oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=4uVpYKYityg
Witajcie ludzie,
Odpowiemy na następujące pytania od Heleny Wiesny. Tematem jest dobroć. Tylko tyle Helena napisała - No dobrze.
Cóż, we współczesnym społeczeństwie, które opiera się na relacjach rynkowych, można oczywiście usłyszeć opinię, że altruizm, dobroć i życzliwość są nieopłacalne ekonomicznie. Niektórzy nawet wyrażają pogląd, że to współczucie i miłosierdzie jest udziałem słabych ludzi, którzy, nie są zdolni walczyć o swoje zasoby, walczyć o swoje znaczenie - że tak to ujmę.
W tekstach wedyjskich ludzie z takim światopoglądem nazywani są naturami demonicznymi. Ich główną cechą jest niezdolność do myślenia w kategoriach duchowych, bo ich zadanie po prostu nie obejmuje rozumienia tego, co jest dla natur boskich oczywiste.
Tu warto przypomnieć słynne wersy Maksyma Gorkiego: „ci słabeusze nie są w stanie docenić rozkoszy walki życia”. Czyli, że ci tchórze nie docenią tej rozkoszy błyskawic zwiastujących życiową burzę. Dla ludzi z tak wąskimi horyzontami niedostępna jest natura altruizmu.
Altruizm to właśnie taka burza - to masa możliwości. Nie liczysz, ile ci jeszcze zostało. Ty widzisz, ten ocean możliwości. To burza, burza miłości. A fenomen prawdziwej dobroci - podkreślam to słowo, właśnie fenomen polega na tym, że altruizm jest najwyższą korzyścią i siłą, a nie słabością - on wcale nie jest słabością. Ale żeby dostrzec tę korzyść, to musimy poszerzyć skalę naszego postrzegania rzeczywistości, spojrzeć trochę poza horyzont tego egoizmu. Egoizm jest ograniczeniem.
No więc, czym jest dobro? sformułuję to następująco: Dobroć to takie celowe działanie nakierowane na korzyść innego człowieka, albo innej żywej istoty. Na przykład przychodzi do ciebie głodny kot i ty go nakarmiłeś, albo pomogłeś mu usuwając pchły, albo wykonałeś jakąś pracę społeczną bez oczekiwania bezpośredniej korzyści materialnej lub korzyści psychologicznej. Ktoś tam coś wykonał i powiedział, że niczego nie potrzebuje - nie chce być chwalony i nie chce, żeby to rozgłaszano. On to czyni bez oczekiwania czegokolwiek w zamian.
Na ten temat wypowiedział się kiedyś muzułmański święty Ali - już nie wiem, gdzie to przeczytałem, chyba była to taka ciekawostka zapisana na takim zrywanym kalendarzu z czasów ZSRR - ten święty Ali powiedział: "dobry uczynek, wykonywany z myślą, że czynię dobry uczynek, dobrem nie jest".
A dlaczego tak jest? Kiedy człowiek rejestruje w swoim umyśle dobroczynność, to wchodzi w grę wyrachowane ego - pojawia się to ego. Ono jest jak kalkulator. I taka dobroć staje się bardzo podejrzanie wyrachowana. Człowiek zaczyna podświadomie lub świadomie oczekiwać wdzięczności, uznania, wzajemnych przysług, a przynajmniej zmiany w nastawieniu do siebie.
Kiedy czynimy coś dla pochwały lub z pozycji wyższości to nie spełniamy dobrego uczynku, ale wtedy jest to już jakiś układ biznesowy. Poświęcamy nasz czas, nasze pieniądze, aby otrzymać w zamian jakieś psychologiczne korzyści, albo poczucie własnej wartości, kontrolę, czyjeś oddanie.
To znaczy, taka dobroć stawia beneficjenta w zależności karmicznej a ten, któremu udzielono pomocy, zaczyna czuć się dłużnikiem i dlatego często mówi się, że, za dobroć ludzie odpłacają złem. Dajesz mu raz, dwa, trzy razy i jeśli masz to fałszywe ego, to... czujesz się ważniejszy, ważniejszy, a drugi człowiek zaczyna sobie zdawać sprawę, że popada w zależność karmiczną.
No i pewnego dnia zdecydowanie zrywa wszystko i mówi: „Dosyć tego, niczego już nie chcę”. On to zrywa, bo nie może nic dać w zamian. I tak, w końcu, zamiast wyzwalającej radości, obie strony doświadczają nowych więzi, nowego przywiązania, a potem bez względu jak silna była ta więź następuje zerwanie.
Lepiej jest zerwać taka relację niż brnąć w to karmiczne połączenie. Tak więc nie zawsze wychodzi to na dobre.
Prędzej czy później musi nastąpić zwrot takiej "dobroczynności", za taką dobroć trzeba zapłacić, a to niszczy samą istotę tego miłosierdzia. Miłosierdzie nie wymaga żadnej zapłaty. Prawdziwa dobroć wygląda trochę inaczej, a raczej zupełnie inaczej. I nie ma cienkiej granicy między nimi ale jest otchłań, całkowita przepaść.
Tak więc rodzi się, po pierwsze, jako naturalny ruch duszy. Wyciągasz pomocną dłoń, po prostu dlatego, że nie możesz postąpić inaczej. Po pierwsze, prawdziwa dobroć nie wyczerpuje darczyńcy. Prawdziwa dobroć się nie wyczerpuje. Fałszywa dobroć sprawia, że muszę zebrać siły na nowo. Natomiast u człowieka, który prawdziwie czyni dobro sił nie ubywa - a nawet jest ich więcej. Przybywa sił, pojawia się mistycyzm ponieważ dobroć pochodzi od Boga. Ona jest nieograniczona.
To znaczy, kiedy człowiek wydaje pewne osobiste rezerwy, to wcale nie jest dobro, to daje połączenie karmiczne i będziesz musiał mi to zwrócić. Ale kiedy biorę od Boga, kiedy to jest altruizm, to Bóg mówi: „Proszę - na altruizm daję moc za darmo". Wtedy wszystko, co mam, jest zachowane, a nawet w jakiś sposób uzupełnione.
A egoiści szybko się wypalają i mówią: „Ludzie są kompletnie niewdzięczni”. I mają rację, że są niewdzięczni, bo to, co zrobiliście, wcale nie było dobrem, ale tylko udawaliście, że czynicie dobro.
Kiedy działacie zgodnie z czystymi nakazami serca, to czerpiecie siłę nie z własnych egoistycznych zasobów, lecz czerpiecie z nieograniczonego źródła energii. To wyzwala, ta prawdziwa dobroć wyzwala was. Poprzez te całkowicie bezinteresowne działania, nie wiążecie człowieka ze sobą, lecz przywiązujecie go mocno do Boga. Każde działanie karmiczne wywołuje reakcję. A najważniejszą reakcją jest przywiązanie do czegoś. Ale nie przywiązaliście tego do siebie, ale do Boga. To znaczy, otrzymujecie to.
Stajecie się czystym kanałem. To znaczy prawdziwa dobroć to nie jakaś błędna kalkulacja ekonomiczna, to nie oznaka słabości, to oznaka ogromnej siły duchowej. To jakaś odwaga, to poszerzona świadomość, to umiejętność wyjścia poza swoje małe ja i działania w zgodzie z prawami wszechświata.
Wtedy przestajesz liczyć swoje zasoby, cudze zasoby, rozumiesz, że należą do czegoś i po prostu oddajesz je prawidłowo. Kiedy dajesz prawidłowo, to nawet ich nie kumulujesz. A kiedy nauczymy się pomagać światu, zapominając o naszej własnej wyjątkowości, to przestajemy być tymi szaleńcami i słabeuszami z cytatu Maksyma Gorkiego - tymi co to chowają się przed burzą lecz uzyskujemy dostęp do tego niewyczerpanego źródła energii.
Wygląda więc na to, że dzisiaj w tym pragmatycznym świecie opowiadanie na temat dobra zalicza nas do grupy romantyków, którzy jakoby jeszcze nie znają życia. Przyzwyczailiśmy się do koncepcji zaciętej konkurencji, osobistej efektywności, sukcesu za wszelką cenę. To są jakoby właściwe hasła.
Jednak dzisiejsza biologia ewolucyjna, psychologia, albo neuro - biologia dowodzą czegoś przeciwnego. One mówią, że dobroć to nie tylko piękna konstrukcja moralna ale fundamentalny warunek przetrwania całego ludzkiego gatunku.
I przez długi czas uważano, że ewolucja to przetrwanie najsilniejszych oraz surowy egoizm, surowa ekonomia. Nawet Darwin i późniejsze badania dowiodły, że za najważniejszy czynnik ewolucji uważa się współpracę.
Te populacje, w których poziom wzajemnej pomocy był wyższy, łatwiej znosiły głód, zimno i ataki drapieżników. A ci, którzy dbali tylko o siebie wszyscy wymarli. Jesteśmy zaprogramowani aby odczuwać ból innych - podkreślę: zaprogramowani, to się nazywa współczucie. To jest wpajane każdemu z nas od urodzenia.
Nawiasem mówiąc za to odpowiadają neurony lustrzane w mózgu. Kiedy widzimy kogoś cierpiącego, to fizycznie, emocjonalnie odczuwamy empatię. No, na przykład, ktoś tam ziewa, i my również chcemy ziewnąć. Skąd to się bierze? To neurony to czynią. Przecież tam gdzieś komuś brakuje tlenu, ale my mamy go wystarczająco - prawda?
A ktoś inny coś tam żuje, a my zaczynamy się ślinić. Dlaczego? Neurony lustrzane, odczuwamy empatię. Cóż, to jest taka samolubna empatia, ale kiedy ktoś cierpi lub ktoś się raduje, my również jesteśmy przepełnieni ta radością.
I tak, jeśli przytrafią się komuś jakieś kłopoty z tymi neuronami lustrzanymi, a żeby przytrafiły się takie kłopoty to trzeba się bardzo mocno postarać - to wymaga bardzo długiego przeciwstawiania się ewolucji.
Więc kiedy dokonujemy jakiegoś bezinteresownego czynu, to nasze ciało aktywuje potężną fabrykę chemiczną, a nauka nazywa ten efekt euforią, pomocnikiem, kiedy masz do czynienia z wszelkiego rodzaju dopaminą, serotoniną, nasz mózg nagradza nas za nasze dobre uczynki, tak jak za pyszny posiłek i uwalniane są hormony szczęścia, hormony zadowolenia.
Zatem altruizm jest bardzo skuteczny w blokowaniu stresu. To znaczy, spada na przykład poziom kortyzolu u ludzi. Naukowcy udowodnili, że ludzie dla których działania charytatywne stały się częścią codziennej rutyny żyją dłużej, oni rzadziej cierpią na depresję.
Tak więc jak widzicie, dobroć jest zaraźliwa. Kiedy człowiek spotyka się z przejawem życzliwości wobec siebie, to doświadcza uczucia wdzięczności i jest prawdopodobne, że sam w tym dniu również dokona czegoś dobrego. To jest zaraźliwe - przenosi się na innych.
To znaczy, jeden drobny gest, jak przytrzymanie drzwi przez ciebie lub jakiś szczery komplement, albo na przykład pomoc z ciężkim bagażem. To tworzy reakcję łańcuchową, tworzy jakąś taką falę, która może zmienić dziesiątki ludzi naraz. Wyobrażacie to sobie?
Tak właśnie narasta taka szczególna presja w społeczeństwie. Im wyższa ta presja tym ogólnie rzecz biorąc, bezpieczniej jest żyć w tym społeczeństwie, tym szczęśliwsi są ludzie, którzy tam mieszkają w jakimś regionie albo w jakimś mieście, czy w jakiejś wsi.
Tak więc dobroć nie powinna niszczyć samego człowieka. Niektórzy ludzie to mylą twierdząc, że powinno się czynić dobro za wszelką cenę, że trzeba oddać ostatnią koszulę i rozdać wszystko. Nie można przynieść komuś dobra nie przynosząc jednocześnie dobra sobie.
To jest aksjomat. I tak samo nie da się skrzywdzić kogoś, nie krzywdząc jednocześnie samego siebie. Może to być na różnych poziomach, ale to jest jeden do jednego - czyli pojawi się mniej więcej ten sam poziom radości jeśli będziesz czynić dobro albo podobny poziom cierpienia jeśli czynisz komuś krzywdę. Na początku to może wydawać się triumfem, ale ostatecznie przydarzy ci się to samo.
Tak więc w tym świecie po prostu nie istnieją jednostronne procesy. Jeśli ktoś pomaga innym lecz całkowicie ignoruje własne podstawowe potrzeby, takie jak zdrowie, zasoby, to prowadzi to do wypalenia, nerwic i tak dalej.
A więc dlaczego takie dobro nie służące wyłącznie pomocy, jak już omawialiśmy, albo też pomoc, o którą nas nie proszono niszczy granice innych ludzi?
Takie krzywdzenie innych pod pozorami dobra jest formą ukrytej kontroli. Przychodzę tu żeby się martwić, potem idę się martwić tam i tam - a w ten sposób zmieniam wszystkich w niewolników.
Ale prawdziwa dobroć zawsze zaczyna się od szacunku do siebie, do swoich granic oraz granic tych ludzi do których podchodzisz.
Życzliwość i dobroć to nie miękki charakter ani nie jakaś słabość. W tym świecie, w którym łatwiej ulec agresji, obojętności czy też cynizmowi przejaw dobroci to manifestacja wewnętrznej siły i odwagi.
Niektórzy ludzie wyświadczając komuś przysługę jawnie oczekują za to nagrody, na przykład wdzięczności. A inni pomimo tego, że mogą nie oczekiwać nagrody ani wdzięczności, zdają się pamiętać to, co zrobili. To znaczy, mają bardzo dobrą pamięć o dobru, które wyświadczyli innym i uważają, że ci ludzie powinni być im wdzięczni - uważają ich za swoich dłużników.
W rzeczywistości tacy kochają swoje inwestycje i czekają kiedy te inwestycje im się wrócą. Oni to traktują jak lokatę w banku - teraz ten ktoś ma wobec nich zobowiązanie.
Ale prawdziwe dobro jest dobrem tylko wtedy, kiedy jest czynione nie dla kogoś a dla siebie. Zauważcie to - dla siebie. A człowiek, który to, uczynił nie szuka nagrody. Dlaczego? Ponieważ - jak to powiedzieć? - życzliwość jest jak drzewo owocowe, które wydaje owoc i ogrodnik cieszy się, gdy ktoś zrywa ten owoc i go zjada. Coś w tym rodzaju. Tacy darczyńcy się tym właśnie cieszą.
Ci, którzy czynią dobro innym, czynią więcej dobra sobie. Nie w tym sensie, że będzie za to nagroda, ale w tym sensie, że świadomość uczynienia dobra już przynosi ogromną radość, nawet większą niż sam owoc.
I jak to powiedział Lew Tołstoj: "jaka tu jeszcze inna nagroda powinna być za dobry uczynek?" Powiedział to sarkastycznie: „Jakiej innej nagrody potrzebujesz za dobry uczynek?" Nagrodę już otrzymano z radości, której człowiek doświadczył, czyniąc dobry uczynek. A każda inna nagroda umniejsza tę radość. Lew Nikołajewicz Tołstoj
wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=8Ng8KYa9ysE
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
"OSTRZEŻENIE: wszystkie anonimowe komentarze bez jakiegokolwiek nicka/charakterystycznego znaku/ podpisu będą usuwane".
UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.
4. Wbudowana wyszukiwarka blogowa jest trochę niedokładna i omija pewne treści pomimo występujących w nim szukanych słów. Innym rozwiązaniem jest wpisanie w google, czy bezpośrednio w pasku przeglądarki frazy: site:michalxl600.blogspot.com szukanywyraz Wynikami będą wszystkie artykuły zawierające słowo "szukanywyraz" na tymże blogu.