niedziela, 5 lipca 2026

Przebaczenie dla świata – Wiktor Sawieliew

oryginał jest tu:  https://www.youtube.com/watch?v=id7rk69suIc

  Cześć wszystkim. Witajcie ludzie. Witaj Władimirze - bardzo się cieszę, że nas odwiedziłeś na swoim rowerze.  A tak przy okazji, twój rower jest lepszy niż mój. Przyglądałem się obydwom. Twój jest wygodniejszy. Dla tych, którzy nie wiedzą, jeżdżę czasami na rowerze [śmiech] na przykład z rodziną. 

  No więc, o co zapytamy dzisiaj, w jaki sposób mamy się dziś zbliżyć do Boga? Bo  każde takie pytanie przybliża nas do Boga. Każda odpowiedź przybliża nas.

  Wszystko przybliża nas do Boga. Niektórzy upadają ku Niemu, inni wstępują do Niego. Kiedy upadasz, to przybliżasz się do Niego szybciej. No cóż - jest wiele niedogodności, to bywa bolesne (śmiech), ale to nas uczy rozumu. 

 Jest w internecie mnóstwo takich krótkich notatek, a jedną jaką tam przeczytałem brzmiała: Jakiś starszy japoński mnich wysokiego stopnia brał udział w całonocnym czuwaniu.

On był cały we łzach. Najwyraźniej w jakimś stanie modlitwy modlił się o przebaczenie świata. 

 O przebaczenie dla świata?

 I Widząc go w tym stanie, ukazał mu się Bóg.  I zapytał: „Co się stało, że jesteś w takim stanie we łzach? No cóż, najwyraźniej jego stan emocjonalny był poważny. Bóg dalej mówi: „Czy nie wiesz, że będę osądzał ten świat? Gdyby choć raz ktoś mnie wezwał i poprosił o przebaczenie, to zostanie mu przebaczone". I natychmiast w głowie tego mnicha pojawiła się myśl: „No faktycznie, co ja w takim razie czynię?” A ten odpowiedział na jego myśl:  „Tak się stanie – różnica polega na tym, że im po prostu zostanie przebaczone. A tacy ludzie jak ty będą moimi przyjaciółmi". 

  Tak to mniej więcej brzmiało, ale ogólnie taka to jest myśl. Czytałem w Shrimad Bhagavad i tam jest napisane, że moc Boża jest tak silna, że ​​jeśli ktoś nawet przypadkowo, nieumyślnie ją przywoła, to będzie już wyzwolony. 

Jeśli ja to dobrze rozumiem, że taki człowiek już nie będzie musiał się wcielać w materialnym świecie - że tak potężna jest siła Boskiego imienia. 

Rozumiem nasz temat, przebaczenia światu, - tych, którzy pragną przebaczenia światu. Ogólnie rzecz biorąc, można ich inaczej nazwać strażnikami pokoju. Stróżami pokoju, ponieważ kiedy ten świat nie uzyskał przebaczenia... no jak ten nasz świat jest osądzany? Na przykład poprzez brak pokoju albo brak wojny. 

 Ktoś cię tam zaatakował, tu jakiś sędzia coś od ciebie żąda,, ktoś powiedział coś złego, albo przypadkowo człowiek został pozbawiony rozumu, przypadkowo gdzieś zgrzeszył i go osądzają, prawda? 

 Czyli, że to nie jest pokojowe istnienie. Pokojowe istnienie jest wtedy kiedy wiem co czynię, nikt się nie wtrąca, a nawet mi pomagają. To jest pokój. A brak pokoju na świecie jest jak kara. 

Właściwie, jeśli człowiek słucha tego, co tam jest powiedziane w jego wnętrzu, Bóg w sercu mówi tobie: "musisz zrobić to, to i tam to". A co on wtedy mówi? "Weź swoją część, swoją dolę i nie wkraczaj w czyjąś - nie wkraczaj w czyjeś kompetencje, w czyjś zakres działań" - i to wszystko -, wtedy nastanie wieczny pokój. Nie będzie żadnej wojny. To mówi pierwsza mantra "Shri Upaniszad".

 Dlaczego tak będzie? Ponieważ twój udział, twoja dola, którą wyznaczył tobie Bóg jest mistyczna. A Bóg nas zapewnia: "ja jestem patronem mistyków. Wszystko, co wtedy uczynisz nie będzie miało reakcji karmicznych".  

Żadne inne działanie nie jest twoim udziałem. Jeśli nie słuchasz tego głosu ducha świętego w sercu, ale pomyślisz sobie: "wydaje mi się, że ten wariant, który proponuje mi sąsiad jest lepszy" to to działanie będzie połączone z cierpieniem - nawet jeśli jest przy tym tworzona dobra karma.

 Bóg nie proponuje nam czynienia dobrej karmy, bo dobra karma różni się od złej tak samo, jak suche odchody od mokrych. Tak to jest ujęte w Wedach.

A każde działanie, które jest karmiczne, z pewnością sprawi cierpienie. Z powodu dobrej karmy też cierpisz, męczysz się - wtedy każde działanie będzie wiązało się z dymem, czyli z pewnymi niedociągnięciami, ponieważ kiedy czynisz coś, co nie jest twoje, to czynisz to wtedy bez Boga. Nie jesteś ekspertem w tym świecie - to on jest ekspertem w tym świecie. 

  A kiedy wykonujesz to, co on ci podpowiada, to wtedy on czyni to wraz tobą, a w tych innych działaniach on nie uczestniczy. On ci pozwala na to i to wszystko, jego udział się na tym kończy. 

  I wszystko co wtedy czynisz zaczyna dymić i palić się. I tak oto palisz i palisz się, i wykonujesz coś niedoskonale - a wtedy te twoje niedoskonałości rzucają się do przodu, wybiegają niejako przed ciebie i napadają na ciebie ponownie.  

 To nazywa się reakcją karmiczną. I tylko to co jest twoim przeznaczeniem wykonujesz w pełni - wtedy spełniasz swój cel, wykorzystujesz wszystko, a wtedy nie ma karmy. To jedyny sposób - jedyna droga.

   I wtedy nie musisz wybaczać światu. Świat nie jest nic winny, nic nie wymaga wybaczenia. Ty jesteś w tym i to jest po prostu normalna egzystencja tutaj na Ziemi, a nie gdzieś tam indziej. To się nazywa duchowe życie.

   Nie świat duchowy, ale życie duchowe. W starym wydaniu Bhagavad Gita  napisano: „A potem, jeśli postąpisz w ten sposób, to natychmiast przejdziesz ze świadomości materialnej do świadomości duchowej, a twoje życie materialne przekształci się w życie duchowe właśnie tu i teraz”. 

  A w nowym wydaniu to przepisali, zmienili to i powiedzieli: „A jeśli będziesz robił wszystko w ten sposób, to po śmierci, kiedy umrzesz, wejdziesz do świata duchowego”.  

Czyli, że tu nie chodzi o lokalizację geograficzną, ale o stan otaczającego ciebie środowiska. Ono wtedy traktuje cię inaczej. I wtedy nie ma tam czego wybaczać, bo nie ma tam żadnej reakcji. Przebaczenie jest skutkiem jakiegoś działania. I nazywa się to działaniem w niedziałaniu. 

 Jest nawet specjalny werset na ten temat, nie będę się w tej chwili wdawał w szczegóły. Każdy, kto rozumie działanie w niedziałaniu i niedziałanie w działaniu, ten jest zuch i posiada pełną wiedzę. Wszystko u niego jest w najlepszym porządku.

A otaczający ich ludzie patrzą i mówią: „Jak mu się to tak wszystko udaje? On ma takie szczęście. A my tutaj wkładamy więcej wysiłku i nic nam nie wychodzi”. No bo zajmujecie się czymś co nie należy do was - wtedy Bóg wam nie pomaga, a temu drugiemu pomaga.

 A ci ludzie ciągle narzekają - mają nieustanne pretensje. I mają potrzebę przebaczenia komuś, bo kiedy pchają się w niewłaściwe miejsca, gdy znajdują się w niewłaściwym miejscu,

to los ich bije po twarzy - doświadczają wtedy nieustannych przeciwności i wszelakich nieszczęść. A te nieszczęścia, które ich spotykają mają jeden jedyny cel aby zepchnąć ich z powrotem w stare koleiny. I nie ma innego celu. A my mówimy: „Och, muszę odpokutować”.  

Krótko mówiąc, wkraczamy na czyjeś terytorium i modlimy się do Boga: „Uświęć to miejsce”. On mówi: „macie już tam swoje poświęcone, idźcie tam” (śmiech). A my na to mówimy: „Nie, uświęć dla nas to”.

 On na to odpowiada: „wszystko co mogę tobie powiedzieć to odejdź stąd natychmiast i wróć tam, gdzie kochasz. Nie możesz wybrać tego, co kochasz. Nie możesz wytresować tej miłości. To jest ten ptak szczęścia, który żyje na tym terytorium, a na tamtym go nie ma. Ryba nie może żyć bez wody - tam musisz się udać. 

Cała wolność wyboru polega na wyborze, czy kochasz, czy nie kochasz. Ale nie wybieramy tego co kochać. Nie wybieramy miłości. To już jest wrodzone, jest już wszędzie zapisane. Jest zapisane w irydologii, chiromancji - dosłownie wszędzie.  

Ludzie tam zaglądają i mówią: „Tak faktycznie, to jest z góry ustalone”. Ale to jest dla nieświadomych. Każdy, kto słucha tego głosu w sercu nie odejdzie ani o krok od miłości. Chiromancja da ci podpowiedzi, która linia i co czynić - a głos w sercu mówi ci wprost: "w tym przypadku tak, w tamtym przypadku tak". I nie musisz studiować chiromancji, irydologii, frenologii i wszelkich podobnych rzeczy. Nie trzeba się tym zajmować.

   Co więcej, musisz zostać jakimś tam specjalistą a i tak popełnisz błąd. A Bóg w sercu czy też Duch święty mówi nam: "ja jestem nieomylny.”. 

 I dlatego świat może zostać wybaczony tylko wtedy, gdy nie jest osądzony, gdy jest zrozumiany. Właściwie całe nasze osądzenie to symptom niezrozumienia. A potem konieczne jest przebaczenie – musimy mu wybaczyć: "Och, muszę mu wybaczyć, bo żywiłam do niego urazę i teraz wszystko będzie źle. Muszę wybaczyć".  

 Ale wybaczenie nie jest wynikiem czegoś, co gdzieś przeczytałem, że jeśli nie wybaczę, to będę się źle czuł - więc muszę wybaczyć, żeby poczuć się dobrze. To nie tak działa. Przebaczenie jest wynikiem zrozumienia, dlaczego on to zrobił, a zwłaszcza dlaczego uczynił to mnie, takiemu świętemu człowiekowi (śmiech). 

I jak on w ogóle mógł to zrobić? Na co on sobie pozwala? Lecz kiedy rozumiem, że zrobił to dla mojego dobra, zrobił to całkowicie nieświadomie, że rozumie, że to zrobił, że nie mógł postąpić inaczej w tych warunkach w jakie ukształtowała go jego karma..... Wtedy rozumiem, że tak naprawdę nie ma czego wybaczać. Wybaczenie jest wynikiem zrozumienia i niczego innego. Ale zrozumienie jest dane przez Boga kiedy zwracam się do Niego.

Lecz  jeśli nie zwracam się do Niego, i próbuję sam zaprowadzić porządek, wciąż jestem zdezorientowany ale mimo wszystko wybaczam, mówiąc: „No dobra, żyj, wybaczam tobie”.  

 To nie jest wybaczenie. Wtedy ten karmiczny ogon nadal ciągnie się za mną i ciągnie.

  Jest taka - może to przypowieść, a może to naprawdę się wydarzyło, może w tej   Ławrze Kijowskiej, w tym podziemnym miejscu jest ta kijowska jaskinia - w każdym razie tam gdzie jest tak wielu tych duchowych braci w Chrystusie. I ktoś tam nagle umiera. 

  Ach, nie - to jednak przypowieść wedyjska. Przypomniałem sobie wszystko. Pewien z tych mnichów umiera. A on był mało znaczącym mnichem - nie wyróżniał się zbytnio. Wszyscy byli w jakiś sposób pożyteczni a on nawet sprawiał pewne niedogodności tym innym współbraciom wokół siebie. 

On jakoś specjalnie nie szkodził innym, wykonywał wszystko uczciwie. Ale bywało, że zamiast wypełniać swoje obowiązki - zamiast coś posprzątać stał z otwartymi ustami licząc wrony na niebie. Po prostu zatracał się w marzeniach i potem przez niego same problemy. 

No i nadszedł jego czas i choroba czy coś, nie wiadomo. On umiera i nagle bach! Wszyscy patrzą, jego twarz się wykrzywia. Oni mówią: "no tak, na pewno poszedł do piekła, on wszystkim działał na nerwy, więc poszedł do piekła. Czyli nasze przewidywania jednak się spełniły".

 I nagle twarz tego umierającego się rozjaśniła.  Pojawił się uśmiech i takie światło promieniuje od niego na całą celę. Wszyscy mówią: "och! - niemożliwe, to są oznaki świętości. Któż z nas by pomyślał, że on był świętym?"

 I nagle stało się coś co czasem się dzieje w śnie letargicznym albo w kostnicach. Ktoś leżał tam trzy dni, a potem wstał i poszedł sobie, tak, bez żadnego cudu. Tak samo ten mnich się nagle przebudził i zaczął oddychać - nikt nie robił żadnej reanimacji.

 I wszyscy mówią: „No przyznaj się, coś ty takiego tajemnego czynił, że jesteś święty? My nic nie wiedzieliśmy. My też chcemy tak lśnić”. Więc ten opowiedział: „Ja nic nie robiłem, widzicie, kiedy oddzieliłem się od ciała, to przyszli do mnie Jamaduci, - diabły z ogromnymi listami moich grzechów. I zdałem sobie sprawę, że to koniec, byłem tak bardzo przestraszony.

 I gdy tylko złapali mnie za ramiona, to nagle pojawili się ci Wisznuduci, czyli aniołowie i powiedzieli: „To nasz klient, nie dotykajcie go”. Diabły pokazują tę długą listę jego przewinień mówiąc: „Patrzcie, oto nasze dossier na niego - widzicie to wszystko?”. A oni odpowiadają: „Ale weźcie pod uwagę, że on nigdy nikogo nie w swoim życiu nie osądził”. I gdy tylko to powiedzieli, to wszystkie te listy grzechów w rękach diabłów nagle spłonęły. I był wolny.

 On nigdy nikogo nie osądzał. Więc jak mówił Jezus: „Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni", prawda? Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni, bo jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. I on mówi, że w tym momencie się ocknął. Taka to jest przypowieść.

  To znaczy, przebaczenie dla świata to po prostu nie osądzajcie. Ten mnich nie był jakimś wybitnym mędrcem, ale po prostu nie osądzał. Miał w sobie tyle życzliwości i dobroci. Traktował wszystkich w ten sposób. To wszystko, on osiągnął już całą wiedzę. 

 On mógł być intelektualnie inny od wszystkich, fizycznie inny od wszystkich, ale przewyższył ich wszystkich. Po prostu przebaczył temu światu. Świat nie ma z tym nic wspólnego. Jeśli ktoś jest czegokolwiek winny, to jego własna wina. Krótko mówiąc, świat nie ma z tym nic wspólnego (śmiech).

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=7LOw05S8MXo

 

czwartek, 2 lipca 2026

Błąd w miłości - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=dDRU3QiZCEw

Witajcie ludzie. Jakie jest nasze pytanie na dziś? Przyjrzymy się temu pytaniu. Jaki jest największy błąd w miłości? [śmiech] Okazuje się, że błędy w miłości istnieją. 

A skoro istnieją, to ten błąd jest największy. Ponadto jest tu napisane: "Największym błędem w miłości jest próba zmienienia kogoś zamiast zaakceptowania go takim, jaki jest". No cóż, nie wiem skąd nasz widz wziął ten tekst. Bardzo interesujące.

   Często ktoś wyobraża sobie idealnego partnera z zestawem pewnych cech i chce, żeby ten ktoś do nich pasował, ale z jakiegoś powodu ten ktoś nie może dorównać tym wyobrażeniom - a my wtedy zaczynamy tego człowieka zmieniać. 

 Tak więc pojawia się konflikt między idealnym obrazem, który sobie wyrobiliśmy oglądając jakieś seriale, czytając książki, albo na podstawie tego, że powiedział: "no popatrz jak wygląda ten a jak tamten". 

Po prostu zaczynamy porównywać. Ale jak można porównywać ludzi? Przecież nie ma dwóch takich samych płatków śniegu - a co dopiero powiedzieć o ludziach? No i ten konflikt między idealnym obrazem a prawdziwym człowiekiem, który  jest przed nami - ta dostrzegalna przez nas różnica zaczyna stwarzać problemy.

   No cóż, po pierwsze wyobraźmy sobie, co by było, gdyby ten mój wyimaginowany, sztuczny obraz wydumany przeze mnie odpowiadał realiom.

  Po pierwsze pamiętajmy, że miłość to zainteresowanie, to wzmożone zainteresowanie, koncentracja tego zainteresowania. A gdybym dowiedział się, że tak to jest, tak po prostu i koniec - ten mój wizerunek się nie zmienia, to znaczy, tam  nie ma ruchu, to zainteresowanie bardzo szybko słabnie. 

Pamiętacie jak w serialu "siedemnaście mgnień wiosny" Stiritz oglądał kilka razy - chyba ponad 10 razy oglądał film: "Dziewczyna moich marzeń". On tam miał umówione spotkanie z pewnym łącznikiem i czekał na niego. On nienawidził tego filmu, bo oglądanie tego samego staje się nudne. 

 Ten obraz może nie tylko nam nie odpowiadać, bo wiemy, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki, ta woda już przepłynęła, czas minął, nawet nastąpiły pewne procesy fizjologiczne, miały miejsce pewne procesy mentalne i stajesz twarzą w twarz z innym człowiekiem, musisz go niemal poznać od nowa, prawda?

 Więc jaka jest różnica między kimś, kogo kocham, a tymi ludźmi, których nie kocham? Z tymi, których nie kocham jest tak, że jeśli ich pewnego razu poznałem to oni za rok czy za 2 lata są zawsze tacy sami.

 Natomiast człowiek, którego kocham zmienia się każdego dnia. A jeśli to zaczyna mnie irytować, to muszę się w to zagłębić, bo zaczynam popełniać największy błąd w miłości.(śmiech)

 Bo żeby było ciekawie, to ta aktualizacja jest koniecznością, bo tam, gdzie są dwoje.... istnieje przyjaźń i istnieje miłość. Czym się one różnią? Przyjaźń jest wtedy, gdy ludzie są podobni - oni oglądają te same filmy, mają te same smaki kulinarne i tak dalej. Na tym polega przyjaźń. Kiedy tacy się spotykają, to wzmacniają się nawzajem, jak ta amplituda, te sinusoidy się pokrywają i nie są dwa razy silniejsze, ale znacznie silniejsze. No wiecie, to tak samo jak żołnierze przechodzący przez most - drgania tak rosną, że most może się nawet zawalić. 

 Ale u ludzi zakochanych jest zupełnie inaczej.  Oni nie mają tej jasno określonej, brutalnej siły, którą razem tworzą i nagle bach! zebrali się i przebijają się. To nie jest tak jak z przyjaciółmi, którzy się wspólnie zebrali i teraz pokonamy na przykład jakiegoś wspólnego wroga. 

 U zakochanych jest inaczej - oni po prostu idą i jest obok nich cisza. Żadnych konfliktów, nic. Dlaczego? Bo kiedy są razem, to zarówno on się zmienia, ona się też zmienia i pojawia się coś trzeciego co aż na poziomie molekularnym odpowiada temu, co trzeba uczynić w tym czasie i w tym miejscu. 

 I dlatego jest taka aura wokół, pojawia się takie pole - nazwijmy to dobrostanem. Wszystko się układa - nie ma potrzeby z niczym walczyć. Wystarczy sama obecność. Tak działa miłośćTam, że tak to ujmę, manifestuje się częściowo jedność całego świata - ona jest tam zlokalizowana. Słyszeliście, że Bóg jest miłością prawda? Bóg przyszedł tutaj, oni go wpuścili, zaryzykowali że tak powiem bycie razem.

No tak, ale nasze pytanie jest nieco inne - ono brzmi: "co jest największym błędem?"

Jest to konflikt między idealnym obrazem towarzysza życia a prawdziwym człowiekiem. Ogólnie rzecz biorąc, to zdanie, to stwierdzenie, że prawdziwa miłość opiera się na akceptacji, a nie na próbach przerobienia swojego męża czy żony.

   Dlaczego? Bo zobaczcie jakie to jest nieopłacalne ekonomicznie, jak to jest stresujące. Spójrzcie, poświęcamy energię nie tylko na to, żeby po prostu coś zrobić. Później brak na nam na to zarówno czasu jak i energii. 

 Poświęcamy wiele sił na zbliżenie się - na to co nazywamy "budowanie relacji" czyli naprawienie tego co wydaje nam się nieprawidłowe.. 

No bo jesteśmy prawie u celu, ale to jest złe, zaczynamy nad tym pracować i w tym czasie w zasadzie nie żyjemy. I pojawia się takie napięcie. Wychodzi na to, że jedna ze stron ciągle nad tym pracuje, a ten drugi czuje, że on sam, taki jaki jest, nie wystarcza. 

Pojawia się u niego kompleks niższości, a drugi czeka, aż on to coś naprawi. I tak czekają na siebie nawzajem. No i jak długo można wytrzymać w tym napięciu? To nie jest to czego szukamy.

 Ogólnie rzecz biorąc bliskie relacje to takie, kiedy ludzie mogą się zrelaksować w swoim towarzystwie, kiedy nie spodziewają się noża w plecy i mogą razem nad czymś pracować. To jest relacja osobista. 

 Nie da się "budować relacji". A tak przy okazji, chcę powiedzieć, że każda relacja  osobista ...... chcę powiedzieć, że miłość istnieje nie tylko między mężczyzną, kobietą. Relacja pomiędzy przyjaciółmi ​​to również miłość. Na sanskrycie nazywa się to sathia rasa. Istnieje również shanthia rasa. To miłość sprzedawcy do kupującego, na przykład. To jest shanthia rasa. Tam między nimi są pieniądze i tak dalej. To znaczy, miłość, ma wiele odcieni. 

Tradycja wedyjska wylicza 12 rodzajów miłości. I tylko jeden z nich to miłość małżeńska. Gwoli sprawiedliwości należy powiedzieć, że ta małżeńska obejmuje wszelkie inne relacje.

Kiedy mówimy o miłości, to z jakiegoś powodu mamy na myśli tę miłość małżeńską, ale przyjaźń to też miłość, tylko nazywa się ją inną nazwą, na innym poziomie miłości. 

 Spójrzcie, po co jest nam dana miłość? Myślimy, że jak będzie miłość to będzie szczęście. Nie, to nie tak. Miłość jest nam dawana w jakimś celu. Jeśli jesteś leniem i nic nie czynisz, to nie będzie dla ciebie miłości ani z przyjaciółmi, ani z dziećmi, ani z rodzicami -  z nikim.  

 Ale jak tylko się w coś zaangażujesz, to wzmacniają się twoje relacje. Przychodzi do ciebie kolejny człowiek, potem kolejny i następny do którego możesz się spokojnie odwrócić plecami i nie bać się. To są osobiste relacje, które niczego nie przeliczają, które są połączone w jedną całość. 

   Jednoczy ludzi wspólne działanie. To nie jest tak, że można uzgodnić istnienie relacji przy kawie i ciastku. Albo razem planujecie obrabowanie banku, albo regularnie chodzicie do sauny, albo budujecie świątynię. Każdy związek, każda relacja dobra czy zła powstaje przez działalność, każda aktywność tworzy relacje. Relacje same w sobie są bezużyteczne. 

 Jeśli dana aktywność, dana działalność jest wystarczająco konieczna, jeśli podoba się ona Bogu i ludziom wokół to wtedy pojawiają się towarzysze, współpracownicy czy jakkolwiek ich tam nazwiesz - małżonkowie również.

 Właśnie dlatego nie musisz tracić czasu na naprawianie relacji, bo jak tylko podejmiesz jakieś działanie, to natychmiast zgłosi się do ciebie odpowiedni towarzysz konieczny do tego przedsięwzięcia. Jeśli zadanie jest duże, to współ-partner dopasuje się do niego, bo wtedy twoja siła wzrasta, ponieważ nie starczało sił do wykonania tego zadania.  

 A w jaki sposób relacje mogą ulec zniszczeniu? Podejdzie do ciebie ktoś różniący się od ciebie - to jak w tym filmie "Książę w Nowym Jorku" - Eddie Murphy podróżował po Ameryce. Tam główny bohater ucieka ze swojego królestwa do Nowego Jorku, aby zbuntować się przeciwko zaaranżowanemu przez rodziców od samego dzieciństwa małżeństwu.

On odpowiedział: „Nie, nie, to się nie uda. To nieciekawe, to ta sama stara historia". Każdy jest wyjątkowy. Błędem jest brak akceptacji wyjątkowości drugiego człowieka, a to prowadzi do konfliktów, rozczarowań, rozpadu relacji zamiast do normalnego, szczęśliwego życia.

  Normalne, szczęśliwe życie jest już dla nas przygotowane. Dopiero co się urodziliśmy a ono jest już dla nas przygotowane. Po prostu wykonuj swoje. Szukamy relacji, ale nie chcemy pracować. Jesteśmy leniwi, ale chcemy kochać, ale tak to się nie uda. 

  Do pracującego człowieka od razu podejdzie normalny człowiek. To oczywiście nie musi być jakiś ciężko pracujący człowiek - 

Było kiedyś takie bardzo znane i prawdziwe zdarzenie - zakochali się w sobie na zabój oszuści. I oni nie byli jakoś szczególnie silni fizycznie. Któreś z nich miało kłopoty z nogą - na podstawie tej historii nakręcono film, ale już nie pamiętam tytułu. Oni rabowali banki - to byli znani rabusie. On ja zobaczył, a ich pasją było okradanie banków.

 I tak zakochali się. Było o nich głośno przez bardzo długi czas. A najważniejsze jest to, że ludzie ich wspierali, bo rabowali banki na ludności. No cóż, potem oczywiście ich zastrzelili. To znaczy, życie przestępcy jest barwne, ale niedługie. 

  Więc miłość oznacza postrzeganie człowieka jako całości, łącznie z jego wadami, niedoskonałościami - i nie próbuj mierzyć go jakimiś dziwnymi standardami, bo twoje standardy to twoje standardy. Przecież wzrost czy waga  bywają różne - jak w ogóle można w ten sposób?

  Mało tego - podkreślę to raz jeszcze na zakończenie - niedoskonałości zwracają naszą uwagę. Dotykają. I im bardziej kompensujesz te niedoskonałości u danego człowieka, one znikają, a pojawia się znów problem znalezienia kolejnych niedoskonałości.  

 To znaczy, u materialistów, gdzie są relacje biznesowe, wszystko jest wręcz przeciwnie, oni szukają zalet i starają się ignorować niedoskonałości - tutaj jest odwrotnie. 

  Tak w zasadzie pragnienie zmiany kogoś innego opiera się zazwyczaj na chęci poprawy swojego życia kosztem kogoś innego. Jeśli mamy być szczerzy, to spójrzmy w głąb siebie. W końcowym rezultacie nikt od tego nie jest szczęśliwszy - ta motywacja jest wprost napisana na czole i nie uda ci się jej ukryć za żadnym uśmiechem - to nie daje szczęścia.

Szczęście i miłość to to, co dajesz, a nie to, co bierzesz. Tak w ogóle próby całkowitej zmiany towarzysza życia sygnalizują, że wybrałeś niewłaściwego, nieswojego człowieka - to jest źródłem problemu, albo przestałeś spełniać swoją funkcję. Wtedy nie masz prawa do wsparcia. 

Moja funkcja, musi działać w każdych warunkach. Więc ma miejsce taka polityka, albo inna polityka. Wiemy, że największą miłością byli obdarzeni ci, którzy, znaleźli  to, co musieli czynić i nieustannie się tym zajmowali. 

 Weźmy na przykład małżeństwo tych lekarzy Szalapin, oni zawsze byli razem i w tych szpitalach polowych, ręce ciągle we krwi bo tam wtedy była wojna.

   Zasadniczo akceptacja. Czym jest akceptacja? Akceptacja to przyznanie, że inny człowiek jest odrębnym wszechświatem, z własną historią. On mógł się urodzić innego dnia - pod innymi gwiazdami. 

Wyobrażacie sobie, jakie to głupie? On urodził się pod innymi gwiazdami, a ja twierdzę, że musimy zmienić ten jego horoskop. No jak? Jak w ogóle można to zrobić? To oznacza przecież inny charakter, inne nawyki.

 Cóż, próba przerobienia kogoś to przede wszystkim oznaka nieufności. Jeśli nie ufam danemu człowiekowi, to znaczy, że prawdopodobnie nie jest to dar od Boga i pojawia się pragnienie kontroli. Bo jeśli to nie jest dar od Boga, to pewnie od Diabła i trzeba go kontrolować. Mogę ufać tylko temu, który pochodzi od Boga - ten mnie nie oszuka.

  Gdzie zaczyna się miłość? Tam gdzie kończy się pragnienie manipulowania kimś - manipulowania czyjąś osobowością dla własnego dobra, żeby samemu czuć się komfortowo, żeby mi było wygodnie.

   I spójrzcie, czy ludzie zmieniają się w takich związkach?  Oczywiście, że się zmieniają, oczywiście, że nie pozostają tacy sami. Oni przejmują cechy charakteru od siebie wzajemnie, w jakiś sposób się zmieniając. Powiada się przecież, że mąż i żona staja się jednym ciałem - i dotyczy to wszystkich naszych ciał, nie tylko ciała materialnego. 

 Ale ludzie zmieniają się tylko wtedy, gdy sami tego chcą. A kiedy konkretnie tego chcą? - w atmosferze bezpieczeństwa, to znaczy, szantaż tam nie działa. Można oczywiście udawać, ale to nie działa. 

 To jest możliwe tylko w atmosferze bezpieczeństwa, akceptacji. To prawo karmy. Każde działanie wywołuje reakcję. To są prawa fizyki. Nie chodzi tylko o to, że on ma jakiś zły charakter. Tak to się manifestuje w relacjach. 

 Wywieram presję na tego człowieka.  A czy on może chcieć ustąpić? nie, on też będzie wywierał presję - będzie naciskał. Więc ostatecznie nie zaakceptuje. Instynktownie będzie stawiał opór. I to nawet nie on to czyni, to sprawiają guny natury materialnej, które nie pozwalają na takie stłumienie - na takie unicestwienie osobowości. 

A jeśli zaakceptujesz człowieka jako całość, ze wszystkimi wadami i zaletami, to człowiek ten uzyskuje pewien zasób, który zostaje uwolniony zamiast walczyć i coś udowadniać. To taki zasób do rozwoju - ale ten rozwój sam w sobie musi być jego wyborem. 

 To znaczy, że nie powinienem podchodzić i stawiać warunku: będziesz się rozwijać czy nie będziesz? (śmiech)

 Zauważcie więc, że ważne, żeby nie mylić tej akceptacji. Żeby to nie było tak, że akceptuję człowieka takim, jaki jest, z taką nudną cierpliwością. Zaakceptowałem to, toleruję to, 

  To jest wtedy, kiedy cię to nie irytuje - na przykład jedno jest domatorem a drugie lubi imprezy. Wtedy gdy mnie to nie irytuje, to jest akceptacja, ale kiedy to toleruję, to nie jest akceptacja - ja mam wtedy chęć zmienić tego człowieka.

  Ale tolerowanie braku szacunku, agresji czy jakiejś zależności - bo mam nadzieję, że ten ktoś się poprawi. Toleruję to mając nadzieję, że może on przestanie mnie tak mordować. Tak postępować nie warto. 

  A tak przy okazji, dlaczego w tym sformułowaniu nazywa się to największym błędem?  Bo próba zmiany drugiego człowieka może zająć całe lata życia. A ostatecznie oboje pozostaną nieszczęśliwi. Jedno, bo nie jest doceniane, a drugie, bo jego oczekiwania nie zostały spełnione. W każdym razie, wszyscy są nieszczęśliwi. To wszystko na dziś.  

  wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=9IN294bPPNE

 

środa, 24 czerwca 2026

Ślepy wiedzie ślepego - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=r-Afr9W4Ixc

 witajcie  ludzie. 

  Drodzy widzowie, nasza Elena Viesna w końcu się pojawiła. Ona zawsze zadaje mi pytania zaocznie. Odpowiadam na nie w tych krótkich piętnastominutowych filmach. I teraz w końcu jest tutaj jak dawniej na żywo, zadając mi pytania. Zaraz padnie jakieś pytanie, a ja udzielę jakiejś odpowiedzi. No to zaczynajmy. 

- proponuję dziś cytat z ewangelii. Jezus powiedział: „Jeśli ślepy prowadzi ślepego, obaj w dół wpadną”. Prawdopodobnie zwłaszcza teraz kiedy mamy internet, każdy wie, dokąd iść. Niektórzy idą do 5D, inni jeszcze gdzieś wyżej. Wszyscy gdzieś tam ludzi prowadzą. Porozmawiajmy o tym cytacie i o tych różnych przewodnikach starających się gdzieś tam przenieść innych ludzi. 

  Dobrze, jest taki werset w Bhagavadgicie, który mówi, że dusza, istota żywa znajduje się niejako w maszynie wykonanej z energii materialnej. I Paramatma prowadzi takiego człowieka i każdą inną żywą istotę tam gdzie potrzeba. Ona prowadzi, żeby człowiek naprawił karmiczne niedoskonałości i tak dalej, i tak dalej. 

Ona prowadzi bardzo ostrożnie, biorąc pod uwagę pragnienia duszy. I nawet jeśli te pragnienia są niewłaściwe, to i tak bierze je pod uwagę. I tak prowadzi, prowadzi, aby dusza sama zrozumiała, że to nie jest jej potrzebne i że przecież oferta Boga była najlepsza. Człowiek musi o tym zdecydować sam.

  Wróćmy teraz do tego cytatu z ewangelii - co tam Jezus mówił. To nie był wyłącznie Jezus, bo święty Jan z Kronsztadu mówił także: „Niech nikt nie staje się nauczycielem, niech nikt nie nazywa siebie nauczycielem, bo mamy tylko jednego nauczyciela Chrystusa, mamy jednego Ojca, Chrystusa”.  

 Tutaj myśl jest taka, że Jezus Chrystus odszedł ale teraz jest on z nami jako Duch święty w sercu i stamtąd do nas mówi. Czyli, że on nigdzie nie odszedł i będzie z nami dopóki nie zabierze ze sobą ostatniego wierzącego. Taki oto paradygmat. 

  On nawoływał: "słuchajcie tylko tego głosu w sercu". Ktoś może powiedzieć, że to jest jakaś taka kampania reklamowa - ale nie, spójrzmy co na ten temat mówi Bhagavadgita. Jest tam napisane - co prawda nie jest bezpośredni tekst, ale jest to sam koniec nagłówka. A w komentarzu, ostatnie linijki powiadają następująco: „Nikt nie wie, co czynić. Nikt nie wie gdzie ma iść”. Dokładnie to mówi ten tekst. I dalsza część brzmi: "ale ten, kto ufa temu kogo ma w swoim sercu - temu  kto tam jest podpowiadając, ten się nie zagubi - wszystko z nim będzie w porządku". To znaczy, nie wpadnie w dół. 

 No i tu jest napisane w ewangelii Tomasza: „Jeśli ślepy wiedzie ślepego ....”. A kim jest ten ślepy? Ogólnie rzecz biorąc, dusza jest ślepa, ponieważ kiedy dokądś idziemy...... my długo wędrujemy i ostatecznie dotrzemy do królestwa Bożego. No i wszystko jest tam w porządku, nie ma tam żadnych problemów związanych z jakąkolwiek energią materialną.  

 Ale okazuje się, że nie da się tam dotrzeć o własnych siłach. Chrześcijanie mówią, że musisz się kogoś trzymać. Musisz się kogoś złapać ponieważ twoja ścieżka, kiedy idziesz jest bardzo kręta.

A to dlatego, to nie twoje ciało tam zmierza lecz twoja świadomość, twoja dusza. Sanskryckie słowo „atma” tłumaczy się tak samo jako dusza i świadomość. 

  I ta świadomość musi się zmienić i natychmiast, bach, znajdujesz się w tym stanie. I możesz osiągnąć ten tak zwany duchowy świat, będąc tutaj, w tym ciele, w dobrym zdrowiu. I masz wiele lat życia przed sobą. Tych ludzi konwencjonalnie nazywa się świętymi. Udało im się osiągnąć ten stan.

Oni już tam doszli. I dlatego, ogólnie rzecz biorąc, nawet buddyści twierdzą, że nie ma świata materialnego i duchowego. Jest świadomość materialna i świadomość duchowa. I te istoty żyją w zupełnie różnych rzeczywistościach. 

 Niektórzy ludzie żyją w karmie, inni żyją w duchu. Duch jest całkowitym bezprawiem z punktu widzenia karmy. Nie ma tam żadnych ograniczeń, ale to nie oznacza bezprawia. Tam, po prostu jeśli trzeba komuś pomóc, to wyraziłem taką chęć i to się udało. To znaczy, świat się nagina dla tej duszy. W tej znanej pieśni Makarewicza są słowa: "nie będziemy się naginać do kamiennego świata".  

 To jest mniej więcej taka właśnie sytuacja, w której istota duchowa może zmienić rzeczywistość - możecie to sobie wyobrazić? 

Natomiast pozostali muszą  dostosować się do rzeczywistości, muszą ją studiować. Kiedyś myślałem, że te prawa karmy są dla ślepych.  Ślepi postępują zgodnie z instrukcją. Jeśli na przykład chodzę w nocy to można przyjąć, że jestem ślepy - mimo, że mam oczy to i tak nic nie widzę.

  Muszę nosić jakiś noktowizor albo jakiś rodzaj czujnika, albo jakiś rodzaj lokalizacji, jakiś rodzaj echolokacji. Poruszam się za pomocą czegoś, jakiejś wiedzy. albo mapy. Więc podążam zgodnie z mapą, teraz prosto przed siebie, potem w prawo itd. - podążam za jakimiś urządzeniami. 

  Ale gdybym nie był ślepy - gdybym wszystko widział, to nie potrzebowałbym tej wiedzy. Więc człowiek duchowy nie jest ślepy, ale człowiek duszewny już tak. A dlaczego jest ślepy? 

 Bo dusza wie wszystko o swoim ciele - nie tylko o tym ciele fizycznym, ale także o emocjonalnym, intelektualnym i tak dalej. Ona wie czego chcą wszystkie składowe tej ludzkiej maszyny. Ale dokąd pójść, ona nie wie. Ona po prostu chce, żeby było lepiej. 

 Ale czasami chce, żeby innym było lepiej - póki co jest to z egoistycznego punktu widzenia, bo jeśli znajduję przyjaciół, to łatwiej się żyje - łatwiej wtedy podołać jakimkolwiek wyzwaniom.

  Ale rzecz w tym, że w naszym sercu jest nie tylko atma czyli dusza, ale jest tam także także Paramatma. Więc ta Paramatma, w przeciwieństwie do atmy, wie wszystko o ciałach innych istot wokół siebie, o tym, czego one potrzebują. I ona prowadzi cię tą życiową ścieżką. 

Wtedy oczy się otwierają, wtedy kieruję się miłością, współczuciem i podobnymi rzeczami. Z perspektywy materialisty i egoisty wydaje się, że to stratą czasu, i ślepą uliczką. Ale w rzeczywistości to jest ta całkowicie bezpieczna ścieżka, gdzie będziesz w pełni wyposażony. A ta paramatma, czyli duch święty to właśnie sam Bóg mówiący ci: „Zrób to, wykonaj to i tamto”. 

  I jest w Wedach cała shloka, cały werset mówiący o tym, że ​​jeśli posłuchasz tego głosu Boga i to uczynisz, to wtedy On zachowa wszystko, co posiadasz. Wszystko wokół będzie zniszczone a to co twoje zostanie zachowane. Mało tego: On doda to, czego tobie brakuje, pod warunkiem, że go posłuchasz. I to jest prawo. 

  Przeciętny materialista ma niewielką wiarę w to prawo. Dlaczego? No bo jeśli nie możesz sam o siebie zadbać to kto inny się o ciebie zatroszczy, prawda? Gdzie jest ten Bóg? Przecież jego nigdzie nie widać?  

 On jest w każdym człowieku. On szepcze delikatnie i cichutko. Mieliśmy już tu cały wykład pod tytułem: "Szept Boga".  Bóg najpierw szepcze: „Musisz tam pójść”. Jeśli tam nie pójdziesz, to wtedy odezwie się głos logiki i powie: „Och, musisz coś zrobić”. A potem rozlegnie się krzyk cierpienia. Cierpienie zmusza cię do zrobienia czegoś. 

Ale najpierw lepiej posłuchać tego szeptu Boga, a potem wszystko będzie dobrze. Bo kiedy dochodzi do cierpienia, to nie obchodzi cię już ani Bóg ani nic innego, jesteś wtedy jak zwierzę instynktowne. Ten szept Boga to nie tylko szept - to ten rodzaj intymności.

 Takie rozmowy bywają tylko między mężem a żoną, żoną a mężem. Przecież jeśli podejdę do kogoś na ulicy i zacznę mu szeptać do ucha, to co on sobie mnie pomyśli? Mogę nawet wprowadzić człowieka w zakłopotanie. 

  Tak więc to jest taka intymna relacja. A Bóg mówi cicho, bo mówi tylko do mnie i ta rada nie przyda się nikomu innemu. On wskazuje mi tę indywidualną ścieżkę, to jest ten mój kierowca: "oto twoja droga, więc śmiało, nie popełnisz błędu". Tylko On widzi. Wszyscy inni są ślepi.

   Są ludzie, którzy opowiadają: " ja wchodzę na płaszczyznę astralną" [śmiech] Narkomani regularnie wchodzą tam w astral i oni to wszystko tam widzą. Ale jak mówił Shri Aurobinda - nawiasem mówiąc, to było również Twoim pytaniem - on ostrzegał nas, żeby nie mylić tych różnych zjawisk. To nie jest stan duchowy - to jest niższy astral, który nie ma nic wspólnego ze stanem duchowym. 

 Stan duchowy to miłość, to brak strachu, to chęć niesienia pomocy. Nawet jeśli pomagasz w strachu, to już nie jest to. Jeden mi kiedyś opowiadał: "ogarnia mnie taki stan, to mnie dosłownie dopada, wpadam w taki cudowny stan.." - ja mu na to odpowiadam [śmiech]: "to nie jest cud - to narkomania". To slang narkomanów i nie ma to nic wspólnego z duchowością.

 Duchowość coś czyni. Dlatego człowiek widząc, co uczynił czerpie radość ze swojej mocy. A ten sobie coś wstrzyknął, odurzył się, coś go dopadło i teraz czuje się dobrze. To trochę inaczej. Cóż, wiemy, że narkomani nie żyją długo.

 I dlatego, jeśli ślepy prowadzi ślepego to obaj upadają. 

 A powiada się, że największą zbrodnią mędrców jest przedwczesne dawanie wiedzy. To, a propos, ma z tym związek. Prawdziwy mędrzec to guru, to przecież jakiś nauczyciel - mędrzec przekazuje jakąś wiedzę. 

 Taki ktoś po pierwsze, nie otwiera ust, aż go ktoś zapyta. A po drugie, on nie mówi mi, dokąd mam iść. On pyta cię, ty mu to wyjaśniasz. Było tak, potem tak, potem tak, a potem tak, a on mówi: „Och, przecież Bóg w sercu ci to podpowiadał”.

  Taki człowiek po prostu dodaje mi otuchy i odwagi, której nie miałem od razu, żeby pójść tą drogą. Znałem już tę drogę, ale pomyślałem, cóż, jest wiele argumentów, ale ten wybór tak bez argumentacji jest taki słaby. 

 I z ludzkiego punktu widzenia, z ludzkiej perspektywy to jest zrozumiałe - tak jest lepiej, ale się tego bałem. Taki nauczyciel inspiruje mnie do podążania ścieżką, którą już znam. On nie oferuje własnej ścieżki. To jest prawdziwy mędrzec - on nie jest ślepy, jest widzącym mędrcem. 

  I znowu można powtórzyć: "nikt nie wie, kto dokąd powinien iść". Tylko tutaj ta Paramatma w sercu wie i mówi, ale nikt inny nie wie. A jeśli ktoś mówi, że coś wie, to takich nazywa się szarlatanami.  To są szarlatani. Cóż, dziękuję.  To była ewangelia według świętego Tomasza.

 wersja polska:  https://youtu.be/pu3tUk02Euc

 

poniedziałek, 22 czerwca 2026

Nic nie przemija bez śladu – Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://youtu.be/MR6Z7rWUKSo

 Nic się nie dzieje bez przyczyny, nic tu na Ziemi nie przemija bez śladu. To pozostaje w pamięci, nawet jeśli tego nie zauważysz.

Jeśli potem człowieka wprowadzić w stan hipnozy to okazuje się, że on sobie to wszystko przypomina - on zaczyna opowiadać, że siedział sobie a obok niego coś tam się działo. Ale w tym momencie jego uwaga była skupiona na tym co przed nim - tamto zdarzenie zarejestrował kątem oka i od razu o tym zapomniał.

 Wszyscy znamy opowieść  "Hrabia Monte Christo". Tam jedną z postaci był Opat Faria. 

Hrabia został zamknięty w więzieniu i nawet nie rozumiał, kto to zrobił, ani dlaczego. A ten Opat Faria coś tam zrobił nad jego głową, a ten potem natychmiast przypomniał sobie, kto co zrobił i dlaczego, jakie były tego powody.

  Czyli, że nic nie przepada - wszystko jest zapisywane, ale nie w naszych ciałach. To nie jest tak, że można odciąć kawałem naskórka z palca i za pomocą mikroskopu odnaleźć tę informację w naszym DNA. Nasze DNA i całe nasze ciało jest wyłącznie odbiornikiem i nadajnikiem, a informacja znajduje się gdzieś tam w kronikach Akaszy, w matrycy albo jeszcze gdzieś indziej.

  Tak samo nasza świadomość też nie jest w głowie ani nawet w sercu, ale gdzieś poza tym wszystkim.  A ta mała istota ludzka po prostu biega i coś tutaj wykonuje.

  - a skąd otrzymujemy odpowiedzi, kiedy zadajemy pytania? One przecież skądś tam przychodzą?

 - dobrze, zapiszę sobie.

W biblii istnieje takie coś jak błogosławieństwa. Czy wiesz, czym są błogosławieństwa? To Kazanie na Górze Jezusa Chrystusa. Poszedł tam a z nim 5000 ludzi i zaczął mówić: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni pokój czyniący, albowiem oni odziedziczą ziemię i tak dalej. 

 I jest tam pośród tych przykazanie: "błogosławieni ci, którzy łakną i pragną prawdy i sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni". To znaczy, gdy tylko pojawiło się jakieś pytanie: „Jak to jest? I dlaczego tak jest?" Gdy tylko pojawiła się chęć czegoś dowiedzieć - czegokolwiek, na przykład: " jak zbudowany jest wszechświat?", to wiedza o tym wszystkim natychmiast zaczyna do ciebie docierać - nawet jeśli jesteś na pustyni. 

 Musisz po prostu wysłać w przestrzeń to pytanie. Jest taka mała książeczka o nazwie Shri Upaniszady. Zaraz wam ją pokażę. Powiada się, że gdyby wydrukować wszystkie Wedy to nie zmieściłyby się w tym pokoju, a ta książeczka jest z nich najważniejsza.  Shri Upaniszady.

 I tutaj jest napisana ósma mantra, która mówi, że, Bóg jest taki i taki, że jest doskonały, że jest cudowny. A ostatni wers głosi: "to ten, który od niepamiętnych czasów spełnia życzenia wszystkich istot żywych".

  To znaczy, każde moje pragnienie, w tym również pragnienie otrzymania informacji zostanie spełnione. Dlatego musicie bardzo ostrożnie obchodzić się z życzeniami. [śmiech] 

 Życzcie sobie ostrożnie. Zadaj sobie pytanie czy naprawdę tego pragniesz. Dusza na sanskrycie nazywa się "atma" - czasami to słowo tłumaczone jest jako świadomość. Wszystko kręci się wokół świadomości.  

 A świadomość to nie tylko wiedza. Ta świadomość ma trzy cechy. Sadchitananda, wieczność, wiedza, błogość. To znaczy, dusza nigdy nie umiera, ona jest wieczna. I jest błoga. Błogość. To znaczy, jeśli człowiek jest w złym humorze, to znaczy, że jego dusza jest gdzieś tam w ​​pięcie, w nerkach, że gdzieś odeszła. To znaczy, dusza nie jest na swoim miejscu, ona powinna być w sercu. Kiedy jest w sercu, to wszystko z nami jest w porządku.  

A kiedy jest w sercu? Kiedy kierujemy się tym, co mówi nam serce. Samo serce nic nie mówi. Powiada się, że w sercu jest również nad - Dusza, na sanskrycie ta nazwa brzmi Paramatma. 

 To jest najbardziej zakonspirowana wiedza, że dusza jest w sercu. A raczej powinna tam być, bo ona może być wszędzie. Może nawet opuścić ciało. Ale jeśli, powiedzmy, dusza przemieszcza się do nerek, to znaczy, że dany człowiek jest tchórzem.

Pani na pewno zna psychosomatykę, prawda? I dlatego mówi się, że jeśli nerki przestały działać, to oznaka, że człowiek jest tchórzem. Jest wiele książek o psychosomatyce - jedną z autorek jest Lise Bourbeau, to dziedzina wiedzy już dość dawno opisywana.

 I mówi się, że każda choroba leczona lekami zależy to od jakiegoś wzorca zachowania, od reakcji człowieka, a nie od okoliczności. Od okoliczności nic nigdy nie zależy. Wszystko zależy od naszej reakcji na te okoliczności.
 
A co reaguje na okoliczności? Reagować może nasz mózg, może to być serce, może wątroba. Jeśli reaguję sercem, a powiada się, że w sercu mieszka Duch święty.
 
 Wedy wskazują nawet jego rozmiary. Czy wiecie, jakie rozmiary ma Duch Święty? Nie wiecie? Zdradzę wam sekret. Jeśli każdy człowiek rozłoży dłoń w ten sposób, to jest to odległość między czubkiem palca serdecznego a kciukiem. To jest rozmiar Ducha Świętego. U każdego z nas ta odległość jest inna, prawda? 
 
- to się mierzy o tak tutaj?
 
 Nie, w linii prostej. To u przeciętnego człowieka średniego wzrostu jest około około 20 cm. Ze zwierzętami jest nieco inaczej. Tam mierzą trochę inaczej. Natomiast atma, czyli dusza, to dziesięciotysięczna część włosa, czyli nieporównywalnie mniej.
 
   I dlatego Duch Święty wie więcej, i jeśli go słucham... wszyscy go słyszą, ale jego życzenia wypełniają wyłącznie bohaterowie i święci. Święci ufają, a bohaterami są ci, którzy jeszcze nie rozumieją, ale wiedzą już, że nie powinno być tak jak jest i po prostu rzucają się gołą piersią na armaty. Oni prą naprzód i okazuje się, że wychodzą z tego cało i wszystko im się udaje. 
 
 Bohaterowie nie rozumieją, że to jest Bóg, ale święci rozumieją, że to jest Bóg. 
 I ten Bóg w sercu prowadzi kiedy jak to się powiada: okoliczności rzucają człowieka przeciw czołgom.
 
Kiedy wszystko jest w porządku to wiesz, gdzie iść, żeby się nie zadrapać, żeby nikogo nie urazić. Ale bywają okoliczności siły wyższej, gdy nic nie jest przygotowane, wszystko jest niekorzystne dla twojego zachowania. Możesz zostać poważnie ranny, możesz nawet zginąć. I duch wtedy mówi: idź tam. Ty tam idziesz i okazuje się, że wygrywasz.
 
Jeśli natychmiast ruszasz bez chwili namysłu, to nie idziesz sam, ale ta paramatma idzie z tobą. Bóg idzie z tobą, a potem ma miejsce jakiś mistycyzm. Twoi wrogowie są jak sparaliżowani a ty bach! zrobiłeś swoje i zdążyłeś uciec albo ich pokonałeś, to nie ma znaczenia.
 
 A jeśli ktoś na sekundę się zawahał, to będzie musiał zrobić to samo, ale kosztem swojego zdrowia, jak jest napisane w Wedach. Trzeba będzie zrobić to samo. 
 
 - Czy ja dobrze rozumiem, że Paramatma to dusza nadrzędna?  
 
 Tak. Dusza nadrzędna,
 
 - czyli, że ona jest zawsze przy nas?
 
  tak. Ona jest obok nas, jest blisko nas. Ogólnie rzecz biorąc człowiek składa się z ciała. Przez ciało mam na myśli ciało fizyczne, ciało astralne, ciało mentalne, jest siedem takich ciał. Plus dusza i plus duch. Wszystko to razem nazywa się człowiekiem.
    Jeśli człowiek nie słucha tej superduszy, tego Ducha Świętego, czyli, że praktycznie nie słucha Boga, to jest uważany za człowieka duszewnego.
 
A ludzie duszewni jak jest napisane w Bibli i i w innych świętych pismach nie mogą mówić za siebie, nie mogą osądzać, chociaż ich ulubionym zajęciem jest plotkowanie i właśnie osądzanie innych. Ale oni nie są w stanie osądzać ani siebie ani innych. 
     Natomiast człowiek duchowy może osądzać i powinien osądzać, ponieważ rozumie, ponieważ jest w kontakcie z Tym, który wie wszystko o wszystkim i o wszystkich. To są ludzie duchowi.
 Można powiedzieć, że duszewni to ludzie binarni (dwójkowi), a ci duchowi są "trójkowi" - są ze-sTrojeni czyli mają połączonem w sobie aspekty.
 

Ci związani duszą (duszewni)  też mają Ducha Świętego i oni Go słyszą, ale są pewne rzeczy, z którymi się nie zgadzają. On - ten duch święty nie powtarza dwa razy. I dlaczego oni się boją? Nie mają żadnego doświadczenia w kontaktach z Bogiem.  

  - A może po prostu dobrze się czują jako ofiary?  

  Nie. Nimi kieruje strach, kieruje nimi instynkt samozachowawczy. I to jest normalne. To nie dlatego, że są źli i nie dlatego, że są tchórzami. Oni po prostu dopiero co wyłonili się ze świata zwierząt, ledwie co pozbyli się ogona i otrzymali ludzką formę życia. Ale dusza nadal ma zwierzęce doświadczenie i zachowuje się jak zwierzę.

   Dla zwierząt walka o przetrwanie jest normalną rzeczą. Dla ludzi walka o przetrwanie jest nienormalna. Dla ludzi normalne jest życie. Jeśli ktoś zacznie tylko trwać, to następnym razem zmieni się z powrotem w zwierzę, bo nie chciał tego wykorzystać. 

  Co to znaczy przetrwać? Przetrwać oznacza dominować nad wszystkimi. Więc jestem na górze w hierarchii, bo tam jest dla mnie bezpieczniej. Albo bycie pięknym - jak manifestuje się taki instynkt przetrwania u kobiety? Ona nakłada makijaż i to wszystko, nie można dotknąć tej jej urody. 

  A mężczyźni napinają bicepsy, zakładają krótki T-shirt i chodzą popisując się. Taki właśnie jestem. Cóż, każdy na swój sposób. Czym więc różnisz się od zwierząt, które, naśladują swoje środowisko? Niczym. 

 Albo na przykład niektórzy chcą dowiedzieć się, czego chcą inni i to czynią, no cóż, ci ludzie nie zadowalają Boga, ale ludzi – to jest właśnie przetrwanie. A życie to nie jest takie harmonijne dopasowywanie się do otoczenia, żeby nie być widocznym, jak kameleon. Życie to zmiana swojego otoczenia. Przychodzisz i mówisz: „Dobra, przesuńmy to tu, wrzućmy coś nowego tam, a tutaj wstawmy coś nowego”. Tacy właśnie są ludzie u władzy. 

Każdy chce, żeby inni go słuchali, prawda? Każdy chce władzy. Wiecie kto nie chce władzy? Tylko ci, którzy ją mają. (śmiech) Każdy chce przynajmniej być słuchanym. To jak w tym znanym dowcipie: „Panie doktorze - wszyscy mnie ignorują”.  Następny proszę!

 Kiedy jestem traktowany jak powietrze to jest to problem. To obraźliwe. Chcę tego, bo nie ma żadnego potwierdzenia, że ​​w ogóle żyję. Muszę ciągle udowadniać. I tak zaczyna się rywalizacja już od okresu dojrzewania. A w zasadzie już od dzieciństwa - dzieci już w piaskownicy się spierają: "Mój samochodzik jest większy, ja jestem szybszy, moja mama kocha mnie bardziej". Zaczyna się nieustanne rywalizowanie. To są aspekty ze świata zwierząt.

  Ale potem Bóg naprawdę przychodzi do człowieka w tym okresie przejściowym, w tym słynnym okresie dojrzewania pomiędzy 14 do 21 lat. To jest rozwój czakry manipura u człowieka. Rozumiesz czym są czakry? 

- Tak mniej więcej. 

Cóż, jeśli mniej więcej, to znaczy, że nie rozumiesz. (śmiech) Zasadniczo jest siedem czakr, które zawsze się kręcą, ale rozwijają się co 7 lat. Przez pierwsze 7 lat od czasu kiedy dziecko się rodzi rozwija się ciało fizyczne. Po 7 latach jest jasne, czy będzie sportowcem, czy nie, czy zdobędzie gdzieś złote trofea, czy nie. To jest od razu jasne czy da radę czy nie.

Dlatego kiedy rekrutują dzieci do sportu z perspektywą grania na poziomie ligi kraju, to rekrutują od 7 roku życia. Tak to jest, 7 lat. Natomiast w wieku 14 lat jest już jasne, kto to będzie, czy chłopiec czy dziewczynka. W wieku 7 lat wciąż nie jest to jasne, jeśli dzieci w tym wieku ostrzyżesz tak samo to trudno będzie je rozróżnić.

  Ale w wieku 14 lat jest już jasne. A od 14 lat rozwija się kolejna czakra - od 14 do 21 lat kształtuje się czynnik siły woli. A siła woli oznacza, że ja decyduję. Skąd biorą się te decyzje? Bóg im podpowiada. I czy ja słucham Go, czy nie? Albo go słucham, albo pytam innych. 

 Dlatego rodzice mówią: „Och, okres dojrzewania”. Bo dzieci zaczynają same decydować. To taki trudny wiek, ale dobry. I na ile uda mu się zbudować w sobie w ciągu tych siedmiu lat aspekt silnej woli, tak i potoczy się dalsze życie tego człowieka.  Taki jaki będzie w wieku 21 lat - taki już zostanie.  

 Albo człowiek będzie wycieraczką, będzie podnóżkiem dla ludzi, albo zrobi coś znaczącego dla społeczeństwa. I dlatego ten okres przejściowy - okres dorastania jest tak ważny. W ten sposób dalej rozwija się każda kolejna czakra - to są centra energetyczne, które się tam znajdują.

    Cóż, w dzisiejszych czasach ludzie nie żyją zbyt długo i nie docierają do ostatnich czakr.  7 razy 7 daje nam 49, prawda? A to oznacza więcej, więcej - oznacza coraz silniejsze ciało. W wieku 49 lat twoje zdrowie powinno być lepsze niż w wieku 20 lat. I zazwyczaj nie widzimy tego, prawda? Powinieneś być silniejszy zarówno fizycznie, jak i genetycznie, no i mądrzejszy. 

 A są tacy, którzy wszystko mieli w młodości, wszystko było dobrze, a potem przeżywają kryzys wieku średniego i zaczynają się staczać. 

 - A potem znów w górę. 

  [śmiech]  No cóż, w zasadzie najważniejsze jest to, że nic nie przechodzi bez śladu. Ja jestem taki ciekawski i przeczytałem każdą książkę, jaką mogłem, czasami czytałem pod poduszką, mimo że rodzice mi zabronili. Czytałem w nocy z latarką.  

 A teraz nie da się nikogo zmusić do czytania. Wszystko jest wręcz przeciwnie, [śmiech] No cóż, wtedy nie było gadżetów. To znaczy, nagle zdałem sobie sprawę, że wszystko, co przeczytałem - a czytałem wszystko co popadnie, dosłownie to zgarniając, jak jakiś śmieciarz. Więc zdałem sobie sprawę, że nic z wiedzy, którą przeczytałem, nie poszło na marne. Teraz potrzebuję jej całej. Wszystko to jest potrzebne.

 Zasadniczo nic nie przechodzi bez śladu. Istnieją dwa rodzaje doświadczenia: jest doświadczenie pozytywne - to znaczy, że widzę, że jeśli coś zrobię, to czuję się lepiej. To jest przecież doświadczenie. 

  Ale istnieje także negatywne doświadczenie. Kiedy dostaję po rękach to chwilę później zdaję sobie sprawę, że dobrze, że dostałem coś powodującego ból, bo miną jeszcze dwa dni i wtedy nagle otrzymuję taki dar. To znaczy, te negatywne rzeczy, które nam się przytrafiają, też są dobre, ale to jest dobro na dłuższą metę - dobro w dalszej perspektywie. I to również ja zapisuję jako swoje doświadczenie. 

 To znaczy, że nic co nam się przytrafia, nie przechodzi bez śladu. Absolutnie nic nie przechodzi bez śladu. Ogólnie rzecz biorąc, nie spotykamy kogoś przypadkiem, ani niczego nie czytamy przypadkiem. 

 Czy zauważyliście, że czasami coś czytasz i zaśniesz podczas czytania, czasami słuchasz jakiegoś wykładu i zasypiasz - czyli, że i tak nie zapamiętasz dzisiaj tego czego nie trzeba. Bóg mówi: „Jestem pamięcią, wiedzą i zapomnieniem”. Więc nie trzeba nic dodatkowego. To tylko nam się wydaje, że tego potrzebuję, ale ja tego nie potrzebuję.  

Cóż, gdybyśmy kontrolowali naszą wiedzę i nasze działania w ten sposób, to nie przetrwalibyśmy długo na tym świecie. Bóg, poprzez nasze zdrowie, poprzez jakieś tam zewnętrzne okoliczności, poprzez nasz nastrój, poprzez senność, dba o to, abyśmy otrzymali tylko to, czego potrzebujemy. 

Jest dużo wiedzy, ale nie potrzebujemy jej całej; nie jest ona potrzebna. 

 Na przykład Wedy, i czy powinniśmy znać wszystkie Wedy? Nie, tam jest napisane, że są Kszatrijowie, oni są wojownikami i powinni zachowywać się w ten sposób. A potem są kupcy Vaisha, dla nich istnieją zupełnie inne zasady. A kiedy czytam, czego ci kupcy potrzebują, od razu mam ochotę zasnąć. 

 Czujesz wewnętrznie, że to jest to, czego potrzebujesz, to nas "bierze" - tak jak podczas łowienia ryb, ryba bierze. Po prostu chcesz tego - wszystko nagle się w tobie budzi. To znaczy, że to jest moje i koniec. No cóż, tak to jest. Nic nie przechodzi bez śladu.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=4TzLtEJvBOw