oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=WZ2lYx8-XHw
Witajcie ludzie. W końcu udało nam się rozpocząć.
A więc, pierwsze pytanie. Sens ludzkiego życia.
Rzeczywiście poważne pytanie.
Sens ludzkiego życia. Ach, i jest już odpowiedź: "Sens ludzkiego życia tkwi w
doskonaleniu duszy" - Lew Tołstoj. Co on miał na myśli?
Ach, Rozumiem. Mamy pytanie i odpowiedź. Ale co mam odpowiedzieć? Skoro Lew Tołstoj powiedział: "doskonalenie duszy". A czym jest to doskonalenie duszy? Tego już do końca nie wiadomo.
Cóż, dla mnie sens ludzkiego życia tkwi w transformacji, w rodzaju przemiany duszy - w inną formę współdziałania z Bogiem. Mówiłem o tym wiele razy - jest o tym mowa w
Księdze duchów Allana Cardec-a. Jest to opisane w
Sri Upaniszadach.
Ale zorganizowana religia nie spieszy się
z ujawnieniem nam tego sekretu. Oni mówią: „Zgrzeszyłeś, upadłeś i
teraz musisz się oczyścić,
odpokutować za swoje grzechy”.
To znaczy, nie ma w tym żadnego sensu. Chodzi przecież o to,
aby powrócić do Boga. A jak
wrócić do Boga? Odpokutowując za swoje grzechy, aby zasłużyć na przebaczenie. Ale przecież oni też twierdzą, że Bóg niczego nie
potępia zatem ogólnie rzecz biorąc, pojawia się wiele pytań.
Nawet w tradycji Wisznuizmu istnieje sześć powodów
upadku duszy, ale wszystkie one nie wytrzymują krytyki.
Ja jestem przekonany o tym,
że dusza zmienia się - podlega transformowaniu w inną formę współdziałania z Bogiem i dlatego forma świadomości musi się trochę zmienić. W tym celu rodzimy się w tym ciele, a żeby to się stało to musimy nieco zmienić formę świadomości. Oblekamy więc tę cielesną powłokę i zapominamy nieco pełną świadomość - ona ulega pewnej modyfikacji.
Ta forma
świadomości też nie była zła. Przecież widzimy, że żyją tu różne formy świadomości, różne
poziomy świadomości. Ta jest na bardzo wysokim
poziomie, ta tamta jest niska - ale ta niska
może nawet być szczęśliwsza.
W rzeczywistości nie ma
wysokiego ani niskiego poziomu. Są takie poziomy, które nadają się, które pasują do danego momentu, do danego zadania - to jest tak samo jak z narzędziem, jeśli ono się nadaje to oznacza, że jest
doskonałe. To oznacza, nie można
porównywać.
No i kiedy dusza decyduje- chociaż w zasadzie jest tak, że człowiek proponuje, a Bóg rozporządza. I Bóg pozwala lub nie pozwala, przekonuje trzy razy. Co więcej, powiada się, że kiedy dusza chce przejść ze świata ducha od tego co materialne, to Wisznu pyta ją trzy razy: „Jesteś pewna,
że chcesz tam pójść? Będą tam jakieś
kłopoty, jakich nigdy
tutaj nie doświadczyłaś". Takie pytanie pada trzy razy.
Cóż, pisma nas zapewniają, że takie orzecznictwo istnieje.
Nie wiem, nie byłem tam, nie uczestniczyłem w tych rozmowach, w tych perswazjach, ale tak to już jest. Wolna wola to wolna wola.
Zatem mamy tu Lwa Tołstoja, mówiącego o doskonaleniu duszy i zapewniającego nas, że to jest sens życia. Lew Tołstoj jest człowiekiem bardzo szanowanym przeze mnie, i nie tylko przeze mnie.
A tak przy okazji, wszyscy znają go jako postać zajmująca się literaturą, ale on sam uważał to zajęcie za marginalne. Jest autorem powieści "Anna Karenina", "Wojna i Pokój", ale jego główną działalnością była Rosyjska Cerkiew Prawosławna, ponieważ on uważał, że cerkiew wypaczyła samą istotę nauki Chrystusa. Z tego powodu został w tym środowisku wyklęty.
Tak więc co on miał na myśli mówiąc o
doskonałości duszy? Opierając się na wszystkich tych długich rękopisach, które napisał na ten temat, on uważał, że doskonalenie duszy to doskonałość w miłości, to nieustanny wzrost na tym polu.
Kochasz coraz bardziej, wzrasta twoja umiejętność kochania. A jak to jest powszechnie? Jak zachowują się zwykli ludzie? Jeśli jestem w dobrym humorze, to kocham wszystkich, jeśli jestem w złym humorze, to nie kocham nikogo.
U nas,
to się waha, ma miejsce takie nieustanne pulsowanie a wraz z tym mają miejsce wahania naszego szczęścia.
Raz jesteśmy w złym humorze, raz w dobrym. On powiedział: „doskonalenie się to pewna stabilność". Oznacza to więcej, więcej, więcej, ponieważ jest to źródłem siły, entuzjazmu i ogólnie rzecz biorąc wszelakich działań.
Ogólnie rzecz biorąc, oznacza to życzliwość, służenie ludziom. W takim przypadku jeśli będę służył wszystkim to znikają u mnie automatycznie i natychmiast wszelkie kwestie materialne - przestaję się martwić czy mnie ludzie szanują czy nie, bo jeśli służę wszystkim to naturalnie będą mnie szanować.
Zatem jestem silny a więc będę się podobał, będę też mądry, będą mnie szanować. I od tego zależy wzrost miłości. Wzrost miłości to jedyna rzecz. A ten wzrost miłości przewyższa wszelkie materialne cele. Oczywiście, to oznacza pewną walkę z własnym egoizmem - nie walkę gdzieś tam daleko, ale walkę z własnym egoizmem.
A ta walka jest, jak by to powiedzieć, nie mniej krwawa i również niełatwa. Weźmy na przykład wyrzeczenie się
osobistej korzyści. Ogólnie twierdził, że życie
dla siebie oznacza duchową śmierć. Tacy ludzie są martwi. Pamiętamy co powiedział Jezus, że ci umarli ludzie grzebią swoich umarłych.
U nich jest tylko: "moja sprawa, moje dzieci,
mój dom, mój, moje", a to co trochę dalej tam za bramą już nie jest moje. Wszyscy ci ludzie już umarli. Oni są martwi. Ktoś może powiedzieć: „No jak to tak? Przecież to jest obowiązek, to moja rodzina"
Owszem - to wszystko jest ładnie i pięknie, ale
to kontynuacja egoizmu, rozszerzony
egoizm. Właściwie Lew Tołstoj sugerował, że cała ta Ziemia, cały wszechświat, cały
układ słoneczny, jest jakimś pojedynczym organizmem. On to widział z tej perspektywy. On niby nie był jakimś
astronomem, ale doszedł do takich wniosków.
Tak więc do czego to prowadzi?
Do tego, że musimy brać
mniej, a oddawać więcej.
Ktoś powie: „Och, jak to możliwe?
Skąd wezmę pieniądze, jeśli będę musiał dać
więcej? Przecież w ten sposób pewnego dnia wyląduję w rynsztoku”.
Nic z tych rzeczy. Jeśli się wnikliwie przyjrzymy, to działa zasada: "ręka dawcy nie
ubożeje" prawda? Albo jak uczy ostatnia, 1878 szloka Bhagawadgity: "człowiek, który jest z
Bogiem, czyli ten który rozwija to,
co musi rozwinąć, będzie miał siłę, zwycięstwo, obfitość".
A
czym jest obfitość? To znaczy, że mam wystarczająco dużo tego czego potrzebuję, a potem jest jeszcze nadwyżka. Mam więc prawo
rozdzielać ten nadmiar według własnego uznania, ponieważ
należy ono do mnie. Bóg mi to powierzył.
I nie byle jakie bogactwo. To znaczy brać mniej od ludzi,
dawać więcej. Wtedy doświadczasz radości z powodu swojej mocy. Wtedy jak się okazuje problemy materialne się rozwiązują.
Ale jeśli bierzesz
więcej i dajesz mniej,
to twoje życie się pogarsza - pojawia się coraz więcej problemów. A skąd problemy? Bo bliźni będą krzywo na mnie patrzeć i będą mi wkładali kij w szprychy. Prędzej czy później pojawią się przeszkody w moim życiu i to się nie uda.
A co to znaczy brać mniej,
a dawać więcej? To robienie
dobrych uczynków. Ale jeśli bierzesz więcej,
a dajesz mniej, to są złe uczynki. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, tak to właśnie wychodzi. Krótko mówiąc, ludzkie ciało - a wiemy to nawet bez Iwana Nikołajewicza
Tołstoja, - po śmierci nie ma żadnej wartości. Duch i dusza,
idą tam do Boga, gdzieś tam do wieczności dlatego ważna jest tylko
nasza nieśmiertelna część - tylko ona.
Dlatego też doskonalenie ciała jest absurdem, bo kiedyś to się skończy i co z nią zrobisz?
Pochowasz swoją
doskonałość. Zatem doskonalenie duszy nie było takim abstrakcyjnym ani religijnym pojęciem. Ono stanowiło bardzo konkretny program
życiowy. On tam dokładnie napisał,
co trzeba czynić.
Dokładnie tego nie pamiętam, ale tak mniej więcej. Ja dość długo studiowałem prace Lwa Tołstoja - on w tamtym czasie krytykował tę
Cerkiew Prawosławną - wyszła z pod jego ręki na ten temat cała książka.
Jaka zatem jest ta jego konkretna pozycja życiowa? Powiada on, że w każdym człowieku walczą ze sobą dwie zasady, dwa pierwiastki.
Strona zwierzęca to pragnienie wygody,
sławy, honoru, bogactwa, przyjemności - to jest ta część egoistyczna i tymczasowa strona, bo czas mija i to wszystko gdzieś znika - nawet sam już tego nie pamiętasz.
A duchowość to druga zasada – ona jest wieczna i powiedziałbym rozumna - to jest ta wieczna iskra. No i teraz doskonalenie polega na stopniowym podporządkowaniu tego tymczasowego pierwiastka temu co jest wieczne. Chodzi o to, żeby te moje tymczasowe działania, tymczasowe uczynki zostały przetworzone - aby miała miejsce, że tak to ujmę konwersja, przetworzenie lub też transformacja w to co jest wieczne.
A w jaki sposób? Z pomocą
motywacji. Dlaczego to czynię? Mogę wykonywać jedno i to samo, ale wygra albo ta moja pierwsza część albo druga. Czynię to samo, ale rezultat
jest inny.
I dlatego jest napisane w Bhagawadgicie: „czyń co ci
powiem”. To mówi ten wieczny pierwiastek w nas: „wykonuj to co ci mówię”. Ale jeśli tego nie uczynisz, to i tak będziesz musiał to zrobić. Wtedy ta wyższa, wieczna siła stawia przede mną jakąś potrzebę, która zmusza mnie do tego, a moja zwierzęca strona zaczyna to czynić. Ale ten wers także mówi: „W takim przypadku zatracisz siebie" - stracisz tę duchową iskrę.
Nie rozbudzisz tej
duchowej iskry, a to, co się nie rozbudzi, to słabnie. To znaczy, że proces transformacji, dla którego
tu przybyłem nie zadziałał. Nie
wypalił.
No i ogólnie ujarzmij swoje zwierzęce instynkty, podporządkuj je głosowi sumienia, głosowi rozsądku. I jeśli to wszystko jakoś tak streścić w pigułce to jedynym narzędziem do tego jest miłość. A dusza rośnie tylko wtedy, gdy uczy się kochać
innych. A kiedy jest tak jak mówiłem, że dziś kocham a jutro nie to nie ma wzrostu - to co nie wzrasta to słabnie.
To takie prawo natury jak on twierdził. To musi wzrastać. Tołstoj mówi o doskonaleniu czyli o wzroście
miłości. Kiedy dusza uczy się kochać innych,
uczy się znowu i znowu.
A jak ona się uczy? Tutaj Lew Tołstoj daje ciekawe rady. Wiemy, że on podciągał się na drążku, fizycznie, to był bardzo zdrowy, bardzo konkretny jegomość. Było takie zdarzenie kiedy pewien Anglik podciągał się tam
kilka razy na co podszedł do tego drążka Lew Tołstoj - a to był dodatkowo bardzo masywny mężczyzna - no i zrobił na tym drążku dużo więcej podciągnięć pomimo tego, że był już wówczas w bardzo zaawansowanym wieku.
No i to co mówił Tołstoj bardzo mi się podoba - on powiadał, że dusza i miłość to nie uczucia lecz działanie.
Ogólnie rzecz biorąc sądząc po jego
dziennikach, po jego notatkach Lew Tołstoj był wielbicielem introspekcji, autoanalizy a więc ciągłego poszukiwania swoich błędów i
uczciwości wobec siebie.
Pisał takie rzeczy, które nie były adresowane do nikogo, ale bardzo ciekawie się je czyta - były tam teksty pełne skruchy, zalecał rezygnację z udawania. To znaczy,
oskarżał się na przykład o to, że trochę się wahał,
ale powinien był coś zrobić inaczej i wszystko to wyłożył na papierze.
To co mówił dalej prawdopodobnie wiecie - wymieniał on co deprawuje duszę. Nie umysł, nie rozum, ale właśnie duszę. Deprawuje ją luksus, bezczynność (czy też lenistwo) oraz marnotrawstwo. Te trzy rzeczy deprawują duszę.
Doskonalenie duszy jest związane z pracą
fizyczną. Jeśli to ciało fizyczne przysparza ci trudności, jeśli ledwie co je przenosisz to możesz zapomnieć o jakimkolwiek doskonaleniu.
Ponieważ mówiąc z duży przybliżeniem, to ciało jest owocem
ducha, a dokładniej, świątynią ducha. A jeśli
twoja świątynia ducha jest leniwa, - to prawdopodobnie
nie ma tam nikogo, kto by je do tego zmusił. Oznacza to, że w tej świątyni ducha zamieszkał nie duch ani nie dusza lecz demony - to one zaczęły tam rządzić. Stąd się bierze lenistwo - stąd bezczynność,
marnotrawstwo i tak dalej.
Zatem można wyciągnąć wniosek, że postęp w tej sferze jest nierozerwalnie związany z odrzuceniem tego co zbędne i z fizyczną pracą. Lew Tołstoj uważał to za
obowiązkowe.
A tak przy okazji, w księdze Shri Upaniszady jest powiedziane: „Używaj tylko tego, co konieczne”. To jest w pierwszej mantrze:
„korzystaj tylko tego, co konieczne”. To jest źródło, któremu można zaufać, prawda?
A dlaczego właśnie o to chodzi? Dlaczego jest w tym jakiś sens? Weźmy jeszcze raz Lwa Tołstoja. Nie tylko ja jestem zafascynowany Lwem Nikołajewiczem. Podziwia go naprawdę wielu filozofów, naukowców, a nawet fizyków czy lekarzy.
Lekarze przeanalizowali, jak nastrój wpływa na człowieka, jak na niego wpływa sukces i dochodzą do tych samych wniosków z tą tylko różnicą, że oni poszukiwanie tego sensu zaczynają nie od góry ale od dołu.
Tak więc dlaczego to ma sens? Bo pieniądze, pozycja, a nawet rodzina mogą zostać w pewnym momencie człowiekowi odebrane przez okoliczności, śmierć czy jakieś nieszczęście. I jedyne, co wtedy pozostaje z człowiekiem - to co ma jakiekolwiek znaczenie w skali wieczności to jego stan ducha, czyli jego nastrój.
Wszystko inne zależy od nastroju - od nastawienia. Nastawienie ciała czy też nastrojenie tworzy nastawienie tej naszej cielesnej maszyny, prawda? To znaczy,
że temperatura ducha wzrasta.
Wiecie dobrze, jak
Niemcy dotarli pod Moskwę,
a ich błyskawiczna wojna została stłumiona. Dlaczego?
Bo mróz spadł do -42°C i nie mogli uruchomić czołgów.
A te czołgi radzieckie dały się uruchomić, one w ten mróz ruszyły. I tak, po raz pierwszy wojskom Hitlera - po raz pierwszy przez cały ten czas zabrakło im nastroju ducha, zabrakło tej temperatury ducha.
Jak pisał francuski filozof i poeta Eduard Shure: "Jeśli twoje serce
nie jest wystarczająco gorące to wszystko
inne - cała twoja wiedza, twoje działania, wszystko to nie ma sensu".
I wiecie co?
Sens życia nie polega na znalezieniu szczęścia - być może teraz niektórych z was zdenerwuję.
Nie chodzi o szczęście, ale o to, aby
twoja dusza była bardziej zdolna do
dobra - a szczęście okazuje się
efektem ubocznym. Ono nie może być celem samym w sobie, rozumiecie?
Bo to
rodzaj takiego wyrafinowanego
konformizmu. Powtórzę to raz jeszcze: "Sens
życia nie polega na znalezieniu
szczęścia, ale na tym, aby
twoja dusza była bardziej zdolna do
dobra".
A czym jest
dobro? Pamiętamy już, że to branie mniej, a dawanie więcej. Oto i bardzo prosta formuła - prosta zasada. Ale istnieją również inne punkty widzenia, bo
są nawet tacy przeciwnicy, oponenci tego poglądu.
Na przykład Nietzsche można by rzec był przeciwnikiem Tołstoja. To znaczy, jego
punkt widzenia był znacznie rozbieżny - ale chcę powiedzieć, że tych wszystkich punktów widzenia,
które teraz wymienię jest o wiele więcej.
O ile na przykład u Lwa Nikołajewicza Tołstoja droga do Boga prowadziła przez rozum, logikę, uproszczenie
życia,że tylko wszystko to co niezbędne, żeby żyć prościej - to u Dostojewskiego na przykład znajdziemy zalecenia żeby działać poprzez serce, przez doświadczanie
bólu, poprzez doskonalenie się, poprzez cierpienie.
To jest zupełnie inne podejście. Ten pierwszy jest pragmatyczny, on szedł ku Bogu w stresie, a drugi..... no cóż, można by powiedzieć, że Lew
Tołstoj jest w tym sensie faryzeuszem, ale jest faryzeuszem w
odniesieniu do tego drugiego.
Ten drugi jest taki
impulsywny. Tołstoj powiedział,
że można wymyślić jakieś zasady
życiowe i ich przestrzegać. A Dostojewski
powiedział, że, po pierwsze nie da się wymyślić zasad
dla wszystkich. Bóg podchodzi do każdej duszy indywidualnie. Dusza jest oczyszczana i generalnie
porusza się naprzód tylko w okresach
najgłębszych kryzysów i uświadomienia sobie
grzeszności.
Cóż, wydaje się, że ma on dekadencką filozofię, ale on jakoś
jest bardziej pokorny. Tołstoj już był pokorny, a ten jest jeszcze bardziej pokorny. Myślę, że oba podejścia są prawdziwe. Czasami mamy okresy w życiu,
w których poruszamy się według pewnych zasad a czasami są okresy w których musimy bardzo się zmienić, że w tym momencie przychodzi z góry jakiś kryzys i
jesteśmy oczyszczani w ten sposób
na siłę, bo my sami byśmy nie wpadli na to i nie chcielibyśmy się w jakiś sposób nad sobą pastwić.
A Nitsche ogólnie nie lubił tej teorii Tołstoja - nie
samego Tołstoja, ale tego co tam mówili ludzie wokół niego, bo Tołstoj miał kilku zwolenników, a przynajmniej równolegle do niego, mówili mniej więcej to samo.
Nitsche mówił o doskonaleniu się poprzez siłę. No i powiada się, że Hitler, uważał go niemal za swojego guru. Ale Nitsche miał rację, bo jeśli weźmiemy pewną myśl ze Shri Upaniszad to mówi się, "a najważniejsze jest to, że w żadnej żywej istocie, w absolutnie żadnej żywej istocie, nie ma ani pokory, ani rozsądku, ani miłości - a co w niej jest? Siła".
Chandogya Upaniszada powiada, że najważniejsza jest życiowa siła! Życiowa moc to najważniejsza rzecz. I tu nie chodzi o to, że ten tekst jakoś usprawiedliwia, ale po prostu są takie momenty kiedy ta moc przychodzi do ciebie.
To jest to niezwykła moc, to siła mistyczna. Ty stajesz się naprawdę nadczłowiekiem. "Moc, niezwykła moc, zwycięstwo, czystość etyczna i obfitość" - tak to nazywa ostatnia śloka Bhagawadgity.
Ona mówi: „owszem, moc to wszystko" rozumiecie? Ale ta siła, ta moc istnieje tylko wtedy, gdy
jesteś już z Bogiem. Lecz póki wciąż się do Niego zbliżasz..... no cóż,
to znaczy, że tu nie chodzi o tę powszechnie rozumianą moc, nie o niej jest mowa. W filozofii Friedricha Nietschego mamy samo sedno. To sedno nie polega na upokorzeniu tego zwierzęcego pierwiastka lecz jego przemianę w tego nadczłowieka.
I żeby ewolucja mogła się wydarzyć dosłownie
w ciągu jednego życia. To znaczy, że doskonałość to nie miłość, nie pokora, ale dosłownie wola mocy, kreatywność, odrzucenie moralności tych słabych, tych pesymistów, tych wszystkich malkontentów.
Nietsche mówi ostro: „To nie są ludzie, u nich jeszcze widać zwierzęce ogony, oni po prostu próbują być ludźmi i nie powinniśmy brać z nich przykładu".
No i oczywiście ma rację. Optymista nie może brać przykładu z pesymisty. Po prostu nie może, bo
zniszczy wtedy zarówno jego jak i siebie. Czyli, że to, co
Lew Tołstoj nazwał grzesznym
egoizmem Nietsche uważał za siłę życiową.
Wydaje się wam, że na tym koniec? Nie, spójrzcie, to dość szeroki temat.
Słynny Viktor Frank, ten
tam, którego Niemcy wypuścili z obozu koncentracyjnego. Miało miejsce takie zdarzenie - kiedy Armia Czerwona tam dotarła to jego, wypuścili, a wszyscy inni skończyli w krematorium.
Jego pogląd rezonuje z Tołstojem,
ale jest bardziej praktyczny. On powiedział:
„Doskonalenie się poprzez konkretną
służbę”. Argumentował, że doskonalenie nie może być celem samym w sobie.
Nie może być takiego samouwielbienia: "patrz, jestem dziś lepszy niż wczoraj". To nie o to chodzi. On mówił: „dusza rozwija się, dusza wzrasta kiedy człowiek przekracza samego siebie, przekracza swoje granice aby służyć komuś innemu”.
Podsumowując: wszystkie te warianty jakie wymieniłem - a wspomniałem tylko o kilku z nich - są praktyczne, one działają i w trakcie trwania życia każdego człowieka mogą ulegać zmianie.
Dziękuję za uwagę.
wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=D393Znl17L0