czwartek, 24 września 2026

Pospieszny osąd - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=UKZDrk3GHsw

Witajcie ludzie, 

Odpowiadamy na pytania. Przyjrzyjmy się jaki jest nasz dzisiejszy temat?  Temat dotyczy sytuacji, kiedy zbyt szybko oceniamy, jest o tym jak pierwsze wrażenie może nas zwieść.  Można powiedzieć, że kiedy zbyt szybko wydajemy osąd albo kiedy nadmiernie osądzamy. Zależy na co w tym pytaniu postawić akcent - ja rozpatrzę oba przypadki.

Tak więc często mówimy o ludziach, że pierwsze wrażenie jest najprawdziwsze.  Zgadzacie się ze mną prawda? Zgadzacie się. 

 Ale kiedy my w ogóle oceniamy czy osądzamy?  Kiedy wszystko jest z nami w porządku to nasz osąd jest nawet w pozytywnym sensie. 

 Ale kiedy jesteśmy w lekko kiepskim stanie, kiedy nasze fałszywe ego zaczyna się buntować - nie wtedy, gdy włada dusza i jesteśmy w jakimś zwyczajnym stanie lecz, gdy dominuje egoizm - wtedy zaczynamy osądzać. Osądzanie nie oznacza, że ​​jesteś jakiś taki zły, albo, że jesteś taki dobry, no i w ten sposób wydajemy jakiś osąd.

 I zazwyczaj tak się dzieje, gdy istnieje jakiś kontrast - kiedy osądzamy kogoś to nie szukamy równowagi, - o! ten jest taki dobry, i tylko skrzydeł mu brakuje żeby był jak anioł. A potem ten sam już się nie podoba. Tak bywa. 

A ludzi osądzamy na podstawie jakichś tam pojedynczych czynów czy pojedynczych słów. Nie widzimy całego obrazu, a więc nasze wnioski są takie krótkoterminowe.

Na przykład, jeśli ktoś kiedyś odpowiedział ci w określony sposób - czegoś ci nagle odmówił lub zachował się w określony sposób - nie w taki jak oczekiwaliśmy i o jakim marzyliśmy, to łatwo przyklejamy mu jakąś etykietkę i zaczynamy postrzegać tego kogoś i wszystkie jego dalsze działania, poprzez tę nadaną mu etykietę.  

Ale ten ktoś już nie jest w takim nastroju jak go pierwszy raz poznaliśmy. Może był w jakimś zmienionym stanie, może coś mu się wtedy przytrafiło - coś mogło się wydarzyć w rodzinie. A tak przy okazji, w rodzinie to jest szczególnie niebezpieczne - w życiu rodzinnym szczególnie. 

 Możemy latami pielęgnować stare urazy i patrzeć na ukochanego człowieka przez pryzmat tej przeszłości powtarzając: "on zawsze jest taki". Dlaczego to jest niebezpieczne w rodzinie? Bo jak to mówią rodzina to źródło miłości, a miłość to kiedy wszystko jest nowe, nowe, wciąż nowe - nie można dwa razy wejść w tej samej rzeki, poznajesz go każdego dnia poznając go coraz lepiej. Ale kiedy nakładam na człowieka własny stereotyp - to, że "on jest taki przez całe życie" to wtedy zmieniam człowieka w martwy mebel. Powtarzam już wtedy: "znam go jak zły szeląg. Ona też mnie też zna jak zły szeląg - zna mnie na wskroś".

  I chodzą sobie takie dwa meble po domu, rozumiecie? Co to za miłość? Miłość to wzmożone zainteresowanie. Skoncentrowane zainteresowanie. A co to za miłość, jeśli wiem o nim wszystko? 

Tak naprawdę to wcale nie wiem wszystkiego o niej albo o nim. Po prostu już sobie nakreśliliśmy, co według nas przedstawia sobą ten człowiek. A jeśli pojawi się coś nowego, to po prostu tego nie dostrzegamy. No co tam się może pojawić nowego? 

To koniec, miłość się skończyła. Dlatego jest to szczególnie niebezpieczne w rodzinie. Możemy pamiętać jakąś urazę przez lata - tam już wszystko się zmieniło, to już jest zupełnie inny człowiek - a nam się wydaje, że nie warto od niego już niczego innego oczekiwać.

Myślimy w ten sposób, ale on jest już innym człowiekiem. I wtedy zaczynają się wszystkie te złe rozstania. 

 Cóż, wtedy stopniowo przestajemy zauważać zmiany, które zachodzą w tym człowieku, przestajemy zauważać dobre uczynki, szczere intencje. Po prostu przestajemy zauważać, bo pamiętamy tylko to, co złe. Dlaczego? Czy dlatego, że jesteśmy tacy zepsuci? Nie, bo to, co złe, jest stresujące. Bo złe rzeczy wymagają jakiejś natychmiastowej korekty. A spróbuj poprawić kogoś bliskiego - to nie jest takie proste.  

 A nasze własne osądy, mogą stać się murem między ludźmi. Czasami nie spieramy się nawet z tym, co dany człowiek naprawdę powiedział lub zrobił, lecz z tym co o nim myślimy, spieramy się z naszą własną opinią. On już od dawna taki nie jest.

 Dlaczego tak łatwo nam jest wydać o kimś ostateczny osąd? Dlaczego tak trudno nam przemyśleć naszą opinię? I jak więc nauczyć się zrobić we własnej głowie miejsce na inne wyjaśnienie jego działań, zanim wyciągniemy pochopne wnioski?

 Jedna z wielu ksiąg Mahabharaty nosi nazwę Vana Parva, tam jest opisane jak Ardżuna, poszedł praktykować ascezę, żeby zdobyć potężną broń. 

 A broń zazwyczaj rozdaje Śiwa - to on jest takim wojownikiem. Niełatwo się do niego zbliżyć. I Śiwa postanowił  Ardżunę przetestować - czy dać mu tę broń, czy nie. I pojawił się przed Ardżuną w przebraniu górskiego myśliwego - zwykłego człowieka, górskiego strzelca i myśliwego. Z jednej strony wyborowy strzelec Ardżuna a z drugiej jakiś górski myśliwy. 

A w tym czasie żył taki demon, Nuka. On przybrał postać dzika i zaczął atakować Ardżunę. A potem obaj podnieśli te strzały i wystrzelili je w dzika. Zarówno Śiwa, jak i Ardżuna trafili jednocześnie i wdali się w jakąś kłótnię: „Czyja to w ogóle jest zdobycz? Kto trafił pierwszy?" Jak można to stwierdzić? Przecież żaden z nich nie patrzył na drugiego”. 

I  Ardżuna oczywiście był przekonany, że tu jakiś nieznany myśliwy a on sam jest przecież księciem: "A ty co w ogóle robisz? Powinieneś był się odsunąć i przyglądać się, jak tak dobrze strzelam. Przecież jestem najlepszym łucznikiem". On naprawdę był najlepszym łucznikiem. 

 I tak między nimi zaczęła się ta kłótnia o to, czyja to jest zdobycz. Ardżuna, nie zdawał sobie sprawy kto był przed nim, bo nie wiedział, że to sam Śiwa.  A w księdze Śrimatbhagat jest powiedziane, że Śiwa to Najwyższa Osobowość Boga. Oczywiście nie ze wszystkimi religiami to w pewnym sensie koreluje ale Śrimatbhagat to święte pismo.

 Jest tam opisane, kiedy Śiwa wypił truciznę halahala, kiedy cały wszechświat był wypełniony trucizną, on wypił ją i w ten sposób uratował wszechświat. To właśnie jest tam powiedziane, że jest on: „Najwyższą Osobowością Boga" - ani Wisznu, ani nikt inny nie był w stanie tego uczynić, a  Śiwa poszedł i to wykonał. I to właśnie z tym Śiwą ma do czynienia nasz strzelec Ardżuna. 

A kiedy wyniknął ten spór między nimi to zaczęli walczyć, a gdy zaczęli walczyć to Ardżuna spojrzał na tego myśliwego którego widział pierwszy raz w życiu. Znał przecież wszystkich tych siłaczy w okolicy, ale ten się nie poddaje. Walczy z nim i zdaje sobie sprawę, że ma do czynienia z bardzo dziwnym przeciwnikiem i nie dawał mu rady. 

 I w końcu zwrócił się do niego z szacunkiem mówiąc: „Słuchaj, skąd się wziąłeś, taki silny? Ktoś ty taki? Nie wiem kim jesteś, ale szanuję cię, bo myślałem, że cię bardzo szybko pokonam”.  I wtedy Shiva ujawnił swoją prawdziwą naturę, pokazał swoją prawdziwą postać.

No cóż, to jest taka opowieść o tym, że nie doceniamy wroga. Ardżuna myślał, że to jakiś tam myśliwy a ten okazał się samym bogiem. Wniosek jest taki, że pierwsze wrażenie może być mylące. 

Ja na przykładzie mojego życia mogę powiedzieć, że przytrafiło mi się wiele rewolucji i wiele wojen i w bardzo wielu przypadkach moi najwięksi wrogowie są teraz moimi przyjaciółmi, ponieważ zachowali się z godnością podczas dosłownie śmiertelnej walki. Byliśmy gotowi zniszczyć się nawzajem. 

Natomiast okazało się że ci, którzy według pierwszego wrażenia, na pierwszy rzut oka byli dla mnie przyjaciółmi

 okazali trochę tchórzostwa i odeszli. Teraz nawet nie wiem, gdzie są i co robią. Po prostu zniknęli. A  ci moi wielcy wrogowie, są teraz moimi wspaniałymi przyjaciółmi i utrzymujemy ze sobą kontakt, czasami przeprowadzamy wspólne rozmowy przez komunikator Zoom. Taka jest moja rzeczywistość. Więc pierwsze wrażenie jest nie tylko zwodnicze, ale jest bardzo zwodnicze. 

Zatem wróćmy do tematu: "kiedy nadmiernie spieszymy się z osądem" - kiedy nie spieszymy się, a kiedy się spieszymy, jest różnica. Każdemu z nas przytrafiają się sytuacje kiedy pierwsze wrażenie okazuje się fałszywe -  kiedy od razu jesteśmy oczarowani danym człowiekiem, kiedy czujemy że ktoś nam schlebia.

 Albo na przykład narasta w nas antypatia kiedy kogoś o coś prosimy a on nam odmawia mówiąc: „Nie, wynoś się stąd, idź sobie, szukaj gdzie indziej”. A odpowiedź leży w mechanizmie naszego fałszywego ego. Dlaczego? Ponieważ gdy tylko jakieś zewnętrzne wydarzenie dotyka naszych głównych osobistych interesów, ambicji lub lęków, to ego włącza się z pełną mocą i pojawia się silne osobiste zainteresowanie. I od tego momentu tracimy obiektywizm. Przy czym nie ma znaczenia, czy sytuacja jest pozytywna, czy negatywna; jeśli ktoś na przykład wychodzi nam naprzeciw, to pojawia się silna radość. Jeśli ktoś nas wygania to pojawia się silne rozczarowanie. 

 W obu przypadkach w naszym wnętrzu rozpala się jakiś emocjonalny ogień i nie ma znaczenia czy jest on pozytywny, czy negatywny,. A kiedy nasze emocje są rozpalone to  nasze postrzeganie czasu zmienia się dramatycznie. W stanie tego intensywnego podniecenia zarówno radosnego, jak i złego, czas psychiczny człowieka zaczyna płynąć szybciej. A dlaczego? A z powodu tego złudnego przyspieszenia nasze decyzje również podejmujemy szybko, bo całe nasze życie zaczyna trochę przyspieszać. 

Psychologowie nazywają to takim pośpiesznym, pochopnym osądem.Po prostu nie ma ani fizycznie ani psychicznie czasu, aby poznać tego drugiego człowieka, obiektu czy jakiekolwiek okoliczności. Dla niego wszystko dzieje się szybko - trzeba podjąć decyzję a on jeszcze niczego nie rozgryzł i nie może dokładnie zrozumieć. 

Oceniamy jak wierzchołek góry lodowej, ignorując to, co kryje się pod wodą czyli we wnętrzu danego człowieka. Nie wiemy, co w nim siedzi. Nie ma czasu aby zjeść razem tę przysłowiową beczkę soli.

  A największym niebezpieczeństwem tych pochopnych wniosków jest to, że te emocje mają zdolność cementowania - zdolność utrwalania się, krzepnięcia ale przecież ten obraz, który ujrzeliśmy był postrzegany pochopnie. I takie żywe emocje w momencie spotkania, w pewnym sensie zalewają  fundament tej naszej relacji. I wtedy przez długi czas nic nie może zburzyć tego fundamentu. 

Dany człowiek już się dawno zmienił a u mnie stoi taka żelbetowa ściana na której wykute są reguły mówiące o tym jaki on jest, jak z nim rozmawiać, jak się wobec niego zachowywać, co on może zrobić, a czego nie jest w stanie. Ten beton twardnieje, a zmiana naszego zdania staje się niewiarygodnie trudna. To jest największe niebezpieczeństwo.  

Nawet jeśli ktoś się całkowicie zmienił i wszyscy mówią mi: „On się zmienił”. Ale ja w to nie wierzę. No cóż, psycholog pewnie powie: „To jest jakaś trauma”. Nie, tak po prostu działa kontinuum czaso - przestrzenne. Fałszywe ego przyspieszyło mój osobisty czas i w stanie tego stresu ja się w ten sposób broniłem. 

Podam tu taki przykład sytuacji: 

 powiedzmy, że młody przedsiębiorca szuka partnera biznesowego i podczas negocjacji przychodzi jakiś kandydat i mówi:

  „Tak, oczywiście - bardzo się cieszę, że cię poznałem. Tak, te pomysły, naprawdę rozgrzewają moją duszę, mogę wykonać to, i tamto, Wszystko to jest łatwe i proste”.  

 No i ten podejmuje decyzję o podpisaniu umowy, obaj obiecują sobie wzajemnie góry złota - a w tym czasie fałszywe ego się cieszy ze spotkania. Zaczyna się intensywna radość.  

I decyzja zapadła. A co się dzieje potem? Nikt nie sprawdza przeszłości kandydata, bo opowiadał takie zachwyty, wygłaszał takie pochwały. A potem okazuje się, że we wszystkim co obiecał, skłamał. A może nieco przesadził. Albo może tak o sobie myśli, ale w rzeczywistości nie dorasta do tego poziomu. 

 Ale ta radość się utrwaliła, nowy wspólnik popełnia błąd za błędem ale ten drugi mówi: „No cóż, dobra - później to poprawimy”. 

 I w rezultacie całe przedsiębiorstwo po prostu znika, gdzieś tam jest zmarnowany, a drugi wspólnik poprzez bezwładność, ufa mu z powodu pierwszego wrażenia. A potem, kiedy go wykorzystuje..... wszyscy mu mówią: „Spójrz, co on robi z twoim biznesem”. A on mówi: „Nie, nie, to dobry człowiek”. 

Zatem można się tak zafiksować podążając zarówno w złym jak i pozytywnym kierunku. Ale w interesach to nie prowadzi do pozytywnych owoców. 

 I odwrotny przykład, kiedy nowy pracownik przychodzi po raz pierwszy, nikt go nie zna oprócz kilku kolegów, i siada na krześle, wygląda na chorego, robi coś w godzinach pracy, i wszyscy myślą: „To jakiś nieciekawy gość, on nie chce się z nami przyjaźnić”. I potem okazuje się, że coś się stało w jego domu. Może ktoś tam umarł i tamtego dnia był w takim złym stanie.  

A potem jest życzliwy. I zaprzyjaźnił się z tymi, których tam nie było tego pierwszego dnia, kiedy on się pojawił - wszyscy oni byli z nim w dobrych relacjach, natomiast ci, którzy zobaczyli go tego pierwszego fatalnego dnia zaprogramowali się negatywnie i teraz tracą możliwość komunikowania się z w zasadzie normalnym człowiekiem. Oni nazwali go jakimś aroganckim egoistą i byli przekonani, że nie da się z nim wytrzymać.  

Tak więc, żeby nie stać się ofiarą własnego ego, trzeba wdrożyć coś co można nazwać emocjonalną kwarantanną. Trzeba sobie "dać na wstrzymanie", policzyć do dziesięciu - poczekać z wyciąganiem pochopnych decyzji.

 Jeśli czujesz burzliwe, intensywne podniecenie lub też jakiś rodzaj ostrego odrzucenia kogoś, to musisz powiedzieć: „stop, właśnie teraz budzi się we mnie to moje ego, jestem w odmiennym stanie świadomości”. 

Ta taka anty-duchowa praktyka. A kiedy emocje opadną to wtedy z chłodną głową - w stanie spokoju, ze spokojnym umysłem, można obiektywnie zrozumieć ludzi wokół nas. 

 Dziękuję za uwagę.  

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=4ZlrPQ-5GN8 

 

wtorek, 22 września 2026

Wojna z ignorancją - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=jfIF6Le6VJU

Witajcie ludzie. Jesteśmy tutaj znowu odpowiadając razem na pytania Władimira. Co ciekawego Władimir przygotował dla nas dzisiaj? 

  No cóż, szczerze mówiąc, to co mnie martwi w tej chwili to taka ogólna myśl  kiedy nadejdzie pokój między Rosją a Ukrainą? 

 O proszę - jakie dobre pytanie. Kiedy nadejdzie..... kiedy nastąpi pokój?  

 Cóż, przede wszystkim musimy zrozumieć, że ta nieustanna wojna nie jest między Rosją a Ukrainą. To wojna między tym, co dawniej nazywało się Tartarią, a potem Imperium Rosyjskim. Obejmowało to również Ukrainę i wiele innych jak na przykład Kazachstan oraz Zachód. Zachód i Brytyjczyków, którzy zawsze patrzyli na tę stronę z pewną podejrzliwością.  

Te walki okresowo się rozpalają i pokój nadejdzie, i wszystko będzie dobrze ale potem znów będzie to samo. Cały Zachód, Europa, znów będzie naciskać, bo ta wojna nie polega na wyparciu kogoś i zawłaszczeniu jakichś terytoriów, nie na tym, że jeden naród nie lubi innego narodu. To się dzieje dla oczyszczenia dusz, kiedy gromadzi się duża liczba filistrów, czy też obywateli czyli bezbożników. Oni mogą nazywać siebie komunistami, kapitalistami, czymkolwiek.  

Jest to opisane już w świętych tekstach Śrimad-Bhagavatam.  Tam cały rozdział nosi tytuł „brzemię ziemi”. Tam jest wyjaśnione kiedy następuje oczyszczenie, odwrócenie karmy. Najpierw przyszedł tu Napoleon - potem go wygnali, odepchnęli z powrotem, i nastał pokój. Wiele dusz zostało oczyszczonych, dusze, które nie chciały być oczyszczone, zginęły.  Takie dusze zostają niejako przetopione i odesłane z powrotem. Tak to się dzieje. 

 Potem był Hitler. To nie Francja tam przyszła, cała Europa tutaj szła. To nie Hitler tam szedł, to nie Niemcy, to była cała Europa, Włosi też tam byli, dosłownie wszyscy. 

 I teraz jest to samo. To dzieje się tylko na terytorium Ukrainy ale to nie walczy Ukraina i Rosja. To walczy dobro i zło, albo yin yang - nazwij to sobie jakkolwiek chcesz. Dobro i zło dla każdego znaczy co innego - dla jednego jedna rzecz jest dobra, dla kogoś innego jakaś inna. 

Zatem kiedy to się skończy? To się nie skończy w tym samym czasie. No, na przykład, kiedy 9 maja 1945 mówili o Dniu Zwycięstwa, - wtedy ogłosili, że to już koniec wojny, a na zachodniej Ukrainie ta wojna wciąż trwała. Tam jeszcze walczyli przez 12 lat - wciąż były niepokoje. Tak samo działo się w krajach bałtyckich, ona się nie skończyła w jeden dzień. To się dzieje nieustannie.

Jeśli nie wierzycie mi, to uwierzcie świętym mężom. Księga Koheleta. On używa słów: "jest czas wojny, jest czas pokoju". Czas. Ten świat nie może istnieć bez wojny. Bo kiedy w naszych głowach gromadzi się duża liczba błędów i kiedy z tych błędów tworzymy kulturę, czyli kiedy je legalizujemy, to wtedy zaczyna się wojna. 

W Indiach ludzie mówią: "krowy są zabijane i dlatego jest wojna". Cóż, ja mogę się tutaj spierać, bo czytałem Mahabharatę i tam Judistira mówi: „ciężarem (brzemieniem) ziemi są ludzie, którzy zapomnieli, że są tu z jakiegoś powodu. Są tu po to, aby coś stało się z duszą, aby nawiązała się jakaś inna relacja z Bogiem - jakaś wyjątkowa, ponieważ nie istnieje inny powód inkarnacji do tego świata ze świata duchowego.

 Terytoria nie są przedmiotem sporu. Wszystko to się nieustannie powtarza z dokładnością do detali. Bitwa pod Kurkszetrą i dzisiejsza wojna są identyczne aż do najdrobniejszych szczegółów. 

Po pierwsze, Kryszna przyszedł do tych Kaurawów i powiedział: „Słuchajcie, Pandawowie chcą tylko pięciu wiosek - mówią, że jeśli je dostaną to będą zadowoleni". Tamci odpowiedzieli: "nie!" Durathan powiedział, że nie odda nawet milimetra ziemi. A ostatecznie odebrano im wszystko.

Są zasady pokoju i zasady wojny. To jest dharma i Apaddharma. Jeśli nie przestrzega się Dharmy to ludziom żyje się nędznie, niekomfortowo i nudno. Natomiast jeśli Apaddharma nie jest przestrzegana- czyli nieprzestrzegane są zasady wojny to wtedy cały ród znika na długi czas z powierzchni Ziemi. A potem znów się pojawi.

Ta wojna się zakończy  - nastanie taki długi czas pokoju, że ludzie będą latać w kosmos, wszystko będzie dobrze. I nawet prorocy mówią o tym, kiedy i kto będzie latał. 

 Ci, którzy szczególnie rozpętują wojny, ich ziemie  zostaną zalane, tam sama przyroda będzie się sprzeciwiać. Rozumiecie? Wam się wydaje, że wojnę wygrywa się za pomocą dronów czy podobnych rzeczy?  Nie, wojny wygrywa się przestrzegając zasad. A zasady są następujące - czytamy Mahabharatę a w niej się mówi: „Nie zabijaj jeńców, nie strzelaj podczas negocjacji. Biała flaga oznacza, że ​​w tym czasie wszystko jest wstrzymane. Nie zabijaj dzieci, osób starszych, kobiet, cywilów". A ten kto zabija - kto nie przestrzega tych zasad - temu koniec.

 A co o tym mówi tradycja chrześcijańska? Ona mówi: "nadstaw drugi policzek" i podobne rzeczy - prawda?

 Ale z drugiej strony jak masz się zachować jeśli podpalają twój dom, kiedy zabijani są twoi krewni, czy będziesz wtedy stał i patrzył? Czy będziesz tylko czynił znak krzyża? No przecież nie. 

 I dlatego, jak powiedział św. Augustyn, istnieją wojny sprawiedliwe i niesprawiedliwe, ale wojny zawsze będą. A kiedy nadejdzie wojna - bo jak powiedział Kohelet, ona na pewno nadejdzie. I na pewno nadejdzie na czas.  

 Spójrzcie, jeśli weźmiemy liczby z dat początku I wojny światowej, drugiej wojny światowej i tego, co się teraz zaczęło, kiedy obecnie zaczęły się te działania zbrojne na pełną skalę, to wszystkie te daty sumują się do tej samej liczby 68. Rozumiecie jak to jest?

 To nie jest tak, że ktoś podjął decyzję i popełnił błąd, to zostało zapisane z góry. Wojna musi się rozpocząć tego dnia, nie wcześniej, nie później. Rok, miesiąc i data wszystko się sumuje do liczby 68 - zarówno pierwsza wojna światowa daje 68, druga  też 68. 

 Kiedyś specjalnie wygłosiłem wykład, omawiając, czym jest 68. Okazuje się, że 68 to oczyszczenie karmy, wyjście na następny poziom - tam są tylko wszelakie dobre charakterystyki.

 Mądrość tego świata jest głupotą przed Bogiem. W czasie wojny nie da się być hipokrytą. W czasie wojny to nie działa. Podczas wojny wszystko jest otwarte, wtedy "tak znaczy tak, nie znaczy nie - a co ponad to od złego pochodzi". Inaczej się nie da.

A kiedy jest czas pokoju to są oszustwa, jest korupcja, jest wiele różnych takich rzeczy. Kiedy jest czas pokoju, kiedy nie ma nadzwyczajnego wysiłku, to zupełnie nic nie wiadomo. Dlaczego jest potrzebna wojna? Bo skrywamy w sobie mnóstwo obrzydliwości - przykrywamy je jakimiś grzecznościami, reweransami.

 Ale kiedy zaczyna się wojna, to wypycha z nas tę obrzydliwość i ona wychodzi z nas na zewnątrz, ujawnia się cały egoizm. I zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś świętym, a inni też zdają sobie sprawę, że nie są świętymi. 

 A kiedy są okoliczności, że konieczne są nadzwyczajne wysiłki - przykładowo siedzi sobie jakiś stary człowiek a obok młody sportowiec. Kiedy tam siedzą, to wydają się tacy sami. Ale jeśli trzeba przebiec 100 metrów to od razu wiadomo, kto jest kim.

 I tak samo jest na wojnie, od razu wiadomo, kto jest kim. Ale tutaj nie mówimy o fizycznej sprawności ale o tym co siedzi w głowie człowieka - czy jest tchórzem, zdrajcą, dezerterem, czy bohaterem, świętym, czy jest odważny. To wszystko wychodzi na wierzch. 

  Bo heroizm, odwaga i świętość – to wszystko jest po stronie Boga. Ale ta cała reszta jest po stronie diabła. Ci drudzy ludzie biorą za podstawę swoje ciało, a ci pierwsi biorą za podstawę swoją duszę.  Może nawet nie swoją duszę nawet biblia mówi: „Kto chce uratować swoją duszę, ten na pewno ją straci. Ale kto nie boi się stracić swojej duszy, jest godzien królestwa niebieskiego" - nawet tutaj wprost się o tym mówi. I stąd się biorą takie powiedzenia, że "odważnego kule omijają". Dlaczego tak się dzieje? Bo za tym stoi Bóg. Ci, którzy giną na wojnie, to ci, którzy przyszli na nią już martwi. 

 Oni nie byli bohaterami pracy - u nich wypaliła się guna pasji. Kiedy wypala się guna pasji to człowieka ogarnia lenistwo - taki ktoś dba tylko o siebie. Dla innych nie zrobi nic.

Guna pasji może być wrodzona, a może być nabyta. Jeśli po prostu mi nie zapłacili to koniec. Jeśli nie widzę sprawiedliwości to opuszczam ręce. 

A jeśli przykładowo jestem młodym człowiekiem i ktoś mnie śmiertelnie uraził - mam taki dysonans w głowie i rodzi mi się się syn, to on już się rodzi z wrodzoną, wypaloną guną pasji - jemu już od urodzenia nie chce się pracować. A kiedy nazbiera się wielu takich ludzi to wojna rozwiązuje ten problem - inaczej wszystko by zamarło.

 Wyobraźmy sobie co by było gdyby nie było żadnych walk, żadnych wojen. Było takie doświadczenie, ono nosi nazwę "Wszechświat 25" albo też inaczej "Mysia utopia". Pewnego razu w ogromnym sześcianie ze szkła umieszczono 4 pary myszy. Wszystkiego było pod dostatkiem - one nic nie musiały czynić. Tam były gotowe nory, idealne warunki. Ta populacja się rozmnożyła chyba do 500 sztuk a potem wymarła. One się nawet rozmnażać przestały. Nikt z nikim nie walczył - nie było w ogóle żadnej konkurencji - wszystko było zawczasu przewidziane.

 Badacze przeprowadzili ten eksperyment 25 razy. Taki oto będzie rezultat jeśli wszystko będzie idealnie. Jeśli wszystko będzie takie idealne to czy to będzie dobrze? "Biada wam, jeśli wszyscy będą o was dobrze mówić". Ktoś musi na mnie szczekać dla mojego oczyszczenia. 

 Jak to tam mówił ten święty Franciszek z Asyżu? Mnisi Lew i Franciszek gdzieś tam razem szli a ten mówi: "Nawet gdybyśmy mieli wiarę i za nami szły tysiące wierzących, to nie byłoby to miarą sukcesu ani źródłem najgłębszego szczęścia". A ten jego towarzysz o imieniu Lew (tak samo jak Tołstoj) wszystko zapisywał.

Franciszek znów kolejne i znów kończy: "...   nie byłoby to miarą sukcesu ani źródłem najgłębszego szczęścia". No i ten Lew w końcu pyta:" w czym zatem tkwi to najgłębsze szczęście?"

I słyszy w odpowiedzi: "niedługo dotrzemy do miasta”. A wtedy istniały takie miasta, gdzie bramy były zamykane na noc. Podejdziemy do bramy, zastukamy a odźwierny uchyli drzwi i powie: „Wynoście się stąd łobuzy, oszuści i złodzieje”. I zatrzaśnie drzwi, a my pomyślimy, że on ma rację - to jest właśnie doskonała radość.

Czyli, że jeśli aż przez pół dnia jesteśmy święci, a karma, to kim byliśmy, czy od dzieciństwa nikogo nie oszukaliśmy? W obecnej chwili rodzą się dzieci, które zaczynają kłamać szybciej niż mówią. No cóż, takie są teraz czasy Kali Yugi. 

Albo weźmy zapiski Srimat Bhagavatam - tam znajdziemy z czego się składa miłość czyli Bhakti: ona składa się ze mnie, z Boga, z tego komu pomagam oraz z wroga!  Jeśli brak jest choć jednej z tych składowych to miłość się nie pojawi.

  Weźmy inny przykład - buddyzm. Tam u nich nie mówi się nic o miłości, ale oni mówią o współczuciu. Oni mają nieco inny szyld - tam jest współczucie. A to współczucie ma cztery przyczyny. 

  Och, nie jestem buddystą, dostałem dwóję z buddyzmu. Te przyczyny tam to życzliwość.... wszystkich nie pamiętam dokładnie, ale jednym ze składników jest nienawiść do tego zdarzenia - nie do danego człowieka, ale do tego tutaj...

 Na przykład, jeśli chcę kogoś wyleczyć to muszę znienawidzić tę chorobę - nienawiść. Jeśli ona mi się tylko nie podoba to wtedy to nie zadziała. Nienawiść wyłącza logikę i włącza cud. 

  Nienawiść, bo wciąż musimy się uczyć, uczyć, uczyć, ale nienawidzić jest nam bardzo łatwo. Jesteśmy mistrzami sportu w nienawiści. Wystarczy drobiazg i ona od razu jest w stanie wybuchnąć.

 I jeśli ta nienawiść zostanie skierowana we właściwym kierunku, jeśli ten gniew jest skierowany we właściwym kierunku, to wtedy ujawnia się transcendentalizm, ponieważ w tym momencie jesteśmy w 100% gotowi. Bóg nie jest jak rozcieńczony pięcioprocentowy kefir. Dopóki nie zwrócisz się do Niego w 100% - może być nawet z nienawiścią - to On nie odpowiada. Z nienawiścią najłatwiej się to czyni.

Braphupada mówił: „Nikt we wszechświecie nie może kontrolować gniewu i nienawiści”. To co oznacza? To znaczy, że jest on kontrolowany przez Boga. I niezależnie od tego, czy twój gniew jest sprawiedliwy, czy niesprawiedliwy, to za nim stoi Bóg. 

 Sprawiedliwy gniew oczyszcza przestrzeń wokół ciebie. Niesprawiedliwy gniew oczyszcza  ciebie samego. Wtedy tam pojawia się całkowicie osuszone pustkowie, a ty możesz wszystko zbudować od nowa, bo nagromadziła się tam sterta śmieci. Jak inaczej to stamtąd usunąć?

 Po prostu wyobrażałeś sobie, że jesteś nie wiadomo kim. Potem kiedy już wyzdrowiałeś to patrzysz: "to naprawdę ja?". Ale ja myślałem, że jestem takim wspaniałym dobrym człowiekiem. To ja jestem jakiś podejrzany - przynajmniej już znasz prawdę o sobie. Wszystko to się uzewnętrzniło. 

 Więc wszystko jest dobrze. I dlatego ludzie mówią, że gniewu nie da się powstrzymać, ale można go przekierować. A ci chrześcijańscy święci zmieniają ten sprawiedliwy gniew w sprawiedliwość. 

  Ale mówią także, że tylko ludzie duchowi mogą z niego korzystać. Ludzie duszewni nie. Cóż, ich nikt o to nie pyta, a oni też się złoszczą, ale oni oczyszczają siebie, podczas gdy ludzie duchowi oczyszczają przestrzeń. Człowiek duszewny nie może osądzać, ale duchowy może i powinien osądzać. 

W Biblii jest napisane: "tam żyją ludzie i nie ma tam sądu". Czyli, że ktoś powinien kogoś sądzić. To stwierdzenie: "Nie sądźcie, abyście nie byli osądzeni"  dotyczy ludzi duszewnych. Ale człowiek duchowy przychodzi i mówi wszystkim co i jak. Nawet królowie się takich boją - a to dlatego, że wobec nich nie działa prawo przyczyny i skutku. Taki pstryka palcami i król dostaje na przykład zawału serca, i koniec. 

 W tradycji Wisznuckiej to także istnieje - to nosi nazwę Waishnava aparadha. Jeśli pomyślałeś coś złego o świętym to nawet intensywna reanimacja ci już nie pomoże. (śmiech). Tak, takie rzeczy się dzieją. To opisują święte pisma.

Od czego myśmy tu w ogóle zaczęli, bo trochę odpłynąłem? 

Ja już też nie pamiętam.

aha - zatem chyba musimy kończyć.

 Już wiem!  Kiedy nadejdzie pokój między Rosją a Ukrainą. 

  A, racja! trochę się rozproszyłem i zboczyłem z tematu. Kiedy to nastąpi? Wkrótce, on nastąpi już niedługo. Nic więcej nie powiem, bo już mówili Żyrinowski, Edgard Cayce, a matematyk Sediq Afghan określił nawet ścisła datę.

Ponieważ ja nie jestem na tym poziomie lotu, to nie będę się odzywać - poszukajcie, jest napisane w internecie, jest konkretnie napisane kiedy to się stanie, kto z kim się będzie przyjaźnił a które kraje znikną w ogóle z map świata. Pojawią się nowe kraje, niektóre się zjednoczą i polecą kolonizować Marsa, Księżyc, Wenus i tak dalej. 

Wszystko będzie bardzo dobrze i wszystko będzie bardzo duchowe, nawet lepsze niż przed tymi wojnami. 

 Ale potem, wybaczcie mi, że psuję humor, złe duchy znów się poruszą, to się znów odrodzi. No cóż, tak się dzieje okresowo, nikt się przecież nie denerwuje, że po lecie nadchodzi zima.

A wy czego byście chcieli? Wszystkie wojny, wszystkie pomarańczowe rewolucje, i normalne rewolucje, są przeprowadzane absolutnie precyzyjnie z rozbłyskami słonecznymi.  

 Więc to nie politycy to wszystko robią, tylko Bóg. To się dzieje okresowo. Ludzie będący w różnym stanie trafiają w ten okres czasu. 

Dlatego niektórzy przetrwają, inni zostają liderami, jeszcze inni uciekają gdzieś tam jak zające, a niektórzy mogą uciec przed tobą.  I tak dalej.  I dlatego widzimy że, każdy jest inny.

 Niektórzy znajdują się w tym czasie wojny, ale dla nich nie ma wojny. Dla nich jej nie ma. Prawdopodobnie oni są Uttama-adhikari - to jest taki człowiek, który widzi wszystkich jako boskie twarze.  On widzi, gdzie jest dobro i zło. On widzi, że ktoś tam kogoś bije i on rozumie, dlaczego to się dzieje - czasami interweniuje, czasami nie interweniuje. On to czyni wyłącznie wtedy kiedy Bóg mu to poleca. On czasami dostaje podpowiedzi od Boga a czasami nie.

 Budda szedł kiedyś na jakiejś dalekiej wędrówce, minął go cały oddział wojska i Budda wiedział, że ​​ten oddział teraz pójdzie i wymorduje całą jego wioskę. I nic im nie zrobił. On wiedział, że tak musi być. Wioska już trochę się zepsuła. 

 Tak to już jest. Ale bywa też przeciwnie, że ktoś przychodzi i jednym gestem wszystkich zatrzymuje. Bywa rozmaicie.

Dlatego każdy jest w innym stanie. To zostanie ogłoszone oficjalnie, ale dla niektórych wojna będzie trwała, dla innych jej nie będzie. Cóż mogę tu jeszcze dopowiedzieć? Tak jak już powiedziałem trzeba przestrzegać zasad Apaddharmy. 

 Po pierwsze wojna musi być wypowiedziana przez prawowity rząd. Tak powiedział święty Augustyn a potem powtórzył to,.... jak on tam się nazywał, zapomniałem - ale też bardzo znany. 

 Zatem pierwsza zasada jest taka, że ​​jeśli pójdą i przeprowadzą zamach stanu, a potem ci zamachowcy rozpętają działania militarne, to wojna jest niesprawiedliwa. Jeśli wszystko zostałoby przegłosowywane i taki rząd wypowiada wojnę to byłoby zgodnie z prawem. Jednocześnie powinno być dokładnie tak, jak podczas tej wojny pod Kurukszetrą - trzeba rozmawiać i rozmawiać aż ostatecznie dojdą do porozumienia. Ale kiedy  jedna strona jest zadowolona, a drugiej się to nie podoba - ona nadal negocjuje, znów się nie podoba i wtedy rozpoczyna się wojna. Ona zaczyna się, gdy porozumienia, negocjacje się wyczerpią, gdy wyczerpany zostanie aspekt dyplomatyczny.  

 Mahabharata opisuje, że tam pod Kurukszetrą Kryszna przez bardzo długi czas negocjował, ale przedstawiciel drugiej strony jakoś się uparł. Cóż, jeśli tego punktu nie wdrożymy to pozostałe dwa można zignorować. 

  Drugi warunek sprawiedliwej wojny. Wojna będzie, ale musimy być po stronie światła, a nie ciemności. To znaczy, aby ją właściwie prowadzić - zatem musi ona mieć ona uzasadnione cele. A uzasadnione cele to ochrona tych, którzy są zabijani bez powodu - obrona kobiet, dzieci i tak dalej. Przejmowanie terytorium nie jest uzasadnieniem - tylko ochrona. Wszystkie inne cele czyli na przykład zasoby czy coś innego, albo że jakiś naród jest w złym miejscu. To nie jest sprawiedliwa wojna. 

 I po trzecie - i tutaj wkraczamy na najbardziej grząski grunt. Podczas wojny mogą pojawić się niuanse. Przyjaciel zginął, dom ci spalili. Człowiek może więc popaść w rozgoryczenie. Nawet jeśli początkowo prowadził sprawiedliwą wojnę, legalną według Wed i tradycji chrześcijańskiej, według tego świętego Augustyna - to jeśli popadł w rozgoryczenie i zaczyna pałać żądzą zemsty za swoją rodzinę, to wtedy traci swoją etyczną podstawę. On wtedy po prostu chce się mścić do końca: "owszem - sam zginę ale zemszczę się".

 Taka postawa również nie jest sprawiedliwą wojną. To znaczy, że nie możemy utracić tego kompasu. No tak, strzelasz i tak dalej, ale nie może być nienawiści i złości.  

 To jest trzecia rzecz. Jeśli te trzy zasady są wypełnione to jest to wojna sprawiedliwa. Ta linia rodowa będzie kontynuowana - ona ma przyszłość. Wtedy oni są tymi, którzy niosą pokój, a ci drudzy są najeźdźcami. W ten sposób rozróżniamy tych pokojowych i najeźdźców. A jak jest napisane w Ewangelii: "miłujący pokój  odziedziczą ziemię" jak mówił Jezus w kazaniu na górze.

Cóż, mówię też, że wojna trwa. Wszyscy żyjemy tu na różnych poziomach. Dla jednego człowieka ona nawet się nie zaczęła, inny znów jest patriotą. Jeśli wydaje ci się, że bronisz swojej ziemi to jesteś po stronie ciemności, ale zdecydowanie wierzysz, że jesteś patriotą,  no i zuch z ciebie! - Brawo. 

 Jeśli tak myślisz to postępuj uczciwie. Najważniejsze jest to, czy żałujesz samego siebie; czy walczysz tylko dla siebie, czy dla kogoś innego. Jeśli za kogoś innego to brawo. Jeśli tylko dla siebie to nieważne, po której stronie jesteś - wiecie, że zdrajcy są po każdej stronie, wrogowie są po każdej stronie - tak samo wszędzie są bohaterowie.

 I dlatego wydaje nam się, że starły się dwie ciemne siły. A tam zarówno po jednej jak i po drugiej stronie są siły światła i ciemności. Cóż, siły światła pozostaną więc wszystko jest w porządku. 

Wojna jest nieunikniona. Nie dlatego, że jest konieczna - przecież wiemy, że nie możemy zatrzymać obrotu wokół Słońca albo obrotu Ziemi wokół osi. Tak samo nie możemy zatrzymać tego zaplanowanego szeregu zdarzeń, ani tych rozbłysków słonecznych - nie jesteśmy w stanie. A to one to wszystko powodują więc wszystko idzie zgodnie z planem. Ten kosmiczny budzik działa i włącza się na czas. No i dobrze. I nie ma w tym nic złego. Najważniejsze, żebyśmy zachowywali się z godnością. 

 A kiedy to się skończy? Kiedy rozmawiam z dziećmi, kiedy one nie mogą odrobić lekcji, to mówię tak: „Otrząsnąłeś się, wytarłeś smarki, jesteś teraz na wojnie. Teraz walczysz z ignorancją! Do ataku!" 

No i wtedy one stają mężnie do walki z ignorancją. One walczą z ignorancją w ten sposób. To wszystko. Dziękuję za uwagę. Walka z ignorancją to sprawiedliwa wojna. 

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=U__2fbw--NE

poniedziałek, 21 września 2026

Sztorm w głowie - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/edWumPSt8zM 

Witajcie ludzie, kolejne spotkanie i odpowiadamy na pytania. Nasz dzisiejszy temat brzmi: „Burza w głowie. Jak uspokoić niespokojny umysł i przywrócić wewnętrzny spokój?”.  

 Dobrze - zapiszemy to w ten sposób. Burza w głowie. Bardzo trafny tytuł, bo tak naprawdę wszystkie nasze burze są w głowie. To te myśli -  one szarpią nasze zmysły. A jeśli zmysły są słabe to ciężko coś zdziałać, bo zmysły są po to aby wpływać na ten świat. 

 Jeśli one są słabe, jeśli są tylko słabymi nitkami to świat na nie nie reaguje. Ale za to my reagujemy na to, co dzieje się na świecie. Jeśli nasze zmysły są słabe, a słabe są wtedy jeśli są to uczucia negatywne. Więc pojawia się burza, kiedy wpadamy w panikę i coś na świecie się poruszyło, nieistotne wydarzenie, a mózg zaczyna się chwiać. 

 Ale jest inny sposób: jest mózg jest sztywny, a ściślej jeśli świadomość jest taka sztywna, niezachwiana to te zmysły stanowią taka silną muskulaturę i to one szarpią tym światem. Wtedy powiada się, że taki człowiek ma silną wolę.

Taki ktoś jest panem swojego losu. On nie ma burzy w głowie. Wręcz przeciwnie, przychodzi i uspokaja burze lub je wywołuje. Tym właśnie różni się silny od słabego. Burza w głowie oznacza, że jesteś po prostu chory. 

Czego tak w ogóle dotyczy nasz temat? Tak jest wtedy umysł zamienia się w niekończący się strumień zmartwień, lęków, trosk, zamartwiania o przyszłość, żalów o przeszłość i niekończących się wewnętrznych dialogów. 

 Normalny, zdrowy człowiek kontempluje to wszystko, postrzega wszystko naraz i nie ma w nim paniki, która, nawiasem mówiąc, odwraca jego uwagę od świata wokół niego. 

 I dlatego właśnie próba zmuszenia się do zaprzestania doświadczania tego wszystkiego często tylko nasila lęk i niepokój. Powtarzasz sobie: " jestem spokojny, jestem całkowicie spokojny, jestem zupełnie spokojny". Więc to nie działa, potrzeba czegoś innego. 

 Kiedyś uczyli mnie siedzieć, na przykład, w pozycji lotosu, to było kiedy ćwiczyłem karate, nauczyciel mówił: „Dobrze, siedzimy w pozycji lotosu, nasze nogi są przyjemnie rozluźnione" - a one nas bolą tak bardzo, więc jak tutaj można się zrelaksować?

 Ale potem, okazuje się, nie dzięki tym rozciąganiom, ale dzięki medytacji, to wszystko jakoś znikało. Wszystko pochodzi w końcu z umysłu, nawet fizycznie. A tutaj sam umysł jest atakowany, ponieważ  tam dzieją się takie rzeczy. 

 I jak więc zachować jasność, gdy wokół panuje chaos? W Kathau Upanishadach życie ludzkie jest porównywane do rydwanu. Nawiasem mówiąc, ten obraz jest wszędzie - również w magii, w tej czarno-białej magii doktora Papusa jest podobny obraz, a na okładce Bhagawadgity on również jest, jest wszędzie. 

 Ale tam jest powiedziane, że to ciało jest rydwanem. Takim niebezpiecznym rydwanem. na którym się ścigamy.  Dusza jest panem rydwanu. Rozum buddhi jest woźnicą. Właściwie w Bhagawadgicie rozum jest po prostu taką tablicą rozdzielczą, za pomocą której komunikujemy się z Bogiem. To znaczy, on jest praktycznie odbiornikiem od Boga. Stąd pochodzi pokój. 

Nawiasem mówiąc, jedno z imion Kryszny brzmi Hrishakesha czyli pan zmysłów. Jeśli to on włada zmysłami, jeśli oddam mu moje zmysły, to staną się silne, a ja stanę się awatarem albo też Avesha awatarem, i wtedy rządzę (władam) tym światem. I nie dlatego, że jestem taki potężny i myślę: „bójcie się mnie”. To po prostu staje się normalne dla człowieka. 

Człowiek powinien być jak jak w tej znanej piosence: "panem swojej rozległej ojczyzny", ale nie jak swój własny pan, ale raczej cokolwiek mu się powie, musi zrobić, w zależności od swojego talentu, swojego celu. 

Zatem ciało jest rydwanem, dusza jest tym, kto jedzie w tym rydwanie. Rozum buddhi jest kierowcą (woźnicą), który go prowadzi. To znaczy, dusza ma dostęp do pedału gazu, ma hamulec, ale nie ma żadnej kierownicy.  

Za kierownicą siedzi rozum. A czym on się kieruje? Na jakiej podstawie podejmuje decyzję dokąd jechać? Umysł inaczej nazywamy manos - rozum to buddhi, natomiast umysł manos, to są lejce. No i pięć zmysłów, czyli te konie ciągnące cały rydwan. 

One albo niosą mnie tam, gdzie jest dobrze - bo na przykład poczułem jakiś przyjemny zapach, mój węch mnie tam zaniósł. Jakiś koń mnie tam zaniósł. Tam jest coś na co miło jest popatrzeć więc poszedłem tam. Tam mnie zaciągnęło - a przecież powinienem mieć cel, a nie tylko szukać i studiować tak jak na przykład geolodzy szukający żyły złota, miedzi albo diamentów. Oni czegoś szukają. A powinieneś być twórcą wartości, a nie żebrać o coś, rozumiecie? Masz być twórcą. 

 Jeśli rozum jest czujny, a lejce są mocno trzymane, to taki człowiek kieruje się sumieniem. Wtedy zmysły są kierowane we właściwym kierunku i człowiek osiąga swój cel - osiąga swoje przeznaczenie.

 Sumienie jest idealnym przewodnikiem, ono jest jak te współczesne elektroniczne urządzenia w samochodzie, które mówią: "skręć w prawo, skręć w lewo". A wtedy ani sobie nie przyniesiesz szkody i dokonasz czegoś pożytecznego dla innych.

 To znaczy, nie zagubisz siebie, ani nie zgubisz konia, nie utracisz tej władzy nad lejcami - twoje konie czyli zmysły będą nakarmione - wszystko będzie dobrze. Musisz być posłuszny. Trzeba się słuchać tych podpowiedzi sumienia.

 A kiedy rozum słabnie, wtedy umysł przestaje słuchać - te konie przestają słuchać, jeśli zrozumieją, że ten z batem i lejcami nie jest sobą. A wtedy konie jak to się powiadało dawniej "ponoszą".

One wymykają się spod kontroli, a człowiek znajduje się na łasce lęków, obaw i niepokojów, ponieważ te nasze konie, każdy koń – to pięć zmysłów: węch, dotyk, słuch i wzrok, i wtedy one zaczynają same szukać wokół czegoś interesującego.

I zaczyna się dziać jak w tej bajce łabędź, szczupak i rak - każde ciągnie w swoją stronę. I co wtedy pozostaje umysłowi? On tylko to wszystko sublimuje i tworzy jakiś ogólny wektor. 

 A jeśli to łabędź, rak i szczupak, to wektor może być zerowy - wtedy nic się nie dzieje. Człowiek po prostu stoi w miejscu, odmierzając czas, bo nie wie, gdzie jest najlepiej, bo nie ma celu ani zadania życiowego.  

 On jest wtedy takim kolekcjonerem, - nawet nie myśliwym a co tutaj w ogóle mówić o byciu twórcą? A przecież koniec końców jesteśmy na obraz i podobieństwo Stwórcy.

I właśnie dlatego Kryszna mówi Ardżunie w Bagwadgicie, (to jest rozdział 6, 34). Ardżuna tam mówi: „Umysł jest niespokojny, czuję się źle, nie mogę go kontrolować, jestem jakoś odłączony, umysł jest szalony, uparty. Wydaje mi się, że trudniej go okiełznać niż wiatr". Tam jest nawet napisane, że łatwiej jest kontrolować wiatr gołymi rękami niż umysł. Umysł jest naprawdę silnym huraganem. 

 A Kryszna nie kłóci się z nim. Mówi: „No tak, oczywiście, tak jest”. On mu odpowiada w następnym wersecie - w wersecie trzydziestym piątym. Mówi: „No tak, to trudne, ale możliwe dzięki wyrzeczeniu! Wairagya to wyrzeczenie - nieprzywiązywanie się do tego wokół. Po prostu za pomocą zmysłów przywiązałeś się do tego i tamtego - a one ciągną cię jak jakaś barka,- jak tam oni się nazywają ci przewoźnicy barek,  albo jak te konie ciągną cię tutaj nieustannie.

 Ty w ogóle sam nie decydujesz, dokąd iść. Ale jeśli miałbyś plan - a ja mogę ci ten plan dać - ale w tym celu musisz się pozbyć tych przywiązań, żeby to one mogły cię tam pociągnąć. Ty im powiedziałeś, a one ciebie posłuchały.

Żył kiedyś taki Swami Wiwekananda, on to w ogóle ujmował w taki poetycki sposób mówiąc, że umysł to taka małpa, która skacze z gałęzi na gałąź. Rozumiecie, prawda? Coś tak kapryśnego i nie wiadomo na którą gałąź skoczy. 

I mało tego, że on tak niespokojnie skacze - pewnego razu tę małpę ukąsił skorpion niepokoju. Więc nie dość że nieustannie skakała to jeszcze zaczęła się też niepokoić - taki jest ten umysł. 

 I aby jeszcze bardziej wzmocnić tę alegorię, on mówił dalej: "a po tym użądleniu małpa upiła się winem pragnień". Wyobraźcie to sobie, (śmiech) pijana małpa użądlona przez skorpiona skacze z gałęzi na gałąź. Ona mogłaby spaść, prawda?  Taki jest właśnie umysł bez Boga, ponieważ Hrishakesha jest panem zmysłów.  

Cóż, zasadniczo chodzi o to, że nie jesteś umysłem. Pozwalamy mu zachowywać się w ten szalony sposób, ponieważ nie oddzielamy się od umysłu. Ale ja nie jestem umysłem. To błąd uważać siebie za swoje myśli.  

 Myśli przychodzą i odchodzą - chyba wszyscy to zauważyli. Czasami przychodzi mi jakaś myśl, ale jej nie zapisałeś. Potem myślisz sobie: „Była jakaś myśl, ale jej nie pamiętam”. Wiecie, co to znaczy? To nie była moja myśl. Ja jestem tylko odbiornikiem, który wychwytuje coś w tym eterze, w tym zapisie Akaszy, czy jakkolwiek chcesz to nazwać. Ale te myśli są generowane. Nasze DNA wcale nie przechowuje informacji. To jest antena, która zbiera informacje.

 Jeśli twoje DNA jest poprawne, jeśli jest twoje rodzime – jeśli nie ma tam jakichś medycznych modyfikacji to ono odbiera fale twojego przeznaczenia. A jeśli tam jest jakaś ingerencja to już tak nie jest. Ale to nie jest problem - modlitwa jest w stanie to naprawić. Nawet ziemniak jeśli zostawić go w spokoju i nie ingerować to on odtwarza swoje źródłowe DNA - a tym bardziej człowiek. W tym celu dostępne są różnorakie praktyki.

Najważniejsze to nie utożsamiać się z umysłem, nie utożsamiać z myślami - myśli przychodzą i odchodzą,  dzisiaj umysł przedstawia tobie jeden scenariusz a jutro namaluje ci całkiem inny.   

Ty rzuciłeś wszystkie swoje zasoby w tamtą stronę, no i co teraz z tym zrobić? A dusza pozostaje obserwatorem. Dlatego nie powinieneś walczyć z umysłem. Walka z nim jest bezużyteczna i niemożliwa. Człowiek nie może z nim walczyć. Musisz wzmacniać swój rozum.

 A rozum sam oswoi ten umysł. Umysł nawet chce mu być posłuszny. Próba zmuszenia się do niemyślenia jest jak myślenie o białych słoniach albo o białej małpie. Znacie tę historię: od razu zaczynasz myśleć o białych słoniach, to nie działa. To rzadko przynosi rezultaty; jest wręcz przeciwnie, to przynosi odwrotny skutek. 

 A kiedy nadchodzi prawdziwy spokój ? Wtedy gdy rozum zaczyna kierować umysłem. A potem, zamiast wierzyć w każdą niepokojącą myśl - a dzisiaj, teraz, w tym momencie, w którym mówię, jest mnóstwo powodów dla tych pełnych trwogi myśli, a media są jak oliwa do ognia, one dolewają oliwy do ognia.

 "Jeszcze nie jesteś całkowicie przestraszony? A czy słyszałeś, że to i tamto?" - wszystkie te informacje są po to żeby stłumić entuzjazm, żeby wpędzić cię w depresję - transmitowane jest bezbożnictwo! Rozumiecie jak to działa?

A co się stanie? Co będzie? Będzie tak, jak powinno być. Wszystko to jest skalkulowane. I to nie przez polityków - Bóg wszystko wie. Wszystko będzie dobrze.

 Najważniejsze jest to, że ci, którzy odłączyli się od Boga, zostali zaprowadzeni tak jakby do muszli klozetowej i spuszczono za nimi wodę. To takie trochę obraźliwe porównanie, ale dokładnie tak to się dzieje. 

 Ale jeśli się od tego oderwiesz, to wokół ciebie będzie dużo hałasu, a potem wszystko się uspokoi. Dlaczego? Ponieważ wokół ciebie powstanie królestwo niebieskie. 

 Zniknie całe to zamieszanie, które fotografuje wszelkie niedogodności z każdej strony i wysyła je tobie, żebyś przyjął, że to dotyczy ciebie. 

 Jeśli masz jakiś cel, jeśli wypełniasz swoje przeznaczenie - jak to tam jest ujęte w tej znanej modlitwie? "Przyjdź królestwo Twoje, jako w niebie,..." - a gdzie jest to niebo? Tutaj - w naszym wnętrzu - "..... tak i na ziemi".

 On tu stąd mówi ci, co masz czynić, a ty to czynisz to na ziemi. I żadne inne królestwo nie jest potrzebne. To wszystko. Teraz jest pokój, cisza i nie ma żadnego chaosu. Twój spokój w twojej głowie stworzył pokój również tutaj. 

 Ale jeśli nie ma Boga w twojej głowie, jeśli tam brak jest Boga, to jesteś skazany na zagładę. Jak wiecie istnieje takie pojęcie jak entropia. Wtedy to jest entropia i nie obwiniaj za to jakichś tam satanistów, jakichś przestępców czy jakichś złych władców. To jest entropia. 

 Ci wszyscy przestępcy, zły rząd, globaliści, sataniści to element entropii i to jest ich zadanie. Oni zajmują się utylizacją bezbożników. Tak to jest. Ale jeśli jesteś z Bogiem, to oni ciebie nie tkną; oni wtedy po prostu cię nie widzą. W pewnym sensie nie jesteś dla nich smaczny - nie w ich guście.

I zamiast wierzyć w każdą złą wiadomość trzeba sobie zadawać pytanie: "czy to jest rzeczywistość czy tylko przypuszczenie w celu wywołania mojego niepokoju? A może ktoś tak tylko powiedział i są to jakieś w ogóle niepotwierdzone informacje?"

To jest praktyka powrotu do teraźniejszości. Praktyka przywrócenia siebie do teraźniejszości, do tu i teraz. A tak przy okazji, Boga nie ma ani tam, nie ma go też gdzieś tam, ale właśnie tutaj - w każdym razie dla ciebie.

 Większość naszych zmartwień jest związana albo z przeszłością, której nie da się już wymazać - albo te zmartwienia dotyczą przyszłości, która jeszcze nie nadeszła.

A kiedy człowiek całkowicie,.... pozwólcie mi to powtórzyć,... całkowicie skupi swoje działania na teraźniejszości, to jest to słynne "tu i teraz" -  czyli po prostu jesteś skoncentrowany, po prostu zaczynasz żyć jakościowo. 

Po prostu zebrałeś te strzępki swoich zmysłów i rozumu. Rozum jest gdzieś w przyszłości,zmysły są gdzieś w przeszłości, a tu na miejscu są martwe zwłoki, które nigdzie nie zmierzają bo to trup. 

Tylko wtedy, gdy jesteś kompletny, gdy jest to "Om purnam" jak je nazywają Upanishady, kiedy zmysły, ciało i myśli są w jednym miejscu, tu i teraz - tylko wtedy jesteś żywy, wtedy nic nie jest straszne. Wtedy człowiek jest w królestwie niebieskim, on wtedy sprawia, że wszystko się nastraja - wtedy ta cała entropia po prostu znika. Wtedy wszystko wokół rozkwita. Wtedy moc niespokojnych myśli słabnie i przestajesz wtedy przyciągać te problemy do swojej głowy. Przyciągasz je właśnie swoją bezbożną głową, ale z Bogiem wszystkie problemy znikają. 

Dziękuję za uwagę.

  wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=YdopqPlBP1w

sobota, 19 września 2026

Autyzm - Walery Piakin

 oryginał: https://youtu.be/Jx14t319RbY

 Mam 34 lata i urodziło mi się dziecko. Moja córka ma częściowy autyzm i jeszcze nie mówi. Ma 4 i pół roku. Interesuje mnie pańska opinia na ten temat bazując na pana doświadczeniu w badaniu porządku świata. Jak mogę najlepiej wyjaśnić zjawisko autyzmu? Moja żona wychowując córkę przez te kilka lat wymyśliła powiedzenie: „Ci wokół mnie piją i palą. Ale dzieci u nich rodzą się zdrowe”. Optymiści radzą szukać talentów ale opóźnienie już istnieje. Jeśli to możliwe, proszę wyjaśnić istotę tego zjawiska. Być może zwolennicy nurtu filozofii społecznej jaką pan głosi mają bardziej kompleksowy punkt widzenia, odmienny od tradycyjnego. 

  Jeśli chodzi o autyzm to jest to powszechna plaga XXI wieku. To plaga środowiska technologicznego. Zwróćcie uwagę, że autyzm nie był zjawiskiem masowym. Ono nie istniało, dopóki na naszej planecie nie zaczęły dominować demokratyczne wartości.

 W pewnym sensie chodzi o to, czego dotyczy ten autyzm. Jest to niezdolność do pełnej socjalizacji u dzieci. Jest to, ogólnie rzecz biorąc, reakcja dzieci na odrzucenie tego świata, odrzucenie pewnych behawioralnych, etycznych programów, którymi kieruje się otoczenie. 

 Ta niezdolność dziecka do nawiązania normalnego kontaktu ze społeczeństwem  jest związana właśnie z faktem, że dziecko ma jakieś zahamowania. I w tym zakresie - o dziwo - to zahamowanie może działać w stosunku do jednego lub obojga rodziców. 

Rzecz w tym, że - zrozumcie to dobrze - rzucenie palenia i picia nie jest celem samym w sobie; to o niczym nie przesądza. Przykładowo Hitler nie palił ani nie pił, ale czy on był  człowiekiem?

  Dlatego dziecko jest bardzo silnym czynnikiem - ono jest wskaźnikiem. Wszystko co się dzieje z dzieckiem i co się mu przytrafia jest sygnałem dla rodziców. Jego stan wskazuje na to co się dzieje między rodzicami - autyzm jest reakcją, tacy autystyczni ludzie odcinają się od świata - od tego czego nie chcą, odcinają się od tej presji jaką się na nie wywiera. 

 Jak z tego wyjść? Trzeba ponownie rozważyć - zweryfikować swoje zasady kulturowe i ogólne zapatrywania życiowe. Poleciłbym wykorzystanie starej sprawdzonej metody czyli znalezienie dziecku przyjaciela ze świata zwierząt. 

Najskuteczniejszymi przyjaciółmi są konie i psy - szczególnie jazda konna jest bardzo pomocna dla dziecka z autyzmem ponieważ kiedy dziecko jedzie na koniu to ma wrażenie kontroli nad procesem, ale jednocześnie jest rozładowywane to napięcie. Oczywiście koń prowadzi, więc się nie przewróci, czyli dziecko nabierze zaufania i dlatego, jeśli to możliwe, jeśli możesz to trzeba regularnie jeździć na kucyku, a konkretnie w siodle. 

 To bardzo poważna pomoc dla dziecka w nawiązywaniu kontaktu. To znaczy, że ono zobaczy, że może przejąć kontrolę nad tymi procesami i jest to bardziej efektywne. 

Pies rozwiązuje ten sam problem, a nie każdy pies - wszystkie te małe rasy domowe lub niektóre psy bojowe absolutnie się do tego nie nadają. Najbardziej odpowiednie pod tym względem są tak zwane kundelki, husky lub owczarki. Chodzi o psy, których rasy od dawna istnieją i od dawna służą człowiekowi. Ważne jest przy tym rozumienie, że zwłaszcza husky to nie jest pies do miasta. On powinien żyć w naturze a nie w małym mieszkanku. 

Zatem pies pomaga dziecku również przejąć kontrolę, czyli dziecko komunikując się z psem - czy to podczas spaceru czy zabawy będzie również kontrolować psa, ale jednocześnie ma pewną ochronę. To towarzystwo zwiększa jego poczucie bezpieczeństwa, możliwości zarządzania i wejścia w socjalizację.

Nie wiem, gdzie pan mieszka. Ale jeśli mieszkasz w Mińsku, to Mińsk jest duży i być może żyjecie na jego obrzeżach. Ale jeśli mieszkacie w samym mieście, w samym centrum - w wieżowcach, to najlepszą opcją, którą polecam rozważyć jest przeprowadzka na wieś. Dziecko powinno zostać umieszczone w naturalnym środowisku.

 A co najważniejsze, to przyjrzyj się swoim osobistym programom, które mogą utrudniać dziecku życie. Cóż, musisz wyrwać dziecko z środowiska technologicznego. To bardzo skuteczne leczenie samo w sobie.  

 wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=keIEUQXqoGE