oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=yfoZn3wuVmo
Witajcie ludzie.
Mamy pytania od Eleny Viesny. Temat numer dwa. Czasu zostało niewiele . Po co (dlaczego) tu jesteśmy?
No cóż, tak jak zawsze, temat jest dość ogólny. Co więc mamy na myśli, mówiąc dlaczego tu jesteśmy i jak mało czasu ? To w zasadzie jak dwa tematy.
Przyzwyczailiśmy się do rozumienia tego zwrotu, że czasu jest niewiele, jako powodu do pośpiechu lub strachu przed śmiercią. Jutro umrzesz, na nic nie będziesz miał czasu, nie postawią ci pomnika a chciało by się żeby był.
Ale znaczenie tego zwrotu jest, mówiąc delikatnie, głębsze. Życie ludzkie jest skończone, jak każde życie na Ziemi. I nie wiemy, ile czasu nam dano. Pytanie nie brzmi więc tylko, ile pozostało, ale jak wykorzystamy ten czas, który nam dano. Jak go wykorzystamy, prawda? Jak wykorzystamy ten dar?
Ogólnie, w tradycji wedyjskiej i nie tylko w tradycji wedyjskiej, ludzkie narodziny są postrzegane jako taki super-dar, taka ogromna okazja, jakaś taka szczególna możliwość, że coś się stanie z duszą, że w ciele na przykład psa takie coś raczej nie jest możliwe. I ludzkie ciało porównuje się do łodzi, która jest tak wytrzymałą łodzią, że pozwala przepłynąć ocean tego światowego istnienia.
A potem nie będziesz się już rodzić, nie będziesz już umierać, bo to są rzeczy, które delikatnie mówiąc, nie są zbyt komfortowe. Okazuje się, że ludzkie życie to nie tylko czas, kiedy coś takiego nam się przytrafia. To możliwość, żeby coś zrozumieć i coś zmienić. No... zrozumienie to jedno, ale jeśli zrozumiesz i niczego nie zmienisz to nie zadziała, po co zatem całe to zrozumienie?
Jeśli rozumiemy, to prawdopodobnie możemy coś zmienić - a to już jest bardzo ciekawe. Ale co możemy zmienić? Na przykład nasze podejście do tego życia, albo samo życie, zmienić jakość naszego życia. Możesz na przykład stać się takim bohaterem. Coś się na przykład przytrafia ludziom, pojawia się panika a ty stoisz tam niewzruszony, i wszyscy zwracają się do ciebie -pytają co czynić, ty odpowiadasz na ich pytania, a potem oni radzą sobie lepiej. Może być na przykład taka pozytywna sytuacja.
Oczywiście, możemy mówić o przebaczeniu, o heroizmie. A jak mamy przebaczyć? Nie ma mowy o przebaczeniu dopóki życie nie postawi na naszej drodze takiego człowieka, któremu naprawdę ciężko jest cokolwiek wybaczyć.
Możemy też wiele opowiadać o jakimś braku przywiązania - ale dopóki nie stracisz czegoś czego się kurczowo trzymałeś to nie pojmiesz.
Straciłeś to i koniec, jesteś w próżni. Tak samo możemy rozmawiać o miłości, dopóki nie zajdzie potrzeba pokochania kogoś [śmiech] obok kogo nawet nie chcesz nawet stanąć. Pokochanie takiego człowieka jest niezręczne [śmiech] Czasami myślimy, że miłość to tylko wygoda. Cóż, życie nie tylko pokazuje nam świat, ale także pokazuje nam nas samych.
Nie chodzi tutaj o to, że człowiek musi skończyć jakąś listę rzeczy do zrobienia - że prostu nie ma czasu, że jest mało czasu. Pytanie brzmi co on nosi w sobie, do czego jest przywiązany, co jest w nim, co nim steruje. Nie chodzi tylko o to, co udało mi się osiągnąć, ale także o to, kim się stałem.
Inaczej mówiąc, liczy się nie to, co zrobiłeś na zewnątrz, ale to, czego dokonałeś w sobie. Być może musisz także wprowadzić jakiś porządek wewnątrz siebie, a nie tylko na zewnątrz, prawda? I dlatego zabierzesz ze sobą to, co wewnętrzne, ale to, co zewnętrzne... inni przyjdą i to zmienią, a zabierzesz ze sobą tylko to wewnętrzne, tylko to pozostanie.
Spójrzcie - żyjemy w ten sposób ponieważ jesteśmy nieśmiertelnymi duszami i intuicyjnie to rozumiemy. To tak, jakbyśmy mieli nieskończoną ilość czasu. Myślimy sobie: jak dzieci dorosną i jak skończę pracować to rozwiążę swoje problemy, wszystko się uspokoi, a potem zajmę się sobą, zacznę ćwiczyć jogę albo coś podobnego. A czas mija i życie wcale nie staje się bardziej komfortowe ale czas nie będzie czekał. Dzień zmienia się w noc, młodość w dojrzałość, człowiek wciąż mówi: „Później, później, potem”.
Jest taka sztuka filmowa, jak to się nazywa, Baja Govinda. To jest refleksja nad tym, jak dni i noce przeplatają się ze sobą, życie ucieka, a strumień pragnień trzyma człowieka w jednym miejscu, w środku, czyli pragnienia wirują tam jak kalejdoskop i nie ma na nic czasu.
Teraz to pragnienie, potem kolejne - one nigdy się nie kończą. To tak jak ten bajkowy Smok Gorynycz, odcięli mu jedną głowę, a tam na jej miejscu urosły trzy nowe: "Och, teraz potrzebuję tego, tego i tamtego".
Jak opowiadał pewien człowiek:„Przechodzę obok tego komputera i jest tam jakiś film, jakaś tam fabuła,....”. I mówi: „Muszę tu zostać aż zrozumiem, jak to się skończy”. A potem okazuje się, że to po prostu jakaś bzdura, że ktoś tam opowiadał jakąś anegdotę. Ale całe jego życie jest w tym czasie zawieszone.
Więc, spójrzcie, życie ziemskie można postrzegać jako takie gęste środowisko, gdzie nie ty się poruszasz, ale to porusza się twoja świadomość w życiu - to świadomość się porusza, a nie ciało.
I ta świadomość przemieszcza się poprzez jakieś gęste środowisko, poprzez opór. I tylko poprzez ten opór świadomość się rozwija. Skąd ten opór się bierze? To jest ten dystans między pragnieniem a rezultatem. Jest jakiś dystans i żeby go pokonać, to trzeba włożyć trochę wysiłku. Musisz działać, popełniać błędy, zaczynać od nowa, rozumiesz? Bo widzę tam marchewkę, muszę się do niej dobrać.
I kiedy się pojawia ten opór, to ujawnia nasz stan wewnętrzny. Kto to się porusza? W jakim on jest nastroju? Chcemy być dobrzy, nikt nie chce być zły. Chcę wybaczyć, ale nie potrafię. Chcę odpuścić coś, jakieś pragnienia, ale trzymam się ich. Chcę przestać się bać, ale strach wraca - ja nie prosiłem go celowo. Chcę być spokojna aż nagle ktoś przyszedł, stała się jakaś głupota i wytrąciłeś mnie z równowagi. To znaczy, okoliczności przychodzą, nie tylko po to, by zmienić nasze życie, przychodzą, aby nam pokazać samych siebie.
Bo żeby coś zmienić, trzeba zrozumieć, co się zamierza zmienić. Bo w stanie spokoju wyobrażamy sobie siebie po prostu idealnych, prawda? Ach! co za błogość wiedzieć, że jesteś idealny - wydaje się, że jesteś ideałem, prawda? Tak jak w opowieści o Mary Poppins.
Z tego powodu ten brak czasu oznacza, że nie trzeba zdołać wykonać wszystkiego - oznacza, że uczysz się rozróżniać ważne od nieważnego. Możesz oczywiście spędzić całe lata udowadniając, że masz rację, ale nigdy nie nauczysz się wybaczać. Możesz także nabyć mnóstwo rzeczy i wciąż nie zrozumieć, dlaczego w twoim wnętrzu jest dziwna pustka. Na zewnątrz w pomieszczeniach brak jest już miejsca, żeby postawić coś nowego a wewnątrz pusto.
To, co zewnętrzne wciąż nie jest w stanie wypełnić twojej wewnętrznej pustki. Rzecz w tym, że ciało istnieje w czasie. Ono się rodzi, rośnie, zmienia się i tak dalej. Myśli przychodzą i odchodzą. Emocje także oczywiście się zmieniają. Nawet nasze wyobrażenie o sobie ulega zmianie - wydawało mi się, że jestem taki a potem mijają lata i okazuje się, że jestem zupełnie inny. Zmieniłem się.
I tu nasuwa się pytanie: Komu właściwie zostało mało czasu? Moim emocjom? mojemu umysłowi? mojemu ciału? kim ja właściwie jestem? Jeśli nadal jestem tylko ciałem, ale ciało przecież się zmienia? Myśli przychodzą i odchodzą. Emocje też się zmieniają. Albo być może moja historia? Może to jestem ja?
Była kiedyś taka rubryka - kolumna w gazecie: "życiorysy niezwykłych ludzi". Ja to zbierałem przez jakiś czas. I były tam jakieś opisy życia konkretnego człowieka - proszę bardzo, oto on, biografia zapisana w tej oto książce. Ale tak nie jest.
Historia istnieje wyłącznie jako pamięć, ale ten człowiek poszedł gdzieś dalej. On nigdzie nie odszedł. I pojawia się pytanie: co w takim razie pozostaje? A potem zamiast pytania, co powinienem zrobić, pojawia się inne pytanie: a kto ma to wszystko zrobić? Ciało jest, emocje są, kto ma zdążyć? kto ma to wszystko wykonać?
Spójrzcie - podołać czemuś oznacza też zakończyć jakieś działanie, ale to nie oznacza skończenia wszystkiego. Nigdy nie zdołamy skończyć wszystkiego. Zawsze będzie jakaś praca do wykonania, zawsze będzie coś do poprawienia, zawsze będzie coś tam do kontynuowania. Ta książka, której nie skończyliśmy czytać, ta praca, której nie skończyliśmy.
Więc celem nie jest odhaczenie wszystkich rzeczy do wykonania, ale stanie się mniej zależnym od naszych lęków i pragnień. Bo ta zależność - to właśnie ona niszczy nasze zachowanie, rujnuje nasz charakter, rujnuje nasze relacje. Jeśli nie masz żadnych relacji to po co to wszystko czynisz?
Wszystkie twoje czyny będą przesiąknięte tym niezadowoleniem, a twoje owoce, to, co tam wykombinowałeś, nikomu nie będą potrzebne.
Więc spójrzcie - stwierdzenie: "czasu jest mało", to nie jest wezwanie do strachu, to nie o strach tutaj chodzi. I nawet nie znamy daty naszej śmierci, ale jest coś co wiemy na pewno: czas już tyka - on już upływa i na nikogo nie czeka. Dlatego nie odkładajmy najważniejszych rzeczy na później. Dziękuję za uwagę.
wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=97FlcCUGyuA