sobota, 14 lipca 2018

Krzyk rodziców

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_145683

"Krzyk jest pewnym (wiernym) znakiem braku kultury stosunków międzyludzkich, on oszałamia i ogłusza dziecko. Krzyk wyraża najbardziej prymitywną, brutalną reakcję na działania i zachowania dzieci - tracone są prawdziwie ludzkie emocje.
Dzieci, na które się często krzyczy tracą umiejętność dostrzegania najlepszych odcieni uczuć innych ludzi, tracą wrażliwość na prawdę i sprawiedliwość. Krzyk zagłusza głos sumienia dziecka ...
Nigdy nie staraj się stłumić woli małego człowieka. Wola jest głębią, na której opiera się istota ludzkiej godności. "
VA Suchomlinski - o wpływie krzyku rodziców na dzieci.


piątek, 13 lipca 2018

10 wybranych cytatów Fiodora Grigoriewicza Ugłowa

źródło tłumaczenia https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_145569

Postać w Rosji znana. Lekarz, który przeżył ponad 100 lat - do końca swych dni aktywny zawodowo chirurg. Spróbujcie wkleić ten link w tłumacz google . Autor książek, działacz społeczny. Radziecki i rosyjski chirurg, pisarz i osoba publiczna, doktor nauk medycznych, profesor. Redaktor naczelny czasopisma "Herald of Surgery im. I. Grekowa", akademik Akademii Nauk Medycznych ZSRR, laureat Nagrody im. Lenina, członek Związku Literatów Rosji, mieszkający od 103 lat.

Profesor Żdanow prowadzi dziś towarzystwo antyalkoholowe imienia Ugłowa - podobno Ugłow nie wypił w życiu ani kropli alkoholu.

 ⃣ Badania patologiczne osób, które przeżyły 100 lat lub więcej, wykazały, że żadna z nich nie zmarła ze starości. Wszyscy zmarli na choroby. Jeśli udałoby się im zapobiec lub wyleczyć te choroby na czas to ludzie ci żyliby jeszcze dłużej.

 ⃣ Najnowsze dane pokazują, że starość jest skutkiem zmian w całym organizmie, we wszystkich jego organach, których aktywność jest regulowana przez układ nerwowy. Im dłużej trwa normalne funkcjonowanie układu nerwowego, tym później następuje starzenie się organizmu. I odwrotnie, im wcześniej system nerwowy się wyczerpał, tym szybciej nadchodzi starość.

 ⃣ Jeśli dana osoba nie rozwija swojego systemu odpornościowego, jeśli ciało nie ma siły i zasobów, aby się oprzeć chorobie wtedy żadne medykamenty, żadne leczenie nie pomoże.

 ⃣ Zdrowy żebrak jest szczęśliwszy niż chory król.

 ⃣ Dwa przykłady:
 ✔ Dwóch przyjaciół mieszka w jednym domu. Obaj naukowcy mają ponad siedemdziesiąt lat. Jednym z nich jest lekarz, zwinny, szczupły, żywy. Raz, poślizgując się na schodach i przewracając się na plecach, poczuł ostry ból w dolnej części pleców. Mimo to sam wstał i poszedł spać. Najmniejszy ruch ciała powodował nieznośny ból. Miał złamane trzy poprzeczne wyrostki kręgów lędźwiowych. Blokady przy pomocy zastrzyków Novocainy nie pomogły. Przeleżawszy przez trzy dni, wstał pomimo ogromnego bólu, z pomocą żony, zmajstrował sobie bandaż, który pozwolił mu chodzić i usiąść prosto - bez zginania, praktycznie bez bólu. Od tego czasu zaczął już pracować przy swoim biurku. Trzy miesiące później zdjął bandaże i nie odczuwał bólu.

 ✔ Inny, pulchny, z solidnym brzuchem, uwielbia jeść i leżeć. Zdarzyło mu się popaść w kłopoty: wpadł się pod samochód i nastąpiło pęknięcie kości ramiennej. Spędził dwa tygodnie w szpitalu, a potem został wypisany do domu. Jednak nadal leżał w domu. Ręka była nieaktywna, przyplątało mu się zastoinowe zapalenie płuc z wysoką gorączką. Lekarze zaczęli podawać antybiotyki i angażowali się w sprawę płuc pozostawiając dłoń bez leczenia. Minął kolejny miesiąc. Zapalenie płuc zostało wyleczone ale serce zaczęło dawać o sobie znać. Były przerwy w jego biciu, obrzęki nóg. Rozpoczęło się leczenie przeciw niewydolności serca ....   
   Nie wiadomo czy on to wszystko zniesie ale ręka na pewno nie będzie już w pełni sprawna. A wszystko z powodu dużej wagi, z powodu bezruchu. Uraz ręki był pretekstem i usprawiedliwieniem dla tego by leżeć. Wzmożone odżywianie zwiększyło nadwagę i bezruch, a człowiek sam postawił się się na krawędzi katastrofy.

 ⃣ Bardzo ważna jest postawa człowieka wobec okoliczności drażniących - umiejętność lekkiego traktowania nawet bardzo nieprzyjemnych zjawisk, tak lekkiego jak to tylko możliwe, w najprostszy sposób, bez nadawania im dużej wagi, bez dawania im dużego miejsca w swoim sercu. Tutaj konieczne jest połączenie intelektu, umysłu, rozwinięcie w sobie zdolności introspekcji, samokontroli, samoregulacji. Musimy starać się kształcić w sobie nie tylko zdolność "wydawania się uśmiechniętym i bezpośrednim", ale także rzeczywiście być taką osobą.

 ⃣ W ciągu dnia człowiek potrzebuje co najmniej 600 gramów warzyw, a większość warzyw należy spożywać na surowo. Wszystkie rodzaje świeżych warzyw są źródłem witaminy C, której rola jest szczególnie duża w metabolizmie.

Takie pożywienie pomoże ludziom przezwyciężyć tendencję do starzenia się, zmniejszając napięcie w jelitach,
przezwyciężyć tendencję do rozwoju miażdżycy. Im bardziej zróżnicowany jest asortyment warzyw, tym lepiej organizm zaopatrywany jest w witaminy. 
  
⃣  Pośmiertne autopsje (sekcje zwłok) ludzi „umiarkowanie” pijących wykazały, obecność całych „cmentarzysk” martwych komórek w ich szpiku kostnym. Te "cmentarzyska" reprezentują zgubny i destrukcyjny efekt jaki alkohol wywiera na układ nerwowy człowieka.

⃣  Doświadczenie lekarzy narkologów pokazuje, że im wcześniej dany człowiek pozna smak napojów alkoholowych, tym większa jest szansa, że ​​uzależni się od nich. Wszystkie badania pediatryczne są zgodne, że alkohol w dowolnej formie i w dowolnych dawkach jest najniebezpieczniejszą trucizną dla dzieci i młodzieży.


🔟 Według WHO, jedna na trzy osoby na świecie umiera z przyczyn związanych z piciem alkoholu, jedna na pięć odchodzi z przyczyn związanych z paleniem. Jako lekarz mogę powiedzieć, że jeśli ktoś chce utrzymać swoje zdrowie, rozwój a nie zniszczyć swoich zdolność do czynienia czegoś pożytecznego dla swojej rodziny i kraju, aby widzieć życie wyraźne i jasnym wzrokiem to nie należy pić żadnych napojów alkoholowych.


środa, 11 lipca 2018

Taksówka wujka Anatola

źródło tłumaczenia https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_145567

Stałam sobie z synem na przystanku autobusowym.Nigdzie się nie wybieraliśmy, po prostu poszliśmy na zakupy spożywcze i na przystanku autobusowym odebrałam telefon. Stałam więc rozmawiając, a mój syn usiadł na ławce. Przez długi czas już nie było autobusu dlatego stało tam też wielu ludzi.
  W pobliżu przystanku zatrzymuje się stara, poobijana "Wołga" - najwyraźniej mająca dość słabe hamulce. Za kierownicą zabawny dziadek w okularach. Krzyczy ze swojego siedzenia kierowcy:
 - Kogo podrzucić moją super-taksówką!?
Ludzie się uśmiechają, ale nikt nie siada z dziadkiem do tej "karety". 
  -Nie bójcie się, siadajcie, maszyna się nie rozpadnie, obiecuję! Trzydzieści lat się nie rozpadła to i teraz się nie rozpadnie! zaśmiał się wesoły dziadek. 
Ludzie na przystanku są oszołomieni - wszyscy stoją jak wryci. W oddali pojawił się autobus. Rozumiem już: nikt nie usiądzie w samochodzie z dziadkiem.Natychmiast wyłączam rozmowę telefoniczną.Krzyczę do dziadka: 
 -"Nie podwiezie pan do metra?"
 - Oczywiście, że podwiozę! Proszę siadać. Otworzyłbym dla pani drzwi, ale jestem niepełnosprawny, potrwałoby to bardzo długo. 
"Dam radę sama!" odpowiadam i kiwam głową mojemu synowi, mówiąc: "Wsiadaj". 
 - Mamo, ale po co nam do metra? syn pyta zaskoczony.
 - Tak trzeba. Potem wytłumaczę. Usiądź" mówię, zapinając w pasy mojego syna na tylnym siedzeniu. Nie ma turbo -dopalaczy ale przynajmniej jest pas. Sama siadam z przodu.

 "Anatolij", przedstawia się dziadek. - Dla pani dziadek Tolij. 
 - Olga, - przedstawiam się. - Dla pana Ola.
   - Danja, - wita się syn. - Dla pana Dan. 
Śmiejemy się we trójkę. 
  "Dziękuję za możliwość wzięcia udziału w życiowej bitwie" - mówi dziadek Tolii. - Teraz jest bardzo ciężko ale walczę i nie poddaję się. Nie popadam w przygnębienie. Niewielu ludzi ryzykuje usiąść przy mnie. Myślą, że to wrak i że zepsuje się po drodze. A ona frunie jak jaskółka! 
  "jaskółka, zdecydowanie jaskółka" zgadzam się z rozmówcą. 
 Tymczasem jedziemy powoli, około 20 kilometrów na godzinę.
  - To jest prędkość, zapiera dech w piersiach! - żartuję. 
 Dziadek Tolja chwyta żart, śmieje się z chichotem.

"Czy często tak wyruszasz na życiowe boje wujku Tolij?"  

- Nie jestem w stanie go nazywać "dziadkiem" bo wciąż jest jeszcze pełen wigoru, że ho, ho. 
  - Często. A co mam czynić w domu? Gapić się w telewizor? Mógłbym tak oszaleć. Uwielbiam stare radzieckie filmy Riazanowa ale rzadko są pokazywane. Dają je tylko na nowy rok. Wolę pojeździć. Teraz jest pełno taksówek jakich tylko zapragniesz a wszystkie już to samochody zagraniczne. Ludzie są rozpieszczeni przez komfort. Dziewczyny takie jak Ty nigdy nie wsiądą do mnie - tym bardziej nie w futrze. Pewnie im wstyd jechać we "wiadrze z gwoździami". Zgadzam się - do Mercedesa daleko mojej jaskółce. Tylko babcie z rynku zgadzają się jechać, ale od nich nie mogę brać pieniędzy. Jestem przecież mężczyzną lub kimś takim "z przypadku"'. Okazuje się więc, że jestem taką darmową taksówką. Emerytury wystarcza akurat na benzynę - mówi dziadek Tolij i śmieje się. Nie narzeka i nie żali się. To jest taka jego życiowa postawa. Bawi mnie opowieściami z własnego życia.

 - "Ta pańska jaskółka - jak z filmu "Biurowy romans " Uśmiecham się. 
 - Tak, tak, tak! To mój ulubiony film !!!
  - Mój również! - Cieszę się. "Prawie znam go na pamięć":
   „Zrzutka po 50 kopiejek, Nowosielcew! , dorzucaj się tu na wieniec i orkiestrę -. .. Jeśli dzisiaj jeszcze ktoś umrze lub się urodzi to zostanę bez obiadu”
  "Weźmy na przykład opieńki - rosną na pniach. Jeśli wybierzesz się do lasu i będziesz miał szczęście to  możesz wytaszczyć całą  górę ... pniaków ... och nie! opieńków! ..."  Śmieję się i kontynuuję zabawę w cytaty: 
 - „Coś mi się wydaje, że grzyby pana niezbyt interesują.
   - I dobrze pani rozumuje.... -
- A jagody pana nie interesują?
 - Tylko w formie dżemów.
- A wiersz w formie poezji ... ... co pan na to?” 
  Dziadek się uśmiecha i odpowiada: 
-"Wczoraj mnie ukąsiła osa. 
 - Tak. Zauważyłam to - odpowiadam."
 Albo urwałem się z łańcucha."
  - "To jest bliższe prawdy." Wujek Tolij i ja chichoczemy.
   - Nigdy nie cytowałam "Biurowego romansu" z podziałem na role! 
- Ja też nigdy. Ale czy pamiętasz to ostatnie zdanie? "Dokąd jedziemy?" 
  - "Prosto!"
 Patrzę z przyjemnością na dziadka, mówię z głębi serca:
 - Wspaniale, że nie tracisz ducha. 
  - Popadnięcie w przygnębienie jest grzechem! - Wujek Tolij pouczająco podnosi palec.
  "A ty Olu dlaczego wsiadłaś do mnie? Pożałowałaś mnie?"
  - Ależ nie - no coś ty! Spieszmy się właśnie do metra. 
 Patrzy na mnie uważnie. Stoimy na światłach. Nie odwracam wzroku. 
 - Jesteś miła dla mnie Olu. Sportsmenka, Komsomołka i po prostu piękność. Rozumiem wszystko co dotyczy ciebie. Od tak dawna nie woziłem żadnej piękności - a do tego z dobrym sercem. Dlatego nie mogę wziąć pieniędzy  - chcę byś o tym wiedziała.

  "Bardzo dobrze, wujku Tolij", zgadzam się bardzo łatwo.

 On hamuje przy metro. Tam nie wolno się zatrzymywać. Mówię mojemu synowi, żeby szybciej wysiadł z samochodu, a on guzdrał się z pasem. 
- " Jak będziesz u nas na Kołymie to zapraszamy", mówi do mnie dziadek przez okno. 
 - Nie, lepiej pan do nas! - Śmieję się w odpowiedzi. 
 Wujek Tolij zauważa tysiąc rubli na siedzeniu i zmienia się na twarzy.
  - Tu wypadły pieniądze, Olga, pieniądze ... 
 "Jesteś cudowną osobą, wujku Tolij". A twoja jaskółka to najlepsza taksówka na świecie. Od dawna nie jeździłam w tak szczerej i serdecznej atmosferze. To jest droższe niż pieniądze, wierz mi. Dbaj o siebie wujku Tol. I pielęgnuj swoją jaskółkę ", mówię i razem z synem machamy mu do okienka.
 Próbuje wyjść z auta ale niecierpliwy autobus sygnalizuje od tyłu, a my z  synem odbiegamy, schodzimy do metra, nie jest w stanie nas dogonić więc wujek Tolij żartobliwie pogroził mi palcem i zmuszony rusza z miejsca. 
 Rzucam pożegnalne spojrzenie na "Wołgę". Na tylnym oknie przylepiony znaczek, że kierowca jest inwalidą. Numer "K 420 OB".
  Staroświecka, szara, poobijana taksówka kursuje w rejonie "Żabikowo". Jeśli nagle spotkasz wujka Tolij prowadzącego jaskółkę - przyjacielu pamiętaj: Musisz pilnie gdzieś jechać !!!!

A my z synkiem wracamy do domu z metra. Rozmawiamy o tym, czym jest "przygnębienie" i czym jest "grzech" i dlaczego tak pilnie potrzebowaliśmy jechać  do metra ...


Olga Sawieliewa


środa, 4 lipca 2018

Olga Waliajewa. Jaki mąż - taka i żona.

 źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_145379


Wpis długi ale to Olga więc każdy sobie coś wynajdzie. Warto. Dla mnie na dziś kilka odpowiedzi do aktualności mojego prywatnego życia. Poprawiam tytuł wpisu dodając nazwisko bo w przyszłości będzie łatwiej wyszukać artykuł - wyszukiwarka blogowa sprawdza tylko tytuły.
Zapraszam do lektury:

Jest taka opowieść o spotkaniu żony i kochanki jednego mężczyzny. Zaczęły o nim dyskutować, a żona powiedziała: 

 "Jest głupcem, skąpcem i łajdakiem". Nie rozumiem, co ty jeszcze z nim robisz! 
 "Mylisz się" - odpowiedziała kochanka - "jest hojny, mądry i szarmancki!"  Sama osądź: na każde święto przynosi mi eleganckie prezenty - to pierścionki, futro i samochód.
  - To już zupełnie nie jest prawda! - oburzyła się żona - Nawet nie daje mi kwiatów na święta, nie oddaje mi pensji! On jest skąpcem!
  - Nie, ależ skąd! Odpowiedział kochanka. "On jest mądrym człowiekiem, zawsze  tak interesująco z nim rozmawiać." Dużo czytał, dużo wie, na wszystko ma swoje zdanie. Uwielbiam go słuchać - uczę się wiele nowego! 
 - Co ty nie powiesz?! -  żona uśmiechnęła się - zawsze gada jakieś nonsensy i "w koło Macieju"! Nawet słuchanie tego jest obrzydliwe! Co za łajdak! Nigdy dla mną się nie wstawi, w nocy nie przytuli, a jak są w domu naprawy do zrobienia to znika, a ja wszystko sama !!! 
   "Rozmawiamy o różnych mężczyznach," uśmiechnęła się kochanka. "Pobił się nawet z mojego powodu z facetem, który mnie niedawno obraził" Nigdy nie daje mi niczego do noszenia cięższego niż bukiet kwiatów. I nawet w domu wbił wszystkie gwoździe, położył parkiet, kafelki ... Mówię ci, jest hojny, mądry i  odważny!

 I w końcu każda z nich ma rację. Ponieważ przy jednej z nich mężczyzna zachowuje się tak, że wygląda jak łajdak, a przy drugiej - jest odważnym człowiekiem pomimo faktu, że to ten sam mężczyzna.
 Ta historia pokazuje, jak silnie kobieta wpływa na mężczyznę. Jeden i ten sam mężczyzna może się drastycznie różnić, w zależności od tego kto jest przy nim.

 Znam przykłady alkoholików w pierwszym małżeństwie i odnoszących sukcesy biznesmenów w drugim. I odwrotnie - widziałem ludzi sukcesu, którzy zostawili swoją pierwszą żonę dla młodej dziewczyny. Po kilku latach stracili wszystko i stali się pijącymi nierobami.
 Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ siła kobiety jest ogromna a jej wpływ na mężczyznę jest nieograniczony. W rzeczywistości kobieta "czyni"(stwarza)  mężczyznę. Ujawnia w nim pewne cechy a neutralizuje inne. Najczęściej działa ona  nieświadomie korzystając z ogólnych scenariuszy rodowych i doświadczeń z własnej rodziny. Jeśli ojciec odniósł sukces to ona nieświadomie pomoże mężowi osiągnąć sukces (ma przed oczyma taki obraz) a jeśli tato był "przegrany" lub dużo pił, to jej nieuświadomiony obraz doprowadzi rodzinę do upadku.
 

  Problem polega na tym, że kobiety nie rozumieją swojej mocy i nie zwracają wystarczającej uwagi na swoje myśli i działania. Nie zdają sobie sprawy ze swojej siły i zdolności (możliwości) wpływania na męża. Gdybyśmy wiedziały, że urodziłyśmy się z czarodziejską różdżką to jest mało prawdopodobne, że wymachiwałybyśmy nią na próżno i wymawiały przy tym każdy nonsens, prawda? Spójrzmy zatem co żona może zrobić z mężczyzną, jak może wpływać na jego charakter i działania.
 Zacznijmy od negatywnego wpływu żony.
 Jak żona myśli o swoim mężu, takim on się właśnie staje. Jeśli widzi w nim tylko wady i braki to mnożą się one z każdym mijającym dniem. I wtedy nawet ten mężczyzna, który ma ogromny potencjał bycia dobrym mężem, staje się zwykłym rogatym zwierzęciem z koziej rodziny.
 Jeśli żona nie szanuje męża to nikt go nie szanuje - ani krewni, ani przyjaciele, ani koledzy. Można powiedzieć, że żona na czole męża pisze pewne słowo, które go charakteryzuje i zgodnie z tą inskrypcją, inni ludzie zaczynają budować z nim relacje. W ten właśnie sposób żona nie myśląc napisze jakąś  okropną rzecz niezmywalnym markerem a potem sama się dziwi...
 Jeśli żona nie ufa swojemu mężowi i nie otwiera dla niego serca to nikt mu nie ufa. Nawet jeśli jest całkowicie godny takiego zaufania to ciągle będą w niego wątpić wszyscy wokół. No i jak tu liczyć na awanse lub nowe perspektywy?
     Jeśli żona jest zawsze nieszczęśliwa i ze wszystkiego niezadowolona to w rodzinie wszyscy stają się niezadowoleni. I mieszkanie będzie nie takie, i kolacja, i ubrania i odpoczynek. A nawet rodzice będą wydawać się zupełnie nie tacy jak trzeba.
    Jeśli żona uważa, że ​​mogła znaleźć lepszego męża to jest to pierwszy krok w kierunku męskiej zdrady. Mówi się, że pierwsza zawsze zdradza kobieta. To prawda, że czyni to tylko mentalnie i trudno jest ją za to osądzać i przyłapać na tym. Mężczyzna zdradza fizycznie już po tym jak jego żona dała mu takie "pozwolenie" w myśli, że jest mu daleko od najlepszych.

 Jeśli żona jest skąpa pod względem serca, nie chce służyć swojemu mężowi, nie chce ogrzewać go miłością i dawać ukojenie to on szuka pocieszenia w alkoholu i narkotykach. 
  Jeśli żona nie pozwala mężowi na angażowanie się w sprawy męskie - kontakty z przyjaciółmi, łowienie ryb, sprawy garażowe i inne tego typu bzdury według kobiecej opinii to mąż szuka odpoczynku w inny sposób - w alkoholu, w grach komputerowych, paleniu tytoniu i innych nie-najlepszych rzeczach. 
 Jeśli kobieta nie otwiera serca na męża to mąż staje się chciwy. A potem to nawet i zimą nie dostaniesz od niego śniegu a co dopiero kwiaty na ósmy marca. W tym momencie gdy kobieta blokuje mężowi dostęp do swojego serca, on zamyka dla niej dostęp do swojego portfela.
    Jeśli żona jest zbyt niezależna - "ona wszystko sama i nikogo nie potrzebuje" to mąż staje się nieodpowiedzialny. Nawet jeśli wcześniej był dość odpowiedzialny nie tylko za siebie to zdaje się tracić tę umiejętność, relaksuje się i nie rozstaje się z sofą. 
 Jeśli żona jest obrażalska to mąż będzie bywał gniewny. Gniew rozmaicie manifestuje się w naszych ciałach.  Jeśli żona jest niewierna umysłowo swojemu mężowi, wówczas mąż będzie skąpy. Dlaczego miałby wydawać pieniądze na kobietę, która jest z nim "na dziś" a jutro znajdzie innego i odejdzie?        Jeśli żona nie słucha męża, nieustannie spiera się i ciągle stawia sprawy na ostrzu noża to wówczas mąż przestanie być mężczyzną. Stanie się nieodpowiedzialny i słaby, roztrzepany i "nijaki". 
 Jeśli żona regularnie dopuszcza się przemocy wobec swojego męża - na przykład powoduje, że "pęka mu głowa" lub krzyczy na niego, obraża go i tak dalej to mężczyzna będzie miał dwie możliwości. Albo staje się uległym pantoflarzem z całkowicie złamaną wolą i męskim ego albo on też zaczyna popełniać przemoc wobec swojej żony - najczęściej na płaszczyźnie fizycznej. 
 Jeśli kobieta jest zbyt aktywna w działaniach zewnętrznych, mąż staje się biernym dodatkiem do telewizora chociaż mógłby być z niego całkiem udany biznesmen.
  Ale istnieje i przeciwna strona!

Jeśli żona dostrzega w swoim mężu dobre cechy i akcentuje je to one zaczynają rosnąć i rozmnażać się nawet jeśli do tego nie ma powodu i podstaw. Nawet jeśli nie musiał być odpowiedzialny to staje się takim. Nie powinien zostać szefem a nagle się staje. I tak dalej.


 Jeśli żona szanuje męża to przyjaciele i koledzy zaczynają go szanować z jakiegoś powodu - wspierają go i pomagają w trudnych sytuacjach. 
   Jeśli żona ufa swojemu mężowi to inni ludzie też mu ufają.
 Jeśli żona niczego nie ukrywa przed mężem, nie oszukuje, otwiera swoje serce to wtedy i mąż nie będzie w stanie oszukać swojej żony i jej zdradzić. 
  Jeśli żona otwiera swoje serce na męża to on staje się hojny. Zaczyna szukać powodów, by sprawić jej przyjemność i uczynić ją jeszcze szczęśliwszą. 
  Jeśli żona szczerze służy swojemu mężowi to i on z wielką przyjemnością weźmie ją pod swoją opiekę. Będzie się o nią troszczył i ochroni przed wszystkim. 
  Jeśli żona będzie ze zrozumieniem traktować temperament męża i spróbuje go zaspokoić - wtedy mąż zdobędzie dla niej góry. Aby to uczynić musisz nauczyć się widzieć dobre cechy swojego męża a nie mierzyć go własnymi stereotypami.

  Jeśli żona chce ocalić rodzinę i szczerze z miłością przykłada do tego swoje kobiece wysiłki to takie samo pragnienie rodzi się w sercu jej męża o i on zaczyna pomagać żonie w tej sprawie. 
  To jest najważniejsza rzecz, którą chcę Wam przekazać. Jeśli twój mąż nie pasuje do ciebie w jakiś tam sposób - znajdź przyczynę tego w sobie samej. I tym razem jest to dzieło warte wysiłku i czasu. "Jaka byłabym, gdybym była mężczyzną?" Czy na pewno chcesz to wiedzieć?  Spójrz więc na swojego męża. Taka właśnie byś była. Brak mu męskich cech w takim samym stopniu jak Tobie brakuje cech kobiecych. 
  Na przykład jeśli mąż pije piwo to Twoją główną pracą w takim scenariuszu zdarzeń jest akceptacja. Akceptujesz, że on ma prawo zrujnować swoje zdrowie jeśli zechce. A to najprawdopodobniej mówi o twojej emocjonalnej oschłości w radzeniu sobie z nim. Być może nie ma on wystarczającego wsparcia i zachęty. 
   Albo mąż nie chce pracować. Wtedy prawdopodobnie ty pracujesz za dużo i absolutnie jego nie słuchasz. I jaki tu sens "dawać mu kopniaki" i zapisywać na rozmowy wstępne? Nawet jeśli tam pojedzie to nie potrwa to długo przy takim nastawieniu. Dlatego musisz sama się zmienić. 
Dlaczego mężczyzna leży na kanapie? Ponieważ jest on tu wciskany przez kobietę będącą pod wpływem stresu. Ona pędzi jak meteor, zamiatając wszystko na swojej drodze żeby pozostać przy życiu a więc on skrywa się za płaszczem na sofie.

 Jeśli twój mąż nie pomaga ci z dziećmi - pomyśl  czy uważasz go za dobrego ojca, ojca godnego tego aby dzieci kochały go tak samo jak ciebie? I czy nie zraziłaś go do pomocy wskazując, że źle umył dziecku pupę a butelka z mlekiem znów się przegotowała? 
 Bóg daje nam dokładnie tyle na ile zasługujemy. Nasi rodzice, nasze dzieci, nasi bracia i siostry - nie możemy ich wybrać. Dlatego też musimy nauczyć się akceptować. Ale z mężami jest inaczej. Istnieje iluzja wyboru. Istnieje wrażenie, że mógł istnieć inny, lepszy. 
 Ale to tylko pozór wyboru. Oblubieńca daje nam także Bóg. W przeciwnym razie, jak moglibyśmy się spotkać i pokochać? Jak moglibyśmy znaleźć się w tłumie i przyciągnąć? 
 A skoro Bóg dał ci takiego męża, oznacza to, że na takiego zasłużyłaś. Ale dlaczego i po co? - warto o tym myśleć. A co z tym zrobić dalej, to już twój wybór i przestrzeń do kreatywności. 

  Chrońcie się wzajemnie! 
 Zawsze możesz obwiniać się nawzajem i szukać drobiny w oku małżonka. A możesz też zdobyć się na odwagę i spojrzeć we własne oczy i na te belki w nich tkwiące. A kiedy zauważysz i spojrzysz na swoje belki to w końcu zobaczysz, że obok ciebie jest Człowiek  Mężczyzna. I jest w tym dużo dobrego. I ile on znosi cierpień z twojej strony. Wszak kobieta jest znacznie silniejsza w sprawach dotyczących związku. Od niej energia relacji bije fontanną! A utopić mężczyznę falami sztormowymi jest bardzo prosto. A przecież on pływając musi również odbudować statek z pływających odłamków, prosto w falach! W twoim interesie jest, aby fale były spokojne. 
   Opiekujcie się sobą nawzajem! Tyle sił jest traconych na bezmyślne bitwy w rodzinach, a jednak siły te można zainwestować w tworzenie lub wychowywanie dzieci. Straty energii w każdej kłótni są ogromne. Nie marnuj swojej energii na próżno. Naucz się kochać.

Zamiast kłócić się, możesz wydatkować swoją energię na:- podtrzymanie zdrowia swojego męża - na przykład, można rozpocząć bieganie w godzinach porannych, ćwiczenia lub iść na siłownię. Jedna kłótnia wystarczy na miesiąc takich pożytecznych lekcji albo obmyślanie i znajdowanie prezentu dla bliskich. A jeszcze lepiej dla siebie nawzajem. I nie kupuj czegoś, co według ciebie by mu się spodobało lecz to, czego naprawdę chce i co będzie go cieszyć (zazwyczaj są to różne rzeczy). Można iść razem lub z dziećmi na spacer. Wzmocnienie relacji poprzez chodzenie na spacer jest najbardziej sprawdzoną i działającą metodą. Przeglądanie albumu rodzinnego, wspomnienia z tego, jaki byłeś wiele lat temu i jak rozwinął się Wasz związek.Można też podejść do terminala płatniczego w metro i włożyć co najmniej 100 rubli na konto chorego dziecka, aby pomóc jego rodzicom w opłaceniu operacji. Ono będzie wzrastało wdzięczne, wierząc w dobrych ludzi i Boga, wybierze dobry zawód i pomoże setkom innych ludzi. Jedną małą czynnością zmienisz cały świat na lepsze - ale zużyłeś energię na przeklinanie i kłócenie się. 
 Na początku jest to trudne. Ale kwiat przebywa pod ziemią przez jakiś czas, w ciemności i wilgoci. Potem musi zużyć dużo energii, aby przebić się przez ziemię, wyjść poza ciemność. Potem trzeba długo szukać słońca. I dopiero potem może się ujawnić i pokazać wszystkim swoje piękno.

Tak samo i ludzie. Aby nauczyć się kochać, potrzeba dużo siły. Musimy dać sobie czas i w pewnym momencie nabrać odwagi wyjść poza strefę komfortu. I pozwólcie sobie wchłonąć Miłość, którą daje nam Bóg wraz ze światłem słońca, bezinteresownie. A kiedy wypełnisz się tą miłością po prostu musisz otworzyć swoje serce.Ono jest piękne, jak najbardziej niesamowity Kwiat - Serce. Serce pełne miłości. Kochajcie mężczyzn. Oni naprawdę potrzebują twojej Miłości nawet jeśli nigdy się do tego nie przyznają. 
  Za każdym wielkim mężczyzną zawsze jest kobieta, która w niego wierzyła, i która go naprawdę kochała. 
  Jest taka zabawna opowieść o Baraku Obamie i jego żonie.
(edycja 6 lipca 2018: tak jak już wspomniała MumBi w rozmowach poniżej - ja również nie wierzę, że takie zdarzenie w wykonaniu pary Obama i jego (jej?) "żony" miało miejsce - niemniej sama przypowieść ciekawa i jak najbardziej prawdziwa w sensie oddziaływań mąż- żona. Skoro Olga Waliajewa ją przytoczyła w takiej formie to mi nie pozostało nic innego jak to przetłumaczyć. Nie mniej ja osobiście mam duży dystans do tego fragmentu jej opowieści).

Pewnego wieczoru prezydent Obama i jego żona Michel postanowili pójść na nieplanowany obiad w restauracji, która nie była zbyt luksusowa. Kiedy już usiedli, właściciel restauracji zapytał strażnika Obamy, czy mógłby osobiście zwrócić się do pierwszej damy. 

Potem Michel i ten człowiek odbyli rozmowę. Wtedy mąż zapytał Michelle: "dlaczego on był tak zainteresowany skomunikowaniem się z tobą?" Ona odpowiedziała, że ​​w jej nastoletnich latach był szalenie w niej zakochany.

Prezydent się uśmiechnął: "Więc jeśli byś go poślubiła to byłabyś teraz właścicielem tej wspaniałej restauracji?" A Michelle uśmiechnęła się: "Nie. Gdybym go poślubiła to zostałby prezydentem.

 Życzę wam, aby ten dzień, kiedy zdołacie otworzyć swoje serce pełne Miłości, przyszedł bardzo szybko.

Olga Waiajewa



poniedziałek, 2 lipca 2018

Nasza droga życiowa.

 źródło tłumaczenia: https://vk.com/spiritualtransmutation?w=wall87784223_3078


  Wpis zaczyna się takim oto wierszem, który przełożyłem niedbale- brak momentami rymu, trzeba by się w ten przekaz zagłębić ale jako tako treść oddałem. Niniejsza publikacja może zaciekawić forumową "I" podkreślającą nieustannie tenże fakt ślepoty. 
Resztę wyjaśni tekst poniżej - polecam:

Gdy wszystko idzie źle i nie tak jak trzeba
   najlepszą modlitwą będą takie słowa: 
    "Tyś mą nadzieją i rozkoszą
  Wybacz mi Boże wszystkie winy moje".

   Dodaj sił sercu memu abym

  Twym planom świętym sprostać był w stanie
    zdołał żyć w świętości - godnie i pięknie,
    a precz przegnał lenistwo i ociąganie.

Przyjm Boże tę twierdzę mej wiary niezłomnej
 Nie odrzuć serca mego płomień
Kto z Tobą ten zawsze niezwyciężony
Miłuję Cię - ku Tobie biegnę , Amen.

"-------------------------------------------------- ---------------------- 

O FOTOGRAFII:

Jesteśmy jak dzieci, nieposłuszne dzieci.Uczymy się ciągle w Szkole Życia i jesteśmy smutni, kiedy dostajemy kolejny cios od życiowych okoliczności. 

  Na zdjęciu jest chłopiec w mundurku szkolnym - jest on symbolem ciągłego uczenia się duszy na Ziemi, symbolem przechodzenia przez miliony reinkarnacji. Jego obraz powiedział mi wiele, nawet o tym czego nie umiem wyrazić prostymi słowami.

 Dla mnie w obrazie  tego chłopca widnieje cały dramat ludzkości żyjącej na tej planecie.
 Przez dłuższy czas kontemplowałem fotografię i nagle poczułem wyraźnie, dlaczego Wyższe Kosmiczne Siły walczą o człowieka, o jego rozwój,  o jego oświecenie.
 Kimkolwiek by on nie był to jest ukochanym dzieckiem swoich rodziców i zawsze odczuwają oni ból duszy, gdy on postępuje nierozsądnie i lekkomyślnie. Otrzymujemy ich przebaczenie ponieważ nas kochają.

 Dla mnie to nie jest tylko fotografia, - dla mnie to Arkan Tarota.

 Chłopiec to wieczny uczeń, zasłonił oczy swą dziecięcą dłonią. Dokonał złego wyboru, aby żyć "na ślepo". Jego zasłonięte oczy oznaczają ignorancję, DUCHOWĄ ŚLEPOTĘ Z WŁASNEJ WOLI, gdyż to on sam zasłonił swój wzrok przed Prawdą - tylko on i nikt inny.

 Widzimy, że jest ona zamknięty na wszystkie przybywające z zewnątrz Energie - te Wielkie Energie, które mogą mu pomóc na drodze do szczęścia. 
Wydaje się być niby niezależny, autonomiczny, odizolowany w swoim infantylnym świecie i nie wie, co dalej czynić.

       Jego jasne włosy nawiązują do pierwotnej czystości serca, niewinności, spontaniczności, a niebieski rękaw koszuli mówi o jego niebiańskim pochodzeniu, o nieśmiertelnej duszy kosmicznego podróżnika zanurzonej w fizycznym kostiumie ciała (czarny szkolny mundurek). Kombinezon cielesny jest absolutnie nowy - oznacza to, że dusza ponownie przybyła na Ziemię, aby uczyć się lekcji.

Pochylona głowa chłopca i smutna poza, mówi nam, że póki co nie jest w stanie nic zdziałać z procesem życia, że ​​czuje się samotny i opuszczony w bezkresnym oceanie życia. Społeczna izolacja przyniosła mu żal i rozczarowanie. 

    Mur i ogrodzenie za jego plecami mówią nam o tych ograniczeniach i przeszkodach, które były już na jego drodze życia. Ziemia z trawą pokazuje, że jak dotąd nic istotnego nie zostało zasiane na polu jego życia. 

    Przed nami symbol wiecznego niezadowolenia z tego, co się dzieje, zmęczenie rutyną, akt samobiczowania w procesie pokuty. Ma dość siebie i jest mu źle z powodu swoich myśli, słów i czynów.

    Arkan uosabia pierwotne błędy, uosabia brak pragnienia zaakceptowania Wielkiej Rzeczywistości, świadome zamknięcie oczu na Istotę Rzeczy, nieumiejętność rozróżniania dobra od zła.

     W konsekwencji cierpi on na skutek dramatycznej, wewnętrznej ślepoty i lekkomyślności.  Kiedyś otworzy oczy i uśmiechnie się, ale będzie znacznie później - na razie jest to, co widzimy.