piątek, 2 października 2026

Żeńska dola 2 - Wiktor Sawieliew

oryginał:  https://youtu.be/O9MQODgShBI

Witajcie - zdrowia Wam ludzie. Dzisiaj mamy jakieś pytanie, prawdopodobnie kosmiczne. To jest komentarz pod filmem. A temat brzmi: los kobiety. Żeńska dola. Zatem przeczytam ten komentarz. 

  Kobieta pisze: „Tak głową to ja rozumiem, że los kobiety to dom, rodzina, wsparcie męża, a ja jestem mężatką i wychowaliśmy dzieci. Spełniłam więc swoje główne żeńskie przeznaczenie. Ponadto jestem pod opieką i ochroną męża, ale nie mogę zajmować się domem. Jestem zainteresowana ciągłym uczeniem się czegoś nowego, rozważaniem, systematyzowaniem, a w domu muszę prać, sprzątać, tworzyć komfort, wykonywać pracę fizyczną, która mnie nie interesuje.  Co czynić w takim wypadku?"

   No cóż, sytuacja jest następująca. Kobieta zrealizowała swój "plan", (śmiech) w cudzysłowie, prawda? A teraz nie ma już nic do roboty bo... Bo plan na życie był taki, że będzie mąż, dorastanie dzieci, codzienne życie, komfort, ochrona, mąż ją chroni - no i to wszystko.

A obecnie kobieta doświadcza jakiejś wewnętrznej pustki, pewnego psychologicznego impasu - że tak powiem ślepej uliczki. To znaczy, ona ma już to wszystko, ale coś jej się w tym nie podoba, czegoś tu brakuje. 

  Dzisiaj jest to krzykiem duszy nie tylko tej kobiety, ale prawdopodobnie wielu kobiet, ponieważ dziś obserwujemy kryzys tego tradycyjnego rozumienia przeznaczenia kobiety. No właśnie, - a co uważa się za przeznaczenie kobiety?

  Jest to konflikt między tym racjonalnym rozumieniem, że to jest właśnie to, czego potrzebuje kobieta. Ale istnieją również pewne wewnętrzne potrzeby, które mówią: „Ja też chcę tego, tamtego, i jeszcze tego" - no i jak to ostatecznie powinno być?  

Bo kobieta mówi: „przecież nie jestem wyłącznie kobietą, jestem też człowiekiem. Mam być może jakiś inny cel, może nie tylko posiadanie dzieci, może coś innego?”. To znaczy, że przeznaczenie kobiety w ogóle, jak każda inna kwestia, nie jest jakąś statyczną, codzienną rutyną, ale dynamicznym procesem, który zmienia się z czasem. 

 Po pierwsze, wraz z wiekiem kobiet, to się zmienia, a w miarę rozwoju społeczeństwa, rozwoju cywilizacji ta rola nieco się zmienia.  Dlaczego? Ponieważ bycie tylko gospodynią domową to już nie działa.  Dawniej ten model dotyczył tylko domu i był uzasadniony. Kobieta rodziła 10-12 dzieci a obowiązki domowe zajmowały jej 100% czasu. Wychowywanie dzieci płynnie przechodziło w wychowywanie wnuków. Kiedy ona urodziła swoje ostatnie dziecko, albo przedostatnie, to jej pierwsze już było rodzicem i już miała wnuka.  

A czasami i tak się składało, że ​​te wnuki mogą być starsze od jej dzieci. Tak się też zdarzało. Więc kobieta zawsze miała te maluchy wokół - to ją uszczęśliwiało i wszystko było jak należy.   

A teraz ile jest dzieci w rodzinie? Co najwyżej jedno - czasem do trojga dzieci. Dzieci szybko dorastają, a potem następuje rozłąka. I taka jest współczesna rzeczywistość. Co wtedy robić? 

 A kiedy dzieci są już dorosłe to co się dzieje? Kobieta zawęża swoją opiekę wyłącznie na podstawowych, codziennych zadaniach - a to jakoś nie wystarcza, bo główny obiekt zastosowania energii znika. Dzieci odleciały, pisklęta opuściły gniazdo.  

 Stare przysłowie powiada, że dzieci odpoczywają będąc u rodziców. Ale rzadko dziś się zdarza, żeby rodziny tak trwały kontynuując dynastię. Wiemy to nawet od ludzi kreatywnych. To znaczy, jeśli ojciec jest poetą, to syn równie dobrze może być kierowcą - albo na odwrót. Tak to właśnie jest. 

 No cóż, to osobny temat. Mówiłem już o tym kiedyś, dlaczego tak się dzieje. Teraz mamy inny temat. A dziś mamy taką sytuację, że kobietom pozostaje wyłącznie pranie, sprzątanie, gotowanie obiadu wyłącznie na dwoje czyli takie zwykłe codzienne obowiązki domowe.  

 Mieszkałem w wielu miejscach i było kiedyś jedno miejsce, gdzie był ogromny dom, tam żyła duża rodzina, a potem wszyscy się gdzieś rozproszyli i rodzice zostali sami w tym ogromnym domu - mąż i żona. Ich dzieci nie chciały tam mieszkać a ten dom to po prostu pałac. A potem, kiedy ci małżonkowie umarli - to byli porządni ludzie - ich dzieci jakoś sprzedały ten dom. One nawet nie chciały się tam przeprowadzać, bo już gdzieś indziej zbudowały swoje gniazda.  

Tak więc te pozostałe obowiązki domowe nie mogą wypełnić tej intelektualnej i emocjonalnej pustki. To jest taki problem pustego gniazda. Sztuczne trzymanie się w ramach tych domowych obowiązków to prosta droga do depresji, a potem pojawia się również brak tożsamości, jak to się teraz zwykło mawiać. Ona zaczyna sobie zadawać pytanie: "kim ja właściwie jestem? Nie jestem tylko kurą domową". I Wiele żon mówi: „Kim ja dla ciebie jestem? Czy jestem tylko gospodynią domową, czy kimś takim? Ja też jestem człowiekiem”. I one w jakiś sposób to tłumią. To jest ich tożsamość. Wyjazd gdzieś nad morze, wyjazd gdzieś. Cóż, to jest nienasycone.  

Mąż zazwyczaj zajmuje się czymś pożytecznym, ale ona nie. Mąż wtedy mówi: „Jak długo to jeszcze potrwa?Może by ona się zajęła czymś sensownym? Wtedy nie miałaby czasu jeździć nad to morze". Bo morzem się nie najesz - nasycić się można tylko wykonując jakieś sensowne dzieło - trzeba się w coś zaangażować.

 No i jest jeszcze taka rzecz, że każde nowe pokolenie rozwiązuje swoje problemy. Pokolenia mają różne problemy - różne zadania, historyczne, ewolucyjne. Dorosłe dzieci są już autonomicznymi jednostkami. A próba kobiety, żeby one żyły jej życiem albo żeby przeżyć ich życie za nie - to się nie udaje. Bo ona myśli, że one są cały czas małe. To łamie takie duchowe prawo. To po prostu się nie uda. A jeśli się uda, to będzie prawdziwa katastrofa. Dwa połączone ptaki nie potrafią latać - to takie chińskie przysłowie.  

Miałem taką historię, kiedy matka i córka mieszkały razem. Córka miała 40 lat, a matka, odpowiednio, miała 60 lub 70. Nie wiem, ile matka miała lat.  A skąd znam tę historię? Byłem w nią trochę zaangażowany. A córka nie mogła wyjść za mąż. Najpierw matka ją terroryzowała mówiąc: "to nie jest dobre, tamto nie wypada" itp, i tak dalej. Kobieta atrakcyjna, ma wszelkie atuty - twarz, figura, inteligencja, charakter, - a wyglądało na to, że nie może wyjść za mąż.  Ta matka się jej kurczowo trzymała. A potem córka dorosła, nabrała sił, a matka straciła trochę sił, i teraz córka się nią opiekowała. 

 A dlaczego mnie tam w ogóle zaprosili? To było tu w Zaporożu, tam istnieje ósma klinika, oddział neurologii. To dlatego, że ta matka miała już trzeci udar.  

 Lekarze mówią, że trzeci udar mózgu to już w zasadzie koniec. Ona kiedyś usiadła na toalecie i zamarła. To znaczy, jej ciało stało się bezwładne - nie mogła ruszyć żadnym kończynami, niczym. Za drugim razem zeszła na dół, mieszkała na trzecim piętrze, zeszła do domu towarowego, do sklepu i po prostu stała tam, wisząc na schodach. Czyli, że pękło jakieś naczynko krwionośne w jej głowie i znów bezwład ciała. 

 A potem zadzwoniła do mnie ta córka i mówi: „Moja mama zemdlała, połowa jej ciała była nieruchoma, ona nieprzytomna, jakaś maszyna oddychała za nią, jej serce było stymulowane. Zasadniczo jest w śpiączce".  

 Ja jej odpowiedziałem: „ja nie jestem lekarzem, nie mogę leczyć niczego, nie wiem, co z nią zrobić”. Ale ona tak bardzo się we mnie wczepiła więc poddałem się. Skapitulowałem. Dotarliśmy do tego szpitala nr 8, spojrzałem na nią i powiedziałem: „Nic nie mogę zrobić”. Zeszliśmy na dół i powiedziałem: „Widzisz, dwa połączone ptaki nie mogą latać. Wy obie jesteście tak właśnie powiązane. Czy ty w ogóle choć trochę wierzysz w Boga?”. Ona powiedziała: „No tak”.

A ty nie chcesz wyjść za mąż? Ona mówi: „Chcę, ale nie mogę, bo muszę chodzić do pracy a po pracy mam drugą zmianę opiekując się mamą. Będąc w pracy dzwonię do niej trzy razy dziennie, żeby się zapytać, czy żyje”. 

Ja jej na to mówię: „Widzisz, jeśli Bóg tego nie zechce, to ona nie umrze. Jeśli on będzie miał taka wolę to twoja opieka nic tu nie pomoże. Dlatego po prostu zdecyduj. Musisz to przerwać. Musisz mieć życie osobiste".

  I po prostu przysięgnij mi tu teraz, że pójdziesz dziś wieczorem do jakiejś z tych kilku swoich koleżanek - najlepiej żeby była zamężna, pójdziecie gdzieś do jakiejś kawiarni, spotkasz tam kogoś. No, jak w tym znanym żarcie, że trzeba przynajmniej kupić los na loterię, żeby można było kogoś poznać.

 I kiedy tak o tym rozmawialiśmy, a gdy ona o tym mówiła to aż się zarumieniła z podniecenia - widać było, że naprawdę o tym marzy. Spytała mnie wtedy: „A czy mi tak wolno?”. Odpowiedziałem: „Tak trzeba!”. 

Potem nagle mówi: „Och, czekaj, muszę tam jeszcze wrócić, bo o czymś zapomniałam”. I pobiegła z powrotem na to czwarte piętro szpitala. Wraca stamtąd , oczy jej wychodzą na wierzch z wrażenia i mówi: "Mama wstała! poodpinała sobie te przyssawki! Biega po korytarzu jak duch w tym prześcieradle i krzyczy: „Dajcie mi moje ubrania, idę do mojej siostry - muszę ją koniecznie odwiedzić”.

Czyli ta sama kobieta, która bała się zejść z trzeciego piętra na pierwsze, teraz chce sama pojechać do innego miasta. To znaczy, kiedy ta kobieta -  ta córka właśnie co mówiła o swojej wolności, o swoim życiu osobistym - to nagle pojawiło się życie osobiste. Rozumiecie? Nie da się utrzymać tego pokolenia w starym cyklu. 

Pamiętacie te słowa Jezusa: "Nie przyniosłem wam pokoju, ale miecz”. I umieścił miecz między pokoleniami, między ojcem a synem - ale nie w sensie antagonizowania ich, ale w sensie, że mają różne zadania. 

 Chodzi o to, żeby osobowość się rozwijała. Ten miecz dzieli pokolenia nie z powodu wrogości, ale dla rozwoju. Przecież czas nie będzie stał w miejscu!

  Rzecz w tym, że aby kobieta była szczęśliwa to zawsze w jej otoczeniu musi być kilkoro dzieci - najpierw jej własne, potem wnuki  To jest idea, która jakoś nie do końca działa teraz w XXI wieku. 

Wnuki należą do swoich rodziców, jakkolwiek na to spojrzeć. Kobieta nie może budować swojej tożsamości, własnego przeznaczenia wyłącznie na służeniu innym - nawet jeśli są to jej najbliżsi.

 Na czym więc właściwie polega ta żeńska dola - to żeńskie przeznaczenie w naszym obecnym kosmicznym czasie? Jeśli odejmiemy od tej żeńskiej doli podróżowanie, czystą codzienność, opiekę nad dorastającymi dziećmi, to pozostaje jej przecież możliwość aktywności intelektualnej, pozostaje duchowa twórczość.

A tworzyć można przecież nie tylko komfort gołymi rękami, ale można tworzyć różne znaczenia za pomocą głowy - zajmować się działalnością myślową. Przecież tak wiele kobiet zajmuje się poezją albo działa na rzecz kultury. A dlaczego nie wszystkie się tym zajmują? Bo mamy dziś taki rodzaj kryzysu.

Tak więc ogólnie rzecz biorąc, analiza, systematyzacja, studiowanie czegoś nowego – to też jest w praktyce forma prokreacji.  "Zrodził się pewien pomysł" -słyszeliście na pewno takie sformułowanie. A wspieranie męża to nie tylko przyszywanie guzików czy zmywanie po nim naczyń. Nie to jest najważniejsze, jest wręcz przeciwnie. 

 A tak przy okazji, mąż nie jest jakoś specjalnie dla niej najważniejszy. Dla niej najważniejsze jest stworzenie przestrzeni mentalnej gdzie mężczyzna może wypocząć umysłowo, porozmawiać, zasięgnąć rady. To znaczy, żona powinna być interesującą rozmówczynią. Była już matką, była żoną, kochanką, a teraz musi stać się mądrą kobietą. Nie tylko dla męża, ale także dla żeńskiej mądrości, żeby było z kim porozmawiać.

 Ale co, jeśli prace domowe są zupełnie nieciekawe ? Cóż, przede wszystkim musisz przestać się obwiniać. To generalnie zasada dotycząca wszystkiego, czego nie lubisz. Musisz przestać się za to obwiniać. 

Cóż, przede wszystkim istnieją pewne sprzęty AGD, one na pewno w domu są. A ten wolny czas uzyskany dzięki nim to właśnie zasób energetyczny dla umysłu. Skłonność do analizowania, systematyzowania to nie tylko cecha mężczyzn; to cecha kobiet również, prawda? To dar od Boga i talent, a nie wada. 

 Ostatnio widziałem film o tej kobiecie, o Alisie, i ona ma, chyba około trzydziestki. W każdym razie kiedy miała około trzydzieści lat, to miała już dziewięcioro albo dziesięcioro dzieci - nie pamiętam dokładnie. Wszystkie one są takie piękne, a jej mąż  jest taki przystojny. 

Ona po prostu rodziła jedno po drugim, potem kolejne.... I ona zawsze jest zajęta kolejnym maleństwem, i od razu pojawiają się te wszelakie domowe obowiązki, które wykonywane są przez dzieci. I ona angażuje się w działalność intelektualną. Założyła jakiegoś bloga i ma tam tysiące subskrybentów, którzy publikują tam jakieś przepisy. 

Czyli jest aktywna również intelektualnie bez wychodzenia z domu. I mówi: „Nie mam czasu na wszystko, ale też czy muszę wszystko mieć takie porządne? Nie ma tak, że ja i dzieci jesteśmy zawsze czyściutko ubrani - nie mam tyle czasu". Ale ona mówi, że zawsze jest szczęśliwa. 

Ona tam mówi, że każdego wieczoru pyta sama siebie: „Czy kochałam?”. Ona nie pyta siebie: „Czy miałam czas?”. Ona mówi: „Czy kochałam?”. Taka to interesująca kobieta. Idealnie szczęśliwa para. 

 Ogólnie rzecz biorąc, żeńska dola w tym XXI wieku to zarówno prawo, jak i odpowiedzialność za rozwój jako jednostka. Osiągnęliśmy taki poziom cywilizacji, że nie powinniśmy być tylko ojcem i matką. No cóż, zwierzęta też to mają, a do tego przetrwanie. Musimy wzrastać, rozwijać się jako osobowości, wychowywać swoje dzieci jako osobowości. To zarówno prawo, jak i obowiązek. To jest wypełnianie swojego głównego przeznaczenia.

 Brabhupada pisze w komentarzach, że ludzka forma życia polega na tym, że człowiek ma bardzo dobry mózg i może jakoś znormalizować tę rutynę i że uwalnia czas na słuchanie Boga i myślenie o rozwoju duchowym. I dlatego kobieta i mężczyzna uwalniają czas na rozwój duchowy. A spełnienie głównego wyobrażenia - tego głównego celu życiowego jakim jest wychowanie i posiadanie dzieci, to dopiero połowa drogi.  

 A co potem? Co dalej? A potem mówi się, że następuje kryzys wieku średniego. To nieprawda, potem nadchodzą drugie - ponowne narodziny, druga połowa życia jest dana kobiecie, aby stworzyła siebie, zrozumiała siebie, usystematyzowała swoje doświadczenia - dana jest aby przynosić jakieś korzyści światu, rozwijać się, uczyć się nowych rzeczy. To nie jest zdrada rodziny, nie, - to wypełnianie najwyższego ludzkiego obowiązku. No i tyle. Dziękuję za uwagę.  

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=98LCjs2whNQ