środa, 10 czerwca 2026

Prowadzenie z wyższych poziomów – Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/O1RDm0G46TU

Witajcie ludzie, Mamy pytanie. To jest cytat Ramana Maharshi: "Co ma się wydarzyć, to się wydarzy bez względu na to, jak bardzo próbujesz to powstrzymać. To, co nie ma się wydarzyć, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo byś się starał".

   Najwyraźniej musimy się nad tym zastanowić. Czy Raman Maharshi ma rację?Zatem jeszcze raz powtórzę:  "Co ma się wydarzyć, to się wydarzy bez względu na to, jak bardzo próbujesz to powstrzymać. To, co nie ma się wydarzyć, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo byś się starał".

 Cóż, wniosek jest dość prosty - żeby zachować spokój – to taki cytat, on jest wielkim mędrcem, bardzo utytułowany i poważany. Nie będę już wymieniał całej jego biografii, wszystkich jego osiągnięć, wszystkich jego wielbicieli, tego, czego dokonał.

  Więc w zasadzie jest to klasyczne stwierdzenie o przeznaczeniu, o pewnym losie i nie przywiązywaniu się, o tym, że taki los istnieje. Zatem jak to się powiada: "spokojnie oddychaj i nie zamartwiaj się".

To stwierdzenie nawołuje do zaakceptowania nieuchronności, do zaprzestania marnowania energii na walkę z czymś, z czym walka jest bezużyteczna, nawołuje do znalezienia spokoju w samoświadomości i przekonaniu, że te wydarzenia nie są w stanie w żaden sposób dotknąć waszego prawdziwego "ja".

 Ale niektórzy chwytają się tego stwierdzenia i poddają się, opuszczają ręce mówiąc: „No cóż, pozwól, żeby wszystko działo się, tak jak się dzieje, bo czy będę się w tym życiu miotał, czy nie będę się miotał to i tak wszystko będzie tak jak będzie”. 

 Ale to absolutnie nieprawda. To absolutnie nie oznacza apatii i obojętności. To oznacza heroizm i odwagę. Wyjaśnię wam teraz dlaczego. Rozdział osiemnasty to doskonałość wyrzeczenia.  A w wersie 18, 58 Kryszna mówi Ardżunie: „Zawsze myśl o mnie; dzięki mojej łasce pokonasz wszystkie przeszkody uwarunkowanego życia. Jeśli będziesz działał pod wpływem fałszywego ego, nie słuchając moich instrukcji, nie spełniając mojej woli, to zagubisz się - zatracisz się”.

    I dalszy werset 18, 59. "A jeśli nie spełnisz mojej woli od razu nie poddając się wątpliwościom i nie przystąpisz natychmiast do bitwy" –bo  ta rozmowa wydarzyła się tam podczas wojny – "....to wybierzesz złą drogę i twoja natura zmusi cię do zrobienia tego samego".

   To znaczy, jak widzicie, ta sama droga może być heroiczna i zwycięska, albo defetystyczna i tchórzliwa. Jedno i to samo działanie, ale w jednym przypadku odniesiesz zwycięstwo na mecie, w drugim wynik będzie inny.  

 A zatem w tym świetle czyli w świetle cytatu z Bhagawadgity, ten omawiany przez nas cytat Maharshi, czyli: " to co ma się wydarzyć, wydarzy się, niezależnie od tego, jak bardzo starasz się to powstrzymać, a to, co nie jest przeznaczone, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo się starasz".

   Właśnie o tym mówi ten Maharshi, mówi, że los ciała jest z góry przesądzony i próby walki z nieuniknionym nie przynoszą niczego dobrego poza cierpieniem. Prawdziwa wolność nie polega na zmienianiu wydarzeń, lecz na ich akceptowaniu i na zrozumieniu, kim jestem. Ogólnie rzecz biorąc, polega to na przesunięciu środka ciężkości z tej świadomości ego,do wyższego ja. 

Podam przykład tego przeniesienia świadomości. Dwoje ludzi utknęło w tym samym korku przed jakimś ważnym lotem - przed jakąś ważną podróżą. Od tej podróży wiele zależy. Powinni tam dotrzeć i muszą wykonać tam coś ważnego.  

 I jeden z nich wpada w szał, krzyczy, że wszystko stracone, wyczerpuje swój system nerwowy. Stawia opór, ale jaki w tym sens? Wokół stoją samochody, on stoi w miejscu i nic nie może zrobić. A ten drugi rozumie, że opóźnienie już nastąpiło. Że jakiekolwiek złoszczenie się jest bez sensu. On wykorzystuje ten czas na jakieś myśli albo zapisuje jakieś plany w zeszycie. Czyli zasadniczo nie marnuje czasu na samozniszczenie, ale rozgląda się i zadaje sobie pytanie co ja teraz mogę zrobić? I wykonuje to co się da w danej chwili. 

 Wydarzenia zewnętrzne wydają się takie same, ale wewnętrzny rezultat jest naturalnie inny.  

 Jakie są zatem tutaj główne idee w tym omawianym cytacie? Cóż, pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest determinizm czy też nieuchronność. To znaczy, że kluczowe wydarzenia w życiu są z góry określone i…

 i wydarzają się niezależnie od naszych wysiłków. Różne dziedziny życia wiele o tym mówią, na przykład, mówi o tym chiromancja. Cóż, mogą być jakieś niuanse, ale kluczowe wydarzenia będą niezmienne. Na przykład przemieszczam się z punktu A do punktu B, więc idę tam albo pieszo albo jadę tam samochodem, podwożą mnie bezpłatnie, jest komfort, sprzyjający wiatr, dobra pogoda, i tak docieram do wybranego miejsca.

 Ale mogę również przebyć tę samą trasę, ale tam zostałem okradziony, tam zostałem pobity, tam ledwo uciekłem. A potem mniej więcej w tym samym czasie dotarłem do punktu B. 

 I widzicie - nie ma znaczenia, co się wydarzyło między A a B. Najważniejsze, że dotarłem z A do tego miejsca B. Rozumiecie w czym rzecz? To jest najważniejsze. To najważniejsze, że w końcu tu dotarłem. 

 Ale w jakim stanie dotarłem? Okazuje się, że jeśli zaakceptuję wydarzenia takimi, jakie są i jakoś się do nich dopasuję, to, jak się okazuje, łatwo je przezwyciężę i dotrę komfortowo. 

 Natomiast jeśli się spieszę, boję się, że coś przegapię, spóźnię się, i tam dotrę, to wtedy tak się dzieje. I mówię: patrzcie, dokonałem takich heroicznych wysiłków. A jednak, widzicie, jestem cały rozbity,porwany, ale mimo to dotarłem. Rozumiecie? 

  O to właśnie tu chodzi w tej myśli Maharshi. To znaczy, przeznaczenie to wydarzenia, kluczowe wydarzenia, powtarzam, one są już gdzieś zapisane, one na pewno się wydarzą, niezależnie od naszych wysiłków. 

 A nasze wysiłki mogą je albo nasilić, albo złagodzić. O to właśnie chodzi. Ciało rodzi się z pewnym scenariuszem. To nazywa się prarabthakrma. Prarabthakarma składa się z tego, czego zazdrościliśmy w poprzednim życiu i co chcieliśmy spełnić, ale po prostu nie mieliśmy czasu - nie zdążyliśmy. Albo byliśmy komuś coś winni, złożyliśmy obietnicę, albo po prostu byliśmy zobowiązani, jako jakiś dług, którego nie spłaciliśmy.  

 A potem nagle z dwóch połówek powstaje to ciało, które jak się okazuje się aż do poziomu molekularnego jest zaprojektowane tak, aby łatwo spłacać wszystkie długi i łatwo spełniać wszystkie te pragnienia, które nie mają nic wspólnego z celem, z przeznaczeniem naszego życia. Po prostu gdzieś zajrzałem i postanowiłem czemu nie spróbować i tego. Taki oto miłosierny jest Bóg. 

 To znaczy, dostałem to za darmo. I On prowadzi mnie tą ścieżką, gdzie spotykają się dłużnicy, albo też mogę jakoś zrealizować te swoje pragnienia. Ale w tym celu trzeba oczywiście poczynić jakieś wysiłki.

 Czyli, że ta Prarabthakarma to są owoce naszych przeszłych działań. Tej Prarabthakarmy nie da się zmienić. Mogę wyłącznie  spłacić swoje długi i spełnić te pragnienia a wtedy staję się wolny. Ponieważ dopóki istnieje prarabdhakarma, to jest ona kompasem, którego nie da się zmienić. Ona będzie nas prowadziła przez te same wydarzenia, abyśmy spłacili nasze długi i spełnili nasze pragnienia. 

 I uważa się, że czynienie tych rzeczy oznacza przede wszystkim oczyszczenie świadomości. Bo kiedy spełniam te wszystkie moje pragnienia z najwyższym rezultatem i po prostu już tego nie chcę, bo rozumiem już, że nie ma tam nic interesującego. 

 I wtedy na tę moją wolną głowę spada to transcendentalne zadanie, które potocznie nazywamy przeznaczeniem. To już jest wtedy moja misja. Nie możesz po prostu zrzucić misji na głowę, bo wraz z nią idą zasoby, żeby ją wypełnić, ale zanim się to stanie to nie dostaniesz tego tortu z nieba, dopóki tutaj na ziemi wszelkie sikorki mają możliwość wydziobać te wszystkie ziarna. I dlatego nie dostajesz jeszcze tych zasobów wraz ze swoim przeznaczeniem.

 A ludzie mówią: „jak mam rozpoznać swoje z przeznaczenie? Po prostu musisz legalnie spełnić swoje pragnienia czyli nie łamiąc prawa. A jak nie łamać prawa? Cóż, myślę, że nie ma potrzeby tego wyjaśniać - ważne żeby nie w sposób kryminalny.

Zatem wydarzenia, które dotyczą ciała, są nieuchronne. Są to spotkania z określonymi ludźmi, jakaś choroba, nawet jakiś sukces, albo dla przykładu jakaś utrata pracy.  

 Ja miałem przypadek, kiedy cała grupa naszego guru Anatolija Antonowicza pojechała do Dniepru. Była wtedy setna rocznica śmierci Heleny Bławatskiej i spotkaliśmy się tam z różnymi ludźmi. 

 Był tam pewien człowiek, który wynalazł urządzenie, które pokazywało jaką człowiek ma chorobę. Powiedzmy, że mężczyzna zachorował i miał wrzód żołądka. Ten wrzód żołądka został spowodowany nie przez coś niewłaściwego, co zjadł w tym życiu, ale przez działanie w poprzednim życiu. 

 Tam sadzają człowieka przy tym urządzeniu, a potem kładą mu coś na głowę i na oscylogramie widać pewne rzeczy. Zadano mu pytanie o ten wrzód żołądka

 a on opowiada, że biega z karabinem maszynowym, strzelając gdzieś. Zasadniczo czyni coś, czego nie powinien i właśnie dlatego ma ten wrzód żołądka. A potem to zdarzenie widoczne na urządzeniu w formie fali zostaje po prostu wymazane.

    Wiecie, jak czasami poprawia się zapisy, pewne rzeczy się wycina, dokonuje się korekty - zastępuje lub dodaje. I okazuje się, że tak to się właśnie czyni. Wiemy, że w ten sposób programowani są ci oficerowie wywiadu - tworzą im fałszywe wspomnienia, czyli okazuje się, że to urządzenie to nie jest już taka nowość.

  Wymazuje się tę rzecz odpowiadającą za wrzód żołądka - człowiek wstaje bez śladu wrzodu. Praktycznie zanurzyli się za pomocą tego urządzenia w przeszłość, poprawili to i jest wolny od wrzodu. 

  Ale potem postanowiliśmy, że nigdy, przenigdy nie powinniśmy tego robić. Pozwólmy mu chodzić z wrzodem. To znaczy, nie należy naprawiać przeszłości w ten sposób. Z pomocą świadomości i pokuty jak najbardziej można - to jest legalna droga, a po takiej ingerencji tym urządzeniem choroba powróci i będzie jeszcze gorzej. 

 Albo inny przykład: ktoś uparcie stara się o jakąś pracę, o stanowisko, które nie jest mu przeznaczone, on marnuje energię, źle śpi i jest nerwowy. W rezultacie umawia się z kimś poprzez znajomości ale stanowisko dostaje ktoś inny.  Czyli, że cała ta jego walka była daremna, jego spalone nerwy są daremne. To, co nie było mu przeznaczone nie wydarzyło bez względu na jego wszelakie starania.

  Ale jeśli jego losem jest przeniesienie się do innego miasta, to po prostu zostanie tam wciśnięty pomimo tego, że planował pozostać tutaj.

  Cóż tam jeszcze wynika z tej omawianej wypowiedzi? Bezsensowność walki.  To nie znaczy, że nie powinieneś walczyć. Nie powinieneś walczyć z tym, z czym nie powinieneś walczyć. Są rzeczy, których nie da się zmienić. To znaczy, próba zmienienia tego, co nie powinno się wydarzyć, to strata czasu. 

 No i jest jeszcze trzecia rzecz – znaczenie pokoju. Jeśli nie będziesz walczyć z tym, z czym nie powinieneś walczyć, to natychmiast znajdziesz spokój. Pokój nie polega po prostu na zaprzestaniu działania, ale na zaprzestaniu niepotrzebnych działań. Wtedy pojawia się spokój.  

 Mamy lęki ponieważ demony popychają nas do niepotrzebnych działań. Dlatego się martwimy. Dlatego jesteśmy niespokojni. Zatem znaczeniem pokoju jest trwanie w takiej ciszy. Czyli, że jestem świadomy, wiem, co czynię. Może być wygodnie, może być niewygodnie, ale to wciąż nie jest jakiś rodzaj zewnętrznej bezczynności, jest to aktywność, ale we mnie wewnętrzny spokój, taki brak przywiązania do rezultatów i zaufanie do tego wyższego kierownictwa.

   To oznacza, że ​​musimy czynić to, czego nikt inny nie wykona bez nas, ale mamy to czynić bez emocjonalnego przywiązania do rezultatu. Bo walka wynika ze strachu, z naszej obawy, że co się nie uda - ale kiedy wykonujesz to spokojnie, to oczywiście się uda.  

 Podam tu taki przykład: jakiś lekarz leczący pacjenta czyni wszystko, co możliwe, czyni to profesjonalnie. Ale jeśli choroba jest nieuleczalna, czasami choroba jest nieuleczalna, to on mówi szczerze: "nie jestem w stanie" i wtedy nie cierpi z tego powodu. On rozumie, że życie ciała zależy od Boga czy też od losu, ale na pewno nie od medycyny. To oznacza wypełnianie swojego obowiązku bez takiego zbędnego zamieszania. 

 Wydarzenia w życiu ciała, są z góry określone przez karmę z przeszłości. To jest prarabtha karma. To jest opór. Czy wiecie czym jest Prarapthakarma? Można ją tylko urzeczywistnić, zrealizować. Nie da się jej pozbyć w wyniku jakiejś tam medytacji. 

 Nawet nie można jej pogorszyć. Jeśli ktoś kompletnie się pogrążył, stał się pijakiem, grzebie w śmietnikach, to możesz go wyczyścić, ogolić, obciąć mu paznokcie, możesz go wybrać do parlamentu, założyć mu krawat - tak można dokładnie w tej chwili uczynić z każdym bezdomnym.

 Widzicie - istnieje coś, czego nie da się tak łatwo zabić – to pewien stan w człowieku. To się właśnie nazywa prarabthakarma. To znaczy, możesz znacznie zmienić to, co wypracowałeś w tym życiu, ale to, co wypracowałeś w poprzednim życiu, nie jest takie łatwe do zmiany. To nie jest takie łatwe, bo to jedno z tych pragnień,

 o których mówiliśmy wyżej, tego się nie da wymazać - to się oczyszcza tylko poprzez spełnianie tych pragnień i spłacanie długów. 

 Nawiasem mówiąc, długi to też pragnienie, bo nikt nie chce być zadłużony, prawda? Długi to chęć, aby nie być u nikogo zadłużonym.  

 To znaczy opór przed nieuniknionym jest głupi i generuje cierpienie, tworzy psychiczny niepokój. A wolność woli nie polega na zmienianiu zewnętrznych zdarzeń, ale na zmianie swojego stosunku do nich - ta wolność polega na zdolności nieutożsamiania się z tym ciałem, przez które te zdarzenia przechodzą.  

 A czego ci do tego potrzeba? No cóż, zadawaj sobie nieustannie pytania: „Kim jestem? Kim jestem?" Zadawaj je tak długo, aż stanie się jasne, że nie jesteś tym ciałem i nie jestem nawet tym intelektem, ani nawet nie tym umysłem. 

 Wolność woli nie polega na zmianie tego scenariusza, ale na nieutożsamianiu się z aktorem w tym scenariuszu. Na przykład, ktoś traci firmę - on może oczywiście być zdenerwowany albo zaakceptować, że to jest przepływ karmy. W ten sposób karma została oczyszczona. 

 W jaki sposób? Poprzez zrozumienie, że jest on czystą świadomością, a ta świadomość nie zależy zbytnio od konta bankowego. No i całkowite poddanie się wyższej woli, jeśli mamy jakoś pełniej określić to określenie: poddanie się wyższej mocy. 

 A potem ta cisza - w sensie spokoju w tym kontekście, to nie po prostu zatrzymanie się i bezczynność, ale to jest najwyższy forma działania, pozwalająca rzeczywistości rozwijać się bez sprzeciwu naszego egoizmu, bez sprzeciwu ze strony naszego lęku, ponieważ lęk nas spowalnia. Bo my się wtedy sprzeciwiamy: "ojej! dokąd my zmierzamy?"

Dla przykładu artysta, który maluje aby stać się sławnym, będzie stale dręczony strachem przed krytyką. Natomiast artysta, który, "poddał się", w cudzysłowie, oczywiście, poddał się procesowi, staje się niejako narzędziem Boga, staje się pędzlem Boga. Jego dzieła posiadają niezwykłą moc.

Werset 1878 Bhagavadgity mówi o tym w ten sposób: "Niezwykła moc" - ponieważ tylko poprzez te dzieła przejawia się taka czysta rzeczywistość, która się rozwija, która jest malowana bez oporu ze strony ego. 

  To znaczy, ego dokonuje korekt, a my wydajemy się wykonywać to pięknie, ale jakoś tak naprawdę to nie rezonuje z nami. I dlatego werset 18,66 powiada: "Po prostu poddaj się mi, a uwolnię cię od wszystkich konsekwencji twoich grzechów. Nie bój się niczego".

   I co się wtedy stanie? I wtedy dzieje się to, co jest opisane w ostatnim wersie, czyli 1878: "wtedy gdy się oddasz to tam będzie obfitość, zwycięstwo, niezwykła siła i czystość moralna".

To „po prostu poddaj się mojej woli" podkreśla, że ​​kiedy usuwamy ego, to wyższa siła bierze na siebie wszystkie te konsekwencje. A jeśli sam je wziąłeś, to musisz sam sobie z tym poradzić. I pytanie brzmi, czy będziesz w stanie sobie z tym poradzić? 

Wychodzi więc na to, że kiedy przestajemy walczyć i powierzamy ten scenariusz życia wyższej sile, to strach znika, Życie jest wtedy pełne wewnętrznej obfitości i w tym momencie nadchodzi taki dziwny spokój. A ten dziwny spokój to nie depresja, nawet nie wiem, co go powoduje, ale jest to bardzo dziwny stan. I właśnie z tego stanu rodzi się ta niezwykła moc, zdolność do akceptacji i działania w harmonii z rzeczywistością. 

  Wtedy wszystko, co nas hamowało, nagle zaczyna nam pomagać. To znaczy, że przeznaczenie to nie klatka, ale uwolnienie od ciężkiego brzemienia odpowiedzialności za coś, czego i tak nie jesteśmy w stanie kontrolować, bo wzięliśmy to na siebie. 

  Wiecie kiedy się pojawia lęk? kiedy spadamy ze stołka, Bóg był tam z nami i pomagał nam, a my mówimy: „Pozwól mi usiąść na twoim stołku”. I rozumiemy, że jesteśmy niekompetentni i boimy się. Nie musimy czynić niczego w zastępstwie Boga. My mamy wykonywać swoją część, a Bóg zajmuje się swoją częścią. Na tym polega ta opatrzność czy też zrządzenie losu. 

 Bóg wykonuje swoją część, a ja mu pomagam. To, na pierwszy rzut oka, wydaje się takim rodzajem manifestu przeznaczenia rozumianego jako fatalizm.

 Ale jeśli zaczniesz praktykować te rzeczy, to okazuje się, że jest to klucz do wyzwolenia. To jest zaproszenie, aby przestać walczyć z wiatrakami i odnaleźć wewnętrzny spokój żyjąc w pełni aktywnym życiem. 

  A wtedy po prostu stajemy się kanałami wyższego poziomu. Z zewnątrz to wygląda dla innych: "och! popatrz jak mu się wszystko udaje! Zobacz jaki z niego wspaniały przywódca", ale tak naprawdę on jest tylko kanałem dla wyższych sił czego i wam życzę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=Ut87k441IiM

piątek, 5 czerwca 2026

Karma rodowa - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=uD0EEz9SrWg

Witajcie ludzie

Proponuję temat o karmie przodków. 

  Karma rodowa?

tak. Czy jesteśmy zobowiązani do odpracowania tego, co zostawili nam przodkowie, czegoś, czego oni nie dokończyli, czego nie dopracowali w swojej linii rodu? Powiada się, że trzeba to odpracować, że istnieją jakieś scenariusze albo też choroby, które się w danym rodzie powtarzają. Lekarz wtedy pyta czy nie choruje jeszcze ktoś w rodzinie. 

Tak - karmiczna choroba lub też klątwa rodowa. Istnieje taka statystyka, że na przykład mężczyźni w danym rodzie dożywają do 42 lat i na coś tam umierają. Może to być rak albo inna choroba.

Potem następny żyje sobie i znowu, bum w tym okresie. Mówi się wtedy: „Och, gdzieś tam ta twoja linia rodowa się załamała”. To tak się dzieje, że jeśli ktoś w rodzie lub ja sam coś tam uczyniłem to ponoszę za to odpowiedzialność. To tak jak w rodzinie - jeden jej członek zaczyna się źle zachowywać, a wszyscy cierpią.  

Można powiedzieć: "och, to jest karma, to płynie z poprzednich wcieleń" i tak dalej. No i jeśli spojrzysz na obecną sytuację, to wszyscy cierpią. Istnieją takie rodowe choroby kiedy ktoś uczynił coś niewłaściwego - na przykład ta słynna klątwa z powieści "Pies Baskerville-ów".

Tam jak pamiętacie Hugo Baskerville bardzo źle się zachowywał, a potem pojawił się ten pies, ktoś udawał tego psa - no mniejsza z tym, 

Ale są też dobre rzeczy, bo ród, klan czy może lepiej rodzina ma jakieś wspólne zadanie - jakieś zadanie techniczne, ekonomiczne, lub związane z państwem, bo ta rodzina ma jakieś znaczenie na przykład wagi państwowej, być może nadaje jakiś kierunek.

 I dlatego, kiedy ktoś rodzi się w danym klanie czy rodzie, to czy mu się to podoba, czy też nie, ma nie tylko swoje osobiste przeznaczenie, ale to przeznaczenie pochodzi również z tego rodu.

 I nie mówię tu o dynastiach, ale o materialnym odpowiedniku dynastii, jak na przykład górnicy czy jacyś artyści. Wiemy, że z reguły w wieku dziecięcym dana natura się jeszcze nie do końca przejawia ale to nie do końca jest tak.

 Istnieje Warna czyli pozycja społeczna człowieka - warna uwarunkowana jest tym, czym się zajmujesz. A ponieważ my jesteśmy duszą a nie ciałem - bo ciała się przecież zmieniają - to ważne jest nie to czym się zajmujesz, ale jaki nastrój do tego zajęcia wnosisz.

 Na przykład istnieją tacy ludzie, którzy wchodzą do jakiegoś pokoju w którym jacyś ludzie się kłócą, albo walczą i ten człowiek tam wchodzi i natychmiast wszyscy się uspokajają. On jest rozjemcą, że tak powiem - po prostu emanuje taką pokojową aurą. Ty natychmiast się uspokajasz. 

A bywa, że jest wręcz przeciwnie, przychodzi ktoś inny i zaczynają się niesnaski czy kłótnie. Wszystko to jest opisane w błogosławieństwach. Istnieje osiem Błogosławieństw z Ewangelii według św. Mateusza. Mówi się tam: „Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni odziedziczą ziemię. Błogosławieni, którzy się smucą, i oni będą tam pocieszeni" i tak dalej. 

A w jaki sposób oni dostaną pocieszenie? Taki człowiek zaczyna rozumieć, że chociaż teraz płaczę, to wszystko jest w porządku, że to jest to czego w danej chwili potrzebuję.

  Będzie pocieszony nie oznacza, że ktoś poklepie cię po głowie i powie: „Dobra, dobra, my im tam zaraz wszystkim damy ”.  Nie, to nie jest tego rodzaju pocieszenie. 

  Istnieje tych osiem grup ludzi, którzy mają swoją rodową karmę - karmę swoich przodków. Słowo karma oznacza aktywność i oni mają taką właśnie swoją aktywność. Niektórzy są Kszatrijami, inni są kupcami, jeszcze inni mają inne talenty. 

A ich zawody mogą być przy tym różne, bo jeśli jest rewolucjonistą, to może być na przykład kucharzem, kierowcą wyścigowym, czy kimkolwiek pod względem profesji, ale będzie robił rewolucje. Na przykład ten sławny Fischer dokonał rewolucji w szachach.

Ta międzynarodowa społeczność szachowa FIDE, została przez niego, przez jednego człowieka zmuszona do zmiany wszystkich zasad międzynarodowych zawodów. Bo to był Fischer. A poza tym ogólnie, we wszystkich innych kwestiach życiowych był to dość trudny we współżyciu człowiek i mało przyjemny.

No cóż, omawiamy karmę przodków. Karma przodków, prawda?

   Karma rodowa to aktywność przodków. Ona jest zarówno dobra, jak i zła. Ogólnie rzecz biorąc, nie ma dobrej ani złej aktywności. Na przykład, jest sobie jakaś tam wiedźma w trzecim pokoleniu, na pewno słyszeliście o czymś takim, że jakaś wróżka się w ten sposób reklamuje. Jestem wiedźmą trzeciego pokolenia, mam tę wiedzę na poziomie genetycznym. (śmiech)

I wiemy, że wiedźmy przekazują tę karmę. Ona nie można umrzeć, dopóki tej wiedzy i tych zdolności nie przekaże - bywa, że są z tym nawet związane jakieś cierpienia i dlatego ją przekazują.

Chcę tu powiedzieć że, wszystko, co powiedziałem to jakieś ważne sprawy - prawda? To są jakieś problemy fizyczne, problemy społeczne, albo jakieś sukcesy, 

 albo jakieś talenty, ale wszystko jest związane z prorabtha-karmą.  Prorabthakarma polega na tym, że w poprzednich wcieleniach byłem komuś coś winien albo komuś czegoś zazdrościłem, ale nie miałem czasu, wystarczająco dużo się nie najadłem, nie natańczyłem, nie naśpiewałem

i chcę dogonić, chcę osiągnąć ten poziom o którym marzyłem. Dlaczego? Bo wszystkie marzenia się spełniają. Wszystkie. Zgodnie z ósmą mantrą Shri Upaniszad: "Bóg spełnia życzenia każdego". No i ktoś jak jakiś idiota zamówił sobie całą listę z tego menu. A Bóg mu odpowiada: "teraz musisz spróbować tego wszystkiego”. 

 I teraz muszę to wszystko czynić. A po co? Żeby zrozumieć, że nie ma tam nic ciekawego. Robi się wręcz nudno. Najciekawsze rzeczy robią się nudne. To, co się nie nudzi, to różnorodność ale nawet różnorodność może się znudzić - prawda?

Ja rodziłem się jeszcze w Związku Radzieckim i swego czasu podróżowałem po całym kraju, a to bardzo długo, prawda? To na przykład sześciodniowa podróż pociągiem - a ja przecież nie jechałem do końca, nie dojechałem aż na Kamczatkę, a widziałem, że wszystkie stacje kolejowe są takie same. 

 O co chodzi? Pomnik Lenina jest wszędzie, [śmiech] Wszędzie było napisane „Chwała KPZR”, wszędzie były takie standardowe dekoracje.

Ludzie byli różni - mali, duzi, skośnoocy, biali, żółci. Chyba wtedy nie zauważyłem żadnych czarnych. Różni ludzie, różne języki - ale też wszyscy mówią po rosyjsku, jednak dworce kolejowe były wszystkie takie same. Wszędzie jednakowe, standardowe budynki. To było nieciekawe. 

  To wszystko był element polityki, jak byłem na Kubie to tam było to samo, tam także mieli takie statuetki jakiegoś przywódcy duchowego.  

 Na każdym prywatnym dziedzińcu - każdym podwórku stało takie popiersie - ja nawet nie wiem jak go tam nazywali. To nie był Fidel Castro, ani nie Che Guevara, to był tam jakiś ich ideologiczny inspirator. To stało tam wszędzie. 

 A potem byłem też w tropikach tam na Kubie, są tam takie strefy tropikalne. Szybko się do tego przyzwyczaiłem, oswoiłem i zobaczyłem, że wszędzie jest to samo: seks, obrona, jedzenie i sen. Wszystko się kręci wokół tego, dosłownie wszystko. Nic interesującego. Zrozumiałem, że wszędzie jest to samo.

   A zatem ta karma przodków, nie jest ani dobra, ani zła, ona nie jest potrzebna, ale trzeba ją odpracować.  Trzeba ją zjeść, delektować się, przeżuć, wypluć, uświadomić sobie, że nie da się jej długo przeżuwać i przejść do następnego etapu kiedy coś czynisz, ale karma czy też reakcje karmiczne nie występują. 

Czyli nazywając to prościej czynisz to z miłością. A kiedy wykonujesz to z miłością to za tobą nie pozostają jakieś resztki. Nie ma nawet okruchów i twoja praca jest czysta. 

Karma nie spada na nas z nieba. Ona powstaje w wyniku naszych niedokończonych działań, a te nasze niedoskonałe działania wynikają z braku miłości. Coś tam wykonałem, zaczęło działać - dobra, może być, na razie przejdzie i na kilka lat będzie spokój. Miejsce pracy nieuporządkowane, coś tam niedomalowane ale skoro działa to idziemy dalej żeby zarobić pieniądze.

 A kiedy to kochasz, to patrzysz czy możesz to zrobić lepiej. A kiedy już się nie da to dopiero wtedy przechodzisz do następnej rzeczy. Kiedy czynisz to w ten sposób, to nie zostawiasz za sobą niedokończonych prac ponieważ te niedokończone prace, mają tę zdolność uciekania i wyprzedzania cię i mówienia: „Jesteśmy tutaj, musisz to skończyć”. 

Inną rzeczą jest jeśli ktoś pozostawił coś niedokończonego i to spada na ciebie. Mówisz wtedy: „No, kto tak robi?  jak można w ten sposób? Przecież tu brakuje dwóch śrub?” Muszę sam wszystko sprawdzać - czemu wy jesteście tacy nieprzytomni?"

A prawda jest taka, że to te moje "niedoróbki" ciągną się za mną. Kiedy się przeprowadzałem, a zdarzało się to często bo zmieniałem miejsca zamieszkania ponad dziesięć razy. to jeśli czegoś nie zrobiłem w swoim poprzednim mieszkaniu to po przyjściu na nowe miejsce widzę, że tam jest dokładnie to samo. Mówiłem wtedy do siebie: „Ja nigdzie się wyjechałem. Wszystko, czego tam nie wykonałem lub nie dokończyłem jest również i tutaj".

A to, co tam wziąłem i sprzedałem - tego nie ma tutaj”. [śmiech] Okazuje się, że nigdy nie udaje mi się umknąć od swojej karmy. Dlatego muszę się w jakiś sposób od niej odsunąć, a żeby pozbyć się tej karmy rodowej czy też karmy przodków muszę działać z całych sił i nie rościć sobie prawa do owoców mojej pracy. 

 Wtedy nie będzie tej karmy. Wtedy ona już przestanie mnie prześladować. Bo jeśli wykonam coś dobrze to przyjdą jakieś bonusy. Jeśli wykonam coś źle to dostanę od losu kijem po plecach.

To znaczy, zawsze będzie jakaś reakcja. Bo zarówno kij, jak i marchewka, czyli kara bądź zachęta  zawsze będą przeszkadzać mi w następnej aktywności. A jeśli nie przywiązuję się do owoców swojej działalności to wtedy wykonałem coś, spojrzałem wstecz - poczułem radość z powodu mojej mocy, spojrzałem na swoje dokonanie - to tak jak  Bóg w biblijnych przekazach: "Bóg tego dokonał i zobaczył, że to było dobre i poszedł dalej".

Masz czynić tak samo i wtedy jest wolność. I wtedy nie ma żadnej karmy, ani dobrej, ani złej. Wtedy jest wolność, bo karma nie jest wolnością. 

  Istnieje coś takiego jak Akarma. Wykonujesz coś i nic za to nie dostajesz, tylko wolność. To najlepszy dar. Możesz to czynić tu, tam, i tam. Jesteś nieprzewidywalny. Nie można tobą manipulować. 

Ale jeśli ty wyceniasz swoją pracę, mówi się przecież: "musisz cenić swoją pracę", prawda? "Musisz znać swoją wartość. Robisz to, rozumiesz, doceniłeś to, zrobiłem to dobrze, to należy do ciebie" - a zatem nastąpi reakcja karmiczna a twój następny dzień, twoje jutro, jest z góry przesądzone przez dzień poprzedni. 

Wtedy stajesz się przewidywalny jak mysz w akwarium, czy laboratoryjny szczur, tak jak to czynią naukowcy - przewidywanie zachowań jest wtedy bardzo proste.  

I dlatego mówią: „Poczucie własnej wartości musi być wysokie. Rozumiesz, prawda? Musisz cenić siebie, musisz cenić swoją pracę" i tak dalej. I do czego prowadzą takie rozmowy? One prowadzą do karmy, do manipulacji. 

  A jeśli ktoś dostanie w swoje ręce pilota do twojego życia, to twoje życie się skończyło. Cóż, tak to na temat rodowej karmy. 

A tak przy okazji: mówi się, że jeśli ktoś z rodu nagle zostanie świętym, to on uwolni od karmy innych - u tych u których karma była zła to zmienia się ona na dobrą, a kto miał dobrą, staje się jej w ogóle pozbawiony. Działa to siedem pokoleń wstecz i siedem pokoleń naprzód. Tak to jest. 

 Więc nie ma co czekać, że ktoś w moim rodzie stanie się taki i że ja przy tym skorzystam. Sami musimy się tacy stać. Zostaliśmy tu umieszczeni właśnie z tego powodu. A druga mantra mówi: „Nie ma innej drogi, musimy żyć bez karmy, bez reakcji karmicznych. Dla człowieka nie ma nowej drogi”.

  Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=Y79082Wk9c8

czwartek, 4 czerwca 2026

Nie samym chlebem - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/qBWZqYMZzRo

 Cześć wszystkim. Witajcie ludzie - znowu odpowiadamy na pytania. Jakie jest pytanie? Jezus powiedział: „Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych” (Mt 4,4). 

 Najwyraźniej mam powiedzieć co on miał na myśli. Cóż, to taki słynny cytat wypowiedzi Jezusa zapisany w Ewangelii. To było podczas kuszenia na pustyni on chciał jeść, a szatan mu zaproponował, żeby zamienił kamienie w chleb. On wtedy odpowiedział diabłu: „Nie samym chlebem  żyje człowiek”.

   Co to znaczy? On miał na myśli, że dla prawdziwego życia człowiek potrzebuje niewiele pokarmu fizycznego, trochę żywności jest niezbędne. Że istnieje również duchowe słowo Boga, że chodzi o połączenie z tym co boskie. 

 A ogólnie rzecz biorąc, mówi tutaj, że pokarm duchowy jest o wiele ważniejszy niż fizyczny. Z czego to wynika? O co chodzi? Chodzi o to, że człowiek to nie tylko ciało, ale i dusza. Dusza, która potrzebuje boskiej prawdy, boskiego przewodnictwa.  

 A oto BhagawadGita - sławny wers 1861.  Jest tam napisane to co Kryszna mówi do Ardżuny: "najwyższy Bóg mieszka w sercu każdego i kieruje wędrówkami wszystkich żywych istot" - on znajduje się w tej maszynie stworzonej przez materialną naturę. I on tam podpowiada z wnętrza, dokąd iść. 

 Natomiast wers 1858 powiada: "zawsze o mnie myśl, a pokonasz wszystkie przeszkody materialnego życia. Natomiast jeśli będziesz działać bez moich wskazówek, ale według własnego widzenia rzeczy"    - a czym jest to własne widzenie rzeczy? To  to, co obecnie powszechnie nazywa się fałszywym ego. Tak więc: "jeśli będziesz postępować według własnego widzenia rzeczy wtedy się zagubisz - wtedy zatracisz siebie".

   Dlaczego więc myślimy, że nasze własne rozumowanie jest ważniejsze i może dokładniej przesądzić o wyniku jakiegoś działania? Bo przecież wybieramy, mamy wybór - no i dlatego oczywiście jesteśmy zaniepokojeni. 

W komentarzach Bhagawadgity jest napisane, że głupcy nigdy nie zrozumieją, bo jak można żyć i nie martwić się, jak można być wolnym od tych wszystkich Ziemskich trosk? 

 No cóż, tłumaczy się, że każdy człowiek, czy tego chce, czy też nie, znajduje się pod kontrolą, pod nieubłaganą władzą sił natury materialnej. A co to konkretnie oznacza? Dosłownie oznacza to, że ty o pewnej określonej porze chcesz spać, o pewnej porze chcesz jeść, o określonej porze coś takiego ci się przydarza. Myślisz, że to twoja natura? Nie, to nie jest twoja natura. To guny cię szarpią, to one naciskają na klawisze i stąd taka twoja reakcja.

I ten, kto nie działa w harmonii z Wszechmogącym, to znaczy, nie słucha jego poleceń - a te polecenia czasami są diametralnie sprzeczne, ale one dyktują to, co dyktują okoliczności. 

  To znaczy, że jeśli nie martwisz się, ale posłuchasz tego, to okazuje się, że wszystko dobrze się układa, ponieważ On mówi tobie z twojego wnętrza, co czynić w tej sytuacji. I w tym samym wersecie - w komentarzu do niego, powiedziane jest, że nikt nie wie, co tak naprawdę trzeba czynić.

 I te okoliczności, te przykłady - one jeszcze bardziej cię mylą ponieważ zasada, że byt określa świadomość jest trochę nie na miejscu. To czysta entropia, bo aby nie wpaść w sidła entropii, musimy to zmienić - okoliczności muszą zostać zmienione. Ale Bóg z wewnątrz podpowiada nam w jaki sposób muszą one zostać zmienione. Cóż, życie staje się pełne i szczęśliwe tylko wtedy, kiedy człowiek przyjmie to słowo Boże z serca i wprowadzi je w życie. W przeciwnym razie, nie ma szczęścia, jest tylko nieustanny stres życia. 

 Shri Upanishad nie we wstępie ale tam trochę dalej jest napisane, że człowiek poczuje się kompletny sam w sobie, czuje się w pełni tylko wtedy, gdy będzie służył tej kompletnej całości - tym wewnętrznym podszeptom, które mówią mu z jego wnętrza, co ma czynić. 

 A  wszelkiego rodzaju  inne służenie temu co zewnętrznie - a na zewnątrz jest wiele, nazwijmy je przedmiotów lub podmiotów, które roszczą sobie prawo do roli gospodarza, dowódcy, czy też naczelnego wodza. Jeśli ich posłuchasz, to bez względu na to jak dobrze by to nie brzmiało, to nie poczujecie się ani szczęśliwi, ani pełni, ani kompletni. I dopiero gdy połączycie to wszystko z tym, co pochodzi z waszego wnętrza, to poczujecie się spełnieni. 

 Tak więc to wyrażenie „nie samym chlebem żyje człowiek” jest często używane, aby wyrazić myśl, że bogactwo materialne nie jest jedyną rzeczą, nie główną rzeczą, nie głównym celem ludzkiego istnienia. I wiecie, ile jest takich przypadków kiedy to człowiek jest wyposażony, jak to mówią "po same uszy",  ale nie ma szczęścia. A czasami zdarza się nawet samobójstwo. 

 Okazuje się więc, że sam chleb nie wystarczy - macie to wszystko, ale czegoś brakuje dla duszy. Zatem te boskie instrukcje, które niektórzy nazywają intuicją są również odżywcze, one są ważne, ponieważ bez tego nasza świadomość również wysycha. One są potrzebne dosłownie jak pokarm dla żołądka. One nadają sens, dają instrukcje, dają tę wewnętrzną moc i pewność siebie. 

 Bo czym jest ta pewność siebie z zewnątrz? Czy można zaufać tym instrukcjom pochodzącym z zewnątrz? Wokół nas jest jak widzicie bardzo wielu różnego rodzaju oszustów ponieważ mogą oni dążyć do jakiegoś własnego celu.

 Zasadniczo, w gruncie rzeczy jest to wezwanie, aby nie ograniczać życia tylko do materialnej konsumpcji, ale szukać tego, co nas żywi  również duchowo. Oczywiście, siła fizyczna jest niezbędna do przetrwania ciała. Ale to, co czyni człowieka naprawdę żywym, to więź z Bogiem. 

Okazuje się więc, że ta więź, czyli duch, wciąż jest priorytetem. I istnieją pewne rzeczy mistyczne - wyobraźcie sobie, że one mogą mieć nawet demoniczne pochodzenie. 

Był kiedyś taki demon Hiranyakashipu, on nic zupełnie nie jadł, nic nie pił, całkowicie się skurczył i wysechł, ale żył dalej. Znamy też inne przypadki, gdzie wydaje się, że wszystko jest na swoim miejscu, ale człowiek po prostu umiera z melancholii, z nudów.  

Tak więc Jezus pokazuje, że życie zależy nie tylko od naszych wysiłków, od okoliczności, ale od woli i Bożego zaopatrzenia. Bóg w jakiś sposób o nas dba. 

  A tak przy okazji: a co jedzą ludzie?  Okazuje się, że jedzą jedzenie, które kupili w sklepie i ugotowali. Ponadto żywią się sam sobą.  Żaba jeszcze jako kijanka, wyczołguje się z tego bagna sama, ona ma długi ogon i przez krótki czas nic nie je, a jej ogon się skraca, następuje taki proces jakby zjadała własny ogon - nie wiem jak nazywa się to zjawisko. 

Organizm żywi się także za pomocą płuc. Kiedy człowiek oddycha, to niektóre pierwiastki po prostu ulegają transformacji. A teraz Chińczycy wynaleźli sposób na pozyskiwanie pożywienia z powietrza. 

 Okazuje się zatem, że oprócz samego jedzenia, człowiek ma cztery inne alternatywne źródła energii. One włączają się, kiedy człowiek żywi się tym słowem Bożym, kiedy po prostu spełnia jakąś dharmę czyli życiowe powinności, swój życiowy cel.

  Ale jeśli on po prostu wyłącznie je to one się wyłączają. I okazuje się, że samo jedzenie entuzjazmu do życia, ogólnie rzecz biorąc, nie daje.  

A co nas dzisiaj powstrzymuje przed słuchaniem tego ducha Bożego, tych instrukcji? Są to na przykład media społecznościowe, one tam zawsze mówią: „Musisz pracować na konsumpcję, musisz dążyć do jakiegoś statusu”. 

  I to właśnie są te kamienie, które staramy się zamieniać w chleby z opowieści biblijnej - te same których Jezus nie chciał zmieniać. My staramy się je zamienić w chleb, ale one nie przemieniają się, nie wypełniają tej naszej wewnętrznej pustki.

   Krótko mówiąc, Nie samym chlebem żyje człowiek, ale każdym słowem, które pochodzi z ust Boga. Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=fQJiZVh76rU

wtorek, 2 czerwca 2026

Czas na bycie bystrym i czas na mądrość - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://youtu.be/42o-GKyCL6M

 Cześć wszystkim. Co tam mamy dzisiaj? Aha, cytat:wczoraj byłem bystry i chciałem zmienić świat. Dziś jestem mądry więc zmieniam siebie.” Rumi. Anzelart perski poeta. Co możemy powiedzieć na ten temat? 

 Zawsze bystry i mądry. Jaka jest zatem różnica między bystrym a mądrym? Bystry człowiek potrafi wyjść z każdej złej sytuacji, w jakiej się znajdzie. Natomiast mądry człowiek po prostu w nie nie wchodzi. Nie popada w nie.

   I wiecie, że ludzie bystrzy są bardziej popularni, bo to zauważalne. Jest taka przypowieść o trzech mistrzach. W pierwszego rzucano kamieniami i udało mu się je odbić mieczem, drugi uniknął nie używając miecza, a w trzeciego po prostu nikt nie chciał rzucać. I oczywiście w tym momencie wszyscy przyznali palmę pierwszeństwa temu, w którego nikt nie chciał rzucać. Ale on nic nie czynił; on po prostu nie chciał zmienić świata, a ruchy tych dwóch pierwszych były zauważalne. 

 Oni byli sprytni, kiedy wpadają w jakieś bagno to wszyscy widzą, że wpadli w bagno, i wychodzą z niego z honorem a ludzie mówią: „Patrzcie, jaki bohater”. A mędrzec w ogóle nie wpada w żadne kłopoty i dlatego wszystkim wydaje się, że miał szczęście. Oni nawet myślą, że to nie jest żaden bohater.

bo przecież nie wpadł w bagno. Powiada się: "umiejący chodzić nie zostawia śladów" a zatem nie ma powodu, żeby go szczególnie gloryfikować. 

Co jeszcze można tu dodać w tym znaczeniu?  jest tak wiele wyrażeń na ten temat. Powiada się, że taki przeciętny człowiek nieobciążony filozofią, teozofią, który przechodzi przez to życie... on jest trochę taki jak z tej bajki Buratino. Tam żółw Tortilla śpiewał takie słowa: 

"Nigdy nie zaznaj spokoju, 

płacz i śmiej się bez powodu! 

Ja sam przecież taki byłem 

jeszcze  trzysta lat temu."

czyli wykonuj to co wykonujesz, a Bóg jakoś to wszystko ureguluje. Najważniejsze, żeby nie być hipokrytą nie powstrzymywać się za bardzo. Życie będzie cię powstrzymywać, nie martw się. Taki jest sens, dlatego też tak postępują ludzie bystrzy.

I dlatego Buratino jest takim świetnym gościem w tej bajce. A on też zmienił świat, prawda?  

 A kto tam w tej bajce jest mądry? Żółw Tortilla jest mądry, prawda?  

Tak więc co ja chciałem w ogóle powiedzieć przez tę bajkę. Myślę, że każdy ma okres bycia bystrym i okres bycia mądrym. A kiedy ten okres mądrości nadejdzie - wiecie, że zęby mądrości wyrastają ostatnie. Jeśli okres bycia mądrym nie nadszedł, to nie powinieneś być mądry, bo to zostanie potraktowane jako tchórzostwo i tak dalej. Jest po prostu okres mądrości i tej bystrości, lub też śmiałości.  

 To jest okres, kiedy trzeba jakoś tak jak Buratino, walczyć z Karabasem, Barabasem, coś uczynić,  zmieniać świat. A potem staniesz się mądry, a wtedy świat zacznie kręcić się wokół ciebie. Wcześniej biegałeś w kółko, a mądry po prostu przychodzi i wokół niego zaczyna wirować tornado, świat wokół niego po prostu zaczyna się zmieniać w jego obecności na lepsze. A on wydaje się nic nie czynić, i tak naprawdę się nie wysila. To jest mądrość. 

  Na przykład w tradycji buddyjskiej, ale nie tylko w tradycji buddyjskiej, tam pełno jest wszelkiego rodzaju wędrownych mnichów i wszelkiego rodzaju górskich wiosek. A kiedy taki mnich przechodzi, to próbują go jakoś zatrzymać w pobliżu wioski, tym mnichom nawet nie wolno wchodzić do domu a mieszkańcy go dokarmiają, aby on tam  siedział tak długo, jak to możliwe.  

 Więc on tam siedzi a w tym czasie wszyscy w wiosce wracają do zdrowia. Ci małżonkowie, którzy się kłócili, przestają się kłócić. Ogólnie wtedy następuje jakiś porządek i mieszkańcy chcą aby taki wędrowny mnich żył koło wsi jak najdłużej. 

Bo mędrzec jest przekaźnikiem boskiego porządku. Bo, pozwólcie mi to przeczytać jeszcze raz: wczoraj byłem bystry i chciałem zmienić świat. Dziś jestem mądry więc zmieniam siebie.” Zmieniam siebie, bo jesteśmy twórcami na obraz i podobieństwo ale nie na podobieństwo Boga, lecz tego cztero-głowego Brahmy. 

 Ale to nie znaczy, że mamy cztery głowy. On jest po prostu twórcą a my też jesteśmy twórcami.  Wedy tak mówią, że jesteśmy na obraz i podobieństwo Brahmy. I my również tworzymy. A w jaki sposób tworzymy? Ta rzecz, która jest w głowie to rodzaj twórczego mechanizmu. 

 A zawartość tego mechanizmu, to kulki, rolki, jakieś koła zębate, jakieś myśli dobre i nie dobre - patrzę na coś, jakaś informacja napływa do mnie i mam przeczucie, co się z tym teraz stanie, jaki to będzie rodzaj stworzenia. 

 I niektórzy ludzie tam są bystrzy, inni nie. Niektórzy rzucają zaklęcia, inni zdejmują zaklęcia i tak dalej. Ale my wszyscy tworzymy - bez względu na to czy chcemy tego czy nie - absolutnie wszyscy jesteśmy twórcami.

   I dlatego zmieniam siebie, ale nie zmieniam siebie w sensie tego wszystkiego co widoczne na zewnątrz, ale zmieniam tę swoją świadomość. A kiedy zmieniam swoją świadomość, to moja świadomość zaczyna tworzyć ten świat. I ona zaczyna tworzyć zupełnie nową jakość. Tak to jest - najpierw ty się zmieniasz, a potem zmienia się to co wokół ciebie. 

  Ale kiedy coś czynimy, to przecież nie chcemy, żeby było źle. Chcemy, żeby było lepiej, żeby sprawiedliwość zwyciężyła, żeby nie było bezprawia ani bezkarności. Chcemy, żeby wszyscy przynajmniej wzięli pod uwagę, że ludzie wokół nas też mają uczucia, że ich też coś może zaboleć lub być im w jakiś sposób nieprzyjemnie. Chcemy, żeby wszyscy się w jakiś sposób rozwijali, a najlepiej żeby wszyscy zostali świętymi, bo dobrze się żyje w otoczeniu świętych.

To jest kreatywność, tego wszyscy naprawdę pragną i dlatego dają rady: „Nie czyń tego w ten sposób, powinieneś to w ten sposób”. Czynią tak dlatego, że kochają tego człowieka, bo jeśli on będzie się zachowywał poprawnie, to oni też będą się jakoś dobrze czuli, prawda? 

 Oni chcą, ogólnie rzecz biorąc, poprawić sytuację wokół siebie. To są ci bystrzy natomiast mądrzy starają się żeby poprawić sytuację w sobie. Nie wokół siebie, ale w swoim wnętrzu. A potem gdy im się to uda, to z jakiegoś powodu, ludzie wokół nich nagle zaczynają myśleć inaczej. 

Krążą opowieści o człowieku, który żył w Indiach, nie pamiętam jego nazwiska, to prawdziwa historia, taki ktoś żył w XX wieku. Wiecie, że Indie mają dość dużą gęstość zaludnienia, to znaczy, ludzie żyją bardzo blisko siebie. No więc on mieszkał tam w tym gąszczu ludzi. 

 Nie wiadomo dokładnie czym on się tam zajmował. W jakiś sposób chwalił Boga i działo się tak, że dookoła niego w pewnym promieniu tej przestrzeni panował ład. Nie pojawiał się tam ani jeden przestępca, wszystko było w porządku. Do niego nieustannie pielgrzymowali ludzie mający jakieś problemy. Wystarczyło, że on na nic popatrzył, albo że po prostu wkraczali na jego terytorium, a problem natychmiast się rozwiązywał a pytania znikały.

   Tak to się dzieje. Dwóch Anglików nie wierzyło w te opowieści. Oni przeczytali o tym w gazecie, polecieli tam, w jakiś sposób przywieźli lub zamówili tam na miejscu broń, to chyba były karabiny maszynowe. Po prostu postanowili tam przyjechać, postrzelać do witryn sklepowych, narobić jakiegoś zamieszania, aby obalić ten pogląd, że dzięki jednemu człowiekowi zanikła tam przestępczość i żeby udowodnić, że to jest jakaś piramidalna bzdura, że to w ogóle nie ma ze sobą związku.

  Rankiem na lotnisku spotkał ich uczeń tego nauczyciela i powiedział: „Guru już na was czeka”. Na szyje im założyli girlandy kwiatów. Spędzili tam dwa dni w jakiejś medytacji. Opowiadano im coś o przeszłości, przyszłości i teraźniejszości.  I po tym wszystkim byli w stanie całkowitej dezorientacji, jakiegoś dysonansu poznawczego i potem wyjechali. I dopiero w Londynie przypomnieli sobie, dlaczego chcieli tam jechać. 

  To znaczy, że są tacy mądrzy ludzie, którzy tworzą wokół siebie takie pole zmieniając siebie od wewnątrz. Ale my wszyscy pragniemy wpływać na swoje otoczenie, ale powiada się: Działaj za pomocą tego, co dał ci Bóg. A jeśli to twoje urządzenie w czaszce nie jest jeszcze dostatecznie sprawne to musisz je dostroić, a dostrajanie zajmuje całe życie. 

Tak jak zalecał pewien znany u nas człowiek: trzeba się nieustannie uczyć. Stara mądrość uczy: "Żyj przez cały wiek i cały wiek się ucz". Nigdy nie będzie tak, że osiągnąłeś jakiś tam pułap i na tym się skończy - że dostroisz tę swoja maszynkę w głowie i to wystarczy na całe dalsze życie. Tak nie będzie - będziesz się uczyć całe życie. Jeśli tylko przestajesz się uczyć to tracisz swój potencjał - Twoja moc zaniknie i nikt nie będzie się od ciebie uczył. Nie można uczyć kogoś nie ucząc się jednocześnie samemu. 

 To znaczy, wiedza musi przez ciebie płynąć. Musisz być świeży, bo wiedza nie może stać w miejscu. Ona jest jak woda i jeśli przestaje płynąć to staje się jak zatęchły staw.

Będzie od ciebie emanował taki zapach pychy a to odstraszy uczniów. Nikt się od ciebie nic nie nauczy, bo ten zapach pychy, ta duma, którą będziesz przekazywał wraz z wiedzą, dosłownie anuluje wszelką wiedzę. No bo po co jest ta wiedza? Ona jest po to, żebyś coś czynił i zmieniał na świecie, a nie popadał w jakieś samozadowolenie.

 No cóż, na tym poprzestaniemy. Bądźmy mądrzy, ale nie spieszmy się z tym. Dopóki twoje ciało fizyczne się rozwija, to pracuj pięściami, rękami i tak dalej. Potem dorośniesz, być może twoje słowo będzie miało znaczenie i zmienisz sytuację, powiesz wtedy : „Chłopaki, może nie powinniśmy tego czynić", 

 a ty już jesteś autorytetem, i oni cię posłuchają - albo wystarczy, że po prostu spojrzysz.

  Wszystko zależy od tego na ile jest rozwinięte to Twoje narzędzie tutaj w głowie.   Czasami po prostu milczysz, medytujesz i wszędzie wokół panuje kompletne feng shui. Tak to się dzieje. 

 Ale jeśli widzisz bałagan i medytacja nie pomaga, słowa nie pomagają, to zakasaj rękawy i zrób porządek. Taka jest kolejność działań - najpierw działanie na poziomie fizycznym, potem stajesz się bystry a na końcu mądry, Musisz przejść przez wszystkie te etapy, ale nigdy nie możesz być tchórzem. I musi być wokół ciebie porządek - a jak go ustanowisz to już nie ma znaczenia.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=UK7UfbiEouc


niedziela, 31 maja 2026

Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie - Wiktor Sawieliew

oryginał:  https://youtu.be/0Gw7cde4Zxw

Witajcie ludzie. Dzisiaj omówimy następujące pytanie. Cytat. To z Ewangelii Łukasza: "Komu wiele dano, od tego wiele będzie się wymagać. A komu wiele powierzono, od tego więcej będą żądać". 

Takie oto dziwne pytanie. To jest oczywiście jak już wiecie prawo pożytku, prawo użyteczności. No, na przykład jeśli mam ręce, nogi, głowę i tak dalej, i nie używam tego, czyli, że to po prostu tam wisi nieużywane to w związku z tym to zaniknie, układ mięśniowo-szkieletowy po prostu osłabnie. Jeśli ludzie przestaną myśleć, to ich mózgi osłabną.

 Jeśli przez jakiś czas tylko leżysz na kanapie to potem wstaniesz taki ociężały i będziesz się dziwił jak to możliwe? Wcześniej po prostu pomyślałeś i od razu przemieściłeś się gdzieś, tak jakby twoje ciało samo słuchało twoich myśli, a teraz niemalże uczysz się chodzić od nowa, prawda? 

 To tak jak na przykład kosmonauci, którzy przebywają przez jakiś czas na orbicie, oni po powrocie przechodzą okres adaptacji, i uczą się chodzić od nowa, nie można ich od razu puścić wolno.

   Pamiętam, że kiedyś miałem taki osobisty przypadek, kiedy zatrułem się czymś nieznanym. Poszedłem do pracy i powiedzieli mi: „Wyglądasz okropnie”. No i wysłali mnie zgodnie z ówczesnymi radzieckimi przepisami - wysłali mnie gdzieś tam na jakiś oddział szpitalny gdzie zajmują się takimi przypadkami - ja nie pamiętam jak się nazywa taki oddział. Tam mi zrobili jakieś procedury oczyszczania - ja prowadziłem tam aktywny tryb życia, rzucaliśmy w siebie poduszkami, staraliśmy się w jakiś sposób pomagać pielęgniarkom. Spędziłem tam chyba 2 tygodnie a może więcej - już nie pamiętam, i jak wyszedłem stamtąd to się zataczałem pomimo tego, że starałem się żyć tam aktywnie.   

Najwyraźniej co innego siedzieć sobie w pokoju. A kiedy wyszedłem na zewnątrz, na świeże powietrze, to zdałem sobie sprawę, że moje zdolności poruszania się zanikły.

 No cóż, nie używałem tego swojego cielesnego drzewa, a drzewo które nie przynosi dobrych owoców, ścina się i wrzuca w ogień. Jeśli weźmiemy Kybalion, to takie epickie dzieło - ono najpierw opisuje siedem zasad hermetycznych, potem mówi coś o Bogu, a potem mówi się tam o prawie użyteczności, że we wszystkim jest jakaś korzyść. 

  I jest to opisane bardzo szczegółowo - z tej perspektywy we wszystkim istnieje jakaś korzyść. A jeśli tego nie rozumiemy, to wszystko nas irytuje. Jest korzyść z wojny, jest korzyść z choroby, jest korzyść z rozwodu, jest korzyść dosłownie we wszystkim.

Czy wiecie dlaczego obecnie jesteśmy w tak burzliwych czasach, kiedy wszystko jest złe, kiedy rządzący są źli, kiedy wszyscy pod nami też stali się skorumpowani, zabijają, umierają - Ludzie pytają po co to? Dzieci umierają. Boże święty - Armageddon, koniec świata. 

  I dlaczego tak jest? Bo nakleiliśmy duchowe etykiety na niektóre rzeczy materialne, na przykład, wszystko jest w porządku, mamy w domu wazon, piękny fikus na parapecie, po prostu idę do pracy, otwieram lodówkę, jem, spotykam się z ludźmi, nawet idę do opery czy na koncert symfoniczny, i to jest niby moje życie duchowe. Nie, tak nie jest - życie duchowe nie ma nic wspólnego z komfortem. Życie duchowe to coś co faktycznie czynisz dla dobra innych. 

  A kiedy te koncepcje zostały zmienione... - czy pamiętacie jak dawniej w Związku Radzieckim pisano, że edukacja powinna prowadzić do budowania komunizmu? A potem powiedzieli: „Nie, te cele były obrane zbyt pochopnie, potrzebujemy wykwalifikowanego konsumenta”. 

 A zatem wykwalifikowany konsument jest w gruncie rzeczy egoistą; on nie robi tego dla innych. Duchowość jest działaniem dla innych, duchowość od słowa duch. Jest duch i jest dusza. Nazywając to na sanskrycie: jest paramatma czyli duch, i jest atma czyli dusza. A zatem duch jest dla innych. Paramatma czyli duch wie, czego potrzebują inni. 

 Natomiast dusza wie, czego potrzebuje to ciało. I kiedy nasze ciało czuje się źle, to mówimy: „Och, jakie to nieduchowe. Musisz mi pomóc" i tak dalej. Ciało pragnie spokoju. A czym jest spokój? Wiecie, że od urodzenia zostaliśmy obdarzeni intelektem, rozumem, sprytem i wszystkim tym rzeczami. Był jakiś potencjał, odciski palców i linie na moich rękach mówiły mi co muszę zrobić i tak dalej. 

 A ja mam taką nieduchową - duszewną koncepcję. Ja wierzę, że kryterium rozwoju mojej duchowości jest wzrost mojego dobrostanu, zwiększona masa mięśniowa, lepsze zdrowie, więcej pieniędzy, różnorodność jedzenia. No cóż, takie rzeczy - do tego popularność, bo moje ciała subtelne również muszą być w jakiś sposób zaspokojone. One także chcą, aby się nasycić. 

  To wszystko nie ma nic wspólnego z duchowością. I dlatego, kiedy nadchodzi ogólny dobrobyt, to pojawiają się jacyś degeneraci, których nazywamy nieludźmi, i niszczą to wszystko. Niszczą to kłamstwami, na przykład pociskami nuklearnymi. Dlaczego tak się dzieje? Bo wy kochani, jesteście trochę zagubieni. To nie jest duchowe, to nie jest tym, po co tu przyszliście.  

 Bo dla ludzi istotą życia jest odrodzenie w sobie człowieczeństwa – to oznacza pielęgnowanie w sobie człowieczeństwa. Ale my nie rozwijamy tych ludzkich cech, a raczej komfort - staramy się olśniewać ludzi jakimiś swoimi osiągnięciami. 

 Osiągnięcie oznacza dokonanie czegoś. Najlepiej jeśli jest to czynienie dobra. Ale dobroczynność nie polega na tym, że coś czynię i ogłaszam wszystkim: „Patrzcie, to ja zrobiłem”. Chodzi o czynienie tego potajemnie. I dlatego wszyscy święci czynią rzeczy potajemnie, czynią coś nieustannie, oni praktycznie śpią na pryczach, jak wiecie. Zasadniczo ich komfort jest minimalny i to im odpowiada. 

  A dlaczego? Bo u nich ten punkt euforii nie znajduje się w ciele - oni uzyskują zadowolenie jeśli uczynią coś dla innych. A jeśli mówić bardziej precyzyjnie to im zależy, aby innych ludzi przyciągnąć do Boga - żeby oni stali się szczęśliwsi, a przy tym w żaden sposób nie uzależniać ludzi od siebie samych, żeby im wyjaśnić w jaki sposób samodzielnie nawiązać kontakt z Bogiem, i żeby w ten sposób uszczęśliwić kogoś kolejnego. 

 No i komu wiele dano ten ma obowiązek to wszystko wykorzystywać. Muszę wykorzystać wszystko co mam - to znaczy ręce, nogi, wątrobę, serce. To wszystko co jakoś we mnie funkcjonuje, muszę wykorzystać. Jeśli nie będę tego używał, to po prostu zabiorą mi to, bo są ludzie, którzy rodzą się bez rąk, bez nóg. Słyszeliście o takich - prawda? I oni osiągają coś więcej niż ci, którzy rodzą się z rękami i nogami. 

  A komu wiele powierzono - od tego będzie się więcej żądać,  Och, jakie to interesujące. To jest Ewangelia Łukasza: "Komuś wiele powierzono od tego więcej będzie się oczekiwać". To oznacza, że otrzymałeś nie tylko te swoje cechy psychofizyczne, ale to obejmuje również twoje ciała subtelne, ciała niematerialne gdzie jest odpowiedzialność, gdzie rozumiesz, że to nie jest twoje, że musisz tym mądrze rozporządzić, nie dla siebie i są wobec ciebie zupełnie inne wymagania. 

 Dlatego lepiej to czynić dobrowolnie. Musisz mądrze korzystać ze wszystkiego, co dał ci Bóg.  A jak to wykorzystywać? Z całych sił, mądrze, aby przyniosło to największe korzyści. Ale niektórzy mówią, że to jak syndrom ... niemalże powiedziałem złotej rybki. W tej bajce o złotej rybce była taka starsza kobieta, która potrzebowała więcej i więcej. 

  Mąż tej kobiety dzięki złotej rybce dał jej najpierw nowe koryto, potem dom, potem jeszcze coś tam, chciała więcej i więcej - ona z tego nie korzystała, chciała wciąż więcej i nagle wszystko jej odebrano.  

 Zatem nie powinieneś dążyć do żadnych osiągnięć. To, co masz, to musisz wykorzystać w pełni - wtedy nastąpi równowaga. Wtedy nikt do ciebie nie przyjdzie w poszukiwaniu czegokolwiek. Złodzieje będą przechodzić obok ciebie nie zauważając. Policjanci będą przechodzić obok ciebie nie zauważając. Tak samo przestanie ciebie dostrzegać skorumpowana władza - bo tak naprawdę wszyscy oni znajdują się pod władzą Boga, a Bóg zabiera komuś to czego ten nie używa lub używa nieprawidłowo - bo można z czegoś korzystać, można nie korzystać, a można też używać nieprawidłowo, a wtedy zostanie to tobie zabrane. Taka tu działa zasada.

  "od każdego komu wiele dano, wiele wymagać się będzie". Dlatego [śmiech] czasem zazdrościmy. Jest gdzieś sobie jakiś oligarcha i ja też chciałbym tak żyć, ale w takiej atmosferze nie przetrwasz, to nie będzie dla ciebie interesujące.

   Istnieje taki bardzo uderzający przykład w powieści: "Przygody Tomka Sawyera i Huckleberry Finna, kiedy Sawyer wraz z Beką znalazł skarb. Oni w jaskini znaleźli mnóstwo złota i podzielili się nim z tym Huckleberry Finnem, przy tym kogoś uratowali. Jest tam opowiedziana cała historia, każdy, kto ją czytał, wie. Przygody Tomka Sawyera. Wysypali te pieniądze na stół w ten sposób. Ten mówi: „Huck ma własne pieniądze". Chcieli go wyciągnąć z tarapatów, żeby jakaś bezdzietna wdowa musiała go przyjąć ponieważ on był nieletni.

 A ten Huck dosłownie mieszkał na wysypisku śmieci i był szczęśliwy. A Tomek Sawyer się z nim przyjaźnił, jeśli pamiętacie - nie będę się już wdawał się w szczegóły. 

  No i kiedy ten Huckelberry Finn pomieszkał z tą wdową przez jakiś czas, to od niej uciekł, Sawyer znalazł go znów tam na tym wysypisku śmieci. Mówi: „Co za błogosławieństwo! Znajdę jakieś śmieci na wysypisku, umyję je, ugotuję w garnku i zjem. Są takie pyszne. A ona mi wciskała widelec, łyżkę, ja tego nie potrzebuję".

Tutaj jest jego świat, nic nie musi, to jest jego wolność. Wolności nie powinno się odbierać. Czasami takie tkwienie w niewiedzy... rozumiecie, ta surowość, ta cywilizacja, jest potrzebna w tym momencie, kiedy mam jakąś odpowiedzialność za coś, a kiedy żyję tylko dla siebie, to mogę żyć jak zwierzę i nikomu nie przeszkadzać tak jak ten Huck Finn. 

 Ale kiedy mam wszystko... kiedy mam jakąś misję społeczną, to muszę mieć wszystko pod ręką i nie powinienem tracić czasu na przetrwanie jak ten bohater powieści. Huck Finn cieszy się tym swoim przetrwaniem. 

Ale kiedy mam taką odpowiedzialność, to mam lodówkę, mam buty takie i inne, mam jakiś samochód taki żeby się tam reklamować, że nie jestem byle kim. Już nie pamiętam przykładowej marki - chodzi o typ auta, które podnosi mój status, no coś reprezentacyjnego.

   Wtedy w grę wchodzą te wszystkie rzeczy w rodzaju sprzęty gospodarstwa domowego i wszystko inne - one oszczędzają mi czas. Praktycznie nic już sam nie muszę, one za mnie wykonują domowe prace, a ja mam więcej czasu na swoje zadania. Wtedy te rzeczy są potrzebne.

  A taki Huckelbery tego nie potrzebuje - po co mu to? On nie ma żadnej misji. Dlatego od każdego, komu wiele dano, wiele się będzie wymagało. A komu wiele powierzono, od tego więcej będzie się żądało. Ewangelia Łukasza.

 Co tu powiedzieć na zakończenie?  od kogo wiele będzie się wymagało? Komu wiele dano? A wiele dano tym, którzy niczego już nie potrzebują, on niczego nie potrzebuje, On nikogo nie potrzebuje. Potrzebuje tylko Boga, bo z jakiegoś powodu lubił z Nim rozmawiać, wykonywać jakieś zwyczajne rzeczy. A te zwyczajne rzeczy, są oczywiście na poziomie cudu. Nie ma tam związku przyczynowo-skutkowego.

   I to jest taki narkotyk dla duszy, ponieważ dusza również nie podlega tym prawom przyczyny i skutku i wtedy ona jest jak ryba w wodzie. Wszyscy inni są rybami na lądzie. Oni są tam rybami na lądzie. I bez względu na to, jak bardzo chcą zrobić coś dobrego dla siebie nawzajem, to i tak będzie jakiś rodzaj niezadowolenia.  

 Ale ci rozmawiający z Bogiem są całkiem zadowoleni, oni poruszają się pośród cudów i wiele się od nich wymaga. I tam są takie wymagania, że zwykli ludzie nawet o nich nie wiedzą. A oni ukrywają to, żeby nie wzbudzać zazdrości.

  A co im dano? Oni mają stałą komunikację z Bogiem. Stałą komunikację. I nazywa się ich błogosławionymi. Czy Bóg komunikuje się z innymi? Tak, On komunikuje się okresowo. Te chwile nazywają się przypływami radości. Tu rozbłysk, tam rozbłysk - to jak takie gwałtowne wychylenia na kardiogramie. A ci pierwsi maja stały kontakt, u nich jest to linia prosta - nieustanna błogość.

 To wszystko. Dziękuję za uwagę. Ogólnie mówiąc każdy dostaje tyle, ile mu potrzeba. Trzeba to tylko wykorzystywać a wtedy to będzie wzrastać. Nie musisz zmniejszać swoich potrzeb, ale nie musisz też ich sztucznie zwiększać. Musisz nadążać za procesem ewolucji, który w zasadzie postępuje dla nas.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=0murw7IIEGw