źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_137917
- Znaczenie słowa: B(o)RODA - bogactwo RODA! (Bóg Praojciec ROD a także polskie RÓD- przyp Michalxl600). Im grubsza i dłuższa broda, tym silniejszy i bardziej krzepki ród, tym więcej ma potomstwa i silniejsze związki między pokoleniami.
- Broda daje odwagę. Dopóki wojownikom nie zaczęły rosnąć brody, nie wolno im było wysuwać się do pierwszo-liniowych oddziałów na polu bitwy. Być
może, oczywiście jest to tylko autosugestia i jeśli dziecko będzie mieć
przekonanie, że broda uczyni je nieustraszonym, niepokonanym i będzie
chronione przed "zabłąkaną kulą" to niech tak będzie! Jesteśmy przecież tym, w co wierzymy! Spójrzcie chociażby na ponurego mężczyznę z brodą - wygląda sto razy bardziej niebezpiecznie niż ten świeżo ogolony.
- Duchowy wzrost bez brody nie jest możliwy. Mężczyzna jest nosicielem ducha rodu. (Tak więc przedłużając swój ród, mąż daje dzieciom ducha, a matka ciało). Mężczyzna, który nosi brodę, ma duchową moc. I tak jak kobieta słyszy Boga poprzez włosy na głowie, tak mężczyzna odczuwa Boga przez włosy na brodzie. Broda daje silniejszą intuicję, która pomaga rozwiązać najtrudniejsze sytuacje. Dla informacji: Popi Prawosławni uważają, że ten kto goli brodę wyraża w ten sposób niezadowolenie ze swojego ciała, które dał mu Bóg i dekret cara Piotra I o zakazie noszenia brody ich nie dotknął. Chociaż przed dekretem sama cerkiew uważała golenie brody za grzech i nie błogosławiła mężczyzn bez brody. U Staroobrzędowców golenie brody uważa się za barbarzyństwo oraz złamanie reguł i jest uważane za herezję. Golenie bród było zabronione w Starym Testamencie. Golenie bród było zakazane przez zasady szóstej Rady Ekumenicznej. Według dawnych pism Monastycznych nie wolno było golić brody: „Korzyści
wynikające z noszenia brody przez mnicha” Waleriana (1531).
Znany jest specjalny traktat na ten
temat - „Apologetyzm brody" - Burcharda Belewoskiego napisany w 1160
roku i odnaleziony w 1929 roku.
"Mądrość mieszka na brodzie". O wielkich
mocach brody wypowiadali się również starożytni Grecy - każdy dorosły mężczyzna bez
wyjątku, nosił brodę jako znak zdobycia mądrości. Broda była zapuszczana z przyjemnością, a krótko strzyżona (ale nie ogolona!) bywała tylko jako znak żałoby.
- Broda to duchowe połączenie z przodkami i swobodne myślenie. W starożytnym świecie - nie tylko wśród Słowian, jeśli ktoś musiał kogoś upokorzyć, podporządkować go sobie, to odcinano mu brodę. Osoba pozbawiona tak potężnego źródła energii traci duchową więź ze
swoimi przodkami i swobodnym myśleniem, jej świadomość jest otumaniona
i może być kontrolowana tak, jak się komuś podoba.
- Broda jest symbolem władzy, symbolem mistrza. Mężczyzna w przestrzeni swego domu jest uosobieniem Boga i tylko on musi zaczynać wszystko jako pierwszy - nadawać początek. Mężczyzna bez brody był uważany za zniewieściałego i niezdolnego do stworzenia rodziny, do prokreacji i przedłużenia rodu. W
starożytnym Egipcie broda była ogólnie zakazana - nie mógł jej nosić nikt oprócz faraona - symbolizowała ona indywidualną władzę i
posiadanie ziemi. Faraon wydawał się pojawiać jako obraz męskiego ojca, a cały jego lud stał się "kobietą" - reproduktorem dóbr.
"Broda to szacunek".
Fragment z
opisu podróżnika do Rosji w roku 1634 -Adama Alearius (tłumaczenie):
"Mężczyźnina Rusi bardzo szanują długie brody, a ci, którzy takowe posiadają są bardzo szanowani". We wszystkich legendach i przekazach z przeszłości wszyscy, którym okazywano szacunek - mędrcy i bohaterowie - noszą brody. A staruszek Hotabycz (postać z bajki) za pomocą wyrwania jednego włosa z brody spełniał życzenia. Dziadek Mróz bez brody to nie Dziadek Mróz.W 1757 r. M.V. Łomonosow napisał nawet odę do tegoż zakazanego przez Piotra I atrybutu - "Hymn do brody", który wywołał zgorszenie rodziny królewskiej.
Blog ma ambicje upowszechnienia szeroko pojętej sfery obyczajowości Słowiańskiej a więc zdrowych podstaw życia rodzinnego a co za tym idzie zdrowia całego naszego społeczeństwa w nadchodzącej już nowej kosmicznej erze Wilka (Welesa).
wtorek, 9 stycznia 2018
niedziela, 7 stycznia 2018
O feminizmie....
Wywiad znany od lat i dostępny na You Tube ale warto przypomnieć.
Znany filmowiec Aaron Russo -producent między innymi filmu "Nieoczekiwana zmiana miejsc"
Aaron zmarł w roku 2007 a przed śmiercią udzielił wywiadu. Prawdopodobnie i ten wywiad trzeba przepuścić przez własne filtry ale nie jest wykluczone, że sporo tutaj jest prawdą - gra się cały czas toczy. Aaron był przyjacielem Rockefellera i często z nim rozmawiał. Twierdzi Aaron, że jako znaną osobę chcieli go przeciągnąć na swoją stronę - reszta w filmie, kto chce ten oglądnie sobie całość.
Interesujący nas fragment zaczyna się od 29 minuty 11 sekund. Wklejam przekierowanie w postaci linku bo na kanale gdzie istnieje włączono zakaz na zamieszczanie go na innych stronach i się nie odtwarza:
https://www.youtube.com/watch?v=jxTEPQGIEXg&feature=youtu.be&t=29m11s
Znany filmowiec Aaron Russo -producent między innymi filmu "Nieoczekiwana zmiana miejsc"
Aaron zmarł w roku 2007 a przed śmiercią udzielił wywiadu. Prawdopodobnie i ten wywiad trzeba przepuścić przez własne filtry ale nie jest wykluczone, że sporo tutaj jest prawdą - gra się cały czas toczy. Aaron był przyjacielem Rockefellera i często z nim rozmawiał. Twierdzi Aaron, że jako znaną osobę chcieli go przeciągnąć na swoją stronę - reszta w filmie, kto chce ten oglądnie sobie całość.
Interesujący nas fragment zaczyna się od 29 minuty 11 sekund. Wklejam przekierowanie w postaci linku bo na kanale gdzie istnieje włączono zakaz na zamieszczanie go na innych stronach i się nie odtwarza:
https://www.youtube.com/watch?v=jxTEPQGIEXg&feature=youtu.be&t=29m11s
Czas dorosnąć i chronić siebie ...
źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/pora-vzroslet-i-berech-sebya/
Współczesne "cywilizowane" społeczeństwo jest zorganizowane bez kompromisów. Dziewictwo dzisiaj tracimy jakby według rozpisanego scenariusza, pozbywając się go, jak choroby ... .hm ... czy to dalekie od prawdy? Być może tak jak w scenariuszu kolejnego filmu dla młodzieży lub "kina dla dorosłych".
Czystość świadomości jest bezpośrednio związana z czystością ciała. Jeśli nauczysz dziecko dbać o siebie i innych, mówisz o najwyższej kulturze jego przodków, wtedy siła jego świadomości będzie rosnąć i rozmnażać się z latami. Takie dziecko jest w stanie kontrolować swoje emocje i swoje życie. Trudno będzie go wytrącić z właściwego zrozumienia życia, z wiedzy tego, po co się urodził: bycia chłopcem czyli przyszłym mężczyzną lub bycia dziewczyną czyli przyszłą matką.
Życie dziewcząt, które nie zamyślając się nawet pozbywają się swojej czci, swojej siły i prawdy ... ich życia od tego momentu zaczynają się obracać w określonym rytmie - uniwersalnego potoku szaleństwa z łóżka do łóżka, od towaru do towaru, od cierpienia do cierpienia.
Dziewczynki, dziewczyny, kobiety! Jesteśmy niewłaściwie wychowane przez ludzi tkwiących w ignorancji i nie ma sensu obwiniać rodziców bo już przez wiele lat trwa wojna informacyjna, która nigdy się nie skończy dopóki każda z nas nie przerwie tego błędnego koła mówiąc sama sobie: „Już dość, biorę się świadomie za swoje życie. Odtąd rozumiem całe moje znaczenie i całą moją wartość i nie pozwolę siebie wykorzystywać! "
Ta droga jest bardzo trudna i wiele z nas na niej zawraca nie wytrzymując nacisku ze strony społeczeństwa lub nacisku bardzo konkretnego mężczyzny, ale wiedzcie, że miłość to nie chuć i i pożądanie, ani żaden tam w ogóle seks! Miłość jest bardzo czystą energią. Miłość pielęgnuje się od najmłodszych lat jak kiełek, przez lata, delikatną troską i wrażliwą postawą, zaszczepiając godność i samowystarczalność przyszłej dojrzałej osobowości.
Matki! Musimy uczyć dzieci pielęgnować niewinność, która stanie się ich wewnętrzną mocą prowadzącą ich świadomość przez życie ku miłości.Fizjologiczna utrata dziewictwa i sam fakt, jak to się dzieje dzisiaj jest strasznym obrazem dzisiejszej rzeczywistości. Wielu z nas stacza się w otchłań ignorancji nie dając dzieciom szansy na zawrócenie z tej ścieżki. Aby chronić nasze dzieci, sami musimy być dla nich warowniami, stróżami ich czystości, którzy oświetlają drogę ich życia, którzy staną się solidnym fundamentem dla stworzenia nowej rodziny!
Dziewczyny! Macie prawo do czystości i niewinności, prawo do bycia pod ochroną! Masz pełne prawo nie słuchać i odpędzać tych, którzy namawiają cię do utraty dziewictwa!
Nieświadoma utrata dziewictwa prowadzi do serii działań w późniejszym życiu, które prowadzą umysł do ślepego zaułka. Człowiek staje się łatwo dostępny we wszystkich kwestiach. Szczególnie dotyczy to dziewcząt, tracą one głębię percepcji świata, samą istotę siebie.I, voila, mamy społeczeństwo, które mamy - lubieżne, skorumpowane, bezmyślne.
Panny Drogie, możemy dostać to co nasze będąc dorosłymi ... dla tego koniecznie musimy zawsze zachować godność i czystość!
To znaczy kochać siebie i być dorosłym!
Autor: Dina Pawlowa
Współczesne "cywilizowane" społeczeństwo jest zorganizowane bez kompromisów. Dziewictwo dzisiaj tracimy jakby według rozpisanego scenariusza, pozbywając się go, jak choroby ... .hm ... czy to dalekie od prawdy? Być może tak jak w scenariuszu kolejnego filmu dla młodzieży lub "kina dla dorosłych".
Czystość świadomości jest bezpośrednio związana z czystością ciała. Jeśli nauczysz dziecko dbać o siebie i innych, mówisz o najwyższej kulturze jego przodków, wtedy siła jego świadomości będzie rosnąć i rozmnażać się z latami. Takie dziecko jest w stanie kontrolować swoje emocje i swoje życie. Trudno będzie go wytrącić z właściwego zrozumienia życia, z wiedzy tego, po co się urodził: bycia chłopcem czyli przyszłym mężczyzną lub bycia dziewczyną czyli przyszłą matką.
Życie dziewcząt, które nie zamyślając się nawet pozbywają się swojej czci, swojej siły i prawdy ... ich życia od tego momentu zaczynają się obracać w określonym rytmie - uniwersalnego potoku szaleństwa z łóżka do łóżka, od towaru do towaru, od cierpienia do cierpienia.
Dziewczynki, dziewczyny, kobiety! Jesteśmy niewłaściwie wychowane przez ludzi tkwiących w ignorancji i nie ma sensu obwiniać rodziców bo już przez wiele lat trwa wojna informacyjna, która nigdy się nie skończy dopóki każda z nas nie przerwie tego błędnego koła mówiąc sama sobie: „Już dość, biorę się świadomie za swoje życie. Odtąd rozumiem całe moje znaczenie i całą moją wartość i nie pozwolę siebie wykorzystywać! "
Ta droga jest bardzo trudna i wiele z nas na niej zawraca nie wytrzymując nacisku ze strony społeczeństwa lub nacisku bardzo konkretnego mężczyzny, ale wiedzcie, że miłość to nie chuć i i pożądanie, ani żaden tam w ogóle seks! Miłość jest bardzo czystą energią. Miłość pielęgnuje się od najmłodszych lat jak kiełek, przez lata, delikatną troską i wrażliwą postawą, zaszczepiając godność i samowystarczalność przyszłej dojrzałej osobowości.
Matki! Musimy uczyć dzieci pielęgnować niewinność, która stanie się ich wewnętrzną mocą prowadzącą ich świadomość przez życie ku miłości.Fizjologiczna utrata dziewictwa i sam fakt, jak to się dzieje dzisiaj jest strasznym obrazem dzisiejszej rzeczywistości. Wielu z nas stacza się w otchłań ignorancji nie dając dzieciom szansy na zawrócenie z tej ścieżki. Aby chronić nasze dzieci, sami musimy być dla nich warowniami, stróżami ich czystości, którzy oświetlają drogę ich życia, którzy staną się solidnym fundamentem dla stworzenia nowej rodziny!
Dziewczyny! Macie prawo do czystości i niewinności, prawo do bycia pod ochroną! Masz pełne prawo nie słuchać i odpędzać tych, którzy namawiają cię do utraty dziewictwa!
Nieświadoma utrata dziewictwa prowadzi do serii działań w późniejszym życiu, które prowadzą umysł do ślepego zaułka. Człowiek staje się łatwo dostępny we wszystkich kwestiach. Szczególnie dotyczy to dziewcząt, tracą one głębię percepcji świata, samą istotę siebie.I, voila, mamy społeczeństwo, które mamy - lubieżne, skorumpowane, bezmyślne.
Panny Drogie, możemy dostać to co nasze będąc dorosłymi ... dla tego koniecznie musimy zawsze zachować godność i czystość!
To znaczy kochać siebie i być dorosłym!
Autor: Dina Pawlowa
Jak nowoczesna szkoła zabija w dzieciach miłości do natury.
Jak to czasem się zdarza autor opisuje poniżej reala rosyjskie ale ja pamiętam swoje własne wnioski ze szkoły dokładnie takie same! Po jaką cholerę było mi wykuwanie na pamięć: "morula, blastula, endoderma ... ". W moim życiu tylko zaśmieciło mi to pamięć - stresowało (bo "biologica" była jędzą z ambicjami).
Wszystkie dziedziny, które nas nudzą - wszelka przymusowa nauka takowych - zabija tylko kreatywność i "przepala" energię młodego człowieka potrzebną w danej chwili na pilniejsze sprawy. Ja wiem - zaraz odezwą się głosy, że wykształcenie ogólne jest potrzebne, że daje szerszy światopogląd. Po części zgadzam się ale co innego jest przeczytać o czymś z zainteresowaniem- tak aby wpadło w duszę - i nie być za to srogo ocenianym jeśli nie zapamiętało się szczegółów a co co innego ten system opresji i źródło młodzieńczych stresów jakim jest współczesne "szkolnictwo" będące zwykłą - bezwzględną sektą.
Dobra- nie "zamulam" więcej. Jeśli będzie chęć to jak zwykle pogadamy sobie pod publikacją.
źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/shkola-ubivaet-v-detyah-lyubov-k-prirode/
Fakt, że prawie żadne z dzieci nie jest dziś zainteresowane sadownictwem czy ogrodnictwem i, że nie widzą i nie rozumieją w jakim pięknym kraju żyją ma swoje podłoże w dużym stopniu w nauczaniu biologii - wywołuje tylko niechęć. Ludzie ze starszego pokolenia - przeczytajcie dziś wraz ze mną kilka akapitów „Biologia” -podręcznika dla klasy 9 na rok 2006.:
Zaczyna się od bardzo dobrych słów: "biologia jest nauką życia". A potem już tylko coś czego nie pojmie głowa żadnego dziecka, a nawet głowa dorosłego. Nie wierzysz mi? Oto wybór pojęć i to bez wyjaśniających przypisów w książce (no bo po co? Dzieci i tak ich nie zrozumieją):
„Filologiczna adaptacja”, „mioglobiny w erytrocytach”, „izolacja reprodukcyjna”, „chromosomalny kariotyp”, „heterotroficznych”, „bakterie nitrofityczne”, „ lizosom w aparacie Golgiego” ... i setki innych.
A oto "cenne" informacje dla dzieci:
- „Większa elastyczność biochemiczna organizmów heterozygotycznych prowadzi do lepszego przeżycia na korzyść heterozygot.”
- "proces mutacji stanowi źródło rezerwy dziedzicznej zmienności populacji".
- "... ektotermalne, endotermalne i mezodermalne są zróżnicowane w strukturze".
- "diploidalność pozwala zachować mutacje w stanie heterozygotycznym".
Uwierzcie mi - takich zdań w książce są setki!
Osobiście otworzyłem podręcznik tylko dlatego, że znajoma nauczycielka powiadała mi, jak była udręczona i jak płakała jej siostrzenica będąca wzorową uczennicą. Złożoność tych tekstów niemożność ich zrozumienia - mogę powiedzieć bez przesady dotyczy wszystkich dzieci i dorosłych.I miliony uczniów siedzą w klasach i latami bezmyślnie rozglądają się wokoło, nawet nie próbując niczego zrozumieć, i głupio "wkuwają", a wszystkich ich ratuje tylko to, że urzędnicy prawdopodobnie prędzej zwolnią nauczycieli z powodu słabych sukcesów uczniów niż wyrzucą ucznia - "dwójarza" (dawniej dwójka -ocena negatywna -przyp michalxl600). Ale zarówno jednych jak i drugich ratuje tysiąckrotnie już skrytykowana pogoń za procentowymi wskaźnikami wydajności.
Zastanawiam się, czy istnieje jeszcze choć jedna osoba w kraju, która nie wie, że dwójki w szkołach już dawno zostały zniesione (zaleca się aby traktować je jak "trójki"), aby nie wydalać całych grup uczniów za niepowodzenia w nauce, oraz nie o zwalniać również nie ponoszących za to winy nauczycieli. Na zwolnienie zasługuje kto inny - prawdziwi "dwójarze" są gdzie indziej.
Nie widząc sensu w takim idiotycznym „kształceniu” dzieci i po dostaniu już prawie bólu głowy domyśliłem się przyczyny pojawienia się tych „kształcących” podręczników. Po prostu "grupa doktorów naukowych" postanowiła "skosić łatwą kasę" i przepisała cały kurs uniwersytecki do szkolnego podręcznika. A komisja podlegająca prezydentowi (do której sprytnie napisano!) dodatkowo wręczyła premię. Że niby dzieci wkują na pamięć "inteligentne" słowa i będziemy mieli w Rosji własne owoce i warzywa. A o tym, jak naprawdę je hodować - w książce nie wspomniano ani słowem.
Rezultatem używania takich podręczników jest bezmyślne istnienie dzieci w szkołach. I w konsekwencji wygenerowało to głupotę, obojętność, brak duchowości, a nawet i okrucieństwo.
Okrutne traktowanie świata zwierząt zostało również i w nas zaszczepione - w starszym pokoleniu.Straszny obraz mojego dzieciństwa: dyrektor i kierownik (!) otoczeni przez nas - uczniów zabijają żółwia, a my, wstrząśnięci, chowając się wzajemnie za plecami, krzyczymy - mordercy! Ale żółwia z trudem i poczuciem spełnionego obowiązku zabili, zalali go alkoholem i umieścił trupa w klasie. Wciąż boję się przypomnieć sobie tę sprawę i nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie - dlaczego nie było możliwe studiowanie żywego żółwia??? Mieszkał sobie obok nas w stawie, nikomu nie przeszkadzał, ale wystawili go szklanej szafce, martwego -, żeby nie uciekł.
Takie „lekcje” nie poszły na marne i potem myśmy z lubością łowili piękne motyle i wykonywali „zielniki-cmentarze” przyszpilając piękno do płyt. A dziś fascynacja kolekcjonowaniem rzadkich, pięknych, martwych motyli osiągnęła monstrualne rozmiary - jest w tym fanatyzm, którego nikt we współczesnym świecie nie dostrzega. Czy aby wina temu wszystkiemu nie jest nowoczesna szkoła?!
Byliśmy zmuszani do "wkuwania" różnic między robakiem "podłużnie pasiastym" od robaka "krzyżowego". Dlaczego i po co?! A o korzyściach z tych pracowników - ani słowa. Na okładce tej "biologii" szkolnej przedstawiono odrażającą, anatomiczną część wypatroszonego królika. Czy wiele nam dało studiowanie tych "podrobów" na tle faktu, że nadal nie wiemy, gdzie my -ludzie, mamy wątrobę, dopóki ona nie zachoruje a na jej leczenie jest już zbyt późno.
Uwaga końcowa: skoro autorzy współczesnej "biologii", o której mówiłem powyżej, za swoje "twórczość" otrzymali ... nagrodę Prezydenta R.F. - to znaczy, że oczekiwać na normalny podręcznik, który nauczy dzieci poznawać piękno przyrody, chronić ją i pielęgnować raczej nie należy.
Odgadnijcie za pierwszym razem drodzy czytelnicy, dlaczego mój syn Siergiej - urodzony ogrodnik i jeszcze bardzo młody (25 lat), nie chciał zapisać się do instytutu rolniczego i studiować agronomii. On dopiero teraz gdy uświadomił sobie, że jego ojciec -"jakiś tam metalurg" - nigdy nie zostanie zaakceptowany przez środowisko naukowe ze swoimi pomysłami i wynikami - poszedł studiować i kształcić się "na agronoma".
Jaką ja mam wizję początku książki dla dzieci? A oto taką:
"Żywa zielono-niebieska planeta Ziemia. Oderwijcie się kochani na chwilę z podręczników. Wasza klasa - w przeciwieństwie od tej do matematyki i fizyki - będzie inna. Nauczyciele zaprowadzą cię do najbliższego lasu, póki nie jest on jeszcze ścięty, a najcenniejsza próchnica (podstawa życia) nie jest ukryta pod asfaltem. I być może to właśnie ty, który poznasz całe piękno i wyjątkowość natury na wycieczkach i z tego podręcznika -gdy dorośniesz, staniesz się żywą tarczą na drodze buldożerów i maszyn do kładzenia asfaltu. Zasadzisz ogrody i parki. Będą owoce bez chemii, tam ptaki będą śpiewać i wyrosną grzyby, a wiewiórki, których jeszcze nie widziałeś, usiądą na twoich ramionach i będą jeść z twoich rąk ... ".
Autor: Walery Żelezow
sobota, 6 stycznia 2018
Dzień w którym przestałam mówić dziecku "no ruszaj się szybciej!"
źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/kogda-ya-perestala-govorit-davaj-bystree/
Kiedy żyjesz szalonym życiem, liczy się każda minuta. Czujesz, że musisz sprawdzić coś z listy spraw, gapisz się na ekran lub spieszysz się do następnego zaplanowanego miejsca. I nie ważne jak starałam się rozdysponować swój czas i uwagę, oraz bez względu na to jak wiele różnych problemów próbowałam rozwiązać - nadal nie starczało mi czasu aby zdołać wykonać wszystko.
To było moje życie przez dwa szalone lata. Moje myśli i działania były kontrolowane przez elektroniczne powiadomienia, dzwonki i przepełniony harmonogram. I chociaż wewnętrzny kontroler każdym włóknem mojej duszy chciałby znaleźć czas dla wszystkich zadań to w moim przeciążonym planie to się nie udawało.
Tak się złożyło, że sześć lat temu Niebiosa obdarowały mnie spokojnym, beztroskim "zatrzymaj/się/i/powąchaj/różę" dzieckiem.
Kiedy musiałam wyjść ona lubiła szukać błyszczącej korony w mojej torbie. Kiedy musiałam być gdzieś pięć minut temu, to ona musiała zapiąć swoje zwierzę-zabawkę w foteliku samochodowym. Kiedy potrzebowałam szybkiej przekąski to nie mogła przestać rozmawiać ze starszą kobietą, która wyglądała jak jej babcia. Kiedy miałam trzydzieści minut żeby gdzieś dotrzeć to prosiła mnie bym zatrzymywała wózek żeby pieścić każdego psa, którego mijaliśmy.
Moje beztroskie dziecko było błogosławieństwem, ale tego nie zauważałam. Kiedy żyjesz szalonym życiem, rozwijasz tunelowe widzenie z przewidywaniem tylko tego co zawiera spis porządku dnia. A wszystko, czego nie można było odhaczyć w harmonogramie było stratą czasu.
Ilekroć moje dziecko zmusiło mnie do odejścia od harmonogramu myślałam sobie: "Nie mamy na to czasu". W związku z tym słowa, które najczęściej wymawiałam do mojego małego miłośnika życia brzmiały: "ruszaj się szybciej!".
Od nich zaczynałam moje zdania. "Chodź, jesteśmy spóźnieni!" I kończyłam nimi zdania. "Wszystko przegapimy jeśli się nie spieszysz!". Zaczynałam dzień od nich: "Pośpiesz się i zjedz śniadanie! Pośpiesz się i ubierz się!". Kończyłam swój dzień również nimi: "Szybko myj zęby!" Pośpiesz się i idź spać!"
I chociaż słowa "pośpiesz się" i "szybciej" tak naprawdę niezbyt przyspieszały czynności dziecka to i tak je wymawiałam - być może nawet częściej niż słowa "kocham cię".
Tak, prawda jest bolesna, ale prawda leczy ... i zbliża mnie do wizerunku rodzica którym chcę być.W jeden pamiętny dzień wszystko się zmieniło. Zabraliśmy starszą córkę z przedszkola i wysiadaliśmy wszyscy z samochodu. Nie działo się to tak szybko jakby ona chciała i zwróciła się do swojej młodszej siostry: "Ale z ciebie ślamazara!". A kiedy skrzyżowała ramiona na piersi i westchnęła z irytacją, zobaczyłam siebie w tym obrazie- i coś we mnie pękło.
Byłam prześladowcą poganiając, naciskając i spiesząc małe dziecko, które po prostu chciało cieszyć się życiem.Przejrzałam na oczy i ujrzałam to wyraźnie jak moje pośpieszne istnienie rani dzieci.
Chociaż mój głos drżał, spojrzałam w oczy dziecka i powiedziałam:
-"Przykro mi, że zmuszam ciebie do pośpiechu. Podoba mi się, że się nie spieszysz i chcę być bardziej taka jak ty."
Obie córki były zaskoczone moją bolesną spowiedzią ale twarz młodego człowieka rozjaśniła się aprobatą i akceptacją.
- "Obiecuję, że będę bardziej cierpliwa", powiedziałam i przytuliłam moją rozpromienioną córkę.
Wyrzucić z mojego słownika, słowo "pośpiech" było dość łatwo a naprawdę trudno było nabrać cierpliwości aby czekać na moje niespieszne dziecko. Aby pomóc nam obu zaczęłam dawać jej trochę więcej czasu na przygotowanie gdy musieliśmy gdzieś jechać ale czasami, pomimo tego wciąż byłyśmy spóźnione. Potem przekonałam sama siebie, że spóźnianie się potrwa tylko przez te kilka lat, aż ona dorośnie.
Kiedy moja córka i ja spacerowałyśmy lub poszłyśmy do sklepu, pozwalałam jej nadawać tempo. A kiedy zatrzymywała się, żeby coś podziwiać to wyrzucałam z głowy myśli o planach i po prostu ją obserwowałam. Zauważałam wyraz jej twarzy - wyraz którego nigdy wcześniej nie widziałam. Przestudiowałam plamki na jej dłoniach i sposób w jaki jej oczy zwężały się podczas uśmiechu. Widziałam jak inni ludzie reagowali na nią, kiedy się zatrzymywała aby z nimi rozmawiać. Widziałam jak studiowała interesujące owady i piękne kwiaty - ona je kontemplowała. Wtedy wreszcie uświadomiłam sobie, że jest darem dla mojej wzburzonej duszy.
Obiecałam wyhamować prawie trzy lata temu. I nawet dziś aby żyć w zwolnionym tempie, muszę podjąć znaczne wysiłki. Ale moja najmłodsza córka jest żywym przypomnieniem tego, dlaczego muszę próbować - a ona często przypomina mi o tym.
Raz w czasie wakacji, pojechałyśmy razem na rowerach do namiotu z owocowymi lodami. Podziwiając w zachwycie wieżę lodową usiadłyśmy przy stoliku. Nagle ujrzałam zaniepokojenie na jej twarzy. „Musimy się spieszyć, mamo?”
I prawie wybuchnęłam płaczem. Być może blizny po życiu w pośpiechu nigdy nie znikają całkowicie. Zdałam sobie sprawę, że miałam wybór: mogłabym siedzieć i smucić się, myśląc o tym jak wiele razy w życiu ją poganiałam... albo mogłabym świętować ten fakt, że dzisiaj staram się czynić inaczej.
Postanowiłam żyć dzisiejszym dniem.
-„Nie śpiesz się moja droga - tylko się nie śpiesz"- powiedziałam łagodnie.
Jej twarz natychmiast się rozpromieniła a ramiona rozluźniły.
Więc siedziałyśmy obok siebie i rozmawiałyśmy o wszystkim co jest na świecie. Były nawet momenty, kiedy siedziałyśmy w ciszy, tylko uśmiechając się do siebie, ciesząc się otoczeniem i dźwiękami wokół nas.
Myślałam, że moje dziecko ma zamiar jeść wszystko do ostatniej kropli, ale kiedy zbliżyła się prawie do końca, dała mi łyżkę kryształków lodu ze słodkiego soku. „Zachowałam ostatnią łyżkę dla ciebie, mamo” - powiedziała córka z dumą.
Kiedy pozwoliłam sopelkom dobroci ugasić moje pragnienie, zdałam sobie sprawę, że właśnie podpisałam kontrakt całego życia.
Dałam mojemu dziecku trochę czasu ... i w zamian ona oddała mi swoją ostatnią łyżkę i przypomniała, że smak staje się słodszy, a miłość przychodzi łatwiej, gdy przestajesz tak pędzić przez życie.
A teraz, czy będzie to jedzenie lodów owocowych, zbieranie kwiatów, zapinanie pasów bezpieczeństwa, rozbijanie jajek, szukanie muszli morskich, przyglądanie się biedronce lub po prostu spacer - nie powiem już: „Nie mamy na to czasu!” bo w istocie, to znaczy: „Nie mamy czasu, aby żyć”
.Zatrzymaj się aby korzystać z prostych przyjemności życia codziennego - to jedyny sposób, żeby naprawdę żyć.
Autor: Rachel Macy Stafford
bądźcie jak dzieci - nauczał pewien prorok.
Kiedy żyjesz szalonym życiem, liczy się każda minuta. Czujesz, że musisz sprawdzić coś z listy spraw, gapisz się na ekran lub spieszysz się do następnego zaplanowanego miejsca. I nie ważne jak starałam się rozdysponować swój czas i uwagę, oraz bez względu na to jak wiele różnych problemów próbowałam rozwiązać - nadal nie starczało mi czasu aby zdołać wykonać wszystko.
To było moje życie przez dwa szalone lata. Moje myśli i działania były kontrolowane przez elektroniczne powiadomienia, dzwonki i przepełniony harmonogram. I chociaż wewnętrzny kontroler każdym włóknem mojej duszy chciałby znaleźć czas dla wszystkich zadań to w moim przeciążonym planie to się nie udawało.
Tak się złożyło, że sześć lat temu Niebiosa obdarowały mnie spokojnym, beztroskim "zatrzymaj/się/i/powąchaj/różę" dzieckiem.
Kiedy musiałam wyjść ona lubiła szukać błyszczącej korony w mojej torbie. Kiedy musiałam być gdzieś pięć minut temu, to ona musiała zapiąć swoje zwierzę-zabawkę w foteliku samochodowym. Kiedy potrzebowałam szybkiej przekąski to nie mogła przestać rozmawiać ze starszą kobietą, która wyglądała jak jej babcia. Kiedy miałam trzydzieści minut żeby gdzieś dotrzeć to prosiła mnie bym zatrzymywała wózek żeby pieścić każdego psa, którego mijaliśmy.
Moje beztroskie dziecko było błogosławieństwem, ale tego nie zauważałam. Kiedy żyjesz szalonym życiem, rozwijasz tunelowe widzenie z przewidywaniem tylko tego co zawiera spis porządku dnia. A wszystko, czego nie można było odhaczyć w harmonogramie było stratą czasu.
Ilekroć moje dziecko zmusiło mnie do odejścia od harmonogramu myślałam sobie: "Nie mamy na to czasu". W związku z tym słowa, które najczęściej wymawiałam do mojego małego miłośnika życia brzmiały: "ruszaj się szybciej!".
Od nich zaczynałam moje zdania. "Chodź, jesteśmy spóźnieni!" I kończyłam nimi zdania. "Wszystko przegapimy jeśli się nie spieszysz!". Zaczynałam dzień od nich: "Pośpiesz się i zjedz śniadanie! Pośpiesz się i ubierz się!". Kończyłam swój dzień również nimi: "Szybko myj zęby!" Pośpiesz się i idź spać!"
I chociaż słowa "pośpiesz się" i "szybciej" tak naprawdę niezbyt przyspieszały czynności dziecka to i tak je wymawiałam - być może nawet częściej niż słowa "kocham cię".
Tak, prawda jest bolesna, ale prawda leczy ... i zbliża mnie do wizerunku rodzica którym chcę być.W jeden pamiętny dzień wszystko się zmieniło. Zabraliśmy starszą córkę z przedszkola i wysiadaliśmy wszyscy z samochodu. Nie działo się to tak szybko jakby ona chciała i zwróciła się do swojej młodszej siostry: "Ale z ciebie ślamazara!". A kiedy skrzyżowała ramiona na piersi i westchnęła z irytacją, zobaczyłam siebie w tym obrazie- i coś we mnie pękło.
Byłam prześladowcą poganiając, naciskając i spiesząc małe dziecko, które po prostu chciało cieszyć się życiem.Przejrzałam na oczy i ujrzałam to wyraźnie jak moje pośpieszne istnienie rani dzieci.
Chociaż mój głos drżał, spojrzałam w oczy dziecka i powiedziałam:
-"Przykro mi, że zmuszam ciebie do pośpiechu. Podoba mi się, że się nie spieszysz i chcę być bardziej taka jak ty."
Obie córki były zaskoczone moją bolesną spowiedzią ale twarz młodego człowieka rozjaśniła się aprobatą i akceptacją.
- "Obiecuję, że będę bardziej cierpliwa", powiedziałam i przytuliłam moją rozpromienioną córkę.
Wyrzucić z mojego słownika, słowo "pośpiech" było dość łatwo a naprawdę trudno było nabrać cierpliwości aby czekać na moje niespieszne dziecko. Aby pomóc nam obu zaczęłam dawać jej trochę więcej czasu na przygotowanie gdy musieliśmy gdzieś jechać ale czasami, pomimo tego wciąż byłyśmy spóźnione. Potem przekonałam sama siebie, że spóźnianie się potrwa tylko przez te kilka lat, aż ona dorośnie.
Kiedy moja córka i ja spacerowałyśmy lub poszłyśmy do sklepu, pozwalałam jej nadawać tempo. A kiedy zatrzymywała się, żeby coś podziwiać to wyrzucałam z głowy myśli o planach i po prostu ją obserwowałam. Zauważałam wyraz jej twarzy - wyraz którego nigdy wcześniej nie widziałam. Przestudiowałam plamki na jej dłoniach i sposób w jaki jej oczy zwężały się podczas uśmiechu. Widziałam jak inni ludzie reagowali na nią, kiedy się zatrzymywała aby z nimi rozmawiać. Widziałam jak studiowała interesujące owady i piękne kwiaty - ona je kontemplowała. Wtedy wreszcie uświadomiłam sobie, że jest darem dla mojej wzburzonej duszy.
Obiecałam wyhamować prawie trzy lata temu. I nawet dziś aby żyć w zwolnionym tempie, muszę podjąć znaczne wysiłki. Ale moja najmłodsza córka jest żywym przypomnieniem tego, dlaczego muszę próbować - a ona często przypomina mi o tym.
Raz w czasie wakacji, pojechałyśmy razem na rowerach do namiotu z owocowymi lodami. Podziwiając w zachwycie wieżę lodową usiadłyśmy przy stoliku. Nagle ujrzałam zaniepokojenie na jej twarzy. „Musimy się spieszyć, mamo?”
I prawie wybuchnęłam płaczem. Być może blizny po życiu w pośpiechu nigdy nie znikają całkowicie. Zdałam sobie sprawę, że miałam wybór: mogłabym siedzieć i smucić się, myśląc o tym jak wiele razy w życiu ją poganiałam... albo mogłabym świętować ten fakt, że dzisiaj staram się czynić inaczej.
Postanowiłam żyć dzisiejszym dniem.
-„Nie śpiesz się moja droga - tylko się nie śpiesz"- powiedziałam łagodnie.
Jej twarz natychmiast się rozpromieniła a ramiona rozluźniły.
Więc siedziałyśmy obok siebie i rozmawiałyśmy o wszystkim co jest na świecie. Były nawet momenty, kiedy siedziałyśmy w ciszy, tylko uśmiechając się do siebie, ciesząc się otoczeniem i dźwiękami wokół nas.
Myślałam, że moje dziecko ma zamiar jeść wszystko do ostatniej kropli, ale kiedy zbliżyła się prawie do końca, dała mi łyżkę kryształków lodu ze słodkiego soku. „Zachowałam ostatnią łyżkę dla ciebie, mamo” - powiedziała córka z dumą.
Kiedy pozwoliłam sopelkom dobroci ugasić moje pragnienie, zdałam sobie sprawę, że właśnie podpisałam kontrakt całego życia.
Dałam mojemu dziecku trochę czasu ... i w zamian ona oddała mi swoją ostatnią łyżkę i przypomniała, że smak staje się słodszy, a miłość przychodzi łatwiej, gdy przestajesz tak pędzić przez życie.
A teraz, czy będzie to jedzenie lodów owocowych, zbieranie kwiatów, zapinanie pasów bezpieczeństwa, rozbijanie jajek, szukanie muszli morskich, przyglądanie się biedronce lub po prostu spacer - nie powiem już: „Nie mamy na to czasu!” bo w istocie, to znaczy: „Nie mamy czasu, aby żyć”
.Zatrzymaj się aby korzystać z prostych przyjemności życia codziennego - to jedyny sposób, żeby naprawdę żyć.
Autor: Rachel Macy Stafford
Subskrybuj:
Posty (Atom)







