środa, 21 maja 2025

Cała historia duszy znajduje sie w waszym DNA - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=RzRIjCppZLE

Pozdrawiam Was Kochani,

  genetycy ledwie musnęli powierzchnię tego, jak działa nasze DNA. Tak zwane śmieciowe DNA, którego naukowcy nie potrafią rozszyfrować, zawiera kody naszego poprzedniego życia i nasze wspomnienia poprzednich żywotów w innych światach. 

Dostęp ludzi do tej wiedzy jest ograniczany przez manipulację DNA. Cała historia naszej duszy jest zapisana w naszym DNA. Teraz rozumiecie, dlaczego próbują ukryć przed nami te wspomnienia oraz tę informację. Oni to robią poprzez kontrolę społeczną i religijną nad umysłem, zatruwając powietrze, żywność i wodę, oraz poprzez medykamenty farmaceutyczne.  

 Wszystko to po to, aby utrzymywać nas na niskim poziomie świadomości trzeciego wymiaru. Wszelkie zdolności telepatyczne i inne pozazmysłowe oraz kompletna wiedza absolutnie o wszystkim, co trzeba wiedzieć jest zaprogramowana w naszym DNA.  

   Wasz proces wzniesienia zależy to tylko od was. Każdy z nas będzie przeżywał go inaczej. Możecie opóźnić albo przyspieszyć go według własnego uznania. 

  Otwórzcie swój umysł i pozbądźcie się wszystkich programów socjalnych i religijnych, które spowalniają proces i utrudniają żeby to się wam przytrafiło. 

Wasza ewolucja jest zaprogramowana w DNA. Do was należy decyzja jak szybko chcecie go aktywować. 

   Błogostanu Wam wszystkim.

wersja polska z moim komentarzem:


sobota, 17 maja 2025

Ziemskie skarby - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=V0yvAagQ1K8

Witajcie ludzie. Co będziemy dzisiaj poznawać nowego? A ja razem z wami.

- Ktoś w komentarzach dał cytat z Biblii: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Lecz zbierajcie skarby w niebie…”

- już zapisuję: „…gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Ale gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie serce twoje.” Dobrze, damy tytuł tego wideo: „Skarby ziemskie”, no i oczywiście też „Skarby niebieskie”.

Autor tego wpisu pyta, jakie powinny być skarby w niebie? 

 Aha – dobrze, zapisałem. No, tak więc, nie zbierajcie, nie gromadźcie skarbów. No jakżeż tu nie gromadzić? Przecież wiewiórka sobie przygotowuje jakieś zapasy na zimę. Tak samo chomik coś tam gromadzi. I to nie są niebiańskie skarby. Wszyscy gromadzą. Ale kiedy mowa jest o skarbach, to w domyśle są nie jakieś tam skarby codzienne, powszednie, rzeczy powszechnego użytku. Tu nie chodzi o jakieś zapasy pieniężne, lecz o coś takiego bardzo ważnego. Zgodzicie się ze mną? Coś takiego jest tutaj na myśli.

Powiedzmy zatem coś o tych skarbach ziemskich. Ja „przeznaczenie” zaliczam do tych skarbów ziemskich. Mądrość ludowa to przedstawia tak: „Lepszy wróbel w garści, niż gołąb na dachu”. Czyli, że ja jestem tutaj, mam ręce i nogi, mogę w ten sposób pracować nad jakimś swoim przeznaczeniem. Cały świat o tym wie. Wikipedia o tym napisze. No, to są te skarby ziemskie. Nie wszystko to, co w Wikipedii napisane, jest w niebie. No i nie wszystko to, co jest na niebie napisane, jest napisane w Wikipedii, np. „sława”.

Tak więc, najpierw porozmawiamy o skarbach ziemskich. „Przeznaczenie” to nie jest ziemska rzecz. „Przeznaczenie” to narzędzie, za pomocą którego otrzymujesz te skarby niebiańskie. A jaka jest różnica pomiędzy skarbami niebiańskimi a tymi ziemskimi? Powiedziane jest, że: „Mól i rdza niszczą oraz złodzieje się włamują i kradną, dlatego nie gromadźcie tego, bo wam zabiorą”. 

     Tak w ogóle wszystko to tutaj, co ziemskie uważane jest za nierzeczywiste, nierealne. No bo rozumiecie, to jest „maja”, czyli iluzja. Dlaczego? Ponieważ istnieje pewien czas, jakieś tam cykle, czyli czas narodzin, dorastanie, dorosłość, okres starzenia się, starość, a na koniec śmierć. I to dotyczy nie tylko istot żywych, ale rzeczy również podlegają takim etapom. Na przykład książka – ona może się zabrudzić, zniszczyć i ostatecznie nie będzie nic więcej warta niż makulatura. Albo może stać się po prostu nieaktualna. Tak też się zdarza. Oczywiście istnieją takie dzieła nieśmiertelne, wieczne, które są żywe i aktualne poprzez wieki, a są takie, które się bardzo szybko dezaktualizują i znikają. A co nie znika?

W Bhagavad-gicie jest napisane – gdzież no ona jest? … zaraz – tam jest mowa o tym, że jeśli człowiek będzie dokonywał pewnych działań, które nie są notowane i zauważane przez ten nasz świat, 

i nigdzie nie ma o nich adnotacji, nawet w tym Światowym Banku, gdzie widnieją te wszystkie dane personalne. Wiecie, że wszystkie one są kierowane do tego Światowego Banku. To jest ten bank walutowy, a nie żaden inny. To oznacza, że są to te skarby ziemskie.

      Czyli, że jeśli czegoś dokonałeś i nikt się o tym nie dowiedział, to tak czy siak jest to zapisywane, a przez kogo? To zapisuje Naddusza, Paramatma. Ona wszystko wie, wszystko obserwuje. Ja wam teraz zdradzę wielki sekret. Paramatma zapisuje, ale wiecie, że ona nie wszystko zapisuje. Jeśli ja się czymś pochwaliłem: "popatrzcie na mnie, jaki jestem zuch. Ooo, napisałem książkę,

 napisałem komentarze do niej, a tam jeszcze wykopałem studnię, wszyscy z niej piją." Jeśli ja to wszędzie ogłosiłem i ludzie to gdzieś zanotowali, nawet jeśli to wykuli w granicie, to potem przyjdzie jakaś katastrofa, granit zostanie rozbity, albo stopiony i wszystko to zniknie i przestanie istnieć. 

 Lecz jeśli nikt tego nikt nigdzie nie zapisał, to wtedy Paramatma zapisuje to do duchowego rejestru. A wtedy dokonałem czegoś, takiego znaczącego i za to czeka mnie – no może nie nagroda, bo nagrodą jestem ja sam – wtedy wzrasta moje ciało duchowe.


Tutaj gdzieś w środkowej części komentarzy „Braphupada” pisze: „Moje ciało duchowe wzrasta, wzrasta, rośnie, rośnie. Ja mogę się na przykład tak rozrosnąć, jak Arnold Schwarzenegger, ale minie jakiś czas, jeśli nie będę się starał utrzymać tej formy, to ona zniknie - nie uda się tego utrzymać. 

 Wszyscy ci kulturyści doskonale o tym wiedzą. W wieku młodym jest wszystko dobrze, a potem jeśli nie wkładasz jakiegoś wysiłku, to ten blask gaśnie. Tak samo można sobie w jakiś sposób poprawić twarz, ale to wszystko jest przemijające. Wszystko to jest nam zabierane.

  Ale wszystko to duchowe, czego dokonałeś, to nie znika, tego nam nie zabierają. Istnieje dusza, ale istnieje też ciało duchowe i właśnie za pomocą tego duchowego ciała – to jest w pewnym sensie taka duchowa odzież, w której wcielasz się w różne tam światy duchowe – i całe to duchowe ciało tobie wszędzie towarzyszy. 

 Ludzie to zauważają i mogą powiedzieć: „Jest w nim coś niezwykłego, nie wiadomo co, ale on przyciąga spojrzenia, przyciąga uwagę”. I tu nie tylko chodzi o dużą aurę, lecz coś więcej. I powiada się, że to duchowe dziedzictwo, ten nasz wypracowany bagaż duchowy, jeśli po zgromadzeniu tego duchowego bagażu, w jakiś sposób upadłem, potknąłem się, poddałem się jakiejś pokusie i popełniłem duże przestępstwo i masę grzechów, to ta duchowa, zapracowana część nigdzie nie znika.

  Ona jest jak brylant. Można ją wrzucić do gnoju, a potem wyjąć, umyć i wszystko jest jak dawniej. A potem, jeśli wyrażę skruchę, to mogę zacząć od tego miejsca, gdzie zakończyłem tę ostatnią podróż. I mogę się nagle odrodzić, a wszyscy ze zdumieniem będą patrzeć: „o zobacz, jak on wyskoczył”. To się przytrafia bardzo wielu ludziom i logika nie jest w stanie tego wyjaśnić. Prawdopodobnie to było dokonane w poprzednich żywotach.

Był kiedyś taki człowiek, który sam był narkomanem i rozprowadzał te narkotyki, sprzedawał je. Zajmował się nawet bandytyzmem. A potem za te narkotyki trafił do więzienia. On się tym chwalił. Faktycznie taki ktoś istniał. On był narkomanem za czasów ZSRR, a ponieważ w tamtym czasie to było zjawisko rzadkie – nie tak jak dzisiaj – to, to było uważane za coś wyjątkowego. Ludzie pokazywali palcem: „Zobacz, to jest narkoman, on pewnie doświadcza jakichś duchowych stanów”. 

   No a potem narkotyki się rozpowszechniły, ale to był czas, kiedy to wszystko dopiero się zaczynało. No i trafił do więzienia i w jego ręce trafiła jakaś Biblia. On tam w tym więzieniu zorganizował szkołę i zaczął leczyć w imieniu Jezusa Chrystusa wszystkich po kolei, a obecnie jeździ po całym świecie. Taka oto historia. A jak to się stało? To oznacza, że on już posiadał jakąś bazę i gdy zobaczył tę księgę, to od razu ją rozpoznał. Inni na nią patrzą i chce im się spać, a on ją od razu rozpoznał. On miał już w sobie coś, za pomocą czego mógł ją rozpoznać. Posiadał już jakieś wcześniejsze doświadczenie.

Dobra, przypomnę sobie ten nasz temat, co to było? Aha, ziemskie skarby. No dobra, wróćmy do tych ziemskich skarbów. To, co teraz powiem jest takie dość ogólne, ale do naszego tematu wystarczy.

Istnieją trzy takie rzeczy, które warto sobie zapamiętać. Gdybym narysował trzy takie okręgi w trójkącie, gdzie górnym jest Bóg,

 drugim jest dusza, a trzecie to Prakriti, czyli materia. Materia, czyli wszechświat ze wszystkimi swoimi mieszkańcami. No i między tymi trzema elementami istnieją wzajemne relacje. Ile linii można przeprowadzić przez trzy punkty? A ile między dwoma? No, tylko jedną. Jeśli spróbujemy poprowadzić drugą, to już będzie powtórzenie. Między trzema punktami tylko trzy linie. A ile między czterema? Sześć linii. Między każdym punktem: jedna, druga, trzecia, czwarta i po krzyżu ukośnie jeszcze dwie linie. Więcej już się nie da. Między pięcioma punktami będzie dziesięć linii. Między sześcioma – piętnaście, itd. w postępie geometrycznym.

No i teraz wyobraźcie sobie te trzy główne rzeczy: Bóg, dusza i Prakriti, czyli materia. Między nimi mogą być tylko trzy linie więzi, tylko trzy połączenia. Między Bogiem i – chciałem powiedzieć człowiekiem, ale – między duszą. Jedna linia więzi, która nazywa się miłość. Nie ma żadnych innych powiązań. Inna nazwa dla tej relacji, to jest „bhakti”. To jest miłość, czyli stan, to jest również jakieś działanie. Miłość to jest to, czego nie da się w żaden sposób zapisać tutaj, w jakichkolwiek rejestrach. Ona jest tym skarbem niebiańskim. 

A jaka więź, jaka relacja istnieje między duszą a materią? Ona nazywa się „karmą”, czyli prawo przyczyny i skutku. Relacja przyczyny i skutku. Jeśli nie chcesz rozmawiać z Bogiem językiem miłości (ros. lubwi. Miłość = liubow), czyli polubownie, wtedy będzie uczyć ciebie „karma”. Wtedy i tak będziesz wykonywał to samo, ale będziesz musiał za to płacić, bo miłość jest bezpłatna, za darmo. A skoro jest bezpłatna, to następują cuda. Tam jest nieograniczone źródło. Karmiczne powiązanie jest źródłem ograniczonym. Tam wszystko jest ściśle wyliczone, co już samo z siebie jest nudne, dlatego że to jest sprawiedliwość. 

No i między materią a  Bogiem również istnieje więź, ona nosi nazwę „kala”. A jej inna nazwa brzmi „czas”. Czyli, że Bóg włada tą materią, On nią kieruje za pomocą czasu i dlatego wszystko musi być w swoim czasie. My tutaj siedzimy i rozmyślamy nad jakimiś naszymi planami, np. kiedy zbudować dom? Planujemy, kiedy pojedziemy na wczasy. Wtedy a wtedy pójdziemy do pracy. Za ogród się weźmiemy w tym czasie jakimś i coś tam posadzimy. 

 No i istnieje „kala”, czyli ta wspomniana rzeka czasu. A w niej jest już wszystko ściśle rozpisane: kiedy będziecie urządzać ogród, kiedy zbudujecie dom itd., itd. no i kiedy nasze plany kolidują z tamtymi zapisanymi planami, to my stajemy się nerwowi. A kiedy się nakładają, to mówimy: „Chwała Bogu”. A żeby one się nakładały, to nie należy patrzeć w te plany, lecz trzeba patrzeć na Boga,

  a nie na materię. Ma być miłość, czyli co uczynić dla innych, żeby było dobrze. A w tym celu trzeba ich kochać. O sobie zapomnieć i kochać. I wtedy, gdy inni patrzą na tego człowieka, to on wydaje się takim gigantem. A kiedy człowiek kocha tylko siebie, to wydaje się takim karzełkiem w oczach pozostałych ludzi. Takiego kogoś nikt nie kocha. No i zgodnie z tym czasem„kala” – wszystko to, czyli ogródek, zakup samochodu, wyjazd na wczasy do kurortu – to przepływa w określonym czasie.

No i istnieją dwa takie strumienie, dwa takie potoki – dusza sobie siedzi i tak patrzy, widząc ten strumień niebiański, nazwijmy je „boskie wartości”. 

No i poniżej przepływa druga rzeczka, którą nazwiemy „skarby ziemskie”. Ha, ha, płyną rzeką „ziemskie skarby”, czyli samochód, domek, wszystko sobie płynie, płynie. 

Ludzką psychikę można określić jako lewa i prawa półkula. Można też powiedzieć, że to są emocje oraz intelekt, ale ja to nazywam inaczej. Psychika pracuje w sposób schizofreniczny, albo jak paranoja. Jedno i drugie uważane jest za chorobę. Uważa się, że jest to stan chorobowy, ale ja uważam, że to jest naturalne i normalne, że jest to zdrowy stan, zarówno schizofrenia, jak i paranoja. 

Schizofrenia jest wtedy, kiedy nie mogę się skupić na jednym obiekcie. Coś tam zacząłem, biorę do ręki na przykład ten długopis i myślę: „aha, on powinien tam leżeć”. Zobaczyłem inną rzecz i też ją przełożyłem gdzie indziej, bo każda rzecz nam mówi, gdzie jest jej miejsce. No i tak przekładając w końcu zapominam od czego zacząłem. To jest stan schizofrenii. 

 Tacy nieuporządkowani ludzie cały dzień spędzają niejako w panice, potem oglądają się za siebie i stwierdzają, że niczego nie dokonali. Że tylko coś tam nieznacznie poprawili, ale wydaje się, żadnej z czynności nie wykonali do końca. To jest schizofrenia.

  Tak więc w stanie schizofrenii musimy obserwować skarby ziemskie. Płynie tą naszą rzeczką ziemską: garaż, samochód, potem jeszcze coś tam płynie.  Jedno puściłem, wziąłem się za coś innego. Ponieważ stan paranoi polega na tym, że wczepiam się w jedną rzecz jak buldog i nie jestem w stanie się od tego oderwać. Ja się skupiam wyłącznie na jednym obiekcie. Jeśli będę skupiony wyłącznie na nim, to w zależności od tego z jaką szybkością będą te obiekty płynąć w tej naszej ziemskiej rzece czasu, w tych latach – jak to się mówi – to mnie od tego oderwie wraz z rękami. Ponieważ powinienem być „tutaj i teraz”, a ta rzecz już wyczerpała swoje znaczenie.

Można nawet zauważyć, kiedy dane rzeczy tracą swoją aktualność. Są pewne symptomy. Dla przykładu: jakiś człowiek przychodzi – powiedzmy do pracy – w określonym czasie, codziennie. Przypuśćmy, że to jest kierownik i on regularnie się pojawia i pewnego dnia nie przyszedł. W jego życiu pojawiły się jakieś przeszkody, więc dzwonię do niego i pytam: „Będziesz teraz?”. „Tak, tak, zaraz przyjdę”. I zaczyna przepraszać. On zrzuca z siebie to zamieszanie, przychodzi, pomaga, ale jest to oznaka tego, że pewnego dnia on nie przyjdzie wcale. 

 Tak właśnie bywa zarówno z pracą jak i z jakimiś tam relacjami. One w ten sposób stopniowo wychodzą z naszego życia, oddalają się i trzeba je odpuścić. Kiedy zaczynają się takie symptomy, to znaczy, że trzeba zmieniać scenariusz, że coś już się zdezaktualizowało i że pewnego dnia to się zakończy. 

 Na przykład nie dostajesz już regularnie wypłaty, potem znowu ci zapłacili. Ale może być tak, że pewnego dnia tej ostatniej wypłaty nie dostaniesz wcale. Tak też się może zdarzyć i pierwszym symptomem jest właśnie to.

Mówię o tym dlatego, że te skarby ziemskie nie są trwałe, są niepewne i pewnego dnia zanikną. One nie od razu znikają. Istnieją pewne symptomy – coś nam szarpie nerwy, ale my ostatkiem sił staramy się to zatrzymać, ale na próżno. No i trzeba usunąć tę paranoję. W tym miejscu potrzebna jest schizofrenia. Jeśli coś odeszło, to biorę się za następne. 

 A paranoja jest potrzebna jako narzędzie naszego myślenia. Trzeba wczepić się w skarby niebiańskie, w te wartości wieczne, aksjomatyczne. Istnieją aksjomaty oraz istnieją twierdzenia. Twierdzenia da się udowodnić, one dzisiaj są ważne, a jutro nie są ważne. Natomiast aksjomaty rozpoznaje się sercem. Tam jest wszystko tak i koniec. Dla wszystkich jest to oczywiste. Tam filozofia nie ma zastosowania. Tam są po prostu aksjomaty, życie jest najważniejsze. Albo na przykład jeśli jesteś „kszatrijem” – wojownikiem, to honor jest najwyższą wartością. Honor jest nawet droższy niż życie, itd. 

 I jeśli masz takie wieczne skarby, wieczne wartości – i zauważcie: twoje wartości, bo dla każdej duszy są one inne – i wtedy się w nie wczepiasz, a wtedy podróżujesz w czasie wraz z tą rzeką, noga w nogę. Wtedy wszystko u ciebie płynie zgodnie z tą rzeką czasu i wszystko jest jak trzeba. Dlatego też najważniejszą rzeczą tutaj jest, aby serce było w tym co jest nazywane „tu i teraz”. A tak może być tylko wtedy, kiedy wczepiasz się w te wieczne skarby, w te wieczne wartości. Wartości niebiańskie, które tak przepływają i wtedy jest jako taka stabilność. 

 Lecz jeśli wczepiasz się w te skarby ziemskie, one będą albo wyprzedzać, albo będą pozostawać w tyle, a wtedy nigdy nie uda ci się być „tu i teraz”. Będziesz albo w przeszłości albo w przyszłości. Albo będziesz marzył o tym czego ci brakuje, tak jak ta stara kobieta w bajce Puszkina o „Złotej rybce”. Albo też będziesz żałować, że „pokładałam w nim”, albo „pokładałem w niej” tyle nadziei i gdzie to jest? I czekam aż on czy ona załatwi swoje sprawy, aż on przyjdzie do mnie z tej przeszłości. Coś tam w tej przeszłości straciłem i staram się to odzyskać. W takim przypadku nigdy nie uda mi się być w teraźniejszości w tym czasie aktualnym. Taki będzie rezultat. 

A skoro moje serce nie jest „tu i teraz”, kiedy Boga ze mną w tej chwili nie ma – chociaż on włada i przeszłością i przyszłością i teraźniejszością – ale z nami on rozmawia wyłącznie w momencie teraźniejszym. On nam nakazuje, aby w danej chwili coś czynić, nie zajmować się jakimś tam spisywaniem pamiętników, albo też nie odpływać w marzenia. 

   Bóg mówi: "teraz w tej chwili wykonajmy to i to”. 

  A ja Mu na to odpowiadam: „No, ale zanurzmy się na chwilę w marzenia”

    Na co On odpowiada: „Jeśli nie chcesz, to Ja znajdę kogoś innego”. W pismach świętych jest przecież napisane, że jeśli trzeba, to i kamienie przemówią. Tobie się wydaje, że bez ciebie nic się nie wydarzy. Wydarzy się, wydarzy, znajdzie się zastępstwo. Albo zostaniesz po prostu zmuszony w danej chwili i będziesz musiał coś uczynić pod przymusem. "No, ale w takim wypadku będziesz nie do końca żywy” – powiada Bóg. „A Ja chciałbym, żebyś ty był żywy, chcę żebyś żył”.

Takie to oto są zasady tych ziemskich skarbów. W nich nie ma nic złego. Zdrowie to jest jak najbardziej skarb ziemski. Oczywiście, że tak jest. Mało tego, jeśli jego nie ma, to jak ty wykonasz tutaj cokolwiek innego? To jest nasz podstawowy zasób. Wtedy co najmniej staniesz się ciężarem. A w najgorszym przypadku staniesz się zupełnie bezwartościowym człowiekiem. A chciałoby się być szanowanym, chcielibyśmy, żeby nas kochali. A w jaki sposób zachować swoje zdrowie? 

- Pani wie jak zachować swoje zdrowie?

Wam się pewnie wydaje, że to: mycie zębów, wykonywanie porannych ćwiczeń, zdrowy sen, regularne posiłki? To nie to. Oczywiście to się rozumie samo przez się, ale nigdy nie jest tak, że udaje się wszystko według harmonogramu. Czasami jest tak, że czynisz wszystko według planu, kładziesz się potem spać, ale nie możesz zasnąć prawda? Czasami też jest tak, że nadchodzi pora posiłku a jeść się nie chce. Jeszcze innym razem chce się jeść ale nie ma co - przecież tak też się zdarza.

 Tak bywa bardzo często - w życiu są rozmaite sytuacje. Dlatego życie według harmonogramu jest fikcją, tak się nie da. Tu zdradzam wam sekret: aby zachować zdrowie trzeba przede wszystkim nie kontaktować się z tymi ludźmi, którzy do was nie pasują. To jest od razu wyczuwalne, bo od razu czujesz brak energii. Nawiasem mówiąc ten drugi też czuje spadek sił. 

   A kiedy czujecie wzrost sił to znaczy, że to są wasi ludzie, że jest rezonans i pasujecie do siebie jak klocki jednej układanki. To nosi nazwę synergii - były takie badania, sprawdzano ile kilogramów po śniegu na saniach może pociągnąć jeden pies. A gdy tworzono zaprzęg z dwóch psów to ilość ładunku jaki one były w stanie pociągnąć nie była dwukrotna lecz większa. To się wydaje dziwne i niemożliwe. Synergia to nie jest proste dodawanie. 

 Tak więc jak zaleca pierwsza mantra Shri Upaniszad: "wykonuj to co należy do ciebie, zajmuj się swoimi sprawami i nie bierz się za cudze a wtedy możesz przeżyć nawet i tysiąc lat - a na pewno setki. Jeśli setki lat to zapewne w dobrym zdrowiu, nie wydaje się prawdopodobne aby chory człowiek żył setki lat prawda?

Zatem postępuj w taki sposób i bierz to co przynależy tobie a będziesz się cieszył zdrowiem. Zdrowie jest po to, abym mógł wykorzystać to co mi wskazuje Bóg. On mówi: "weź się za to albo za tamto". Wtedy nie trzeba się oszczędzać, bo jeśli Bóg tobie pokazuje to znaczy, że nie będzie żadnych przeszkód.  Lecz jeśli będziesz brał się za coś bez Boskich wskazówek, na przykład za coś co tobie pokazał kusiciel to tam będziesz tracił zdrowie. 

    Tu chcę już zacząć podsumowanie, że jeśli czynisz coś zgodnie z przeznaczeniem to oznacza, że jesteś połączony ze skarbami duchowymi, 

Bo to jest tak, że jeśli całe pole naszej działalności przedstawić w takim kręgu podzielonym na sektory to w jednym z nich mamy gospodarstwo domowe, inny określa rodzinę, jeszcze inny obrazuje pracę, a jednym z tych sektorów będzie moje powołanie. Na przykład jesteś genialnym elektrykiem lub rzeźbiarzem, albo jesteś geniuszem w jakiejś innej dziedzinie. Jeśli będę temu poświęcał dużo czasu i będę ten sektor poszerzał to on będzie coraz większy i ostatecznie zajmie całe to pole.

 I tylko w tym sektorze możliwy jest altruizm - tylko na tym polu będę mógł dokonać czegoś takiego, co nigdzie nie będzie odnotowane a ja i tak będę z tego zadowolony. Wszystko inne mogę gdzieś tam zapisać i będę się nawet tym chwalił a tutaj nawet chwalił się nie będę.

 To jest ta część duchowa - ona powinna się otwierać aby objąć całą Twoją działalność. A kiedy ona otworzy się całkowicie to tobie będzie wszystko jedno czy jesteś w raju, w piekle, na Ziemi czy w świecie duchowym. 

    Tak o tym mówią święte księgi - a dlaczego tak? Bo ty stajesz się nośnikiem tej całej duchowej sfery, wtedy ty stajesz się bezcennym skarbem tego świata. Wtedy przestajesz podlegać jakimkolwiek prawom - dzieje się wprost przeciwnie, przychodzą do ciebie abyś coś osądził zgodnie z prawem a ty pstrykasz palcami i wybaczasz, kiwasz palcem i ktoś inny wyzdrowiał, wtedy sam zmieniasz się w ucieleśniony skarb. To się nazywa "Avesha Avatar" 

   Tak więc Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. 

To nie ma żadnego sensu. No i ile żalu z tego powodu - to tyle trudu kosztowało, a potem to jeszcze złodzieje ukradli. Rodzi się frustracja z powodu daremnej pracy a potem dodatkowa frustracja bo ukradli. Nic dobrego to ze sobą nie niesie.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=9bzE6I0tZxQ


czwartek, 15 maja 2025

Nie zawsze można ufać temu co widzisz i słyszysz - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=rG3AeAjWSyQ 

Witam Was, kochani.  

  Wielu ludzi jest obecnie zaniepokojonych tym, co się dzieje, nie mniej jednak świat oferuje wiele wspaniałych możliwości. Jak nigdy dotąd możecie się komunikować, dzielić się informacjami, wchodzić w interakcje, obserwować i doświadczać więcej niż kiedykolwiek wcześniej.

   Dzieje się tak częściowo dzięki nowoczesnym technologiom. I chociaż pojawiają się niepokojące informacje o sztucznej inteligencji to technologia nie jest w stanie was kontrolować, ponieważ jesteście twórcami. 

Wy sami wybieracie sposób ich użycia. To nie jest ani dobre ani złe. To tylko narzędzie, które jest podporządkowane prawom wibracji tak samo jak cała reszta Wszechświata.

Jeśli wykorzystujecie technologię z miłością to znajdziecie Miłość. A jeśli korzystacie z nich ze strachem, to znajdziecie strach. Nie istnieje nic co mogłoby wykraczać poza prawa wibracji - tak właśnie działa nasz Wszechświat.  

 I przy dużym kontakcie ze światem wymagana jest duża przenikliwość i refleksja. W obecnej chwili jak nigdy wcześniej ważne jest panowanie nad swoimi wibracjami, aby móc ufać swoim uczuciom. 

Kiedy znajdujecie się w wysokiej wibracji miłości, to nie będziecie chcieli skupiać się na tym co złe. To jest teraz szczególnie ważne, ponieważ nie zawsze można ufać temu co widzimy i słyszymy. To nie jest nowe zjawisko - zawsze byli sprzedawcy, którzy pakowali truciznę w piękne opakowanie i sprzedawali ją jako substancję pożyteczną.

   Zawsze byli tacy, którzy potrafili przekonywająco kłamać lub przedstawiać fałszywy obraz. Wraz z pojawieniem się Internetu i nowych technologii możliwości fałszerstwa stały się większe, niż kiedykolwiek wcześniej.  

 Jednocześnie zwiększyła się nasza zdolność dzielenia się wspaniałymi ideami i informacjami, oraz komunikowania się w nowy sposób. Dlatego starajcie się nadal dążyć do najlepszych myśli i uczuć, aby ufać sobie w energii wysokiej wibracji. 

  Nie martwcie się tym, kto mówi prawdę, a kto nie. Kiedy żyjecie w kochającym i wspaniałym wszechświecie, to on prowadzi was do tego czego chcecie doświadczyć.

Wtedy nie podlegacie władzy technologii, systemów lub innych ludzi, bez względu na to, jak bardzo przekonywujące by się one nie wydawały.  

 Zawsze znajdujecie się wyłącznie we władzy własnych wibracji. W wibracji miłości dostrajacie się do Boskiej prawdy znajdującej się w waszym wnętrzu i ta obecność zawsze będzie Was prowadzić. 

   Błogostanu Wam wszystkim.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=odjA0ueYn_M

wersja rozszerzona o moje komentarze:  https://youtu.be/iO2PqrPhl9A


niedziela, 11 maja 2025

Świat osiągnął punkt bez powrotu - Era Wodnika

 

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=yplTG9P6W98

Moi drodzy, widzicie, jak czas przyspieszyłprzechodzimy przez nową część przestrzeni i wibracje są wzmacniane a to oznacza, że ​​zmiany są nieuniknione i będą dalekosiężne.

 Tak jak przepowiadano staną się one częścią naszej przyszłości. Koniec poprzedniego cyklu i początek nowego sugeruje, że stary sposób życia nie jest już odpowiedni, dlatego należy oczekiwać i witać poważne zmiany gdyż ludzkość osiągnęła punkt bez powrotu i stała się świadkiem śmierci wielkiej części tego co zostało osiągnięte w ciągu ostatniego (minionego) cyklu.

  Ciężko jest zrozumieć dokąd porusza się Ziemia oprócz tego, że wiadomości z wyższych wymiarów jasno dają do zrozumienia, że muszą zajść poważne zmiany, ponieważ to co stare nie może istnieć w nowym wieku.

 Nasz postęp obserwują o wiele silniejsze siły, niż rządy i gwarantują, że świat będzie podążał za planem na przyszłość. Wszystko mogło by pójść gładko, jeśliby ludzie podjęli właściwe kroki i w pierwszym rzędzie myśleli o świecie, który w wyniku bieżących problemów wydaje się bardzo odległy.

  Zmiany nastąpią niezależnie od tego, czy jesteśmy gotowi na nie, czy też nie - nie można ich powstrzymać ponieważ wszystkie dusze, które osiągnęły postęp muszą się wznieść i opuścić stare wibracje.

  Jednak nikt nie jest zapomniany i każdy będzie się rozwijał - w pewnym sensie każdy człowiek odpowiada sam za siebie. Gdy tylko nabierzecie pewności siebie aby pokonać wszelkie przeszkody na swojej drodze to nikt nie będzie mógł was powstrzymać aby to osiągnąć.

 Oczywiście siły mroku wiedząc, że tracą władzę będą starały się trzymać wszystkich w nieświadomości odnośnie naszego prawdziwego potencjału i przeznaczenia.

 W tej chwili na Ziemi jest dużo żalu i smutku i tu wasza pomoc i doświadczenie mogą być bardzo pomocne. Jest na to wiele sposobów - wszak często nawet kilka miłych słów pomaga ludziom podnieść nastrój.

  Ludzie powinni wiedzieć, że gdy tylko minie ten okres niepokoju, to czeka ich wielki wzrost i świetlana przyszłość, ponieważ wiele istot z wyższych światów pracuje za kulisami, aby te plany zostały zrealizowane.

  Zawsze proście o pomoc, kiedy jest to konieczne i gdy okoliczności na to pozwalają - wasza duchowa rodzina to uczyni. Pamiętajcie o swoim życiowym celu i czyńcie wszystko co możliwe aby się jego trzymać.

  To dla waszego postępu i ostatecznie wyciągnie was z niekończącego się życia walki z ciemnością, która chce was powstrzymać i czyni wszystko, aby to osiągnąć.

   Macki ciemności są wszędzie ale wy należycie do światła i macie przewagę a wasza duchowa rodzina jest z wami.

Błogosławieństw Wam wszystkim!

 wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=I9GSVNm56oc

piątek, 9 maja 2025

Starość - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=xndcnctjgX4

Jesteśmy już na wizji. Aha, no dobrze, jakie pytanie mamy?

Pod wideo zdarzył się komentarz: „Oglądam już nagrania Wiktora od dziesięciu lat i tu mam pytanie:  dlaczego Wiktor się nie starzeje, a ja się starzeję?”

Heh... no, niezłe pytanie. No dobrze – w Bhagavad-gicie jest napisane, że starość, choroby i śmierć to jest zło. To jest zjawisko nienormalne. Starość, choroby i śmierć to jest zło. Kto to rozumie, ten posiada Wiedzę. A ten kto myśli, że to jest normalne jest głupim człowiekiem.

Czy człowiek się zmienia? No oczywiście, że się zmienia. Ktoś tam rośnie, ktoś tam jeszcze inaczej. My powinniśmy się zmieniać, ale nie powinniśmy się starzeć. Nie należy mylić tych pojęć. Są tacy ludzie, którzy tak dojrzeli, wyrośli, szerocy w plecach się stali. No powiedzcie mi, gdzie widzieliście stare zwierzęta? Kotka do samej śmierci rodzi kocięta i łowi myszy. Zgadza się? Ewentualnie biega za kłębuszkiem na sznurku. Rozumiecie jak to jest? 

 To nonsens, po prostu istnieje pewna orbita życia. Przez jakiś czas nasze ciało się odpowiednio przygotowuje, potem coś tam wykonujemy, no i już. 

 Ale ponieważ ludzie piją, palą, oglądają jakieś tam „Tik Toki” zamiast się czymś zająć. Oni podwyższają sobie w ten sposób szybko poziom dopaminy. No i oczywiście w ten sposób cały ten własny entuzjazm i zapas sił jest tracony.

Już dawno temu powiedział Maksym Gorki: „Chrońcie swoje pragnienie”. On mówił o relacjach między-płciowych. Chrońcie swoje pragnienie, ponieważ ono stanowi natchnienie dla waszego życia. Ono daje entuzjazm waszemu życiu. 

 To się pojawia w jakimś konkretnym celu. A my tę energię pożytkujemy bez sensu. Marnotrawimy ją. Stajemy się podobni do takich szczurów laboratoryjnych. Było pewne doświadczenie, że postawiono im klatkę. Ich obszary mózgu były do czegoś podłączone i naciskały nosem, albo czymś innym przycisk w tej klatce i doznawały poczucia rozkoszy. Te szczury popadały w uzależnienie i bardzo szybko umierały. To była narkomania. Dlaczego one tak szybko zdychały? Bo one doznawały szczęścia poprzez pobudzanie organów zmysłów, aby w jakiś sposób tam zadowolić zmysły, uzyskać jakąś przyjemność, np. wzrokową, poprzez uszy, skórę, czy jeszcze inaczej. To mamy dzisiaj wśród ludzi, jak dobry bankiet jakiś: "och! jak miło sobie porozmawialiśmy - taka miła biesiada".

A tak naprawdę zadowolenie człowiek uzyskuje, jeśli coś czyni. Jeśli czyni coś dobrego. „Rozkoszuj się swoją dolą” – tak napisał  Bhaktivinoda Thakur w pierwszej mantrze.  Uzyskuj rozkosz ze swojej doli, radość ze swojej doli.  

  A czym jest ta „swoja dola”? W księdze Koheleta widnieje następujące zalecenie: „Nie ma nic lepszego dla człowieka, niż wykonywać swoje działania i czerpać zadowolenie z tych swoich czynów”. Zauważcie – swoich czynów, a nie cudzych. A same organy zmysłów dane są wyłącznie dla orientacji w przestrzeni. To nie jest po to, żeby usiąść gdzieś tam w fotelu z pilotem do telewizora i w ten sposób jakoś dawać podniety swojemu ciału. W ten sposób wpadamy w imitację życia. 

 Wykonując działania w rzeczywistym świecie jakoś przemieszczamy się w przestrzeni. A w drugim wypadku – w tej imitacji – przemieszczasz się tylko w jakiejś wirtualnej rzeczywistości. No i oczywiście ciało się wtedy zabrudza, powstają złogi, zmienia się twoje DNA. A tym bardziej, że tam jest przekazywana taka informacja, że nie staniesz się od niej lepszy. A nasze DNA to jest antena, która łapie jakieś informacje, o tym co czynić w kolejnej chwili. DNA to nie jest jakiś tam magazyn informacji, który można rozwinąć i przeczytać, że tam jest zapisane wszystko, co należy czynić. Ta informacja jest w polu energetycznym poza człowiekiem. 

A tak przy okazji – świadomość człowieka też znajduje się poza ciałem i DNA po prostu to odbiera. No i my to DNA tłumimy na wszelkie możliwe sposoby, poprzez nieprawidłowe żywienie, poprzez narkotyki i różne inne. Tak w ogóle to zadowolenie powinniśmy uzyskiwać nie od tego, co jest przyjemne dla zmysłów, lecz z tego, że czegoś tam dokonaliśmy. Przy tym dokonaliśmy tego nie dla siebie - zauważcie to. Jeśli to było dla siebie, to było to zaspokojenie zmysłów. Na przykład krzesło stało się bardziej miękkie, albo dom stał się cieplejszy i więcej w nim przestrzeni. To nie o tą radość chodzi. A jeśli w jakiś sposób sprawisz radość komuś innemu i kiedy twoje zmysły nie będą miały z tym nic wspólnego - to właśnie jest prawdziwe szczęście, prawdziwe przeznaczenie. 

 A wtedy człowiek się nie starzeje. Owszem, możesz się na przykład zmęczyć, ale później jest przypływ sił i rześkość.

Od czego ludzie młodnieją, np. zewnętrznie? Ja znałem takiego człowieka, który posiedział w więzieniu i odmłodniał. Po wyjściu z więzienia zaczęły zauważać go kobiety - one doskonale czują ten wzrost energii. Mi też się coś takiego przytrafiło, gdy byłem w wojsku. Skierowali mnie do kancelarii sztabowej i potem ludzie mówili, że to mi wyszło na dobre. A tam trochę bezczynności, nie trzeba wiele czynić – i to nie dlatego, że ja jestem taki leniwy – ale skierowali mnie tam. 

 Wiecie jak to jest w armii – ścisły regulamin, dowódca ma zawsze rację, a jeśli nie ma racji, to patrz punkt pierwszy, czyli że dowódca ma zawsze rację. No i tam bardzo mi brakowało takiego porozumienia, komunikacji na wyższym poziomie, na takie tematy, jak my tutaj. Ja tam siedziałem sam i nagle mi dodali jednego współpracownika do tej kancelarii. No i prowadziliśmy z nim bardzo ciekawe rozmowy na bardzo różne tematy. Widzicie jak to jest, los tak pokierował, że przysłali mi tego kogo należy, z kim można było porozmawiać. No i ja sobie w swoim światopoglądzie uzupełniłem to, czego mi brakowało, a wraz z tym podobno zacząłem dużo lepiej wyglądać. 

W ogóle to tak jest, że jeśli zajmujesz się swoim dziełem - czymś co tobie przeznaczone, to wszystko jest jak należy. Jeśli toporkiem rąbać drewno, to on jest w porządku, ale jeśli zaczniesz rąbać drewno mikroskopem, to go zepsujesz. Natomiast za pomocą siekierki czy toporka niczego nie dasz rady ujrzeć, tak jak pod mikroskopem. Każdy powinien zajmować się tym, do czego ma predyspozycje i talent, czyli swoim dziełem, a wtedy wszystko będzie w porządku.

Ponadto od czego ja tutaj zacząłem – rzeczy nie w starości, ale w zmianach. Zmieniamy się nieustannie, czy coś czynimy, czy też nie. Jeśli nic nie czynimy, to się degradujemy. Jeśli coś czynimy, to zmiana i tak zachodzi, ale wtedy regenerujemy się. Pojawia się niejako uaktualniona nasza wersja.

  Weźcie się połóżcie na kanapę i poleżcie sobie tam dwa tygodnie, to w trzecim tygodniu nie dacie rady się podnieść. I się okaże, że tu was boli i tam was boli, że w stawach się coś tam zrobiło, jak nie pracowały. Ruch jest niezbędny, ale nie byle jaki ruch. 

      Ja na przykład trenowałem w sekcji sportowej – byłem i w sekcji narciarskiej i także biegałem na czas. A potem pomyślałem sobie: czym ty tutaj się zajmujesz? Przecież ten czas można spożytkować na coś dużo lepszego. Wstałem rano, zabrałem się za ogród, tu się schyliłem, tam się schyliłem, ponaginałem się tam gdzie trzeba i te działania mają konkretny sens - wtedy zrozumiałem i ze zdumieniem stwierdziłem, że sport odstawiłem, a w domu zapanował porządek. To zaczęło być traktowane tak jak sport.

A kiedy pracowałem na stacji kolejowej Zaporoże 2, to tam byli najróżniejsi pracownicy. Byli tam również więźniowie i oni na nas zerkali, a my tak przed kolegami wzajemnie się prezentowaliśmy – podkład kolejowy na ramię, taki drewniany to ważył swoje kilogramy, a już żelbetowy to w ogóle. No i traktowaliśmy to jak sport. 

 A tam zaraz obok było boisko sportowe i przychodził czasem stamtąd pewien trener, który powiadał: „Koledzy, wy tu podnosicie takie sztangi, że moi sportowcy nie daliby rady". I to się skończyło tak, że on trafił w końcu do mojej brygady. Chyba szukał lepszej zapłaty czy jakoś tak.

  No i kiedy rozdzielaliśmy zadania, to dawaliśmy mu te najlżejsze, a on się zaczął obrażać, mówi: „Co to?… jak wy mnie tu traktujecie? Dajcie mi tutaj coś cięższego”. No i kiedy zaczął na równi z nami nosić, to powiedział: „Ooo.. sport to jedna rzecz, a taka prawdziwa praca, to już co innego. W jaki sposób wy mogliście się tak wytrenować?”  

    A ja mu odpowiadam: „To bardzo proste, Bóg nie wydziela nam czasu i przestrzeni na jakieś treningi, w jakimś tam celu, żeby tylko sobie potrenować. Życie pisze wszystko od razu na czysto. Jeśli wykonujesz pożyteczne dzieła, to od razu będziesz miał wszystko, co potrzeba. Nie trzeba żadnej tam specjalnej rozgrzewki”. 

  W obecnym czasie niestety są automatyczne pralki, wiele rzeczy jest wykonywanych automatycznie. No i to dobrze, bo to uwalnia nam dużo czasu w naszej świadomości i mamy wtedy czas pomyśleć o czymś dużo Wyższym. A z drugiej strony dobrze jeśli jest w naszym życiu właśnie taka codzienna praca.

Lecz jeśli ktoś wykorzystuje ten fakt, że dziś wielu rzeczy nie trzeba czynić - że wiele kwestii bytowych jest załatwianych za nas automatycznie to ten uzyskany tym sposobem czas wolny przyniesie mu szkodę. W ten sposób ludzie się demoralizują. 

Ogólnie uważa się, że normalny człowiek rozgląda się wokół i szuka co by tutaj dobrego wykonać. Powiada się, że sam Bóg pokazuje: „Ooo… to leży w niewłaściwym miejscu, ooo… a tam jest pajęczyna, trzeba by ją jakoś podnieść, usunąć”. Tutaj czy tam coś można ulepszyć - i człowiek zawsze ma jakieś pożyteczne zajęcie. 

 Tego nie należy wykorzystywać w zły sposób, w tym sensie, że czynić coś wyłącznie dla siebie. Trzeba czynić coś dla innych, a wtedy to już jest inny poziom. Ci, którzy wykonują coś dla innych są o cały rząd wielkości silniejsi, zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Jeśli tę samą pracę wykonujesz dla siebie, to możesz się naderwać, lecz jeśli tę pracę wykonujesz dla innych, to nic ci się nie stanie. No oczywiście pod warunkiem, że nie zostałeś do tego zmuszony. Jeśli sam zgodziłeś się do tej pomocy.

Od razu poczujesz się lepiej i sam nie będziesz wiedział dlaczego. Niby oddałeś swoją energię, ale dostałeś coś większego. Otrzymujesz wtedy Boską pomoc. Wtedy Bóg razem z Tobą wykonuje tę pracę - on wtedy razem z tobą niesie na przykład jakiś tam kawałek drewna. I ten stan, to odczucie Jego obecności bardzo wiele zmienia w twojej świadomości i w twojej fizjologii.

  A ponieważ powiadają, że Bóg jest wiecznie młody, ponieważ On się nie starzeje. Wiecie ile Bóg ma lat? Nie wiecie? Około siedemnastu. Nie pamiętam już dokładnie. Są gdzieś takie opisy, że jakaś jego postać ma tyle konkretnie, a Kriszna ma tyle. A po prostu doszedł do jakiegoś konkretnego poziomu i dalej się już nie starzeje - on zatrzymuje się w tym wieku. A potem na przykład przeżył sto lat.

  Są takie opisy życia Kriszny, że on się urodził, są opisy jego lat młodości, jak był nastolatkiem. A gdy stał się już młodzieńcem – tak około siedemnastu lat – to opisuje się, że ta jego ukochana Ratharandi, miała chyba około szesnastu lat. Dokładnie niestety nie pamiętam. Znam pewnego człowieka, który to wszystko dokładnie pamięta. No i potem są opisy, że miał już sto lat, ale wyglądał cały czas tak jak ten siedemnastolatek.

 I miał cały czas te same możliwości, te same cechy, które ma człowiek mając lat siedemnaście. No i z wiekiem on stawał się silniejszy, ale najważniejsze, że miał entuzjazm, cały czas zachowywał tę samą ruchliwość i ciekawość - miał cały czas tą zdolność dostrzegania nowych rzeczy wokół. Bóg pokazuje to, co nowe.

  Jest taki sposób jak określić, że jesteś bez Boga. Spoglądasz wokół i stwierdzasz: „wszystko jest takie jak wczoraj. Nic się nie zmieniło”. To znaczy, że straciłeś kontakt z Bogiem. Nowe się pojawiło, ono nie mogło się nie pojawić. Nawet w twoim mieszkaniu, pomimo tego, że nie nawet nie kiwnąłeś palcem, a jednak coś się zmieniło, a ty tego po prostu nie widzisz. Bóg ci nie otwiera oczu na coś nowego. 

Wszędzie wydarza się coś nowego, to się dzieje wszędzie. Nigdzie nie jest tak, żeby czas się zatrzymał.

Istnieje taka wschodnia przypowieść – już nie pamiętam dokładnie, kto ją napisał – dokładnej rymowanki wam nie powtórzę, ale tam było opisane coś takiego, że byłem malutki i zauważyłem, że gdzieś tam na rogu, jakiś muzyk z instrumentem gra i wykonuje swoją pieśń, a tymi piosenkami  opisywał różne rzeczy. 

No i ta wierszowana przypowieść opowiada, że on jako mały chłopiec chodził gdzieś tam do sąsiadów, że długo u nich zostawał i słuchał tych pieśni. I najdziwniejsze było to, że ten śpiewak – taki nędzarz – ani razu się nie powtarzał w tych swoich pieśniach. No i ta przypowieść opowiada, że on później dorósł, poszedł gdzieś do szkoły, czy na studia, ożenił się i po jakimś czasie przyjechał do rodziców, a ten śpiewak siedzi nadal tam na tym narożniku i coś tam brzdąka.

         Bohater opowieści opowiada, że zatrzymał się, aby posłuchać tych pieśni i okazało się, że one są zupełnie nowe. Bardzo go to zaciekawiło i w końcu nie wytrzymał i zapytał śpiewaka: „Skąd ty bierzesz te wszystkie tematy? Skąd u ciebie te wszelakie nowości? Tyle lat minęło, a ty ani razu niczego nie powtórzyłeś”. No i ten mu odpowiedział: „Ja niczego nie wymyślam. Ja po prostu obserwuję świat i opisuję go tak jak widzę”. No i właśnie on patrzył na świat oczami Boga. 

W świecie nieustannie coś się dzieje, a my tego nie zauważamy. Jest sobie na przykład jakaś para i żyją razem, aż w pewnym momencie ona spogląda: - „Ooo… on coś przestał mi się podobać. Albo ona się przestała podobać, a jeszcze przed chwilą się podobała." A gdybyśmy tak szli podążając za zmianami, to, to by się nie wydarzało.

    Ja na przykład zauważam, że moje dzieci mi się coraz bardziej podobają. One są coraz piękniejsze, coraz mądrzejsze. Wszystko się zmienia. Moja żona jest coraz piękniejsza. Ona staje się jeszcze piękniejsza od tej w której się zakochałem kiedyś. Jak tak może być?

  Ona się zmienia w lepszą stronę. Jeśli nic nie czynisz, to będziesz się zmieniał w gorszą stronę. Dlatego też nie należy starać się zatrzymywać tych krótkich chwil i że niby wtedy będzie pięknie. Nie będzie tak. Zawsze będzie albo lepiej, albo gorzej. Dlatego też żadnej starości nie ma. To słowo jest opisane u Carlosa Castanedy. Pamiętacie, jak on tam je opisał? On powiada, że to jest czwarty i najstraszniejszy wróg człowieka.

Pierwszym wrogiem człowieka jest strach i ten jest przezwyciężany wiedzą. Jeśli zaczynam wprowadzać w praktykę tę wiedzę, np. wiedza o tym, że niedobrze jest się kłócić. A czym jest wiedza? Wiedza to jest doświadczenie. To nie jest coś, gdzieś tam przeczytane i nauczone w teorii.

 Ja to widzę: jak się ludzie kłócą - wtedy między nimi takie czarne chmury kąsają się wzajemnie. Ja to widzę, że kłótnia nie jest dobrą rzeczą - mi nie trzeba tego wyjaśniać. To jest właśnie wiedza, kiedy po prostu to widzę.

  No i kiedy strach zostaje przezwyciężony, to wiedza staje się drugim wrogiem człowieka, ale dużo poważniejszym niż strach. Bo strach pojawia się wtedy gdy staram się przed czymś uciec, a od wiedzy się nie ucieka. Ja wtedy wszystko widzę i może mi stać się nudno.

    Kiedy wszystko wiem, to może pojawić się pycha. Ludzie przychodzą do mnie i pytają mnie o radę. I to może przestać być dla mnie ciekawe. Pomocą do wyjścia z tego stanu może być np. jakiś stres. Na przykład: dom się spalił, czy umarł ktoś bliski, ucięli mi nogę - coś z tego typu wydarzeń, abym ja się ocknął. Żebym zrozumiał, że to „cwane znanie (wiedza)” nie jest wszystkim, bo naprawdę mądrzy ludzie powiadają: „wiem, że nic nie wiem”. A inni nawet tego nie wiedzą. 

No i następnie wiedzę przezwycięża się mocą. Co z tego, że ty wszystko wiesz, skoro niczego nie praktykujesz. Spróbuj tę wiedzę zastosować w praktyce. Skoro jesteś mądry, to dlaczego jesteś biedny, jeśli tobie czegoś brakuje? Jeśli brakuje np. pieniędzy albo zdrowia, czy tam jeszcze czegoś – dobrej rozmowy na przykład. To znaczy, że jesteś głupcem. To znaczy, że nie jesteś mądry.

    I wtedy przychodzi moc. Moc przychodzi wtedy, kiedy zaczynam działać ze wszystkimi, a nie wyróżniam się swoją wiedzą. Pracuję wraz z innymi, a wtedy staję się mistykiem. Wtedy już nie upajam się swoją wiedzą, nie upajam się swoją wyższością, że jestem jakimś tam takim „alfa samcem”. 

     No i wtedy pojawia się mistyka. Ona nie przychodzi wcześniej, niż przyswoję sobie tę wszystką wiedzę. Jezus Chrystus się o tym wszystkim uczył. On był przez 12 lat w Indiach. To jest wszystko opisane. Był 6 lat w Nepalu, potem 6 lat w Indiach. Mając 12 lat, On gdzieś tam poszedł, nagle zniknął. Biblia nic o tym nie mówi, a potem nagle pojawia się już jako dorosły.

Wszyscy uważają Ćajtanja Mahaprabhu - tego co tu go mamy na wizerunku za mistyka. Wystarczyło, że on powiedział "Hare Kriszna" i działy się wokół rozmaite cuda i znaki. Ale zanim on do takiego stanu doszedł to swoją wiedzą przewyższył wszystkich mędrców wokół. On wyszedł ponad wszelką wiedzę – wiedza bywa wadą - ale oczywiście nie należy zaniedbywać wiedzy. To jest podobnie jak trzeba podpisać kartę zdawczo – odbiorczą kiedy zwalniasz się z pracy. Wtedy musisz przejść po wszystkich działach z takim arkuszem rozliczeniowym.

A w omawianym przypadku zwalniasz się ze świata materialnego, z tej materialnej rzeczywistości – ale powinieneś ją znać, chociażby po to aby szanować tych, którzy tam pozostali.

Wiedzę pokonuje się mocą. Ty wtedy zdajesz sobie sprawę, że wszelaka wiedza jaką posiadasz dotyczy wyłącznie tego określonego kawałka materii pod nazwą Ziemia. A istnieją inne, równoległe rzeczywistości i tam obowiązują zupełnie inne reguły z których tutaj się nie korzysta i zastosowanie tych zasad tutaj się nie uda. Możesz wyjść z tej rzeczywistości do innej - i z tamtego poziomu wykonać jakieś hokus pokus a wtedy tutaj na Ziemi coś się u Ciebie zmieni. To nosi nazwę magia i wtedy rozumiesz, że cała ta wiedza … a tak nawiasem to w książce Papusa (Gérard Encausse) powiedziane jest, że magia to nauka o miłości.

Pamiętacie to pytanie ze znanego filmu? „w czym tkwi ta moc bracie?” Jest w biblii napisane, że nawet wiedza przeminie – a co pozostanie? Oto jest pytanie.

Pozostanie magia – albo jeśli wolicie to nazwijcie to mistyką, chociaż ja uważam, że jest między nimi różnica. W każdym razie pozostanie coś takiego co nie podlega władzy prawa, które to prawo kierowane jest wiedzą. W magii wszystko podlega władzy miłości – po prostu miałeś chęć coś uczynić i uczyniłeś to.

W Biblii napisane jest, że trzeba przestrzegać prawa – ale ci którzy kochają, ci już wypełnili wszelkie prawa, one nie mają nad nimi władzy. Tacy ludzie są ponad prawem – oni mogą nawet sądzić tych, którzy posługują się prawem. Napisane jest, że ludzie uznający zasady prawa (duszewni) sądzić nie mogą natomiast duchowni mogą wydawać sądy – a nawet powinni.

I w tym miejscu na podium wychodzi ostatni wróg człowieka czyli STAROŚĆ – na sanskrycie nazywa się ona Dżara. Ona może zniszczyć zarówno wiedzę jak i moc. Ona może unicestwić  twoją nieustraszoność – ona może dosłownie zeżreć wszystko.

I my to rzeczywiście obserwujemy, że starsi ludzie u schyłku życia już mają bardzo wyraźne kłopoty z umysłem, tracą wszelkie swoje umiejętności – oni tracą dosłownie wszystko. Stary człowiek staje się jak dziecko i to nie jest normalne.

Powiada się, że mądrość przychodzi z wiekiem, ale często przychodzi wyłącznie starość – wyłącznie się starzejesz i na tym koniec. Człowiek do samego końca powinien być w pełni świadomy, w mocy ciała i powinien być wręcz rozchwytywany. Powinna się do niego ustawiać długa kolejka po radę.

I taki ktoś nie tylko radą może służyć a jego ciało już jest w niemocy. Popatrzcie na te filmy chińskie i japońskie, gdzie biorą udział starzy mistrzowie. Tam widać wyraźnie, że to są starcy, mają długie brody, ale kiedy taki staje do boju na jakieś tam nunczako, szable czy dzidy to spróbuj takiego pokonać. Oni skaczą tak jakby niemal latali w powietrzu, skąd oni mają taka moc? Młodzi tego nie potrafią. To zasługa silnej energetyki. Tam ma miejsce połączenie mocy ciała i mocy ducha. Ciało jest uduchowione – gdzie tu można mówić o starości?

Starość w naszym współczesnym rozumieniu to stan kiedy duch przedwcześnie wyszedł z ciała. Duch powinien opuszczać ciało dopiero w momencie śmierci. A my sami uwalniamy tego ducha dbając aby było nam komfortowo, cieplutko, smacznie zjeść itd. Wszelka inicjatywa jest karana a duch to właśnie inicjatywa. 

No i tak to jest ze starością. Jak z nią walczyć? Carlos Castaneda tam naucza ustami Don Huana – bohatera tej książki: on tam opowiada, że zdarza się tak – wstajesz rano, wszystko już wiesz, jesteś już takim magiem i czarodziejem i nic ci się nie chce.

Dopada ciebie depresja, bo z góry wiesz co się wydarzy, pewnie wstałeś rano lewą nogą, albo coś złego się tobie śniło. W ogóle wstawanie nie ma wtedy żadnego sensu i nie wiadomo za co się brać.

Albo zdarzyło się tak, że ktoś tobie coś powiedział – na przykład, że zabito twoją rodzinę albo, że spalił się twój dom – w każdym razie usłyszałeś coś bardzo niemiłego. Ktoś wbił tobie klin w głowę i nic się tobie nie chce czynić, opuszczasz ręce – to znaczy, że przyszła Dżara. Wszystko masz, ale nic się tobie nie chce.

Jaka jest na to rada? Recepta jest bardzo prosta i tania: zaczynasz robić porządek ze swoim ciałem, w swoim mieszkaniu i w swoim otoczeniu. Czynisz to co zawsze czyniłeś – i wtedy Dżara nie wytrzymuje tej prostej presji wprowadzenia porządku i odchodzi.

 I to wszystko w tej sprawie. A w jaki jeszcze inny sposób można zaprosić tę starość? Nie wiecie? Już wyjaśniam.

    "Najdroższa - czy mogłabyś zasunąć te zasłony?" Jeśli taka myśl przyszła tobie do głowy to po prostu wstań i wykonaj to! Słudzy nie istnieją - służący są tylko u inwalidów. Rozumiecie w czym rzecz?

  Jeśli jestem jeszcze taki zdrowy czy też zdrowa i proszę o coś a ktoś się mną zaczyna opiekować... no dobrze, że ty się opiekujesz ale twoje ciało powinno nie znać trudności. Wstanie z miejsca czy podejście gdzieś powinno być niezauważalne. To nie powinno sprawiać żadnego wysiłku - wstajesz i czynisz, nie powinieneś w ogóle czuć ciężaru swojego ciała.

 Ale jeśli dźwignięcie się z krzesła stanowi wielki problem to oznacza, że nadeszła starość.  Starość jest wtedy kiedy palcem możesz pokazać co i gdzie ciebie boli - gdzie masz wątrobę czy jakiś inny organ. Jeśli nic cię nie boli to nie ma żadnej starości.

 No i to tyle na temat starości. Dziękuję za uwagę. Bądźcie młodzi - jak w słowach tej znanej piosenki: "aby dusza i ciało były młode.
Nie bój się ciepła ani zimna i hartuj się jak stal."

  Cóż, to jest oczywiście jeden z warunków.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=uFXMzNxiIm4