poniedziałek, 21 września 2026

Sztorm w głowie - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/edWumPSt8zM 

Witajcie ludzie, kolejne spotkanie i odpowiadamy na pytania. Nasz dzisiejszy temat brzmi: „Burza w głowie. Jak uspokoić niespokojny umysł i przywrócić wewnętrzny spokój?”.  

 Dobrze - zapiszemy to w ten sposób. Burza w głowie. Bardzo trafny tytuł, bo tak naprawdę wszystkie nasze burze są w głowie. To te myśli -  one szarpią nasze zmysły. A jeśli zmysły są słabe to ciężko coś zdziałać, bo zmysły są po to aby wpływać na ten świat. 

 Jeśli one są słabe, jeśli są tylko słabymi nitkami to świat na nie nie reaguje. Ale za to my reagujemy na to, co dzieje się na świecie. Jeśli nasze zmysły są słabe, a słabe są wtedy jeśli są to uczucia negatywne. Więc pojawia się burza, kiedy wpadamy w panikę i coś na świecie się poruszyło, nieistotne wydarzenie, a mózg zaczyna się chwiać. 

 Ale jest inny sposób: jest mózg jest sztywny, a ściślej jeśli świadomość jest taka sztywna, niezachwiana to te zmysły stanowią taka silną muskulaturę i to one szarpią tym światem. Wtedy powiada się, że taki człowiek ma silną wolę.

Taki ktoś jest panem swojego losu. On nie ma burzy w głowie. Wręcz przeciwnie, przychodzi i uspokaja burze lub je wywołuje. Tym właśnie różni się silny od słabego. Burza w głowie oznacza, że jesteś po prostu chory. 

Czego tak w ogóle dotyczy nasz temat? Tak jest wtedy umysł zamienia się w niekończący się strumień zmartwień, lęków, trosk, zamartwiania o przyszłość, żalów o przeszłość i niekończących się wewnętrznych dialogów. 

 Normalny, zdrowy człowiek kontempluje to wszystko, postrzega wszystko naraz i nie ma w nim paniki, która, nawiasem mówiąc, odwraca jego uwagę od świata wokół niego. 

 I dlatego właśnie próba zmuszenia się do zaprzestania doświadczania tego wszystkiego często tylko nasila lęk i niepokój. Powtarzasz sobie: " jestem spokojny, jestem całkowicie spokojny, jestem zupełnie spokojny". Więc to nie działa, potrzeba czegoś innego. 

 Kiedyś uczyli mnie siedzieć, na przykład, w pozycji lotosu, to było kiedy ćwiczyłem karate, nauczyciel mówił: „Dobrze, siedzimy w pozycji lotosu, nasze nogi są przyjemnie rozluźnione" - a one nas bolą tak bardzo, więc jak tutaj można się zrelaksować?

 Ale potem, okazuje się, nie dzięki tym rozciąganiom, ale dzięki medytacji, to wszystko jakoś znikało. Wszystko pochodzi w końcu z umysłu, nawet fizycznie. A tutaj sam umysł jest atakowany, ponieważ  tam dzieją się takie rzeczy. 

 I jak więc zachować jasność, gdy wokół panuje chaos? W Kathau Upanishadach życie ludzkie jest porównywane do rydwanu. Nawiasem mówiąc, ten obraz jest wszędzie - również w magii, w tej czarno-białej magii doktora Papusa jest podobny obraz, a na okładce Bhagawadgity on również jest, jest wszędzie. 

 Ale tam jest powiedziane, że to ciało jest rydwanem. Takim niebezpiecznym rydwanem. na którym się ścigamy.  Dusza jest panem rydwanu. Rozum buddhi jest woźnicą. Właściwie w Bhagawadgicie rozum jest po prostu taką tablicą rozdzielczą, za pomocą której komunikujemy się z Bogiem. To znaczy, on jest praktycznie odbiornikiem od Boga. Stąd pochodzi pokój. 

Nawiasem mówiąc, jedno z imion Kryszny brzmi Hrishakesha czyli pan zmysłów. Jeśli to on włada zmysłami, jeśli oddam mu moje zmysły, to staną się silne, a ja stanę się awatarem albo też Avesha awatarem, i wtedy rządzę (władam) tym światem. I nie dlatego, że jestem taki potężny i myślę: „bójcie się mnie”. To po prostu staje się normalne dla człowieka. 

Człowiek powinien być jak jak w tej znanej piosence: "panem swojej rozległej ojczyzny", ale nie jak swój własny pan, ale raczej cokolwiek mu się powie, musi zrobić, w zależności od swojego talentu, swojego celu. 

Zatem ciało jest rydwanem, dusza jest tym, kto jedzie w tym rydwanie. Rozum buddhi jest kierowcą (woźnicą), który go prowadzi. To znaczy, dusza ma dostęp do pedału gazu, ma hamulec, ale nie ma żadnej kierownicy.  

Za kierownicą siedzi rozum. A czym on się kieruje? Na jakiej podstawie podejmuje decyzję dokąd jechać? Umysł inaczej nazywamy manos - rozum to buddhi, natomiast umysł manos, to są lejce. No i pięć zmysłów, czyli te konie ciągnące cały rydwan. 

One albo niosą mnie tam, gdzie jest dobrze - bo na przykład poczułem jakiś przyjemny zapach, mój węch mnie tam zaniósł. Jakiś koń mnie tam zaniósł. Tam jest coś na co miło jest popatrzeć więc poszedłem tam. Tam mnie zaciągnęło - a przecież powinienem mieć cel, a nie tylko szukać i studiować tak jak na przykład geolodzy szukający żyły złota, miedzi albo diamentów. Oni czegoś szukają. A powinieneś być twórcą wartości, a nie żebrać o coś, rozumiecie? Masz być twórcą. 

 Jeśli rozum jest czujny, a lejce są mocno trzymane, to taki człowiek kieruje się sumieniem. Wtedy zmysły są kierowane we właściwym kierunku i człowiek osiąga swój cel - osiąga swoje przeznaczenie.

 Sumienie jest idealnym przewodnikiem, ono jest jak te współczesne elektroniczne urządzenia w samochodzie, które mówią: "skręć w prawo, skręć w lewo". A wtedy ani sobie nie przyniesiesz szkody i dokonasz czegoś pożytecznego dla innych.

 To znaczy, nie zagubisz siebie, ani nie zgubisz konia, nie utracisz tej władzy nad lejcami - twoje konie czyli zmysły będą nakarmione - wszystko będzie dobrze. Musisz być posłuszny. Trzeba się słuchać tych podpowiedzi sumienia.

 A kiedy rozum słabnie, wtedy umysł przestaje słuchać - te konie przestają słuchać, jeśli zrozumieją, że ten z batem i lejcami nie jest sobą. A wtedy konie jak to się powiadało dawniej "ponoszą".

One wymykają się spod kontroli, a człowiek znajduje się na łasce lęków, obaw i niepokojów, ponieważ te nasze konie, każdy koń – to pięć zmysłów: węch, dotyk, słuch i wzrok, i wtedy one zaczynają same szukać wokół czegoś interesującego.

I zaczyna się dziać jak w tej bajce łabędź, szczupak i rak - każde ciągnie w swoją stronę. I co wtedy pozostaje umysłowi? On tylko to wszystko sublimuje i tworzy jakiś ogólny wektor. 

 A jeśli to łabędź, rak i szczupak, to wektor może być zerowy - wtedy nic się nie dzieje. Człowiek po prostu stoi w miejscu, odmierzając czas, bo nie wie, gdzie jest najlepiej, bo nie ma celu ani zadania życiowego.  

 On jest wtedy takim kolekcjonerem, - nawet nie myśliwym a co tutaj w ogóle mówić o byciu twórcą? A przecież koniec końców jesteśmy na obraz i podobieństwo Stwórcy.

I właśnie dlatego Kryszna mówi Ardżunie w Bagwadgicie, (to jest rozdział 6, 34). Ardżuna tam mówi: „Umysł jest niespokojny, czuję się źle, nie mogę go kontrolować, jestem jakoś odłączony, umysł jest szalony, uparty. Wydaje mi się, że trudniej go okiełznać niż wiatr". Tam jest nawet napisane, że łatwiej jest kontrolować wiatr gołymi rękami niż umysł. Umysł jest naprawdę silnym huraganem. 

 A Kryszna nie kłóci się z nim. Mówi: „No tak, oczywiście, tak jest”. On mu odpowiada w następnym wersecie - w wersecie trzydziestym piątym. Mówi: „No tak, to trudne, ale możliwe dzięki wyrzeczeniu! Wairagya to wyrzeczenie - nieprzywiązywanie się do tego wokół. Po prostu za pomocą zmysłów przywiązałeś się do tego i tamtego - a one ciągną cię jak jakaś barka,- jak tam oni się nazywają ci przewoźnicy barek,  albo jak te konie ciągną cię tutaj nieustannie.

 Ty w ogóle sam nie decydujesz, dokąd iść. Ale jeśli miałbyś plan - a ja mogę ci ten plan dać - ale w tym celu musisz się pozbyć tych przywiązań, żeby to one mogły cię tam pociągnąć. Ty im powiedziałeś, a one ciebie posłuchały.

Żył kiedyś taki Swami Wiwekananda, on to w ogóle ujmował w taki poetycki sposób mówiąc, że umysł to taka małpa, która skacze z gałęzi na gałąź. Rozumiecie, prawda? Coś tak kapryśnego i nie wiadomo na którą gałąź skoczy. 

I mało tego, że on tak niespokojnie skacze - pewnego razu tę małpę ukąsił skorpion niepokoju. Więc nie dość że nieustannie skakała to jeszcze zaczęła się też niepokoić - taki jest ten umysł. 

 I aby jeszcze bardziej wzmocnić tę alegorię, on mówił dalej: "a po tym użądleniu małpa upiła się winem pragnień". Wyobraźcie to sobie, (śmiech) pijana małpa użądlona przez skorpiona skacze z gałęzi na gałąź. Ona mogłaby spaść, prawda?  Taki jest właśnie umysł bez Boga, ponieważ Hrishakesha jest panem zmysłów.  

Cóż, zasadniczo chodzi o to, że nie jesteś umysłem. Pozwalamy mu zachowywać się w ten szalony sposób, ponieważ nie oddzielamy się od umysłu. Ale ja nie jestem umysłem. To błąd uważać siebie za swoje myśli.  

 Myśli przychodzą i odchodzą - chyba wszyscy to zauważyli. Czasami przychodzi mi jakaś myśl, ale jej nie zapisałeś. Potem myślisz sobie: „Była jakaś myśl, ale jej nie pamiętam”. Wiecie, co to znaczy? To nie była moja myśl. Ja jestem tylko odbiornikiem, który wychwytuje coś w tym eterze, w tym zapisie Akaszy, czy jakkolwiek chcesz to nazwać. Ale te myśli są generowane. Nasze DNA wcale nie przechowuje informacji. To jest antena, która zbiera informacje.

 Jeśli twoje DNA jest poprawne, jeśli jest twoje rodzime – jeśli nie ma tam jakichś medycznych modyfikacji to ono odbiera fale twojego przeznaczenia. A jeśli tam jest jakaś ingerencja to już tak nie jest. Ale to nie jest problem - modlitwa jest w stanie to naprawić. Nawet ziemniak jeśli zostawić go w spokoju i nie ingerować to on odtwarza swoje źródłowe DNA - a tym bardziej człowiek. W tym celu dostępne są różnorakie praktyki.

Najważniejsze to nie utożsamiać się z umysłem, nie utożsamiać z myślami - myśli przychodzą i odchodzą,  dzisiaj umysł przedstawia tobie jeden scenariusz a jutro namaluje ci całkiem inny.   

Ty rzuciłeś wszystkie swoje zasoby w tamtą stronę, no i co teraz z tym zrobić? A dusza pozostaje obserwatorem. Dlatego nie powinieneś walczyć z umysłem. Walka z nim jest bezużyteczna i niemożliwa. Człowiek nie może z nim walczyć. Musisz wzmacniać swój rozum.

 A rozum sam oswoi ten umysł. Umysł nawet chce mu być posłuszny. Próba zmuszenia się do niemyślenia jest jak myślenie o białych słoniach albo o białej małpie. Znacie tę historię: od razu zaczynasz myśleć o białych słoniach, to nie działa. To rzadko przynosi rezultaty; jest wręcz przeciwnie, to przynosi odwrotny skutek. 

 A kiedy nadchodzi prawdziwy spokój ? Wtedy gdy rozum zaczyna kierować umysłem. A potem, zamiast wierzyć w każdą niepokojącą myśl - a dzisiaj, teraz, w tym momencie, w którym mówię, jest mnóstwo powodów dla tych pełnych trwogi myśli, a media są jak oliwa do ognia, one dolewają oliwy do ognia.

 "Jeszcze nie jesteś całkowicie przestraszony? A czy słyszałeś, że to i tamto?" - wszystkie te informacje są po to żeby stłumić entuzjazm, żeby wpędzić cię w depresję - transmitowane jest bezbożnictwo! Rozumiecie jak to działa?

A co się stanie? Co będzie? Będzie tak, jak powinno być. Wszystko to jest skalkulowane. I to nie przez polityków - Bóg wszystko wie. Wszystko będzie dobrze.

 Najważniejsze jest to, że ci, którzy odłączyli się od Boga, zostali zaprowadzeni tak jakby do muszli klozetowej i spuszczono za nimi wodę. To takie trochę obraźliwe porównanie, ale dokładnie tak to się dzieje. 

 Ale jeśli się od tego oderwiesz, to wokół ciebie będzie dużo hałasu, a potem wszystko się uspokoi. Dlaczego? Ponieważ wokół ciebie powstanie królestwo niebieskie. 

 Zniknie całe to zamieszanie, które fotografuje wszelkie niedogodności z każdej strony i wysyła je tobie, żebyś przyjął, że to dotyczy ciebie. 

 Jeśli masz jakiś cel, jeśli wypełniasz swoje przeznaczenie - jak to tam jest ujęte w tej znanej modlitwie? "Przyjdź królestwo Twoje, jako w niebie,..." - a gdzie jest to niebo? Tutaj - w naszym wnętrzu - "..... tak i na ziemi".

 On tu stąd mówi ci, co masz czynić, a ty to czynisz to na ziemi. I żadne inne królestwo nie jest potrzebne. To wszystko. Teraz jest pokój, cisza i nie ma żadnego chaosu. Twój spokój w twojej głowie stworzył pokój również tutaj. 

 Ale jeśli nie ma Boga w twojej głowie, jeśli tam brak jest Boga, to jesteś skazany na zagładę. Jak wiecie istnieje takie pojęcie jak entropia. Wtedy to jest entropia i nie obwiniaj za to jakichś tam satanistów, jakichś przestępców czy jakichś złych władców. To jest entropia. 

 Ci wszyscy przestępcy, zły rząd, globaliści, sataniści to element entropii i to jest ich zadanie. Oni zajmują się utylizacją bezbożników. Tak to jest. Ale jeśli jesteś z Bogiem, to oni ciebie nie tkną; oni wtedy po prostu cię nie widzą. W pewnym sensie nie jesteś dla nich smaczny - nie w ich guście.

I zamiast wierzyć w każdą złą wiadomość trzeba sobie zadawać pytanie: "czy to jest rzeczywistość czy tylko przypuszczenie w celu wywołania mojego niepokoju? A może ktoś tak tylko powiedział i są to jakieś w ogóle niepotwierdzone informacje?"

To jest praktyka powrotu do teraźniejszości. Praktyka przywrócenia siebie do teraźniejszości, do tu i teraz. A tak przy okazji, Boga nie ma ani tam, nie ma go też gdzieś tam, ale właśnie tutaj - w każdym razie dla ciebie.

 Większość naszych zmartwień jest związana albo z przeszłością, której nie da się już wymazać - albo te zmartwienia dotyczą przyszłości, która jeszcze nie nadeszła.

A kiedy człowiek całkowicie,.... pozwólcie mi to powtórzyć,... całkowicie skupi swoje działania na teraźniejszości, to jest to słynne "tu i teraz" -  czyli po prostu jesteś skoncentrowany, po prostu zaczynasz żyć jakościowo. 

Po prostu zebrałeś te strzępki swoich zmysłów i rozumu. Rozum jest gdzieś w przyszłości,zmysły są gdzieś w przeszłości, a tu na miejscu są martwe zwłoki, które nigdzie nie zmierzają bo to trup. 

Tylko wtedy, gdy jesteś kompletny, gdy jest to "Om purnam" jak je nazywają Upanishady, kiedy zmysły, ciało i myśli są w jednym miejscu, tu i teraz - tylko wtedy jesteś żywy, wtedy nic nie jest straszne. Wtedy człowiek jest w królestwie niebieskim, on wtedy sprawia, że wszystko się nastraja - wtedy ta cała entropia po prostu znika. Wtedy wszystko wokół rozkwita. Wtedy moc niespokojnych myśli słabnie i przestajesz wtedy przyciągać te problemy do swojej głowy. Przyciągasz je właśnie swoją bezbożną głową, ale z Bogiem wszystkie problemy znikają. 

Dziękuję za uwagę.

  wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=YdopqPlBP1w