Blog ma ambicje upowszechnienia szeroko pojętej sfery
obyczajowości Słowiańskiej a więc zdrowych podstaw
życia rodzinnego a co za tym idzie zdrowia
całego naszego społeczeństwa w nadchodzącej już
nowej kosmicznej erze Wilka (Welesa).
Mężczyzna to ten, który podejmuje decyzje.
Mężczyzna to ten, któryniesie odpowiedzialność za swoje decyzje i działania.
Mężczyzna to ten, który posiada Moc, Prawo, Władzę i Odpowiedzialność.
Kto rodzi się mężczyzną? NIKT.
Mężczyzną trzeba się stać.
Mężczyzną się stajesz osiągając swoje cele.
Mężczyzną się stajesz zwyciężając swoją słabość.
Mężczyzną się stajesz przezwyciężając ból i trudności.
Mężczyzną się stajesz biorąc odpowiedzialność za tych, którzy są słabsi.
Pierwszy krok do stania się mężczyzną to przebudzenie swojej Mocy.
Kiedy moc wzrosła do określonego poziomu mężczyzna przechodzi swoją próbę dorosłości.
Jeśli mężczyzna przeszedł tę próbę z powodzeniem to otrzymuje dostęp do swojej mocy - mocy Wojownika. Gdy osiągnął Moc Wojownika i nie popadł w stan otumanienia z powodu jej posiadania mężczyzna zadaje sobie drugie pytanie: "do czego jej użyć?"
Drugi etap w staniu się mężczyzną to określenie swoich celów. Musisz pojąć czego chcesz od życia, od mężczyzn, kobiet i świata.
Znajdź swoją ideę, znajdź swoje zadanie (Dzieło).
Gdy uzyska jasność w powyższym mężczyzna zdaje sobie sprawę, że dla osiągnięcia celów niezbedne są zasoby. Skąd je wziąć?
Z tego właśnie powodu w życiu mężczyzny pojawia się kobieta władająca zasobami Wszechświata, potrafiąca zmieniać myśli w materię - ona jest niezbędnym kluczem dla potęgi Mężczyzny.
Uświadomiwszy to sobie nadchodzi trzeci etap w staniu się Mężczyzną:
poszukiwanie swojej kobiety.
Kiedy już ją odnajdzie - on bierze za nią odpowiedzialność.
Po co i w jaki sposób jest to powiązane z zasobami?
Powiązane jest bezpośrednio.
Źródłem męskich zasobów jest jego Kobieta.
To właśnie ona daje energię mężczyźnie.
Kiedy?
Wtedy gdy mężczyzna niesie za nią ODPOWIEDZIALNOść.
Za to mężczyzna otrzymuje od kobiety energię z pomocą której osiąga swoje cele - na takich poziomach jakie tylko jest w stanie sobie wyobrazić.
Podążając tą drogą mężczyzna poznaje siebie, odkrywa własną moc, podbija świat i tworzy rodzinę.
Na nim cytat: "... i jeszcze zapamietaj, że zawsze o wszystkim będę decydował sam - a to na tej prostej podstawie, że jestem mężczyzną".
poprawiam zamieszczenie obrazka bo zniknął. A skoro tak to post scriptum:
Powyzszy film "Moskwa nie wierzy łzom" pamietałem zaledwie z tytułu gdyż w szkole podstawowej "za komuny" (a raczej już u jej schyłku) ciągali nas jeszcze obowiązkowo do kina na filmy z "bratniego ZSRR". Jako wnuk Sybiraka (a potem żołnierza Armii Andersa) traktowałem tamte czasy jako "czerwoną okupację" i z takim nastawieniem przyjmowane były zarówno filmy jak i obowiązkowa obecność języka rosyjskiego w programie nauczania. Po latach jak widać odnowiłem sobie to co zasiano nam w dzieciństwie -i nie żałuję.
Jako, że z w/w filmu pamiętałem zaledwie migawki to zdecydowałem obejrzeć raz jeszcze dla przypomnienia (na razie jedną część mam za sobą) i przyznać muszę dziś jako człowiek dorosły, że (pomijając realia czasowe, skojarzenia itd.) to treść społeczno- obyczajowa naprawdę nie jest zła. Jest tam historia dziewczyny, która okłamała swojego pierwszego adoratora, zaszła z nim w ciążę a potem wychowywała dziecko jako samotna matka. Bardzo mądre ostrzeżenie dla młodzieży by nie budować życia na kłamstwie. Historia z tego co pamiętam kończy się dobrze (to ta druga część, której jeszcze nie oglądałem ponownie) bo dziewczyna pracując w fabryce i wychowując (chyba córkę) kończy studia a następnie poznaje wartościowego mężczyznę. Oczywiście jest tu i drugi element indoktrynacji jakoby dla dobrego życia kobieta powinna skończyć uczelnię- no cóż, pomieszanie prawdy z fałszem jak w wielu współczesnych przekazach. Ogólnie można sobie wyłuskać z filmu ciekawe elemety- a przede wszystkim oddane są realia epoki (trochę podkoloryzowane- wiadomo).
Ostatnio zamieściłem artykuł ze strony "Ruch życia". Wpis podobał się kilku osobom i pobudził do zadumy. oto inny stamtąd - a przypomniało mi to podobną sytuację z mojego domu rodzinnego i zachowanie ojca gdy z uśmiechem zjadł kiedyś przypaloną zupę i podziękował.
"Moja mama zawsze smacznie gotowała ale pewnego razu postawiła przed ojcem talerz z przypalonym ciastem. Nie - ono nie było przypalone ale czarne, prawie jak węgiel. Siedziałem czekając co ojciec na to odpowie a on po prostu zjadł swój kawałek i zapytał mnie jak mi minął dzień. Potem jeszcze słyszałem jak mama przepraszała ojca za nieudany podwieczorek. Nigdy nie zapomnę jego odpowiedzi: "miła moja - twoje ciasto mi smakowało". Pytałem potem ojca czy powiedział wtedy prawdę a on położył mi rękę na ramieniu mówiąc: "twoja mama miała ciężki dzień w pracy i bardzo była zmęczona. Przypalone ciasto mi nie zaszkodziło a ostre słowa mogły ją zranić. Wszyscy popełniamy błędy i nie trzeba ich podkreślać lecz trzeba wspierać tych, których kochasz. W tym tkwi sekret długich i szczęśliwych relacji".
Każdego dnia patrzę na ludzi dożywających swoich dni. Są to różni ludzie, których jednoczy tylko jedno - pokora. Oni już na nic nie czekają i niczego nie pragną. Wyglądają na zmęczonych i mają dobre oczy.
Dziś chcę wam pokazać zapis z dziennika pewnej pensjonarjuszki - wpis, który poruszył mnie do głębi duszy.
Tej miłej staruszki już nie ma ale jej myśli będą żyły wiecznie.
"Czasami zaczyna mi się wydawać, że nigdy nie istniałam. Życie przemknęło tak szybko i wszystko co najlepsze jest już za mną. Zostały mi już tylko wspomnienia i czas na rozmyślania. Teraz myślę o swoich błędach, o tym jaka byłam głupia i obrażalska, jak wiele straciłam z powodu swojej pychy, złości i egoizmu.
Najcenniejsze myśli przychodzą do nas wtedy gdy niczego nie da się już zmienić. Pozostaje nam tylko pogodzić się z tym i nie powtarzać błędów w przyszłości. Dla mnie nie ma już przyszłości - mój czas się skończył ale mam nadzieję, że dobra siostra- opiekunka doniesie moje myśli do ciebie. I jeśli uda mi się przestrzec choćby jednego człowieka to moje życie nie będzie daremne. Obrażanie się- to nastraszniejsze co może się tobie przytrafić. To podstępny wirus zarażający nasze myśli, działanie którego nie od razu jest zauważalne. Uraza wydaje nam się uzasadniona i nie widzimy jak ona niszczy nasze zdrowie i prowadzi do zguby naszą miłość.
Czasem życie nas głaszcze a czasem bije ale w ostateczności pozostajemy samotni ze swoimi emocjami. Utracone zdrowie i ludzie, których odepchnęliśmy niestety nie wrócą... Tak było ze mną. Proszę cię - jeśli czujesz w tej chwili urazę to znajdź w sobie siły aby sie jej wyzbyć. To zmieni twoje życie. Mnie się to nie udało. ...."
Bajkowe królestwo to nazwa kanału - właśnie z radościa znalazłem 2 filmy (proszę sprawdzić , może jest ich więcej) ,których to tłumaczeń nie ja jestem autorem.
A zbłądziłem jakoś na You Tube bo pewna "czytelniczka" z rozżaleniem dopisała komentarz pod tym 3 godzinnym filmem z Iwanem - wyraża żal, że tekstu nie przybywa. Na razie nie mam na to sił - życie realne mocno absorbuje a do tego zima. Może za miesiąc coś podgonię.
Pod wpisem "Początek" jedna z czytelniczek podpowiedziała film "Rikszarz" - jest dostępny w całosci na You Tube. Decyduję poświęcić mu uwagę osobnym wpisem z następujących przyczyn:
1. Film faktycznie w pewnym "paśmie" swojego przekazu zachwycający. To mi sie od razu spodobało - pokazuje człowieka szczęśliwego, zadowolonego z tego co ma. To prawda życiowa, którą mało kto z nas obecnie posiada. Wielu prezentowanych tu na blogu prelegentów wskazywało, że jest to jedna z podstawowych zasad szczęścia w życiu: cieszyć się z tego co sie aktualnie ma - widzieć tę szklankę do połowy pełną" a nie zamartwiać się nieustannie, że czegoś brak. W ten sposób programujemy następne "małe życie" czyli kolejny dzień (bo co wieczór zasypiając w pewnym stopniu umieramy przecież).
TU MAŁA DYGRESJA: dot. jakiejś wypowiedzi Córki Słońca w rozmowie na temat karmy. Napisała ona, że bezsensem jest przeżywanie w następnym życiu lekcji kiedy nie pamietało się przyczyn. Po części jest to prawda ale moim zdaniem nie zawsze tak było. Dziś jesteśmy tak oddaleni od źródła Boskości, że nie pamiętamy ale czy człowiek budząc się rano nie pamięta co uczynił dnia poprzedniego? Myślę, że wielu jednak pamięta (przynajmniej kilka dni) a więc okoliczności w jakich budzą się rankiem są konsekwencją ich postępowania z wcześniejszych "żywotów" w poprzednich dniach. To dziś (jeszcze ) nie budzi większego zdziwienia natomiast prawo karmy najwyraźniej już tak. Choć jest już współcześnie sporo takich "ludzi" (przypomniał mi sie wykład Marka Passio i wspomniane przez niego pokolenie "Millenials-ów), którzy już ledwie kojarzą co czynili poprzedniego dnia - a tym samym nie są w stanie zauważyć, że sami są sprawcami sytuacji w jakiej się budzą następnego ranka.
Może przerwę na tym ten "odskok" od dzisiejszego tematu traktując go jako notatkę do rozmyślań w przyszłości.
Film "Rikszarz" pokazuje ludzi mających pierwotną - intuicyjną więź z Boskością. Pierwotną bo jest to szczęście dzieci, które jeszcze nie wykonały "podróży w dorosłość" a więc z pod naturalnej opieki Boga i bycia jego dzieckiem nie stały się "współpartnerem" dla Boga -jego pomocnikiem. Ideałem jest oczywiście to samo odczucie ale już uświadomione - po to żyjemy by ten stan osiągnąć ( "Niewinność" karta z tarota Osho ). A może się mylę? Może Amal jest duszą, która ma juz za sobą doswiadczenie bogactwa i dziś ta jego misja i moc stąd się bierze?
Dopisała nam się tam Karolina podsuwając do przeczytania ciekawą notatkę stewardessy - a w tejże informację (nie wiedziałem o tym), że ludzie ze slumsów często sprzedają swoje nowe mieszkania jakie dostają od państwa i wracają do slumsów - do tej wspólnoty. Nie chcą się separować od tego organizmu społecznego - to zjawisko jest fascynujace na swój sposób bo pokazuje to co my utraciliśmy ruszając "na podbój świata" - w drogę "odseparowania" i indywidualizmu. Na pewno obejrzę przynajmniej fragmenty filmu "Rikszarz" raz jeszcze - nie pamiętam dokładnie tej notatki jaką gderliwy -rozczarowany życiem milioner zostawił rikszarzowi. Oj- przemyśleń ma sporo! Jeśli Was temat zaciekawi to rozwinę je w komentarzach.
2. Po pierwotnym zachwycie stwierdziłem, że film jest też rodzajem indoktrynacji i pułapki. Producent jest Kanadyjski- Kanada ma dziś te same problemy co na przykład Niemcy a więc ogłupienie poprawnością polityczną, wylęgarnia multi- kulti i ten agresywny feminizm (używam terminologii Marka Passio- on feminizmy dzieli na dwa nurty. Nie znających przekierowuję do wykładu "Nieświęta kobiecość"). No i kanadyjski producent zapłacił za produkcję pięknej .........bajki dla niewolników. Jest tam zasygnalizowana już powyżej i bezsprzecznie pełna dobrych przesłań strona filmu mówiąca o miłości, o poddaniu sie Losowi/Opatrzności/Bogu (każdy wstawi co mu w duszy gra) ale jednocześnie (kłania sie końcówka filmu) ta produkcja filmowa przestrzega maluczkich: "popatrzcie jak macie dobrze będąc ubogimi. Ci okropni bogacze są tacy nieszczęśliwi. Chyba nie chcecie takiego losu? Pracujcie dalej w korporacjach i nie narzekajcie na swój los a szczęście będzie waszym udziałem. Nie żądajcie więcej". To jest ten słynny psychologiczny "fałszywy wybór" - sprytne kłamstwo serwowane nam przez naszego ciemiężyciela od dawna (patrz choćby doktryny KK). O trzeciej drodze czyli o tym, że można być zamożnym i szczęśliwym film już nie wspomina - to najwyraźniej zdaniem producentów nie jest możliwe (no ale są to pewnie te kompromisy jakie musieli poczynić aby w ogóle uzyskać fundusze na film. Dobrze jednak zdawać sobie sprawę z tych "zdrobnych haczyków" aby nie wpaść w sidła).
Za miejsce akcji wybrano Indie - kraj dla świata zachodu egzotyczny, niepojęty zachodnim światopoglądem i pełen kontrastów. Indie to także kraj wynaturzonych (bo nieprzekraczalnych) podziałów kastowych - "urodziłeś się biedny? Taki już będziesz do śmierci". Sprytną manipulacją producentów filmu jest umieszczenie zmarłego milionera jako narratora (pojawia się jego głos pod koniec jako klamra dla filmu/ morał/ ostateczny wniosek/ "prawda" indoktrynacyja i swoiste "słowo na niedzielę" dla maluczkich). Było to coś w rodzaju: 'może i dobrze, że Amal (tytułowy "Rikszarz") nie otrzymał ostatecznie majątku - NO BO CO ON BY Z NIM UCZYNIŁ SKORO NIE CHCIAŁ PRZYJĄĆ 3 RUPII NAPIWKU?" No kolejna bzdura! Coś tam by uczynił- może przekazałby na sierociniec? Najprawdopodobniej na szpital (choć przedstawiane tam patologie też się proszą o osobne omówienie- siostry nie zajmują sie chorym gdy nie dostaną "w łapę") Kto wie co by Amal uczynił? Z przedstawionej tam szlachetnej postaci jestem pewien, że ogłupienie mu nie grozi. Z jakiej racji zarządzanie dobrami materialnymi przez zepsutych zwyrodnialców gotowych zamordować dla mamony ma być lepsze?
Film natomiast ostatecznie gładzi biedaków po główce "tłumaczac im" jacy są szczęśliwi, że nie muszą nosić na sobie tego "okrutnego brzemienia" bogactwa materialnego. Bogactwo i dostatek pozostają w rękach "cierpiących" utracjuszy i ludzi zepsutych - tak jak dotąd. Oni "ciężko pracują" chroniąc biedaków przed tym "nieszczęściem" posiadania czegoś więcej niż posiadają obecnie.
Pod tym względem czepić się mogę do kilku wątków mówiących o samych działaniach "jedynie dobrej" pani notariusz (chyba taką miała funkcię?). Przez miesiąc nie mogła znaleźć adresata (polecając tę misje człowiekowi, któremu mogło zależeć na tym aby adresata nie znalazł) a jak już go znalazła to nie za bardzo przyłożyła się do wyjaśnienia sprawy - jej też było wygodniej aby wszystko zostało po staremu a ona miała z głowy i mogła zagłuszyć swoje sumienie, że "spełniła obowiązek". Tu też zresztą kolejna patologia bo "baba rządzi" w swoim domu i nie tylko ("gdzie baba rzadzi tam diabeł błądzi";) ) a z mężem ma taki kontakt, że nawet nie wie kto odwozi jej własne dzieci do szkoły. No ale pewne "nieścisłości scenariusza" też musiały zaistnieć jako pretekst dla fimu i akcji więc częściowo wybaczam -pewnie to jak zwykle jakiś kompromis dotyczacy budżetu przeznaczonego na film -stąd te uproszczenia.
Oj- pozdradzałem już wiele wątków filmu ale najważniejsze sceny i uśmiech samego bohatera i tak wart zobaczenia. Są jeszcze wątki relacji bohatera z matką czy też jedną z klientek (przyszłą żona jak to potem wynika). Kobiety najpierw są gderliwe i takie "samodzielne" a potem .....reżyser chciał chyba przekazać, że to pod wpływem dobroci Amala zmieniają się na plus (z doświadczenia swojej rodziny jednak wiem, że to tak nie działa. Mój ojciec był taki jak ten Amal - mama powoli i tylko w części docenia to dopiero długo po jego śmierci). O ile w wypadku kandydatki na żonę coś takiego mogło by być możliwe - o tyle ukazywanie takiej postaci matki budzi moją nieufność. No....ale "kobiety zmienne są" :) więc najprawdopodobniej to pulsowanie żeńskiej natury- ciekaw jestem odbioru tych spraw przez czytelniczki bloga.
Podobało mi się jak w drugiej części filmu mama wszystko polecała Bogu- nawet nowa riksza po naprawie uruchomiła się jak mama przypięła obrazek z bogosławieństwem Ganeshy (ja sam znam ze swojej praktyki tego typu sytuacje i mnie to już nie dziwi -opowieści starczyłoby na małą książkę). To jest postawa trudna dziś do wyobrażenia dla kobiet zachodu- kobiet oderwanych od natury - od Boga. Karolina pisze w jednym ze swoich jesiennych wpisów o tym powracającym lęku To chyba tu było (czytałem wczoraj 2 wpisy na jej blogu- jeśli nie tu to w poprzednim). Jako mężczyzna ja osobiście tęsknię za tą mocą jaką miała moja prababcia mająca głęboką (wynikającą z praktyki trudnego życia ) wiarę w Boską Opatrzność. Taka MOC kobiety daje moc mężczyźnie. Dziś widzę doskonale (a mając swoje doświadczenie tego typu- od razu rozpoznaję to w otoczeniu) , że związki gdy mężczyzna musi nieustannie zapewniać o czymś kobietę- udowadniać coś ("jeśli nie chcesz mojej zguby- krokodyla daj mi luby"), -takie związki tkwią tak naprawdę nieustanie w miejscu. Taka para całe życie spędza na iluzjach - jak już nawet się gdzieś posuną o krok to "babskie lęki" znów zniszczą wszelkie męskie wysiłki i cofaja sie oboje do punktu wyjścia (a w zasadzie jeszcze niżej bo on utracił pewien "kapitał inwestycyjny"). Po kilku takich "akcjach" rodzą się nowe podświadome lęki , mechanizmy obronne- piramida bezsensu. Mężczyzna ostatecznie umiera przedwcześnie wyczerpany tym "babskim miotaniem się" -czegokolwiek by dla niej nie dokonał- ona nadal pozostaje nieszczęśliwa. Ona nie jest wizjonerką - ona działa wyłącznie z poziomu zachcianek/ trendów mody/ reklam i wszelakiego typu indoktrynacji. Poszukiwanie szczęścia wyłącznie w świecie materii zawsze kończy sie rozczarowaniem, zniszczeniem a ostatecznie w desperackim akcie zagłuszenia poczucia winy "zbawienie" sprzedaje "ojciec Grzybek" wysysając ostatnie krople krwi.
Oj - kolejna dygresja. Duch chciałby przekazać ale na dziś dzień moje możliwości wyrażania się poprzez ciało sa mocno ograniczone.
Wybaczcie powyższy chaos- zdarzają się takie wpisy tutaj, swego rodzaj "myśli nieuczesane". Może pomożecie je "rozczesać" na co jak zwykle liczę.
Wasz szczerze oddany "woźny" tej wirtualnej kawiarenki.