wtorek, 18 sierpnia 2026

Kobiety zaczynają rozumieć niepokojącą prawdę. Cena żeńskiego zarozumialstwa.

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=g6XJMSnj3EQ

 Witam Was, panowie. Dzisiaj mamy do rozpatrzenia dwa bardzo interesujące filmy od kobiet. Myślę, że one zaczęły coś rozumieć. 

  - Przed Wami ktoś, kto całe życie spędził celowo rywalizując z mężczyznami. Uczono mnie tego od dzieciństwa. Uczono mnie cenić siebie nie przez radość z bycia kobietą, ale przez poczucie wyższości nad mężczyzną. Moja mama, babcia i krewni chwalili mnie w sytuacjach, kiedy udawało mi się w czymś przebić chłopaków.

   Szczerze mówiąc, w takich chwilach czułam się naprawdę wartościowa i tak jakbym była zauważona. I tak zrozumiałam, że samo bycie dziewczyną, samo bycie kobietą nie wystarczy, żeby być znaczącą na tym świecie, bo wydawało mi się, że żeby być szanowaną muszę to udowodnić, a potem wykazać się jeszcze bardziej, udowadniając, że mogę być godną rywalką dla każdego mężczyzny. 

  I byłam naprawdę z tego dumna. Ale byłam kompletnie wyczerpana, zła, zirytowana. Rozejrzałam się pośród moich męskich rówieśników wokół i nie rozumiałam, dlaczego jestem taka wyczerpana pomimo że to był mój wybór, prawda? Ich to tak nie wyczerpywało. Dlaczego? Nie rozumiałam, dlaczego nie decydowali się na takie krańcowe wysiłki jak ja. To było niezadowolenie z mojego wyboru, którego nie zauważyłam i byłam zła za to na mężczyzn. 

 Dopiero później zdałam sobie sprawę, że to była tylko iluzja wyboru. To była iluzja wolnego wyboru, że ja sama szczerze chciałam być tak silną, niezależną karierowiczką. Przecież ten obraz kobiety, ta bizneswoman w mojej głowie, była tak barwna, że, po prostu nie mogłam jej zdradzić i porzucić myśli, że powinnam być dokładnie taka. 

 I nie rozumiałam, że tak naprawdę stałam się po prostu wygodną dla systemu cyberkobietą, ciągle zmęczoną, tracącą spokój, żeńskość i po prostu umiejętność cieszenia się życiem jako kobieta. Bo w pewnym momencie wpojono mi myśl, że moje szczęście polega na zajęciu miejsca mężczyzny. 

 Ale pewnego dnia, mój dobry przyjaciel nagle zapytał mnie: „Nastia, patrzę na ciebie i nie rozumiem, dlaczego wy, kobiety, postanowiłyście, że musicie rywalizować z mężczyznami i nosić ich ciężary. Same nie czujecie, że to was nie uszczęśliwia, a wręcz przeciwnie".

  I szczerze mówiąc, w tamtej chwili poczułam się tak, jakby ktoś mnie oblał lodowatą wodą, jakby ktoś mnie ukłuł. I poczułam się jak głupia. Dosłownie jak głupia. Bo w tamtej chwili nagle zaczęłam rozumieć, że przez te wszystkie lata zmagań - przy czym zupełnie nie wiadomo po co te zmagania - straciłam swoje najważniejsze prawo do bycia dziewczyną, do bycia słabą, do potrzeby ochrony i czerpania z tego przyjemności. 

  W pewnym momencie te idee równości w mojej głowie odebrały mi radość z bycia kobietą, z odczuwania dreszczyku emocji związanego z komunikowaniem się z przeciwstawną płcią, przyjemną frywolność i niefrasobliwość gdy każde odgrywa swoją rolę.

  A także po prostu zakochać się. Wyjaśnię Wam później dlaczego taka kobieta nie może sobie pozwolić na zakochanie. A może sami  już to rozumiecie. A zamiast tego nauczyłam się być zamkniętą, bezkompromisową i spragnioną dominacji i wyższości.  

I dlatego dzisiaj sama chcę zrozumieć, kto właściwie zdecydował, że kobieta powinna być właśnie taka. 

  A to był dopiero pierwszy odcinek tego ciekawego nagrania. Teraz przyjrzymy się innej kobiecie, która zdaje się rozumieć, o czym mówimy od 15 lat. 

 -Wydaje mi się, że wiele kobiet wciąż nie zauważyło jednej bardzo ważnej rzeczy.  One wciąż kłócą się o to, co mężczyzna powinien, jak go zmusić do małżeństwa, jeśli są razem od dłuższego czasu. Czas mija, a on nadal się nie oświadcza i nie proponuje formalnego małżeństwa. Jak znaleźć wartościowego mężczyznę, jak odróżnić przemocowca od normalnego? Ale jednocześnie one nie zauważają, że coraz więcej mężczyzn całkowicie przestaje grać w tę grę. Nie dlatego, że nie mogą znaleźć kobiety lub boją się tej przesławnej odpowiedzialności. I nawet nie dlatego, że zapomnieli, jak kochać.

Dzieje się tak ponieważ już mieli dość tego doświadczenia i zadali sobie bardzo nieprzyjemne pytanie: „Co ta relacja w ogóle poprawiła w moim życiu?”. Odpowiedź była zupełnie inna niż oczekiwali.  

 Myślę, że wiele kobiet nadal szczerze wierzy, że mężczyzna nie będący w relacji jest obowiązkowo nieszczęśliwy, że co wieczór siedzi sam w pustym mieszkaniu, marząc o poznaniu dobrej kobiety i po prostu czeka na odpowiednią okazję.  

 Ale jeśli przeczytasz komentarze mężczyzn pod filmami takimi jak moje czy podobne, które mówią o relacjach osobistych, to obraz jest zupełnie inny. Coraz częściej widzisz komentarze w stylu: „Dziękuję, już to wypróbowałem, czuję się lepiej sam” albo „Nie chcę przez to przechodzić ponownie”. 

 I te komentarze, szczerze mówiąc, dały mi do myślenia, bo mężczyzna, który złości się na kobiety, nadal jest emocjonalnie zaangażowany. Mężczyzna, który się kłóci, oskarża, dowodzi, nadal ma nadzieję. Ale mężczyzna, który mówi: „Już nikogo nie potrzebuję”, to zupełnie inny stan. To nie emocja, to wniosek. 

 I tutaj, jak mi się wydaje, większość kobiet popełnia ten sam błąd. Mówią: „Mężczyźni nie są już tacy, jak kiedyś, stali się słabsi. On po prostu boi się odpowiedzialności. Kto takiego potrzebuje? Cóż, teraz musisz żyć sam”. 

  A co, jeśli to o wiele poważniejsze? Co, jeśli mężczyzna nie odchodzi od konkretnej kobiety? Co, jeśli porzuca on samą ideę związku? To dwie zupełnie różne rzeczy. 

  Te dwa filmy będą zaraz miały swoją kontynuację, ale w zasadzie można je połączyć w jedną całość, ponieważ znaczenie jednego wpływa na znaczenie drugiego. Kobiety stały się silnymi, niezależnymi  bizneswoman z antykoncepcyjnymi wyrazami twarzy oraz bardzo wysokimi standardami. 

 Przez jakiś czas mężczyźni poszukiwali bardziej prostych, łagodnych, kochających i bardziej emanujących żeńskością kobiet. A potem, gdy kobiety takie, że tak powiem, na które mężczyźni nie chcą zwracać uwagi, stały się liczniejsze. Tak, one są bystre, piękne, można da się oszukać, ale dosłownie 15 minut interakcji z nią wystarczy aby uświadomić sobie, że nie jest tym, czego szukasz. Więc kiedy tych kobiet było wielokrotnie więcej to mężczyźni zaczęli się zastanawiać: „Po co mi właściwie te wszystkie związki?”. I zaczął rozwijać się trend samotnego życia.  

 Rozwijało się to powoli, ponieważ wielu mężczyzn przez długi czas nie mogło pojąć całej tej katastrofy związków i próbowali znaleźć jakieś ideologie, próbowali jakoś rozmawiać z kobietami, próbowali wejść na YouTube, krzyczeć i wrzeszczeć: "Halo! Mamy problem kochani. A do tego dochodzi spadek demograficzny, rodziny się rozpadają, a wskaźnik rozwodów sięga 80%. Opowiemy wam o tym wszystkim i wyjaśnimy dlaczego".

  Ale nikt nie chciał ich słuchać. Ale teraz, kiedy jedna jest zmęczona ciężką pracą, a druga zauważyła, że mężczyźni po prostu odchodzą z gry - teraz wszystko, o czym rozmawialiśmy przez 15 lat, nagle stało się oczywiste. 

- Zacznę może od paradoksu. My, współczesne kobiety, otrzymałyśmy praktycznie wszystko, o co walczyły nasze babcie i prababcie. Ogromne podziękowania dla feministek z przeszłości, że teraz możemy głosować, studiować, pracować w zawodach, które wcześniej były zarezerwowane dla mężczyzn i tak dalej. 

W rzeczywistości współczesne kobiety są rzeczywiście znacznie bardziej wolne niż pokolenie kobiet przed nimi. Ale teraz pytanie brzmi: czy my, kobiety, stałyśmy się dzięki temu szczęśliwsze? I tu odpowiedź może was zaskoczyć. Ekonomiści Betsey Stevenson i Justin Wolfers odkryli tak zwany paradoks kobiecego szczęścia. Polega on na tym, że począwszy od około lat 70 -tych XX wieku poziom subiektywnego kobiecego szczęścia, czyli to, jak same kobiety się uważają za szczęśliwe, zaczął spadać. Pomyślcie o tym: to był właśnie czas, kiedy kobiety otrzymały prawa. Zaczęły się kształcić, miały możliwość zrobienia kariery, zyskały wolność seksualną.

I od tego czasu nie musiały już prosić mężów o pieniądze na nowe pończochy. Dlaczego zatem od tego momentu zaczęłyśmy czuć się gorzej?  

 - Musimy też pamiętać, że z roku na rok liczba sprzedawanych leków przeciwdepresyjnych tylko rośnie. 

 - Spróbuję spojrzeć na sytuację oczami mężczyzny, bez oskarżeń, bez sloganów, po prostu spróbuję zrozumieć jego tok myślenia. Wyobraź sobie zwykłego chłopca. Dorasta mniej więcej tyle samo, co dziewczynka. Marzy, że pewnego dnia spotka kogoś, kto go pokocha. Ale o ile dziewczynkom od dzieciństwa opowiada się o księciu z bajki, to chłopcom często mówi się coś zupełnie innego. 

  Jaki powinien być prawdziwy mężczyzna? Powinieneś być silny, powinieneś zapewniać podstawy bytu, powinieneś chronić, powinieneś nie narzekać, powinieneś rozwiązywać problemy, powinieneś brać odpowiedzialność, powinieneś być cierpliwy.  

 I wiecie, co jest ciekawe? Większość chłopaków nawet się z tym nie kłóci. Oni naprawdę chcą tacy być, bo wierzą, że to właśnie tacy mężczyźni dostają miłość, szacunek i rodzinę. 

- A potem dorastasz, zaczynasz wchodzić w relacje, próbujesz założyć rodzinę i ta rodzina się rozpada. Rozwód, podział majątku, alimenty, cierpienie z powodu byłych, dzieci bez ojca. Potem niektórzy próbują drugi raz, niektórzy nawet trzeci i wszystko się powtarza.  I wtedy, naturalnie, nasuwa się logiczny wniosek: a może ktoś mnie oszukał?

  - Zmiana roli kobiet w społeczeństwie to naprawdę ogromny i czasami bardzo niedoceniany element tego obrazu. Przecież kobiety zmieniły nie tylko pracę, ubrania i styl życia. Zmienił się sam model kobiecej egzystencji. Jak kochać, jak wybrać mężczyznę, jak traktować rodzinę i dzieci, swoje ciało, sukces, a wreszcie siebie i swoją kobiecość. 

 Kto więc nagle zdecydował, że kobieta powinna być dokładnie taka silna, niezależna, skoncentrowana, dźwigać wszystko sama, a jednocześnie szczerze tego pragnąć i być wdzięczna za ten postęp? W latach sześćdziesiątych kobietom wmawiano, że samorealizację można teraz osiągnąć nie tylko poprzez dom, ale także poprzez karierę. 

 W latach osiemdziesiątych to zostało podchwycone przez kulturę korporacyjną. A w latach dwudziestych XXl wieku wszystko to przekształciło się w neoliberalny feminizm, który wszyscy tak dobrze znamy. On dał nam też hasła: „Zoptymalizuj się, konkuruj, pokonaj wszystkich i nazwij to wolnością”. 

 Ale w tym ideologicznym mechanizmie pojawiła się luka. Ta wolność, o którą walczyły poprzednie pokolenia kobiet, stała się kolejną klatką. Zamiast wolności otrzymałyśmy nowy, obowiązkowy model życia i tak zwaną "wolność niezależnego decydowania o tym właśnie wyborze". 

 Kobietom zaczęto mówić: „Wybierz karierę zamiast rodziny. Czy naprawdę chcesz być nudną gospodynią domową? Bądź autonomiczna, wybierz niezależność zamiast polegania na mężu. A może chcesz być słaba, zależna? I to zależna od kogo? Od mężczyzny? Wybierz rywalizację z mężczyzną zamiast relacji osobistej i własne osiągnięcia zamiast spokojnego, kobiecego życia". A wszystkie te przekonania zostały sprowadzone do tak pięknych słów, jak wolność i równość.  

 Więc kto teraz cokolwiek powie, kiedy to się nazywa tak szlachetne i piękne? Czy chcecie nam odebrać wolność lub postawić nas niżej niż mężczyźni? Szczerze mówiąc, czasami czuję, że popadam w schizofrenię, bo wszystko nazywa się innymi słowami, a czasem jedna rzecz nosi inną nazwę, ale to coś zupełnie innego. 

 I powiedz mi, jak można nie zwariować w tym świecie? Osobiście jestem u kresu sił. A pod egidą równości nie otrzymujemy teraz wzajemnego szacunku, ale dziwną ideę, że kobieta powinna zająć miejsce mężczyzny, męskie role, mieć męskie cele i obowiązki, a mężczyzna powinien rzekomo spokojnie i bez przeszkód z tego zrezygnować i po prostu zejść na bok, ustępując miejsca kobiecie. 

 Najgorsze stanie się właśnie wtedy, gdy mężczyźni całkowicie się wycofają

600

 ze wszelkich relacji z kobietami. Bo mężczyzna, który nie ma rodziny, żony, dzieci, nie musi zarabiać tak dużo pieniędzy. W związku z tym nie musi harować na trzech etatach. Nie musi nawet budować zawrotnej kariery. Może żyć całkiem wygodnie za przeciętną pensję. A żeby to zarobić, nie musi pracować 8 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. 

  Być może ktoś tu zaprotestuje: „Nie nadejdzie moment, kiedy każdy mężczyzna wycofa się ze związków z kobietami”. I tu zgadzam się, nie wszyscy się wycofają. Aby jednak doszło do katastrofy, nie jest konieczne, aby wszyscy się wycofali. Do tego wystarczy powstanie pewnej masy krytycznej. A w krajach takich jak Japonia czy Korea Południowa ta masa krytyczna już istnieje. 

 A jeśli spojrzeć na przekrój populacji Rosji, na ludzi poniżej 30 roku życia, którzy teoretycznie powinni jakoś wspierać naszą demografię - gdyby pośród nich przeprowadzić jakieś konkretne badania to okazuje się, że dość znaczna część z nich w ogóle nie planuje zakładać rodziny, mieć dzieci. Oni wolą w ciszy popijać waniliowe latte na wybrzeżu, powiedzmy, Abchazji, dokąd mogą podróżować, bo zaoszczędzą na rodzinie i dzieciach.  

 Wtedy kobiety zdadzą sobie sprawę z prawdziwego problemu, bo to one będą odpowiedzialne za demografię i za własne dobro. Nikt nie chce ich wspierać; nie są dla nikogo interesujące. Te silne i niezależne kobiety mające antykoncepcyjny wyraz twarzy nie interesują mężczyzn. 

 - Początkowo oczekiwania większości mężczyzn są absolutnie normalne. Nie marzą o życiu w samotności przez całe życie, nie marzą o zmienianiu kobiet co tydzień, nie marzą o wykorzystywaniu kogoś. Pragną też bliskości i wsparcia. Chcą kogoś, przy kim w końcu nie muszą być zawsze tacy silni. 

 Ale potem zaczyna się dorosłość. I tu dzieje się pierwsza, bardzo interesująca rzecz. Mężczyzna zaczyna rozumieć, że samo kochanie kobiety nie wystarczy. Okazuje się, że ciągle trzeba coś udowadniać. Musisz udowodnić, że jesteś wystarczająco odnoszącym sukcesy, wystarczająco bogatym, ambitnym, pewnym siebie, interesującym, romantycznym. I najbardziej frustrujące jest to, że ta lista nie ma końca, bo gdy tylko spełni się jeden warunek, to pojawiają się kolejne. 

  Tak, wielu mężczyzn o tym mówi. Są bardzo zaskoczeni, że lista, tych próśb i żądań kobiet, nigdy się nie kończy. Ostatnimi czasy albo staje się to całkowicie niemożliwe do spełnienia od samego początku dla przeciętnego mężczyzny, a nawet dla mężczyzny ponadprzeciętnego jest to niemożliwe do spełnienia,- albo te wymagania stale rosną. Nie wiadomo jednak, na jakiej podstawie. 

- Więc w czym tkwi problem? Kobieta nadal może wybrać dom, rodzinę, styl życia i tak dalej. Teoretycznie tak, może, ale w rzeczywistości jest to dziś o wiele trudniejsze niż wybór kariery. Współczesna gospodarka jest już tak skonstruowana, że utrzymanie rodziny z jednej pensji jest teraz niemożliwe. Ty i ja wpadliśmy w pułapkę dwóch źródeł dochodu, ponieważ żyjemy w świecie, w którym praca kobiet stała się nie tylko opcją, ale koniecznością. A prawo kobiety do pracy stopniowo stało się obowiązkiem. 

Jeśli kobieta dzisiaj wybiera dom i rodzinę i nie wstydzi się tego, ale otwarcie to deklaruje, to jej otoczenie prawdopodobnie uzna ją za nieco dziwną. Z pewnością nie będzie jej w tym wspierać, a niektórzy mogliby nawet powiedzieć, że popełnia błąd.   

 Innymi słowy, jest to sytuacja wyboru bez wyboru. I to jest właśnie paradoks tak zwanej kobiecej wolności. Pozwolono nam być wszystkim, tylko nie kobietą w tradycyjnym sensie. 

 Jedyną dobrą wiadomością, oczywiście, jest to, że przynajmniej niektórzy zaczynają rozumieć kompletny idiotyzm tego procesu.

 I przez chwilę młody chłopak naprawdę wierzy, że jeszcze odrobina wysiłku i związek w końcu stanie się taki, jakim on sobie wyobrażał. Ale mija rok, potem kolejny, i stopniowo mężczyzna zaczyna dostrzegać pewien schemat. Im bardziej się stara, tym mniej jest zauważany. 

  Są rodziny, w których ludzie naprawdę się wspierają. Ale jeśli otworzysz komentarze pod dowolnym filmem o relacjach osobistych, to zobaczysz jedną i tę samą myśl, którą mężczyźni powtarzają w kółko: „Cokolwiek bym zrobił to i tak nie wystarczy”. 

  I wiecie, co mnie uderzyło? Oni prawie nigdy nie piszą: „Mam trudności z pracą”. Piszą coś zupełnie innego. Trudno mi żyć z ciągłym poczuciem bycia ocenianym. To bardzo istotna różnica, ponieważ większość mężczyzn jest gotowa ciężko pracować, chce brać odpowiedzialność, chce zapewniać byt, ale chcą zrozumieć po co to wszystko. 

Każdy człowiek chce mieć poczucie, że jego wysiłki mają sens, że nie musi się mierzyć z kolejnym sprawdzianem swojej adekwatności w domu, że jest kochany nie tylko gdy odnosi sukcesy, nie tylko gdy zarabia pieniądze, nie tylko gdy jest pożyteczny, ale po prostu dlatego, że jest sobą. 

  I to właśnie tutaj wielu mężczyzn po raz pierwszy doświadcza bardzo nieprzyjemnego uczucia. Zaczynają czuć, że relacje osobiste staja się podobne do pracy. 

 To prawda, dokładnie tak, słyszymy tak często, że relacja osobista to ciężka praca, że to praca nad sobą. Nie chodzi o to, że się poznaliście, że jesteście bratnimi duszami, że po prostu czujecie się komfortowo i dobrze wam razem. To nie tak, spotykacie się i z jakiegoś powodu oboje, no.... teoretycznie oboje, bo w praktyce tylko mężczyzna, powinniście nad sobą pracować, prawda? 

 To nie jest tak jak bywało kiedyś. Wydało się kogoś za mąż albo się z nim ożeniło i to wszystko, i kochali się aż po sam grób.

 Nasza kultura przedstawia kobietom związki, a zwłaszcza małżeństwo, jako coś destrukcyjnego, jako coś, czemu ona nieuchronnie poświęci swoje najlepsze lata i wyczerpie całą swoją kobiecą energię - tak jakby praca po 12 godzin dziennie w biurze, tylko po to, by udowodnić sobie i innym, że wszystko może zrobić sama i nie potrzebuje żadnego mężczyzny powodowała wyłącznie jej osobisty rozkwit.

   I jeszcze jedna ciekawa rzecz: takie kobiety wciąż chcą silnego mężczyzny. Ale jednocześnie kultura uczy nas, żebyśmy go nie potrzebowały, nie uznawały jego autorytetu, nie uznawały, że to on jest liderem, żebyśmy wszędzie tylko my dominowały, żebyśmy uważały każdy męski punkt widzenia, każdy przejaw męskości za presję, a nawet coś niebezpiecznego i toksycznego – tak, to jest właściwe słowo. 

 Okazuje się, że kobiety gardzą słabymi, boją się silnych, ignorują równych sobie, a ideał tej doskonałości  nie istnieje.

 -  No tak, pewnie pamiętacie tę listę popularnych próśb kobiet. Chcę, żeby dużo zarabiał, ale jednocześnie poświęcał mi dużo czasu. Chcę, żeby był silny, ale chcę, żeby był delikatny, łagodny. Chcę, żeby był troskliwy, ale nie przesadnie. Chcę, żeby był wysoko postawiony, szanowany. Chcę, żeby dominował nad wszystkimi. Ale wobec mnie będzie słodkim, małym pluszowym misiem. Chociaż nie - dziś nie chcę słodziutkiego. I chcę nawet, żeby był naprawdę fajny w łóżku, ale jednocześnie, żeby nie ganiał za innymi kobietami. 

I nagle mężczyzna łapie się na myśli, że wraca do domu z tym samym uczuciem. Zamiast odpoczynku, ma kolejny egzamin, zamiast wsparcia, kolejna lista pretensji, zamiast poczucia bezpieczeństwa oczekiwania, że teraz będzie musiał znowu tłumaczyć co robi źle. 

 I wtedy dzieje się coś, co wiele kobiet odbiera jako obojętność. Mężczyzna zaczyna się wycofywać emocjonalnie. Nie dlatego, że przestał kochać, ale dlatego, że ludzka psychika nie może bez końca żyć w stanie ciągłej oceny. Ona zaczyna się bronić. Najpierw mężczyzna przestaje się kłócić, potem przestaje cokolwiek wyjaśniać, potem przestaje dzielić się swoimi uczuciami, a potem kobieta mówi: „Czy stałeś się jakoś oziębły?”. Nie, on nie stał się oziębły w ciągu jednego dnia. On po prostu przez zbyt długi czas czuł, że nikt go nie słucha.

- I wtedy dzieje się to, o czym ona wspomniała na początku filmu. Mężczyzna ma tego wszystkiego dość. Wycofuje się i zdaje sobie sprawę, że nie uda się zbudować relacji z marzeń. Wtedy mężczyźni zaczynają szukać rozwiązań i pytać: „Czy da się żyć bez tego wszystkiego?”. 

 I wtedy pojawiają się wspaniałe przykłady innych mężczyzn, którzy żyją bez nadmiernego wysiłku, którzy stawiają sobie własne listy celów, podążają własnymi ścieżkami, osiągają swoje własne, specyficzne wzloty i upadki i nikt im w tym nie przeszkadza. 

 Jednocześnie zwróćcie uwagę na jedną ciekawą rzecz, wręcz fatalną, powiedziałbym. O ile w czasach przed-internetowych można było w zasadzie manipulować świadomością mężczyzny za pomocą postaw społecznych, to teraz mężczyzna dowiaduje się, co go czeka w małżeństwie, nie po negatywnym doświadczeniu, ale dużo wcześniej, bo jest internet, bo jest YouTube i tam inni mężczyźni też mówią o tym, przez co przeszli, kiedy chcieli założyć rodzinę.  

 Opowiadają jak im się nie udało i, że lepiej trzymaj się bracie od tego z daleka. Lepiej pij sobie waniliowe latte w Abchazji. 

- Dzisiejszy feminizm już celowo stawia mężczyznę w pozycji winnego. A każdy akt siły można nazwać presją. Każdy niepokój można nazwać słabością i tak dalej. To znaczy, wszystko można przekręcić, żeby sprawić, żeby mężczyzna poczuł się winny. Dlatego dzisiaj szlachetna idea, o którą walczyły nasze babcie zdegenerowała się i przekształciła w coś, co bardziej przypomina paradę zarozumialstwa, gdzie każdy próbuje się popisać i pokazać kto jest kim, a zdanie: „Tak, nikogo nie potrzebuję, dobrze mi samej” jest wypowiadane z dumą. 

 Ale w większości przypadków jest to reakcja obronna. Za nią kryje się niezaspokojona, niespełniona potrzeba bliskości. I tak kobiety świadomie rozwijają te ciernie. I nie tylko wobec obcych, ale także wobec bliskich, na przykład chłopaków, z którymi są w długoletnim związku, czy mężów, i również zaczynają uprzykrzać im życie. 

  A w tym momencie mężczyzna myśli o czymś zupełnie innym. Myśli: „Staram się jak mogę od kilku lat. Czemu nikt tego nie zauważył?”. I właśnie tu pojawia się najniebezpieczniejsza myśl. Nie gniew, nie chęć odejścia, ale zwątpienie.  Ono jest bardzo ciche, prawie niezauważalne: "A może problem nie leży we mnie? " 

 A potem mężczyźni zaczynają rozmawiać na te tematy z innymi mężczyznami i widzą, że ci odnoszący większe sukcesy, ci bardziej troskliwi, bardziej bogaci mężczyźni mają dokładnie takie same doświadczenia. I nagle wszyscy zaczynają rozumieć, że problem wcale nie leży w nich.  

 I chciałbym przypomnieć tej wspaniałej blogerce bardzo częste pytanie, które mężczyźni zadają kobietom: "Co ja będę miał w zamian za spełnienie tych wszystkich twoich wymagań? Tak naprawdę ty żądasz o wiele więcej niż jest potrzebne dla miłości, seksu, dobrych relacji rodzinnych?"

 Ja jestem tylko teoretycznie ciekaw, może naprawdę jest jakaś super-mega-nagroda, o której nie wiem? - ale tam żadnej nagrody nie ma. A kobieta broni się standardowymi frazesami: „Fuj, nie jesteś prawdziwym mężczyzną. Boisz się odpowiedzialności. Nie jesteś jeszcze na moim poziomie. Miałam o tobie lepsze zdanie. Chyba sobie pójdę".  No cóż, skoro idziesz, to idź, będzie mniej problemów. 

  Ta idea szacunku do siebie za wszelką cenę przeradza się w kult własnego "ja": Ja nie muszę, nie mam takiego obowiązku, wybieram siebie, skoro on nie spełnia tego i tamtego to po co on mi taki? 

 Aby zbudować normalny związek, musisz przede wszystkim stawiać innych ponad własną wygodę. Czasami trzeba ustąpić, czasem trzeba przeprosić, przyznać się do błędów, bez względu na to, jak trudne to jest, a czasem trzeba podziękować.  

 Ale dzisiejszy kult kobiecego zarozumialstwa uczy czegoś przeciwnego i ostatecznie kobieta zostaje sama: dumna, niezależna, ale pozbawiona miłości, samotna i nieszczęśliwa.

 "Jeśli po tylu latach prób i moich usilnych starań wciąż nie staję się szczęśliwszy, to może to nie jest tak, że nie staram się wystarczająco mocno?" I to pytanie zmienia wszystko, ponieważ po nim mężczyzna przestaje starać się o miłość. Zaczyna analizować swoje życie i czasami dochodzi do wniosku, który jeszcze 10 lat temu wydawałby się niemożliwy.  

 On nagle zauważa, że ​​najspokojniejsze okresy w jego życiu nie były w związkach. Spał lepiej, był mniej nerwowy, miał więcej czasu na przyjaciół, pracę, sport, hobby. Nie bał się powiedzieć czegoś niewłaściwego, nie martwił się, że ponownie kogoś rozczaruje. 

  A najbardziej nieprzyjemnym odkryciem jest to, że jest mu lżej. Nie czuje się weselszy, nie szczęśliwszy, ale właśnie jest mu lżej.

    No cóż, panowie, powiedzcie prawdę, po tym, jak postanowiliście żyć solo i daliście się z tego wyciągnąć, zdaliście sobie sprawę, że czujecie się o wiele lepiej. To jest uzależniające. 

- Kolejną zdradliwą substytucją feminizmu jest to, że wziął ideę równych praw i przekształcił ją w ideę identyczności. Ale równe prawa nie mogą zlikwidować różnych natur mężczyzn i kobiet. I to nie oznacza, że ​​kobiety są gorsze od mężczyzn. One są po prostu inne z natury. 

 Tak po prostu wyszło. Dowiedziono już naukowo, że mamy różne psychiki, mamy różne mózgi. I dlaczego w pewnym momencie zdecydowałyśmy, że jeśli uznamy tę odmienność, to automatycznie upokorzymy wszystkie kobiety? Chociaż moim zdaniem, tak naprawdę, upokorzenie kobiet zaczęło się, gdy zostały zmuszone do udowodnienia swojej wartości poprzez podobieństwo do mężczyzn, a nie poprzez różnice. 

I ja nie twierdzę, że kobiety czegoś nie potrafią. Z pewnością potrafią. Kwestia nie dotyczy zdolności. Kwestia dotyczy tego, ile my, kobiety, musimy za to zapłacić. A ścieżka, którą wybierają współczesne kobiety, ze względu na swoją orientację na mężczyzn i na męską naturę, nie jest środowiskiem, w którym kobieta rozkwitnie.

   Najprawdopodobniej nie jest to środowisko, w którym po prostu poczuje się dobrze. Przecież nasza największa siła tkwi w naszej żeńskości - w tym, że jesteśmy kobietami, ale zdradliwie zapominamy, że ta żeńskość nie jest czymś danym na zawsze, lecz zasobem, który można zużyć. 

--------------- 

  Być może więc głównym pytaniem dzisiaj nie jest, "dlaczego mężczyźni już nie chcą związków?" ale raczej: "Co zrobiliśmy zbiorowo źle, skoro dla coraz większej liczby mężczyzn samotność stała się bardziej atrakcyjna niż miłość?"

   I wiecie, myślę, że to już nie jest problem mężczyzn ani kobiet. To problem naszych czasów. 

 - To prawda, że istnieje wiele rozwiązań na wyjście z sytuacji kiedy mężczyźni i kobiety jakoś nie potrafią znaleźć wspólnego języka, nie potrafią założyć rodziny, nie potrafią rozwijać swoich relacji.

   Tak samo jest z życiem w pojedynkę - można się do tego przyzwyczaić. Na poziomie osobistym, ludzie potrafią poradzić sobie z absolutnie każdym problemem.  

Jednak problemy, które dotknęły nas teraz w tym kontekście, są globalne i niestety nie mamy na nie wpływu. Nasi posłowie z pewnością się starają, ale nie udaje im się to, ponieważ tłumią pewne przejawy - że tak powiem, leczą objawy, ale nie samą chorobę tego społeczeństwa. Oni głoszą tradycyjne wartości, nie mając ku temu żadnych podstaw.  

Nie pokazałem tych dwóch filmów w całości. Ten film jest już i tak za długi. Jeśli chcesz obejrzeć je od początku do końca i każdą z naszych miłych blogerek osobno, to linki będą w opisie tego filmu. Polub, skomentuj, zasubskrybuj kanał.Do zobaczenia.

 WERSJA POLSKA: https://www.youtube.com/watch?v=hs_WwlHR6Ds

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"OSTRZEŻENIE: wszystkie anonimowe komentarze bez jakiegokolwiek nicka/charakterystycznego znaku/ podpisu będą usuwane".
UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.
4. Wbudowana wyszukiwarka blogowa jest trochę niedokładna i omija pewne treści pomimo występujących w nim szukanych słów. Innym rozwiązaniem jest wpisanie w google, czy bezpośrednio w pasku przeglądarki frazy: site:michalxl600.blogspot.com szukanywyraz Wynikami będą wszystkie artykuły zawierające słowo "szukanywyraz" na tymże blogu.