piątek, 30 listopada 2018

Wybór partnera to wybór życia.

 źródło tłumaczenia: https://vk.com/nw_earth?w=wall-39824723_234985


Jeśli ścigasz się nieustannie w uzyskaniu czyjejś aprobaty to życie staje się kompletnym Prokrustowym łożem, gdzie człowiek boi się nie usprawiedliwiać swojego wizerunku, napina się pochylony w odpowiednio przyjętą pozę i wciąż wybiera każdy dostępny życiowy scenariusz, w którym jest jakkolwiek akceptowany w tej wygiętej pozie.

Takie istnienie jest powszechnie akceptowane jako coś właściwego i prawidłowego. Takie życie jest zarówno bolesne jak i strach takie życie utracić...

A ludzie o pokręconej psychice kroczą setny raz po swoich ścieżkach i myślą, że otaczająca nas nieskończoność jest takim beznadziejnym bagnem. A tymczasem, jeśli nie obawiać się krytyki i odmowy to staje się jasne, że życie jest pełne drzwi z różnymi scenariuszami.

Gdzieś tam będą próbować nagiąć nas jeszcze mocniej na rzecz lokalnych standardów i kaprysów, gdzieś indziej to nam nie będzie się podobać, a jeszcze gdzieś tam nasza osoba, ze swoimi wyjątkowymi cechami, będzie w stanie doskonale się dopasować. Ale aby przejść przez te drzwi, będziesz potrzebować odwagi aby być sobą.
  Artykuł niniejszy wyszedł nieco chaotycznym. Tutaj kładę nacisk na relacje, ale ogólnie rzecz biorąc, opisany mechanizm można śledzić w dowolnej działalności.

Miłość i akceptacja

Tak więc okazuje się, że nie jesteśmy pewni i nie znamy samych siebie bo budujemy swoją samoocenę na podstawie cudzych opinii. Jeśli komuś się to nie podoba to poczucie własnej wartości spada. Jeśli coś się nie układa w pracy - nie szanuje nas pracodawca lub mamy niezadowolonych klientów to nasza samoocena się ponownie
waha. Ręce mogą opaść i możesz mieć złe samopoczucie, że nie jesteś wart niczego dobrego. A jeśli ta negatywna ocena pochodzi od znaczących dla nas i bliskich ludzi to może przejść poza skalę wahań ekstremalnych - od histerycznej radości po depresyjną chandrę. Gdzie jest prawda?

Dopóki mamy przekonanie, że szczęście jest konsekwencją powszechnej miłości i aprobaty to życie nie może być szczęśliwe. Jest to nawet logicznie zrozumiałe, ponieważ niemożliwe jest zadowolenie i dogodzenie wszystkim. Takie życie to jedno wielkie rozdarcie - dwoistość nienawiści do siebie wypełnionej pełnym drżenia neurotyczno - służalczym zachowaniem.

     Niemożliwe jest i nie konieczne zadowolenie wszystkich. Tak jak aktorzy mają własne wąskie grono fanów i wielbicieli tak samo dana jednostka ludzka może być kochana przez własną wąskie grono publiczności. A próba zadowolenia tych, którzy nie lubią naszej osoby jest często bezproduktywna.

Zwykła, niepozorna osoba ze zwykłymi -pospolitymi zainteresowaniami znajdzie wiele wspólnego w środowisku takiej samej niepozornej większości. Natomiast im bardziej oryginalne są zainteresowania i poglądy na życie, tym mniejsze jest wzajemne zrozumienie z innymi, ale tym cenniejsze. Związek między podobnie myślącymi ludźmi o wyjątkowych zainteresowaniach może być głębszy i silniejszy. Ta zasada działa zarówno w przyjaźni, jak i w związkach.

Ale inna osoba poszukując związku
jest gotowa postawić na sobie krzyżyk po pierwszej nieudanej randce. Zdarza się tak, jakby ta osoba w ogóle sama siebie nie znała i określała swoje miejsce w życiu wyłącznie na podstawie opinii kogoś o tymże miejscu. Przy takim scenariuszu pierwsze miłosne odrzucenie i brak szacunku "znaczących innych" jest postrzegane jako kompletny krach w życiu - niepowodzenie w próbie losu, po którym na czole pojawia się wypalony znak  osoby wybrakowanej.
      Mechanizm ten działa zarówno w relacjach nieformalnych jak i w środowisku profesjonalnym. Wszędzie i wszędzie boimy się bać, każdy krok chcemy wykonać idealnie, jakbyśmy gdzieś za naszymi plecami mieli obserwującą nas niebiańską komisję, która rozdziela istoty według swojej niebiańskiej hierarchii - od przegranych po ludzi sukcesu.

Nie trzeba stawiać na sobie żadnych krzyżyków. Jeśli ktoś nie lubi naszej osoby to nie ma wielkiego problemu. Otoczenie ma prawo myśleć co chce. Czasem trzeba przejść przez kilkanaście nieudanych znajomości i popełnić setkę błędów aby znaleźć coś naprawdę wartościowego.

Tak, a każde "nieudane znalezisko" - czy to znajomość, czy praca - nie jest jakimś błędem, a już na pewno nie symbolem własnej niedoskonałości. To tylko taka mała przygoda i cenne doświadczenie. I takie wydarzenia nie mogą stawiać żadnych prawdziwych "stempli" osobistego nieszczęścia.

Tu powinno pojawić się jedno zastrzeżenie. Jeśli związek się zdecydowanie "nie klei" to z pewnością warto przeanalizować przyczyny. Bardzo często osobiste grubiaństwo, infantylizm, nieuzasadnione pytania i oczekiwania mogą rzeczywiście być przyczyną niepowodzeń. W tym duchu warto rozmawiać z psychologiem, lub w jakiś sposób samemu dojść do zrozumienia własnych złudzeń i iluzji.
  
    A jeśli jesteś na etapie znajomości i nie zdołałeś jeszcze przedstawić jakichkolwiek wymagań to tutaj większość wszelakiego emocjonowania się dotyczącego twoich własnych cech albo też poprawnych lub błędnych działań jest marnowaniem energii.

Nielubienie i odrzucenie.

W sytuacji idealnej, we wszystkich potencjalnie długotrwałych, nieformalnych relacjach sensowne jest od pierwszego spotkania nawiązanie kontaktu bez żadnych przymusowych wysiłków pokazania się w najlepszym świetle. Właściwe,  naturalne zachowanie jest idealnym filtrem dla prawdziwych bliskich związków. Wędkarz z daleka rozpozna wędkarza.

A jeśli partner początkowo nie akceptuje cię takim jakim jesteś i chce, żebyś ze względu na niego coś tam udoskonalił w sobie to jest to taki "mistyczny" znak, że dana osoba po prostu nie jest twoja i bez względu na to jak bardzo tego pragniesz to
nawiązanie relacji będzie trudne.

Podobnie w twoim przypadku - zmuszanie mózgu partnera, oczekując od niego jakichś "bajkowych" lub "prawdziwych" transformacji jest kapryśną, egoistyczną iluzją, która nie prowadzi do niczego sensownego.


 Takie żądania partnerów do siebie nawzajem to na ogół patologiczna norma naszego społeczeństwa. Oznacza to, że prawie wszyscy mają nadzieję, że partner jakoś będzie nad sobą pracował i się poprawi aby zadowolić nasze kaprysy. Właściwie dlatego jest tyle rozwodów. Im silniejsze są oczekiwania i nadzieje, że partner będzie lepszy, tym szybciej związek upadnie.

Bardzo lubimy mieć nadzieję, że jakoś wszystko samo się ułoży i "dotrze". Neurotycznie przywiązujemy się do partnera, który w jakimkolwiek stopniu  odpowiada ideałom naszych fantazji i w okresie zakochania przymykamy oko na nieporozumienia - tak, ogólnie rzecz biorąc, nawet nie próbujemy odkryć i zrozumieć człowieka będącego obok nas - jego prawdziwego spojrzenia na życie i możliwej wspólnej przyszłości. A potem, nagle, okazuje się, że dana osoba jest zupełnie obca, ale już jest wspólny dobytek oraz dzieci ...

Relacje zaspokajają najbardziej znaczące potrzeby neurotyczne, dlatego tak mocno się ich trzymamy. A jeśli partner przestaje zaspokajać te potrzeby to sypiemy na niego zniewagi - nagle staje się on winnym wszystkich nieszczęść tylko dlatego, że jego zachowanie wykracza poza nasze wymagania.

I wydaje się, że wszystko byłoby dobrze i byłoby wspaniale, gdyby tylko osoba zrozumiała, że ​​musi zachowywać się inaczej, odrobinę inaczej. I może to nawet stać się zaskakujące: "jakże to partner sam nie widzi lub nie rozumie tak prostych rzeczy?" To tak, jakbyśmy my znali  prawdę, a wszystko co pozostaje, to jakoś tę prawdę wbić w głowę partnera. Ale w rzeczywistości taka "prawda" jest niczym więcej niż bezpodstawnymi, infantylnymi pretensjami do losu.

Partner ma swoją własną "prawdę" w głowie i tak samo może nie rozumieć, dlaczego tak uporczywie nalegamy na jakieś tam swoje "idiotyczne" żądania. Równie trudno jest mu sprzeciwić się swojej "prawdzie" na korzyść naszych (z jego punktu widzenia) głupich pretensji. W progressman.ru temat ten został już poruszony w artykule na temat poważnych związków.

Kiedy relacje są wypełnione żądaniami i roszczeniami, wtedy ten "szum" biegnący od nich przeplata się z przeciwną stroną - ze zniewagą, irytacją, zazdrością, niepokojem. Zaspokojenie oczekiwań jest radością a wszelkie odstępstwa od nich to ból.

I cały ten dramat "koła samsary" zaczął się w tym momencie gdy zaczęliśmy się bać o swoje miejsce w tym życiu, kiedy pojawiły się wątpliwości: "czy nasza osoba w tej rzeczywistości zasługuje na coś dobrego"... Większa część wszelkich naszych pretensji do losu to ukryte próby potwierdzenia własnej wartości w hierarchii istnienia.

 Dopóki osobiste szczęście opiera się na aprobacie innych, miłosne odrzucenie i następująca po nim samotność powodują straszne doświadczenie własnej niższości. I ten strach powoduje paniczne czepianie się mało obiecujących relacji, aby nie utracić przynajmniej tego co jest dostępne.

Ten neurotyczny uchwyt to dosłownie "klapki na oczach", zakrywa on widok
życiowych możliwości. Pozbawia lekkości i swobody i zmienia potencjalnie harmonijny związek w kolejną pantomimę, gdzie radość z posiadania przeplata się z grymasem ucisku i lęku przed samotnością.

Wracając do sedna naszego tematu powtarzam: w życiu istnieje pełen wachlarz możliwości. Gdzieś tam będą próbować nagiąć nas i wykorzystać do spełnienia kaprysów innych ludzi  - nie warto przyjmować takiej relacji za dobrą monetę. Gdzieś indziej znów jesteśmy po prostu znudzeni ale wybór nigdy nie jest zawężony. Wszystkie ograniczenia są spowodowane obawą przed popełnieniem błędu i odczuwaniem braku woli w obliczu nieprzewidywalnej rzeczywistości. Ale tylko ten ktoś kto nie boi się otworzyć drzwi nieznanego znajduje coś swojego - coś wartościowego.

Igor Satorin


poniedziałek, 26 listopada 2018

Oleg Gadecki - Anka Słowianka

Ania 6 dni temu dodała kolejny materiał. Zapowiada się uczta bo 40 minut. W ciemno reklamuję! Oleg to chodzący diament:

ROLA MĘŻCZYZNY I KOBIETY W RODZINIE
 

EDYCJA: Uffff..... przesłuchałem jednym tchem. W zasadzie pełna zgoda. Około 38 minuty Oleg powiada mniej więcej takie zdania (cytat z pamięci): "...nie uczyć się z jakichś tam czasopism czy żurnali. Są dziś artykuły, które uczą na przykład "jak zostać........ i tu tłumaczka rosyjskie słowo" stierwa" przetłumaczyła jako "jędza". Wpisuje teraz w słownik google, który mi od razu daje znaczenie: "suka". Wikipedia jak widzę podaje dwa znaczenia - jedno nam znane polakom "ścierwo" czyli "kawałek gnijącego zwierzęcego mięsa" a drugie: "kłótliwa, skandalizująca kobieta".  Moim zdaniem (z mojego skromnego doświadczenia wynika) polskie "jędza" jest tu nieco za łagodne i węższe od rosyjskiego pojmowania "stierwa". Z tego co ja się dotychczas spotykałem to raczej to z tłumacza google byłoby właściwsze i bliższe znaczeniu potocznemu.  Jędzą może być kłócąca się i wiecznie obrażona żona a suka to już manipulantka, zdrajczyni, typ kobiety bezwzględnej, rozwiązłej seksualnie - no chyba wiadomo jak to jest u nas pojmowane. 

EDYCJA 2 - 27 listopada 2018: wczoraj napisałem powyżej słowa "w zasadzie pełna zgoda" ale rozmyślam nad tą wypowiedzią Gadeckiego i jest rzecz, która "tkwi jak zadra". 
      Oleg powiada tam, że w zasadzie lepiej aby budżetem domowym zajmowała się kobieta - ja się z tym zgadzam O ILE ... kobieta jest Kobietą (Żeńczynią, De[ie]wczyną). Wtedy spokojnie można jej powierzyć swoją "życiową krwawicę" i zająć się dalszym zdobywaniem środków wszelakich dla dobra rodziny. Taka nie zmarnotrawi, poradzi się męża w sprawach na których się nie zna, wyda roztropnie i z korzyścią dla wszystkich. Intuicja u niej działa jak należy, nie da się oszukać i zwieść reklamom. 
  Oleg jak widzę przyjął taką taktykę i zwraca się do kobiet - wspomina zresztą, że one stanowią większość jego .....no cóż użyję tego słowa "klientek" bo on żyje z tego, że prowadzi te swoje seminaria i szkołę życia. Myślę, że jest tu w takim formowaniu poglądów odrobina dyplomacji. On zna naturę współczesnych kobiet i nie chce drażnić egoizmu niektórych pań aby nie zniechęcać do korzystania ze swoich nauk i warsztatów. Ogólnie o mężczyznach (myślę, że słusznie - powinienem w zasadzie pisać "mężczyznach" w cudzysłowie) Oleg dobrego zdania nie ma - sam jestem załamany szukając "braci w walce" i momentami czuję się BARDZO osamotniony. Obecne pokolenie wchodzące w życie to już w ogóle dramat. Dla sprawiedliwości wspomnę, że Oleg mówi coś takiego jak i ja, że bardzo niewielu tych normalnych jest - pada tam jakieś takie sformułowanie "istnienie materiału męskiego". Unikaty bywają.
  Wracam do sedna mojej dzisiejszej uwagi (edycji): moje doświadczenie życiowe jest takie, że współczesne kobiety marnotrawią ten budżet rodzinny. Znam wiele przykładów wokół (rodzina, znajomi) gdzie taka "pani domu" beztrosko potrafi orzec: "bo ja jak wyjdę do miasta to wydam ile mam". Inwestycje takiej żony kierowane są egoizmem i samolubstwem - to są typowe przedstawicielki tego zachodniego spojrzenia na świat, kobieta- pijawka, "jeśli nie chcesz mojej zguby - krokodyla daj mi luby" - przecież to stare słowa a jakże aktualne. W przepięknej powieści "Nad Niemnem" on ciężko pracował a ona wciąż tylko miała globusa. 
  Podsumowując (bo można na ten temat epistołę długą): na dzień dzisiejszy jak najbardziej podstawowym budżetem domowym niech się zajmuje ona ale w większych sprawach (dużych zakupach typu samochód, meble, remonty, urządzenia techniczne) ZDECYDOWANIE sprawy powinny być omawiane wspólnie. Oleg zresztą o tym wspomina, że ona powinna "odrodzić w nim mężczyznę", rozbudzić odpowiedzialność i oddać mu prowadzenie. (kiedyś Olga Waliajewa opowiadała o przypadku gdzie żona oddała firmę mężowi- początkowo on spełniał tam rolę wyłącznie kierowcy i dostawcy towaru). Tak więc w zasadzie  -po przemyśleniu nie ma sprzeczności w wypowiedzi Olka Gadeckiego ale chciałem na ten niuans zwrócić uwagę bo trochę moją męska odpowiedzialność i dumę dotyka to traktowanie wszystkich mężczyzn jak niedojrzałych chłopców. Czuję się jak kosmita jakiś - dla mnie opiekuńczość i odpowiedzialność były od zawsze sprawą naturalną, myślałem, że wszyscy wokół tak mają (taki miałem wzór ojca w domu). Życie pokazało, że jednak nie jest to powszeche, że żyję w jakimś wielkim przedszkolu. Zorientowałem się gdy przyszło mi być szefem i prowadzić swój własny zakład - miałem tylko jedną osobę, której mogłem jako tako ufać, była to moja sekretarka (ale i z nią miałem na początku "poważną rozmowę" zakończoną jej łzami). Baśka była moją szwagierką i podczas rozwodu też wzięła stronę mojej żony ale rozumiem ją - presja rodziny i parę innych zależności. Och! ciężko tu na tym "Ziemskim łez padole".
EDYCJA 2 - 28 listopada 2018: jeszcze coś. Oleg opowiada o tej "niestałości mężczyzn" - że "zakochują się bez rozumu i zapominają o żonie i o dzieciach". Tu też mam wielki zgrzyt. No ale widać w większości populacji takie zachowania są normą - do takiej "publiki" zwraca się Oleg. Tak jak napisałem powyżej - mój ojciec dbał o nas i był wierny mamie (znalazłem nawet po jego śmierci teczkę zatytułowaną "moje listy niewysłane" - był tam list do mojej mamy, był tam i list do mnie. Wiele te słowa mówiły o jego życiu i smutku w jakim żył - w osamotnieniu).
  Może tyle na ten temat (drugiej edycji). W zasadzie to większość słów padło już w poprzedniej. Choć przyznam, że jest możliwe (fakty to potwierdzają - zdarzało się, podam zaraz link, który już czasem tu był udostępniany), że silny mężczyzna może dać szczęście rodzinne więcej niż jednej Kobiecie. Ponoć w prawiekach bywały takie rodziny ale to już u czystych duchowo elit - u ludzi na poziomie Bogów gdzie nie ma egoizmu, niskiej pożądliwości itp. Taki Mąż Czynu (wojownik) na pewno nie zapomni o pierwszej Żonie tak jak bohater poniższej -wzruszającej opowieści.
Opowieść od 1 godz 15 min 30 sek. : https://www.youtube.com/watch?v=pY4U4OBPM3w
Tu ten sam film ale z napisami wpalonymi w film: https://www.youtube.com/watch?v=vJnIo-bAkU8&t=4580s

sobota, 24 listopada 2018

CZY WIESZ, W JAKI SPOSÓB ORLICA WYBIERA OJCA DLA SWOICH ORLĄT?

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_150756
 
Czyni ona następującą interesującą rzecz. Z drzewa lub krzaka odrywa gałązkę, bierze ją w dziób, wznosi się na wielką wysokość i zaczyna krążyć tam z gałązką. Orły zaczynają latać wokół samicy, potem ona puszcza tę gałąź i się przygląda. Któryś z orłów łapie gałąź w powietrzu zapobiegając jej upadkowi, a następnie bardzo ostrożnie przekazuje ją orlicy -z dzioba do dzioba. Orlica bierze tę gałąź i znowu ją rzuca, samiec łapie ją ponownie i przynosi ją jej, a ona znowu ją wyrzuca ... I to się powtarza wiele, wiele razy. Jeśli przez pewien czas podczas tego powtarzania upuszczania gałęzi jakiś orzeł za każdym razem ją łapie to samica wybiera jego i łączą się w parę.Dlaczego ona to czyni zrozumiesz potem.


Następnie zbierają się wysoko na skale, budują gniazdo z twardych gałęzi - rzadkie, dostatecznie wytrzymałe ale twarde a mama i tata zaczynają wyrywać dziobami z własnego ciała pióra i puch. Tym puchem i piórami wyścielają gniazdo, zatykają wszystkie otwory w nim, sprawiają, że staje się ono miękkie i ciepłe. W takim miękkim i ciepłym gnieździe orlica składa jajka, następnie wylęgają się pisklęta. Kiedy pojawiają się młode orły (a przychodzą na ten Boży świat tak małe, nagie i słabe) to rodzice okrywają je swoimi ciałami aż się wzmocnią - chronią je do czasu aż nie okrzepną. Okrywają skrzydłami przed deszczem, przed palącym słońcem, noszą im wodę, pożywienie a pisklęta rosną. Zaczynają im wyrastać pióra, wzmacniają się skrzydła i ogon. Stają się już opierzone choć nadal są niewielkie. Wtedy mama i tata widzą, że nadszedł czas, aby ...


 Tata siada na skraju gniazda i zaczyna bić po nim skrzydłami: młócić, walić, trzepać tym gniazdem. Po co? Aby wyrzucić z niego wszystkie pióra i puch, tak aby pozostał tylko twardy szkielet gałęzi z którego na samym początku było ono tkane i konstruowane. Pisklęta siedzą w tym wytrząśniętym gnieździe, jest im niewygodnie, twardo i nie rozumieją co się stało: przecież mama i tato byli dotąd tak czuli i troskliwi. Mama w tym czasie leci gdzieś, łapie rybę i siedzi około pięciu metrów od gniazda, tak aby pisklęta mogły ją widzieć. Następnie na oczach tych piskląt zaczyna spokojnie jeść rybę. Pisklęta siedzą w gnieździe, krzyczą, piszczą, nie rozumieją co się stało bo wcześniej wszystko było inne. Mama i tata karmili je, poili, a teraz wszystko to minęło: gniazdo jest sztywne, pióra i puch zniknęły, a rodzice sami jedzą ryby i nic im nie dają.
 Co tu czynić? Jeść się chce a więc musisz wydostać się z gniazda. Pisklęta zaczynają czynić ruchy, których nigdy wcześniej nie wykonywały. Nadal by nic nie czyniły gdyby rodzice kontynuowali niańczenie się z nimi. Pisklęta zaczynają czołgać się z gniazda. Tutaj mały orzeł wypada, taki jeszcze niezgrabny, wciąż nie wie jak i co, o niczym nie ma pojęcia. Gniazdo stoi na skale, na stromym zboczu aby żadne drapieżniki nie mogły się zbliżyć. Pisklę zrywa się z tego zbocza, brzuchem jeździ po nim, a potem leci w otchłań. A potem ojciec (ten, który kiedyś łapał gałęzie) pędzi w dół i łapie na swój grzbiet tego małego orła uniemożliwiając mu rozbicie się o skały. Następnie na plecach przynosi go znowu do niewygodnego gniazda, znów na skałę i wszystko zaczyna się od nowa. Pisklęta spadają, a ojciec je łapie.
  Ojciec - jak to orzeł łapie je na swoje plecy. U orłów żadne orlątko się nie rozbija.
 I oto w jakimś momencie spadania orlik zaczyna wykonywać ruch, którego nigdy wcześniej nie czynił: rozpościera swoje "boczne wyrostki" -czyli skrzydła na wietrze wpadając w strumień powietrza a tym samym zaczyna latać.

  Tak oto orły uczą swoje pisklęta. I jak tylko pisklę zacznie latać, rodzice zabierają je ze sobą i pokazują miejsca w których żyją ryby. Nie noszą już ich pisklętom w dziobie.
 Jest to bardzo dobry przykład tego, jak powinniśmy wychowywać nasze duchowe i fizyczne dzieci - przykład tego jak ważne jest aby nie przesadzić, nie przetrzymać ich w ciepłym gnieździe! Jak ważne jest aby nie przekarmić ich "rybami" kiedy to same już potrafią je łapać! Ale też przykład z jaką ostrożnością i troską musimy nauczyć je latać, poświęcając im swoją siłę, czas, mądrość oraz umiejętności! Nie na próżno orlica wybiera orła rzucając gałązką. Nie chce, żeby jej dzieci się porozbijały. Jeśli wybierzesz niedbałego ojca bez sprawdzenia, bez wypróbowania go to potem nie będziesz w stanie doliczyć się swoich dzieci ... U orłów i tak jest mało piskląt, jedno lub co najwyżej dwa ...

B.Żemczug


Doskonal siebie.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_150779

To, co czynisz w wolnym czasie, jest przejawem twojej siły (mocy). A jeśli w wolnym czasie nic nie czynisz - ściślej mówiąc tylko "odpoczywasz", to powoli wpadasz w otchłań.

Ale jeśli spędzasz swój wolny czas na samodoskonaleniu, to jesteś tym, który będzie stworzyć historię.


Kiedy nikt tego nie wymaga, nikt za to nie płaci, nikt nie gładzi was po głowie i nie mówi dobrych słów - doskonal siebie. Cały wolny czas, kiedy jesteś pozostawiony samemu sobie - ucz się. Krok po kroku. Pozbądź się wszystkich tych swoich "stron", które nic nie czynią a zajmują się tylko bez ustanku odpoczywaniem i śnieniem o lepszym życiu - odpoczywaniem i śnieniem znowu i znowu, dopóki starcza wolnego czasu.
Natomiast twoja sztuka tworzenia samego siebie przeniknie do obszaru, w który powinieneś zaistnieć a nowy "ty" podporządkuje sobie ten obszar. Nie będziesz miał wolnego czasu już nigdy, ale będziesz wolny. A to dlatego, że będziesz miał klucz do wszystkich drzwi.
Aleksiej Pochabow



napis na obrazku:
CZAS ZMIENIA LUDZI W TO NA CO GO LUDZIE PRZEZNACZAJĄ (na co go tracą).

poniedziałek, 19 listopada 2018

Jak śpicie? W którą stronę świata ułożona głowa?

Czytam znów na ten temat - kiedyś rzecz mnie BARDZO zajmowała bo intuicyjnie czułem, że jest to sprawa niezwykłej wagi.
   Znajdowałem w rozmaitej literaturze sprzeczne ze sobą informacje więc na koniec testowałem sam. Był moment, że spałem głową na zachód nawet -dziś w książce Zelanda znajduję uwagę, że on odradza ten jeden kierunek jako niezgodny z magnetyzmem Ziemi i bardzo niekorzystny dla nas. Przyznam, że jakiś czas temu intuicyjnie zmieniłem takie ustawienie łóżka. Od tego czasu miałem głowę na południe (chyba też czyjaś sugestia- już nie pomnę). Tak było kilka lat.
  Za radą Zelanda od 2 dni głowa na północ (tak praktykowałem kilka lat temu) i przyznać muszę, że jak dotąd są pozytywne zmiany mimo trudnego czasu dobierającej pełni księżyca. Sięgając pamięcią wstecz widzę, że w trudnych okresach mojego życia (wręcz takich gdzie wszystko po latach zakończyło się katastrofą) spałem głową na zachód.
Jakie Wasze obserwacje/ wiedza i praktyka życiowa w tej kwestii?



Edycja - 26 listopada 2018: 
Z kronikarskiego obowiązku dodaję informację, że rozmowa o snach przeniosła nam się pod kolejny wpis na blogu: https://michalxl600.blogspot.com/2018/11/doskonal-siebie.html?showComment=1543057277309#c6354483106954120293

czwartek, 15 listopada 2018

Wykształcenie wdzięczności.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_150433

Jak nauczyć dzieci (i siebie jednocześnie) odczuwania wartość tego, co istnieje.Wdzięczność jest jedną z podstawowych cech szczęśliwego człowieka. Ale jak wychować wdzięczne dziecko w naszym materialistycznym świecie? Nie wystarczy regularne używanie słów "proszę" i "dziękuję". Wdzięczność to umiejętność docenienia tego, co masz. Aby zaszczepić tę umiejętność, powinno się regularnie powtarzać te ćwiczenia.


🔸 Podarunki tego dnia 

Każdego dnia, nieważne o jakiej porze dnia, siadaj obok dziecka i wymieniaj (wyliczaj) razem z dzieckiem "prezenty" tego dnia: chwile, wydarzenia i wrażenia, za które jesteś wdzięczny/a. Mogą to być ludzie, gry, jedzenie - wszystko co tylko możliwe. Najważniejsze to nauczyć się patrzeć na to, co dzieje się z nami jak na podarunek. Możesz nawet zaprowadzić "Dziennik wdzięczności".

🔸 Dzień dobroczynności
To jest jeden dzień miesiąca, kiedy ty i twoje dzieci czynicie coś pożytecznego dla innych: sprzątanie podwórka, zbieranie rzeczy dla organizacji charytatywnych, kupowanie żywności dla psiej ochronki. Pomoże to dzieciom zrozumieć znaczenie tego, co przyjemne jest nie tylko przyjmować, ale także dawać. Jest to ważny element wdzięczności.

🔸 Czy pamiętasz ..
.
 Dobre chwile muszą zostać utrwalone. Wspominając o przyjemnych wydarzeniach dnia, powiedz: "Czy pamiętasz, jak ci się podobało, kiedy ..." Jak się cieszyłeś gdy ... "," Jak szczęśliwy byłeś, kiedy ... ". A nawet negatywną sytuację można przekształcić w powód do wdzięczności, na przykład, gdy przygotowałeś coś, czego dziecko nie chce jeść: "Jak fajnie, że nie zmuszamy cię do jedzenia tego czego nie lubisz!"
 🔸 Jesteś moim pomocnikiem! 
Jeśli tak mówić dzieciom to będą czuć się docenione i naprawdę pomogą i będą próbować jeszcze bardziej.

🔸 Jesteś troskliwy.
Częścią zdolności bycia wdzięcznym jest umiejętność troszczenia się o innych. Nawet jeśli dziecko robi coś rutynowego: sprzątanie swoich zabawek lub odkładanie talerza do zlewu po zjedzeniu to powiedz: "Jaki ty jesteś troskliwy!". Oczywiście, powiedz też "dziękuję", ale bardzo ważne jest, by je pochwalać i wspierać w nich myśl, że są uważne, odpowiedzialne i troskliwe.

🔸 Czym możemy dziś podzielić się z innymi? 

To, co znamy od dawna, zostało potwierdzone w badaniach naukowych: małe dzieci są szczęśliwsze, gdy mają możliwość ugościć i podzielić się z innymi. Ale więcej radości przynosi im ten podarunek, który jest cenny dla nich samych: wykonany własnymi rękami lub kupowany za zaoszczędzone pieniądze. Tak naprawdę można również podarować dobre słowa. Możesz podzielić się poczęstunkiem lub zabawką. Twoim zadaniem jest upewnienie się, że dzieje się to (świadomie) przynajmniej raz dziennie.

🔸 Mamy szczęście! 

W każdej chwili dnia wspominaj jakie masz szczęście: że pozostały tylko cztery dni do weekendu, że masz wygodne i piękne buty na nogach, że w kawiarni jest wolny stół i lody.

 🔸 Jak fajnie - prawda? 
To ćwiczenie jest podobne do poprzedniego, ale czasem lepiej jest po prostu zmienić wyrażenie, dla zmiany. "To wspaniale, gdy cała rodzina pije razem herbatę, prawda?" Lub "Ale fajnie, że mamy czas, aby leżeć na kanapie, prawda?" Lub "To wspaniałe, że możemy dzielić się naszymi myślami i pomysłami, prawda?"
 Szczęście nie jest rezultatem tego, że otrzymujemy coś, czego nie mamy, jest to uznanie wartości tego, co mamy. Uwierzcie mi, dzieci, zwłaszcza małe, nie widzą, ile waszych wysiłków kosztuje ich komfort i radosne dzieciństwo. Ale jeśli regularnie ćwiczysz z nimi, aby zauważyć i docenić to, co posiadają to na pewno nauczą się doceniać pracę rodziców i wszystko co je otacza.

niedziela, 11 listopada 2018

Anastazja.org

Stali czytelnicy bloga wiedzą, że sympatyzuję z ideami krzewionymi w serii książek "Dzwoniące Cedry Rosji". Byłem też inicjatorem niedawnego * legalnego wydania, korektorem i współautorem tłumaczenia w twardej okładce jakiego recenzję znajdziecie na tejże stronie. Znam też osobiście sporo ludzi na terenie Polski- bywałem na zlotach sympatyków tej idei. Chyba rok temu był tu u nas Grzesiek z rodziną (jeden z "fundamentów" stowarzyszenia "Polskie Siedliska Rodowe" -mam nadzieję, że nie mylę nazwy, takie hasło kopiuję w tej chwili ze strony internetowej)  i stwierdził nawet, że: osada moich sąsiadów jest pierwszą prawdziwą "osadą Anastazjową" w Polsce.

         Ludzi z powyższej strony (Apek i Agnieszka) poznałem osobiście gdzieś w 2007 roku chyba. Do samej strony miewałem wiele zastrzeżeń, zaraz zajrzę na forum na którym Apek wiele razy mnie banował za moje dość radykalnie wpisywane wypowiedzi bo irytuje mnie ta dziecinna "cukierkowa duchowość", która tam przez wiele lat panowała, ale "każdy ma swoją ścieżkę".  No w każdym razie ośmielałem się mieć inne zdanie a to się adminowi strony  bardzo nie podobało. Administratorzy (rodzaj sekt, takie "przedszkola duchowości") jak już nie raz pisałem też mają swoją rolę a tego moim zdaniem nie ustrzegł się Mateusz (Apek).  Władza jak woda sodowa trochę zaburzyła Mateuszowi postrzeganie rzeczywistości.
     Tak jak wspomniałem - zaraz zajrzę na forum co tam się dzieje, wiem, że inni (Aleje Cedrowe - mam kontakt) zdobywają doświadczenia i dostrzegam, że podejście do wielu spraw też ewoluuje. Może i na Anastazja.org coś się zmieniło - wiele ostatnio się zmienia w naszych realiach wokół. Rok temu byłem na forum i zauważyłem tam obecność i dużą aktywność osoby, którą też poznałem kilka lat temu a która również niezbyt miło zapisała się w mojej pamięci. To zniechęciło po raz kolejny do prób zaistnienia na tamtejszej stronie.

EDYCJA: po kliknięciu "forum" przekierowywany jestem na stronę z artykułami zatem forum chyba zlikwidowano - jeśli tak nie dziwi mnie to bo sposób prowadzenia zniechęcał ludzi samodzielnych i myślących.

     Na razie polecam artykuł bo warto- tłumaczenie na tamtej stronie:
http://anastazja.org/nowe_zycie.php

* EDYCJA (errata) 14 listopada godz. 18:
  Z rozmowy poniżej (informacja od Oli https://michalxl600.blogspot.com/2018/11/anastazjaorg.html?showComment=1542194428815#c6396921719627380534 
 wynika, że ukazała się druga książka w twardej oprawie o czym nie wiedziałem zatem użyte powyżej słowo "niedawnego" może być nieco mylące -choć reszta mojej informacji odnosi się do strony Anastazja.org a tam o drugim tomie nie ma ani słowa a na ten opis się powyżej powołałem. Podaję jednak korektę dla jasności - wszystko wyjaśnione w rozmowach poniżej.
 
 Dla kolorytu pozwalam sobie skopiować obrazek z w/w linkowanej strony:




sobota, 3 listopada 2018

Siergiej Aleksiejew i Iwan Carewicz -о posłuszeństwie wobec losu.

Witajcie, film z przed 2 lat ale nie szkodzi. Dawno temu już go oglądałem ale dobry Duch - stała korespondentka podpowiedziała mi ten film niedawno pewnym listem a Iwana znów dość długo nie było z nami.

    Jako, że kieruję się znakami to przyjąłem to jako podpowiedź Losu i stwierdziłem, że warto popracować przy tłumaczeniu. Iwan publikuje nowe filmiki w sieci -podróżuje gdzieś po Rosji, niedawno zamieścił film z sauny w Soczi, mam też w przygotowaniu 10 minutowy filmik na temat odżywiania.

    Jeśli treść się spodoba to chętnie dodam (jak to zwykle bywa w komentarzach) do tego kilka swoich własnych opowieści.

   Życie nadal jeszcze absorbuje mnie w świat zewnętrzny, "karuzela życia"  jak ją ładnie nazywa ta mądra piosenka wiruje jeszcze ale już powoli nadchodząca zima powoduje jej zwolnione obroty. Jeszcze kopanie ziemi w ogrodzie i co tam się tylko da z gospodarskich prac - jakieś naprawy, drewno na opał już trzeba dowozić. Może niebawem będzie więcej czasu na studia w internecie i spotkanie tą drogą.
     Zapraszam serdecznie!