niedziela, 27 września 2026

Moc milczenia - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=7RyrgayVEiE

Witajcie ludzie, co dzisiaj robimy? Odpowiadamy na pytania. Jaki jest nasz temat? Tematem jest milczenie. Aha - wiele źródeł potwierdza, że milczenie jest siłą. Mówi się o tym we wielu źródłach - zarówno społecznych, wedyjskich jak i w literaturze. Był taki film, który lubiłem go oglądać, „Fighter”,  wojownik - to było anime. I jest tam taki facet, który pyta: "w czym tkwi jego siła?" I pada odpowiedź - w milczeniu. 

 A te ludowe przysłowia mówią, że milczenie jest złotem. Czym zatem jest to milczenie? No cóż, prawdopodobnie milczenie nie polega na tym, żeby nic nie mówić, nie na tym, żeby być głuchym i niemym. W jakiś sposób się przecież komunikujemy, myślimy, w jakiś sposób coś z nas wychodzi.  

 Po prostu chodzi o to, żeby nie mówić za dużo, bo jeśli odetniemy się od całej tej paplaniny i zostawimy tylko to, co potrzebne, to naprawdę będzie to złoto. To tak samo jak oczyszcza się z odpadów złoto, oczyszcza się je ze wszystkiego co zbędne.  My chcemy uzyskać to co najlepsze i wydobywamy ziarno czegoś dobrego. I trzeba to jeszcze wcielić w życie. 

Była dawno temu taka opowieść dla dzieci, to chyba nosiło tytuł "12 miesięcy" - tam macocha posłała dziecko po przebiśniegi no i ta pasierbica poszła jej zbierać.  Chciała, żeby wyglądało, że nazbierała bardzo dużo tych przebiśniegów - wzięła więc duży kosz, na spód nakładła ziemi i tyle przebiśniegów, żeby było je bardziej widać. Krótko mówiąc, na przykładzie tych przebiśniegów widać, że są te główne sprawy o które tak naprawdę chodzi i są też jakieś dopełniające dodatki, które tak naprawdę są zupełnie zbędne.

 To znaczy, istnieje psychologia i metafizyka mowy. Wiele się o tym mówi. Psychologowie mówią o tym bez końca. Metafizycy mówią: „Och, to bardzo poważna sprawa". Jeśli wymyśliłeś sobie jakieś plany i zacząłeś się nimi chwalić, opowiadając o nich wszystkim: »Słuchajcie, mam takie plany! - no dalej, dajcie mi sponsorów, dajcie mi sojuszników«, to wtedy nic z tego nie wyjdzie, bo przedwcześnie rozpraszasz energię - a to na tym etapie powinno pozostać tajemnicą.

To tak jak kiełek, który dopiero co przebił się przez asfalt i powoli się "rozpakowuje" - ujawnia i zupełnie nie wiadomo, co z niego wyrośnie. Tu potrzebna jest cisza i oczekiwanie. 

Ta zasada dotyczy nawet jakichś mniejszych spraw. Już nie pamiętam kto to powiedział, że zaczynasz rozumieć od czego zaczynać dane dzieło dopiero wtedy gdy je kończysz.

 Dlaczego? A nawiasem mówiąc jest to najlepszy wariant. Kiedy zaczynasz coś czynić, to ty i twój zespół wpadacie na pomysły dotyczące tego tematu - tego jak to powinno być zrobione, a to  znaczy, że Bóg jest z wami i jesteście tym zainteresowani. To jest wtedy ciekawe. Tworzysz coś w rodzaju odkrycia.

 Lecz jeśli po prostu wszystko zaprojektowałeś to potem twoje ręce pracują, sprawdzając rysunki to możesz popełnić błąd. A jeśli Bóg uczestniczy w procesie i bezpośrednio tworzycie to mówią ci wprost: „wykonaj to tak, ma mieć tyle centymetrów" - a według rysunków możesz się pomylić, i na przykład źle to zmierzyć.

   Cóż, w zasadzie to jest nudne. Głowa jest bezczynna a ona nie chce być bezczynna. Ona wtedy zaczyna robić coś innego i wtedy sama praca po prostu zaczyna stawać się ciężarem. Dlatego lepiej myśleć, czuć i działać jednocześnie. Wtedy pojawia się to całe piękno. Wtedy jesteś tu i teraz. 

 Ale jeśli działasz według schematu to twoje zmysły są gdzieś tam, twoje myśli są jeszcze gdzie indziej, a ty działasz tutaj. W zasadzie jesteś martwy. Tylko twoje ciało jest tu na miejscu.

  Cóż, trupy, zazwyczaj nie osiągają świetlanej przyszłości, one nigdzie się nie przemieszczają. Wszystkie nasze ciała muszą być na miejscu. I dlatego nie ma potrzeby opowiadać tego wszystkiego przed czasem. To nie będzie interesujące. 

Kiedyś miałem takie doświadczenie,  poprosiłem Boga, aby wiedzieć dosłownie wszystko. I wtedy pojawia się taka depresja - no bo po co żyć, skoro wiem, co się stanie jutro, albo pojutrze? Zainteresowanie życiem znika.  

 Albo byłem na takich kursach i tam uczyli nas pracy z wahadełkiem albo różdżką - to chyba powszechnie znane rzeczy. A ja w tamtym czasie byłem sztygarem torowym - i to takim bardzo wykwalifikowanym - teraz wam się chwalę - takim brygadzistą torowym, a ta moja funkcja powodowała, że co trzeci tydzień (a czasem częściej) miałem dyżur całodobowy. To była stacja kolejowa Zaporoże 2. Jak działo się coś złego to wtedy dzwonili do mnie i jechałem do naprawy jako specjalista. Zdarzało się, że trzeba dokręcić jakąś śrubę - zdarzyło się kiedyś, że lokomotywa się wykoleiła i podobne rzeczy.

  I tak pewnego dnia myślę sobie: Ciekawe, czy pozwolą mi dziś pospać, czy nie? A ja właśnie przyszedłem wtedy z kursu, gdzie uczyli nas o wahadłach. Pytam więc wahadło: „Czy zadzwonią do mnie dziś wieczorem, czy nie?”. A ono odpowiada: „Zadzwonią". ja myślę sobie: "o kurczę".

Jak wiecie wahadło nie odpowiada szczegółowymi zdaniami, nie mówi jak kiedy i po co. Mówi tylko tak i nie”. Pytam więc dalej: „Czy zadzwonią do mnie w pierwszej połowie nocy, czy po północy?”. A ono odpowiada: „W drugiej połowie", czyli po godzinie pierwszej. 

 Więc przez jakieś około 20 minut zadawałem kolejne pytania. I doszedłem do wniosku, że zadzwonią do mnie o 3:30, i że na północnym zwężeniu torów zaświeci się strzałka ostrzegawcza, że będzie jakieś zwarcie w instalacji, coś zniknie - a to oznacza, że ​​strzałki nie da się regulować z panelu sterowania. 

Wtedy na konsoli dyspozytora wyświetla się jakby tam stała jakaś lokomotywa. Więc muszę przyjść, a przy tym przełączniku jest tak wiele przyczyn awarii.

 W każdym łączu jest możliwe minimum 15 przyczyn takiej usterki. Na każdej śrubie jest tulejka albo dwie - mówiąc w skrócie może być bardzo wiele powodów. A poza tym za pomocą wahadła obliczyłem, że przy takim a takim przełączniku, w takiej a takiej szyjce, o takiej a takiej porze nastąpi awaria, a winowajcą będzie zepsuta tulejka. To znaczy, że zaczep ocierał się - przetarło przewód  zaczął on dotykać obudowy. To powinno być zaizolowane, a przełącznik pokazuje fałszywe zajęcie toru.

No i kiedy mnie wtedy obudzili, to idąc tam nagle sobie przypomniałem to moje badanie. Idę więc tam, mówię dyspozytorowi przez głośnik: „Dobra, niech nikt tu nie wjeżdża, ja tu pracuję”. Odkręcam tę śrubę i od razu widzę jaka jest przyczyna. Natychmiastowe znalezienie tego typu usterki - a do tego w ciągu nocy jest praktycznie niemożliwe. Ale ja wiedziałem gdzie szukać - zamieniłem przewód, dałem sygnał, że wszystko w porządku i że tor wolny.

 Wracając do domu zdałem sobie sprawę, że otrzymałem tę informację zanim to zdarzenie w ogóle się wydarzyło. Ja to wiedziałem już 8 godzin przed awarią.

To znaczy, że przyszłość jest znana, a jeśli będę wiedzieć wszystko, to jak mam żyć? Po co wtedy w ogóle żyć? I czułem się tak źle, że nic nie przynosiło mi radości. Chociaż wcześniej byłem najszczęśliwszym człowiekiem. Po prostu poznawałem świat i nie mogłem go poznać. A tutaj wszystko dokładnie wiesz naprzód. 

 A potem mój nauczyciel Anatolij Antonowicz, który uczył mnie tej całej magii powiedział: „Przez miesiąc nie bierz do ręki ani wahadła ani różdżki bo zwariujesz”. Może to miało być dłużej niż miesiąc - już dziś nie pamiętam.

 Dlatego nasze plany się rozpadają. Dlaczego? Bo musimy być zainteresowani. 

Jeśli się nie rozlecą, nie będzie ciekawie, nie będziemy uczyć się praw tego świata. Po co nam wtedy Bóg? W końcu my sami nie będziemy sobie potrzebni.

 I ta nasza paplanina zagłusza - bo ta moc ciszy, polega na tym, że kiedy cichniemy to zaczyna mówić Bóg, a my się uczymy, uczymy się i wtedy jest ciekawie, budzi się nasze zainteresowanie. A wiecie,że ci, którzy dużo mówią, nic nie wiedzą. I wydaje się, że są takimi erudytami, że wiedzą wszystko, ale życie ich nie interesuje. Nie ma w nich ciepła, ich serca nie są takie gorące.

  Jezus mówił o takich, że to infekcja, zaraza - że to straszna rzecz. Ten zakwas faryzeuszy jest najgorszą rzeczą. Oni wiedzą to wszystko. Ale przecież jak można poznać Boga i jak można poznać Jego stworzenie? Ono też się zmienia. Bóg mówi: „Ja wszystko tworzę, tworzę tylko nowe rzeczy”. 

  I w tej ciszy, pozwól na to, żeby Bóg coś powiedział. Przecież jeśli człowiek nie milczy, jeśli ciągle myśli, rozmyśla, co, kiedy, dlaczego? To jest właśnie skutek tego związku przyczynowo-skutkowego, związku przeszłości z przyszłością. Przeszłości już nie ma, ona jest już martwa, przyszłość jeszcze się nie narodziła, ale ty łączysz je, wszystko iskrzy, skrzypi i wtedy otrzymujesz karmę. 

A Bóg milczy w tym czasie. On jest w teraźniejszości w tym czasie. Ale możesz przez chwilę milczeć, zatrzymać swoje myśli, obserwować, albo porozmawiać z Nim a wtedy świat po prostu ożyje. 

W przeciwnym razie świat jest po prostu martwy. Związek przyczynowo-skutkowy jest jak kalkulator. To wszystko jest znane i nie jest nieciekawe. Ale z Bogiem nic nie jest znane. Dlatego powszechnie nazywa się to cudem. Zatem ta moc ciszy, to jest właśnie to, czego nam potrzeba. 

 Był taki święty - jak on tam się nazywał  Jagannātha Dāsa Bābājī; (Dżaganat Dasa Babadżi). Żył 144 lata, wyobrażacie sobie? A pod koniec życia nie mógł chodzić, był już inwalidą ale miał bardzo silnego ucznia, który nosił go w koszu na plecach.

 I siedział tak w tym koszu, tam go karmili, ale sam już nie wychodził - czasem wysadzali go gdy miał potrzebę. Uczniowie opiekowali się nim. Ale kiedy wszyscy się zbierali i śpiewali Hare Kryszna to wyskakiwał i skakał wyżej niż wszyscy inni. Cóż, był takim symulantem. 

I pewnego dnia, ten Jagannātha Dāsa Bābājī; (Dżaganat Dasa Babadżi) powiedział swojemu uczniowi: „Dobrze, nie zawracaj mi więcej głowy pytaniami. ja teraz przez około rok będę praktykował ascezę milczenia”. Taka przysięga milczenia nazywa się "maunya". Uczeń przez bardzo długi czas był posłuszny temu zaleceniu, ale kiedyś zadał znów jakieś pytanie. Ten guru Babadżi się wtedy zdenerwował i nakrzyczał na ucznia przerywając ten swój post milczenia. A potem powiedział: "przez ciebie teraz będę musiał zacząć wszystko od nowa". Czyli cały ten prawie roczny cykl przysięgi milczenia musiał powtarzać. taka oto ciekawa opowieść. 

 A po co ci święci ludzie składają takie przysięgi milczenia? Prawdopodobnie to jest coś w rodzaju postu. Czynić post to nie chodzi tylko o rezygnację z jedzenia. To oznacza: nie oglądać seriali, nie czynić nic zbędnego, ale najważniejsze nie mówić za dużo, bo "pralāpa" -to takie okropne słowo, to jest właśnie ta paplanina, pustosłowie, wulgarny język i po prostu gadatliwość. To jest zbędne. Trzeba mówić tylko do rzeczy. 

A kiedy wygadaliśmy się innym o naszych planach, to po prostu spalamy tę subtelną energię niezbędną do ich realizacji ponieważ rozmawiamy, opowiadamy o szczegółach - a Bóg wtedy mówi: „oni sobie tu beze mnie dają radę" - i odchodzi. 

A bez Boga nic nam się nie udaje w maksymalnej skali - a w minimalnej mamy co najwyżej jakiś rodzaj przeciętności. Tak więc trzeba się nauczyć zachowywać milczenie aż do uzyskania rezultatu. Nie przechwalaj się i nie popisuj.

Proszę bardzo - taki oto dzisiejszy temat. Moc milczenia. W ciszy tkwi moc. Dziękuję za uwagę.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"OSTRZEŻENIE: wszystkie anonimowe komentarze bez jakiegokolwiek nicka/charakterystycznego znaku/ podpisu będą usuwane".
UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.
4. Wbudowana wyszukiwarka blogowa jest trochę niedokładna i omija pewne treści pomimo występujących w nim szukanych słów. Innym rozwiązaniem jest wpisanie w google, czy bezpośrednio w pasku przeglądarki frazy: site:michalxl600.blogspot.com szukanywyraz Wynikami będą wszystkie artykuły zawierające słowo "szukanywyraz" na tymże blogu.