poniedziałek, 20 marca 2017

Miejsce mężczyzny.

Gdzie lepiej się czuje mężczyzna - na wsi czy w mieście? Takie pytanie zadałam kilku mężczyznom, którzy swego czasu mieszkali w mieście a potem wraz z żonami i dziećmi przenieśli się do nas na wieś.
I oto co oni mi opowiedzieli w swój męski -powściągliwy sposób:

" W WIEJSKIM  DOMU MĘŻCZYZNA MA SWOJE MIEJSCE A W MIEJSKIM MIESZKANIU - NIE".  Oto podstawowa myśl z ich monologów.

No tak- tego, że w wielu mieszkaniach poza kobietą i dziećmi mieszka jeszcze mężczyzna można się domyśleć wyłącznie po parze kapci rozmiaru 45 leżących na korytarzu. Wszystko jest komfortowe, czyściutkie i stylowe. Nigdzie w mieszkaniu nie ma miejsca na postawienie stolika warsztatowego, nie ma miejsca na wysuszenie wędkarskich przyborów. Broni myśliwskiej nigdzie nie schowasz bo dzieci odnajdą. W miejskim mieszkaniu mężczyzna ma mało "punktów oparcia".  Remont rzadko kiedy ktoś czyni sam - a jeśli nawet to jest to bardzo uciążliwe. Mieszać zaprawę czy też wykonywać prace stolarskie na swoich metrach kwadratowych niemalże się nie da. Ponadto remont wykonuje się maksimum 5 - 10 razy w życiu a przecież mężczyzna żyje codziennie i musi w jakiś sposób przejawiać się w przestrzeni aby czuć, że żyje itd. Przerobił "na miazgę" wszelkich wrogów i prześladowców w komputerowym "Stalkerze", posiedział w internecie, poleżał na kanapie, wyniósł śmieci.....  Z wszelkiej męskiej - realnej działalności pozostał tylko seks i te nieszczęsne śmieci. Dlatego też mężczyzna przy byle okazji ucieka z tego "raju" - ucieka do pracy, na paintball albo na piwo z kolegami, którzy tak samo niezbyt pojmują na jaką  cholerę się temu poddali - i aby nie pojmować żyją według zasady: "wypijemy, pośmiejemy się- zapomnimy smutki". A w poniedziałek znów leczenie kaca ...

A NA WSI WSZYSTKO JEST INACZEJ. Tu jeszcze całkiem aktualne jest powiedzonko: "miejsce kobiety i kota jest w domu a miejsce mężczyzny i psa na podwórku". Wszyscy nasi znajomi już pobudowali albo odziedziczyli po poprzednich właścicielach różnorakie garaże i komórki. W nich wisi lub leży porozkładane wszystko to co niesie radość męskiej duszy, części samochodowe, wszelaki sprzęt wędkarski, narzędzia i rozmaite mechanizmy, różne surowce i to co żal wyrzucić - pół kg pogiętych gwoździ, stary- zepsuty woltomierz, korpus silnika od Mercedesa.Każdy mężczyzna ma swoje świętości, które trzeba zachować- aby był on spokojny. Dlatego też kobiety do garażu nie wchodzą a jeśli już sie pojawiaja to tylko na progu.  I tak samo mężczyzna przychodzi do domu aby coś zjeść, coś wykonać - a pod koniec dnia odpocząć, kochać żonę albo posiedzieć w internecie jeśli ma taką chęć.

MĘŻCZYŹNI TUTAJ SĄ ROZMAICI. Mamy byłych programistów, którzy przed przeprowadzką nie trzymali w dłoniach nic cięższego od klawiatury. Są byli żołnierze, któremu dasz paczkę rodzynek i jest w stanie przetrwać przez dłuższy czas w każdych warunkach. Są też uduchowieni asceci ale również miłośnicy dobrego jadła i napoju. Wszyscy są zadowoleni z życia - jedyną rzeczą jaka ich jednoczy jest fakt, że zdecydowali się na przeprowadzkę i dokonali tego. A jeśli już tak się stało to męska moc wzrasta w zależności od potrzeb. Czasem potrzeba trochę czasu, aby się przystosować- w tym czasie mężczyzna wędruje niespokojnie po swoich ziemiach i ze zgrozą patrzy na rachityczne krzaki i metrowe chwasty. W tym czasie lepiej nie niepokoić przyszłego gospodarza ale ogólnie rzecz biorąc, zmiany następują szybko

  W wypadku podjęcia decyzji o stałym zamieszkaniu na wsi mężczyzna budzi sie bardzo szybko. Po miesiącu dobrze go znają w miejscowym sklepie gospodarczym, po pół roku zestaw wiertarek i innych szlifierek się podwaja, a zestaw linków w internecie powieksza sie o fora wszelakiego budownictwa. Mężczyzna zaczyna "zajmować terytorium" i wraca do swojej istoty.
Działania męskie są zwyczajne ale w odróżnieniu od pracy biurowej niosą w sobie głębokie przesłanie i od razu dają rezultat. Przybił kilka sztachet w płocie - jest obrońcą, wyszedł z łopatą do ogrodu i przekopał tłustą, parująca ziemię- stał się oraczem i żywicielem, zmienił pękniętą dachówke na dachu - uchronił rodzinę przed deszczem. Staje się jasne, że bez tych, konkretnych męskich rąk dom by nie stał a sprawy na podwórku nie miały by biegu. Tu żona zdaje sobie sprawę, że ma konkretne oparcie i kto uczestniczy we wspólnym gospodarstwie nie tylko poprzez wypłatę ale swoimi własnymi rękami. W tym momencie mężczyzna otrzymuje swoją porcję szacunku - tę, którą tak trudno zdobyć spędzając wieczory przy komputerze i na kanapie.

  Właśnie dlatego miejscy mężczyźni biorą się za różne domki na działce czy dacze, albo też uciekają od kobiet w pracę. Tam przybijając półkę w domku albo walcząc z szefem o premię mogą się realizować. A w domu zachowują się nie jak mężczyźni ale jak dobrzy, troskliwi, dobrze wychowani chłopcy i przeczekują kiedy to znów będzie można "pójść w wielki świat" i poczuć się dorosłym.

NA WSI PRZECIEŻ MĘŻCZYNA W SILE WIEKU, Z WYKSZTAŁCENIEM, Z ZAWODEM I JAKIMIŚ SZCZĄTKAMI WIEDZY ZACZERPNIĘTYCH ZE SZKOŁY STAJE SIĘ ZADOWOLONYM Z ŻYCIA I ZNAJĄCYM SWOJĄ WARTOŚĆ GOSPODARZEM. Żadna kobieta nie zmusi go więcej "wykonywać wszystko wspólnie" ponieważ tu ma on swoje - męskie zadania a to niezwykle pozytywnie wpływa na relacje, na zdrowie, na światopogląd i na długowieczność.

Znam wielu mężczyzn z miasta, którzy mi mówią: "Na wsi ciągle coś trzeba czynić w domu czy w gospodarstwie. W mieście wszystko jest łatwiejsze dlatego więcej czasu pozostaje dla rodziny i dla siebie". Jak pokazuje realna praktyka mężczyźni z miasta nie mają racji.

źródło tłumaczenia https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_123757


18 komentarzy:

  1. A pamiętasz, co powiedział Trehlebov? Że chociaż życie na wsi lepsze, to mężczyźni powinni w miastach żyć, bo tam szybciej przebiega rozwój (są tam najtrudniejsze warunki). Co o tym sądzisz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś pokręciłeś - Trehlebov przeniósł się przecież na wieś i tam zyje. opowiadał tylko, że współczesny front walki jest obecnie w mieście - sam dawał wykłady w miescie przecież. Ludzie przechodzą doświadczenie miasta i to całe "zejście w materię" aby bogatsi o tę wiedzę powrócićna łono natury.

      Usuń
    2. Tak, właśnie o to mi chodziło, może skrótowo i źle się wyraziłem, że trzeba się "zaprawić w boju" w mieście. Wiem, że np. Trehlebov przeszedł już to doświadczenie i żyje na wsi. Ale na przykład ja jestem młody, nie mam żony, dzieci ani żadnego punktu zaczepienia, żeby przenieść się na wieś, choćbym chciał, to nie mam wiedzy ani pieniędzy.

      Usuń
    3. Wiedza jest dziś na wyciągnięcie ręki - nigdy wcześniej nie była tak dostepna a pieniądze nie sa najważniejsze. Jak jesteś gotów to pojawiają sie możliwości. Trzeba tylko działać i codziennie wcielać w praktykę to co w danej chwili jesteś w stanie - jeśli mieszkasz z rodzicami to możesz choćby kilka doniczek na balkon postawić i coś tam hodować. Polecam wykład Jegorowa "nauka obrazowości" ( albo "obrazowania"- ciagle zapominam jak to nazwałem)

      Usuń
  2. Nie potrzeba od razu wyprowadzać się na wieś. Wystarczy kupic w miescie do z garażem i ogródkiem. Kiedy mieszkalismy w mieszkaniu mąż rzeczywiście po pracy bral prysznic i drzemal przed tv. Teraz szybko pochlania obiad i znika w garażu czy na podworku do wieczora. Choc mamy dwa typy ogrzewania domu,on upiera się przy piecu węglowym, który wymaga o wiele więcej zachodu niż gazowy (wrzucanie węgla do szopy, czyszczenie pieca, palenie itp.). Dzieki temu czuje, ze codziennie robi cos ważnego, czego ja , z kolei , nie umiem. Bo i nie musze. Tak wiec dom w miescie gdzies na obrzeżach ma te same zalety co na wsi, a blisko do szkoły, pracy, przychodni, sklepu i wieksza prywatność niż na wsi, więcej wolności osobistej niż pod okiem kółka różańcowego i plebana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sporo prawdy jest w tym co piszesz - ja przezyłem wszystkie te etapy. Dorastałem w środku 100 tysięcznego miasta, potem mieszkanie w domu z ogródkiem na obrzeżach - z sąsiadami różnie bywa nawet w tych osiedlach podmiejskich a obecnie odludzie na skraju lasu i tu moja dusza rozwija skrzydła.

      A w powyższym artykuje mowa jest o całkiem nowym trendzie obserwowanym już w Rosji (sporo wyjaśnień daje seria książek "dzwoniące Cedry Rosji") gdzie powstają nowe wsie lub stare- opuszczone (u nas coraz częstszy widok) zapełniają się całkiem nowymi mieszkańcami i stare paradygmaty (pleban i przemądrzały sąsiad "z dziada, pradziada") odchodzą do lamusa.

      Usuń
    2. A męża doskonale rozumiem z tym opalaniem domu i całym sercem wspieram - poza znaczną oszczędnoscią (gazowe ogrzewanie jest zdecydowanie droższe i w ten sposób ma on kolejne stanowisko pracy gdzie wypracowuje realny dochód- oszczędnosci) jest w tym jakaś magia, siłownia (wrzucanie węgla) i wiele, wiele innych niuansów (na przykład zdobywa się spora praktyke na wszelkich polach bo choćby rozpalanie ognia to kontakt z tym żywiołem - męskim żywiołem) - oj! na ten temat można długo.

      Usuń
    3. Jeszcze coś:
      "Tak wiec dom w miescie gdzies na obrzeżach ma te same zalety co na wsi, a blisko do szkoły, pracy, przychodni, sklepu"

      W okresie przejściowym (mam na myśli obecny czas zanim powstaną wielorodzinne nowe wsie z własna szkołą) to rozwiązanie bywa dobre. Domyslam się, że oboje pracujecie gdzieś "na zewnątrz" -zarobkujecie poza domem a w artykule mowa jest już o ludziach, którzy w dużo większym stopniu zależą od samej ziemi. Żona i mama jest opiekunką dla dzieci a nie pani w przedszkolu. Nauczanie też domowe lub we własnej szkółce w osadzie - to już się dzieje w Rosji, u mas też formalnie jest możliwe. Dzieci się uczą szybciej i są bardziej uzdolnione niż ich rówieśnicy uczęszczający do państwowych szkół- wszystko dzięki kontaktowi z naturą, z rodzicami i w ogóle z realnym życiem a nie masą komputerowych gier jako jego karykaturą.

      Usuń
  3. Super artykuł. Coraz więcej ludzi ucieka na wieś i remontują sobie jakieś podupadające domy. My z mężem wyprowadziliśmy się po ślubie z Warszawy na obrzeża małego zielonego miasta 20 lat temu, miało być na chwilę i już zostaliśmy. Teraz mamy mały domek z ogrodem, ja już nie pracuję zawodowo i rozkwitamy obydwoje w tym otoczeniu. Choć faktycznie z sąsiadami bywa różnie, z niektórymi dobrze a z innymi bardzo źle.
    Zawsze jest coś do zrobienia w domu lub ogrodzie. Teraz marzymy o domu z dużą działką w górach na wsi, tak żeby móc trzymać choć parę koni lub kucyków uratowanych od pójścia na rzeź. Czytałam niedawno o 50-letnim biznesmenie Leszku Kowalczyk. "Leszek już dawno skończył pięćdziesiątkę. Był kiedyś znanym biznesmenem, miał pieniądze, ale pewnego dnia postanowił wszystko rzucić. Kupił kawałek ziemi, w Beleniu, w środku lasu koło Strońska. Zamieszkał tam z ponad dwudziestoma końmi, które były przeznaczone na ubój. Wykopał dla nich staw, postawił stajnie. Budował je własnoręcznie. Dziś chwali się, że są w stylu angielskim. Konie mają tam ciepło, czują się bezpiecznie. Sam wprowadził się do dwóch wagonów kolejowych.Teraz też bywa ciężko. Pamięta zimy, gdy spał w ubraniu, a woda zamarzała w wiadrach. By napoić konie, musiał wyrąbać przeręble w stawie. Ale nie narzeka. Jest na swój sposób szczęśliwy." Takich historii jest dużo więcej, tylko nie są nagłośnione.
    Pozdrawiam serdecznie. Joanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak- to jest kwintesencja męskich doświadczeń, sprawdzenie swoich możliwości. Dobrze wiem o czym tu mowa.

      Usuń
  4. Chciałam jeszcze zapytać, to może głupie pytanie, ale nie widziałam Twojej opinii na ten temat- co myślisz o nauce języków obcych np. angielskiego przez Słowian ? Teraz panuje presja, że każdy powinien znać ten język. Ja znam podstawy ze szkoły, ale mam ogromny opór i niechęć wewnętrzną przed szlifowaniem go. Nawet jak jestem za granicą, staram się możliwie jak najmniej wyrażać po angielsku. Wiem, że to nie związane z tematem, ale proszę o odpowiedź.
    Joanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Ciebie rozumiem. Ja kiedyś uczyłem się tego języka i jako tako - komunikacyjnie władam (na podstawowym poziomie bo słówka pozapominałem). Była o tym mowa w filmie "Gry Bogów" i zgadzam się z tą opinią- to jest język sztuczny, nie posiadający wielu obrazów. Jest to slang niewolników - dobry do porozumiewania sie na tym podstawowym - materialnym poziomie ale w duzym stopniu okrojony z warstwy duchowej (coś tam próbował ożywić William Szekspir).
      Dziś mam tak samo jak piszesz- męczą mnie filmy z lektorem angielskim - moim zdaniem przyszłość ma dziś rosyjski bo świat (nasz Polsi świat) będzie po czasie ostatnich 25 lat zwrócenia na zachód) odwracał się w tę stronę.

      Usuń
  5. Masz rację. Z Rosjanami jesteśmy jednością. Ileż to ja godzin z nimi spędziłem. Było też wiele nocy... Owocnych nocy. Nie myśl, że przy trunku. Rosjanie wiedzą kiedy pić i z kim. Razem z nimi mamy więź, której nie ma z tzw Zahodem. 'Zahut' napisałem celowo. Polski i rosyjski język jest śpiewny i obrazowy. Podobny język, czyli śpiewny i obrazowy, to język francuski. Lubię śpiewać. Dawniej śpiewało się bez okazji. Przy pracy, w domu przy dzieciach, a nawet kiedy było ponuro. Ech...
    Ale, mimo, że bardzo lubię naszych południowych sąsiadów, nie myślę,że to 'se ne vrati'. Vrati, vrati. Już wraca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No.... do tej jedności czasem sporo brakuje jeszcze ale wydaje mi się, że jest nam bardzo blisko do siebie. W następnych latach te rany będą się zabliźniać i Słowianie znów połączą się w jeden organizm.

      Usuń
  6. Dawno mnie tu nie było. I pisząc to zdanie uświadomiłam sobie, że to trochę mój wyznacznik. Kiedy zaglądam często, czytam, żyję tym - to te czasy kiedy u mnie wszystko dobrze. Kiedy znikam i zapominam - wtedy zwykle mam coś do przerobienia, zaczynam walczyć, a później odchorowuję, tak jak teraz.
    Oby już było dobrze wszystko.

    Fajne rzeczy tu piszecie, o językach i rosjanach. Jak pomyślę to budzi się we mnie taka mała tęsknota do takich ludzi :)

    A co do mężczyzn na wsi - mój się nie palił nigdy do roboty, ale powoli się to zmienia odkąd się przeprowadziliśmy do domu pod miastem. Pracuje od rana do nocy, ale sam z siebie coś pójdzie, pograbi w ogrodzie, w kominku rozpala jak goście przychodzą, a zimą odśnieżał podwórko po 2 godziny. Myślę, że to wszystko w dobrym kierunku.
    Niedawno gościliśmy też rodziców na miesiąc, bo się przeprowadzali i u nas zatrzymali w tym czasie. Poznałam Kuby ojca lepiej, fajnie mi mieć tatę. I widzę po nim, że jak tylko może to jeździ na wieś, do garażu. Zapalił się do dłubania w drewnie, świeczniki robi, jakieś półki, a do nowego mieszkania zrobił sam łóżko. Widać jak oczy mu się świecą kiedy o tym mówi, aż miło patrzeć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę edytować:
      Kuba się nie palił nigdy do roboty manualnej przy domu, bo jeśli chodzi o biznes i naszą firmę to jest po prostu tytanem pracy.

      Usuń
    2. Miło, że dopisałaś Wasz kawałek życia. Dobre myśli wysyłam - wsparcie w tych ważnych sprawach do przepracowania. Idzie wiosna i będą nowe siły- już w maju Ziemia dostanie kolejny "zastrzyk energii" od naszego Ojca Słońca-Jariło a jej męża. Ta energia będzie pożytkowana na wszelkei żywe stworzenia jakimi opiekuje się Matka Ziemia.

      Usuń
  7. Hej Wam Wszystkim,,, czyli nie obawiać się ogrzewania węglowego?? Tylko czy nie zamierzają zabronić używania go jakoby w ochronie środowiska??

    OdpowiedzUsuń

"OSTRZEŻENIE: wszystkie anonimowe komentarze bez jakiegokolwiek nicka/charakterystycznego znaku/ podpisu będą usuwane".
UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.