czwartek, 7 czerwca 2018

Oleg Gadecki -kolejny wspaniały filmik....

u Anki Słowianki. Wyszukiwarka po oglądnięciu podpowiada co najmniej 2 inne filmy na tym kanale więc sprawdźcie. Coś tam chyba Ania dodała. Tłumaczenie wykonane lub sprawdzane przez zawodowca a do tego znawczynię tematu więc nic dodać -nic ująć.

    O istnieniu filmu zawiadomiła jak zwykle czujna i poszukująca Mum Bi. Toczyliśmy rozmowę tutaj. Skopiuję ją byście mieli mniej klikania ale warto tam zajrzeć potem bo być może rozmowa się rozwinie:


Na początek byłoby super gdyby kobiety przestały się wykłócać z mężczyznami, by uwierzyły, ze są pełnowartościowe i genialne
mam taka sytuacje chłopaka, który cieszy się, ze jego dziewczyna jest "męska" ze taka pracowita, ze on może tylko trochę popracować, ze jest kobiecy (niestety w praktyce to jest jak krzywe zwierciadło, nie wiadomo czy śmiać się czy płakać) chłopak ma ciężką sytuacje ponieważ nie żyje jego mama została zamordowana wiec sytuacja jest gruba a dziewczyna z którą jest typu "każdy powinien mieć swoje zdanie kobieta i mężczyzna również powinni mieć różne" ????
no cóż... piękna i ciężka droga przed nimi, ale patrząc na nich zachodzi również niedopasowanie warn
w każdym razie w takiej wielowymiarowości sytuacji jak dojść kto jest winny?
bo z tego wynika, ze wszyscy i nikt
dlatego kochani zmierzajmy do doskonałości
dlatego drogie Panie Jędrzej pisze o tym co wie o żeńskiej naturze, o tym, ze my jesteśmy jakby "ukryte" i tam działamy a to manifestuje się na zewnątrz, ale to nie tak, ze mamy być cichymi myszkami każda z nas ma swoja osobowość to również jest istotne by niczego nie hamować
piękne pytanie i piękna odpowiedz olega gadewskiego (na kanale Anki Słowianki)
co jest ważne dla kobiet liderek?

https://www.youtube.com/watch?v=1kiMbE6XZzM

pozdrawiam Was!
 ============================
Świetny link Mum Bi - zaraz zamieszczę jako osobny wpis. Coś nam się tu chyba jednak kłóci odrobinę z wypowiedzią ....bodajże pani Kurowskiej (a może kogoś innego). Tam powiadano, że kobieta w pracy ma być właśnie jak matka i wtedy osiągnie więcej.
Zapewne chodzi o jakieś niuanse bo przecież nie ma dwóch jednakowych ludzi. A może chodzi o wspomniane przez Ciebie warny -nie raz te kwestię wyjaśnialiśmy. Lubiana przeze mnie i Ciebie pani Nestor (dla nowych: link po prawej o nazwie "kultura Aryjska"

http://nestorbst.blogspot.com/2012_11_01_archive.html

zachowuje się jak nauczyciel w stosunku do ludzi z warny sobie niższej. Myślę, że to jest w porządku. Jednocześnie podporządkowuje się warnom wyższym a także swojemu mężowi (wybranemu intuicją- nie dość powtarzania).


 

p.s. wspaniały link od J. Amelii:
http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,17191167,Zycie_w_Amazonii__Dzungla_jak_supersam.html?disableRedirects=true

wtorek, 5 czerwca 2018

"Kakao"

źródło tłumaczenia tekstu: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_144363
 W naszym przedszkolu pracowała jako kucharz Klaudia Petrowna. Miała pięćdziesiąt lub więcej lat, w tamtym czasie tak naprawdę nie rozróżniałem. Ze wszystkich pracowników przedszkolnej stołówki pamiętam tylko ją - U Klaudii Pietrownej zawsze było to możliwe otrzymanie "dokładki"- podbiegało się ze szklanką od kompotu lub glinianym kubkiem nawet podczas przerwy lekcyjnej. Druga zmiana nie pozwalała na coś takiego i z zasady nas wyganiała.
 Pewnego razu otrzymując nadprogramową porcję kakao, zauważyłem, że oczy kucharki, jakby to powiedziała moja mama "pokryły się wilgocią". Wtedy nie nadałem temu znaczenia i szybko zapomniałem. Ale po kilku dniach, kiedy wpadłem do kuchni na przekąskę zobaczyłem jak Klaudia ociera oczy krawędzią ręcznika.
 Zapytałem moją mamę, która pracowała jako wychowawczyni w tym samym przedszkolu, dlaczego Klaudia Petrowna zawsze płacze. Mama powiedziała mi, że gdy wybuchła wojna, Klaudia, która właśnie ukończyła szkołę i dobrowolnie poprosiła o pójście na front. Służyła w stołówce pułku lotnictwa. Z tym pułkiem przeszła prawie do Berlina.
 Pewnego dnia jeden z pilotów wpadł do kuchni - młody porucznik, który niedawno przybył ze szkoły, i poprosił o kakao. Czas był spokojny, wszystko co było przygotowane na obiad właśnie zjedzono i wypito a one zaczęły przygotowywać kolację.
 Zasadniczo gotowanie kakao było kwestią kilku minut, ale Klaudia był tego dnia nie w humorze i odmówiła porucznikowi. "Przyjdź wieczorem" - powiedziała. Wieczorem nie przyszedł. Jak się później dowiedziała, porucznik zginął podczas wykonywania bojowego zadania - jego samolot myśliwski został zestrzelony przez faszystów.
 Od tego czasu minęło wiele lat, i nie było ani jednego dnia, kiedy by Klaudia Pietrowna nie myślała o tym, że gdyby nalała wtedy porucznikowi ten nieszczęsny kubek kakao to być może wszystko mogło się potoczyć inaczej -  sama bitwa miała by inny przebieg a porucznik by nie zginął. Dlatego dziś nigdy nie odmawia dzieciom dokładki ale za to często płacze.

Mając 6 lat byłem kompletnie zszokowany tą opowieścią.


- Azamat Cebojew


sobota, 2 czerwca 2018

MIASTO ALBO SIĘ ZMIENI ALBO ZGINIE.

Temat znany czytelnikom serii książek "Dzwoniące Cedry Rosji". Znalazłem taki oto artykuł - link do źródła tego tłumaczenia na dole. Zapraszam do lektury:

Odwiedziłem wioskę ... jestem po prostu w szoku!  Jestem mieszczuchem zarówno z urodzenia jak i przez całe życie. Urodziłem się w mieście (prawie) milionowym i całe życie mieszkałem w mieście. Na wsi byłem trzy razy! Raz w wieku 13-14 lat, jako gość na weselu swojego brata. Drugi raz mając 25 lat, też byłem na imprezie - piłem gorzałkę z miodem, kopałem ziemniaki i tak jak uprzednio otoczony byłem uwagą. A trzeci raz mając 48 lat, także będąc "w gościach" ale już bardziej świadomie. A niedawno byłem na wsi przez dwa tygodnie - już nie jako gość, ale prawie jako niezależny mieszkaniec wioski. Wrażenia szokujące! Ale ci, którzy pomyśleli, że jestem przerażony życiem na wsi są w błędzie.

Byłem przerażony miastem i mieszczanami! Byłem przerażony tym, jak nieuczciwe jest miasto wobec wioski; jak odstręczające jest ono w swoim stosunku do otaczającego świata; jak miasto jest puste i bezmyślne całym swoim życiem ...Moim najjaskrawszym wrażeniem ze wsi był brak śmietników! Jadąc wzdłuż obwodnicy Petersburga, przez 5 kilometrów trzeba jechać pośród smrodu ze składowiska śmieci. Bezpośrednio widać je z drogi i widać, że jego rozmiar to dokładnie ponad dwa hektary. I wciąż rośnie! I to jest właśnie ohyda miasta! Bezczelnie paskudzi pod siebie i nie myśli o tym! Mało tego -  w wiadomościach podano że Moskale postanowili powalczyć ze spalarnią odpadów bo z powodu spalania śmieci jakaś dioksyna może wylecieć do atmosfery i będzie mogła zaszkodzić ich zdrowiu. A fakt, że śmieci od ich Moskiewskiej aktywności życiowej zanieczyszczają cały region moskiewski jest cynicznie ignorowany. Na wsi tego nie ma i być nie może. Odpadki pożywienia człowieka zjadają zwierzęta; obornik trafia na pola; wszystkie rodzaje drewna i papieru są spalane ogrzewając wiejskie domy ...


Po za tym tam mało używa się papieru i drewna po prostu dlatego, że półproduktów na wsi nie jedzą. Tapet i mebli nie zmieniają co trzy lata. Istnieją tylko dwa kanały telewizyjne, na których jest tylko jedna audycja zarażająca manią przebudowy i przemalowywania. Dlatego, super-hiper-markety od sprzedaży tapet i dachów, mebli dla domu i ogrodu, gipsowych popiersi i odlewanych żeliwnych ławek nie śpieszą się na wieś. Nieuczciwość miasta polega na tym, że wieś łatwo przeżyje bez miasta. Bardzo łatwo! A miasta nie - miasto bez wioski umrze za dwa lub trzy miesiące. A więc miasto zaczęło oszukiwać. Ono rozdęło swoją rolę i znaczenie całkowicie bezzasadnie i samowolnie. Przekonało wieś, że ta potrzebuje towarów wyprodukowanych w mieście i że te towary te są droższe niż produkty wioski. Ale w rzeczywistości nic z miejskich towarów nie jest na wsi potrzebne! Traktory, maszyny, nawozy sztuczne nie są potrzebne mieszkańcom wsi. Potrzebuje ich miasto, aby wieś zdołała wyprodukować żywność, której wystarczyłoby dla miasta. A więc to miasto potrzebuje ciągnika we wsi! Lecz przebiegłe miasto nie podarowało go  wiosce , ale sprzedało za dużą sumę pieniędzy!


  Wyobraź sobie taką sytuację. Wszedłeś do domu, w którym są produkty spożywcze i mówisz właścicielowi: przygotuj mi barszcz, smażonego kurczaka, sałatkę z kapustą i kompotem. Właściciel odpowiada - nie mam żadnych garnków, żadnych naczyń, żadnych urządzeń do przygotowania takiego obiadu. I ty znów do niego: masz tu garnek, talerze i urządzenia. Oszołomiony taką bezczelnością i prostackim zachowaniem właściciel bierze naczynia i gotuje obiad. Ty zjadasz i wycierając usta serwetką, mówisz, że właściciel jest ci za te naczynia jeszcze coś dłużny  a więc wpadniesz jeszcze do niego na obiad pięć razy ... Jak wam się podoba taka bezczelność? Takie właśnie rażące oszustwo zrobiło miasto wiosce ...

 Obecnie wielu psychologów i socjologów dyskutuje na temat wycofywania się ludzi do wirtualnego świata. Łączą oni ten nierzeczywisty świat z komputeryzacją. Ale w rzeczywistości świat wirtualny istnieje już od dawna - to miejskie życie. W MIEJSKIM ŚWIECIE NIE MA NIC CO BY BYŁO PRAWDZIWE! Wszystkie problemy, wszystkie zadania, które rozwiązuje mieszczuch, - a więc wszystko wokół czego kręci się i płynie życie mieszkańca miasta stworzone są sztucznie, to znaczy, że te problemy są wirtualne. Śmietnisko, które opisałem powyżej, zostało stworzona sztucznie, a teraz pojawił się problem utylizacji śmieci. Nastawiano masę  wieżowców i pojawiają się zadania związane z zaopatrzeniem w wodę, ogrzewaniem i kanalizacją -  teraz miasto zmaga się z tymi problemami, które samo stworzyło.

Naturalne pragnienie mieszczan do pracy na ziemi, jako najprostszego sposobu, realizacji swoich aspiracji twórczych prowadzi do powstania wokół dużych miast całych miejscowości wypoczynkowych ( "daczowisk" ) i w rezultacie problem transportu dla ludności. Nagromadzenie dużej liczby ludzi żyjących w mieszkaniach połączonych wspólną klatką schodową i nie mających nic sensownego do czynienia stwarza problemy z organizacją wypoczynku dla mas ... I tak dalej, dalej i dalej ...


Weźcie pod uwagę dowolny aspekt życia mieszczanina a stwierdzicie że jest on sztucznie stworzony lub wyssany z palca. Tak, wyssany z palca jak na przykład coroczne wyłączanie ciepłej wody na 20 letnich dni. Ileż to już dziennikarze napisali artykułów, ileż przeprowadzono audycji TV na żywo na tenże temat ... A wystarczy przypomnieć, że na wsi gorąca woda jest wyłączona przez 365 dni w roku i staje się jasne, że 20 dni jakie przeżywa obywatel miasta bez ciepłej wody w lecie to taki drobiazg o którym nawet szeptem wstyd byłoby mówić.


 Mieszkaniec wsi nie jest zainteresowany tymi wirtualnymi problemami. U niego to nie istnieje. Nie musi martwić się o to w którym barze wypije piwo - nie ma na wsi ani jednego baru. Nowożeńcy nie wybierają prestiżowej restauracji na wesele - w najbliższej okolicy jest tylko jedna. "Wieśniak" nie męczy się odpowiedzią na pytanie, jak wypełnić swój wolny czas -  zawsze jest coś do wykonania w domu - a są to jak najbardziej realne zadania. I TO NIE JEST PROBLEM! TO JEST SZCZĘŚCIE! A to dlatego, że stała aktywność jest czymś niezbędnym dla człowieka życiowo. Dosłownie życiowo! Spójrzcie na ludzi długo-żyjących, których czasami pokazują w "pudełku telewizyjnym". Rzadko kiedy są oni mieszczanami."Rozwalając się" na kanapie ludzie po prostu skracają swoje życie ...

 Ale najważniejsze, kto mieszka w mieście i kto może tam się pojawić? Miasto jest przeznaczone dla niewolników. W tym celu zostało stworzone. Kiedy nauczyciele, wykładowcy czy dziennikarze opowiadają o naturalnym procesie urbanizacji, to łagodniej to nazywając "bujają". Napływ ludności wiejskiej do miast uważany jest za cechę procesu urbanizacji - nie jest to proces naturalny ale zaplanowany i zorganizowany. Moją uwagę zwrócił na to Dimitr Newidimow w swojej książce "Religia pieniądza". Ale każdy, kto ma chęć zweryfikować ten wniosek, może to uczynić i pojąć czym jest polityka zakładania "grodów" (miejsc ogrodzonych jak mówi sama nazwa). Istotą "odgradzania" jest to, że wolnych ludzi, którzy żyli w swoich domach i na swojej ziemi PRZEGNANO Z TEJ ZIEMI I Z TEGO DOMU. I musieli udać się do miasta i zostać pracownikami najemnymi. A ci, którzy nie chcieli "iść" aby stać się robotnikami najemnymi, tych wyłapywano i ... wysłano do niewoli.

 Oznacza to, że miasto zostało stworzone do utrzymania niewolników i dla nich ... REPRODUKCJI. W mieście żyją i rodzą się ludzie, którzy nigdy nie pracowali na roli, nigdy nie mieli własnych domów, czyli tacy, którzy nie mogą istnieć samodzielnie. Mieszkaniec miasta nie ma schronienia, żywności, wody, ciepła ... Wszystko to obywatel miejski może otrzymać wyłącznie sprzedając swoją siłę roboczą, ta jak napisano w literaturze marksizmu-leninizmu. A to spowodowało powstanie kolejnej - NIE wolnej istoty, która nie jest w stanie myśleć jak wolny człowiek. Nie wierzysz to włącz w TV kanał "nowości" i obejrzyj wiadomości o Pikaliowo albo o innym mieście, w którym zamknięto zakład utrzymujący dotąd całe miasto. Nawet wyrażając protest, przejmując budynek administracyjny, obywatele tylko mogą błagać.

 Ale charakterystyczną cechą niewolniczej psychologii jest chęć wywyższenia się. Wywyższenia się nawet we własnych oczach. Nie ja to wymyśliłem lecz psychologowie- nawet znaleźli na to odpowiednie słowo. Tylko, że piszą o tym  w odniesieniu do maniaków-zboczeńców, którzy w życiu codziennym wydają się spokojni i niezauważalni albo w odniesieniu do znaczących decydentów, którzy po pracy idą do sadystów aby doświadczyć masochistycznego upokorzenia.

(Inną według mnie charakterystyczną dziś cechą niewolnictwa jest przejęcie więziennych obyczajów czyli tatuaże. Jedyna sferą wolności jaka nam pozostaje w więzieniu jest obszar własnego ciała. Możesz sobie wybrać "indywidualność" - być "kimś". Oryginalny i niepowtarzalny "wizerunek". A więc i tu zawoalowana chęć "wyróżnienia się"  -i nie codziennym trudem, działaniem, rolą wypracowaną w społeczeństwie. Tatuaż można wykonać w kilka godzin przecież, po co się trudzić latami -przyp. tłumacza - michalxl600)

I jaki jest najłatwiejszy sposób na udowodnienie swojej wartości, w jaki sposób się wyróżnić? Konieczne jest umieszczenie kogoś (wprost jako"podnóżek") w swoim pojmowaniu świata na poziomie poniżej siebie. A mieszczanie umieścili na tym poziomie mieszkańców wsi. Wspólnym mottem wyrażającym to zjawisko jest powiedzenie: "ech , ty wieśniaku!"


A teraz kolejne pytanie: kto siedzi w Dumie Państwowej i urzędach ministerialnych? Wszystkie te biura są zajęte przez mieszczuchów. Oznacza to, że są tam ludzie, którzy wychowali się w wirtualnym świecie i mający niewolniczą psychikę! Czy można się więc dziwić, że ci ludzie kupują do swoich biur wysokie krzesełka za cenę średniej rocznej emerytury w kraju? Czy dziwi zatem, że na jedno przyjęcie dla zagranicznych gości są budowane lub naprawiane budynków za pieniądze, których starczyłoby dla utrzymania kilkudziesięciu szkół wiejskich lub szpitali?


 Nawet jeśli by przyjąć, że ta osoba doszła do władzy ze szczerym pragnieniem służenia swojemu krajowi i jego mieszkańcom to nie może tego dokonać. Nie może, ponieważ nie wie jak - ponieważ dorastała w wirtualnym świecie;  nie jest w stanie ponieważ ma NIEWOLNICZĄ PSYCHIKĘ. 
     Jakie tam były ostatnio "ważne" ustawy przyjęte przez Dumę? Zwiększenie kary dla kierowców, którzy nie przepuścili pieszego na przejściu? W wioskach nie ma przejść dla pieszych. Państwowa (!) Duma uchwaliła ustawę dla dwudziestu dużych miast. Zmiana taryf na usługi komunalne? Usług komunalnych nie ma na wsi! - to znowu działanie tylko dla miast. Co jeszcze tam mamy? Bierz, czytaj i patrz - prawa są ustanawiane dla wirtualnych problemów, zrozumiałe są tylko dla mieszkańców miast.
  
 Ktoś powie, że w Dumie zasiadają również mieszkańcy wsi. Pokaż mi ich. Nawet jeśli okaże się kilkudziesięciu deputowanych to chłopi to są to ich oświadczenia w kwestionariuszu i okaże się, że taki opuścił wieś w czasach ZSRR a potem wczołgał się na stanowisko przewodniczącego komitetu regionalnego lub innego tam komitetu. Co to za mieszkańcy wsi?- oni już dawno zapomnieli i teraz rozumują tak samo jak wszyscy mieszczanie. Można analizować nawet po nazwiskach ... ale osądźcie sami: czy jeżeli ktoś ma gospodarkę to porzuci ją  aby angażować się w działalność polityczną?

Oczywiście, że nie. Tylko chłop, który nie lubi życia i pracy na ziemi może angażować się w politykę; tylko ten, który NIE POTRAFI żyć swobodnie i radośnie na swojej ziemi. Oznacza to, że został już nasycony niewolniczą psychologią, został już zarażony wirtualnością życia w mieście.


Autor niestety nieznany.


 źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_144274





EDYCJA 4 maja 2020 - bardzo ciekawy artykuł. Autorka jest profesorem, kierownikiem Zakładu Socjologii Wsi Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa PAN i Zakładu Socjologii Kultury Instytutu Socjologii WFiS UW :
https://www.tygodnikprzeglad.pl/wstydliwa-polska-wies/





wtorek, 29 maja 2018

Życzmy wszystkim niekończącej się miłości

Nie wiem jak tam u Was ale u mnie dzieje się - oj dzieje.
Może kiedyś opowiem. Przygody jak w filmie sensacyjnym.

Z mojego ulubionego portalu cykl zdjęć- polecam :).
https://vk.com/life.move?z=photo-31239753_456262373%2Fwall-31239753_143915
Jedno z nich wybieram tu dla prezentacji:



===================================

Szukam jakiegoś tekstu do tłumaczenia i macie taką krzepiącą opowieść:

Stało się to w przeddzień Nowego Roku, kilka lat temu. Podchodzi do mnie koleżanka z klasy Nataszka i mówi: "Mam kostiumy Dziadka Mroza i Śnieżynki. Chcę dać ogłoszenie, że chodzimy do domów za opłatą. Masz chęć wziąć udział w akcji? Zarobimy! "Oczywiście, zgodziłem się. Potrzebowaliśmy pieniędzy i mieliśmy rolę do odegrania - to dla nas żadna sztuka, Natasza i ja bez przerwy uczestniczyliśmy w Kabaretonach. 
    Reklamy zostały naszkicowane, zamieściliśmy w gazecie wytłuszczonym drukiem. Oddzwoniono do nas prawie natychmiast, więc się wszystko udało. Dzieci były rozmaite, zarówno miłe jak i znudzone. Pamiętam jedno dziecko - zapytał od progu: "Dziadek Mróz i Śnieżna Panna? A ile zapłacił wam mój tata? Krótko mówiąc, doświadczenie było interesujące. 
             A więc do świąt zostały cztery dni i tu zadzwonił do mnie przyjaciel: "Oluś, pomóż mi!" Tutaj zebraliśmy prezenty dla dzieci z miejscowego szpitala ale dajemy rady z przedstawieniem dla dzieciaków, nie mamy Dziadka Mroza! Czy możesz popracować za darmo? " Cóż, uznałem, że to dobre dzieło. Szczególnie, że obiecywali podwieźć mnie do szpitala.Ubrałem się w domu, założyłem brodę i poszedłem. Nastrój miałem dobry, takie natchnienie, że nie pracuję dla pieniędzy, ale po prostu czuję, że mogę wszystko. Nawet moja sąsiadka Tamara uśmiechnęła się na ganku, a ona 2  lata temu straciła syna, była smutna nieustannie.

No i jesteśmy na miejscu. Zebraliśmy się w sali, pośrodku - choinki, zapalono girlandy. Przedstawienie było wspaniałe! Dzieci się bawią, klaszczą w dłonie, śpiewają piosenki, czytają poezję. Potem zacząłem rozdawać prezenty - jakieś to całe szczęście u wszystkich. Wszyscy szczęśliwi, rodzice z uśmiechem na twarzach... I nagle widzę - sześcioletni chłopiec siedzi w kącie, nie bawi się, oparł podbródek na dłoniach, patrzy na nas, a w jego ciemnych oczach  melancholia i smutek. 

    Poszedłem do lekarza, zapytałem: "Kto to jest i co jest z nim nie tak?" " To Marek" - odpowiada lekarz. "On jest sierotą. Wypadek drogowy. Podróżował z ojcem i matką w samochodzie, auto wypadło z drogi. Nie ma więcej krewnych, teraz załatwiamy mu miejsce w sierocińcu ... "Poczułem się jak uderzony od tyło i niespodziewanie. Uczucia szczęścia się rozprysły. Oczywiście, można było poprowadzić program do końca, odejść i zapomnieć o wszystkim, ale nie mogłem. Ja tak nie potrafię. Wziąłem prezent i podszedłem do chłopaka z podkulonymi nogami. 
     - Cześć, Marek! Szczęśliwego Nowego Roku, wszystkiego najlepszego! Spojrzał na mnie ciężkim wzrokiem."Nie jesteś prawdziwym Dziadkiem Mrozem, prawda?"Wzruszyłem ramionami.- A to zależy w co wierzysz. Ja wierzę w siebie. Ale możesz sprawdzić. Jaki prezent chcesz na Nowy Rok? Jeśli to wykonam to znaczy, że jestem prawdziwy. (Tu w myślach zadrżałem bo wyobraziłem sobie gdzie pójdzie mój budżet świąteczny i gdzie pożyczyć resztę, jeśli chłopak zażyczy sobie na przykład iPhone. Ale cofnąć już się nie mogłem).
    Maruś uśmiechnął się niezbyt wesoło i powiedział:- No dobra, spróbujmy.Usiadłem obok niego.- Zgadnij!Chłopiec otworzył oczy i nagle wyszeptał żarliwie:"Gdybym był głupi, prosiłbym o mamę i tatę, aby wrócili. Ale nie jestem głupcem, wszystko rozumiem. Dlatego jeśli jesteś prawdziwym Dziadkiem Mrozem to nie pozwól im zabrać mnie do sierocińca! Czy jesteś w stanie?" 
   Zdałem sobie sprawę, że schrzaniłem wszystko.Jak dokończyłem program - nie pamiętam, wszystko jakby przez mgłę. Wróciłem do domu, ale nie mogłem się za nic wziąć - przed swoimi oczami miałem oczy Mareczka pełne smutku i nadziei. Zacząłem nawet zastanawiać się, czy mogę sam wziąć chłopca. Ale kto dałby dziecko studentowi bez stałego wynagrodzenia? 
     Przez całą noc przewracałem się zastanawiając się. A nad ranem mnie oświeciło!A już o ósmej rano w stroju Dziadka Mroza zapukałem do swojej sąsiadki Tamary.Nie wiem, jak się tam na to wszystko zgodzili - mówią, że sam główny lekarz uruchomił swoich znajomych, ale już 31 grudnia spotkałem Marika i Tamarę przy naszym wejściu. Rozpromieniona sąsiadka przedstawiła mnie chłopcu i powiedziała, że jest jej gościem w sylwestra. Marik nie wyglądał na szczęśliwego, raczej na zakłopotanego, ale nie zauważyłem już jego nieskończonej tęsknoty w oczach. 
   A kiedy święta dobiegły końca, a nadszedł styczeń-luty, chłopak przeniósł się do naszego domu na stałe - Tamara zabrała go pod opiekę.Minął rok, a teraz Natasza ponownie zadzwoniła do mnie, żeby "dziado-mrozić". Nie mogłem przegapić takiej okazji i na sylwestra przyjechałem odwiedzić Tamarę. A kiedy Marek otworzył drzwi, mrugnąłem do niego i głośno zapytałem: "No i co? Prawdziwy?"- Prawdziwy! Szepnął i przytulił się do moich nóg. 
    I w tym momencie naprawdę czułem się jak Dziadek Mróz. Prawdziwym czarodziejem.

Anonim.  

źródło tłumaczenia.


piątek, 18 maja 2018

Komu oddawać cześć :) ? cz.2

W pierwszej publikacji pod tym tytułem napisałem:
 Pokusa bycia "liderem" jest silna a człowiek nie jest gotowy. Pycha "pcha przed szereg" - przekierowuje "CZI" na siebie ale ...... załamuje się pod "brzemieniem odpowiedzialności" (tak się kiedyś mądrze mawiało) i tym samym MARNUJE POWIERZONY MU KAPITAŁ ZAUFANIA. marnuje ludzkie "czi" jakie ludzie mu przekierowali (szczególnie chodzi tu o nasze Żeńczynie).
 W epoce Lisicy takie działania (marnowanie energii - "wypuszczanie pary", "upuszczanie krwi ze społecznego organizmu", ze społecznych ruchów) były celowe. Jest takie znane powiedzonko: "chcieliśmy jak najlepiej a wyszło tak jak zawsze". 
     Oczywiście osoby wykonujące te funkcje ("agenci" - :)))   , rozwinę potem i moje pojęcie tego słowa) często nie były świadome - myślę, że zazwyczaj nie były i nie są świadome. Nieliczna dziś liczba wysokich rangą demonów jest bardzo świadoma swoich zadań a reszta zazwyczaj zaślepiona jest a to chciwością, a to dążeniem do władzy...a to jeszcze jakimiś tam przywarami, słabościami czy nałogami. Często są to rozmaite kompilacje tychże cech. Im samym wydaje się, że są kryształowe i mają "poczucie misji".
   Taki Korwin Mikke (żeby już nie wchodzić w "zwarcie" z S i podobnymi) jest dobrym przykładem "zaworu bezpieczeństwa" a raczej "zbieracza luszu". Czy jest świadom? Po części chyba tak.
Od lat kolejne pokolenia młodzieży nabiera się na tę jego "męskość". Sam kiedyś byłem jego umiarkowanym zwolennikiem ale to co on wywija ostatnio i co wygaduje.... kompletnie już mnie zniesmaczyło wyznanie o dwustu kochankach i słowa "no nie mogłem się powstrzymać" ( i towarzyszące tym słowom dodatkowe dźwięki niekontrolowanego połykania śliny czy jakieś takie ...no nie. Ale współczesna rozpuszczona młodzież opowiadająca w internecie bez żenady o swoich zdobyczach seksualnych i publikująca rozmaite zdjęcia ma takiego JKM za swojego idola. Taki "król" będzie popierał tego typu zachowania - według nich taki wzór "spermena" jest jak najbardziej poprawny. Nie trzeba nad sobą pracować - puszczanie wodzy zwierzęcych instynktów jest "cool" ).     Dziękuję bardzo za takiego króla co się nie może powstrzymać. Do tego brzuch jak bęben - klasyczna "opona". 
  Mechanizm działania JKM-a też klasyczny, na zanętę jakieś sensowne idee - pociągnie, narobi nadziei... by potem coś chlapnąć w tym całym "teatrze politycznym" i .... wywołać rozczarowanie - rozproszyć "pokładane nadzieje".
W ogóle wszelkie szukanie "zmiany na zewnątrz" jest z góry skazane na porażkę. To jest droga na skróty - oszukiwanie siebie i próba pominięcia pracy nad sobą. Rozczarowanie jakimś fałszywym guru to wskazówka, że mamy w sobie tę cechę, którą widzimy u "guru". To samo tyczy sie rozczarowań osobistych i wszelkich innych.

    Ktoś w komentarzach ...nie wiem już gdzie dopisał zdanie:
 "KAŻDY NIEODŁĄCZONY OD MATRIXA JEST POTENCJALNYM AGENTEM" - autor Morfeusz.
                   Zastanawiam się nad tym, chyba nieliczni są dziś całkiem odłączeni - większość jest "w drodze", upada i podnosi się. Miewamy dni słabsze i mocniejsze ale też bardzo szybko zachodzą zmiany.

 CAŁA WALKA DZIŚ TOCZY SIĘ W NASZYCH WNĘTRZACH - I BARDZO DOBRZE, ŻE ONA TAM SIĘ TOCZY. jak to słusznie powiada pani Szieremietjewa w filmie, który co chwila linkuję. 
  ".... Bitwa na zewnątrz jest już przeżytkiem. Ona bardzo szybko przemieszcza się do przestrzeni wewnętrznej a tam bardzo szybko następuje transformacja ogromnych pokładów starych doświadczeń......"
 W takich rozmaitych "bitwach" internetowych całe grupy "zwolenników" poszczególnych medialnych "aktorów" przeżywają te swoją wewnętrzną walkę i wewnętrzne wybory, rozterki. Trwa nauka.
    Te rozmaite organizowane akcje, przedsięwzięcia pękające potem jak baloniki czy bańki mydlane......... Wybranie a następnie "napompowanie" kolejnego "idola", który potem pęka z mniejszym lub większym hukiem.
  Tak jak już powtarzam nie raz za Trehlebovem - administratorzy (przewodnicy sekt) tworząc rozmaite "przedszkola duchowości" też mają swoją rolę. Wspomniany JKM co parę lat ma znów świeży narybek do bałamucenia ale też chyba dziś ludzie już bardzo szybko wyrastają z Korwina - coraz więcej jest "widoczne gołym okiem", informacje o poszczególnych osobach i ich dokonania - masa filmów - leżą wprost na powierzchni. A polityka to przecież też rodzaj religii.

    Czas kończyć ten wpis:  
JAKO NA GÓRZE TAK I NA DOLE. 
 Otrzymujemy takich liderów, prezydentów, szefów w pracy na jakich aktualnie zasługujemy. Takich dostajemy partnerów życiowych (staram się teraz przypomnieć zaskakującego prelegenta - anglojęzyczny, prosto i dosadnie wyjaśniał jak to działa. Karolinie się bardzo spodobał).
   Administratorzy przyciągają na swoje lekcje swoją trzódkę poszukującą właśnie tego co oni oferują - lekcję ma zarówno administrator jak i "sekciarz" (duże dziecko szukające opieki - człowiek, który nie zdążył dojrzeć duchowo pod opieką rodziców) oddający swoją energię w zamian za oferowany "komfort i opiekę". "Ty nam dasz  swoją "wełnę" a my tobie stworzymy zagrodę i korytko/żłób."
Lekcją administratorów dziś jest znalezienie swojego własnego źródła - czas utrzymywania trzody sie kończy. Tak jak mówi pani Szeriemietiewa "wszyscy dziś szybko dojrzewamy".

No tak.... :))))  zatem administratorom czci nie oddajemy. Im już dziękujemy - niech się uczą żyć jak każdy człowiek na własny koszt.
Cześć i honor ("oddać honory" -mamy takie pojęcie w nomenklaturze wojskowej. Wojsko jest w ogóle dobrym przykładem hierarchii i przepływu energii - dziś niestety też struktura przegniła i nadająca się całkiem do przebudowy)......cześć i honor oddajemy ludziom godnym szacunku, potrafiącym tę energię spożytkować dla dobra społeczeństwa - uczynić coś w rodzaj redystrybucji, oddania jej na powrót. Taka zabawa - "organizm społeczny" mawiamy przecież , a skoro organizm to ruch i przepływ.

c.d.n.

  Podpinam rycinę z Welesem w towarzystwie "agresywnego" :))) Wilka.