oryginał: https://youtu.be/H89p7lx2d94
Witajcie ludzie. Znów jesteśmy razem.
- Witam panie Wiktorze,nalazłam cytat. Chcę się nim podzielić: „Ci, którzy są znudzeni życiem, zawsze szukają rozrywki dla swoich umysłów. Natomiast ci, którzy kochają Boga, są zawsze zadowoleni i po cichu szczęśliwi, ponieważ karmi ich serce, a nie umysł". Powiedział to Mudżi, albo Mudżin.
- Mudżi. Nie znam tego wielkiego filozofa. Zatem ci, którzy są znudzeni życiem, karmią się poprzez rozrywkę, która zabawia ich umysł. A tak dokładniej jest to zadowalanie zmysłów - a wszelkie zmysły to już połączenie z umysłem.
Te zmysły wywodzą ich na taki ogólny wektor i poooszło. I to jest cel na całe życie, dla kogoś, kto jest znudzony życiem. Taki ktoś na wszelkie możliwe sposoby stara się zapewnić sobie rozrywkę.
To jest tak samo jak z reanimacją zwłok. Wiecie jak przebiega taka reanimacja - pewnie widzieliście to w filmach, wszystko się zatrzymało, pacjent nie oddycha, serce stoi w miejscu, biorą takie elektrody i przykładają do ciała: rozładowanie! jeszcze raz !
Słyszałem coś takiego, że to chyba w Tybecie - dzieje się tak, że przynoszą zwłoki. Podłączają jakiś kabel elektryczny do pięt, a wszyscy się cieszą, że ciało drgnęło.
Tak więc kiedy stymulujemy nasze zmysły, to myślimy, że to prawdziwe życie, prawda? Bo wydaje się że wszystko jest jak należy. A tak naprawdę zmysły powinny nam nieść radość ze swojej mocy - powinienem czegoś dokonać a nie że coś się pojawiło samoistnie.
To znaczy, że poruszenie zmysłów powinno być konsekwencją tego, że coś zrobiliśmy. To powinno być jak ocena - czy wyszło nam to dobrze czy źle, a może powinniśmy jeszcze bardziej się postarać, żeby to zadziałało, a potem och! - taka wielka radość.
Ale bywa też tak, że po prostu stymulujesz zmysły i to wszystko. W jaki sposób stymulujemy zmysły? My posiadamy pewien rodzaj równowagi pomiędzy zmysłami a aktywnością umysłową.
To taka powolna logika. Decyduję dokąd idę, co uczynię itd. Decyduję niezależnie od otoczenia - to jest ta rozumowa część od Boga, która podejmuje decyzje. On otrzymuje stamtąd podpowiedzi i zbiera sygnały z otoczenia sprawdzając co tu się teraz dzieje.
I kiedy te dwie siły się mniej więcej równoważą, to wszystko jest ze mną w porządku. Ale jeśli, powiedzmy, wypiję 100 gramów wódki 40-procentowej, powiedzmy, - były takie doświadczenia - to wtedy otwiera się moja sahasrara czyli czakra korony.
Pojawiają się nawet jakieś olśnienia czy przekazy - ale Wedy mówią, że te spostrzeżenia nie pochodzą od Boga. To są demony. Robisz dziurę w swojej aurze, a ten przyjazny tłum wokół zaczyna ci mówić pewne rzeczy - czasami nawet słuszne.
Ale faktem jest, jak mówią muzułmanie, że jeśli człowiek wypił trochę, czyli na przykład 100 gramów wódki to przez 10 dni Allah przestaje z nim rozmawiać - pozbawiasz się tego kontaktu.
Twoja równowaga jest zaburzona, a zaczynają dominować zmysły. I dlatego potrzebuję żeby moje mięśnie drgały, aby mój uśmiech rozkwitł, moje płuca się poruszyły, abym doznał jakiegoś rodzaju podniecenia - tego, co nazywamy życiem. I wtedy zaczynam się nudzić życiem. Życie staje się nudne. Zaczynam sobie wyobrażać różne rzeczy, szukam jakichś podniet.
Bo kiedy mam ten kontakt z Bogiem poprzez rozum, to już wiem, jak żyć. Życie mnie nie nudzi. Ale kiedy ten kontakt zostaje odcięty to szukam sobie zamiennika. A diabeł wtedy chętnie pomaga. On stwarza imitację mojego życia a tak naprawdę to drepczę w miejscu. Wtedy diabeł zabiera sobie energię wszystkich moich ciał - bo nie tylko ciała fizycznego, składa sobie ją porcja po porcji w jakimś tam swoim koszyku.
A w jaki sposób zrozumieć czy stymuluje mnie diabeł czy Bóg? Jak myślicie? Nie wiecie? [śmiech] To podpowiem: istnieje jakiś boski plan. Bóg już go dla mnie stworzył. I to można ustalić poprzez odciski palców, chiromancję, irydologię - czyli to jest to, co muszę wykonać.
I jeśli będę sie tym zajmował - nazwijmy taka drogę przeznaczeniem - to wtedy wszystko jest u mnie w porządku, nie nudzę się życiem, a co ważne mogę się tym zajmować bardzo długo.
To jest moje życiowe przeznaczenie, jestem do tego powołany, i nie będę wykonywać tego samego w kółko. Będę szedł coraz głębiej, zagłębiał się w tym coraz bardziej i stanę się mistrzem.
Czyli, że to czym mogę się zajmować przez długi czas i nie nudzi mi się to jest moim przeznaczeniem - moim powołaniem. Nuda dopada nas wtedy gdy straciliśmy ten cel życia.
I jest napisane: „Nikt nie wie, co tak naprawdę powinien czynić". Nikt nie zna swojego celu. Ja znam to co wszyscy robią, widzę to, jest to opisane w książkach. Potrafię naśladować tego czy tamtego człowieka. Trochę jego naśladowałem - a on robi to od 10 lat bez przerwy, i nie nudzi mu się. Jest jakimś stolarzem albo jest to jakiś szewc, bywają różne profesje.
Ale ja sam nie mogę się długo tym zajmować. Męczę się przy tym a to oznacza, że Bóg nie wspiera mojej działalności. On może mi powiedzieć: "proszę bardzo - działaj jeśli chcesz" co oznacza, że wykonuję to swoimi zasobami. A kiedy wykorzystuję swoje ograniczone zasoby, kiedy je tam inwestuję to okazuje się, że najpierw ma miejsce pożądanie, potem to otrzymuję, potem następuje nasycenie i na końcu wstręt.
Pojawia się zmęczenie albo nuda. Życie staje się nudne a więc wezmę coś następnego. Potem znów wezmę następne i następne. To dotyczy wszystkiego, - również towarzyszy życia. Niektórzy ludzie zmieniają ich jak rękawiczki, a inni się zakochują i wszystko.
To dotyczy rodzaju pracy lub jakiejś aktywności. To, co człowiek wykonuje to dotyczy w ogóle wszystkiego. Tam, gdzie jest ta stabilność nie jest też nudno - bo entuzjazm do działania również pochodzi od Boga.
Ale jeśli tak nie jest to mi się wydaje, że to mój entuzjazm. Po prostu nie mam nic do roboty, nudzę się, a tamten człowiek czyni coś z radością więc ja też spróbuję. A zasada jest taka, że coś nowego zawsze budzi zainteresowanie. To jest zupełnie nie moje ale nowe rzeczy budzą zainteresowanie, ponieważ tam istnieje proces uczenia się a bez zainteresowania nauka jest niemożliwa.
A potem jakoś się nudzę. Już wiem, jak to zrobić, ale jestem tym zmęczony. To tak jak w filmie: "Moskwa nie wierzy łzom". Tam był opisywany taki epizod, kiedy pewien bardzo dobry rzymski cesarz, pewnie pamiętacie tę scenę, prawda? I u szczytu swojej chwały, kiedy wszystko było stabilne i zdrowe, wstał i zrezygnował. Stwierdził: „Nie będę Cezarem”. Nie będę i koniec.
A potem w cesarstwie coś poszło nie tak, sprawy się pogorszyły - on żył tam sobie w swojej wiosce i szczęśliwy kopał grządki motyką. Przyszli wtedy do niego i pytali: „Czy mógłbyś, czy byłbyś tak miły i objął ten urząd rzymskiego cesarza?”. Rozumiecie sytuację? - ludzie rwą się na takie wysokie stanowiska. Pamiętacie co on im odpowiedział?
On wtedy powiedział: „Gdybyście widzieli kapustę, którą udało mi się wyhodować to nie próbowalibyście mnie namawiać”. [śmiech] Wyobrażacie sobie? To był prawdziwy incydent. Ja się o tym dowiedziałem z tego filmu "Moskwa nie wierzy łzom", tam jest opisany ten epizod.
Tak więc ja mogę się tym zajmować i to mi się udaje, ale to jeszcze nie oznacza, że jest to moje przeznaczenie. Jeśli przy tym zacząłem się nudzić to nie jest to moje życiowe wyzwanie. Jeśli wykonuję to co jest moim powołaniem to nuda jest wykluczona.
To jest niemożliwe. Dlaczego? Bo Bóg tam jest i zawsze są jakieś nowe rzeczy... tam widzę wciąż nowe i nowe. To zupełnie inna perspektywa. To inne postrzeganie tej samej działalności.
Niektórzy ludzie na to patrzą i to jest tak jakby wykopali dół na pół metra głębokości, ale nie chcą już kopać dalej. Ale ten będzie kopał, kopał i kopał. I w końcu dotrze do wody, to znaczy, do takiego stopnia opanowania tej dziedziny, że to jest postrzegane jako mistycyzm.
Ja znałem takich ludzi, jeden na przykład naprawia budziki, albo jakieś tam zamki - po prostu taki Leonardo da Vinci - wszystko w jego rękach się pali. Przynoszą mu jakiś zegarek i mówią: „Nie działa" Ten odpowiada: „No, daj mi go”. Bierze go w ręce a zegarek tyka. Mówi więc: „czemu kłamiesz?”. Drugi bierze go, w ręce i nie tyka. Tyka tylko w jego rękach. Czy jego technologia się boi, co?
Więc ten mistrz mówi: „No zegarku - bierz się do roboty”. Więc faktycznie zaczyna się jakiś mistycyzm. I taki mistycyzm możliwy jest w każdym zawodzie - w naukach ścisłych, w matematyce, w fizyce, w czymkolwiek, nawet w ogrodnictwie.
Jest taka kobieta u której wszystko rośnie jak szalone - a inni ludzie biorą sadzonki, biorą ziemie i nic nie rośnie. Ich energia jest inna. I nie chodzi o to, że ich energia jest zła - ona jest po coś innego. Ma mieć inne przeznaczenie. Więc trzeba znaleźć swoje - coś, co nie jest nudne.
No więc co mamy czynić? Edukacja w czasach ZSRR wyglądała tak, że wszystkiego dawali po trochu - była matematyka, trochę fizyki, geometrii - trochę tego, tamtego, i tamtego. I dlatego było to przeważnie nudne. Ja nie widziałem, żeby wszyscy chcieli się tego uczyć.
To prawda, że byli dobrzy nauczyciele i to było wtedy interesujące. Ale tak czy siak uczyli wszystkich podstaw, a potem każdy się w coś zagłębiał. Ja, na przykład zgłębiałem astronomię - wciągnęło mnie to i zacząłem się jej uczyć ze wszelkich możliwych źródeł.
To mi nie wystarczało, mimo że skończyłem w sumie osiem klas. Co prawda, potem było technikum, gdzie wtedy było trudniej niż na studiach, ale tam też nie uczyli tego przedmiotu.
Ja znalazłem sobie podręcznik, a potem, kiedy ogłosili, że Ziemia jest płaska, po prostu nie uwierzyłem w to (śmiech). A teraz jest wiele publikacji, różne badania są w toku, oni też wystrzeliwują kosmos, już kolonizują i na Wenus i tak dalej.
No cóż, ci, dla których Ziemia jest płaska... to nie znaczy, że oni są głupi. Oni mogą być mądrzy w czymś innym. Po prostu nie powinieneś wtrącać się w niczyje sprawy.
Tak więc jacy ludzie są znudzeni życiem? - ci, którzy nie wykonują przeznaczonych sobie działań, a ci, których wszystko ciekawi zajmują się tym co jest ich powołaniem. I to wszystko.
Jak można to rozróżnić? Wszyscy to wiedzą. Ale w tym celu trzeba się nie bać, nie bać się usłyszeć tu tego ptaka tutaj w sercu, który jest Paramatmą,
Ta nad-dusza coś tam mówi. A kiedy ona do nas mówi, to jest to związane z odrobiną ryzyka. Z ryzykiem. No a jakbyście chcieli? żeby było całkowicie bez ryzyka i nie nudno? - no cóż, tak się nie zdarza. Nie jest nudno, kiedy jest nieoczekiwane - a kiedy wszystko jest przewidywalne to przecież staje się nudne?
Pamiętacie na pewno rozmowę między Hipolitem a tym drugim - to było w tym znanym filmie "Szczęśliwego Nowego roku", który co roku pokazują na Sylwestra.
Oni tam trzęsą się z zimna - przytupują. A on mówi: „No dalej, powiedz mi co myślisz”. W odpowiedzi słyszy: „Jesteś poszukiwaczem przygód, podążasz za impulsem”. Ten mówi: „Och, dziękuję za komplement”. I zwraca się do niego: „A teraz ty powiedz mi coś o mnie". Ty masz zawsze rację, wszystko masz przemyślane, poukładane, wiesz wszystko. To jest takie nudne - ludzie wokół ciebie też będą tym znudzeni.
Dlatego nie da się obejść bez ryzyka. Dlatego święte księgi mówią: "po prostu mi się poddaj". Poddaj się, a więc nie ma żadnych informacji.
A tak przy okazji, rzecz w tym, że demony się nudzą, istoty boskie się nie nudzą. A demony wymyślają takie rzeczy, które prowadzą wprost do perwersji i wynaturzeń. To one wymyślają wojny ponieważ nie wiedzą jak inaczej, bo mają swoje połączenie tak jakby zamknięte, zablokowane. One nie lubią Boga. W Bhagavadgicie jest napisane, że demony nienawidzą nad-duszy, one nienawidzą tej Paramatmy w swoich ciałach i w ciałach wszystkich innych istot. To jest dla nich symptomatyczne.
A to oznacza, że nie znają swojego celu, nie mają przeznaczenia. Ich cel jest bardzo prosty: niszczyć wszędzie tam gdzie sięgają ich ręce. To jak wilk, on nie bierze największej, najsmaczniejszej owcy, ale tę najbardziej chorą i odstającą od stada.
No i kiedy u kogoś coś zaczyna iść nie tak z ich przeznaczeniem, kiedy zaczyna im się nudzić to te demony przychodzą i to jest ich cel. A jeśli im się uda, to się cieszą. Ale im i tak trzeba więcej i więcej - chcą jak najwięcej napaskudzić. (śmiech)
A Bóg na to mówi: "tak".
No cóż, jeśli ktoś się nudzi, jeśli jakiś demon się nudzi to wtedy ma potrzebę oblewania innych ludzi nieczystościami.
Był taki człowiek, który udzielał się w ten sposób na internetowych czatach. Moja żona się zdziwiła: "co on tu takiego wypisuje?" A on kontynuuje - jeszcze i jeszcze. Ona w końcu mówi: "mam już tego dosyć, wypisuję się z tej grupy!". Ja zadzwoniłem do niego i powiedziałem: "bardzo ci dziękuję - jej tam już nie ma". A to jest człowiek pretendujący do miana wysoce uduchowionego, on twierdzi, że jest ezoterykiem.
ja mu odpowiedziałem: "nie - twoim przeznaczeniem jest wylewać fekalia i robienie bałaganu na czatach. Zniechęcasz ludzi, żeby nie siedzieli tam godzinami i nie odpisywali na twoje wiadomości. To jest twój prawdziwy cel - twoje prawdziwe przeznaczenie”.
On odpowiedział: „Nie wiem nawet, czy się cieszyć, czy smucić”. Ja na to mówię: „Ciesz się! [śmiech] znalazłeś swoje życiowe przeznaczenie, bo jesteś jedynym, który robi to tak dobrze.
A jemu nie żal poświęcać na to tak dużo czasu - wyobrażacie to sobie? Więc to jest jego - jemu się to nie nudzi. No i nie ma w tym nic złego. Widzicie, wszędzie jest dobro - trzeba je tylko po prostu dostrzec i nie będzie nam nudno. Dziękuję.
wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=zcBiOxHmCE4