środa, 10 czerwca 2026

Prowadzenie z wyższych poziomów – Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/O1RDm0G46TU

Witajcie ludzie, Mamy pytanie. To jest cytat Ramana Maharshi: "Co ma się wydarzyć, to się wydarzy bez względu na to, jak bardzo próbujesz to powstrzymać. To, co nie ma się wydarzyć, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo byś się starał".

   Najwyraźniej musimy się nad tym zastanowić. Czy Raman Maharshi ma rację?Zatem jeszcze raz powtórzę:  "Co ma się wydarzyć, to się wydarzy bez względu na to, jak bardzo próbujesz to powstrzymać. To, co nie ma się wydarzyć, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo byś się starał".

 Cóż, wniosek jest dość prosty - żeby zachować spokój – to taki cytat, on jest wielkim mędrcem, bardzo utytułowany i poważany. Nie będę już wymieniał całej jego biografii, wszystkich jego osiągnięć, wszystkich jego wielbicieli, tego, czego dokonał.

  Więc w zasadzie jest to klasyczne stwierdzenie o przeznaczeniu, o pewnym losie i nie przywiązywaniu się, o tym, że taki los istnieje. Zatem jak to się powiada: "spokojnie oddychaj i nie zamartwiaj się".

To stwierdzenie nawołuje do zaakceptowania nieuchronności, do zaprzestania marnowania energii na walkę z czymś, z czym walka jest bezużyteczna, nawołuje do znalezienia spokoju w samoświadomości i przekonaniu, że te wydarzenia nie są w stanie w żaden sposób dotknąć waszego prawdziwego "ja".

 Ale niektórzy chwytają się tego stwierdzenia i poddają się, opuszczają ręce mówiąc: „No cóż, pozwól, żeby wszystko działo się, tak jak się dzieje, bo czy będę się w tym życiu miotał, czy nie będę się miotał to i tak wszystko będzie tak jak będzie”. 

 Ale to absolutnie nieprawda. To absolutnie nie oznacza apatii i obojętności. To oznacza heroizm i odwagę. Wyjaśnię wam teraz dlaczego. Rozdział osiemnasty to doskonałość wyrzeczenia.  A w wersie 18, 58 Kryszna mówi Ardżunie: „Zawsze myśl o mnie; dzięki mojej łasce pokonasz wszystkie przeszkody uwarunkowanego życia. Jeśli będziesz działał pod wpływem fałszywego ego, nie słuchając moich instrukcji, nie spełniając mojej woli, to zagubisz się - zatracisz się”.

    I dalszy werset 18, 59. "A jeśli nie spełnisz mojej woli od razu nie poddając się wątpliwościom i nie przystąpisz natychmiast do bitwy" –bo  ta rozmowa wydarzyła się tam podczas wojny – "....to wybierzesz złą drogę i twoja natura zmusi cię do zrobienia tego samego".

   To znaczy, jak widzicie, ta sama droga może być heroiczna i zwycięska, albo defetystyczna i tchórzliwa. Jedno i to samo działanie, ale w jednym przypadku odniesiesz zwycięstwo na mecie, w drugim wynik będzie inny.  

 A zatem w tym świetle czyli w świetle cytatu z Bhagawadgity, ten omawiany przez nas cytat Maharshi, czyli: " to co ma się wydarzyć, wydarzy się, niezależnie od tego, jak bardzo starasz się to powstrzymać, a to, co nie jest przeznaczone, nie wydarzy się, bez względu na to, jak bardzo się starasz".

   Właśnie o tym mówi ten Maharshi, mówi, że los ciała jest z góry przesądzony i próby walki z nieuniknionym nie przynoszą niczego dobrego poza cierpieniem. Prawdziwa wolność nie polega na zmienianiu wydarzeń, lecz na ich akceptowaniu i na zrozumieniu, kim jestem. Ogólnie rzecz biorąc, polega to na przesunięciu środka ciężkości z tej świadomości ego,do wyższego ja. 

Podam przykład tego przeniesienia świadomości. Dwoje ludzi utknęło w tym samym korku przed jakimś ważnym lotem - przed jakąś ważną podróżą. Od tej podróży wiele zależy. Powinni tam dotrzeć i muszą wykonać tam coś ważnego.  

 I jeden z nich wpada w szał, krzyczy, że wszystko stracone, wyczerpuje swój system nerwowy. Stawia opór, ale jaki w tym sens? Wokół stoją samochody, on stoi w miejscu i nic nie może zrobić. A ten drugi rozumie, że opóźnienie już nastąpiło. Że jakiekolwiek złoszczenie się jest bez sensu. On wykorzystuje ten czas na jakieś myśli albo zapisuje jakieś plany w zeszycie. Czyli zasadniczo nie marnuje czasu na samozniszczenie, ale rozgląda się i zadaje sobie pytanie co ja teraz mogę zrobić? I wykonuje to co się da w danej chwili. 

 Wydarzenia zewnętrzne wydają się takie same, ale wewnętrzny rezultat jest naturalnie inny.  

 Jakie są zatem tutaj główne idee w tym omawianym cytacie? Cóż, pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest determinizm czy też nieuchronność. To znaczy, że kluczowe wydarzenia w życiu są z góry określone i…

 i wydarzają się niezależnie od naszych wysiłków. Różne dziedziny życia wiele o tym mówią, na przykład, mówi o tym chiromancja. Cóż, mogą być jakieś niuanse, ale kluczowe wydarzenia będą niezmienne. Na przykład przemieszczam się z punktu A do punktu B, więc idę tam albo pieszo albo jadę tam samochodem, podwożą mnie bezpłatnie, jest komfort, sprzyjający wiatr, dobra pogoda, i tak docieram do wybranego miejsca.

 Ale mogę również przebyć tę samą trasę, ale tam zostałem okradziony, tam zostałem pobity, tam ledwo uciekłem. A potem mniej więcej w tym samym czasie dotarłem do punktu B. 

 I widzicie - nie ma znaczenia, co się wydarzyło między A a B. Najważniejsze, że dotarłem z A do tego miejsca B. Rozumiecie w czym rzecz? To jest najważniejsze. To najważniejsze, że w końcu tu dotarłem. 

 Ale w jakim stanie dotarłem? Okazuje się, że jeśli zaakceptuję wydarzenia takimi, jakie są i jakoś się do nich dopasuję, to, jak się okazuje, łatwo je przezwyciężę i dotrę komfortowo. 

 Natomiast jeśli się spieszę, boję się, że coś przegapię, spóźnię się, i tam dotrę, to wtedy tak się dzieje. I mówię: patrzcie, dokonałem takich heroicznych wysiłków. A jednak, widzicie, jestem cały rozbity,porwany, ale mimo to dotarłem. Rozumiecie? 

  O to właśnie tu chodzi w tej myśli Maharshi. To znaczy, przeznaczenie to wydarzenia, kluczowe wydarzenia, powtarzam, one są już gdzieś zapisane, one na pewno się wydarzą, niezależnie od naszych wysiłków. 

 A nasze wysiłki mogą je albo nasilić, albo złagodzić. O to właśnie chodzi. Ciało rodzi się z pewnym scenariuszem. To nazywa się prarabthakrma. Prarabthakarma składa się z tego, czego zazdrościliśmy w poprzednim życiu i co chcieliśmy spełnić, ale po prostu nie mieliśmy czasu - nie zdążyliśmy. Albo byliśmy komuś coś winni, złożyliśmy obietnicę, albo po prostu byliśmy zobowiązani, jako jakiś dług, którego nie spłaciliśmy.  

 A potem nagle z dwóch połówek powstaje to ciało, które jak się okazuje się aż do poziomu molekularnego jest zaprojektowane tak, aby łatwo spłacać wszystkie długi i łatwo spełniać wszystkie te pragnienia, które nie mają nic wspólnego z celem, z przeznaczeniem naszego życia. Po prostu gdzieś zajrzałem i postanowiłem czemu nie spróbować i tego. Taki oto miłosierny jest Bóg. 

 To znaczy, dostałem to za darmo. I On prowadzi mnie tą ścieżką, gdzie spotykają się dłużnicy, albo też mogę jakoś zrealizować te swoje pragnienia. Ale w tym celu trzeba oczywiście poczynić jakieś wysiłki.

 Czyli, że ta Prarabthakarma to są owoce naszych przeszłych działań. Tej Prarabthakarmy nie da się zmienić. Mogę wyłącznie  spłacić swoje długi i spełnić te pragnienia a wtedy staję się wolny. Ponieważ dopóki istnieje prarabdhakarma, to jest ona kompasem, którego nie da się zmienić. Ona będzie nas prowadziła przez te same wydarzenia, abyśmy spłacili nasze długi i spełnili nasze pragnienia. 

 I uważa się, że czynienie tych rzeczy oznacza przede wszystkim oczyszczenie świadomości. Bo kiedy spełniam te wszystkie moje pragnienia z najwyższym rezultatem i po prostu już tego nie chcę, bo rozumiem już, że nie ma tam nic interesującego. 

 I wtedy na tę moją wolną głowę spada to transcendentalne zadanie, które potocznie nazywamy przeznaczeniem. To już jest wtedy moja misja. Nie możesz po prostu zrzucić misji na głowę, bo wraz z nią idą zasoby, żeby ją wypełnić, ale zanim się to stanie to nie dostaniesz tego tortu z nieba, dopóki tutaj na ziemi wszelkie sikorki mają możliwość wydziobać te wszystkie ziarna. I dlatego nie dostajesz jeszcze tych zasobów wraz ze swoim przeznaczeniem.

 A ludzie mówią: „jak mam rozpoznać swoje z przeznaczenie? Po prostu musisz legalnie spełnić swoje pragnienia czyli nie łamiąc prawa. A jak nie łamać prawa? Cóż, myślę, że nie ma potrzeby tego wyjaśniać - ważne żeby nie w sposób kryminalny.

Zatem wydarzenia, które dotyczą ciała, są nieuchronne. Są to spotkania z określonymi ludźmi, jakaś choroba, nawet jakiś sukces, albo dla przykładu jakaś utrata pracy.  

 Ja miałem przypadek, kiedy cała grupa naszego guru Anatolija Antonowicza pojechała do Dniepru. Była wtedy setna rocznica śmierci Heleny Bławatskiej i spotkaliśmy się tam z różnymi ludźmi. 

 Był tam pewien człowiek, który wynalazł urządzenie, które pokazywało jaką człowiek ma chorobę. Powiedzmy, że mężczyzna zachorował i miał wrzód żołądka. Ten wrzód żołądka został spowodowany nie przez coś niewłaściwego, co zjadł w tym życiu, ale przez działanie w poprzednim życiu. 

 Tam sadzają człowieka przy tym urządzeniu, a potem kładą mu coś na głowę i na oscylogramie widać pewne rzeczy. Zadano mu pytanie o ten wrzód żołądka

 a on opowiada, że biega z karabinem maszynowym, strzelając gdzieś. Zasadniczo czyni coś, czego nie powinien i właśnie dlatego ma ten wrzód żołądka. A potem to zdarzenie widoczne na urządzeniu w formie fali zostaje po prostu wymazane.

    Wiecie, jak czasami poprawia się zapisy, pewne rzeczy się wycina, dokonuje się korekty - zastępuje lub dodaje. I okazuje się, że tak to się właśnie czyni. Wiemy, że w ten sposób programowani są ci oficerowie wywiadu - tworzą im fałszywe wspomnienia, czyli okazuje się, że to urządzenie to nie jest już taka nowość.

  Wymazuje się tę rzecz odpowiadającą za wrzód żołądka - człowiek wstaje bez śladu wrzodu. Praktycznie zanurzyli się za pomocą tego urządzenia w przeszłość, poprawili to i jest wolny od wrzodu. 

  Ale potem postanowiliśmy, że nigdy, przenigdy nie powinniśmy tego robić. Pozwólmy mu chodzić z wrzodem. To znaczy, nie należy naprawiać przeszłości w ten sposób. Z pomocą świadomości i pokuty jak najbardziej można - to jest legalna droga, a po takiej ingerencji tym urządzeniem choroba powróci i będzie jeszcze gorzej. 

 Albo inny przykład: ktoś uparcie stara się o jakąś pracę, o stanowisko, które nie jest mu przeznaczone, on marnuje energię, źle śpi i jest nerwowy. W rezultacie umawia się z kimś poprzez znajomości ale stanowisko dostaje ktoś inny.  Czyli, że cała ta jego walka była daremna, jego spalone nerwy są daremne. To, co nie było mu przeznaczone nie wydarzyło bez względu na jego wszelakie starania.

  Ale jeśli jego losem jest przeniesienie się do innego miasta, to po prostu zostanie tam wciśnięty pomimo tego, że planował pozostać tutaj.

  Cóż tam jeszcze wynika z tej omawianej wypowiedzi? Bezsensowność walki.  To nie znaczy, że nie powinieneś walczyć. Nie powinieneś walczyć z tym, z czym nie powinieneś walczyć. Są rzeczy, których nie da się zmienić. To znaczy, próba zmienienia tego, co nie powinno się wydarzyć, to strata czasu. 

 No i jest jeszcze trzecia rzecz – znaczenie pokoju. Jeśli nie będziesz walczyć z tym, z czym nie powinieneś walczyć, to natychmiast znajdziesz spokój. Pokój nie polega po prostu na zaprzestaniu działania, ale na zaprzestaniu niepotrzebnych działań. Wtedy pojawia się spokój.  

 Mamy lęki ponieważ demony popychają nas do niepotrzebnych działań. Dlatego się martwimy. Dlatego jesteśmy niespokojni. Zatem znaczeniem pokoju jest trwanie w takiej ciszy. Czyli, że jestem świadomy, wiem, co czynię. Może być wygodnie, może być niewygodnie, ale to wciąż nie jest jakiś rodzaj zewnętrznej bezczynności, jest to aktywność, ale we mnie wewnętrzny spokój, taki brak przywiązania do rezultatów i zaufanie do tego wyższego kierownictwa.

   To oznacza, że ​​musimy czynić to, czego nikt inny nie wykona bez nas, ale mamy to czynić bez emocjonalnego przywiązania do rezultatu. Bo walka wynika ze strachu, z naszej obawy, że co się nie uda - ale kiedy wykonujesz to spokojnie, to oczywiście się uda.  

 Podam tu taki przykład: jakiś lekarz leczący pacjenta czyni wszystko, co możliwe, czyni to profesjonalnie. Ale jeśli choroba jest nieuleczalna, czasami choroba jest nieuleczalna, to on mówi szczerze: "nie jestem w stanie" i wtedy nie cierpi z tego powodu. On rozumie, że życie ciała zależy od Boga czy też od losu, ale na pewno nie od medycyny. To oznacza wypełnianie swojego obowiązku bez takiego zbędnego zamieszania. 

 Wydarzenia w życiu ciała, są z góry określone przez karmę z przeszłości. To jest prarabtha karma. To jest opór. Czy wiecie czym jest Prarapthakarma? Można ją tylko urzeczywistnić, zrealizować. Nie da się jej pozbyć w wyniku jakiejś tam medytacji. 

 Nawet nie można jej pogorszyć. Jeśli ktoś kompletnie się pogrążył, stał się pijakiem, grzebie w śmietnikach, to możesz go wyczyścić, ogolić, obciąć mu paznokcie, możesz go wybrać do parlamentu, założyć mu krawat - tak można dokładnie w tej chwili uczynić z każdym bezdomnym.

 Widzicie - istnieje coś, czego nie da się tak łatwo zabić – to pewien stan w człowieku. To się właśnie nazywa prarabthakarma. To znaczy, możesz znacznie zmienić to, co wypracowałeś w tym życiu, ale to, co wypracowałeś w poprzednim życiu, nie jest takie łatwe do zmiany. To nie jest takie łatwe, bo to jedno z tych pragnień,

 o których mówiliśmy wyżej, tego się nie da wymazać - to się oczyszcza tylko poprzez spełnianie tych pragnień i spłacanie długów. 

 Nawiasem mówiąc, długi to też pragnienie, bo nikt nie chce być zadłużony, prawda? Długi to chęć, aby nie być u nikogo zadłużonym.  

 To znaczy opór przed nieuniknionym jest głupi i generuje cierpienie, tworzy psychiczny niepokój. A wolność woli nie polega na zmienianiu zewnętrznych zdarzeń, ale na zmianie swojego stosunku do nich - ta wolność polega na zdolności nieutożsamiania się z tym ciałem, przez które te zdarzenia przechodzą.  

 A czego ci do tego potrzeba? No cóż, zadawaj sobie nieustannie pytania: „Kim jestem? Kim jestem?" Zadawaj je tak długo, aż stanie się jasne, że nie jesteś tym ciałem i nie jestem nawet tym intelektem, ani nawet nie tym umysłem. 

 Wolność woli nie polega na zmianie tego scenariusza, ale na nieutożsamianiu się z aktorem w tym scenariuszu. Na przykład, ktoś traci firmę - on może oczywiście być zdenerwowany albo zaakceptować, że to jest przepływ karmy. W ten sposób karma została oczyszczona. 

 W jaki sposób? Poprzez zrozumienie, że jest on czystą świadomością, a ta świadomość nie zależy zbytnio od konta bankowego. No i całkowite poddanie się wyższej woli, jeśli mamy jakoś pełniej określić to określenie: poddanie się wyższej mocy. 

 A potem ta cisza - w sensie spokoju w tym kontekście, to nie po prostu zatrzymanie się i bezczynność, ale to jest najwyższy forma działania, pozwalająca rzeczywistości rozwijać się bez sprzeciwu naszego egoizmu, bez sprzeciwu ze strony naszego lęku, ponieważ lęk nas spowalnia. Bo my się wtedy sprzeciwiamy: "ojej! dokąd my zmierzamy?"

Dla przykładu artysta, który maluje aby stać się sławnym, będzie stale dręczony strachem przed krytyką. Natomiast artysta, który, "poddał się", w cudzysłowie, oczywiście, poddał się procesowi, staje się niejako narzędziem Boga, staje się pędzlem Boga. Jego dzieła posiadają niezwykłą moc.

Werset 1878 Bhagavadgity mówi o tym w ten sposób: "Niezwykła moc" - ponieważ tylko poprzez te dzieła przejawia się taka czysta rzeczywistość, która się rozwija, która jest malowana bez oporu ze strony ego. 

  To znaczy, ego dokonuje korekt, a my wydajemy się wykonywać to pięknie, ale jakoś tak naprawdę to nie rezonuje z nami. I dlatego werset 18,66 powiada: "Po prostu poddaj się mi, a uwolnię cię od wszystkich konsekwencji twoich grzechów. Nie bój się niczego".

   I co się wtedy stanie? I wtedy dzieje się to, co jest opisane w ostatnim wersie, czyli 1878: "wtedy gdy się oddasz to tam będzie obfitość, zwycięstwo, niezwykła siła i czystość moralna".

To „po prostu poddaj się mojej woli" podkreśla, że ​​kiedy usuwamy ego, to wyższa siła bierze na siebie wszystkie te konsekwencje. A jeśli sam je wziąłeś, to musisz sam sobie z tym poradzić. I pytanie brzmi, czy będziesz w stanie sobie z tym poradzić? 

Wychodzi więc na to, że kiedy przestajemy walczyć i powierzamy ten scenariusz życia wyższej sile, to strach znika, Życie jest wtedy pełne wewnętrznej obfitości i w tym momencie nadchodzi taki dziwny spokój. A ten dziwny spokój to nie depresja, nawet nie wiem, co go powoduje, ale jest to bardzo dziwny stan. I właśnie z tego stanu rodzi się ta niezwykła moc, zdolność do akceptacji i działania w harmonii z rzeczywistością. 

  Wtedy wszystko, co nas hamowało, nagle zaczyna nam pomagać. To znaczy, że przeznaczenie to nie klatka, ale uwolnienie od ciężkiego brzemienia odpowiedzialności za coś, czego i tak nie jesteśmy w stanie kontrolować, bo wzięliśmy to na siebie. 

  Wiecie kiedy się pojawia lęk? kiedy spadamy ze stołka, Bóg był tam z nami i pomagał nam, a my mówimy: „Pozwól mi usiąść na twoim stołku”. I rozumiemy, że jesteśmy niekompetentni i boimy się. Nie musimy czynić niczego w zastępstwie Boga. My mamy wykonywać swoją część, a Bóg zajmuje się swoją częścią. Na tym polega ta opatrzność czy też zrządzenie losu. 

 Bóg wykonuje swoją część, a ja mu pomagam. To, na pierwszy rzut oka, wydaje się takim rodzajem manifestu przeznaczenia rozumianego jako fatalizm.

 Ale jeśli zaczniesz praktykować te rzeczy, to okazuje się, że jest to klucz do wyzwolenia. To jest zaproszenie, aby przestać walczyć z wiatrakami i odnaleźć wewnętrzny spokój żyjąc w pełni aktywnym życiem. 

  A wtedy po prostu stajemy się kanałami wyższego poziomu. Z zewnątrz to wygląda dla innych: "och! popatrz jak mu się wszystko udaje! Zobacz jaki z niego wspaniały przywódca", ale tak naprawdę on jest tylko kanałem dla wyższych sił czego i wam życzę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=Ut87k441IiM