wtorek, 22 lipca 2025

Współdziałanie męskości i żeńskości według Wed - bliźniacze płomienie.

 To nagranie istnieje dzięki Wam i dla Was.

 W tym świecie nic nie należy do nas - wszystko jest energią wyższego źródła daną nam do tymczasowego użytku. To oznacza, że wszystko co przychodzi do nas w tym życiu pochodzi od Boga i ten kto potrafi być wdzięczny i wyraża tę wdzięczność w formie dostępnej dla niego zawsze otrzymuje od niego błogosławieństwo, ponieważ wdzięczność jest formą zwracania energii do wyższego źródła.

 Nadszedł czas aby porozmawiać tutaj o tzw. bliźniaczych płomieniach, a także o tym jak to zjawisko tłumaczą Wedy.

 Tak więc w świecie religijnym powszechnie przyjmuje się, że Bóg jest istotą męską, taka męska dominacja daje początek męskiej kulturze, która we współczesnym społeczeństwie  jest wyznawana nie tylko przez mężczyzn, ale także przez kobiety.

  Przejawia się ona w pewnym określonym typie postrzegania świata zakładającego, że skoro mężczyźni są przedstawicielami Boga Ojca to powinni wszystko sobie podporządkować. To nieuchronnie ma wpływ na psychologię człowieka, który wyznając ideę Boga mającego płeć męską dąży do kontrolowania wszystkiego, zarządzania wszystkim, posiadania i podbicia wszystkiego, niezależnie od płci tego człowieka. 

 Jednak jeśli Bóg jest źródłem wszystkiego, co twierdzą wszystkie najpopularniejsze współczesne religie, oznacza to, że jest on źródłem zarówno tego co męskie jak i żeńskie.

  Istnieje powód, dla którego z jednej strony istnieje taki podział, a z drugiej strony, dlaczego te dwa pierwiastki nieustannie dążą do zjednoczenia. W tym sensie koncepcja wedyjska daje bardzo szczegółowe i jednocześnie niezwykłe wyjaśnienie natury tego co męskie i co żeńskie oraz co jest bezpośrednio związane z naturą duszy i tym zjawiskiem, które nazywa się bliźniaczymi płomieniami.

  Wedy mówią, że źródłem wszystkiego, co istnieje, jest najwyższa osobowość Boga. Jeśli jest on źródłem wszystkiego, co istnieje, to w związku z tym w Bogu istnieją zarówno pierwiastek męski jak i żeński.

  Jest to warunkowym podziałem ról, ponieważ w rzeczywistości Bóg jest jedną świadomością, z której wszystko pochodzi, jednak taki podział ról istnieje i dąży do pewnych celów.

Zgodnie z Wedami Bóg jako najwyższa osobowość jako uosobienie najwyższej zasady męskiej ma również pragnienie kochania kobiety - pragnienie, które żyje w zwykłym mężczyźnie - ale ponieważ wszystko pochodzi od niego i bez niego nic nie istnieje, to jeśli chce pokochać kobietę, musi ją sam stworzyć ze swojej energii, a ta kobieta jest jego energią przyjemności.

 W Wedach najwyższa osobowość Boga nazywana jest najwyższym odbiorcą, najwyższym rozkoszującym się co oznacza, że ​​wszystko, co on czyni, co tworzy i wszystkie działania, które wykonuje, mają na celu przyniesienie mu przyjemności, ale ta przyjemność nie ma natury materialnej, ale duchową.

 Chcąc doświadczyć transcendentalnej błogości Bóg stwarza kobietę za pomocą swojej wewnętrznej energii. Bóg jest czystą świadomością, w tym energią miłości a miłość duchowa, w przeciwieństwie do pożądania materialnego, daje, czyli cieszy się z faktu, że daje przyjemność innemu - temu co stanowi obiekt miłości.

  Takie działanie jest w rzeczywistości służbą i właśnie to jest ta energia czystej miłości duchowej, która znajduje satysfakcję w zadowalaniu innego i którą Najwyższa Osobowość Bóg oddziela od siebie i jest nazywana energią żeńską. 

 Esencją energii żeńskiej i energią błogości jest najwyższy stopień miłości do Boga, który przyjmuje formę oddanej służby Bogu. 

Ciekawe jest jednak to, że zgodnie z Wedami Bóg oddziela od siebie energię żeńską, aby się jej poddać, to znaczy, że chociaż jest pierwotny, jego intencje i preferencje emocjonalne sugerują, że lubi poddawać się swojej własnej energii duchowej miłości.

  To jest jego pragnienie i on chce to czynić, ponieważ sprawia mu to przyjemność, w rzeczywistości z tego powodu oddziela tę część swojej energii. W ten sposób dobrowolnie poddając się swojej własnej energii miłości Najwyższa Osobowość Boga znajduje się w relacji dobrowolnej wzajemnej służby miłości ze swoją oddzieloną częścią, ponieważ oboje znajdują przyjemność w dawaniu sobie nawzajem swojej miłości.

  W istocie relacja pierwotnej osobowości Boga i jego oddzielonej energii miłości zamkniętych w ludzkich ciałach stanowią te bliźniacze płomienie, które teraz rozważymy bardziej szczegółowo.

  W Wedach Najwyższa osobowość Boga nazywa się shaktiman, co można przetłumaczyć jako władający shakti, gdzie shakti oznacza moc lub energię. Powiedziałam wam wcześniej, że istnieją trzy rodzaje energii Boga lub inaczej shakti: wewnętrzna lub duchowa, zewnętrzna lub też materialna, oraz tzw. energia pogranicza.

  Jego zewnętrzna lub też materialna energia składa się z trzech tzw. gun:

 - ignorancji, 

- namiętności 

- i dobroci.

      Jego wewnętrzna lub duchowa energia jest również podzielona na trzy shakti: wieczności, wiedzy i błogości.

  I właśnie ta ostatnia energia błogości lub w sanskrycie hladini shakti, którą on wydziela z siebie jest tzw. energią żeńską. Bóg jest zawsze pełny i nie doznaje żadnej szkody, wydzielając z siebie części. W Wedach powiedziano, że gdy od całości odejmie się całość, pierwotna całość pozostaje całością. 

  Ale w przeciwieństwie do Awatara lub też inaczej inkarnacji Boga, które przy całej swojej różnorodności są niczym innym jak samym Bogiem, jakby przybierając różne postacie śakti, są bytami innego rzędu, mającymi fundament w Bogu, nierozerwalnie z nim związanymi, ale różniącymi się od niego i względnie niezależnymi.

  Boska energia żeńska, czyli śakti, pochodzi z boskiego źródła Boga, czyli śaktimana. Wspólne pochodzenie słów śakti i śaktiman w tym przypadku oznacza żeńską i męską hipostazę Boga wskazując, że nie różnią się one od siebie i stanowią jedną całość.

  W tekstach wedyjskich, które w formie historycznych kronik życia mędrców, wyznawców półbogów i innych istot żywych bardzo wizualnie ilustrują interakcję energii Boga - najwyższa osobowość Boga i jego oddzielona energia żeńska przybierają formę wiecznej pary małżeńskiej Kriszny i Radharani.

  Kriszna reprezentuje pierwiastek męski, a Radharani żeński. Kryszna, jako posiadający wszystkie energie, zawsze odgrywa rolę dominującą, a Radharani jako jego oddzielona, pełna energia jest podporządkowana Krysznie. 

 Przy czym w odniesieniu do Kriszny Radharani jest uważana za najwyższą boginię kontrolującą Krysznę mocą swojej miłości. Kryszna jest opisywany jako tak piękny, że podbija cały świat swoim pięknem, ale Radharani oczarowuje nawet jego i dlatego zajmuje wyższą pozycję. 

 W ten sposób męski aspekt jest źródłem wszelkiego stworzenia, ale czerpie szczególną przyjemność z podporządkowania się aspektowi żeńskiemu. Ponieważ najwyższa osobowość Boga jest źródłem wszystkich manifestacji Boga, to jego oddzielona, żeńska energia jest pierwotnym źródłem wszystkich żeńskich manifestacji boskiej energii.

 Mówiąc w kategoriach wedyjskich Kryszna jest źródłem wszystkich awatarów, czyli inkarnacji Boga natomiast Radharani  jest źródłem wszystkich śakti, czyli inkarnacji bogini. W pewnym sensie wszyscy mężczyźni są jego manifestacją, a wszystkie kobiety są jej manifestacją.

 W Wedach te relacje są opisywane w różnych formach, na przykład  jako bezpośrednie wcielenie Boga i jego małżonki. Prawie wszystkie inkarnacje Boga opisane w Wedach mają żeńską towarzyszkę.

 Mówi się, że Sita jest w relacji z Ramą, Lakszmi należy do Rainy i Ratharani ma swojego Krysznę – wszystkie te imiona to różne inkarnacje Najwyższej Osobowości Boga i jego żeńskiej hipostazy.

 W tekstach wedyjskich półbogowie również mają swoją lepszą połowę lub też śakti, bez tej śakti często uważa się, że nie posiadają żadnej mocy. 

 W tekstach tantrycznych opisywany jest związek prawdopodobnie jednej z najsłynniejszych par prototypów bliźniaczych płomieni półboga Śiwy i jego małżonki Śakti, znanych nawet tym, którzy nie znają ani tekstów wedyjskich, ani hinduizmu, który częściowo zachował tę wiedzę wedyjską, ani nie znających praktyk tantrycznych, które również wywodzą się z Wed. 

  W tekstach wedyjskich są opisywane takie pary również wśród ludzi - na przykład historia mędrca Kardamamumoniego i jego żony, księżniczki Devahuti. Historia tej pary, która nie była półbogami, lecz ludźmi, jest szczególnie godna uwagi i poświęca się jej wiele uwagi w Wedach, ponieważ oboje osiągnęli wyzwolenie boskiej świadomości, a następnie zostali rodzicami, czyli dosłownie pomogli  inkarnować się na Ziemi awatarowi Boga o imieniu Kapila, który przyniósł ludziom tzw. filozofię Sankhya. (Sankczia)

  Sankhya to filozofia empiryczna, która zajmuje się analitycznym badaniem warunków materialnej egzystencji. Sankhja to synteza gyan i vigiyana, czyli teorii i praktyki - rozumienia otaczającego nas świata, której celem jest dojście do oddanego służenia.

  W pewnym sensie jest to połączenie nauki i religii, które pozwala osiągnąć wyzwolenie. To właśnie filozofia Sankhya wyjaśnia pochodzenie i strukturę wszechświata, etapy stworzenia, jego podstawowe żywioły, strukturę i zadania materialnej natury, ludzkiego ciała i ewolucję świadomości. 

 Ta wiedza przez kolejne tysiące lat stała się podstawą ogromnej liczby różnych ezoterycznych, religijnych i naukowych koncepcji, które pomagały ludziom w różnych czasach znaleźć odpowiedzi na ich pytania, gdy nadszedł czas, aby je zadawać.

 Innymi słowy, to właśnie sojusz czystej świadomości mężczyzny i kobiety oraz ich energii miłości - ich wzajemne służenie i przenikanie się wzajemne, daje początek stworzeniu na poziomie makro i mikrokosmosu - czy dotyczy to stworzenia wszechświata, czy też jeśli chodzi o narodziny dzieci.

  W związku z tym w literaturze wedyjskiej relacja wcielenia męskiego i żeńskiego - tej pierwotnej duchowej energii jest opisywana ezoterycznym językiem erotycznym. Ale ponieważ wszystko w świecie materialnym jest zniekształconym odbiciem tego, co istnieje w świecie duchowym, tak i tutaj istnieją te pierwotne relacje tego co męskie i żeńskie, ale w zbrukanej, wynaturzonej formie.

  Między pierwotną, duchową męskością i żeńskością istnieje silne przyciąganie, determinowane przez samą naturę pojawiania się i istnienia relacji miłosnych całości i jej oddzielnej części. Ale w świecie materialnym to przyciąganie miłości duchowej przekształca się w materialne pożądanie oparte na przyciąganiu seksualnym. 

 To przyciąganie jest osią, wokół której kręci się całe życie materialne. Przyciąganie między ziemskim mężczyzną i kobietą jest główną siłą napędową materialnej egzystencji. Ale o ile miłość daje, to pożądanie wyłącznie bierze.

 Dlatego też ludziom mającym materialną świadomość, dążącym jedynie do otrzymywania przyjemności, a nie do dawania jej innym trudno jest zrozumieć prawdziwe znaczenie duchowej relacji między pierwotną męskością a pierwotną żeńskością. 

 Podczas gdy nasza świadomość jest materialna, nie możemy zrozumieć prawdziwej transcendentalnej relacji między Najwyższą Osobowością Boga a Jego energią radości, ponieważ w świecie materialnym widzimy tylko ich cień, ale dzięki ruchowi cienia możemy założyć i spróbować zrozumieć, jak wygląda oryginał.

 W świecie materialnym nie ma takiej miłości, jakiej doświadcza dusza w świecie duchowym. Zgodnie z koncepcją wedyjską w zależności od tego, która z trzech gun natury materialnej przeważa w danym człowieku: ignorancja, namiętność czy dobroć miłość materialna może przybierać różne formy. 

 - Miłość w gunie ignorancji to przemoc i wyzysk. 

 - Miłość w gunie namiętności to relacja oparta na zasadzie wymiany czyli: „Ty mi a ja tobie”,

 -  a tylko miłość w gunie dobroci to służba innym, co zbliża ją do miłości duchowej. 

 Miłością duchową nie można się "przejeść". Im więcej jej dostajesz, tym bardziej jej pragniesz, tym większy jest jej głód. Właśnie do takiej czystej, bezwarunkowej miłości dąży dusza, ale w świecie materialnym nie ma takiej miłości. 

 Miłość materialna zawsze przechodzi przez cztery etapy: głód, sytość, przesycenie i wstręt. Jeśli weźmiemy zwykłą historię miłosną mężczyzny i kobiety w świadomości materialnej, to początkowo doświadczają silnego pociągu, nie mogą się sobą nasycić i starają się spędzać ze sobą cały czas.

  Ale z czasem pociąg zaczyna słabnąć, a potem przechodzi tak bardzo, że ludzi trzyma razem tylko przyzwyczajenie lub życie rodzinne, aż w końcu pojawia się obojętność, od której zawsze zaczyna się ostatni, czwarty etap czyli wstręt, kiedy dwoje nie może już znieść siebie nawzajem, a dusza, skuta więzami materii, cierpi w poszukiwaniu miłości, której tu nie ma.  

  W świecie materialnym zbezczeszczona jest nie tylko miłość, ale także moc energii żeńskiej. W tekstach Shrimat Bhagavad moc tej siły jest opisana następująco: „pośród wszystkich żywych istot stworzonych przez Brahmę, ludzi, półbogów i zwierząt, nikt poza mędrcem Naraiana nie jest w stanie oprzeć się urokom iluzji Mai w postaci kobiety" - koniec cytatu.

  Naraiana jest inkarnacją Boga. Innymi słowy, ponieważ energia żeńska została stworzona przez Boga, który chciał się jej poddać - pośród stworzeń nie ma nikogo poza samym Bogiem, kto mógłby oprzeć się tej mocy. 

 W Wedach opisano, że nawet Brahma, Stwórca wszechświata, specjalnie upoważniony przez Boga do stworzenia tego świata, nie może oprzeć się żeńskim urokom. To właśnie z powodu materialnego przyciągania w sercu powstaje taki węzeł, który powoduje pragnienie i potrzebę jego zaspokojenia, z którego rodzi się iluzja. 

 Dlatego w Wedach kobieta nazywana jest Mają, co dosłownie oznacza iluzję. W tekście Shrimat Bhagavat powiedziano to w następujący sposób. Dalszy cytat: "Teraz widzisz, jaką moc ma moja Maja, która przyjęła żeńską postać, która jednym ruchem brwi może sprawić, że najwięksi wojownicy i zdobywcy świata będą jej posłuszni". Koniec cytatu.

  Oznacza to, że w świecie materialnym nie ma takiego mężczyzny, który potrafiłby oprzeć się żeńskim urokom. A jeśli taka żeńska moc zostanie zbrukana przez materię, czyli, że przekształca się z miłości w pożądanie, to staje się uosobieniem Maji, czyli iluzji świata materialnego. 

 O ile czystą duchową, żeńską mocą jest miłość, która inspiruje mężczyznę do duchowego doskonalenia się, to sprofanowana materialna żeńska moc jest pożądaniem, które z czasem pogrąża mężczyznę w niewiedzy - w ignorancji materialnego świata.

 O ile duchowa miłość czyni mężczyznę narzędziem ducha, to pożądanie materialne czyni go narzędziem materii. Kontakt z energią żeńską w obu przypadkach budzi w mężczyźnie pragnienie tworzenia. Tak więc energia duchowa zapładniając energię materialną tworzy wszechświat, a ziemski mężczyzna zapładniając ziemską kobietę tworzy dziecko.

 Ale jeśli żeńska moc jest przy tym zbezczeszczona, to mężczyzna, który znajdzie się pod wpływem tej siły, pogrąża się coraz głębiej w Maję - w iluzję świata materialnego.

 To właśnie pożądanie, które z czasem przybiera formę związku mężczyzny i kobiety, jest głównym bodźcem dla wszelkiej aktywności materialnej. Kiedy mężczyzna i kobieta wchodzą w relację, to pożądanie seksualne nasila się jeszcze bardziej.

Wyraża się to w tym, że pojawiają u nich dzieci, przyjaciele, krewni - oni kupują dom i gromadzą bogactwo. Lecz aby utrzymać takie gospodarstwo domowe, to mężczyzna jest zmuszony stale powiększać swoje konto bankowe, natomiast żeby miał komu demonstrować swoje bogactwo, musi utrzymywać dobre stosunki z przyjaciółmi i krewnymi oraz starać się utrzymać swoją pozycję w społeczeństwie.

  Otoczona tym wszystkim uwarunkowana dusza zaplątuje się w sieć iluzji i rozwija w sobie poczucie fałszywego egoizmu, czyli powstaje fałszywe pojęcie „ja” i „moje”, a seksualne w swej istocie pożądanie z czasem ulega transformacji i rozprzestrzenia się na pole działań politycznych, społecznych, altruistycznych, filantropijnych i innych rodzajów działań będących bezsensownymi z punktu widzenia prawdziwej duchowej natury istoty żywej. 

 Skutki takich działań, jak również przywiązania rozwinięte w wyniku tego przyciągania, otaczają uwarunkowaną duszę gęstym pierścieniem i dopóki człowiek nie przestanie angażować się w materialne działania, dopóki jego umysł pozostaje przez nie wchłonięty - będzie on zmuszony rodzić się i umierać raz po raz w świecie materialnym.

  W ten oto sposób z pozoru nieszkodliwe przyciąganie seksualne staje się przeszkodą dla uduchowienia materialnej świadomości, która na długi czas wiąże człowieka z materialną egzystencją, zmuszając go do ciągłych prób zaspokojenia pożądania, którego nie można w pełni zaspokoić. Próba zaspokojenia pożądania poprzez dogadzanie mu jest jak próba ugaszenia ognia benzyną. Im więcej jej wylejesz, tym bardziej będzie się ten ogień rozpalał. 

 Tak więc pragnienie kochania kobiety, które żyje w każdym mężczyźnie, jest także wrodzone Bogu, a siła żeńskich wdzięków i bezbronność mężczyzny wobec nich muszą istnieć także w najwyższej osobowości Boga - w świecie duchowym i znaleźć ucieleśnienie w jego transcendentalnych rozrywkach. 

 A ponieważ Bóg również chce być oczarowany żeńskim urokiem, to skłonność do ulegania wpływowi żeńskich czarów jest również całkiem naturalna. Ale gdy w świecie materialnym ludzie starają się zaspokoić to pierwotnie, duchowe przyciąganie i pragnienie poprzez naturę materialną, to znajdują się coraz bardziej złapani w sieć iluzji, ponieważ bezskutecznie próbują zaspokoić potrzebę duchową za pomocą materii.

 I właśnie w ten sposób naturalna, duchowa potrzeba duszy przybiera wynaturzone formy w świecie materialnym, prowadząc do katastrofalnych skutków. W ten sposób istota żywa zaczyna myśleć, że jest ciałem, identyfikuje się z nim i poświęca całe swoje życie gromadzeniu materii we wszystkich formach.

  Wychodzi na to, że czysta miłość pierwotnej żeńskości w świecie duchowym działa jako siła absolutnie zniewalająca w świecie materialnym, dlatego ludzie zaczynają zaprzeczać samej idei możliwości relacji między mężczyzną a kobietą w jego pierwotnej czystej postaci.

  Stąd liczne zakazy wszystkich religii wieku Kali, to znaczy religii, które pojawiły się w ciągu ostatnich 5000 lat, a także wszystkich form skrajności w relacjach między płciami - od archaicznego konserwatyzmu po radykalny feminizm.

 Wszystkie te skrajności są przejawem ignorancji generowanej przez utraconą wiedzę o prawdziwej duchowej naturze żywej Istoty, jej zadaniach w ciele ludzkim oraz energetycznego współdziałania natury żeńskiej i męskiej w tym ciele.

  Ale skrajna ignorancja nie unieważnia faktu, że żeńska moc naprawdę musi być kontrolowana. Większość współczesnych kobiet nie rozumie, jaką  posiada moc i może to prowadzić do katastrofalnych skutków.

  Na początku relacji między każdym zwykłym mężczyzną i kobietą to energia żeńska popycha mężczyznę do wyczynów i osiągnięć wzbudzając w nim pragnienie rzucenia całego świata u jej stóp.

  Każda kobieta jest dosłownie elektrownią jądrową, w której osadzona jest zdolność do generowania tej żeńskiej energii przyjemności ponieważ w istocie każda kobieta sama jest tą energią przyjemności.

 Niektóre kobiety posiadające materialną świadomość uczą się jej używać wykorzystując mężczyzn jako narzędzi do przekształcania tej energii w materię. Inne kobiety w ogóle nie wiedzą, jak używać tej mocy.

 Elektrownia w ich wnętrzu może być nieczynna przez całe życie i tylko zbierać kurz, podczas gdy one nieświadomie przyjmują męski sposób myślenia i działania, który polega na podporządkowaniu sobie całego świata i podbicia go, robiąc karierę, same zarabiając pieniądze, same rodząc dzieci itd.

 Jednakże jedne jak i drugie -  zarówno te kobiety, które odkryły w sobie tę elektrownię, i te, które zamknęły ją na siedem zamków, wciąż żyją w iluzji i mogą w ten sposób stanowić zagrożenie zarówno dla siebie, jak i dla innych, dopóki nie poznają i nie uświadomią sobie prawdziwej natury i celu tej energii, która jest duchowa.

  To właśnie niewiedza prowadzi do powstania społeczeństwa ignoranckiego. W takim społeczeństwie partnerzy, którzy tworzą rodziny z pożądania, traumatyzują się nawzajem oraz swoje dzieci, które z kolei tworzą rodziny, w których powtarzają scenariusz rodzicielski, i tak dalej, aż do momentu, gdy osoby dotknięte traumą nie staną się większością, a trauma staje się tak powszechnym zjawiskiem, że zaczyna być uznawana za rodzaj normy. 

 Drogi do wiedzy mogą być różne – od psychologii, poprzez ezoterykę, religię, po nauki kwantowe. Ważne jest, aby gdy tylko kobieta wkroczy na ścieżkę samopoznania, w jej ciele energetycznym nieuchronnie rozpoczęły się procesy prowadzące do oczyszczenia warstw materialnych i uwolnienia wewnętrznej przestrzeni dla energii duchowej.

  Czasami przebudzenie tej energii nazywane jest przebudzeniem energii kundalini, która jest obecnie bardzo aktywnie promowana na różnych kursach jogi i żeńskich praktykach. W Wedach energię tę porównuje się do węża, który leży zwinięty u podstawy pleców, aż nadejdzie czas jego przebudzenia. Jej przebudzenie rzeczywiście wywołuję przyjemne odczucia w ciele fizycznym i otwiera rezerwy wewnętrznej żeńskości, ale nie jest to jej celem.

  W rzeczywistości energia Kundalini jest obecna zarówno u mężczyzn, jak i kobiet, a jej zadaniem jest oczyszczenie systemów energetycznych organizmu, usunięcie wszystkich mentalnych blokad emocjonalnych w czakrach, które są organami ciał subtelnych (pozamaterialnych), aby zrobić miejsce dla energii duchowej.

  Ostatecznym celem przebudzenia Kundalini jest przywrócenie połączenia z Bogiem. Przebudzenie energii Kundalini rozpoczyna procesy oczyszczania, które prowadzą do pozbycia się materialnych pragnień i przywiązań, dlatego jej aktywacji zawsze towarzyszą zniszczenia w życiu materialnym, utrata relacji, własności, pracy, pieniędzy itp.

 Są to niezbędne procesy do odłączenia się od materii i zwrócenia się do swojego wnętrza  - właśnie w ten sposób następuje przywrócenie połączenia ze źródłem, to jest prawdziwy cel tej energii.

 I kiedy kobieta budzi w sobie tę energię, pozwalając jej wypełnić swoje zadanie i przywraca połączenie z Bogiem, to staje się nie tylko atrakcyjna dla mężczyzn, ale staje się również prawdziwym magnesem dla materii, pieniędzy, możliwości i rozmaitych zasobów. Ale powtarzam, że nie jest to cel sam w sobie, lecz, że tak powiem, przyjemny bonus duchowego rozwoju. 

 U mężczyzn przebudzenie energii kundalini następuje w podobny sposób, ale nieco inaczej, ponieważ zyskują oni zdolność do osiągnięcia pełnej samoświadomości i zanurzenia się w boskiej świadomości - a w świecie materialnym często zyskują zdolności sidha, czyli zdolności mistyczne, na przykład zdolność manifestowania, czyli urzeczywistniania tego, czego pragnie się mocą myśli i intencji.

  Jednakże w relacji mężczyzny i kobiety kluczowe znaczenie ma przywrócenie połączenia z Bogiem właśnie u kobiety, ponieważ siła jej energii jest taka, że potrafi ona wciągnąć nawet najbardziej oświeconego mędrca z powrotem w iluzję świata materialnego, o czym Wedy mówią wielokrotnie.

  Dlatego właśnie kobieta nazywana jest wcieleniem Maji lub iluzją, dlatego mężczyznom dążącym do duchowego samopoznania łatwiej jest po prostu zakazać kontaktów z kobietami. Dlatego też religie nakładają tak wiele ograniczeń i zakazów na żeńską manifestację kobiet, która może prowadzić do swobodnego kontaktu z mężczyznami.

 Żeńska moc zdolna jest zniewolić i związać nawet najsilniejszego mężczyznę ze światem materialnym, stanowi ona zagrożenie dla jego rozwoju duchowego, a dopóki sama kobieta nie rozumie, jaką posiada moc, może to mieć katastrofalne konsekwencje dla niej samej i dla otoczenia. 

 Powstało wiele opowieści na ten temat- od bajki o złotej rybce po wszystkie wojny, które toczyły się z powodu kobiet. Dlatego tę moc trzeba się nauczyć kontrolować. Po prostu metoda wybrana przez męską kulturę, aby kontrolować tę moc, jest nieskuteczna.

 Wszelakie próby stłumienia, brutalnej kontroli i ograniczeń z zewnątrz - od palenia wiedźm na stosach do ograniczeń społecznych, psychicznych, twórczych przejawów kobiet w społeczeństwie - jest to metoda dyktowana strachem, która nie spowoduje niczego poza oporem jawnym lub ukrytym, podczas gdy bardziej skuteczne jest danie zarówno kobietom, jak i mężczyznom wiedzy o naturze tej siły i nauczenie ich, jak sobie z nią radzić.

 Innymi słowy, zamiast w wysiłku, aby chronić i bronić się przed żeńską mocą poprzez jej tłumienie i uciskanie w lochu ograniczeń bez wyjaśnień, znacznie bardziej skuteczne jest rzucenie światła na żeńską moc w postaci wiedzy o jej naturze i jej celu.

  I chociaż relacja pomiędzy mężczyzną a kobietą w świecie materialnym jest tylko nędzną i bardzo problematyczną kopią pierwotnej duchowej relacji miłosnej, to nie oznacza to, że te pierwotne relacje nie mogą istnieć. Ważne jest, aby nie wylać dziecka z kąpielą.

  Wedy mówią, że dla tych, którzy mają świadomość Boga, surowe ograniczenia religijne mogą zostać złagodzone, ponieważ jeśli zarówno mąż jak i żona są przywiązani nie do siebie nawzajem, ale do Boga, to oboje mają równe szanse na uwolnienie się z materialnej niewoli i powrót do świata duchowego. Mężczyzna nie powinien przywiązywać się do kobiety, a kobieta do mężczyzny - zarówno mężczyzna jak i kobieta powinni być przywiązani do służenia Bogu. 

 To jest fundamentalna różnica między materialnymi relacjami między mężczyzną a kobietą od relacji duchowych. Kiedy oboje patrzą na Boga i służą mu, ale jednocześnie służą sobie nawzajem, ponieważ widzą w sobie nawzajem błogosławieństwo i energię Boga - wtedy oboje stają się zdolni do doświadczenia, jeśli nie prawdziwie boskiej formy relacji, która pierwotnie istniała między najwyższą osobowością Boga a jego oddzieloną energią, to bardzo blisko niej.

  W istocie fenomen tzw. bliźniaczych płomieni to właśnie pierwotna, duchowa relacja miłości pomiędzy czystą świadomością najwyższej osobowości Boga a jego oddzieloną energią miłości, ograniczonej do formy ludzkich ciał.

  I te relacje są absolutnie pozbawione romantycznego blasku, jaki daje im świadomość materialna, ponieważ czerpią one swoje podstawy z energii duchowej.

  Takie związki wymagają przejścia obojga ludzi z materialnego na duchowy poziom świadomości, co implikuje złożone burzliwe i długotrwałe procesy zniszczenia fałszywego ego, identyfikacji z grubym i subtelnym ciałem materialnym oraz pozbycia się wszystkich materialnych przywiązań.

 Ale ostatecznie jest to to, czego oboje chcą, to jest ich szczere pragnienie, ponieważ celem tej ścieżki jest zawsze duchowe zjednoczenie całości i jej części, Boga i duszy, który nie ma nic wspólnego ze światem materialnym, materialnymi pragnieniami ani przywiązaniami. 

 Tak zwane bliźniacze płomienie są prawdziwym zjednoczeniem tego co męskie i żeńskie, ale nie w znanym nam materialnym sensie, lecz w pierwotnym duchowym.

  Jest to zjednoczenie czystej świadomości uosabiającej to co męskie i jej czystej energii uosabiającej żeńskość, z którą jest wiecznie połączona relacja wzajemnego, dobrowolnego, miłosnego służenia. 

 Zjednoczenie bliźniaczych płomieni jest faktycznym zjednoczeniem duszy, ale nie jakiejś oddzielnej duszy, ale pierwotnej całości i jej oddzielonej części Boga i jego energii, która żyła snem o życiu materialnym w iluzji oddzielenia od niego. 

 Spotkanie bliźniaczych płomieni to ostatni etap oczyszczenia z iluzorycznych warstw materialnego świata pokrywającego duszę – ścieżka zniszczenia fałszywego ego, ścieżka odłączenia się od twardego oraz subtelnego ciała materialnego – ścieżka uzyskania uwolnienia od wszelkich materialnych przywiązań, które wiążą duszę ze światem materialnym.

 Połączenie bliźniaczych płomieni wyróżnia się niespotykanym, niewytłumaczalnym przyciąganiem które nie znajduje fizycznej satysfakcji z powodu ciągłych podziałów przestrzennych i czasowych, dopóki miłość duchowa jest oczyszczana z materialnego brudu pożądania.

 Dążenie do zjednoczenia świadomości i jej oddzielonej części - mówiąc umownie tego co męskie i tego co żeńskie, jest nie tylko wrodzone w ich naturze, ale jest także najwyższą formą przyjemności - ale nie materialnej, lecz duchowej. 

 Jest to przyjemność, której wszyscy ludzie szukają w świecie materialnym, ale na próżno, ponieważ w świecie materialnym ona nie istnieje - ona istnieje wyłącznie w świecie duchowym. 

 Przejście tej ścieżki oczyszczenia z materii i doświadczenie najwyższej formy przyjemności z duchowego zjednoczenia całości i jej oddzielonej części, jest tą właśnie ścieżka tzw. bliźniaczych płomieni. 

 Zadaniem bliźniaczych płomieni jest zjednoczenie się w świecie fizycznym. Takie zjednoczenie jest kluczem do jedności. Staje się ono możliwe tylko wtedy, gdy dwoje ludzi wejdzie w stan czystej, bezwarunkowej miłości, która pragnie szczęścia tego drugiego niezależnie od wszelkich okoliczności.

  Współdziałanie bliźniaczych płomieni wiąże się z wieloma mistycznymi doświadczeniami, zaczynając od synchroniczności liczbowych, niesamowitych zbiegów okoliczności w świecie zewnętrznym, a kończąc na komunikacji telepatycznej i interakcji w stanie snu lub medytacji. Dzieje się tak, ponieważ w procesie tegoż współdziałania ich świadomość ewoluuje do poziomu świadomości boskiej - świadomości jedności.

  I tak samo jak człowiek może władać częściami swojego ciała mocą swojej intencji, tak zjednoczona świadomość może władać częściami wszechświata mocą swojej uwagi - niezależnie od czasu lub odległości.

  Celem bliźniaczych płomieni jest uzdrowienie (ros. ocalenie/scalenie), to słowo ma ten sam rdzeń co słowo całość, ponieważ zadaniem jest ponowne stanie się całością - powrót do całości.

Jedyną misją tak zwanych bliźniaczych płomieni jest uzdrowienie siebie i jak największej liczby nieuzdrowionych części w otaczającym ich świecie, dlatego tak zwane bliźniacze płomienie stają się duchowymi uzdrowicielami, których promień działania może w procesie rozwoju wzrosnąć od jednego człowieka do skali całej planety, a nawet całego wszechświata.

 Wszak wszystko jest świadomością, wszystko jest Bogiem, bliźniacze płomienie są spotkaniem z Bogiem, dusza idzie na to spotkanie przez wszystkie swoje materialne wcielenia, stopniowo rozczarowując się światem materialnym i przypominając sobie o Bogu, aż w końcu dojrzewa do spotkania z Nim.

  Ścieżka tak zwanych bliźniaczych płomieni jest ścieżką zjednoczenia całości i jej oddzielonych części - Boga i duszy, ścieżka osiągnięcia czystej duchowej bezwarunkowej boskiej miłości.

 I chociaż ścieżka ta jest romantyzowana przez nazywanie jej idealną miłością, ta miłość nie ma nic wspólnego z sentymentalnymi romantycznymi wyobrażeniami o miłości, ponieważ sentymentalizm jest manifestacją materii.

 Tę miłość można faktycznie nazwać idealną, ponieważ jest to miłość źródła, miłość Boga i jego części. Jest to duchowa ścieżka, która obejmuje całkowite oczyszczenie z wpływu materii na ludzką świadomość i jest to ścieżka ostatniego wcielenia, ponieważ po zjednoczeniu ze źródłem, który jest powrotem do świata duchowego, świat materialny przestaje istnieć, ponieważ nie ma już takiej potrzeby.

  W Wedach, Bóg jest nazywany najwyższym podmiotem przyjemności, najwyższym rozkoszującym się ponieważ wszystko, co czyni on w świecie duchowym, jest przyjemnością.

 W rzeczywistości jest tylko on a wszystkie jego oddzielone części, wszystkie energie, całe stworzenie, wszystko, co tworzy z siebie, jest również stworzone, aby przynosić mu przyjemność, ale ta przyjemność ma duchową, a nie materialną podstawę.

  Bóg jest duchową miłością, a nie materialnym pożądaniem, pożądanie bierze, a miłość daje, dlatego czerpie on większą przyjemność z dawania swojej miłości istotom żywym stworzonym z jego własnej energii.

  Zgodnie z koncepcją wedyjską, wszystkie istoty żywe należą do tak zwanej energii marginalnej Boga - energii pogranicza, mającej tę samą duchową esencję co on, ponieważ są oddzielnymi częściami jego energii duchowej, ale są również podatne na wpływ jego energii materialnej.

Oznacza to, że każda żywa istota zawiera cząstkę tej pierwotnej boskiej miłości duchowej, która wiecznie łączy ją z Bogiem w relacji wzajemnej dobrowolnej miłosnej służby.

Oznacza to, że będąc w swoim pierwotnym stanie, istoty żywe czerpią przyjemność z tego, że oddają jemu swoją miłość. To jest istota miłosnego służenia - w relacji, która wiecznie wiąże Boga i wszystkie żywe istoty stworzone przez niego.

 W tym sensie wszystkie dusze mają w rzeczywistości żeńską naturę duchową. Przecież są stworzone z jego energii, aby być z nim w relacji dobrowolnej miłosnej służby, która przynosi jemu przyjemność i zaspokaja nas.

 Zatem służba w tym sensie, że staramy się czynić wszystko, aby zadowolić Boga - nie dlatego, że czegoś od niego chcemy lub że jest to konieczne - ale dlatego, że sami czerpiemy z tego satysfakcję. To jest prawdziwa natura relacji między duszą a Bogiem.

  Co więcej, Wedy mówią nawet, że skoro Bóg lubi poddawać się swojej energii miłości, to dosłownie staje się on sługą swojego czystego wielbiciela. Innymi słowy, Bóg lubi służyć temu, kto kocha go bezwarunkowo czystą duchową miłością, nie prosząc ani nie oczekując niczego od niego w zamian - to przynosi mu przyjemność.

  W tym sensie miłosna relacja każdej duszy z Bogiem jest relacją pierwiastka żeńskiego z męskim.

 Problemy zaczynają się wtedy, gdy wchodząc w świat materialny dusza dąży nie do zadowolenia Boga, ale do cieszenia się sobą. Zasadniczo żeńska w swojej duchowej naturze dusza w świecie materialnym stara się stać mężczyzną.

 Taka dusza, pod wpływem materii, zapomina o swojej prawdziwej naturze, o swojej relacji z Bogiem i dąży do tego, by stać się samym Bogiem.

  Taka dusza dąży do zdobycia władzy, siły, potęgi, dąży do posiadania wszystkiego, do kontrolowania wszystkiego, do zawładnięcia wszystkim do podporządkowania sobie wszystkiego, do pozbycia się wszelkich autorytetów i aby samą stać się głównym autorytetem.

  Jednym słowem, taka dusza sama dąży do stania się najwyższym odbiorcą, najwyższym rozkoszującym się i aby wszyscy i wszystko wokół ją zadowalało, ale jednocześnie wyrzuca z tego przepisu na przyjemność główny składnik – miłość.

  Dlatego też ludzie, którzy dążą tylko do materialnych przyjemności, nigdy nie czują satysfakcji i tracą smak przyjemności, gdy tylko otrzymają to, o co zabiegali, ponieważ dawanie jest większą przyjemnością niż branie. Prawdziwe zadowolenie przynosi miłość, która daje, a nie pożądanie, które zabiera.

  Kiedy my, nawet będąc jeszcze w ciele materialnym, powracamy do stanu miłości, która chce dawać, a nie konsumować, powracamy do naszego pierwotnego stanu duszy.

Nawet gdy zaczynamy służyć jeszcze nie Bogu, ale na razie innym ludziom, na przykład poprzez działalność charytatywną, pomaganie innym finansowo, poświęcanie czasu, uwagi i innych zasobów to już zbliżamy się do tego pierwotnego stanu.

W procesie samej praktyki służenia stopniowo następuje w pewnym sensie zmiana płci duszy. Kiedy przestajemy dążyć do przyjęcia męskiej pozycji Boga, który czerpie radość i powracamy do naszego prawdziwego, pierwotnego stanu - tego, który daje radość i czerpie z tego przyjemność to wtedy z materialnego, męskiego stanu świadomości powracamy do duchowej żeńskości.

  Wtedy przywracamy naszą pierwotną relację z Bogiem. Ta pierwotna relacja z Bogiem może przybierać różne formy. Wiedza wedyjska mówi o pięciu głównych typach zwanych rasami lub też smakami: 

1. neutralny

2. relacja małżonków

3. relacje przyjacielskie

4. relacje rodziców z dziećmi 

5. oraz relacja pana i sługi.

   Ważne jest, aby po zaakceptowaniu idei dobrowolnej, pełnej miłości służby Bogu powrócić do pierwotnego, duchowego, żeńskiego statusu duszy.

 Ta ścieżka może prowadzić przez wiele wcieleń, podczas których możemy odczuć niewidzialną obecność gdzieś tego idealnego partnera, który nas bezwarunkowo kocha. Tym idealnym partnerem jest Bóg

 I stopniowo zbliżając się do Niego, wcielenie po wcieleniu, jesteśmy gotowi do przywrócenia naszej pierwotnej relacji z Bogiem, to następuje zjednoczenie tak zwanych bliźniaczych płomieni. Ostatni etap tej ścieżki jest ostatnim materialnym wcieleniem przed ponownym zjednoczeniem z Bogiem. 

   Włącz subskrypcję, aby nie przegapić kolejnej audycji.

 wersja polska: https://youtu.be/fG4tnQIjJFg

 

poniedziałek, 21 lipca 2025

Jak ustanowić kontakt z wyższym "Ja" - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=q2_XH9dRGnI

 Witajcie moi drodzy. 

 Aby ponownie połączyć się z wyższą wersją siebie i zacząć otrzymywać odpowiedzi, musicie uświadomić sobie całą swoją istotę - tę świadomą i podświadomą. Szukajcie więc praktyk, które poszerzą wasze zrozumienie Wszechświata. Regularnie znajdujcie czas na całkowitą samotność, po prostu siedźcie w ciszy, bez oczekiwań i nie czyniąc nic.  

 Na początku może się to wydawać niekomfortowe. W ten sposób dajecie swojemu wewnętrznemu głosowi czas na bycie usłyszanym. Ten głos będzie się manifestował w chwilach ciszy lub podczas wydarzeń w ciągu dnia, kiedy może wystąpić wydarzenie synchronizacji.  

 Ktoś powie wam dokładnie to, co musicie usłyszeć, a wy doznacie olśnienia. Podczas medytacji pracujecie nad dyscypliną umysłu i uciszeniem wewnętrznej gadaniny, która zawsze go wypełnia. 

 Tworzycie czyste naczynie, które może napełnić wasze wyższe ja. Podążanie za oddechem to doskonała medytacyjna dyscyplina. Lub wizualizujcie złotą kulę światła w splocie słonecznym, kulę która wypełnia wasze całe ciało energią i uzdrawiającą mocą. 

  Istnieje wiele praktyk, które możecie wykorzystać. Zapisujcie swoje spostrzeżenia, to pomoże wam nawiązać kontakt z głębinami waszej intuicji. Tutaj możecie zadawać pytania swojemu wyższemu ja, a następnie zapisywać odpowiedzi lub spostrzeżenia, które otrzymacie. 

 Jeśli będziesz to czynić regularnie z wiarą i oczekiwaniem, to otrzymacie odpowiedzi, których potrzebujecie. Prowadźcie wewnętrzny dialog ze swoim wyższym ja. Pozostawajcie w kontakcie przez cały dzień. 

 Powiedzcie swojemu wyższemu ja: „Wiem, że tu jesteś i chcę cię poznać. Proszę, zacznij rządzić moim życiem”. Nie martwcie się, jeśli na początku ten dialog będzie całkowicie jednostronny. Jeśli nie kontaktowałeś się przez dziesiątki lat, to ponowne nawiązanie kontaktu może zająć trochę czasu.

   Zadawaj pytania, dziel się swoimi nadziejami, zacznij słuchać odpowiedzi, a one nadejdą. Spójrz na życie jak na szkołę tajemnic. Uwierz, że wszystkie wydarzenia w twoim życiu, sytuacje i ludzie, zostały zaaranżowane, aby nauczyć cię dokładnie tego, co musisz wiedzieć.  

 Żyj tak, jakby cały Wszechświat zmówił się na twoją korzyść. Kiedy coś się dzieje w twoim życiu - czy to dobre czy też złe, to zapytaj siebie, jaką to niesie dla ciebie lekcję. 

  Nawet nieprzyjemne sytuacje lub osoby zostały celowo umieszczone tam jako wyzwanie, aby pomóc ci się rozwijać. Kiedy zaczniesz postrzegać swoje życie jako sztukę, w której grasz główną rolę, wyższe ja stanie się w nim o wiele bardziej widoczne. 

 Spodziewaj się, że twoje wyższe ja będzie z tobą rozmawiać w snach. Zadawaj pytania przed snem i czekaj na odpowiedzi. A jeśli będziesz czujny i uważny, w pewnym momencie je otrzymasz. 

  Pamiętaj, że być może całe życie przeżyłeś bez kontaktu ze źródłem, dlatego potrzeba czasu i praktyki, aby się z nim ponownie połączyć. Praktykuj te kroki każdego dnia, a otrzymasz potrzebne odpowiedzi. Pamiętaj, wyższe ja chce być w kontakcie. Wyższe ja to ty w wyższym wymiarze.  

Błogostanu Wam wszystkim.

  wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=dU5EuZ5NazQ

 

piątek, 18 lipca 2025

Nie będzie nawet cienia tego, co było wcześniej - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=Tc14GckZQNU

 Witajcie moi drodzy. 

 Boski projekt dla planety Ziemia podąża swoją kolejnością, niezależnie od tego, czy jesteście gotowi, czy nie na nadchodzącą nową erę. Gdy częstotliwość planety wzrośnie do pewnego poziomu, wszystko, co wibruje niżej, nie będzie już mogło tu istnieć. 

  Chociaż planeta Ziemia nie jest jeszcze w pełni w Nowej Erze, ponieważ jest to długi proces to jesteśmy w jej ostatnich chwilach, a także w najważniejszych wydarzeniach transformacji planetarnej i końca starych systemów. 

 Wszystkie systemy znane ludzkości, jak i te, które były ukryte, zaczynają się rozpadać. Nie pozostanie nawet cień tego, co było wcześniej. Nowe systemy już zaczynają funkcjonować, a zmiana stopniowo nabiera siły.

   Nie da się zrozumieć, tego co dzieje się za pomocą umysłu, który wciąż tkwi w trzech wymiarach. Najważniejsze w tej chwili to ufać i wiedzieć, że długo oczekiwany czas w końcu nadszedł. 

  Transformacja pozostawi po sobie poważne wydarzenia, które określa się mianem armagedonu. Większość ludzkości nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, co naprawdę się dzieje. Szersza świadomość już dostrzega ruch i niesamowite zmiany, które obecnie zachodzą i będą się one nadal odbywać, niezależnie od liczby ludzi, którzy w nie wierzą.  

 Sprzeciwianie się prądowi zmian przyniesie jedynie szkodę tym, którzy stawiają opór. Resetowanie starych systemów i restartowanie nowych, odpowiednich dla Ziemi, już się rozpoczęło i nie zakończy się przed rokiem 2030 roku, ale czas nie ma znaczenia, ponieważ wszystko zmierza ku swojemu szczytowi. 

 Nikt i nic nie może powstrzymać tego, co nadchodzi. A pozorny chaos jest w rzeczywistości rekalibracją i dostosowaniem niezbędnym do zachodzących zmian. Wśród tych zmian jest system finansowy. 

  Dotychczasowe doświadczenia były dotkliwe. Pozostawiły one głębokie blizny w świadomości każdego człowieka. Strach i niedostatek to wspomnienia, które jeszcze się nie zagoiły. Ale teraz wszystko się skończy, ponieważ stary system finansowy był nastawiony na doświadczanie biegunowości między obfitością a niedoborem. 

 Nowy system finansowy już istnieje i stopniowo zastępuje stary. Ziemia jest świadomością żeńską, więc żadne dziecko Gai nie powinno cierpieć z powodu braku środków na godne życie i wkrótce stanie się to powszechną regułą. 

 Należy jednak rozumieć, że matka nie oferuje niczego, co mogłoby zaszkodzić jej dziecku. Obfitość jest już dostępna dla tych, którzy są gotowi z niej skorzystać. Będzie to stopniowy podział - każdy ma swój czas i otrzyma zgodnie z jego potrzebami.

  Będą brane pod uwagę jego własne priorytety, a nie coś co nie przynosi korzyści. Ci, którzy jeszcze nie wiedzą, jak korzystać z tego narzędzia, nie mogą mieć do niego dostępu, ponieważ mogą wyrządzić krzywdę.  

 Częstotliwość, która ułatwi obfitość, będzie oparta na odpowiedzialności człowieka. Ważne będzie jak on to wykorzysta te zasoby i do jakich celów.

 Ważne jest, aby pamiętać, że rywalizacja, żądza władzy, przesadna próżność, pycha i wady nie będą miały częstotliwości odpowiadającej obfitości. Współpraca uruchomi nowy system. Dobrobyt będzie częstotliwością, która odpowiada obfitości.

   W tej chwili wiele się dzieje. Nowy system stopniowo przejmuje władzę i zastępuje stary. To wydarzenie nie nastąpi w jednej chwili, ale stopniowo. Sprawdź, czy naprawdę zasługujesz na nieskończoną obfitość. Co byś uczynił mając do dyspozycji nieograniczone zasoby? Twoja świadomość musi być wolna od wszelkich egoistycznych ambicji. 

 Bezwarunkowa miłość, współpraca, troska o naturę i zwierzęta. Ziemia i woda również mają znaczenie, ale niezależnie od tego, co czynicie lub czego nie czynicie w swoim czasie, sprawiedliwi otrzymają to, co im się należy. 

 Niech każdy zapyta swoje sumienie, bo wszystko zależy od was. Uczyń się godnym.  

Błogosławieństw Wam wszystkim.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=oi5hKi4TCnM

 

środa, 16 lipca 2025

Od 18 lipca Bądźcie przygotowani na wszelkie nieporozumienia - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=3UFJKXURY3I

 Witajcie, moi drodzy. 

 Od 18 lipca do 11 sierpnia czeka nas retrogradacja Merkurego, która wywołuje okres zmian i ogólnego chaosu. To zjawisko astrologiczne wpływa na wszystko: od nastroju po działania. Merkury jest uważany za planetę komunikacji, więc kiedy wchodzi w retrogradację, możemy spodziewać się całej serii niepowodzeń i nieporozumień w komunikacji, wiadomościach, podróżach i technologii.

   Potraktujcie to jako okazję do podsumowania, uzbrojcie się w cierpliwość i dostosujcie do reszty roku. Pod koniec okresu retrogradacji możecie znaleźć się w znacznie lepszej sytuacji. 

 Od 17 lipca do 11 sierpnia ważna jest otwarta komunikacja z bliskimi aby uniknąć niepotrzebnych kłótni. Poświęćcie czas na przemyślenie ważnych decyzji życiowych, zanim podejmiecie je pochopnie. 

  Ludzie wpadają w panikę, gdy Merkury wchodzi w retrogradację, ponieważ może to spowodować wszystko - od zgubionych e-maili po nieudane podróże. Może to prowadzić do zmian w relacjach, nieporozumień osobistych i ogólnych oraz zaćmień umysłu, lęków, bólów głowy, i niepewności dotyczących pracy i projektów osobistych.

   Retrogradacja Merkurego może mieć bardzo realny wpływ na nasz nastrój. Może prowadzić do mgły mózgowej i stresu. W tych okresach mamy tendencję do wypowiadania niewłaściwych słów i niewłaściwego postrzegania rzeczy. Nasze życie osobiste może zacząć wymykać się spod kontroli. 

  Istnieją sposoby, aby ułatwić sobie życie w tym niepewnym czasie. Najważniejsze to nie panikować i zaakceptować zmiany. Nawet jeśli sprawy nie idą jak zwykle to pamiętajcie, aby przyznać, że może to wynikać z tego, że stajecie się bardziej otwarci na zmiany. 

 Starajcie się  tak bardzo, jak to możliwe łagodzić ciosy losu i unikać dramatów. Zachowanie spokoju nie tylko pomoże Wam utrzymać dobry nastrój, ale także pomoże lepiej radzić sobie z wszelkimi nieoczekiwanymi zmianami w tym czasie.

   Poprawcie swoją komunikację, powstrzymajcie się od ważnych rozmów, które mogą mieć dla Was długoterminowe konsekwencje. Jeśli to możliwe, lepiej odłóżcie ważne sprawy na moment, gdy Merkury powróci do normalnego stanu, ponieważ oszczędzi to problemów w przyszłości. 

 Starajcie się być jak najbardziej elastyczni. Dajcie sobie możliwość niekonwencjonalnego działania . Rozważcie dodanie sobie dodatkowego czasu, jeśli gdzieś wyjeżdżacie. 

 Jeśli nie jesteście pewni nowego kontraktu lub umowy, to postarajcie się przemyśleć swoje decyzje, zanim je podejmiecie. Chociaż nie możesz całkowicie zawiesić swojego życia, to mądrze jest mieć plany awaryjne i być przygotowanym na wszelkie nieporozumienia. 

 To dobry czas, aby spojrzeć wstecz i zastanowić się, jak inwestujecie swój czas i energię. Być może za bardzo zaangażowaliście się w pracę, co spowodowało, że macie mniej czasu dla rodziny, lub nie poświęcacie czasu swoim ulubionym hobby.

   Równowaga jest ważna zawsze, nie tylko podczas retrogradacji Merkurego. Czas więc podsumować i ocenić, czy zadowala Was obecny bilans zysków i strat. Teraz jest czas, aby zwolnić tempo i zadbać o siebie, aby uniknąć przykrych niespodzianek w przyszłości. 

 Błogostanu Wam wszystkim.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=nP3MuiHVYt8

 

poniedziałek, 14 lipca 2025

Bóg ma dla ciebie PLAN i jest on lepszy niż twój własny - Eckhart Tolle

 oryginał: https://youtu.be/DyA9oAbttTQ

 Wyobraź sobie, że budzisz się rano, otwierasz oczy i pierwszą rzeczą, jaką czujesz, nie jest radość, nie lekkość, ale lekki niepokój. Jakby dzień już wymagał od Ciebie zbyt wiele, choć dopiero się zaczął. Jakby życie było niekończącym się projektem, w którym musisz być zawsze o krok do przodu. Planuj, decyduj, udowadniaj, osiągaj. 

 A czy kiedykolwiek miałeś poczucie, że wszystko nie idzie zgodnie z planem, a ty jesteś jedyną osobą, która wie, jak wszystko powinno być zgodnie z tym planem? Żyjemy tak, jakby wszystko zależało od nas. Musimy tylko poprawnie obliczyć związki, karierę, zdrowie, wakacje, odżywianie, dzieci, rodziców, a nawet rozwój osobisty. Wszystko to, rzekomo się zawali jeśli nie będzie kontrolowane. 

  I w tym wyścigu o kontrolę, dzień po dniu znika jedna ważna rzecz. Przestajemy oddychać, przestajemy po prostu być. Ale oto paradoks. Im bardziej starasz się wszystko przewidzieć, tym bardziej życie się psuje. Czy zauważyłeś to? Wydaje się, że wykonujesz wszystko tak jak należy, ale z jakiegoś powodu robi się ciężej, pusto, bardziej nerwowo. Jakbyś grał w szachy z niewidzialnym graczem, a on ciągle daje tobie mata. 

 I tutaj chciałbym zadać jedno proste, ale całkowicie wstrząsające pytanie. Czy jesteś pewien, że twój plan jest naprawdę lepszy? Być może właśnie teraz, kiedy oglądasz ten film, jesteś w tym momencie swojego życia, w którym coś nie idzie zgodnie z planem. Może twój związek się rozpada, twoje zdrowie szwankuje, twoja kariera stoi w miejscu, albo po prostu czujesz, że coś ważnego ci umyka, niezależnie od tego, jak bardzo się starasz?

   Ale jeśli jest tak, że to, co się rozpada powinno się zawalić? Co jeśli istnieje plan, który już działa bez twojego niepokoju, bez twojego napięcia? Bez twoich niekończących się prób zgadywania, jak on powinien wyglądać? 

 Eckhart Tholle powiedział kiedyś: „Kiedy odpuszczasz, nie tracisz. Pozwalasz chwili obecnej być taką, jaka jest. I to jest twoja siła”. Ale jak odpuścić, skoro wszystko w środku się opiera? Jak uwierzyć w czyjąś wyższą wolę, kiedy logika krzyczy: „Jeśli teraz wszystko porzucę, po prostu się rozpadnę”. 

 Tak bardzo przywiązaliśmy się do idei, że musimy wszystko czynić sami. To, że Bóg pomoże - to piękna metafora, ale w rzeczywistości wszystko spoczywa na naszych barkach. I to właśnie to wewnętrzne przekonanie, że jesteśmy zobowiązani zarządzać wszystkim, czyni nas zakładnikami. Stajemy się więźniami planu, który wymyślili sami , a nie planu który otrzymaliśmy z głębin ciszy.  

 I oto dzieje się coś, czego prawie nikt nie zauważa. Za każdym razem, gdy stajemy w obliczu nieoczekiwanego, w obliczu porażki, w obliczu czegoś, co nie pasuje do naszego obrazu, nie tylko się denerwujemy, ale zaczynamy walczyć z samym życiem - nie z sytuacją, ale z rzeczywistością jako taką. Jakbyśmy mówili: „Nie, wiem, jak powinno być. Mylisz się. Nie powinno tak być”.  

 Ale kim jestem ja, który to wie? I wiecie, co jest najdziwniejsze? Życie już pokazało nam tyle razy, że ma swój własny rytm, Że najbardziej nieoczekiwane wydarzenia, te, które chcielibyśmy odwołać, później stały się początkiem nowego - jakieś spotkanie, które zmieniło wszystko: strata, po której po raz pierwszy się obudziliśmy, pauza, która pozwoliła nam w końcu usłyszeć siebie. 

  Może więc warto pomyśleć o nich chociaż przez chwilę? A co, jeśli Bóg albo życie, albo przestrzeń, albo inteligencja wszechświata - nazwij to jak chcesz, już nami kieruje? Może on już wskazuje nam kierunek?

 On nie kieruje poprzez instrukcje, nie poprzez głos w twojej głowie, ale poprzez to, co jest, poprzez to, co się dzieje, poprzez ciszę. Ale tak trudno jest przestać narzucać swoją wolę. Przyznać się, że nie wiesz, przyznać, że nie kontrolujesz, że istnieje coś większego od ciebie. Nie abstrakcyjne, nie religijne, ale żywe, płynące zawsze blisko i o wiele mądrzejsze niż twój plan. 

  Być może właśnie tu zaczyna się prawdziwe zaufanie? Nie ślepa wiara, nie bierność, ale żywe i świadome współdziałanie z życiem, współpraca podczas której przestajesz nalegać i zaczynasz słuchać?

  Brzmi pięknie, prawda? Ale co powstrzymuje nas przed takim życiem? Co właściwie sprawia, że wciąż sięgamy po kontrolę, by uchwycić się naszego wyobrażenia o tym, jak powinno być? 

 To jest właśnie główna, ukryta przeszkoda. I od niej wszystko się zaczyna. Bo dopóki nie dostrzeżesz, co kryje się za tym pragnieniem utrzymania się i utrzymania wszystkiego, to nie będziesz w stanie naprawdę odpuścić. 

 Interesujące, prawda? Mówimy: „Chcę zaufać życiu", ale w środku wszystko się kurczy. Pojawia się niepokój, jakbyś stał na krawędzi i był namawiany do skoku w nieznane. Jakby ktoś mówił: „Nie bój się, jest tam niewidzialna sieć”. A twój umysł odpowiada: „Nie, dziękuję. Wolę zostać tutaj, na krawędzi, z planem w rękach i paniką w piersi". 

 Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego sama myśl o utracie kontroli wywołuje napięcie? Dlaczego mamy tendencję do trzymania się starego nawet jeśli to co stare nas unieszczęśliwia?

Bo głęboko w nas żyje niemal niedostrzegalna idea: "Jeśli nie będę kontrolował, to wszystko się rozpadnie. Jeśli nie będę walczył, to przestanę istnieć". Jesteśmy przyzwyczajeni do tej logiki od dzieciństwa. Mówiono nam: „Bądź dobry, zarabiaj, osiągaj, buduj swoją przyszłość”. I zrozumieliśmy. Moje przetrwanie, mój projekt, moje znaczenie, mój produkt, moje bezpieczeństwo, moja zasługa. To wydaje się logiczne i do pewnego stopnia działa, ale ceną jest wewnętrzny niepokój, który nie znika, nawet gdy wszystko jest w porządku.

Eckhard Tolle nazywa to ego, ale nie w sensie pychy czy narcyzmu, ale w sensie konstruktu umysłu, który buduje poczucie siebie na podstawie strachu. To "ja" żyje z idei oddzielenia - z idei separacji. Jestem ja, jest świat i są zagrożenia. Musisz być czujny, musisz wiedzieć jak. Musisz przetrwać. 

 To ego nie jest wrogiem. Ono nie jest złe. Ono się po prostu boi. Jego naturą jest strach, ponieważ nie zna życia. Ono zna tylko myśli o życiu. A kiedy mówisz: „Chcę zaufać", ono słyszy. "Chcę zniknąć”. Ono nie może zrozumieć, jak można żyć bez ciągłej ochrony, bez planowania, bez walki. 

 Ale oto, co jest ważne - ty nie jesteś tym ego. Nie jesteś tym, kto się boi i ciągle analizuje. Jesteś tym, który to wszystko obserwuje, który jest świadomy zarówno strachu, jak i myśli oraz próby kontrolowania wszystkiego.

   I to właśnie ta świadomość jest wejściem do innej rzeczywistości. Ale aby tam wejść, musisz najpierw zobaczyć, jak działa stary mechanizm. Spójrz uczciwie, ile twoich działań jest podyktowanych nieufnością i lękiem? Ile decyzji podjąłeś, bo musisz, bo tak jest bezpieczniej, inaczej będzie źle? Ile razy zrezygnowałeś ze swojej intuicji, ze zwykłego spokoju, bo twój umysł powiedział: „Nie możesz tego uczynić tak po prostu. Musisz". 

 To właśnie jest pułapka. Wydaje się, że jesteś wolny, że masz kontrolę, ale w rzeczywistości zawsze kieruje tobą strach: strach przed samotnością, strach przed niepowodzeniem, strach przed byciem niegodnym...

 I wiesz, co jest najbardziej ironiczne? W tym strachu stajemy się jak dzieci zagubione w supermarkecie. Krzyczymy, biegniemy, wołamy, nie zauważając, że matka stoi dwa kroki dalej. Ale jesteśmy tak pochłonięci paniką, że jej nie widzimy.

   Dokładnie tak samo jest z życiem, z Bogiem, z tym, co nazywamy większym umysłem. Krzyczymy: „Gdzie jesteś? Czemu nie pomagasz?” I nie widzimy, że jesteśmy prowadzeni przez każde spotkanie, każdy przypadkowy zbieg okoliczności, każde opóźnienie i każdy zakręt -  tylko, że ego tego nie zauważa. Ono jest zbyt zajęte sobą. Eckhadt Tolle mówi: „Nie kontrolujesz życia. Jesteś samym życiem w jego najczystszej manifestacji".

  Ale umysł chce sprywatyzować ten przepływ i oddać go na swoje usługi. W tym tkwi ból i nie chodzi o to, że jesteś zły, nie chodzi o to, że czynisz coś źle, ale że w twoim wnętrzu po prostu działa stary skrypt przetrwania, skrypt lęku. Ten skrypt jest automatyczny, nie można go winić, ale on nie jest już potrzebny. Jest jak stary GPS, który prowadzi cię tam, gdzie nie ma już drogi. 

I jeśli nadal będziesz mu ślepo ufać, zawsze znajdziesz się w niewłaściwym miejscu i kogo będziesz winić? Siebie, świat, los? A może po prostu zatrzymać się i pomyśleć: „A co, jeśli właśnie teraz wszystko już idzie tak, jak powinno? Tak, to prawda - może niezgodnie z moim planem. Ale może plan, który się realizuje, nie wymaga mojej paniki? Może po prostu wymaga mojego zaangażowania, mojego milczenia, mojej uczciwości?"

   I właśnie w tym momencie zaczyna się zmiana. Nie w wymyślaniu nowego planu, ale w przyznaniu, że może nigdy nie byłem tym, który miał kontrolę. A jeśli tak, to kim tak naprawdę jestem? Czasami życie zdaje się do nas przemawiać, ale nie słowami lecz poprzez okoliczności, poprzez te właśnie momenty, które nazywamy porażkami, stratami, niefortunnymi momentami?

   Narzekamy, że wszystko nie idzie zgodnie z planem, że wszystko poszło w złym kierunku. Ale czy kiedykolwiek naprawdę wiedzieliśmy, dokąd zmierzamy? Jeśli wsłuchasz się w ciszę wewnątrz, zauważysz, że cały ten plan, cały ten schemat, jak powinno być, nie pochodzi z głębi, nie pochodzi z przeżytego doświadczenia - on pochodzi z głowy, z przekonań, z cudzych opowieści, które przyjęliśmy za własne. 

 I tak zaczyna się niewidzialny dramat. Żyjemy nie tym, co się dzieje, ale tym, co powinno się dziać. Nie z tymi, którzy są blisko, ale z wyimaginowanymi ludźmi w naszym idealnym scenariuszu. Cierpimy nie z powodu rzeczywistości, ale z powodu faktu, że rzeczywistość nie pokrywa się z fikcyjnym projektem szczęścia. To cicha tragedia, bo dzień po dniu oddalamy się od chwili obecnej. Nie zauważamy, jak cisza brzmi za oknem, jak ktoś wyciąga do nas rękę, jak nasze serce mówi: „Stój!"  Jesteśmy zbyt zajęci rozmową z umysłem, który jest ciągle z czegoś niezadowolony”. 

 Echart Tolle powiada, że żyjemy jakby przez filtr myśli o rzeczywistości, a nie przez samą rzeczywistość. To tak jakby założyć ciemne okulary, a potem narzekać, że świat stał się ponury. Ale problem nie tkwi w świecie, problem tkwi w okularach.

  Tak samo jest i tutaj nie widzimy życia takim, jakie ono jest. Widzimy je poprzez filtr oczekiwań, lęków, planów. I ten filtr staje się naszym więzieniem. Wiecie, co się dzieje kiedy człowiek żyje cały czas według tego scenariusza kontroli? Staje się wyczerpany psychicznie, fizycznie i duchowo.

   Ciągłe napięcie, próba przewidywania, zarządzania, reagowania. To jak siedzenie w łódce, ale ciągłe wiosłowanie pod prąd, bo umysł myśli, że prawidłowa droga jest właśnie w tym kierunku. Ale życie płynie w przeciwnym kierunku. Najpierw przychodzi zmęczenie, potem rozczarowanie, a potem cynizm. 

"Być może po prostu nie mam szczęścia. Może nie jestem czegoś wart. Może zawsze będzie mi tak ciężko" - I człowiek się zamyka. Tymczasem życie wzywa cały czas. Wciąż zsyła spotkania, zmiany, szanse, ale my nie słyszymy. Jesteśmy zajęci, - mamy plan.  

 W ten sposób fałszywe ja, ego, buduje wokół nas mur. A z zewnątrz wszystko wydaje się normalne. Przecież staramy się, pracujemy nad sobą, rozwijamy się duchowo. Ale w środku wciąż jest ten sam niepokój, ta sama kontrola, ta sama walka z tym, co jest. Im wyższy wewnętrzny mur, tym bardziej oddala się poczucie sensu, radości, obecności i tym większe poczucie pustki - zwłaszcza u ludzi po trzydziestce, bo w tym wieku już wiele się próbowało, coś się już zbudowało, coś się już osiągnęło, a nagle wszystko traci swój blask. 

 Powstaje pytanie: „Po co to wszystko?”. Odpowiedź nie pochodzi z umysłu. Nie pojawia się z nowego celu ani nowej motywacji. Pojawia się, gdy pozwalasz sobie być tu i teraz, bez oporu, bez scenariusza. I tu zaczyna się najbardziej subtelna rzecz. Umysł nie może uwierzyć, że nic nie robiąc, można coś zmienić. On mówi: „Jeśli po prostu odpuścisz, wszystko się rozpadnie”. Ale w głębi duszy zaczynasz zauważać, że gdy tylko przestajesz walczyć, to pojawia się coś żywego, coś prawdziwego - być może po raz pierwszy od długiego czasu. 

 Zaczynasz dostrzegać, jak każda chwila jest wypełniona znaczeniem. Nie takim, które da się wytłumaczyć, ale takim, które się czuje. A to znaczenie nie wynika z tego, że coś osiągnąłeś, ale z faktu, że jesteś tu i teraz, bez masek, bez roli, bez pośpiechu. Nie zachowujesz się już jak budowniczy, który ma plan i

i musi ukończyć budowę przed terminem. Stajesz się ogrodnikiem. Podlewasz, doglądasz, pozwalasz rosnąć. Nie kontrolujesz deszczu, ale wiesz, jak być tam, gdy spadnie. I jest w tym ogromna moc, ponieważ w końcu zgadzasz się z tym, co już jest. I to jest prawdziwy punkt dostępu do Bożego planu, do tego, co jest o wiele większe niż twoje wyobrażenia. Ponieważ Bóg nie daje ci kontroli. Daje ci przepływ. Nie daje ci schematu. Daje ci prawdziwe życie, nieprzewidywalne, ale mądre.  

 I żeby to usłyszeć, nie musisz się zmieniać. Musisz tylko wyciszyć się w sobie. W pewnym momencie - niekoniecznie w kryzysie, niekoniecznie w dramacie - nadchodzi cisza, nie zewnętrzna, ale wewnętrzna. I po raz pierwszy słyszysz: „Wszystko, co próbowałeś zbudować, to nie dom, to płot. Wszystko, czego broniłeś, to obraz, a nie rzeczywistość. Wszystko, czego się tak bałeś, okazało się tylko cieniami na ścianie umysłu".

  I nagle zauważasz, że jesteś zmęczony byciem kimś, zmęczony decydowaniem o wszystkim, zmęczony walką nawet o swój rozwój duchowy. I w tym zmęczeniu pojawia się coś niesamowitego - pojawia się relaks. Nie poddanie się, ale poddanie się życiu bez patosu, bez flag. Po prostu przyznanie, że już nie wiem i nie chcę udawać, że już wiem. 

 To jest ten punkt zwrotny - on może być cichy, bez słów. Po prostu budzisz się pewnego ranka i nie próbujesz kontrolować dnia. Idziesz do sklepu i nie spieszysz się. Rozmawiasz z bliskim człowiekiem i nie bronisz się. Nie próbujesz być lepszy, mądrzejszy, czystszy. Po prostu jesteś. Świat nagle przestaje być polem bitwy. Staje się sceną, na której rozwija się coś, co nie wymaga twojej oceny. Nie jesteś już aktywnym uczestnikiem odpowiedzialnym za wynik. Stajesz się świadkiem, partnerem. Samo życie oddycha przez ciebie.

  I to właśnie w tym momencie zaczyna się to, co prawdziwe. Nie to, do czego zdążałeś, ale to, co zawsze tu było. Ale nie mogłeś tego poczuć, próbując to osiągnąć, chcąc wiedzieć wszystko z góry. Eckhart Tolle mówi: „Świat nie jest w uścisku chaosu, jak mogłoby się wydawać. Pod powierzchnią form kryje się głęboki porządek, nieskończenie inteligentny". A jeśli zwolnisz, zaczniesz odczuwać, że już uczestniczysz w tym porządku.  

 Nie oznacza to, że staniesz się obojętny, że przestaniesz działać. Wręcz przeciwnie, dopiero teraz twoje działania nie wynikają ze strachu, nie z pośpiechu, ale ze spokoju, z ciszy, z intuicji, a nie z napięcia. Z kontaktu z czymś realnym, a nie z wewnętrznego scenariusza walki.

 Zaczynasz dostrzegać znaki, nie mistyczne, nie namalowane, ale proste. Rozmowę, która odbyła się w odpowiednim momencie, człowieka, którego prawie uniknąłeś, ale mimo to go spotkałeś. Zbieg okoliczności, który wcześniej nazwałbyś "ot - takie tam zwykłe zdarzenie", ale teraz, rozumiesz, że jest ono częścią czegoś większego. To zaproszenie. Przestajesz grać w grę pod tytułem: "Los jest przeciwko mnie". Teraz nie jesteś w opozycji - jesteś we współpracy i to nie jest ślepa wiara. Ta wiedza jest cicha, wewnętrzna, niefanatyczna. Po prostu wiesz, że jesteś prowadzony. Nie starasz się już dotrzymać kroku, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że jesteś już na czas. 

  Nie dążysz już do swojego celu, ponieważ żyjesz w celu samego życia. Nie tworzysz już obrazu siebie - ty pozwalasz sobie istnieć. I tu ujawnia się najbardziej niesamowita rzecz: wszystko, czego pragnąłeś, zaczyna nadchodzić. Nie dlatego, że gonisz, ale dlatego, że jesteś gotowy. Miłość, ponieważ stałeś się żywy. Dostatek, ponieważ nie próbujesz już się go trzymać. Radość, ponieważ przestałeś żądać. Pokój, ponieważ nie toczysz już wojny z tą chwilą. Nic nie tracisz, odpuszczając. Wręcz przeciwnie, otrzymujesz wszystko, co ważne. I po raz pierwszy rozumiesz, że to, co nazywałem kontrolą, było strachem, a to, co uważałem za słabość, było w rzeczywistości siłą. To łagodna, głęboka, lekka moc, która niczego nie żąda, ale daje wszystko. I rzeczywiście: Bóg od początku zawsze miał plan. Byłeś po prostu zbyt zajęty aby to usłyszeć. A teraz słuchasz nie uszami, lecz sercem, całą swoją istotą. I nie wiesz, dokąd to doprowadzi, ale po raz pierwszy w życiu się nie boisz, bo teraz nie jesteś sam. Jesteś w nurcie.

Czy wiesz, w którym momencie wszystko całkowicie się zmienia? Kiedy nagle przestajesz czekać, przestajesz czekać, aż wszystko się poprawi, że staniesz się inny, że życie w końcu potoczy się tak, jak zaplanowałeś - kiedy nie masz nadziei na przyszłość i nie poprawiasz przeszłości, ale po prostu oddychasz, patrzysz, żyjesz teraz, nie jako idea, nie jako praktyka, ale jako naturalny stan bez wysiłku, bez zadania, bez wyjaśnień. 

  I wtedy pojawia się dziwne odczucie, jakby czas znikał, jakby wszystko, co było wcześniej, było tylko snem - snem, w którym biegłeś, walczyłeś, udowadniałeś, snem, w którym wierzyłeś, że musisz zasłużyć, naprawić, uratować. A teraz się budzisz i nagle zrozumiałeś, że wszystko już tu jest. 

 I oto ona jest, najgłębsza prawda, ta, do której nie docierasz umysłem, lecz którą sobie przypominasz. To tak, jakby zawsze były w tobie drzwi, a one po prostu się otworzyły i rozpoznajesz to, co zawsze tam było. Nie musisz być kimś - ty już jesteś tym, kim musisz być. 

 Spokój nie jest nagrodą - on jest twoją naturą. Miłość nie jest celem. To powietrze, którym oddychasz od długiego czasu, ale po prostu go nie zauważałeś. Życie nie jest projektem, to taniec. A Bóg nie jest sędzią, ani obserwatorem, ani egzaminatorem - on jest tym właśnie tańcem. 

 To obecna cisza, z której wszystko pochodzi. Nigdy nie byłeś zagubiony, po prostu szukałeś w niewłaściwym miejscu. Echart Tolle nazywa to świadomością poza formą, kiedy przestajesz utożsamiać się z ciałem, imieniem, historią, stajesz się czystą świadomością. Patrzysz na świat i już nie bronisz się, ponieważ nie ma niczego do obrony. 

  Tego, kim naprawdę jesteś, nie da się zranić, obrazić, zniszczyć. Ono jest wieczne, ciche, świetliste. Wykraczasz poza ideę planu, ponieważ teraz ty jesteś planem. Jesteś manifestacją wyższego umysłu. Wszystko, co czyniłeś, wszystko, co ci się przydarzało przyniosłeś ty sam. Ale ty nie jesteś tym, który cały ten czas próbował sterować - ty jesteś dużo głębiej, milczący, prawdziwy. 

 Nie jesteś już po prostu poza zagrożeniami, ty sam jesteś tym bezpieczeństwem. Nie jesteś tylko w nurcie, jesteś nurtem. Nie tylko ufasz, ty jesteś zaufaniem w działaniu. I może właśnie tym jest oświecenie - nie jako finał, ale jako powrót do domu, do chwili, do siebie, do ciszy, która nie milczy lecz śpiewa. 

 Słychać ją tylko wtedy, gdy przestajesz spierać się z rzeczywistością. A teraz wszystko jest inne. Nie dlatego, że świat się zmienił, ale dlatego, że przestałeś próbować go zmienić. Zacząłeś patrzeć od wewnątrz, z samego centrum, z serca. I może właśnie teraz, siedząc w ciszy po tym filmie, poczujesz t - nie słowami, nie myślami, ale głębiej. Tam gdzie wszystko jest proste, gdzie nie musisz niczego udowadniać, gdzie po prostu jesteś. 

 Jeśli dotarłeś do tego punktu, to gratulacje. Nie tylko obejrzałeś film, lecz pozwoliłeś sobie przypomnieć, usłyszeć, zatrzymać się. To oznacza, że jesteś już wewnątrz tego planu, już w nim, już w zgodzie. 

 Pamiętaj - nawet odrobina zaufania zmienia wszystko. Nawet jeden głęboki oddech w ciszy może cię sprowadzić do domu. I za każdym razem, gdy życie znów wydaje się trudne, nie spiesz się z działaniem. Po prostu poczuj ponownie, usłysz, pozwól.

   Jeśli kiedykolwiek znów zapomnisz, to nie ma powodu do niepokoju - po prostu wróć, zamknij oczy i powiedz: „Niech się stanie nie moja wola, ale twoja, bo twoja jest zawsze lepsza”.

   Jeśli rezonujesz, napisz w komentarzach, co teraz czujesz, lub po prostu postaw kropkę, jako znak milczenia, znak zaufania. Nie zapomnij włączyć polubienie - nie dla mnie, ale dla siebie - za to, co słyszysz, za to, co czujesz, za to, że żyjesz.

   Subskrybuj, jeśli chcesz więcej głębi i ciszy w przepływie i pozwól, by życie Cię prowadziło. Życzę Ci, abyś żył pełnym życiem, bez strachu, bez pośpiechu, w zgodzie z tym, co większe od Ciebie, ale zawsze wewnątrz. Jesteś w domu.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=2aCbnXk4_oU