sobota, 16 czerwca 2018

Żyjemy w dobie braku kultury językowej.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_144663
   Przykłady rosyjskie ale sporo podobnych można znaleźć i u nas. Tłumaczenie podaję oczywiście tylko dla inspiracji choć wiele z podanych przykładów da się odnieść do naszej mowy. Przyznaję szczerze, że sprawa akcentów kuleje i u mnie. W ogóle to jest to temat do większej dyskusji bo mowa nasza (tak jak w ogóle podział na języki i państwa) jest przedmiotem nieustannego, celowego skażania i przeinaczania aby nas dzielić, skłócać, mieszać nam w głowach. Używanie dziś przez młode pokolenie "korporacyjnego slangu" (zapożyczeń angielskich) jest już nieszczęsną normą -rażącą dla mnie okropnie i czasami w ledwie zrozumiałą (mimo jakiejś tam podstawowej znajomości tegoż języka). To takie celowe stwarzanie "języka subkultury" (na przykład informatyków) dla podkreślenia swojej wyższości, bycia kimś ważniejszym itp. a przecież podstawową funkcją języka jest potrzeba przekazania czegoś drugiemu - poinformowania go w skuteczny sposób.
 Zresztą przykładów takiej chęci "wyróżnienia się" można znaleźć sporo i w starszym pokoleniu. Lekarze czy prawnicy z lubością używają słów łacińskich dając do zrozumienia, że są "z wyższych sfer". Tu mała uwaga: doskonale rozumiem potrzebę porozumiewania się specjalistycznym słownictwem w gronie takich samych specjalistów -po to powstają różne słowa zwane na przykład językiem technicznym natomiast żenujące jest dla mnie popisywanie się znajomością tegoż pośród ludzi u których o zrozumienie będzie trudno, pośród których wywołać można tylko zakłopotanie (pewnie o to rozmówcy chodzi - mawiało się kiedyś o niektórych ludziach: "nie czyni/nie stwarza barier, nie tworzy dystansu". Ludzie mali mają potrzebę tworzenia tegoż dystansu, oj - przypomina mi się teraz kilku bardzo zakompleksionych nauczycieli zarówno ze szkoły podstawowej jak i średniej. Ech... był taki nauczyciel fizyki. Przedmiot zrozumiałem dopiero po ukończeniu szkoły gdy bez stresu wziąłem sobie podręcznik do ręki).

  Trzeba znaleźć pradawne klucze słowne rezonujące z naszą genetyką - coś tam próbował czynić Sanjaya ale moim zdaniem (wiedziony zarozumialstwem i wiarą we własną nieomylność *) więcej pokręcił niż wyprostował.
* https://youtu.be/4QR43X5w7kU?t=6m36s

Dzisiaj, naruszenie norm mowy można spotkać, niestety, wszędzie. Ten brak kultury przejawia się przede wszystkim w łamaniu zasad gramatycznych i ortoepicznych a także zasad właściwego nadawania akcentów. Nawet w murach szkół wyższych można usłyszeć dzwOnił zamiast dzwoniŁ (przykład rosyjski -michalxl600), nie wspominając już o zwykłych pracownikach handlu oferujących państwu „tą piękną tiul” i „dobrą szampon”, najwyraźniej nie mających pojęcia, że ​​te słowa są rodzaju męskiego. 


    Druga rzecz, w jakiej wyraża się w słowny brak kultury to aktywne używanie słownictwa języka obcego czy to w sposób właściwy czy też będących kompletnie nie na miejscu. Walka z tą przypadłością trwa już wiele stuleci. Tu aż chce się dać przykład z historii i przypomnieć Katarzynę II, która w swoim czasie wydała prawo zakazujące używania wyrazów obcych jeśli miało ono swój zamiennik w języku rosyjskim.Tych, którzy odważyli się złamać prawo karano w bardzo osobliwy sposób: zmuszano ich do nauczenia się na pamięć 100 wierszy Wasilija Triediakowskiego a nie było to łatwym zadaniem, a raz na zawsze wybijało z głowy chęć posługiwania się obcymi słowami.

Wiele krajów, nie tylko Rosja, obawia się dominacji obcego słownictwa. We Francji na przykład w papierach firmowych nie wolno niepotrzebnie zastępować francuskich słów obcymi odpowiednikami. Te same ograniczenia istnieją również w telewizji francuskiej, z wyjątkiem programów transmitowanych w nocy. Jest to troska o czystość języka ojczystego, o zachowanie jego tożsamości. My też mamy tu coś do przemyślenia. Zauważ że, w Omsku ogłoszeń w języku angielskim jest chyba więcej niż w języku rosyjskim. Czy to jest uzasadnione? Czy potrzebujemy tego?


Innym ważnym aspektem jest to, że w tym wieku technologii komputerowej dyskretny, zwięzły i uproszczony do granic analfabetyzmu język SMS i e-maili zaczął przenikać do języka i mowy potocznej i pretendować do normy. Ludzie oduczyli się pisać obszerne, szczegółowe, piękne, przemyślane listy. A to przecież oducza myślenia w sposób kompetentny i logiczny.


 Slangowy język to kolejna plaga. Młodzi ludzie w tej kwestt zawsze byli skłonni do tak zwanej "nowomowy", ale z ust starszego pokolenia brzmi to śmiesznie i niedorzecznie. Ponadto w naszej mowie potocznej jest wiele słów i zwrotów będących pasożytami. Jedno z nich to osławione: "tak jakby" mówiące o braku przekonania, niejasności i niepewności co do myśli. Z tymi wszystkimi niedociągnięciami możesz i musisz walczyć!
  
 Jeśli chodzi o psychologiczny aspekt rozwoju mowy to istnieje tu kilka niuansów, o których powinien wiedzieć każdy dorosły. Dzieci w wieku 4-5 lat są aktywnymi "męczyduszami", one tworzą swoje pole kulturowe. W tym czasie rozwija się mowa dziecka, a rodzice i wychowawcy powinni skutecznie wykorzystać ten okres aby uzupełnić leksykalny zapas, rozwinąć dziecięcą fantazję. 

  Ważne jest by pamiętać, że mowa i myślenie są powiązane i od waszej relacji z dzieckiem zależą dalsze mniej lub bardziej udane  sukcesy w dalszej edukacji w szkole, popularność wśród rówieśników i zdolność znajdywania kontaktu z osobami dorosłymi. W związku z tym nie będzie grzechem jeśli zwrócimy uwagę na doświadczenia innych narodów. 

  Na przykład w żydowskiej rodzinie żadne pytanie dzieci nie pozostanie bez odpowiedzi, a odpowiedź będzie rozsądna, bez "pogrywania sobie" z wnukami. Dorośli w zrozumiały sposób opowiedzą dlaczego nadchodzi deszcz i dlaczego słychać grzmoty, a wszystko w jasnej formie - a jeśli to konieczne to i z naukowego punktu widzenia. Czy można się zatem dziwić, że wśród ludzi tej nacji jest wielu wybitnych naukowców, muzyków, lekarzy? .. 

   A oto przykład z naszego życia, który musiałem oglądać nie tak dawno temu. Idą przede mną ojciec z synem, a ojciec mówi dziecku, że będą musieli pójść na rynek kozacki. Chłopiec pyta: "A to daleko?" Tato dość nieprzyjaźnie odpowiada: "Dwa dni lasem, trzy dni polem". Obrażone i zakłopotane dziecko nie zadawało już więcej pytań.

Albo jeszcze inny przypadek. Dziecko, które najwyraźniej właśnie nauczyło się czytać sylabizuje na wystawie sklepowej nowe słowo "papeteria"  i pyta ojca, co to jest. Leniwie spacerujący obok ojciec nie zadał sobie trudu, by wprowadzić dziecko do sklepu i pokazać co to są te materiały biurowe - wszystkie te ołówki, zeszyty itp. 

  Skąd ta niechęć do rozwijania własnego dziecka, skąd to lenistwo myśli i uczuć? I czym to ostatecznie okaże się dla tychże samych rodziców? Warto o tym pomyśleć, a ci, którzy używają wulgarnych słów w obecności swojego dziecka, nie chronią go przed agresją słowną nawet we własnej rodzinie.

   Innym nie mniej ważnym aspektem w rozwoju aktywności umysłowej i mowy dziecka jest specyfika edukacji w szkole podstawowej. Standard jest jeden a dzieci są przecież różne: komuś zajmuje kilka sekund aby rozgryźć jakiś problem, a inne z dzieci myśli przez długi czas. W takim przypadku nauczyciel w żadnym wypadku nie może zignorować tego i pośpieszać kończąc proces myślenia za dziecko. 

  Już dawno temu K. D. Uszyński ostrzegał, że kończąc zdanie za ucznia przerywamy jego myślową aktywność, odzwyczajamy go od myślenia i tworzymy nawyk ciągłego oczekiwania na wskazówki od rówieśników lub nauczycieli. Takie dziecko nigdy nie zdoła być niezależne i pewne siebie.

   Ponadto uczniowie -nie wspominając już o studentach, piszą dziś znacznie mniej. I spróbuj poprosić programistę ze stażem aby napisał cokolwiek. Ręka, nieprzyzwyczajona do pisania zademonstruje daleki od poprawnej kaligrafii styl pisma. Czasami dochodzi do absurdu, kiedy ludzie zapominają, jak pisze się niektóre litery.
     
    Posługując się coraz częściej klawiaturą naruszamy konsekwencję dwóch nierozłącznych procesów: pisania i myślenia. (księgi Wedyjskie dowodzą - a i tradycja pisania "ściągawek", że już sam fakt ręcznego zapisania czegoś na papierze - konieczność manipulacji piórem, mocniejszego lub słabszego dociśnięcia w wypadku stalówki i tuszu powodują rezonans w mózgu i zapamiętanie zapisanego. Jednym ze starych zaleceń Wedyjskich dla dzieci było nauczenie żonglowania - ćwiczenie to synchronizuje obie półkule mózgowe - przyp. michalxl600) Dzisiejsi studenci zmieniają jedynie akapity tekstów pobieranych z Internetu podczas tworzenia dzieł pisanych. "Tysiące ton słownej rudy" nikt nie "wykopuje w niej" (nie szuka) właściwego słowa. A jak w takim razie tworzyć wewnętrzną mowę? wszak ten bardzo natchniony wewnętrzny monolog za którym ręka piszącego ledwo nadąża, musi się włączyć, musi się uruchomić.

 W związku z szybkim tempem życia i dużym przepływie informacji uczniowie i studenci coraz mniej uważne czytają książki - wolą wykonać kserokopię a następnie w klasie odczytują coś cudzego a nie przemyślane samemu słowa. W ten sposób traci się bardzo ważną umiejętność, aby uwypuklić istotę rzeczy, ziarno, esencję problemu. Ważne jest, aby zrozumieć, że środki techniczne nie tylko ułatwiają, ale w niektórych przypadkach zubażają nasze życie. 

  Innym problemem psychologicznym związanym z mową jest agresywność, która przejawia się na różnych poziomach komunikacji: od dialogu w autobusie do negocjacji na najwyższym poziomie. Biznesmeni z innych krajów zauważyli, że znakiem rozpoznawczym ludzi z Rosji podczas negocjacji biznesowych i dyskusji jest pragnienie umieszczenia na pierwszym miejscu zjadliwego i kategorycznego „nie”. Japończycy nigdy tego nie wypowiedzą. Nawet w życiu codziennym - na przykład, odmawiając kolejnej filiżanki herbaty Japończyk nie powie „nie” ale uprzejmie zakomunikuje: „dziękuję, i tak jest miło.”    Niewątpliwie na fakt, że Japończycy są tak uprzejmi, ma wpływ wielowiekowa kultura tego ludu, osobliwości ich mentalności. Ale my również musimy starać się kontrolować samych siebie, nauczyć się komunikować, łącznie z kulturalnym odmawianiem, z szacunkiem do partnera. 

     Komunikacja werbalna (słowna) i niewerbalna (gesty, mimika, postawa) są integralną częścią kultury komunikatywnej. Osoba towarzyska to nie tylko ta, która jest w stanie mówić, ale także uważny słuchacz. Na przykład, poeta Aleksander Blok, według wspomnień jemu współczesnych był bardzo dobrym mówcą: uprzejmie i z szacunkiem słuchał człowieka, nie przerywał, ale słownie jakby "zanurzał się" w potok rozmowy, przychylał się całym ciałem do swojego towarzysza. 

  Dla każdego człowieka jest rzeczą miłą i ważną aby być rozumianym i usłyszanym - powinniśmy trenować w sobie zdolność do słuchania, bez przerywania, bez rozpraszania się na rzeczy postronne, nie pokazując swojej wyższości lub zniecierpliwienia. Lavater, szwajcarski myśliciel XVIII wieku  powiedział: „Jeśli chcesz być mądry to naucz się mądrze pytać, słuchać uważnie i spokojnie odpowiadać a także przestać mówić, kiedy nie ma nic więcej do powiedzenia.”

 Aby władać kulturą słowa, konieczne jest zaczęcie pracy nad nią: trzeba dużo czytać, rozmawiać, komunikować się z mądrymi ludźmi, starać się uczyć nowych rzeczy, zachować własne tradycje. Jak trafnie powiedział Boris Pasternak, „Kultura nie rzuca się w ramiona pierwszego lepszego napotkanego na drodze.” A na egzaminach coraz częściej można słyszeć zdanie wymawiane przez studentów: „Ja o tym wiem, uczyłem się, po prostu nie umiem o tym powiedzieć.”

    O umiejętności stawiania pytań retorycznych nie warto nawet wspominać. Trzeba nie lenić się i częściej zaglądać w różne słowniki,  zagłębić się w istotę danego pojęcia, zapamiętywać je a na widok nowych słów nie opierać się wyłącznie na internecie lecz otwierać słowniki S.I. Ożegowa lub  W.I. Dalia albo też słownik wyrazów obcych. "Dusza ma obowiązek podejmowania trudu" i dotyczy to także płaszczyzny mowy.

autor:
 L.N. Antilogowa, kierownik Wydziału Pedagogiki Ogólnej i Pedagogicznej,
  Uniwersytet Medyczny w Omsku, doktor nauk psychologicznych.



wtorek, 12 czerwca 2018

W szkole w Swierdłowsku podsumowano eksperyment osobnego nauczania chłopców i dziewcząt.

ŹRÓDŁO TŁUMACZENIA: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_144561


Półtora roku temu, w szkole powszechnej nr 34 w mieście Kamieńsk Uralski, pojawiły się dwie nietypowe pierwsze klasy - tylko dla chłopców i tylko dla dziewcząt. Korespondent "Rosyjskiej Gazety" ( RG) rozmawiał z nauczycielami klas 2 "b" i 2 "d", którzy zdecydowali się podjąć ryzyko nowe zadanie dla większości nauczycieli.          Generalnie nie planowano w szkole otwierania klas z podziałem na płci. Tak się jednak złożyło, że wiosną na spotkaniu, gdzie rodzice przyszłych pierwszoklasistów zapoznali się z nauczycielami, do klasy Tatiany Siemienowej zapisało się 22 chłopców i tylko 3 dziewczynki. Rodzice odmówili przeniesienia dzieci pod opiekę innych nauczycieli, mówiąc, że chcą aby je uczyła Tatiana Siemienowa. W związku z tym kierownictwo szkoły zaproponowało zorganizowanie klasy samych chłopców. Ponadto inna nauczycielka grupująca uczniów pierwszej klasy, Eugenia Naumowa, właśnie co obroniła pracę na temat edukacji ze względu na płeć oraz psychologicznych cech edukacji chłopców i dziewcząt.

   Oczywiście chciała zastosować wiedzę w praktyce, więc zgodziła się wziąć klasę dziewcząt. Teraz klasy 2b i 2d obserwowane są przez kierownictwo szkoły, miejski departament edukacji oraz przez rodziców. Wszyscy przyznają, że póki co nie ma jeszcze dużej różnicy między dziećmi z klas oddzielnych i mieszanych, ale nawet już teraz możemy mówić o pośrednich wynikach eksperymentu.


Psychologowie uważają, że chłopcy z powodzeniem piszą "kartkówki" na początku lekcji, a dziewczęta w połowie. Nauczyciele wzięli pod uwagę ten fakt a oto wynik: jak dotąd dzieci z oddzielnych klas uczą się z dużo większym powodzeniem. W opinii nauczycieli uczniowie nie są zawstydzeni i nie są rozproszeni przez płeć przeciwną, co oznacza, że ​​są bardziej zainteresowani nauką. Jest wiele więcej takich niuansów psychologicznych.


 - Chłopiec nie będzie musiał martwić się, jak zareaguje sympatyczna dziewczyna na jego odpowiedź przy tablicy, dziewczynka nie bywa zawstydzona na myśl o chłopcu i podnosi rękę aby odpowiedzieć na pytanie nauczyciela. Okazuje się, że skupiają się tylko na temacie lekcji - wyjaśniają nauczyciele pracujący z klasami 2b i 2d.
 Już istnieją mocne dowody na skuteczność edukacji w oddzielnych klasach - w klasie dziewcząt wiszą już dyplomy za pierwsze miejsce w konkursie na znajomość języka rosyjskiego.
 - Zdałam sobie sprawę w praktyce jak bardzo dziewczyny różnią się od chłopców. Na przykład, nawet znając odpowiedź, dziewczynka będzie milczeć i czekać, aż ktoś inny odpowie. W klasach ogólnych chłopcy pierwsi podnoszą rękę a tu ich nie ma. Początkowo to bardzo mocno przeszkadzało: każda znała odpowiedź, ale nic nie mówiła bo bała się popełnić błąd. Czasami czułam jakbym prowadziła lekcję w pustej klasie. Ale jeśli uczennice są chwalone to następnym razem będą aktywnie reagować i odpowiadać. Ponadto dziewczynka powinna być pochwalona nawet gdy się pomyliła bo inaczej następnym razem znowu zamilknie. Interesujące jest to, że chłopiec nie rozumie takiego podejścia, i będzie trwać długo w rozmyślaniach dlaczego został wyróżniony za złą odpowiedź - powiedziała wychowawczyni klasy 2d Eugenia Naumowa.
 Niektórzy nauczyciele lubią pracować z klasą dziewcząt.
 "Dziewczyny to klasa - marzenie". Są spokojne, nigdy nie krzyczą. A chłopcy z klasy 2b oczywiście są bardziej aktywny niż dziewczęta z klasy dziewcząt. Ale w porównaniu z klasą mieszaną dyscyplina chłopców jest o wiele większa, oni spokojnie reagują na uwagi nauczyciela. W zwykłych klasach chłopcy w podobnej sytuacji mogą rywalizować z nauczycielem, popisywać się przed dziewczętami- mówi korespondent „RG” nauczyciel muzyki Elena Titowa.

- Tu u nas wszyscy są równi. Moi chłopcy od razu przywołują chuliganów do porządku a więc wszyscy zachowują się przyzwoicie. Na przykład, został do nas przeniesiony uczeń z klasy ogólnej, w której ze wszystkimi wchodził w starcia więc moi chłopcy go bardzo szybko "przekształcili" - mówi szef klasy 2b Tatiana Siemienowa. 


 Z ogólnych klas co jakiś czas usłychać krzyki niezadowolonych nauczycieli, a w naszych "segregacyjnych" jest cisza. Odwiedziliśmy te klasy i przekonaliśmy się: dyscyplina tutaj jest naprawdę wspaniała. Ponadto, łatwiej jest nauczycielom  zrozumieć specyfikę szkolenia dzieci o określonej płci. Na przykład, na wychowaniu fizycznym chłopcy bardziej konkurują ze sobą i trenują siłę, podczas gdy dziewczęta rozwijają grację i plastyczność - łagodność ruchów. Na lekcji zajęć praktycznych dziewczynki splatają koraliki, tkają lub budują domy dla lalek, a chłopcy wczuwają się projektantów.

 Przy tym wszystkim uczniowie rychże rozdzielnych klas aktywnie komunikują się ze sobą. Na przykład winszują sobie nawzajem w rozmaite święta. W dniu naszej wizyty, w wigilię 8 marca, panienki z niecierpliwością wyczekiwały kawalerów. Podczas zajęć z literatury młodzieńcy poszli do sąsiedniej klasy i stojąc rzędem przy tablicy, czytali wiersze. Uroczysta atmosfera nie powstrzymywała chłopców od uśmiechania się do dziewcząt, a dziewczętom odpowiadać zakłopotanym chichotem, ukrywając uśmiech w dłoniach. W końcu spotkania chłopcy podarowali każdej damie lalkę.

  - "Mamy już pary, które są przyjaciółmi, komunikują się na przerwach. Rzecz w tym, że od pierwszego dnia zaczęliśmy rozwijać w dziewczynach pierwiastek kobiecy. Nawet już teraz różnią się od swoich rówieśnic, a nawet zachowują się bardziej godnie "- mówi Jewgienia Naumowa. - U nas jest nawet miejsce na romantyzm, kiedy chłopcy i dziewczęta czekają na spotkania z drżeniem, przekazują sobie nawzajem notatki. Tego właśnie brakuje innym uczniom.

   Co ciekawe, o ile w pierwszej klasie chłopcy byli zbyt niespokojni i musieli być uspokajani, a dziewczęta milczały, to w drugiej narwańcy stali się bardziej zrównoważeni, a skromnisie stały się pewniejsze siebie. Ogólnie rzecz biorąc, eksperyment postanowiono kontynuować do klasy 11 z czego rodzice są bardzo zadowoleni. Popularność oddzielnego nauczania rośnie. Dowiedziawszy się o innowacji, uczniowie drugiej klasy z innych części miasta specjalnie przenieśli się do szkoły nr 34. Ale nikt nie śpieszy się z przenosinami do klasy ogólnej. 

  "Uczyć się z chłopcami?  Nie, nie chcemy. Po co? Przecież i tak mamy z nimi kontakt. A zabawa z dziewczynami jest fajniejsza, jesteśmy podobne i dlatego mamy takie same zainteresowania, "- twierdzą dziewczynki Wika, Darina i Nastia. 

  W rozmowie z korespondentem "RG" rodzice zauważyli, że byli zadowoleni z osiągnięć dziecka, wielu jest gotowych oddać młodsze dzieci do klasy podzielonej na płci. 

  Natalia Goworukina, dyrektor szkoły nr 34:

 Przywilej określania składu klasy pozostaje w rękach szkoły, dlatego przed rozpoczęciem roku szkolnego nie musieliśmy koordynować oddzielnego kształcenia z wydziałem edukacji lub ministerstwem. Wszystko, co jest konieczne, to pragnienie rodziców. Nie wszyscy z nich są gotowi na zmiany. W ubiegłym roku, kiedy rekrutowaliśmy pierwszą klasę, przeprowadziliśmy ankietę, a dorośli nie chcieli uczyć dziewcząt i chłopców osobno. W tym roku ponownie zapytamy rodziców, i możliwe, że do września szkoła ponownie zorganizuje osobne zajęcia dla dziewcząt i chłopców. 

  Natalia Wasiagina, szef psychologii edukacji, profesor Instytutu Psychologii na Uniwersytecie w Uralu: 
   "Plus segregacyjnego nauczania polega na tym, że dzieci nie rozpraszają się i uczą lepiej materiału. Jeśli oddzielna edukacja odbywa się w zwykłej szkole powszechnej to minusy tej sytuacji są minimalne. Natomiast absolwenci szkół, w których są sami chłopcy lub dziewczęta  nie mogą potem porozumiewać się harmonijnie z płcią przeciwną. "

  Obserwowaliśmy kilka klas podzielonych pod względem płci. W jednym przypadku badanie trwało rok, w drugim dwa lata. W rezultacie doszliśmy do wniosku, że nie ma różnic psychologicznych między dziećmi z klas oddzielnych i ogólnych. Wybierając formę edukacji, rodzice powinni przemyśleć co chcą dać dziecku - czy możliwość lepszego uczenia się czy komunikowania.



czwartek, 7 czerwca 2018

Oleg Gadecki -kolejny wspaniały filmik....

u Anki Słowianki. Wyszukiwarka po oglądnięciu podpowiada co najmniej 2 inne filmy na tym kanale więc sprawdźcie. Coś tam chyba Ania dodała. Tłumaczenie wykonane lub sprawdzane przez zawodowca a do tego znawczynię tematu więc nic dodać -nic ująć.

    O istnieniu filmu zawiadomiła jak zwykle czujna i poszukująca Mum Bi. Toczyliśmy rozmowę tutaj. Skopiuję ją byście mieli mniej klikania ale warto tam zajrzeć potem bo być może rozmowa się rozwinie:


Na początek byłoby super gdyby kobiety przestały się wykłócać z mężczyznami, by uwierzyły, ze są pełnowartościowe i genialne
mam taka sytuacje chłopaka, który cieszy się, ze jego dziewczyna jest "męska" ze taka pracowita, ze on może tylko trochę popracować, ze jest kobiecy (niestety w praktyce to jest jak krzywe zwierciadło, nie wiadomo czy śmiać się czy płakać) chłopak ma ciężką sytuacje ponieważ nie żyje jego mama została zamordowana wiec sytuacja jest gruba a dziewczyna z którą jest typu "każdy powinien mieć swoje zdanie kobieta i mężczyzna również powinni mieć różne" ????
no cóż... piękna i ciężka droga przed nimi, ale patrząc na nich zachodzi również niedopasowanie warn
w każdym razie w takiej wielowymiarowości sytuacji jak dojść kto jest winny?
bo z tego wynika, ze wszyscy i nikt
dlatego kochani zmierzajmy do doskonałości
dlatego drogie Panie Jędrzej pisze o tym co wie o żeńskiej naturze, o tym, ze my jesteśmy jakby "ukryte" i tam działamy a to manifestuje się na zewnątrz, ale to nie tak, ze mamy być cichymi myszkami każda z nas ma swoja osobowość to również jest istotne by niczego nie hamować
piękne pytanie i piękna odpowiedz olega gadewskiego (na kanale Anki Słowianki)
co jest ważne dla kobiet liderek?

https://www.youtube.com/watch?v=1kiMbE6XZzM

pozdrawiam Was!
 ============================
Świetny link Mum Bi - zaraz zamieszczę jako osobny wpis. Coś nam się tu chyba jednak kłóci odrobinę z wypowiedzią ....bodajże pani Kurowskiej (a może kogoś innego). Tam powiadano, że kobieta w pracy ma być właśnie jak matka i wtedy osiągnie więcej.
Zapewne chodzi o jakieś niuanse bo przecież nie ma dwóch jednakowych ludzi. A może chodzi o wspomniane przez Ciebie warny -nie raz te kwestię wyjaśnialiśmy. Lubiana przeze mnie i Ciebie pani Nestor (dla nowych: link po prawej o nazwie "kultura Aryjska"

http://nestorbst.blogspot.com/2012_11_01_archive.html

zachowuje się jak nauczyciel w stosunku do ludzi z warny sobie niższej. Myślę, że to jest w porządku. Jednocześnie podporządkowuje się warnom wyższym a także swojemu mężowi (wybranemu intuicją- nie dość powtarzania).


 

p.s. wspaniały link od J. Amelii:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,17191167,Zycie_w_Amazonii__Dzungla_jak_supersam.html?disableRedirects=true

wtorek, 5 czerwca 2018

"Kakao"

źródło tłumaczenia tekstu: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_144363
 W naszym przedszkolu pracowała jako kucharz Klaudia Petrowna. Miała pięćdziesiąt lub więcej lat, w tamtym czasie tak naprawdę nie rozróżniałem. Ze wszystkich pracowników przedszkolnej stołówki pamiętam tylko ją - U Klaudii Pietrownej zawsze było to możliwe otrzymanie "dokładki"- podbiegało się ze szklanką od kompotu lub glinianym kubkiem nawet podczas przerwy lekcyjnej. Druga zmiana nie pozwalała na coś takiego i z zasady nas wyganiała.
 Pewnego razu otrzymując nadprogramową porcję kakao, zauważyłem, że oczy kucharki, jakby to powiedziała moja mama "pokryły się wilgocią". Wtedy nie nadałem temu znaczenia i szybko zapomniałem. Ale po kilku dniach, kiedy wpadłem do kuchni na przekąskę zobaczyłem jak Klaudia ociera oczy krawędzią ręcznika.
 Zapytałem moją mamę, która pracowała jako wychowawczyni w tym samym przedszkolu, dlaczego Klaudia Petrowna zawsze płacze. Mama powiedziała mi, że gdy wybuchła wojna, Klaudia, która właśnie ukończyła szkołę i dobrowolnie poprosiła o pójście na front. Służyła w stołówce pułku lotnictwa. Z tym pułkiem przeszła prawie do Berlina.
 Pewnego dnia jeden z pilotów wpadł do kuchni - młody porucznik, który niedawno przybył ze szkoły, i poprosił o kakao. Czas był spokojny, wszystko co było przygotowane na obiad właśnie zjedzono i wypito a one zaczęły przygotowywać kolację.
 Zasadniczo gotowanie kakao było kwestią kilku minut, ale Klaudia był tego dnia nie w humorze i odmówiła porucznikowi. "Przyjdź wieczorem" - powiedziała. Wieczorem nie przyszedł. Jak się później dowiedziała, porucznik zginął podczas wykonywania bojowego zadania - jego samolot myśliwski został zestrzelony przez faszystów.
 Od tego czasu minęło wiele lat, i nie było ani jednego dnia, kiedy by Klaudia Pietrowna nie myślała o tym, że gdyby nalała wtedy porucznikowi ten nieszczęsny kubek kakao to być może wszystko mogło się potoczyć inaczej -  sama bitwa miała by inny przebieg a porucznik by nie zginął. Dlatego dziś nigdy nie odmawia dzieciom dokładki ale za to często płacze.

Mając 6 lat byłem kompletnie zszokowany tą opowieścią.


- Azamat Cebojew


sobota, 2 czerwca 2018

MIASTO ALBO SIĘ ZMIENI ALBO ZGINIE.

Temat znany czytelnikom serii książek "Dzwoniące Cedry Rosji". Znalazłem taki oto artykuł - link do źródła tego tłumaczenia na dole. Zapraszam do lektury:

Odwiedziłem wioskę ... jestem po prostu w szoku!  Jestem mieszczuchem zarówno z urodzenia jak i przez całe życie. Urodziłem się w mieście (prawie) milionowym i całe życie mieszkałem w mieście. Na wsi byłem trzy razy! Raz w wieku 13-14 lat, jako gość na weselu swojego brata. Drugi raz mając 25 lat, też byłem na imprezie - piłem gorzałkę z miodem, kopałem ziemniaki i tak jak uprzednio otoczony byłem uwagą. A trzeci raz mając 48 lat, także będąc "w gościach" ale już bardziej świadomie. A niedawno byłem na wsi przez dwa tygodnie - już nie jako gość, ale prawie jako niezależny mieszkaniec wioski. Wrażenia szokujące! Ale ci, którzy pomyśleli, że jestem przerażony życiem na wsi są w błędzie.

Byłem przerażony miastem i mieszczanami! Byłem przerażony tym, jak nieuczciwe jest miasto wobec wioski; jak odstręczające jest ono w swoim stosunku do otaczającego świata; jak miasto jest puste i bezmyślne całym swoim życiem ...Moim najjaskrawszym wrażeniem ze wsi był brak śmietników! Jadąc wzdłuż obwodnicy Petersburga, przez 5 kilometrów trzeba jechać pośród smrodu ze składowiska śmieci. Bezpośrednio widać je z drogi i widać, że jego rozmiar to dokładnie ponad dwa hektary. I wciąż rośnie! I to jest właśnie ohyda miasta! Bezczelnie paskudzi pod siebie i nie myśli o tym! Mało tego -  w wiadomościach podano że Moskale postanowili powalczyć ze spalarnią odpadów bo z powodu spalania śmieci jakaś dioksyna może wylecieć do atmosfery i będzie mogła zaszkodzić ich zdrowiu. A fakt, że śmieci od ich Moskiewskiej aktywności życiowej zanieczyszczają cały region moskiewski jest cynicznie ignorowany. Na wsi tego nie ma i być nie może. Odpadki pożywienia człowieka zjadają zwierzęta; obornik trafia na pola; wszystkie rodzaje drewna i papieru są spalane ogrzewając wiejskie domy ...


Po za tym tam mało używa się papieru i drewna po prostu dlatego, że półproduktów na wsi nie jedzą. Tapet i mebli nie zmieniają co trzy lata. Istnieją tylko dwa kanały telewizyjne, na których jest tylko jedna audycja zarażająca manią przebudowy i przemalowywania. Dlatego, super-hiper-markety od sprzedaży tapet i dachów, mebli dla domu i ogrodu, gipsowych popiersi i odlewanych żeliwnych ławek nie śpieszą się na wieś. Nieuczciwość miasta polega na tym, że wieś łatwo przeżyje bez miasta. Bardzo łatwo! A miasta nie - miasto bez wioski umrze za dwa lub trzy miesiące. A więc miasto zaczęło oszukiwać. Ono rozdęło swoją rolę i znaczenie całkowicie bezzasadnie i samowolnie. Przekonało wieś, że ta potrzebuje towarów wyprodukowanych w mieście i że te towary te są droższe niż produkty wioski. Ale w rzeczywistości nic z miejskich towarów nie jest na wsi potrzebne! Traktory, maszyny, nawozy sztuczne nie są potrzebne mieszkańcom wsi. Potrzebuje ich miasto, aby wieś zdołała wyprodukować żywność, której wystarczyłoby dla miasta. A więc to miasto potrzebuje ciągnika we wsi! Lecz przebiegłe miasto nie podarowało go  wiosce , ale sprzedało za dużą sumę pieniędzy!


  Wyobraź sobie taką sytuację. Wszedłeś do domu, w którym są produkty spożywcze i mówisz właścicielowi: przygotuj mi barszcz, smażonego kurczaka, sałatkę z kapustą i kompotem. Właściciel odpowiada - nie mam żadnych garnków, żadnych naczyń, żadnych urządzeń do przygotowania takiego obiadu. I ty znów do niego: masz tu garnek, talerze i urządzenia. Oszołomiony taką bezczelnością i prostackim zachowaniem właściciel bierze naczynia i gotuje obiad. Ty zjadasz i wycierając usta serwetką, mówisz, że właściciel jest ci za te naczynia jeszcze coś dłużny  a więc wpadniesz jeszcze do niego na obiad pięć razy ... Jak wam się podoba taka bezczelność? Takie właśnie rażące oszustwo zrobiło miasto wiosce ...

 Obecnie wielu psychologów i socjologów dyskutuje na temat wycofywania się ludzi do wirtualnego świata. Łączą oni ten nierzeczywisty świat z komputeryzacją. Ale w rzeczywistości świat wirtualny istnieje już od dawna - to miejskie życie. W MIEJSKIM ŚWIECIE NIE MA NIC CO BY BYŁO PRAWDZIWE! Wszystkie problemy, wszystkie zadania, które rozwiązuje mieszczuch, - a więc wszystko wokół czego kręci się i płynie życie mieszkańca miasta stworzone są sztucznie, to znaczy, że te problemy są wirtualne. Śmietnisko, które opisałem powyżej, zostało stworzona sztucznie, a teraz pojawił się problem utylizacji śmieci. Nastawiano masę  wieżowców i pojawiają się zadania związane z zaopatrzeniem w wodę, ogrzewaniem i kanalizacją -  teraz miasto zmaga się z tymi problemami, które samo stworzyło.

Naturalne pragnienie mieszczan do pracy na ziemi, jako najprostszego sposobu, realizacji swoich aspiracji twórczych prowadzi do powstania wokół dużych miast całych miejscowości wypoczynkowych ( "daczowisk" ) i w rezultacie problem transportu dla ludności. Nagromadzenie dużej liczby ludzi żyjących w mieszkaniach połączonych wspólną klatką schodową i nie mających nic sensownego do czynienia stwarza problemy z organizacją wypoczynku dla mas ... I tak dalej, dalej i dalej ...


Weźcie pod uwagę dowolny aspekt życia mieszczanina a stwierdzicie że jest on sztucznie stworzony lub wyssany z palca. Tak, wyssany z palca jak na przykład coroczne wyłączanie ciepłej wody na 20 letnich dni. Ileż to już dziennikarze napisali artykułów, ileż przeprowadzono audycji TV na żywo na tenże temat ... A wystarczy przypomnieć, że na wsi gorąca woda jest wyłączona przez 365 dni w roku i staje się jasne, że 20 dni jakie przeżywa obywatel miasta bez ciepłej wody w lecie to taki drobiazg o którym nawet szeptem wstyd byłoby mówić.


 Mieszkaniec wsi nie jest zainteresowany tymi wirtualnymi problemami. U niego to nie istnieje. Nie musi martwić się o to w którym barze wypije piwo - nie ma na wsi ani jednego baru. Nowożeńcy nie wybierają prestiżowej restauracji na wesele - w najbliższej okolicy jest tylko jedna. "Wieśniak" nie męczy się odpowiedzią na pytanie, jak wypełnić swój wolny czas -  zawsze jest coś do wykonania w domu - a są to jak najbardziej realne zadania. I TO NIE JEST PROBLEM! TO JEST SZCZĘŚCIE! A to dlatego, że stała aktywność jest czymś niezbędnym dla człowieka życiowo. Dosłownie życiowo! Spójrzcie na ludzi długo-żyjących, których czasami pokazują w "pudełku telewizyjnym". Rzadko kiedy są oni mieszczanami."Rozwalając się" na kanapie ludzie po prostu skracają swoje życie ...

 Ale najważniejsze, kto mieszka w mieście i kto może tam się pojawić? Miasto jest przeznaczone dla niewolników. W tym celu zostało stworzone. Kiedy nauczyciele, wykładowcy czy dziennikarze opowiadają o naturalnym procesie urbanizacji, to łagodniej to nazywając "bujają". Napływ ludności wiejskiej do miast uważany jest za cechę procesu urbanizacji - nie jest to proces naturalny ale zaplanowany i zorganizowany. Moją uwagę zwrócił na to Dimitr Newidimow w swojej książce "Religia pieniądza". Ale każdy, kto ma chęć zweryfikować ten wniosek, może to uczynić i pojąć czym jest polityka zakładania "grodów" (miejsc ogrodzonych jak mówi sama nazwa). Istotą "odgradzania" jest to, że wolnych ludzi, którzy żyli w swoich domach i na swojej ziemi PRZEGNANO Z TEJ ZIEMI I Z TEGO DOMU. I musieli udać się do miasta i zostać pracownikami najemnymi. A ci, którzy nie chcieli "iść" aby stać się robotnikami najemnymi, tych wyłapywano i ... wysłano do niewoli.

 Oznacza to, że miasto zostało stworzone do utrzymania niewolników i dla nich ... REPRODUKCJI. W mieście żyją i rodzą się ludzie, którzy nigdy nie pracowali na roli, nigdy nie mieli własnych domów, czyli tacy, którzy nie mogą istnieć samodzielnie. Mieszkaniec miasta nie ma schronienia, żywności, wody, ciepła ... Wszystko to obywatel miejski może otrzymać wyłącznie sprzedając swoją siłę roboczą, ta jak napisano w literaturze marksizmu-leninizmu. A to spowodowało powstanie kolejnej - NIE wolnej istoty, która nie jest w stanie myśleć jak wolny człowiek. Nie wierzysz to włącz w TV kanał "nowości" i obejrzyj wiadomości o Pikaliowo albo o innym mieście, w którym zamknięto zakład utrzymujący dotąd całe miasto. Nawet wyrażając protest, przejmując budynek administracyjny, obywatele tylko mogą błagać.

 Ale charakterystyczną cechą niewolniczej psychologii jest chęć wywyższenia się. Wywyższenia się nawet we własnych oczach. Nie ja to wymyśliłem lecz psychologowie- nawet znaleźli na to odpowiednie słowo. Tylko, że piszą o tym  w odniesieniu do maniaków-zboczeńców, którzy w życiu codziennym wydają się spokojni i niezauważalni albo w odniesieniu do znaczących decydentów, którzy po pracy idą do sadystów aby doświadczyć masochistycznego upokorzenia.

(Inną według mnie charakterystyczną dziś cechą niewolnictwa jest przejęcie więziennych obyczajów czyli tatuaże. Jedyna sferą wolności jaka nam pozostaje w więzieniu jest obszar własnego ciała. Możesz sobie wybrać "indywidualność" - być "kimś". Oryginalny i niepowtarzalny "wizerunek". A więc i tu zawoalowana chęć "wyróżnienia się"  -i nie codziennym trudem, działaniem, rolą wypracowaną w społeczeństwie. Tatuaż można wykonać w kilka godzin przecież, po co się trudzić latami -przyp. tłumacza - michalxl600)

I jaki jest najłatwiejszy sposób na udowodnienie swojej wartości, w jaki sposób się wyróżnić? Konieczne jest umieszczenie kogoś (wprost jako"podnóżek") w swoim pojmowaniu świata na poziomie poniżej siebie. A mieszczanie umieścili na tym poziomie mieszkańców wsi. Wspólnym mottem wyrażającym to zjawisko jest powiedzenie: "ech , ty wieśniaku!"


A teraz kolejne pytanie: kto siedzi w Dumie Państwowej i urzędach ministerialnych? Wszystkie te biura są zajęte przez mieszczuchów. Oznacza to, że są tam ludzie, którzy wychowali się w wirtualnym świecie i mający niewolniczą psychikę! Czy można się więc dziwić, że ci ludzie kupują do swoich biur wysokie krzesełka za cenę średniej rocznej emerytury w kraju? Czy dziwi zatem, że na jedno przyjęcie dla zagranicznych gości są budowane lub naprawiane budynków za pieniądze, których starczyłoby dla utrzymania kilkudziesięciu szkół wiejskich lub szpitali?


 Nawet jeśli by przyjąć, że ta osoba doszła do władzy ze szczerym pragnieniem służenia swojemu krajowi i jego mieszkańcom to nie może tego dokonać. Nie może, ponieważ nie wie jak - ponieważ dorastała w wirtualnym świecie;  nie jest w stanie ponieważ ma NIEWOLNICZĄ PSYCHIKĘ. 
     Jakie tam były ostatnio "ważne" ustawy przyjęte przez Dumę? Zwiększenie kary dla kierowców, którzy nie przepuścili pieszego na przejściu? W wioskach nie ma przejść dla pieszych. Państwowa (!) Duma uchwaliła ustawę dla dwudziestu dużych miast. Zmiana taryf na usługi komunalne? Usług komunalnych nie ma na wsi! - to znowu działanie tylko dla miast. Co jeszcze tam mamy? Bierz, czytaj i patrz - prawa są ustanawiane dla wirtualnych problemów, zrozumiałe są tylko dla mieszkańców miast.
  
 Ktoś powie, że w Dumie zasiadają również mieszkańcy wsi. Pokaż mi ich. Nawet jeśli okaże się kilkudziesięciu deputowanych to chłopi to są to ich oświadczenia w kwestionariuszu i okaże się, że taki opuścił wieś w czasach ZSRR a potem wczołgał się na stanowisko przewodniczącego komitetu regionalnego lub innego tam komitetu. Co to za mieszkańcy wsi?- oni już dawno zapomnieli i teraz rozumują tak samo jak wszyscy mieszczanie. Można analizować nawet po nazwiskach ... ale osądźcie sami: czy jeżeli ktoś ma gospodarkę to porzuci ją  aby angażować się w działalność polityczną?

Oczywiście, że nie. Tylko chłop, który nie lubi życia i pracy na ziemi może angażować się w politykę; tylko ten, który NIE POTRAFI żyć swobodnie i radośnie na swojej ziemi. Oznacza to, że został już nasycony niewolniczą psychologią, został już zarażony wirtualnością życia w mieście.


Autor niestety nieznany.


 źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_144274





EDYCJA 4 maja 2020 - bardzo ciekawy artykuł. Autorka jest profesorem, kierownikiem Zakładu Socjologii Wsi Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN i Zakładu Socjologii Kultury Instytutu Socjologii WFiS UW :
https://www.tygodnikprzeglad.pl/wstydliwa-polska-wies/