niedziela, 22 października 2017

Kosmiczne przeznaczenie Żeńczyni.

  Dziewczyna, która wychodzi za mąż i staje się matką, zmienia się jako energia. Matka jest tą, która urodziła, i jest w pełni odpowiedzialna za życie swojego dziecka. Dziewczyna, która stworzyła rodzinę na podświadomym poziomie bierze odpowiedzialność nie tylko za swoje dzieci ale także za męża. Rodzina to jedyna rzecz dla której ona żyje - bez niej dzieci nie będą się rodzić a jej mąż nie wypełni wszystkiego tego co zechce uczynić. Dzisiaj jego aktywnością jest biznes, sztuka, twórczy trud, praca.
Bez swojej kobiety mężczyzna nie jest w stanie stworzyć. Naprawdę tak to jest w rzeczywistości dlatego kobieta zawsze wspomaga męża - służy mu w wielkim znaczeniu kosmicznym. Jest to harmonijne życie rodziny i ludzi w ogóle. To nie znaczy, że pozycja kobiety jest uniżona, stłamszona i ją ten stan uraża - wręcz przeciwnie, kobieta jest zobowiązana być zawsze piękną, zdrową, wesołą, jej radość i zaufanie doładowuje męża, wspiera go etycznie, stwarza mu wszystkie warunki działania.
Pamiętajcie kobiety, to właśnie od Was zależy kim będzie i co osiągnie Wasz mąż. Jest tylko jeden warunek: niech mąż sam wybiera drogę swoim sercem a Ty musisz mu tylko pomagać. A jeśli ingerujesz, stawiasz przeszkody w jego życzeniu i poniżasz go to tym samym naruszasz uniwersalną harmonię Wszechświata. Twoim zadaniem jest pomóc mężowi otworzyć się, pomagać mu w wypełnieniu jego misji i nie narzucać własnej.
Gwarantem silnej harmonijnej rodziny jest miłość. Miłość z taką siłą łączyła dwie połówki między sobą - to znaczy męża i żonę, że rozstawanie się było dla nich podobne do śmierci. Dlatego w tamtym czasie nie było niczym dziwnym, że kobiety wraz z mężami broniły swojej ojczyzny przed wrogiem. Kobiety te z reguły miały umiejętności walki nie gorsze niż mężczyźni. To prawdziwa wielka kultura naszych przodków. Jest to podstawa prawdziwej wiedzy wedyjskiej bowiem prawda to harmonia, a harmonia to szczęśliwe życie.


 źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_134262
tekst z książki: "Wiedza chroniona przez Dolmeny".


sobota, 14 października 2017

Instrukcja dla mężczyzn....

a dotycząca kobiet.

Zapamiętaj przyjacielu! Kobieta to nie maleńkie, głupiutkie dziecko. Nie jest też ona naiwną figlarką stwarzającą emocje lecz zadziwiającym człowiekiem zdolnym wypełnić twoje życie ciepłem, a także zdolnym stworzyć tobie warunki do gigantycznego wzrostu i osiągnięcia dowolnych, nawet najbardziej nieprawdopodobnych wyżyn.Czy wiesz, czego ona najbardziej potrzebuje? Oto trzy podstawowe "składniki":

1. Stabilność. Nie chodzi o niekończącą się liczbę zer na koncie karty kredytowej jaką możesz jej przedstawić. W odczuciu żeńskim jest to twoja nieograniczona uwaga na to, jak ona się czuje oraz pozwolenie jej na bycie obok ciebie jakąkolwiek ona jest: piękną i nie piękną, mającą rację i nie mającą, wesołą i smutną, zdecydowaną i słabą. Życie kobiety jest ciągłą emocjonalną huśtawką. Raz jest ona bardzo przewidywalna i pozytywna, a potem znów kapryśna i obrażalska. Jedno i to samo zjawisko dziś może ją bawić, a za dwa tygodnie spowodować rozczarowanie i ból. To wspaniałe, jeśli zdecydujesz się ujrzeć w tym możliwość zbadania otchłani innego świata wewnętrznego i radości wiecznej różnorodności.


2. Wzajemne zrozumienie. Niezbędna jest dla niej szczegółowa komunikacja, a mianowicie omówienie wszystkich drobiazgów w twoim oraz jej życiu. Tobie wydadzą się pozornie nieistotne w drodze do celu te elementy do których ona przywiązuje dużą wagę. Kobieta na przykład nie jest zainteresowana tym, że dzisiaj podpisałeś kontrakt ale za to niezwykle ciekawi ją jak to zostało dokonane w szczegółach (myśli, doświadczenia emocjonalne). Wyobraź sobie, że opisujesz odwiedziny w piekarni tak jakby była to opowieść detektywistyczna z pościgami, strzelaninami, intrygami i zgadywaniem światowego spisku. I wcale tu nie przesadzam. Kobieta naprawdę pojmuje subtelności jako sens życia. Dla Ciebie ważny jest rezultat a dla niej sam proces. Nawiasem mówiąc, życie składa się w 99% z procesów. To właśnie ta osobliwość jej psychiki może sprawić, że Twoja codzienna rutyna stanie się niezwykle komfortowa - oczywiście pod warunkiem Twojej uwagi na sposób myślenia Tej, która jest przy tobie.

3. Bycie potrzebną. To bardzo, bardzo ważne dla niej, aby wiedzieć, że
jej potrzebujesz - ponad wszystko. Nie powinno to być wyrażane słowami ale w konkretnych działaniach. Twoim zadaniem jest dbanie o zdrowie kobiety. Jak na ironię, kobieta często nie radzi sobie w tym wypadku. Wizyta u lekarza, sport, wygląd zewnętrzny, seksualność -ty za to odpowiadasz. To zależy od ciebie, aby  kobieta stała się piękna, atrakcyjna, aby była twoją muzą. Możesz kupić bieliznę, płaszcz, buty na obcasie i poprosić aby ubierała się w to od czasu do czasu. Rozkwitnie jeśli słyszy, że szalenie się podoba. Dla kobiety ma zasadnicze znaczenie wiedza o tym, że to ona jest jedyną i najlepszą dla ciebie, bez względu na to, jak się zachowuje i co by się nie wydarzyło. Szczerze mów ile dla ciebie znaczy jej wsparcie i wiara w ciebie.

Jeszcze jedno! Ona nic nie chce wiedzieć o twoich poprzednich relacjach choć może o nie pytać. Ani jednego faktu! Przemilcz to! ....a Wasza przyszłość ma szansę stać się bezchmurną.

Denis Czerniakow

źródło tłumaczenia https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_133931

środa, 11 października 2017

Prze- oglądał

Tak mniej więcej należałoby przetłumaczyć tytuł jaki nosi ten króciutki film zrealizowany jeszcze w czasach ZSRR. Zamieściłem go na swoim  kanale kilka dni temu:

A przy okazji mem jaki wykonałem przed chwilą. Przyznaje się bez bicia, ze są to inspiracje ze stron rosyjskich - ja tylko tłumaczę te pomysły na polski. Nazbierałem takich fajnych memów ostatnio i będę je systematycznie publikował w wersji spolszczonej.


niedziela, 8 października 2017

Chleba naszego powszedniego....

Temat przygotowuję już od dawna. W sieci jest wiele filmów - wypowiedzi choćby prof. Żdanowa, tłumaczyli je na swoich kanałach przyjaciele. 

   Wczoraj ...bodajże "I" podała link na kanał miłego chłopaka żywiącego się roślinami, pokazuje na swoim kanale miedzy innymi sposób na przygotowanie chleba z lnu- bez pieczenia i drożdży i stwierdziłem, że czas zająć się tym tłumaczeniem (artykuł powraca regularnie na rosyjskich stronach).

        Wspominam swoje dzieciństwo i groza mnie teraz ogarnia gdy przypominam sobie, że ja te drożdże termofilne podjadałem na surowo - nie dziwota, że potem miałem drożdżycę przewodu pokarmowego - medycyna (mama kierownicze stanowisko w dużym, miejskim szpitalu) była bezsilna. Drożdże z nazwy niby "piekarskie" -dostępne w sklepach w małych kosteczkach... (nomen omen - skomplikowany i bardzo kosztowny [!!!] a tym samym zupełnie nieuzasadniony ekonomicznie proces ich namnożenia w fabryce odbywa się właśnie z użyciem kości. Hodowane są na bulionie kostnym, krąży po internecie rosyjskojęzycznym informacja, że Hitlerowcy planujący unicestwienie Rosji również i tym orężem wykorzystywali do tego procesu kości ludzkie. Dokumenty tego typu znaleziono gdzieś w archiwum a potem dość skrzętnie je ukryto).

Oto tłumaczenie wspomnianego wyżej artykułu. Pochodzi
 ze strony: https://vk.com/polza108?w=wall-61700163_8874

 Absolwent Akademii Nauk Medycznych, lekarz-naturopata, Wiktor Chruszczow:
"Wyłączyłem współczesny chleb z mojej (i moich pacjentów) listy żywieniowej.Faktem jest, że jeśli jeść chleb drożdżowy, to drożdże trafiając do naszej krwi zaczynają się rozmnażać spożywając nasze witaminy, pierwiastki śladowe (mikroelementy) czy białka.
Jednocześnie wydzielają produkty swojej aktywności życiowej a wiec
drożdże te pasożytują w naszym ciele. Uważam, że współczesny chleb jest jednym z najstraszniejszych wynalazków ludzkości.
Współczesne drożdże podczas wypieku zasklepiają się w kapsułkach z glutenu. W jelitach są uwalniane z tych kapsułek i uszkadzają błonę śluzową, zakłócają normalną mikroflorę jelitową. Ponadto, pasożytują one nie tylko w jelitach ale
żyją też w osoczu krwi i tam swobodnie się rozmnażają (głównie przez pączkowanie).
Może to powodować różne rodzaje zatrucia jak choćby choroby grzybicze, zaburzenia odporności a to może prowadzić do wielu chorób przewlekłych i procesów nowotworowych.
Jeśli przestaniesz jeść współczesny chleb drożdżowy to dopiero po 5 latach nie wykryjemy komórek drożdży w osoczu krwi.


 Do lat czterdziestych XX wieku wykorzystano drożdże innego rodzaju. Nazywano je również "chmielnymi".
Te drożdże nie były antagonistami dla ludzkiej mikroflory symbiotycznej (tzn. nie zabijały użytecznych bakterii żyjących w jelicie grubym) ale przygotowanie ciasta trwało około jednego dnia, co nie pasowało piekarzom.
W celu zintensyfikowania procesu produkcyjnego zaczęto używać zupełnie innego rodzaju drożdży, które są oficjalnie (a to jest informacja publiczna !) uważane za "
mikroorganizmy warunkowo patogenne", tzn. takie, które powodują chorobę w określonych warunkach. Mowa jest o tym co dziś nazywa się "termofilnymi drożdżami".
Ciasto na  takich drożdżach 
wzrasta za około godzinę.
Drożdże termofilne stosowane obecnie w piekarniach to ANTAGONISTA SYMBIOTYCZNEJ MIKROFLORY LUDZKIEJ.


Oznacza to, że wydzieliny tych drożdży zabijają w jelicie grubym te mikroby, które normalnie wytwarzają witaminy, niezbędne aminokwasy, użyteczne substancje biologicznie czynne i inne niezbędne dla ludzkiego organizmu do normalnego funkcjonowania, t/j dla jego zdrowia.

Istnieje około 500 rodzajów drożdży. Najbardziej niebezpieczne dla ludzi to około 30 z tych typów.

W ciągu ostatnich lat na choroby grzybicze cierpi niemal każdy bez wyjątku, przy czym żaden z leków aptecznych nie leczy tych chorób.

Według różnych szacunków, częstość występowania grzybicy obejmuje 80% populacji dorosłych i 95% dziecięcej.

W ostatnich latach obserwowano tendencję do zwiększania częstości występowania grzybicy, nie tylko u dorosłych ale także u dzieci. Pojawiają się szczególnie skomplikowane grzybice systemowe".

Dodam tu z doświadczenia rodzinnego: w latach 80- tych moja mama będąc z wykształcenia farmaceutką pomagała na parafii w naszym mieście przy selekcjonowaniu tak zwanych "leków z darów". To był taki czas kiedy z zachodu przysyłano do "biednej Polski" rozmaite paczki - dużą część z tego stanowiły lekarstwa. Zachód już wtedy cierpiący na nadprodukcję i nad-konsumpcję wszystkiego wysyłał nam to co u nich było w nadmiarze. Mama nie mogła się nadziwić jak wielki procent tych wszystkich specyfików stanowią preparaty anty-grzybicze. Kontrast z tym co u nas było używane na co dzień był ogromny - w procentach to była jakaś wielokrotność tego co u nas w tej sferze było w ogóle potrzebne. 
       Podczas tzw. "komuny" propaganda bolszewicka używała z lubością pojęcie "zgniły zachód". Dziś to sobie przypominam i inaczej je postrzegam niż wtedy - okazuje się, ze oni już wtedy zaczynali "gnić" - dosłownie. Natura się broni przed tymi kto lamie jej prawa a wszelaka lansowana tam "wolność obyczajowa" taki właśnie niosła plon.

Pieczcie chleb sami- to nie jest trudne - mama to czyni w normalnym gazowym piekarniku. Jak się już "przetrze szlaki" to 40 minut i gotowe - ciasto trzeba "zarobić" czasem nawet i 2 doby naprzód a naturalny zakwas na rozmnożenie przechowuje się w zamrażalniku.  Innym współczesnym problemem jest fakt, ze mąka nie jest już mąką. To co sprzedaje się tanio pod tą nazwą to jakaś chemiczna mieszanina antyzbrylaczy ze skrobią -częścią ziaren udartych z zarodków i otrębów. Warto kupić droższą mąkę a to i tak taniej wychodzi niż opłacanie potem (nic nie pomagających) wizyt u "lekarzy".  

sobota, 7 października 2017

Czego żałują starsi będąc już na progu do wieczności?

Zadziwiające zapiski wolontariusza z domu starców. Poczytajcie - nie pożałujecie. Zmuszają do zadumy nad wieloma sprawami życia...póki nie jest za późno....

Rodziliśmy trochę za mało dzieci.

"Wiesz Alonka, dziś tak bardzo żałuję, że nie urodziliśmy swojej córce braciszka albo siostry. Mieszkaliśmy kiedyś w bloku, w 5-cioro razem w jednym pokoju z moimi rodzicami. I pomyślałam ... cóż, gdzie tu jeszcze jedno dziecko, gdzie? Ona śpi w kącie na piersi, bo nie ma gdzie ustawić łóżka. A potem mój mąż dostał mieszkanie służbowe. A potem - drugie, większe. Ale wiek nie był już na rodzenie dzieci. ""Teraz myślę: cóż, dlaczego nie urodziłam choćby i pięcioro? Przecież wszystko było: dobry mąż, godny zaufania, prawdziwy żywiciel rodziny, miałam w nim oparcie jak o kamienną ścianę. Była praca, przedszkole, szkoła, kubki ... Wszystkich dalibyśmy radę wychować, "postawić na nogi", zakotwiczyć w życiu. A my po prostu żyliśmy jak inni: wszyscy mają po jednym dziecku to i u nas niech będzie jedno. "

"Widziałam, jak mój mąż pielęgnował szczeniaka i pomyślałam - a jednak są w nim niewyczerpane ojcowskie
uczucia. Jego miłości starczyło by dla dziesięciu ale dałam mu tylko jedno dziecko ..."


Trochę za dużo pracowaliśmy - ze szkodą dla rodziny.

"Pracowałam jako magazynier. Cały czas napięte nerwy, ze coś się nie będzie zgadzać i będę za to winna - a dalej sąd i więzienie. A dziś sobie myślę: po co ja w ogóle pracowałam? Mój mąż miał dobre wynagrodzenie. Po prostu wszyscy pracowali to ja także."

"Przepracowałam 30 lat w laboratorium chemicznym. Mąjąc 50- tkę praktycznie straciłam zdrowie - straciłam zęby, chory żołądek, sprawy ginekologiczne. I pytam sama siebie po co to było? Dziś mam emeryturę 3000 rubli, to nie starcza nawet na lekarstwa."

Patrząc dziś z perspektywy starości wielu z nich sami pojąć nie mogą po co się uczepili tej pracy?  - często niekwalifikowanej i nie dającej żadnego prestiżu, nudnej, ciężkiej, nisko-płatnej.

Trochę za mało podróżowaliśmy.

  Przeglądając swoje wspomnienia większość starszych ludzi wymienia wycieczki, podróże, wyprawy.

"Pamiętam jak jeszcze za czasów studenckich pojechaliśmy nad Bajkał, Jakże tam niewyobrażalnie pięknie!"

" Przez cały miesiąc wyprawiliśmy się na rejs po Wołdze - aż do Astrachania.
Jakie to było szczęście! Byliśmy na wycieczkach w rożnych historycznych miastach, opalaliśmy się, kąpaliśmy. Proszę zobaczyć - do dziś mam fotografie!"

 "Na weekend postanowiliśmy udać się do Leningradu. Nasz samochód wtedy to była jeszcze "Wołga 21". Siedem godzin za kierownicą. Rankiem usiedliśmy na śniadaniu w pałacu Piotra I nad brzegiem Zatoki Fińskiej. A potem zaczęły działać fontanny!" 

Kupowaliśmy zbyt wiele zbędnych rzeczy.

"Widzi pan, w naszym bufecie mamy niemiecką porcelanę na dwanaście osób. I nigdy w życiu na niej nie jedliśmy - w ogóle nie używaliśmy tego serwisu. Och! Weźmy stąd filiżanki ze spodkiem i wypijemy w nich wreszcie herbatę. A na ciasteczka niech pan wybierze najpiękniejsze talerzyki."

"Myśmy oszaleli na punkcie tych rzeczy, kupowaliśmy, zdobywaliśmy, tak się staraliśmy ... Ale one nawet nie sprawią, że życie jest bardziej komfortowe - wręcz przeciwnie, przeszkadzają nam. Cóż, po co kupiliśmy tę "meblościankę" na wysoki połysk? Zepsuliśmy dzieciństwo wszystkich naszych dzieci  - "nie dotykaj", "nie zarysuj jej". Lepiej byłoby, gdyby była tutaj najprostsza szafa z desek, ale za to dzieci mogły by się bawić, rysować, wspinać się!"

"Za całą wypłatę kopiłam fińskie kozaki. A potem przez cały miesiąc jedliśmy tylko ziemniaki, które babcia przywiozła ze wsi. No i po co? Czy ktoś mnie z tego powodu bardzie szanował? czy lepiej mnie zaczął traktować z tego powodu, że ja mam fińskie buty a inni ich nie mają?"

Trochę zbyt mało spędzaliśmy czasu z przyjaciółmi, dziećmi, rodzicami.

"Jak bardzo chciałbym dziś zobaczyć swoją mamę, pocałować ją, porozmawiać z nią! A mamy nie ma z nami już od 20 lat. Wiem, że gdy mnie zabraknie to moja córka będzie tak samo tęsknić za mną i jej będzie tak samo brak mnie. Ale jak jej to teraz wyjaśnić? Ona tak rzadko przyjeżdża!".

"Urodziłam Saszkę i po 2 miesiącach oddalam go do żłobka. Potem przedszkole, szkoła z wydłużoną opieką popołudniową. Latem obóz Pionierski. Któregoś wieczora przychodzę do domu i zdałam sobie sprawę, że mieszka tam zupełnie mi nieznany 15-letni człowiek."

Zbyt mało się uczyliśmy.

 "Jak ja mało czytałam książek! Wszystkie sprawy widziałam jak biznes. Popatrz, jaka tu jest ogromna biblioteka, a ja nawet nie otwierałam większości książek. Nie wiem, co zawierają te okładki". 

Nie interesowaliśmy się sprawami duchowymi i nie szukaliśmy wiary.

"Wie pan,
całe życie trochę się obawiałam ludzi wierzących. Szczególnie bałam się, że potajemnie wciągną w swoją wiarę moje dzieci, powiedzą im, że Bóg istnieje. Moje dzieci są ochrzczone ale nigdy nie rozmawiałam z nimi o Bogu- rozumie pan, wtedy wszystko mogło się zdarzyć. A teraz rozumiem - wierzący mieli życie, mieli coś ważnego co mnie ominęło ".

Czytając te wersy mimowolnie zaczynasz przenosić je na swoje życie i zaczynasz rozumieć.....rozumiesz, że podążasz  tą samą przetartą drogą i popełniasz te same błędy, że sam "następujesz na te same grabie". I wychodzi na to, że za 20 -30 lat być może napiszesz te same zdania doświadczając tego samego żalu i goryczy z powodu braku świadomości we właściwym czasie. Ale..... MOŻEMY ZDAĆ SOBIE Z TEGO SPRAWĘ WCZEŚNIEJ I NAPRAWIĆ TO JUŻ DZIŚ!!!

 Zacznijmy żyć wolni, radośni i szczęśliwi!  Zacznijmy mniej pracować i więcej czasu spędzać ze swoimi bliskimi, czyńmy tylko to czego chcemy i co lubimy. Częściej się cieszmy i radujmy - a co najważniejsze: nie przeszkadzajmy naszym dzieciom być szczęśliwymi, zacznijmy im w tym pomagać!. 

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_133500

p.s. a ja przypomnę, ze dawno temu przetłumaczyłem taki oto filmik:


piątek, 6 października 2017

W piątek spotkałam na przystanku Prawdziwego Mężczyznę!

....i bez znaczenia, ze miał tak na oko około 15 a może 16 lat bo czyny i maniery prawdziwego Marszałka. W piątek było nieco chłodno - tak około minus 12 stopni - ale gdy stoisz i czekasz na autobus to wydaje się jakby to było minus 20. I zupełnie obok mnie stała ta para - nastoletni chłopak i dziewczynka około 12 lat -sądząc z ich zewnętrznego podobieństwa był to brat i siostra. Widać, że stali bardzo długo bo kiedy podeszłam dziewczynka przytupywała już nogami starając się rozgrzać i z lekka drżała. Chłopiec uważnie popatrzył na nią z góry do dołu jakby oceniając "ciepło" kurtki.
- "Ej, a ty w czym wyszłaś z domu? "
- "W wełnianym płaszczyku" - zabrzmiał ledwie słyszalny głos.
- "Przecież on jest cieniutki!"
- "Nieee".....
- "Ech.... kobiety!" z ciężkim westchnieniem odpowiedział chłopak rozpinając i zdejmując swoją kurtkę puchową. Narzucił ją dziewczynce na plecy a ta okazała się dla niej ogromna i zapięła się tak, że podbródek i nos dziewczynki schowały się pod wielkim kołnierzem. Sam chłopak pozostał w bluzie i grubym swetrze o wielkich oczkach. Dziewczynka wysunęła nos z puchowej kurtki:
- Ty się rozchorujesz....
- Nie rozchoruję się - w domu zrobisz mi gorącej herbaty - odrzekł stanowczo.
Potem jeszcze spojrzał na dziewczynkę stojącą obok podobną do gąsienicy owiniętej w kokon i skinąwszy głową zakomenderował:
- I sama wypijesz. Dla pewności dwie filiżanki.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_133507



MĘŻCZYZNĄ SIĘ NIE RODZISZ - MĘŻCZYZNĄ SIĘ STAJESZ.

Przez ostatnie kilka stuleci.....

u tych amazońskich, północnoamerykańskich. lub tez australijskich "dzikusów" narodziło się bardzo wiele pytań.

   Zadają oni na przykład takie pytanie: dlaczego tak wiele pracujecie wbrew swojej woli? Czy wy tam jesteście w niewoli? My pracujemy tylko wtedy gdy mamy ochotę, ale rzadko kiedy jest to naprawdę potrzebne. A jeśli nam się nie chce to nie pracujemy.

   Dlaczego wasze kobiety chodzą do lekarzy aby rodzić?Czy one wszystkie są chore? Po co wam domy na które trzeba pracować 20 - 30 lat a potem i tak za nie płacić? Czy one są ze złota?

   Po co wam przedszkola i szkoły gdzie zdaniem większości dzieci nie ma nic ciekawego? Po co tracicie tyle zdrowia i czasu na zapracowywanie pieniędzy aby potem za ich pomocą opłacać bardzo kosztowne leczenie chorób będących konsekwencją tego szalonego sposobu życia? Dlaczego u chłopców kładziecie nacisk na rozwinięcie pokory i posłuszeństwa a u dziewczynek cenicie siłę i niezależność? Czy to czasem nie powinno być odwrotnie?  

  Dlaczego nauczacie swoje dzieci skomplikowanych równań i zasad matematycznych a nie uczycie mnogich niuansów leczniczych ziół, rzemiosła, zasad życia pośród natury? Po co produkować i kupować w sklepie dla dzieci zabawki rozwijające zręczność manualną kiedy na każdej leśnej polance jest obfitość różnorakich kamyczków i gałązek?

  Po co się leczyć kosztownymi "lekarstwami" syntetyzowanych przez farmakologów a potem leczyć się od skutków ubocznych tych "lekarstw" aby na koniec przy pomocy kolejnych "lekarstw" odbudowywać zniszczony już całkiem system immunologiczny, nerki czy mikroflorę żołądka lub jelit?

  Czy nie wiecie, że istnieją lekarstwa naturalne? My Indianie czy też Aborygeni - jak to nas nazywacie mamy dziesiątki sposobów na wyleczenie na przykład waszego raka w początkowym stadium i to przez tydzień oraz zupełnie bezpłatnie- na przykład przy pomocy cierpkiego soku bananowej palmy. Ale wy wydajecie się tak bardzo zahipnotyzowani ("zazombirowani" = zmienieni w zombie -przyp michalxl600), że nawet nie przypuszczacie aby to było możliwe i wydajecie tysiące dolarów na skomplikowane leczenie dające bardzo wątpliwy efekt. Przy tym karczujecie dżungle gdzie rosną setki bezcennych ziół leczniczych, pozbawiacie również w ten sposób domu tysiące zwierząt, które żyły tu na długo do waszego pojawienia się.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_133487




środa, 4 października 2017

Opowieść o łożyskach.

Czuję jakoś "podskórnie", że ta sztuczka wyłącza coś ważnego w człowieku.

Będąc w wojsku leżałem kiedyś na oddziale dla wojska w Ufie. Tam jako stróż pracował były lekarz -pamiętam, że nazywali go Edward. Był już w podeszłym wieku, palił fajkę i posiadał praktycznie encyklopedyczną wiedzę w każdej dziedzinie ale co najważniejsze: wspaniale snuł opowieści a miał ich nieprzebrane ilości.  

    Kiedyś przenosiliśmy na zewnątrz niewielkie pakunki (w szpitalu wszyscy zdrowiejący i lekko chorzy pracowali) i z jednego pudełka przez szczelinę jaka powstała podczas nieostrożnego załadunku wypadły łożyska. Edward wziął jedno z nich - nadział na palec i pokręcił. Popłynęła przy tym opowieść o tym jak jego wykładowca z Akademii Medycznej w Moskwie -lekarz frontowy z ogromnym stażem - uczestniczył na początku wojny w ewakuacji szpitala psychiatrycznego. Rzecz miała miejsce na Ukrainie i przenoszono szpital gdzieś na wschód.       
   Rozumie się - wojna, wszystko wokół gruchocze, Niemcy już tuż tuż a samoloty nadlatują nad wycofujących się niemal co 5 minut. "Psychiczni" się boją, czepiają się wszystkiego i wyprowadzić ich w żaden sposób nie można. I wtedy ten wykładowca zobaczył pozostawione przez kogoś w pospiechu pudełko w którym znajdowały się łożyska. Szybko rozdał te łożyska chorym psychicznie -ponakładał im je na palce i pokazał jak należy nimi kręcić. Niesprawni umysłowo ludzie tak byli zafascynowani działaniem tych przedmiotów, że bez problemów pozwalali się prowadzić do samochodów.

  Edward opowiadał, że jego wykładowca opisał ten eksperyment w swojej pracy naukowej i udowodnił, że idiotom trzeba w niektórych wypadkach "zamknąć" świadomość -zająć ich czymś aby głowa nie tworzyła innych myśli prowadzących do nieoczekiwanych działań.

    No i chodzę sobie dziś po ulicach i widzę wszędzie takie same "czarodziejskie" zabawki - spinnery w rękach niemalże każdego dziecka i przypominam sobie tę opowieść o odwróceniu uwagi idiotów.  I jakoś tak mi nieswojo.....   

Wadim Andiejew

źródlo tlumaczenia   


wtorek, 3 października 2017

Jak posprzątać stajnię Augiasza?

 Jak wiadomo zadanie to było jednym z 12- stu jakie zlecono Herkulesowi (Heraklesowi) i wywiązał się z niego szybko przepłukując tę stajnię wodami z rzeki.
    Wtajemniczeni powiadają, że w tych legendach zawarte są podpowiedzi dla ludzi pragnących obudzić swoje naturalne moce i stać się na powrót podobni Bogom.
   Inne pradawne powiedzenie (chyba też jakiś Grek jest autorem) powiada: " ŚMIERĆ CZAI SIĘ W JELITACH".
   Można i tę stronę poczytać choć tak drastyczne metody uważam za ostateczność (rozwijam temat poniżej).

    Podtytuł niniejszego wpisu powinien brzmieć:  Arnold Ehret.  Tu co nieco o tym panu - klikajcie dalej w sieć i szukajcie.  Nasza czytelniczka "Mum Bi" przesłała mi książkę. Zamieściłem ją na chomikuj.pl (jeśli ktoś zna inny sposób to piszcie jaki- zamieszczę i tam)  https://chomikuj.pl/michalxl600/Arnold+Ehret/*40*40+ok+DIETY.POSTY.ZDROWIE+wg+prof.A.EHERTA+i+F.S.Hirscha1909x29str(1),6087688351.odt
 Gdyby nie działało to proszę o list na maila i prześlę plik pocztą elektroniczną.Hasło do folderu "Arnold". 

Cóż tu więcej dodać? CZYTAJCIE!!! Bardzo mądra praca- pan był praktykiem co dla mnie ma nieocenioną wagę. Mamy więc kolejne źródło (obok na przykład Makarego Sieradzkiego - Życie bez chorób". PDF dostępny w necie). Niemal ze wszystkim się zgadzam  -poza może lewatywami, które ludziom jako tako zdrowym są raczej zbędne i uważam, że wywołują więcej zaburzeń niż niosą korzyści. Jak mówił Lewszunow - naturalnym biegiem wody jest z góry na dół a nie odwrotnie.  
   Pan Ehret niezwykle gruntownie rozprawia się z rozmaitymi sposobami i błędami głodowania. Moja wieloletnia osobista praktyka bardzo rezonuje z tym co znajduję w książce pana Ehreta - też miałem zdiagnozowaną "nieuleczalną chorobę" (w moim przypadku była to alergia). Ja tak samo jak on też dziś jestem przeciwny długim głodówkom - "porządku się nie czyni - porządek się utrzymuje". No... pomijamy rzecz jasna w/w stany kiedy mamy "zawaloną" stajnię (a taki ponoć stan przedstawiają dziś grube jelita większości przedstawicieli ludzkiej populacji). Ludzie są istotami, które najgorzej się żywią z pośród wszystkich mieszkańców naszej przepięknej planety. Podobno przeciętny zjadacz grillowanych "frykasów" (taki typowy shrek z brzuchem wylewającym się ponad pasek) ważący na przykład 100 kg ma w sobie około 10 kg różnego typu pasożytów. Już sama kuracja odrobaczająca powoduję natychmiastowe chudnięcie. 
  Wspomnę tu, że również większość chorób psychicznych ma swoje źródło w zanieczyszczeniu ciała. Nie potrzeba dziś żadnych chipów- chipami są robale wewnątrz ciał ( "w królestwie Bożym" - jak je słusznie nazywał Wiedun Jezus. On przecież też leczył postami). Pewna pani lekarz z Warszawy (tytuł doktora nauk medycznych) prowadząca oddział dziecięcy ...bodajże psychiatrii z automatu zaleca na wstępie odrobaczyanie i po kilku dniach u połowy małych pacjentów zanikają niemalże objawy z jakimi tam trafili. 

   Postaci wypowiadających zupełne zbieżne poglądy przywoływaliśmy na tym blogu kilka. Proszę odnaleźć wpisy "oczyszczanie limfy" (były chyba ze 2 wpisy o podobnej nazwie). Na You Tube wspaniałe wykłady d-ra Morse (leczy raka postami na sokach owocowych), są wykłady pani Butakowej (mój kanał), jest wspaniała rozmowa i wiele filmów w necie z tym panem

  Tu kanał kolegi: Borys Rafaiłowicz Uwaidow  Ten pan też był za młodu skazany przez "medycynę".
  Wracając do Arnolda Ehreta:


Ciekawostka

W swej ksiażce „MUCUSLESS DIET HEALING SYSTEM. A SCIENTIFIC METHOD OF EATING YOUR WAY TO HEALTH” Ehret pisze: „Kiedy kobiecy organizm całkowicie oczyszcza się dzięki leczniczej diecie, zanika menstruacja. Wszystkie moje pacjentki, które przeszły proces oczyszczania leczniczą dietą, donosiły mi, że miesiączki stały się u nich coraz rzadsze – z przerwami dwu, trzy, czteromiesięcznymi – aż w końcu całkowicie ustały.

Ból głowy i zębów, nudności i inne tak zwane niedomagania towarzyszące ciąży ustają, porody staja się bezbolesne, na świat przychodzi noworodek niezwykle „czysty” w porównaniu z innymi, u matki wytwarza się wystarczająca ilość słodziutkiego mleka – wszystko to obserwowałem w przypadkach kobiet przestrzegających leczniczej diety.

Nie zalecam kardynalnie zmieniać menu w czasie ciąży lub karmienia piersią. Należy to zrobić co najmniej 3 miesiące przed poczęciem”.


Edycja 4 października 2017:
   Dostałem od stałej czytelniczki taki list z prośbą o publikacje w tym temacie:
Możesz wrzucić pod wpis,

Jestem 2 lata na raw food i moje miesiaczki stały się bezbolesne i skąpe. Wystarczą chusteczki. Wróciła mi też owulacja, bo cierpiałam na PCOS - wyleczyłam się z tego.
Tu kobieta też cierpiała na tę przypadłość a ma dzieci, wyleczyła się surową dietą https://www.youtube.com/watch?v=yegH2A3Q7To
(co do jej menstruacji nie wiem)

Jest też Polka co prowadzi bloga surowego http://chooselife.pl/2012/04/26/krwawienie-u-witarianek/  i przestała krwawić.

To jest prawda :)

Pozdrawiam Jędrzeju!

sobota, 30 września 2017

40 oznak pychy według Mahabharaty.

  Miałem ostatnio kilku gości, którzy trochę "dali mi w kość". Ogólnie bardzo pouczające zdarzenia - sam jestem ciekaw czym one w przyszłości zaowocują i po co brałem w tym udział mimo, że jak odczuwam nie była to moja lekcja i od początku zdawałem sobie sprawę czym to się może przejawić i jak skończyć. 
Ogólnie jest to dziś powszechna plaga. 
Wyszukałem taki oto tekst. Źródło poniższego tłumaczenia tutaj:
 Zapraszam do lektury:

Oto cechy nad którymi niemal wszyscy musimy pracować aby się ich pozbyć. Pycha to poczucie bycia lepszym od innych albo też wprost przeciwnie - poniżanie siebie. Pradawne pisma opisują pychę jako niezwykle niszczącą cechę potrafiącą doprowadzić człowieka do pełnej degradacji. Epos "Mahabharata" powiada, że właśnie pycha jest korzeniem wszystkich 16-stu typów brudu jaki znajduje się w sercu człowieka. Wszelkie nasze niedostatki i wady biorą początek właśnie z pychy (nie mylić z dumą - istnieje zdrowe poczucie zadowolenia z dobrze spełnionego obowiązku, dobrze przeżytego dnia, z dobrze wychowanych dzieci itp. Pasożyty społeczne nam ostatnio mieszają te 2 pojęcia. Ważne by przy tym mieć świadomość jak to ładnie jest napisane w Dezyderacie: "zawsze znajdziesz lepszych i gorszych od siebie......." - przyp. michalxl600).

   Oto i ten spis:

1. Zawsze mam rację.
2. Protekcjonalne traktowanie innych lub też traktowanie z wyższością.
3. Poczucie własnej ważności.
4. Poniżanie siebie i innych.
5. Myślenie o tym, że jesteś lepszy od innych - przechwalanie się.
6. Umiejętność postawienia przeciwnika w niewygodnej sytuacji.
7. Chęć kontrolowania sytuacji ale niechęć do brania na siebie odpowiedzialności.
8. Wyrażanie pogardy i arogancja, silna dominacja żalu, chęć spoglądania w lustro.
9. Wystawianie na pokaz dostatku - odzieży i tym podobnych.
10. Nie pozwalanie innym pomagać sobie i pracować z innymi.
11. Branie na siebie zadań ponad własne siły i umiejętności.
12. Praca bez umiaru.
13. Ściąganie na siebie uwagi.
14. Obrażanie się ( przyczyną "obrażalskości" jest chęć kontrolowania).
15. Nadmierna gadatliwość lub też rozmowy o swoich problemach.
16. Nadmierne przewrażliwienie lub niewrażliwość.
17. Nadmierne zajmowanie się swoją osobą.
18. Myśli o tym co o tobie mówią lub myślą inni.
19. Używanie słów, których słuchacze lub czytelnicy nie znają a które ty znasz.
20. Poczucie swojej nikczemności (niskie poczucie wartości).
21. Niewybaczanie sobie i innym.
22. Tworzenie idoli z siebie i innych.
23. Zmiana sposobu postępowania w zależności od tego, z kim rozmawiamy.
24. Niewdzięczność ( największy z grzechów w okresie Kali Jugi). 
25. Ignorowanie ludzi mało znaczących.  
26. Nieuważność (przy studiowaniu świętych pism). 
27. Ton głosu pełen poirytowania.
28. Podnoszenie głosu w złości i zdenerwowaniu.
29. Niepodporządkowanie woli Boga, przykazania lub mistrza (bunt przeciw autorytetom oraz krytykanctwo).
30. Brak poczucia własnej wartości (dokonywanie grzesznych czynów - działanie jak zwierzęta).
31. Brak rozsądku i bezmyślność (działanie siłą bezwładności nie zamyślając się).
32. Nieuczciwość wobec siebie i innych. 
33. Niezdolność do kompromisu.
34. Pragnienie zawsze pozostawienia ostatniego słowa (masz rację, ale mam własne zdanie). 
35. Niechęć do dzielenia się wiedzą w celu kontrolowania sytuacji.
36. Brak uwagi lub nadmierna koncentracja na ciele fizycznym. 
37. Myśli o potrzebie rozwiązywania problemów innych osób (gdy nas o to nie proszą). 
38. Uprzedzenie do ludzi w związku z ich wyglądem zewnętrznym. 
39. Nadmierny szacunek do samego siebie. 
40. Sarkazm, humor w gunie (cecha)  ignorancji (Tamas), chęć dopieczenia drugiemu, pożartować i wyśmiać innych.


Dlaczego nie uczymy dzieci żyć w rodzinie?

 Właśnie na dniach - kolejny raz odbyłam rozmowę na temat: jakże to tak i dlaczego ten mój "biedny synek" mając 4 i pół roku nie uczęszcza do przedszkola?... i czym on w ogóle zajmuje się w domu, biedny chłopiec -jakże musi mu być smutno. Na pewno całymi dniami ogląda filmy animowane itp.

   Uważnie przyglądnęłam się mojemu "biednemu" synkowi a nawet z nim o tym porozmawiałam. Po raz kolejny upewniłam się, że nie jest mu smutno. Mało tego - jemu jest naprawdę dobrze. Widać to wyraźnie zarówno po jego zachowaniu w domu oraz poza nim. Wynika to także z rozmów z nim - z dzieckiem 4,5 roku można już prowadzić całkiem sensowną komunikację i można otwarcie prowadzić bardzo poważne rozmowy.
  On nie wie, że w domu powinien się nudzić - on nie wie, że "gdzieś tam" powinno być ciekawiej. On żyje w rodzinie i dzieli z nią wszystkie wydarzenia i dzieła: troski, kłopoty, radości, smutki itp. Żyje tym życiem, którym żyje jego rodzina - wchłania to wszystko w siebie i uczy się od rodziców tego jak oni żyją.
 
Nie chodzi do żadnych "ośrodków edukacyjnych" aby się uczyć rozwijać sprawność manualną, wytrwałość, poznawać litery. i cyfry  czy też uczyć się relacji z rówieśnikami. Mimo tego fantastycznie zna wszystko to co powinno znać dziecko w tym wieku. Całkiem niedawno zaczął interesować się literami i już zna je prawie wszystkie i z wielkim zadowoleniem pisze do mnie listy. A wszystko to bez jakichkolwiek systemów kształcenia!

    Jak bardzo nam namieszały w głowach te wszystkie " techniki kształcenia". Wydaje nam się, że bez tego nie wychowamy normalnego dziecka - co ja piszę normalego, że w ogóle nie uda nam się go wychować! Jakże ma on się rozwinąć i dorosnąc bez specjalnych zajęć sprawności manualnej? bez nauczania obcego języka? bez nauki liczenia i czytania? Przecież takie są wymagania w obecnej szkole- trzeba zaczynać naukę już od 3 lat! No a przedszkole?! Przecież bez niego dziecko wyrośnie nieprzystosowane społecznie! Nie nauczy się relacji międzyludzkich!
    
    No i co się wtedy dzieje? Żyje sobie dziecko w przedszkolu. Tak, od wieku 3 lat uczy się pisać, liczyć, tańczyć, zlepiać wycinanki, rysować (przecież to ważne aby wyrósł człowiek dający sobie radę w życiu i szczęściwy - nieprawdaż?). Potrafi powiedzieć 25 zdań po angielsku - rodzice są z tego bardzo dumni! Ale żyć w rodzinie nie potrafi bo pośród rodziny jest tylko wieczorem kiedy wszyscy wrócili zmęczeni z pracy, pojedli i siedzą w swoich pokojach odpoczywając od napięć pracowitego dnia. W najlepszym wypadku siedzą wspólnie i omawiają jak im minął dzień a to nie całkiem prawdziwy obraz współczesnego życia. Całego życia dziecko nie widzi i nie zna go zupełnie. Potem dziecko, które cały tydzień przebywało w przedszkolu jak w pracy  zabiera się w jego dni wolne do jakichś "ośrodków rozrywki". 
     A bierze się to stąd iż rodzice rozumieją, że muszą dziecku coś dać - coś więcej niż siedzenie w domu, wszak ono się tam nudzi, ono nie wie czym się zająć. No i decydują, że dziecku potrzeba placów zabaw, kino-teatrów, aquaparków i czego tam jeszcze.... No i znów dziecko spędza czas w nieco sztucznych okolicznościa. Tak oto żyje dziecko z lekka oderwane od realiów.

   Potem gdy dziecko staje się starsze zaczynamy się dziwić "dlaczego ono nie pomaga w domu? Dlaczego tylko siedzi przy komputerze? Dlaczego woli spędzać czas ze znajomymi niż z rodziną?" A gdzie jest rodzina? Czym ona jest? Ono nie wie! Ono w ogóle nie wie co tam można czynić! Jemu się nudzi! No i idzie tam gdzie było zawsze  czyli do "kumpli - rówieśników" - a jeśli jest w domu to do komputera. Wszystko dlatego, że potrafi się rozerwać - tego go uczono, to mu pokazywano jako zachętę.

   Potem kiedyś będzie próbowało stworzyć swoją rodzinę.....I wtedy będzie to wszystko poznawać o wiele głębiej.... i uczyć się tego wszystkiego.... komunikować się, tworzyć komfort, przygotowywać posiłki, wychowywać dzieci.... poprzez próby, błędy, kłótnie, awantury.... No bo przecież tak jest bardziej "efektywnie" aby uczyć się na własnych błędach.

źródło tłumaczenia


poniedziałek, 25 września 2017

Po co medycynie świeże łożysko i pępowina naszych dzieci!?

Jako były lekarz pragnę co nieco wyjawić:

Istnieje na szpitalnych oddziałach położniczych cicha, nieoficjalna zasada:
"należy od razu przeciąć pępowinę" A TEGO KATEGORYCZNIE CZYNIĆ NIE WOLNO!

Rzecz w tym, że w momencie narodzin niemowlę znajduje się na podwójnym oddychaniu. Z pierwszego otrzymuje tlen i substancje pokarmowe poprzez pępowinę. Jego płuca nie są jeszcze w pełni sprawne i niemowlak stopniowo, po troszku wdycha powietrze nosem aktywując płuca a "lekarze" przecinają pępowinę zaraz po urodzeniu. Tlen poprzez pępowinę nie jest już więcej dostarczany i dziecko zaczyna się dusić - zmuszone jest dokonywać gwałtownych wdechów i zbyt szybko aktywować płuca... ODCZUWA BÓL! Ponadto krew znajdująca się w łożysku powinna poprzez pępowinę przepłynąć do dziecka (w momencie przechodzenia przez drogi rodne przepływ krwi jest nieco wstrzymany).
  Jeśli od razu odciąć pępowinę to niemowlę nie otrzyma swojej niezbędnej krwi!
A krew z łożyska zawiera naturalne substancje odpornościowe i obronne dla tego dziecka. A więc jeśli pępowina jest przecinana od razu to umyślnie pozbawia się dziecko naturalnej odporności! PO CO? Takie dziecko pozbawione naturalnej ochrony najprawdopodobniej będzie miało problemy ze zdrowiem a więc "medycyna" będzie mogła "wcisnąć" rodzicom tego dziecka szczepionki, tabletki, mikstury, maści albo operacje. Im więcej niezdrowych ludzi i dzieci tym więcej pacjentów - klientów ma "medycyna". Nic osobistego - po prostu biznes....

  Pępowinę można przeciąć nie prędzej jak po godzinie po narodzeniu.... ale "lekarze" nie myślą o tym - oni wolą pod "wiarygodnymi" pretekstami wykonać wszystko jak najszybciej...Biznes medyczny bardzo chce aby pępowina i łożysko pozostało świeże.

  Po co "medycynie" świeża pępowina i łożysko? Z tkanek łożyska i pępowiny produkuje się bardzo kosztowne preparaty kosmetyczne i medyczne. To jedna z przyczyn dla których biznes medyczny bardzo nie chce by ludzie rodzili w warunkach domowych. Wszak jeśli ludzie będą rodzić w domach to pępowina i łożysko pozostaną w domu i biznes medyczny pozostanie bez dochodów.

Autor: Cyryl Repiew

źródło tłumaczenia


niedziela, 24 września 2017

Nienawidzę świata

.......w którym mężowie odziewają swoje żony jak prostytutki wystawiając na pokaz wszystko to co powinno być intymne, świata gdzie nie ma pojęcia honoru i godności, świata gdzie kobiety nie chcą mieć dzieci  a mężczyźni nie chcą rodziny, gdzie jakieś fajtłapy uważają się za ludzi sukcesu siedząc za kierownicą samochodów swoich ojców a każdy, kto ma jakąkolwiek najmniejszą władzę stara się tobie udowodnić, że jesteś niczym. .........świata  gdzie ludzie ze szklanką alkoholu w rękach i brakiem najmniejszego zrozumienia swojej religii obłudnie deklarują, że wierzą w Boga. 
     ........ świata w którym pojęcie zazdrości jest uważane za haniebne, a skromność jest wadą, gdzie ludzie zapomnieli o miłości i tylko poszukują najlepszego wariantu partnera,  gdzie młodzi mężczyźni trwonią pieniądze swoich rodziców w klubach nocnych marszcząc brwi przy brzmieniu prymitywnych dźwięków, a dziewczyny z tego powodu się w nich "zakochują".
.....świata gdzie męskie  i żeńskie  od dawna jest już nie do odróżnienia a gdzie to wszystko razem nazywa się wolnością wyboru, ale tych, którzy wybiorą inną drogę napiętnuje się jako zacofanych despotów - po prostu nie mogę tego zaakceptować.

Wybieram własną drogę!
Keanu Reeves


sobota, 23 września 2017

Kobieta (Żeńczyni) -źródło-energii dla mężczyzny - część 2.

W lipcu bieżącego roku zamieściłem tłumaczenie artykułu o takim właśnie tytule. .

Wywiązała się jak to w takich tematach dość burzliwa rozmowa.

   Jedna z czytelniczek zapisała wtedy takie coś:

 Moje drogie kobietki :) dbajcie o siebie jak najlepiej potraficie, rozwijajcie swoje twórcze moce, stawajcie się każdego dnia piękniejsze, twórzcie piękno do koła, rozwijacie wewnętrzne czucie, jasnowiedzenie i jasnowidzenie wszystkimi dostępnymi sposobami jakie znacie ! ale nigdy przenigdy nie zgadzajcie się "oddawać energię" komukolwiek !! żadne teksty pod tytułem "kobieta źródło energii dla mężczyzny" !! takim sposobem stajecie się "łupem" albo jak tutaj zwał powyżej "nagrodą" mężczyzna musi stać na własnych nogach i posiadać zasoby co by dopiero wtedy wymienić na zasadzie 1/1 inaczej to pasożytnictwo zakamuflowane _które pod takim "pięknym płaszczykiem" się propaguje inaczej ta piękna energia którą kobieta potrafi wytworzyć zwyczajnie zostanie przekierowana a wam zostanie tyle co do "następnego razu".pozdrawiam wszystkich

Dziś odpowiedziała (jak się cieszę) rzadko ostatnio biorąca udział w rozmowach Natalia - post (jak chyba wszystkie wpisy Natalii)  jest tak wartościowy, że chcę zwrócić na niego uwagę osobnym wpisem - oto jego kopia:

 Cześć :) Intuicja, jasnowidzenie, jasnosłyszenie i inne przymioty bogini to tylko narzędzia, do wykonania misji, którą ma kobieta. Tak jak kilof jest potrzebny górnikowi, samochód kierowcy, komputer w biurze itp. To są narzędzia, które się bierze do "ręki" w celu wykonania misji stworzenia ciepła rodzinnego, stworzenia społeczności opratej na więzach złotych rodzin, stworzenia podstawy do zaistnienia złotego wieku dla ludzkości.
Jeśli takie przymioty chcesz wypracowywać sama dla siebie to jest to zwykły konsumpcjonizm jak każdy inny - samochód nie po to, żeby się przemieszczać tylko po to żeby się wywyższać, dom nie po to żeby stworzyć przestrzeń magii rodzinnej tylko żeby pochwalić się znajomym, jasnowidzenie i jasnosłyszenie nie po to żeby chronić tyły mężowych działań zewnętrznych itp tylko żeby się wywyższać ponad innych lub czuć wyjątkowa itp
Jeśli przymioty kobiecości chcesz mieć dla "mienia" to tylko dlatego, że zostały one określone jako wyjątkowe, niespotykane, magiczne, niedostępne po to, żeby ego się nażarło i wywyższyło...
Jesli kobieta ma jasno określoną misję, a co za tym idzie narzędzia same się objawiają, to nie ma możliwości, żeby intuicja zawiodła przy wyborze partnera.
Oczywiście świat nie jest obecnie idealny i mamy mieszankę ego i misji w różnych proporcjach. Wszelkie błędy lub jak kto woli lekcje to etap w poznawaniu siebie, w krystalizowaniu siebie - ale nie potrzeba wrzucać takich apeli mącących innym spokój i ziejących brakiem, który boi się braku.
Kobietom się teraz wmawia, że są tak daleko od siebie, tysiące mil i tyle pracy do wykonania i trzeba znać tajemne tajemnice. Kobieta zawsze jest kobietą, a takie okrzyki wznoszone są przez te, które odwróciły się od swojego źródła i teraz będą dobywać oręża, żeby walczyć i wyruszać na wędrówkę w poszukiwaniu tego, co jest tuż obok. Jeśli podejmiesz (może tu miało być "pojmiesz" ? - przyp. michalxl600) jasno w swoim sercu, że Twoją misją jest podtrzymanie życia ale nie byle jak tylko na takim poziomie, do którego realizacji potrzebne są te wspomniane narzędzia to to się samo objawi, bo to wszystko już masz. Jeśli nie chcesz tych narzędzi po to, żeby wykonać misję, to będziesz je musiała rzeczywiście wypracować i będą dość nietrwałe.
Tak jest skonstruowana rzeczywistość ziemska- jak się uczysz języka obcego i go nie używasz albo używasz nie w jego naturalnym środowisku, to podtrzymanie umiejętności będzie bardzo czasochłonne i zapewne dość wybrakowane, jeśli wyjedziesz tam, gdzie będziesz go używać jak narzędzia a nie będzie sztuką samą w sobie to stanie się czymś zupełnie naturalnym na co nawet nie będziesz zwracać uwagi.
Pozdrawiam, Natalia :) :) :)