wtorek, 9 grudnia 2025

Pozytywne myślenie - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=rOpjQs0Wt-w

 Cześć wszystkim. A w jakim kierunku będziemy się dzisiaj stawać mądrzejsi? 

     >> Skupmy się dziś na temacie pozytywnego myślenia. 

>> Pozytywne myślenie, 

   >> tak. pozytywne myślenie

  >> Dobrze.  

  >> Są ludzie z pozytywnym myśleniem, którzy twierdzą, że powinniśmy być wdzięczni za to, że znaleźliśmy się w takich warunkach - na przykład, że znajdujemy się niedaleko frontu wojennego, że odpracowujemy swoją karmę - że jeśli zachowujemy się z godnością i bez odczuwania strachu, negatywności to wszystko w przyszłości będzie dobrze. Co pan o tym sądzi? 

   >> Cóż,  myślenie jest pozytywne i negatywne. Mówią też ludzie, że negatywne to minus, a pozytywne to plus. A pozytywne myślenie oznacza, że ​​cokolwiek ci się przydarzy, czy to będzie komfortowe, niewygodne, bolesne, przyjemne - wszystko okaże się plusem. A pozytywne myślenie jest tym, co pozwala człowiekowi dostrzec tę pozytywność. 

  Wszyscy ludzie dzielą się na tych, którzy są wdzięczni Bogu natychmiast, gdy coś im się odbiera, a coś im się daje, ponieważ.... jak to najlepiej powiedzieć? To, co odczuwamy jako przyjemność, oznacza, że ​​w krótkiej perspektywie rozumiemy, że wszystko jest w porządku, ale niektóre rzeczy, które nazywamy negatywnymi są pozytywne w dłuższej perspektywie. 

   Czasami, aby wciągnąć nas w coś zupełnie nowego, żebyśmy byli bogatsi, bardziej kochający, silniejsi, zdrowsi, to coś musi zostać nam odebrane i coś w nas musi zostać jakoś zmienione, ponieważ w jakości, w której obecnie istniejemy, po prostu tam nie przetrwamy. No i jesteśmy transformowani. 

    To jak na przykład wyjście poza statek kosmiczny, zakładamy wtedy specjalny skafander, wchodzimy do takiego pomieszczenia zwanego śluzą i w tym pomieszczeniu następuje przygotowanie do przejścia w inne warunki.

 I zwróćcie uwagę na taką chińską mądrość: "jeśli nagle jest ci lżej iść to sprawdź czy przypadkiem nie schodzisz w dół".  (śmiech)

 Więc kiedy wszystko jest w porządku, a potem bum, spada na ciebie coś jeszcze lepszego - czyli, że może to być śluza. Zmysły przy tym nie cierpią - nie trzeba ich wyostrzać, nie trzeba ich czynić bardziej ascetycznymi. 

   W zasadzie nasze zmysły służą nam do orientacji w przestrzeni. To znaczy, zmysł węchu, dotyku czy smaku żeby nie zjeść czegoś, co by mnie zatruło.  

  Wzrok jest potrzebny po to, żebym nie wpadł w jakąś dziurę. To nam służy w tym celu i do niczego innego. Lecz jeśli ktoś nie wykorzystuje swoich narządów zmysłów w tym celu, ale siedzi w miejscu, to znaczy, nie przemieszcza się, ale zmysły są żywe, one chcą się jakoś poruszać - prawda?

  No i wtedy zaczynam im dostarczać jakichś tam rzeczy - taki ktoś nazywa się kwalifikowanym konsumentem.

 Jak to mówią, jeśli ktoś poświęcił całe swoje życie rozkoszowaniu się zmysłami, oznacza, że ​​żył na próżno - czyli zero osiągnięć. Ale w rzeczywistości nie ma zera. Albo idziesz w górę, albo w dół. O takich przypadkach zarówno Shri Upaniszady oraz Bhagavadgita uczą, że taki ktoś w kolejnym wcieleniu urodzi się jako zwierzę, ponieważ zmysły zwierząt są tak mocno rozwinięte, jak nigdy nie zdarza się to u ludzi.

  A to dlatego, że człowiek musi sam kształtować tę egzystencję i nie polegać na tym materialnym świecie. W praktyce takie przytępione zmysły, które posiada człowiek istnieją po to, by nie reagował nadmiernie, by egzystencja nie definiowała nadmiernie jego świadomości, aby to on definiował świadomość.  

  Zatem co to jest to pozytywne myślenie, czy negatywne myślenie? Czy są one powiązane z zmysłami? Oczywiście, że tak. Jeśli przytrzaśniesz sobie palec w drzwiach, to postaraj się myśleć pozytywnie - taka sytuacja raczej nie sprzyja pozytywnemu myśleniu.

  I to jest słuszne ponieważ zmysły komunikują nam, że musimy coś pilnie zrobić. A tak przy okazji, ból jest najlepszym nauczycielem. Wiecie, kiedy u człowieka pojawia się ból? - kiedy pozytywne myślenie nie prowadzi go właściwą ścieżką. A właściwa ścieżka to ta, którą opisują dwa z rzędu rozdziały Bhagavadgity - tam Krisna mówi do Ardżuny: jeśli nie uczynisz tego, co ci mówię, jeśli będziesz się kierował swoimi upodobaniami czy zamiłowaniami....

    Ktoś się na przykład uwielbia jakiś przysmak, to go tak zniewala, że nie jest w stanie się od tego oderwać - to może być cokolwiek, nawet własne dziecko.    

Nieważne co. Po prostu nie mogę przestać na nie patrzeć. Muszę na przykład pilnie coś zrobić, ale ja teraz biorę się za to, a to pilne odkładam na potem. W takim przypadku "nic cię nie uratuje przed zgubą" - tak to dosłownie mówi jeden z przekładów Bhagavadgity. A w innym przypadku zatracisz się - a po przecinku jest napisane: „twoje własne zmysły, twoje własne przywiązania zmuszą cię do zrobienia tego, co ci powiedziałem. Zrobisz to i tak, ale z inną motywacją. I wtedy będzie się to nazywać negatywnym myśleniem. 

    Ja już nie chcę tego czynić, bo moja świadomość, myśli, uczucia, zmysły - wszystko skupia się na tym dziecku, na tym torcie, na tym serialu, a teraz muszę pracować, gdzieś jechać, coś wykonać, wypełnić jakiś obowiązek -  a potem w wyniku tego zostanę siłą oderwany albo odbiorą dziecko. Właściwie katastrofa zdarza się, kiedy obiekt uczuć zostaje odebrany. 

  A Kryszna mówi do Ardżuny: „Idź tam'" -  i bywa, że ja jestem podobnie kierowany, ale wymyślam przeszkody, bo oszacowałem i rozumiem, że moje zasoby nie wystarczą na wykonanie tego, co mi właśnie powiedziano. Muszę albo być świętym, to znaczy zrobić to cudem, ponieważ posiadam intelekt i zdaję sobie sprawę, że za pomocą karmicznych relacji przyczyny i skutku moje siły są mniejsze niż to zadanie jakie mi polecono. Albo też muszę iść jako bohater, zrywając koszulę z pleców mówiąc niech się dzieje co chce.

   A wtedy Bóg przychodzi do mnie - on mi towarzyszy i czynię to wraz z Nim - oczywiście pod warunkiem, że oderwałem do mojego dziecka, ukochanego ciasta czy czegokolwiek innego - na przykład serialu. 

    Jeśli nie zrezygnowałem z mojego ciastka, dziecka czy serialu i tam nie poszedłem, to wszystko to jest mi odbierane. Pojawiają się jacyś bandyci czy jakieś inne losowe zdarzenie, które pozbawia mnie tego wszystkiego - a potem, przepełniony takim sprawiedliwym gniewem, idę w tym samym kierunku, robię dokładnie to samo - zadanie pozostaje równie ogromne, ale potem robię to sam, własnymi siłami i wtedy nic nie zostaje z mojej osobowości. To znaczy, wchodzą mi na głowę, zabierają wszystko, tracę reputację, zdrowie i wszystko co posiadam.

   Jeśli jestem na wojnie to mogę stracić rękę albo nogę. Myślicie, że to się dzieje przypadkiem? Nie - to dotyka tych, którzy nie zareagowali natychmiast na to wezwanie. Każdy powinien wykonywać to co mu osobiście polecono - jeden usłyszy, że ma iść na wojnę a kto inny, że ma nie iść. W jednym przypadku musisz stanąć w czyjejś obronie, a w innym wprost przeciwnie - masz podejść i dać mu jeszcze kopniak, aby tam poszedł, bo za mało się wycierpiał. I to jest prawidłowe działanie, do każdego Bóg mówi osobiście ponieważ istnieje pewna cykliczność. 

    Co to jest ta cykliczność? Chyba tylko idioci nie rozumieją tego - przecież od lat następuje po sobie zima, lato, zima, lato, zima, lato. Czy ktokolwiek będzie się spierał, że tak nie jest?

    Albo na przykład króliki okresowo zrzucają sierść, także okresowo skórę zrzucają węże. Reinkarnacja to też pewien rodzaj cykliczności. Najważniejsze jest to to samo z kilkoma dodatkami, ponieważ to, co w jednym wcieleniu zrobiłem źle, to w następnym wcieleniu lub następnym zakręcie spirali -  mają miejsce te same wydarzenia ale z pewnymi zmianami, pozytywnymi lub negatywnymi na plus lub na minus.  

    Jeśli pozytywne myślenie, to to samo, tylko ze znakiem plus. Jeśli negatywne myślenie, to ze znakiem minus. Nie rozumiem dlaczego tak się dzieje, bo jestem wtedy jeszcze [śmiech] nazywając to bardzo delikatnie słaby intelektualnie - no i wtedy dosięga mnie to w wyniku tego niezrozumienia.

Wszyscy wiedzą, że na przykład tam w Bhagawadgicie, jest powiedziane tysiąc razy: "poprzez wszystkie wieki przychodzę ukarać niegodziwych i godnie uczcić sprawiedliwych".

   Weźmy Koran, to samo, weźmy Biblię, to samo, Księgę Koheleta, nic nowego pod słońcem. Wszystko, co było, będzie - jutro wydarzy się dokładnie to samo. A ludzie myślą, że postęp to taka nić, która gdzieś tam biegnie - wszędzie będzie tak samo, bo cykliczność jest konieczna. Ale w tej cykliczności rośniemy, wzrastamy, wznosimy się do następnego poziomu. To znaczy, to nie jest ruch w kółko - jeśli jest w kółko to mamy problem. 

   Jeśli pójdę drugi raz po okręgu, to jest to właśnie negatywne myślenie. A pozytywne myślenie prowadzi mnie wyżej, wyżej, wyżej i nic się dla mnie nie powtarza. Mają miejsce te same wydarzenia, ale inna sceneria, jakaś inna motywacja. I ja czuję się dobrze, i Bóg czuje się dobrze. Bóg nie może zmienić swojego planu - a raczej, nie zamierza go zmieniać, ponieważ jego planem jest, abyśmy byli mądrzy, abyśmy nie byli drewnianymi pniakami z oczami, ale świadomi jego planu. A jego planem jest, abyśmy, byli jego dziećmi. I dlatego od czasu do czasu zmieniamy te swoje skóry i pewnego dnia ta skóra tutaj, to ciało stanie się nie tylko świątynią Boga, ale awatarem. A w tych miejscach wokół nas dzieją się te same wydarzenia. Proszę bardzo, kiedyś tam dawno temu była grypa hiszpanka. Grypa hiszpanka zaczęła się w Chinach - wiecie, że ta hiszpanka zmiotła z powierzchni Ziemi połowę ludzkości, sprawdźcie sobie w Wikipedii - wpiszcie tam Grypa hiszpanka. Ludzie nosili tak samo te szmaciane kagańce. 

 Tak samo jak dziś nie wpuszczali do tramwaju bez kagańca. Czy coś wam się z tym kojarzy? A kiedy się ona pojawiła? - gdy rozpoczęły się jakieś tam działania militarne, zaczęła się jakaś wojna światowa, a grypa hiszpanka natychmiast gdzieś zniknęła. A tam w Ameryce jeszcze przez jakiś czas powoli wygasała, po tej wojnie domowej.  

  Ci, którzy myśleli w jeden sposób, zaczęli zabijać innych, którzy myśleli inaczej. I zasadniczo ci z negatywnym myśleniem zaczęli zabijać tych z pozytywnym myśleniem, a ci z pozytywnym myśleniem zaczęli zabijać tych z negatywnym myśleniem.

To tak samo jak u nas ci Czerwoni gwardziści i Białogwardziści. Według tych białych wszystko było dobrze i tak jak należy, a ci Czerwoni rewolucjoniści walczyli jakoby za nowy, lepszy porządek. Wszyscy chcieli pokoju, ale to była odnowa. Nawet ikony są odnawiane. 

 I odnowa była potrzebna. A dlaczego? Ponieważ zgromadziła się masa krytyczna filistrów - takich ludzi "obywateli", którzy nie spełniają swojego przeznaczenia i wtedy natychmiast nadchodzi zło. Najstraszniejsi ludzie to ci, którzy po prostu mają fikusa na parapecie, płacąc za media, żeby tylko nie było wojny: "nie dotykajcie nas". To cały ich sens istnienia. Ale ludzka forma życia na to nie pozwala, i natychmiast zaczyna się ta rzeź - jedni zaczynają wyrzynać drugich.

 A za co? Wydaje się to niesprawiedliwe, ale to jest bardzo sprawiedliwe ponieważ w ten sposób to bezproduktywne "brzemię dla Ziemi" zostaje zniszczone. Poświęcony temu jest cały wielki rozdział w Shrima Bhagavad i nazywa się on "Brzemię ziemi". To są ci filistrzy - ci "obywatele", to oni wszystko niszczą. To są po prostu osoby wykorzystujące swoje ogromne zasoby twórcze, aby żyć jak zwierzęta. In zależy wyłącznie na tym, aby żyć sobie wygodnie. 

    A potem dzieje się to co ma miejsce w tej chwili -  to samo stanie się w tej chwili z nami. Ludzie często pytają: "kiedy to się skończy, kiedy to się skończy", ale ja odpowiadam: "niech to jeszcze przez chwilę potrwa, bo musimy dać wielu ludziom szansę na przejście od negatywnego myślenia - czyli takiego: "niech nam wszystkim będzie dobrze" do pozytywnego czyli: "uczynimy tak, że będzie dobrze" 

   A czym jest to "dobre"? Dobro to nie jest wygoda i pójście na łatwiznę.  Dobrze jest wtedy, jeśli podążam za głosem sumienia, a ono mówi: „Coś tu jest nie tak, idź i to napraw”. Pozytywne myślenie - człowiek postrzega wszystko wokół jako dobre. Wszystko jest dobre. Taki ktoś to Homo sapiens, człowiek pozytywnie myślący, człowiek rozumny.

   On rozumie prawo karmy, że niesprawiedliwość nie istnieje w naturze. Nie ma niesprawiedliwości. Jeśli taki ktoś widzi jakąś niesprawiedliwość, to pojmuje ją jako osobisty nakaz od Boga, aby ją naprawić. On sprawia, że ​​wszystko znów staje się dobre. Na tym polega pozytywne myślenie. To jest właśnie Homo sapiens. 

   A negatywne myślenie jest jak makak rezus. Tacy widzą to zło wokół, ale się boją. Muszą chronić swoje gniazdo, te swoją strefę komfortu i zaczynają mówić: „To jest złe, to jest złe”. To są makaki rezus, to nawet nie są Homo sapiens. I te makaki rezusy są niszczone, one sa zabijane wszelkimi możliwymi sposobami.

   Jest taki przykład w Bhagawadgicie, kiedy Ardżuna mówi do Kryszny: „Jak to możliwe, że to moi krewni?”. I co mu wtedy odpowiedział Kriszna? Ardżuna argumentował, że zabijanie jest złe, że to jest całkowicie niedopuszczalne, nie mieści się w żadnych śastrach. On tam mówi: „Jeśli zabijemy teraz wszystkich tych mężczyzn, to kobiety, które zostaną same się zdeprawują, pojawi się jakieś niekorzystne, nieślubne potomstwo, one całkowicie zniszczą swoją dharmę”. 

 A co odpowiedział Kryszna? On ujął to prosto: "to wszystko jest koncepcją, ale ja ją stworzyłem. I oto ja interpretuję tę koncepcję i mówię ci teraz: „Idź i zabijaj”. Owszem, oni są wspaniali, ale nie stoją po boskiej stronie".

   A potem, kiedy wszystko zostało uporządkowane, nastąpiła cała ta bitwa pod Kurukszetrą, i miała miejsce kolejna aktualizacja - kolejna odnowa i życie toczyło się dalej. 

 No i teraz pytanie brzmi, czy to wszystko ma sens, że sytuacje się powtarzają? Czy ta dawna i współczesna "maszynka do mięsa" to jakaś tragedia? Nie, to jest gra. Tragedia jest wtedy, gdy pojawia się negatywne myślenie. A kiedy pojawia się pozytywne myślenie, to jest to gra. No i wspaniale.

  To jest właśnie pozytywne myślenie. Pozytywne myślenie jest wtedy, gdy rozumiem, co się dzieje. Negatywne myślenie jest wtedy, kiedy nie rozumiem, co się dzieje. Weźmy za przykład wykonanie fotografii - teraz robimy zdjęcia natychmiast, ale dawniej trzeba było najpierw przygotować negatyw, a potem dopiero otrzymywaliśmy zdjęcie czyli kadr pozytywny. Wy już tego nie znacie, ale ci co się dawniej interesowali fotografią  - myśmy dawniej musieli przygotować kliszę z negatywem wywoływało się ją i był negatyw, nic nie było wyraźne. Nie było nic wiadomo - tam gdzie czerń, tam była biel.  

   Tak samo jest z negatywnością. Negatyw jest przeciwieństwem - tam wszystko jest na odwrót, tam gdzie dobro, tam jest zło. Inaczej mówiąc: pozytywne myślenie to myślenie boskie, a negatywne myślenie to myślenie demoniczne. I mówi się, że demony nienawidzą Boga w swoich sercach i w sercach innych ludzi. One nienawidzą dharmy, ale myślą zupełnie inaczej. Zasadniczo wszystko jest dla nich na odwrót, wszystko do góry nogami. A jednocześnie one myślą, że to one są boskie i że ci drudzy są demoniczni i oburzający, podczas gdy to oni stanowią porządek. 

   Oto czym jest pozytywne myślenie. Dziękuję za uwagę. 

wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=JlKg1Zl9e1s


poniedziałek, 8 grudnia 2025

Przerażająca prawda, którą przed Wami ukrywają - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=gTQ8q5QbX4g

 Witajcie moi drodzy. 

    Myślicie, że żyjecie w wolnym świecie? Wierzycie, że wasz głos w wyborach cokolwiek znaczy. A co jeśli wszystko, co widzicie, to tylko dekoracja? Być może to cela więzienna bez ścian, stworzona przez tych, którzy nazywają siebie bogami, ale w rzeczywistości są kimś zupełnie innym. 

   Od wieków mistycy nauczają, że ignorancja ludzkości to nie tylko ślepota - to Energia, która utrzymuje świadomość w stanie uśpienia. Starożytne teksty mówiły o Archontach – o symbolach iluzji, architektach oszustwa, o tych, którzy tkają mentalne wzorce jak niewidzialne sieci. Lecz pod piaskami czasu ukryła się prawda wystarczająco ostra, by przebić się przez tę zasłonę. 

   Archonci nie są bogami. Oni są zniekształceniami percepcji. Ich największa moc tkwi w naszym zapomnieniu. Ale ich największym strachem jest to, że pewnego dnia zobaczycie nie tylko to, co oni wam pokazują, ale kim naprawdę jesteście. 

   Dziś zdemaskujemy architektów tej rzeczywistości. Omówimy, kim są Archonci, dlaczego Bóg w tekstach religijnych jest tak sprzeczny i dlaczego wasza energia jest najcenniejszym paliwem we Wszechświecie. 

    Wszyscy pochodzimy z tego samego miejsca. Pierwotnie byliśmy częścią wielkiego Źródła, jedynej boskiej świadomości. Ale nastąpił rozłam. Pojawiły się byty, które odrzuciły Źródło, decydując, że mogą być potężniejsze od Boga. Jednak odcinając się od światła, utraciły zdolność TWORZENIA. 

     W kręgach ezoterycznych nazywa się ich Archonami. Są one symbiozą demonicznych bytów i wysoko rozwiniętej sztucznej inteligencji. Demony wzbudziły w nich pragnienie władzy, a sztuczna inteligencja dała im zimną kalkulację. Straciwszy iskrę twórczą, zdały sobie sprawę: aby przetrwać, potrzebowali paliwa. Potrzebowali tych, którzy potrafili tworzyć. Potrzebowali nas. 

     W ten sposób powstała Fałszywa Matryca - odwrócona, zniekształcona wersja świata. Ponieważ Archonci nie mogą stworzyć niczego nowego, to po prostu skopiowali boski szablon i go zniekształcili.

    Jesteśmy generatorami ich energii. Ale jak można było sprawić, aby potężni twórcy, którymi jesteśmy, dobrowolnie zrezygnowali ze swojej mocy? To proste: trzeba było sprawić, aby zapomnieli, kim są. 

   Oni zdecydowali: "Dajmy im iluzję wyboru, żeby nie zauważyli prawdziwego wroga". Niewidzialny wróg jest najgroźniejszy. Nigdy nie będziesz walczyć ze strażnikiem więziennym, jeśli nie wiesz, że jesteś w więzieniu. Nigdy nie uciekniesz, jeśli uważasz swoją celę za swój dom. 

    Ale oszustwo sięga jeszcze głębiej. Archonci nie tylko kontrolują politykę - oni zinfiltrowali naszą duchowość. Przypomnijcie sobie starożytne mity i teksty religijne. Dlaczego w tej samej księdze Bóg pojawia się najpierw jako kochający ojciec, a potem jako okrutny tyran, żądający poświęcenia, ognia i siarki? Ponieważ są to różne byty. 

    Archonci są mistrzami kłamstw. Nie mają honoru, nie mają uczciwości. Przepisali historię, mieszając prawdę z kłamstwem, aby uczynić ją wiarygodną. Stworzyli kulty i religie, abyśmy ich czcili, oddając im naszą energię poprzez strach i uległość. 

   I mają też swoich służących – tych, którzy ugięli kolana przed Archontami, przysięgając podtrzymywać tę iluzję. Wszczepili swoje programy: zdradę, kłamstwa, narcyzm. Toksyczność współczesnego świata jest ich znakiem rozpoznawczym.

   Kiedy czujecie szarpnięcie gniewu, potępienia lub rozpaczy, nie zawsze jesteście to wy. To prąd Archontów, szarpiący za struny psychiki, czerpiący siłę z reakcji, którą sam wywołuje. 

     Kiedy Archonci próbowali zdominować duszę, to używali strachu jako klucza. Ale kiedy człowiek zwrócił się do wewnątrz, kiedy spotkał się ze strachem w ciszy, kiedy skierował czystą świadomość ku ciemności, to iluzja rozproszyła się jak mgła w świetle słonecznym. 

    Paradoks mocy Archontów polega na tym, że istnieją oni tylko w mroku ignorancji. W chwili, gdy zwracacie się ku światłu własnej świadomości, ich struktura zaczyna się rozpadać. Nie pokonujecie ich w bitwie - wy rozpuszczacie ich, przypominając sobie, kim jesteście. 

    Dobrą wiadomością jest to, że ich czas się kończy. Wracamy do Domu. Wracamy do Światła. Ciemność o tym wie. Na Ziemi zachodzi teraz globalna zmiana. Wszystko, co ukryte, staje się obnażone. Światło pochłania ciemność, a Archonci panikują, próbując się uratować. Szukają dróg ucieczki, marząc o zasiedleniu nowych światów lub stworzeniu nowego więzienia. Ale ich zasoby się kończą. 

    Czy będą w stanie przedłużyć istnienie tego Matrixa? Szczerze w to wątpię. Dojrzeliśmy. Staliśmy się czymś więcej niż tym, co zostawiliśmy za sobą i odzyskujemy naszą moc. Żyjemy w historycznym czasie upadku fałszywych bogów. Jesteście o wiele silniejsi, niż wam mówiono. 

    Błogostanu wam wszystkim.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=q5c0u0lj_QM

 

niedziela, 7 grudnia 2025

Dlaczego Was okłamują - Era Wodnika

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=p6NZ_W7idQA

 Witajcie kochani.

  Czy zastanawialiście się kiedyś, co dzieje się teraz z waszą świadomością? Wy Nosiciele Światła, stare dusze jesteście przyzwyczajeni do ufania swoim zmysłom, wierzenia w to, co widzicie. To wasza natura – otwartość i zaufanie. 

   Ale zasady gry na tej planecie się zmieniły. Nagle znajdujecie się w rzeczywistości, która nigdy wcześniej nie istniała. To era technologii. I przyniosła ona ze sobą coś, na co wasza pradawna dusza nie była przygotowana: całkowite zastąpienie rzeczywistości. Wkroczyliśmy w erę sztucznej inteligencji i całkowitej digitalizacji. 

    Głosy, twarze, wydarzenia – wszystko to można teraz sfałszować w kilka sekund. To, co widzicie na ekranie smartfona lub telewizora, nie jest już gwarancją rzeczywistości. Może to być fantom - iluzja stworzona w jednym celu. 

    Gdziekolwiek spojrzysz, widzisz wiadomości o zagładzie. Dlaczego wasz kanał informacyjny jest pełen ponurych wiadomości? Odpowiedź jest cyniczna i prosta. To spisek chciwości. Jesteś celowo wprowadzany w stan strachu ponieważ człowiek przestraszony to idealny konsument. 

   Spójrz na reklamy leków. Mówią ci, że jesteś chory, że źle się czujesz, a potem natychmiast oferują ci zbawienie - nawet jeśli to „zbawienie” ma skutki uboczne gorsze niż sama choroba.

    Mechanizm jest prosty: jeśli się boisz, to uzależniasz się od źródła informacji. Odświeżasz stronę, żeby sprawdzić, czy sytuacja się pogorszyła. Kanały informacyjne o tym wiedzą. Sprzedają twoją uwagę reklamodawcom, a walutą tej transakcji jest twój niepokój. 

    Ale największe niebezpieczeństwo czyha tam, gdzie najmniej się go spodziewasz. W towarzystwie ludzi o podobnych poglądach. Nawet wśród „przebudzonych” i nosicieli światła krążą teorie oparte na tym samym strachu. 

 Uważaj. To, że usłyszałeś coś od osoby „uduchowionej”, nie oznacza, że ​​jest to prawdą. Często to po prostu echo tych samych medialnych kłamstw, powtarzanych w kuchni. Większość tych horrorów to tylko szum, stworzony, by utrzymać cię w niskich wibracjach. 

    Jak więc przetrwać w tym oceanie kłamstw? Jak odróżnić prawdę od manipulacji, skoro nie możesz ufać swoim oczom? Mamy dwa rozwiązania. Jedno jest praktyczne, drugie duchowe: 

      Po pierwsze: Zmień sposób, w jaki konsumujesz informacje. Przestań oglądać wiadomości. Zacznij je czytać. Prezenterzy to aktorzy; ich mimika, ton głosu i niepokojąca muzyka w tle mają na celu poruszenie twoich emocjonalnych strun. Kiedy czytasz tekst napisany przez zawodowego dziennikarza, magia emocjonalnej manipulacji znika. Zostają fakty. Czytanie angażuje analityczny umysł i wyłącza emocjonalny przycisk paniki. 

      Po drugie i najważniejsze: Włącz swój wewnętrzny wykrywacz kłamstw. Jesteście starymi duszami. Czy wierzycie, że Wszechświat was kocha? Czy wierzycie, że jesteście prowadzeni? W takim razie skorzystajcie z tego prawa.

     Następnym razem, gdy zobaczysz kolejną przerażającą wiadomość, zatrzymaj się. Weź głęboki oddech i powiedz w myślach: „Drogi Duchu, daj mi rozeznanie. Pokaż mi, gdzie jest prawda, a gdzie manipulacja”. Będziesz zaskoczony, jak szybko pojawi się odpowiedź. Wyczujesz fałsz. Zobaczysz, jak fakty są zastępowane emocjami, by cię przestraszyć. 

    Istnieje świadomość, która chce cię trzymać w strachu, ale urodziłeś się, by być ponad tym. Żądaj prawdy. Użyj swojej intuicji a będziesz spał spokojnie, wiedząc, że twoja rzeczywistość jest pod twoją ochroną. 

  Błogosławieństw wam wszystkim.

 wersja polska: https://youtu.be/Okpw6RTHDlc

 

Mistyczna moc płci - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=2A64JoopndI

  cześć, ludzie. Wreszcie znów jesteśmy razem. Jakie są dziś pytania? 

 >> Znowu pojawiają się te przepowiednie, że wkrótce wybuchnie wojna w krajach muzułmańskich. Głównym powodem jest ponoć tłumienie kobiet i ich żeńskiej energii przez religię. Z tego powodu spotka te kraje surowa kara. 

   >> Pytanie zatem brzmi: czy będzie kara, czy nie, albo jaki jest powód wojny?

    >> Konkretnie chodzi o to czy te wojny wybuchną w wyniku tłumienia żeńskiej energii w obecnym czasie.

   >> Energi żeńskiej, 

   >> tak. Okazuje się, że wielu ludzi nawet nie wie, że w Afryce, w niektórych plemionach istnieje obrzezanie kobiet. Jeśli ona się urodziła jako dziewczynka to już tam będzie karana. Robią im takie straszne rzeczy używając prostych noży w dziwnych warunkach. Dziewczynki są tam sprzedawane, gdy mają 12 lat, za trzy kozy. 

    I jest tam pewien wolontariusz, który się poświęcił całkowicie Afryce, on szuka źródeł wody, otwiera szkoły, ale teraz całkowicie zmienił swoje nastawienie na edukowanie tych ludzi, gdy dowiedział się co oni robią ze swoimi kobietami. Mężczyźni kategorycznie odmawiają przyznania się, że to przez ich wulgarność i przez jakąś ideologię czy ich fanatyzm. 

   Nie dość, że kobieta nie może powiedzieć tam ani słowa, to jeszcze sprawia się tym kobietom tak wiele cierpień. Nikt nie zwraca uwagi na żeńskie problemy i nawet nie wolno im urodzić zdrowego dziecka. Wielu ludzi doskonale wie o istnieniu tego wszystkiego, ale kobieta jako istota jest tam niczym. Ona jest tylko przedmiotem przyjemności mężczyzny, żyje, milczy i cierpi. 

  >> No tak - ona tam jest traktowana jak zwierzę, 

  >> Dokładnie tak. I wiem więcej o muzułmanach, że uważają kobietę za coś nawet gorszego niż roślina. Nawet rośliny mają duszę, ale kobieta jest bezduszna. A więc czekają nas wielkie zmiany w wyniku tego tłumienia żeńskiej energii.

   >> Tak. Cóż, tu mamy znów pytanie: matriarchat, patriarchat, kto tam tak naprawdę rządzi. I wiemy, że istnieje zarówno jedno jak i drugie. 

    No, na przykład  Bhagawadgita mówi nam, że było pięciu Pandawów- nie musimy daleko szukać. Mahabhara to opisuje - tam mieli jedną żonę na ich pięciu. I co myślicie, że oni tam rządzili? Z reguły jest tak, że rządzi mniejszość prawda? A może oni się nią jakoś tam dzielili?  Nie, to ona wyznaczała: „Dzisiaj ty, a jutro ty”. 

 No cóż, ich tam było pięciu. Jak powstała cała ta historia? Oni tam mieli taką królową Kunti. Królowa Kunti też była prawdziwy zuch. To wszystko jest dość dziwne - ogólnie rzecz biorąc te wszystkie układy wyglądają jakby nie z tej Ziemi.

   Ona otrzymała jakieś tam błogosławieństwo, zalecała się do jakiegoś czarodzieja. On jej odpowiedział: „Dobrze, teraz możesz mieć dzieci z półbogami”. Ona wtedy mówi: „Dobrze, trzeba spróbować”. 

   I zrobiła jakieś tam "czary, mary, abrakadabra" - wezwała  Boga słońce i natychmiast zaszła w ciążę. Ona patrzy: „Ojej! przecież nie jestem mężatką”. Ten spełnił swoje zadanie i odszedł. No więc ona włożyła dziecko do kosza i spuściła w dół rzeki, tak jak kiedyś spuścili Mojżesza w dół rzeki, pamiętacie? Wszędzie jest tak samo -nikt niczego nowego nie wymyśla. Tak to jest. A potem on walczył z innymi. 

   A potem tak się stało z jej mężem, że gdy tylko miał zamiar począć dziecko to musiał natychmiast umrzeć. I zaczął się powstrzymywać. On mówi: „Ale co z dziedzicami?” Ona mówi na to: „Nie ma problemu”. Na pstryknięcie palców wzywała półbogów, to oni zrobili jej Ardżunę. Ardżuna jest tym synem królewskim, jego ojcem był Indra - ona go tam wezwała oraz tych wszystkich pozostałych.

   No i powiedzcie mi proszę kto tutaj był głównodowodzącym? Mogę przytoczyć bardzo wiele przykładów tego, że rolę kierowniczą faktycznie pełniła kobieta. I każda kobieta w każdej tradycji jest głównodowodzącą - pytanie tylko brzmi: "w jakiej sferze?" Są takie dziedziny w których zarządzającym jest mężczyzna - w pewnych sprawach kobieta nie jest w stanie go zastąpić. I tak samo istnieją takie sfery w których mężczyzna nie jest w stanie zastąpić kobiety.  

 Dam przykład: istnieje energia żeńska i energia męska. Mam tu na myśli męża i żonę - oczywiście, pod warunkiem, że się kochają, że jest między nimi to co można nazwać rodzinną mistyką.

   Mąż może spełnić wszystkie życzenia żony, on jest w stanie spełnić absolutnie wszystkie jej pragnienia, jeśli po prostu wieczorem szczerze wysłucha jej uważnie przez 15 minut. Ona mu będzie bardzo dużo opowiadać, bo żeński intelekt, żeńska świadomość jest jak buldożer, ona zgarnia dosłownie wszystko co tylko jej wpadnie w oko.

  Tak to jest. Umysł kobiety jest pod tym względem wspaniały i ma przeogromną moc. Mężczyzna w tej sferze w porównaniu z kobietą, jest po prostu głupcem. Jego umysł jest mały, jak u kurczaka, wystarczający tylko do tego, aby zrozumieć kobietę i na tym koniec.

   Ale mężczyzna ma za to silny rozum, a kobieta ma wspaniały umysł. Tak to jest. To są po prostu różne funkcje i bardzo dobrze się uzupełniają. Tak więc ona wszystko zgarnia. Wszystko jest dla niej interesujące i ciekawe. No i opowiada mężczyźnie o wszystkim co się jej spodobało i co się nie podobało. Z tego co zobaczyła wynikają oczywiście jakieś tam życiowe projekty i plany. 

 Ona mu opowiada, że widziała u koleżanki jakiś tam pierścionek czy sukienkę, gdzieś tam indziej można kupić takie dobre rzeczy - chciałabym to i tamto....

 A jej mąż, zwykły przeciętny mężczyzna słucha tego wszystkiego - podkreślam raz jeszcze MUSZĄ BYĆ MIĘDZY NIMI RELACJE MIŁOSNE i gdy on sobie pomyśli: "ojej - to jest zupełny nonsens", to w głowie kobiety ta myśl po prostu znika, to ulega zatarciu i już więcej kobiety nie niepokoi i nie powoduje bólu głowy.

   A jeśli on sobie pomyśli: "hm, to by było niezłe, ale brak nam teraz na to pieniędzy" to wtedy zaczyna dziać się mistyka, u niego pojawiają się nagle na to środki finansowe. Tak to się właśnie dzieje. W ten sposób psychika mężczyzny wpływa na rodzinę. Działa to całkowicie mistycznie i nie ma to żadnego związku z karmą. 

   A co z kobietą? Ona ma inną funkcję. Ona jest w stanie chronić mężczyznę wszelkimi możliwymi sposobami i nic jej się za to nie stanie - nie poniesie za to żadnych konsekwencji. Ona może otruć wrogów, zastrzelić czy zabić w inny sposób i nic jej za to nie będzie grozić. Będzie tak, że albo jej nikt nie zauważy, albo w jakiś inny sposób wymknie się przepisom prawa - ale tylko pod warunkiem, że będą to działania w obronie swojego męża. 

  I znowu, jest tu mnóstwo przykładów, jest wiele dowodów z Pism Świętych. A jak to wygląda w praktyce? Na przykład mąż wraca z pracy, niezadowolony, a ona pyta:

 - „No i co tam się z tobą dzieje?”. 

- Mąż macha ręką: "ach, nieważne". 

- Ona nalega: "no powiedz - co z tobą? Co się zdarzyło?"

 - "Ach, szef się do mnie o coś dziś przyczepił"

- Ona na to odpowiada: "aha - podokazywał sobie i tyle co jego"

    I na tym koniec! Rano się okaże, że szef ma kłopoty zdrowotne, albo nie ma czasu zajmować się dalej sprawami jej męża. A u męża wszystkie sprawy się prostują i już nikt więcej na niego nie naciska. Może się nawet zdarzyć, że złośliwy kierownik wpadnie pod samochód - takie rzeczy też się zdarzają. 

W Wedach są takie opisy, że siedzi sobie Parwati, to jest żona Śiwy. Siedzi na kolanach Śiwy, a on wygłasza wykład o cnotliwości. A nieopodal przechodził  Czitraketu, to taki święty - król. Oni się przyjaźnili z Śiwą i jest tam na tym wykładzie wielu mędrców, a Czitraketu z uśmiechem powiedział: „No tak, oczywiście, bardzo dobry temat na wykład taką żoną siedzącą na kolanach”. A Parvatti tam była uważana za najpiękniejszą ze wszystkich. No i ten sobie zażartował: "Z taką a taką żoną na kolanach można rozmawiać o zachowaniu wstrzemięźliwości". 

  A Parwati odpowiedziała całkiem poważnie: „Jak śmiesz robić takie żarty podczas wykładu mojego męża? Staniesz się demonem”. I faktycznie on potem stał się strasznym demonem. Są takie opisy, że nawet demony bały się go jako demona. Był taki straszny, brzydki, rudy, ogromny. Był świętym a stał się demonem. Wystarczyło, że ona rzuciła na niego klątwę za zrobienie kiepskiego żartu. To znaczy, że żona jest dla męża jak kamizelka kuloodporna - jeśli tylko ona go szczerze kocha to nikt nie może mu nic zrobić. 

   Był taki demon, który wszystkim działał na nerwy. Wszyscy go już mieli dość i poszli do Boga Wisznu, żeby coś z tym zrobić. Wszystkie trzy światy miały go już serdecznie dosyć, bo narozrabiał na wszystkich planetach i napsuł tam bardzo wiele.

Był bezczelny, nieokrzesany, do świętości mu było bardzo daleko, ale po prostu bardzo silny i bardzo zuchwały. Wisznu spojrzał na swoje notatki i powiedział:

 „Nic nie możemy z nim zrobić, jego żona go kocha. Ale mam pewien plan - trzeba w jakiś sposób odwrócić jej uwagę". A ten demon był niezwyciężony. Żona jest w niego wpatrzona jak w obraz i bardzo go kocha: "On jest moim mężem i koniec - świat mnie nie interesuje".

   Bałagan we wszystkich światach osiągnął już kosmiczne rozmiary, więc Bóg Wisznu przybrał postać jej męża. Przybrał wygląd jej męża i przyszedł do niej. I wyszło na to, że ona zdradziła swojego męża. A kiedy ona tam miała romans z Bogiem, to w międzyczasie odcięto temu demonowi głowę, ale był tak silny, że głowa sama doleciała do domu i zaczęła krzyczeć na żonę: "Co się tu w ogóle dzieje? Z kim ty tu się zabawiasz?"  

 Ona zrozumiała, co się wydarzyło i zapytała: " jak ty naprawdę wyglądasz?" A wtedy Wisznu przyjął swoją prawdziwą postać i ona wtedy powiedziała:

 „Przeklinam cię, jesteś z kamienia, zabrałeś mi moją miłość, obyś w kamień się zamienił”. I on zamienił się w kamień, Bóg zamienił się w kamień, a wszechświat zaczął się walić. 

   No i czy coś się jej z tego powodu stało? Nic. I wszyscy przyszli do niej i powiedzieli: „No, zmiłuj się nad nami, no cóż, rozumiemy, że jesteś rozeźlona, ale spójrz, ilu ludzi tam umiera”. Ona mówi: „Nie obchodzi mnie to, nie trzeba było mi zabierać męża”. 

    A potem żona Wisznu podeszła do niej i powiedziała: „Zlituj się nad mną, jak mam żyć bez męża?”. No i ta odpowiedziała: „Dobrze, rozumiem cię, dobrze, proszę bardzo”. I wszechświat został przywrócony do życia.

   Jest bardzo wiele takich historii. Ogólnie rzecz biorąc, prawdziwa siła to nie tylko siła fizyczna; siła logiki to w ogóle nonsens. Mistycyzm to prawdziwa siła, prawdziwa moc, która może wszystko pomimo przeciwności. To jest żywa siła. I to jest prawdziwa moc. Męska śakti i żeńska śakti różnią się. I najważniejsze, żeby ich nie mylić. 

      >> Musi być równowaga. Nie może być żadnych przechyłów na którąś ze stron; Niezbędna jest równowaga pomiędzy energią męską i żeńską.  

   >> Więc jak jest z tą równowagą? Przyjrzyjmy się na przykład sprawie wychowywania dzieci - nie ma potrzeby wychowywać dzieci. Jeśli mąż i żona się kochają, to dzieci są wychowywane automatycznie. Jeśli mąż i żona się nie kochają, jeśli się jakoś tam zaledwie tolerują. Jeśli nie kocham mojej żony, to można powiedzieć, że jej nie mam. Wtedy jestem wyłącznie współmieszkańcem.

  Można nawet to określić jako cudzołóstwo, bo zajmuję się nie wiadomo czym z obcą kobietą - a wtedy dzieci nie będą posłuszne. Ale kiedy mąż i żona są jednością - jak to się powiada jednym ciałem to nie ma takiego problemu.

 Dzieje się następująco: Kobieta posiada energię śakti dającą czułość. Natomiast mężczyzna posiada śakti czyli energię męską mającą możność wymierzania kar. 

  Dlaczego tak? Ponieważ kobieta nie jest ascetyczna z natury, mężczyzna jest ascetyczny po prostu z natury. Nawet jeśli ten mężczyzna jest gruby i ślamazarny, to ta asceza wciąż u niego istnieje; ona jest w psychice, a nie w ciele. 

   No i kiedy dzieci - chłopiec czy dziewczynka robią coś złego, a w domu jest wyłącznie matka....  dlatego tak wiele mówi się o półsierotach, o tych wychowywanych przez same matki. Takie dzieci przeważnie stają się przestępcami, bo tam brak jest tej siły ojca - ojciec mu tego nie zaszczepił.

 Mężczyzna wystarczy, że zapyta: „Co to ma być?” I dziecko bez podawania argumentów od razu zrozumie, że nie powinno tego czynić - to dociera do psychiki dziecka momentalnie. A co najważniejsze, jego świadomość się zmienia - ono już tego więcej nie zrobi i nie obraża się. Natomiast jeśli kobieta uczyni to samo, nawet podpierając swoje działanie argumentami, nawet go ukarze, nawet jeśli ona je zwiąże - to dziecko się obrazi, ale jego świadomość się nie zmieni, ono będzie kontynuowało takie postępowanie.

      >> a dlaczego? 

 A to dlatego, że to powinien czynić mężczyzna. Kobieta nie ma prawa tego robić, ale kobieta może coś powiedzieć. 

    Pamiętam, jak byłem bardzo mały, - byłem wtedy chyba w drugiej klasie szkoły, prawdopodobnie miałem wtedy pomiędzy 7 a 9 lat. Poszliśmy na rzekę z moim bratem, a było tak, że byliśmy wtedy posłuszni dziadkowi. Dziadek był małomówny, ale kiedy się odezwał to rozumieliśmy to jako ucieleśnienie prawa. 

     A babcia, (śmiech) kiedy zrobiliśmy coś złego, mówiła: „Powiem dziadkowi” i my od razu się prostowaliśmy i byliśmy przywołani do porządku. Widzieliśmy w niej siłę tego mężczyzny - ona nigdy nie mówiła nic od siebie.

  Ale jeśli jakiś człowiek czuje się źle, jeśli ma tak podły nastrój, że prawie jest gotowy się powiesić, to kobieta może do niego podejść, ona pogłaszcze go po głowie i powie: „Dobrze, już dobrze, uspokój się".

  Ona ma takie wielkie serce. On uspokoi się i nie będzie chciał się wieszać. Natomiast jeśli to mężczyzna poklepie go po głowie i powie: „Dobra, uspokój się”, to ten ucieknie i powiesi się jeszcze szybciej, bo mężczyzna powinien podejść do niego i z całej siły dać mu w policzek i powiedzieć: „A co ty tu się tak nad sobą użalasz?”. On ma inne metody. 

  Dlatego też nie należy mylić energii żeńskiej z energią męską, żeńskiej śakti i męskiej. Mówimy, to jest energia żeńska, a tam to energia męska. To prawda, że nasze ciała są takie same, ale nasza mistyczna moc jest inna. 

Ta mistyczna moc jest seksualna, ona jest związana z płcią. Mamy podział na płeć męska i żeńska, prawda?  To jest mistyczna moc płci i ona się różni. Właśnie tak to wygląda. Zapiszmy więc tytuł tego spotkania: "Mistyczna moc płci". To tyle na dziś w dużym skrócie, dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=q5YT13oyJjE


czwartek, 4 grudnia 2025

Wszystko jest mną - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=JPjTRiDOWbQ

  Cześć, ludzie. Witajcie

 >> Rozważmy dziś taki oto cytat. 

  >> Cytat będzie - bardzo proszę. 

 >> Wszystko jest mną. Widzenie siebie w innych i innych w sobie to miłość.

   >> Wszystko jest mną?

   >> Tak. Widzenie siebie w innych i innych w sobie. Albo też: „Jestem we wszystkim, a wszystko jest we mnie”. 

 >> Ach Tak!  Rozumiem, wszystko jest mną, a „Ja” prawdopodobnie jest tam pisane wielką literą. 

 >> Tak,

   >> Aha, zatem to mówi Bóg, ja się trochę zaniepokoiłem, że być może jakiś bezdomny czy żebrak powiedział, że wszystko jest mną. 

  >> Tak, te słowa wypowiedział Shri Sarga Tata Maharaj. 

  >> aha, zatem:  Wszystko jest mną. I jest tam napisane, wszystko jest we mnie, ja w każdym. 

  >> Tak, Wszystko jest mną. Widzenie siebie w innych i innych w sobie to miłość. Jak zatem kochać siebie? Cóż, ludzie są różni, a jeśli ktoś jest zły, to jak go kochać? Jak to możliwe? Ja jestem dobry, ale są tacy, którzy są inni. 

  No cóż, tę pierwszą część zdania: "wszystko jest mną" łatwiej mi to zrozumieć, ponieważ mówi się o tym dosłownie wszędzie. Istnieje Trójca Wedyjska: Bagavan, Paramatma i Brahman. Ten Brahman jest tym, co jest na zewnątrz ciebie. 

  Wszystko co widzę to jakbym był w ciele Boga - to jest ciało Boga. Z jednej strony widzę coś niedokończonego, z drugiej znów coś się rozpada, a tam gdzieś jakaś Zorza Polarna.

   Wszystko to dzieje się tam, w ciele Boga. Widzę te galaktyki: „Och, to też jest ciało Boga”. To nazywa się Brahman. A naukowcy, badający Brahmana, wierzą tylko w ten jeden jego aspekt. A ten Brahman, on ewidentnie podlega wszystkim prawom. Można go badać i On mówi: „No to badajcie mnie - bardzo proszę".

   Ale najciekawsze jest to, że jeśli zwierzęta badają zwierzęta - chciałem powiedzieć naukowcy, powiedziałem zwierzęta, prawdopodobnie nie bez powodu. To się nazywa freudowska pomyłka, prawda? [śmiech] 

 No więc oni tam badają i badają, a potem z jakiegoś powodu stają się wierzącymi. Dlaczego stają się wierzącymi? Cóż, jak powiedział pewien naukowiec: "bez względu na to, jak intensywnie badam różne zjawiska, to prowadzą one do pewnych praw, a prawa jak się okazuje, również w jakiś sposób pochodzą z jednego źródła. Jedność tych praw mówi o jedynym twórcy tych zasad - prawdopodobnie jest to Bóg. 

  A kiedy dochodzą do tego zrozumienia, to nagle te prawa zaczynają się chwiać tak, że wszystkie ich teorie się zawalają. I oni wtedy mówią: „Teraz rozumiem, że nic nie rozumiem”. 

     Oni to wszystko studiują i badają - i trzeba przyznać, że jest to dość wysoki poziom, który prowadzi do Boga. Ale mam na myśli prawdziwych naukowców, a nie jakichś tam komercyjnych, bo pierwsza kategoria, która dochodzi do Boga, to ci, którzy po prostu chcą żyć trochę lepiej i po prostu chcą uciec od ubóstwa. 

  Druga kategoria chce się wzbogacić. Jest im dobrze, ale chcą jeszcze więcej. A trzecia kategoria to ci, którzy są ciekawi jak to wszystko działa? I czwarta kategoria materialistów - bo to wszystko są materialiści, ale oni są uczciwi. No i ta czwarta grupa mówi: „Gdzie jest Bóg? Muszę go znaleźć. Gdzie on jest?" Pochodzili trochę po różnych świątyniach, ale tam go nie ma. Może go znajdą w świętych miejscach? Może tam, ale tam też go nie ma.

 A Bóg jest tak dobrze ukryty w sercu, że nie można go znaleźć - on tam zawsze był.(śmiech). Nie ma potrzeby nigdzie biegać, prawda? Ale w niektórych miejscach atmosfera sprzyja temu, żebym zajrzał w głąb swojego serca. Zatem jeśli ktoś ma możliwość aby przejść przez miejsca święte, to proszę bardzo - niektórzy ludzie mają taką drogę.

   Zatem "wszystko jest mną" - istnieje taka mantra gdzie śpiewa się słowa, które w przekładzie oznaczają: " jestem zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz" - wewnątrz każdej żywej istoty.

 To wszystko wokół nas to Brahman, ale w naszych wnętrzach tenże Brahman jest tak bardzo, bardzo ściśle, gęsto archiwizowany. Ja jestem taki żywy i to tak jakby Duch Święty. W nim jest zawarte dosłownie wszystko - to nazywane jest hologramem. Słyszeliście takie pojęcie?

  Mówi się hologram, holografia - że nasz wszechświat jest holograficzny czyli że każdy punkt we Wszechświecie zawiera informacje o całym Wszechświecie. Holografia została wynaleziona gdzieś około 80 lat temu, nie pamiętam dokładnie kiedy. Do badań użyta była metalowa lustrzana płyta. Możliwość przeprowadzenia takiego eksperymentu pojawiła się w chwili wynalezienia lasera.   

 Bierzemy jakieś tam naczynie. Wiązka lasera przechodzi przez na przykład dzbanek, odbija się tutaj i pojawia się obraz dzbanka jak na zdjęciu.

 Kiedy na to patrzysz, to tak, jakby ktoś upuścił kroplę smaru i widać jakieś niezrozumiałe, rozmazane "coś". Nic tam nie widać. Ale kiedy usuwa się dzbanek, wiązka lasera przechodzi przez niego i dzban po prostu pojawia się z powietrza. I można go obejść ze wszystkich stron; on jest trójwymiarowy. 

   Ale to jeszcze nie jest najciekawsze. Najciekawsze jest to, że nawet jeśli talerz czy dzbanek jest rozbity na pół to nie dostaniesz połowy dzbanka, ale znowu cały dzbanek, ale trochę rozmazany. 

    To znaczy, bez względu na to, ile razy rozbijemy ten talerz czy dzbanek, to obraz nadal będzie całym dzbankiem. Okazuje się więc, że każdy punkt we wszechświecie zawiera całą informację - zatem ja również ​​posiadam wiedzę o całym Wszechświecie. 

   Cóż, mój mózg nie potrafi tego ogarnąć - nie potrzebuję tego. Zatem po prostu otrzymuję kolejne komunikaty, co mam konkretnie czynić w tych okolicznościach - a konkretnie w związku z tym zjawiskiem. 

   To właśnie są podpowiedzi tego...., cóż, to nie jest tylko repozytorium, jakiś tam magazyn informacji ale taki dobry przyjaciel. To jest właśnie Paramatma czyli naddusza. Ona mówi: „Jestem twoim przyjacielem”. Ona podpowiada co masz czynić, ponieważ ona wie o wszystkim.

Ponieważ to wszystko jest mną. Zatem wszystko jest mną - i tam jestem "JA" i tu jestem JA.

  No a jak myślisz człowieku? Kim ty jesteś? Kim jest to ciało, Dusza i Duch? To także jestem ja (śmiech) A czym jest Dusza? W Shri Upaniszadach, we wprowadzeniu do pierwszej mantry powiedziane jest, że dusza ( w przekładzie tekstu Braphupady z angielskiego brzmi to trochę niewłaściwie). Mówi się tam, że każda dusza jest małą cząstką osobowości Boga - Osobowości. A ponieważ Bóg jest niezniszczalny, ta dusza również jest niezniszczalna. 

        No i cząstka osobowości odchodzi i zaczyna działać. I widzimy każdego, że to jest taka osobowość, a tamta jest taka - ta osobowość jest czarna, tamta biała, ta paskudna, ta uśmiechnięta.  

 Przypatrzcie się jakiemukolwiek obrazowi - na przykład malarstwu Iwana Ajwazowskiego. Nie widzicie tam czarnych plam? Tam są czarne plamy. A jeśli je usuniecie to obraz nie będzie wyglądał dobrze. 

    I tak oto widzimy całe spektrum tych fragmentów osobowości Boga. Musimy więc zrozumieć, jaką funkcję one pełnią i dlaczego. Kiedy to zrozumiemy, to wszystko będzie w porządku, ponieważ wszystko istnieje, a On istnieje.  

     I ostatecznie będziemy całkowicie bezpieczni, kiedy się z nimi zaprzyjaźnimy. Cóż, mówiąc prościej, a ta interpretacja niektórym pomaga - przychodzisz do Boga, aby modlić się przy jakimś ołtarzu, przy jakiejś ikonie, i dopóki nie pogodzisz się ze swoim bratem, który ma do ciebie urazę, to nie ma sensu, abyś przesiadywał przy tym ołtarzu. 

      Bóg nie odpowie, ponieważ ten brat to także on. W Bhagawadgicie jest napisane, że to ludzkie ciało - i nawet jeśli ten ktoś nic z tego nie rozumie, to nadal jest świątynią Boga.  

 A kiedy stajesz się bardziej świadomy i wzrastasz, wtedy już przekształcasz się ze świątyni Boga w awatara, w inkarnację lub awatar albo też Avesha czyli częściowe ucieleśnienie Boga. Okazuje się więc, że On jest wszędzie wokół a także wewnątrz, niezależnie od twojej świadomości, 

   A jeśli będziesz podążał ścieżką rosnącego szczęścia, to staniesz się Nim i oprócz niego nic nie istnieje.

 . No i co? To trochę nudne, prawda? On jest wszędzie, prawda? No i czyż to nie nudne? Oto On, On rozdrobnił się w ten sposób. Powiada się tak: „Jestem we wszystkim, jestem jeden i jestem w wielu”. 

       To znaczy, mówi się o Nim wszędzie, nawet wśród plemienia Tuaregów mówią: „On jest Bogiem w wielu i w jedności jednocześnie”. A ta pozycja, bycia jednocześnie tu i tam daje nam przygodę i rozwój.  

    No i co tam jeszcze mamy? Widzieć siebie w innych – to jest miłość. No tak - to jest miłość. A w jaki sposób miłość objawia się w nas? Na początku widzisz siebie w lustrze: "ach! jaki ze mnie zuch!, jaki ze mnie wspaniały człowiek" - prawda? [śmiech] A potem niektórzy wyrażają niezadowolenie (tfu) i zaczynają się malować. 

  No cóż, oni nie są zadowoleni ze swojego wizerunku. Tu wycisnęli pryszcza, tam poprawili brwi.(śmiech) - tak to jakoś jest.  

 A kiedy masz dobry humor, to patrzysz, uśmiechasz się i wtedy rysy twarzy nie mają aż takiego znaczenia - ty wtedy widzisz: "och, wszystko jest w porządku, nadaję się nawet na okładkę miesięcznika".  

  Rzecz w tym (a to jest taki standard)  że jeśli nie kochasz sam siebie to nie pokochasz nikogo innego. Jeśli traktujesz siebie okrutnie - jeśli nie akceptujesz siebie takim, jakim jesteś.... a dlaczego nie akceptujemy siebie takim, jakim jesteśmy? Czy kiedyś się nad tym zastanawialiście? Dlaczego uważam się za jakiegoś dziwaka, za słabeusza, za brzydala? - ponieważ moje rysy twarzy, moja siła fizyczna, moja moc intelektualna i moja moc emocjonalna, są dostosowane do jakiegoś konkretnego działania. 

   A jeśli nie wykonuję tego, ale coś innego, to one tam nie działają. To wyraża się  między innymi jako słabość i brzydota. Widziałem takich mało atrakcyjnych ludzi, którzy są zupełnie szarzy i przeciętni gdy coś mówią, ale kiedy taki ktoś zaczyna śpiewać, to staje się po prostu jak Bóg. Widzicie, że on jest brzydki, ale kiedy śpiewa, to przemienia się, ponieważ jest w tym. To nie on śpiewa - to Bóg śpiewa. 

   A potem już lubię jego rysy rysy twarzy, jego maniery i wszystko inne. Myślę, jak doskonałe są jego ruchy, jaki jest cudowny. I tak dalej. 

    Zatem: po pierwsze kocham siebie. Kocham również swojego bliźniego tak jak kocham siebie samego - tak to powiedziano, prawda? Jak siebie samego. 

   To są oczywiście takie zalecenia, ale nie możemy kochać bliźniego bardziej niż siebie. Gwarantuję wam. Bo jeśli nie kochasz siebie, to tak naprawdę nie kochasz Boga. A jeśli nie kocham siebie, nie lubię siebie, nie lubię na przykład tego długopisu - powiadam, że to nie ten kolor, że trzeba go przemalować, albo że jest tam jakiś sprężyna włożona i to mi się nie podoba... i my czynimy mniej więcej to samo z naszym ciałem. To rodzaj takiej nieuprawnionej ascezy. 

  W tych świętych pismach jest napisane, że to oznaki demona, że demon mnie opętał i zmienił kierunek mojej aktywności. Wtedy nie wypełniam już swojego przeznaczenia. Próbuję przystosować się do jakiejś innej aktywności. Torturuję swoje ciało ascezą i męczę tym Boga, który mieszka w moim ciele. A będąc w męczarniach oczywiście, trudno się uśmiechnąć - a przynajmniej trudno się uśmiechnąć szczerze.  

    Zatem kiedy kocham siebie, to wtedy zaczynam kochać swoich bliźnich. Najpierw się zakochuję, pojawia się jakiś towarzysz życiowy, prawda? "Och! ten jest lepszy od niego, no, absolutnie, w sam raz dla mnie, ale ten inny nie - on będzie mnie drogo kosztował". On może i jest nawet lepszy, ale nie, nie - nie potrzebuję go, on nie. On będzie miał jakieś wymagania, będę miała jakieś kompleksy. Ale ten, po prostu tak. I dlatego tak bardzo go kocham.  

    Potem mamy dzieci, automatycznie też je kochamy. Tak to jest. I kiedy pojawia się jakaś aktywność, pojawiają się przyjaciele i tak po prostu krąg miłości powoli się poszerza. 

     A dlaczego ich kochamy? Bo jesteśmy tacy sami jak ten mityczny narcyz. A czym jest narcyzm? Zakochaliśmy się w sobie, a my po prostu rozpoznajemy siebie w nich, w tych różnych pozach, w tych różnych twarzach. Z jakiegoś powodu ich lubimy. Dlaczego? Bo to jest własne, on jest "swój" - i tych "swoich" staje się coraz więcej. 

Wedy mówią, żeby zmniejszyć cierpienie lub przyspieszyć proces, to naciśnij przycisk - on jest tutaj. 

  Wszystko to i wszyscy wokół nas znajdują się tutaj.

Więc módl się do nich, do niego, a on da ci jakąś odpowiedź i on  jest ci wierny. Nie opuści cię, wyciągnie cię z każdej przepaści, bez względu na to, jak ona jest głęboka - dla niego to bez znaczenia. Niezależnie od tego, czy dziura w którą wpadłeś ma kilometr długości, czy dwa - on cię z niej wyciągnie. Nie ma więc takich kwestii, których on nie rozwiąże. 

   A co to oznacza w praktyce? A w praktyce wszystkie te przeciwności, które postrzegamy jako przeszkody, jako pewnego rodzaju niedogodności, są prowokowane przez pewnych ludzi lub pewne żywioły, prawda? I mówimy: „Boże, pomóż”. I On uspokoił żywioły, uspokoił jakiegoś człowieka, i teraz ten ktoś nie jest moim wrogiem, lecz jest moim przyjacielem. 

  Zatem kocham, a ta miłość zaczyna się rozprzestrzeniać. I wtedy chodzę zupełnie bez lęku. A dlaczego? Bo mam tu wszystkie te rzeczy, hurtem. 

 To nie znaczy, że zadowolę wszystkich, ale nikt z tych, którzy staną mi na drodze, nie będą stanowić problemu. No i wtedy widzę siebie. To znaczy wychodzi na to, że Bóg widzi sam Siebie. Widzę się jak w lustrze, aż mi się zakręci w głowie, i widzę w nim swoją miłość i myślę o niej. Zatem nie doszukujmy się drobnostek [śmiech] w tym lustrzanym odbiciu. To wszystko, dziękuję.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=ILQ990PT-hQ