poniedziałek, 12 października 2026

Fałszywe światło - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/XqnMSqFwfAI

Witajcie ludzie - mamy dziś pytania i odpowiedzi.  Temat numer sześć. Fałszywe światło . Pytanie: Dlaczego przyjemnie jest uważać się za lepszego od innych? I jak odróżnić prawdziwe doświadczenie duchowe od pychy? właśnie tak - doświadczenie duchowe od pychy.  

 Wiecie - taki subtelny grzech niewiele różni się od cnót -  przynajmniej trudno to rozróżnić. I ludzie pytają: Gdzie jest ta cienka granica? Gdzie jest ta subtelna granica pomiędzy pychą a doświadczeniem duchowym?  To przecież jest otchłań! prawdziwa otchłań. 

Ale jeśli ustawisz piramidę w ten sposób, to taka piramida obrazuje nam  przyczynę i skutek w świecie materialnym. Na samym dole mogą minąć całe lata zanim nastąpi skutek, ale im wyżej się wznosisz, tym reakcja przychodzi szybciej. Coraz szybciej pojawia się przyczyna i skutek. A na samym szczycie przyczyna i skutek pojawiają się niemal od razu a potem po prostu się łączą - i to właśnie nazywają cudem. 

 Ale może też istnieć fałszywe światło - ten cud może też mieć pochodzenie techniczne. I spójrzcie, wszystkie cuda pochodzące od Szatana są techniczne. To znaczy, jeśli uważamy, że cud to przejście od fizyki Newtona do fizyki Einsteina, to tak nie jest. To również fizyka ale na innym poziomie. 

 Mówi się, że w materialnym wszechświecie istnieją tak zwane sidha loki, gdzie wszyscy ludzie latają, teleportują się i tak dalej - taka tam jest doskonałość, ich waga może się zmieniać - tam jest to po prostu normalna rzecz - powszedniość, po prostu codzienne życie. To, co się tu wykonuje przez całe życie tam osiąga się znacznie szybciej. Tam jest taki poziom planet, ale to jest materialne, to nie jest żaden cud.  

No i Szatan daje nam te techniczne rzeczy, ale zabiera nam coś transcendentalnego, coś prawdziwie wiecznego. To tak samo jak kiedyś oszukano Indian odkupując od nich ziemię za jakieś tam porcelanowe spodki lub szklane kulki - za coś co można było kupić w każdym sklepie z porcelaną w Europie.  

 Dali im to a Indianie powiedzieli: „Och, co to za cud, jakie to interesujące. Och, ten szelest papieru". No wiecie, po prostu dzikusy. I my też jesteśmy jak dzikusy, a to jest po prostu kolejny - inny poziom cywilizacji. I pewnego dnia możemy do niego dotrzeć, albo możemy teleportować się stąd bezpośrednio do świata duchowego. To też nie jest wykluczone. 

  Jesteśmy przyzwyczajani do tego fałszywego, subtelnego światła. A czym  różni się to swiatło subtelnej materii od prawdziwie duchowego? Najważniejsze, żeby ich nie mylić. Nie ma w nim nic złego. Nie ma nic złego w sidhach - oni się czasami pojawiają.  

Istnieje sakramentalna tajemnica i istnieje również magia. Tajemnica pojawia się wtedy gdy o coś prosisz a potem zupełnie niespodziewanie, w nieplanowany sposób, coś przychodzi, - pojawia się rozwiązanie pewnych problemów. 

Natomiast w magii wszystko wiesz na pewno - musisz zrobić to, to i tamto. To znaczy, istnieją pewne regulaminy i na pewno to otrzymasz. Wszystko jest opisane. Musisz spytać tego czy tamtego ducha - złego lub dobrego, to nie ma znaczenia.   

A dlaczego tak miło jest myśleć o sobie jako o kimś lepszym od innych? Po pierwsze, ja nie zgadzam się z tym, że to jest takie miłe - to jest raczej bezpieczne. Myśmy przywykli myśleć, że całe niebezpieczeństwo jest gdzieś tam na dole, pod nami; nie spodziewamy się niczego niebezpiecznego z góry - tam nie będzie żadnego podstępu . Wspiąłeś się gdzieś tam na wysokie drzewo i spoglądasz z góry ale niebezpieczeństwo może czyhać wszędzie. Jakiś sęp może przylecieć i cię dziobnąć czy coś podobnego. Bycie wyżej niekoniecznie oznacza bycie kimś lepszym od innych. Ale możesz być lepszy, no, pod względem pewnych cech. Masz na przykład dłuższe nogi, ostrzejsze zęby, jesteś mądrzejszy i tam gdzie inni by zginęli, ty możesz uczyć się na ich błędach. No i tyle. To jedynie czysto zwierzęca przyjemność. Ale w rzeczywistości za tym wszystkim kryje się strach. 

 No i kolejna rzecz:  miło jest uważać się za lepszego od innych. To nazywa się pychą lub zarozumialstwem - prawda? Pycha to psychologia upokorzonego człowieka. Jak ona się pojawia?  Wymieniam w tej chwili objawy fałszywego światła, bo tak naprawdę szczerze mówiąc, nie potrafię nawet nazwać żadnych objawów prawdziwego światła.

 Światło fałszywe jest skategoryzowane, uporządkowane, można to nazwać tak, można to nazwać inaczej. To się nazywa magia. Przeczytajcie sobie kilka książek doktora Papusa. Wszystko tam jest konkretnie uporządkowane i wyjaśnione. 

 A tak przy okazji, okazuje się, że magia może być również używana w dobrych sytuacjach, prawda? Papus powiada, że magia to nauka o miłości. 

Natomiast Boska ingerencja następuje tak, że jeśli masz problem to On go po prostu rozwiązuje - przy czym to rozwiązanie nigdy się nigdzie indziej nie powtórzy. Dlatego nie można tego, zapakować i odłożyć na jakąś półkę, żeby nasi potomkowie mogli uczyć się z tego przykładu i powtarzać. 

 A to dlatego, że Bóg mówi: „Stwarzam wszystko, tylko nowe, zawsze nowe”. Dlatego nic nie można  o tym powiedzieć - tak samo nic nie można powiedzieć o miłości. Jest napisane w Biblii: „Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, ani tego, ani tego, ani tamtego”. Ale to co pozostaje jest miłością.  

Czyli, że możemy jakoś ją określić poprzez eliminację przeciwieństw - poprzez definiowanie tego czym ona nie jest - z tego właśnie korzystamy. 

I chyba rozdział trzynasty mówi o miłości, tak jest tam napisane. My również użyjemy tego przeciwieństwa i będziemy mówić o tym co nie jest prawdziwym światłem.

 Jeśli na przykład zacząłeś się pysznić, że jesteś tak bardzo uduchowiony to wpadłeś w pułapkę. Pycha nas zatrzymuje. Gdy tylko poczułeś że inni są gorsi od ciebie, to już koniec. W Mahabharacie jest taki opis kiedy postanowili to sprawdzić - było dwóch kandydatów do tronu władcy całego świata. Wtedy Ziemia była politycznie globalna. I nawet wszystkie te miejsca są tam opisane. Opisana jest Syberia, są opisy gdzie była centralna Rosja, gdzie żyli ludzi z rzadkimi brodami - to znaczy włosy nie rosły im na twarzy. To był mniej więcej Tybet, są opisy gdzie jest Francja, - wszystko tam jest opisane. 

I tam byli ci dwaj Duryoudhana i Judhiszhira -  ten drugi był że tak to ujmę z frakcji Pandawów, a Duryodhana z frakcji Kaurawa. No i guru wysłał im taką listę na której mieli zapisać kto jest wyżej od ciebie, kto niżej. Dał im nakaz: zrób taką listę.  Tych pośrednich ludzi zapisywać im nie kazał.

 Obaj ci kandydaci ruszyli w podróż i Duryodhana stwierdził, że nie znalazł nikogo lepszego od siebie - stwierdził, że on jest ponad nimi wszystkimi. A Yudhishhira poszedł i zobaczył, że jest niżej od nich wszystkich.

Duchowe światło wyrównuje wszystkich, a ty już się nie porównujesz, nie ma już w tobie tego pragnienia konkurencji, ponieważ przeznaczenie w ogóle nie konkuruje z nikim. Ono jest wyjątkowe, tylko twoje i nikt inny takiego nie będzie miał. Nie ma konkurencji. Nie ma potrzeby ścigać się wspinając na jakiś wierzchołek społecznej piramidy. Nie potrzebujesz tego wszystkiego. 

 I oto ta teoria luster, więc patrzę i porównuję i widzę swoje odbicie. A lustra, zauważcie odbijają wyłącznie twoje największe niedostatki. Mówisz: „Wiem, jak wykonać to, ale on wie ode mnie mniej”. Zatem po pierwsze porównujesz, prawda? Porównujesz swoje mocne strony, ale on może mieć inną mocną stronę. Więc on już przegrywa, co oznacza, że ​​jest kiepski. Albo, spójrzcie na to jak on się źle zachowuje? Czyli, że on odbija mnie jak lustro.  Tak więc ta teoria lustra przestaje istnieć, kiedy zaczynam karmić się swoim przeznaczeniem, widzę swój cel życiowy i zaczynam dostrzegać cele innych ludzi, a oni nie są moimi konkurentami. 

 I dlatego rozumiem, że żadne przeznaczenie nie może przewyższyć innego przeznaczenia. I Yuthishhira dostrzegał w każdym człowieku wyższe cechy, którym nie był w stanie dorównać. Natomiast Duryoudhana tego nie dostrzegał. On widział coś przeciętnego, standardowy zestaw cech lub nawyków jakimi powinni władać ludzie i on ich w tym przewyższał. 

No i nawiasem mówiąc, porównywał tylko to, co uważał za wartościowe. A co my uważamy za wartościowe? Zazwyczaj uważamy za wartościowe to, co potrafimy robić dobrze. A jeśli potrafimy coś zrobić źle, to nie uważamy tego za wartościowe. Dlatego nawet nie używamy tego jako wzoru do porównywania z innymi.  Ten człowiek włada taka umiejętnością, ale to dla nas nie ma znaczenia, bo inaczej pycha poczułaby się dotknięta.  

No i przede wszystkim pychy nie da się ukryć. To jedyna wada o której ludzie mówią: „No cóż, jestem taki/taka”. Ludzie szczycą się tym czego powinni się wstydzić. 

  Na przykład, chcę otworzyć jakąś firmę, jakieś biuro, jakąś produkcję, a tego nie ma w moim przeznaczeniu. Mam coś innego jako życiowy cel. Próbuję raz, drugi i  dzięki Bogu wszystko to się nieustannie rozpada. I za każdym razem, gdy próbuję zaczynają się poważne kłopoty - z tym, że za każdym razem te przeszkody ą coraz poważniejsze. I za każdym kolejnym guzem jaki sobie przyprawiam narasta we mnie ból. Ten poziom jest coraz wyższy i w końcu widzę kolejną przeszkodę i zdaję sobie sprawę, że tym razem ona mnie zabije a ja po prostu przestanę szanować siebie, a Kryszna na to nie pozwala.  

 I wtedy Bóg mi daje pychę jako znieczulenie. Zaczynam się pysznić nie tym, że coś tam osiągnąłem ale tym, że ja nie potrzebuję żadnej firmy, że biznesami zajmują się wyłącznie ludzie absolutnie nieduchowi,  

 Zaczynam nawet nimi gardzić i robiąc to, ratuję siebie. Bo jeśli zacznę zupełnie się kajać i przejawiać skruchę to po prostu zatrzymam swój postęp i zaczynam iść w innym kierunku. Ale jestem dumny właśnie z tego gdzie odnoszę porażkę. To znaczy, pycha to psychologia człowieka już upokorzonego, poniżonego. Taki ktoś mówi: „wszystko jest ze mną w porządku. Właściwie po prostu mi to niepotrzebne." A pycha ratuje go na jakiś czas. 

Nie będę już opowiadał jak pozbyć się zarozumialstwa. Psychologowie napisali o tym ogromne traktaty.  

 Zatem po pierwsze, to nie jest cienka granica — to przepaść między nimi. To nie jest przyjemne lecz bezpieczne. To jest psychologia człowieka upokorzonego, poniżonego.

 A kiedy nie emanujesz fałszywym światłem, ale takim autentycznym, to zaczynasz być bardzo rozchwytywany, bo jesteś ekskluzywny. Wtedy pachniesz świeżością - nie jesteś jakąś kopią poskładaną z tego co wykonali inni. Tak w ogóle to przyroda jakoś nie chce, żeby takie duplikaty długo żyły w tym świecie. 

Będąc dzieckiem czytałem kiedyś bardzo dużo literatury science fiction, to była książka a może nawet widziałem film oparty na powieści braciach Strugackich - chyba jednak film, Akcja toczy się w średniowieczu. Jest tam miasto, i wszyscy jego mieszkańcy zostaną zabici. Będą dosłownie ukamienowani.

 Ale tam, w mieście żyje jakiś mistrz, taki mózg, potężny umysł. On ma jakąś dawną księgę - jak to się mówi "wyprzedził swój czas". On jest tam takim uczonym mędrcem. I miał tam swojego ucznia - pomocnika, takiego asystenta: "podaj - przynieś".

No i bohaterowie powieści przylecieli tam i mieli zadanie zabrać tego człowieka zanim wszyscy zostaną pozabijani tymi kamieniami. 

 Chcieli więc wziąć tego mistrza, tego jakiegoś tam czarownika - alchemika i nie wiem już w jaki sposób to zmierzyli , ale zdali sobie sprawę, że powinni wziąć nie jego, ale tego ucznia, który był tak kochającą duszą, która rozumie w głębi serca więcej niż wszystkie te napisane tomy. 

  I w rezultacie wzięli tego chłopca. To znaczy, jego poziom miłości był nieporównywalnie wyższy od wszystkich wokół - w tym również od tego alchemika.  Na zewnątrz tego nie widać. Ale wewnętrznie... po ich zachowaniu, "po owocach ich poznacie" jak uczył Jezus. 

 Zdarza się, że ktoś przeczytał mnóstwo książek, wziął udział w wielu kursach, sesjach coachingowych i pozornie zrozumiał wszystko dotyczące Adwajtawedanty, tantry, buddyzmu i tak dalej. Ale w rzeczywistości rozrosło się jego ogromne ego, które nie mieści się w drzwiach. A potem pojawia się w nim takie uczucie: "ja się obudziłem, a wszyscy wokół mnie śpią. Jestem tu, świadomy, a wszyscy inni są nieświadomi. Ja osiągnąłem samo-identyfikację, a wszyscy wokół mnie jeszcze nie rozumieją, kim są".

 No a potem taki człowiek doświadcza swego rodzaju przyjemności, takiego uniesienia, odlotu jak to się teraz powszechnie mówi z powodu tej swojej wyjątkowości, ponieważ on jest lepszy od innych i myśli, że to właśnie znaczy być w kontakcie z duchem, że to oznacza być natchnionym. 

Już chyba wiecie co chcę powiedzieć. Prawdziwie duchowi ludzie, dokonują czegoś dobrego w historii i pozostawiają po sobie mnóstwo uczniów, którzy czasami nawet ich przewyższają. 

  Na przykład Che Guevara. Słyszałem wielu polityków, którzy mówili: „Ci ludzie są tak nieświadomi - to jest dosłownie bydło. I dlatego są uciskani, poddawani ludobójstwu. Oni nawet nie potrafią porządnie zastrajkować". 

 A Che Guevara powiedział: „Nie”. Che Guevara, zrobił coś konkretnego, prawda? Nie zrobił tego tylko na Kubie, ale zrobił to w południowej Ameryce, Angoli, Mozambiku, wszystkich tych miejscach,- zrobił wiele, chciał wyzwolić całą Amerykę Południową, od amerykańskiego ucisku, ponieważ Amerykanie po prostu postrzegali ich jako swoich niewolników, i tyle. 

 A on chciał, żeby powstały jakieś niepodległe państwa. I odniósł sukces - udało mu się to. Amerykanie go w końcu zabili, ale to nie oznacza, że zakończył swoją misję.  Właściwie nie da się go zabić. Wszyscy kochają Che Guevarę. Ale co najważniejsze, powiedział, że jeśli ludzie się przebudzili, to są zawsze gotowi. On wierzył w ludzi i ludzie się zbuntowali. Mówił coś wiele razy przez radio i ludzie się zbuntowali, obalili rząd, potem spędzili czas w więzieniu. A za drugim razem się udało - on się nie cofał.

Był też ktoś taki w krajach bałtyckich, nie pamiętam dokładnie, w którym. Kraje bałtyckie, Litwa a może Łotwa - był tam jakiś nauczyciel. Jego nazwisko krążyło po sieci - po prostu, kiedy jego uczniowie do niego przychodzili, to wszyscy kończyli studia ze złotymi medalami. On im wpajał, że jesteście świetni, jesteście orłami. A ludzie, którzy do niego trafiali byli przeciętni - dosłownie brani losowo.  I wszyscy ze złotymi medalami.

 Albo ten sławny Makarenko - brał pod opiekę szumowiny, genetyczne śmieci, można powiedzieć porzucone dzieci albo dzieci wojny. I te dzieci ulicy, które już czasami zetknęły się z przestępczością zmienił w porządnych ludzi.

 Ukształtował z nich porządnych duchowo zaadaptowanych ludzi. Ale on w nich wierzył, po prostu wierzył w nich. Tutaj nawet działa efekt placebo, kiedy pewnemu nauczycielowi powiedzieli : „Wybraliśmy dla ciebie specjalną klasę dzieci uzdolnionych - przebadaliśmy całą ich genetykę, zbadaliśmy ich dziedziczność”. 

 I ten ich prowadził - a on był zwykłym nauczycielem, ale traktował tych uczniów jak przyszłych luminarzy nauki. I wszyscy oni też ukończyli studia. On po prostu w nich wierzył. I dlatego tak wiele z tego przebudzenia lub nie przebudzenia ludzi, zależy od przywódców - czy to będą politycy, naukowcy, nauczyciele, czy ktokolwiek inny -  ludzie, którzy wierzą w te masy. Oni w ten sposób wlewają w ludzi tę wiarę.  

  A wracając do  pychy: ci pyszni mówią: „my jesteśmy tutaj, a wy musicie jeszcze długo wzrastać i się rozwijać" -bo po prostu wygodnie im być na szczycie. I to są najbardziej szkodliwi ludzie. A dlaczego? Ponieważ umniejszają, uniżają ludzkie  masy i wgniatają w ziemię nie pozwalając wzrastać.

 W Mahabharacie jest taka opowieść mówiąca o tym. Bohaterem tam był Narada Muni - to taka wieczna postać angażująca się w wiele rzeczy, Bóg go wysyłał w różne miejsca korzystając wszędzie z jego pomocy. 

No i pewnego dnia Narada Muni odprawiał taką surową ascezę. A wiecie, że odprawiając tak surową ascezę to dzięki wytrwałości to można osiągnąć wszystko. Pamiętacie, że był ten demon Hiranjakaszipu osiągnął tymczasową, prawdziwą władzę nad całym wszechświatem. 

 A ten Narada Muni jest też śpiewakiem. On jest przedstawiany jako wyglądający jak mandolina - rodzaj instrumentu. A potem niektórzy ludzie u władzy zaczęli się niepokoić, bo po pierwsze ten Narada Muni był bardzo znany w społeczeństwie a tu dodatkowo zabrał się za wykonywanie ascezy więc może ich wyprzeć - a niektórzy półbogowie mocno trzymają się swoich stanowisk.  

 W szczególności zaniepokoił się Indra, Indra jest przywódcą półbogów, on zmartwił się Narada Muni stanie się silniejszy od niego i powiedział: „Trzeba coś zrobić z tym facetem, bo może mnie tu wykopać z mojego tronu". 

Tak więc Indra się przestraszył, że ktoś może go zdetronizować ​​i wysłali do niego Kamadewa. Kama jak wiecie już to pożądanie. Kamadew to bóg pożądania. No i wysłał go tam - a temu bogowi pożądania towarzyszyły różne Apsary, przepiękne nimfy - towarzyszył temu wiosenny wiatr, który go uwodził. 

 No i otoczyły go te nimfy i wszelakie pokusy ale ten Narada Muni okazał się twardym gościem. Nie zakochał się w żadnej z nich ponieważ był zaangażowany w praktykę duchową. Kamadeva wrócił do Indry i powiedział: „Nic nie mogę z nim zrobić. On ma tak silną wiarę, taki silny ten swój ascetyzm, że nie jesteśmy w stanie go w żaden sposób uwieść i pokłonił się. 

No a ten Narada Muni pokonał pożądanie. Ale natychmiast po tym w jego sercu pojawiła się subtelna myśl: „Pokonałem to czemu nikt na świecie nie jest w stanie się oprzeć - nawet Bogowie ulegają temu a mnie się udało nie ulec tej pokusie więc jestem lepszy od nich".

A jak dobrze pamiętacie: „Próżność to mój ulubiony grzech”. To był film zatytułowany „Adwokat diabła”. A na końcu filmu szatan powiada „Próżność to naprawdę mój ulubiony grzech”. No i ten nasz Narada Muni upojony tym zwycięstwem podszedł do Śiwy i zaczął się chwalić: „Patrz, pokonałem Kamę!”. 

A Śiwa widząc tę pułapkę pychy powiedział cicho: „No tak - jesteś wielkim mędrcem, ale nie mów teraz o tym Wisznu". A Narada Muni nie posłuchał i opowiedział to wszystko bogowi Wisznu - zaczął opowiadać jak łatwo przyszło mu pokonać tę pokusę, a Wisznu nie był taki jak Śiwa - kiedy zauważył tę nieprawidłowość to stwierdził, że należy tu interweniować za pomocą operacji chirurgicznej i wyleczyć go - usunąć ten wpływ fałszywego światła. 

No i kiedy ten Narada Muni wracał z powrotem, to Wisznu za pomocą iluzji Maya stworzył piękne miasto, a w nim same piękności - jedna z nich poszukiwała męża. I kiedy Narada Muni zobaczył te dziewczynę to zapomniał o swoich ascezach i wyrzeczeniach - zakochał się ponieważ za tym projektem stał sam Wisznu. On poszedł znów do Wisznu i prosił: "uczyń tak, żeby ona się zakochała właśnie we mnie, spraw żebym miał piękną twarz i sylwetkę żeby ona wybrała mnie - bo tam jest taka konkurencja".

 Wisznu na to odpowiedział: "nie ma sprawy!" i sprawił tak, że jego twarz stała się podobna do małpy. On sam siebie nie widział - wrócił tam pewny siebie i swojej urody. A nawiasem mówiąc w tamtych czasach nie było tak, że wszędzie wisiały lustra - i to było dobre. No i on przeszedł całą drogę nie zdając sobie sprawy z tego jak wygląda, księżniczka oczywiście go nie zauważyła i przeszła dalej, a goście patrzą na niego i się śmieją. A kiedy na koniec spojrzał na swoje odbicie w wodzie, to zobaczył małpią twarz i jego pycha rozpadła się w proch. W ten oto sposób go uzdrowiono. 

 My również jesteśmy leczeni w podobny sposób więc nie trzeba się martwić. Jeśli człowiek gdzieś tam się zbytnio zagalopuje to przyjdzie Bóg - przyjdzie Wisznu i uczyni coś takiego, że ta nasza pycha się rozpadnie. 

Pychę leczy się w dwojaki sposób - po pierwsze samotnością kiedy ludzie będą ciebie omijać jak tego z małpią twarzą. Wokół ciebie wtedy powstanie próżnia a wtedy nie będziesz już patrzył kto jest wyżej a kto niżej lecz będziesz w stanie porozmawiać ze wszystkimi żeby tylko zwrócili na ciebie uwagę. 

 Dziękuję za wysłuchanie. 

 wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=SwV4Mgnjuu4