środa, 17 stycznia 2024

Ludzie ognia cz. 1 - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=EEaZLuoMF8s

Zgodnie z prawem narodzin mam prawo do wolności słowa a także interpretacja tych wypowiedzi należy do mnie jako ich autora.

 Witajcie ludzie - dzisiaj odbędzie się wykład pt. Ludzie ognia. ogień No cóż, skąd wziął się ten wykład? Zadano mi pytanie: Dlaczego potrzebna jest Nienawiść? Po co ona jest?

  Niby to jest grzech - po co Bóg takie coś wymyślił? Skąd ona się wzięła i dlaczego? Po co pojawił się gniew?. Dlaczego są choroby? Po co istnieje ta cała walka przeciwieństw? 

   No cóż, powinniśmy siedzieć sobie spokojnie i wszyscy zajmowaliby się swoimi sprawami - dlaczego to w ogóle istnieje w przyrodzie?

  Takie rzeczy wydają się niepopularne i szkodliwe - trochę niewygodne, ale dodam, że one są konieczne (niezbędne). 

   Chciałem nawet nazwać ten wykład: "niezbędność niepopularnych rzeczy" i opowiadać o znaczeniu gniewu, chciałem powiesić tutaj obok obraz Boga Sziwy, ale ostatecznie zdecydowałem, że tytuł będzie brzmiał: "ludzie ognia".

 A to dlatego, że istnieją ludzie z ogniem w swoim wnętrzu i są ludzie bez niego. Naszym mottem będzie następująca fraza:  

"jakikolwiek z żywiołów przyrody w pewnych warunkach może utracić pierwotną czystość i tylko żywioł ognia temu nie podlega - co więcej, on potrafi oczyść wszystko a przy tym sam pozostawać czystym".

  Tak więc w pewnych ludziach ogień jest, a inni go nie posiadają. I jeśli człowiek nie posiada tego ognia to oznacza, że ​​złe duchy łatwo się w nim osiedlają i on jest taki lekko opętany ale nie widać tego z zewnątrz.

  Ale jego oczy nigdy nie płoną - brak w nich blasku. To są właśnie ci bardzo tolerancyjni,  oni jednocześnie myślą, że skoro się uspokoili to oznacza, że wszystko w nim zgasło i że oznacza to jakiś postęp i że on już jest teraz taki super gość - taki bramin niewzruszony.

   A w rzeczywistości on się zabrudził, zanieczyścił i taki człowiek się trochę uspokaja. W Bhagavadgicie jest takie dość istotne stwierdzenie: Ardżuna żalił się Krisznie narzekając, że nie trzeba walczyć - dlaczego jest to konieczne? Są tam krewni itd.

 A w odpowiedzi słyszy: " jak ta nieczystość zdołała cię dosięgnąć? Jesteś zanieczyszczony, gdzie jest twój ogień czyli Kszatri? Jeśli nie pójdziesz, to znajdę kogoś innego. Wtedy stracisz siebie, zgubisz się - bez ognia my zatracamy się.

  A w jaki sposób się zatracamy? W naszym sercu osiedlają się wszelkie rodzaje złych duchów - w języku słowiańskim nazywamy je biesami i one tam wewnątrz już przegłosowały dokąd powinienem iść. W takim wypadku tracę siebie i staję się po prostu niewolnikiem.

  Tak więc istnieją ludzie ognia, i istnieją ludzie bez ognia. I ludzie bez ognia przestają rozumieć tych bez ognia bo ich kontrolny pakiet akcji rozumu nie jest już w ich posiadaniu.

   A ludzie ognia ich nie rozumieją, oni mówią: "Przecież to jest jasne jak słońce!". A tamci odpowiadają: "nie - z jednej strony jest tak, z drugiej inaczej".

    Ci nie rozumieją, że dla nich aksjomatem jest, że ci są głupi, a znów dla tamtych też aksjomat, że tamci są głupi. Jedni drugich nie rozumieją. Generalnie temat jest bardzo kontrowersyjny. 

 Cóż, kiedy ludzie zaczynają między sobą rozmawiać to dowiadują się, że dana sprawa nie jest taka niejasna - ale kiedy zaczynają się ze sobą komunikować to zaczyna iść na noże.

   Ogólnie aksjomat mówi, że nie można im nic udowodnić i dlatego spieranie się o to jest bez sensu. Jeden niech idzie tu a drugi tam - niech każdy znajdzie swoich i się uspokoi. Wchodzenie w spory nie ma zupełnie sensu.

  To nie jest tylko cecha charakteru, to wektor działania - to jest wektor przeciwny i ci ludzie nigdy nie znajdą wspólnych tematów, więc nawet nie próbujcie z nimi porozmawiać.

  Jest o tym napisane aby nie rzucać pereł przed wieprze, jest też podobna wypowiedź Kryszny, który powiedział jaka jest prawda ale tym, którzy są tacy niezdecydowani w żadnym wypadku nie powinieneś odkrywać prawdy - to bezużyteczne, nie marnuj czasu. Ja się sam nimi zajmę a potem kiedy o to zapytają to możesz im coś ujawnić.  To takie moje zgrubne tłumaczenie.

   No i temat w którym wszystkim wszystko wydaje się jasne, ale kiedy ludzie zaczynają rozmawiać to okazuje się, że jest niejasne: Temat tchórzostwa i bohaterstwa.

  Jedni mówią: tchórzostwo to ostrożność, to jest normalne, to instynkt - samozachowawczość, to jest tam dane od Boga. 

  A drudzy mówią: tfu! od  Boga jest bohaterstwo a tchórzostwo jest dane przez diabła. Jeśli jesteś dzieckiem bożym, to czego masz się bać? Niczego się nie boisz, jesteś taki od zawsze - wieczność nosisz w sobie, nie boisz się umrzeć - nie boisz się niczego.

  I to właśnie jest temat wywołujący duże spory.  To jest dokładnie ten przypadek o którym mówi znana przypowieść, że każda prawda jest półprawdą a każde sedno zawiera połowę prawdy. To jest taka zasada hermetyczna mówiąca o przeciwnościach.

  Dla nich to jest prawda i jeśli bohaterowie czyli ludzie tego ducha zaakceptują filozofię tych drugich (powiada się, że to jest szaleństwem wobec Boga) to po prostu umrą, zatracą się.

  A ci drudzy także nie mogą zaakceptować filozofii bohaterów i dlatego potrzebują Biblii gdzie jest napisane: "ktokolwiek się skala, ten niech się dalej kala, a ten kto się oświeca niech się dalej oświeca". na koniec to jeszcze szczegółowo omówię.

   Z tym, że gdy czasy są spokojne to ludzie obu typów wykonują jakieś tam podobne rzeczy, ale kiedy zaczyna mieć wpływ jakaś siła wyższa..... Do tego momentu oni razem pracowali, uśmiechali się do siebie, chodzili wspólnie na pikniki ale kiedy pojawia się siła wyższa to pomiędzy nimi natychmiast pojawia się przepaść. Wtedy od razu wyraźnie widać kto jest kto.

Tak się dzieje tylko wtedy gdy pojawia się niebezpieczeństwo - wtedy bohaterowie działają na swój sposób a ci drudzy na swój sposób.

 Bohaterowie od razu zakasują rękawy i bez wahania zaczynają rozgryzać zagadnienie - nie muszą rozważać czy to potrzebne czy nie, oni ruszają do boju, bronią co trzeba i po sprawie.

 A ci, którzy są bez ognia - oni nie wahając się ani sekundy natychmiast stają się zdrajcami - od razu!  A dlaczego? Ponieważ widzą siłę władzy. A jeśli ta władza jest w jakiś sposób udokumentowana jakąś tam kartką papieru - z czyimś podpisem.... 

 Oni natychmiast podporządkowują się władzom - ja ich inaczej nazywam papierowymi ludźmi. Na przykład swego czasu wśród ruchu Hare Kryszna pojawiła się jak jasna gwiazda na niebie taka kobieta, taki wykładowca.

 I wszyscy krzyczeli hurra, hurra! , a potem ci z góry powiedzieli że ona nie może dawać wykładów i wszyscy się od niej odwrócili - przestali ja zapraszać do świątyń.

  zaczęli płakać krokodylimi łzami: " Tak, kochamy cię ale cóż - ci z góry mówili tak, a jeśli nie będziemy słuchać tych z góry to nie trafimy do królestwa Bożego.".

  A niektórzy mówią: "no przecież wiemy - ona jest naprawdę gwiazdą, ona mówi właściwe rzeczy. Ale ktoś tam powiedział - ten jakoby błogosławiony co to ukradł 20 milionów. To po prostu kradzieżbardzo złe rzeczy, ale on jest szefem. Ale co on ma wspólnego z duchowością?  Takie jest ich zachowanie.

  Ale przyczyną ich zachowania jest nie tylko zagrożenie, nie tylko niebezpieczeństwo i poddanie się władzom. Kiedy na horyzoncie pojawiają się jakieś pieniądze lub jakieś stanowiska - czyli ja mam możliwość stworzyć jakąś strukturę.

  Bo ludzie o gorącym sercu łatwo nawiązują kontakt ze wszystkimi - oni są żywi. Oni nie mają temperatury otoczenia - oni są gorący. Oni nawiązują kontakt na równych zasadach.

 Natomiast ludzie z zimnym sercem (reptiloidzi) nie są w stanie komunikować się z nikim na równych warunkach. Dla nich ważne jest aby mieć kogoś nad sobą i aby był ktoś pod nimi o kogo będą mogli wycierać nogi.

  Jeśli ten na górze stuknął mnie w głowę, to trzeba gdzieś zrzucić swój stres. Dlatego oni szukają piramidalnej struktury, aby się tam dopasować - dla nich nie ma ludzi równych. 

 Dla tych pierwszych struktura jest nie do przyjęcia a ci drudzy bez struktury żyć nie mogą. Dla tych pierwszych nie mają znaczenia jakieś tam dokumenty, czy są pieczęci czy ich brak - oni są żywymi ludźmi. 

   Dla tych z ogniem liczy się de facto a dla tych drugich ważne są względy prawne - de Jure. Dla nich ma znaczenie jaki tam jest rodzaj pieczątki, czy pismo jest w odpowiedniej formie lub jakim napisane atramentem.  Dla nich to bardzo ważne - to są papierowi ludzie.

 A żywi ludzie - ci ludzie prawdziwi, oni są właścicielami całej tej makulatury. I nie potrzebują tych dokumentów do komunikacji między sobą lecz do komunikacji z tymi wysokiej rangi papierowymi, z tymi odpowiedzialnymi osobami.

 A w tej drugiej grupie jest tak, że to dokumenty nimi władają. Wziąłeś na przykład jego paszport czy jakąś tam legitymację i tam jest wszystko powiedziane. Jesteś członkiem jakiegoś tam stowarzyszenia a ten opuszcza głowę i już jest bezwolny bo tam napisali - to jest magia, która ma na nich wpływ.

  Żył kiedyś taki człowiek - nie pamiętam jego pełnego imienia, ale nazwisko było Chwostow.To była najważniejsza osoba, która stworzyła to orzecznictwo w ZSRR. A wcześniej był on ostatnim człowiekiem tworzącym orzecznictwo w carskiej Rosji. 

 On tak przeskoczył i przypisuje mu się słowa, że każdy dokument jest magią i podlega jej każdy człowiek, który tam się podpisze - ponieważ te dokumenty prawne nie mają wpływu na nasze sprawy społeczne lecz bezpośrednio na wolę danego człowieka.

  I kiedy coś podpisujesz to w rzeczywistości, albo tracisz siły albo je otrzymujesz. Ci papierowi ludzie albo je tracą albo otrzymują siły od kartki papieru, a dla tych drugich nie ma to znaczenia. Na nich to nie działa - oni mają tak zwane wyrażanie woli.

  Jedno i drugie stwierdzenie jest również papierem ale dla nich to bez znaczenia. Na mnie wasza magia nie ma żadnego wpływu. 

   Tak więc będąc w stanie pasywnym nie da się określić natury człowieka - czy jest to człowiek papierowy czy też prawdziwy - ogniowy.  Nawiasem mówiąc papier się pali.  Natomiast gdy jesteśmy w stanie aktywnym to widzimy wyraźnie naturę danego człowieka.

  Jakie rzeczy sprawiają, że ​​odkrywamy swoją naturęNiebezpieczeństwo, możliwości zdobycia pieniędzy i okazja do zdobycia władzy.

  Gdy tylko jest szansa na zdobycie pieniędzy to ci papierowi natychmiast stają się aktywni: "włączmy się, zróbmy coś" - bo siła i odwaga ognistych ludzi nie wymaga zasobów, to nie jest im potrzebne. Oni maja tę moc od urodzenia i nigdzie się nie rozproszyła. Oni mają wszystko aby pokonać przeszkody - w nich istnieją już wszelkie zasoby.

 A u tych drugich jest brak zasobu - zasoby się pojawią jeśli im zezwolą coś zrobić. Bez pozwolenia on nie wykona kroku. 

    Cóż, jeśli wziąć wszelakie święte pisma to tam się mówi, że możesz coś wykonać jeśli posiadasz na to zasoby. A jeśli dla przykładu powiesz: „włączmy się i zróbmy coś dobrego" - To jest nieprawidłowe.

  Jeśli Bóg ci to polecił uczynić to zaopatrzył cię we wszelkie zasoby albo możesz zacząć coś działać nie posiadając nic i pojawią się zasoby -  one zaczną napływać. Lecz jeśli tylko zaczniesz mówić; "zjednoczmy się" to wtedy jest to - jak to teraz mówią "przewałka" czyli oszustwo.

  Po pierwsze to nie zadziała - oni się tam zbiorą ale nic się im nie uda Ktoś od kogo pierwszy raz usłyszałem słowo "przewałka" odpowiedział mi wierszem „jeśli słychać forsy pobrzękiwanie, to znaczy, że zaczęło się frajerów namnażanie". 

   Dlaczego frajerów? Bo tam zaczyna się wkładanie zasobów na próżno, bo to wszystko co będzie finansowane nie przez Boga, ale z zewnątrz jest bezużyteczne.  Bóg nie ma na to kary.

 Każde działanie ma 5 powodów - dużo już o tym mówiłem. Jednym z powodów tych działań jest Bóg, który na to patrzy i powie albo "tak" albo "nie". Ale ci, którym Bóg powiedział: "nie, nie pozwolę ci na to" ale oni mimo to oni się zjednoczyli i weszli w coś bez zgody Boga to wszelkie takie działanie jest krótkoterminowe.

 "Na krótką metę" coś się być może powiedzie, ale w dalekosiężnej perspektywie po tym wszystkim przejedzie buldożer i nie zostanie nic. 

Właśnie dlatego jest to "przewałka" bo ludzie zaczynają zbieranie pieniędzy na szczytny cel, na coś niby bardzo dobrego, a to wszystko tak czy siak stanie się bezużyteczne, ponieważ prawdziwy człowiek ognia idzie i czyni - to dzieje się "de facto".

 I tam od razu pojawiają się pieniądze -  pojawia się wszystko co trzeba. A u tych pierwszych....  ich czasem nazywam "ludzie - zmieniacze":  " ja tu mam wizję dobrego dzieła - ja to wymyśliłem i teraz dajcie mi na to pieniądze".  No skoro chcesz to weź i działaj!

  Mój nauczyciel Anatolij Antonowicz kiedy mu różni cali szczęśliwy projektowali wszelkiego rodzaju piramidy czy inne kule i zaczęli mu mówić: "och, Anatoliju Antonowiczu- ja mam taki pomysł, wypróbowałem to i zadziałało. A pan już od dawna się tym zajmuje".

 A on na to odpowiadał: "zrozumiesz, jeśli wpadłeś na taki pomysł to powinieneś się tym zająć".  

  A ci pierwsi są ideologiczni: "weźmy się za to co ja wymyśliłem" - to jest nieprawidłowe, to jest "przewałka" - przy czym ci ludzie sami mogą sobie nie zdawać tego sprawy.   

  Zatem tchórzliwi i słabi przejawiają bohaterstwo i heroizm w walce o pieniądze i władzę.  Oni po prostu rozdzierają swoją koszulę na strzępy, żeby to udowodnić - natomiast wyrażają pokorę i skromność, gdy pojawia się jakiekolwiek niebezpieczeństwo. Tam oni stają się pokorni i tam są skromni - a ci drudzy przeciwnie.

  No cóż, rzecz w tym, że ci skromni i pokorni, u których nic tam we wnętrzu nie płonie - oni chcą być bohaterami, przecież oni nie chcą być tchórzami. 

 Człowiek może się zgodzić z różnymi określeniami swoich cech - na przykład powiedzą mu, że jest chciwy. Odpowie: "tak, jestem chciwy", ale gdy powiedzieć mu, że jest tchórzem to już nikt się z tym zgodzić nie chce.

  Rozumiecie - to jest w jakiś sposób aksjomatyczne, tego nie powinno być. A wtedy ci tchórzliwi ludzie szukają - u nich gromadzi się (kumuluje) to uczucie niezadowolenia, ponieważ na końcu Bhagavadgity jest napisane, że stanem naturalnym każdej żywej istoty jest radość z powodu swojej mocy.

 Kiedy on coś zobaczył, dokonał i powiada: "dajcie mi zasoby. Zbierzmy się i zróbmy to". On poszedł - dokonał tego i odczuwa radość z tego powodu. 

  A ci drudzy nie czują radości. Oni kogoś tam oszukali i doświadczyli radości finansowej - potem to się zawaliło i idą dalej, u nich pojawia się ta (tak im się wydaje) radość z powodu mocy kiedy mogą coś nagiąć i kogoś stłumić.

 Jest taki Szkocki filozof noszący nazwisko Adam Smith - i on pisze tak: "puści i tchórzliwi ludzie okazują napady złości wobec tych, który nie mają odwagi stawić im oporu ponieważ wyobrażają sobie, że w ten sposób wykazali swoje męstwo".

   Oni tacy właśnie są - są tacy sami jak bandyci, chcą na przykład uprawomocnić swój bandytyzm za pomocą jakichś dokumentów. Tacy są teraz w praktyce u władzy - ona składa się z nich. Ale oni nie są bohaterami.

   Tak więc istnieją ci papierowi nie-bohaterowie a także istnieją bohaterowie i święci.

  Bohaterowie i święci trzymają się razem, to o nich Shrimat Baba powiedział poświęcając im całą Surę, że bohaterowie i święci są w zasadzie jednym gatunkiem.

Czyli dosłownie "pstryk" i czegoś dokonałeś lub po prostu bezinteresownie rzucasz się na coś - i to też nie z powodu zaistnienia powiązań, jakiegoś tam dochodzenia lecz wbrew temu. 

 Ty się nie boisz się - odwaga jest cechą duchową, to duchowa jakość. Logika tu zupełnie nie ma  zastosowania - po prostu jestem odważny. Ty jesteś duchem - "człowieka odważnego pociski omijają". To także jest mistycyzm.

  Zatem święci i bohaterowie to dwie strony tego samego medalu - to ludzie ognia i ludzie ognia są automatycznie Kszatriami (wojownikami).

 Byli kiedyś na przykład "bohaterowie komunistycznego trudu" - słyszeliście takie określenie prawda?

I istnieją także "bohaterowie kapitalistycznej pracy", oni tam ze wszystkich sił - za pieniądze będą pokazywać cuda, okażą tę odwagę ale tylko dla siebie i za nikogo więcej.

  No i ci bohaterowie kapitalistycznej pracy - lub też po prostu nie bohaterowie..... oni nie żyją, oni tylko istnieją. A monetyzacja komunistycznego trudu sprawia, że czyni go pracą kapitalistyczną - bardzo wielu ludzi w ten sposób wiele straciło.

  Było tak, że bili im brawa, dawali medale i wszystko inne - wtedy oni stali się nieco aroganccy i postanowił trochę odpocząć. Oni stwierdzili, że niby zainwestowali swoją pracę a teraz będą spoczywać na laurach.

I dzieje się tak, że ich dotychczasowe zasługi nie są brane pod uwagę, ponieważ Bóg nas traktuje według tego kim jesteśmy teraz, zgodnie z tym jakie jest nasze serce - z tym kto siedzi teraz w naszych sercach. Czy tam jest on czy go usunięto i zamiast Boga siedzą sobie tam demony i dyskutują co mają uczynić z tym co wynikło w wyniku moich "dokonań".

A to dlatego, że .... No cóż, ujmę to tak: "Bóg nie lubi kapitalizmu" To oczywiście nigdzie nie jest napisane.  Ale tak jest dlatego, że w kapitalizmie brak jest życzliwości - a w przypadku braku dobrej woli, braku życzliwych motywacji Bóg blokuje wszystkie twoje możliwości.

  Co więcej, blokuje również możliwości wszystkich twoich przyjaciół, znajomych - potencjalnych sponsorów, u nich też ten "kran obfitości" zostaje zakręcony.

  I jeśli ktoś, nie daj Boże zaczyna tobie pomagać - a jego motywacja jest taka kapitalistyczna,.... dlatego przyglądajcie się dobrze komu pomagać, bo wtedy twoje dzieci nie będą miały co jeść - tak to się dzieje.

   i tu niektórzy ludzie są zaskoczeni i zadają pytanie: dlaczego są tacy ludzie, którzy jeszcze absolutnie niczego nie dokonali, nigdzie nie ma jakiegoś dowodu, że że on komuś pomógł a Bóg obdarzył go takim błogosławieństwem i tak dobrze mu się powodzi?

  A obok jest też ktoś kto nic jeszcze nie dokonał i próbuje czegoś tam a jest po prostu zablokowany - dzieje się tak dlatego, że Bóg zna jego serce i serce tego drugiego.

 Ten co ma szczęście ma ogień w sercu a to znaczy, że do niego demony nie podchodzą bliżej niż na odległość strzału z armaty - on ma czystość w sobie a ten drugi ma już jakichś tam demonicznych lokatorów - jest pod okupacją.

   Dlaczego Bóg ma okupantom wylewać swoją moc?  Aby oni urośli jeszcze bardziej? Aby rozrastało się królestwo diabła a nie Królestwo Boże?  I dlatego zakręca im krany - zastanówcie się. Bóg nie wymierza żadnych kar - po prostu przemyślcie sobie to wszystko.

  I oni tam zaczynają pożerać sami siebie, czyli Bóg jeden wie czy nasze serce jest zimne czy gorące.  

 Po jednej stronie są ludzie jednego ducha, wszystkie ich serca są gorące, są żywi, odważni. A po drugiej są ludzie innego ducha - u nich wszystko jest jest zupełnie na odwrót, oni są słabi, martwi - dosłownie martwi. Oni niby chodzą i mówi się, że mają imiona tak jakby byli żywi, ale są martwi i tchórzliwi.

  To są ogólnie przeciwstawne formy życia i każdy z nich uważa tych po przeciwnej stronie za tkwiących beznadziejnie w błędzie. Istnieje takie wyrażenie syndrom lub  efekt czy też zespół Dunninga-Krugera. Nie ma sensu tego wyjaśniać człowiekowi i  jest zupełnie bez sensu wyjaśnianie czegokolwiek tym ze strony przeciwnej.

W spokojnych czasach oni są niby normalni a w sytuacjach ekstremalnych zaczynają zachowywać się zupełnie inaczej i kolidują ze sobą. Oni będą sobie wzajemnie przeszkadzać dlatego nie powinni wchodzić ze sobą w jakiekolwiek spory. Im po prostu nie jest ze sobą po drodze.

  Słabość i siła nie polega na braku czegoś lecz jest to sposób życia. Siła jest sposobem życia, słabość jest sposobem życia. I dlatego jedni mówią: "wtrąćmy się w to - przestrzegajmy prawa". A ci drudzy: "jakie tam według prawa? Musimy już, teraz wszystko zmienić". Oni mają wszelkie narzędzia i możliwości.

  A tak przy okazji: w Biblii jest powiedziane: "królestwo niebieskie doznaje gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je". (Mt 11.12)

   A może tam w Biblii po prostu się podekscytowali, i to powiedzieli ale jeśli weźmiemy literaturę wedyjską to  jest napisane, że najważniejszą rzeczą jest siła życiowa - nie umiejętność mówienia, patrzenia czy jakaś umiejętność myślenia lecz siła życiowa. 

 Albo ona jest w tym ciele albo jej brak - to Bóg daje siłę, innego źródła mocy nie ma, a Bóg daje swoją moc tylko w czyste miejsce, to znaczy tam gdzie jest ogień, ponieważ to jest jedyny czysty żywioł. Nawet nasze powietrze może być zanieczyszczone, woda może zostać zatruta, ziemia może zostać zatruta jakimiś herbicydami ale ognia się zatruć nie da.  W jaki sposób można zatruć ogień? Nie da się - on wszystko spala i stawia wszystko na swoim miejscu - rozstawia na półkach.

  Tak więc nie musisz nosić czegoś na twarzy, nie musisz wiedzieć na co należy uważać - jeśli jest w Tobie ogień Boży, to możesz chodzić na obszarach skażonych. I dlatego niektórzy chodzą wśród trędowatych i nic im nie jest a inni obchodzą ten obszar na kilometry obawiając się, że coś może ich dopaść.

 A ci pierwsi niczym się nie zarażą. I taka krucha, drobna dziewczyna karmi trędowatych i nic jej nie jest bo w niej jest ogień i żadna nieczystość do niej nie ma dostępu.

 Zatem tchórz czy nie tchórz to wektor - to kierunek ruchu, czyli ich drogi nie są zgodne, a zatem rozmowy między nimi - zawieranie jakichkolwiek porozumień, wszelkie takie "żyjmy w przyjaźni" są skazane na niepowodzenie.

   A w związku z tym kiedy się pojawia silny wróg zewnętrzny, to jedni się mu przeciwstawiają bez wahania, a inni również bez chwili wahania stają się zdrajcami - właśnie zdrajcami . Przy czym oni nie uważają się za zdrajców, oni mówią: "my okazujemy pokorę".

   i według nich ci, którzy walczą sprzeciwiają się Bogu bo ten wrogi najazd Bóg zesłał.  Bóg nikogo nie wysyłał - tak po prostu myślą papierowi ludzie. Oni są uzależnieni od dokumentów, więc dla nich one są bardzo ważne.

  To są dwie zupełnie różniące się kategorie. Nazwałbym jednych ludźmi "de Jure" a tych drugich  ludźmi "de facto". Jedni są po prostu ludźmi a ci drudzy - tak jak im napiszą to tak i będzie.

Powiada się w tej znanej bajce: "jak nazwiesz statek to tak on i popłynie". Dla jednych to jest ważne a  na tych drugich to nie działa -  dlatego też dla tych pierwszych bardzo ważne są zasady pisowni - te wszelkie "rz", "ż" a dla tych drugich nie ma to większego znaczenia.

    Oni są ponad tym - są ponad tymi zasadami. Dla nich ważny jest KON a dla tych drugich ZAKON (ros. paragraf).  KON nie potrzebuje ZAKONów (paragrafów), bo tutaj jest ogień, on jest w istocie miłością. 

 Jest przecież napisane co powiedział Jezus: "jeśli jest miłość to oni już prawa wypełnili, nikt z nich nie jest niczemu winien wobec prawa.

   Tak nawiasem mówiąc, Konstytucja odzwierciedla to wyraźnie i mówi, że Żywi ludzie są wolni - w KON-ie jest wolność a w ZAKON-ie jest niewolnictwo.

  A niewolnictwo przecież nie pojawia się samo z siebie - ktoś to organizuje, ono jest organizowane przez społeczne pasożyty. Jak one tego dokonują? One koncentrują ludzi na wszelakich papierowych szczegółach a kłamią w najważniejszej sprawie. 

 Taki jest ich styl i te papierowe oświadczenia woli nie dają nam praw i wolności a to dlatego, że te prawa zostały nam już dane od narodzin. Wszystkie prawa są od Boga - to nie papierowy dokument daje nam prawa - on ma wpływ tylko na martwych. 

   Ogólnie rzecz biorąc papier chroni tylko kłamstwo, "papier jest cierpliwy" - znacie to powiedzenie. Jakakolwiek struktura w ogóle wewnątrz dowolnej organizacji jest że tak powiem wiarygodnym sarkofagiem dla tych, którzy boją się być żywymi.

  Bycie żywym wymaga odwagi, wtedy trzeba mieć własne zdanie, a wszelaka inicjatywa w tamtym środowisku jest karalna - starsi jeszcze nie pozwalają cokolwiek mówić.

   Oni nie wiedzą w jaki sposób rozróżnić czy jesteś martwy czy nie martwy. Na przykład Braphupada powiedział, że człowieka, który nikogo nie kocha należy uważać za zmarłego.  

 Jeśli ty przynajmniej kochasz własnego kota albo gdy hodujesz jakiegoś kanarka to już jest coś.

  Martwi tworzą organizacje - wszelkiego rodzaju piramidy, a ludzie żywi tworzą żywe organizmy - tam oni są żywi i tam są równi, a w organizacjach nie ma sobie równych.

  Oni boją się doskonałości miłości, tchórzami są ci, którzy odwrócili się od Boga i tacy ludzie tracą wszelkie prawa i wolności. Tak więc te tak zwane osoby fizyczne to papierowi ludzie, którzy są "w rejestrze diabła" - że tak to nazwę.  To nie jest jakiś tam Centralny Rejestr UPIK czy CEPiK ale rejestr diabła.

   Tchórz to osoba fizyczna,  tchórz nie ma żadnych relacji z Bogiem. A ponieważ wszelkie prawa pochodzą od Boga i na liście Boga tchórza nie ma to w związku z tym nie ma on żadnych praw.

   Czy rozumiecie, skąd pochodzą prawa? Rozumiecie jakie to jest ważne aby mieć ogień?  Ja nawet słyszałem coś takiego: "ja nie jestem bohaterem, ja należę do innej kasty". Są tacy ludzie, którzy tak w mądry sposób opowiadają różne rzeczy.

Tchórzostwo jest święcie przekonane, że ono dokonało postępu - że wzniosło się do poziomu Bramina i że tam już nie muszą używać rąk i wszystko jest w porządku. Już nie trzeba nic czynić: "wszystkie walki pozostawiłem już za sobą i wzniosłem się wysoko ponad chmury".  

  A jeśli nie jesteś bohaterem - nie jesteś ani śudra (szudrą), ani braminem, ani Vaiśya to należysz do kasty nietykalnych, ponieważ heroizm istniał w każdej kaście. Szudra walczy - on jest na przykład bohaterem socjalistycznej pracy.  Vaiśya (Waisza) podobnie - też on podejmuje jakieś ryzyko, jest jakimś bohaterem, kupiec też może być bohaterem.

  Bramini też bywaja bohaterami, święci podobnie, czy święty nie jest bohaterem? Święci są już uważani za powszechnych bohaterów - pośród nich jest najwięcej heroizmu. 

  Tak więc gdy tchórz twierdzi, że on nie jest wojownikiem, to zazwyczaj "skromnie" zalicza sam siebie do braminów - to jest kasta społeczna będąca ponad Kszatriami czyli wojownikami.

  Ale to co dla Kszatria jest dobrym działaniem to dla Bramina jest występkiem - ale heroizm nie ma z tym nic wspólnego.  Czystość nie ma z tym nic wspólnego. Ten brud bezbronny nie ma z tym nic wspólnego.

  Tchórzostwo też nie ma z tym nic wspólnego, tolerancja też nie ma z tym nic wspólnego - wszelkie te rzeczy są poza kastami. Kiedy się ustroiłeś w to wszystko i uważasz, że to jest rzeczywiście wysoka duchowość to tak naprawdę zhańbiłeś się -  zbezcześciłeś, to wszystko jest nieczyste.

 Oni mówią, że niby nie walczą - że jakoby duchowość im na to nie pozwala. Ja tu wymienię braminów jako przykłady bohaterstwa:  Bhaktivinoda Thakur, mamy tu jego wizerunek za nami na ołtarzu. On nie tylko walczył, on budził strach nawet wśród Anglików.

  Bali się go wszyscy opętani,  on wyganiał złe duchy. Przecież to są typowe cechy Kszatria. On po prostu walczył. Wraz ze swoim synem i jego drużyną 20 ludzi ganiali z włóczniami takich buddystów. Oczywiście prawdziwi buddyści to dobrzy ludzie ale tamci byli tacy pro - rządowi.

    Jeździli z włóczniami i walczyli - jego w ogóle nazywano Guru Lew.  Albo weźmy opisy z Mahabharaty, tam był taki bramin Hismadeva. Ten prawie wcale nie odkładał miecza. Był jeszcze inny bramin Dronaczarja - on wszystkim dawał nauki, bramin jest nauczycielem.

  Poza wszystkim innym on nauczał także wojennego rzemiosła i kiedy udał się na pole bitwy to wszystkich nauczał - zarówno Pandawów jak i Urałów.  Nikt nie mógł sobie z nim poradzić.

  Jakikolwiek tłum nie ruszył w jego stronę to on ich wszystkich zabijał i mieli z nim problem - a wtedy pokonali go za pomocą oszustwa. Powiedzieli mu, że jego syn został zabity a kiedy on na moment opuścił broń to mu odrąbali głowę. Tego bramina nikt nie był w stanie pokonać w walce.

   Jaka waszym zdaniem jest główna cecha Kszatria?  Najważniejszą cechą śudry jest religijność - on powinien znać prawo, a to dlatego że on ma najmniejszą odpowiedzialność. Dlatego musi znać prawo bo on podejmuje niewiele decyzji.

  Jaka jest najważniejsza cecha człowieka z kasy Vaisha? Na przykład słowo honoru -  mówiło się "słowo kupca", pamiętajcie. Tak więc najważniejszą cechą Kszatrja czyli wojownika jest zdolność przebaczania, ponieważ mi przebaczenie od innych kast jest niepotrzebne.

   Tylko wojownik może mnie naprawdę ukarać. Przedstawie to tak: mam jakiś problem i wzywam Policję czyli wojownika aby on mi pomógł - to nie jest tak.  W Wedach jest wyraźnie napisane, że każdy ma prawo się bronić. A wojownik to ten, który oprócz tego może iść przeciwko całej armii - to jest Kszatrij.  

 A wojownikiem jest każdy z nas. Jeśli jestem głową rodziny a do domu wpadają złodzieje to co? Czy ja mam wzywać policję? Muszę wziąć broń, pałkę lub mam opanowanie sztuk walki - to jest po prostu bycie mężczyzną.

 A jeśli tam nie ma mężczyzny lub jest na przykład chory to kobieta powinna wziąć kij i tyle. Ona nie musi nigdzie szukać do jakiej kasty należy - czy może brać w ręce kij czy nie może. Czy ona ma brać się za jakieś tam rozważania kiedy jej dzieci będą w niebezpieczeństwie a Kszatrja przy niej brak? Przecież, że nie  - ona bierze się do działania.

    Każdy sam się broni - wszystko w tym celu istnieje. Zwierzęta mają wszystko, ludzie też mają wszystko, ale zorganizowana religia mówi "nie" - Żydowskie opowieści ludowe, "tak postępować nie wolno".

Przeczytam co powiedział Pierre Beaumarchais To francuski dramaturg i publicysta: "Gniew dobrych ludzi to nic innego jak pilna potrzeba przebaczenia" - jaki oto dziwny aforyzm. Gniew to pilna potrzeba przebaczenia - to dotyczy dobrych ludzi, u złych jest coś innego.

  Tchórz nie jest w stanie przebaczać - przebaczanie oznacza odpuszczanie grzechów. Ktoś tam mi nasypał soli na ranę a ja powiedziałem: "no dobrze - to minie". Tamten co nasypał sól powinien coś otrzymać zgodnie z prawem karmy - coś powinno go uderzyć w głowę ale to zostało zatrzymane i już mu na głowę nie spada.

   Ja zatrzymałem jego karmę - to jest mistyka, umiejętność przebaczenia. Oznacza to, że działalność Shatri jest działaniem mistycznym. A Bóg w Bhagawadgicie mówi: "ja jestem patronem mistyków". Jestem tam gdzie oni -  Bóg jest tam gdzie Arjuna - Arjuna to wojownik i tam gdzie wojownicy tam jest też niezwykła moc mistycyzmu, tam jest mistycyzm.

 Wy chcecie odrzucić mistycyzm? - odrzucenie mistycyzmu oznacza odrzucenie Boga. Tam gdzie nie ma ognia, tam gdzie panuje brud - tam mistycyzm się kończy.

  Mistycyzm pojawia się tylko w czystym miejscu, wtedy od razu wszystko staje się jasne. Czym jest mistycyzm? "Potrzebuję tego" - a tu "bach", spadło pod nogi i to wszystko.

  Ja się nie przemęczam - po prostu wykonuję swoje zadanie. A potem, jeśli okoliczności nie pozwalają, to wszystko wydarza się jakoś tak samo z siebie. To jest mistycyzm.

  A tam gdzie jest brudno - tam Bóg nie zsyła takich prezentów. Ja wtedy zaczynam  stosować sztuczki jakiejś magii i zaczynam to sobie zorganizować. Czy to będzie magia czarna czy biała, czerwona.... ogólnie chodzi o to, że ja wiem czego potrzebuję. 

 A w tym drugim przypadku to Bóg wie czego ja potrzebuję. Idę sobie i jeszcze o tym nie zdążyłem pomyśleć a to już jest - to właśnie jest mistycyzm. I towarzyszy mi tylko radość - a w drugim przypadku jestem niezbyt szczęśliwy, czasami jest to denerwujące.

   Tak więc tchórz nie potrafi przebaczać, bo wybaczanie to odpuszczanie grzechów - usuwanie karmy a to jest władza duchowa. Człowiek duchowy odpuszcza grzechy, a więc Kszatrij może wybaczać.

  I dlatego Vitra Sura powiada, że najwyżsi z Kszatrijów to ci, którzy mogą walczyć na polu bitwy - że właśnie oni władają mistyką, obie ich kategorie.

 A gdy tchórz mówi, że on nie jest wojownikiem bo duchowość mu na to nie pozwala i sam zalicza się do braminów - to on to nawet mówi z dumą. To mi przypomina pewną anegdotę: idzie sobie dwóch ludzi i jeden mówi: 

- "wiesz - mam zaburzenia rytmu serca."

- Ten mu radzi: "idź do psychologa". No i poszedł. Potem się spotykają i ten pyta:   -"no i jak tam?"  

- Dobrze zaburzenia rytmu serca jak miałem tak mam ale teraz jestem z tego dumny. 

 Tak więc to są ludzie, którzy szczycą się tym, że oni nie są wojownikamiże oni nie mogą walczyć, że to im nie przystoi -  ci ludzie już skostnieli w swoim tchórzostwie.

   Tam w nich już działają te wszystkie złe duchy, które wniknęły do ​​ich serc. One im opowiedziały coś filozoficznego, że to wspaniałe, że oni są tacy - a ci, którzy walczą  to jakiś prymityw, pierwsza klasa - za to oni są już bardzo zaawansowani, ze to już niemal ukończony życiowy uniwersytet.

  A tak naprawdę oni już śmierdzą - tam już pieluchy są przepełnione nieczystościami, wszystko się wylewa a ci są z tego dumni. A to jest zabrudzona świadomość - zbezczeszczenie. Tchórze nigdy nie powiedzą, że są tchórzami - oni powiedzą, że oni są ponad wojownikami.

Chciałem zapytać tych pewnych siebie niby "duchownych":  Czy Jezus Chrystus był wystarczająco duchowy gdy w gniewie z biczem w dłoni wyganiał handlarzy ze świątyni? Czy to był duchowy postępek?  A może on stracił panowanie nad sobą?

 Kto tam był jeszcze z chrześcijan? Weźmy Siergieja z Radoneża. Przecież on nie tylko był inicjatorem tej wojny obronnej, - nieważne czy to się wydarzyło czy też nie, istnieje taki przekaz, to nie ma tu znaczenia - on podobno wysłał na nią nawet swojego mnicha Pierieswieta, który walczył z Kaczubiejem! a czy mnich może walczyć? Opowieści mówią, że ten Kaczubiej ważył 300 kg i jeden drugiego zabił.

 Albo dla przykładu Nikołaj Ugodnik, który zaczął mordobicie na Pierwszym Soborze Ekumenicznym. Czy on był wystarczająco duchowy?  To się zdarzyło wtedy gdy w chrześcijaństwie pojawiły się rozbieżności, więc oni  zebrali się, żeby porozmawiać i uzgodnić wspólne wersje. A wtedy jakiś tam egipski arcybiskup - a tam tych arcybiskupów było 300 - no i ten egipski coś tam zaczął opowiadać a Ugodnik mówi: "przecież on bezcześci święte pismo, tak nie powinien mówić!".

A w odpowiedzi usłyszał: "bądź cicho - trzeba być tolerancyjnym". Oczywiście wtedy takie słowo nie istniało, tolerancja to termin medyczny.  

   "Ależ jemu nie wolno tak mówić!"  wstał i obił mu gębę.

   KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ. 

https://www.youtube.com/watch?v=eFL_3FdaqbA