oryginał: https://youtu.be/wY6gEfX9Rho
Witajcie ludzie.
Dzisiaj omówimy bardzo ciekawe zagadnienie, zatytułowane „Nie uciekaj przed swoim diabłem, naucz się lepiej go kontrolować”. Pamiętacie ten zbiór opowiadań Mikołaja Gogola „Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki”?
Był sobie taki kowal Wakula i jakoś, tak się złożyło, że w worku za plecami miał diabła i wykorzystywał go w swoich celach - na przykład żeby polecieć na nim do Petersburga - ta jego podróż była dość interesująca. Potrzebował jakieś pantofelki dla swojej ukochanej i wybrał się nawet do samej królowej.
Ale droga okazała się bardzo nietypowa - istnieje taka stara, czarno biała ekranizacja tej opowieści. On tam osiodłał diabła i wydawał mu polecenia zmuszając go do dobrego zachowania.
Chcę tu powiedzieć, że każdy ma takiego diabła, i można go ujeździć. Nie ma potrzeby dokonywania żadnego egzorcyzmu.
Jeśli pamiętacie to Sri Upaniszady mówią, że mamy też tę materialną naturę w sobie, tę samolubną, egoistyczną. I muszę powiedzieć, że jest ona bardzo potężna. Czemu nie wykorzystać tej mocy w swoich sprawach domowych i załatwić wszystko? Wtedy nie będziesz musiał zatrudniać żadnych niewolników, żeby robili to za ciebie. Wtedy będziesz samowystarczalny, a miłość nie będzie problemem. Nie będzie wtedy wojen, - no, przynajmniej nie będzie żadnych w twoim życiu. To znaczy, że nie musisz odrzucać swojej ciemnej strony, ale ją wykorzystać.
To taki trochę długi wstęp zanim przejdę do tego głównego tematu czyli w jaki sposób władać diabłami - jak je kontrolować.
Istnieje 12 rodzajów relacji z Bogiem, i jest tam również gniew oraz inne takie negatywne rzeczy, które w ogóle nie przypominają czegoś pozytywnego, i trzeba je jakoś wykorzystać.
Albo spójrzmy na Pandawów. Niby tacy święci Pandawowie, a oni przyjaźnili się ze złymi duchami i tak samo jak ten kowal Wakula latali na tych diabłach przez Himalaje.
Albo na przykład ten bajkowy duch Domowik - wam się wydaje, że to jakiś aniołek ze skrzydłami? Tak nie jet - to też jest jakiś zły duch niższej rangi. Niektórzy ludzie się z nim przyjaźnią, dają mu mleko, ale nie jest jasne, kto je pije, czy myszy czy może Domownik ale, ludzie mówią, że faktycznie sytuacja w domu się poprawia, że wszystko jest w porządku.
A wracając do tej opowieści Gogola „Wieczory na chutorze w pobliżu Dikańki” i o tym lataniu na diable to można na nią spojrzeć nie tylko jako na bajkę, ale można w niej zobaczyć bardzo ciekawy obraz życia. Każdy człowiek ma jakieś tam swoje diabły, gniew, strach, zazdrość, upór, urazę, jakieś silne pragnienia, pragnienie kontroli.
I jeśli masz już tego serdecznie dość i przeprowadzisz sesję jakichś egzorcyzmów to człowiek może się od tego uwolnić, od tego procesu myślowego czy też jakichś konsekwencji zachowania.
Problem nie polega na tym, że te cechy istnieją, ale na tym, kiedy przejmują stery naszego życia i nami kierują - kiedy kieruje nami gniew, chciwość i tak dalej. Lecz jeśli zostaną wykorzystane w odpowiednim czasie, to wszystko jest jak należy. Mówi się że istnieje Dharma i istnieje Apad-dharma. To znaczy, istnieją pokojowe warunki życia i są wojskowe (wojenne) warunki życia. I właśnie w czasach działania apad-dharmy, musisz czerpać z tych swoich zasobów, z gniewu i tak dalej.
No bo jak można obejść się bez gniewu na wojnie? Napoleon powiedział: „Gniew na wojnie jest jak złoto", - ty dzięki temu stajesz się przerażający, wróg jest sparaliżowany i zdemoralizowany.
Nawet podczas jakichś codziennych, normalnych zadań bywa tak, że ciężko jest się do czegoś zabrać i wtedy możesz zebrać się i tak uderzeniowo tego dokonać - pewnie wiecie jak to jest.
Bo wojna z nieporządkiem, z entropią, to też jest przecież wojna. Można prowadzić wojnę ze swoim stanem ducha, albo na przykład z chorobą. Był kiedyś taki legendarny mędrzec i filozof Hodża Nasreddin - znacie na pewno te różne przypowieści o nim - krążą różnorakie historie.
Jedna z nich mówi o umierającym królu, nikt nie może mu pomóc, a on mówi: „albo ktoś mnie wyleczy, albo zaraz utnę wszystkim głowy”. A potem ktoś przychodzi i mówi: „Wyleczę cię natychmiast”. Potrzebuję worka złota i najlepszego konia, Koń ma być czarny. To będzie moja zapłata.
Król się zgodził. A teraz wszyscy, wynoście się stąd, a ja go wyleczę. I zaczął wypróżniać się na tego króla - na króla!, który był przyzwyczajony do szacunku, ale tutaj to wcale nie było okazywanie szacunku. Król zaczął wstawać z łóżka, przeklinając, a ten śmiał się z niego i kpił. Król ostatkiem sił chwyta za miecz.... a gniew skupia w człowieku ostatki sił - nawet w ostatnim tchnieniu możesz się jakoś wyczołgać z tej ignorancji, z tej choroby.
No i ten siada na konia i zaczyna uciekać z workiem złota, a król za nim - jakimś cudem wdrapał się na konia i goni go z mieczem wołając: "odrąbię ci łeb!". Ten kpiarz woła do króla: "zobacz! nie mogłeś się zwlec z łóżka a teraz jedziesz konno!" Król otrząsnął się z gniewu i patrzy zdumiony: "och! rzeczywiście!"
Tak więc widzicie - gniew może pokonać ignorancję, bo taki człowiek jest w stanie pasji. Kiedy człowiek się rozgniewał to wtedy już nie on decyduje co czyni, on już nie panuje nad gniewem, ale gniew panuje nad nim.
I już nie człowiek decyduje, czego naprawdę potrzebuje, ale pożądanie decyduje za niego, ono wytycza jakąś tam trasę, podejmuje jakieś działania, ustala jakieś relacje, i życie obrało już inny kierunek.
Albo ktoś się przestraszył i strach zaczyna dyktować człowiekowi dokąd ma iść, czego unikać, gdzie się schować. Bywa też, że człowiek się obraził i ta uraza czasami na całe lata przywiązywała człowieka do pewnego wzorca zachowań i przez lata determinowała jego relacje z tym czy innym człowiekiem.
Mówiąc raz jeszcze innymi słowy: ludzka natura posiada ogromną energię, ogromną moc, a ta natura obejmuje gniew i wszystkie te inne rzeczy. A ścieżka duchowa niekoniecznie jest próbą zniszczenia wszystkich silnych uczuć w sobie. Rzecz w tym gdzie je skierujemy.
Na przykład gniew może przekształcić się w determinację, aby chronić to co jest naprawdę ważne. Upór przy stosownym wysiłku można przekształcić w wytrwałość, w taką niezwyciężoność, w silne pragnienie - w energię do osiągnięcia celu. A dla przykładu strach może zostać przekształcony w ostrożność lub w uważność. Poczucie sprawiedliwości można przekuć w umiejętności nieignorowania nieszczęść innych ludzi.
Ktoś może powiedzieć: „czekaj, czekaj. Poczucie sprawiedliwości już istnieje, prawda?”. Przecież prawo karmy stanowi, że sprawiedliwość już istnieje, nie ma niesprawiedliwości.
Ale istnieje poczucie sprawiedliwości, które mnie denerwuje, że coś tu nie gra, że coś nie działa zgodnie z zasadami. Ale to mnie nie powstrzymuje i mogę komuś w czymś pomóc. W przeciwnym razie spojrzałbym i powiedział: „No tak, tak, to jest jego karma, widzisz?”.
Wszystko można przekształcić, wszystko może się transformować. Można przemienić nawet duchowe w materialne a także przekształcić odwrotnie. I dlatego zło musi zostać przemienione w dobro.
Dlatego Dobro tworzy się ze zła, bo nie ma niczego innego, z czego można by je stworzyć, prawda? Jak to powiedział Woland w powieści "Mistrz i Małgorzata": „A gdzie byłoby twoje dobro, gdyby nie ja?” Zatem nawet wewnętrzne napięcie może stać się takim impulsem do rozpoczęcia przemiany w człowieku. To tak jakby jakaś sprężyna wewnątrz nas, która się natychmiast prostuje, ale stopniowo to by po prostu nie zadziałało.
Człowiek zaczyna się tam, gdzie przestaje być niewolnikiem własnych impulsów. On przejmuje te impulsy i kieruje ten wektor tam i tam. Czuję gniew, ale nie muszę już w niego wpadać. Albo się boję, ale strach nie musi już podejmować za mnie decyzji. Czegoś tam na przykład pragnę, ale mogę zapytać siebie: „Czy naprawdę tego potrzebuję?”.
Muszę się zmusić, zapytać swój umysł: „Czy naprawdę tego potrzebuję?”. Albo noszę jakąś urazę, ale mogę zdecydować, czy będę ją ze sobą nosił, czy nie. Tak w ogóle to urazy pozbywamy się przez przebaczenie, a przebaczenie jest wynikiem zrozumienia. Muszę zatrzymać się i pomyśleć, czy naprawdę jestem obrażony? Może tak właśnie powinno być? A może dostałem impuls, żeby gdzieś iść i nie utknąć w jednym miejscu?
Widzicie zatem, że to nie jest kwestia tego czy w nas są diabły? One są - każdy je ma. Nasze diabły to jest nasza natura materialna, to są te diabły. Można to nazwać rozmaicie: Szatan, diabeł, - a można powiedzmy, mahamaya, devidasi. Mahamaya czyli złudzenie, iluzja - to jest świat materialny, prakriti. Można to przedstawić z rogami, albo można przedstawić to jako silnego konia, na którym gdzieś jedziesz. Tak więc każdy je ma. Pytanie brzmi: "kto teraz trzyma lejce mojego życia? Czy ja te lejce trzymam czy może moje emocje?"
A tutaj, obraz tego Wakuli, który dosiadał diabła staje się bardzo interesujący. On nie staje się sługą diabła, on zmusza go do służenia swojemu celowi. Oto potężna energia w nas, może stać się albo panem naszego życia, albo narzędziem w naszych rękach.
Człowiek duchowy nie jest kimś, kto nigdy nie doświadcza gniewu, strachu, pożądania czy urazy. Człowiek duchowy może się obrazić, może wpaść w gniew - można tu podać wiele przykładów w świętych pismach, nawet nie chcę ich wymieniać.
Człowiek duchowy uczy się zauważać je przed tym zanim one zaczną kontrolować jego działania. Więc, zamiast pytać, jak się tego pozbyć, lepiej zapytać, jak mogę nauczyć się z tym radzić, jak z tego prawidłowo korzystać. Pamiętacie jak Adriano Celentano rąbał drewno, kiedy bronił się przed pożądaniem?
To była ta scena z filmu gdzie go kusiła kobieta - on wtedy nagle poczuł potrzebę zrobienia czegoś. Po prostu rąbał drewno, zrobił coś pożytecznego. Więc okiełznał tego diabła, a drewno zostało porąbane i wszystko jest w porządku.
Tak więc zamiast pytać, jak się go pozbyć, znacznie bardziej przydatne byłoby pytanie siebie: jak mogę nauczyć się go kontrolować, jak go używać. Ponieważ prawdziwa wewnętrzna siła to nie brak diabłów - to umiejętność nieoddawania im steru, żeby to nie one miały władzę.
Spójrzcie, Wakula na przykład dosiadał diabła i na nim latał. Ja mam własnego diabła, zwanego demonem południa. Kiedyś wygłosiłem o nim cały wykład. Demon południa to najstraszniejszy demon i mi jest najwygodniej korzystać z jego usług. On jest bardzo potężny. On użyje wszelkich sposobów żeby tylko nie nastała zgoda, żeby się uczyć czegoś nowego i trzecie: żeby się nie modlić.
Na przykład mogę przekopać ogród, coś tam polakierować albo położyć kafelki w łazience, przetransportować kłody. To oznacza, że demon południa jest bardzo potężny. I kiedy nadchodzi, czas na modlitwę albo czas na jakiś wykład abym się przygotował, to chodzę i zastanawiam się co powinienem zrobić?
Ja nie chodzę po prostu nic nie robiąc, bo ten demon południa może przenosić góry żebym tylko nie zabrał się za wykonanie tej duchowej rzeczy. Ja wtedy od razu planuję i podejmuję się najtrudniejszych zadań, których po prostu bałem się podjąć. Wtedy jestem natchniony, biorę się za to co mam do wykonana i kiedy potem oglądam się wstecz, to widzę, że nie ma już nic do zrobienia i wokół mnie zapanowało już pełne feng shui.
A potem wygłaszam wykłady albo idę pogodzić z niektórymi ludźmi, albo zdobywam nową wiedzę. Bo, jak powiedział Włodzimierz Iljicz Lenin: "ta wiedza, która nie wzrasta, maleje z każdym dniem". Niektórzy powiadają: "och! Tak nie jest. Ja już wszystko wiem i teraz żyję wyłącznie według moich olśnień i objawień".
Tak nie jest - potrzebna jest nieustanna praca. A ten południowy demon zniechęca i podpowiada co innego, bo nikt się nie lubi uczyć. Ja go właśnie w ten sposób wykorzystuję.
Kiedyś przyszedł do mnie pewien człowiek i ja mu powiedziałem: „Ja tam nie wierzę w tę twoją astrologię”. A on mi na to: "popatrz, istnieje coś takiego jak arabskie punkty”. Wziął datę moich urodzin, zapisał i wyliczył mi konkretne dni w moim życiu - te właśnie arabskie punkty. Popatrzyłem i pytam dalej: "a ten dzień tutaj to co za szczególny punkt?" On tam go opisał jako "dzień zdrady" - u każdego człowieka pojawia się taki dzień.
A ja wtedy prowadziłem pamiętnik, prowadziłem ten dziennik przez jakieś 10 lat. Wiedziałem, co się działo każdego dnia - spojrzałem więc tam i zobaczyłem, że w tym czasie, wieczorem i w nocy bolał mnie ząb. Ten ząb był już chory w ciągu dnia, ale kiedy jesteś zajęty to nie zwracasz na takie rzeczy uwagi - uwaga przekierowywana jest gdzie indziej.
Ale kiedy się kładziesz, światło gaśnie, czujesz tylko ten ząb i po prostu nie możesz spać. A potem poszedłem do mojej szafy i przesortowałem śrubki, śruby, nakrętki - poukładałem wszystko na miejsce. Posprzątałem bałagan, którego narobiłem przez pięć lat i nie mogłem się za to zabrać.
I to był właśnie ten dzień zdrady. Poprzez ten ból zęba przyszedł do mnie ten demon południa i ja go wykorzystałem.
Potem jakoś to wszystko samoistnie zniknęło. No cóż, tak to u mnie było. Dziękuję za uwagę.
wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=xaiKY461fRo