wtorek, 11 listopada 2025

Silne i niezależne - film z kanału Mega Trash Video

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=x5iiNThrVeM

Teraz powszechnie przyjmuje się, że kobieta, która jest karierowiczką, która poświęca cały swój czas pracy, karierze, biznesowi, zarabianiu pieniędzy, która wyrzeka się rodziny, posiadania dzieci, małżeństwa – to silna osobowość, to kobieta niezależna, to cholernie niesamowita osobowość. Takie teraz są stawiane na piedestale i stawiane za wzór. To jest teraz promowane przez każdego trenera interpersonalnego i psychologa na Instagramie: "patrzcie, jakie to fajne".

     Chęć posiadania dzieci, chęć bycia żoną, chęć bycia z mężczyzną – przedstawiane jest absolutne dno, jesteś baba bez ambicji i w ogóle z nizin społecznych.  

   A ja, jako kiepski (oryg. "ujowy") i denny psycholog, powiem: „Ta właśnie kobieta, która jest uważana za silną i niezależną, jest najbardziej złamaną i nic już nie wartą babą. Taka po prostu nie ma innego wyboru, jak tylko usprawiedliwiać i tuszować wszystkie swoje braki pieniędzmi, karierą, tą niby "silną osobowością" - oczywiście w cudzysłowie.

    Zasadniczo, takie kobiety walczą z mężczyznami, spierają się ze swoimi mężami ciągle ich umniejszając, obniżając ich własną samoocenę, śmieją się z nich i drwią. To jest właśnie ta wspomniana słabość i złamanie.

    Ogólnie rzecz biorąc, silni, naprawdę silni ludzie, silne osobowości, nie okazują siły tylko dla samej potrzeby. Oni demonstrują siłę tylko dla własnego przetrwania lub własnego bezpieczeństwa, a nie kręcą się w ten sposób, umniejszając ludziom, dewaluując mężczyzn, wykłócając się z nimi o każdą drobnostkę. To jest kolejna typowa podmiana pojęć - jaka to siła?. 

 Wiecie już, że ja zdałam sobie sprawę, że ja też należę do tych silnych, niezależnych, że tak powiem, złamanych kobiet. I wiecie co - nie mam tu niczego, z czego mogłabym być dumna. Jest wręcz przeciwnie, chcę ukryć ten fakt. Chcę jakoś zamilknąć, zamknąć usta, po prostu tego nie okazywać, bo to właśnie jest ten brak żeńskiego zdrowia. Jest to destrukcja mojego żeńskiego pierwiastka, to kompletny krach dla tej mojej wewnętrznej kobiety.

To jest ogromny problem - nie ma się tu czym chwalić i chcieć być z czegokolwiek dumną. To smutne. Nie ma się czym chełpić, kiedy za każdym razem umniejszacie każdego mężczyznę, którego spotykacie, kiedy łamiecie go na kolanie. Tu nie chodzi o siłę, dziewczyny, chodzi o taką waszą wewnętrzną totalną rozpierduchę, chodzi o wasz wewnętrzny konflikt, o wasze stłumienie tego co żeńskie.

  A teraz wolałabym zamknąć usta, nie okazywać niczego z tego - nie demonstrować niczego z tego, ukrywać te fakty, bo źle się z tym czuję bo to nie jest fajne. I naprawdę silny człowiek, silna osobowość jest właśnie zdolna to przyznać, zaakceptować i spróbować coś z tym zrobić, jakoś z tym wejść w interakcję lub to naprawić, ale nie być z tego dumna.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=DE0tveSAwl8

 

poniedziałek, 10 listopada 2025

Chmury plazmy ze słońca dotrą 12 listopada

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=6zHufLkwxPo

 Witajcie kosmiczni podróżnicy.

    Cóż, wiadomości kosmiczne są wreszcie interesujące i jesteśmy od nich bezpośrednio uzależnieni, więc zapisałem już film wyjaśniający, dlaczego to pokazuję. 

     Masa wyrzucona z nowego rozbłysku, który dziś wyprzedzi i pochłonie obłok plazmy wyrzucony wczoraj. Prędkość nowego wyrzutu plazmy, mierzona w pobliżu Słońca, wynosi podobno co najmniej 12 200 km/s, 12 000, czyli prawie dwa razy więcej niż wczorajsze zdarzenie o prędkości 7200 km/s.

     To oznacza, że ​​wyrzucony dzisiaj obłok gazu prześcignie plazmę wyrzuconą z wczorajszych rozbłysków X179 , która rozprzestrzenia się w kosmosie . I dotrą one na Ziemię razem. Wstępnie wszystko będzie tak samo na styku 11 listopada, co oznacza prawdopodobnie już jutro wieczorem. 

     Obecność frontalnego wyrzutu plazmy została wstępnie wykryta wizualnie. Ze względu na dużą prędkość, obłok gazu przesunął się już o ponad 10 milionów km od Słońca w ciągu trzech godzin. Jest on wyraźnie widoczny na obrazach z koronografów obserwujących przestrzeń bliską Słońca . 

    Nie było jednak wątpliwości co do obecności wyrzutów w kierunku Ziemi, a głównym przedmiotem zainteresowania była ich prędkość, która została już zmierzona. 

     Jak dotąd, pomimo bardzo silnych rozbłysków w ciągu ostatniego dnia, nie miały one żadnych istotnych konsekwencji dla Ziemi. Bardzo silna rekordowa burza magnetyczna była spodziewana 7 listopada, ale wtedy wyładowania słoneczne jedynie musnęły Ziemię. 

     No więc, o czym mówię. Spójrzcie, to wczoraj, więc trwa to już od dnia, trwa to od około 9:00 czasu moskiewskiego, a dziś jest około 1:00. Dzisiaj dogoni to, ale na zdjęciu będzie wyglądać mniej więcej tak jak tutaj. Spójrz, tutaj jest Słońce, tu jest Ziemia. To pierwszy rozbłysk wczoraj. A to jest dzisiaj. Oto on. A tak było wczoraj. To jest sytuacja z dzisiaj. Oto one doganiają się, docierają do siebie. 

 A który dziś mamy dzień miesiąca? Spójrzcie, to jest jutro, a oto dwunasty - wtedy nastąpi szczyt. A potem nastąpi kolejne osłabienie. Spójrzmy jeszcze raz na ten obrazek. 

     Oto są, dwie potężne fale, w zasadzie trzy, jedna po drugiej i nakładają się na siebie. Zatem co się stanie dwunastego i czego się spodziewamy, zobaczymy. Ale wygląda na to, że nasza magnetosfera przyzwyczaja się do tego i nie reaguje tak silnie, nie jest tak pobudzona, jak powinna.

     No cóż, zobaczymy. A co z nami? świetliki nie mają się o martwić, ale kiedy to nadejdzie - jeśli to będzie bardzo silny strumień, kiedy wyłączy elektronikę  to będzie problem - zwłaszcza w miastach. Windy nie będą działać, nie będzie wody, to będzie problem, ponieważ prąd jest sterowany przez elektronikę. To wszystko, a to jest potężny impuls elektromagnetyczny. Ale myślmy pozytywnie. Ale jeśli tak się stanie, to trzeba to zaakceptować tak, jak powinno być. 

  To wszystko, przyjaciele, więc z białym światłem, w świecie, nie mamy innej drogi.  

wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=WlNkJW0kdC0

 

niedziela, 9 listopada 2025

Jak zaakceptować swoje wady i pokochać siebie - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/80Xlum8AqT8

 Cześć wszystkim. Witajcie. W jakim kierunku będziemy się dzisiaj rozwijać?

        Przyjrzyjmy się, jak zaakceptować swoje wady i nauczyć się kochać siebie. 

      A jak nauczyć się kochać siebie, i jak zaakceptować swoje wady? 

    Właściwie to pytania od człowieka dość zaawansowanego w rozwoju osobistym, bo zazwyczaj ludzie pytają, jak zaakceptować wady teściowej czy wady kogoś tam innego, Natomiast co do swoich wad, to ja nie mam z nimi problemu - mogę o nich mówić długo i z zapałem. I ogólnie rzecz biorąc, to po prostu raczej cecha charakteru, a nie wada. "Ty nie rozumiesz mojej wyjątkowej indywidualności. To wcale nie jest wada", prawda? Absolutnie nie jest.

       Jak więc kochać siebie? Kochać siebie oznacza, że nie należy się zabijać. Istnieją różne demoniczne praktyki, które z powodu chciwości, z powodu kompleksu niższości, ponieważ nikt mnie nie kocha, -  no cóż, w jakiś sposób człowiek wpada w taką sytuację. I myśli, że może polegać tylko na sobie, na nikim innym. A potem ląduję na jakimś małym seminarium, gdzie mówią mu, jak się naprawić. 

     Cóż, po pierwsze, te dwa pytania są ze sobą powiązane: jak kochać siebie i jak zaakceptować swoje wady. Musisz zrozumieć, że moje wady nie są wadami, tylko że posiadam pewien zestaw pewnych cech charakteru, jakąś reakcję na zewnętrzny czynnik drażniący - albo też uśmiecham się i nie pokazuję tego.

     Ale okazuje się, że jeśli zrobię to we właściwym momencie, to okaże się, że to bardzo duchowe. Zarówno Jezus, jak i Święty Mikołaj podnosili głos i krzyknęli. Czasami nawet uciekali się do reprymendy fizycznej. Nawet ci po prostu superświęci. Jezus, Święty Mikołaj chwytali bat i tak po prostu, bez żadnych zbędnych słów zaczynali działać. Prawdopodobnie coś tam przy tym mówili, ale świadkowie nie zdążyli zapisać, prawdopodobnie nie mieli czasu.

      A Święty Mikołaj nie miał bicza i po prostu użył pięści. Znokautował arcybiskupa - a gdzie?  na Pierwszym Soborze Powszechnym, kiedy rozstrzygano bardzo interesującą kwestię - Mikołaj po prostu ściągnął go z ambony i ciosem bokserskim powalił. Tak to było. I właśnie dlatego zasłużył na przydomek Mikołaj Ugodnik, ponieważ dokonał czynu miłego (ugadzającego) Bogu. 

     Dlatego, jeśli coś w nas się burzy, jeśli dzieje się to w odpowiednim momencie, jeśli jest to słuszny gniew – to dobrze. Najważniejszą rzeczą jest to, że istnieje Dharma i istnieje ApatDharma. Dharma jest wtedy, gdy wszystko jest w porządku, nie trzeba podejmować żadnych ważnych decyzji, wszyscy się rozumieją, ale kiedy to zrozumienie w jakiś sposób się kończy, wtedy pojawia się apadtharma i wtedy postępujemy bardziej surowo. Wtedy wyciągamy z kieszeni, z siebie, z serc, wyciągamy inne emocje, działania o innym charakterze i stosujemy je, ponieważ te pokojowe nie działają. 

    W czasie wojny pokojowe rozwiązania nie działają - kiedy panuje stan wojenny, to działamy zgodnie z prawami wojennymi, to znaczy, istnieją prawa pokojowe i są prawa wojenne. Prawa pokojowe nazywane są Dharma, a prawa wojenne apattharma. Tam jest wtedy trochę inaczej. I tam wtedy z karabinem maszynowym w dłoni nie da się strzelać mając na twarzy szeroki uśmiech.  

    Natomiast w czasach pokoju nikt nie będzie stosował bezpośredniej przemocy - wtedy trzeba stosować jakieś łagodniejsze metody perswazji. Dla przykładu nie należy śmiać się na pogrzebach, bo krewni mogą mnie nie zrozumieć i się obrazić. Tak to jest. Każdy czas ma swoje szczególne środki działania.

   Dlatego też jeśli ktoś się gdzieś naczytał, że takie cechy charakteru są dobre a inne złe - no i gdy odkrywa w sobie te dobre cechy, ale musi pokazać czasem te złe, bo w przeciwnym razie będzie musiał wieść ciężkie życie pełne trudności i wyrzeczeń - jeśli nie okaże tych złych cech to go w ogóle rozszarpią i będzie musiał wieść takie życie cierpiętnika, będzie uznawany za słabeusza.

   On musi tak czynić - jest mu to potrzebne. To jak w tej znanej piosence z filmu "Buratino" gdzie żółw śpiewał: "jeśli trzeba walczyć to walcz - nigdy nie daj się ugrzecznić, śmiej się i płacz w chwilach niestosownych".  

 Cóż, skoro tak się dzieje, to odpuść i niech się dzieje. Najważniejsze aby to czynić to uczciwie, a nie ze strachu. Kiedy będziesz wykorzystywać cały ten arsenał, to przeżyjesz. Wtedy ostatecznie będzie dobrze. Gwarantuje nam to prawo korzyści opisywane w traktacie "Kybalion".

 Musisz wykorzystywać wszystko, co posiadasz. "No ale jak to tak? To przecież nie jest duchowe?" Czytamy o różnych rodzajach relacji, jakie mamy z Bogiem i widzimy tam, że o dziwo gniew jest przejawem duchowym, że wstręt jest duchowy. Uczucie wstrętu jest przejawem duchowym. Bywa, że czujemy wstręt do Boga. Tak to jest. I to jest jeden z dwunastu rodzajów relacji z Bogiem. I posiadamy cały taki zestaw - każdy człowiek ma pełen komplet takich relacji.

     Powiedzcie mi czy znajdziecie chociaż jednego człowieka, który nigdy nie doświadczył uczucia wstrętu do czegokolwiek? - takiego uczucia kiedy wywróciło człowieka do góry nogami. Bywało tak - prawda? Ale w rzeczywistości, kiedy doświadczamy wszystkich tych emocji, to są one skierowane do Boga - do czegoś odrażającego. 

     I to jest również postawa, której doświadczamy wobec Boga, relacja wobec Boga - i to jest normalne.  Bóg wtedy mówi nam w ten sposób: „To po prostu nie jest dla ciebie w tej chwili. Być może komuś innemu to zasmakuje, ale tobie nie”.  

   A kiedy to zrozumiemy... - a kiedy to zrozumiemy? Nie musimy tego rozumieć, po prostu musimy wykorzystywać wszystko to, co mamy, wszystko to czym dysponujemy, a potem zaakceptować swoje wady.  

 A dlaczego miałbym akceptować swoje wady tylko dlatego, że ktoś wskazał na mnie palcem i powiedział: „To są wady”. Przecież to jest część mnie - bardzo przepraszam, jakie to wady?  No cóż, taki jestem, jakiś otępiały, kulawy czy na przykład mam jakiś tik nerwowy. Taki po prostu jestem. To wcale nie jest wada. Może potrzebuję tej wady, żeby wykonać jakieś zadanie?

   Był taki film o Anglikach spierającymi się z Hindusami podczas okupacji Indii, to były czasy kiedy Anglicy po prostu eksportowali wszystko, co mogli tam znaleźć. A tam wtedy nie było przez długi czas deszczu. Hindusi byli winni pieniądze za trzy lata dostaw zboża transportowanego do Anglii.  

 No i postanowili rozegrać mecz w piłkę, krykiet czy coś w tym stylu - w jakiś rodzaj gry, na pewno nie była to piłka nożna. No i Hindusi wygrali, bo wzięli do swojej drużyny kogoś takiego - jakiegoś błogosławionego gościa, który chodził po ulicach, a jego ręka była wykrzywiona i kiedy rzucał piłkę, to kręciła się tak bardzo, że nikt nie mógł jej złapać. 

  Więc rzucali mu tę piłkę i ani jeden Anglik nie dawał rady... wygrali mecz i zakład był ważny. Hindusi nie płacili zaległych od trzech lat podatków. W ten sposób Anglicy, dla których to była jakaś narodowa gra przegrali, a dla Hindusów ta gra była zupełnie obca, ale wygrali, bo jeden z nich miał taką nietypową rękę. No i proszę, oto przykład niby wady. 

   Zatem cokolwiek posiadamy, to musimy zrozumieć, gdzie to wykorzystać, a wtedy to coś od razu staje się zaletą. Jeśli zmienimy te niby wrodzone wady - a dziś chcemy być wszyscy jak ta lalka Barbie. I czy ty jesteś pewna, że ​​będziesz kochana mając dokładnie taką figurę jak ta lalka? Czy jesteś pewna, że odnajdziesz tę twoją drugą połówkę, która jest już stworzona do tej figury jaką teraz posiadasz? Jeśli się zmienisz w tę lalkę Barbie to ten sposób ją stracisz - rozumiesz? 

     Ktoś po prostu ustalił pewne parametry, że to będzie piękne, my się do nich zastosowaliśmy i po wszystkim. Na przykład nadwaga u kobiet uważana za niedostatek - na przykład szerokie biodra. 

  Przeprowadzono więc testy na mężczyznach, obok nich przechodziły kobiety mające prawie po 2 metry i wąskie biodra, twierdzono, że to jest pożądane - rozreklamowano taki rodzaj figury, jakiś tam szczególny rozmiar czy rozstaw oczu - wszyscy na tym pokazie bili brawo, wystawiali oceny, że tak jest dobrze i to im się podoba, 

 ale potem mężczyznom zakładano takie przyssawki na głowy i na oscyloskopie było widać jakie są drgania, beta, gamma i tak dalej. I wtedy było widać jak oni właściwie reagują. No i kiedy obok przechodziła kobieta z szerokimi biodrami jak jakaś tam typowa dojarka z kołchozu, to mężczyźni reagowali, jakby była najpiękniejsza, ale nie zgłaszali tego w tych oficjalnych ankietach i nawet nie śledzili tego w swojej podświadomości, a ich podświadomość mówiła: „To jest prawdziwe”. Widzicie? 

Zatem ktoś nam powiedział, że zastosujemy ten standard, że to jest norma piękna a my porównujemy się do niego i od razu zauważamy wady i zaczynamy z nimi walczyć. I mówi się, że demony wyróżniają się tym, że próbują zmienić siebie poprzez jakieś tam posty, jakieś ćwiczenia fizyczne. Zasadniczo czynić wszystko po to, żeby zmienić to ciało - a ty nie musisz zmieniać swojego ciała. Po prostu wykonuj swoje. Czy choć jedno zwierzę uprawia jakiś sport? Nie. Mamy wychowanie fizyczne, ale to już zupełnie inna sprawa. Wychowanie fizyczne to bieganie, rzucanie dziećmi pod sufit - takie tam zwykłe zachowania. Na przykład małe lwiątka walczą między sobą, bawią się z matką, 

 To wszystko przecież są ćwiczenia, to składa się z całego szeregu elementów. Lubią to robić, robią to z Bożą pomocą. To nie wyrządzi żadnej krzywdy. 

    Jak więc możemy zaakceptować nasze wady? Musimy zrozumieć, że ich w ogóle nie ma.  Jestem taki właśnie, doszedłem do tego stanu, ponieważ, to nie stało się nagle, to nie wzięło się ot - tak znikąd i nieoczekiwanie. Każde nagłe i nieoczekiwane zdarzenie ma bardzo długi proces poprzedzający. Jeśli tylko jem, jem, jem, bo nie doświadczam innego szczęścia poza jedzeniem - tak więc jem, jem, a potem bum, i jakość zmienia się w ilość. I teraz muszę to robić. 

     Albo, na przykład, byłem trochę zestresowany i ludzie mi mówili: „weź sobie kielicha, uspokój się”. Zdarzyło się to raz, a potem stres zniknął, ale taki nawyk doprowadzania się do porządku pozostał, no i teraz jestem alkoholikiem. 

     Czy to się stało nagle? Nie, to nie stało się nagle. Dlatego są wady, które, sami sobie robimy. Sami sobie je stwarzamy. Tak więc istnieją wady, które trzeba naprawić.  

 Skoro człowiek nie posiada już od momentu urodzenia jakiegoś komina wystającego gdzieś tam z pleców, aby dym mógł wychodzić przez ten komin, to nie powinien palić. Tak to jest. I nie powinieneś też pić - to jest trucizna protoplazmatyczna. 

   Takie rzeczy owszem - trzeba to naprawiać. Ale wszystko inne, to, że jestem trochę inny niż pozostali ludzie, jeśli jestem trochę większy, trochę mniejszy, trochę szerszy, trochę węższy - to nie są wady jeśli mam jakieś tam inne oczy. 

   Opowiem wam nawet taką może nieco wstrząsającą w dzisiejszym pojmowaniu historię: wędruje sobie guru, jego uczniowie podążają za nim. Wszyscy oni są w jakiejś dolinie, i biega tam bardzo ładny chłopiec, tam jest wiele dzieci, ale ten się wyróżnia, jest wyjątkowej urody. Guru podszedł i wsadził mu palec w oko. Wszyscy się zdumieli a guru wyjaśnił: ta jego uroda doprowadzi go do upadku, ale teraz gdy będzie miał tę wadę to przeżyje normalne życie. 

   Czasami nasze niedostatki są czynnikiem powstrzymującym - one nas hamują, abyśmy nie stali się zarozumiali, abyśmy nie popadli w arogancję. 

    Apostoł Paweł, którego opowieści stanowią prawie połowę Nowego Testamentu. I tego właśnie apostoła Pawła coś gdzieś tam swędziało - miał jakąś taką wadę. I prosił Boga trzy razy: „Uwolnij mnie od tej wady. Mam tu przecież taką wybitną misję, prawda"? 

   I prosił Boga po raz pierwszy, potem po raz drugi a za trzecim razem powiedział: „Dziękuję Ci, Boże, że zostawiłeś mi tę wadę, żebym nie stał się arogancki, żebyś mnie powstrzymywał”. 

Była sobie pewna pobożna kobieta - ona myła tam podłogi w świątyni i tam poprosiła: „Boże, uczyń mnie młodą”. Bóg powiedział: „Dobrze, skoro mi tak wiernie służysz to niech tak się stanie".

  A jak odzyskała tę upragnioną młodość to odeszła z tego kościoła, żeby gdzieś tam balować -rozumiecie? Zatem jeśli nasza uroda, siła, zdrowie, szczęście, nasze zasoby nam nie przeszkadzają - jeśli nie odciągają nas od Boga, od dobrego życia, od prawdy, od wszystkiego, to możemy je mieć. 

  A jeśli one nam przeszkadzają to zostaną nam odebrane. A jeśli coś innego ci przeszkadza - na przykład przeszkodą jest twoja potencja to staje się to twoją wadą, bo przeszkadza tobie osiągnąć zamierzenia życiowe. Wtedy dostajesz ograniczenie, bo prawdopodobnie jesteś byłym narkomanem - istniało jakieś uzależnienie od tego czynnika.

    Dlatego też nie istnieją żadne niedostatki - żadne wady w tym sensie, że czegoś nam brakuje lub że mamy jakieś tam swoje specyficzne zachowania.  

  A w jaki sposób mamy nauczyć się kochać siebie? Musimy wykorzystywać swoje możliwości a wtedy będziemy siebie kochać. Nie kochamy siebie wtedy gdy nie zwracamy w pełni na siebie uwagi. 

     Jeśli dokonuję wszelkich wysiłków, jeśli całkowicie się wykorzystuję, to nie mogę nie kochać siebie, bo w pełni wykorzystuję swoje możliwości. Lecz jeśli na przykład prawa strona jest przeze mnie uważana za cnotę, a lewa ma według mnie wady, to pracuję z prawą, ale ta lewa też chce coś czynić pożytecznego a ja ją odpycham mówiąc: "odejdź! Nie kocham ciebie".

   Taki już więc jestem. Jak więc nauczyć się kochać siebie? Trzeba wykorzystywać ten posiadany potencjał. Nie ma żadnych wad. Po prostu muszę znaleźć sposób jak ten potencjał wykorzystać i tyle. (śmiech) Dziękuję Wam za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=G49ugjJrpOQ

 

piątek, 7 listopada 2025

Prawdziwe zmiany - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=Ktj4Rvouvg4

 Cześć wszystkim. Witajcie ludzie

    > > > dzień dobry, dziś zacytuję Sokratesa:.  "Kiedy człowiek pozna siebie, to nie może pozostać taki sam, nie może być taki jak dawniej. 

     > > > Tak. Sokrates, kiedy człowiek pozna siebie, nie może pozostać taki sam. 

    No cóż, tutaj jest mowa o prawdziwej zmianie. Prawdziwa przemiana, tak bym to nazwał. Człowiek przymierza wiele różnych ról i zakłada wiele różnych masek w zależności od tego, jakie trudności go spotykają.I myśli: „No tak,  jak mogę uciec od tych trudności?” Zaglądamy do świętych ksiąg, sprawdzamy co tam doradzają szastry, co radzą przykazania? Człowiek coś zmienia - zmienia siebie, zmienia swoją codzienną rutynę, zmienia pracę, albo zmienia miejsce zamieszkania.

       Różne rzeczy mu się przytrafiają, ale zauważa, że ​ po prostu uciekł z tego miejsca, zmienił dosłownie wszystko, a po pewnym czasie również to nowe środowisko staje się tym samym środowiskiem, w którym był - w pracy zaczyna mieć to samo, tak samo go tam traktują - to znaczy, pojawia się remiks tych samych problemów.  

   Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ on sam się nie zmienił. Wynika z tego, że istnieją dwa sposoby podróżowania. Można to robić geograficznie, to drogie i, co najważniejsze, bezużyteczne. Albo można siedzieć w jednym miejscu, a świat zaczyna się kręcić wokół ciebie. Gdy tylko się zmienisz, świat nagle się zmieni. Jest to sposób tani i radosny, a co najważniejsze, świat się zmienił i pozostał taki sam. 

     Zatem gdy sam siebie zmieniam to zmieniam ten świat. To co wewnętrzne jest identyczne z tym zewnętrznym. A świat się zmienia, zmienia, i tak może się dziać w nieskończoność.  

    Mam jakieś tam pragnienie, i żeby je spełnić, to muszę uczynić to czy tamto. Żeby się wytrenować, to muszę iść na siłownię. Żeby wzmocnić swoją psychikę, to muszę pójść na spotkanie u psychologa albo coś w tym stylu, oddychać naprzemiennie, albo jeszcze tam coś innego - na przykład siedzieć w pozycji lotosu.

Czy to pomaga? Tak, oczywiście, że pomaga. To oczywiście powoduje zmianę. Ale wtedy zmieniam się, by dostosować się do zmieniającego się świata. A świat nigdy nie przestanie się zmieniać. On będzie podrzucać mi nowe pomysły zmiany - zmień to, zmień tamto. I ta bezsensowna zmiana się oczywiście wydarzy, ona będzie rodzajem zapłaty. 

   Prawdziwa zmiana nastąpi, kiedy poznam siebie, kiedy dowiem się kim naprawdę jestem, dlaczego tu jestem, czyli poznam mój cel, dowiem się po co tu przyszedłem, jaki powinienem być i co powinienem czynić, jak odnosić się do świata, w jaki sposób powinienem zmieniać ten świat. Wtedy nastąpi moja prawdziwa zmiana, wtedy ten świat się zmieni. 

    Będę wtedy szedł, a tam, gdzie wchodzę, tam świat będzie się do mnie dostosowywał, będzie się zmieniał tak, aby mi służyć. Będę kontrolował pogodę, nie pogoda będzie mną władać, ale to ja będę zarządzał pogodą. W przeciwnym razie będę się miotał po świecie i szukał, gdzie jest lepiej. A niezależnie od tego, co lepszego znajdę, to koniec końców to mi się znudzi. Będzie mi nudno.  

   A dlaczego? Ponieważ ten świat jest tak zaprogramowany - albo moja dusza jest tak zaprogramowana, albo mój umysł jest tak zaprogramowany. To bez znaczenia. Ważne, że otrzymuję to wszystko, czego chcę. Potem się tym nasycam i to mnie ostatecznie nudzi. Nudzi mnie do granic możliwości. To się nazywa pożądanie, otrzymywanie, nasycenie i wstręt. 

     Mówię: „Nie, nie, nie, już wystarczy - więcej nie mogę”. Wiemy nawet, że jeśli ktoś jest karmiony wciąż tym samym to powie: „Daj mi coś zupełnie innego”. Może to być gorszej jakości, ale niech jest inne, ponieważ ciało potrzebuje innych elementów. 

   A jeśli ciało jest karmione wciąż tym samym, to staje się przeciążone, a my jesteśmy tak wielofunkcyjni, że czujemy, że coś jest nie tak. Jedzenie wydaje się kaloryczne i zdrowe, ale potrzebujemy różnorodności. Dlaczego? Ponieważ nasze działania są różnorodne. Jesteśmy tak wielofunkcyjni.  

   Tak więc kiedy się zmieniamy, dowiemy się czego chcemy, co kochamy, to dlaczego to się nam nie nudzi? Ponieważ miłość jest wiecznie odnawialna. Wszystko inne jest statyczne, dlatego ma datę ważności. Wszystko ma datę ważności i jest albo przestarzałe, albo przestarzałe moralnie, albo po prostu zostało zużyte. Ale miłość się nie zużywa. Nawet wiedza, jak mówią stare księgi przemija, ale miłość nigdy nie przemija. Więc miłość to...., no cóż, dużo mówimy o miłości do bliźniego, o miłości do Boga, ale o miłość do tego co powinniśmy czynić specjalnie się nie mówi,

 a to jest najważniejsze, ponieważ brakuje nam miłości do siebie, miłość do siebie nie istnieje. Miłość do siebie oznacza, że ​​wykonuję to, co kocham - nie to, co jest bezpieczne, nie to, co jest wygodne, ale to, co kocham. Miłość nie wybiera między wygodą a niedogodnością, między możliwym a niemożliwym. To jest takie żywe "chcę".

   Ale żeby podążać za miłością, to potrzeba pewnego poziomu odwagi. Kiedy podążamy za miłością to w praktyce podążamy za Bogiem. I kiedy podążamy za nią, to wtedy nie zdradzamy samych siebie. Ludzie zdradzają Boga z szatanem, zdradzają swoje żony z kochankami, ale zawsze zdradzają samych siebie, bo czynią to czego nie chcą.  

   Ja nie chcę tego robić. A kiedy człowiek czyni to, czego chce, to wtedy to czego on chce, rośnie jak nasiono. I wtedy staje się jasne dla wszystkich, że ten człowiek rozpoznał samego siebie i stał się sobą, stał się tym, kim miał być. On staje się czymś więcej niż tylko świątynią Boga, on staje się awatarem Boga. To znaczy, Bóg stworzył tę formę dla siebie.  

    A dusza...., no cóż, tak naprawdę dusza nie rozpoznaje siebie, ale rozpoznaje ducha. Rozpoznać to jedno, ale wiedzieć to drugie. Wiedzieć znaczy połączyć się. Dusza łączy się z duchem. I wtedy pragnienie ducha, Boga, i pragnienie duszy są nieodróżnialne, są jednakowe.  

 Dusza zawsze wiedziała, czego chce duch, ale bała się. A kiedy się łączy, to po prostu przestaje się bać i mówią ludzie wtedy: „Oto bohater, słynny poeta, spójrz, jakiś niezwyciężony sportowiec”. We wszelkich dziedzinach, kiedy człowiek coś wie, kiedy człowiek rozpozna siebie, to już nigdy się nie zmienia. Dzieje się tak, ponieważ kiedy znam siebie, to mój związek przyczynowo-skutkowy zostaje zerwany. 

    To znaczy, okazuje się, że wtedy nie jestem już nikomu nic winien. Jest wręcz przeciwnie, każdy wnosi coś do mnie. Po prostu wykonuję to, co kocham, a On - Bóg w jakiś sposób o mnie dba. Bóg zapewnia mi wszystko albo poprzez ludzi, albo przez okoliczności. Przestaję wtedy pracować, jest tak jak ktoś powiedział: „wykonuj to, co kochasz, i nie przepracujesz już w życiu ani jednego dnia”.  

    Ale przebicie się do tego co kochasz nie jest łatwe, ponieważ wszyscy wokół ciebie - a przede wszystkim twoja rodzina będzie ci mówić: "gdzie ty się tam pchasz? Tam nie dają mieszkań, tam nie płacą, tam jest wręcz niebezpieczne, uważaj, bo skończysz bez głowy".

   Ale jeśli ktoś nadal podąża wytrwale za swoim marzeniem, za tym, co kocha, to pojawią się próby, pojawią się sprawdziany. A te próby nie wynikają z tego, że Bóg je zsyła. Po prostu człowiek żył przez jakiś czas bez miłości, bez kochania, bez poznania siebie, bez poznania tego świata. Do pewnego momentu to normalne. Poznajesz ten świat, a potem poznajesz, kim jesteś w tym świecie, a potem rozumiesz, co musisz z nim wykonać, co jesteś w stanie zrobić, jaka jest twoja specjalność tutaj. 

    A w takim momencie, kiedy już tak dobrze poznajesz siebie i kiedy naprawdę cię korci, żeby zacząć działać to dostajesz kilka klapsów, ale tak naprawdę poprzez te klapsy jesteś oczyszczany z tego brudu, który nagromadziłeś próbując to zrobić - krótko mówiąc twoje stare projekty wypadają ci z rąk.

   To nie dla ciebie, nie musisz tego robić, nie musisz tracić na to czasu - są inni specjaliści, którzy zrobią to za ciebie, za siebie i starczy jeszcze dla innych. A ty także powinieneś zająć się czymś - na przykład wykonaniem jakiegoś produktu, który wystarczy dla ciebie i dla wszystkich innych tak, żeby wszystko było wysokiej jakości.  

     A skoro jesteś w Bogu, to jest tak jak znajdować się w ramach prawa czyli KON-u i poza nim. Możemy coś zakreśli okręgiem i uznać, że to jest dozwolone. W tym zakresie, w tym KON-ie czynisz wszystko co tylko chcesz i tam brak jest spisanych zasad jak działać - w tym obszarze reguły ciebie nie obowiązują a więc tam nie ma karmy - żadnych karmicznych następstw nie będzie.

 Ale gdy tylko włożysz nos w coś, co do ciebie nie należy - kiedy wychylisz się poza ten obszar, poza swój KON to natychmiast zostanie tam ustanowione dla ciebie prawo i jego reguły. Ustanowią dla ciebie KONstytucję i powiedzą ci, jak to zrobić, dlaczego to zrobić, i będziesz musiał się zmienić.  

     Byt zacznie determinować twoją świadomość - a tutaj, w tej twojej przestrzeni, wewnątrz przeznaczonego tobie KON-u świadomość determinuje byt, świadomość determinuje twoje istnienie. Dlatego nie powinieneś wtykać nosa poza granice tego swojego KON-u. I ogólnie rzecz biorąc, wyrzeczenie, najprawdziwsze wyrzeczenie polega na niewtykaniu nosa tam, gdzie nie należy. 

   WyKONuj swoje, a to się rozwinie, ten obszar się poszerzy i pochłonie całe twoje życie, a nawet życie innych ludzi. Staniesz się sławny i staniesz się wyjątkowy na świecie. Każdy człowiek jest do tego stworzony. To właśnie oznacza "poznać samego siebie". Poznać siebie oznacza zaszczepić w sobie Boga. I aby nie było marności nad marnościami i utrapienia ducha, lecz aby był triumf ducha i radość ze swojej mocy.

 Teraz w końcu zrozumiałeś, kim jesteś. Teraz oczywiście, już nie zmienisz się z powrotem. No i dobrze. Już nawet nie pamiętam, jak brzmiało to pytanie. 

     Kiedy człowiek pozna samego siebie, to nie może pozostać taki sam. 

    Tak, to prawda - nie może. Po prostu nie może. Kiedy mówią mu: „No proszę bardzo - idź tam”. A on wtedy na to odpowie: „O nie, nie, - on wtedy nie będzie chciał, nie będzie miał na to ochoty. 

     Z tą uroczystą nutą zakończymy, on nie będzie chciał. Nie ma nikogo lepszego ode mnie w tej mojej specjalizacji. Rozumiecie? Każdy powinien to sobie powiedzieć. Nie ma potrzeby nikogo kopiować.

wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=zlo-UThJRSQ

 

To wydarzenie zmieni świat. Czegoś takiego nie było od tysięcy lat - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=1MH79ZydKWM

 Witajcie moi drodzy.  

    Czujecie napięcie, mamy poczucie, że żyjemy u schyłku jednej ery i u progu kolejnej. To nie tylko wasze postrzeganie. Dwa kosmiczne olbrzymy, Saturn i Neptun, przygotowują grunt pod zupełnie nową erę kosmiczną. I to wydarzenie zmieni wszystko. 

     To, co się dzieje, to nie tylko zmiana scenerii; to czas wielkich lekcji karmicznych. Aby zrozumieć, co się dzieje, musimy poznać głównych bohaterów. Pierwszym z nich jest Saturn, który często nazywany jest władcą karmy. Wymaga od nas poważnej pracy, dyscypliny i rozwoju. Teraz Saturn opuszcza marzycielski znak wodny Ryb i przygotowuje się do wybuchu w ognistym Baranie. 

     W Baranie motto Saturna brzmi: przestań marzyć, uporządkuj się. To energia działania i może być bardzo ostra. Drugi gracz, Neptun, to z jednej strony duchowe uniesienie, połączenie z boskością. Z drugiej strony, to mgła iluzji, oszustw i mentalnych urojeń. Neptun popycha niektórych ludzi do poszukiwania prawdy, podążania za starożytną mądrością, podczas gdy inni drwią ze wszystkiego, co duchowe, wierząc tylko w to, czego mogą dotknąć. 

      A teraz najważniejsze. Saturn i Neptun znajdują się teraz w Rybach. To bardzo wodny żywioł. Nic dziwnego, że obserwujemy tak potężne huragany i burze na całym świecie. Ale przejście Saturna z wodnego znaku Ryb do ognistego znaku Barana to nie tylko pstryknięcie przełącznika. W astrologii to niebezpieczny węzeł karmiczny. To strefa turbulencji. 

      Wyobraź sobie skok z tonącego, płonącego statku. Wydarzenie na tak wysokim poziomie planetarnym może siać spustoszenie. Na płaszczyźnie fizycznej istnieje ryzyko katastrof, ogromnych powodzi i awarii w naszych domach. Ale to nie wszystko. To kosmiczne napięcie nasila wszystko - konflikty i wojny, które już trwają, mogą eskalować.  

     Kosmiczna pogoda, rozbłyski słoneczne i koronalne wyrzuty masy będą krzyczeć głośniej, wpływając na nas i naszą technologię. Możemy zobaczyć silne trzęsienia ziemi w rzadkich miejscach i częstsze erupcje wulkanów. W przyszłym roku Saturn i Neptun wkroczą do Barana. Rozpoczną swój taniec od zera stopni, w punkcie absolutnego początku.

       Nie zdarzyło się to od tysięcy lat. Będzie to globalna walka świadomości o to, co jest prawdą, a co fałszem. Neptun w ognistym Baranie przyniesie wielu ludziom  niestabilny, impulsywny umysł lub nagłe duchowe objawienia. Prawda i fałsz staną twarzą w twarz. 

    I tak, technologia będzie się nadal rozwijać, ale zobaczymy bataliony, satelity, sztuczną inteligencję, lotnictwo. Wszystko to zostanie wystawione na próbę. Ale pośród całego tego chaosu jest niesamowita nadzieja. Spójrz na numerologię roku 2026. W numerologii dziesięć redukuje się do jednego. Jeden jest symbolem nowego początku na wszystkich poziomach. To sygnał, że nowe, istotne, święte informacje docierają do centrum naszej planety. Tak, Mars jest teraz w Strzelcu, tworząc napięcie z Saturnem i Neptunem, co może dolać oliwy do ognia. Ale Strzelec jest również znakiem wyższej wiedzy i filozofii. 

    Oznacza to, że ludzkość ma szansę na osiągnięcie pokoju. Ale aby to uczynić, będziemy musieli całkowicie wykorzenić ego, upór i narcyzm z pola gry. A Saturn i Neptun już rozpoczęły ten proces oczyszczania. 

     Przygotowujemy się do dramatycznej restrukturyzacji całego naszego świata, do pojawienia się nowej Ziemi. Cały kosmos staje się jaśniejszy. Przygotowujemy się na nadejście światła, które wprawi ludzkość w zachwyt. 

     Ostatnie miesiące 2025 i 2026 roku będą większe, niż możemy sobie wyobrazić. Chodzi nie o to, aby bać się chaosu. Chodzi o to, aby wykorzystać tę energię do uzdrowienia, poszukiwania prawdy i stania się częścią tego nowego początku. 

    Jak odczuwasz tę energię? Czy czujesz nadchodzącą zmianę? Podziel się swoimi myślami i uczuciami w komentarzach. Wspierajmy się nawzajem. 

Błogostanu Wam wszystkim.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=yDA8yDqLqLQ