czwartek, 9 listopada 2017

Mężczyzna powinien w pełni zabezpieczyć kobietę materialnie - w przeciwnym wypadku się degeneruje. część 2

Całkiem niedawno opublikowałem artykuł o powyższej treści - mam jako administrator licznik wyświetleń i widzę, że przeczytało go 2 razy więcej ludzi niż pozostałe ("sąsiednie czasowo"- że tak to ujmę, a więc zamieszczane w podobnym okresie) publikacje na blogu.
  Cieszę się, że gdzieś spowodował burzę mózgów - mnie też dał wiele do myślenia i przyznam, że nieco skorygował pewne zapatrywania na rzeczywistość.
   Przybyło nam kilku nowych stałych czytelników (głównie czytelniczek jak zauważam) i oto Anna dodała link do wspaniałego artykułu zazębiającego się z tematem jaki wówczas poruszaliśmy.
  Anna poleca zwrócić uwagę na komentarze pod artykułem - oto link bezpośredni do publikacji ale jest ona na tyle interesująca, że całą treść skopiuję do nas na blog:

Kobieta w dzisiejszych czasach

Kobieta pracuje wtedy, gdy musi. Dzisiaj media zmuszają kobiety do pracy. Te, które pracują, bo muszą i nie zostały zmuszone do tego medialnie, a sytuacją, same mówią, że wolałyby sobie robić paznokcie i siedzieć w domu. Dzisiaj zajęcie się domem to nie licząc dzieci 2-3 godziny dziennie (wstaw obiad i sprzątaj w tym czasie) – a potem kobieta może uczyć dzieci porządnych i przydatnych rzeczy, grać na instrumencie muzycznym, tudzież sama kształcić się w tym, co naprawdę lubi, a nie tego, na co wysłał ją pracodawca (nabijając kabzę państwu lub znajomkowi z prywatnej uczelni). Luz blues, a nie tak jak dzisiaj, ciężka harówa w korpo, poniżenie jako hostessa albo kawka w urzędzie. Praca naukowa, własna firma? Nadal 10% całości, mimo, że wydaje się niezliczone ressourcy na to równouprawnienie…
Jak kobiety by nie musiały pracować i nie zostałyby zmuszane, to od razu popyt na pracę byłby taki, że żaden facet nie byłby bezrobotny i faceci zarabialiby dwa razy więcej (nie mówiąc o tym co by było z niskimi podatkami i zerowymi kosztami płac). Kobiety w domu miałyby lodu tyle, że wreszcie mogłyby spełnić swoje marzenia o paryskiej garderobie i Malediwach co pół roku, hej.
Nie mówiąc, że mielibyśmy mniej patologii na ulicach, zwłaszcza jeśliby zmusić dziecko do uprawiania dziennie min. 2 godzin jakiegoś sportu fizycznego. Matki miałyby wreszcie mniej problemów z niewyżytymi dzieciakami i same zajęłyby się nimi jak należy, będąc w domu. Ale do tego trzeba i wysokiej jakości facetów, których się bezustannie niszczy i zniewieścia. Wiadomo, że kobietami (i zniewieściałymi) łatwiej sterować – nie bez kozery kobiety mają marginalną konsumpcję nie mniejszą niż 95%, a czasami nawet poza 100% – przez nabieranie masowo kredytów. Kobiety napędzają obecny konsumpcjonizm i korpo. oszczędzanie? Jaka kobieta oszczędza… każda woli spłacać odsetki i co gorsza, zmusza tym samym facetów do robienia tego samego (bo co to za facet, co ciężko pracuje i mieszka w budzie po to, by w wieku 35 lat mieć jaguara i dom własny – lepiej mieć 25 lat, hondę, kredyt i płacić rachunek za lokal mieszkaniowy…).
Mądra panna nie musi „stać w rozwoju” zajmując się domem, bo zajmując się domem, ma o wiele więcej czasu na studiowanie tego, co lubi. Mądra panna wie, jakiego faceta się uczepić, żeby mieć dobrze. Nie rówieśnika, który zostawi ją po pierwszych zmarszczkach, tylko starszego i zarobionego, który ma poukładane w głowie i w spodniach.
Jakkolwiek, słówko wyjaśnienia się należy: w kapitalizmie i tak każdy może pracować, jak chce, mając równe szanse (ew. nie mając tak jak inni specjalnych praw). I tylko kapitalizm oceni, której płci praca jest lepsza. Należy jednak wystrzegać się lobbowaniu jednej z płci, bo to zaciemnia obraz i skłóca kobiety z mężczyznami, prowadząc do patologii seksualnych i rozpadu związków. „Wyzwolenie seksualne” kobiet to prosta droga do ich poniżenia, wyczyszczenia z wszelkiej kobiecej treści i zniewolenia przez lewiatana (państwo, związki zawodowe i korporacje z mediami). Taką „wyzwoloną” steruje się wręcz banalnie, wystarczy porozmieszczać odpowiednio magnesy (zdradzający faceci, szowinistyczni kapitaliści, brak socjalu dla matek i anachroniczne stereotypy w mediach) i chodzą jak w zegarku, głosując na lewicę i zielonych.
Kobieto, jeśli się szanujesz, jesteś konserwatystką! Jak już być komuś posłusznym, to nie za „wolność dupy” lewiatanowi, tylko mężowi, który z radością dla Ciebie zarobi kasę (jak i na twoje zachcianki), pod warunkiem, że ma obiad, miłe dzieci i ekscytujące wieczory+noce z Tobą. Lewiatan co prawda zmusza cię do pracy i każe ci gadać, jakbyś sama chciała pracować, ale pracując w korpo czy urzędzie raczej staniesz się singielką z kotem, cierpiącą na brak czasu i dobrego gustu, ew. twoje związki będą rozlatywać się jeden po drugim i wszystko, niczym w samo-nakręcającej się spirali, zwalać będziesz na to, co podkłada ci lewiatan o czerwonym pysku i zielonym kroczu.
Na koniec wyrażę ubolewanie, że dzisiaj „dumna kobieta” to będąca po 20 związkach niewydymka, mająca w domu tylko kiepską sztukę nowoczesną oraz kota, popędzająca w ciasnych ubraniach od korpo do wystaw, a jedyną rozrywką walenie w bębenek podczas manif, w międzyczasie robienie fakultetów na uczelniach sztucznie podtrzymywanych rządową kroplówką (dżender stadies) i praca w korpo, bo po 10 latach studiowania okazuje się, że pomysłu na własną firmę tudzież na odkrywczą pracę naukową nie ma i nie będzie. A można było cieszyć się życiem, a nie marudzić na swojego największego sojusznika…
Gall Anonim

Komentarze są faktycznie interesujące więc również je tu przenoszę:
  1. Adam Kalicki napisał(a):
    Gdzieś kiedyś przeczytałem, że przyczyną masowego udania się pań do pracy była nie ideologia feministyczna, lecz realne obniżenie dochodów pracowniczych w latach pięćdziesiątych. Jeszcze kilka dekad wcześniej ten wykorzystywany przez wrednego kapitalistę i tyrający po 16 godzin na dobę (jak głosi propaganda) robotnik, mógł utrzymać żonę i sporą gromadkę dzieci. Dzięki tej prostej sztuczce globalna komuna upiekła na jednym palenisku dwie pieczenie: mogła głosić swe hasełka o równości i … rozbić tradycyjną rodzinę. Bo dzieciom nie miał już kto wpajać wartości. Obowiązek ten przejęła szkoła i media. No i mamy nowego radzieckiego człowieka: jest młody, wykształcony i z dużego sioła.
  2. kamil napisał(a):
    najbardziej przerażające jest to, że lewicowe media wbijają od 10-20 lat kobietom do głów to, że dziecko jest przeszkodą w ich rozwoju (karierze, studiach, związkach), a praca na dom (na kilkoro etatach) to kompletne odmóżdżenie… jest to jedna z głównych przyczyn, dlaczego mamy do czynienia z depopulacją i będącym jej konsekwencją kryzysem systemów emerytalnych, jak i ogólnych patologii społecznych (jako efekt wydostania się z matczynej troskliwości)… za to coś odpowiedzialni powinni odpowiedzieć jak za zbrodnie przeciw ludzkości, nieważne, czy ich działania (patrz pierwsze zdanie) są uzasadnione i wlaściwe, czy nie – ale na szczęście i tak wiemy, że kłamią.
  3. Marko napisał(a):
    Kobiete do pracy najbardziej z domu wygnaly kolorowe magazyny. To one jej powiedzialy, zeby przestala byc kocmoluchem stojacym przy garach i miotle czyli niewolnikiem pana domu i dzieci a stala sie samodzielna, seksowna, wyemancypowana krolowa – w domysle klientka nowych branz gospodarczych, spelniajaca swoje ukryte od zawsze marzenia ( w domysle, nabijajaca kabze wielkim koncernom, ktore wlasnie rozwinely masowa produkcje push-upow,szminek, kremow, erotycznej bielizny…lista jest nieskonczonie dluga)
  1. kamil napisał(a):
    Panie Marko, przecież o tym napisano. Media naganiające do konsumpcji – to wszystko jest między wierszami w tekście.
  2. margeritta napisał(a):
    Piękne to, obśmiałam się jak norka :))))) Szkoda czasu na pogłębioną refleksję, bo pewnie nie masz więcej niż 12 lat. Jeżeli z nudów piszesz takie bzdury, to zawsze są place zabaw. Tam możesz – stosownie do własnych możliwości – nawet uprawiać sporty. I byłoby to zdecydowanie zdrowsze niż siedzenie przed komputerem. A jako dorosły będziesz wolał zapewne, zamiast wziąść się do roboty, grzać fotel przed telewizorem. podobnie jak „zmuszone do pracy” kobiety, które „wolałyby sobie robić paznokcie i siedzieć w domu”. Pozdrowienia od pracującej, niekonserwatywnie myślącej, a zatem nieszanująceej się kobiety.
  3. elemental napisał(a):
    margerita, nie tylko nie myśli Pani konserwatywnie ale w ogóle Pani nie myśli. Tekst jest o tym jak lewactwo wmawia kobietom, że muszą pracować. Jak się kobieta osłucha ataków na tradycyjny model rodziny, między innymi od koleżanki tak wyemancypowanej jak Pani to po prostu musi iść do pracy.
    A pomyślała Pani, ze nie każda kobieta ma lekką i niewymagającą odpowiedzialności pracę w urzędzie (w domyśle bo na ogół urzędnicy takie głupoty wypisują) tylko tyra jako szwaczka za marne grosze aby wspomóc budżet rodzinny i tylko marzą aby być „kurą domową”.
  4. kamil napisał(a):
    no oczywiście, bo feministki to zazwyczaj oderwane od życia intelektualistki, a który kontakt z życiem rekompensują sobie oglądaniem (przez tv lub z bliska) kobiet w patriarchalnych społeczeństwach (biedniejszych, koniecznie, bo wg feministek patrarchizm to bieda!) i nie są w stanie zrozumieć, że gdyby nie media, korporacje i wyzysk podatkowy, to 3/4 z nich siedziałyby w domu. Nie mówiąc o tym, ile obecnie ciężkotyrających kobiet chciałoby „zająć się domem”.
  5. margeritta napisał(a):
    Przede wszystkim nie myslę utopijnie – czy jeżeli wszystkie kobiety zrezygnowałyby z pracy zawodowej, to świat stałby się lepszy? To, że matka jest w domu wcale nie znaczy, że uchroni dzieci przed wszelkim złem – chyba, że zamieszka na księzycu, a dzieci nie będąmiały styczności z innymi przedstawicielami gatunku ludzkiego. Co do feminizmu – nie interesuje mnie ta ideologia i nigdy jej nie zgłębiałam. Pracuję nie tylko dla pieniędzy, ale też dlatego, że lubię swoją pracę. jeżeli kobieta zdecyduje się zająć wyłącznie domem – niech to będzie świadomy wybór, ale też powinna pomyśleć, co będzie jak męża zabraknie. Zęby w ścianę? A obowiązki domowe można podzielić, to chyba lepsze niż „tradycyjny model rodziny” – matka w domu z dziećmi i zarobiony ojciec, dla którego autor artykułu najwyraźniej nie widzi miejsca w wychowaniu dzieci. A na koniec, drogi Autorze – czy masz choć bladozielone pojęcie o rynku pracy? Bo jak przeczytałam, że „jak kobiety by nie musiały pracować i nie zostałyby zmuszane, to od razu popyt na pracę byłby taki, że żaden facet nie byłby bezrobotny i faceci zarabialiby dwa razy więcej”, to mam wrażenie, że faktycznie wychowałeś się na księżycu. 🙂
  6. kamil napisał(a):
    1. „przed wszelkim złem” – pani dyskutuje logicznymi argumentami czy uprawia erystykę? Oczywiście, że nie, tak samo jak samochody nigdy nie będą w 100% bezpieczne. O co chodzi w takim razie? O to, że jednak matka w domu będzie miała więcej czasu niż dwoje rodziców poza domem na wpajanie wartości, miłości i radości danemu dziecku. Czas to najdroższa waluta.
    2. Jak męża zabraknie, to pracy będzie dosyć, bo inne kobiety nie będa zajmowały jej miejsca. Lecz o kryzysie społecznym rodzin proszę rozmawiać z rozmaitymi lewicowcami, to ich dzieło. Środki naprawy tego stanu są zbyt drastyczne.
    3. Nie wiem, jak autor, ale chyba zdaje sobie Pani z tego sprawę, że obecnie jest więcej chętnych do pracy niż tej pracy jest (wobec czego przy innych wynalazkach jak koszty pracy i płaca minimalna tworzy się bezrobocie strukturalne).
  7. elemental napisał(a):
    margerita
    Potwierdziły się moje przypuszczenie Pani nie myśli. Patrzy Pani tylko ze swojej perspektywy. Wiele kobiet nie lubi swojej pracy, a przez obecny system społeczny są zmuszone pracować. Co do utrzymanie po śmierci męża to wypadałoby polisę ubezpieczeniową wykupić.
    Co do wychowania dzieci, to takiego wysypu debili jak w ostatnich kilku latach, dawno nie było.
    Żeby było jasne, jeżeli wolą kobiety jest realizowanie się przez pracę jest to super sprawa, proszę tylko nie patrzeć na świat wyłącznie z własnej perspektywy („nie mają chleba, niech jedzą ciastka”).
  8. Dana napisał(a):
    „Jaka kobieta oszczędza… każda woli spłacać odsetki i co gorsza, zmusza tym samym facetów do robienia tego samego” – KAŻDA? A rękę dasz sobie uciąć? 😛 Nie wrzucałabym wszystkich do jednego worka, chyba że ma się konkretne liczby z ogólnopolskiego badania na poparcie takiej tezy 😉 jest dużo kobiet, które oszczędzają.
    Nie każda kobieta też chciałaby cały dzień siedzieć w domu, na garnuszku męża – który kiedyś może przecież odejść. W Polsce co 4 małżeństwo się rozpada.
    Albo, gorzej, mąż ciężko zachoruje i będzie niezdolny do pracy. I co wtedy? Ani on, ani ona nie mają finansowego zabezpieczenia. A tak kobieta miałaby własny dochód i mogła mężowi pomóc w ciężkiej chwili.
    Poza tym, wiele kobiet pracuje, bo lubi. Ja np. lubię pracować z ludźmi, siedząc w domu nie będę miała takiej możliwości. Fakt, gdy pojawi się dziecko, to ono na pewno u mnie będzie na pierwszym miejscu, jednak gdy je odchowam, chciałabym bez problemu wrócić do pracy. Niestety obecnie w Polsce coś takiego to utopia, więc w większości rodzin to oboje rodziców musi zasuwać z wywieszonymi językami.


wtorek, 7 listopada 2017

Zdrowie Rodu -jak to jest naprawdę.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_135070

"Moje życie to moje zasady. Moje zdrowie to moja sprawa i mogę z nim zrobić co mi się podoba. Co ci do tego, że ja palę?" - tak odpowiadał mój ojciec. W końcu moje 15-letnie próby pomocy mu w porzuceniu złego nawyku zakończyły się niepowodzeniem. Ojciec zmarł na raka, a ostatnie 8 miesięcy spędził w łóżku. Zdrowie było jego, ale opiekowała się nim moja matka ponieważ już nie chodził. Tak samo szafował zdrowiem mój wujek - wynik: miażdżyca naczyń, amputacja kończyn i nieuchronna śmierć.
Mój ojciec zawsze zadziwiał mnie swoim zdrowiem. Był nieporównanie silniejszy niż ja. Był zaangażowany w biegi na orientację, biegał po lesie jak łoś. Podczas sztormu wypływał z wybrzeża Kronsztadu aż do fortów. Wypijał litry wódki a  rano wstawał rześki jak szczypiorek. Całe moje dzieciństwo spędziłem na siłowniach i w sportowych halach- najpierw była gimnastyka, potem judo. Sport był dla mnie sposobem na życie, ale mój ojciec był silniejszy wbrew wszystkim swoim złym nawykom. W rezultacie nigdy nie udało mi się osiągnąć wytrzymałości i siły, którą posiadał mój ojciec.
Moja żona i jej matka mają podobną historię. Moja teściowa jest silniejsza, bardziej wytrzymała niż moja żona.
Najciekawsze jest to, że teściowa z kolei lamentowała nad swoim zdrowiem i powiadała, że ​​jej matka była silniejsza od niej. Nawiasem mówiąc: babcia zmarła cichą śmiercią od 86 lat, bez żadnej choroby. Nikt nie musiał się nią opiekować, wszystko robiła sama aż do śmierci. Po prostu poszłam spać i odeszła.


Tak czy siak filozofia mojego ojca wrosła we mnie. Ja też wierzyłem, że moje zdrowie jest moje, i mogę z tym zrobić co chcę bo przynoszę szkodę tylko sobie. Papierosy, wódka były dla mnie tylko źródłem wesołego spędzania czasu. Sytuacja zmieniła się, kiedy się ożeniłem i zacząłem myśleć o moim synu. Nie chciałem mieć słabego i chorego dziecka. Chciałem aby było silne i zdrowe. Rozpoczęło się wyszukiwanie informacji. Wpadły w rękę książki Malachowa i zaczęły się lewatywy, oczyszczanie wątroby, wegetarianizm i rezygnacja ze wszelkich złych nawyków. Wraz z narodzinami każdego kolejnego dziecka (a mamy ich już z żoną siedem), standardy tylko się zwiększały. Doszły głodówki, hale sportowe. W końcu mamy za sobą siedem ciąży (każde dziecko jest odżywione maminym mlekiem), a co najważniejsze, urodziły się zdrowe dzieci. Ale dzieciaki są nie ot- tak po prostu zdrowe - ich zdrowie jest silniejsze i lepsze niż nasze z moją żoną w dzieciństwie. My dużo chorowaliśmy i byliśmy w szpitalach. (Miałem przewlekłe zapalenie oskrzeli, a Marina miała żółtaczkę). Nasze dzieci ominęły szpitale dziecięce i poważne choroby.
Zdrowie nie jest moje, ono należy do Rodu. Jeśli podchodzić do niego konsumpcyjnie, to każde następne pokolenie będzie miało coraz bardziej zniszczone DNA. Ta słabość spowoduje liczne choroby w najprostszych nawet sytuacjach. W końcu, po trzech lub czterech pokoleniach Ród po prostu się przerwie - wyrodzi się. Bezpłodność jest już tak rozpowszechniona, że ​​niewielu ludzi się temu dziwi.Zdrowie nie jest moje, bo przecież gdy się rozchoruję to moi krewni będą musieli się mną opiekować. Żona, matki, córki. Mój złamany, słaby stan przyniesie im cierpienie, a chodzenie do aptek i operacje nadszarpną już i tak kiepski budżet.


Ale wszystko można zmienić. Nigdy nie jest za późno, aby przerwać błędne koło ginięcia Rodu. Musisz tylko wyposażyć się w wiedzę i determinację by to wszystko zmienić. Tak - w tym celu wielu ludzi będzie musiało ponieść ofiary -wiele sobie odmówić. Przy tym nie trzeba popadać w iluzje, że ktoś za mnie może przywrócić mi utracone zdrowie (cudowne tabletki lub poufne kliniki) - ten trud można wykonać tylko samemu. Będziesz musiał ciężko pracować wykorzeniając długotrwałe nawyki, zmieniać odżywianie, oczyszczać się i głodować. Tak, rezultat nie nadejdzie natychmiast, wymaga on wielu lat metodycznych działań, ale każdy miesiąc przeżyty w ten sposób, napełnia mnie nową energią i odmładza ciało.
Mój ojciec, wujek, dziadek nic nie zmienili w swoim życiu  (tak samo jak ciocia mojej żony). Ale ja czuję się odpowiedzialny wobec moich bliskich i nie chcę powtórzyć ich losu.
Moje zdrowie należy do mnie i mogę z nim zrobić co chcę, ale ja chcę je poprawić a nie rujnować. Wszak najsilniejsze nawet zdrowie możesz nieuchronnie i całkowicie stracić , albo możesz też urodzić się wątłym i chorym ale stale wzmacniać je i stać się zdrowymi dla dobra Rodziny.


Volodar Ivanov



niedziela, 5 listopada 2017

Szkoła

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_134981

"I stworzyli Szkołę tak, jak im powiedział diabeł. Dziecko kocha przyrodę, więc zamknęli je w czterech ścianach. Dziecku podoba się gdy jego praca ma jakiś sens, więc wszystko załatwili tak aby jego aktywność nie przynosiła żadnych korzyści. Ono nie może pozostawać bez ruchu - zostało więc zmuszone do bezruchu. Lubi pracować rękoma a zaczęli je uczyć teorii i idei. Lubi rozmawiać - kazano mu milczeć. Ono stara się zrozumieć - kazano mu uczyć się na pamięć. Samo chciałoby zdobyć i poszukiwać wiedzy -  ona jest mu podana w gotowej formie.
A potem dzieci nauczyły się czegoś, czego nigdy by się nie nauczyły w innych warunkach. Nauczyły się kłamać i udawać. Dzieci wymknęły się spod kontroli. Uciekają z domu szukając przygód. Stają się praktyczne, pewne siebie i wytrwałe bez pomocy szkoły, a nawet pomimo jej. I zawaliła się
szkoła stworzona za namową diabła ".
Adolf Ferrier (początek XX wieku, Szwajcaria)



piątek, 3 listopada 2017

Dlaczego żona jest dla mnie ważniejsza niż dzieci?

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_134838

Zwykle około godziny 20:30 daję moim dwóm nastoletnim córkom coś w rodzaju "strzału ostrzegawczego" a o 21-szej już otwarcie mówię: "Nadszedł czas, abyś poszły do swojego pokoju." Mówię to prawie co wieczór. I za każdym razem się spierają: "Ale dlaczego powinniśmy iść spać o 21-szej? Nie jesteśmy już małe! "Odpowiadam wtedy: "Nie musicie iść do łóżek, możecie coś robić w swoim pokoju - ale proszę abyście poszły już z pokoju dziennego. Wasza mama i ja nie widzieliśmy się cały dzień, stęskniliśmy się za sobą i to jest nasz czas, chcemy porozmawiać. "

 DZIEWCZYNY ZAZWYCZAJ PRZEWRACAJĄ OCZAMI I ZMYKAJĄ DO SIEBIE.

Szczerze mówiąc, ta zasada istniała w naszym domu od niepamiętnych czasów. Od 15 lat jesteśmy rodzicami i nigdy nie było tak, że dzieci zajmowały cały nasz dzienny czas. Tak, oczywiście, wiele im poświęcamy czasu ale nie 24 godziny na dobę. Kochamy nasze dzieci i oczywiście odgrywają one ważną rolę w naszym życiu. Zawsze będziemy je wspierać i im pomagać.Ale istniejemy też "my" nasz związek. Nadal musimy zwracać uwagę na to, aby te relacje pozostały silne, bliskie i zdrowe. I dlatego jest tak ważne:


ZDROWE MAŁŻEŃSTWO JEST KAMIENIEM WĘGIELNYM  RODZINY.


Kamieniem węgielnym Waszej rodziny nie są Wasze dzieci. Są one częścią fundamentu i całej reszty, ale nie dzierżą na sobie całej tej konstrukcji. Najważniejszą częścią jesteś ty i Twoja żona, mąż, partner. Wasze dzieci patrzą na Was, biorą z was przykład i weryfikując z Waszym doświadczeniem wybierają swój kierunek.


ZANIM SIĘ POJAWIŁY DZIECI BYLIŚCIE WY - WASZA PARA.
 
Na początku nie było dzieci. Najpierw zakochaliśmy się w sobie, razem chodziliśmy na zajęcia, telefoniczne rozmowy do rana (a telefon wisiał wtedy na ścianie i miał długi przewód) i w końcu zdecydowaliśmy się pozostać ze sobą na zawsze. Byliśmy my na początku i to my jesteśmy "zaczynem" całej tej rodzinnej historii. Dopiero potem pojawiły się nasze piękne dzieci. Jesteśmy bardzo szczęśliwi i wdzięczni z tego powodu ponieważ dają nam tyle światła i radości. Ale nasz związek jest święty i właśnie tej świętości  musimy strzec ze wszystkich sił.


POTEM JAK DZIECI DOROSNĄ POZOSTANIEMY MY DWOJE.


Nic nie trwa wiecznie. Nasze dzieci wkrótce dorosną i wylecą z gniazda. Nie wiem jak wy, ale ja osobiście nie zamierzam niańczyć swoich 30-letnich dzieci i zapewniać im dodatkowy pokój - niech żyją niezależnie.Tak więc gdy nas opuszczą, stworzą swoje rodziny i zaczną chować swoje dzieci, chciałbym aby nasze relacje z żoną pozostały tak silne i bliskie jak na początku. Aby więc zapewnić sobie podobną przyszłość, musimy już teraz pracować nad relacjami. To nasz związek powinien być priorytetem
a nie nasze dzieci.

MUSIMY POKAZAĆ DZIECIOM GODNY NAŚLADOWANIA PRZYKŁAD.


Jak już powiedziałem, dzieci patrzą na nas i biorą z nas przykład. To od nas uczą się jak budować i jak utrzymywać relacje. Często mówię: "wychować trzeba dorosłych a nie dzieci". Nie wiem jak wy, ale ja chciałbym aby moje dzieci wyrosły z normalnym, zdrowym nastawieniem do wspólnych spotkań oraz miłości w rodzinie.


 Dlatego zdrowe relacje z moją żoną są dla mnie priorytetem - wszak dzieci uczą się patrząc na nas. Dlatego też żona jest dla mnie na miejscu pierwszym, a dzieci - na drugim, na bardzo bliskim do pierwszego ale jednak na drugim.

Pod koniec dnia wszyscy bywamy zmęczeni i spięci. I zgadza się - Wasz dzieci Was potrzebują, one są bardzo ważne. Są one na ważnym drugim miejscu po twojej żonie. To nie są przyjaciele, ani nie koledzy, nie są również jak towarzysze zabaw. Dzieci i żona. I musisz dbać o dzieci, ale przede wszystkim dbać o utrzymywanie dobrych relacji w waszej parze. Kiedy dzieci widzą, jak ojciec kocha ich matkę i jak matka docenia ich ojca to zyskują pewność
, że są także kochane, ważne i cenne, nabywają zaufania do otaczającego je świata.

Żyjemy w szalonym harmonogramie. Biznes - biznes. I stale dzieci - poświęcamy dzieciom dużo uwagi. Właśnie dlatego punktualnie o 21:00 każdego dnia proszę moje dzieci aby poszły do swojego pokoju. Dlatego też moja żona i ja parę razy w miesiącu niezmiennie planujemy randkę i wychodzimy gdzieś razem. Bo to jest ważne - ponieważ jako pierwsi pojawiliśmy się "my".



poniedziałek, 30 października 2017

Jak żyjemy - tak i rodzimy.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_134564

To zaczęło się, gdy byłam na stażu zastępując ginekologa dziecięcego i miesiąc spędziłam na oddziale „dziecięcym” naszego rejonu mieszkalnego. Zaskoczyła  mnie wtedy jedna rzecz: 80% moich pacjentek było podobnych do siebie jak dwie krople wody. Były to typowe wzorowe uczennice -sportsmenki -Komsomołki. Ślicznotki o sportowej budowie ciała, zawsze spieszące się z jednej lekcji na drugą  błagające ze łzami w oczach, aby dać im usprawiedliwienie dotyczące opuszczonej lekcji. I miały patologie tego samego typu: nieregularność miesiączek, dziecięca budowa miednicy, opóźnienie w rozwoju narządów płciowych.Kolejna obserwacja przyszła do mnie podczas pracy w tej samej dzielnicy jako lekarz rejonowy: wiele kobiet, które marzą o zajściu w ciążę ale bezskutecznie. I tu także wszystkie "na jedno kopyto": kobiety biznesu,  mające wszystko pod kontrolą, całe życie jest rozpisane w grafiku. Można byłoby je nazwać kobietami sukcesu: pieniądze, praca, prestiżowe pozycje przywódcze, posłuszny mąż, wakacje na Goa ... jeśli nie przychodziłyby do mnie ze łzami w oczach błagając: „Niech pani coś zrobi bym mogła wreszcie zajść w ciążę”.
 Jeśli już zajdą w ciążę to robią wszystko jak należy: przychodzą na zajęcia, sumiennie wykonują wszelkie ćwiczenia gimnastyczne, wszystkie zalecenia ... ale rodzą nadal bardzo ciężko, często  z pomocą "cesarki"....

I jest jeszcze jedna obserwacja: Kobieta- często religijna, często z wioski, często gospodyni domowa lub wykonująca niezbyt "prestiżową" pracę. Najczęściej jest to kobieta zamężna - promieniująca wewnętrznym szczęściem, kochająca i kochana. Dziecko u takich to 4,5 - 4,7 kg i ani jednego rozerwania przy porodzie.Kobiecy system reprodukcyjny składa się z 5 poziomów regulacji, z których 3 znajdują się w głowie. W związku z tym, to co dzieje się w głowie ma bezpośredni wpływ na całe zdrowie kobiety.Aby zrozumieć na ile "prawidłowo” żyjemy, uwielbiam używać jednej sztuczki: w myślach przenoszę sytuację do epoki kamiennej do tego okresu, gdy organizm ludzki ukształtował się w takiej formie jaką ma dziś. Wszakże cywilizacja jest stosunkowo niedawnym wynalazkiem - nie mogła zmienić tego, co zostało zbudowane poprzez tysiąclecia.


Tak więc współczesne położenie kobiety to: żywiciel, głowa rodziny, szef . Takie coś w wieku kamiennym powstać mogło tylko w jednym przypadku: jeśli mężczyźni zostali wybici a część kobiet musi wziąć na siebie odpowiedzialność męską. Oczywiście ze szkodą dla kobiet, ponieważ bieganie za mamutem z brzuchem w ciąży nie jest zbyt wygodne.

     Nasz mózg będący tym pierwszym stopniem regulacji cyklu żeńskiego, a pracujący dziś "męskimi kanałami": przywództwo (obrona jaskini), zarabianie pieniędzy (upolowanie mamuta) itd. - wysyła sygnał do niższych "oddziałów": "mężczyźni wyginęli, nie ma nikogo z kim można by począć dziecko, musimy ratować głodujące plemię, iść na polowanie, nie ma czasu na rodzenie". I nie ma ciąży a jeśli już nagle nastąpi ciąża to nie ma porodu: "Nie ma czasu na rodzenie, uciekamy przed tygrysem szablo-zębnym, musimy wyprowadzić plemię z pułapki" (mówię o koncentracji, o chęci kontrolowania wszystkiego - często towarzyszące kobietom podczas porodu). Nie będę się skupiać szczegółowo na procesach hormonalnych jakie prowadzą do wstrzymania porodu u tych kobiet, które chcą
wszystko kontrolować. Bardzo dobrze opisał je Michel Odent w swoich książkach: "Cesarskie cięcie a poród naturalny"  lub też "The Scientification of Love" (niestety nie widzę jeszcze polskojęzycznej wersji książki. Polecam wszelkie prace Michela Odent - michalxl600).

  Bardzo często można usłyszeć takie coś: "Przez długi czas byliśmy leczeni z bezpłodności, w końcu porzuciliśmy wszystko,pojechaliśmy na wypoczynek i ciąża się pojawiła". Oczywiście, mózg się zrelaksował, przestał uciekać przed nieistniejącym tygrysem: "czemu by nie urodzić w takich warunkach?"

 Inna dość ważna obserwacja: poronienia i inne problemy z ciążą kilkakrotnie częściej występują u kobiet niezamężnych. Nawet istnieje wiele badań na ten temat - można sobie to poszukać w google. I statystyka taka (to już zgodnie z moimi obserwacjami) spowodowana jest nie tylko przez kobiety z marginesu społecznego ale zaliczają się do niej kobiety całkiem stabilne socjalnie. Z punktu widzenia naszego pradawnego organizmu jest to logiczne. Kobieta zamężna (oczywiście w szczęśliwym małżeństwie a nie tak "aby było") czuje się spokojniejsza, ma mniej stresu, nie hamuje naturalnych procesów hormonalnych w ciele - lepiej zachodzi w ciążę i rodzi też łatwiej.

Kobieta, która zachowuje się jak mężczyzna, wygląda jak mężczyzna, pracuje jak mężczyzna - jest mężczyzną. A mężczyźni nie rodzą. "Prawidłowa" kobieta - taka co to kontroluje wszystko, "postępuje zgodnie ze wskazaniami lekarzy", spełnia wszystkie zalecenia to jest właśnie ta "dobra dziewczynka" - ta sama "dobra dziewczynka", o której pisałam na samym początku artykułu. Małe dziewczynki (niechby nawet bardzo, bardzo dobre) również nie rodzą. Cóż, to jest normalne.
Kobieta Żeńska z punktu widzenia lekarza jest zawsze trochę nieposłuszna bo ona czuje, że jej ciało jest lepsze od lekarza. Ona nie jest napięta więc nie musisz jej wyjaśniać gdzie znajduje się jej macica i w jakiej pozycji jest dziecko - ona sama o tym wie. Nie należy takich mylić z kobietami "napiętymi", które wiedzą z książek lub kursów gdzie powinny mieć macicę i w jakim położeniu powinno być dziecko  i prezentującymi myślenie życzeniowe.
Jeśli kobieta chce być zdrowa, normalnie zajść w ciążę, urodzić, karmić, wtedy będzie musiała być Kobietą. Kobieta musi szukać i zasilać w sobie cechy żeńskie: umiejętność relaksu, pokorę, posłuszeństwo, zaufanie do męża, intuicję, miłość do swojego ciała. Rywalizacja, ambicja, siła, nadmierna logika, pragnienie udowadniania komuś czegoś, przewodzenie (męskie przywództwo: ten kto jest silniejszy ten dowodzi) - to wszystko jest męskie, powinna umieć to wyłączyć albo przestać narzekać na brak ciąży lub ciężki poród (czasami tak bywa, że kobieta jest zadowolona ze swojej męskiej roli i jest za to gotowa poświęcić zdrowie oraz dzieci - jej prawo, nikt jej w tym nie będzie przeszkadzał, taki jest ten świat).
PS: Nawiasem mówiąc, jeśli
mężczyzna nie jest zmuszony do bycia kobietą, to również znacznie lepiej wykonuje swoją męską rolę. Na przykład, jeśli mąż nie buja dziecka w nocy (co on może dać dziecku? Piersi z mlekiem nie posiada!) to wtedy się w nocy wysypia i będzie miał więcej mocy na „upolowanie mamuta” w czasie dnia.