym nie kłóci. Oni naprawdę chcą tacy być, bo wierzą, że to właśnie tacy mężczyźni dostają miłość, szacunek i rodzinę. 

- A potem dorastasz, zaczynasz wchodzić w relacje, próbujesz założyć rodzinę i ta rodzina się rozpada. Rozwód, podział majątku, alimenty, cierpienie z powodu byłych, dzieci bez ojca. Potem niektórzy próbują drugi raz, niektórzy nawet trzeci i wszystko się powtarza.  I wtedy, naturalnie, nasuwa się logiczny wniosek: a może ktoś mnie oszukał?

  - Zmiana roli kobiet w społeczeństwie to naprawdę ogromny i czasami bardzo niedoceniany element tego obrazu. Przecież kobiety zmieniły nie tylko pracę, ubrania i styl życia. Zmienił się sam model kobiecej egzystencji. Jak kochać, jak wybrać mężczyznę, jak traktować rodzinę i dzieci, swoje ciało, sukces, a wreszcie siebie i swoją kobiecość. 

 Kto więc nagle zdecydował, że kobieta powinna być dokładnie taka silna, niezależna, skoncentrowana, dźwigać wszystko sama, a jednocześnie szczerze tego pragnąć i być wdzięczna za ten postęp? W latach sześćdziesiątych kobietom wmawiano, że samorealizację można teraz osiągnąć nie tylko poprzez dom, ale także poprzez karierę. 

 W latach osiemdziesiątych to zostało podchwycone przez kulturę korporacyjną. A w latach dwudziestych XXl wieku wszystko to przekształciło się w neoliberalny feminizm, który wszyscy tak dobrze znamy. On dał nam też hasła: „Zoptymalizuj się, konkuruj, pokonaj wszystkich i nazwij to wolnością”. 

 Ale w tym ideologicznym mechanizmie pojawiła się luka. Ta wolność, o którą walczyły poprzednie pokolenia kobiet, stała się kolejną klatką. Zamiast wolności otrzymałyśmy nowy, obowiązkowy model życia i tak zwaną "wolność niezależnego decydowania o tym właśnie wyborze". 

 Kobietom zaczęto mówić: „Wybierz karierę zamiast rodziny. Czy naprawdę chcesz być nudną gospodynią domową? Bądź autonomiczna, wybierz niezależność zamiast polegania na mężu. A może chcesz być słaba, zależna? I to zależna od kogo? Od mężczyzny? Wybierz rywalizację z mężczyzną zamiast relacji osobistej i własne osiągnięcia zamiast spokojnego, kobiecego życia". A wszystkie te przekonania zostały sprowadzone do tak pięknych słów, jak wolność i równość.  

 Więc kto teraz cokolwiek powie, kiedy to się nazywa tak szlachetne i piękne? Czy chcecie nam odebrać wolność lub postawić nas niżej niż mężczyźni? Szczerze mówiąc, czasami czuję, że popadam w schizofrenię, bo wszystko nazywa się innymi słowami, a czasem jedna rzecz nosi inną nazwę, ale to coś zupełnie innego. 

 I powiedz mi, jak można nie zwariować w tym świecie? Osobiście jestem u kresu sił. A pod egidą równości nie otrzymujemy teraz wzajemnego szacunku, ale dziwną ideę, że kobieta powinna zająć miejsce mężczyzny, męskie role, mieć męskie cele i obowiązki, a mężczyzna powinien rzekomo spokojnie i bez przeszkód z tego zrezygnować i po prostu zejść na bok, ustępując miejsca kobiecie. 

 Najgorsze stanie się właśnie wtedy, gdy mężczyźni całkowicie się wycofają

600

 ze wszelkich relacji z kobietami. Bo mężczyzna, który nie ma rodziny, żony, dzieci, nie musi zarabiać tak dużo pieniędzy. W związku z tym nie musi harować na trzech etatach. Nie musi nawet budować zawrotnej kariery. Może żyć całkiem wygodnie za przeciętną pensję. A żeby to zarobić, nie musi pracować 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. 

  Być może ktoś tu zaprotestuje: „Nie nadejdzie moment, kiedy każdy mężczyzna wycofa się ze związków z kobietami”. I tu zgadzam się, nie wszyscy się wycofają. Aby jednak doszło do katastrofy, nie jest konieczne, aby wszyscy się wycofali. Do tego wystarczy powstanie pewnej masy krytycznej. A w krajach takich jak Japonia czy Korea Południowa ta masa krytyczna już istnieje. 

 A jeśli spojrzeć na przekrój populacji Rosji, na ludzi poniżej 30 roku życia, którzy teoretycznie powinni jakoś wspierać naszą demografię - gdyby pośród nich przeprowadzić jakieś konkretne badania to okazuje się, że dość znaczna część z nich w ogóle nie planuje zakładać rodziny, mieć dzieci. Oni wolą w ciszy popijać waniliowe latte na wybrzeżu, powiedzmy, Abchazji, dokąd mogą podróżować, bo zaoszczędzą na rodzinie i dzieciach.  

 Wtedy kobiety zdadzą sobie sprawę z prawdziwego problemu, bo to one będą odpowiedzialne za demografię i za własne dobro. Nikt nie chce ich wspierać; nie są dla nikogo interesujące. Te silne i niezależne kobiety mające antykoncepcyjny wyraz twarzy nie interesują mężczyzn. 

 - Początkowo oczekiwania większości mężczyzn są absolutnie normalne. Nie marzą o życiu w samotności przez całe życie, nie marzą o zmienianiu kobiet co tydzień, nie marzą o wykorzystywaniu kogoś. Pragną też bliskości i wsparcia. Chcą kogoś, przy kim w końcu nie muszą być zawsze tacy silni. 

 Ale potem zaczyna się dorosłość. I tu dzieje się pierwsza, bardzo interesująca rzecz. Mężczyzna zaczyna rozumieć, że samo kochanie kobiety nie wystarczy. Okazuje się, że ciągle trzeba coś udowadniać. Musisz udowodnić, że jesteś wystarczająco odnoszącym sukcesy, wystarczająco bogatym, ambitnym, pewnym siebie, interesującym, romantycznym. I najbardziej frustrujące jest to, że ta lista nie ma końca, bo gdy tylko spełni się jeden warunek, to pojawiają się kolejne. 

  Tak, wielu mężczyzn o tym mówi. Są bardzo zaskoczeni, że lista, tych próśb i żądań kobiet, nigdy się nie kończy. Ostatnimi czasy albo staje się to całkowicie niemożliwe do spełnienia od samego początku dla przeciętnego mężczyzny, a nawet dla mężczyzny ponadprzeciętnego jest to niemożliwe do spełnienia,- albo te wymagania stale rosną. Nie wiadomo jednak, na jakiej podstawie. 

- Więc w czym tkwi problem? Kobieta nadal może wybrać dom, rodzinę, styl życia i tak dalej. Teoretycznie tak, może, ale w rzeczywistości jest to dziś o wiele trudniejsze niż wybór kariery. Współczesna gospodarka jest już tak skonstruowana, że utrzymanie rodziny z jednej pensji jest teraz niemożliwe. Ty i ja wpadliśmy w pułapkę dwóch źródeł dochodu, ponieważ żyjemy w świecie, w którym praca kobiet stała się nie tylko opcją, ale koniecznością. A prawo kobiety do pracy stopniowo stało się obowiązkiem. 

Jeśli kobieta dzisiaj wybiera dom i rodzinę i nie wstydzi się tego, ale otwarcie to deklaruje, to jej otoczenie prawdopodobnie uzna ją za nieco dziwną. Z pewnością nie będzie jej w tym wspierać, a niektórzy mogliby nawet powiedzieć, że popełnia błąd.   

 Innymi słowy, jest to sytuacja wyboru bez wyboru. I to jest właśnie paradoks tak zwanej kobiecej wolności. Pozwolono nam być wszystkim, tylko nie kobietą w tradycyjnym sensie. 

 Jedyną dobrą wiadomością, oczywiście, jest to, że przynajmniej niektórzy zaczynają rozumieć kompletny idiotyzm tego procesu.

 I przez chwilę młody chłopak naprawdę wierzy, że jeszcze odrobina wysiłku i związek w końcu stanie się taki, jakim on sobie wyobrażał. Ale mija rok, potem kolejny, i stopniowo mężczyzna zaczyna dostrzegać pewien schemat. Im bardziej się stara, tym mniej jest zauważany. 

  Są rodziny, w których ludzie naprawdę się wspierają. Ale jeśli otworzysz komentarze pod dowolnym filmem o relacjach osobistych, to zobaczysz jedną i tę samą myśl, którą mężczyźni powtarzają w kółko: „Cokolwiek bym zrobił to i tak nie wystarczy”. 

  I wiecie, co mnie uderzyło? Oni prawie nigdy nie piszą: „Mam trudności z pracą”. Piszą coś zupełnie innego. Trudno mi żyć z ciągłym poczuciem bycia ocenianym. To bardzo istotna różnica, ponieważ większość mężczyzn jest gotowa ciężko pracować, chce brać odpowiedzialność, chce zapewniać byt, ale chcą zrozumieć po co to wszystko. 

Każdy człowiek chce mieć poczucie, że jego wysiłki mają sens, że nie musi się mierzyć z kolejnym sprawdzianem swojej adekwatności w domu, że jest kochany nie tylko gdy odnosi sukcesy, nie tylko gdy zarabia pieniądze, nie tylko gdy jest pożyteczny, ale po prostu dlatego, że jest sobą. 

  I to właśnie tutaj wielu mężczyzn po raz pierwszy doświadcza bardzo nieprzyjemnego uczucia. Zaczynają czuć, że relacje osobiste staja się podobne do pracy. 

 To prawda, dokładnie tak, słyszymy tak często, że relacja osobista to ciężka praca, że to praca nad sobą. Nie chodzi o to, że się poznaliście, że jesteście bratnimi duszami, że po prostu czujecie się komfortowo i dobrze wam razem. To nie tak, spotykacie się i z jakiegoś powodu oboje, no.... teoretycznie oboje, bo w praktyce tylko mężczyzna, powinniście nad sobą pracować, prawda? 

 To nie jest tak jak bywało kiedyś. Wydało się kogoś za mąż albo się z nim ożeniło i to wszystko, i kochali się aż po sam grób.

 Nasza kultura przedstawia kobietom związki, a zwłaszcza małżeństwo, jako coś destrukcyjnego, jako coś, czemu ona nieuchronnie poświęci swoje najlepsze lata i wyczerpie całą swoją kobiecą energię - tak jakby praca po 12 godzin dziennie w biurze, tylko po to, by udowodnić sobie i innym, że wszystko może zrobić sama i nie potrzebuje żadnego mężczyzny powodowała wyłącznie jej osobisty rozkwit.

   I jeszcze jedna ciekawa rzecz: takie kobiety wciąż chcą silnego mężczyzny. Ale jednocześnie kultura uczy nas, żebyśmy go nie potrzebowały, nie uznawały jego autorytetu, nie uznawały, że to on jest liderem, żebyśmy wszędzie tylko my dominowały, żebyśmy uważały każdy męski punkt widzenia, każdy przejaw męskości za presję, a nawet coś niebezpiecznego i toksycznego – tak, to jest właściwe słowo. 

 Okazuje się, że kobiety gardzą słabymi, boją się silnych, ignorują równych sobie, a ideał tej doskonałości  nie istnieje.

 -  No tak, pewnie pamiętacie tę listę popularnych próśb kobiet. Chcę, żeby dużo zarabiał, ale jednocześnie poświęcał mi dużo czasu. Chcę, żeby był silny, ale chcę, żeby był delikatny, łagodny. Chcę, żeby był troskliwy, ale nie przesadnie. Chcę, żeby był wysoko postawiony, szanowany. Chcę, żeby dominował nad wszystkimi. Ale wobec mnie będzie słodkim, małym pluszowym misiem. Chociaż nie - dziś nie chcę słodziutkiego. I chcę nawet, żeby był naprawdę fajny w łóżku, ale jednocześnie, żeby nie ganiał za innymi kobietami. 

I nagle mężczyzna łapie się na myśli, że wraca do domu z tym samym uczuciem. Zamiast odpoczynku, ma kolejny egzamin, zamiast wsparcia, kolejna lista pretensji, zamiast poczucia bezpieczeństwa oczekiwania, że teraz będzie musiał znowu tłumaczyć co robi źle. 

 I wtedy dzieje się coś, co wiele kobiet odbiera jako obojętność. Mężczyzna zaczyna się wycofywać emocjonalnie. Nie dlatego, że przestał kochać, ale dlatego, że ludzka psychika nie może bez końca żyć w stanie ciągłej oceny. Ona zaczyna się bronić. Najpierw mężczyzna przestaje się kłócić, potem przestaje cokolwiek wyjaśniać, potem przestaje dzielić się swoimi uczuciami, a potem kobieta mówi: „Czy stałeś się jakoś oziębły?”. Nie, on nie stał się oziębły w ciągu jednego dnia. On po prostu przez zbyt długi czas czuł, że nikt go nie słucha.

- I wtedy dzieje się to, o czym ona wspomniała na początku filmu. Mężczyzna ma tego wszystkiego dość. Wycofuje się i zdaje sobie sprawę, że nie uda się zbudować relacji z marzeń. Wtedy mężczyźni zaczynają szukać rozwiązań i pytać: „Czy da się żyć bez tego wszystkiego?”. 

 I wtedy pojawiają się wspaniałe przykłady innych mężczyzn, którzy żyją bez nadmiernego wysiłku, którzy stawiają sobie własne listy celów, podążają własnymi ścieżkami, osiągają swoje własne, specyficzne wzloty i upadki i nikt im w tym nie przeszkadza. 

 Jednocześnie zwróćcie uwagę na jedną ciekawą rzecz, wręcz fatalną, powiedziałbym. O ile w czasach przed-internetowych można było w zasadzie manipulować świadomością mężczyzny za pomocą postaw społecznych, to teraz mężczyzna dowiaduje się, co go czeka w małżeństwie, nie po negatywnym doświadczeniu, ale dużo wcześniej, bo jest internet, bo jest YouTube i tam inni mężczyźni też mówią o tym, przez co przeszli, kiedy chcieli założyć rodzinę.  

 Opowiadają jak im się nie udało i, że lepiej trzymaj się bracie od tego z daleka. Lepiej pij sobie waniliowe latte w Abchazji. 

- Dzisiejszy feminizm już celowo stawia mężczyznę w pozycji winnego. A każdy akt siły można nazwać presją. Każdy niepokój można nazwać słabością i tak dalej. To znaczy, wszystko można przekręcić, żeby sprawić, żeby mężczyzna poczuł się winny. Dlatego dzisiaj szlachetna idea, o którą walczyły nasze babcie zdegenerowała się i przekształciła w coś, co bardziej przypomina paradę zarozumialstwa, gdzie każdy próbuje się popisać i pokazać kto jest kim, a zdanie: „Tak, nikogo nie potrzebuję, dobrze mi samej” jest wypowiadane z dumą. 

 Ale w większości przypadków jest to reakcja obronna. Za nią kryje się niezaspokojona, niespełniona potrzeba bliskości. I tak kobiety świadomie rozwijają te ciernie. I nie tylko wobec obcych, ale także wobec bliskich, na przykład chłopaków, z którymi są w długoletnim związku, czy mężów, i również zaczynają uprzykrzać im życie. 

  A w tym momencie mężczyzna myśli o czymś zupełnie innym. Myśli: „Staram się jak mogę od kilku lat. Czemu nikt tego nie zauważył?”. I właśnie tu pojawia się najniebezpieczniejsza myśl. Nie gniew, nie chęć odejścia, ale zwątpienie.  Ono jest bardzo ciche, prawie niezauważalne: "A może problem nie leży we mnie? " 

 A potem mężczyźni zaczynają rozmawiać na te tematy z innymi mężczyznami i widzą, że ci odnoszący większe sukcesy, ci bardziej troskliwi, bardziej bogaci mężczyźni mają dokładnie takie same doświadczenia. I nagle wszyscy zaczynają rozumieć, że problem wcale nie leży w nich.  

 I chciałbym przypomnieć tej wspaniałej blogerce bardzo częste pytanie, które mężczyźni zadają kobietom: "Co ja będę miał w zamian za spełnienie tych wszystkich twoich wymagań? Tak naprawdę ty żądasz o wiele więcej niż jest potrzebne dla miłości, seksu, dobrych relacji rodzinnych?"

 Ja jestem tylko teoretycznie ciekaw, może naprawdę jest jakaś super-mega-nagroda, o której nie wiem? - ale tam żadnej nagrody nie ma. A kobieta broni się standardowymi frazesami: „Fuj, nie jesteś prawdziwym mężczyzną. Boisz się odpowiedzialności. Nie jesteś jeszcze na moim poziomie. Miałam o tobie lepsze zdanie. Chyba sobie pójdę".  No cóż, skoro idziesz, to idź, będzie mniej problemów. 

  Ta idea szacunku do siebie za wszelką cenę przeradza się w kult własnego "ja": Ja nie muszę, nie mam takiego obowiązku, wybieram siebie, skoro on nie spełnia tego i tamtego to po co on mi taki? 

 Aby zbudować normalny związek, musisz przede wszystkim stawiać innych ponad własną wygodę. Czasami trzeba ustąpić, czasem trzeba przeprosić, przyznać się do błędów, bez względu na to, jak trudne to jest, a czasem trzeba podziękować.  

 Ale dzisiejszy kult kobiecego zarozumialstwa uczy czegoś przeciwnego i ostatecznie kobieta zostaje sama: dumna, niezależna, ale pozbawiona miłości, samotna i nieszczęśliwa.

 "Jeśli po tylu latach prób i moich usilnych starań wciąż nie staję się szczęśliwszy, to może to nie jest tak, że nie staram się wystarczająco mocno?" I to pytanie zmienia wszystko, ponieważ po nim mężczyzna przestaje starać się o miłość. Zaczyna analizować swoje życie i czasami dochodzi do wniosku, który jeszcze 10 lat temu wydawałby się niemożliwy.  

 On nagle zauważa, że ​​najspokojniejsze okresy w jego życiu nie były w związkach. Spał lepiej, był mniej nerwowy, miał więcej czasu na przyjaciół, pracę, sport, hobby. Nie bał się powiedzieć czegoś niewłaściwego, nie martwił się, że ponownie kogoś rozczaruje. 

  A najbardziej nieprzyjemnym odkryciem jest to, że jest mu lżej. Nie czuje się weselszy, nie szczęśliwszy, ale właśnie jest mu lżej.

    No cóż, panowie, powiedzcie prawdę, po tym, jak postanowiliście żyć solo i daliście się z tego wyciągnąć, zdaliście sobie sprawę, że czujecie się o wiele lepiej. To jest uzależniające. 

- Kolejną zdradliwą substytucją feminizmu jest to, że wziął ideę równych praw i przekształcił ją w ideę identyczności. Ale równe prawa nie mogą zlikwidować różnych natur mężczyzn i kobiet. I to nie oznacza, że ​​kobiety są gorsze od mężczyzn. One są po prostu inne z natury. 

 Tak po prostu wyszło. Dowiedziono już naukowo, że mamy różne psychiki, mamy różne mózgi. I dlaczego w pewnym momencie zdecydowałyśmy, że jeśli uznamy tę odmienność, to automatycznie upokorzymy wszystkie kobiety? Chociaż moim zdaniem, tak naprawdę, upokorzenie kobiet zaczęło się, gdy zostały zmuszone do udowodnienia swojej wartości poprzez podobieństwo do mężczyzn, a nie poprzez różnice. 

I ja nie twierdzę, że kobiety czegoś nie potrafią. Z pewnością potrafią. Kwestia nie dotyczy zdolności. Kwestia dotyczy tego, ile my, kobiety, musimy za to zapłacić. A ścieżka, którą wybierają współczesne kobiety, ze względu na swoją orientację na mężczyzn i na męską naturę, nie jest środowiskiem, w którym kobieta rozkwitnie.

   Najprawdopodobniej nie jest to środowisko, w którym po prostu poczuje się dobrze. Przecież nasza największa siła tkwi w naszej żeńskości - w tym, że jesteśmy kobietami, ale zdradliwie zapominamy, że ta żeńskość nie jest czymś danym na zawsze, lecz zasobem, który można zużyć. 

--------------- 

  Być może więc głównym pytaniem dzisiaj nie jest, "dlaczego mężczyźni już nie chcą związków?" ale raczej: "Co zrobiliśmy zbiorowo źle, skoro dla coraz większej liczby mężczyzn samotność stała się bardziej atrakcyjna niż miłość?"

   I wiecie, myślę, że to już nie jest problem mężczyzn ani kobiet. To problem naszych czasów. 

 - To prawda, że istnieje wiele rozwiązań na wyjście z sytuacji kiedy mężczyźni i kobiety jakoś nie potrafią znaleźć wspólnego języka, nie potrafią założyć rodziny, nie potrafią rozwijać swoich relacji.

   Tak samo jest z życiem w pojedynkę - można się do tego przyzwyczaić. Na poziomie osobistym, ludzie potrafią poradzić sobie z absolutnie każdym problemem.  

Jednak problemy, które dotknęły nas teraz w tym kontekście, są globalne i niestety nie mamy na nie wpływu. Nasi posłowie z pewnością się starają, ale nie udaje im się to, ponieważ tłumią pewne przejawy - że tak powiem, leczą objawy, ale nie samą chorobę tego społeczeństwa. Oni głoszą tradycyjne wartości, nie mając ku temu żadnych podstaw.  

Nie pokazałem tych dwóch filmów w całości. Ten film jest już i tak za długi. Jeśli chcesz obejrzeć je od początku do końca i każdą z naszych miłych blogerek osobno, to linki będą w opisie tego filmu. Polub, skomentuj, zasubskrybuj kanał.Do zobaczenia.

 WERSJA POLSKA: https://www.youtube.com/watch?v=hs_WwlHR6Ds

sobota, 1 sierpnia 2026

Czego nie dawać dzieciom na starość? Mądrość Kaukazu

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=ncA5Hvxv6Yg

 Na Kaukazie mawiają: "góra jest silna dzięki kamieniowi, a człowiek dzięki swojej godności". W tych surowych krainach starość nie jest zmierzchem życia, ale jego szczytem. Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego kaukascy starcy zachowują jasność umysłu i niekwestionowany autorytet w swoich rodzinach aż do ostatniego tchnienia? To nie tylko kwestia czystego powietrza, to niepisane prawo gór, przekazywane z ojca na syna. Są rzeczy, których mądry człowiek nigdy nie porzuci, nawet jeśli jego dzieci są najwartościowszymi ludźmi na świecie. 

Dziś przyjrzymy się siedmiu zakazom kaukaskiej mądrości dotyczącym tego, czego nigdy nie należy dawać swoim dzieciom po przejściu na emeryturę, aby nie stracić siebie i ich szacunku. Uważajcie do końca. Siódma zasada jest często łamana przez nadmierną dobroć i to właśnie ona staje się zgubna.  

 Starzec, który przekazał swoją krwawicę za życia, staje się gościem we własnym domu. Wielu rodziców, chcąc pomóc swoim dzieciom, przekazuje im swój majątek. To wielki błąd. Twój dom to twoja forteca - twoje terytorium i symbol twojej władzy. Dopóki klucze są przy twoim pasie, jesteś panem, do którego ludzie przychodzą po radę. Gdy tylko klucze przejdą w ręce dzieci, stajesz się tym, któremu wolno tu mieszkać. 

  Mądrość gór naucza: „Pomóż dzieciom budować ich dom, ale nigdy nie czyń ich panami swojego, póki bije twoje serce”. Na Kaukazie, mądry ojciec, nawet widząc, jak rodzina jego syna się powiększa, nigdy nie przekazuje swojego domu młodemu za jego życia. Może zbudować swojemu synowi nowy dom w pobliżu, może dać mu lepszy pokój, ale klucze do bramy zawsze pozostają przy jego pasie. 

 Jeśli w domu wybuchnie kłótnia, jego słowo pogodzi wszystkich, bo on jest na swojej ziemi. Ale jeśli stanie się gościem w czyimś domu, jego głos stanie się cichszy, a jego mądrość stanie się niepotrzebnym ciężarem. 

 Nigdy nie dawaj swoim dzieciom prawa do decydowania za ciebie. Gdy tylko pozwolisz swojemu synowi lub córce dyktować ci, co jesz, dokąd iść i jak spędzać czas, to twój autorytet słabnie. Starszy to ten, którego słowo rozstrzyga spór. Jeśli dobrowolnie zrzekniesz się tego prawa, przyznajesz się do własnej słabości. Nawet jeśli zgadzasz się z opiniami swoich dzieci, to przedstawiaj to tak, jakbyś aprobował ich drogę, a nie tak jakby one prowadziły cię za rękę.  

 Zachowaj mądry dystans. Na Kaukazie ojciec, słuchając kłótni swoich dzieci o kupienie ziemi lub sprawy rodzinne, długo milczy. Nie przerywa ich zapału, ale na koniec wypowiada jedno krótkie zdanie, które kładzie kres wszelkim sporom. I nigdy nie pozwala swoim dzieciom decydować za siebie, jak spędzić jutro. 

  Gdy tylko starzec oddaje to prawo swoim dzieciom, to traci status głowy rodziny i staje się kimś, kogo karmi się z litości, a nie z głębokiego szacunku. Na Kaukazie jest mądre powiedzenie: „Ręka, która zawsze jest na górze jest ręką, która błogosławi, ręka która zawsze jest na dole jest ręką proszącego o litość". 

 Nigdy nie oddawaj dzieciom wszystkich swoich oszczędności, aż do ostatniego grosza. Twój zapas, twój kapitał osobisty, to nie tylko pieniądze na czarną godzinę, to twoja wolność. Dopóki starszy ma własne fundusze, może podarować wnukowi prezent, pomóc sąsiadowi lub kupić cokolwiek co uzna za konieczne bez pytania o pozwolenie. 

 Gdy tylko zaczniesz prosić dzieci o pieniądze na leki lub chleb, to tracisz status głowy rodziny. Pamiętaj, dzieci powinny pomagać ci z serca, a nie dlatego, że zostałeś z niczym. Na Kaukazie ojciec, pomagając synowi w trudnej chwili, nigdy nie oddaje mu wszystkiego, aż do ostatniej monety. Zawsze ma swój własny tobołek, zasoby, których dzieci nie są świadome. Czyni to nie z chciwości lecz aby mieć możliwość dokonania zakupu w dowolnym momencie, bez pytania synowej o pozwolenie. Ręka, która prosi dzieci o tytoń lub lekarstwa, jest ręką podwładnego. Mądry starszy wie, że jego niezależność jest kluczem do jego godności w oczach synów.

   Wielu w podeszłym wieku staje się zbyt szczerych, opowiadając swoim dzieciom o swoich przeszłych błędach, upadkach lub grzechach młodości. Kaukaska mądrość przed tym ostrzega. Dla swoich dzieci i wnuków musisz pozostać niezachwianym przewodnikiem, skałą. Twoje przeszłe słabości mogą być przez nie wykorzystane jako wymówka dla ich własnych błędów: "Mój ojciec to zrobił więc ja też mogę". Zachowaj swoje sekrety dla siebie. Twoja godność w oczach twoich potomków jest fundamentem, na którym opiera się ich własna szlachetność. Niech widzą w tobie mądrość, a nie wyrzuty sumienia za błędy przeszłości. 

  Na Kaukazie ojciec, który prowadzi wnuki ścieżką prawdy nigdy nie wspomina o chwilach, w których sam okazywał słabość lub tchórzostwo. Swoje błędy ukrywa przed młodszymi pozostając dla nich nienagannym przykładem męstwa i honoru.

 Jeśli skała zacznie odsłaniać pęknięcia to dzieci stracą grunt pod nogami. Twoje błędy są twoim doświadczeniem, ale dla swojej rodziny musisz pozostać niezachwianym ideałem. 

 Często po przejściu na emeryturę rodzice całkowicie oddają się życiu swoich dzieci, stając się bezpłatnymi nianiami, kucharkami i pomocnikami domowymi. Na Kaukazie nazywa się to utratą siodła. Mądry starzec powinien zawsze mieć czas należący tylko do niego. Czy to spacer, spotkania z przyjaciółmi rówieśnikami, czytanie czy majsterkowanie.  

 Kiedy jesteś zawsze w zasięgu dzieci, to twoja wartość maleje. Stajesz się funkcją, sprzętem gospodarstwa domowego. Zachowaj dystans. Niech dzieci wiedzą, że ich ojciec ma swoje ważne sprawy. To właśnie ta zajętość i życie osobiste budzi prawdziwy szacunek i chęć naśladowania. 

 Na Kaukazie ojciec, bez względu na to, jak bardzo kocha wnuki, nigdy nie staje się cieniem podążającym za nimi. Ma swoje godziny na placu z innymi starszymi, swoje własne modlitwy i refleksje, w których nikt nie śmie mu przeszkadzać. Starszy, który ma własne życie, zasługuje na szacunek. Dzieci powinny czuć, że spędzanie czasu z ojcem to nagroda, a nie codzienna rutyna. 

 Na Kaukazie mawiają: „Człowiek żyje tak długo, jak długo jego ręce pamiętają o pracy". Czy to antyczny sztylet, narzędzia ogrodnicze, sprzęt wędkarski, czy książki, nigdy nie dawaj ich swoim dzieciom tylko dlatego, że przeszedłeś na emeryturę. Te rzeczy są symbolami twojej witalności. Gdy tylko oddasz swoje narzędzie to uznajesz, że twój czas się skończył. Mądry starszy tworzy do końca życia. Dopóki jesteś zajęty pozostajesz ważnym ogniwem w życiu rodziny, a nie tylko obserwatorem.

  Dzieci powinny widzieć, że posiadasz wiedzę i umiejętności, które opanowałeś lepiej niż ktokolwiek inny. Na Kaukazie stary mistrz, nawet jeśli jego ręce nie są już silne, nigdy nie oddaje swojego narzędzia synowi na zawsze. Może pozwolić synowi go używać, może go uczyć, ale narzędzie zawsze wraca na swoje miejsce w warsztacie ojca. Dopóki człowiek ma swoje narzędzie, jest twórcą i mistrzem. Dać instrument oznacza przyznanie, że twoja pieśń jest zaśpiewana.  

 Na Kaukazie wierzy się, że człowiek żyje tak długo dopóki może coś zrobić rękami. To najtrudniejsza, ale najważniejsza zasada. Nigdy nie dawaj dzieciom prawa do kontrolowania swojego stanu emocjonalnego. Wielu popełnia fatalny błąd. Dają swoim dzieciom wszystko: czas, pieniądze, zdrowie i oczekują w zamian nieskończonej wdzięczności. A kiedy nie otrzymują tego w takiej mierze, w jakiej oczekiwali, obrażają się i cierpią. Kaukaska mądrość naucza: „Czyń dobro i wrzuć je do wody". 

 Pomagaj dzieciom, bo jesteś ojcem, a nie dlatego, że kupujesz ich uwagę. Zachowując oczekiwania dla siebie zyskujesz prawdziwą wolność. Twoje szczęście nie powinno zależeć od tego, czy dzisiaj zadzwonili do ciebie, czy nie nie. To właśnie taka niezależność ducha czyni starca naprawdę majestatycznym. Na Kaukazie ojciec, poświęcający lata swojego życia i siły swoim dzieciom, nigdy im o tym nie przypomina i nie oczekuje w zamian pochwał. Czyni dobro, ponieważ jest to jego obowiązek jako głowy rodziny i nie chce zamieniać miłości na uwagę. Mądry starzec jest spokojny jak góra Elbrus. Jego wielkość tkwi w jego samowystarczalnej naturze. To dla tak cichego i silnego Ojca dzieci pokonają wszelkie przeszkody, byleby tylko być blisko. Mądrość Kaukazu nie polega na braniu, lecz na zachowaniu siły, która ochroni twoją rodzinę przez wiele dziesięcioleci.

  Zachowując te siedem rzeczy, dajesz swoim dzieciom coś więcej niż własność. Dajesz im przykład, jak żyć z podniesioną głową.  Niech szacunek i pokój zawsze panują w twoim domu.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=Aum61EbAxTE

niedziela, 19 lipca 2026

Nie ma większej niewoli – Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/Jxau2flP-Cc

Witajcie ludzie.

Dzień dobry Wiktorze. Znalazłam ten oto cytat. Przyjrzyjmy mu się. Autorem jest mędrzec Wasiszka.

 ach - Wasiszka. Och, to prawdziwy mędrzec. 

 Nie ma większej niewoli niż przywiązanie do własnej opinii. I nie ma większej wolności niż umysł wolny od pojęć i koncepcji.

   Wolny od pojęć. Umysł wolny od koncepcji. No cóż - Wasiszka. Wasiszka,   wszystkie święte pisma należą do niego - do tego Wasiszki. 

Zatem zasadniczo, niewolnictwo to kajdanki, nazywają je czasem bransoletami na rękach, prawda? I są też dyby na nogach, prawda? I są też niewolnicy mający obrożę i będący na linie - na rodzaju smyczy.

Widzieliście to w podręcznikach historii.  Chodzą niewolnicy a ich szyje są połączone linami. No i te liny ich ograniczają.

 Niewolnictwo to także więzienne mury, które mnie nie wypuszczają, a ja nie mogę opuścić tamtego terenu. Na tym polega niewolnictwo. Istnieje wszelkiego rodzaju niewolnictwo. Ale jest niewolnictwo, które pozostaje niezauważone. Na przykład ludzie pracują dla korporacji za pieniądze i robią to, żeby móc coś robić od wypłaty do wypłaty. Tak właśnie tam się dzieje - niektóre ceny się zmieniają, zmienia się kurs dolara,  coś tam ciągle wymyślają. A ci pracują i pracują. 

 A wszystkie zyski trafiają do kogoś gdzieś tam za kulisami. I ten rodzaj dobrowolnego niewolnictwa jest uważany za najlepszy -  dobry niewolnik to ten, który nie rozumie swojego niewolnictwa.  

 Ale to nic w porównaniu -  bo ostatecznie człowiek zrozumie, że pracuję jak wiewiórka w kole, prawda? Ale ten, dla którego pracuję, to zupełnie co innego. On ma zwyczaj żyć kosztem innych. 

 Ale nie ma większego niewolnictwa, jeśli te koncepcje są w mojej głowie, w moim światopoglądzie, moim rozumieniu, że świat jest dokładnie tak skonstruowany.

 Po pierwsze jest to pycha: "ja tak uważam". A tak przy okazji: mężczyźni są bardziej podatni na tego rodzaju wielkie niewolnictwo niż kobiety. A to dlatego, że ich fałszywe ego przenika ich umysły bardziej niż u kobiet. Umysły kobiet rzadko są podatne na ten typ zniewolenia - i dlatego dla nich czy Ziemia jest okrągła, albo kwadratowa - co za różnica. One nie będą walczyć do rozlewu krwi o jakąś ideę, ale mężczyźni tak. 

 To nie ma to dla nich żadnego praktycznego znaczenia, ale to przecież rozum. Jak to możliwe? I dlatego skoro nie oddzielają tego swojego umysłu, swojego światopoglądu od tej koncepcji, to nie doświadczają jej jako więzienia. 

Inni to czują i jest tylko kwestią czasu kiedy tę ideę porzucą - kiedy im to już się znudziło i mają tego dosyć. 

A ci nie - on jest niewolnikiem swojej koncepcji, swojej idei.   Jest tak wielu fanatyków a ci u władzy to wykorzystują. Nęcą ludzi - zachęcają, więc wmawiają im, że ten to wróg i twoim obowiązkiem jest go zniszczyć, a ta religia jest najlepsza a ci inni, oni są naszymi konkurentami i tak dalej. 

A taki człowiek jest praktycznie jak zombie. Zombie to ktoś, komu nawet na myśl nie przyjdzie żeby otrząsnąć się z tego. Jemu to nie wpadnie do głowy.

Pewien Anglik opisywał taka rzecz: gdzieś w Afryce jest plemię i tam też rośnie roślina, która jest 40 razy bardziej trująca niż kurara. Ona w małych dawkach paraliżuje człowieka i staje się on jakby martwy - nie ma pulsu, nie oddycha.

Leży tam przez dzień, ale żyje, ale nie ma oznak życia. A potem zostaje pochowany.  A ci, którzy wystrzelili strzałę - pewnie widzieliście takie strzałki wystrzeliwane z rurek, to działa jak zastrzyk. A potem taki człowiek gaśnie i nie wiadomo dlaczego. A potem przychodzą ci z sąsiedniego plemienia i wykopują tego niby zmarłego - śpiewają tam następnie jakieś pieśni, tańczą i ten wstaje ale jego mózg już nie działa. On wykonuje wszystko co mu się powie - taki bezpłatny bio-robot.

 I dlatego w tych plemionach mają taki zwyczaj, że kiedy ktoś umiera, to tak na wszelki wypadek, żeby nikt się nie zastanawiał czy ktoś go czasem nie ożywi biorą pałkę i roztrzaskują mu głowę. Czynią tak, żeby nikt z niego nie zrobił zombie.

Taki może być zmuszony aby walczyć z sąsiednim plemieniem.  Agencje wywiadowcze i służby specjalne wykorzystują to od dawna. Zaprasza się człowieka na badanie lekarskie, zaszczepia mu się drugą a nawet trzecią biografię - inną osobowość.

A potem pod hipnozą wypowiada się jakieś niezbędne słowo, u niego włącza się druga osobowość - ten idzie i kogoś zabija a potem znów się przełącza i nawet nie pamięta co zrobił. Tak się dzieje. Zaszczepiany jest inny światopogląd. Tak czynią mass - media, one do tego właśnie służą. 

  Więc ludzie pracują praktycznie za nic. Nie pragną żadnej samoidentyfikacji, sąsiedni kraj uważają za wrogów a te swoje rządy uważają za dobroczyńców. To są po prostu wyprane mózgi - zaprogramowane na jakiś dziwny patriotyzm. No i dlatego umysł wolny od koncepcji jest prawdziwą wolnością.

Nasuwa się więc pytanie: jak się uwolnić i czy to jest możliwe? Trzeba rozumieć, że praktycznie wszystko na tym świecie co jest podawane z zewnątrz jest fałszywe. Jesteśmy wewnątrz świata szatana - to jest książę tego świat. 

Przy czym prawie wszystko się zgadza - prawie wszystko jest prawdą. Ale jest mały niuans - taki maleńki. Powiada się, że aby szybko okłamać człowieka trzeba mu powiedzieć połowę kłamstwa i połowę prawdy. Taki ktoś się daje szybko nabrać, ale to działa na krótko.

 Natomiast jeśli powiedzieć 1% kłamstw i 99% prawdy to można zmienić w zombie całe pokolenia. To kłamstwo musi być bardzo subtelne. Pamiętacie zapewne tę wypowiedź szefa CIA Allena Dulles-a - on to powiedział wtedy, gdy przegrali wojnę. On wtedy stwierdził: „Teraz zrobimy to od wewnątrz - zmienimy koncepcję, oni staną się kosmopolitami, przestaną kochać swoją ojczyznę i staną się konsumentami”. No i faktycznie tak się stało. To zostało rozpracowane w najmniejszych szczegółach.

Po pierwsze, musimy rozumieć, że zmysły nas okłamują. Przecież każdy ma inny wzrok, prawda? Jeden człowiek widzi coś niewyraźne, drugi widzi wyraźnie, jeden coś widzi, drugi czegoś nie widzi. Słuch też miewamy bardzo różny. Niektórzy nawet słyszą jakieś głosy w głowie.

 Wszystko to jest zbieranie informacji z zewnątrz i na sanskrycie nazywa się to  pratyaksha. Jest też przetwarzanie informacji z zewnątrz i to nosi nawę anumana. Chodzi o informację, która do mnie przyszła. Mózg radzi sobie z tym, ale przetwarza te informacje z punktu widzenia swoich marzeń i problemów.  

 On patrzy przez pryzmat. Czy ja tego potrzebuję? Czyli mózg jest zanieczyszczony. Na jeden i ten sam sygnał różni ludzie reagują na różne sposoby. Niektórzy śpieszą się, żeby się przytulić, inni uciekają. Bywa różnie i dlatego to również daje fałszywe postrzeganie.

 
Istnieje też coś o nazwie Szabda. Szabda to trzecie i ostatnie źródło do zdobywania informacji: " Ktoś powiedział". Kiedyś istniała taka gazeta założona przez komunistów o nazwie "Prawda". Na początku była tam prawda, a potem było tej prawdy coraz mniej i pozostała wyłącznie nazwa gazety. A to dlatego, że tam nie było już komunistów lecz kapitaliści. Nagłówek gazety nawołujący aby jednoczyć wszystkie kraje pozostał a ludzie siłą bezwładności wierzyli w to co tam potem publikowano.
 
I dlatego mówi się, że trzeba wziąć jakieś wiarygodne źródło.  
 No więc Jakie wiarygodne źródło? Jeśli chcesz zapytać gdzie jest jaka ulica to najlepiej spytać jakieś tam lokalne władze. W sprawach choroby ludzie radzą się lekarza, można zapytać psychologa, albo specjalistę od psychosomatyki. 
 
 Ale nie wiemy czy to faktycznie są specjaliści czy też nie. A Szabda zaleca, że trzeba zapytać człowieka świętego.
  
 Krótko mówiąc, wszystko, co jest na zewnątrz może być skażone. 
 Zatem skąd mamy czerpać informacje? Cóż, trzeba je czerpać z wnętrza. I mówi się, że powinniśmy przyjaźnić się ze wszystkimi  na zewnątrz, ale czerpać z wnętrza - to wnętrze ma być naszym źródłem informacji. 
 
  Nasze decyzje nie powinny zależeć od tego, co ktoś powie. A wtedy możemy pozbyć się tej koncepcji. A co takiego nam mówi się z wnętrza? Mówi się nam na wszystkich poziomach. Jak jeść, jak iść do toalety, w co się ubrać, czy jest ciepło, czy zimno. To takie proste rzeczy. 
 
 Jeśli uporządkujemy je, to okaże się, że wszystko się nam otwiera dalej i dalej i zaczynamy rozumieć jak działa ten świat. Właściwie, zrozumiemy, że nigdy go nie zrozumiemy. Im więcej wiem, tym bardziej uświadamiam sobie, że nic nie wiem. Ale inni nawet tego nie wiedzą.  
 
 Przykładem tego jest Bhaktivinoda Thakur, który powiedział: „Chrześcijanie widzą świat w ten sposób: muzułmanie trochę inaczej, waisznawowie inaczej, buddyści jeszcze inaczej”. 
 
  I mówił dalej: „Żaden z tych światopoglądów nie ma racji. Wszystko jest zbudowane inaczej”. To są po prostu takie obrazy, które stworzyliśmy, aby tymczasowo uspokoić nasze umysły. To po prostu pewne schematy, które działają przez jakiś czas, ale mogą zawieść w każdej chwili. 
 
  Dlatego musimy być prowadzeni przez tego wewnętrznego podszeptywacza,  wewnętrznego suflera który nam podpowiada. Wszystkie religie dochodzą do tego:   Porzućcie wszelkie wyobrażenia. Po prostu poddaj się mi. To wszystko. A od czego was uwolnię? Od konsekwencji wszystkich waszych grzesznych reakcji. Rozumiecie?
 
 A dlaczego? Ponieważ kiedy działamy polegając na informacjach z zewnątrz, to  stajemy się niewolnikami. Ale kiedy polegamy na informacjach z wewnątrz, to właśnie one wyzwalają. Dlaczego? Ponieważ to nie tylko sumienie, to nie tylko marzenie - to sam Bóg. Jemu nie potrzebna jest karma.  
 
 Dlatego powiada się: „bądźcie doskonali jak doskonały jest ojciec wasz niebieski”. Doskonali - a wtedy nasze czyny również będą doskonałe. Ale wszelka niedoskonałość musi być w jakiś sposób usuwana. A jest usuwana właśnie za pomocą niewolnictwa. Gdy tylko pojawia się niedoskonałość to pojawiają się jakieś hamulce, zostaję tam wewnętrznie wyczyszczony. I wtedy mówię: „Nie będę się już w to więcej pakował”. 
 
Ale potem pakuję się w jakąś inną sytuację (śmiech) - tam znów dostaję przeszkody i znów jestem w jakiś sposób oczyszczany. 
 
No i teraz żeby być doskonałym.... nie da się studiować wszystkiego; i to jest bezużyteczne, to zupełnie niepotrzebne. Co więcej: spójrzcie, istnieją równoległe rzeczywistości; niektóre rzeczy dziś są dobre ale jutro będą złe. Nie będziesz studiował wszystkiego. A świat jest dany nie po to, aby go studiować, ale żeby go używać - korzystać z niego. To właśnie jest interesujące.  
 
Więc wszystko, czego się tu uczymy w tym świecie, okazuje się bezużyteczne po śmierci. W ogóle nie wiadomo po co to wszystko. Jaki jest sens tego wszystkiego. 
 
   Doświadczenie pośmiertne wyjaśnia, że gdy tylko człowiek opuszcza ciało, to od razu widzi na przykład kto ten długopis wyprodukował,  jaki to człowiek, jak ma nazwisko, jakie ma dzieci - wszystkie te informacje docierają do mnie.
 
 Na a my coś tutaj żyjąc studiujemy. Oczywiście póki jesteśmy w ciałach to jest to konieczne. Przydaje się wszystko, co gdzieś przeczytałem - nawet te tak zwane "czytatdła" czyli jakieś tanie powieści, wszystko się przydaje.  Ale muszę rozumieć, że po śmierci nie będzie mi to potrzebne. Po śmierci pójdzie ze tylko to co służy podtrzymaniu duszy - a ściślej podtrzymaniu ducha bo duch jest pozbawiony koncepcji - u niego nie ma pojęć. 
 
  Tu dodać można, że w religii zorganizowanej nie lubią Śiwy. A to dlatego, że na przykład Wisznu zachowuje się inaczej. Są opisy, że jakaś postać, nadepnęła mu na klatkę piersiową. Ten mu leży na klatce piersiowej, a Wisznu mówi: „Och, czy czasem nie podrapałeś się o włosy na mojej klatce piersiowej? Czy one ci nie przeszkadzają?”.  Mamy być niby tacy jak Wisznu, słodcy i poddani. 
 
Nie, nie powinniśmy, ponieważ Wisznu to postać całkowicie duchowa. Nie ma tam ani kropli materii. Ale Śiwa jest w połowie z materii, a w połowie duchem - a my tacy w tej chwili właśnie jesteśmy! Musimy więc brać przykład z tego Śiwy. 
 
 A jeśli rozważymy to, co on tam wyprawiał, to nigdy nie polegał na prawie. Ani razu. On działał pod wpływem pierwszego impulsu. Nie był częścią żadnej struktury. I jest uważany za czysto i w pełni oddanym Bogu. To znaczy, Bóg przemówił i tyle. I nie ma żadnych instrukcji. Instrukcja, która dziś jest normalna jutro może być całkiem bezużyteczna. Świat się porusza, zmienia. 
 
 A więc, żeby nie popaść w niewolę to musisz zachowywać się tak jak Śiwa, musisz być wolny od koncepcji. 
 
  To wszystko na dziś. Dziękuję.