piątek, 23 października 2026

Dlaczego rodzimy się jako mężczyźni lub kobiety? - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=T7bBTo1Uq_0

Witajcie,

 . Odpowiadamy na pytania. Pytanie od naszej Heleny Wiesna. Dlaczego rodzimy się jako mężczyźni czy kobiety? No jak to dlaczego? (śmiech).

 No cóż, istnieje takie przekonanie, że my  w pewnym sensie z góry ustalamy nasze narodziny, gdzie się narodzimy, kiedy, w jakiej formie. Jest tam coś co nazywa się prarabdha karma. Na te naszą karmę składają się wszystkie nasze  niespełnione pragnienia, plus długi, zobowiązania - wszystko to razem tworzy ciało jako narzędzie, jako instrument, który może bez większego wysiłku spełniać pragnienia i spłacać długi. Trzeba się oczywiście wysilić, ale nie za bardzo, nie jakoś śmiertelnie. 

  Ogólnie rzecz biorąc jesteśmy przyzwyczajeni myśleć tak jak nam wyjaśnia oficjalna nauka - a ona mówi, że to wynik działania genetyki i dlatego jesteś albo mężczyzną, albo kobietą, dodaje się czasem też aspekt ewolucyjny. Niektórzy twierdzą, że najpierw jesteś kobietą, a potem, jeśli będziesz się dobrze zachowywać to będziesz mężczyzną.  

Wedy mówią, że to nieprawda, Wedy mówią, że dzisiaj jesteś kobietą, a jutro w następnym wcieleniu mężczyzną, że w tym wcieleniu jesteś demonem, w następnym wcieleniu jesteś świętym - nawet takie przeskoki są opisywane, że to wcale nie dzieje się tak stopniowo. 

 Filozofia wedyjska stawia inne pytanie, - dlaczego ta akurat konkretna dusza otrzymuje ciało męskie lub żeńskie. Był taki  prawdziwy przypadek - kiedy to Hare Kryszna zaczęło się rozprzestrzeniać to w Londynie powstała świątynia. I tam był pewien brahmaczarin, który miał 20 lat i on  przypadkowo zakochał się w pewnej Hindusce. Ta Hinduska mieszkała w Londynie, i jak znajome dla niej tradycje pojawiły się w Londynie to ona przychodziła do tej świątyni.

  I on zakochał się w niej - to była również młoda dziewczyna. I mając te swoje 20 lat on umiera. Pojechali rozdawać książki i nadjeżdżający samochód - jakaś tam ciężarówka, dosłownie przecięła go na pół. On natychmiast umarł tam na miejscu.  

I po niedługim czasie urodziła się tam dziewczynka. A kiedy zaczęła mówić i trochę rozumieć,to nagle przypomniała sobie, że jest tym brahmaczarinem, że nie była kobietą, tylko tym mężczyzną. A najważniejsze jest to, że jej twarz była dosłowną kopią twarzy tej dziewczyny w której się wtedy zakochał.  

No i po jakimś czasie ta dorastająca już dziewczyna znajduje tę dawną miłość, tę kobietę która ma wtedy już około 40 lat. Ta kobieta mówi: „Tak, tak, pamiętam, faktycznie był taki chłopak, który tam wokół mnie biegał i ciągle się za mną oglądał”.  

Potem ta kobieta znajduje, tego kierowcę, który ją tam rozjechał dosłownie na pół. Siadła obok niego, a on mówi: „możesz być ze mną bezpieczna. Jestem dobrym kierowcą”. 

Tak więc Wedy mówią, że człowiek staje się tym o czym myśli w ostatniej chwili - w chwili swojej śmierci. To jest ta ostateczna samskara, to ostatnie wrażenie. Księga Isha Upaniszad, a konkretnie ósma mantra powiada, że Bóg spełnia życzenia wszystkich istot. Takie ostateczne przywiązanie może natychmiast uformować to nasze nowe ciało.  To znaczy, nie jest to jakiś proces ewolucyjny, ale to dzieje się natychmiast.

   Znamy nawet przykłady w ciągu jednego życia - wiemy, na przykład, że ktoś kogoś osądził, on on robi coś złego. Mija bardzo krótki czas i ja znajduję się w jego sytuacji, z jego cechami charakteru, żeby zrozumieć, dlaczego on tak postępuje, żeby w przyszłości nie osądzać. 

  Widzicie więc, taka drobna "zmiana miejsc" następuje nawet w ciągu jednego życia, a śmierć, ogólnie rzecz biorąc, nie jest konieczna. No i według Wed, dusza sama w sobie nie jest ani mężczyzną, ani kobietą, ona nie jest ani ciałem mężczyzny ani kobiety - są to po prostu różne formy istnienia. 

 Mówi się także, że to, co jest cnotą dla mężczyzny, jest wadą dla kobiety i odwrotnie, co jest wadą dla mężczyzny jest cnotą dla kobiety.

 Na przykład charakterystyczną cechą istnienia w ciele kobiety powinna być łagodność, wyrozumiałość, emocjonalność ale już mężczyzna przejawiający takie cechy jest do niczego. 

 Mężczyzna powinien zachowywać się wręcz przeciwnie, powinien być stanowczy, zdecydowany, bezkompromisowy, coś w tym rodzaju. To znaczy, to, co dla kobiety jest grzechem to dla mężczyzny, jest cnotą. Tak więc otrzymujemy to ciało - to nasze narzędzie zgodnie z zadaniem jakie mamy wykonać. Ono jest wyposażane w konkretne cechy. 

 Ale na kolejne wcielenie wpływa oczywiście więcej niż jeden czynnik. Na przykład, zakochałem się w kimś albo na przykład rozgniewałem się na kogoś i wtedy może się zdarzyć, że przyjmę ciało wroga.

Wpływa na to kilka czynników - na przykład własna karma, karma tego człowieka, jego pragnienia, jego przywiązania, jego stan świadomości, guny materialnej natury, czyli która guna miała na tego człowieka największy wpływ, czy było to wojownik - kszatrij a może gospodarz czyli wajsza - albo kombinacja tych gun.

 Karma określa - determinuje - nie tylko to, czego dany człowiek doświadcza w kolejnym życiu, ale także warunki, w których się urodzi.

A po co tak się dzieje? Po to, żeby stworzyć warunki do spełnienia swoich pragnień i do spłacenia wszystkich długów.

Widzicie więc, jak dobrze i korzystnie jest zbudowana ta niejako "taśma produkcyjna".  No i oczywiście najważniejszy jest stan świadomości. Największe znaczenie ma to na czym się skupia nasza uwaga. To czym człowiek żył, do czego jest przywiązany, co zajmowało jego świadomość - to wpływa na kierunek i formę jego kolejnego wcielenia. 

 Tak więc  pytanie można ująć następująco - ja je nieco zmienię: "jeśli dusza nie jest ani męska, ani żeńska, to dlaczego otrzymuje ciało męskie w jednym życiu, a ciało żeńskie w drugim? " 

Na tak postawione pytanie dość jasno odpowiada pewna opowieść o królu Puranjana (Puranżana).

On bynajmniej nie był zwykłym człowiekiem, cieszył się życiem tak, jak chciał, aż w końcu znalazł kobietę, która naprawdę była dla niego odpowiednia, została jego żoną i praktycznie całe jego życie zaczęło kręcić się wokół tej jego małżonki i wszystkich tych przyjemności. 

No i nadszedł czas śmierci i wtedy on uświadomił sobie, że musi zostawić swoje królestwo, rodzinę, dzieci, dom, i wszystko inne. Ale jego najsilniejsze przywiązanie pozostaje jednak do żony. I nadal myślał o niej, o tej swojej żonie, i o tym, co będzie potem.

 On rozumiał, że zostało mu bardzo mało czasu. No i w końcu opuszcza to ciało i tu dzieje się najciekawsza rzecz. W następnym życiu rodzi się kobietą. Rodzi się jako córka króla. A dlaczego króla? Bo ma znaczenie, że był już w takiej pozycji, że miał wiele zasobów, co oznacza, że ​​wiedział, jak właściwie używać swojego umysłu. Tak więc urodził się na dość wysokiej pozycji, ale to ciało tym razem było żeńskie.

  Dlaczego? Pismo Święte wyraźnie wskazuje na stan świadomości w chwili śmierci. On był tak pochłonięty przywiązaniem do swojej żony, że to miało decydujący wpływ na jego następne wcielenie. 

 Ale nie trzeba sobie tego wyobrażać tak prymitywnie, że to co pomyślisz to się od razu materializuje - to nie jest tak jednoznaczne. 

 To nie znaczy, że jeśli mężczyzna pomyślał o kobiecie przed śmiercią, to koniecznie stanie się kobietą. Pisma święte mówią o całości wszelkiego rodzaju przyczyn, o karmie człowieka, jego pragnieniach, przywiązaniach, gunach natury, stanie świadomości. 

Tak jak to powiedziano, król Puranjana, nie otrzymał tego żeńskiego ciała ot -tak po prostu, otrzymał je zgodnie z pewnym prawem, to znaczy, że było tam wszystko w jakiś sposób zapewnione, ta kobieta nie urodziła się jako uboga chłopka. I co najważniejsze - dusza w tym wszystkim, nie staje się mężczyzną ani kobietą. Tylko ciało się zmienia.

   Dzisiaj człowiek może żyć w ciele męskim, w innym życiu w ciele żeńskim. Dlatego też w wedyjskiej filozofii słowa mężczyzna i kobieta, odnoszą się wyłącznie do materialnego ciała - nie odnoszą się do duszy.  A mówiąc bardziej precyzyjnie:  Wedy mówią, że każda dusza ma pierwiastek żeński, a Bóg ma pierwiastek męski. Tak to jest pojmowane w sensie duchowym. Natomiast to kim my tu jesteśmy, czy jesteśmy w męskim czy w żeńskim ciele ,,,,

Ogólnie rzecz biorąc, ta historia królem Puranjaną pokazuje kolejną bardzo ważną rzecz. Często myślimy, że nasze przywiązania są po prostu częścią naszego życia, ale te teksty wedyjskie ostrzegają, że tak nie jest.  To, do czego stale się przywiązujemy, stopniowo kształtuje naszą świadomość, a świadomość jest powiązana z rodzajem ciała, które otrzymamy w przyszłości. 

Zatem w rozumieniu wedyjskim to pytanie: "dlaczego urodziłem się kobietą lub mężczyzną" brzmi dużo głębiej. Co ukształtowało moje ciało, dokąd kieruje się moja świadomość? Zatem celem nie jest zdobycie ciała, męskiego czy żeńskiego. Zasadniczo celem jest zrozumienie swojej natury jako duszy i uwolnienie się od zależności od materialnego ciała. A wtedy ciało będzie dowolnej płci - męskie albo żeńskie. 

 I wiemy, że istnieją szczęśliwi mężczyźni, szczęśliwe kobiety, nieszczęśliwi mężczyźni i nieszczęśliwe kobiety. Najważniejsze jest więc to, że jeśli dusza ukształtuje swoją własną istotę i będzie prowadzić właściwe życie, to forma życia nie będzie już tak ważna. 

 Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=cubS_jxGsEU

czwartek, 22 października 2026

Bezbożnicy to zwierzęta - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=ipgd3wORQt4

Witajcie ludzie!

 Witaj Wiktorze. Znalazłam fragment z książki Braphupady.  On tam relacjonuje jakąś rozmowę i ktoś go zapytał: „A co możemy powiedzieć o tych, którzy nie wiedzą o istnieniu Boga?”. Swami Prabhupada na to odpowiada: 

To są zwierzęta. Zwierzęta nie wiedzą, co to dobro. Człowiek, który nie zna Boga lub nie próbuje Go zrozumieć, jest po prostu zwierzęciem. Różni się tylko tym, że zwierzę ma cztery nogi, a on ma dwie. Według Darwina, są oni małpami. Zatem każdy, kto nie zna Boga i nie próbuje Go zrozumieć, jest niczym więcej niż zwierzęciem. To jest zwierzęcy poziom życia.

 aha - czyli damy nazwę tego spotkania: "bezbożnik jest zwierzęciem".

 Tak dokładnie tutaj twierdzi Braphupada, że ten kto nie zna Boga jest zwierzęciem,

 Aha 

Nie pamiętam już okoliczności, w jakich to było, ale Braphupada siedział na scenie, w takim ozdobnym krześle specjalnie zaprojektowanym do przekazywania stamtąd jakiejś duchowej informacji. Takie krzesło nosi nazwę Visasana. On tam siedzi skupiony. wokół na sali pełno ludzi. I on tam wtedy mówił coś podobnego, że ludzka forma życia jest bardzo ważna - nawet jeśli to życie jest jakieś trochę niezdarne, nawet jeśli zupełnie grzeszne, ale to życie jest lepsze niż najlepsze nawet życie zwierzęcia.  A ktoś na to zapytał: „A co złego jest w byciu zwierzęciem? Ja mam takiego kota, białego, puszystego, pulchnego kota. On leży na kaloryferze i mruczy.  A czym jest dla mnie moje życie?”. Braphupada na to odpowiedział nie protestując: „Moje błogosławieństwo [śmiech] Będziesz kotem". I wtedy ten pytający zbladł. 

Jest bardzo wiele takich opowieści o tym, że, patrzysz na zwierzę i masz wrażenie, że to kiedyś był człowiek. I te historie są smutne, bo w tych przekazach widać, że zwierzę, prawdopodobnie pamięta, że ​​było tym człowiekiem - jest w tym zwierzęciu jakaś taka melancholia.

  Te zwierzęta, które są wolne w lesie, to są zwierzęta. A zwierzęta, które są udomowione w pobliżu ludzi czyli głównie psy i koty to są dawni ludzie - nie mówię tutaj teraz o tych, które są wykorzystywane czyli krowy konie albo na przykład świnie hodowane na ubój. 

 Bo jeśli spojrzeć uważnie na zachowanie zwierząt domowych, które wchodzą w interakcje z ludźmi - niektórzy twierdzą, że te zwierzęta podchwyciły ludzkie zachowania, ale tak nie jest. Zachowania dzikich zwierząt są zupełnie inne - one są wolne i dzikie,

Dusza, która była człowiekiem i stała się zwierzęciem, głęboko tego żałuje. W trzeciej mantrze Shri Upaniszad te dusze nazywane są atmaha. A dlaczego one trafiają w ciała zwierząt?

Zasadniczo, sądząc po tym, co mówił Braphupada żeby pozostać człowiekiem, wystarczy wierzyć w Boga. Nieważne, jak bardzo jesteś grzeszny, jak bardzo się mylisz - to nie ma znaczenia. Ważne jest czy wierzysz w Boga czy nie. Jeśli nie wierzysz to jesteś zwierzęciem, bo zwierzęta nie potrzebują Boga. One kontaktują się z żywiołami natury albo być może z jakimiś półbogami. Być może wyją do Księżyca. A dlaczego na przykład one wyją do Księżyca? Księżyc jest praktycznie jakimś bóstwem. Tak samo każda planeta, każda asteroida - Pitagoras powiedział: "Natura całego świata jest jednorodna i nie ma w nim martwej materii". A Księżyc jest dość dużym ciałem niebieskim.

Podejrzewam, że może mieć wielkość 1/4 Ziemi i ma na nas bardzo silny wpływ. No i z jakiejś przyczyny zwierzęta do niego wyją, a klasyka literatury mówi nam, że bardzo go lubią na przykład wampiry - więc ma to jakiś związek.   

Ja chcę zwrócić uwagę na to, że każdy w coś wierzy. Jeśli weźmiemy pod uwagę różne rodzaje wiary, to w Bagavadgicie jest cały rozdział pod nazwą "różne rodzaje wiary", i mówi on o tym, że Bóg wspiera wiarę każdej żywej istoty w cokolwiek i daje jej niepodważalny dowód. 

 To znaczy przydarza ci się to, w co wierzysz. A kiedy próbują go przekonać, że świat nie jest taki, to on mówi: „Jak to możliwe? Dla mnie świat jest właśnie taki, taki świat taki". A Bóg go w tym wspiera i upewnia, bo człowiek potrzebuje czegoś, w co mógłby wierzyć. 

Ale ta wiara jest taka materialistyczna. Nawet wiara w półbogów jest wiarą materialistyczną, bo półbogowie są jak urzędnicy tego wszechświata. To są ci "ludzie na stanowiskach" jak to nazywa się na Ukrainie - oni nie mają własnej woli. Oni wykonują wszystko  co im każą, zgodnie z instrukcjami. 

 Ale ten prawdziwy Bóg, który jest jedyny, który jest ponad wszystkim nie ma żadnych zasad. A wiara w Niego, to esencja człowieczeństwa. To jest istota człowieka. I kiedy zaczynasz tak wierzyć, to on może uczynić wszystko, co tylko zechcesz. 

  Bo spójrz, to jak cud, prawda? To jak cud z miłości i w wyniku łaski, a nie ze sprawiedliwości - tak się dzieje gdy jesteśmy ludźmi. Przecież dziecko od razu od urodzenia wierzy w Świętego Mikołaja i we wszystko, czego mu nie powiesz - bo to ludzka forma życia. Nie wiem, co zwierzęta o tym myślą, ale wydaje mi się, że one nie wierzą w takie rzeczy. One wierzą w przyczynę i skutek, a nie w taki dar, w tego rodzaju miłosierdzie. Dla nich wszystko jest brutalne.  

 My oczywiście możemy się rozczulać, oglądać jakieś tam telewizyjne kanały jak "Discovery" - tam pokazują różne zwierzęta, małe wilczątka, słodkie wiewiórki i różne takie. Ale jeśli przyjrzeć się bliżej temu, jak one żyją, to po prostu Auschwitz. Tam chodzi wyłącznie o to, kto kogo pożre. 

Nam pokazują tam te wszystkie zwierzątka jako "słodkie, białe i puszyste", ale są takie ujęcia, gdzie ktoś się podkradł, jakiś krokodyl, i na tym koniec. Krótka chwila i to drugie pożera chap! chap!

I takie jest to ich życie. Albo są też takie gąsienice, już nie pamiętam jak tam się nazywają - one pełzają pod ziemią a potem nagle się wylęgają i natychmiast odlatują jak jakaś szarańcza stając się jedną wielką ucztą dla ptaków. Te ptaki je natychmiast pożerają

i jeśli 1% z nich przeżyje, to i tak będzie to dobry procent, który da im niezłą szansę na przetrwanie. Pozostałe po prostu pełzały jako gąsienice, aby później stać się pożywieniem. One wylatują i po prostu są zjadane. Jest ich tak wiele, więc pojawia się pytanie: co to za horror? Dorastasz, żeby stać się pożywieniem? Żeby być pożywieniem w czyimś łańcuchu pokarmowym?

   Tak więc ci bezbożni ludzie, którzy nie wierzą w Boga, który może wszystko - oni nie są ani trochę lepsi w tym królestwie zwierząt. Oni mają broń, mają ubrania, mają jakąś filozofię, ale jednocześnie tak samo jak te zwierzęta podkopują się nawzajem, walczą o miejsce na drabinie kariery, walczą o przetrwanie. Powszechnie mają miejsce otrucia, morderstwa, problemy mieszkaniowe i tak dalej. Dlatego właśnie są jak zwierzęta.

  Kiedy Braphupada wybierał się z Indii do Ameryki to go pytali gdzie on jedzie. On odpowiadał, że jedzie szerzyć świadomość Kryszny. Oni mu odpowiedzieli: „przecież tam są tylko zwierzęta, nie ma tam nikogo, kto mógłby przyjąć tę wiedzę". W Nowym Jorku żyją tylko zwierzęta.

 Tam są wieżowce dla zwierząt. To nie są ludzie - oni tylko wyglądają jak ludzie, to są prymitywne istoty, które dopiero zaczynają doświadczenie w ciele ludzkim. 

Kapitalizm to prawo dżungli. Lepszy jest ten, kto zarobił więcej pieniędzy - i nie jest ważne w jaki sposób je zarobił. Liczy się ile pieniędzy i zasobów posiadasz. Wszystko inne się nie liczy. Istnieje inny porządek świata, który jest bliższy człowiekowi, ale to nie jest kapitalizm.

  No i Braphupada udał się do tego umierającego świata. Ameryka teraz umiera - zarówno gospodarczo, politycznie, moralnie, i według wszelkiego rodzaju wskaźników. A prorocy mówią, że wkrótce cały ten projekt czyli Wielka Brytania, Ameryka - w tym również Europa zostanie zamknięty.

To jest część świata w której panuje satanizm - a czym jest satanizm? To otwarty sprzeciw, że wszystko, co pochodzi od Boga, wszystko, co pochodzi z pism świętych, jest zakazane. To są przeciwnicy ideologiczni. W USA są pomniki szatana, świątynie szatana. 

A czy wiecie jak się nazywa drugi kraj, gdzie jest zalegalizowany satanizm? Nie wiecie? To Ukraina. To sugeruje, że Ukraina nie jest wcale taka niezależna, jak to mówią. Żaden inny kraj nie przyjął satanizmu. Owszem - Europa, na przykład Francja, tam daleko jej do dobrych obyczajów, albo Niemcy i tak dalej. Minęło sporo czasu odkąd ta mniejszość jest tam u władzy, ale tam nie ma otwartego satanizmu. On jest wszędzie i istnieje. Istniał nawet gdzieś w Związku Radzieckim, ale tam się ukrywali. To było nielegalne. Te mniejszości seksualne były legalnie karane. Za to była odpowiedzialność karna.  

Dopiero teraz to akceptują tu i tam - ale tam jest na odwrót. Spróbuj coś o nich powiedzieć, a wsadzą cię do więzienia: "Jak ty tak możesz? Gdzie twoja tolerancja?" i podobne rzeczy.

 Tak więc z jednej strony, Bóg może dowolnie wszystko. Ale z drugiej strony, bycie człowiekiem - bycie pod jurysdykcją Boga  wymaga bardzo surowej wewnętrznej dyscypliny. Dlatego na przykład kapitalizm różni się od socjalizmu, czy komunizmu. W komunizmie panuje najsurowsza dyscyplina, czyli przede wszystkim etyka, moralność - to jest zakazane i tamto jest zakazane, nie da się nikogo przekupić. A w kapitalizmie pieniędzy jest dużo więc już to jest możliwe. Pieniądze są dozwolone.

 Ale jeśli odrzucimy te wszystkie izmy, kapitalizmy, socjalizmy, to tak czy siak żyjemy albo w tym obozie albo w tamtym - ale najważniejsze jest jak żyjesz, jakie są twoje relacje z Bogiem - czyli w jakim stopniu jesteś człowiekiem a w jakim zwierzęciem. Który z tych elementów w tobie wygrywa.

 Jeśli we mnie zwycięży zasada ludzka, to po prostu nie wycofam się - nie odstąpię od mojego życiowego celu - od mojego przeznaczenia.  

Psychologowie opowiadają przeróżne rzeczy, być może słyszeliście o takim zestawieniu w kwadracie, to taki podział na 4 składowe:

1.  ważne pilne, 2. ważne niepilne, 3. nieważne pilne, 4. nieważne, niepilne. Słyszeliście? Nie? - Nie szkodzi - niewiele straciliście.  Chodzi o to, że jeśli będziemy wykonywać jakieś zadania ważne, ale niepilne - musimy to zrobić kiedy mamy wolny czas, bo to musi być wykonane. Wtedy nigdy nie będziemy zmuszeni do jakichś alarmowych działań - wtedy nawet wojna nam nie grozi. Wtedy nawet jeśli wojna obejmuje to terytorium, to nie dajesz się w nią wciągnąć. Jakoś masz wtedy szczęście, bo zadbałeś o coś z wyprzedzeniem. Nie prowadzisz bezczynnego życia. To się nazywa dharma.

A tę dharmę podpowiadają tobie z wnętrza, z twojego serca. To jest to, co musisz zrobić. I jeśli to wykonasz, to wszystko będzie dobrze. I nie potrzebujesz tych wszelakich webinariów, seminariów, jak to poprawnie wykonać. 

 A kiedy On ci to mówi, a ty to czynisz, to w końcu dojdzie do tego, że zaczniesz się z Nim komunikować. Pewnego dnia zrozumiesz, że to nie tylko intuicja, że to nie tylko jakiś wgląd, który do ciebie przyszedł - to ktoś konkretny, wspaniały, rozumny, kochający który się do ciebie zwraca i możesz z nim porozmawiać. 

 I to jest najważniejsza rzecz, którą człowiek musi osiągnąć. Wtedy już na zawsze odpadnie nam ten umownie nazywając "zwierzęcy ogon". Wtedy Bóg w sercu mówi: "O! wreszcie mnie zauważył! Powrócił syn marnotrawny!"

A czy to prawda, że ​​jeśli zwierzętom lub roślinom puszczać nagrania świętych mantr to one mają szansę stać się ludźmi? 

 Tak. Opisywany jest taki przypadek. Mahapravu głosił kazania zwykłym zwierzętom z ogonami, ze skrzydłami, chodził po lesie, a one intonowały Hare Kryszna stojąc na tylnych łapach. Ale do tego trzeba mieć w sobie olbrzymi ładunek energetyczny aby przebić się przez tę zwierzęcą skorupę. 

Ale w świecie zwierząt widać to wyraźnie natomiast w naszym świecie wygląda na to, że ciało jest ludzkie, ale ta istota jest tak naprawdę zwierzęciem. Zwierzęta są zwierzętami i jest ich zdecydowanie więcej. 

I dlatego każda religijna struktura - mam na myśli taką prawdziwą, a nie jakąś tam zorganizowaną posiadającą odgórna władzę - każda normalna struktura religijna ma na celu przekształcenie ze stanu zwierzęcego w ludzki, żeby człowieka skonsolidować.  

 To znaczy, ciało już zostało dane, ono już istnieje, już jest gotowe i teraz musi zostać wypełnione jakąś świadomością. To tak, jakby człowiek przeszedł z poziomu prostego robotnika do poziomu jakiegoś brygadzisty, ale wciąż muszę jeszcze nabrać rozumu.

Tak więc z punktu widzenia prawnego jesteśmy ludźmi, ale faktycznie nam do tego jeszcze daleko. A dlaczego tak się dzieje? Dla przykładu wiemy, że kiedy przenosisz się do jakiejś firmy, to poproszą o dokumenty, doświadczenie zawodowe, inaczej cię nie zatrudnią. 

A dlaczego tutaj od nas jako ludzi tych kwalifikacji nie wymagają? Bo mamy jeszcze końcówkę epoki Kali Yuga (ery Ryb). A Kali Yuga to, na przykład, 14-letnia kobieta, która właśnie urodziła. Ona sama jest jeszcze dzieckiem. Prawnie matką jeszcze być nie może, ale de facto już nią jest i musi teraz w miarę rozwoju sytuacji bardzo szybko nadrobić zaległości, bo chcąc nie chcąc jest już do dziecka przywiązana, już je kocha i dziecko domaga się swojego. 

Tak to mniej więcej wygląda sytuacja, którą mamy teraz. Ogólnie rzecz biorąc, jesteśmy zwierzętami, które maja dużego farta, duże szczęście bo udało nam się przedostać tutaj poprzez znajomości do tej ludzkiej postaci - a to jest bardzo rzadkie. Jest to możliwe, jak pisze Braphupada, ale tylko jeśli się do tego odpowiednio przygotujesz.  

 A naszym całym zadaniem jest w jakiś sposób poznać Boga. A w jaki sposób mamy go poznać? To najłatwiejszy sposób. Jeśli jestem wewnątrz zwierzęciem, ale człowiekiem na zewnątrz, to jestem istotą problematyczną. Trzeba pokonywać problemy: "o mój Boże, brakuje pieniędzy! O mój Boże brakuje zdrowia! O mój Boże, czemu moja żona się złości? Co mam z nią zrobić?"

   Tak to jest. Możesz się zwrócić do Boga z dowolnego powodu, bez wahania. To wszystko - wtedy będziesz człowiekiem. A jeśli będziesz polegał wyłącznie na własnych siłach, to staniesz się jakimś wilkiem. (śmiech)

 No cóż, dziękuję za spotkanie.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=j2lqQBgQtr4

 

wtorek, 20 października 2026

Niezadowolenie z życia - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/1je_yoGshnU

No wreszcie! Witajcie!

  Dzień dobry - tematem na dziś jest niezadowolenie z życia. Mamy cytat Lwa Tołstoja: "Nie mamy prawa być niezadowolonymi z tego życia. Jeśli myślimy, że jesteśmy z niego niezadowoleni, to znaczy tylko, że mamy powód, żeby być niezadowolonym z siebie. Przyjrzyjmy się dziś takiej kwestii. 

Aha - czyli, że mogę coś ze sobą zrobić, ale życie nie ma z tym nic wspólnego. Takie już jest moje życie.

Powtórzę: Nie mamy prawa być niezadowolonymi z tego życia. Jeśli myślimy, że jesteśmy niezadowoleni z niego, to znaczy tylko, że mamy powód, żeby być niezadowolonym z siebie. 

  Dobrze - Lew Nikołajewicz Tołstoj. No cóż, ogólnie rzecz ujmując wszyscy ludzie dzielą się na  logików i tych intuicyjnych -  te podziały bywają różne na przykład kobiety i mężczyźni, optymiści i pesymiści. Tak więc można powiedzieć, że ludzie dzielą się na tych zadowolonych i niezadowolonych z życia.

A co możesz z tym zrobić, jeśli jesteś niezadowolony z życia? W normalnym stanie nie powinniśmy być niezadowoleni z życia - szczęście jest naszym naturalnym stanem, w którym się rozwijamy. Niezadowolenie pojawia się kiedy czegoś nadużywamy. Na przykład Bóg mówi: „To jest twoja droga" i widzę, że tak jest. 

A tu pojawia się kusiciel i zaczyna nas zwodzić z tej naszej ścieżki. Tutaj na tej drodze wszystko jest nasze, wszystko jest praktycznie za darmo. Nie musisz za to płacić. I w tym momencie sam jesteś hojny i rozdajesz hojnie. Masz wielu przyjaciół. Nie ma powodu, żeby być niezadowolonym - nie musisz się o siebie zbytnio troszczyć.

Ale gdy tylko dałeś się zepchnąć z tej swojej drogi to cały wszechświat, wszyscy sąsiedzi, wszystkie żywe istoty, żywioły natury, a także stan mojego ciała, które również jest częścią tej natury - wszystko to zaczyna mi to sprawiać problemy, a te problemy mają za zadanie popychać mnie z powrotem na moją ścieżkę. 

Ale ja wtedy zaczynam zmagać się z przeciwnościami bo wydaje mi się, że wszedłem tutaj z własnej woli. Zatem wszystkie drogi są dla ciebie otwarte, ale Bóg sponsoruje tylko tę twoją życiową ścieżkę, a na pozostałych mówi, „No cóż, w zasadzie możesz, wolna wola, ale tam będziesz miał do czynienia z diabłem”.  

Człowiek uczciwy tam nie wytrzyma długo, ale niektórym się to nawet podoba - to są te demoniczne natury. W zasadzie to właśnie oni są menedżerami, gospodarzami tego niezadowolonego świata. 

O ile boskie natury czują się dobrze kiedy innym jest dobrze - u nich działa empatia i współczucie, to demonicznym naturom jest dobrze kiedy innym jest źle. Ci drudzy porównują - a niezadowolenie wynika właśnie z porównywania.

 Jeśli jesteś szczęśliwy, to znaczy, że jesteś tak wyjątkowy, nie masz z kim konkurować. Wtedy patrzysz na innych, i zdajesz sobie sprawę, że nie możesz ich dogonić. Oni od dawna są głęboko zajęci jakimiś swoimi życiowymi celami a twój jest zupełnie inny. No i jak możesz być niezadowolony, skoro nie masz z czym tego porównać? Ale oni porównują. I przy porównywaniu zawsze pojawia się pytanie o niesprawiedliwość. Wtedy zaczyna się zwątpienie w prawo karmy, w to, czy ono w ogóle istnieje. Jeśli w życiu nie ma szczęścia, widziałem tam takiego jednego - on nie ma szczęścia w życiu, wszystko wokół to jeden wielki smutek. Widać najwyraźniej ten człowiek ma dość. Jasne jest, że ten człowiek nie jest zadowolony z życia. I to nie jest tak, że my już jesteśmy szczęśliwi, bo my już mamy taką wiedzę, bo ja jestem już dorosły, dojrzały hormonalnie, z socjalizowany i sam zdecydowałem, czy jestem szczęśliwy, czy nie. To widać już od kołyski. Jedno dziecko wydaje się być w porządku, uśmiecha się, a drugie marudzi i jest wyraźnie takie niegrzeczne. Ono jest utrapieniem dla matki, rodziców i wszystkich wokół. Urodziło się takie, niezadowolone z życia.  

 A dlaczego? Bo ono jakoś czuje, że jeśli samo czegoś od życia nie weźmie, to nikt go nigdy niczym nie obdaruje.

No i tak ten człowiek żyje. My mówimy, że go wychowujemy, ale co tu wychowywać? To bez sensu. 

Wychowanie ma wpływ na charakter człowieka może w 20%, a reszta, te 80%, to wszystko przeniesione z poprzedniego życia. To się nazywa Proradha karma – to trudna sprawa - poważna rzecz i trzeba ją przepracować, zarówno dobrą, jak i złą. 

 I nie jest jasne, co jest lepsze: dobra czy zła, bo ze złej karmy, czy ci się to podoba, czy nie, ale zostaniesz oczyszczony. Natomiast na bazie dobrej karmy może się na przykład rozwinąć pycha, albo jakieś na przykład niezadowolenie.

Ale odnośnie niezadowolenia -  jeśli żyjesz tu i teraz, to niezadowolenie się nie pojawia. Niezadowolenie jak już mówiłem zawsze manifestuje się  przy porównywaniu. Lecz jeśli żyjesz tu i teraz to gdy pojawia się jakiś problem ty go rozwiązujesz. Jeśli nie ma problemu to go szukasz, bo nie będziesz siedział z założonymi rękami. Twoim problemem może stać się na przykład budowa nowego domu - to niekoniecznie musi być tak, że twój dom został zbombardowany i musisz zbudować nowy. Jeśli pojawił się wolny czas to masz chęć czymś się zająć - wtedy wymyślasz sobie nowy problem, nowe zadanie. Oczywiście lepiej jest samemu sobie te problemy wymyślać niż pozwalać, żeby wymyślali je za ciebie bo wtedy popadasz w stan niewolnictwa.  I w tym sensie można powiedzieć, że ci, którzy sami sobie wymyślają problemy, są zadowoleni z życia. Natomiast ci, którzy są stawiani przed faktami są niezadowoleni. Oni chcą przecież o czymś decydować. 

 A jeśli się nad tym trochę zastanowić i pofilozofować, to można by powiedzieć, że ci, których myślenie jest wolne od problemów - ci mogą sami o czymś decydować.

Najprawdopodobniej są to ludzie wolni, nieskrępowani, niekarani. No bo kto siedzi w więzieniu? Jeśli takim dać swobodę decydowania, to zrobią coś złego. I dlatego właśnie im się stwarza problemy, żeby zająć ich umysły i żeby za dużo nie myśleli - żeby zajęli się przetrwaniem a może z czasem coś do nich dotrze. 

  Dotyczy to wszystkich obszarów. Na przykład trzecia część Shrimad Bhagavatam rozpatruje życie rodzinne - ona mówi na temat małżeństwa. Kiedy oni się kochają, to są szczęśliwi i mogą się zmieniać, chodzić wszędzie i nic im się nie dzieje, ale kiedy zaczynają się kłócić to Bóg zsyła im zewnętrznego wroga. Wtedy jednoczą się i broniąc się zaczynają zawierać przyjaźnie przeciwko komuś - ale to jest dla nich wybawienie. I wychodzi na to, że to ich niezadowolenie jest też wybawieniem, bo wtedy trzeba podjąć jakąś decyzję.

 To dlatego mocno podejrzewam, że gdyby niezadowolonym ludziom dano rozwiązanie wszystkich ich problemów, to po prostu usiedliby na kanapie i nic by nie robili. To są po prostu tacy leniwi ludzie. A tak przynajmniej idą naprzód i podejmują jakieś działania. Napisane jest w Bagawadgicie: "Jeśli ci coś powiem, to lepiej, żebyś to zrobił. Bo jeśli tego nie wykonasz to twoje ciało i tak zostanie zmuszone do tego, ale będziesz to czynił z niezadowoleniem - zatracisz siebie".

Niezadowolenie pojawia się wtedy gdy Bóg mu mówił, że trzeba to wykonać, ale on machnął ręką mówiąc: "może później - może to się jakoś tam samo rozwiąże, na razie może tak być". Wtedy ta sprawa nie była tak pilna, a teraz zrobił się z tego czerwony alarm, pojawia się na przykład wróg i zaczyna się jakaś wojna - a wtedy ci ludzie są oczywiście niezadowoleni. A jeśli do tego przywołać werset 1866 z Bhagavadgity to parafrazując to w związku z naszym tematem można powiedzieć: " 

, że bez względu na to, jak bardzo byłbyś niezadowolony z życia, to jeśli nagle otrzymasz jakiś sygnał od Boga, że ​​coś trzeba wykonać i ty to czynisz - tam w piśmie dosłownie jest to napisane: "poddaj się mi" czyli po prostu poddajesz się, wykonujesz i zapominasz o swoim zadowoleniu, niezadowoleniu to wtedy zostaniesz oczyszczony i natychmiast staniesz się zadowolony. Oczyścisz się, to znaczy wejdziesz w taki stan transcendentalny, kiedy będziesz  całkowicie wolny. 

No i jeśli weźmiemy pod uwagę takie słowa jak pesymista i optymista, to pesymiści są niezadowoleni, prawda? A dlaczego? Ponieważ oni nie są tylko niezadowoleni - oni są chronicznie niezadowoleni. Pesymizm to ich styl życia, ich pogląd na świat. Słowo pesymista pochodzi z łaciny i oznacza "najgorszy", a słowo optymista oznacza "najlepszy". 

 Tak więc, kto powstrzymuje ciebie przed byciem najlepszym? Jak trafnie zauważył Lew Tołstoj, bardzo mądry człowiek, powiedział, że problem nie tkwi w świecie, lecz w tobie samym. Jesteś niezadowolony z siebie. A dlaczego jesteś niezadowolony z siebie? Bo kiedy ktoś mówi: „Jestem niezadowolony z siebie”, to może to oznaczać niezadowolenie z mojej pozycji w społeczeństwie. Ktoś tam awansował, a mnie nie zauważono. Mam mniejszą pensję i tak dalej. Ona wyszła za mąż a mi się nie udaje. Wszyscy już chodzą parami a mną się nikt nie interesuje.

Albo boli mnie ciało. Spójrz na niego, jest taki przystojny, same mięśnie a ja od urodzenia jestem jakiś felerny, garbaty czy coś w tym stylu.

Jeśli człowiek będzie rozumiał, że jest przede wszystkim duszą, a to zewnętrzne jest dodatkiem i w zasadzie jest mało ważne to nie da się być niezadowolonym jako dusza. A jako najpiękniejsze nawet ciało może człowieka dopaść niezadowolenie.

 Tu w tej świątyni niedaleko, na ulicy Transformatorowej byli dwaj bracia bliźniacy.   A kiedy wychodzili, pokazywali jakieś pozy, to wyglądali po prostu olśniewająco. Oni są tak do siebie podobni, że ludzie ich mylą. Jeden ożenił się, jest szczęśliwy, a drugi nie może się ożenić i jest nieszczęśliwy. Do tego ma problemy ze zdrowiem. Bracia bliźniacy więc są bardzo do siebie podobni - całkowicie podobni - ale jest jeszcze coś nieuchwytnego w środku. Oni urodzili się razem, wszędzie chodzili razem, dorastali razem - teraz się na razie rozstali kiedy jeden z nich się ożenił.

Czyli, że środowisko w którym przebywali było jedno i to samo. Zatem otoczenie zewnętrzne nie ma z tym nic wspólnego.  Może ktoś był niezadowolony z siebie?  A może miał zbyt wygórowane wymagania? Może jest trochę zarozumiały?  

 Święty Jan z Kronsztadu mawiał, że ludzie dzielą się na sprawiedliwych, którzy uważają się za grzeszników, i na grzeszników, którzy uważają się za sprawiedliwych. A zatem, jeśli ja jestem sprawiedliwym człowiekiem, który uważa się za grzesznika, to wydaje mi się, że nie zasłużyłem na to co mnie otacza. Jak Bóg może mnie takiego w ogóle tolerować?  

 Natomiast temu grzesznikowi, który uważa się za sprawiedliwego, wszystko się nie podoba, wszystko jest jakoś nie tak - musi być jakoś lepiej. On jest niezadowolony zupełnie jak ta staruszka z bajki o złotej rybce. Cokolwiek by jej nie dali ona była ciągle niezadowolona. A kiedy wymagania takich ludzi zaczynają bezgranicznie rosnąć to po prostu jest im wszystko odbierane żeby mogli zacząć jakoś rozumieć realia.  

  No cóż, to wszystko. Nie chodzi o świat, nie o to czy ci się on podoba, czy nie, ale o twoje nastawienie do niego. Prawdopodobnie chodzi o to, w jaki sposób ja korzystam z tego świata. Być może, jeśli korzystam z niego nie dla siebie, a dla innych, to świat natychmiast przyjdzie mi z pomocą - wtedy wszystkie zasoby należą do ciebie, one się pojawiają i oczywiście będziesz zadowolony. Ale jeśli wykorzystujesz ten świat wyłącznie dla siebie.... a dla siebie nie możesz, to po prostu nie jest dozwolone. 

Dziękuję za uwagę.  

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=uSGuDNSb75I

niedziela, 18 października 2026

Ukryty wybór - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/Frq0ts1HTK8

 Cześć wszystkim, witajcie ludzie. Znowu odpowiadamy na pytania, jeśli jeszcze się nimi nie znudziliście.  Ja jeszcze się nimi nie znudziłem. Więc, pytanie numer jeden. Ukryty wybór. Jak działania w ciszy zmieniają nasze przeznaczenie? Aha. 

A jak one zmieniają? Co masz na myśli, mówiąc o ciszy? Prawdopodobnie chodzi o to, że nikt nie widzi, nikt nie reaguje, drugi mózg w żaden sposób nie wpływa swoim polem mentalnym na nasze działania, na nasz światopogląd. To znaczy, jesteśmy sami - wiadomo czy to nasze, czy nie nasze, czy też ktoś nas na to nakierował. 

 Na ogół przyzwyczailiśmy się myśleć, że nasze działania mają znaczenie, kiedy ktoś je widzi, kiedy ktoś o nich wie. Ktoś mi kiedyś powiedział: „Jak tylko uda mi się osiągnąć coś dobrego, to wszyscy moi znajomi od razu o tym wiedzą. No a kiedy coś mi się nie uda to powstrzymuję się od mówienia o tym.  

 Ale rzecz w tym, że ludzie zasadniczo lubią dzielić się nowinami, zwłaszcza nowinami o tym, co im się przydarzyło, albo gdy od razu jest kara lub nagroda, to wtedy to ma sens. Ale jeśli następuje we mnie jakaś zmiana, gdy ma miejsce jakaś zmiana w naszych działaniach, ale nie ma za to ani kary ani nagrody to wydaje nam się to mało istotne.

Czyli, że w jakiś sposób odrzucamy ciszę, ale właśnie tam - w tej ciszy jesteśmy prawdziwi, kiedy nikt nas nie obserwuje, kiedy nikt na nas nie wpływa.  

 Bo jeśli zmieniliśmy się w dobrą lub złą stronę, to jest to uwarunkowane przez tych, którzy są tam razem z nami - ale oni dziś są z nami a jutro ich nie ma. I jak mamy wtedy działać? Ale kiedy jesteśmy niezależni od swojego otoczenia...

a jasne jest, że niezależni od swojego otoczenia są wyłącznie ci ukształtowani już ludzie znający swoje przeznaczenie, tacy idą przez życie z Bogiem w sercu, a Bóg u nich po prostu wypełnia wszystko wokół. To nie oznacza braku szacunku dla innych, ale ja już mam swoje zdanie. 

Przychodzi mi teraz na myśl ten pisarz i reżyser Jewgienij Griszkowiec - przyjechał kiedyś do Zaporoża i wystawiał taki monodram pod tytułem: „Jak zjadłem psa”.  I  opowiadał o tym, jak wstąpił do wojska, jak go wysłali na rosyjską wyspę i jak tam było strasznie, oni go tam nastraszyli. On mówił o tym znęcaniu się w wojsku - o tej tak zwanej fali. 

 No i ci, którzy towarzyszyli temu nowemu poborowi do wojska... oni już tam swoje odsłużyli - to byli tak zwani dziadkowie, oni już inaczej nosili nakrycia głowy, ta ich czapka marynarska była tak z tyłu, pojęcia nie mam jak to się tam tak trzymało.

Zachowywali się po chamsku, chodzili w ten sposób - a jeden z nich miał ten wielki magnetofon i chodził tak po stacji, pilnując swoich ludzi i mrużąc oczy. Sprawdzał czy patrzą na niego, czy nie, chodził tak niedbale, nonszalancko. Jeśli na niego patrzą to znaczy, że wzbudza zainteresowanie, a jeśli nie patrzą to jaki w tym sens? 

Musimy się więc określić czy żyjemy dla Boga, dla siebie czy dla naszych bliźnich. Musimy zdecydować. Jeśli dla naszych bliźnich... oni dziś są a jutro...  No bo ja to ja, jakoś zostanę sam ze sobą. Już lepiej żyć na niższym poziomie ale dla bliźnich niż sam dla siebie, bo wtedy dla bliźnich nie przedstawia to żadnej wartości. 

 A jeśli zbudujemy taką hierarchię: 1. dla siebie, 2. dla innych i 3. dla Boga - to okazuje się, że dla siebie wcale nie powinniśmy. Kiedy jesteśmy dla Boga to  efektem ubocznym jest to, że czujemy się dobrze. Okazuje się więc, że ogólnie rzecz biorąc na próżno robimy to całe przedstawienie. I krótko mówiąc, główne zmiany w naszym życiu następują w tych momentach, kiedy nikt nas nie widzi,

 nikt nie słyszy, kiedy jesteśmy prawdziwi, dokładnie wtedy, gdy brak jest jakichś widzów z zewnątrz. Wtedy wybór jest czysty - czyste działanie. I nie jest to konieczne dobry wybór, bo mogę działać ze strachu, z egoizmu lub z prawda albo w wyniku jakiejś wewnętrznej powinności. Czyli, że jestem dobry, albo zły, ale jestem prawdziwy.  
  
 I każda taka - umownie to nazywając - "niewidoczna" decyzja pozostawia ślady - przy czym o wiele głębsze niż w chwilach gdy jestem widoczny. Na sanskrycie nazywa się to samskara i tworzy nowy wektor -  tworzy naszą następną przyszłość. 
 
 A my nawet nie zwracamy na to uwagi bo nasza koncentracja wtedy słabnie, rozluźniamy się i nawet już sami nie pamiętamy co czyniliśmy. Nie pamiętamy tego później a właśnie to ma wpływ na nasze życie. My oczekujemy, że nasze życie będzie kształtowane przez to jakie wrażenie wywołaliśmy na otoczeniu i na ile dobrze wypadliśmy w oczach ludzi.
 
Ale wtedy wydarzenia zaczynają nie pasować do naszych oczekiwań ponieważ Bóg jest w sercu - on patrzy i rozumie, jaki tak naprawdę jesteś i wie, że albo potrzebujesz takiego środowiska, albo w innym przypadku potrzebne są inne okoliczności i inna sytuacja.
 
 A to co opowiedziałeś wszystkim ludziom wokół nie ma większego znaczenia.  Swoją drogą ludzie zazwyczaj wyczuwają i natychmiast wiedzą, czy jesteś obłudnikiem czy nie jesteś. I z obłudnikami nikt nie ma ochoty mieć do czynienia.
   
W pismach wedyjskich jest taka opowieść o biednym braminie. Ten biedny bramin, biedny człowiek nie miał nawet co położyć na ołtarz kiedy chodził do świątyni. Na ołtarzu kładzie się różne datki, a on nawet kwiatka nie miał. Brał co mu dają, ale od siebie nic nie był w stanie.
 
 A potem zdecydował, jak to zrobić - stwierdził, że trzeba coś wymyślić. Zaczął chodzić w odosobnienie, samotnie do lasu i tam zaczął sobie wyobrażać - w myślach zaczął składać ofiary z owoców albo kwiatków, układał je w ten sposób na ołtarzu. W wyobraźni kładł na ołtarz jakąś tam czystą wodę ze świętego źródła i i zaczął codziennie takie właśnie praktyki na osobności. Codziennie chodził sam do lasu, zamykał oczy i wyobrażał sobie to wszystko, że składa takie ofiary. 
 
 A w tradycji wedyjskiej jest tak, że kiedy gotujesz sobie jedzenie to troszkę odkładasz na ołtarzu z tego głównego garnka. To jest poczęstunek dla bóstw, żeby one też poczuły ten zapach i skosztowały tej potrawy. To nosi nazwę Maha Prasad - uświęcenie pokarmu.
 
  No i ten mnich w wyobraźni wykonywał to wszystko, był przekonany, że to ofiary dla prawdziwych Bogów - w myślach palcem sprawdzał czy ryż nie jest czasem za gorący i wszystko było na tyle realne, że sobie ten palec poparzył i palec mu faktycznie opuchł. 
 
  Było to potwierdzenie, że te wyższe siły przyjęły ten jego niewidzialny dar - a to w wyniku jego szczerości i głębokich motywów tego co on tam czynił w samotności. Te rytuały w wyobraźni okazały się bardziej realne niż jakieś zewnętrzne.
 
W Biblii jest powiedziane: "Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw". Bo to jest tak: jeśli coś wykonałem i nikt tego nie zauważył to wtedy pojawia się chęć, żeby się tym pochwalić. I ja wtedy szarpię ludzi za rękaw i mówię: „Spójrz, widzisz, jak dobrze sobie z tym poradziłem? Zobacz. Oceń to, zobacz jak sobie radzę" - i zaczynam opowiadać jakie to było dla mnie trudne.

 No i kiedy tak opowiadam to tych powiedzmy 20 ludzi oceni to i na tym koniec.  Lecz jeśli ja sam to ocenię - jest napisane w Księdze rodzaju: "A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" - więc kiedy stajemy się podobni Bogu i oceniamy, że to jest bardzo dobre to wtedy dzieje się tak jakby na mnie rzucono klątwę. Wtedy wszyscy obok tego chodzą - ja o tym wszystkim opowiadam a nikt tego nie zauważa, bo już miała miejsce ocena. Jedno działanie i jedna ocena.
  A jeśli ja sam nie wydałem oceny to wtedy mamy do czynienia z tym drugim przypadkiem i moje działanie oceni tych powiedzmy 20 ludzi. Wtedy już płynie do mnie więcej błogosławieństw, bo uwaga innych ludzi, ich energia itd - każdy inaczej wyobraża sobie te korzyści.
 
  Lecz jeśli ktoś nawet zauważy, że coś zrobiłem, czegoś dokonałem a ja odpowiem: „Nie - to tak po prostu jakoś samo wyszło, to po prostu mój obowiązek i każdy na moim miejscu zrobiłby to samo i tak dalej”, to wtedy Bóg ocenia to działanie - wtedy to on jest takim oceniającym. I w rezultacie Bóg daje nam swego rodzaju wolność. 
 
 Bo jeśli oceniłem ja albo ocenił ktoś inny to są to relacje karmiczne. Skoro następuje "wycena" to pojawiają się pojęcia dobre lub złe, natomiast Bóg ocenia inaczej. U Boga brak jest związku przyczynowo-skutkowego. Jego ocena zarzuca na mnie jakąś niewidzialną sieć, która unieważnia te związki przyczynowo -skutkowe i ja zaczynam czuć się wolny.  I wtedy w moim życiu zaczynają pojawiać się prawdziwe cuda. ​Tak po prostu. 
 
 No, na przykład, spójrzmy na świętego Serafina z Sarowa, kiedy przyszedł do niego jakiś pielgrzym, jakiś kupiec przyniósł mu coś w prezencie, ten kupiec na coś tam narzekał. Serafin powiedział: „No to się pomódlmy”. Oni modlili się, a święty Serafin z Sarowa zaczął lewitować. Gdzieś tam, o pół metra, metr, uniósł się w tej swojej małej chatce, w której mieszkał.  
 
 A kiedy ten kupiec to zobaczył, to Serafin powiedział: „tylko nie mów nikomu”. Ale skoro wam mówię to najwyraźniej ten kupiec się wygadał. To jest w ogóle cecha tych wszystkich świętych, że oni nikomu nie mówią o swoich cudach. To jest taka ich intymna relacja z Bogiem - a nawet jeśli się pochwalisz to inni nie uwierzą.
 
Jezus się nie przechwalał. Było wręcz przeciwnie, istnieje opis jak uzdrowił opętanego i przekierował te złe duchy w stado świń, a potem nakazał temu opętanemu człowiekowi, żeby nikomu o tym nie mówił.
 
  No ale ten poszedł i też wszystkim o tym opowiedział. A dlaczego Jezus mówił, że nie należy tego rozgłaszać? Był też taki człowiek, który biegał przez rzekę, bo za daleko mu było chodzić naokoło. On chodził po wodzie wczesnym porankiem kiedy jeszcze wszyscy śpią, ale ktoś to zauważył a on potem wprost błagał, żeby nikomu o tym nie rozpowiadać.
 
Dlaczego oni się nie przechwalają? Dlaczego proszą aby nie opowiadać o tych cudach? Bo oni się boją oceny ludzi, boją się własnej oceny - oni chcą być oceniani wyłącznie przez Boga, być błogosławieni przez Boga. Wtedy mogą swobodnie biegać, lewitować i tak dalej, bo wtedy pozbywam się  tego cudu i znów spadam na poziom przyczyny i skutku.
 
Bóg błogosławi wolność a Szatan monetyzuje te swoje dzieła - pod względem karmicznym jest to absolutnie sprawiedliwie, to znaczy szatan dewaluuje. Ja wtedy przestaję otrzymywać ten cud. 
 
Tak więc wybór pod presją ze strony publiczności, właściwie to on nawet nie jest wyborem. Tylko działania w ciszy mogą zmienić nasze przeznaczenie. A co to znaczy zmienić przeznaczenie? Wtedy stajemy się całkowicie wolni. 
 
To wszystko - dziękuję.
 

czwartek, 15 października 2026

Stanie sie wam według wiary waszej - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/-VTO-acqr_k

Witajcie drodzy ludzie. Wreszcie udało mi sie dojechać. W przeciwnym razie wszystko musiałoby się odbyć zaoczne. [śmiech] 

 Dzień dobry. Proponuję więc analizę pewnego fragmentu z Ewangelii Mateusza: "Według wiary waszej niech wam się stanie". To są słowa Jezusa . 

 Dobrze, zapisze sobie: "według waszej wiary... bardzo dobrze.

Na przykład znajduję się w epicentrum działań wojennych i uważam, że nic mi się nie stanie a drugi znów lamentuje mówiąc, że wszystko idzie w złym kierunku, że wszystko zostanie zniszczone.

 Kluczowe słowo w tym cytacie z Biblii to "stanie się". Bo jeśli wierzyć temu co mówili święci ojcowie kościoła to wiara jest taką łyżką za pomocą której czerpiemy ze świata niewidzialnego. 

Istnieje świat widzialny - ktoś w nim w coś wierzył, to wpadło tutaj i zmaterializowało się. Tam ma miejsce cały proces tego materializowania się. Wygłosiłem kiedyś wykład pod tytułem "Boski kwadrylion" wyjaśniając jak to się materializuje. Tam następują cztery etapy jeden za drugim - a teraz widzimy to, nie musisz wierzyć, możesz tego dotknąć, powąchać, zjeść, coś z tym zrobić.

A to dlatego, że ktoś już w tym uczestniczył. Wiara nie jest do tego potrzebna. Ale to, co wciąż trwa, i ciągle na nas spada będzie nadal spadać. Czy chcemy w to wierzyć, czy nie - to i tak to będzie spadać.  

 Ale kiedy mam na myśli wiarę, oznacza to przede wszystkim wiarę w Boga, wiarę, że wszystko będzie dobrze - bo wiara to nie jest przecież coś negatywnego. Negatywnym analogiem wiary jest strach. To jest absolutna wiara, że ​​wszystko będzie źle.  

A przecież nie wiem, co się stanie. Wiara też nie wie, co się stanie - ona po prostu wie, że wszystko będzie dobrze. A jak będzie? Będzie tak jak się nawet nie spodziewam, bo Bóg zawsze stwarza tylko nowe rzeczy - a jak wygląda to nowe nie mam pojęcia. Będzie jakieś polepszenie.

Bo jeśli coś tam spada z nieba na ludzi którzy w nic nie wierzą - a oni się czegoś boją to wtedy ta rzeczywistość zaczyna się wypaczać, jak w horrorze, i pojawiają się złe wydarzenia, albo źli ludzie  - ci przestraszeni ludzie tworzą te sytuacje, oni sami je kształtują. To właśnie czyni strach. 

  I to nie jest nic nowego, bo oni opierają się na tym w co wierzą, oni boją się. Bo strach to też wiara, prawda? Boją się, bo coś się gdzieś wydarzyło, coś usłyszeli, może ktoś im to narysował, może przeczytali książkę, albo dotarła do nich jakaś informacja. 

A nawet jeśli uwierzą w dobrą przeszłość, a dobra przeszłość to trup, to martwe zwłoki. No i to coś świeżego upada, to ludzie wtedy naciągają na to tego trupa, no i to coś wcale nie ma zapachu fiołków, to zaczyna strasznie śmierdzieć.

A my wtedy mówimy: „Jak to możliwe? Kiedyś było dobrze, ale teraz takie coś?" Nic starego nie wraca. Owszem, nie ma nic nowego pod słońcem, ale wszystko jest jak w kalejdoskopie.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że ten, kto nie żałuje utraty Związku Radzieckiego, nie ma serca. Ale ten, kto wierzy, że on powróci, nie ma mózgu. Jakiś jego analog powróci, ale to nie będzie już jak Związek Radziecki, to będzie czymś innym. Nic się nie powtarza.

 Konflikty się nie powtarzają, ale dobre rzeczy też się nie powtarzają. Cóż, w zależności od poziomu świadomości przychodzą do nas inne próby - inne sprawdziany.  

 Zatem powtórzę nasz temat: "stanie się wam zgodnie z waszą wiarą". Nasz fundament jest następujący: jest świat widoczny, który już upadł. Karma już dojrzała - ma miejsce reakcja karmiczna. Istnieje również świat niewidzialny i możemy na niego wpływać, gdy się zbliża. On jeszcze nie upadł i możemy wpływać tą naszą wiarą. 

Jak go ukształtować? Nie jesteśmy w stanie tego czynić i nie jest to konieczne. A jak na niego wpływać? No cóż, poczytajmy co mówili apostołowie: „Nie wiemy jak to jest, ale cudowne są  Twoje dzieła, Panie”. Nie rozumiemy jak. 

 Dlaczego?  Cóż, Są tam dwie rzeczy. Po pierwsze, ponieważ to pochodzi od Boga, a On nie jest związany prawem przyczyny i skutku. Dlatego nie możemy tego zrozumieć. 

Po drugie dlatego, że to jest nowe. Nie mieliśmy dotąd tego doświadczenia. Słyszeliście pewnie taką mądrość: "nic nowego pod słońcem". Jeden człowiek ma taki los, inny ma inny los, ale dla nich to jest nowe. 

Czyli, że Bóg nie przewidział dla mnie niczego takiego co już kiedyś miałem, ponieważ On potrzebuje jakiejś nowej reakcji z mojej strony.  

 Ostatecznie On potrzebuje reakcji, która jest uniwersalna na wszystko. To jest ten rodzaj miłości, takiej miłości i całkowitego zaufania - pełnej wiary. I wtedy nie boję się niczego, wszystko jest w porządku.

   A kiedy się boimy, to stajemy się szaleni. Wtedy zaczynamy bać się własnego cienia. Kiedyś się mawiało: "Bój się Boga!" - ta tak zwana bojaźń Boża to sumienie człowieka. Mawiało się też "bogobojność". Powiadało się: "ten kto nie boi się Boga będzie bał się własnego cienia".

Natomiast ten kto ma tę bojaźń Bożą, komu sumienie podpowiedziało - ten to wykona pomimo tego, że jest to niewygodne, nawet jeśli może to być niebezpieczne, ale boję się tego zepsuć. Wtedy jestem nieustraszony we wszystkim innym. Nieustraszony we wszystkim poza tym moim konkretnym zadaniem. I wtedy wszystko jest ze mną w porządku. Ponieważ to właśnie sumienie jest tym połączeniem. 

 Mamy więc konkretną wiarę. Tak więc księga Shri Upanishad mówi, że ompurnam. To znaczy, że skoro już się tu wcieliłem, to mam jakieś zadanie, mam zadanie do własnego przekwalifikowania, mam zadanie do zrobienia czegoś. I do tego otrzymuję wszystko - wszelkie składniki, że tak to ujmę a więc ciało, zdrowie, wszystko, co jest dane, wszelkie narzędzia.

 Ale jest to dane w dwóch wersjach - w dwóch pakietach społecznych. Jeden pakiet, który już tu jest nazywa się to dziedzictwem.  To jest dziedzictwo czyli przyjaciel mi coś dał, dali mi rodzice. Wygląda to tak, że ja tu przybyłem, a ktoś już zbudował dom. Nie ja go zbudowałem.

A druga rzecz to to, co jest w drodze. I to jest ważniejsze, bo  komuś to już się wysłużyło,  ktoś to przyciągnął i w jakiś sposób wykorzystał. Ja jestem już jak baza. A mój cel, moje przeznaczenie tutaj jest ściśle związany nie z dziedzictwem, ale z tym, co przychodzi - z tym co przyciąga moja wiara i co się tu materializuje.

To na przykład nowa muzyka, nowe formuły, to może być jakaś rewolucja, która się gdzieś wydarzyła - dokonałeś czegoś, co sprawiło, że cały świat cię zauważył.  

No bo czy widzieliście kiedyś aby człowiek zasłynął z tego, że jest zbieraczem złomu czy nawet antykwariuszem? On na przykład coś zebrał - nawet jeśli to jest jakiś numizmatyk i skompletował jakąś tam kolekcję to czy ludzie znają powszechnie jego nazwisko? Sławni są ci, którzy to stworzyli. 

 Na przykład Leonardo da Vinci. Przecież nie znamy dyrektora tego muzeum, w którym te dzieła wiszą, ale wiemy kim był Leonardo da Vinci. To właśnie sprawia przeznaczenie - ono jest związane z tym, co niewidzialne, i ogólnie rzecz biorąc bez wiary jest to nieosiągalne. 

 A wiara musi rosnąć, wciąż rosnąć. My posiadamy tę wiarę w zalążku. Nasza wiara jest taka krótkoterminowa - na przykład poszedłem na przystanek i mam wiarę, że niedługo przyjedzie autobus. Spoglądam na te kratki wiszącego tam rozkładu jazdy i wierzę w to. Autobus czasami przyjeżdża a czasami nie ale ja nie jestem zaskoczony. Gdybym nie miał wiary to nie jeździłbym autobusem tylko chodził pieszo, prawda? 

 Mam taką wiarę. A ta wiara jest poparta jakimiś autorytatywnymi źródłami, bo mówili o tym w gazecie, mówili o tym w telewizji i wierzę im. Albo powiedział to osobiście sąsiad. 

 Ale praktyka pokazuje, że wszystkie te źródła mogą się pewnego dnia pomylić i popełnić błąd z przyczyn od nich niezależnych. Ale istnieje jedno źródło wewnątrz  nas, Duch Święty lub inaczej Paramatma, który nigdy nie może się pomylić. 

Te zewnętrzne źródła są również niezbędne do komunikacji, ale musimy przejść do tego, co wewnętrzne. Te zewnętrzne źródła służą do tego, co już tu upadło i już istnieje, one dotyczą tego dziedzictwa. Nawet to, że mieszkam w mieście, to również moje dziedzictwo. Nikt mi go nie podarował, ale ja się po nim przemieszczam.

  To jest dziedzictwo, prawda? A ty co tutaj czynisz? I w tym wspólnym dziedzictwie  żyją wszelkiego rodzaju ludzie. Ci, którzy wciąż czerpią z niewidzialnego świata, żyją dobrze. Natomiast ci, którzy żyją wyłącznie w dziedzictwie, żyją źle, ponieważ brakuje im tego zasilania - ich to nie interesuje. Ich charakter się pogarsza. I tak dalej, i tak dalej.   

A to dlatego, że kiedy bierzemy coś ze świata niewidzialnego, to te rzeczy, są jak podarunki od Boga, one są przesiąknięte, a nasza świadomość się zmienia.  

Czy wiecie dlaczego, na przykład pigułki na niektórych ludzi działają, a na innych już nie? Bo nastał czas, żeby przenieśli się na nowy poziom świadomości. Przychodzą na przykład do jakiejś staruszki, a ona macha im przed twarzą nożem albo na przykład jakimś wrzecionem i człowiek jest wyleczony. 

I to też nie jest jeszcze Bóg - nie, to może być jakiś przesąd, może to być jakiś tam szamanizm. Ale ponieważ człowiek wierzy, że istnieje coś więcej niż to, czego może dotknąć rękami, to dzięki temu zostaje uzdrowiony. 

Ale nadchodzi czas, kiedy nawet taka staruszka nie może mu pomóc. I w ten sposób go popychają w tym kierunku, nakierowują tam gdzie może działać wyłącznie wiara w prawdziwe cuda. I właśnie tam zaczyna się prawdziwe życie.

Dziękuję. 

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=2uvAdZtkIdA