sobota, 8 grudnia 2018

Julia Gippenreiter: Nie dajemy dziecku tego, czego ono potrzebuje.

ŹRÓDŁO TŁUMACZENIA: http://life-move.ru/yuliya-gippenrejter-my-daem-ne-to-chto-nado-rebenku/

Każdy wie, jak wychowywać dzieci innych ludzi - mówi powiedzenie. Julia Borisowna Gippenreiter, znana psycholog i autorka popularnych książek o relacjach rodzic-dziecko, obaliła tę opinię w zeszłym tygodniu. Wbrew oczekiwaniom publiczności nie udzielała porad i rekomendacji. Po prostu odwróciła znajomy nam świat do góry nogami i obserwowała, co się wydarzy. Słuchacz o nicku "Prawmir" zapisał pełny tekst spotkania psychologa i rodziców i oferuje swoim czytelnikom ekskluzywny materiał. Przeczytaj pierwszą część - czekamy na Twoje opinie na forum i na portalach społecznościowych.

Julia Borisowna Gippenreiter jest osobą, którą miliony rodziców naszego kraju zna i kocha. Jest pierwszą w Rosji, która tak głośno i odważnie wyraziła innowacyjną myśl: "Dziecko ma prawo do uczuć". Ponad 200 osób przyszło na spotkanie ze znanym psychologiem i autorem, który zorganizował projekt "Tradycje dzieciństwa". Mężczyźni, kobiety, wielu z dziećmi - sala słuchała uważnie tego, co powiedziała Gippenreiter. I to jest zrozumiałe: Julia Borisowna, z właściwa sobie wyjątkową, łagodną ironią powiedziała dlaczego nie można zmusić dzieci do odrabiania zadań domowych, sprzątania zabawek, jak ważna jest zabawa w życiu dziecka i dlaczego rodzice muszą wspierać pragnienie zabawy u dzieci.

Publiczność najpierw słuchała, a potem zaczęła coraz odważniej i śmielej
zadawać pytania rozmawiając ze znanym psychologiem. To były prawdziwe warsztaty komunikacyjne - ludzie otworzyli się tak bardzo w rozmowie: ujawnili swoje uczucia, mówili szczerze nie zważając na "autorytet". Julia Borisowna jest kategorycznym przeciwnikiem jakichkolwiek autorytetów, które są narzucone z góry. Ona szczerze rozkoszowała się swobodą w rozmowach ze swoimi słuchaczami.

Dialog ten zademonstrował metodę Julii Gippenreiter lepiej niż jakikolwiek wykład - szacunek dla indywidualności i aktywnego słuchania, zamiłowanie do swojej działalności i zaproszenie do zabawy -zabawy w dorosłych, w rodziców, w ludzi ...


Dziecko jest istotą skomplikowaną.

Troski rodziców koncentrują się wokół tego, jak wychowywać dziecko. Aleksiej Nikołajewicz Rudakow (profesor matematyki, małżonek pani Julii - dopisek spisującego wykład) również profesjonalnie zajmował się tym w ostatnich latach wraz ze mną. Ale w tym przypadku nie możesz być zupełnie profesjonalistą ponieważ wychowywanie dziecka jest dziełem duchowym i sztuką - nie boję się o tym mówić. Dlatego, gdy mam możność spotkać się z rodzicami to w ogóle nie mam ochoty pouczać. Mnie samej nie podoba się to, gdy pouczają mnie jak się tym zajmować.

Myślę, że ogólnie "nauka" jest złym rzeczownikiem, szczególnie w odniesieniu do wychowania dziecka. Powinieneś myśleć o edukacji, trzeba się dzielić przemyśleniami o niej, powinno być to omawiane.

Proponuję wspólnie zastanowić się nad tą bardzo trudną i godną uznania misją - nad wychowaniem dzieci. Już wiem z doświadczenia i spotkań oraz z pytań, które są mi zadawane, że sprawa często polega na prostych rzeczach. "Jak sprawić, by dziecko nauczyło się lekcji, sprzątało zabawki, jadło łyżką a nie używało palców w talerzu, i jak pozbyć się napadów złości, nieposłuszeństwa, jak sprawić, by nie było niegrzeczne, itp. itp. "

Nie ma jednoznacznych odpowiedzi na to. Dziecko jest bardzo skomplikowaną istotą, a rodzic tym bardziej. Kiedy dziecko i rodzic oraz babcia wchodzą w interakcje, okazuje się, że jest to złożony system, w którym krzyżują się myśli, postawy, emocje i przyzwyczajenia. Co więcej zestawienia wzajemne są czasami błędne i szkodliwe, brak jest wiedzy oraz wzajemnego zrozumienia.

Jak sprawić, by dziecko chciało się uczyć? Nie da się, nie zmusisz tak jak nie możesz zmusić do miłości. Najpierw więc porozmawiajmy o bardziej ogólnych rzeczach. Istnieją zasady kardynalne lub wiedza kardynalna, którymi chciałbym się podzielić.


 Brak rozróżniania między zabawą a pracą

Musisz zacząć od tego na jaka osobę ma wyrosnąć twoje dziecko. Oczywiście każdy ma w myśli odpowiedź: szczęśliwą i odnoszącą sukces. Co oznacza sukces? Istnieje tu pewna nieokreśloność. Kim jest ktoś, kto odnosi sukcesy?

W dzisiejszych czasach uważa się, że sukces to pieniądz. Ale bogaci również płaczą, a człowiek może odnieść sukces w sensie materialnym a czy będzie miał dobre życie emocjonalne, to znaczy dobrą rodzinę, dobry nastrój? Nie wiadomo. Tak więc "szczęśliwość" jest bardzo ważna. A czy osoba nie będąca zbyt wysoko  społecznie lub finansowo może być szczęśliwa? Może. Tu musisz się zastanowić na które pedały naciskać w wychowaniu dziecka, aby dorosło szczęśliwe.

Chciałabym zacząć od końca - od pełnych sukcesu, szczęśliwych dorosłych. Około pół wieku temu takich odnoszących sukces, szczęśliwych dorosłych badał psycholog Masłow. Rezultatem było kilka nieoczekiwanych rzeczy. Maslow zaczął badać ludzi specjalistów wśród swoich znajomych, a także studiował biografie i literaturę. Osobliwością jego badanych było to, że żyli bardzo dobrze. W pewnym intuicyjnym sensie uzyskiwali satysfakcję z życia. Nie tylko przyjemność - wszak przyjemność może być też bardzo prymitywna: upijanie się, wylegiwanie w łóżku to także przyjemność.

Satysfakcja była innego rodzaju - badani ludzie uwielbiali żyć i pracować w wybranym zawodzie lub dziedzinie, rozkoszowali się życiem. Tu przywołuję cytat z książki Borysa Pasternaka: "
Ale pozostać żywym, żywym , Żywym do samego końca.." Maslow zauważył, że w tym parametrze, gdy dana osoba żyje aktywnie to rzuca się w oczy cały kompleks innych cech.

Ci ludzie są optymistami. Są dobroduszni - kiedy człowiek żyje to nie jest zły i nie pała zazdrością, komunikuje się bardzo dobrze, na ogół nie mają bardzo dużego kręgu przyjaciół ale są to ludzie lojalni i wierni, są dobrymi przyjaciółmi i mają dobrych przyjaciół, są towarzyscy, kochają głęboko i są głęboko kochani w relacjach rodzinnych lub w romantycznych związkach.

Kiedy pracują to wydają się bawić, nie rozróżniają pracy i zabawy. Pracują bawiąc się, bawią się pracując. Mają bardzo dobrą samoocenę - nie jest ona przesadzona, nie wywyższają się nad innymi ludźmi ale traktują się z szacunkiem. Chciałbyś tak żyć? Ja bym bardzo chciała. Czy chciałbyś, aby
twoje dziecko wyrosło na takiego człowieka? Oczywiście.

Za piątkę rubel a za dwójkę rózga.

Dobra wiadomość jest taka, że ​​dzieci rodzą się z takim potencjałem. U dzieci potencjał tkwi nie tylko psychofizjologicznie w postaci pewnej masy mózgu. Dzieci mają siłę życiową, siłę twórczą. Przypomnę wam bardzo często wypowiadane słowa Tołstoja: ​​dziecko w wieku pięciu lat przechodzi jeden krok do wieku w jakim ja jestem, od roku do pięciu lat przebywa dużą odległość, a od urodzenia do roku dziecko przekracza niemal otchłań. Siły życiowe napędzają rozwój dziecka, ale z jakiegoś powodu przyjmujemy to za pewnik: już chwyta przedmioty, już się uśmiecha, już wydaje dźwięki, już wstaje, już chodzi, już zaczęło mówić.

A jeśli narysujesz ludzką krzywą rozwoju, to początkowo idzie ona
stromo w górę , potem zwalnia, a teraz gdy jesteśmy dorośli - czy ona gdzieś się zatrzymuje? Może nawet opada w dół.

Bycie żywym to nie zatrzymanie się, a tym bardziej nie upadek. Aby krzywa życia rosła w górę również w wieku dorosłym konieczne jest utrzymanie sił życiowych dziecka od samego początku dając mu wolność rozwoju.


 Tutaj zaczyna się trudność - co oznacza wolność? Natychmiast widzimy notatkę edukacyjną: "czyni to co chce". Dlatego nie należy tak stawiać tej kwestii. Dziecko dużo chce, wciska się we wszystkie szczeliny, dotyka wszystkiego, chce wziąć wszystko do ust, usta - to bardzo ważny organ poznawania. Dziecko chce wspinać się wszędzie - dostać gdzie się da ale nie upaść, ale przynajmniej sprawdzić swoją siłę, wejść i zejść, być może nawet coś zepsuć, coś złamać, zrzucić coś, pobrudzić się, wejść do kałuży i tak dalej. W tych próbach, we wszystkich tych staraniach, rozwija się, są one konieczne.

Najsmutniejsze jest to, że to może zaniknąć. Dociekliwość zanika, gdy dziecku mówi się, aby nie zadawało głupich pytań: jak dorośniesz, będziesz wiedział. Możesz też powiedzieć: dość już tego zajmowania się głupotami  lepiej byś...

Nasz udział w rozwoju dziecka, we wzroście jego ciekawości, może tłumić pragnienie dziecka do rozwoju. Nie dajemy tego, czego dziecko potrzebuje teraz. Może coś jest od niego wymagane. Kiedy dziecko wykazuje opór, gasimy go również. To naprawdę straszne - ugaszenie sprzeciwu człowieka.

Rodzice często pytają, jakie mam zdanie na temat karania. Karanie powstaje, gdy ja, rodzic, chcę jednego, a dziecko chce drugiego, i chcę dziecko zmusić. Jeśli nie zrobisz tego zgodnie z moją wolą, to ukarzę cię lub nakarmię: za piątki -  rubel, za dwójki - rózga.

Do samorozwoju dzieci należy podchodzić bardzo ostrożnie. Dziś zaczęły się rozprzestrzeniać metody wczesnego rozwoju, wczesnego czytania i wczesnego przygotowania do szkoły. Ale dzieci muszą się bawić przed szkołą!
Maslow nazywał tych dorosłych, o których wspomniałam na początku "samorealizujący się" (samo-aktualizujący), oni bawią się przez całe życie.

Jeden z
samo-aktualizujących się (według jego biografii), Richard Feynman jest fizykiem i laureatem Nagrody Nobla. W swojej książce opisuję, jak ojciec Feynmana, prosty sprzedawca odzieży roboczej, wychował przyszłego Noblowskiego laureata. Chodził z dzieckiem na spacer i pytał: jak myślisz, dlaczego ptaki czyszczą swoje pióra? Richard odpowiada - poprawiają swoje pióra po locie. Ojciec mówi - patrz, te, które przyleciały, i te, które siedziały poprawiają i czyszczą swoje pióra.  
  -No tak, mówi Feynman, moja wersja jest niepoprawna.

Tak więc ojciec wzbudził dociekliwość w swoim synu. Kiedy Richard Feynman trochę dorósł to wykonywał obwody elektryczne w domu, wykonał różnego rodzaju połączenia, szeregowe i równoległe połączenia żarówek, a następnie zaczął naprawiać magnetofony w swojej dzielnicy w wieku 12 lat. Dorosły fizyk mówi już o swoim dzieciństwie: "Cały czas się bawiłem, byłem bardzo zainteresowany wszystkim, co mnie otacza, na przykład, dlaczego woda płynie z kranu. Myślałem, po jakiej krzywej, dlaczego istnieje ta krzywa - nie wiem, i zacząłem ją obliczać. To na pewno już dawno było obliczone, ale co to miało za znaczenie! "

Kiedy Feynman został młodym naukowcem, pracował nad projektem bomby atomowej, a potem nadszedł taki okres, kiedy jego głowa wydawała się pusta. "Pomyślałem sobie: prawdopodobnie jestem już wyczerpany" . N
asz naukowiec przypominał sobie potem: "W tym momencie w kawiarni, w której siedziałem, jakiś student rzucił talerz drugiemu, a ten kołysał się i kręcił na jego palcu, a fakt, że obraca się i z jaką prędkością był widoczny bo na dole talerza był rysunek . I zauważyłem, że kręci się 2 razy szybciej niż kołysze. Zastanawiałem się, jaki jest stosunek pomiędzy obrotem a oscylacją.

Zacząłem myśleć, coś tam obliczyłem, podzieliłem się tym z profesorem, głównym fizykiem. Ten mi mówi:  

-tak, interesująca obserwacja, ale po co ci to? 
-Ot tak, z ciekawości  -odpowiedziałem. Profesor wzruszył ramionami. Ale ja byłem pod wrażeniem, zacząłem myśleć i stosować tę rotację i oscylację podczas pracy z atomami. "

W rezultacie Feynman dokonał wielkiego odkrycia za które otrzymał Nagrodę Nobla. Zaczęło się od talerza, który student rzucił w kawiarni. Taka reakcja jest percepcją dziecka, która została zachowana przez fizyka. Nie zwalniał w swojej żywotności.

Pozwól dziecku majsterkować.

Wróćmy do naszych dzieci. Jak możemy im pomóc, aby nie spowolnić ich żywotności? Nad tym dumało wielu utalentowanych pedagogów, na przykład Maria Montessori. Montessori powiadała: nie wtrącaj się. Jeśli dziecko jest w coś zaangażowane to pozwól mu to czynić, nie przechwytuj od niego niczego, nie działaj - ani nie wiąż sznurówek, ani nie wzbraniaj wspinania się na krzesło. Nie podpowiadaj mu, nie krytykuj, te poprawki zabijają chęć zrobienia czegoś. Pozwól dziecku samemu pomajsterkować. Musi być wielki szacunek dla dziecka, dla jego prób, dla jego wysiłków.

Nasz znajomy matematyk poprowadził kółko z przedszkolakami i zadał im pytanie: czego jest więcej na świecie, czworokątów, kwadratów czy prostokątów? Jest oczywiste, że istnieje więcej czworoboków, mniej prostokątów, a jeszcze mniej kwadratów. Wszyscy w wieku 4-5 lat mówili jednym chórem, że jest więcej kwadratów. Nauczyciel uśmiechnął się, dał im czas do namysłu i zostawił ich w spokoju. Po półtora roku, w wieku 6 lat, jego syn (uczęszczał do kółka) powiedział: "Tato, wtedy błędnie odpowiedzieliśmy, jest więcej czworoboków". Pytania są ważniejsze niż odpowiedzi. Nie spiesz się by udzielać odpowiedzi, nie spiesz się z wykonywaniem czegokolwiek za dziecko.

Nie musisz wychowywać dziecka


 Dzieci i rodzice w nauczaniu (jeśli mówimy o szkołach) cierpią z powodu braku motywacji. Dzieci nie chcą się uczyć i nie rozumieją. Wielu nie zrozumie i tylko "wkuwa" (wyucza się). Sam wiesz po sobie - kiedy czytasz książkę to nie chcesz jej całej zapamiętywać słowo w słowo. Ważne jest dla nas zrozumienie istoty, przeżycie opowieści i doświadczenie na swój własny sposób. Szkoła tego nie czyni, szkoła wymaga, abyś się uczył od tego do tego paragrafu.

Nie możesz za dziecko pojąć fizyki ani matematyki, a z dziecięcego niezrozumienia często wynika odrzucenie nauk ścisłych. Obserwowałam chłopca, który siedząc w wannie przeniknął tajemnicę mnożenia: "Och! Zdałem sobie sprawę, że mnożenie i dodawanie są jednym i tym samym. Oto trzy komórki i trzy komórki pod nimi, to tak, jakbym dodał trzy i trzy, lub podwoi te trzy!" To było dla niego kompletne odkrycie.

Co dzieje się z dziećmi i rodzicami, gdy dziecko nie rozumie problemu? Zaczyna się: jak to nie dasz rady? przeczytaj to jeszcze raz, widzisz to pytanie, piszesz pytanie,  musisz je jeszcze zapisać. Cóż, pomyśl sam - ale ono nie wie w jaki sposób myśleć. Jeśli zaistnieje niezrozumienie i sytuacja wkuwania tekstu zamiast przenikania do istoty - to jest to nieprawidłowe. To nie jest interesujące,
z tego powodu cierpi poczucie własnej wartości bo mama i tata się złoszczą a ja jestem głupcem. W rezultacie: Nie chcę tego czynić, nie jestem zainteresowany, nie będę.

Jak
tutaj pomóc dziecku? Obserwuj, gdzie ono nie rozumie i co rozumie. Powiedziano nam, że bardzo trudno jest uczyć arytmetyki w szkole dla dorosłych w Uzbekistanie, a kiedy studenci sprzedawali arbuzy to wszystko szło im jak trzeba. Tak więc, gdy dziecko czegoś nie rozumie to konieczne jest odwołanie się do jego praktycznych, zrozumiałych rzeczy, które go interesują. I tam wszystko sobie ułoży, wszystko zrozumie. Możesz więc pomóc dziecku nie pouczając go - nie działając "po szkolnemu".

Jeśli chodzi o szkołę to tam istnieją
mechaniczne metody edukacji - podręcznik i egzamin. Motywacja zanika nie tylko z niezrozumienia, ale z powodu "musisz". Jest to wspólne nieszczęście rodziców, gdy dążenie zostaje zastąpione obowiązkiem.

Życie zaczyna się od pragnienia a gdy pragnienie (dążenie) zanika - życie również zanika. Musimy być sprzymierzeńcem w pragnieniach dziecka. Jako przykład przytoczę matkę 12-letniej dziewczynki. Dziewczynka nie chciała się uczyć i chodzić do szkoły, odrabiała zadania domowe pośród awantur i tylko wtedy, gdy jej matka wracała z pracy do domu. Mama podjęła radykalną decyzję - zostawiła ją w spokoju. Dziewczyna wytrwała tak pół tygodnia. Nie mogła wytrzymać nawet tygodnia. A jej matka powiedziała: dość, nie podchodzę do twoich spraw szkolnych, nie sprawdzam zeszytów, to tylko twoja sprawa. Minęło, jak mówiła, około miesiąca, a kwestia się sama rozwiązała ale przez tydzień jej mamę trochę trzęsło, że ​​nie mogła przyjść i zapytać.

Okazuje się, począwszy od wieku, w którym dziecko wchodzi na krzesło, dziecko słyszy: "chodź -podsadzę cię". Dalej w szkole rodzice nadal kontrolują, a jeśli nie, będą krytykować dziecko. Jeśli dzieci nie będą posłuszne to je ukarzemy, a jeśli będą posłuszne, staną się nudne i nieaktywne -bez własnej inicjatywy. Dziecko posłuszne może ukończyć szkołę złotym medalem, ale nie jest zainteresowane życiem. Nie pojawi się ten szczęśliwy, odnoszący sukcesy człowiek, którego naszkicowaliśmy na początku pomimo tego, że mama lub tata bardzo odpowiedzialnie podchodzili do swoich funkcji edukacyjnych. Dlatego czasami mówię, że nie jest konieczne wychowywanie dziecka.