sobota, 9 maja 2026

Doskonalenie Duszy - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=WZ2lYx8-XHw

Witajcie ludzie. W końcu udało nam się rozpocząć. A więc, pierwsze pytanie. Sens ludzkiego życia. Rzeczywiście poważne pytanie. Sens ludzkiego życia. Ach, i jest już odpowiedź: "Sens ludzkiego życia tkwi w doskonaleniu duszy" - Lew Tołstoj. Co on miał na myśli? 

 Ach, Rozumiem. Mamy pytanie i odpowiedź. Ale co mam odpowiedzieć? Skoro Lew Tołstoj powiedział: "doskonalenie duszy". A czym jest to doskonalenie duszy? Tego już do końca nie wiadomo. 

  Cóż, dla mnie sens ludzkiego życia tkwi w transformacji, w  rodzaju przemiany duszy - w inną formę współdziałania z Bogiem. Mówiłem o tym wiele razy -  jest o tym mowa w Księdze duchów Allana Cardec-a. Jest to opisane w Sri Upaniszadach. 

 Ale zorganizowana religia nie spieszy się z ujawnieniem nam tego sekretu. Oni mówią: „Zgrzeszyłeś, upadłeś i teraz musisz się oczyścić, odpokutować za swoje grzechy”. 

  To znaczy, nie ma w tym żadnego sensu. Chodzi przecież o to, aby powrócić do Boga. A jak wrócić do Boga? Odpokutowując za swoje grzechy, aby zasłużyć na przebaczenie. Ale przecież oni też twierdzą, że Bóg niczego nie potępia zatem ogólnie rzecz biorąc, pojawia się wiele pytań.  

 Nawet w tradycji Wisznuizmu istnieje sześć powodów upadku duszy, ale wszystkie one nie wytrzymują krytyki.  

Ja jestem przekonany o tym, że dusza zmienia się -  podlega transformowaniu w inną formę współdziałania z Bogiem i dlatego forma świadomości musi się trochę zmienić. W tym celu rodzimy się w tym ciele, a żeby to się stało to musimy nieco zmienić formę świadomości. Oblekamy więc tę cielesną powłokę i zapominamy nieco pełną świadomość - ona ulega pewnej modyfikacji. 

 Ta forma świadomości też nie była zła. Przecież widzimy, że żyją tu różne formy świadomości, różne poziomy świadomości. Ta jest na bardzo wysokim poziomie, ta tamta jest niska - ale ta niska może nawet być szczęśliwsza.

  W rzeczywistości nie ma wysokiego ani niskiego poziomu. Są takie poziomy, które nadają się, które pasują do danego momentu, do danego zadania - to jest tak samo jak z narzędziem, jeśli ono się nadaje to oznacza, że ​​jest doskonałe. To oznacza, nie można porównywać. 

No i kiedy dusza decyduje- chociaż w zasadzie jest tak, że człowiek proponuje, a Bóg rozporządza. I Bóg pozwala lub nie pozwala, przekonuje trzy razy. Co więcej, powiada się, że kiedy dusza chce przejść ze świata ducha od tego co materialne, to Wisznu pyta ją trzy razy: „Jesteś pewna, że chcesz tam pójść? Będą tam jakieś kłopoty, jakich nigdy tutaj nie doświadczyłaś". Takie pytanie pada trzy razy. 

 Cóż, pisma nas zapewniają, że takie orzecznictwo istnieje. Nie wiem, nie byłem tam, nie uczestniczyłem w tych rozmowach, w tych perswazjach, ale tak to już jest. Wolna wola to wolna wola. 

Zatem mamy tu Lwa Tołstoja, mówiącego o doskonaleniu duszy i zapewniającego nas, że to jest sens życia. Lew Tołstoj jest człowiekiem bardzo szanowanym przeze mnie, i nie tylko przeze mnie. 

 A tak przy okazji, wszyscy znają go jako postać zajmująca się literaturą, ale on sam uważał to zajęcie za marginalne. Jest autorem powieści "Anna Karenina", "Wojna i Pokój", ale jego główną działalnością była Rosyjska Cerkiew Prawosławna, ponieważ on uważał, że cerkiew wypaczyła samą istotę nauki Chrystusa. Z tego powodu został w tym środowisku wyklęty. 

Tak więc co on miał na myśli mówiąc o doskonałości duszy? Opierając się na wszystkich tych długich rękopisach, które napisał na ten temat, on uważał, że  doskonalenie duszy to doskonałość w miłości, to nieustanny wzrost na tym polu.

  Kochasz coraz bardziej, wzrasta twoja umiejętność kochania. A jak to jest powszechnie? Jak zachowują się zwykli ludzie? Jeśli jestem w dobrym humorze, to kocham wszystkich, jeśli jestem w złym humorze, to nie kocham nikogo. 

 U nas, to się waha, ma miejsce takie nieustanne pulsowanie a wraz z tym mają miejsce wahania naszego szczęścia. Raz jesteśmy w złym humorze, raz w dobrym. On powiedział: „doskonalenie się to pewna stabilność". Oznacza to więcej, więcej, więcej, ponieważ jest to źródłem siły, entuzjazmu i ogólnie rzecz biorąc wszelakich działań. 

 Ogólnie rzecz biorąc, oznacza to życzliwość, służenie ludziom. W takim przypadku jeśli będę służył wszystkim to znikają u mnie automatycznie i natychmiast wszelkie kwestie materialne - przestaję się martwić czy mnie ludzie szanują czy nie, bo jeśli służę wszystkim to naturalnie będą mnie szanować.

Zatem jestem silny a więc będę się podobał, będę też mądry, będą mnie szanować. I od tego zależy wzrost miłości. Wzrost miłości to jedyna rzecz. A ten wzrost miłości przewyższa wszelkie materialne cele. Oczywiście, to oznacza pewną walkę z własnym egoizmem - nie walkę gdzieś tam daleko, ale walkę z własnym egoizmem. 

 A ta walka jest, jak by to powiedzieć, nie mniej krwawa i również niełatwa. Weźmy na przykład wyrzeczenie się osobistej korzyści. Ogólnie twierdził, że życie dla siebie oznacza duchową śmierć. Tacy ludzie są martwi. Pamiętamy co powiedział Jezus, że ci umarli ludzie grzebią swoich umarłych.

U nich jest tylko: "moja sprawa, moje dzieci, mój dom, mój, moje", a to co trochę dalej tam za bramą już nie jest moje. Wszyscy ci ludzie już umarli. Oni są martwi. Ktoś może powiedzieć: „No jak to tak? Przecież to jest obowiązek, to moja rodzina"

Owszem - to wszystko jest ładnie i pięknie, ale to kontynuacja egoizmu, rozszerzony egoizm. Właściwie Lew Tołstoj sugerował, że cała ta Ziemia, cały wszechświat, cały układ słoneczny, jest jakimś pojedynczym organizmem. On to widział z tej perspektywy. On niby nie był jakimś astronomem, ale doszedł do takich wniosków. 

Tak więc do czego to prowadzi? Do tego, że musimy brać mniej, a oddawać więcej. Ktoś powie: „Och, jak to możliwe? Skąd wezmę pieniądze, jeśli będę musiał dać więcej? Przecież w ten sposób pewnego dnia wyląduję w rynsztoku”. 

 Nic z tych rzeczy. Jeśli się wnikliwie przyjrzymy, to działa zasada: "ręka dawcy nie ubożeje" prawda? Albo jak uczy ostatnia, 1878 szloka Bhagawadgity: "człowiek, który jest z Bogiem, czyli ten który rozwija to, co musi rozwinąć, będzie miał siłę, zwycięstwo, obfitość". 

 A czym jest obfitość? To znaczy, że mam wystarczająco dużo tego czego potrzebuję, a potem jest jeszcze nadwyżka. Mam więc prawo rozdzielać ten nadmiar według własnego uznania, ponieważ należy ono do mnie. Bóg mi to powierzył.

   I nie byle jakie bogactwo. To znaczy brać mniej od ludzi, dawać więcej. Wtedy doświadczasz radości z powodu swojej mocy. Wtedy jak się okazuje problemy materialne się rozwiązują.  

 Ale jeśli bierzesz więcej i dajesz mniej, to twoje życie się pogarsza - pojawia się coraz więcej problemów. A skąd problemy? Bo bliźni będą krzywo na mnie patrzeć i będą mi wkładali kij w szprychy. Prędzej czy później pojawią się przeszkody w moim życiu i to się nie uda.

A co to znaczy brać mniej, a dawać więcej? To robienie dobrych uczynków. Ale jeśli bierzesz więcej, a dajesz mniej, to są złe uczynki. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, tak to właśnie wychodzi. Krótko mówiąc, ludzkie ciało - a wiemy to nawet bez Iwana Nikołajewicza Tołstoja, - po śmierci nie ma żadnej wartości. Duch i dusza, idą tam do Boga, gdzieś tam do wieczności dlatego ważna jest tylko nasza nieśmiertelna część - tylko ona.

Dlatego też doskonalenie ciała jest absurdem, bo kiedyś to się skończy i co z nią zrobisz? Pochowasz swoją doskonałość. Zatem doskonalenie duszy nie było takim abstrakcyjnym ani religijnym pojęciem. Ono stanowiło bardzo konkretny program życiowy. On tam dokładnie napisał, co trzeba czynić. 

Dokładnie tego nie pamiętam, ale tak mniej więcej. Ja dość długo studiowałem prace Lwa Tołstoja - on w tamtym czasie krytykował tę Cerkiew Prawosławną - wyszła z pod jego ręki na ten temat cała książka.  

Jaka zatem jest ta jego konkretna pozycja życiowa? Powiada on, że w każdym człowieku walczą ze sobą dwie zasady, dwa pierwiastki. Strona zwierzęca to pragnienie wygody, sławy, honoru, bogactwa, przyjemności - to jest ta część egoistyczna i tymczasowa strona, bo czas mija i to wszystko gdzieś znika - nawet sam już tego nie pamiętasz. 

 A duchowość to druga zasada – ona jest wieczna i powiedziałbym rozumna - to jest ta wieczna iskra.  No i teraz doskonalenie polega na stopniowym podporządkowaniu tego tymczasowego pierwiastka temu co jest wieczne. Chodzi o to, żeby te moje tymczasowe działania, tymczasowe uczynki zostały przetworzone - aby miała miejsce, że tak to ujmę konwersja, przetworzenie lub też transformacja w to co jest wieczne.

 A w jaki sposób? Z pomocą motywacji. Dlaczego to czynię? Mogę wykonywać jedno i to samo, ale wygra albo ta moja pierwsza część albo druga. Czynię to samo, ale rezultat jest inny. 

 I dlatego jest napisane w Bhagawadgicie: „czyń co ci powiem”. To mówi ten wieczny pierwiastek w nas: „wykonuj to co ci mówię”. Ale jeśli tego nie uczynisz, to i tak będziesz musiał to zrobić. Wtedy ta wyższa, wieczna siła stawia przede mną jakąś potrzebę, która zmusza mnie do tego, a moja zwierzęca strona zaczyna to czynić. Ale ten wers także mówi: „W takim przypadku zatracisz siebie" - stracisz tę duchową iskrę.

 Nie rozbudzisz tej duchowej iskry, a to, co się nie rozbudzi, to słabnie. To znaczy, że proces transformacji, dla którego tu przybyłem nie zadziałał. Nie wypalił.  

 No i ogólnie ujarzmij swoje zwierzęce instynkty, podporządkuj je głosowi sumienia, głosowi rozsądku. I jeśli to wszystko jakoś tak streścić w pigułce to jedynym narzędziem do tego jest miłość. A dusza rośnie tylko wtedy, gdy uczy się kochać innych. A kiedy jest tak jak mówiłem, że dziś kocham a jutro nie to nie ma wzrostu - to co nie wzrasta to słabnie.

 To takie prawo natury jak on twierdził. To musi wzrastać. Tołstoj mówi o doskonaleniu czyli o wzroście miłości. Kiedy dusza uczy się kochać innych, uczy się znowu i znowu.  

 A jak ona się uczy? Tutaj Lew Tołstoj daje ciekawe rady. Wiemy, że on podciągał się  na drążku, fizycznie, to był bardzo zdrowy, bardzo konkretny jegomość. Było takie zdarzenie kiedy pewien Anglik podciągał się tam kilka razy na co podszedł do tego drążka Lew Tołstoj - a to był dodatkowo bardzo masywny mężczyzna - no i zrobił na tym drążku dużo więcej podciągnięć pomimo tego, że był już wówczas w bardzo zaawansowanym wieku.

  No i to co mówił Tołstoj bardzo mi się podoba - on powiadał, że dusza i miłość to nie uczucia lecz działanie. 

Ogólnie rzecz biorąc sądząc po jego dziennikach, po jego notatkach Lew Tołstoj był wielbicielem introspekcji, autoanalizy a więc ciągłego poszukiwania swoich błędów i uczciwości wobec siebie.

Pisał takie rzeczy, które nie były adresowane do nikogo, ale bardzo ciekawie się je czyta - były tam teksty pełne skruchy, zalecał rezygnację z udawania. To znaczy, oskarżał się na przykład o to, że trochę się wahał, ale powinien był coś zrobić inaczej i wszystko to wyłożył na papierze. 

To co mówił dalej prawdopodobnie wiecie - wymieniał on co deprawuje duszę. Nie umysł, nie rozum, ale właśnie duszę. Deprawuje ją luksus, bezczynność (czy też lenistwo) oraz marnotrawstwo. Te trzy rzeczy deprawują duszę.

   Doskonalenie duszy jest związane z pracą fizyczną. Jeśli to ciało fizyczne przysparza ci trudności, jeśli ledwie co je przenosisz to możesz zapomnieć o jakimkolwiek doskonaleniu.

   Ponieważ mówiąc z duży przybliżeniem, to ciało jest owocem ducha, a dokładniej, świątynią ducha. A jeśli twoja świątynia ducha jest leniwa, - to prawdopodobnie nie ma tam nikogo, kto by je do tego zmusił. Oznacza to, że w tej świątyni ducha zamieszkał nie duch ani nie dusza lecz demony - to one zaczęły tam rządzić. Stąd się bierze lenistwo - stąd bezczynność, marnotrawstwo i tak dalej. 

Zatem można wyciągnąć wniosek, że postęp w tej sferze jest nierozerwalnie związany z odrzuceniem tego co zbędne i z fizyczną pracą. Lew Tołstoj uważał to za obowiązkowe. 

  A tak przy okazji, w księdze Shri Upaniszady jest powiedziane: „Używaj tylko tego, co konieczne”. To jest w pierwszej mantrze: „korzystaj tylko tego, co konieczne”. To jest źródło, któremu można zaufać, prawda?  

A dlaczego właśnie o to chodzi? Dlaczego jest w tym jakiś sens? Weźmy jeszcze raz Lwa Tołstoja. Nie tylko ja jestem zafascynowany Lwem Nikołajewiczem. Podziwia go naprawdę wielu filozofów, naukowców, a nawet fizyków czy lekarzy.

Lekarze przeanalizowali, jak nastrój wpływa na człowieka, jak na niego wpływa  sukces i dochodzą do tych samych wniosków z tą tylko różnicą, że oni poszukiwanie tego sensu zaczynają nie od góry ale od dołu.

Tak więc dlaczego to ma sens?  Bo pieniądze, pozycja, a nawet rodzina mogą zostać w pewnym momencie człowiekowi odebrane przez okoliczności, śmierć czy jakieś nieszczęście. I jedyne, co wtedy pozostaje z człowiekiem - to co ma jakiekolwiek znaczenie w skali wieczności to jego stan ducha, czyli jego nastrój.  

 Wszystko inne zależy od nastroju - od nastawienia. Nastawienie ciała czy też nastrojenie tworzy nastawienie tej naszej cielesnej maszyny, prawda? To znaczy, że temperatura ducha wzrasta.  

 Wiecie dobrze, jak Niemcy dotarli pod Moskwę, a ich błyskawiczna wojna została stłumiona. Dlaczego? Bo mróz spadł do -42°C i nie mogli uruchomić czołgów. A te czołgi radzieckie dały się uruchomić, one w ten mróz ruszyły. I tak, po raz pierwszy wojskom Hitlera - po raz pierwszy przez cały ten czas zabrakło im nastroju ducha, zabrakło tej temperatury ducha. 

Jak pisał francuski filozof i poeta Eduard Shure: "Jeśli twoje serce nie jest wystarczająco gorące to wszystko inne - cała twoja wiedza, twoje działania, wszystko to nie ma sensu".

 I wiecie co? Sens życia nie polega na znalezieniu szczęścia - być może teraz niektórych z was zdenerwuję. Nie chodzi o szczęście, ale o to, aby twoja dusza była bardziej zdolna do dobra - a szczęście okazuje się efektem ubocznym. Ono nie może być celem samym w sobie, rozumiecie? 

 Bo to rodzaj takiego wyrafinowanego konformizmu. Powtórzę to raz jeszcze: "Sens życia nie polega na znalezieniu szczęścia, ale na tym, aby twoja dusza była bardziej zdolna do dobra".

   A czym jest dobro? Pamiętamy już, że to branie mniej, a dawanie więcej.  Oto i bardzo prosta formuła - prosta zasada. Ale istnieją również inne punkty widzenia, bo są nawet tacy przeciwnicy, oponenci tego poglądu.

   Na przykład Nietzsche można by rzec był przeciwnikiem Tołstoja. To znaczy, jego punkt widzenia był znacznie rozbieżny - ale chcę powiedzieć, że tych wszystkich punktów widzenia, które teraz wymienię jest o wiele więcej. 

 O ile na przykład u Lwa Nikołajewicza Tołstoja droga do Boga prowadziła przez rozum, logikę, uproszczenie życia,że tylko wszystko to co niezbędne, żeby żyć prościej - to u Dostojewskiego na przykład znajdziemy zalecenia żeby działać poprzez serce, przez doświadczanie bólu, poprzez doskonalenie się, poprzez cierpienie. 

 To jest zupełnie inne podejście. Ten pierwszy jest pragmatyczny, on szedł ku Bogu w stresie, a drugi..... no cóż, można by powiedzieć, że Lew Tołstoj jest w tym sensie faryzeuszem, ale jest faryzeuszem w odniesieniu do tego drugiego.  

 Ten drugi jest taki impulsywny. Tołstoj powiedział, że można wymyślić jakieś zasady życiowe i ich przestrzegać. A Dostojewski powiedział, że, po pierwsze nie da się wymyślić zasad dla wszystkich. Bóg podchodzi do każdej duszy indywidualnie. Dusza jest oczyszczana i generalnie porusza się naprzód tylko w okresach najgłębszych kryzysów i uświadomienia sobie grzeszności.  

 Cóż, wydaje się, że ma on dekadencką filozofię, ale on jakoś jest bardziej pokorny. Tołstoj już był pokorny, a ten jest jeszcze bardziej pokorny. Myślę, że oba podejścia są prawdziwe. Czasami mamy okresy w życiu, w których poruszamy się według pewnych zasad a czasami są okresy w których musimy bardzo się zmienić, że w tym momencie przychodzi z góry jakiś kryzys i jesteśmy oczyszczani w ten sposób na siłę, bo my sami byśmy nie wpadli na to i nie chcielibyśmy się w jakiś sposób nad sobą pastwić. 

  A Nitsche ogólnie nie lubił tej teorii Tołstoja - nie samego Tołstoja, ale tego co tam mówili ludzie wokół niego, bo Tołstoj miał kilku zwolenników, a przynajmniej równolegle do niego, mówili mniej więcej to samo. 

 Nitsche mówił o doskonaleniu się poprzez siłę. No i powiada się, że Hitler, uważał go niemal za swojego guru. Ale Nitsche miał rację, bo jeśli weźmiemy pewną myśl ze Shri Upaniszad to mówi się, "a najważniejsze jest to, że w żadnej żywej istocie, w absolutnie żadnej żywej istocie, nie ma ani pokory, ani rozsądku, ani miłości - a co w niej jest? Siła". 

  Chandogya Upaniszada powiada, że najważniejsza jest życiowa siła! Życiowa moc to najważniejsza rzecz. I tu nie chodzi o to, że ten tekst jakoś usprawiedliwia, ale po prostu są takie momenty kiedy ta moc przychodzi do ciebie.

  To jest to niezwykła moc, to siła mistyczna. Ty stajesz się naprawdę nadczłowiekiem. "Moc, niezwykła moc, zwycięstwo, czystość etyczna i obfitość" - tak to nazywa ostatnia śloka Bhagawadgity. 

 Ona mówi: „owszem, moc to wszystko" rozumiecie? Ale ta siła, ta moc istnieje tylko wtedy, gdy jesteś już z Bogiem. Lecz póki wciąż się do Niego zbliżasz..... no cóż, to znaczy, że tu nie chodzi o tę powszechnie rozumianą moc, nie o niej jest mowa. W filozofii Friedricha Nietschego mamy samo sedno. To sedno nie polega na upokorzeniu tego zwierzęcego pierwiastka lecz jego przemianę w tego nadczłowieka.

I żeby ewolucja mogła się wydarzyć dosłownie w ciągu jednego życia. To znaczy, że doskonałość to nie miłość, nie pokora, ale dosłownie wola mocy, kreatywność, odrzucenie moralności tych słabych, tych pesymistów, tych wszystkich malkontentów.  

 Nietsche mówi ostro: „To nie są ludzie, u nich jeszcze widać zwierzęce ogony, oni po prostu próbują być ludźmi i nie powinniśmy brać z nich przykładu".

No i oczywiście ma rację. Optymista nie może brać przykładu z pesymisty. Po prostu nie może, bo zniszczy wtedy zarówno jego jak i siebie. Czyli, że to, co Lew Tołstoj nazwał grzesznym egoizmem Nietsche uważał za siłę życiową.

Wydaje się wam, że na tym koniec? Nie, spójrzcie, to dość szeroki temat. Słynny Viktor Frank, ten tam, którego Niemcy wypuścili z obozu koncentracyjnego. Miało miejsce takie zdarzenie - kiedy Armia Czerwona tam dotarła to jego, wypuścili, a wszyscy inni skończyli w krematorium. 

Jego pogląd rezonuje z Tołstojem, ale jest bardziej praktyczny. On powiedział: „Doskonalenie się poprzez konkretną służbę”. Argumentował, że doskonalenie nie może być celem samym w sobie.

Nie może być takiego samouwielbienia: "patrz, jestem dziś lepszy niż wczoraj". To nie o to chodzi. On mówił: „dusza rozwija się, dusza wzrasta kiedy człowiek przekracza samego siebie, przekracza swoje granice aby służyć komuś innemu”. 

Podsumowując: wszystkie te warianty jakie wymieniłem - a wspomniałem tylko o kilku z nich - są praktyczne, one działają i w trakcie trwania życia każdego człowieka mogą ulegać zmianie.

Dziękuję za uwagę. 

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=D393Znl17L0 

 

niedziela, 26 kwietnia 2026

Czym zastąpić mięso - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/eF5B64PliQ8

Witajcie ludzie.

   Dzisiaj odpowiadam na pytanie: czym można zastąpić mięso? Hm, nie trzeba go niczym zastępować. No cóż, wiecie, że ciało to jest takie coś, że potrafi przekształcić jedną rzecz w drugą. Słyszeliście słowo „transformator” prawda?

Można za jego pomocą zmienić napięcie na inne, albo można zmienić częstotliwość na inną częstotliwość. Co więcej, można przekształcić, przykładowo energię duchową, energię materialną. Chociaż, kiedy mówimy o energiach duchowych, to jakoś brzmi to podejrzanie ale można przekształcić duchowość w materialność i odwrotnie. Przekształcamy to wszystko.  

 Wszystko to, ogólnie rzecz biorąc jest jednym i tym samym. Ten podział jest czysto arbitralny ze względu na nasz poziom świadomości., a przecież z naszym poziomem świadomości mamy do czynienia.

Zatem, co może zastąpić mięso? W zasadzie można je zastąpić, ale czy naprawdę należy je zastępować? Wiecie, może niektórzy to potrafią. Na przykład, mówi się o wcieleniach Boga, prawda? A jednym z takich wcieleń był Nrisinhadev, człowiek  lew. On specjalnie wcielił się w tej formie, aby zabić wielkiego demona Hiranjakaśipu.  

On go rozszarpał pazurami.  Wedy mówią, że jeśli to uczyni święty - a Bóg jest przecież świętym - to, wtedy tenże osiąga oświecenie i ogólnie rzecz biorąc, jest to błogosławieństwo, czyli wychodzi na to, że zabicie to błogosławieństwo. 

  Albo na przykład składanie ofiar. Opisy mówią, że w czasach wedyjskich brali  jakieś stare zwierzę i składali je w ofierze. W rezultacie wskrzeszano je w tym samym momencie ale już jako młode. 

A dziś jest tak, że się zabija i nic takiego się nie dzieje - przy czym oni chcą na ofiarę przynosić młode stworzenia. Czyli, że odeszli zupełnie od tego tematu, oni są niekompetentni - i tak zaczęło się to jedzenie mięsa. 

  Albo, na przykład, historia Adama i Ewy. To jest opowieść wedyjska - nie biblijna, ale wedyjska. I tam się mówi o tym, że cały chaos na Ziemi zaczął się właśnie z powodu jedzenia mięsa, że przyłapano ​​pięciu kszatriów, pięciu książąt na jedzeniu mięsa. Oni zostali wysłani za Himalaje, a Adam im towarzyszył, pojawiła się tam Ewa i tak dalej. Nie będę opowiadał reszty tej historii. Opowiadałem ją wiele razy. Możecie to sami znaleźć w jednym z eposów Mahabharaty. 

 Ale faktem jest, że wszystko zaczęło się od tego, że gdy tylko ktoś zobaczył jak jedzą mięso, to uznano, że oni nie są ludźmi - to nie było to pożywienie przeznaczone dla gatunku ludzkiego i nie było potrzeby go zastępować. 

  Dlaczego? Bo istnieją pewne zasady. I mówi się, że nawet sam Bóg - on może zamienić wszystko na wszystko i zachowywać się, jak mu się tylko podoba. Ale on tego nie czyni. A dlaczego? Ponieważ on jest przykładem - duchowym mistrzem lub też inaczej "aczari". A wszyscy tacy aczari, tacy mistrzowie, nauczyciele, założyciele niektórych ruchów mogą łamać wszystkie prawa i nic im się nie stanie. Ale oni ich nie łamią, ponieważ wszyscy ludzie ich obserwują - tam zdarza się wiele cudów i oni zachowują się przyzwoicie.  

A zachowują się przyzwoicie po to, żeby nic złego im się tam nie stało. A raczej, żeby wszystko im się dobrze układało. A żeby inni nie czuli się źle, żeby ci którzy biorą od nich przykład nie zrobili sobie krzywdy - bo na razie u większości tych ludzi, którzy otaczają nauczyciela istnieje związek przyczynowo-skutkowy, na razie, istnieje dieta specyficzna dla danego gatunku, na razie wszystko u nich jest uregulowane, póki co mają czytać i przestrzegać świętych pism, 

 Ten nauczyciel nie potrzebuje już świętych pism, bo dla niego wszystko jest jasne. To jest tak samo jak z kodeksem karnym, który jest potrzebny przestępcy. A człowiek żyjący w zgodzie ze sumieniem już tego nie potrzebuje. On nie ma zamiaru niczego złamać, on nawet nie wie, co oznacza każdy artykuł - nie jest do tego stworzony i nie ma nawet czasu, żeby się tym zająć. 

  Kiedy czynię to, co mi nakazuje Bóg to nie mam czasu, żeby zająć się wszystkimi tymi grzechami. I nie potrzebuję żadnych pism świętych. Shri Braphupada kiedyś powiedział: „Czy wiecie, dlaczego oni mnie się tak kłaniają?”. To było podczas podróży do Indii, wyszła tam do nich jakaś delegacja na lotnisku.

 Jego uczniowie odpowiedzieli: "pewnie dlatego, że jesteś ubrany na pomarańczowo i witają ciebie jako mistrza".  On im na to odpowiedział: „Nie, kłaniają się ponieważ we mnie nie ma pożądania”. Potem przeszedł kawałek i dopowiedział: „Tak naprawdę to to pożądanie u mnie jest, ale ja po prostu nie mam na to czasu”. To znaczy, jeśli masz cel życiowy, jeśli masz swoje przeznaczenie to niczego nie naruszysz. Po prostu nie masz czasu na jakiekolwiek naruszanie a Bóg sprawi, że nie będziesz łamał żadnych zasad. 

Zasadniczo, zarówno w tej buddyjskiej tradycji jak i w tradycji Wisznuizmu, kiedy ludzie chcą lepiej poznać Boga, kiedy chcą odnaleźć sens życia, to wtedy otrzymują inicjację - uważa się to za ponowne narodziny, oni składają wtedy pewne ślubowania. A jednym ze ślubowań są śluby wyrzeczenia - tak zwana ahimsa. Oni ślubują, że nie będą jeść mięsa. Nie będą jeść czegokolwiek, co skacze, biega, lata. . Nie powinieneś nawet jeść koników polnych, bo one mają oczy i tak dalej.

  Cokolwiek, co rośnie, proszę bardzo - tym się możesz żywić. A dlaczego tak? Ponieważ każde święte pismo głosi jakieś święte zasady - są ich cztery, oznacza to, że nie powinieneś kłamać, nie powinieneś w jakikolwiek sposób zatruwać swojego organizmu - to jest rodzaj ascezy ponieważ nie jesz tego co jest zbędne, a to dlatego, że wtedy twoja psychika jest zdezorientowana upojeniem i zaczynasz czynić coś może być nie na miejscu. 

Przestrzegając tych zasad jest ci łatwiej, bo jeśli pod wpływem jakiejś trucizny łamiesz zasady to zaczyna się grzech. No i według świętych pism szkodliwe są nielegalne stosunki seksualne. To się nazywa brak zachowania czystości. A dlaczego? Ponieważ to jest moment, kiedy dusza zstępuje, a jeśli nie jest to dozwolone, to wtedy zstępuje wszystko co tylko jest w stanie zejść na ten poziom, a więc wszelakie nieczyste istoty.

 Czystość to nie tylko czyste ręce, ale także czysta świadomość. Jeśli podczas takiego kontaktu jest miłość, to wszystko jest dobrze. A jeśli naruszasz choć jedną z tych obietnic, z tych ślubowań -  ty wtedy to czytasz, myślisz, że rozumiesz wszystko, ale części z tego nie rozumiesz, a raczej rozumiesz to nieprawidłowo. 

Tutaj jest ciekawa mantra. Jest dziewiąta, a potem jest jedenasta mantra w Shri Upaniszadach. Jest tam napisane, że ci ludzie, którzy są ignorantami, którzy nic nie czytają, nic nie wiedzą, zachowują się niestosownie - ci ludzie wpadną w najciemniejsze światy niewiary. Tam wszystko jest złe. Tam nie można nikomu ufać. Ledwo się odwrócisz, a natychmiast wbijają tobie nóż w plecy.  

 A jeśli zanurzysz się w tak zwanej "wiedzy", to znaczy, czytasz Pismo Święte, myślisz, że je rozumiesz, ale rozumiesz je na swój własny sposób, opierając się na materialistycznych pojęciach, to będziesz w jeszcze gorszej sytuacji. I dlatego mówi się, że najpierw musisz dotrzymać tych czterech rodzajów ślubowań a wtedy zrozumiesz, co tu jest napisane. 

Tak więc czym trzeba to zastąpić. Nie da się go niczym zastąpić. Bo tak naprawdę możesz jeść mięso tylko wtedy, kiedy jest już zgniłe i śmierdzi, to znaczy, że wszelkiego rodzaju duchy już je zaatakowały i ty możesz do nich dołączyć. Ale kiedy ono jest jeszcze świeże, to dusza nad ty lata i myśli: „Och! przecież to jestem ja!”.  

 Był nawet ciekawy przypadek, kiedy dokonywano kremacji pewnego człowieka, to był jeden z członków wspólnoty Wisznuitów. Zebrali się tam tacy sami ludzie z tej wspólnoty i kilku z nich miało wizje. Oni patrzyli na jego trumnę i widzieli taką białą kulę lecącą nad nią. Ta kula sprawdzała gdzie wsuwają to ciało - a jak wsunęli w ogień to ta kula też tam wskoczyła

Zatem kiedy ciało się jeszcze nie zaczęło rozkładać i nad nim lata dusza widząc, że ty zjadasz to ciało to wtedy ta dusza się obraża, a Bóg spełnia klątwę tej duszy, i klątwa zaczyna spadać na ciebie. Zasadniczo twoje życie wcale się z tego powodu nie poprawia. 

Rozpatrzmy jaki rodzaj jedzenia istnieje - spojrzymy na to czysto technicznie. Istnieje czysto sztuczne jedzenie, może to być na przykład GMO to znaczy, wzięli i skrzyżowali wszystko, co wpadło im w ręce. To znaczy, że nie jest to żywność od Boga. Pisma  święte określają to w taki sposób: każde ciało zmieniło tam swoją ścieżkę - czyli, że potomstwo jest inne, zupełnie zmienione i nie podobne do rodziców. 

 Jeśli to zjesz, to to koniec, ty też zaczynasz się gubić, ponieważ my sami do pewnego stopnia, składamy się z tego, co jemy. Jeśli zjemy coś sztucznego, to zamieniamy się w roboty. Jeśli zjemy to martwe mięso, to zamieniamy się także w martwe zombie. Bo kiedy jemy jabłko lub gruszkę to w tej żywności jest wszystkie 7 składników potrzebnych człowiekowi. Tam jest energia również dla naszych ciał subtelnych.

 Ale kiedy bierzesz ten kawałek mięsa, to sześć składników już z niego uleciało i obserwują ten siódmy, a ty to jesz. Aby ten element został strawiony, to musisz ożywić go w sobie za pomocą tych siedmiu własnych składników. A kiedy go jesz, to okazuje się, że płacisz własnym życiem za samo jedzenie tego. Ciężkie jedzenie jest trawione bardzo długo.

Żeby je strawić to organizm zaczyna wydzielać różnorakie substancje chemiczne, które krążą w krwiobiegu i wtedy pojawia się u ciebie ten wojowniczy nastrój - nastrój Kszatria we wszystkich sytuacjach, tam gdzie trzeba i nie trzeba.

 No cóż, jaka jeszcze żywność istnieje? Jedzenie, które przynosi śmierć to oczywiście zwłoki, prawda? Lew Tołstoj mawiał: „ja trupów nie jadam”. Sztuczne jedzenie zmienia cię w robota - pojawia się stan robota. I istnieje jedzenie, które daje życie. Pokarm życia to na przykład miód i mleko.

Miód, mleko daje życie. No najlepiej mleko własnej matki, a nie tych różnorakich zwierząt.  

 Chociaż, wydaje się, że nie ma się czym martwić. Musimy rezygnować ze wszystkiego stopniowo. Najpierw przynajmniej trzeba przestać pić, palić a potem rzucić mięso, a potem, sam nie wiem,  potem na przykład mleko, potem rezygnujemy z warzyw - ogólnie powinniśmy jeść owoce, my jesteśmy owocożerni, a potem to już zaczynasz żywić się praną, stajesz się bretharianinem - wszystko to dzieje się stopniowo.

 A kiedy w ten sposób naturalnie rezygnujesz z tego to po prostu przestaje to na ciebie działać. Wtedy zwyczajnie już nie chcesz tego jeść. A dlaczego? Bo twoje zwierzęce zadania, zadania, które miały zwierzęcą naturę, się zakończyły.

   Wykonałeś je znakomicie. Wykonałeś je perfekcyjnie. A potem, nagle, bez żadnej filozofii, bez żadnych książek, po prostu nie chce ci się tego jeść. Tak było ze mną. Uczyli mnie jeść mięso przez bardzo długi czas i przyzwyczaili mnie do niego dopiero, gdy miałem osiem czy dziewięć lat. Pamiętam nawet moment, kiedy dali mi coś takiego i pomyślałem, że to pyszne. A wcześniej plułem tym, nie chciałem a oni mówili: „No, co się stało? Przecież każdy to je, każdy może. Masz tu kiełbaskę i jedz”. 

 Ale ja nie chciałem. Nikt mnie tego nie uczył. A potem, równie nagle sam z tego zrezygnowałem. Stało się to tak po prostu. Wracałem kiedyś do domu z pracy  - to było w nocy, było ciemno, słabo oświetlona ulica i otwarte drzwi do garażu. A w tym garażu była poćwiartowana świnia i tam opalali jąi palnikiem - przypalali jej skórę.

Pomyślałem sobie wtedy: ach, a potem jakoś nie chciałem na to patrzeć. Pokazano mi to wyraźnie - wokół ciemność i taki jasny obraz, samskarę, jak to nazywają. I każdy kiedyś przeżyje coś w tym stylu. 

  No cóż, w zasadzie to tyle. Stopniowa całkowita rezygnacja z jedzenia. To znaczy, najpierw trzeba nauczyć się jeść prawidłowo. Mięso generalnie składa się z aminokwasów. Jest ich 24, a produkty roślinne mają 22 aminokwasy. U wegetarian organizm w jakiś sposób potrafi sam wytworzyć te dwa dodatkowe aminokwasy.

  Cóż, prawdopodobnie do tego jest stworzony. I prawdopodobnie te dwa dodatkowe składniki mu przeszkadzają. Tak w ogóle to ludzki  organizm może wytworzyć wszystko z wszystkiego. Od tego zacząłem wykład. 

  Na przykład, był kiedyś taki eksperyment, były jakieś skorupiaki morskie w akwarium, to chyba były jakieś raki - no i ci badacze, oni lubią robić takie rzeczy i zerwali z nich chitynowe osłonki zbudowane z wapnia. I te pancerze bardzo szybko im odrosły - te skorupiaki sobie odbudowały te pancerze. W tej wodzie nie było wapnia więc skąd te stworzenia go wzięły?

 A kiedy zaczęto badać skład wody to stwierdzono bardzo obniżony skład magnezu. Tak więc te raczki poprzez żołądek z magnezu zrobiły wapń, wyobrażacie sobie jaka to alchemia? Czyli, że one zmieniły zupełnie chemiczne pierwiastki. 

Tak więc jeśli człowiek kocha to może zmienić wszystko we wszystko. A jeśli na razie nie potrafi kochać to żywi się czymś co jest już gotowe, co jest dla ciebie w danej chwili przeznaczone, to co jest tobie potrzebne do życia i nie będzie ciebie obciążać.

 No cóż, to wszystko. Dziękuję za uwagę. Zatem postępujmy bez fanatyzmu. [śmiech]

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=xABqUqXnuy8

czwartek, 23 kwietnia 2026

Czytanie myśli - Wiktor Sawieliew

oryginał:  https://youtu.be/4APiFue0Ajg

Dzień dobry Wam ludzie!

Dzień dobry panie Wiktorze.

O czym dziś będziemy rozmyślać?

  Jeden ze słuchaczy pyta czy można się nauczyć czytać w myślach czy też to jest jakiś specjalny dar dla wybranych.

  Aha!! Od razu odpowiadam, że oczywiście można. Zapisuje temat rozmowy: "czytanie w myślach". To bardzo zasadne pytanie, bo my czytamy te myśli. Różnorakie myśli wokół nas się kłębią, przelatują wokół nas tam i z powrotem. I bywa, że zaczynam się zastanawiać: "och! jaka to ciekawa myśl? Rozproszyłem się - ktoś odwrócił moją uwagę i już nie mogę jej sobie przypomnieć.

 To oznacza, że to nie ja wpuściłem tę myśl do pola informacyjnego. Ona nie zrodziła się w mojej głowie ale ją odebrałem. My jesteśmy odbiorcami, nasze DNA to antena - to wcale nie jest żaden magazyn informacji jak to powiada współczesna nauka akademicka. My odbieramy myśli z przestrzeni.

Moja antena czyli DNA coś złapała. A jeśli ta antena została rozproszona przez coś i nie miałem czasu, żeby to wgrać do mojej pamięci, to koniec, to nie są nasze myśli.  

 Są więc nasze myśli i nie nasze. Są myśli, które my generujemy. Są jednak takie myśli, które my odbieramy z przestrzeni -  ponieważ myśl sobie gdzieś tam leciała, i ja ja złapałem. Ale ciekawe kto tę myśl wypuścił? Przecież ktoś ją wypuścił.

Zatem najpierw porozmawiamy o myślach, które my sami uwalniamy. Nasze myśli, które uwalniamy, które wypuszczamy w świat ogólnie rzecz biorąc, są w jakiś sposób powiązane z naszymi egoistycznymi interesami. Wykonuję na przykład ten stół, przynoszę, strugam, nakładam na niego jakąś ładną okleinę. I nagle brakuje mi kleju, gwoździ. Wujek Pietia obiecał przynieść te gwoździki ale ten drań ich nie przyniósł. 

 To jest moja myśl. A dlaczego? Bo doszedłem do jakiegoś deficytu i przypomniałem sobie, że ktoś powinien mi wyrównać ten deficyt. To znaczy, to jest moja prawdziwa jakaś działalność, i to jest moja myśl. 

 Wujek Pietia w tym czasie zajmuje się tym, co mu się podoba, ale w jego takim, harmonijnym obrazie świata pojawia się nagle myśl: "Ach - miałem mu przynieść te gwoździe, ale nie przyniosłem. Ale czy on sam nie mógł po to przyjść? Przecież to nie ja tego potrzebuję". Ta jego myśl ma taką samą intonację i ten sam przekaz emocjonalny dotyczący na przykład tych gwoździ, kleju czy czegoś tam jeszcze.

 To są jego myśli. W ten sposób można odróżnić własne myśli od cudzych. Jeśli nagle, zupełnie niespodziewanie, pomyślisz o kimś coś dobrego lub złego, to znaczy, że czytasz cudze myśli.

   Czytamy je nieustannie, ale myślimy, że tego nie czytamy. Myślimy, że sami je wymyśliliśmy. Nie, jeśli nie układają się w logiczną sekwencję, nie w ciąg skojarzeń, jak to się teraz mówi, to są to czyjeś myśli. Natomiast jeśli układają się w szeregu jedna za drugą to są to nasze myśli. 

  To najniższy, najbardziej prymitywny poziom - psy, koty i ludzie mają dokładnie tak samo. One myślą mniej więcej tak samo. Nie ma znaczenia, czy myślisz obrazami, czy jakimiś szeregami, które możesz zapisać na papierze. To nieistotne. Nie ma to znaczenia.

   Ale istnieje drugi poziom: jakie myśli? Wolf Mesing, na przykład, czytał w myślach, pamiętacie, prawda? 

 On potrafił wyciągnąć rękę i mówił: "myślisz o tym i o tamtym". Tu w tym materialnym, dualnym świecie, jednokierunkowe procesy po prostu nie istnieją. A dlaczego tak? Bo to jest dualny świat. A jeśli czytam w myślach, to znaczy, że mogę je zaszczepić innym. I w pierwszym przykładzie, omawialiśmy, że dokładnie tak to jest. Tak jest, kiedy dotyczy to mnie osobiście i człowieka, którego odczytuję widzę wprost na wylot ponieważ jest dla mnie kimś bliskim, albo jesteśmy związani jakimś zobowiązaniem. 

 Ale jeśli ten ktoś jest całkowicie oderwany od naszej rzeczywistości, tak, jak ten Mesing ze swoimi rzeczami - on po prostu mówił, czytał w myślach, opowiadał o krewnych, prawda? Skąd on to wziął? - z pola informacyjnego albo z Kronik Akaszy.

Albo na przykład są tacy ludzie, którzy mają pewne zdolności - powiedzmy, jakaś Cyganka, ona tobie mówi: „Och, jakaś kobieta ma do ciebie słabość, ma na imię Zoja czy jakoś podobnie”. Ona mówi coś w tym stylu, - czy ona to zgaduje? skąd ona to wzięła?  Ona czyta to z pola energetycznego. 

Ja na przykład miałem taką koleżankę i leczyłem jej ząb. I opowiedziałam jej o Niranjana Swami - to pewien maharadża, który jest moim duchowym nauczycielem. On dał mi inicjację. No i nie opisywałem w żaden sposób tego mężczyzny. Po prostu powiedziałem jej co czułem i tak dalej.  

 A ta kobieta okresowo chodziła do pewnej kobiety jasnowidza. Do jasnowidzki - chyba tak to należałoby powiedzieć. Ta jasnowidzka ją od czasu do czasu oczyszczała. Ona jej mówiła: "Och! znów żeś nazbierała złych energii od jakichś ludzi z którymi się kontaktujesz. Och, zaraz odetniemy ci ten karmiczny ogon".

Ponieważ było to niedrogie, to ona korzystała z tego tam raz w miesiącu. Twierdziła, że jak stamtąd wychodzi to czuje ogromną ulgę.

 I kiedy przyszła tam znowu po naszej rozmowie - ja jej wcześniej w natchnieniu opowiadałem o tym swoim nauczycielu. Ona poszła do tej jasnowidzki a ta zaczęła na nią patrzeć i powiedziała: „W twoim biopolu jest jakiś człowiek. Jest ubrany w pomarańczową szatę sięgającą mu do stóp". Opisała go jaki ma nos, że nosi okulary, i w szczegółach zaczęła opisywać Niranjana Swami

Ja jej nie opisałem tego mężczyzny. Ona opowiadała, że jest taki wysoki i dlatego, że on tam jest to nic ci nie mogę zrobić. Po prostu się go pozbądź, a potem cię oczyszczę. 

 Jak to w ogóle możliwe? Rozumiemy więc, że informacja może być niebezpieczna. A my oglądamy różne rzeczy na chybił trafił - prawda? 

Ale przecież ludzie, którzy wypełniają przestrzenie informacyjne mają swoje własne korzyści. I tak naprawdę oni nas uczą. Ale to, co właśnie powiedziałem udowadnia, że oni nie tylko nas uczą - oni programują nas do określonych zachowań.

  German Gref - polityk i bankier wypowiedział się o tym dość niejednoznacznie. On powiedział: „Myślisz, że oglądasz tam filmy akcji i melodramaty? Nie - to są programy edukacyjne. W przestrzeni informacyjnej nie ma niczego przypadkowego. Wszystko co jest tam zamieszczane jest po to żebyście nie identyfikowali się ze samym sobą.

A te programy, które pobieramy, są bardzo wysokiej jakości, są bardzo wyraziste. One dotyczą jedzenia, seksu, obrony, jakiegoś dominującego tematu. To są zasadniczo treści dotyczące naszych bardzo żywotnych spraw.

 A my jesteśmy nimi tak bezpośrednio zainteresowani, zainteresowani takimi wartościami. W rezultacie odczytujemy cudze i  swoje  myśli, które kręcą się one wyłącznie wokół spraw codziennych. Dostrajamy się do niewłaściwej częstotliwości. Te programy nas tak nastrajają i w wyniku tego gotujemy się tak w sosie własnym - czyli mogą z nami robić co tylko chcą.

 Ale ludzie będący u władzy znają wyższe poziomy informacyjne i dlatego łatwo im jest nami sterować. A my myślimy, że to dzieje się tak samoistnie. 

 Spotykałem się już z różnymi ludźmi - jedna z kobiet uważa się za patriotkę i mówi: "dla mnie nie ważne czy to jest Zieleński czy ktoś inny - ja chcę, żeby nic z nieba na mnie nie spadało i żebym mogła spokojnie kopać we własnym ogródku".

  I mówi: „ tak wygląda moja flaga, ona jest ukraińska”. Ale jeśli myślisz wyłącznie o sobie - ona nawet tego nie rozumie co mówi. To poziom zwierząt, ale nawet zwierzęta mają bardziej rozszerzoną świadomość niż ten prosty obywatel. Tacy są gotowi rozszarpać wszystkich w obronie swojej dumy. Zwierzęta przy wodopoju potrafią przestrzegać jakiś tam rozejm - a ona jest tak agresywna. 

Ale czy ona się taka stała sama z siebie? Nie, jeśli wyrzucisz ją na bezludną wyspę to po roku lud dwóch by jej to przeszło. Ale tutaj ona jest stale nasycana tą przestrzenią informacyjną.  

 Chodzi mi o to, że czytamy w myślach, wszyscy jesteśmy jasnowidzami, wszyscy czytamy w myślach. A czy to dobrze? Tak, dobrze jest czytać myśli innych ludzi, [śmiech] ale to jest pewna funkcja, pewna opcja, która nakłada na nas taką odpowiedzialność.

Oczywiście, możemy zaniedbać tę odpowiedzialność, ale musi istnieć jakaś higiena psychiczna. Jeśli tej higieny nie ma, to wtedy te myśli grzęzną w naszej świadomości i stają się częścią naszej świadomości, częścią naszej mentalności. Nie możemy po prostu przeczytać i zapomnieć.

My to filtrujemy: to jest źle i tego nie należy. A to jest w porządku, zostawmy to, niech sobie leży i czeka. Wszyscy tak bardzo tym wszystkim przesiąkamy, że potem zadajemy pytanie: „A gdzie jest mój życiowy cel?" Przecież ta pierwsza mantra Shri Upaniszad mówi: „Weź swoją część i nie wchodź w cudze sprawy”. W przestrzeni wokół nas przelatują różne myśli. Dlatego muszę wybierać tylko myśli, które są skierowane do mnie. A te myśli pochodzą z wnętrza. 

 I to tło, te zakłócenia nie powinny tam przenikać. One nie powinny przeszkadzać tej mojej myśli. Jakie jest w ogóle przeznaczenie mózgu, po co on jest potrzebny? - żeby uchwycić to boskie przesłanie, , przekształcić ten sygnał w jakąś formę, ubrać go w jakąś retorykę, w jakąś frazę i ucieleśnić tę frazę. I wtedy ma ona moc i wszystko jest w porządku.

Ale może być tak, że z zewnątrz coś ci mówią -  Bhagawadgita uczy: „Nikt nie wie, co ma czynić”. Nikt nie wie. Ani jedna istota we Wszechświecie nie wie, czym się zajmować. 

  A potem pojawia się reklama: "powinieneś zrobić to. To bardziej się opłaca. Powinieneś nosić to i jeść tamto". Wmawiają nam wszystko przez różne media. Ale jest przecież napisane: „Nikt nie wie i nie może wiedzieć. I tylko z wnętrza Bóg podpowiada”. 

I kiedy ja z tego korzystam i czytam Jego myśli - myśli Boga, wtedy wszystko ze mną jest w porządku. I wtedy te myśli z zewnątrz nie przeszkadzają mi zbytnio. Przede wszystkim, znam swoją wartość. Nie muszę być informowany, jaki jestem - czy jestem dobry czy zły. Znam swoją wartość, co oznacza, że ​​się nie obrażam.

  A jeśli ja się nie obrażam, to oczywiście nie będę też obrażał nikogo innego, ponieważ obrażanie się i obrażanie kogoś to jedna i ta sama funkcja. Tak to jest. Wiecie, czym jest obraza? obraza to klątwa skierowana do kogoś, kogo obraziłeś. To działanie mentalne. I ono w 100% do niego przylgnie. To też wojna. A potem nagle bum, coś mnie uderza. Mówię wtedy: „Za co? Dlaczego? A czego nie rozumiesz? Nie wiesz, że walczyłeś w myślach?

  Dlatego wszyscy czytamy w myślach. Wszyscy je wymieniamy, odbieramy wszystkie te myśli, ale potrzebujemy ich do do wymiany, dla jakichś korzyści. Ale jeśli odczytam myśli od Boga, to wiecie, jaki będzie rezultat? Wszystkie myśli wokół mnie zaczną się układać. 

  To tak jakby wziąć tę dziecięcą zabawkę - taki wirujący bączek. On ma taki  rdzeń a wokół niego jest taka  "spódniczka". I ten rdzeń to jest myśl Boga a wokół niego wiruje wszystko inne. Jeśli zakręcisz rdzeniem to wszystko wokół zaczyna się układać, zaczyna się porządkować i wtedy ja wszystkich wokół zaczynam rozumieć.

 Zaczynam rozumieć dlaczego oni tak mówią - ludzie będą do mnie przychodzić i coś tam opowiadać a ja odpowiem: „Tak, tak, tak”. A on na to: „Och, już rozumiem wszystko” i sobie poszedł a ja nawet nic jeszcze nie powiedziałem, rozumiecie?

   Wszystko wokół będzie się porządkować. Na tym polega całe to czytanie w myślach. Możesz je naprawdę odczytać tylko wtedy, gdy słyszysz Boga. W przeciwnym razie będą coś do ciebie mówić: „Wysyłam ci mentalny sygnał", ty ten sygnał złapiesz, ale nie będziesz w stanie go odczytać.

 Nie zrozumiesz tego. I ludzie się nie rozumieją. Mimo że słowa są te same. Alfabet jest ten sam. Wszyscy chodzili do tych samych szkół, ale się nie rozumieją. Ponieważ istnieje ten sterownik nazywany Paramatma, albo też Duch święty w nas. 

To jak z komputerem: jeśli informacja zostanie pobrana, ale nie ma sterownika, żeby ją rozpakować, to komputer jej nie widzi. Mówisz a tu jak grochem o ścianę. Ten sterownik to Bóg w naszym sercu. Trzeba go słuchać. A on komentuje wszystko, co się pojawi. Wtedy ty rzeczywiście odczytujesz.

 Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=8gqoMKa6fb0

środa, 22 kwietnia 2026

Trójkąt miłosny - Wiktor Sawieliew

oryginał:  https://www.youtube.com/watch?v=e7qUwUMxMJU

 Cześć wszystkim. Witajcie ludzie

 -  Proponuję poruszyć drażliwy temat. Trójkąt miłosny. 

 Ojej! Ale temat!

Tak, trójkąt miłosny kiedy jeden z małżonków zdradza.  Moglibyśmy tu również uwzględnić cudzołóstwo, kiedy zdradzającym może być zarówno mężczyzna, jak i kobieta. Albo gdy mają wielu partnerów. 

 - Ach, rzeczywiście, to drażliwy temat, bardzo drażliwy temat. Teraz go doprecyzujemy. Ale w zasadzie co tu precyzować? Wydaje mi się, że o bardziej wyrazisty objaw jest bardzo trudno. 

A dlaczego? Ponieważ istnieje coś takiego jak zazdrość. Proszę mi powiedzieć czy zazdrość jest dobra, czy nie? Wszak czasami mówi się o niej w pozytywnym sensie. Na przykład, jestem zazdrosny o Boga - a wiecie, że Bóg jest zazdrosny? On jest zazdrosny jeśli nie oddaję się Bogu w 100% 

 -  modlę się na przykład, a tu nagle odwracam uwagę, bo czajnik się zagotował i moja modlitwa nie działa bo się rozproszyłem. On przyjmuje tylko w 100%. Jest napisane: „Możesz kochać bliźniego swego jak siebie samego", ale ja kocham połowę siebie a połowy siebie nie kocham. Ta moja miłość pozostawia wiele do życzenia. 

  To znaczy, że sprawy miłości do siebie nie wszyscy mają uporządkowane, ponieważ jesteśmy niejako w procesie, jesteśmy w trakcie bycia. A oto Bóg - On jest już doskonały, i dlatego musisz Go kochać na 100%

Swojego bliźniego możesz kochać jak siebie samego. To wystarczy. Nie musisz kochać bliźniego swego bardziej niż siebie samego. Nawet nie powinieneś. Dlaczego? Ponieważ to nie zadziała. Ponieważ będzie to fałszywe i zniszczysz nawet to, co możesz mu dać. 

 Ale Boga musisz kochać całym sercem bardziej niż siebie samego. A dlaczego? Bo On jest zazdrośnikiem. Dlaczego tak wielu ludzi się modli, a tylko modlitwy nielicznych działają? Bo oni nie są tam w 100%. 

 Dlatego istnieją ołtarze - one mówią: „Tutaj jest Bóg". Człowiek przyszedł do kapliczki na skraj lasu lub wzgórza, modlił się i wszystko jest w porządku. Więc po co istnieją ołtarze, wszelkiego rodzaju ikony? One są potrzebne dla koncentracji, aby twój węch, dotyk, wzrok, wszystko przypominało ci o Bogu, bo ty jesteś tu oczami a uszy masz gdzie indziej.

  Albo wrażenia, na przykład pamięć - to wszystko jest po to, żebyś stracił całą pamięć i myślał tylko o Bogu. Wtedy to jest jak jazda na trójkołowym rowerku dziecięcym. Najpierw jeździsz z taka asekuracją, a potem możesz już jeździć na dwukołowcu i się nie wywracasz. Ale na razie musi być takie wspomaganie.

  To jest zazdrość. Za trójkąt miłosny uważany jest układ kiedy istnieje mąż i żona i pojawił się ktoś trzeci - mężczyzna czy kobieta, nieważne, pojawiła się trzecia osoba. 

  I dlatego ta druga strona mówi: „Ale coś tu nie jest na 100%", prawda? Ona się nie zgadza, że ​​on jej ufa tylko w 85%. Ten drugi ktoś mówi: " ja na 85% jestem twój, a w 15% pójdę sobie tam”. Nie - ona potrzebuje 100%.  

A czy to ma jakiś sens? Tak, oczywiście, że ma. Jaki jest sens? Wiemy, czym jest telegonia, prawda? Wiecie czym jest telegonia? 

 Dobra, spróbuję szybko wyjaśnić. To nie jest przenoszone biologicznie, tylko informacyjnie. I to jest telegonia. Jeśli kobieta miała wcześniej relacje intymne - kynolodzy i treserzy psów doskonale o tym wiedzą. Kynolodzy to hodowcy psów. Oni skrupulatnie sprawdzają, czy ta rasowa suczka nie sparzyła się już kiedyś z kundelkiem. Jeśli dojdzie do takiego kontaktu, to całe jej kolejne potomstwo będzie już zepsute, ono nie będą już miało już tych cech danej rasy, rozumiesz? 

 Ta pierwsza cecha jest zapamiętywana - ona się zapisuje. I dlatego dawniej jeśli kobieta wychodziła za mąż to musiała być dziewicą. Jeśli ona wcześniej miała jakieś kontakty intymne to nie była brana pod uwagę, ponieważ nie będzie już kontynuować linii rodowej, ona będzie kontynuować linię tego pierwszego swojego kochanka. 

  Cechy biologiczne będzie dzieciom przekazywał ten aktualny samiec, ale cechy rodu - cechy energetyczne będą dziedziczone po tym pierwszym. To się nazywa telegonia. O to mi chodzi.   

 A zatem jeśli to jest związek małżeński, związki małżeńskie nazywane są na sanskrycie madhurya-rasa. One uważane są za najwyższy rodzaj relacji.

Nie ma nic wyższego, ponieważ relacje małżeńskie obejmują zarówno osobiste, jak i bezosobowe, przyjacielskie, oraz relację uczeń-nauczyciel. Oni czasami są jak przyjaciele, czasami jedno uczy drugie, a to drugie słucha, czasami jest odwrotnie. W małżeństwie istnieją wszelkiego rodzaju relacje - również rodzicielskie, czasami ona jest dla niego jak matka, czasami on jest dla niej jak ojciec. Jeśli jedno z nich ma gorszy czas to druga strona go pociesza - w takiej relacji istnieje całe spektrum, które tylko może istnieć.  Madhurya-rasa to jest najwyższy rodzaj współdziałania.

 A skoro jest to najwyższe, to nie każdy tam dociera, nie każdy może się ożenić, nie każdy może wyjść za mąż. Nie wszystkim się to udaje. Niektórzy nie wyszli za mąż czy ożenili się zbyt dobrze, brak tam jest zrozumienia. A niektórzy w ogóle nie doświadczają radości życia małżeńskiego - są jej całkowicie pozbawieni. 

 Ale my chcemy, żeby cały czas było idealnie, no ale niestety tak nie jest. Ale to nie zmniejsza waszych karmicznych zadań, to nie zmniejsza waszego procesu docierania się w życiu. Więc co powinniśmy czynić? No cóż, przynajmniej to macie. 

 I dlatego tam standard jest wysoki. I dlatego ta telegonia wpływa nie tylko na to, co się stało kiedyś i potem - ona wpływa także, jeśli dojdzie do niewierności, wtedy energia tej trzeciej osoby, przenosi się na moje dzieci. Rozumiecie?

 I w czym tu tkwi problem? Tu nie chodzi o to, że to jest złe - choć w rzadkich przypadkach czasami jest to dobre, ale to bardzo rzadko. O tym opowiem wam później.

 Przypuśćmy, że mam jakieś tam swoje przeznaczenie -  oto jest mąż, jest żona, jest przeznaczenie. Miłość to jak pieczęć od Boga. Człowiek rodzi się zajęty, on ma cel życiowy, ma swoje przeznaczenie i wie o tym. 

  A teraz jeśli ona miała jednego, drugiego, trzeciego to nakładają się na siebie 3 przeznaczenia - a jeśli z tego się coś rodzi to takie dziecko ma zamieszanie i nie wie dokąd iść.

Taki człowiek powinien to i tamto i jeszcze coś - w takim wypadku lepiej zająć się jednym i czynić to dobrze. Wtedy ludzie będą bić brawo i nosić ciebie na rękach - lepiej tak niż wszystkiego po trochu. Na takiej drodze życia utrata jakości jest gwarantowana. I tak wyrasta jakiś przeciętny człowiek. A dlaczego? Dlatego, że był ten trójkąt, czworokąt, albo jeszcze jakiś inny układ. 

 No i co wtedy powinniśmy czynić? Mamy takie pojęcie jak monogamia i jest też poligamia. To znaczy, jest wielu partnerów. Na niektórych wyspach jest tak, że jest jedna kobieta i wielu mężczyzn ale to jest spowodowane faktem, że mają niski wskaźnik urodzeń. Takie plemię po prostu wymiera. 

Tam nawet kobiety robią sobie jakieś tatuaże na nogach - jakieś symbole oznaczające, która ma ilu mężczyzn. Ta która ma więcej ma wyższy status - coś, co jest źle widziane w starym, w dawnym europejskim społeczeństwie bo obecnie chyba tak nie jest. Ale tam na tych wyspach jest wręcz przeciwnie, jest to jakoś uwarunkowane. I istnieje matriarchat, gdzie indziej istnieje patriarchat, też to wiemy, prawda?  

 Są na przykład pewne choroby, które są dziedziczona tylko przez kobiety, w linii żeńskiej, ale są też pewne rzeczy, zarówno dobre, jak i złe, które są dziedziczone tylko w linii męskiej. 

Jest na przykład jakaś choroba dziedziczna i chorują tylko mężczyźni a kobiety nie. Ale są nosicielami tej choroby. na przykład urodziła się w tym społeczeństwie córka - ona jest zdrowa i rozkwita, rozwija się dobrze ale potem ona rodzi chłopca a ten jest chory. Czyli, że tak czy siak ma miejsce przekazywanie informacji. A potem jest ten trójkąt miłosny. 

 Och, ciężki temat pani dziś zadała i ciężko mi na niego odpowiedzieć ale się postaram, żeby było z tego coś pożytecznego.

 Znam pewną rodzinę tu w Zaporożu, gdzie jest jeden mąż i trzy żony, i mieszkają i żyją wszyscy razem i wszystko jest w porządku, kochają się. 

  Weźmy dowolne pisma święte, weźmy Biblię, tam miał pierwszą, drugą, trzecią żonę. Żyją tam normalnie i mają tam całe stadko dzieci. Wszystko tam jest normalne, telegonia i wszystko inne - taka jest ta ich relacja.

  Był pewien mężczyzna, który w czasach sowieckich, długo przed upadkiem Związku Radzieckiego, miał wtedy chyba 22 lata czy coś koło tego i pojechał na wyprawę tam daleko gdzie żyją Czukcze - ten naród koczowniczy żyjący w zimnych rejonach ZSRR.

  On Słowianin, wszyscy inni tam niżsi od niego - nie jestem do końca pewien czy to konkretnie byli Czukcze, ale tak ich nazwijmy. I on się tam ożenił. Potem do jego żony przyjechała siostra, on na nią popatrzył - te do siebie podobne, dziewczyna mu się spodobał i też została. Żona nie miała nic przeciw, bo tam są takie obyczaje. A ostatecznie stało się tak, że miał tam chyba 5 albo 6 żon - on silny, krzepki mężczyzna. A tam byli typowi ludzie z czasów ZSRR, jakieś tam traktory mieli, pracowali na roli. 

Przyjechał tam jakiś reporter - ja widziałem taki wywiad. No i on tam pytał ludzi: "a co wy o tym myślicie?" Oni mu odpowiadali: "normalny mężczyzna - jeśli daje radę to wszystko udźwignąć to dlaczego nie?"

  U Mormonów też jest coś podobnego. W dawnych czasach istniała poligamia. Mężczyzna jest w stanie kochać kilka kobiet. To podpowiada sama natura - on jest w stanie od razu zapłodnić kilka kobiet, a one zanim wynoszą jedno dziecko dzielą się obowiązkami - na przykład jedna szyje odzież dla wszystkich, inna skarpetki. 

Wydaje się to niby obraźliwe dla kobiet, ale oglądałem stare rosyjskie dokumenty i tam istniała poligamia. Weźmy Biblię, poligamia tam też jest. Weźmy Wedy, poligamia jest wszędzie. Weźmy świat zwierząt, ona jest tam też - jest lew i ma całe stado tych lwic - one są jego dumą.

   No i wiemy, że istnieje coś takiego jak łabędzia wierność, Im wyższa jest świadomość danej istoty, tym bardziej to wszystko zanika. Jedna strona jest męska, druga żeńska i na tym koniec. Im niższa świadomość, tym bardziej się manifestuje ta poligamia. 

  Więc co my tu mamy? Sam trójkąt sugeruje, że jest to niezbyt wysoka świadomość. Tutaj ukochana żona, tamta niekochana żona. Jak to w ogóle możliwe? Jest jedyna i koniec.

   A tak przy okazji: Kryszna, miał ponad 16 000 żon. Brzmi normalnie, prawda? Pewien członek wspólnoty był oburzony, na co Braphupada opowiedział: „Czemu jesteś taki oburzony? Twoja żona też nie jest twoja, ona też jest żona Kriszny. Więc uspokój się”.

 Mówię to wszystko dlatego, że im wyżej się wspinasz w swojej świadomości, tym wszystko to coraz bardziej słabnie. 

 Jak więc powstaje trójkąt? Kiedyś żył taki Phishmadev, ekspert od karmy, znawca karmy i przewidywania. On powiedział: "zawiłości karmy są bardzo niezrozumiałe, niewielu potrafi je rozwikłać". 

 Mówiąc wprost, jeśli zastosujemy to do trójkąta miłosnego, to nie spotykamy tu nowych postaci. Spotykamy naszych starych bohaterów, naszych dłużników z poprzednich wcieleń. 

Jest taki dobry film: "Doktor Żiwago"- być może go widzieliście, jest powieść zatytułowana Doktor Żiwago. Na podstawie tej książki powstał dobry film i był nawet nominowany do jakiejś nagrody. 

Ten Doktor Żiwago ma żonę, ale ciągle spotykał się z inną kobietą. Ona w tej powieści jest trochę zezowata. I żona złapała go na tym jeden raz - żona była zazdrosna, złapała go dwa razy robiąc znów sceny zazdrości a w końcu ten doktor został z nią - z tą drugą. A ta pierwsza żona powiedziała: 

 „Czego nie rozumiesz? Czy naprawdę nie jest dla ciebie jasne, że nie spotykasz się z nią przypadkiem? Ta, pracowała jako bibliotekarka a on tam przyszedł. A więc to nie przypadek. Los was łączy. 

 A więc te trójkąty wszelkiego rodzaju oznaczają, że w moim poprzednim życiu zostawiłem wiele takich niedokończonych spraw. Nie dałem komuś wystarczająco dużo, a te sprawy wychodzą w tym życiu w takich "kryminalnych" okolicznościach. Kryminalnych oczywiście w cudzysłowie, ponieważ świeckie konwencje wszelkiego rodzaju po prostu zapewniają porządek w społeczeństwie, żeby takie rzeczy się nie zdarzały. Ale tego nie da się powstrzymać.

  No i w jaki sposób to traktować? Ciężko jest się do tego odnieść - szczególnie tym którzy są w takim układzie pierwszym mężem czy pierwszą żoną. W jaki sposób można to wybaczyć? Zdarza się tak, że to był raz i to karmiczne powiązanie zostało zamknięte.

  Miałem kiedyś rozmowę telefoniczną z pewną kobietą i tam mąż zdradził żonę. jakiś czas się z tym krył a potem sumienie zaczęło go dręczyć więc jej się do tego przyznał. Na początku przez chwilę to był dla niej szok, a potem ich przyjaźń i miłość jeszcze bardziej się wzmocniła, bo najgorsze jest takie niewidzialne kłamstwo, które sprawia, że ludzie zaczynają nienawidzić siebie, nie wiedząc dlaczego. To najgorsza rzecz. 

 A kiedy wiesz dlaczego, to można to jakoś wyjaśnić, uporządkować i zakończyć. Ale kiedy nie wiesz dlaczego, to jest to niemożliwe. 

  Kłamstwo to ta pustka a potem  zaczyna się dziać coś takiego. Zaczynam bez widocznej przyczyny czepiać się kogoś a on mówi: „Co ty mi robisz? Nie kochasz mnie czy jak?" Ale tak naprawdę ona lub on ma pretensję o zdradę - czepia się współmałżonka z powodu niewierności. I dlatego też trzeba na to, że tak to ujmę rzucić na to światło, "ujawnić". Wtedy albo w jedną stronę albo w drugą - tak to jest z tym miłosnym trójkątem.

Owszem - tam jest miłość ponieważ to czasem zbliża. Przykładem jest tu ten znany piosenkarz Walery Meladze - słyszeliście o nim, prawda? 

On żył z żoną i nie mógł się oderwać od drugiej kobiety. Ta druga mu urodziła dziecko. A potem urodziło się jeszcze jedno dziecko bo on ciągle spotykał się również z tamtą. A potem po prostu przeszedł do tej nowej. A zapytany, mówił: „Nie ma w tym nic interesującego. To tragedia dla obu rodzin”. 

  Ale jakoś sobie z tym poradzili, jakoś się dogadali. Tak więc to trudna sytuacja. Zazdrość tu zawsze będzie... cóż, rzadkie dusze potrafią wybaczyć to i owo.  

 A kiedy jest przebaczenie, kiedy jest miłość, to wtedy telegonia w tym złym znaczeniu nie działa. No cóż - to wszystko na dziś jeśli chodzi o trójkąt miłosny - to jest taki temat, który zawsze zostaje niedokończony.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=M4KRdYQdknQ