środa, 3 stycznia 2018

Wszystkie nieszczęścia kobiet mają swoje źródło w inteligencji....i niedostatku mądrości. Olga Waliajewa.

 Coś mi się zdaje, że niniejsza treść jest "perłą w koronie" naszego zbiorku "abecadło". Olga Waliajewa najwyraźniej dojrzewa i od czasu gdy kilka lat temu pierwszy raz o niej wspomniałem Waliajewowie (przypominam, że są filmy potwierdzające, że mąż bierze udział w pracy jakiej się oboje podjęli - przypominam sobie pierwsze reakcje polskich czytelniczek gdzie padały nawet supozycje, że cały tekst pisał mężczyzna a taka kobieta w ogóle nie istnieje :))) 
...od czasu gdy pierwszy raz o nich wspomniałem (a wyszli ze swoją działalnością w sferę publiczną kilka lat temu) przesłanie to nabiera precyzji. 
  Ja w tekście poniżej widzę jako żywo scenariusze z wielu domów wokół - łącznie z moim rodzinnym. To co poniżej powinna przeczytać i przyjąć moja mama. Podczas ostatniej pełni księżyca (Wilczej -jak poinformowała linkiem "I") miały miejsce w tej naszej relacji z mamą kolejne "świąteczne burze". Jeszcze wczoraj uczyniłem krótki i treściwy wykład sprowokowany pewną sytuacją. Przyznać muszę, że i tak mama czyni postępy bo dawniej w odpowiedzi było by tylko jedno wielkie "zaparcie się" lub nawet olbrzymi foch z przytupem, demonstrowanie urażonej itp. cyrk. Zamyśliła się i wczoraj odjechała do siebie - ufam, że zdarzenia tej pełni księżyca (sama je sprowokowała co jasno jej wyjaśniłem) dadzą jej do myślenia. 
     Zapraszam do lektury:

źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/vse-bedy-zhenshhin-ot-uma-i-nedostatka-mudrosti/

Po niedawnej żartobliwej rozmowie z mężem pomyślałam o kobiecie i stopnia jej inteligencji. Ile jej powinno być, jak powinna być wyrażany ten współczynnik. 

"Zgodzisz się ze mną " powiedział mój mąż, "...że, kiedy włączasz w  sobie to bycie głuptasem to jest to dobre dla wszystkich. Sama też zyskujesz więcej bonusów w postaci upominków i ozdób. I ja czuję się dobrze. A kiedy zaczynasz pokazywać swoją inteligencję i gdy zaczynasz "mędrkować"- zwykle wynikiem jest brak tych bonusów a także brak jest pokoju w rodzinie ".

 No i zadumałam się. No bo wiecie, jestem jedną z tych kobiet, które uważają, że "ilość rozumów" jest ich główną zaletą. Lubiłam być najmądrzejszą w szkole biorąc udział w olimpiadach, chwaląc się moją wiedzą. Lubiłam demonstrować moje "inteligentne" wypracowania i chwalić się swoją erudycją. I kiedyś dawniej na pytanie - co jest lepsze - być inteligentną czy być piękną? - odpowiedziałbym bez wahania, że lepiej być inteligentną, że to o wiele lepiej i bardziej korzystne.

Inteligentna kobieta może zawsze sama zapewnić sobie dobrobyt, może kupić sobie, co chce. Nie zgubi się w trudnej sytuacji, zawsze znajdzie wyjście. Na świecie więcej cytowanych jest tych inteligentnych, a wszystkie blondynki zawsze są po prostu wyśmiewane. Aby osiągnąć sukces, musisz być inteligentną. 

W ciągu ostatnich kilku lat odpowiadam już na to pytanie inaczej - że lepiej być piękną. Jeszcze lepiej, być Kobietą. A to dlatego, że to słowo zawiera już zarówno piękno, czar, urok ... i mądrość ...

 Chcę być intelektualistką. 

Niestety, takich jak ja jest bardzo dużo. Patrzę na kobiety i widzę, że wiele z nich "żyje głową". Dla wielu jest to nawykowe i poprawne. Nikt nie chce "żyć sercem", otwierać serce i dawać miłość. Każdy chce zarządzać, kontrolować, posiadać. Każdy chce iść męską drogą, porzucić emocje, słabość, zależność. 

Pamiętam Irinę Szewcową mówiącą podczas spotkania na warsztatach: "Kiedy zdałam sobie sprawę, że nie będę piękna, jak moja matka, postanowiłam stać się mądrą". I wiele z nas podjęło tę decyzję w dzieciństwie. Być inteligentną aby podobać się mamie i tacie, aby wyróżniać się wśród braci i sióstr. I tak dalej. 

W nowoczesnym społeczeństwie bycie inteligentną jest prestiżowe. Dyplomy, laury, konkursy, quizy. Kobieta, która ma inteligentny umysł jest skazana na sukces w swojej karierze. Jedynym problemem jest tylko to, że tym samym umysłem będzie niszczyć swoją rodzinę.

    -
Ona będzie udowadniać
mężowi swoją rację
   
-Będzie czynić wykłady swoim dzieciom
   
-Wtrąci swoje "inteligentne" słowo w każdą rozmowę
    -
Zawsze wie, jak coś wykonać prawidłowo i mówi o tym wszystkim wokół.
    -Zamęcza swoimi radami
córkę lub zięcia

    -Będzie spierać się ze swoją teściową lub swoimi rodzicami

Stać się intelektualistką nie jest trudno - zwłaszcza kobiecie. Wystarczy tylko:

  - 
Dobrze i pilnie uczyć się w szkole - co jest łatwiejsze dla dziewcząt z powodu większej naturalnej wytrwałości (i lepszej pamięci bo ściślej połączonej z emocjami- przyp. michalxl600)
 -  
Ukończyć jedną, dwie, trzy wyższe szkoły (to też nie jest takie trudne - jest to możliwe dzięki "wkuwaniu" wszystkiego na pamięć)
  - 
Przeczytać górę książek na temat psychologii (wszak aby wiedzieć "co należy" niekoniecznie trzeba tak żyć, czyż nie?)
  - 
Wziąć udział (przynajmniej wirtualnie) w testowaniu inteligencji - nauczyć się rozwiązywać krzyżówki, udzielać podpowiedzi ekspertom "Co? Gdzie? Kiedy? "Ze swojej sofy przy telewizorze.
   - 
Wziąć udział w różnych szkoleniach, wykładach, kursach. I nie musisz tego wszystkiego stosować w praktyce - po prostu przepuść to przez filtr: "to już to wiem, a to są nowe informacje".

 Być może dawniej nie na darmo uczono dziewczęta tylko nauk żeńskich - sztuki komunikowania się z mężami, wychowywania dzieci, robótek ręcznych i rozmaitych umiejętności? Wszystko po to aby dziewczynka od najmłodszych lat była na drodze serca, a nie na drodze umysłu ...Taka koncepcja wygląda nieźle: masz wiedzieć jak prawidłowo mieć rację. Ale nikt nie lubi słuchać "kazań" na swój temat, nie mieć racji, tolerować czyichś pouczeń i być niemal na poziomie nowicjusza. Więc ludzie obok takiej kobiety będą nieszczęśliwi - ona sama także. 

 W tym momencie pomyślicie sobie, że jestem zwolennikiem ignorancji i głupoty. I to jest znowu gra umysłu, który uważa, że zawsze są tylko dwie opcje:

    *
albo piękna, albo inteligentna
   
*albo inteligentna albo głupia
   
*
albo dobra albo bogata
   
*
albo odnosząca sukcesy, albo kobieca
   
*
albo czarne albo białe

 Ale tak nie jest! Istnieje na świecie wiele wariantów, wiele odcieni szarości, wiele kombinacji niekompatybilnych rzeczy. I mówiąc Wam, że wszystkie kobiece nieszczęścia pochodzą z umysłu, widzę trzecią alternatywę. Mądrość. 

Wybieram mądrość.

 Pamiętam, jak kiedyś udowadniałam wszystkim, że miałam rację. Zachowywałam się tak w stosunku do męża, matki, przyjaciół. Szczególną przyjemnością jest pokazać i wykazać mężowi, że się myli. Moje ego rosło w niesamowitym tempie - w końcu jestem najmądrzejsza. I zawsze mam rację. 

Ale jak już wiecie, nie doprowadziło to do niczego dobrego. Byliśmy na krawędzi rozwodu, ale nawet wtedy nie zrozumiałam, że to była cena za moją inteligencję -że właśnie to moje czepianie się i korygowanie, moje pragnienie argumentowania i spierania się, pragnienie udowadniania i "leczenia" mojego męża - że to ono niszczy nasz związek. 

Z pianą na ustach udowadniałam wielu znajomym, że muszą się zmienić, przynosiłam im inteligentne książki, zapraszałam ich na rozmaite spotkania warsztatowe - na te same na których mnie uczyli aby akceptować innych takimi, jakimi są. 

Mój mąż nawet czasami wstydził się mojego sposobu komunikowania się z przyjaciółmi - tych moich prób "wyleczenia" wszystkich wokół i udowodnienia im, że ​​żyją nieprawidłowo.

 Nie można ufać osobie, która ma zawsze rację -wszak jej racja jest ważniejsza od ciebie. A jeśli inteligentna kobieta będzie musiała poniżyć mężczyznę dla udowodnienia swojej racji - ona to uczyni. 

Nie można zrelaksować się o boku inteligentnej kobiety - ona wytknie każdy błąd jakiego dokonasz - nawet jeśli błąd jest nieistotny. A więc zawsze trzeba się starać - musisz być czujny aby być "na szczycie" -aby nie zostać poniżonym.

 Ale przecież mężczyzna jest wystarczająco mocno napięty w zewnętrznym świecie. Pracuje, zarabia pieniądze, rozwiązuje wiele zadań i nie może żyć na stałe w tym stanie. Wracając do domu chce się zrelaksować. Jeśli żona nie pozwala mu na to swoją "inteligencją" to istnieje kilka opcji:

   
-Alkohol, który tumani głowę i daje ci odpocząć, nawet jeśli ona "mądruje" tuż obok ciebie.
   
-Komputer - gry i Internet, jako możliwość wejścia w inną rzeczywistość
    -
Brak pracy - wtedy możesz się zrelaksować i rozluźnić w czasie gdy ona jest w pracy. A kiedy ona wraca to masz siły by zebrać się w sobie i być gotowym na mnóstwo wymówek i oskarżeń.
    -
Inna kobieta, obok której on może się odprężyć, być sobą i nie dostać "noża w plecy". 


Tak więc ja na przykład zauważyłam, że mój mąż zaczął relaksować się w Internecie. Innym znów razem przy puszce piwa. Ale nie od razu zdałam sobie sprawę, że to ja sama wysyłam go do innej rzeczywistości tym swoim pragnieniem aby we wszystkim mieć rację i we wszystkim być najmądrzejszą. 

 Dawniej zawsze "bycie głuptasem" oznaczało dla mnie największą zniewagę. Już lepiej niech mnie nazwą brzydulą lub złośnicą - byle tylko nie głupią. Nigdy i za nic w świecie. No bo czy można nazwać mnie głupią? Przecież mam szkolne świadectwo z wyróżnieniem, tak samo z wyróżnieniem ukończyłam studia matematyczne. Przeczytałam wiele książek, zaliczyłam masę szkoleń i kursów, wygrałam wiele olimpiad wiedzy. Zawsze wiem, jak to czy tamto wykonać dobrze. Zawsze mam rację. I tak dalej....

Ale teraz już rozumiem, że staranie się być inteligentną i staranie się zawsze mieć rację było największą głupotą w moim życiu. Tylko i wyłącznie z powodu mojego "udowadniania racji" w moim życiu zniszczonych zostało wiele relacji. Moja pierwsza miłość powiedział mi kiedyś: "Jesteś cudowna ale trochę zbyt inteligentna. To jest nie do zniesienia".

 Mój mąż okresowo koncentruje swoją uwagę na tym, że moje pragnienie dokazania swojej racji pozbawia go jakiejkolwiek chęci dbania o mnie. 

I co z tym uczynić? Wykonać sobie lobotomię? Nadal być taką przemądrzałą? A może nauczyć się być mądrą? Wybrałam tę ostatnią opcję.

 Uczę się nie kłócić z moim mężem, uczę się prosić o jego pomoc i wsparcie. Uczę się relaksować w stresującej sytuacji i nie biegam jak chomik w kołowrotku.  

Uczę się inaczej komunikować. Nie udzielam porad gdy nie jestem pytana. I nawet jeśli mi zadają pytania ale widzę, że człowiek nie jest gotowy, aby usłyszeć moją odpowiedź to nie daję porady. Uczę się słuchać i słyszeć innych, szukać słuszności ich pozycji, uczę się rozumieć.

 Uczę się inaczej patrzeć na swoje dzieci - nie jak na kolejną okazję aby być z siebie dumną - nie patrzeć na nie jak na półprodukt z którego musisz coś zrobić. Uczę się postrzegać je jako niezależne osobowości, które już mają swoje preferencje i skłonności ku czemuś. 

Uczę się budować relacje z moimi rodzicami i rodzicami męża, z moimi krewnymi, z moimi znajomymi. 

I już na samym początku tej podróży dostrzegam zalety takiego podejścia. Warto włączyć w sobie tego "głuptasa" i poprosić o pomoc - mój mąż natychmiast czyni to, o co go poproszę. Naprawi, wyremontuje, rozwiąże problem. Jeśli przyjdę do niego z żądaniem i będę kontrolować to najprawdopodobniej będę musiała wykonać wszystko sama.

 Zaczął mnie częściej uszczęśliwiać i rozpieszczać za pomocą prezentów, sukienek, ozdób. I nie potrzebuję się "upokarzać", "przymilać", być obłudną czy dwulicową. Wystarczy tylko poprosić i zazwyczaj wystarcza jeden raz a czasami nie muszę nawet prosić - wystarczy, że po prostu na coś popatrzę. 

Bycie inteligentną jest fajne ale lepiej być mądrą.

Czym różni się mądrość od inteligencji?

 ✔ Inteligentna kobieta, odkrywszy błąd swojego męża podetknie mu go pod nos. Przypomni również, że ostrzegała go przed tym.Mądra kobieta będzie wspierać, zachęcać, czasami udawać, że niczego nie zauważyła.
 ✔ Inteligentna kobieta w sytuacji kryzysowej przejmie stery i nauczy męża, jak dobrze żyć. Mądra kobieta bardzo subtelnie wskaże mu kierunek i wesprze w intencji, dotarcia do tego celu. 
 ✔ Inteligentna kobieta nauczy matematyki dzieci, bez względu na wszystko. Mądra - zobaczy w każdym z nich osobowość.
 ✔ Inteligentna kobieta w pracy będzie starała się być lepsza od innych i nie popełniać błędów a jednak większość kolegów będzie traktować ją bardzo ostrożnie. Mądra kobieta stworzy w zespole atmosferę miłości i ciepła. 
✔ Inteligentna kobieta interweniuje w życie swoich dorosłych dzieci, udziela im nieproszonych rad i rekomendacji, mówi im, jak prawidłowo wychowywać dzieci. Mądra kobieta pozwoli dziecku zdobyć doświadczenie życiowe i wsparcie w każdej sytuacji. 
✔ Inteligentna kobieta zmaga się z wpływami swojej teściowej, broni swojej niezależności przed rodzicami i kłóci się z nimi z powodu swoich porad. Mądra kobieta nauczy się uśmiechać, słuchać w ciszy, zgadzać się a potem czyni to po swojemu. Z miłością.
 ✔ Inteligentna kobieta chce zmienić cały świat, przerobić wszystkich wokół.Mądra kobieta zacznie się zmieniać. I akceptuj innych takimi, jacy są.
 ✔ Inteligentna kobieta myśli, że ten, kto ma rację, jest szczęśliwy.Mądra kobieta wie, że ten, kto jest szczęśliwy, ma rację.

 Jaka jest główna wartość inteligentnej kobiety? Jej słuszność i umysł. Co jest najważniejsze dla mądrej kobiety? Relacje w rodzinie, w zespole, na świecie. Oto i cała różnica - chociaż nie....... istnieje jeszcze różnica w rezultatach. 

Inteligentna kobieta, w odpowiedzi na jej zarzuty, otrzyma tylko naganę i niezadowolenie.Mądra kobieta natomiast otrzyma kolejne miłe słowo lub bukiet kwiatów..... Albo nową sukienkę.

 Mężczyzna chce być u boku mądrej kobiety. On chce być zaakceptowanym takim, jaki jest, chce być wspierany, chce by go proszono o pomoc. Żaden nie chce być mężem "inteligentnej".

 I wiecie, jeśli Bóg kiedykolwiek nagrodzi nas córką to postaram się wyjaśnić jej tę różnicę aby od najmłodszych lat nie było podmiany pojęć i żeby wiedziała, że ​​głównym kapitałem kobiety nie jest jej umysł ani wykształcenie lecz jej kobiecość, "ilość" Miłości i mądrość. 

P.S. krótka przypowieść ...

 Młoda, ładna dziewczyna przychodzi do cerkwi, podchodzi do popa. Nie ma makijażu, biżuterii, niczego - nawet ubranie ma konserwatywne i bardzo proste. Spuszczając głowę zadaje pytanie: „Ojczulku, jak pojmujesz koncepcję arcykapłana Teofana o unii socjalnej i patriarchalnej duszy ludzkiej z Bogiem, na podstawie przekonań religijnych wyrażonych dla rosyjskiej diecezji prawosławnej  w Paryżu?” 
 Ojczulek jej na to: "Za mąż! Natychmiast za mąż!"

Autor: Olga Waliajewa

 

wtorek, 2 stycznia 2018

Sztuka bycia żoną - Olga Waliajewa.

  źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/iskusstvo-byt-zhenoj/

 W Indiach miałam niezwykłe spotkanie. Poszłam na masaż i rozmawiałam z dziewczyną - o dzieciach, o rodzinie. Dziwnym zbiegiem okoliczności spotkałyśmy się dopiero za godzinę. Zapytałam ją o imię, a ona odpowiedziała: "Beavi."

Zapytałam ją, co znaczy jej imię, a ona z dumą powiedziała mi, że tłumaczy się je jako "żona". Żartowałyśmy, że rodzice z góry określili najważniejszą sferę jej życia.


I uderzyło mnie nastawienie wschodnich kobiet do roli żony."U nas uważa się że najważniejszym zadaniem jest nie tylko
samo wyjście za mąż, ale stanie się prawdziwą żoną - dobrą żoną, z której mąż może być dumny. Rodzice modlą się, aby ich córka nigdy nie pracowała i aby nigdy niczego córce nie brakło gdy będzie "za mężem" - za ochroną jego pleców.  To bardzo honorowe być żoną i matką ".

I przypomnialam sobie rozmowy z naszymi kobietami, które bardzo boją się, że ich córka stanie się zwykłą gospodynią domową, zwykłą żoną i matką. Wydaje się, że jest to wieczne mycie, czyszczenie, stanie przy kuchni i dziecięce smarki z nosa. Że nikt nigdy cię nie będzie szanować, mąż niczego nie da z siebie a życie będzie jedną wielka przegraną.


 W Indiach jest to marzenie dla kobiety i jej rodziców. W Rosji to koszmar, który nie powinien stać się rzeczywistością.

Rozmawialiśmy z nią o tym, czym naprawdę zajmuje się matka i żona - i okazało się, że myślimy podobnie pomimo faktu, że ona jest muzułmanką, która mieszka w Indiach, a ja jestem dziewczyną z drugiego końca świata. 

U nas - powiedziała Beavi - mama ma obowiązek otaczać dzieci opieką do 5 lat. Aby mogły iść do szkoły i nie bać się niczego. W wieku 5 lat dzieci chodzą do przedszkola, a mając 6 do szkoły. Jeśli mama pójdzie do pracy to jej dziecko będzie bardzo cierpieć w przyszłości. Jeśliby nie nacieszyło się mamą do 5 roku życia to nigdy nie byłoby całkowicie szczęśliwe. Pracuję tylko 5 godzin dziennie i tylko dlatego, że moje dzieci mają już 8 i 12 lat.

Zgodziłam się z nią, że wczesna socjalizacja za pomocą przedszkoli więcej szkodzi niż pomaga dziecku - teraz już mówią o tym i wiele piszą.


"Mąż ceni sobie żonę, która zostaje w domu. - kontynuowała - Ponieważ czuje, że ona mu ufa. Jest zawsze dobrze w domu z taką żoną. I za to zawsze otrzymuję nagrodę "- tutaj roześmiała się i wskazała na sari i kolczyki."

-U nas uważa się, że gospodynie domowe to nudne osoby.  Głupie i ograniczone - odpowiedziałam.

Trzeba było widzieć te oczy Beavi: "Jakim sposobem kobieta może być uważana za ograniczoną skoro opanowała tak wiele profesji jednocześnie! Stanie się znacznie bardziej ograniczona, jeśli będzie rozwijać się jako specjalista, a nie jako żona " I tu ja zadumałam się jeszcze bardziej. W końcu prawdą jest, że bycie żoną to nie jest tylko władanie jedną umiejętnością. To kompleks umiejętności i możliwości. Dobra żona jest jednocześnie także doskonałym specjalistą w różnych dziedzinach. Osądźcie sami:

   
*Menedżer życia domowego.
    
Określanie obowiązków członków rodziny, delegowanie, znajdowanie pomocników, gdzie nie możesz poradzić sobie sama (nie trzeba wykonywać wszystkiego samemu - ważne jest, aby upewnić się, że wszystkie zadania zostaną wykonane na czas i tak jak należy). To nie takie proste - trzymać tak wiele w głowie i ufać innym ludziom aby wykonywali zadania bez kontrolowania czy przeszkadzania im sprawdzaniem. Zazwyczaj ludzie uczą się tego na uczelniach biznesowo- administracyjnych lub w życiu zwykłej żony.

    *Mistrzostwo kulinarne.

    
Bez tego nie da się stworzyć atmosfery ciepła w domu. Kiedy mąż jest głodny to najczęściej jest zły. Kiedy jedzenie jest monotonne -on nie jest szczęśliwy. Kiedy jedzenie jest niesmaczne to będzie się złościł. I co w takim wypadku czynić? Po prostu uczyć się nowych przepisów, wkładać miłość w potrawy, brać pod uwagę zwyczaje męża. To coś więcej niż pierwszorzędny szef kuchni.

   
*Dyrektor generalny.
    
Każda kobieta kontroluje własne gospodarstwo  jak tylko może. I zawsze musi pamiętać czego brakuje w domu. Papier toaletowy, czyste ręczniki, ulubione owoce dla dzieci, świeże koszule dla męża. Ponadto często trzeba układać budżet rodzinny, robiąc zakupy w sklepach. Obliczyć ilość pieniędzy, zastanowić się w jaki sposób mądrze je wydać, gdzie zaoszczędzić. Głupia i ograniczona kobieta nie poradzi sobie
z tym.

   
*Wychowawczyni.
    
Nawet jeśli dziecko jest tylko jedno i nie ma z nim zbyt wielkiego kłopotu to musi się ono nauczyć zasad zachowania, trzeba mu ułożyć reżim dnia i odżywiania, pomóc mu zrozumieć siebie i znaleźć swoje mocne strony. A jeśli jest kilkoro dzieci to konieczne jest uwzględnienie wielu zmiennych naraz - różne charaktery, różne tryby życia, różne gusta, temperamenty, wartości ... Aby przy tym dzieci czuły, że są kochane. Nie zawsze radzimy sobie z tym na ocenę wzorową, ale nawet uzyskanie z tego przedmiotu oceny "dobrej" sporo kosztuje.

   
*Nauczycielka.
    
Po osiągnięciu 5 lat dzieci nie mogą być dłużej wyłącznie pielęgnowane. One już muszą być nauczane  - przede wszystkim własnym przykładem. Trzeba im wyjaśniać prawa życia, wyjaśniać jak budować relacje, jak odnosić się do siebie i innych ... Wszystko, co teoretycznie powinno być nauczane w szkole. Koniec końców to rodzice są odpowiedzialni za edukację dziecka - szkoła jest tylko pośrednikiem. A od faktu czy kobieta potrafi uczyć (bez narzucania siłą lub pouczania) na wiele sposobów zależy jak łatwo dziecku będzie się żyło.

    *
Projektant wnętrz i specjalista Vastu w jednej osobie.

 To kobieta wybiera meble i tapety. To ona tworzy komfort za pomocą małych drobiazgów. I to ona wypełnia przestrzeń miłością w taki sposób aby miło było tam przebywać. Czy to jest twórcze zadanie? Jeszcze jak!

   
*Stylistka. 

 Nie jest tajemnicą, że 90% mężów jest ubieranych przez żony. To one wybierają spodnie, koszule, krawaty. Jeśli już ich nie kupują to przynajmniej dają rekomendację. Kobiety ubierają dzieci - dopóki dzieci na to pozwalają. I oczywiście przy tym ona sama musi być piękna i "zmieścić się" w przydzielonym budżecie. Poradzić sobie mądrze z tym zadaniem potrafi nie każda kobieta!

   
*Praczka. Nie wystarczy wyprać rzeczy. Trzeba je wyprać tak aby niczego nie zepsuć - to jest spora sztuka! Białe z białym, kolorowe z kolorowym, bawełna z bawełną, jedwab z jedwabiem, wełna z wełną, osobna rzecz to pranie ręczne ... Aby uniknąć sfilcowania, aby nie wyliniało, aby nie straciło formy ... wyprasować tak aby nie spalić. Wykonać odpowiednie kanty na spodniach i mankietach na koszulkach ...


  *Sprzątaczka
    
Nie jest to przyjemne zajęcie ale żona, która wie, jak utrzymać porządek w domu, a jednocześnie pozostać w swoim umyśle  radosną - to brylant. W tym celu wymyślono takie systemy jak "fly lady" - ale opanowanie takiej nauki jest często trudniejsze niż poznanie całej geometrii.

   
*Psycholog.
    
Któż inny uspokoi męża w trudnych momentach życia? Kto udzieli mu niezbędnej porady lub po prostu przemilczy w takim czasie? Kto pomoże dzieciom, kiedy przeżywają pierwszą miłość? Z kim mąż pójdzie porozmawiać "od serca" czy żona go nie słucha a on chce z kimś porozmawiać?

    *
Ślicznotka.
   
Umiejętność dbania o swoje ciało - przygotowanie masek, peelingi, kąpiele. Utrzymywanie w dobrym stanie włosów, paznokci, zębów ... Utrzymywanie skóry rąk, nóg i twarzy w doskonałym stanie - to już jest zadanie dla kosmetologa. Lub dla zwykłej kobiety, która chce dobrze wyglądać.

   
*Lekarz.
    
Boli mnie gardło, smarki, grypa, zaziębienie, ból pleców, głowa, uszy, nogi ... Każdego dnia coś może się przydarzyć naszemu ciału. Dobra żona zawsze przygotuje odpowiednie ziółko, - zaparzy herbatę z miodem lub malinami, wymyśli jak zbić temperaturę. Doskonała żona może robić te same rzeczy bez pigułek i szkodliwych chemikaliów - władając reiki, studiując zioła i ucząc się trochę o homeopatii.

    *
Ministerstwo Sytuacji Nadzwyczajnych.
    
Każda żona i matka to mini-MSN. Podarły się spodnie! Umowa się rozdarła! Przycisk odpadł! Podbite oko! Zgubiłem portfel! Piec się popsuł! Kot uciekł! Chomik umarł! Mama i żona powinny rozwiązać każdy problem. Znajdź kogoś, kto naprawi kran lub drzwi lub znajdź kogoś komu można powierzyć to poszukiwanie. Lub sama weź nić i igłę i przyceruj łatkę.

   
* Szwaczka lub mistrzyni rękodzieła.
    
Teraz, oczywiście, możesz kupić dowolny garnitur na Nowy Rok. A w moim  dzieciństwie moja mama co roku wymyślała - jak wykonać strój lisiczki? A jak wyciąć strzelawkę z papieru? A jaki strój dla księżniczki? Jak przeszyć córce sukienkę? Jak ją w taki sposób skroić aby była piękna? I zawsze jest to bardziej interesujące niż po prostu pójście do sklepu i zakupienie czegoś gotowego. Żony i matki posiadające złote ręce - same w sobie są na wagę złota.

   
*Kierownik kulturalno -oświatowy.
    
Jeśli nikt nie pomyśli o rodzinnym wypoczynku - życie będzie nudne. Praca- dom-TV. Jeśli nikt nie zatroszczy się o urlop to rodzina będzie leżeć na plaży przez dwa tygodnie i przywiezie dużo dodatkowych kilogramów. Uroczystości rodzinne będą monotonne i rutynowe. Ale jeśli w domu jest żona, która potrafi wymyślać niespodzianki, planować ciekawe trasy i święta, wybrać oryginalne prezenty to na pewno nie będzie nudno.

    *
Bajarz i śpiewaczka.
    
Czy pamiętasz historie, które
ci opowiadała mama? A piosenki, które śpiewała? Często są to najbardziej intymne wspomnienia z naszego życia. Nie pozbawiajcie tej rozkoszy ani dzieci, ani męża ...

   
*Masażystka.
    
ukochanemu mężowi, dzieciom przed snem, kochanej sobie samej wetrzeć ciepłego oleju ...  jaka to wielka umiejętność!

   
*Sędzia pokoju.
    
W domu dochodzi do konfliktów -  zazwyczaj je rozwiązuje
żona i matka. Rozsądza po żeńsku, aby wszyscy byli zadowoleni z decyzji sędziego. Tutaj prawdopodobnie nie chodzi o to, kto jest winien ale o to jak możemy w danej chwili rozwiązać ten problem i natychmiast go załagodzić.

*Prawa ręka męża.
    
Prawdziwa żona zawsze interesuje się sprawami męża i z miłości do niego zaczyna przenikać trochę sprawy jakimi się on zajmuje. Wszystko to aby mogła porozmawiać z nim również na temat interesów czy innych działań, wspomóc radą. Intuicja wiernej żony często pomaga mężczyźnie oszczędzić zarówno nerwy jak i czas o ile potrafi ona
w żeński sposób służyć mu radą.

    *
Sekretarz.
   
Żona i matka prawie zawsze wiedzą, gdzie i kogo znaleźć. Gdzie oddzwonić do męża, gdzie się bawi dziecko. Wie, jak zbierać wiadomości dla wszystkich, którzy nie są teraz w domu ale jednocześnie tak by nikomu to nie przeszkadzało.

   
*Grupa wsparcia dla męża.
    
Pamiętasz zespoły cheerleaderek w amerykańskich filmach? Prawdziwa żona to często taki zespół w jednej osobie, która zawsze się cieszy z jego zwycięstw. Ona cieszy się niezwykle a także zawsze wraz z nim przeżywa jego przegrane, zachęcając i motywując do pójścia dalej.

   
*Aktorka.
    
Och, tak! W odpowiednim momencie odegrać urazę, a w innym  pokazać radość. Otwarcie wyrażaj swoje uczucia, czasami w przerysowanej formie - jak mała dziewczynka. Wtedy jest to bezpieczne dla wszystkich i bardzo podoba się mężom (o ile nie manipulujesz i nie przesadzasz).

   
*Profesjonalista w relacjach rodzinnych.
   
Znawca
rodzinnej psychologii wieku -znawca osobliwości psychiki mężczyzny i kobiety. A to po to aby wiedzieć, jak prosić, kiedy prosić i o co prosić. Aby zrozumieć i zaakceptować męża. To jest dopiero kolejny rodzaj sztuki! A to nie wszystkie zawody, które kobieta musi opanować, aby stać się dobrą żoną. Zmieniamy teraz tę różnorodność w jedną specjalność. Doktor, nauczyciel, inżynier, sprzedawca, menedżer. I wierzcie, że to daje nam różnorodność i wolność.

    
A jeśli wolność polega na tym, że szybko możemy przygotować prefabrykowaną żywność, oddawać roczne dzieci do żłobków, przez dwie godziny dziennie tkwić w drogowych korkach podczas gdy twój mąż ogląda telewizję, łykać tabletki chemiczne którymi jedno leczysz a inne psujesz ... Ja nie o takiej wolności marzę.

    
Wolę uczyć się codziennie nowych aspektów tej różnorodności zawodów, które pasują do trzech słów: "żona i matka". Być inżynierem jest łatwo bo jest to funkcja ograniczona konkretnymi parametrami funkcjonowania - te same działania, dające takie same wyniki. Raz do roku możesz podnosić swoje kwalifikacje - i nadal robić to samo. Dla mnie to właśnie
tutaj jest stagnacja i nuda. I to właśnie tutaj nie używamy nawet setnej części naszych możliwości.
    
A bycie żoną to sztuka! Każdego dnia odkrywaj coś nowego, ewoluuj. Dorastaj i czyń to kreatywnie - za każdym razem w nowy sposób.

    
Autor: Olga Waliajewa


sobota, 30 grudnia 2017

Wizerunek ojca lub "ojciec się nie liczy". Męskie spojrzenie na sprawę.

artykuł długi i odnoszący się do realiów rosyjskich ale znów zauważam wiele podobnych zjawisk i w naszej rzeczywistości. Wiele bajek na które powołuje się autor jest u nas nieznanych ale starsi Polacy pamiętają niektóre postaci bo bajeczki były u nas obecne za czasów ZSRR. Sam kiedyś poczyniłem podobne obserwacje - ot, na przykład "Pszczółka maja" - .....rezolutna maja śpiewa Zbigniew Wodecki (niech mu tam .... z tą Klaudią Shifer "niebo lekkie będzie" ;) . A Gucio? no jak to? Facet to przecież pierdoła. itd. Zapraszam do czytania i do wyrażania swoich opinii. Temat w linku źródłowym wywołał dyskusję (nie zawsze tak jest na tej stronie) - postaram się potem przejrzeć opinie jakie wyrazili tam czytelnicy i może coś jeszcze zreferuję.

źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/obraz-ottsa-ili-otets-ne-schitaetsya-muzhskoj-vzglyad/

 Liczba artykułów na temat samotnych matek oraz forów pod hasłem „mąż nie jest potrzebny - dajcie nam zasiłek” pokazuje, że „idea rodziny” przestaje lub już przestała być wartością dominującą , określającą życie rosyjskiego społeczeństwa i nie jest bezwarunkowa dla większości jego członków. 
Jestem pewien, że jednym z powodów tego zjawiska jest długotrwała celowa dewaluacja w świadomości społecznej obrazu ojca i wizerunku pełnej rodziny. 

 Jeśli zagłębimy się w bajki, które są jednym z pierwszych i najważniejszych źródeł wiedzy dla dzieci, dokonamy niesamowitego odkrycia: obraz ojca jest najczęściej wadliwy i ma niższy status w porównaniu ze statusem matki.To nie przypadek, to trend. W krajowych kreskówkach, nakręconych na bazie twórczość autorów różnych czasów i krajów "bez-ojcowizna" cały czas rośnie.

 Mamuciątko obudziło się po wiekach drzemki, po czym udaje się na poszukiwanie mamy ( „Może mama słyszy, może mama przyjdzie,  mama z pewnością mnie odnajdzie ...”), a znalazłszy ją nawet nie myśli o tacie. Uroczy niedźwiadek "Umka" również nie wykazuje zainteresowania tym tematem - mama jest i dobrze (chociaż niedźwiedzica pośrednio wspomina, że ​​są też jeszcze "sąsiedzi, niedźwiedzie polarne"). Czerwony Kapturek idzie od mamy do babci - a gdzie jest ojciec i dziadek? Jedyni mężczyźni to grubi i śmieszni myśliwi - pojawiają się poza kurtyną, a i to tylko po to, by ocalić przyszłego następcę płci żeńskiej. 

W bajkach:  "A mama mi wybaczy", "Rękawiczka", "W jarandze płonie ogień" itp. itd. - Gdzie tam są ojcowie? W żeńskim wszechświecie te postacie nie są szczególnie poszukiwane.

 Jeśli ojciec nie jest obecny w rodzinie lub jest, ale zajmuje zbyt mało miejsca w przestrzeni rodzinnej to dziecko łatwo znajduje sobie zastępstwo. 
Nieochrzczona dziewczynka Natasza, która mieszka z wiecznie zaganianą samotną mamą - z radością zaczyna kumać się ze złymi duchami w osobie domowego ducha Kuzi, a wraz z nim dołączają się inne "pogańskie atawizmy". 

W kreskówce o Carlsonie tato (zauważmy przy okazji: śpiący oddzielnie - on nie śpi z mamą) jest stale zajęty, a jego głównym zadaniem jest czynienie wymówek (wypominanie), stawianie za karę do kąta, niewyraźne burczenie w odpowiedzi na prośby, palenie tytoniu i chwytanie się za głowę. W związku z tym dziecko znajduje sobie substytut ojca, innego nosiciela męskiego pierwiastka - tłustego i niezgrabnego Carlsona.Ojciec niezbyt rozgarniętego chłopca Koliego na stałe znajduje się w podróży służbowej, więc edukacją dziecka zajmuje się baśniowy mały człowiek "Pisziczytaj" z brodą a la Michaił Kalinin. 

W wielu arcydziełach kina radzieckiego opartych na dziełach wojny secesyjnej i Wielkiej Wojny Ojczyźnianej nie ma ojców. Tam jest w ogóle szczególny przypadek bo w latach wojen i powojennych w zasadzie mężczyzn ciągle ubywa. Ale gdzie podział ojciec z rodziny Koli Gierasimowa ("Gość z przyszłości")? Gdzie ojcowie z rodzin Waseczkina albo Pietrowa?

 Jest jeszcze jedna kategoria - samotny ojciec, ale tutaj generalnie ciągły komizm. Ojciec księżniczki, która uciekła z muzykami z Bremy, w zasadzie nie wywołuje sympatii - bezradny pantoflarz z mnóstwem kompleksów. To dziwne, że ma tak przebojową i nieskrępowaną córkę (możemy przypuszczać, że jego żona w swoim czasie również zeszła nie mogąc znieść tego nudziarza bez wigoru). 

Absolutnie taka sama sytuacja w bajce "Latający statek", wprost kalka tej sytuacji. Przypomnijcie sobie chociażby "Shreka": ojciec Fiony okazuje się zaczarowaną ropuchą. 

Możliwe byłoby spisanie takich stereotypów na rzecz podejścia klasowego w czasach ZSRR - wtedy monarchów często wyśmiewano w baśniach, no cóż, w czasach radzieckich było to zasadniczo na porządku dziennym. Jednak po pierwsze nie ma już czasów ZSRR a po drugie, nawet w kulturze czasów Radzieckich istnieli szlachetni i bardzo atrakcyjni królowie, i po trzecie, komiczny król-ojciec to fenomen z tego samego szeregu co i "zwyczajny", nie utytułowany ojciec.

 Niektórzy bohaterowie kreskówek, którzy bardzo chcą zostać ojcami, czasami kogoś usynawiają - a to kukiełkę byczka, który czule muczy: „tato ...”, a to ptaka, który zadziobuje wszystko co żyje swoim niekończącym się „Hto tam?”

Wujek Mokus przygarniał generalnie wszystkie bezdomne prosięta, małpy, hipopotamy, ukrywając się wraz nimi przed na wpół-wariatką i  - jak się wydaje - bezdzietną panią Béadonna. 

Jedyną postacią z tej serii, która nie wywołuje ironicznego uśmiechu jest Dziadek Kokowan, który przyjął na wychowanie "Podarionuszkę" ("Srebrne kopyto"). 

Ogólnie rzecz biorąc, wizerunek ojca namalowany na karcie publicznej świadomości  nie jest szczególnie zachęcający. 

 Na obrazie Makowskiego  "Nie pozwolę" (nie odchodź) tato jest ponurym pijakiem. 
 Tata - to niepochlebny i samolubny sędzia w historii Korolenko „Dzieci podziemia”, a także surowy i szorstki gubernator w opowieści Staniukowicza „Ucieczka”.

 Tato - jest wyłącznie osobą, która poczęła i jak Jeżyk ze znanej bajki zanurzyła się w mgłę, co nieustannym płaczem oznajmiała Tania Bulanowa „Baju baj - ach, gdyby zobaczył tato twój, kogo zranił ...

”Tato to niezdara, która -jeśli wierzyć Vadimowi Jegorowowi - nawet jedzenia nie jest w stanie sobie przygotować (kto tam nazwał mężczyzn najlepszymi kucharzami? ): „W domu tram-ta- dararam tato nas karmi przypaloną owsianką o poranku ...”.

 Tatuś jest także nic nie wartym pedagogiem, potrafi tylko ręce rozkładać w bezradności - wspomnijmy "Pieśń o babci" Michaiła Tanicza: "Tato poświęca na wychowanie swój wolny dzień / W tym dniu na wszelki wypadek babka chowa rzemień ". 
 A w piosenkach Wadima Jegorowa: „Papa za mną ze strasznym uśmiechem,
 ja od papy odbiegłem jak koń w galopie, a tata jak konia strzelał mnie pasem po harcującej pupie”

Ponadto ojcowie to słabeusze, bo zarówno w rosyjskich bajkach jak i w europejskich nawet nie próbują dyskutować z macochami, które nakazują odwieźć nieszczęsne dziecko do lasu aby zostało zjedzone przez wilki. To znaczy, niby oni tam są ale wszystkim jest to raczej obojętne -ani ich to ziębi ani grzeje. 



 Jednak są też dobrzy ojcowie, którzy pozostają  chłopcami w duszy - lubią głupią infantylność, ale nie można ich traktować poważnie. Są mili i niedorzeczni. Rzućmy okiem na bajkę: "Troje z Prostokwaszyna".

 Tata jest typowym wyznawcą "tumiwisizmu" o słabej woli, który nie reaguje na ucieczkę swojego nieletniego syna w towarzystwie rozmawiających zwierząt. Ten miłośnik aut bez żadnego oporu podporządkowuje się decyzji swojej żony, aby udać się na wakacje do kurortu (wbrew swojej woli udania się do Prostokwaszyna).

 Myślisz, że cokolwiek przesadzam? Jakie są twoje dowody? Dajcie inne przykłady, czekam z niecierpliwością! 

Jako dowód cytat z jednego z blogów: "Moja trzyletnia córeczka zapytała kiedyś: tato, dlaczego mama umie wszystko, a ty - tylko papierowe samoloty?"

  Na własne uszy słyszałem czułe słowa matki do dziecka trzymanego przy piersi: "Kiedy dorośniesz, nauczę cię rysować, czytać, liczyć, a twój ojciec nauczy cię sikać na stojąco!" 

Zasadniczo wszystko powyższe jest ładnie podsumowane przez Michaiła Tanicza w piosence o tacie. Warto cytować w całości. Przepraszam za komentarze w nawiasach.

 Ileż to piosenek my wszyscy....
 Śpiewaliśmy matce swojej rodzonej,
 A o tacie przed tą piosenką
 Nie było ani jednej piosenki!
 (No jeszcze czego! kim że jest ten tata aby mu pieśni poświęcać - I.D.)

 Tata może, tato może
 Cokolwiek, cokolwiek, 
Pływać żabką, spierać się basem, 
Rąbać drewno!
 (Wielkie i różnorodne umiejętności ojcowskie! - ID) 

Tata może, tato może 
Być kimkolwiek, 
Tylko mamą tylko mamą
 Nie może być!
 (Jest to z pewnością ważki argument, bezdyskusyjny - ID)

 Tata w domu - a dom jest sprawny,
 Gaz pali się i światło nie gaśnie.
 Tata w domu, oczywiście jest najważniejszy, 
o ile przypadkiem nie ma w nim mamy ! 
(Energia elektryczna i gaz - nie zasługa taty a służb komunalnych. Aby zapalić zapałkę i wymienić żarówkę wielki umysł nie jest potrzebny. Bardzo istotne zastrzeżenie o dominacji taty tylko w przypadku braku matki. - ID)

 I samo trudnym zadaniem
Tata poradzi sobie - daj tylko czas! 
A już potem z rozwiążemy z mamą 
Wszystko, czego tata nie mógł rozwiązać! 
Ach! - tu też wspaniałe wyjaśnienie - no po prostu w samo sedno. Tato to taki życiowy luzak za którym wszystko trzeba poprawić.
Najważniejsze, żeby czuł się "głową", "mistrzem", a my już z mamą dogramy resztę - to nie problem - ID) 

Z tej samej serii - opus zatytułowane "Nasza z tatą piosenka", której istota wyraża się już w pierwszych linijkach: 

Nie straszna nam dziura na drodze
 Albo niebezpieczeństwo z za rogu,
 Byle tylko mama, aby tylko mama,
 Aby tylko mama była w domu.

 No któż by śmiał wątpić - wizerunek mamy .... aaa, to już zupełnie inna sprawa. Śmiem twierdzić, że udało nam się stworzyć kult macierzyństwa co tak naprawdę byłoby bardzo miłe, gdyby tak się nie stało kosztem „opuszczenia” wizerunku ojca. Czy widziałeś kiedyś kreskówkę, w której mama byłaby śmieszna, zabawna, nieporadna, niezręczna? Zgadza się, nie ma takich kreskówek! 

Są matki, które nie są autorytatywne w tym sensie, że poślubiły męża tyrana, ale w tym przypadku wywołują wyłącznie współczucie. We wszystkich innych przypadkach mama jest autorytetem. Wszelka hałaśliwa czereda pluszaków na czele z Kubusiem Puchatkiem i Christopherem Robin staje się spokojna i posłuszna gdy pojawia się matka Kanga - kojąca, wszechobecna i wszechmocna. Tylko dzięki spokojnej i konsekwentnej Mamie Muminka wygładzane są wszelkie "ostre krawędzie" w relacjach mieszkańców Doliny Muminków (wszystko co może tata Muminków to żreć ciasteczka i pisać pamiętniki). 

Wystarczytylko  posłuchać tej bez-alternatywnej mantry:
 „Zawsze niech będzie słońce,
Zawsze niech będzie niebo,
Zawsze niech będzie mama,
Zawsze niech będę ja.”

 (Moja sugestia, aby zastąpić słowo „niebo”  słowem „ojciec” powodowało u dziecka burzliwy protest).  

Jest jeszcze inna mantra: 
"Mama jest pierwszym słowem,
 głównym słowem w naszym losie!
 Mama dała mi życie, 
podarowała świat mi i tobie! ".

 Szczególnie dużo czasu poświęciłem na studiowanie dziecięcych piosenek. Wszystko okazało się dość przewidywalne: 

Kołysząc nas w kołysce, 
Mamy śpiewały nam piosenki, 
A teraz pora na nas 
zaśpiewać piosenkę dla naszych mam. 
 Mama chroni nasz spokój, 
My zaśniemy - ona nie śpi. 
Będziemy dorastać i potem sami
o naszą mamę zadbamy.
 ("ta piosenka jest najlepsza") 

Czy rozumiesz, o co chodzi? Sens w tym, że tata się nie liczy. Niech on też nie śpi, niech niestrudzenie krąży po pokoju kołysząc drogie dziecko - czort z nim. Mama była zmęczona, mama nie spała, mama bujała nas w kołysce - tak, to jest godne uwagi. A co uczynił tato? - a kogo to obchodzi! 

A jeśli mamy nie ma w pobliżu, to oczywiście jest to nieporównywalna z niczym tragedia. Malutki i pełen bojaźliwości wizerunek taty, w zasadzie, nie słyszalny i niewidzialny na tle powszechnych zbiorowych rytuałów na cześć mamy.

 Jeśli chmura marszczy się na niebie,
 Jeśli śnieg leci w ogrodzie, 
Patrzę przez okno na ulicę,
czekam aż mama wróci z pracy ...
 ("Pieśń o mamie")

 Czyli, że siedzi sobie smutna dziecina przy oknie i czeka wyłącznie na swoją mamę. A tata - cóż, to nie jest takie ważne. Mniejsza o niego, "kij" z tatą. Może go wcale nie ma. 

Mama, mama!
 W tym słowie jest słońca światło. 
Mama, mama!
 Nie ma lepszego słowa na świecie. 
Mama, mama!
 Kto jest bardziej drogi od niej?
Mama, mama!Ma wiosnę w oczach ...
 (tytuł piosenki: "Mama")

Gdyby tylko ktoś powiedział coś podobnego o ojcach! Ha! 
Będę śpiewać <...> o tym, jak wspaniałe jest życie na świecie
Ze słodką mamą, najczulszą samą
Najbardziej dobrą ze wszystkich!
 ("Mama") 

Znów mam dwadzieścia pięć lat. Z mamą żyje się dobrze, ale o tacie - ani słowem. Albo jest to całkowita "bez-ojcowizna" albo całkowita pogarda dla ojców.

 Cóż, i tak dalej - można cytować w nieskończoność, tego samego rodzaju piosenek jest nieskończona ilość. „Ziemia jest piękna przed dobroć mam ...” ( tytuł: „Witaj mamo!”), „Wszystko co spotkam o poranku podaruję mamie!” ( „Najbardziej szczęśliwa”), „Droga Mamo, nie ma milszej niż ty...” (Słoneczna piosenka) „mama do szkoły się wybierała - do pierwszej klasy/ Znów cichuteńko wstała przed nami ...” (piosenka na dzień dobry), „słońce się obudzi, mama się uśmiecha ...” (ta sama piosenka), „drogą mamę wszyscy pozdrowimy / Powiemy, że bardzo ją wszyscy lubimy"(" każdy po swojemu pozdrowi mamę "). Itd., Itp., 

Rozumiesz,o co chodzi  ...  na pewno ktoś będzie pisać w komentarzach, że autor (czyli ja) ma niezdrowe kompleksy i chorobliwe pragnienie autoafirmacji. Chcę wyjaśnić - o niczym z w/wymienionych nawet nie myślałem dopóki nie musiałem prowadzić dziecka do przedszkola. Począwszy od tego, że prawie wszystkie wnioski nauczycieli próbuje się kierować do matek, ignorując stojących obok ojców a kończąc na tym, że wychwalanie matek jest głównym tematem wszystkich "porannych wiadomości" ... no, jakoś nieswojo, wiesz ... i w społeczeństwie - na ulicach, w firmach ... nie żyjemy w pozbawionej powietrza przestrzeni, informacja ciągle nadchodzi ...

 Przy okazji, zwróćcie uwagę - na plakaty z reklamą społeczną wzywające do rozwiązania problemu demograficznego, najczęściej przedstawia się matkę z kilkorgiem dzieci. Ojciec zazwyczaj pojawia się na plakatach, które potępiają pijaństwo. Pamiętam, że na początku lat 2000 poraziły mnie ogromne tablice ustawione wzdłuż Moskiewskich ulic - smutna dziecięca twarz i dużym napisem "Tato, nie pij!"

 (Przy okazji: Jeśli już o tym mówimy - Proponuję aby wszystkim klientom i producentom reklamy społecznej zapełniającej tablice informacyjne na przystankach obić twarz mokrą szmatą i wytarzać w smole oraz piórach a potem przegnać na siedem wiatrów). 

A gdzie można zobaczyć pełną rodzinę? W reklamie komercyjnej. Sieci handlowe, producenci i sprzedawcy towarów i usług rozumieją, że: 
a) samotna matka nie zapewni im niezbędnych przychodów, 
b) spektrum zapotrzebowania samotnej matki jest węższe niż pełnej rodziny. I to jest normalna zdrowa życiowa logika. 

Problem polega na tym, że wszystko co wymienione powyżej odzwierciedla stosunek społeczeństwa do wizerunku ojca. Ojciec to nie bohater, nie głowa rodziny, nie obrońca, nie żaden heros. Ojciec jest albo pantoflarzem, albo pijakiem, albo niegrzecznym egoistą, albo niezdarnym klaunem. 
Myślę, że nikt nie będzie dyskutować z faktem, że krajowi potrzeba nie tylko dzieci, kraj potrzebuje pełnej rodziny będącej w stanie dać wsparcie i  wychować zrównoważone dziecko - potrzebuje rodziny mogacej w pełni być podstawową komórką społeczeństwa, rodziny zaangażowanej i uczestniczącej w złożonej sieci relacji społecznych i ekonomicznych. 
To nie jest mój pomysł ani nikogo innego - taki jest porządek rzeczy, tak zbudowana jest nasza ludzka natura. Dziecko potrzebuje obojga rodziców a nie jednego. 

Autor - Iwan Denisenko