oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=AEPQWoFehbE
Wielu z was prawdopodobnie doświadcza
dziwnej rzeczy, którą trudno wytłumaczyć
z medycznego punktu widzenia, ale
nie da się jej zignorować.
Budzisz się rano i wydaje się,
że twoje ciało jest wypoczęte, mięśnie nie bolą, oddech
jest regularny, puls normalny, ale w środku
jest pustka.
To tak, jakby ktoś po cichu
usunął rdzeń, wokół którego kiedyś kręciło się twoje życie. Jeszcze nie
wstałeś z łóżka, a twoja mentalna bateria
już miga na czerwono, wskazując
krytyczny poziom naładowania. To uczucie
jest boleśnie znajome. Masz przed sobą cały dzień i
nie masz najmniejszej ochoty, żeby się w niego angażować. Sięgasz po telefon nie dlatego,
że musisz dowiedzieć się ważnych
wiadomości, ale dlatego, że ta czynność
stała się automatycznym odruchem - czymś
jak poranny rytuał włączania się
w ogólny rytm. To tak, jakbyś próbował
połączyć się z jakimś zewnętrznym
źródłem życia, bo twój własny
generator jakoś się zepsuł i nie daje oznak
działania.
Telefon, ekran, transmisja,
jak zastępczy oddech, sztuczna
wentylacja dla twojej wyczerpanej uwagi.
Spędzasz godziny przeglądając
media społecznościowe. Czasami nawet nie zauważasz, jak
poświęcasz minutę na spojrzenie, a ona zamienia się w bezdenną
otchłań, do której upływa poranek, a potem
połowa dnia. Obrazy migoczą, teksty
przemykają ci przez świadomość, nie pozostawiając śladu, jakbyś patrzył
przez zaparowane szkło. Sekundę później
nie pamiętasz już, co widziałeś wcześniej,
ale wciąż przesuwasz palcem. A po tej
sesji czujesz się, jakbyś
rozładowywał wagony z węglem albo wnosił
meble na dziesiąte piętro bez windy. Twoje oczy
są suche, głowa ciężka, ciało ospałe
słabe.
Skąd bierze się ta ciężkość? Dlaczego
nieszkodliwe oglądanie życia innych
wysysa więcej energii niż maraton?
Logika podpowiada: „Po prostu
leżałeś, ledwo się ruszając”. Ale
wewnętrznie czujesz się tak, jakbyś przeżył życie kilkunastu innych
ludzi i umarł w każdym z nich. A potem
zaczyna się dzień pracy, który bardziej
przypomina Dzień Świstaka. Te same twarze, te same
trasy, te same rozmowy, te same
żarty, które już dawno nie są śmieszne.
Jedziesz tą samą trasą, którą jeździsz od lat, czasami przyłapując się na tym,
że zapomniałeś, jak minąłeś kilka przystanków. Twoje ciało ma kontrolę, ale
twój umysł gdzieś błądzi. Czy
zauważyłeś, jak łatwo wybuchasz
z byle powodu, jakby twój próg
emocjonalny spadł do zera? Ktoś spojrzał na ciebie w metrze nie tak jak należy - zbyt uważnie
lub przeciwnie, zbyt obojętnie.
Kasjer powoli skanował twój produkt, błędnie odczytując
cenę. Kolega opowiedział niefortunny żart i
w tobie narasta fala tępej
irytacji, która następnie przeradza się w
długą, wyniszczającą urazę.
Możesz
spędzać godziny, odtwarzając w pamięci jedną frazę, jedno
spojrzenie, wychwytując mikroruchy twarzy innej osoby
i interpretując je jako
wrogość.
Świat zamienia się w pole ciągłych
mikro-wyzwalaczy, a ty reagujesz na nie
tak, jakbyś był atakowany. Nosisz w sobie
te żale, żując je jak
starą gumę, która dawno straciła smak, ale z jakiegoś powodu nie możesz jej wypluć. Prowadzisz niekończące się
dialogi mentalne ze swoimi prześladowcami,
dowodząc swojej racji, wymyślając
dowcipne odpowiedzi, które nigdy nie padły.
Czasami rozmawiasz z nimi
nawet przez sen. Wieczorem jesteś wyciśnięty jak
cytryna. Nie masz energii na kreatywność, na
radość, na samo bycie
z bliskimi, słuchanie ich nie przez zasłonę
zmęczenia, ale prawdziwie. Masz siły wyłącznie na to,, aby zapaść się
przed ekranem i znów odpłynąć w niepamięć, w
serial, filmy, niekończący się strumień cudzych
historii.
Lekarze mogliby to nazwać
wypaleniem, depresją,
zespołem chronicznego zmęczenia lub niedoborem
witaminy D. Psychologowie będą mówić o nerwicach
i nierozwiązanych problemach, o przekraczaniu
granic i wyczerpaniu emocjonalnym. Ale
rozszerzmy ten zakres. Co jeśli twoja
apatia i bezsilność nie są usterką systemową,
nie są tylko zaburzeniem równowagi chemicznej,
lecz fizyką drapieżnictwa? jeśli to naturalny rezultat interakcji z
niewidzialnymi konsumentami? Czujesz się pusty nie dlatego, że
masz nieszczelny, dziurawy zbiornik paliwa, ale dlatego, że do tego
zbiornika podłączony jest wąż, przez który metodycznie i regularnie
wysysana jest twoja
siła życiowa.
Nie cała naraz, ale kropla po kropli. Niezauważalnie, żebyś
nie miał czasu się bać i zadawać
pytań.
Ten stan to nie tylko
zmęczenie. To anemia energetyczna,
spowodowana tym, że stałeś się czyimś
pokarmem. Brzmi to może przerażająco ale to
wyjaśnia, dlaczego żadne wakacje nad morzem,
zmiana otoczenia ani nowy gadżet nie
przywrócą tej dziecięcej, pełnej entuzjazmu energii, która kiedyś wydawała się
nieskończona i oczywista.
Możesz spać po 10 godzin, zmieniać
pracę, związki, kraje, ale uczucie
wewnętrznego wyczerpania powraca,
gdy tylko minie początkowa euforia
nowości.
Ale kto właściwie wysysa tę
energię? Aby znaleźć odpowiedź, musimy
wyjść poza nasz znany światopogląd.
Kiedy Carlos Castaneda, jako młody
antropolog, zanurzył się w świecie magów
starożytnego Meksyku, to poszukiwał wiedzy o
roślinach i rytuałach. Interesował się
halucynogennymi kaktusami, psychotropowymi
naparami, technikami szamańskimi, które można
opisać, sklasyfikować i
przedstawić w rozprawie naukowej. To, co napotkał, wywróciło do góry nogami nie tylko jego
światopogląd, ale także jego rozumienie samej
natury ludzkiej świadomości.
Don Juan Matus, jego mentor, kiedyś
wyjawił mu najstraszliwszy sekret magów,
który nazywali tematem tematów. Nie była to wiedza, którą łatwo się dzieli przy
filiżance kawy. Don Juan długo prowadził Carlosa do tego, sprawdzając, czy jego umysł wytrzyma
takie pęknięcie w znanej rzeczywistości.
A kiedy nadszedł ten moment, opowiedział mu o
istnieniu drapieżników, które przybyły
z głębin kosmosu i przejęły kontrolę
nad ludzkim życiem - nie metaforycznie, ale dosłownie.
Starożytni jasnowidze nazywali je "lotnikami" lub "wołodoros", ponieważ
poruszały się, skacząc w powietrzu, niczym
dziwne czarne bryły, przeskakując
z jednego świetlistego kokonu do drugiego.
Gołym okiem są niewidoczne, jak
promieniowanie czy ultradźwięki, ale dla jasnowidza
wyglądają jak ogromne, nieprzeniknione
cienie ślizgające się po blasku naszego
energetycznego kokonu. Wizualnie
przypominają żywe, gęste plamy nocy,
pochłaniające światło wokół siebie.
Don Juan mówił wprost i bezlitośnie:
„Jesteśmy ich pożywieniem.
Nie w przenośni, ale dosłownie. Tak jak my
hodujemy kury w kurnikach, podobnie te istoty
hodują ludzi. Budują ogromne mrowiska z betonu i szkła,
w których miliony ludzi żyją według
harmonogramu - jest to idealna ptaszarnia do gromadzenia
emocji i uwagi.
Jesteśmy dla nich źródłem pożywienia, ale oni
nie jedzą naszego ciała ani krwi. Ich
pokarm jest o wiele subtelniejszy i bardziej specyficzny. Oni żywią się jasnością świadomości".
Według nauk Tolteków, każdy człowiek
rodzi się z ochronną skorupą
świetlistości, która okrywa jego kokon od stóp do głów. Można ją sobie wyobrazić jako
gęstą, jasno świecącą warstwę wokół
energetycznego jaja. Ta jasność to
nasza siła życiowa, nasz potencjał,
nasza magia, zdolność postrzegania i
działania poza wąskimi granicami codziennej
logiki.
Ale gdy człowiek osiągnie dojrzałość, wszystko, co pozostało z tej majestatycznej
skorupy, to żałosna kałuża na poziomie stóp, wystarczająca jedynie do
podtrzymywania fizycznej
egzystencji i wykonywania prymitywnych
funkcji społecznych: chodzenia do pracy,
płacenia rachunków, kłócenia się w komunikacji miejskiej i
okazjonalnego korzystania z wakacji.
Gdzie podziała się reszta? Została zjedzona i jedzą ją każdego dnia
od dzieciństwa, podczas gdy my doświadczamy żalów w
szkole, drżymy przed egzaminami,
zazdrościmy, boimy się, wstydzimy, nienawidzimy i
narzekamy.
Najbardziej pomysłowym i diabolicznym trikiem, jakiego dopuściły się te drapieżniki,
jest to, że dały nam swój
umysł.
Nie tylko wpłynęły na nas z zewnątrz, ale także wszczepiły
w nas moduł oprogramowania. Zastanówmy się przez chwilę, dlaczego ludzkość, z takim
potencjałem, jest nieustannie rozdzierana przez
sprzeczności, lęki i
samozniszczenie?
Dlaczego gatunki zwierząt pozbawione wysokiej
inteligencji żyją w harmonii z naturą,
podczas gdy my niszczymy nasze własne
siedliska?
Dlaczego głos w twojej głowie tak często
działa przeciwko tobie, wzbudzając wątpliwości i lęki w najbardziej bezbronnym
momencie?
Don Juan argumentował, że to,
co uważamy za siebie - za nasz wewnętrzny
głos, nasz umysł, jest w rzeczywistości
obcym urządzeniem.
To implant wszczepiony nam przez drapieżniki.
Obcy umysł daje nam własne systemy wierzeń, własne koncepcje dobra i zła, własne lęki i niepokoje, własne standardy sukcesu i porażki. Sprawia on, że jesteśmy przewidywalni, słabi i podatni na kontrolę.
Umysł drapieżnika to kipiąca, sprzeczna, ponura maszyna,
która boi się wykrycia.
Jest gadatliwy, uwielbia dramaty, skrajności,
uwielbia wątpliwości i samobiczowanie.
To ten umysł sprawia, że czujemy się
bezwartościowi lub, przeciwnie, nadyma on nasze ego do niebotycznych rozmiarów, tylko po to, by potem rozsadzić je z głośnym
trzaskiem.
Utrzymuje nas w ciągłym stanie
mentalnego żucia gumy, przez co wywołujemy
wybuchy emocji, strachu, wściekłości,
zazdrości, użalania się nad sobą.
Te emocje są
najpyszniejszym daniem dla tych "lotników".
Żyjemy w matrycy stworzonej nie przez
maszyny, ale przez cienie a klucze do naszego
więzienia są w naszych głowach.
Ale nie widzimy krat, ponieważ
uważamy się za strażników tego więzienia, za nasz
prawdziwy charakter lub temperament.
Najpotężniejszym narzędziem kontroli,
które ci "lotnicy" dali, a raczej
narzucili ludzkości, jest wewnętrzny
dialog.
Spróbuj teraz wsłuchać się
w to, co dzieje się w twojej głowie.
To nie są tylko pojedyncze myśli, ale
ciągły strumień słów, ocen,
osądów, wspomnień i planów. To
radio, które nigdy się nie wyłącza.
Rozmawiamy sami ze sobą od momentu,
gdy się budzimy, aż do momentu, gdy sen
wyłączy świadomość. I nawet we śnie
nadal mamroczemy, tylko w inny sposób.
Ale czy kiedykolwiek zastanawiałeś się,
jaka jest funkcja tej rozmowy?
Dlaczego ciągle tłumaczymy sobie to, co
już się dzieje?
Don Juan wyjaśnił Carlosowi, że
wewnętrzny dialog to mechanizm,
który utrwala naszą rzeczywistość, czyniąc ją
sztywną i niezmienną.
To tak, jakby narzucał on siatkę
współrzędnych na taflę świata i zmuszał nas do patrzenia
tylko przez nią. Patrzymy na świat, ale
nie widzimy go takim, jaki jest –
płynnym, tajemniczym, pełnym energii,
nieustannie zmieniającym się w każdej chwili.
Zamiast tego widzimy etykiety, zbiór słów
i definicji.
Patrzysz na drzewo, ale
twój bystry umysł sprytnie przemyca słowo „drzewo”, „dąb”,
zielony, „stary”.
Przestajesz postrzegać obiekt jako
zjawisko. Wchodzisz w interakcję z jego
opisem, z ustaloną etykietą.
Ten proces nazywa się składaniem świata.
Nieustannie aktualizujemy ten "zespół danych",
utwierdzając się w przekonaniu, że świat jest wciąż taki sam,
bezpieczny i zrozumiały: "to jest filar, to jest krzesło, ja jestem księgowym. Mam
na imię Jan. Życie jest ciężkie".
Powtarzając to miliony razy,
cementujemy rzeczywistość, pozbawiając się
możliwości zobaczenia cudów lub sposobów wyjścia z
pułapek.
Każda niespójność jest albo ignorowana,
albo uznawana za zbieg okoliczności lub też autosugestię.
Ale głównym problemem nie jest nuda.
Dialog wewnętrzny to w zasadzie lista zakupów
dla drapieżnika.
Odtwarzając w myślach negatywne
scenariusze, lęki i niepokoje, dosłownie
sygnalizujemy "lotnikom": „Jestem tutaj,
boję się. Jestem pełen pysznej energii
cierpienia”.
To jak włączenie neonu nad
swoim kokonem: "Otwarte non stop 7 dni w tygodniu".
Wyobraź sobie sytuację w biurze. Rano
przechodzisz obok kolegi i mówisz:
„Dzień dobry!”. A on przechodzi obok, patrząc
przez ciebie. Co dzieje się dalej? W
rzeczywistości zdarzenie trwało dwie sekundy i
dobiegło końca. Kolega mógł być po prostu pogrążony w myślach, ale w twojej głowie
rozpoczyna się przebój kinowy: "Dlaczego się nie przywitał? Czy
mnie ignoruje? Może dowiedział się o tym
raporcie? A może myśl, że jest lepszy ode mnie? Przecież on nie jest nikim ważnym? Następnym razem też nie będę się witał. Dam mu popalić".
I tak dalej, z różnymi wariantami.
Przypominasz sobie wszystkie minione epizody, w których
ktoś cię nie docenił, zbierając archiwum
żalu. Mija godzina lub dwie,
a ty wciąż toczysz tę zaciekłą kłótnię z
fantomem w swojej głowie. Twój puls
przyspiesza, do krwiobiegu uwalnia się kortyzol, mięśnie lekko się napinają,
jesteś naprawdę zły.
Generujesz ogromną ilość ciężkiej
energii emocjonalnej. Gdzie ona trafia?
W pustkę?
Nie. Ktoś zlizuje ją z twojego
kokonu, jak śmietanę z mleka.
Sytuacja była nic nie warta, ale
zapłaciłeś za nią kawałkiem swojej
siły życiowej.
Drapieżnik zjadł obiad, a jutro znów będzie ci brakowało
energii, by żyć własnym życiem.
Chcesz sobie udowodnić, że ten głos w
twojej głowie nie należy do ciebie?
Przeprowadź prosty eksperyment.
Spróbuj teraz, czytając ten
tekst, zatrzymać swoje myśli na
10 sekund. Tylko cisza. Żadnych słów,
żadnych obrazów, dialogów,
żadnych komentarzy. Tylko czysta percepcja.
Najprawdopodobniej po trzech sekundach twój
umysł wpadnie w panikę i krzyknie: „Co to za głupstwa? Muszę sprawdzić pocztę.
Swędzi mnie nos. Zapomnieliśmy kupić chleb."
lub podrzuci tobie jakąś rzekomo pilną
myśl.
Umysł drapieżnika boi się ciszy,
ponieważ w wewnętrznej ciszy jego
moc rozpada się jak domek z kart. Gdy tylko
przerwiemy dialog, świat
przestaje być znanym schematem, a my
zaczynamy dostrzegać prawdziwą istotę rzeczy,
zauważać niuanse, które wcześniej
były pomijane.
Ale umysł - obce
urządzenie, będzie walczył do końca, karmiąc cię najbardziej
absurdalnymi i niepokojącymi myślami, tylko po to żebyś nie zamilkł. On żywi się hałasem, przeżuwając
stworzony przez siebie chaos. Twoim zadaniem jest
zrozumieć, że ten głos to nie ty. To
transmisja, którą można i należy wyłączyć jak irytującą stację radiową.
Ale o czym właściwie ten głos krzyczy najgłośniej? O twojej własnej ważności. O ile dialog wewnętrzny jest mechanizmem przytrzymania ofiary, to poczucie własnej ważności
jest główną
przyprawą kulinarną, która sprawia, że
jesteśmy nieodparcie smaczni dla drapieżników. To poczucie jest
jak ostry sos, który dodaje emocjom
dodatkowej intensywności.
Castaneda i jego nauczyciele twierdzili, że
poczucie własnej ważności to największa dziura w naszym
ciele energetycznym, przez którą
ucieka do 90% naszej wolnej
energii.
Wyobraź sobie, że masz
kolosalny rezerwuar mocy, zdolny
napędzać kreatywność, świadomość,
niezwykłe działania. I prawie cała ta
energia jest przeznaczana na jeden cel:
utrzymywanie i ochronę naszego wizerunku.
Nie nas samych jako istot żywych, ale
właśnie na ten wizerunek, na kruchą konstrukcję wyobrażeń o tym jacy powinniśmy
być w oczach innych.
Zastanów się, ile wysiłku wkładamy w
wydawanie się, a nie bycie? Kupujemy rzeczy, na które nas nie stać,
aby zaimponować ludziom, na których nam nie zależy lub których nawet nie lubimy. Po co? Aby podsycić nasze
poczucie ważności, udowodnić sobie, że
nie jesteśmy gorsi od innych, ale lepsi, wyjątkowi.
Kiedy ktoś nie ceni nas tak, jak naszym zdaniem zasługujemy, to doświadczamy kolosalnego spadku energii. "Jak on śmie
tak do mnie mówić?" Ta myśl uruchamia reaktor jądrowy
urazy, który może działać dniami.
Uraza to chyba najbardziej kaloryczna
pożywka dla "lotników" - dla latających cieni. Mechanizm urazy jest prosty i
niezawodny. Uważasz się za kogoś ważnego, za centrum wszechświata, a każde
odchylenie rzeczywistości od twoich oczekiwań
jest postrzegane jako osobista zniewaga.
Dobrowolnie oddajesz swoją moc sprawcy tej urazy i drapieżnikowi znajdującemu się za tym kimś,
pozwalając, aby opinie innych ludzi kontrolowały twój
stan.
Wystarczy, że ktoś coś powiedział albo nie powiedział, a twój nastrój spada
w otchłań. Użalanie się nad sobą to druga
strona tej samej monety: "Jestem taki dobry,
a świat jest dla mnie taki okrutny". Stajesz się ociężały, niezdarny i
niezwykle drażliwy, ponieważ w tym
stanie oczekujesz pocieszenia i uznania
z zewnątrz, co oznacza, że jesteś całkowicie zależny od
zewnętrznego karmiciela.
Don Juan zwalczał poczucie własnej ważności Carlosa
najbardziej radykalnymi
metodami. On rozumiał, że
intelektualne rozmowy o pokorze nie działają, gdy ego jest skostniałe. Kiedyś
zmusił wykształconego antropologa z
Los Angeles, aby porozmawiał z małymi
roślinkami, przeprosił je za zerwanie i podziękował im. Carlos musiał zniżyć się do poziomu
źdźbła trawy, uznając jego znaczenie. Dla
intelektualnego poczucia własnej ważności Carlosa,
było to nieznośne upokorzenie. Cały jego
akademicki snobizm eksplodował z powodu
jednego faktu, że on, poważny
badacz, szeptał słowa podziękowań kaktusom i chwastom.
Ale właśnie o to
chodziło, aby przełamać sztywną strukturę jaźni,
która uważa się za szczyt kreacji, za centrum fabuły. Dopóki czujesz się
ważny, to jesteś otwartym celem. Każde słowo
może cię zranić. Każde złe
spojrzenie może zepchnąć cię ze swojej drogi.
Jedynym sposobem na usunięcie tej arogancji i załatanie energetycznej dziury jest użycie
śmierci jako doradcy. To nie
ponura filozofia, ale pragmatyczne podejście,
z krystalicznie czystym umysłem. Następnym razem, gdy
wdasz się w ostrą kłótnię
w komentarzach lub będziesz gotowy zerwać
z ukochanym człowiekiem z powodu
nieumytych naczyń, zadaj sobie pytanie: „Gdybym
umarł dziś wieczorem, czy ta kłótnia
coś by zmieniła?”
Zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz szczerze: „W obliczu nieuniknionej śmierci,
nasze rozdęte ego pęka jak bańka mydlana".
Śmierć wszystko wyrównuje. W obliczu
wieczności, twoja uraza do szefa
lub liczba polubień pod twoim postem
staje się śmieszna, a nawet żałosna.
Świadomość śmierci sprawia, że jesteśmy obojętni,
ale troskliwi. Ona usuwa histerię
ważności, pozostawiając czystą skuteczność
działania. Nadal zmywasz naczynia,
rozwiązujesz konflikty, kończysz zadania, ale
bez wewnętrznego krzyku: "nie możesz mi tego zrobić".
Drapieżnik nie ma nic do jedzenia, jeśli ofiara nie
traktuje siebie poważnie, jeśli nie
uważa się za centrum dramatu. Kiedy
przestajesz być ważny dla siebie, to stajesz się nieprzewidywalny dla innych.
W świecie drapieżników i ofiar obowiązują
zasady: myśliwy musi znać nawyki
swoich ofiar. Jeśli jeleń codziennie
idzie do wodopoju tą samą ścieżką
w tym samym czasie, to jest skazany na zagładę. Tygrys
może tylko czyhać i czekać
aż kolejna ofiara wpadnie mu pod pazury.
Ludzie są najbardziej przewidywalnymi
stworzeniami na planecie i dlatego
jesteśmy tak łatwi do zjedzenia. Sami
prezentujemy nasze nawyki, harmonogramy
i słabości każdego dnia, jakbyśmy
prowadzili raport online dla niewidzialnej
publiczności. Nasze życie jest zamknięte w klatce
rutyny. Dom, praca, sklep, bar w
piątki, w domu. Chodzimy tymi samymi
ulicami, kupujemy te same artykuły spożywcze,
oglądamy te same programy, reagujemy
tymi samymi frazami na te same
czynniki drażniące. Nawet nasze konflikty często
podążają za z góry ustalonymi schematami.
Te same repliki, intonacje, łzy w tych samych
miejscach. Don Juan nazwał to
zasadą Dostępności. Bycie dostępnym oznacza bycie tam, gdzie
oczekują cię znaleźć. Dotyczy to nie tylko
miejsca fizycznego, ale także
reakcji emocjonalnych. Jeśli twoi bliscy
wiedzą, że naciśnięcie przycisku A wywoła u ciebie histeryczne napady złości, a naciśnięcie
przycisku B wywoła poczucie winy, to jesteś biorobotem,
w pełni kontrolowanym przez zewnętrznego
operatora. Wystarczy nacisnąć odpowiednią
kombinację, a dostarczysz przewidywalny
produkt.
Współczesny świat zaostrzył tę
pułapkę za pomocą technologii. Algorytmy
mediów społecznościowych i wyszukiwarek znają nas
lepiej niż my sami. Przewidują
nasze pragnienia, sugerują muzykę,
która nam się spodoba, i produkty,
które będziemy chcieli kupić. Pokazują nam
dokładnie te wiadomości, które wywołają w nas
odpowiedni zestaw emocji.
Jak więc możemy
przerwać ten łańcuch pokarmowy? Jak
wyrwać ten wąż spustowy paliwa z twojego
życia? Don Juan przekazał Carlosowi
kilka całkowicie pragmatycznych
bezwzględnych technik.
Żadnych medytacji nad światłem i miłością - tylko partyzancka walka o własną
energię. To oznacza przełamywanie schematów.
Wojownicy na ścieżce wiedzy praktykują przełamywanie
nawyków nie dla zabawy czy ekscentryczności, ale jako strategię
przetrwania. Jeśli zawsze pijesz kawę
rano, to wypij herbatę lub wodę. Jeśli
zawsze dojeżdżasz do pracy samochodem, to jedź autobusem lub idź część
drogi pieszo, uważnie się rozglądając. Zmień porę lunchu. Trasa
spaceru jest sekwencją porannych
czynności. Śpij po przeciwnej stronie
łóżka niż zwykle. Te drobiazgi wydają się
nieistotne, ale powodują
mikro-błędy w oprogramowaniu obcego
urządzenia. Umysł gubi tory, do których się przyzwyczaił i w tym momencie
energia uwagi zostaje uwolniona. Nagle
zauważasz rzeczy, które wcześniej
przechodziły obok ciebie obojętnie: kolor nieba,
spojrzenie przechodnia, dziwny szczegół
w twojej własnej reakcji.
Szczytem
rutyny walki jest praktyka niedziałania.
Polega ona na wykonywaniu czynności, które nie mają logicznego znaczenia ani utylitarnego
celu z perspektywy zwykłego świata, ale
wymagają całkowitego skupienia. Na przykład,
noszenie buta na drugiej nodze w domu lub
koncentrowanie się na cieniach
liści zamiast na samych liściach. Obserwowanie
tego, jak zmienia się światło na ścianie. Mogą to być dowolne, drobne czynności,
które łamią oczywistość świata.
Celem
niedziałania jest oszukanie mechanizmu percepcji,
zmuszenie go do działania w nietypowym
trybie, otwarcie innych kanałów widzenia.
Kiedy zachowujesz się nieprzewidywalnie, to algorytmy, zarówno cyfrowe, jak i
energetyczne, przestają cię dostrzegać.
Wypadasz z systemu jak błąd w
programie. Drapieżnik próbuje cię zaatakować, oczekując,
że będziesz tam, gdzie zawsze, ale uderza
w nicość. Nie jesteś już łatwą
zdobyczą, jesteś tajemnicą, przedmiotem, którego
nie da się obliczyć za pomocą szablonu.
Ale zmiana trasy to za mało. Musisz zmienić
samo wyobrażenie o sobie.
Ostatnim gwoździem do trumny twojej
wolności jest twoja osobista historia.
To suma faktów o tobie, które
znają inni, i, co ważniejsze, ich
oczekiwania dotyczące twojego zachowania.
Jesteśmy utwierdzeni w obrazach, które stworzyli dla nas nasi rodzice, przyjaciele, koledzy i społeczeństwo: "Jesteś przecież poważnym człowiekiem. Zawsze byłeś taki nieśmiały. To nie leży w twojej naturze".
Te frazy to nie tylko słowa. To
zaklęcia, które utrzymują punkt scalający
twojego świata w ustalonej pozycji.
Za każdym razem, gdy im wierzysz,
potwierdzasz swoje miejsce w całym
systemie. Dopóki masz osobistą historię, to jesteś zobowiązany do jej przestrzegania.
Nie możesz nagle zacząć tańczyć na
stole ani jechać do Tybetu, bo co
powiedzą ludzie? Oczekiwania innych tworzą
presję, która zmusza cię do poświęcenia kolosalnej energii na podtrzymywanie
swojego znanego wizerunku. Ciągle
informujemy świat o tym, gdzie jesteśmy, z kim
jesteśmy, co jemy, co myślimy, co
czujemy. Media społecznościowe sprawiły,
że stało się to groteskowe.
Dobrowolnie tworzymy
idealną kartotekę dla drapieżnika,
rejestrując każdy nasz ruch za pomocą zdjęć,
geolokalizacji, aktualizacji statusu.
Mówimy światu, kim
jesteśmy, a potem mozolnie staramy się
nie wychodzić poza stworzony przez nas profil.
Magowie oferują radykalne rozwiązanie:
wymazać swoją historię osobistą. Nie oznacza to
spalenia paszportu, dowodu osobistego i wymazania pamięci,
udawania, że nie miało się dzieciństwa
ani biografii. Oznacza to stworzenie wokół siebie mgły niepewności.
W świecie, w którym algorytmy i media społecznościowe
zmuszają nas do nagłaśniania każdego
naszego ruchu, najlepszą magią jest informacyjna
cisza. Przestań być otwartą
księgą. Nie dziel się swoimi planami, zanim nie zostaną
zrealizowane. Przestań relacjonować i tłumaczyć swoje działania tym, których to nie obchodzi, i publiczności, która i tak nie będzie żyć twoim życiem za ciebie.
Efekt obserwatora w fizyce kwantowej
mówi, że obserwacja zmienia zachowanie
cząstek. Tak samo jest w magii. Jeśli nikt
nie wie dokładnie, co czynisz i gdzie
jesteś, to nikt nie może zarejestrować
twoich myśli i oczekiwań. Nikt
nie może ingerować w twoje plany swoją
ciężką energią, niedowierzaniem czy
zazdrością.
Praktyka wymazywania osobistej historii
zaczyna się od małych kroków. Nie mów o
swoich planach, dopóki ich nie zrealizujesz. Nie
publikuj zdjęć z wakacji na Instagramie w
czasie rzeczywistym. Opublikuj je
po powrocie albo nie publikuj ich wcale. Zachowaj energię wydarzenia dla siebie. Nie
wylewaj jej na cały kanał dla
przelotnych reakcji.
Don Juan poradził Carlosowi, aby opowiadał
różnym ludziom różne, czasem fikcyjne,
fakty ze swojej przeszłości. Nie po to, by
kłamać dla zysku, ale aby zatrzeć
sztywny obraz Carlosa w umysłach ludzi,
uczynić go niejasnym.
Kiedy ludzie nie mają jasnego obrazu ciebie, to nie wiedzą, czego się uchwycić. Stajesz się
płynny, jak woda we mgle.
wymykasz się ze znanych kategorii.
Kiedy wymazujesz swoją osobistą historię, to zyskujesz niesamowitą wolność. Możesz
być kimkolwiek chcesz w dowolnym momencie - możesz zmieniać role bez wewnętrznego konfliktu.
Nie jesteś już niewolnikiem swojej przeszłości ani
zakładnikiem opinii innych ludzi. Stajesz się
pustą przestrzenią, w której drapieżnik
nie ma czego złapać.
Jesteś tutaj, a jednocześnie nie znajdujesz się w
znajomych współrzędnych, w których
byłeś wcześniej zauważany.
Ten stan jest początkiem
prawdziwej magicznej nietykalności.
Znajdując się we mgle, musisz nauczyć się
kontaktować z ludźmi bez
angażowania się emocjonalnie.
Tutaj w grę wchodzi sztuka
kontrolowanej głupoty. To
jedyna możliwa strategia
interakcji ze światem dla kogoś, kto
postanowił wymazać swoją historię i wycofać się we
mgłę, ale jednocześnie nie chce i nie może
fizycznie zniknąć ze społeczeństwa.
Przecież
jeśli żyjesz w społeczeństwie, to nie możesz
po prostu zniknąć fizycznie, chyba że
postanowisz zostać pustelnikiem, co Don
Juan uważał za słabość, a nie siłę. Musisz
chodzić do pracy, płacić podatki,
rozmawiać z sąsiadami i uśmiechać się
do kasjera. Musisz rozwiązywać codzienne
problemy, podpisywać dokumenty, stać
w kolejkach.
Jak to czynić, pozostając
niedostępnym?
Zakładasz maskę. Przeciętny człowiek
zawsze reaguje szczerze. Jeśli
jest obrażony, to obraża się. Jeśli
jest chwalony, to puchnie z dumy.
Jego wewnętrzne i zewnętrzne „ja” łączą się, a
każdy zewnętrzny wstrząs natychmiast wywołuje burzę
wewnątrz.
Natomiast wojownik rozumie, że w świecie, gdzie śmierć
stoi ci nad lewym ramieniem, nic nie ma takiego
znaczenia, jakie mu nadajemy.
Nie stać go na luksus
pełnego uwierzenia w jakąkolwiek scenę
mającą miejsce na tej tymczasowej arenie
życia. Ale powiedzenie ludziom: „Nie obchodzą mnie
wasze zasady”, oznacza przyciąganie
niepotrzebnej uwagi i agresji, stawanie się
celem. Dlatego wojownik udaje - on stwarza pozory.
Praktykuje podchody - sztukę polowania
na władzę w dżungli społeczeństwa. Istota
kontrolowanej głupoty tkwi w
paradoksie.
Zachowujesz się, jakby
to, co się dzieje, było dla ciebie niezwykle ważne, chociaż
w rzeczywistości nie obchodzi cię to. Jesteś
całkowicie zaangażowany w działanie, ale wewnątrz panuje cisza. To nie jest cynizm ani hipokryzja w
zwykłym tego słowa znaczeniu. Hipokryta chce
oszukiwać innych dla dobra swojego
ego. Myśliwy natomiast oszukuje mechanizm utrwalania rzeczywistości, aby oszczędzać
energię i pozostać niewidzialnym dla
drapieżników.
Śmiejesz się z nieśmiesznego żartu szefa
nie dlatego, że chcesz się przypodobać i
błagać o premię, ale dlatego, że
to idealne posunięcie w tej sytuacji,
pozwalające ci pozostać niezauważonym i
płynnym, bez wywoływania niepotrzebnej agresji.
Wewnętrznie jesteś spokojny i opanowany jak skała,
ale na zewnątrz jesteś duszą towarzystwa,
zaniepokojony pracownik lub troskliwy
krewny, w zależności od roli.
To
największe aktorstwo, gdzie stawką
jest twoje życie i wolność.
Aby grać bezbłędnie, myśliwi stosują siedem zasad:
1. Po pierwsze,
wojownik sam wybiera pole bitwy. On nigdy
nie wchodzi w konflikt, jeśli
warunki dyktuje wróg. Nie angażuje się w
kłótnie, w których został już naznaczony jako strona winna.
2. Po drugie, odrzuca wszystko
co zbędne. Żadnych zbędnych rzeczy, myśli ani
działań - tylko czysta skuteczność,
minimalne przecieki.
3. Po trzecie, jeśli bitwa przerasta jego siły, to wycofuje się.
Nie z tchórzostwa, ale po to,
by
przegrupować się, oszczędzać siły i
uderzyć w odpowiednim momencie albo wcale.
4. Po czwarte, kompresuje czas. W
krytycznym momencie nie myśli, nie
waha się. Działa natychmiast,
wykorzystując zgromadzoną jasność umysłu i
trening. Stosowanie masek pozwala uniknąć utknięcia w sytuacjach i pozostawienia w nich fragmentów siebie. Wyobraź sobie klasyczny
przypadek. Masz trudnego klienta lub
histerycznego towarzysza życia. Przeciętny człowiek
angażuje się, jego puls przyspiesza,
zaczyna się bronić, usprawiedliwiać,
kłócić i poświęca kolosalną ilość
energii na podtrzymywanie wizerunku
kompetentnego specjalisty lub dobrego
męża. W tym momencie drapieżnik jest obsypywany jego
emocjami, jak przy świątecznym stole.
Każda próba udowodnienia swojej racji
to dodatkowa pozycja w jego menu.
Wojownik jednak
widzi sytuację inaczej. Dla niego krzyczący
klient jest aktorem w sztuce absurdu,
figurą na aparacie treningowym. Wojownik natychmiast
nakłada odpowiednią maskę, na przykład
maskę głębokiej empatii lub
maskę przestraszonego podwładnego jeśli to
uspokoi tyrana i szybko kończy scenę. On gra jak dobry aktor,
całkowicie zanurzając się w roli. Potrafi
nawet płakać, jeśli rola tego wymaga,
albo udawać zmieszanie. Ale jego
punkt połączenia nie przesunie się ani o milimetr
w stronę użalania się nad sobą czy
upokorzenia. Ten dystans czyni go
niezniszczalnym.
Wygrywasz nie wtedy, gdy udowodnisz
swoją rację i wygrasz dyskusję, ale gdy
opuścisz sytuację bez utraty ani kropli
osobistej siły, bez kontynuowania wewnętrznego
dialogu na temat tego epizodu przez kolejne trzy noce
z rzędu. A najlepszym poligonem doświadczalnym do ćwiczenia
tej umiejętności są najbardziej nieznośni ludzie w
twoim życiu. Przyzwyczailiśmy się uważać
toksycznych ludzi, tyranów i prostaków
za przekleństwo. Narzekamy na nich naszym przyjaciołom,
bierzemy środki uspokajające i marzymy, że
znikną, aby wszyscy wokół nas byli
świadomi i ekologiczni.
Castaneda wywraca ten paradygmat
do góry nogami. Wprowadza on koncepcję drobnego
tyrana. To osoba, która ma władzę
lub zdolność do nękania cię i
wykorzystuje tę zdolność w pełni. Don Juan twierdził: „Jeśli w
twoim życiu nie ma drobnego tyrana, to powinieneś go znaleźć, kupić, zatrudnić,
przekonać, przebywać w jego pobliżu, ponieważ bez
drobnego tyrana nie da się wyostrzyć
ducha wojownika, przetestować swoich teorii w
praktyce”.
Dlaczego? Ponieważ nasze poczucie
własnej ważności ( nasz snobizm) jest
wielogłową hydrą.
Możesz
medytować w jaskini latami, czując
oświecenie, ale w chwili, gdy
wrócisz do miasta i spotkasz się z
nieuprzejmością w kolejce, twoje
oświecenie wyparowuje, ustępując miejsca
gniewowi i pragnieniu postawienia tego kogoś na swoim miejscu.
Tylko prawdziwy, żywy dręczyciel może
pokazać ci, gdzie wciąż jesteś podatny - które przyciski w tobie wciąż działają
niezawodnie.
Tyrani bywają rozmaici. Są tacy, którzy
wzbudzają strach i grożą fizycznym odwetem, ale tacy ludzie są rzadkością we współczesnym biurze.
Częściej spotykamy
tyranów, którzy dręczą nas swoją
natarczywością, głupotą, nieustannym
czepianiem się lub narzekaniem, bierną
agresją i dewaluacją.
To idealne osełki dla twojego
charakteru. To żywe testery twojej siły.
Strategia jest prosta.
Wykorzystujesz tyrana jako trenera mentalnego.
Kiedy twój szef krzyczy na ciebie, upokarzając cię przed
kolegami, to twoim zadaniem jest nie popadać
w urazę. Obserwujesz go tak jak
przyrodnik spogląda na rzadki okaz chrząszcza. Studiujesz
intonację, mimikę, gesty. Podziwiasz
jego energię, jego pomysłowość w
gniewie jako dziwne zjawisko naturalne.
Ćwiczysz emocjonalną
niezniszczalność.
Jeśli uda mu się ciebie urazić, to przegrywasz.
Drapieżnik się nasycił, wciągając do swojej diety twoją urazę i
wewnętrzny dialog. Jeśli
zachowasz spokój i odegrasz właściwą rolę - na przykład ulegle kiwając głową, wykorzystując
kontrolowaną głupotę, obiecując
poprawę bez wewnętrznego upokorzenia to wygrywasz. Ukradłeś tyranowi energię,
którą chciał z ciebie wyssać, i
przechowałeś ją w swoim kokonie.
W książkach
Castaneda opowiada historię o tym, jak magowie celowo najmowali się
okrutnym nadzorcom podczas konkwisty Ameryki południowej, aby hartować swoją wolę. Udawali się
tam świadomie, jak na poligon. W
naszej rzeczywistości może to oznaczać życie
w mieszkaniu komunalnym z szaloną sąsiadką lub pracę pod okiem
psychopatycznego kierownika. Zamiast
użalania się nad sobą: "dlaczego przez to przechodzę?" wojownik
mówi: „Dziękuję za wyzwanie”. Tyran
niszczy twoją osobistą historię. On depcze
twą pychę, zdziera z niej lakier. Jeśli
wytrzymasz tę presję bez gniewu
wewnątrz, to zyskasz stalową wytrzymałość.
Kiedy tyran nie jest już w stanie wywołać w tobie reakcji emocjonalnej, to traci nad tobą władzę. Często po tym znika z twojego życia albo staje się potulny, jakby pozbawiony wsparcia. Ale co najważniejsze, wychodzisz z tego
wyczyszczony, przepalony ogniem,
bez żużlu użalania się nad sobą, ze spokojnym
spojrzeniem.
Nauczyliśmy się bronić
w teraźniejszości, ale co z ciężarem
przeszłości, który dźwigamy na plecach?
Nawet jeśli stałeś się mistrzem polowań i
jesteś niewrażliwy na współczesnych tyranów, to masz ogromną dziurę w swoim ciele
energetycznym – dziurę swojej przeszłości. Każde wydarzenie, w którym
doświadczyłeś silnych emocji, pozostawiło
haczyk. Zostawiłeś cząstkę swojej
świetlistości w byłych kochankach, szkolnych
prześladowcach, zmarłych krewnych i
starych przyjaciołach. Czasami samo usłyszenie imienia lub piosenki wystarczy, by natychmiast
przenieść się do dawnego bólu.
I
podobnie: ich obca energia
jest w tobie uwięziona w formie frazesów, postaw,
obietnic i przysiąg.
Dopóki te połączenia są aktywne, to nie jesteś wolny.
Karmisz duchy swoją uwagą,
wysyłając energię na utrzymywanie w pamięci
dawno minionych scen.
Najważniejszą, najpotężniejszą
i niezbędną techniką na ścieżce
wojownika jest ponowne przejrzenie - sporządzenie bilansu.
To akt energetyczny - dosłownie
fizyczny przywrócenie energii. Istotą
tej praktyki jest
przypomnienie sobie wszystkich wydarzeń z życia i
wydychanie ich.
Technika jest wykonywana w następujący sposób.
Siedzisz w ustronnym miejscu. Szamani używali pudła lub szafki,
aby zwiększyć nacisk na ciało energetyczne,
aby świadomość była mniej rozproszona
na zewnątrz. Ale ciche pomieszczenie, w którym
nikt nie będzie ci przeszkadzał, również się nada.
Sporządzasz listę wszystkich ludzi,
których spotkałeś, zaczynając od dnia dzisiejszego i cofając się do
momentu narodzin.
To zadanie tytaniczne, które może
zająć lata, ale warto, ponieważ
w zasadzie przepisujesz swoje
wewnętrzne archiwum.
Bierzesz pierwszą
osobę z listy i odtwarzasz w
pamięci konkretną scenę z nią związaną.
Nie abstrakcyjny obraz, ale pojedynczy
epizod, rozmowę, kłótnię, spotkanie,
uścisk. Gdy scena stanie się wyraźna,
jak krótki film, to zaczynasz
głębokie oddychanie. Obróć głowę w kierunku
prawego ramienia. Biorąc głęboki, powolny
wdech, płynnie obróć głowę w lewo,
kreśląc brodą łuk nad klatką piersiową. W
tym momencie wizualizujesz siebie
wycofującego całą energię, którą zostawiłeś w tej
sytuacji.
Odzyskujesz swoją radość, swój ból,
swoje oczekiwania, wszystko czym wtedy zapłaciłeś.
Kiedy dotrzesz do lewego ramienia rozpocznij wydech.
Wydychając, płynnie odwróć
głowę w kierunku prawego ramienia. Tym
ruchem dosłownie jak wachlarzem wymiatasz z siebie cudzą energię: cudze słowa, emocje,
rozkazy i oczekiwania tego człowieka. Oddajesz jemu to, co nie należy do ciebie.
Na koniec weź krótki wdech i wydech,
patrząc prosto przed siebie, aby przerwać
więzy energetyczne.
To jest podobne do
działania filtra fizycznego. Wdech - moje do
mnie. Wydech - twoje do ciebie. Oczyszczasz
kanały komunikacyjne.
Z czasem ruchy stają się
rytmiczne, oddech głębszy, a sceny
mniej lepkie.
Efekt tej inwentaryzacji jest oszałamiający.
Ciężkie, traumatyczne wspomnienia
zamieniają się w puste, wyblakłe
obrazy, jak stare fotografie, które utraciły swój emocjonalny ładunek.
Pamiętasz, co to było, ale nie powoduje to już
skurczów żołądka, łez
ani wściekłości. Odzyskujesz swoje inwestycje, zamykasz niezdrowe konta i
stajesz się całością.
Z każdym
przeglądanym wydarzeniem powraca do ciebie prawdziwa siła fizyczna.
Czujesz przypływ energii bez wyraźnego powodu. Oddychasz lżej,
jakbyś zdjął niewidzialny plecak.
Zaczynasz lepiej spać, myśleć ostrzej i rzadziej chorujesz, ponieważ
energia przestaje przeciekać do tylnych
korytarzy pamięci.
Ale najważniejsze jest
coś jeszcze. Według jasnowidzów, po śmierci
czeka na nas potężna kosmologiczna siła,
którą oni nazwali orłem. Orzeł jest
nieustępliwy. Żywi się ludzką
świadomością wchłaniając całe nasze
doświadczenie życiowe i właśnie ta "inwentaryzacja" - to ponowne przejrzenie i oczyszczenie energetyczne swoich mentalnych archiwów jest największa sztuczka szamanów.
Przywracając
energię i uwalniając emocje, tworzysz
doskonałą kopię informacyjną swojego
doświadczenia życiowego. W chwili śmierci
dajesz orłowi ten "folder". Orzeł przyjmuje
tę kopię jako pożywienie, a twoja prawdziwa
siła życiowa, twoja oczyszczona świadomość,
ma szansę prześlizgnąć się obok jego
dziobu, nie rozpływając się w bezosobowym
strumieniu. Spłacasz swój dług wobec wszechświata,
chroniąc siebie.
Ścieżka wojownika to nie
spacer po parku ani modna weekendowa praktyka duchowa. To codzienna,
cogodzinna wojna. Wojna o uwagę, o
jasność, o fragmenty własnej mocy,
które tak łatwo gubią się w błahostkach.
Każdy konflikt, każda zniewaga, każdy
przebłysk użalania się nad sobą to pole bitwy.
Nie
miejcie złudzeń, że po wysłuchaniu tej
historii obudzicie się jutro jako niezniszczalny
mag. Umysł drapieżnika nie zniknie
z dnia na dzień. Dyscyplina to spoiwo utrzymujące świat maga i chroniące go przed rozpadem - nie inspiracja, nie nastrój, ale właśnie
dyscyplina, sucha i uparta.
Będą chwile załamania, będziesz zapominać o praktykach "niedziałania", będziesz żywił urazę do tyranów i pojawią się chwile lenistwa wobec praktyki inwentaryzacji i chęć odłożenia tego na lepsze czasy. Drapieżnik jest sprytny. On
zna cię lepiej niż ty sam. On spędził wieki
badając ludzkie reakcje. On podrzuci tobie myśli, że to wszystko bzdura: "zrobię to
jutro. Jestem zbyt zmęczony. Muszę
najpierw rozwiązać prawdziwe problemy". To
jego głos, a nie twój. A rozpoznanie go
to już połowa sukcesu. Wojownik nie zawsze wygrywa.
Don Juan powiedział, że różnica
między wojownikiem a zwykłym człowiekiem nie polega na tym,
że wojownikowi wszystko się udaje, ale
że wojownik jest odporny na głupotę. On może przegrać bitwę, dać się ponieść emocjom,
załamać się. Ale nie zatraci się, nie
uczyni jednej porażki wymówką dla
niekończącego się użalania się nad sobą. Wojownik powstaje
raz po raz, dopóki żyje.
Cała ta
kolosalna praca, wymazywanie
osobistej historii, śledzenie, remanent dawnych zdarzeń służy jednemu celowi - aby zgromadzić wystarczająco dużo
energii na tę właśnie chwilę, kiedy
duch otworzy przed tobą drzwi.
To
nazywa się centymetrem sześciennym przypadku.
Szczęście przychodzi do każdego, ale tylko wojownik
z wolną energią i
nieskazitelnością jest w stanie zauważyć
tę szansę i natychmiast ją wykorzystać. Dla
przeciętnego człowieka, obciążonego urazami
i rutyną ta chwila przelatuje
niezauważona, rozpływając się w hałasie
wewnętrznego dialogu.
Ostatecznie
wszystko sprowadza się do świadomości naszej
śmiertelności. Większość ludzi żyje tak, jakby byli nieśmiertelni. Odkładają życie
na później, marnują lata na niekochaną prace, na kłótnie o błahostki, na
spełnianie oczekiwań innych ludzi. Zachowujemy się
tak, jakby przed nami była wieczność,
jakbyśmy mogli sobie pozwolić na luksus niekończącego się odkładania na później.
Ale śmierć jest naszym jedynym mądrym
doradcą. Ona jest zawsze obecna za naszym lewym ramieniem i nie da się zwieść żadnym
wymówkom.
Zapytaj ją: czy ten
problem jest ważny, skoro mnie tu dziś nie będzie? A śmierć odpowie, że nic się nie liczy,
poza twoim kontaktem z
duchem, poza tym, jak w pełni
wykorzystałeś szansę bycia żywym. Życie
jest zbyt krótkie, aby spędzać je będąc pożywieniem i czyjąś bateryjką.
Zaraz po
zakończeniu tej opowieści będziesz miał
wybór:
- albo ulec grawitacji nawyku,
ponownie otworzyć kanał informacyjny,
zanurzyć się w pochłanianiu mentalnej papki,
użalić się nad sobą i posłusznie
pozbawić się swojej jasności.
- albo
zostać myśliwym, przestać być
przewidywalny, wymazać swoją osobistą
historię i rozpalić własny ogień chociażby na krótką chwilę.
Przekształćcie swoje życie w ostatni taniec wojownika.
Zatańczcie go z pełnym oddaniem, z
kontrolowaną głupotą, ze śmiechem i
lodowatym dystansem.
A kiedy drapieżnik
ponownie sięgnie po
twoje żale lub strach, pozwól mu
złamać sobie zęby w absolutnej pustce, gdzie
byłeś jeszcze chwilę temu. Stań się
niejadalny, jesteś wolny.
Przyjaciele, każde prawo Wszechświata działa
tylko w ruchu. Nie pozwólcie, aby zdobyta wiedza stała w miejscu. Jeśli ten film był pomocny, zamknijcie krąg wymiany energii, polubcie go i
zasubskrybujcie kanał. To najlepszy sygnał
dla mnie, żebym kontynuował, a dla Was znak, że
jesteście gotowi na nowy poziom sukcesu.
Dziękuję, że jesteście i do zobaczenia
w następnym odcinku.
wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=s2Vh2Qxjhus