wtorek, 10 marca 2026

Jesteś „zjadany” każdego dnia. Castaneda wiedział, jak stać się niejadalnym.

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=AEPQWoFehbE

 Wielu z was prawdopodobnie doświadcza dziwnej rzeczy, którą trudno wytłumaczyć z medycznego punktu widzenia, ale nie da się jej zignorować. Budzisz się rano i wydaje się, że twoje ciało jest wypoczęte, mięśnie nie bolą, oddech jest regularny, puls normalny, ale w środku jest pustka.  

 To tak, jakby ktoś po cichu usunął rdzeń, wokół którego kiedyś kręciło się twoje życie. Jeszcze nie wstałeś z łóżka, a twoja mentalna bateria już miga na czerwono, wskazując krytyczny poziom naładowania. To uczucie jest boleśnie znajome. Masz przed sobą cały dzień i nie masz najmniejszej ochoty, żeby się w niego angażować. Sięgasz po telefon nie dlatego, że musisz dowiedzieć się ważnych wiadomości, ale dlatego, że ta czynność stała się automatycznym odruchem - czymś jak poranny rytuał włączania się w ogólny rytm. To tak, jakbyś próbował połączyć się z jakimś zewnętrznym źródłem życia, bo twój własny generator jakoś się zepsuł i nie daje oznak działania.  

 Telefon, ekran, transmisja, jak zastępczy oddech, sztuczna wentylacja dla twojej wyczerpanej uwagi. Spędzasz godziny przeglądając media społecznościowe. Czasami nawet nie zauważasz, jak poświęcasz minutę na spojrzenie, a ona zamienia się w bezdenną otchłań, do której upływa poranek, a potem połowa dnia. Obrazy migoczą, teksty przemykają ci przez świadomość, nie pozostawiając śladu, jakbyś patrzył przez zaparowane szkło. Sekundę później nie pamiętasz już, co widziałeś wcześniej, ale wciąż przesuwasz palcem. A po tej sesji czujesz się, jakbyś rozładowywał wagony z węglem albo wnosił meble na dziesiąte piętro bez windy. Twoje oczy są suche, głowa ciężka, ciało ospałe słabe. 

 Skąd bierze się ta ciężkość? Dlaczego nieszkodliwe oglądanie życia innych wysysa więcej energii niż maraton? Logika podpowiada: „Po prostu leżałeś, ledwo się ruszając”. Ale wewnętrznie czujesz się tak, jakbyś przeżył życie kilkunastu innych ludzi i umarł w każdym z nich. A potem zaczyna się dzień pracy, który bardziej przypomina Dzień Świstaka. Te same twarze, te same trasy, te same rozmowy, te same żarty, które już dawno nie są śmieszne. 

  Jedziesz tą samą trasą, którą jeździsz od lat, czasami przyłapując się na tym, że zapomniałeś, jak minąłeś kilka przystanków. Twoje ciało ma kontrolę, ale twój umysł gdzieś błądzi. Czy zauważyłeś, jak łatwo wybuchasz z byle powodu, jakby twój próg emocjonalny spadł do zera? Ktoś spojrzał na ciebie w metrze nie tak jak należy - zbyt uważnie lub przeciwnie, zbyt obojętnie. Kasjer powoli skanował twój produkt, błędnie odczytując cenę. Kolega opowiedział niefortunny żart i w tobie narasta fala tępej irytacji, która następnie przeradza się w długą, wyniszczającą urazę. 

 Możesz spędzać godziny, odtwarzając w pamięci jedną frazę, jedno spojrzenie, wychwytując mikroruchy twarzy innej osoby i interpretując je jako wrogość. Świat zamienia się w pole ciągłych mikro-wyzwalaczy, a ty reagujesz na nie tak, jakbyś był atakowany. Nosisz w sobie te żale, żując je jak starą gumę, która dawno straciła smak, ale z jakiegoś powodu nie możesz jej wypluć. Prowadzisz niekończące się dialogi mentalne ze swoimi prześladowcami, dowodząc swojej racji, wymyślając dowcipne odpowiedzi, które nigdy nie padły.  

 Czasami rozmawiasz z nimi nawet przez sen. Wieczorem jesteś wyciśnięty jak cytryna. Nie masz energii na kreatywność, na radość, na samo bycie z bliskimi, słuchanie ich nie przez zasłonę zmęczenia, ale prawdziwie. Masz siły wyłącznie na to,, aby zapaść się przed ekranem i znów odpłynąć w niepamięć, w serial, filmy, niekończący się strumień cudzych historii.  

 Lekarze mogliby to nazwać wypaleniem, depresją, zespołem chronicznego zmęczenia lub niedoborem witaminy D. Psychologowie będą mówić o nerwicach i nierozwiązanych problemach, o przekraczaniu granic i wyczerpaniu emocjonalnym. Ale rozszerzmy ten zakres. Co jeśli twoja apatia i bezsilność nie są usterką systemową, nie są tylko zaburzeniem równowagi chemicznej,

lecz fizyką  drapieżnictwa? jeśli to naturalny rezultat interakcji z niewidzialnymi konsumentami?  Czujesz się pusty nie dlatego, że masz nieszczelny, dziurawy zbiornik paliwa, ale dlatego, że do tego zbiornika podłączony jest wąż, przez który metodycznie i regularnie wysysana jest twoja siła życiowa. Nie cała naraz, ale kropla po kropli. Niezauważalnie, żebyś nie miał czasu się bać i zadawać pytań.  

 Ten stan to nie tylko zmęczenie. To anemia energetyczna, spowodowana tym, że stałeś się czyimś pokarmem. Brzmi to może przerażająco ale to wyjaśnia, dlaczego żadne wakacje nad morzem, zmiana otoczenia ani nowy gadżet nie przywrócą tej dziecięcej, pełnej entuzjazmu energii, która kiedyś wydawała się nieskończona i oczywista. Możesz spać po 10 godzin, zmieniać pracę, związki, kraje, ale uczucie wewnętrznego wyczerpania powraca, gdy tylko minie początkowa euforia nowości.  

 Ale kto właściwie wysysa tę energię? Aby znaleźć odpowiedź, musimy wyjść poza nasz znany światopogląd. Kiedy Carlos Castaneda, jako młody antropolog, zanurzył się w świecie magów starożytnego Meksyku, to poszukiwał wiedzy o roślinach i rytuałach. Interesował się halucynogennymi kaktusami, psychotropowymi naparami, technikami szamańskimi, które można opisać, sklasyfikować i przedstawić w rozprawie naukowej. To, co napotkał, wywróciło do góry nogami nie tylko jego światopogląd, ale także jego rozumienie samej natury ludzkiej świadomości. 

 Don Juan Matus, jego mentor, kiedyś wyjawił mu najstraszliwszy sekret magów, który nazywali tematem tematów. Nie była to wiedza, którą łatwo się dzieli przy filiżance kawy. Don Juan długo prowadził Carlosa do tego, sprawdzając, czy jego umysł wytrzyma takie pęknięcie w znanej rzeczywistości. A kiedy nadszedł ten moment, opowiedział mu o istnieniu drapieżników, które przybyły z głębin kosmosu i przejęły kontrolę nad ludzkim życiem - nie metaforycznie, ale dosłownie. 

 Starożytni jasnowidze nazywali je "lotnikami" lub "wołodoros", ponieważ poruszały się, skacząc w powietrzu, niczym dziwne czarne bryły, przeskakując z jednego świetlistego kokonu do drugiego. Gołym okiem są niewidoczne, jak promieniowanie czy ultradźwięki, ale dla jasnowidza wyglądają jak ogromne, nieprzeniknione cienie ślizgające się po blasku naszego energetycznego kokonu. Wizualnie przypominają żywe, gęste plamy nocy, pochłaniające światło wokół siebie. 

 Don Juan mówił wprost i bezlitośnie: „Jesteśmy ich pożywieniem. Nie w przenośni, ale dosłownie. Tak jak my hodujemy kury w kurnikach, podobnie te istoty hodują ludzi. Budują ogromne mrowiska z betonu i szkła, w których miliony ludzi żyją według harmonogramu - jest to idealna ptaszarnia do gromadzenia emocji i uwagi. Jesteśmy dla nich źródłem pożywienia, ale oni nie jedzą naszego ciała ani krwi. Ich pokarm jest o wiele subtelniejszy i bardziej specyficzny. Oni żywią się jasnością świadomości".

 Według nauk Tolteków, każdy człowiek rodzi się z ochronną skorupą świetlistości, która okrywa jego kokon od stóp do głów. Można ją sobie wyobrazić jako gęstą, jasno świecącą warstwę wokół energetycznego jaja. Ta jasność to nasza siła życiowa, nasz potencjał, nasza magia, zdolność postrzegania i działania poza wąskimi granicami codziennej logiki. 

 Ale gdy człowiek osiągnie dojrzałość, wszystko, co pozostało z tej majestatycznej skorupy, to żałosna kałuża  na poziomie stóp, wystarczająca jedynie do podtrzymywania fizycznej egzystencji i wykonywania prymitywnych funkcji społecznych: chodzenia do pracy, płacenia rachunków, kłócenia się w komunikacji miejskiej i okazjonalnego korzystania z wakacji. 

 Gdzie podziała się reszta? Została zjedzona i jedzą ją każdego dnia od dzieciństwa, podczas gdy my doświadczamy żalów w szkole, drżymy przed egzaminami, zazdrościmy, boimy się, wstydzimy, nienawidzimy i narzekamy. 

 Najbardziej pomysłowym i diabolicznym trikiem, jakiego dopuściły się te drapieżniki, jest to, że dały nam swój umysł. Nie tylko wpłynęły na nas z zewnątrz, ale także wszczepiły w nas moduł oprogramowania. Zastanówmy się przez chwilę, dlaczego ludzkość, z takim potencjałem, jest nieustannie rozdzierana przez sprzeczności, lęki i samozniszczenie? Dlaczego gatunki zwierząt pozbawione wysokiej inteligencji żyją w harmonii z naturą, podczas gdy my niszczymy nasze własne siedliska? Dlaczego głos w twojej głowie tak często działa przeciwko tobie, wzbudzając wątpliwości i lęki w najbardziej bezbronnym momencie? 

  Don Juan argumentował, że to, co uważamy za siebie - za nasz wewnętrzny głos, nasz umysł, jest w rzeczywistości obcym urządzeniem. To implant wszczepiony nam przez drapieżniki. 

 Obcy umysł daje nam własne systemy wierzeń, własne koncepcje dobra i zła, własne lęki i niepokoje, własne standardy sukcesu i porażki. Sprawia on, że ​​jesteśmy przewidywalni, słabi i podatni na kontrolę. Umysł drapieżnika to kipiąca, sprzeczna, ponura maszyna, która boi się wykrycia. Jest gadatliwy, uwielbia dramaty, skrajności, uwielbia wątpliwości i samobiczowanie. 

  To ten umysł sprawia, że ​​czujemy się bezwartościowi lub, przeciwnie, nadyma on nasze ego do niebotycznych rozmiarów, tylko po to, by potem rozsadzić je z głośnym trzaskiem. Utrzymuje nas w ciągłym stanie mentalnego żucia gumy, przez co wywołujemy wybuchy emocji, strachu, wściekłości, zazdrości, użalania się nad sobą. 

 Te emocje są najpyszniejszym daniem dla tych "lotników". Żyjemy w matrycy stworzonej nie przez maszyny, ale przez cienie a klucze do naszego więzienia są w naszych głowach. Ale nie widzimy krat, ponieważ uważamy się za strażników tego więzienia, za nasz prawdziwy charakter lub temperament. Najpotężniejszym narzędziem kontroli, które ci "lotnicy" dali, a raczej narzucili ludzkości, jest wewnętrzny dialog. 

 Spróbuj teraz wsłuchać się w to, co dzieje się w twojej głowie. To nie są tylko pojedyncze myśli, ale ciągły strumień słów, ocen, osądów, wspomnień i planów. To radio, które nigdy się nie wyłącza. Rozmawiamy sami ze sobą od momentu, gdy się budzimy, aż do momentu, gdy sen wyłączy świadomość. I nawet we śnie nadal mamroczemy, tylko w inny  sposób. 

 Ale czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jaka jest funkcja tej rozmowy? Dlaczego ciągle tłumaczymy sobie to, co już się dzieje? Don Juan wyjaśnił Carlosowi, że wewnętrzny dialog to mechanizm, który utrwala naszą rzeczywistość, czyniąc ją sztywną i niezmienną. To tak, jakby narzucał on siatkę współrzędnych na taflę świata i zmuszał nas do patrzenia tylko przez nią. Patrzymy na świat, ale nie widzimy go takim, jaki jest – płynnym, tajemniczym, pełnym energii, nieustannie zmieniającym się w każdej chwili. Zamiast tego widzimy etykiety, zbiór słów i definicji. 

 Patrzysz na drzewo, ale twój bystry umysł sprytnie przemyca słowo „drzewo”, „dąb”, zielony, „stary”. Przestajesz postrzegać obiekt jako zjawisko. Wchodzisz w interakcję z jego opisem, z ustaloną etykietą. Ten proces nazywa się składaniem świata. Nieustannie aktualizujemy ten "zespół danych", utwierdzając się w przekonaniu, że świat jest wciąż taki sam, bezpieczny i zrozumiały: "to jest filar, to jest krzesło, ja jestem księgowym. Mam na imię Jan. Życie jest ciężkie". 

 Powtarzając to miliony razy, cementujemy rzeczywistość, pozbawiając się możliwości zobaczenia cudów lub sposobów wyjścia z pułapek. Każda niespójność jest albo ignorowana, albo uznawana za zbieg okoliczności lub też autosugestię. Ale głównym problemem nie jest nuda. Dialog wewnętrzny to w zasadzie lista zakupów dla drapieżnika. 

 Odtwarzając w myślach negatywne scenariusze, lęki i niepokoje, dosłownie sygnalizujemy "lotnikom": „Jestem tutaj, boję się. Jestem pełen pysznej energii cierpienia”. To jak włączenie neonu nad swoim kokonem: "Otwarte non stop 7 dni w tygodniu". 

 Wyobraź sobie sytuację w biurze. Rano przechodzisz obok kolegi i mówisz: „Dzień dobry!”. A on przechodzi obok, patrząc przez ciebie. Co dzieje się dalej? W rzeczywistości zdarzenie trwało dwie sekundy i dobiegło końca. Kolega mógł być po prostu  pogrążony w myślach, ale w twojej głowie rozpoczyna się przebój kinowy: "Dlaczego się nie przywitał? Czy mnie ignoruje? Może dowiedział się o tym raporcie? A może myśl, że jest lepszy ode mnie? Przecież on nie jest nikim ważnym? Następnym razem też nie będę się witał. Dam mu popalić". I tak dalej, z różnymi wariantami. 

 Przypominasz sobie wszystkie minione epizody, w których ktoś cię nie docenił, zbierając archiwum żalu. Mija godzina lub dwie, a ty wciąż toczysz tę zaciekłą kłótnię z fantomem w swojej głowie. Twój puls przyspiesza, do krwiobiegu uwalnia się kortyzol, mięśnie lekko się napinają, jesteś naprawdę zły. Generujesz ogromną ilość ciężkiej energii emocjonalnej. Gdzie ona trafia? W pustkę? Nie. Ktoś zlizuje ją z twojego kokonu, jak śmietanę z mleka. Sytuacja była nic nie warta, ale zapłaciłeś za nią kawałkiem swojej siły życiowej. Drapieżnik zjadł obiad, a jutro znów będzie ci brakowało energii, by żyć własnym życiem. 

 Chcesz sobie udowodnić, że ten głos w twojej głowie nie należy do ciebie? Przeprowadź prosty eksperyment. Spróbuj teraz, czytając ten tekst, zatrzymać swoje myśli na 10 sekund. Tylko cisza. Żadnych słów, żadnych obrazów, dialogów, żadnych komentarzy. Tylko czysta percepcja. Najprawdopodobniej po trzech sekundach twój umysł wpadnie w panikę i krzyknie: „Co to za głupstwa? Muszę sprawdzić pocztę. Swędzi mnie nos. Zapomnieliśmy kupić chleb." lub podrzuci tobie jakąś rzekomo pilną myśl. 

 Umysł drapieżnika boi się ciszy, ponieważ w wewnętrznej ciszy jego moc rozpada się jak domek z kart. Gdy tylko przerwiemy dialog, świat przestaje być znanym schematem, a my zaczynamy dostrzegać prawdziwą istotę rzeczy, zauważać niuanse, które wcześniej były pomijane. 

 Ale umysł - obce urządzenie, będzie walczył do końca, karmiąc cię najbardziej absurdalnymi i niepokojącymi myślami, tylko po to żebyś nie zamilkł. On żywi się hałasem, przeżuwając stworzony przez siebie chaos. Twoim zadaniem jest zrozumieć, że ten głos to nie ty. To transmisja, którą można i należy wyłączyć jak irytującą stację radiową. 

 Ale o czym właściwie ten głos krzyczy najgłośniej? O twojej własnej ważności. O ile dialog wewnętrzny jest mechanizmem przytrzymania ofiary, to poczucie własnej ważności jest główną przyprawą kulinarną, która sprawia, że jesteśmy nieodparcie smaczni dla drapieżników. To poczucie jest jak ostry sos, który dodaje emocjom dodatkowej intensywności. 

  Castaneda i jego nauczyciele twierdzili, że poczucie własnej ważności to największa dziura w naszym ciele energetycznym, przez którą ucieka do 90% naszej wolnej energii.  

 Wyobraź sobie, że masz kolosalny rezerwuar mocy, zdolny napędzać kreatywność, świadomość, niezwykłe działania. I prawie cała ta energia jest przeznaczana na jeden cel: utrzymywanie i ochronę naszego wizerunku. Nie nas samych jako istot żywych, ale właśnie na ten wizerunek, na kruchą konstrukcję wyobrażeń o tym jacy powinniśmy być w oczach innych. 

 Zastanów się, ile wysiłku wkładamy w wydawanie się, a nie bycie?  Kupujemy rzeczy, na które nas nie stać, aby zaimponować ludziom, na których nam nie zależy lub których nawet nie lubimy. Po co? Aby podsycić nasze poczucie ważności, udowodnić sobie, że nie jesteśmy gorsi od innych, ale lepsi, wyjątkowi. 

 Kiedy ktoś nie ceni nas tak, jak naszym zdaniem zasługujemy, to doświadczamy kolosalnego spadku energii. "Jak on śmie tak do mnie mówić?" Ta myśl uruchamia reaktor jądrowy urazy, który może działać dniami. Uraza to chyba najbardziej kaloryczna pożywka dla "lotników" - dla latających cieni. Mechanizm urazy jest prosty i niezawodny. Uważasz się za kogoś ważnego, za centrum wszechświata, a każde odchylenie rzeczywistości od twoich oczekiwań jest postrzegane jako osobista zniewaga. Dobrowolnie oddajesz swoją moc sprawcy tej urazy i drapieżnikowi znajdującemu się za tym kimś, pozwalając, aby opinie innych ludzi kontrolowały twój stan. 

 Wystarczy, że ktoś coś powiedział albo nie powiedział, a twój nastrój spada w otchłań. Użalanie się nad sobą to druga strona tej samej monety: "Jestem taki dobry, a świat jest dla mnie taki okrutny". Stajesz się ociężały, niezdarny i niezwykle drażliwy, ponieważ w tym stanie oczekujesz pocieszenia i uznania z zewnątrz, co oznacza, że ​​jesteś całkowicie zależny od zewnętrznego karmiciela.  

 Don Juan zwalczał poczucie własnej ważności Carlosa najbardziej radykalnymi metodami. On rozumiał, że intelektualne rozmowy o pokorze nie działają, gdy ego jest skostniałe. Kiedyś zmusił wykształconego antropologa z Los Angeles, aby porozmawiał z małymi roślinkami, przeprosił je za zerwanie i podziękował im. Carlos musiał zniżyć się do poziomu źdźbła trawy, uznając jego znaczenie. Dla intelektualnego poczucia własnej ważności Carlosa, było to nieznośne upokorzenie. Cały jego akademicki snobizm eksplodował z powodu jednego faktu, że on, poważny badacz, szeptał słowa podziękowań kaktusom i chwastom. 

 Ale właśnie o to chodziło, aby przełamać sztywną strukturę jaźni, która uważa się za szczyt kreacji, za centrum fabuły. Dopóki czujesz się ważny, to jesteś otwartym celem. Każde słowo może cię zranić. Każde złe spojrzenie może zepchnąć cię ze swojej drogi. 

  Jedynym sposobem na usunięcie tej arogancji i załatanie energetycznej dziury jest użycie śmierci jako doradcy. To nie ponura filozofia, ale pragmatyczne podejście, z krystalicznie czystym umysłem. Następnym razem, gdy wdasz się w ostrą kłótnię w komentarzach lub będziesz gotowy zerwać z ukochanym  człowiekiem z powodu nieumytych naczyń, zadaj sobie pytanie: „Gdybym umarł dziś wieczorem, czy ta kłótnia coś by zmieniła?” Zatrzymaj się na chwilę i odpowiedz szczerze: „W obliczu nieuniknionej śmierci, nasze rozdęte ego pęka jak bańka mydlana". Śmierć wszystko wyrównuje. W obliczu wieczności, twoja uraza do szefa lub liczba polubień pod twoim postem staje się śmieszna, a nawet żałosna. Świadomość śmierci sprawia, że ​​jesteśmy obojętni, ale troskliwi. Ona usuwa histerię ważności, pozostawiając czystą skuteczność działania. Nadal zmywasz naczynia, rozwiązujesz konflikty, kończysz zadania, ale bez wewnętrznego krzyku: "nie możesz mi tego zrobić". 

  Drapieżnik nie ma nic do jedzenia, jeśli ofiara nie traktuje siebie poważnie, jeśli nie uważa się za centrum dramatu. Kiedy przestajesz być ważny dla siebie, to stajesz się nieprzewidywalny dla innych. W świecie drapieżników i ofiar obowiązują zasady: myśliwy musi znać nawyki swoich ofiar. Jeśli jeleń codziennie idzie do wodopoju tą samą ścieżką w tym samym czasie, to jest skazany na zagładę. Tygrys może tylko czyhać i czekać aż kolejna ofiara wpadnie mu pod pazury.

 Ludzie są najbardziej przewidywalnymi stworzeniami na planecie i dlatego jesteśmy tak łatwi do zjedzenia. Sami prezentujemy nasze nawyki, harmonogramy i słabości każdego dnia, jakbyśmy prowadzili raport online dla niewidzialnej publiczności. Nasze życie jest zamknięte w klatce rutyny. Dom, praca, sklep, bar w piątki, w domu. Chodzimy tymi samymi ulicami, kupujemy te same artykuły spożywcze, oglądamy te same programy, reagujemy tymi samymi frazami na te same czynniki drażniące. Nawet nasze konflikty często podążają za z góry ustalonymi schematami. 

Te same repliki, intonacje, łzy w tych samych miejscach. Don Juan nazwał to zasadą Dostępności. Bycie dostępnym oznacza bycie tam, gdzie oczekują cię znaleźć. Dotyczy to nie tylko miejsca fizycznego, ale także reakcji emocjonalnych. Jeśli twoi bliscy wiedzą, że naciśnięcie przycisku A wywoła u ciebie histeryczne napady złości, a naciśnięcie przycisku B wywoła poczucie winy, to jesteś biorobotem, w pełni kontrolowanym przez zewnętrznego operatora. Wystarczy nacisnąć odpowiednią kombinację, a dostarczysz przewidywalny produkt.  

 Współczesny świat zaostrzył tę pułapkę za pomocą technologii. Algorytmy mediów społecznościowych i wyszukiwarek znają nas lepiej niż my sami. Przewidują nasze pragnienia, sugerują muzykę, która nam się spodoba, i produkty, które będziemy chcieli kupić. Pokazują nam dokładnie te wiadomości, które wywołają w nas odpowiedni zestaw emocji. 

 Jak więc możemy przerwać ten łańcuch pokarmowy? Jak wyrwać ten wąż spustowy paliwa z twojego życia? Don Juan przekazał Carlosowi kilka całkowicie pragmatycznych bezwzględnych technik. Żadnych medytacji nad światłem i miłością - tylko partyzancka walka o własną energię. To oznacza przełamywanie schematów. 

 Wojownicy na ścieżce wiedzy praktykują przełamywanie nawyków nie dla zabawy czy ekscentryczności, ale jako strategię przetrwania. Jeśli zawsze pijesz kawę rano, to wypij herbatę lub wodę. Jeśli zawsze dojeżdżasz do pracy samochodem, to jedź autobusem lub idź część drogi pieszo, uważnie się rozglądając. Zmień porę lunchu. Trasa spaceru jest sekwencją porannych czynności. Śpij po przeciwnej stronie łóżka niż zwykle. Te drobiazgi wydają się nieistotne, ale powodują mikro-błędy w oprogramowaniu obcego urządzenia. Umysł gubi tory, do których się przyzwyczaił i w tym momencie energia uwagi zostaje uwolniona. Nagle zauważasz rzeczy, które wcześniej przechodziły obok ciebie obojętnie: kolor nieba, spojrzenie przechodnia, dziwny szczegół w twojej własnej reakcji.  

 Szczytem rutyny walki jest praktyka niedziałania. Polega ona na wykonywaniu czynności, które nie mają logicznego znaczenia ani utylitarnego celu z perspektywy zwykłego świata, ale wymagają całkowitego skupienia. Na przykład, noszenie buta na drugiej nodze w domu lub koncentrowanie się na cieniach liści zamiast na samych liściach. Obserwowanie tego, jak zmienia się światło na ścianie. Mogą to być dowolne, drobne czynności, które łamią oczywistość świata.  

Celem niedziałania jest oszukanie mechanizmu percepcji, zmuszenie go do działania w nietypowym trybie, otwarcie innych kanałów widzenia. Kiedy zachowujesz się nieprzewidywalnie, to algorytmy, zarówno cyfrowe, jak i energetyczne, przestają cię dostrzegać. Wypadasz z systemu jak błąd w programie. Drapieżnik próbuje cię zaatakować, oczekując, że będziesz tam, gdzie zawsze, ale uderza w nicość. Nie jesteś już łatwą zdobyczą, jesteś tajemnicą, przedmiotem, którego nie da się obliczyć za pomocą szablonu. 

 Ale zmiana trasy to za mało. Musisz zmienić samo wyobrażenie o sobie. Ostatnim gwoździem do trumny twojej wolności jest twoja osobista historia. To suma faktów o tobie, które znają inni, i, co ważniejsze, ich oczekiwania dotyczące twojego zachowania. Jesteśmy utwierdzeni w obrazach, które stworzyli dla nas nasi rodzice, przyjaciele, koledzy i społeczeństwo: "Jesteś przecież poważnym człowiekiem. Zawsze byłeś taki nieśmiały. To nie leży w twojej naturze". Te frazy to nie tylko słowa. To zaklęcia, które utrzymują punkt scalający twojego świata w ustalonej pozycji. 

 Za każdym razem, gdy im wierzysz, potwierdzasz swoje miejsce w całym systemie. Dopóki masz osobistą historię, to jesteś zobowiązany do jej przestrzegania. Nie możesz nagle zacząć tańczyć na stole ani jechać do Tybetu, bo co powiedzą ludzie? Oczekiwania innych tworzą presję, która zmusza cię do poświęcenia kolosalnej energii na podtrzymywanie swojego znanego wizerunku. Ciągle informujemy świat o tym, gdzie jesteśmy, z kim jesteśmy, co jemy, co myślimy, co czujemy. Media społecznościowe sprawiły, że stało się to groteskowe.

  Dobrowolnie tworzymy idealną kartotekę dla drapieżnika, rejestrując każdy nasz ruch za pomocą zdjęć, geolokalizacji, aktualizacji statusu. Mówimy światu, kim jesteśmy, a potem mozolnie staramy się nie wychodzić poza stworzony przez nas profil. Magowie oferują radykalne rozwiązanie: wymazać swoją historię osobistą. Nie oznacza to spalenia paszportu, dowodu osobistego i wymazania pamięci, udawania, że ​​nie miało się dzieciństwa ani biografii. Oznacza to stworzenie wokół siebie mgły niepewności. 

 W świecie, w którym algorytmy i media społecznościowe zmuszają nas do nagłaśniania każdego naszego ruchu, najlepszą magią jest informacyjna cisza. Przestań być otwartą księgą. Nie dziel się swoimi planami, zanim nie zostaną zrealizowane. Przestań relacjonować i tłumaczyć swoje działania tym, których to nie obchodzi, i publiczności, która i tak nie będzie żyć twoim życiem za ciebie. 

 Efekt obserwatora w fizyce kwantowej mówi, że obserwacja zmienia zachowanie cząstek. Tak samo jest w magii. Jeśli nikt nie wie dokładnie, co czynisz i gdzie jesteś, to nikt nie może zarejestrować twoich myśli i oczekiwań. Nikt nie może ingerować w twoje plany swoją ciężką energią, niedowierzaniem czy zazdrością. 

 Praktyka wymazywania osobistej historii zaczyna się od małych kroków. Nie mów o swoich planach, dopóki ich nie zrealizujesz. Nie publikuj zdjęć z wakacji na Instagramie w czasie rzeczywistym. Opublikuj je po powrocie albo nie publikuj ich wcale. Zachowaj energię wydarzenia dla siebie. Nie wylewaj jej na cały kanał dla przelotnych reakcji. 

 Don Juan poradził Carlosowi, aby opowiadał różnym ludziom różne, czasem fikcyjne, fakty ze swojej przeszłości. Nie po to, by kłamać dla zysku, ale aby zatrzeć sztywny obraz Carlosa w umysłach ludzi, uczynić go niejasnym. Kiedy ludzie nie mają jasnego obrazu ciebie, to nie wiedzą, czego się uchwycić. Stajesz się płynny, jak woda we mgle. wymykasz się ze znanych kategorii. Kiedy wymazujesz swoją osobistą historię, to zyskujesz niesamowitą wolność. Możesz być kimkolwiek chcesz w dowolnym momencie - możesz zmieniać role bez wewnętrznego konfliktu. Nie jesteś już niewolnikiem swojej przeszłości ani zakładnikiem opinii innych ludzi. Stajesz się pustą przestrzenią, w której drapieżnik nie ma czego złapać. Jesteś tutaj, a jednocześnie nie znajdujesz się w znajomych współrzędnych, w których byłeś wcześniej zauważany.  

 Ten stan jest początkiem prawdziwej magicznej nietykalności. Znajdując się we mgle, musisz nauczyć się kontaktować z ludźmi bez angażowania się emocjonalnie. Tutaj w grę wchodzi sztuka kontrolowanej głupoty. To jedyna możliwa strategia interakcji ze światem dla kogoś, kto postanowił wymazać swoją historię i wycofać się we mgłę, ale jednocześnie nie chce i nie może fizycznie zniknąć ze społeczeństwa. 

Przecież jeśli żyjesz w społeczeństwie, to nie możesz po prostu zniknąć fizycznie, chyba że postanowisz zostać pustelnikiem, co Don Juan uważał za słabość, a nie siłę. Musisz chodzić do pracy, płacić podatki, rozmawiać z sąsiadami i uśmiechać się do kasjera. Musisz rozwiązywać codzienne problemy, podpisywać dokumenty, stać w kolejkach.  

Jak to czynić, pozostając niedostępnym? Zakładasz maskę. Przeciętny człowiek zawsze reaguje szczerze. Jeśli jest obrażony, to obraża się. Jeśli jest chwalony, to puchnie z dumy. Jego wewnętrzne i zewnętrzne „ja” łączą się, a każdy zewnętrzny wstrząs natychmiast wywołuje burzę wewnątrz. 

 Natomiast wojownik rozumie, że w świecie, gdzie śmierć stoi ci nad lewym ramieniem, nic nie ma takiego znaczenia, jakie mu nadajemy. Nie stać go na luksus pełnego uwierzenia w jakąkolwiek scenę mającą miejsce na tej tymczasowej arenie życia. Ale powiedzenie ludziom: „Nie obchodzą mnie wasze zasady”, oznacza przyciąganie niepotrzebnej uwagi i agresji, stawanie się celem. Dlatego wojownik udaje - on stwarza pozory. Praktykuje podchody - sztukę polowania na władzę w dżungli społeczeństwa. Istota kontrolowanej głupoty tkwi w paradoksie.

Zachowujesz się, jakby to, co się dzieje, było dla ciebie niezwykle ważne, chociaż w rzeczywistości nie obchodzi cię to. Jesteś całkowicie zaangażowany w działanie, ale wewnątrz panuje cisza. To nie jest cynizm ani hipokryzja w zwykłym tego słowa znaczeniu. Hipokryta chce oszukiwać innych dla dobra swojego ego. Myśliwy natomiast oszukuje mechanizm utrwalania rzeczywistości, aby oszczędzać energię i pozostać niewidzialnym dla drapieżników. 

Śmiejesz się z nieśmiesznego żartu szefa nie dlatego, że chcesz się przypodobać i błagać o premię, ale dlatego, że to idealne posunięcie w tej sytuacji, pozwalające ci pozostać niezauważonym i płynnym, bez wywoływania niepotrzebnej agresji. Wewnętrznie jesteś spokojny i opanowany jak skała, ale na zewnątrz jesteś duszą towarzystwa, zaniepokojony pracownik lub troskliwy krewny, w zależności od roli. 

 To największe aktorstwo, gdzie stawką jest twoje życie i wolność. Aby grać bezbłędnie, myśliwi stosują siedem zasad:

1.  Po pierwsze, wojownik sam wybiera pole bitwy. On nigdy nie wchodzi w konflikt, jeśli warunki dyktuje wróg. Nie angażuje się w kłótnie, w których został już naznaczony jako strona winna.  

2. Po drugie, odrzuca wszystko co zbędne. Żadnych zbędnych rzeczy, myśli ani działań - tylko czysta skuteczność, minimalne przecieki.  

3. Po trzecie, jeśli bitwa przerasta jego siły, to wycofuje się. Nie z tchórzostwa, ale po to, by przegrupować się, oszczędzać siły i uderzyć w odpowiednim momencie albo wcale. 

4. Po czwarte, kompresuje czas. W krytycznym momencie nie myśli, nie waha się. Działa natychmiast, wykorzystując zgromadzoną jasność umysłu i trening. Stosowanie masek pozwala uniknąć utknięcia w sytuacjach i pozostawienia w nich fragmentów siebie. Wyobraź sobie klasyczny przypadek. Masz trudnego klienta lub histerycznego towarzysza życia. Przeciętny człowiek angażuje się, jego puls przyspiesza, zaczyna się bronić, usprawiedliwiać, kłócić i poświęca kolosalną ilość energii na podtrzymywanie wizerunku kompetentnego specjalisty lub dobrego męża. W tym momencie drapieżnik jest obsypywany jego emocjami, jak przy świątecznym stole. Każda próba udowodnienia swojej racji to dodatkowa pozycja w jego menu. 

Wojownik jednak widzi sytuację inaczej. Dla niego krzyczący klient jest aktorem w sztuce absurdu, figurą na aparacie treningowym. Wojownik natychmiast nakłada odpowiednią maskę, na przykład maskę głębokiej empatii lub maskę przestraszonego podwładnego jeśli to uspokoi tyrana i szybko kończy scenę. On  gra jak dobry aktor, całkowicie zanurzając się w roli. Potrafi nawet płakać, jeśli rola tego wymaga, albo udawać zmieszanie. Ale jego punkt połączenia nie przesunie się ani o milimetr w stronę użalania się nad sobą czy upokorzenia. Ten dystans czyni go niezniszczalnym. Wygrywasz nie wtedy, gdy udowodnisz swoją rację i wygrasz dyskusję, ale gdy opuścisz sytuację bez utraty ani kropli osobistej siły, bez kontynuowania wewnętrznego dialogu na temat tego epizodu przez kolejne trzy noce z rzędu. A najlepszym poligonem doświadczalnym do ćwiczenia tej umiejętności są najbardziej nieznośni ludzie w twoim życiu. Przyzwyczailiśmy się uważać toksycznych ludzi, tyranów i prostaków za przekleństwo. Narzekamy na nich naszym przyjaciołom, bierzemy środki uspokajające i marzymy, że znikną, aby wszyscy wokół nas byli świadomi i ekologiczni. 

Castaneda wywraca ten paradygmat do góry nogami. Wprowadza on koncepcję drobnego tyrana. To osoba, która ma władzę lub zdolność do nękania cię i wykorzystuje tę zdolność w pełni. Don Juan twierdził: „Jeśli w twoim życiu nie ma drobnego tyrana, to powinieneś go znaleźć, kupić, zatrudnić, przekonać, przebywać w jego pobliżu, ponieważ bez drobnego tyrana nie da się wyostrzyć ducha wojownika, przetestować swoich teorii w praktyce”. Dlaczego? Ponieważ nasze poczucie własnej ważności ( nasz snobizm) jest wielogłową hydrą.

 Możesz medytować w jaskini latami, czując oświecenie, ale w chwili, gdy wrócisz do miasta i spotkasz się z nieuprzejmością w kolejce, twoje oświecenie wyparowuje, ustępując miejsca gniewowi i pragnieniu postawienia tego kogoś na swoim miejscu. Tylko prawdziwy, żywy dręczyciel może pokazać ci, gdzie wciąż jesteś podatny -  które przyciski w tobie wciąż działają niezawodnie. 

 Tyrani bywają rozmaici. Są tacy, którzy wzbudzają strach i grożą fizycznym odwetem, ale tacy ludzie są rzadkością we współczesnym biurze. Częściej spotykamy tyranów, którzy dręczą nas swoją natarczywością, głupotą, nieustannym czepianiem się lub narzekaniem, bierną agresją i dewaluacją. To idealne osełki dla twojego charakteru. To żywe testery twojej siły. 

 Strategia jest prosta. Wykorzystujesz tyrana jako trenera mentalnego. Kiedy twój szef krzyczy na ciebie, upokarzając cię przed kolegami, to twoim zadaniem jest nie popadać w urazę. Obserwujesz go tak jak przyrodnik spogląda na rzadki okaz chrząszcza. Studiujesz intonację, mimikę, gesty. Podziwiasz jego energię, jego pomysłowość w gniewie jako dziwne zjawisko naturalne. Ćwiczysz emocjonalną niezniszczalność. Jeśli uda mu się ciebie urazić, to przegrywasz. Drapieżnik się nasycił, wciągając do swojej diety twoją urazę i wewnętrzny dialog. Jeśli zachowasz spokój i odegrasz właściwą rolę - na przykład ulegle kiwając głową, wykorzystując kontrolowaną głupotę, obiecując poprawę bez wewnętrznego upokorzenia to wygrywasz. Ukradłeś tyranowi energię, którą chciał z ciebie wyssać, i przechowałeś ją w swoim kokonie.  

 W książkach Castaneda opowiada historię o tym, jak magowie celowo najmowali się okrutnym nadzorcom podczas konkwisty Ameryki południowej, aby hartować swoją wolę. Udawali się tam świadomie, jak na poligon. W naszej rzeczywistości może to oznaczać życie w mieszkaniu komunalnym z szaloną sąsiadką lub pracę pod okiem psychopatycznego kierownika. Zamiast użalania się nad sobą: "dlaczego przez to przechodzę?" wojownik mówi: „Dziękuję za wyzwanie”. Tyran niszczy twoją osobistą historię. On depcze twą pychę, zdziera z niej lakier. Jeśli wytrzymasz tę presję bez gniewu wewnątrz, to zyskasz stalową wytrzymałość. Kiedy tyran nie jest już w stanie wywołać w tobie reakcji emocjonalnej, to traci nad tobą władzę. Często po tym znika z twojego życia albo staje się potulny, jakby pozbawiony wsparcia. Ale co najważniejsze, wychodzisz z tego wyczyszczony, przepalony ogniem, bez żużlu użalania się nad sobą, ze spokojnym spojrzeniem. 

Nauczyliśmy się bronić w teraźniejszości, ale co z ciężarem przeszłości, który dźwigamy na plecach? Nawet jeśli stałeś się mistrzem polowań i jesteś niewrażliwy na współczesnych tyranów, to masz ogromną dziurę w swoim ciele energetycznym – dziurę swojej przeszłości. Każde wydarzenie, w którym doświadczyłeś silnych emocji, pozostawiło haczyk. Zostawiłeś cząstkę swojej świetlistości w byłych kochankach, szkolnych prześladowcach, zmarłych krewnych i starych przyjaciołach. Czasami samo usłyszenie imienia lub piosenki wystarczy, by natychmiast przenieść się do dawnego bólu.  

I podobnie: ich obca energia jest w tobie uwięziona w formie frazesów, postaw, obietnic i przysiąg. Dopóki te połączenia są aktywne, to nie jesteś wolny. Karmisz duchy swoją uwagą, wysyłając energię na utrzymywanie w pamięci dawno minionych scen. 

Najważniejszą, najpotężniejszą i niezbędną techniką na ścieżce wojownika jest ponowne przejrzenie - sporządzenie bilansu. To akt energetyczny - dosłownie fizyczny przywrócenie energii. Istotą tej praktyki jest przypomnienie sobie wszystkich wydarzeń z życia i wydychanie ich. 

Technika jest wykonywana w następujący sposób. Siedzisz w ustronnym miejscu. Szamani używali pudła lub szafki, aby zwiększyć nacisk na ciało energetyczne, aby świadomość była mniej rozproszona na zewnątrz. Ale ciche pomieszczenie, w którym nikt nie będzie ci przeszkadzał, również się nada. Sporządzasz listę wszystkich ludzi, których spotkałeś, zaczynając od dnia dzisiejszego i cofając się do momentu narodzin. To zadanie tytaniczne, które może zająć lata, ale warto, ponieważ w zasadzie przepisujesz swoje wewnętrzne archiwum. 

 Bierzesz pierwszą osobę z listy i odtwarzasz w pamięci konkretną scenę z nią związaną. Nie abstrakcyjny obraz, ale pojedynczy epizod, rozmowę, kłótnię, spotkanie, uścisk. Gdy scena stanie się wyraźna, jak krótki film, to zaczynasz głębokie oddychanie. Obróć głowę w kierunku prawego ramienia. Biorąc głęboki, powolny wdech, płynnie obróć głowę w lewo, kreśląc brodą łuk nad klatką piersiową. W tym momencie wizualizujesz siebie wycofującego całą energię, którą zostawiłeś w tej sytuacji. Odzyskujesz swoją radość, swój ból, swoje oczekiwania, wszystko czym wtedy zapłaciłeś. 

 Kiedy dotrzesz do lewego ramienia rozpocznij wydech. Wydychając, płynnie odwróć głowę w kierunku prawego ramienia. Tym ruchem dosłownie jak wachlarzem wymiatasz z siebie cudzą energię: cudze słowa, emocje, rozkazy i oczekiwania tego człowieka.  Oddajesz jemu to, co nie należy do ciebie. Na koniec weź krótki wdech i wydech, patrząc prosto przed siebie, aby przerwać więzy energetyczne. 

 To jest podobne do działania filtra fizycznego. Wdech - moje do mnie. Wydech - twoje do ciebie. Oczyszczasz kanały komunikacyjne. Z czasem ruchy stają się rytmiczne, oddech głębszy, a sceny mniej lepkie. 

 Efekt tej inwentaryzacji jest oszałamiający. Ciężkie, traumatyczne wspomnienia zamieniają się w puste, wyblakłe obrazy, jak stare fotografie, które utraciły swój emocjonalny ładunek. Pamiętasz, co to było, ale nie powoduje to już skurczów żołądka, łez ani wściekłości. Odzyskujesz swoje inwestycje, zamykasz niezdrowe konta i stajesz się całością. 

Z każdym przeglądanym wydarzeniem powraca do ciebie prawdziwa siła fizyczna. Czujesz przypływ energii bez wyraźnego powodu. Oddychasz lżej, jakbyś zdjął niewidzialny plecak. Zaczynasz lepiej spać, myśleć ostrzej i rzadziej chorujesz, ponieważ energia przestaje przeciekać do tylnych korytarzy pamięci. 

Ale najważniejsze jest coś jeszcze. Według jasnowidzów, po śmierci czeka na nas potężna kosmologiczna siła, którą oni nazwali orłem. Orzeł jest nieustępliwy. Żywi się ludzką świadomością wchłaniając całe nasze doświadczenie życiowe i właśnie ta "inwentaryzacja" - to ponowne przejrzenie i oczyszczenie energetyczne swoich mentalnych archiwów jest największa sztuczka szamanów.  

Przywracając energię i uwalniając emocje, tworzysz doskonałą kopię informacyjną swojego doświadczenia życiowego. W chwili śmierci dajesz orłowi ten "folder". Orzeł przyjmuje tę kopię jako pożywienie, a twoja prawdziwa siła życiowa, twoja oczyszczona świadomość, ma szansę prześlizgnąć się obok jego dziobu, nie rozpływając się w bezosobowym strumieniu. Spłacasz swój dług wobec wszechświata, chroniąc siebie. 

  Ścieżka wojownika to nie spacer po parku ani modna weekendowa praktyka duchowa. To codzienna, cogodzinna wojna. Wojna o uwagę, o jasność, o fragmenty własnej mocy, które tak łatwo gubią się w błahostkach. Każdy konflikt, każda zniewaga, każdy przebłysk użalania się nad sobą to pole bitwy.  

Nie miejcie złudzeń, że po wysłuchaniu tej historii obudzicie się jutro jako niezniszczalny mag. Umysł drapieżnika nie zniknie z dnia na dzień. Dyscyplina to spoiwo utrzymujące świat maga i chroniące go przed rozpadem - nie inspiracja, nie nastrój, ale właśnie dyscyplina, sucha i uparta.

 Będą chwile załamania, będziesz zapominać o praktykach "niedziałania", będziesz żywił urazę do tyranów i pojawią się chwile lenistwa wobec praktyki inwentaryzacji i chęć odłożenia tego na lepsze czasy. Drapieżnik jest sprytny. On zna cię lepiej niż ty sam. On spędził wieki badając ludzkie reakcje. On podrzuci tobie myśli, że to wszystko bzdura: "zrobię to jutro. Jestem zbyt zmęczony. Muszę najpierw rozwiązać prawdziwe problemy". To jego głos, a nie twój. A rozpoznanie go to już połowa sukcesu. Wojownik nie zawsze wygrywa.

 Don Juan powiedział, że różnica między wojownikiem a zwykłym człowiekiem nie polega na tym, że wojownikowi wszystko się udaje, ale że wojownik jest odporny na głupotę. On może przegrać bitwę, dać się ponieść emocjom, załamać się. Ale nie zatraci się, nie uczyni jednej porażki wymówką dla niekończącego się użalania się nad sobą. Wojownik powstaje raz po raz, dopóki żyje.  

 Cała ta kolosalna praca, wymazywanie osobistej historii, śledzenie, remanent dawnych zdarzeń  służy jednemu celowi - aby zgromadzić wystarczająco dużo energii na tę właśnie chwilę, kiedy duch otworzy przed tobą drzwi. 

 To nazywa się centymetrem sześciennym przypadku. Szczęście przychodzi do każdego, ale tylko wojownik z wolną energią i nieskazitelnością jest w stanie zauważyć tę szansę i natychmiast ją wykorzystać. Dla przeciętnego człowieka, obciążonego urazami i rutyną ta chwila przelatuje niezauważona, rozpływając się w hałasie wewnętrznego dialogu. 

 Ostatecznie wszystko sprowadza się do świadomości naszej śmiertelności. Większość ludzi żyje tak, jakby byli nieśmiertelni. Odkładają życie na później, marnują lata na niekochaną prace, na kłótnie o błahostki, na spełnianie oczekiwań innych ludzi. Zachowujemy się tak, jakby przed nami była wieczność, jakbyśmy mogli sobie pozwolić na luksus niekończącego się odkładania na później. Ale śmierć jest naszym jedynym mądrym doradcą. Ona jest zawsze obecna za naszym lewym ramieniem i nie da się zwieść żadnym wymówkom. 

 Zapytaj ją: czy ten problem jest ważny, skoro mnie tu dziś nie będzie? A śmierć odpowie, że nic się nie liczy, poza twoim kontaktem z duchem, poza tym, jak w pełni wykorzystałeś szansę bycia żywym. Życie jest zbyt krótkie, aby spędzać je będąc pożywieniem i czyjąś bateryjką.

  Zaraz po zakończeniu tej opowieści będziesz miał wybór: 

- albo ulec grawitacji nawyku, ponownie otworzyć kanał informacyjny, zanurzyć się w pochłanianiu mentalnej papki, użalić się nad sobą i posłusznie pozbawić się swojej jasności.  

- albo zostać myśliwym, przestać być przewidywalny, wymazać swoją osobistą historię i rozpalić własny ogień chociażby na krótką chwilę.  

Przekształćcie swoje życie w ostatni taniec wojownika. Zatańczcie go z pełnym oddaniem, z kontrolowaną głupotą, ze śmiechem i lodowatym dystansem. 

 A kiedy drapieżnik ponownie sięgnie po twoje żale lub strach, pozwól mu złamać sobie zęby w absolutnej pustce, gdzie byłeś jeszcze chwilę temu. Stań się niejadalny, jesteś wolny. 

 Przyjaciele, każde prawo Wszechświata działa tylko w ruchu. Nie pozwólcie, aby zdobyta wiedza stała w miejscu. Jeśli ten film był pomocny, zamknijcie krąg wymiany energii, polubcie go i zasubskrybujcie kanał. To najlepszy sygnał dla mnie, żebym kontynuował, a dla Was znak, że jesteście gotowi na nowy poziom sukcesu. 

  Dziękuję, że jesteście i do zobaczenia w następnym odcinku.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=s2Vh2Qxjhus