poniedziałek, 12 października 2026

Fałszywe światło - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/XqnMSqFwfAI

Witajcie ludzie - mamy dziś pytania i odpowiedzi.  Temat numer sześć. Fałszywe światło . Pytanie: Dlaczego przyjemnie jest uważać się za lepszego od innych? I jak odróżnić prawdziwe doświadczenie duchowe od pychy? właśnie tak - doświadczenie duchowe od pychy.  

 Wiecie - taki subtelny grzech niewiele różni się od cnót -  przynajmniej trudno to rozróżnić. I ludzie pytają: Gdzie jest ta cienka granica? Gdzie jest ta subtelna granica pomiędzy pychą a doświadczeniem duchowym?  To przecież jest otchłań! prawdziwa otchłań. 

Ale jeśli ustawisz piramidę w ten sposób, to taka piramida obrazuje nam  przyczynę i skutek w świecie materialnym. Na samym dole mogą minąć całe lata zanim nastąpi skutek, ale im wyżej się wznosisz, tym reakcja przychodzi szybciej. Coraz szybciej pojawia się przyczyna i skutek. A na samym szczycie przyczyna i skutek pojawiają się niemal od razu a potem po prostu się łączą - i to właśnie nazywają cudem. 

 Ale może też istnieć fałszywe światło - ten cud może też mieć pochodzenie techniczne. I spójrzcie, wszystkie cuda pochodzące od Szatana są techniczne. To znaczy, jeśli uważamy, że cud to przejście od fizyki Newtona do fizyki Einsteina, to tak nie jest. To również fizyka ale na innym poziomie. 

 Mówi się, że w materialnym wszechświecie istnieją tak zwane sidha loki, gdzie wszyscy ludzie latają, teleportują się i tak dalej - taka tam jest doskonałość, ich waga może się zmieniać - tam jest to po prostu normalna rzecz - powszedniość, po prostu codzienne życie. To, co się tu wykonuje przez całe życie tam osiąga się znacznie szybciej. Tam jest taki poziom planet, ale to jest materialne, to nie jest żaden cud.  

No i Szatan daje nam te techniczne rzeczy, ale zabiera nam coś transcendentalnego, coś prawdziwie wiecznego. To tak samo jak kiedyś oszukano Indian odkupując od nich ziemię za jakieś tam porcelanowe spodki lub szklane kulki - za coś co można było kupić w każdym sklepie z porcelaną w Europie.  

 Dali im to a Indianie powiedzieli: „Och, co to za cud, jakie to interesujące. Och, ten szelest papieru". No wiecie, po prostu dzikusy. I my też jesteśmy jak dzikusy, a to jest po prostu kolejny - inny poziom cywilizacji. I pewnego dnia możemy do niego dotrzeć, albo możemy teleportować się stąd bezpośrednio do świata duchowego. To też nie jest wykluczone. 

  Jesteśmy przyzwyczajani do tego fałszywego, subtelnego światła. A czym  różni się to swiatło subtelnej materii od prawdziwie duchowego? Najważniejsze, żeby ich nie mylić. Nie ma w nim nic złego. Nie ma nic złego w sidhach - oni się czasami pojawiają.  

Istnieje sakramentalna tajemnica i istnieje również magia. Tajemnica pojawia się wtedy gdy o coś prosisz a potem zupełnie niespodziewanie, w nieplanowany sposób, coś przychodzi, - pojawia się rozwiązanie pewnych problemów. 

Natomiast w magii wszystko wiesz na pewno - musisz zrobić to, to i tamto. To znaczy, istnieją pewne regulaminy i na pewno to otrzymasz. Wszystko jest opisane. Musisz spytać tego czy tamtego ducha - złego lub dobrego, to nie ma znaczenia.   

A dlaczego tak miło jest myśleć o sobie jako o kimś lepszym od innych? Po pierwsze, ja nie zgadzam się z tym, że to jest takie miłe - to jest raczej bezpieczne. Myśmy przywykli myśleć, że całe niebezpieczeństwo jest gdzieś tam na dole, pod nami; nie spodziewamy się niczego niebezpiecznego z góry - tam nie będzie żadnego podstępu . Wspiąłeś się gdzieś tam na wysokie drzewo i spoglądasz z góry ale niebezpieczeństwo może czyhać wszędzie. Jakiś sęp może przylecieć i cię dziobnąć czy coś podobnego. Bycie wyżej niekoniecznie oznacza bycie kimś lepszym od innych. Ale możesz być lepszy, no, pod względem pewnych cech. Masz na przykład dłuższe nogi, ostrzejsze zęby, jesteś mądrzejszy i tam gdzie inni by zginęli, ty możesz uczyć się na ich błędach. No i tyle. To jedynie czysto zwierzęca przyjemność. Ale w rzeczywistości za tym wszystkim kryje się strach. 

 No i kolejna rzecz:  miło jest uważać się za lepszego od innych. To nazywa się pychą lub zarozumialstwem - prawda? Pycha to psychologia upokorzonego człowieka. Jak ona się pojawia?  Wymieniam w tej chwili objawy fałszywego światła, bo tak naprawdę szczerze mówiąc, nie potrafię nawet nazwać żadnych objawów prawdziwego światła.

 Światło fałszywe jest skategoryzowane, uporządkowane, można to nazwać tak, można to nazwać inaczej. To się nazywa magia. Przeczytajcie sobie kilka książek doktora Papusa. Wszystko tam jest konkretnie uporządkowane i wyjaśnione. 

 A tak przy okazji, okazuje się, że magia może być również używana w dobrych sytuacjach, prawda? Papus powiada, że magia to nauka o miłości. 

Natomiast Boska ingerencja następuje tak, że jeśli masz problem to On go po prostu rozwiązuje - przy czym to rozwiązanie nigdy się nigdzie indziej nie powtórzy. Dlatego nie można tego, zapakować i odłożyć na jakąś półkę, żeby nasi potomkowie mogli uczyć się z tego przykładu i powtarzać. 

 A to dlatego, że Bóg mówi: „Stwarzam wszystko, tylko nowe, zawsze nowe”. Dlatego nic nie można  o tym powiedzieć - tak samo nic nie można powiedzieć o miłości. Jest napisane w Biblii: „Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, ani tego, ani tego, ani tamtego”. Ale to co pozostaje jest miłością.  

Czyli, że możemy jakoś ją określić poprzez eliminację przeciwieństw - poprzez definiowanie tego czym ona nie jest - z tego właśnie korzystamy. 

I chyba rozdział trzynasty mówi o miłości, tak jest tam napisane. My również użyjemy tego przeciwieństwa i będziemy mówić o tym co nie jest prawdziwym światłem.

 Jeśli na przykład zacząłeś się pysznić, że jesteś tak bardzo uduchowiony to wpadłeś w pułapkę. Pycha nas zatrzymuje. Gdy tylko poczułeś że inni są gorsi od ciebie, to już koniec. W Mahabharacie jest taki opis kiedy postanowili to sprawdzić - było dwóch kandydatów do tronu władcy całego świata. Wtedy Ziemia była politycznie globalna. I nawet wszystkie te miejsca są tam opisane. Opisana jest Syberia, są opisy gdzie była centralna Rosja, gdzie żyli ludzi z rzadkimi brodami - to znaczy włosy nie rosły im na twarzy. To był mniej więcej Tybet, są opisy gdzie jest Francja, - wszystko tam jest opisane. 

I tam byli ci dwaj Duryoudhana i Judhiszhira -  ten drugi był że tak to ujmę z frakcji Pandawów, a Duryodhana z frakcji Kaurawa. No i guru wysłał im taką listę na której mieli zapisać kto jest wyżej od ciebie, kto niżej. Dał im nakaz: zrób taką listę.  Tych pośrednich ludzi zapisywać im nie kazał.

 Obaj ci kandydaci ruszyli w podróż i Duryodhana stwierdził, że nie znalazł nikogo lepszego od siebie - stwierdził, że on jest ponad nimi wszystkimi. A Yudhishhira poszedł i zobaczył, że jest niżej od nich wszystkich.

Duchowe światło wyrównuje wszystkich, a ty już się nie porównujesz, nie ma już w tobie tego pragnienia konkurencji, ponieważ przeznaczenie w ogóle nie konkuruje z nikim. Ono jest wyjątkowe, tylko twoje i nikt inny takiego nie będzie miał. Nie ma konkurencji. Nie ma potrzeby ścigać się wspinając na jakiś wierzchołek społecznej piramidy. Nie potrzebujesz tego wszystkiego. 

 I oto ta teoria luster, więc patrzę i porównuję i widzę swoje odbicie. A lustra, zauważcie odbijają wyłącznie twoje największe niedostatki. Mówisz: „Wiem, jak wykonać to, ale on wie ode mnie mniej”. Zatem po pierwsze porównujesz, prawda? Porównujesz swoje mocne strony, ale on może mieć inną mocną stronę. Więc on już przegrywa, co oznacza, że ​​jest kiepski. Albo, spójrzcie na to jak on się źle zachowuje? Czyli, że on odbija mnie jak lustro.  Tak więc ta teoria lustra przestaje istnieć, kiedy zaczynam karmić się swoim przeznaczeniem, widzę swój cel życiowy i zaczynam dostrzegać cele innych ludzi, a oni nie są moimi konkurentami. 

 I dlatego rozumiem, że żadne przeznaczenie nie może przewyższyć innego przeznaczenia. I Yuthishhira dostrzegał w każdym człowieku wyższe cechy, którym nie był w stanie dorównać. Natomiast Duryoudhana tego nie dostrzegał. On widział coś przeciętnego, standardowy zestaw cech lub nawyków jakimi powinni władać ludzie i on ich w tym przewyższał. 

No i nawiasem mówiąc, porównywał tylko to, co uważał za wartościowe. A co my uważamy za wartościowe? Zazwyczaj uważamy za wartościowe to, co potrafimy robić dobrze. A jeśli potrafimy coś zrobić źle, to nie uważamy tego za wartościowe. Dlatego nawet nie używamy tego jako wzoru do porównywania z innymi.  Ten człowiek włada taka umiejętnością, ale to dla nas nie ma znaczenia, bo inaczej pycha poczułaby się dotknięta.  

No i przede wszystkim pychy nie da się ukryć. To jedyna wada o której ludzie mówią: „No cóż, jestem taki/taka”. Ludzie szczycą się tym czego powinni się wstydzić. 

  Na przykład, chcę otworzyć jakąś firmę, jakieś biuro, jakąś produkcję, a tego nie ma w moim przeznaczeniu. Mam coś innego jako życiowy cel. Próbuję raz, drugi i  dzięki Bogu wszystko to się nieustannie rozpada. I za każdym razem, gdy próbuję zaczynają się poważne kłopoty - z tym, że za każdym razem te przeszkody ą coraz poważniejsze. I za każdym kolejnym guzem jaki sobie przyprawiam narasta we mnie ból. Ten poziom jest coraz wyższy i w końcu widzę kolejną przeszkodę i zdaję sobie sprawę, że tym razem ona mnie zabije a ja po prostu przestanę szanować siebie, a Kryszna na to nie pozwala.  

 I wtedy Bóg mi daje pychę jako znieczulenie. Zaczynam się pysznić nie tym, że coś tam osiągnąłem ale tym, że ja nie potrzebuję żadnej firmy, że biznesami zajmują się wyłącznie ludzie absolutnie nieduchowi,  

 Zaczynam nawet nimi gardzić i robiąc to, ratuję siebie. Bo jeśli zacznę zupełnie się kajać i przejawiać skruchę to po prostu zatrzymam swój postęp i zaczynam iść w innym kierunku. Ale jestem dumny właśnie z tego gdzie odnoszę porażkę. To znaczy, pycha to psychologia człowieka już upokorzonego, poniżonego. Taki ktoś mówi: „wszystko jest ze mną w porządku. Właściwie po prostu mi to niepotrzebne." A pycha ratuje go na jakiś czas. 

Nie będę już opowiadał jak pozbyć się zarozumialstwa. Psychologowie napisali o tym ogromne traktaty.  

 Zatem po pierwsze, to nie jest cienka granica — to przepaść między nimi. To nie jest przyjemne lecz bezpieczne. To jest psychologia człowieka upokorzonego, poniżonego.

 A kiedy nie emanujesz fałszywym światłem, ale takim autentycznym, to zaczynasz być bardzo rozchwytywany, bo jesteś ekskluzywny. Wtedy pachniesz świeżością - nie jesteś jakąś kopią poskładaną z tego co wykonali inni. Tak w ogóle to przyroda jakoś nie chce, żeby takie duplikaty długo żyły w tym świecie. 

Będąc dzieckiem czytałem kiedyś bardzo dużo literatury science fiction, to była książka a może nawet widziałem film oparty na powieści braciach Strugackich - chyba jednak film, Akcja toczy się w średniowieczu. Jest tam miasto, i wszyscy jego mieszkańcy zostaną zabici. Będą dosłownie ukamienowani.

 Ale tam, w mieście żyje jakiś mistrz, taki mózg, potężny umysł. On ma jakąś dawną księgę - jak to się mówi "wyprzedził swój czas". On jest tam takim uczonym mędrcem. I miał tam swojego ucznia - pomocnika, takiego asystenta: "podaj - przynieś".

No i bohaterowie powieści przylecieli tam i mieli zadanie zabrać tego człowieka zanim wszyscy zostaną pozabijani tymi kamieniami. 

 Chcieli więc wziąć tego mistrza, tego jakiegoś tam czarownika - alchemika i nie wiem już w jaki sposób to zmierzyli , ale zdali sobie sprawę, że powinni wziąć nie jego, ale tego ucznia, który był tak kochającą duszą, która rozumie w głębi serca więcej niż wszystkie te napisane tomy. 

  I w rezultacie wzięli tego chłopca. To znaczy, jego poziom miłości był nieporównywalnie wyższy od wszystkich wokół - w tym również od tego alchemika.  Na zewnątrz tego nie widać. Ale wewnętrznie... po ich zachowaniu, "po owocach ich poznacie" jak uczył Jezus. 

 Zdarza się, że ktoś przeczytał mnóstwo książek, wziął udział w wielu kursach, sesjach coachingowych i pozornie zrozumiał wszystko dotyczące Adwajtawedanty, tantry, buddyzmu i tak dalej. Ale w rzeczywistości rozrosło się jego ogromne ego, które nie mieści się w drzwiach. A potem pojawia się w nim takie uczucie: "ja się obudziłem, a wszyscy wokół mnie śpią. Jestem tu, świadomy, a wszyscy inni są nieświadomi. Ja osiągnąłem samo-identyfikację, a wszyscy wokół mnie jeszcze nie rozumieją, kim są".

 No a potem taki człowiek doświadcza swego rodzaju przyjemności, takiego uniesienia, odlotu jak to się teraz powszechnie mówi z powodu tej swojej wyjątkowości, ponieważ on jest lepszy od innych i myśli, że to właśnie znaczy być w kontakcie z duchem, że to oznacza być natchnionym. 

Już chyba wiecie co chcę powiedzieć. Prawdziwie duchowi ludzie, dokonują czegoś dobrego w historii i pozostawiają po sobie mnóstwo uczniów, którzy czasami nawet ich przewyższają. 

  Na przykład Che Guevara. Słyszałem wielu polityków, którzy mówili: „Ci ludzie są tak nieświadomi - to jest dosłownie bydło. I dlatego są uciskani, poddawani ludobójstwu. Oni nawet nie potrafią porządnie zastrajkować". 

 A Che Guevara powiedział: „Nie”. Che Guevara, zrobił coś konkretnego, prawda? Nie zrobił tego tylko na Kubie, ale zrobił to w południowej Ameryce, Angoli, Mozambiku, wszystkich tych miejscach,- zrobił wiele, chciał wyzwolić całą Amerykę Południową, od amerykańskiego ucisku, ponieważ Amerykanie po prostu postrzegali ich jako swoich niewolników, i tyle. 

 A on chciał, żeby powstały jakieś niepodległe państwa. I odniósł sukces - udało mu się to. Amerykanie go w końcu zabili, ale to nie oznacza, że zakończył swoją misję.  Właściwie nie da się go zabić. Wszyscy kochają Che Guevarę. Ale co najważniejsze, powiedział, że jeśli ludzie się przebudzili, to są zawsze gotowi. On wierzył w ludzi i ludzie się zbuntowali. Mówił coś wiele razy przez radio i ludzie się zbuntowali, obalili rząd, potem spędzili czas w więzieniu. A za drugim razem się udało - on się nie cofał.

Był też ktoś taki w krajach bałtyckich, nie pamiętam dokładnie, w którym. Kraje bałtyckie, Litwa a może Łotwa - był tam jakiś nauczyciel. Jego nazwisko krążyło po sieci - po prostu, kiedy jego uczniowie do niego przychodzili, to wszyscy kończyli studia ze złotymi medalami. On im wpajał, że jesteście świetni, jesteście orłami. A ludzie, którzy do niego trafiali byli przeciętni - dosłownie brani losowo.  I wszyscy ze złotymi medalami.

 Albo ten sławny Makarenko - brał pod opiekę szumowiny, genetyczne śmieci, można powiedzieć porzucone dzieci albo dzieci wojny. I te dzieci ulicy, które już czasami zetknęły się z przestępczością zmienił w porządnych ludzi.

 Ukształtował z nich porządnych duchowo zaadaptowanych ludzi. Ale on w nich wierzył, po prostu wierzył w nich. Tutaj nawet działa efekt placebo, kiedy pewnemu nauczycielowi powiedzieli : „Wybraliśmy dla ciebie specjalną klasę dzieci uzdolnionych - przebadaliśmy całą ich genetykę, zbadaliśmy ich dziedziczność”. 

 I ten ich prowadził - a on był zwykłym nauczycielem, ale traktował tych uczniów jak przyszłych luminarzy nauki. I wszyscy oni też ukończyli studia. On po prostu w nich wierzył. I dlatego tak wiele z tego przebudzenia lub nie przebudzenia ludzi, zależy od przywódców - czy to będą politycy, naukowcy, nauczyciele, czy ktokolwiek inny -  ludzie, którzy wierzą w te masy. Oni w ten sposób wlewają w ludzi tę wiarę.  

  A wracając do  pychy: ci pyszni mówią: „my jesteśmy tutaj, a wy musicie jeszcze długo wzrastać i się rozwijać" -bo po prostu wygodnie im być na szczycie. I to są najbardziej szkodliwi ludzie. A dlaczego? Ponieważ umniejszają, uniżają ludzkie  masy i wgniatają w ziemię nie pozwalając wzrastać.

 W Mahabharacie jest taka opowieść mówiąca o tym. Bohaterem tam był Narada Muni - to taka wieczna postać angażująca się w wiele rzeczy, Bóg go wysyłał w różne miejsca korzystając wszędzie z jego pomocy. 

No i pewnego dnia Narada Muni odprawiał taką surową ascezę. A wiecie, że odprawiając tak surową ascezę to dzięki wytrwałości to można osiągnąć wszystko. Pamiętacie, że był ten demon Hiranjakaszipu osiągnął tymczasową, prawdziwą władzę nad całym wszechświatem. 

 A ten Narada Muni jest też śpiewakiem. On jest przedstawiany jako wyglądający jak mandolina - rodzaj instrumentu. A potem niektórzy ludzie u władzy zaczęli się niepokoić, bo po pierwsze ten Narada Muni był bardzo znany w społeczeństwie a tu dodatkowo zabrał się za wykonywanie ascezy więc może ich wyprzeć - a niektórzy półbogowie mocno trzymają się swoich stanowisk.  

 W szczególności zaniepokoił się Indra, Indra jest przywódcą półbogów, on zmartwił się Narada Muni stanie się silniejszy od niego i powiedział: „Trzeba coś zrobić z tym facetem, bo może mnie tu wykopać z mojego tronu". 

Tak więc Indra się przestraszył, że ktoś może go zdetronizować ​​i wysłali do niego Kamadewa. Kama jak wiecie już to pożądanie. Kamadew to bóg pożądania. No i wysłał go tam - a temu bogowi pożądania towarzyszyły różne Apsary, przepiękne nimfy - towarzyszył temu wiosenny wiatr, który go uwodził. 

 No i otoczyły go te nimfy i wszelakie pokusy ale ten Narada Muni okazał się twardym gościem. Nie zakochał się w żadnej z nich ponieważ był zaangażowany w praktykę duchową. Kamadeva wrócił do Indry i powiedział: „Nic nie mogę z nim zrobić. On ma tak silną wiarę, taki silny ten swój ascetyzm, że nie jesteśmy w stanie go w żaden sposób uwieść i pokłonił się. 

No a ten Narada Muni pokonał pożądanie. Ale natychmiast po tym w jego sercu pojawiła się subtelna myśl: „Pokonałem to czemu nikt na świecie nie jest w stanie się oprzeć - nawet Bogowie ulegają temu a mnie się udało nie ulec tej pokusie więc jestem lepszy od nich".

A jak dobrze pamiętacie: „Próżność to mój ulubiony grzech”. To był film zatytułowany „Adwokat diabła”. A na końcu filmu szatan powiada „Próżność to naprawdę mój ulubiony grzech”. No i ten nasz Narada Muni upojony tym zwycięstwem podszedł do Śiwy i zaczął się chwalić: „Patrz, pokonałem Kamę!”. 

A Śiwa widząc tę pułapkę pychy powiedział cicho: „No tak - jesteś wielkim mędrcem, ale nie mów teraz o tym Wisznu". A Narada Muni nie posłuchał i opowiedział to wszystko bogowi Wisznu - zaczął opowiadać jak łatwo przyszło mu pokonać tę pokusę, a Wisznu nie był taki jak Śiwa - kiedy zauważył tę nieprawidłowość to stwierdził, że należy tu interweniować za pomocą operacji chirurgicznej i wyleczyć go - usunąć ten wpływ fałszywego światła. 

No i kiedy ten Narada Muni wracał z powrotem, to Wisznu za pomocą iluzji Maya stworzył piękne miasto, a w nim same piękności - jedna z nich poszukiwała męża. I kiedy Narada Muni zobaczył te dziewczynę to zapomniał o swoich ascezach i wyrzeczeniach - zakochał się ponieważ za tym projektem stał sam Wisznu. On poszedł znów do Wisznu i prosił: "uczyń tak, żeby ona się zakochała właśnie we mnie, spraw żebym miał piękną twarz i sylwetkę żeby ona wybrała mnie - bo tam jest taka konkurencja".

 Wisznu na to odpowiedział: "nie ma sprawy!" i sprawił tak, że jego twarz stała się podobna do małpy. On sam siebie nie widział - wrócił tam pewny siebie i swojej urody. A nawiasem mówiąc w tamtych czasach nie było tak, że wszędzie wisiały lustra - i to było dobre. No i on przeszedł całą drogę nie zdając sobie sprawy z tego jak wygląda, księżniczka oczywiście go nie zauważyła i przeszła dalej, a goście patrzą na niego i się śmieją. A kiedy na koniec spojrzał na swoje odbicie w wodzie, to zobaczył małpią twarz i jego pycha rozpadła się w proch. W ten oto sposób go uzdrowiono. 

 My również jesteśmy leczeni w podobny sposób więc nie trzeba się martwić. Jeśli człowiek gdzieś tam się zbytnio zagalopuje to przyjdzie Bóg - przyjdzie Wisznu i uczyni coś takiego, że ta nasza pycha się rozpadnie. 

Pychę leczy się w dwojaki sposób - po pierwsze samotnością kiedy ludzie będą ciebie omijać jak tego z małpią twarzą. Wokół ciebie wtedy powstanie próżnia a wtedy nie będziesz już patrzył kto jest wyżej a kto niżej lecz będziesz w stanie porozmawiać ze wszystkimi żeby tylko zwrócili na ciebie uwagę. 

 Dziękuję za wysłuchanie. 

 wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=SwV4Mgnjuu4

 

sobota, 10 października 2026

Przekładanie odpowiedzialności - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=r-OtqCBMSVQ

Witajcie ludzie

Dzień dobry Wiktorze

 Co tam mamy na dziś do omówienia?

Przyjrzyjmy się takiemu tematowi jak przerzucanie odpowiedzialności. Często na przykład ktoś  chce, żeby rząd się nim zajął i rozwiązał wszystkie jego problemy. Więc przerzuca odpowiedzialność na kogoś innego, myśli, że ktoś jest zobowiązany przyjść i osobiście rozwiązać jego problem. Albo podjąć decyzję, na przykład, co powinienem zrobić, czy odejść, czy nie. Więc ktoś przychodzi,  ktoś inny musi podjąć decyzję, albo on sam. Przyjrzyjmy się temu. 

 Odpowiedzialność. Człowiek bez odpowiedzialności nie może nic zrobić w życiu. Życie nie da mu ODPOWIEDZI - nie będzie mu odpowiadać. A to dlatego, że życie to seria decyzji, twoich własnych decyzji. 

A czy wiesz co to jest własna decyzja? Twoja decyzja to to co powiedział tobie Bóg. Jeśli ktoś inny mi powiedział, a nie Bóg, to znaczy, że mówimy bez odpowiedzialności. W rzeczywistości człowiek nie wie, dokąd iść. 

 "O - tamci ludzie mają autorytet -oni wiedzą, dokąd iść". Bhagavad Gita mówi: "nikt nie wie, dokąd ma iść". Nikt nie wie. Żaden nauczyciel duchowy nie wie. I tylko Bóg, z wnętrza, podpowiada każdemu, co ma czynić. 

 Ale my to nazywamy takim bezbożnym słowem odpowiedzialność. Bo cokolwiek Bóg powie, my mówimy: „To jest odpowiedzialność”. To znaczy, On sam zdecydował, bez konsultacji z nikim. 

Owszem - trzeba zasięgać rady innych, ale gdy zbierzesz te wszystkie dane to ostatecznie sam podejmujesz decyzję o tym, dokąd musisz pójść. Więc wszystko rozważasz i ostatecznie decydujesz sam wybierając albo swoją ścieżkę, albo podejmujesz decyzję w sprawach rodziny - być może w sprawach wioski, miasta, kraju lub nawet Wszechświata. 

Poziom odpowiedzialności cały czas wzrasta. Poziom odpowiedzialności śudry czyli człowieka z najniższej warstwy społecznej to tylko za siebie. Śudra może być nawet naukowcem - jakimś tam wynalazcą ale on nie jest śudrą dlatego, że ma na przykład brudne ręce. W laboratoriach naukowych wszystko jest sterylne - on jest Śudrą ponieważ niesie odpowiedzialność tylko za siebie.

 Kolejna wartstwa społeczna to Waisza - gospodarz. On ponosi odpowiedzialność za rodzinę. Ale nie wszyscy żonaci ludzie są Waiszami - Waisza niekoniecznie musi być kupcem, chodzi o poziom odpowiedzialności za rodzinę.

  Kszatrij natomiast niesie odpowiedzialność za kraj, miasto albo jakiś tam region. Kshatri jest wojownikiem - to inna odpowiedzialność. A te kategorie mogą łatwo poświęcić swoje życie dla innych. Ci poprzedni mogą poświęcić się dla swojej rodziny. Ale śudra nie może - nie jest w stanie.

   No a bramin czyli czwarta grupa może poświęcić swoje życie w imię czegokolwiek. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli nie ma czegoś za co jesteś gotów poświęcić swoje życie to znaczy, że nie masz celu w życiu. Tak to jest zdefiniowane. Za co jesteś gotów umrzeć? Jeśli za nic to znaczy, że nie żyjesz. (śmiech). I to jest odpowiedzialność.  Co jest dla ciebie ważne. 

Zatem odpowiedzialność.  My znamy swoją odpowiedzialność. Odpowiedzialność to to, co mi powiedział Bóg, a ja to czynię. On mówi mi: „To jest twój udział - twoja dola, weź to i wykonaj”.  Mówi o tym pierwsza mantra Shri Upanishad: "to jest twoja część i nie bierz nic zbędnego". Nic dodatkowego. 

Weź tylko tyle, aby przeżyć dalej i wykonać zadanie, a potem wszystko inne się ułoży. A co najważniejsze, nie bierz cudzego udziału. Jeśli naruszysz czyjąś część, to koniec, nie będziesz mógł zatrzymać swojej części. A ten, kto przestrzega tej zasady - a to jest zasada odpowiedzialności, zdecydowanie ja przyjąłem tę odpowiedzialność. To nie było z zewnątrz, nie było jakiegoś sygnału dźwiękowego ani nie dali mi dokumentu.  

Podam taki przykład, może nieco niefortunny. Jacyś dwaj ludzie na pierwszej linii frontu - to dziś bardzo aktualna i realna rzecz. No więc, jeden z nich to taki prawdziwy zuch. Jeśli dowódca wydał rozkaz to on go wypełnia i tak dalej. Natomiast ten drugi...., no cóż, jak to powiedzieć, oni nie są wykształceni politycznie, im się wydaje, że bronią ojczyzny itd.

 Jeden z nich jest taki nieco skryty potrafiący samodzielnie podejmować decyzje - a dowódcę maja takiego u którego fałszywe ego daje o sobie znać, i ten może do niego mieć pretensje dlaczego nie wykonał rozkazu w czasie działań wojennych? 

 No i jeden z tych dwóch żołnierzy jest ślepo posłuszny - na wszystko odpowiada "tak jest", a tamten drugi, który sam coś wymyślił jest jeszcze skuteczniejszy, ale dowódca mówi: „Jakie miałeś prawo? Czego mi nie zameldowałeś o tym?"

Ten pierwszy u którego w ogóle brak jest osobistej inicjatywy mówi wciąż wyłącznie "tak jest"- a ja mu mówię: "jesteś bezbożnikiem, drewnianą kukłą posiadająca oczy. Wykonujesz tylko cudze rozkazy i nie podejmujesz żadnych decyzji. A który z was się bardziej uśmiecha?" On mówi: „No on”. Ja odpowiadam: „Ponieważ on żyje, (śmiech) tylko Bóg daje życie. On o czymś decyduje w życiu. Ty nie decydujesz o niczym. Jeśli robisz wszystko poprawnie zgodnie z instrukcjami, to jesteś robotem wykonującym program - a przecież  jesteś człowiekiem. To niedopasowanie - ta niezgodność będzie cię dręczyć i zawsze będziesz niezadowolony”. 

 On mówi: „Tak, jestem niezadowolony. Dlaczego on może to robić, a ja się boję?" Ja mu na to: „Czy boisz się wyjść poza instrukcje - poza program. Życie nie jest zgodne z instrukcjami". 

W Piśmie Świętym jest powiedziane: "martwa litera zabija - duch zaś ożywia". I mowa tam nie o jakimś rozkazie wojskowym czy też o jakimś podręczniku instruującym jak postępować w przedsiębiorstwie. To jest powiedziane o Piśmie Świętym!, że litera zabija, a duch daje życie. 

Ponieważ duch jest odpowiedzialnością - wtedy życie ci odpowiada, bo duch, mówi, tylko nowe, wciąż, nowe i nowe - a ty to rozumiesz i przyjmujesz. A ci, którzy biorą odpowiedzialność najpierw wzbudzają niezadowolenie otoczenia bo ludzie wokół ich nie rozumieją - ale też on sam nie wie dokąd zmierza, ponieważ kiedy duch mu coś mówi, to musisz to wykonać. 

Ty nie wiesz, jak to się zakończy, bo widzisz to pierwszy raz, i jest to pierwszy raz nie tylko dla ciebie, ale także dla ludzi wokół ciebie - istnieje ryzyko. Ale nikt wokół ciebie nie chce wraz z tobą wziąć na siebie odpowiedzialności. Jeśli ty nawalisz, ale ja też tam byłem to również będę pociągnięty do odpowiedzialności.

I dlatego tacy pionierzy są przez otoczenie obrzucani kamieniami. I to jest obowiązkowa procedura, boska procedura, że ​​będą cię dręczyć za twoją odpowiedzialność. To znaczy, inicjatywa jest karalna. Słyszeliście o tym prawda? A dlaczego za własną inicjatywę dają nagany? Bo zawsze istnieje jakaś tam wyższa lub niższa elita - jakiś tam rodzaj administracji. 

 No i jak dobrze wiecie na powierzchni wody pływa to co jest najlżejsze - i tam są właśnie tacy. Oni działają zgodnie z protokołem i ponad nimi są kolejni, a nad tymi jeszcze jedni.  

I dla nich nie jest najważniejsze, żeby dane przedsiębiorstwo się jakoś rozwijało - ich to nie obchodzi, najważniejsze żeby nie było żadnych ekscesów. Niech będzie przeciętnie, ale spokojnie. I dlatego oni nękają tych samodzielnych. I wiecie, po co nękają? Oni sprawdzają czy jesteś na tyle oddany Bogu, że ktoś ci coś tam nakazał, a ty nadal czynisz swoje. 

Znamy bardzo wiele filmów, w których ludzie łamią rozkazy podczas wojny i właśnie w wyniku tego niepodporządkowania następuje zwycięstwo. A pracownicy sztabu się tego boją - ale potem przychodzi generał i mówi: „Dobra robota, dajcie mu medal”. Czyli wygrał ten co złamał dyscyplinę. Nastaje sprawiedliwość a publiczność jest zachwycona, bo publiczność to zwykli ludzie. A zwykły człowiek to przyszły święty, prawda? To właśnie jest odpowiedzialność. 

 Nasz dzisiejszy temat to przenoszenie (przekładanie) odpowiedzialności. Czyli Bóg dał mi jakiś nakaz - tacy ludzie są jak ci pracownicy kolei przekładający zwrotnice na torach.

 Ktoś się kiedyś dowiedział, że kogoś tam z czegoś uzdrowiłem, i zaczął wszędzie szukać chorych i przyprowadzać ich do mnie. Zastanawiałem się, skąd się wziął ten nagły napływ ludzi? Wtedy się dowiedziałem co się dzieje i mu wyjaśniłem: „Słuchaj - jeśli ktoś się do ciebie zwrócił, to nie chory się do ciebie zwrócił, ale Bóg, w postaci tego chorego - a skoro on zwrócił się do ciebie i zapytał to znaczy, że ty możesz go uzdrowić".

On na to: "Ja nigdy nie próbowałem”. A dlaczego nie próbowałeś skoro on się do ciebie zwrócił? A tutaj jest tak, że to nie oni się do ciebie zwracają lecz to ty ich szukasz. To tak nie działa. 

Tacy co przekładają zwrotnice są jak pośrednicy. Krótko mówiąc, między Bogiem a duszą nie powinno być żadnych pośredników. Samo pośrednictwo ma również znaczenie - ktoś taki pośredni czyli przeciętna osobowość. To prawie obraźliwe słowo prawda? To jakiś rodzaj przeciętnej bezwartościowości. 

A jest też jakie określenie "nieprzeciętny" - niepośredni, spontaniczny. To nie jest pośrednia osobowość. Słyszeliście takie określenie? 

 Bóg powiedział i on to wykonał. Nie było nic pomiędzy nim a Bogiem, ponieważ każdy pośrednik zniekształca sygnał. Ale tutaj Paramatma czyli nad-dusza w sercu przemówiła bezpośrednio do atmy czyli duszy, a ciało poszło i to zrealizowało. Wszystko poszło dobrze.  

 Ale jeśli byłby to przekaz przez kogoś innego, to nie zadziała. Nie da się tego zrobić. Normalny guru, normalny nauczyciel duchowy nie mówi: „Jestem zastępcą Boga, zapytaj mnie, a ja ci powiem co czynić”. 

 On mówi: "Tu jesteś ty, tu jestem ja, a tu jest Bóg tuż obok ciebie, i mogę tylko powiedzieć: „Słuchaj Go”. A w twoim wnętrzu to nie zaburczało ci w brzuchu, lecz to Bóg coś do ciebie mówi, coś po prostu odpowiedziało. 

  Najważniejsze, żebyś się nie bał. On powinien inspirować, a nie straszyć. Prawdziwy mędrzec mówi: „Ja sam nie wiem, czego Bóg od ciebie chce”. Właśnie o to chodzi.  Tacy są właśnie uczciwi duchowni - oni namawiają do spontaniczności i unikania pośredników.

 A co się tyczy tych ludzi - pośredników: spotkałem pewnego człowieka i miałem takie uczucie, że jest po prostu w kolosalny sposób uszkodzony, że wisi nad nim jakaś klątwa. Jak to się przejawiało? Myśmy wtedy szukali miejsca dla swoich spotkań - jak widzicie, znaleźliśmy i właśnie tu się znajdujemy w tej chwili.

 A on przyszedł i zaczął opowiadać, że tu i tam i jeszcze tam...że oddadzą za darmo. No i jeździliśmy z nim tak chyba ze 2 dni. Wtedy lepiej go poznałem. Chodzi o to, że on sam niczego nie reprezentuje, nie rozpoczyna żadnych projektów. No bo albo boi się, albo może gdyby mu pozwolono to zrobić, to jego pycha zrujnowałaby ten projekt. Po prostu wyższe siły mu na to nie pozwalają żeby nie stał się zbyt arogancki - żeby wszystko dobre, co się tu dzieje, nie działo się dzięki niemu. 

I dlatego drugiego dnia powiedziałem mu: „Zrób mi tu małą listę, gdzie jeszcze mogę pojechać?” Zapisałem to i wykreśliłem, bo zdałem sobie sprawę, że tutaj, tu i tam zdecydowanie jeździć nie warto.

Nie ma sensu tracić na to czasu, rozumiecie? A potem znalazłem pewnego szczęściarza, poszliśmy z nim i za drugim razem od razu znaleźliśmy to miejsce. Przy czym za pierwszym razem powiedzieli nam: „Powinniście spróbować tamtego miejsca” - i tak trafiliśmy tutaj. Czyli, że za pierwszym razem nigdy byśmy tego miejsca nie znaleźli.

 Zostaliśmy tam po prostu wysłani, ponieważ ten nowy człowiek ma dobrą karmę. On jest spontaniczny.. Jest połączony ze źródłem, a ten pierwszy nie jest połączony ze źródłem. 

Dobrze - nasz temat brzmi: przeciętność czy też pośledniość i bezpośredniość albo też  spontaniczność. Zatem kolejna rzecz: każdy z nas ma pilne, bezpośrednie zadanie, które wyznaczył nam Bóg. I jest to zapisane w mantrze Shri Upaniszad numer jeden. Mówi ona: „Przydzielam ci część tego, co musisz wykonać, i przydzielam narzędzia, których potrzebujesz, żeby to wykonać, i nie sięgaj po inne narzędzia i inne działania". Wtedy wszystko będzie w porządku. Twoje udziały zostały przydzielone. Tak mówi Święte pismo. 

Ale mamy kolejne Pismo Święte od Pitagorasa. Tego samego Pitagorasa z Krotony. On nie jest dziś kojarzony ze świętym człowiekiem, ale został po prostu przyćmiony przez Jezusa, ponieważ Jezus całkowicie powtórzył ścieżkę Pitagorasa. Niewielu ludzi o tym wie. 

 No wiecie - pojawia się jakaś sensacja, wszyscy o tym mówią; a kiedy pojawia się nowa sensacja to ta pierwsza  jest zapominana. A między nimi był bardzo znaczący okres czasu. Tak samo były najpierw przekazy zapowiadające jego przyjście na świat, niepokalane poczęcie i tak dalej. 

 Ogólnie rzecz biorąc, jest bardzo wiele zbieżności w ich biografiach. Wiele zbiegów okoliczności.  On także miał swój kościół. Kościół był powszechny, europejski. Nie obejmowało to Ameryki ale cała Afryka - jej wybrzeże, Północna Afryka i zasadniczo całe Morze Śródziemne słuchało jego zaleceń.

 To była prawdziwa religia i miał też swoje przykazania. A trzecie najważniejsze przykazanie z tych dziesięciu brzmiało: „Grzechem jest pomaganie ludziom leniwym”.  A kim jest leniwy? Leniwy to ktoś, komu Bóg powierzył swój udział - jego dolę. Ta jego dola jest mu niezbędna jak powietrze, bo wraz z tą dolą - z tym zadaniem, Bóg daje możliwość wypełnienia tego zadania. Daje entuzjazm, zasoby, pieniądze, siłę, zdrowie, kontakty i tak dalej.  Mam te zasoby, mam zadanie, wykonałem je i czuję, że dzień nie był stracony i czuję, że wykonałem co do mnie należało, a wszyscy mi klaszczą - jak dobrze to zrobiłeś. 

 A w innym przypadku pojawia się ktoś inny i mówi: „Pozwól, że ci pomogę”. I on wykonuje to zadanie. Wtedy Bóg temu leniuchowi, który pozwolił komuś wykonać za siebie zadanie automatycznie odbiera pieniądze, siłę, zdrowie, kontakty i tak dalej, ponieważ były one przeznaczone do tego konkretnego zadania - ale zadanie już zostało zrealizowane. Ktoś inny je wykonał - nawiasem mówiąc, niezbyt dobrze zrobił ponieważ wydał, spożytkował swoje zasoby - te które nie były przeznaczone do tego zadania. Jest to zatem podwójny grzech, bo potem nie wykonasz swojej pracy. Nie wykonałeś swojej pracy, a więc pomaganie leniwym jest grzechem. 

Dlaczego więc istnieją ci "zwrotnicowi" przekładający swoją odpowiedzialność na innych? Bo istnieją inni idioci, którzy to na siebie biorą - stara mądrość uczy: "dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane". To właśnie o nich.  

To przykazanie mówi, że wielkim grzechem jest pomaganie leniwym. Dosłownie brzmi to tak: „Należy pomóc człowiekowi podnoszącemu ciężki przedmiot, ale nie pomagać w jego stawianiu”. Na przykład w podniesieniu ogromnego kłody drewna, której nie da się pociąć, a jeden człowiek sam się nadwyręży. 

Wtedy ludzie podeszli, podnieśli wraz z nim, a on już dalej sam odłupuje coś, ciosa albo na przykład wykonuje na niej jakieś tam rysunki. Przyszli, pomogli, a potem on jest już zdany na siebie.  Tak to ma być. 

Dlatego,... jak my to nazwaliśmy? - przerzucanie, przekładanie odpowiedzialności. I dopiszmy jeszcze, że to wielki grzech. To jest trzecie przykazanie Pitagorasa. Bardzo dziękuję.

  wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=uvuSOXt-rIU


Ukryty grzech pokuty - S.N. Lazariew

 oryginał: https://www.youtube.com/shorts/4rfvZNj-v78?feature=share

 To co wydarzyło się w przeszłości było nam dane przez Boga. Niezależnie od tego, co zrobiliśmy w przeszłości, jest ona z góry ustalona. Dlatego każdy żał z powodu przeszłości jest walką z Bogiem - a to stwarza problemy.  

Dlatego człowiek, który nadmiernie kaja się i żałuje tego, co zrobił, blokuje swój własny potencjał przemiany. Ta energia, że tak ją nazwę sumienia, która cię dręczy, powinna być wykorzystana na to, aby mieć więcej miłości w duszy, a tym samym większą akceptację woli Boga, a tym samym twojej przemiany (transformacji).  

A gdy tylko otrzymałeś  nową porcję miłości i się zmieniłeś, to twój los już uległ zmianie, a przeszłość, którą pamiętasz i widzisz, nie jest już twoją przeszłością. 

 Żal jest bezużyteczny, bezsensowny i niebezpieczny. Przede wszystkim, musisz pozbyć się żalu z powodu tego, co zrobiłeś. To po prostu nie powinno mieć miejsca i aby to zrobić, musisz się zmienić. Dlatego skieruj swoją energię nie na samobiczowanie i żałowanie tego, co się stało, czyli na próby zmiany przeszłości, ale raczej skieruj tę energię na zmianę siebie w teraźniejszości. 

 Zmieniasz siebie w teraźniejszości i tym samym zmieniasz swoją przeszłość. Nie podoba ci się przeszłość? Stań się inny. Chcesz się zmienić? Zaakceptuj Bożą wolę i otrzymaj nową porcję miłości. Łatwo powiedzieć, trudno zrobić.

 wersja polska: https://www.youtube.com/shorts/dQvFg_JwPJU

piątek, 9 października 2026

Więcej niż Jezus – Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=wjseSpnWPgY

 Cześć wszystkim - witajcie ludzie.

Jesteśmy znów i będziemy odpowiadać na pytania. Jakie mamy pytanie?  Jak ktoś może zrobić więcej niż sam Jezus? A potem jest odniesienie: „Zaprawdę, Zaprawdę, powiadam wam: Kto we mnie wierzy, będzie także dokonywał tych samych dzieł, których Ja dokonuję, i i większe od tych uczyni, bo Ja idę do swojego Ojca”. Ewangelia Jana.  

 I pytanie: jak ktoś może zrobić więcej niż sam Jezus? Gdzie Jezus, a gdzie ja jestem? To bardzo dobre pytanie. A dlaczego? Bo zorganizowana mafia religijna, - czyli zorganizowana grupa przestępcza, jakiś tam jej założyciel mówi: "a kim ty jesteś? Nie wychylaj się! Pokora, pokora, pokora”. 

 I wymyślili te, - nazwałbym je, koncepcje. Trzeba żyć według tych koncepcji, żeby jakaś elita religijna mogła żyć w luksusie. A wiemy, że najbardziej zdeprawowani ludzie, najwięksi przestępcy, przy których nawet zwykli seryjni mordercy bledną, to religijni przestępcy. O tym właśnie mówił Baktisedanta Sarasvati.  

  I dlatego wiemy, że jeśli uczeń czyni więcej niż nauczyciel, to znaczy, że jest to dobry nauczyciel. A jeśli uczeń czyni mniej niż nauczyciel, to tak naprawdę następuje degradacja. 

Przecież wzrastamy, wszystko się rozszerza, coraz bardziej i bardziej.  Na przykład, ja pamiętam tę opowieść science fiction, gdzie ziemianie latają już po wszystkich planetach i znajdują tam cywilizacje, które nie są tak rozwinięte jak my. Tam na tych planetach jest jak u nas w średniowieczu, brak higieny, brak wiedzy. 

 I ten jakiś tam ratownik medyczny, który jest zwykłym człowiekiem, medykiem, który wie, jaką pigułkę wziąć na co, jak coś zdezynfekować - on przybywa i wszystkich tam leczy, a wszyscy w zachwycie mówią: „Och!", - to chyba miało tytuł: "trudno być bogiem" braci Strugackich.  I był tam jakiś lokalny szaman i powiedział: „też mi dokonania?”. I on miał jakieś kości zwierząt zawinięte w szmatkę, coś w rodzaju instrumentów chirurgicznych. 

Zatem mieli tam swojego rodzaju Awicennę - swojego sławnego uzdrowiciela. Nazywali go oczywiście jakoś inaczej. No i mówili, że ten ich szaman to wielki guru, a tamten drugi to zaledwie jakiś technik - chociaż patrząc na rezultaty to ten technik czynił wiele więcej, ale jego nazywali nikim a tego uważali za wielki mózg i wielkiego filozofa. 

 I dlatego właśnie taki jest prawdziwy mistrz. I my wiemy, że kiedy postęp idzie naprzód, to ci, którzy nie są tak wielcy, mogą dokonać jeszcze większych rzeczy.  

Na przykład, cień Jezusa nie uzdrawiał, nie jest to nigdzie opisane w Biblii. Ale cień apostoła już tak! Mamy taki opis w Dziejach Apostolskich - jeśli cień apostoła padł na jakiegoś chorego, to ten wstawał, otrząsał się i był już zdrowy. Czyli właśnie cień uzdrawiał. To pokazuje, że nawet tam Jezus powiedział to poprawnie. A dlaczego? Bo powiedział: "idę do ojca". I da się zaobserwować, że sam Jezus czynił mniej niż później jego następcy w jego imieniu. A dlaczego? 

 Również w tradycji wedyjskiej istnieją takie rzeczy.  Na przykład w tradycji wedyjskiej istnieją tak zwani półbogowie - nie Bogowie ale właśnie pół - Bogowie.. Dlaczego nie ma tam pełnych bogów? To są Śiwa, Indra, Waju – bóg wiatru, Waruna, czyli bóg morza, podobny do Pieruna -  ten z trójzębem. 

Ale tak naprawdę Baktivinodadhakur opisuje wszystkie te postacie jako ziemskie istoty, przybyli kosmici, uderzyli ich w twarz, wygłosili swoje uwagi, a potem jakoś  wniknęli w społeczność, zasymilowali, ale to nie jest ważne.

 Najważniejsze, że byli wspaniałymi ludźmi i mieli wiele umiejętności, ale potem odeszli. Na pewno wiecie jak wygląda krzyż równoramienny, on jest czasem nazywany krzyżem greckim i dzieli nasz świat na 4 części - świat Jawy, Nawi, Sławi i Prawi. I my widzimy tylko świat  Jawy. A te światy istnieją równocześnie. 

Oni przeszli do innego świata, to znaczy, nie mają już fizycznych ciał. I oni istnieją w jakiejś innej formie, ale oni nigdzie nie odeszli. I możemy się do nich zwrócić jak do ikony, albo po prostu wyobrazić sobie i pomodlić się.

 Oni są jak yantra. Słowo yantra tłumaczy się jako maszyna To trochę niefortunne porównanie do maszyny, ale jako yantra ta istota jest potężniejsza niż istota która nią była. Dlaczego? Ponieważ ciało fizyczne przeszkadza, ono daje pewną bezwładność.  

Na przykład ucząc się w pewnej grupie wykonywaliśmy takie ćwiczenia, tworzyliśmy homunkulusy. Taki grzech kiedyś popełniłem. Stwarzałem homunkulusa, i dawałem mu zadanie. Ten homunkulus nie ma ciała fizycznego, więc daję mu moje niematerialne ciała. I w tym momencie czuję się trochę dziwnie, ponieważ udostępniłem moje subtelne ciała, więc to nie jest zbyt korzystne, ale on przychodzi, łączy ludzi, a potem wraca.

 Tak więc stworzenie zawsze wraca do stwórcy. Ale chcę podkreślić, że kiedy nie ma ciała fizycznego, to masz więcej stopni swobody - nie jesteś tak ograniczony. I oni też mają więcej stopni swobody. A kiedy człowiek zwraca się do ducha takiego a takiego - jeśli istnieje duchowe przywiązanie, to można nawiązać kontakt.  

To tak jak w spirytualizmie, można nawiązać taki kontakt i wszystko jest w porządku. Ale jeśli nie ma duchowego przywiązania, to mogą cię tam odwiedzić jakieś demony i powiedzieć ci, co zechcą. 

Próbuję powiedzieć, że ta parampara to łańcuch następstwa uczniów. A kiedy nauczyciele odchodzą, to uczniowie mogą czynić więcej niż ci ich nauczyciele. To tak, jakby oni przebili dla nas jakiś tunel. Przez ten tunel nie tylko przenika trochę wiedzy, ale także pewne prawdziwe umiejętności. 

Dla przykładu: czy ojciec byłby zdenerwowany, gdyby jego syn lub córka przewyższyli go w czymś, na przykład w udowodnieniu jakiegoś twierdzenia, sporcie, albo zostali mistrzami świata w szachach? - no nie, po prostu będzie szczęśliwy, będzie dumny.

  Ale jeśli byłby to ktoś inny - jakiś obcy człowiek to byłoby inaczej. A skoro jesteśmy obcy - to jest takie demoniczne myślenie, żeby nikt obcy mnie nie zdominował - żebym ja był najważniejszy. 

To jedna kwestia - i ta zorganizowana religia należy do tej demonicznej parampary. Ona tego zakazuje. Ale prawdziwa religia mówi inaczej. Tam uczeń zawsze przewyższa mistrza. 

 Na przykład, w tej oto książce, myślę, w tej książce Sri Chaitanya Charitamrita. Tam na samym początku, mówi się, że wiedza jest dynamiczna. Jeśli ktoś przeczytał tych zawartych tu tekstów, i jego wiedza nie wzrosła, nie wyrosła z Boga, to nic nie zrozumiał. Zatem wiedza się rozwija i poszerza, a zatem uczeń nieuchronnie przewyższy nauczyciela. 

  Pytanie brzmi: jak człowiek może czynić więcej niż sam Jezus? Dokładnie wtedy może. I wiemy też, że obecnie pojawiły się dzieci indygo lub podobne. To nowe pokolenie, które może takie rzeczy o których dawniej ludzie nawet nie wiedzieli -  ale teraz co trzeci potrafi przyłożyć sobie łyżkę do czoła i ją nosić. To znaczy budzą się jakieś nowe zdolności, magnetyczne, - no wiecie hipnotyczne i tak dalej.

Dobrze - przypomnijmy sobie raz jeszcze ten biblijny cytat: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca”.

 Zatem widzicie, że prawdziwy rozwój duchowy to wtedy, gdy idziecie do Ojca. A czy Jezus kiedykolwiek zrobił coś dla siebie? Jeśli robisz coś, co nie jest dla ciebie, to właśnie idziesz do Ojca, bo to jego doktryna. 

 Natomiast jeśli robisz to wszystko dla siebie, a inni tylko pętają się tobie pod nogami i jesteś pełen zazdrości i rywalizacji to znak, że to pochodzi od szatana. 

 Najpierw otrzymasz coś większego, na przykład otrzymasz jakieś super - a potem wszystko się zawali.  No cóż, dziękuję za uwagę.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=XDUftWR0ZrM

 

piątek, 2 października 2026

Żeńska dola 2 - Wiktor Sawieliew

oryginał:  https://youtu.be/O9MQODgShBI

Witajcie - zdrowia Wam ludzie. Dzisiaj mamy jakieś pytanie, prawdopodobnie kosmiczne. To jest komentarz pod filmem. A temat brzmi: los kobiety. Żeńska dola. Zatem przeczytam ten komentarz. 

  Kobieta pisze: „Tak głową to ja rozumiem, że los kobiety to dom, rodzina, wsparcie męża, a ja jestem mężatką i wychowaliśmy dzieci. Spełniłam więc swoje główne żeńskie przeznaczenie. Ponadto jestem pod opieką i ochroną męża, ale nie mogę zajmować się domem. Jestem zainteresowana ciągłym uczeniem się czegoś nowego, rozważaniem, systematyzowaniem, a w domu muszę prać, sprzątać, tworzyć komfort, wykonywać pracę fizyczną, która mnie nie interesuje.  Co czynić w takim wypadku?"

   No cóż, sytuacja jest następująca. Kobieta zrealizowała swój "plan", (śmiech) w cudzysłowie, prawda? A teraz nie ma już nic do roboty bo... Bo plan na życie był taki, że będzie mąż, dorastanie dzieci, codzienne życie, komfort, ochrona, mąż ją chroni - no i to wszystko.

A obecnie kobieta doświadcza jakiejś wewnętrznej pustki, pewnego psychologicznego impasu - że tak powiem ślepej uliczki. To znaczy, ona ma już to wszystko, ale coś jej się w tym nie podoba, czegoś tu brakuje. 

  Dzisiaj jest to krzykiem duszy nie tylko tej kobiety, ale prawdopodobnie wielu kobiet, ponieważ dziś obserwujemy kryzys tego tradycyjnego rozumienia przeznaczenia kobiety. No właśnie, - a co uważa się za przeznaczenie kobiety?

  Jest to konflikt między tym racjonalnym rozumieniem, że to jest właśnie to, czego potrzebuje kobieta. Ale istnieją również pewne wewnętrzne potrzeby, które mówią: „Ja też chcę tego, tamtego, i jeszcze tego" - no i jak to ostatecznie powinno być?  

Bo kobieta mówi: „przecież nie jestem wyłącznie kobietą, jestem też człowiekiem. Mam być może jakiś inny cel, może nie tylko posiadanie dzieci, może coś innego?”. To znaczy, że przeznaczenie kobiety w ogóle, jak każda inna kwestia, nie jest jakąś statyczną, codzienną rutyną, ale dynamicznym procesem, który zmienia się z czasem. 

 Po pierwsze, wraz z wiekiem kobiet, to się zmienia, a w miarę rozwoju społeczeństwa, rozwoju cywilizacji ta rola nieco się zmienia.  Dlaczego? Ponieważ bycie tylko gospodynią domową to już nie działa.  Dawniej ten model dotyczył tylko domu i był uzasadniony. Kobieta rodziła 10-12 dzieci a obowiązki domowe zajmowały jej 100% czasu. Wychowywanie dzieci płynnie przechodziło w wychowywanie wnuków. Kiedy ona urodziła swoje ostatnie dziecko, albo przedostatnie, to jej pierwsze już było rodzicem i już miała wnuka.  

A czasami i tak się składało, że ​​te wnuki mogą być starsze od jej dzieci. Tak się też zdarzało. Więc kobieta zawsze miała te maluchy wokół - to ją uszczęśliwiało i wszystko było jak należy.   

A teraz ile jest dzieci w rodzinie? Co najwyżej jedno - czasem do trojga dzieci. Dzieci szybko dorastają, a potem następuje rozłąka. I taka jest współczesna rzeczywistość. Co wtedy robić? 

 A kiedy dzieci są już dorosłe to co się dzieje? Kobieta zawęża swoją opiekę wyłącznie na podstawowych, codziennych zadaniach - a to jakoś nie wystarcza, bo główny obiekt zastosowania energii znika. Dzieci odleciały, pisklęta opuściły gniazdo.  

 Stare przysłowie powiada, że dzieci odpoczywają będąc u rodziców. Ale rzadko dziś się zdarza, żeby rodziny tak trwały kontynuując dynastię. Wiemy to nawet od ludzi kreatywnych. To znaczy, jeśli ojciec jest poetą, to syn równie dobrze może być kierowcą - albo na odwrót. Tak to właśnie jest. 

 No cóż, to osobny temat. Mówiłem już o tym kiedyś, dlaczego tak się dzieje. Teraz mamy inny temat. A dziś mamy taką sytuację, że kobietom pozostaje wyłącznie pranie, sprzątanie, gotowanie obiadu wyłącznie na dwoje czyli takie zwykłe codzienne obowiązki domowe.  

 Mieszkałem w wielu miejscach i było kiedyś jedno miejsce, gdzie był ogromny dom, tam żyła duża rodzina, a potem wszyscy się gdzieś rozproszyli i rodzice zostali sami w tym ogromnym domu - mąż i żona. Ich dzieci nie chciały tam mieszkać a ten dom to po prostu pałac. A potem, kiedy ci małżonkowie umarli - to byli porządni ludzie - ich dzieci jakoś sprzedały ten dom. One nawet nie chciały się tam przeprowadzać, bo już gdzieś indziej zbudowały swoje gniazda.  

Tak więc te pozostałe obowiązki domowe nie mogą wypełnić tej intelektualnej i emocjonalnej pustki. To jest taki problem pustego gniazda. Sztuczne trzymanie się w ramach tych domowych obowiązków to prosta droga do depresji, a potem pojawia się również brak tożsamości, jak to się teraz zwykło mawiać. Ona zaczyna sobie zadawać pytanie: "kim ja właściwie jestem? Nie jestem tylko kurą domową". I Wiele żon mówi: „Kim ja dla ciebie jestem? Czy jestem tylko gospodynią domową, czy kimś takim? Ja też jestem człowiekiem”. I one w jakiś sposób to tłumią. To jest ich tożsamość. Wyjazd gdzieś nad morze, wyjazd gdzieś. Cóż, to jest nienasycone.  

Mąż zazwyczaj zajmuje się czymś pożytecznym, ale ona nie. Mąż wtedy mówi: „Jak długo to jeszcze potrwa?Może by ona się zajęła czymś sensownym? Wtedy nie miałaby czasu jeździć nad to morze". Bo morzem się nie najesz - nasycić się można tylko wykonując jakieś sensowne dzieło - trzeba się w coś zaangażować.

 No i jest jeszcze taka rzecz, że każde nowe pokolenie rozwiązuje swoje problemy. Pokolenia mają różne problemy - różne zadania, historyczne, ewolucyjne. Dorosłe dzieci są już autonomicznymi jednostkami. A próba kobiety, żeby one żyły jej życiem albo żeby przeżyć ich życie za nie - to się nie udaje. Bo ona myśli, że one są cały czas małe. To łamie takie duchowe prawo. To po prostu się nie uda. A jeśli się uda, to będzie prawdziwa katastrofa. Dwa połączone ptaki nie potrafią latać - to takie chińskie przysłowie.  

Miałem taką historię, kiedy matka i córka mieszkały razem. Córka miała 40 lat, a matka, odpowiednio, miała 60 lub 70. Nie wiem, ile matka miała lat.  A skąd znam tę historię? Byłem w nią trochę zaangażowany. A córka nie mogła wyjść za mąż. Najpierw matka ją terroryzowała mówiąc: "to nie jest dobre, tamto nie wypada" itp, i tak dalej. Kobieta atrakcyjna, ma wszelkie atuty - twarz, figura, inteligencja, charakter, - a wyglądało na to, że nie może wyjść za mąż.  Ta matka się jej kurczowo trzymała. A potem córka dorosła, nabrała sił, a matka straciła trochę sił, i teraz córka się nią opiekowała. 

 A dlaczego mnie tam w ogóle zaprosili? To było tu w Zaporożu, tam istnieje ósma klinika, oddział neurologii. To dlatego, że ta matka miała już trzeci udar.  

 Lekarze mówią, że trzeci udar mózgu to już w zasadzie koniec. Ona kiedyś usiadła na toalecie i zamarła. To znaczy, jej ciało stało się bezwładne - nie mogła ruszyć żadnym kończynami, niczym. Za drugim razem zeszła na dół, mieszkała na trzecim piętrze, zeszła do domu towarowego, do sklepu i po prostu stała tam, wisząc na schodach. Czyli, że pękło jakieś naczynko krwionośne w jej głowie i znów bezwład ciała. 

 A potem zadzwoniła do mnie ta córka i mówi: „Moja mama zemdlała, połowa jej ciała była nieruchoma, ona nieprzytomna, jakaś maszyna oddychała za nią, jej serce było stymulowane. Zasadniczo jest w śpiączce".  

 Ja jej odpowiedziałem: „ja nie jestem lekarzem, nie mogę leczyć niczego, nie wiem, co z nią zrobić”. Ale ona tak bardzo się we mnie wczepiła więc poddałem się. Skapitulowałem. Dotarliśmy do tego szpitala nr 8, spojrzałem na nią i powiedziałem: „Nic nie mogę zrobić”. Zeszliśmy na dół i powiedziałem: „Widzisz, dwa połączone ptaki nie mogą latać. Wy obie jesteście tak właśnie powiązane. Czy ty w ogóle choć trochę wierzysz w Boga?”. Ona powiedziała: „No tak”.

A ty nie chcesz wyjść za mąż? Ona mówi: „Chcę, ale nie mogę, bo muszę chodzić do pracy a po pracy mam drugą zmianę opiekując się mamą. Będąc w pracy dzwonię do niej trzy razy dziennie, żeby się zapytać, czy żyje”. 

Ja jej na to mówię: „Widzisz, jeśli Bóg tego nie zechce, to ona nie umrze. Jeśli on będzie miał taka wolę to twoja opieka nic tu nie pomoże. Dlatego po prostu zdecyduj. Musisz to przerwać. Musisz mieć życie osobiste".

  I po prostu przysięgnij mi tu teraz, że pójdziesz dziś wieczorem do jakiejś z tych kilku swoich koleżanek - najlepiej żeby była zamężna, pójdziecie gdzieś do jakiejś kawiarni, spotkasz tam kogoś. No, jak w tym znanym żarcie, że trzeba przynajmniej kupić los na loterię, żeby można było kogoś poznać.

 I kiedy tak o tym rozmawialiśmy, a gdy ona o tym mówiła to aż się zarumieniła z podniecenia - widać było, że naprawdę o tym marzy. Spytała mnie wtedy: „A czy mi tak wolno?”. Odpowiedziałem: „Tak trzeba!”. 

Potem nagle mówi: „Och, czekaj, muszę tam jeszcze wrócić, bo o czymś zapomniałam”. I pobiegła z powrotem na to czwarte piętro szpitala. Wraca stamtąd , oczy jej wychodzą na wierzch z wrażenia i mówi: "Mama wstała! poodpinała sobie te przyssawki! Biega po korytarzu jak duch w tym prześcieradle i krzyczy: „Dajcie mi moje ubrania, idę do mojej siostry - muszę ją koniecznie odwiedzić”.

Czyli ta sama kobieta, która bała się zejść z trzeciego piętra na pierwsze, teraz chce sama pojechać do innego miasta. To znaczy, kiedy ta kobieta -  ta córka właśnie co mówiła o swojej wolności, o swoim życiu osobistym - to nagle pojawiło się życie osobiste. Rozumiecie? Nie da się utrzymać tego pokolenia w starym cyklu. 

Pamiętacie te słowa Jezusa: "Nie przyniosłem wam pokoju, ale miecz”. I umieścił miecz między pokoleniami, między ojcem a synem - ale nie w sensie antagonizowania ich, ale w sensie, że mają różne zadania. 

 Chodzi o to, żeby osobowość się rozwijała. Ten miecz dzieli pokolenia nie z powodu wrogości, ale dla rozwoju. Przecież czas nie będzie stał w miejscu!

  Rzecz w tym, że aby kobieta była szczęśliwa to zawsze w jej otoczeniu musi być kilkoro dzieci - najpierw jej własne, potem wnuki  To jest idea, która jakoś nie do końca działa teraz w XXI wieku. 

Wnuki należą do swoich rodziców, jakkolwiek na to spojrzeć. Kobieta nie może budować swojej tożsamości, własnego przeznaczenia wyłącznie na służeniu innym - nawet jeśli są to jej najbliżsi.

 Na czym więc właściwie polega ta żeńska dola - to żeńskie przeznaczenie w naszym obecnym kosmicznym czasie? Jeśli odejmiemy od tej żeńskiej doli podróżowanie, czystą codzienność, opiekę nad dorastającymi dziećmi, to pozostaje jej przecież możliwość aktywności intelektualnej, pozostaje duchowa twórczość.

A tworzyć można przecież nie tylko komfort gołymi rękami, ale można tworzyć różne znaczenia za pomocą głowy - zajmować się działalnością myślową. Przecież tak wiele kobiet zajmuje się poezją albo działa na rzecz kultury. A dlaczego nie wszystkie się tym zajmują? Bo mamy dziś taki rodzaj kryzysu.

Tak więc ogólnie rzecz biorąc, analiza, systematyzacja, studiowanie czegoś nowego – to też jest w praktyce forma prokreacji.  "Zrodził się pewien pomysł" -słyszeliście na pewno takie sformułowanie. A wspieranie męża to nie tylko przyszywanie guzików czy zmywanie po nim naczyń. Nie to jest najważniejsze, jest wręcz przeciwnie. 

 A tak przy okazji, mąż nie jest jakoś specjalnie dla niej najważniejszy. Dla niej najważniejsze jest stworzenie przestrzeni mentalnej gdzie mężczyzna może wypocząć umysłowo, porozmawiać, zasięgnąć rady. To znaczy, żona powinna być interesującą rozmówczynią. Była już matką, była żoną, kochanką, a teraz musi stać się mądrą kobietą. Nie tylko dla męża, ale także dla żeńskiej mądrości, żeby było z kim porozmawiać.

 Ale co, jeśli prace domowe są zupełnie nieciekawe ? Cóż, przede wszystkim musisz przestać się obwiniać. To generalnie zasada dotycząca wszystkiego, czego nie lubisz. Musisz przestać się za to obwiniać. 

Cóż, przede wszystkim istnieją pewne sprzęty AGD, one na pewno w domu są. A ten wolny czas uzyskany dzięki nim to właśnie zasób energetyczny dla umysłu. Skłonność do analizowania, systematyzowania to nie tylko cecha mężczyzn; to cecha kobiet również, prawda? To dar od Boga i talent, a nie wada. 

 Ostatnio widziałem film o tej kobiecie, o Alisie, i ona ma, chyba około trzydziestki. W każdym razie kiedy miała około trzydzieści lat, to miała już dziewięcioro albo dziesięcioro dzieci - nie pamiętam dokładnie. Wszystkie one są takie piękne, a jej mąż  jest taki przystojny. 

Ona po prostu rodziła jedno po drugim, potem kolejne.... I ona zawsze jest zajęta kolejnym maleństwem, i od razu pojawiają się te wszelakie domowe obowiązki, które wykonywane są przez dzieci. I ona angażuje się w działalność intelektualną. Założyła jakiegoś bloga i ma tam tysiące subskrybentów, którzy publikują tam jakieś przepisy. 

Czyli jest aktywna również intelektualnie bez wychodzenia z domu. I mówi: „Nie mam czasu na wszystko, ale też czy muszę wszystko mieć takie porządne? Nie ma tak, że ja i dzieci jesteśmy zawsze czyściutko ubrani - nie mam tyle czasu". Ale ona mówi, że zawsze jest szczęśliwa. 

Ona tam mówi, że każdego wieczoru pyta sama siebie: „Czy kochałam?”. Ona nie pyta siebie: „Czy miałam czas?”. Ona mówi: „Czy kochałam?”. Taka to interesująca kobieta. Idealnie szczęśliwa para. 

 Ogólnie rzecz biorąc, żeńska dola w tym XXI wieku to zarówno prawo, jak i odpowiedzialność za rozwój jako jednostka. Osiągnęliśmy taki poziom cywilizacji, że nie powinniśmy być tylko ojcem i matką. No cóż, zwierzęta też to mają, a do tego przetrwanie. Musimy wzrastać, rozwijać się jako osobowości, wychowywać swoje dzieci jako osobowości. To zarówno prawo, jak i obowiązek. To jest wypełnianie swojego głównego przeznaczenia.

 Brabhupada pisze w komentarzach, że ludzka forma życia polega na tym, że człowiek ma bardzo dobry mózg i może jakoś znormalizować tę rutynę i że uwalnia czas na słuchanie Boga i myślenie o rozwoju duchowym. I dlatego kobieta i mężczyzna uwalniają czas na rozwój duchowy. A spełnienie głównego wyobrażenia - tego głównego celu życiowego jakim jest wychowanie i posiadanie dzieci, to dopiero połowa drogi.  

 A co potem? Co dalej? A potem mówi się, że następuje kryzys wieku średniego. To nieprawda, potem nadchodzą drugie - ponowne narodziny, druga połowa życia jest dana kobiecie, aby stworzyła siebie, zrozumiała siebie, usystematyzowała swoje doświadczenia - dana jest aby przynosić jakieś korzyści światu, rozwijać się, uczyć się nowych rzeczy. To nie jest zdrada rodziny, nie, - to wypełnianie najwyższego ludzkiego obowiązku. No i tyle. Dziękuję za uwagę.  

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=98LCjs2whNQ