piątek, 16 października 2015

Odrobinka optymizmu

Naszło mnie w deszczowy poranek na taką amatorską "wyklejankę". Piosenka towarzyszy mi w myślach od jakiegoś czasu a że trudno ją znaleźć w sieci więc dodaję. Do tego garść fotek z mojego zbiorku.
   Część z nich zacząłem szukać w necie i .... trafiłem tutaj
https://elims.org.ua/pritchi/pritcha-veter-i-cvetok/
Podkradłem tam obrazek ale tekst trzeba koniecznie przetłumaczyć:

Wiatr napotkał przepiękny kwiat i się w nim zakochał. Póki czule głaskał kwiatek ten odwdzięczał mu się jeszcze większą miłością wyrażoną kolorem i aromatem.
          Ale wiatrowi wydawało się to za mało i pomyślał sobie: "jeśli dam kwiatkowi całą swoją moc i siłę to on obdaruje mnie czymś jeszcze większym".  I dmuchnął na kwiatek całą mocą swojej miłości. Ale kwiatek nie wytrzymał gwałtownej namiętności i się złamał.
     Wiatr starał się go podnieść i ożywić ale nie dał rady. Wtedy ucichł i chuchnął na niego czułym oddechem miłości ale ten zaczął więdnąć w oczach.
  Wtedy wiatr krzyknął: "oddałem ci całą moc swojej miłości a ty się złamałeś! Najwyraźniej nie było w tobie siły miłości do mnie. Nie kochałeś mnie!" lecz kwiatek nic nie odpowiedział. Umarł.
      Ten kto kocha powinien pamiętać, że miłości nie mierzy się mocą i namiętnością lecz czułością i delikatnym traktowaniem.
Nie wiem czy to całkiem tak- prawda chyba częściowa. Wszystkiego po trochu - miłość składająca się z samych delikatności to część obrazka. Jest taki film z Lewszunowem, długi godzinny wykład- najprawdopodobniej tutaj https://www.youtube.com/watch?v=RxJ7J9dyajM  , ewentualnie to https://www.youtube.com/watch?v=vA7EAC5EULQ . Powiada on tam, że nasze kobiety wcale nie były takie kruche i wątłe (co nie oznacza, że były takie jak współczesne "kobiety- czołgi" -  nie o to chodzi.). Były zgrabne ale silne i giętkie.  Bohater wracając do domu ściskał żonę mocno i ona to wytrzymywała a nie łamała się w pół. Znajdę ten fragment bo to ważne i ładnie powiedziane.

A oto i  piosenka będąca zaczynem niniejszego wpisu:







 

środa, 14 października 2015

Nie ma wielkości.....

tam gdzie nie ma prostoty, dobra i prawdy.

                                   Lew Tołstoj

O spódnicach - krótki filmik

Temat już poruszany nie raz. Mam w przygotowaniu 2 kolejne ( dłuższe) filmy. Niebawem się za nie wezmę. Zapraszam:

wtorek, 6 października 2015

Rodzić jak ludzie

  Finiszuję ze swoją tegoroczną  budową. Jutro przyjedzie kolega do pomocy przy dachu. Dzieło pochłania całe moje siły w tej chwili, pogoda sprzyja. Serce by chciało zanurzyć się w poszukiwania wiedzy ( są kolejne tropy) czy też relacje tutaj na blogu. Na razie nie jestem w stanie. A jeszcze jesienne prace rolne na polu.

   Siadam do internetu czytać pocztę, odpowiadam krótko na niektóre listy i komentarze na You Tube. Właśnie podrzuciłem komuś link do filmu Eleny Lonetti. Zdaje się, że wspominałem o nim tu na blogu- chyba niemożliwe bym nie wspominał.  Nie przypominam sobie jednak bym poświęcił temu jakiś określony wpis.

    Zainteresujcie się bo warto. Jest fragmencik 10 minut z językiem polskim. https://www.youtube.com/watch?v=Htx2HudRp6s Wiem, że stowarzyszenie Shantala rozprowadza ten film z polskim tłumaczeniem - nawet mam gdzieś tutaj  w dokumentach polski tekst. Film jest już chyba w całości dostępny na You Tube w wersji angielskiej i kilku innych.
   Wiele razy te sceny oglądałem i zawsze pojawiają się w oczach łzy wzruszenia.
   Czekam na ten czas i doczekać się nie mogę gdy nastanie nasza wiosna -  normalne życie na łonie natury, normalne porody we własnych domach. Bez lęków i tej całej straszliwej oprawy jaka towarzyszy temu cudowi dzisiaj. Pasożyty społeczne ingerują ( jak dotąd skutecznie bazując na naszych lękach) we wszystkie zakamarki naszego ludzkiego życia plugawiąc je i wysysając życiową energię gdzie tylko się da - kłamiąc i oszukując, że bez nich żyć nie możemy. Możemy - zwierzęta (nawet część tych udomowionych)  rodzą cichutko i bez bólu.
   Film nosi tytuł "Birth as we know"  czyli narodziny jakie znamy. Polecam gorąco!!



  

wtorek, 22 września 2015

Jak prawidłowo przejawiać swój gniew?

 Znalazłem taki oto tekst. Zaciekawił. Pośrodku zaznaczam fragment innym kolorem bo ta część jakoś nie za bardzo do mnie przemawia- od tego ja się osobiście dystansuję. Może ktoś mnie przekona do tego co tu napisane - na razie nie przyswajam.

  Aby gniew nie był siłą niszczącą, która staje się przyczyną tego, że z rodziny odpływa powodzenie a z waszego życia szczęście trzeba się nauczyć prawidłowo go przejawiać.

  Pierwsze działanie potrzebne do tego aby właściwie obejść się z gniewem to zaprzestać wszelkich działań i zamilknąć. Gdy tylko poczujecie gniew powinnyście być na 100% przekonane, że zaczniecie mówić absolutne głupstwa. Jest to reguła obowiązkowa. Jest taka zasada, że kobieta w gniewie zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego co mówi. Mężczyzna w gniewie natomiast zupełnie nie wie co czyni.

  Dlatego też przede wszystkim należy zamilknąć - nie ma żadnych innych wariantów. Nie zostanie powiedziane nic mądrego. Nie dojdziecie do żadnej prawdy. To czego w takiej chwili nagadacie ukochanemu człowiekowi nie przyniesie nic dobrego - przyniesie tylko zniszczenie. Po 5 minutach rozmowy żadne z małżonków nie zdaje już sobie sprawy z jakiego powodu doszło do kłótni. Głównie kłócimy się z tego powodu, że druga strona tak a nie inaczej się do mnie odnosi i to wszystko.

   Kolejna sprawa -  zdać sobie sprawę ze swoich myśli, z pełną świadomością. Z jakiego powodu osądzamy drugiego człowieka i dlaczego nas poniosło - przejrzeć krótki zapisek waszego gniewu zanim zechcecie go zreferować waszemu mężowi kiedy to przyszedł o 23- ciej zamiast o 20 -stej .

  Następnie - nawiązać komunikację ze swoimi potrzebami, zrozumieć skąd i dlaczego są te potrzeby i ten osąd. Wiecie dlaczego pojawiają się myśli o osądy w stosunku do ludzi? Tylko dlatego, że oni czynią to czego nie czynimy my - dobre czy złe rzeczy , to już nie jest ważne. Człowiek czyni coś złego a my to złe chcieliśmy całe życie ale nie mogliśmy sobie pozwolić. I osądzamy jego.

  Z radością byśmy to uczynili ale nie mamy śmiałości - sił nam nie starcza i.... osądzamy go. Albo też ktoś czyni coś dobrego na dokonanie czego też nas samych nie stać. Wiele lat chcieliśmy żyć - o właśnie tak, od duszy, odważnie, z rozmachem i dobrze i nie udawało się. I zaczynamy go osądzać: "tak, tak - wiemy. Udaje świętego, wszyscy wiedzą o co chodzi".

   Dlatego powinniśmy nawiązać łączność ze swoimi potrzebami i zrozumieć: "Ja sam również chcę tego co czyni ten człowiek. Uczciwie przyznaję, sam bym tak chciał i za to go osądzam". Teraz pozostało rozważyć dlaczego tego chcesz i co z tym zrobić. Nawiąż kontakt ze swoimi potrzebami, oczekiwaniami i wyraź swoje uczucia i niespełnione oczekiwania. No i to już - to wszystko.

    Po co opowiadać mężowi:  "nie masz zupełnie sumienia"   / "chociaż byś zadzwonił" - co  da się przełożyć na: "jesteś kompletnym głupcem". Uświadamiając sobie swoją potrzebę kobieta mówi po prostu: "stęskniłam się!"  
- i już. Okazuje się, że ona się po prostu mocno stęskniła. Ona nie ma ochoty go skrytykować albo zrobić z niego głupca. Ona chce tylko w ten sposób okazać swoje emocje.

  Jeśli kobieta uświadamia sobie swoje potrzeby to niechby nawet i w gniewie wykrzyczy: "stęskniłam się !!!"  i niech rzuci talerzem o podłogę. Będzie konflikt? Wielu mężczyzn by się po prostu uśmiechnęło albo objęli by ją w tym momencie. Jestem niemal pewien, że taka by była reakcja mężczyzn.

  Dlatego też mądrzy autorzy zalecają przejawiać kobietom dziecięcy gniew.  Dziecięcy gniew zawsze trzyma się danego tematu. Nigdy nie jest jakiś zamotany, zawoalowany - nie jest schizofreniczny, rozumiecie? Od dzieci nauczyć się można bardzo pięknych sposobów przejawiania zdrowego gniewu, który wspaniale pomaga rozładować relacje a przy tym nie doprowadza do konfliktu.
 A to dlatego, że dzieci gniewają się szczerze.

  I jeszcze pojąć powinniśmy jedną sprawę - bliscy ludzie z reguły nie dostarczają nam takich obaw o jakie ich obwiniamy. Oni po prostu dotykają nasze rany - prawda? A my zaczynamy na nich krzyczeć tak jakby oni nam sól w tą  ranę wtarli a nie tylko tknęli.

Jest różnica prawda? Ktoś wam nastąpił na odcisk niechcący w tramwaju a wy krzyczycie na niego półtorej godziny za to, że przez pół roku wam tą ranę rozdrapywał. Czy to normalne? On po prostu nadepnął niechcący - nie wiedział. Mamy wewnątrz każdy swoje rany, których lepiej nie dotykać. Dlatego jeśli ktoś nadeptuje ci na nogę to lepiej mówić o odcisku a nie o miejscu z którego nogi wyrastają.

 źródło: http://pravotnosheniya.info/Kak-pravilno-proyavlyat-svoy-gnev-3297.html