piątek, 11 kwietnia 2025

Masz otwarte konto w banku Wszechświata - w jaki sposób korzystać z tych zasobów

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=M-Tc1U_VxLk 

Witam wszystkich, chcę porozmawiać dzisiaj na temat naszego uniwersalnego konta bankowego we Wszechświecie. Ono jest ogromne i niezmierne. Posiadamy nieskończoną ilość zasobów z których możemy korzystać.

  Chcę Wam dziś opowiedzieć w jaki sposób możemy uzyskać do nich dostęp.  Rzecz w tym, że poprzez swoje myśli i uczucia produkujemy energię, którą możemy wykorzystać (użyć) w tym świecie. 

 Mamy na przykład jakieś tam pragnienie, marzymy o czymś, - wiecie jak to jest opisane w książkach Vadima Zelanda - to staje się w naszym życiu czymś bardzo ważnym, jest bardzo ciężkie energetycznie.

  Wszak my uważamy, że w tym świecie istnieją rzeczy tanie i rzeczy bardzo drogie - a to nieprawda. Tutaj wszystko jest absolutnie jednakowe. Przeżywamy tutaj po prostu różnorakie doświadczenia, a w związku z tym doświadczenie bogactwa lub też ubóstwa, doświadczenia bycia w relacji oraz doświadczenie samotności. To są po prostu doświadczenia - tutaj nie ma nic ciężkiego energetycznie lub lekkiego, ale my wykonujemy to wszystko w swoim umyśle - za pomocą swojego myślenia.

     Dlatego też im prościej, im lżej traktujemy swoje pragnienia tym łatwiej się one spełniają, bo to my sami nadajemy im wagę, nadajemy im takie czy inne znaczenie. 

I teraz jeśli znajdujemy się na tak zwanych niskich wibracjach czyli żywimy te wszelakie uczucia, żalu, urazy, złości, przygnębienia to wytwarzamy bardzo mało energii, a w związku z tym mamy mało zasobów z tego swojego wszechświatowego banku. 

 Te zasoby są rozdzielane na wszystkie sfery naszego życia, bo przecież żyjemy, oddychamy, poruszamy się - coś tam czynimy i do tego potrzebujemy energii. No i kiedy tkwimy w tych wymienionych przed chwilą niskich wibracjach to energii mamy niewiele.  

 I jeśli posiadając taki mały zasób zaczynamy czegoś pragnąć a do tego nadajemy im duże znaczenie i do tego zaczynamy je forsować to wali nam się coś w innej sferze naszego życia.  Dla przykładu: chcę pieniędzy i zaczyna wiele pracować, często myślę o pieniądzach, bardzo się niepokoję tą sprawą to co się zaczyna zawalać?

   Mogą na przykład zepsuć się moje relacje osobiste, mało poświęcam uwagi na przykład dzieciom, mężowi, rodzicom i te sfery mojego życia cierpią. Mało uwagi poświęcam sobie, swojemu wyglądowi zewnętrznemu, jakiejś swojej sferze twórczości albo swojemu hobby.  Rozumiecie już o czym mówię? My zabieramy wtedy coś z innej sfery - a może nawet z wielu sfer. 

Bywa tak, że ludzie skupiają się na jednej sferze a wszelkie pozostałe sypią się w przepaść. A przecież posiadamy nieograniczone konto w banku Wszechświata - ale w jaki sposób pobrać te zasoby?

    Dostęp do nich uzyskujemy poprzez uczucia o wysokich wibracjach czyli wtedy gdy emanujemy radością, wdzięcznością, miłością.  

Czyli jeśli zaczynam mieć jakieś marzenie to zasilam je swoim uczuciem. Na przykład bardzo podobają mi się duże i piękne domy i zaczynam się nimi zachwycać. Wyobrażam sobie jakby mi tam było dobrze, jak przyjmuję przyjaciół w pokoju gościnnym, wyobrażam sobie jak by to miło było pracować tam w swoim biurze, przyjmować klientów.

   W ten sposób pokazuje światu, że to właśnie kocham, że coś takiego mi potrzeba i już teraz jestem za to wdzięczna.  Czyli, że kiedy biorę środki z banku Wszechświata na poczet tego swojego życzenia to daję tam uczucia - przy czym (tu jeszcze raz powtórzę) jeśli sprawiamy, że to życzenie jest ciężkie to wtedy potrzeba na to więcej miłości i wdzięczności.

   Ale jeśli tak mimochodem powiedziałam sobie: "chciałabym coś takiego - byłabym za to bardzo wdzięczna"

 czyli tu pojawia się dużo zasobów a życzenie jest niejako lekkie - a wtedy materializuje się ono szybciej i łatwiej. Ale kiedy nie wyrażamy wdzięczności za to co posiadamy to - czy zdajecie sobie sprawę jak dużo posiadacie? Otwórzcie swoją szafę, popatrzcie jak wiele tam jest o dzieży, zobaczcie jak wiele jest pożywienia w lodówce, rozejrzyjcie się na półkach, zobaczcie ile dobra jest na waszych dzieciach.

 Dostrzeżcie te wszystkie cenne rzeczy - przecież to wymagało jakiegoś pieniężnego ekwiwalentu w tym świecie, a to jest zrozumienie wartości tego wszystkiego - uczucie wdzięczności. 

   Tak - na poziomie fizycznym widzimy jakieś tam pieniądze. Wiele razy już mówiłam, że w świecie duchowym nie ma żadnych pieniędzy - tam jest tylko energia.  

  No i na przykład jest tak, że w tym momencie nie mam żadnych zasobów to nawet nie wiem czego pragnąć. Zrozumcie - jeśli nie mamy energii to brak nam nawet celów czy pragnień - niczego nie ma, jesteśmy zupełnie rozładowani energetycznie.

  W takiej chwili trzeba otwierać wszelkie spichrza, zakamarki i magazyny jakie tylko posiadamy i wyrażać za to wdzięczność, bo wszystko to otrzymaliśmy.  

  Jeśli w takim momencie wyślemy tę uczuciową zapłatę za te rzeczy, które już posiadamy to gromadzimy zasoby na swoje nowe pragnienia. Oczywiście nie ma potrzeby nadawać im jakiegoś szczególnego znaczenia - sporządźcie sobie spis, jakąś małą listę i pokażcie światu, że tego i tamtego chcecie natomiast dziękujcie za to co już posiadacie.

  NIEZADOWOLENIE Z TEGO CO SIĘ MA TO WSKAŹNIK CHCIWOŚCI.

Bądźcie wdzięczni za swoje zdrowie, za swoje relacje, za ukochanych ludzi, za kota, psa czy za dom w jakim żyjecie, za wodę, za chleb za wszystko. Im więcej wyemitujecie tej energii uznania, wdzięczności, miłości - tym większy zostanie wyasygnowany zasób na wasze nowe marzenia.

 My wszyscy na co dzień gonimy za jakimiś tam pieniędzmi, ale w duchowym świecie pieniędzy nie ma - tam jest energia. 

   Zatem tak to właśnie jest i nasz rachunek bankowy w Boskiej kancelarii nie ma żadnych ograniczeń - to my sami nadajemy swoim pragnieniom zbyt dużą wagę, to my sami nie wypłacamy sobie zasobów, które możemy otrzymać w każdej chwili.
 

 To wszystko, co chciałam powiedzieć. Do widzenia.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=U0LCkGgl7qs


czwartek, 10 kwietnia 2025

Stary czas sie kończy - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=0i63gaT_s4M

 Witajcie Moi drodzy, ludzkość się dzieli na dwa strumienie, dwa całkowicie różne paradygmaty i to jest normalne. Nie musicie taszczyć wszystkich za sobą.  Nastał czas aby żyć według swojej PRAWDY. Serce wskaże Wam drogę i przyprowadzi tych, z którymi możecie ją przejść.  

 Ludzie będą przychodzić i odchodzić. Stare więzi zostaną zerwane i pojawią się nowe. Nasz nowy świat nabiera kształtów. Odnajdujemy naszych duchowych przyjaciół i duchową rodzinę, podczas gdy ci, z którymi przeszliście tak daleko odchodzą w innych kierunkach.  

 Wkrótce zobaczymy jeszcze więcej objawień a umysł ludzki będzie jeszcze bardziej podatny na oślepiającą prawdę o tym, jak powstał stary świat. 

  Ale to przebudzenie do prawdy jest teraz w dużym stopniu wewnętrzną podróżą.

   Ostatnie lata były czasem dyskusji, wymiany myśli, faktów i błędnych wyobrażeń. Ten czas się kończy. Albo widzimy, albo nie. 

  I tylko nasza wewnętrzna wiedza może pomóc Wam przejrzeć na oczy. Musimy stać twardo w obliczu manipulacji. Nie poddawajcie się narastającym lękom tworzonym przez tych, który działają w cieniu jednocześnie zapewniając, że dbają o nasze bezpieczeństwo.

  Błogosławieństw Wam wszystkim. 

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=qbxXtOp1V3Y

 

wtorek, 8 kwietnia 2025

Zła mama - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=o2kVmd2I0gA


Cześć ludzie witajcie! jakie dziś pytanie? Pani przestrzegała, że dziś pytanie będzie bardzo długie.

głos żeński z sali: mieliśmy niedawno wykład pod tytułem: "złe relacje z mamą" i wielu subskrybentów dopisało pod tym nagraniem swoje komentarze.  

   - proszę mi wybaczyć, ale nie miałem czasu ich przeczytać.

   Ludzie piszą, że ostatecznie nie padła odpowiedź na to jak układać relacje z mamą, która czyni wyrzuty, która jest surowa i zachowuje się jak ojciec. Już nawet samo jej spojrzenie wszystko zaburza. Relacje to rzecz dobrowolna - nawet kwiaty potrafią w domu chorują i więdną. Żyć się z nią nie da ponieważ jest szczęśliwa kiedy osiągnie swoje cele. Córka zaczyna chorować, nie może znaleźć pracy, w domu są braki materialne, popadamy w zależność od matki, ona nas poniża, obraża, niszczy naszą rodzinę na wszelkie możliwe sposoby łącznie z rzucaniem klątw, żeby potem na koniec stwierdzić: "ty sama nic nie potrafisz. Gdyby nie matka to byś już zeszła na poziom psa podwórzowego". Matka poniża mojego ojca i jego rodziców. Jak tu współistnieć w takich warunkach? To przypomina samobójstwo albo sado - masochizm - w każdym razie jest to kompletna patologia. Próby ustanowienia jakichkolwiek granic też nie przynoszą żadnego rezultatu. Ona jest jak czołg, łamie wszelkie płoty. Póki ona tego nie zrozumie to nie ma sensu brać się za cokolwiek. Najpierw będzie trzeba odbudować wszystko co ona zepsuła.

  Znacie to powiedzonko: bywają psy, które gryzą a życie czasem bywa pieskie. Najwyraźniej tę mamę albo pogryzł jakiś pies, albo może ukąsiła jakaś mucha i stąd to jej złe zachowanie.

   Zacznijmy może od tego: dlaczego może się trafić zła mama? Mama może stanąć na drodze córce, a córka może stanąć na drodze mamie. 

   Podam taki przykład: mama się rozwiodła i po raz drugi wyszła za mąż. Zazwyczaj w takich sytuacjach jest tak (nie zawsze, istnieją wyjątki) córka zaczyna nienawidzić ojczyma. Powiada się, że najsilniejszymi relacjami bywają relacje pomiędzy matką i synem. Relacja pomiędzy matką a córką bywa trochę gorsza - tak w ogóle to wszędzie powinny być dobre relacje, ale istnieją pewne niebezpieczne relacje - na przykład pomiędzy teściową a zięciem. 

   Tam trzeba się po prostu przyjrzeć reakcjom na poziomie fizycznym tego procesu i zrozumieć jakie tam są słabe punkty. Zobaczcie ile jest żartów na temat złych teściowych. Teściowa nie jest zła - to jest po prostu słabe ogniwo.

  Wracamy do ojczyma: jeśli mama wyszła po raz drugi za mąż i jeśli córka nie jest jeszcze zamężna to w praktyce matka zabiera ten zasób z przyszłości swojej córki i córka nie jest w stanie potem wyjść za mąż - dlatego też najczęściej pała nienawiścią do swojego ojczyma. Bywają tu rzadkie wyjątki.

. Cóż, ogólnie rzecz biorąc można długo opowiadać o tym dlaczego bywają złe relacje właśnie mamy z córką. Wszystko dlatego, że pojawia się pewna konkurencja. Być może tato kocha swoją córkę, a mama może być zwyczajnie zazdrosna. On córkę rozpieszcza, a mama zaczyna wszczynać awantury.

 Ale już mniejsza o to - z tego punktu widzenia czyli z poziomu Nawi, z poziomu diabelskiego nie dostrzegamy wyższej sprawiedliwości tego wszystkiego. Te sytuacje nie mówią nam dlaczego tak się dzieje a skoro tak to nie wiadomo po co to się dzieje.

 Tak więc jeśli człowiek doświadcza bardzo dużej presji - a taką presję mogą wywierać tylko te osoby, które mają takie uprawnienia aby wywierać tenże nacisk. Bo człowiek postronny - na przykład mój sąsiad - nie może na mnie wywierać takiej presji, ja sobie mogę postawić wysoki płot i przestać się z nim spotykać, powiem mu, że to on jest głupi i na tym koniec.

Jeśli mnie ktoś na przykład obraził to mogę go podać do sądu. A tu z mamą jest taka sytuacja, że nie masz gdzie wyskoczyć z tej łodzi podwodnej. Jest mama i ja jestem od niej zależny czy zależna ekonomicznie itd. Do tego staram się ją pokochać a to jeszcze powiększa jej zdenerwowanie - to bardzo bolesna sytuacja. 

   Ale to nie oznacza, że mama jest zła - mama jest narzędziem w ręku Boga i najprawdopodobniej ta córka ma w sobie tak wiele pychy. Najbardziej pyszni ludzie są bardzo mocno upokarzani, że gdy spojrzeć na to z boku to wydaje się, że trzeba tu przyjść na ratunek - a w takiej sytuacji ten gnębiciel bywa tylko narzędziem. 

 Ja tutaj jeszcze raz przypomnę: istnieje "Prakriti" wyższa i niższa. Istnieje wewnętrzna energia Boga oraz oddzielona energia Boga. Ta wyższa Prakriti nazywana jest Tatasha Shakti i ona ma sumienie a ta druga sumienia nie ma.

 Tu zaliczają się żywe stworzenia - są takie żywe stworzenia, które nie korzystają ze sumienia i one są przyrównywane do powszechnej materii i dlatego obrażanie się na nie nie ma sensu. 

 W ogóle obrażanie się nie ma sensu - najlepiej sobie to gdzieś zapisać i jak tylko mamy chęć się obrazić to wyciągamy nasz zapisek i czytamy: "obrażanie się nie ma sensu ponieważ to i tamto". A to dlatego, że obrażamy się na to co jest martwe, na coś co nie rozumie co czyni. To coś może doznawać radości - to może być na przykład jakiś sadysta, ale on jest martwy. 

 Powinniśmy mieć świadomość, że trwa operacja chirurgiczna bez narkozy - operacja nad naszą pychą. 

 Pycha to jest coś co nie jest w stanie się ukryć. Jeśli by tę operację przeprowadzać pod narkozą to by się to nie udało. Ten nasz wewnętrzny guz nie nadawałby się do zoperowania - to musi boleć ponieważ sama pycha to potencjalna możliwość sprawienia komuś bólu a przy tym ten kto sprawia ból nie dozna wyrzutów sumienia.

To jest tak, że moja empatia do otoczenia tak się skurczyła, że ja tych wokół nie uważam za żywych a tym samym ja również staję się martwy. Tak więc ból sprawiają tylko martwi - to jest taki zimny oręż. Żywy człowiek nie jest zdolny do zadawania bólu. Jeśli już jestem taki martwy to powinienem wołać: "Boże! ożyw mnie! Chcę być żywy!"

   Na przykład ten kubek jest martwy, on nie będzie cierpiał nawet jeśli go zgniotę. A człowiek jest żywy i cierpi. A tak naprawdę: powiedzcie mi czy kubek ma duszę? Jak myślicie?

głos z sali: jest.

  Faktycznie jest - a skąd pan wie? Pitagoras powiadał: "natura świata jest jednorodna i nie ma na świecie martwej substancji". Istnieją relacje personalne oraz interpersonalne. Interpersonalne relacje są wtedy kiedy traktujemy coś jak martwe: "to nie jest moje, nie mam z tym relacji osobistych, nie mam z tym nic wspólnego, ale szanuję, że coś tam się dzieje i w tamtą stronę kamieni nie rzucam.

 To nie jest moje i nie jest mi tego żal - to się nazywa relacje interpersonalne. Anglicy powiadają, że to jest dżentelmeńskie zachowanie, że ja się zachowuję przyzwoicie wobec obcych ludzi.

 Istnieją też relacje personalne, nasze osobiste  - to oznacza, że jestem w jakiś sposób powiązany i ci ludzie mogą się poczuć urażeni. I jeśli nie jesteś w stanie się obrazić to przykro mi bardzo, ale nie jesteś żywy.

 Powiada się, że nie należy się obrażać - to nie tak. To taka sama rzecz jak ze strachem. On istnieje, ale trzeba być czujnym aby ten strach nie zamienił się w tchórzostwo. 

 Strach pojawia się na przykład gdy się przewróciłem: "oj! to chyba coś strasznego!" Ale jeśli czynię coś dla jakiegoś wzniosłego celu, coś dla dobra innych to wtedy ten strach pokonuję - nawet jeśli się wtedy ukrywam, ale to nie jest ze strachu o własną skórę lecz dla dobra większej sprawy to wtedy jestem zwycięzcą i to nie jest żaden wstyd. 

   A tchórzostwo jest wtedy gdy ode mnie czegoś się wymaga lecz ja tego nie wykonuję i z tego powodu ucierpi wielu ludzi, ale ocalę sam siebie - wtedy to już jest tchórzostwo. Tchórzostwo to pojęcie etyczne tak samo jak uraza.

 Uraza jest wtedy gdy coś mnie nagle dotknęło, ktoś coś powiedział - ja na to nie byłem przygotowany i coś mnie szarpnęło wewnątrz: "ja myślałem, że on jest taki a on jest taki".  W takim momencie trzeba natychmiast wziąć pauzę i powiedzieć: "stop - co tu się dzieje? Czemu takie coś mi się przytrafia?"

    Trzeba rozumieć, że to skalpel od Boga wbił się w mój mózg i coś tam zaczyna kręcić, bo najwyraźniej poszedłem nie w tę stronę gdzie należy i okoliczności zewnętrzne mnie powstrzymują. A  jeszcze lepiej zastanowić się nad swoim językiem - może ja też tak nieostrożnie coś chlapię na prawo i na lewo?

  Może ja jestem taki sam? Dlatego też powiada się, że im większe serce u guru, im łagodniejsze serce ma ten nauczyciel, tym większy miecz może on wziąć do rąk i ciąć nim.

  Jeśli człowiek jest ogarnięty złością, jeśli w jego wnętrzu jest wielki bałagan to powinien być bardzo łagodny, bo jemu nikt nie wybaczy nietaktownego słowa. Temu drugiemu wybaczą - są nawet takie prawa, że jeśli jakiś wielki człowiek komuś coś powiedział i ten rozmówca dostał zawału serca to sądzono tego co miał zawał, bo on rozgniewał tego wielkiego - ten wielki ma przed sobą wiele pożytecznych społecznie zadań do wykonania a tu przyszła jakaś mała myszka i zaczyna się popisywać, a ten nie ma na takie rzeczy czasu.  


Istnieją Mahatmowie (wielki duch) i są tylko "atmy". Mahatmowie to ci, którzy są bardziej żywi - w porównaniu z kubkiem jestem wielką duszą, jestem Mahatmą. Magowie wiedzą, że możliwe jest współdziałanie z kubkiem. Tak nawiasem mówiąc: wiecie, że rzeczy także mogą się obrażać? Niektórzy doskonale wiedzą, że na przykład samochód się może obrazić. 

   Im bardziej skomplikowane urządzenie, im więcej tam jest w nim elektroniki - tym bardziej kapryśne. Pamiętacie ten znany film, gdzie bohater mówi: "niech będzie przeklęta ta część, która się zepsuła" i kopnął

a silnik samochodu od razu ruszył. Inny człowiek znów mówi na głos kręcąc kluczykiem w stacyjce auta: "no zapal kochany!" i nagle samochód zaczyna działać - jest obserwowana taka właśnie życiowa mistyka.

 Z grubsza rzecz ujmując wszyscy mają sumienie, wszyscy mają relacje osobiste - nawet jeśli wchodzisz w jakąś strukturę gdzie powszechnie panują relacje bezosobowe, gdzie urzędnik będący wyżej od ciebie w hierarchii nie uczyni nic bez odpowiedniej pieczątki to tak czy siak wiele zależy od tego jak wyglądasz, jak mówisz, w jaki sposób tam wszedłeś do tego biura. 

 W zależności od tego zostaniesz stosownie potraktowany - wpuszczą cię albo nie wpuszczą. Tu działa ten znany syndrom woźnego: "nie wolno! gdzie ma pan przepustkę?" Czyli, że tak naprawdę absolutnie bezosobowe relacje nie istnieją. Ostatecznie to co uważamy za martwe jest martwe z naszego punktu widzenia, a istnieją rzeczy jeszcze bardziej martwe.

W naszym postrzeganiu świata jest taki zakres tego co uważamy za żywe - na przykład myszy, krowy, wilki zające, wieloryby, łosie czyli istoty podobne do nas, które żyją w podobnej przestrzeni co my, podobne rzeczy sprawiają nam ból.

   Możemy twierdzić, że piorun kulisty nie jest żywy, a on jest bardzo świadomą istotą. Opisy powiadają, że na słońcu istnieje cały świat składający się z takich plazmowych istot. 

   Istnieje podobne życie na gwiazdach neutronowych - my ich nie widzimy i uważamy je za martwe jak jakiś tam żywioł. To jest podobnie jak z tym zakresem od podczerwieni do ultrafioletu.  

   Pomiędzy tym zakresem my coś tam widzimy a pozostałych rzeczy nie. Tak samo jest z zakresem życia, coś tam dla nas istnieje a poza tym zakresem, który jesteśmy w stanie dostrzec też istnieje życie ale my ten świat uważamy za martwy. Ale oni mogą nawet mieć na nas wpływ. My nie mamy pojęcia czym jest inteligencja planetarna albo galaktyczna - my dla nich także jesteśmy martwi.

 Brak jest, że tak to ujmę wystarczającej obfitości miłości.

Tak więc zła matka wybija z nas wszystko to co nie jest miłością. Ona wybija z nas agresję, a to dlatego, że nikt inny nie wykona tego tak dobrze jak właśnie mama - a szczególnie wobec swoich dzieci, bo przed tym nie jesteś w stanie się odgrodzić. Możesz się jakoś ukryć przed ojcem, ale na mamę jesteśmy otwarci od pierwszych dni naszego życia - ona nas przecież niańczyła nas w sobie przez 9 miesięcy. Nie jesteśmy w stanie się od niej odwrócić i jej zignorować. Ona ma przydzielone stanowisko naszego chirurga - to jest właśnie zła mama.

Człowiek, który napisał ten komentarz jest w czasie bardzo skomplikowanej operacji. Mogę tylko mu pogratulować, bo to oznacza, że on sobie tę operację zamówił kiedy schodził tu w ten świat - zamówił sobie bardzo poważne doświadczenie w celu radykalnych zmian.

I rzecz nie w tym, kim Ty jesteś. Rzecz w tym kim się stałeś w tej chwili, w kogo się zmieniłeś z tego kogoś kim byłeś wcześniej. Rozumiecie co chcę powiedzieć?

  Podam taki przykład: jeśli przeciętny człowiek podniósł ciężar 1 tony to jest bohaterem. Lecz jeśli tę samą tonę podniesie jakaś istota, dla której jest to rzecz naturalna to nie jest to uważane za heroiczny wyczyn.

   Ale ktoś tę 1 tonę podnosi - dana dusza z jakiejś przyczyny zamówiła sobie takie cierpienie, ona chce doświadczyć takiego ekstremum i wtedy na przykład pojawia się taka mama.
 

    Tu może przypomnę, że wiele źródeł mówi o tym, że sami sobie zamawiamy mamę i ojca. Oni nie są jakimiś naszymi krewnymi itp. - my ich sobie zamawiamy. 

   A wszystko po to abyśmy z takich o stali się takimi i w tym celu muszą być rodzice ze ściśle określonymi cechami. To są pierwsi nasi i najbliżsi "naprawiacze".

Oczywiście to można powiązać z naszą dotychczasową karmą, że gdzieś tam popełniliśmy jakieś błędy - i to też są właściwe wnioski. Ale też mogę zamówić sobie dobrą karmę i bywają takie rozpieszczone, zepsute dzieci - one już się rodzą takie nijakie. Tato i mama są podobni - mało brakuje, aby zaczęli pić. Taki człowiek w dalszym życiu w zasadzie się stacza. On sobie wziął takie maleńkie zadanie

  Nikt go nigdy nie bił, on bardzo szybko osiągnął ten zamierzony punkt - zapanowała taka nuda, że już prawie chciał się zastrzelić. 

 Natomiast ten, który w życiu przedzierał się przez cierniste krzaki zgarnął dla siebie spory kęs szczęścia.

 Znam osobiście pewną kobietę, która mając dwoje dzieci przez 8 lat trwała przy mężu robiąc wszelakie uniki, bo ten gdy się upił to ją ganiał przez te 8 lat. To nie był jej ojciec czy matka lecz mąż. I wszyscy wokół wiele razy mówili: "po co ty jeszcze z nim jesteś? Wyprowadź się od tego pijanego wciąż drania".

Wszelkie święte pisma zapewniają, że jeśli mąż się już tak zachowuje to nie ma nadziei na jakąkolwiek poprawę. A po 8 latach on rzucił alkohol, otworzył jakieś wielkie przedsiębiorstwo - to chyba były jakieś tam zraszacze pól czy coś takiego, firma zaczęła przynosić olbrzymie pieniądze, on nie żałował sił. Ona to wszystko w swojej rodzinie przepracowała.

 A inni ludzie zmieniają towarzyszy życia jak rękawiczki, ten się nie podoba to wezmę kolejnego. Natomiast ta kobieta kopała tak głęboko, aż dokopała się do przyczyny zjawiska. Sama wiele wycierpiała - dokładnie nie wiem co jej w tym pomogło, ona chyba należała to jakiejś chrześcijańskiej społeczności gdzie jej powiedzieli, że tak należy. No i w rezultacie on stał się kimś zupełnie innym.

 Gdyby jej powiedzieli, że to potrwa 8 lat... ale jej powiedzieli, że tego naprawić się już nie da i że tacy ludzie się nie zmieniają, że to jest po prostu niemożliwe.

 Miewamy różnorakie pragnienia - na przykład chcemy sobie pojeździć samochodem, prowadzić go i udać się tym autem w jakąś tam podróż. W tym celu najpierw należy zdać egzamin na prawo jazdy - prawda? Taki dokument to niezbędna rzecz, aby znać zasady i z kimś się tam nie zderzyć.

   Ponadto potrzebne są pieniądze, aby kupić samochód, opłacić paliwo. Jeśli mam mało pieniędzy to kupuję jakiegoś tam, używanego małego fiata do naprawy. Połowę swojego czasu spędzam leżąc pod nim i naprawiając

a drugą połowę jeżdżę nim. Ten samochód ma nieustanne usterki i zatrzymuje się co kilka kilometrów.

   Taki sam może być z mąż lub żona - jak ten mały Fiat. Takie same mogą być skutki ożenku albo wyjścia za mąż. Ale są też tacy ludzie, którzy mają dużo pieniędzy - to się nazywa "sudha karma" czyli czysta karma. Tacy kupują sobie nowego Mercedesa, a jeśli zaczyna się coś psuć to on po prostu dzwoni do serwisu - to wszystko jest wliczone w koszta i jest usuwane w ramach gwarancji. Bywa i taki mąż.

A niektórych nie stać nawet na tego małego Fiata, ale jeździć jakoś trzeba. Trzeba po prostu pożyć jakoś normalnie, z nikim się nie kłócić, na nikogo nie pomstować. Wtedy gromadzimy tę sudha karmę i pojawia się w naszym życiu ten właściwy towarzysz albo zmienia się ten, który już jest.

  Ale niektórzy ludzie nawet i tego nie czynią, oni po prostu kradną samochód i jeżdżą tym cudzym. To się nazywa kradzież. W wypadku małżeństwa to jest cudzołóstwo, a o tym już wszystko napisano, bo to jest życie intymne bez zobowiązań. A to jest przestępstwo kryminalne wobec ducha świętego.

 Dlatego jest to poważne przestępstwo, że otwierane są wrota dla wcielania się dusz, a w ten sposób potem wcielają się wszelakie demony. 

   No dobrze, trochę was postraszyłem. Tak naprawdę wszystko jest dobrze - żyj uczciwie, a wszystko będzie tak jak należy. UCZCIWIE - nie trzeba się zapierać i wypruwać sobie żył - to jest demoniczna praktyka. Powtarzam: po prostu żyj spokojnie, niepotrzebne są jakieś drastyczne ascezy. Wystarczy, abyś chociaż nie ulegał pokusom i to zupełnie wystarczy. Żyj uczciwie i nie goń za pokusami.

 Żyjemy jeszcze w epoce Kalijugi a pisma święte nauczają: "aby żyć normalnie potrzebna jest czystość, ascetyzm, brak przemocy i prawość. Te 4 rzeczy
i twoje życie stanie się całkiem szczęśliwe. Powiada się, że w erze Kalijugi tylko prawość jest dla nas w pełni dostępna. Czystość nie jest w pełni dostępna,  nawiasem mówiąc cudzołóstwo zaliczane jest do nieczystości, jeśli się rozglądasz wokół i masz brudne myśli to jest to już nieczystość.

 Ogólnie powiada się, że te 3 nogi religii się zawaliły i pozostała tylko czwarta prawość. A czym jest prawda? Bóg Tobie coś nakazał a ty idziesz i wykonujesz. A czym jest nieprawda? Bóg tobie coś nakazał a ty szukasz jakiegoś przepisu aby tego nie czynić.

   To wszystko - i mama będzie dobra, bo jeśli człowiek nie podąża w górę to idzie w dół. Pojawia się wtedy pycha i coraz mniej rzeczy mu się udaje. Pycha to psychologia człowieka upokorzonego, czyli na przykład próbowała raz wyjść za mąż, drugi, potem trzeci. Albo też ktoś starał się raz zostać kierownikiem, drugi, trzeci i mu się nie udaje - 

No i ostatecznie taki ktoś mówi: "po co wychodzić za mąż, ja już byłam zamężna i nic dobrego tam nie ma". "Być szefem? o nie!" - pycha zaczyna szczycić się tym co jej się kiedyś nie udało i zaczyna tym pogardzać, aby zachować poczucie godności.

A wtedy takie coś trzeba wyrzucać i wtedy dany człowiek albo zaczyna pogardzać wszystkimi mężczyznami żonatymi albo pogardzać wszystkimi kierownikami, albo na przykład wszystkimi biznesmenami jeśli jego firma poniosła klęskę.

 Pycha to psychologia upokorzonego człowieka - taki ktoś stał się nikim i zaczyna być z tego dumny. Aby taki ktoś stał się kimkolwiek to trzeba go najpierw odblokować, usunąć tę pychę - a wtedy wzrost będzie możliwy. Bo w tej sytuacji on sam siebie zablokował w tym gdzie powinien wzrastać.

  Tak przy okazji: szatan kusi nas nie czym innym jak właśnie naszym przeznaczeniem. My mamy swoje przeznaczenie i siły mroku dobrze wiedzą jakie. Tu haczyk polega na tym, że pojawia się pokusa rozwinięcia tego przed czasem - dostaniesz coś z cudzych rąk.

   Prawdziwe nasze przeznaczenie rozwija się tak jak dziecko - najpierw ma miejsce poczęcie, potem ono wzrasta powoli a ostatecznie manifestuje swoją moc osiągając pełnię sił. Ten sam mechanizm ma miejsce w biznesie i podobnych sprawach - a władca Matrixa, kusiciel daje ci "gotowiec". 

 To podawane jest tak, że niby bierzesz dziecko z sierocińca, jeśli nie możesz urodzić to weź sierotę albo gdzieś tam ze schroniska - to też jest oczywiście dobre dzieło, ja podaję tu tylko taki przykład. Lecz jeśli w ten sposób uruchomisz jakąś firmę, jeśli przyjmiesz ten prezent to potem w zasadzie będziesz w tej firmie pracownikiem i będziesz musiał wykonywać czyjeś polecenia.

  Dlatego też w końcówce Bharavad-Gita jest wyraźnie napisane: "radość z powodu SWOJEJ mocy, ze SWOJEGO potencjału". Wtedy nie pracujesz na jakiegoś tam "dobrego wujka", który coś tobie podarował a w innym wypadku wpadasz w rolę niewolnika. W ten sposób ludzie są kuszeni i stajesz się nikim w wyniku takiej pokusy uruchomienia swojego przeznaczenia przed czasem. Takie zjawisko bywa nazywane "aborcją losu" - abortowanym przeznaczeniem.

   Co czynić w takim wypadku? Trzeba jeszcze raz począć i urodzić swój los, a w tym celu trzeba odblokować tę pychę.  

  Dlatego też tu następuje upokorzenie i innej drogi nie ma ponieważ mózg już jest martwy i pozbawiony sumienia. W takim wypadku trzeba go reanimować.

 Wiecie jakie są procedury reanimacji? Wykonuje się oddychanie usta - usta, albo podaje się impuls elektryczny do serca i różne takie wstrząsające metody, bo poprzez głaskanie po głowie się tego uczynić nie uda. Potrzebne są radykalne metody, aby poruszyć serce i krew, wykonuje się nawet zastrzyk bezpośrednio do serca - te procedury wyglądają przerażająco.

   Ale kiedy my w ten sposób jesteśmy reanimowani przez siły wyższe to protestujemy: "nie! tak nie wolno! to boli!" A w ten sposób masz możliwość stania się sobą.

   No dobrze, na tym zakończę ten smutny wykład o złej mamie.  Tak ogólnie trzeba czynić wszystko co tylko się da - a wtedy mama również będzie dobra. Dziękuję za uwagę.

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=C0pAeCNYU7M

 

poniedziałek, 7 kwietnia 2025

rok 2025 jest najsurowszym rokiem na Ziemi w ostatnich 26000 latach - Julia Romanowa

 oryginał: https://www.youtube.com/shorts/8MUqu5_CGRc 

Istnieją ściśle określone punkty bez powrotu. 

Jest taki moment, kiedy człowiek już nie jest w stanie zawrócić - to już naprawdę koniec. Na przykład lekarze postawili diagnozę i opuścili ręce twierdząc, że oni nic nie są już w stanie uczynić. Przed danym człowiekiem już tylko cmentarz.
    
 Istnieją takie punkty bez powrotu, dlatego też nie ma sensu siedzieć i udawać głupiego. Oczywiście stara prawda naucza, że każdy otrzyma według zasług, każdy trafi tam gdzie powinien trafić. I co w takiej sytuacji uczynić z tym wszystkim?
  Uczynić cokolwiek możesz tylko w takim przypadku jeśli potrafisz to czynić. 
   
  Sytuację wokół nas można rozwiązać bardzo szybko poprzez uświadomienie sobie. Na przykład los dał Tobie jakąś bardzo trudną sytuację, nieważne jaką - nie będę w tej chwili wdawać się w ocenę stopnia trudności -   
    No i teraz aby z niej wyjść jak najszybciej musisz zdać sobie sprawę z przyczyny tej sytuacji, musisz zrozumieć dlaczego ona powstała - musisz zrozumieć swoją lekcję, zrozumieć co ta sytuacja tobie pokazuje.
  
 Ta sytuacja pokazuje gdzie popełniłaś błędy, czego czynić nie należy i za co to się tobie przytrafiło.  Tu po prostu działa trzecie prawo Newtona, czyli tak lubiane przez wszystkich prawo karmy działające w naszych trzech wymiarach, że każdemu działaniu towarzyszy reakcja równa co do wartości i kierunku.
   To prawo działa na różnych poziomach: pierwszy jest poziom fizyczny, potem jest poziom słów a jeszcze wyżej jest poziom myśli.


czwartek, 3 kwietnia 2025

Jak unicestwiani są nosiciele światła poprzez relacje - Julia Romanowa

 oryginał: https://youtu.be/_-7xRGDlwhc 

W jaki sposób unicestwiane są świetliki w relacjach?
Myślę, że nie jest dla Was sekretem, że niemal wszystkie związki na naszej planecie
mają charakter wampiryczny.

   One są tworzone po to, aby z tych ludzi,  którzy mają duszę, którzy mają
światło w duszy po prostu zabierać energię, która jest zwykle nazywana gawachem (niskowibracyjna energia cierpienia).
 

 Dla porządku będę tu nazywać ludźmi tych, którzy mają duszę i światło a pozostałych będę nazywać botami. Wszystkich tych mrocznych, bezdusznych, różnorakie reptile, pająki będę ogólnie nazywać botami.

  Jeśli przyjrzymy się dowolnej parze mężczyźnie i kobiecie tworzącej toksyczną relację to tam na pewno jedno jest "świetlikiem" a drugie jest botem przysłanym po to aby obudzić tego nosiciela światła - o ile on jeszcze śpi. 

   Jeśli świetlik się budzi to mówi botowi pa, pa - następuje rozwód itd. a człowiek świetlisty odchodzi. Kiedy żywy człowiek zdaje sobie sprawę z kim żyje to po prostu odchodzi, bo wie, że taka relacja jest mu do niczego niepotrzebna.

 W związku z tym wszystkie boty będące w jakichś relacjach ze świetlikami mają za zadanie zabieranie od żywego człowieka jego energii poprzez wytwarzanie negatywnych emocji, a tym samym karmienie tą energią tych z którymi ma zawarte kontrakty. One wszystkie przyszły tu właśnie w tym celu.

    Kiedy nosiciel światła zdaje sobie sprawę w jakiej relacji tkwi to po prostu odchodzi bo pozostanie w takiej relacji i nie wytwarzanie energii gawachu jest prawie niemożliwe. Ja to sama praktykowałam i jest to bardzo energochłonne.

Kiedy świetlik odchodzi to bot zostaje z niewypełnioną misją. Misją bota jest zniszczenie człowieka i ściągnięcie z niego tyle energii cierpienia ile tylko się da.
 Bot ma podpisany kontrakt z jakimiś tam ciemnymi siłami, które pobierają ten gawach ze świetlika za pośrednictwem tego bota.

    Takie same wampiryczne relacje istnieją pomiędzy rodzicami a dziećmi - zarówno małymi dziećmi jak i toksyczne relacje kiedy syn lub córka ma już nawet i 50 lat, a mama lub tata ich przywiązują do siebie i mówią "mój synek", albo "moja córeczka" i wydzwania do niego lub do niej 10 razy na dzień. 

   W poprzednim wideo już opowiadałam w jaki sposób odłączyć się od mamy. Zrozumcie, że tu nie ma żartów - albo zostaniecie po prostu ostatecznie pożarci, albo uratujecie się ostatecznie odchodząc. Jedyną metodą jest wręcz ucieczka w nieznane, aby nie karmić tą swoją energią ciemnych bytów.

  To nie jest twoja mama, albo też nie wasz wspaniały mąż czy żona - w nich siedzi ciemna istota, która nieustannie wszczyna awantury, różnorakie kłótnie. To coś żyje między wami - wy tej istoty nie widzicie i właśnie poprzez nią ma miejsce wypompowywanie waszej energii czyli gawachu.

    I teraz jeśli kobieta wyszła za mąż za bezdusznego bota, albo nie daj Boże za jaszczura to istnieje 50% szans, że u niej urodzi się bot lub jaszczur czyli po prostu skorupa bez ducha i potem będzie mamie robiło ruinę z życia i będzie szarpać jej nerwy tak długo, aż nie doprowadzi mamy do białej gorączki.

   Jeśli mama jest świadoma i orientuje się w sytuacji to sytuacja w jakimś stopniu może zostać skorygowana. Lecz jeśli tak nie jest to takie dziecko może nawet zniszczyć tę kobietę.

 Kiedy zdałam sobie sprawę, że niemal wszystkie relacje są wampiryczne to w zasadzie doznałam szoku.

 w 100 5 min

 Uświadomiłam to sobie kilka lat temu. Całe to wideo jest właśnie w celu uświadomienia. Skoro oni mają zawarte kontrakty, aby z nas wypompowywać energię to my także mamy kontrakty pozwalające na to, aby te boty pobierały naszą energię w formie tego gawachu - to się dzieje ponieważ daliśmy na to pozwolenie.

   Ktoś może teraz zadać pytanie: "co ty tu za bzdury opowiadasz? Przecież nikt z nas nie zawierał żadnych kontraktów!" Te kontrakty zawarła nasza dusza przed wejściem do tego ciała. ja do dziś wyraźnie ujrzałam.

  Przy czym istoty ciemności zawsze oszukują, one zawsze posługują się kłamstwem -  one są w stanie okłamać lub zmusić przy pomocy gróźb albo poprzez jakąkolwiek manipulację. Dokładnie tak samo one zmusiły nasze dusze, aby zawrzeć z nimi kontrakt, zawrzeć umowy, że będziemy je karmić tą energią cierpienia - gawachem.

   Dotarło to dziś do mnie podczas jazdy samochodem. Jechałam tak powolutku wiejską drogą i nagle doznałam olśnienia. 

Skracając: praktycznie wszystkie świetliki - nawet ja jeszcze kilkanaście godzin temu - my wszyscy mamy lub mieliśmy takie kontrakty z istotami ciemności na to, że będą pobierać z nas ten gawach.

 Co uczyniłam? Ja po prostu wywaliłam te wszystkie kontrakty w jasną cholerę! Nie wyobrażacie sobie jaki poczułam przypływ energii. To takie odczucie niezwykłe,

  7 min  w 141

ja przed tym nie byłam jakimś leniuchem, ale w tej chwili w porównaniu z tym co było wcześniej czuję ogromny wzrost swojej wewnętrznej mocy po tym zerwaniu wszelkich kontraktów.

 Być może teraz pojawią się tu pod filmem komentarze w rodzaju: "Julia, a jak zerwać te wszelkie kontrakty?" ja to później szczegółowo opowiem na kanale Telegram. Podpowiem wszystkim, którzy tego potrzebują - tu trzeba trochę umieć pracować z energiami, bo tak po prostu to nie działa - a może komuś się uda, tego nie wiem, możecie spróbować.

 Są tacy ludzie mający silne pole energetyczne i im się to prawdopodobnie uda, ale taki przeciętny człowiek może mieć z tym kłopot.  

 Ogólnie sens jest chyba zrozumiały - trzeba wymazać te kontrakty, aby nie karmić gawachem tych mrocznych bytów. Trzeba odejść od tych wszystkich mrocznych bytów, tych pieprzonych botów rozmaitych - a tym bardziej od jaszczurów, aby uratować swój awatar - swoje ciało. Żeby nie karmić żadnych pasożytów, męża czy żony - nawet jeśli to jest mama lub ojciec. Trzeba po prostu odejść od nich.
 

Świetliki, które to uczyniły są po prostu w szoku z powodu wspaniałego samopoczucia. One siedzą zdumione ciesząc się, że obok nich nikogo nie ma. Z jednej strony jest to bardzo dobre, bo jest to chwila spotkania ze samym sobą i o to właśnie chodzi. Każdy powinien przez to przejść - już o tym mówiłam i nie będę się powtarzać.

 A le tutaj cała sztuka polega na tym, że w tym momencie jesteśmy w epicentrum tego wspaniałego przejścia planetarnego i wszystkie świetliki mówią: "no do cholery! Gdzie ona jest? Ja chcę teraz wreszcie spotkać swoją bratnią duszę! Już nie mówię, żeby spotkać swój bliźniaczy płomień, ale chociaż tego brata lub siostrę."

W tej chwili trwa przebudzenie - w tej chwili wiele świetlików zostawia boty z którymi żyli, ma miejsce masa rozwodów, rozstań itp. Oni w tej chwili doznali oświecenia i po prostu uciekają gdzie pieprze rośnie.
 

 Ale kiedy one uciekają od tych botów, które pobierały od nich energię to potrzebują czasu na otrząśnięcie się. One potrzebują czasu na pozbycie się lęków, aby znowu nie wpakować się w podobne układy w których wszystko znów zaczyna się "ładnie pięknie" a potem jest totalny horror, cisną mi się w tej chwili na usta najgorsze słowa na określenie tego.

 Świetliki po takim rozstaniu potrzebują czasu na zregenerowanie się, na dojście do siebie - trzeba się uzdrowić, otrząsnąć się z tego szaleństwa w którym tkwili dotąd i wtedy dopiero wchodzić w jakąś nową relację.

W tej chwili wielu świetlików się budzi, opuszczają stare relacje i zajmują się samo uzdrawianiem - i w tej chwili pojawiają się świetliki, które są wyraźnie widoczne. Dostałam właśnie taką informację, (możecie w to wierzyć albo nie - szczerze mówiąc nie dbam o to kto jak to przyjmie) ale ja w głębi duszy wiem, że to jest prawda: otóż od kwietnia zacznie się... w kwietniu tych przypadków będzie jeszcze niewiele, ale nastąpi czas kiedy świetliki zaczną się odnajdywać.

 Zaczną się łączyć te świetliki, które już są dawno przebudzone, które już mają za sobą okres kilkuletniej samotności, które już są gotowe. Tacy zaczną się odnajdywać już w kwietniu, w maju ten proces przyspieszy ale już latem począwszy od czerwca będzie miała miejsce już lawina zdarzeń. Wtedy będzie już bardzo dużo  uwolnionych świetlików, tych świadomych i one będą pomagać budzić się innym. Coraz więcej nas będzie odzyskiwało świadomość - jedne świetliki będą pomagały swoim światłem innym.  

 10,56 w 230

   Cały proces przebudzenia gwałtownie przyspieszy. I właśnie latem rozpocznie się już na pełną skalę proces łączenia się nosicieli światła. Będą się odnajdywały albo bratnie dusze, albo bliźniacze płomienie. Niektórzy nie będą z tego zadowoleni i jak to się powiada: "dostaną za swoje".


No cóż, właściwie to wszystko, co chciałam wam dziś zakomunikować. Cel był taki aby wlać otuchę w wasze serca. Podsumowuję to w następujący sposób: uciekajcie od tych wszystkich istot mroku, nie czekajcie na to aż wasze ciało odmówi wam posłuszeństwa i na przykład znajdziecie się na szpitalnym łóżku z jakąś tam niezbyt miłą diagnozą.

 Przypomnijcie sobie co powiedział kiedyś Jezus: "nie jesteśmy rodziną według krwi, jesteśmy rodziną duchową" - jakoś tak to było. Cieszmy się zatem. Kocham was!

wersja polska: