środa, 14 marca 2018

Abhishiktananda – chrześcijanin w hinduizmie

Gdzieś tam w komentarzach mignęło moje zdanie, że "koleżanka- chrześcijanka"...
  Bóg działa przez ludzi -  zawiłymi ścieżkami przez łańcuch "znajomych-znajomych" spotkałem się znów z Duszą znaną od lat. gdzieś tam na jakichś biwakach się mijaliśmy -ona bliska znajoma moich przyjaciół.
   Dziewczyna z otwartym sercem i dzięki niej mam wgląd w to co się obecnie dzieje w strukturach kościelnych a dzieje się bo są ludzie, którzy zaczynają stosować prawdy Jezusa w praktyce. Danusia dowiedziawszy się co ze mnie za dziwadło zaczęła szperać w rozmaitej literaturze - ma w swoim zbiorku Antosia de Mello, którego ja niezmiernie cenię. Podesłała mi też ciekawy link - historia pewnego Benedyktyna https://www.deon.pl/religia/religie-swiata/art,39,abhishiktananda-chrzescijanin-w-hinduizmie.html
Myślę, żę warto o tym wiedzieć.

   Wczoraj wysłała mi też opis z książek. Wytłuszczenie na czerwono to dzieło Danusi. Ogólnie wszystko "w moim duchu" czyli szukania tego co łączy. Trehlebov wiele razy powtarzał, że wyłoni się warstwa ludzi "zdrowo-myślących" i że tacy ludzie -bez względu na religię z jakiej wychodzą - są sobie duchowymi braćmi. Cieszę się, że pojawiają się chrześcijanie, którzy patrzą już sercem a nie dogmatami umysłu:

W pierwszej mojej książce „Złota nić" opisałem drogę przebytą w poszukiwaniu prawdy: od punktu wyjścia mojej formacji humanistycznej, przez odkrycie najpierw chrześcijaństwa, potem Kościoła katolickiego, do monastycznego życia w opactwie benedyktyńskim. Jednak od wczesnych lat, jak to zaznaczyłem, pociągała mnie myśl Wschodu. Z upływem lat coraz więcej interesowałem się religią i filozofią Indii, aż wreszcie w roku 1955 (wkrótce po wydaniu „Złotej nici") uzyskałem możność wyjazdu do Indii.
Najpierw miałem zamiar założyć tam tradycyjne opactwo benedyktyńskie i poświęcić się studiowaniu Indii. Kiedy jednak zapoznałem się praktycznie z ich życiem, doszedłem do wniosku, że życie mnicha w tym kraju musi odznaczać się dużo większym ubóstwem i prostotą życia niż w Europie, a także powinno się wzorować na tradycji hinduskiego monastycyzmu, a mianowicie na życiu sannjasich, którzy wyrzekają się wszystkiego, by szukać mokszy, czyli wyzwolenia.
To przekonanie doprowadziło do założenia (wraz z drugim mnichem) fundacji aśramu w Kurisumala w Kerali. Prowadziłem życie chrześcijańskiego sannjasi, nosząc szafranową szatę hinduskich mnichów, śpiąc na macie, nie używając ani obuwia, ani sztućców przy jedzeniu. Pogłębiałem też studia nad filozofią hinduską i rozumiałem coraz lepiej, jak wiele może nauczyć się chrześcijanin studiując doktrynę hinduskiej duchowości. W tym czasie powstała moja druga książka: „Chrześcijański aśram". Składała się z różnych esejów napisanych między rokiem 1955 a 1965. Żyjąc w aśramie Kurisumala starałem się pokazać w tej książce powiązania mego chrześcijańskiego życia i wiary z nowymi ideami znalezionymi w hinduizmie.
Nowy rozdział, mego życia zaczął się z chwilą, kiedy przeniosłem się do Szantiwanam (Sacczidananda Aśram), położonego koło starożytnego miasta Tiruchirapalli w kraju Tamilu w Południowych Indiach. Aśram ten został założony w r. 1950 przez dwóch zakonników francuskich, ojca Monchanin, który przybrał imię Swami Param Arubi Anandam (Błogosławieństwo Najwyższego Ducha), i ojca Le Saux (Swami Abhisziktananda — Błogosławieństwo Chrystusa). Była to pierwsza w historii Kościoła katolickiego w Indiach, próba fundacji klasztoru dostosowanego do tradycji aśramu hinduskiego, mającej na celu możliwie najgłębsze studium filozofii hinduizmu. Od tego czasu ośrodek ten stał się centrum -modlitwy i medytacji. Odwiedzają go ludzie z całego świata. Aśram przyczynia się do rozbudowy liturgii hinduskiej, posługując się tradycyjnymi zwyczajami hinduskimi w modlitwie i kulcie, hindusko-chrześcijańską teologią, która będzie budować na podstawach Wedanty, i duchowością chrześcijańsko-hinduską, opartą na zasadach i praktyce jogi.
Sobór Watykański II przez szerzenie idei dialogu w Kościele stał się pomocą dla rozwoju aśramu. Kościół katolicki szuka dialogu nie tylko z innymi Kościołami chrześcijańskimi, ale też z innymi religiami i z niewierzącymi, wśród których można znaleźć autentyczne społeczne i humanistyczne wartości. Funkcją Kościoła jest przyswajanie sobie tego, co wartościowe we wszystkich innych religiach i kulturach świata, i pomaganie w dorośnięciu do tej jedności i prawdy, które są celem całej ludzkości. To dorośnięcie może dokonać się jedynie w duchu dialogu, kiedy ludzie spotykają się nie po to, by przekazywać swój własny punkt widzenia, ale by uczyć się zrozumieć czyjś odmienny punkt widzenia. Mam nadzieję, że ta książka może pomóc sprawie jedności i prawdy.
 

W poszukiwaniu najwyższej świadomości. Zachodnia nauka i wschodni mistycyzm ku wizji nowej rzeczywistości

Kiedy człowiek odrzuca prawdę o transcendentnym porządku rzeczywistości, zakłóca równowagę swojego istnienia. Zaczyna wtedy podlegać wpływowi nieprzyjaznych sił subtelnego świata metapsychiki, działających w nieświadomości mocy, które mogą przynieść zniszczenie całej ludzkości. Jedyną drogą poprawy tego stanu rzeczy jest ponowne odkrycie tradycyjnej mądrości, nadal żyjącej we wszystkich religiach świata. Jednak skostniałe struktury tych religii muszą zostać odnowione nie tylko w swej istocie, lecz przede wszystkim w odniesieniu do innych tradycji duchowych. Wyłoni się wówczas jedna wielka religia kosmiczna, uniwersalna mądrość, w której m.in. podstawowe wartości chrześcijańskie utrzymane będą w żywych wzajemnych związkach z wartościami pozostałych tradycji. 

Bede Griffiths, jeden z największych nauczycieli duchowych współczesności, rozwija wizję nowego życia, jakie w nadchodzących stuleciach zrodzi się na gruzach obecnego materialistycznego porządku świata. Ta książka wieńczy wspaniałą duchową misję Griffithsa.