oryginał: https://youtu.be/DyA9oAbttTQ
Wyobraź sobie, że budzisz się rano,
otwierasz oczy i pierwszą rzeczą, jaką czujesz, nie jest radość, nie lekkość, ale
lekki niepokój. Jakby dzień już wymagał
od Ciebie zbyt wiele, choć dopiero
się zaczął. Jakby życie było niekończącym się projektem, w którym musisz być zawsze o krok do przodu. Planuj, decyduj, udowadniaj, osiągaj.
A czy kiedykolwiek miałeś
poczucie, że wszystko nie idzie zgodnie z planem, a ty jesteś
jedyną osobą, która wie, jak wszystko powinno być zgodnie z tym planem?
Żyjemy tak, jakby wszystko zależało od nas.
Musimy tylko poprawnie obliczyć
związki, karierę, zdrowie, wakacje,
odżywianie, dzieci, rodziców, a nawet
rozwój osobisty. Wszystko to, rzekomo się zawali jeśli nie będzie
kontrolowane.
I w tym
wyścigu o kontrolę, dzień po dniu znika jedna ważna rzecz. Przestajemy oddychać,
przestajemy po prostu być. Ale oto paradoks. Im bardziej starasz się wszystko przewidzieć, tym bardziej życie
się psuje. Czy zauważyłeś to? Wydaje się,
że wykonujesz wszystko tak jak należy, ale z jakiegoś powodu
robi się ciężej, pusto, bardziej nerwowo.
Jakbyś grał w szachy z niewidzialnym
graczem, a on ciągle daje tobie mata.
I tutaj chciałbym zadać jedno
proste, ale całkowicie wstrząsające
pytanie. Czy jesteś pewien, że twój plan
jest naprawdę lepszy? Być może
właśnie teraz, kiedy oglądasz ten film, jesteś w tym momencie
swojego życia, w którym coś nie idzie zgodnie z planem. Może
twój związek się rozpada, twoje zdrowie szwankuje,
twoja kariera stoi w miejscu, albo po prostu
czujesz, że coś ważnego ci umyka,
niezależnie od tego, jak bardzo się starasz?
Ale jeśli jest tak, że to,
co się rozpada powinno się zawalić?
Co jeśli istnieje plan, który już
działa bez twojego niepokoju, bez twojego
napięcia? Bez twoich niekończących się
prób zgadywania, jak on powinien wyglądać?
Eckhart
Tholle powiedział kiedyś: „Kiedy
odpuszczasz, nie tracisz. Pozwalasz
chwili obecnej być taką, jaka jest. I to jest twoja siła”. Ale jak
odpuścić, skoro wszystko w środku
się opiera?
Jak uwierzyć w czyjąś wyższą wolę, kiedy
logika krzyczy: „Jeśli teraz wszystko porzucę,
po prostu się rozpadnę”.
Tak bardzo
przywiązaliśmy się do idei, że musimy wszystko czynić sami. To, że Bóg pomoże - to piękna
metafora, ale w rzeczywistości wszystko spoczywa
na naszych barkach. I to właśnie to wewnętrzne
przekonanie, że jesteśmy zobowiązani zarządzać
wszystkim, czyni nas zakładnikami. Stajemy się więźniami
planu, który wymyślili sami , a nie planu który
otrzymaliśmy z głębin ciszy.
I oto
dzieje się coś, czego prawie nikt nie zauważa. Za każdym razem, gdy
stajemy w obliczu nieoczekiwanego, w obliczu porażki, w obliczu czegoś, co nie pasuje
do naszego obrazu, nie tylko się denerwujemy, ale zaczynamy walczyć
z samym życiem - nie z sytuacją, ale z
rzeczywistością jako taką. Jakbyśmy
mówili: „Nie, wiem, jak powinno być. Mylisz się. Nie powinno tak być”.
Ale kim jestem ja, który to wie? I
wiecie, co jest najdziwniejsze? Życie już
pokazało nam tyle razy, że ma swój własny rytm, Że najbardziej nieoczekiwane
wydarzenia, te, które chcielibyśmy
odwołać, później stały się początkiem
nowego - jakieś spotkanie, które zmieniło wszystko: strata, po której po raz pierwszy
się obudziliśmy, pauza, która pozwoliła nam
w końcu usłyszeć siebie.
Może więc warto pomyśleć o nich chociaż przez chwilę? A co, jeśli Bóg
albo życie, albo przestrzeń, albo
inteligencja wszechświata - nazwij to jak chcesz, już nami kieruje? Może on już wskazuje nam kierunek?
On nie kieruje poprzez instrukcje, nie poprzez
głos w twojej głowie, ale poprzez to, co jest, poprzez to, co się dzieje, poprzez
ciszę. Ale tak trudno jest przestać narzucać
swoją wolę. Przyznać się, że nie wiesz, przyznać, że nie kontrolujesz, że istnieje
coś większego od ciebie. Nie abstrakcyjne, nie religijne, ale żywe, płynące zawsze
blisko i o wiele mądrzejsze niż twój plan.
Być może właśnie tu zaczyna się prawdziwe zaufanie? Nie ślepa wiara, nie
bierność, ale żywe i świadome współdziałanie z życiem, współpraca podczas której przestajesz nalegać i zaczynasz
słuchać?
Brzmi pięknie, prawda? Ale co
powstrzymuje nas przed takim życiem? Co właściwie
sprawia, że wciąż sięgamy po kontrolę, by uchwycić się
naszego wyobrażenia o tym, jak powinno być?
To jest właśnie główna, ukryta
przeszkoda. I od niej wszystko się zaczyna.
Bo dopóki nie dostrzeżesz, co kryje się za tym pragnieniem utrzymania się i utrzymania wszystkiego, to nie będziesz w stanie naprawdę odpuścić.
Interesujące, prawda? Mówimy: „Chcę zaufać
życiu", ale w środku wszystko się kurczy. Pojawia się niepokój, jakbyś stał na krawędzi i był namawiany do skoku w nieznane. Jakby ktoś mówił: „Nie bój się, jest tam niewidzialna sieć”. A twój umysł odpowiada: „Nie,
dziękuję. Wolę zostać tutaj, na krawędzi, z planem w
rękach i paniką w piersi".
Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego sama myśl
o utracie kontroli wywołuje napięcie?
Dlaczego mamy tendencję do trzymania się starego nawet jeśli to co stare nas unieszczęśliwia?
Bo głęboko w nas żyje niemal niedostrzegalna idea: "Jeśli nie będę
kontrolował, to wszystko się rozpadnie. Jeśli nie będę walczył, to przestanę istnieć".
Jesteśmy przyzwyczajeni do tej logiki od dzieciństwa. Mówiono nam: „Bądź dobry, zarabiaj,
osiągaj, buduj swoją przyszłość”. I
zrozumieliśmy. Moje przetrwanie, mój projekt, moje
znaczenie, mój produkt, moje
bezpieczeństwo, moja zasługa. To wydaje się
logiczne i do pewnego stopnia działa, ale ceną jest wewnętrzny niepokój,
który nie znika, nawet gdy wszystko
jest w porządku.
Eckhard Tolle nazywa to ego, ale nie w sensie pychy czy narcyzmu, ale w sensie konstruktu
umysłu, który buduje poczucie siebie na podstawie strachu. To "ja" żyje z
idei oddzielenia - z idei separacji. Jestem ja, jest świat i są zagrożenia. Musisz być czujny, musisz
wiedzieć jak. Musisz przetrwać.
To ego nie jest
wrogiem. Ono nie jest złe. Ono się po prostu boi.
Jego naturą jest strach, ponieważ nie zna życia. Ono zna tylko myśli
o życiu. A kiedy mówisz: „Chcę zaufać", ono słyszy. "Chcę
zniknąć”. Ono nie może zrozumieć, jak można żyć bez ciągłej ochrony, bez
planowania, bez walki.
Ale oto, co jest ważne - ty nie jesteś tym ego. Nie jesteś tym, kto się boi i
ciągle analizuje. Jesteś tym, który to wszystko obserwuje, który jest
świadomy zarówno strachu, jak i myśli oraz próby kontrolowania wszystkiego.
I to właśnie ta świadomość
jest wejściem do innej rzeczywistości. Ale
aby tam wejść, musisz najpierw zobaczyć, jak działa stary mechanizm. Spójrz
uczciwie, ile twoich działań jest podyktowanych nieufnością i lękiem? Ile decyzji podjąłeś, bo
musisz, bo tak jest bezpieczniej, inaczej będzie źle?
Ile razy zrezygnowałeś ze swojej
intuicji, ze zwykłego spokoju, bo
twój umysł powiedział: „Nie możesz tego uczynić tak po prostu. Musisz".
To właśnie jest pułapka. Wydaje się,
że jesteś wolny, że masz kontrolę, ale
w rzeczywistości zawsze kieruje tobą
strach: strach przed samotnością, strach przed
niepowodzeniem, strach przed byciem niegodnym...
I
wiesz, co jest najbardziej ironiczne?
W tym strachu stajemy się jak dzieci
zagubione w supermarkecie.
Krzyczymy, biegniemy, wołamy, nie zauważając, że
matka stoi dwa kroki dalej. Ale jesteśmy tak
pochłonięci paniką, że jej
nie widzimy.
Dokładnie tak samo jest z życiem, z
Bogiem, z tym, co nazywamy większym
umysłem. Krzyczymy: „Gdzie jesteś? Czemu nie
pomagasz?” I nie widzimy, że jesteśmy prowadzeni
przez każde spotkanie, każdy przypadkowy zbieg okoliczności, każde opóźnienie i każdy
zakręt - tylko, że ego tego nie zauważa. Ono jest zbyt zajęte sobą. Eckhadt Tolle mówi:
„Nie kontrolujesz życia. Jesteś samym życiem w jego najczystszej manifestacji".
Ale umysł
chce sprywatyzować ten przepływ i
oddać go na swoje usługi. W tym tkwi ból
i nie chodzi o to, że jesteś
zły, nie chodzi o to, że czynisz coś
źle, ale że w twoim wnętrzu po prostu działa stary skrypt
przetrwania, skrypt lęku. Ten skrypt jest
automatyczny, nie można go winić, ale on nie jest już
potrzebny. Jest jak stary GPS, który prowadzi cię tam, gdzie nie ma już drogi.
I jeśli nadal będziesz mu ślepo ufać,
zawsze znajdziesz się w niewłaściwym miejscu i
kogo będziesz winić? Siebie, świat, los? A może
po prostu zatrzymać się i pomyśleć: „A co, jeśli właśnie teraz wszystko już idzie tak, jak
powinno? Tak, to prawda - może niezgodnie z moim planem.
Ale może plan, który się realizuje,
nie wymaga mojej paniki? Może po prostu
wymaga mojego zaangażowania, mojego milczenia, mojej
uczciwości?"
I właśnie w tym momencie
zaczyna się zmiana. Nie w
wymyślaniu nowego planu, ale w
przyznaniu, że może nigdy nie byłem tym,
który miał kontrolę. A jeśli tak, to kim tak naprawdę jestem?
Czasami życie zdaje się do nas przemawiać, ale nie
słowami lecz poprzez okoliczności, poprzez te właśnie momenty, które nazywamy porażkami, stratami, niefortunnymi momentami?
Narzekamy, że wszystko nie idzie zgodnie z planem, że wszystko poszło
w złym kierunku. Ale czy kiedykolwiek naprawdę wiedzieliśmy, dokąd zmierzamy? Jeśli wsłuchasz się w ciszę wewnątrz, zauważysz, że cały ten plan, cały ten schemat,
jak powinno być, nie pochodzi z głębi, nie pochodzi z
przeżytego doświadczenia - on pochodzi z głowy, z przekonań, z cudzych opowieści, które
przyjęliśmy za własne.
I tak zaczyna się niewidzialny dramat. Żyjemy nie tym,
co się dzieje, ale tym, co powinno się dziać. Nie z tymi, którzy są blisko,
ale z wyimaginowanymi ludźmi w naszym idealnym scenariuszu. Cierpimy nie z powodu rzeczywistości,
ale z powodu faktu, że rzeczywistość nie pokrywa się z fikcyjnym projektem szczęścia. To cicha
tragedia, bo dzień po dniu oddalamy się od chwili obecnej. Nie zauważamy, jak cisza brzmi za oknem, jak ktoś wyciąga do nas rękę, jak nasze serce mówi: „Stój!" Jesteśmy zbyt zajęci rozmową z umysłem, który jest ciągle z czegoś niezadowolony”.
Echart Tolle powiada, że żyjemy jakby przez filtr myśli o rzeczywistości, a nie przez samą rzeczywistość. To tak jakby założyć ciemne okulary, a potem narzekać, że świat stał się ponury. Ale problem nie tkwi w świecie, problem tkwi w okularach.
Tak samo jest i tutaj nie widzimy życia takim, jakie ono jest. Widzimy je poprzez filtr oczekiwań, lęków, planów. I ten filtr staje się naszym więzieniem. Wiecie, co się dzieje kiedy człowiek żyje cały czas według tego scenariusza kontroli? Staje się wyczerpany psychicznie, fizycznie i duchowo.
Ciągłe napięcie, próba przewidywania, zarządzania, reagowania. To jak siedzenie w łódce, ale ciągłe wiosłowanie pod prąd, bo umysł myśli, że prawidłowa droga jest właśnie w tym kierunku. Ale życie płynie w przeciwnym kierunku.
Najpierw przychodzi zmęczenie, potem rozczarowanie, a potem cynizm.
"Być może po prostu nie mam szczęścia.
Może nie jestem czegoś wart.
Może zawsze będzie mi tak ciężko" - I
człowiek się zamyka. Tymczasem życie
wzywa cały czas. Wciąż
zsyła spotkania, zmiany, szanse, ale
my nie słyszymy. Jesteśmy zajęci, - mamy plan.
W ten sposób fałszywe ja, ego, buduje wokół nas mur. A z zewnątrz wszystko wydaje się normalne. Przecież staramy się, pracujemy nad sobą, rozwijamy się duchowo. Ale w środku wciąż jest ten sam niepokój, ta sama kontrola, ta sama walka z tym, co jest. Im wyższy wewnętrzny mur, tym bardziej oddala się poczucie sensu, radości, obecności i tym większe poczucie pustki - zwłaszcza u ludzi po trzydziestce, bo w tym wieku już wiele się próbowało, coś się już zbudowało, coś się już osiągnęło, a nagle wszystko traci swój blask.
Powstaje pytanie: „Po co to wszystko?”.
Odpowiedź nie pochodzi z umysłu. Nie pojawia się z nowego celu ani nowej motywacji. Pojawia się, gdy
pozwalasz sobie być tu i teraz, bez oporu, bez scenariusza. I tu zaczyna się najbardziej subtelna rzecz. Umysł nie może uwierzyć, że nic nie robiąc,
można coś zmienić. On mówi: „Jeśli po prostu odpuścisz, wszystko
się rozpadnie”. Ale w głębi duszy zaczynasz
zauważać, że gdy tylko przestajesz walczyć, to pojawia się coś żywego,
coś prawdziwego - być może po raz pierwszy od
długiego
czasu.
Zaczynasz dostrzegać, jak każda
chwila jest wypełniona znaczeniem. Nie takim,
które da się wytłumaczyć, ale takim,
które się czuje. A to znaczenie nie wynika z
tego, że coś osiągnąłeś, ale z faktu,
że jesteś tu i teraz, bez masek, bez roli,
bez pośpiechu. Nie zachowujesz się już jak
budowniczy, który ma plan i
i musi ukończyć budowę przed terminem.
Stajesz się ogrodnikiem. Podlewasz, doglądasz, pozwalasz rosnąć. Nie
kontrolujesz deszczu, ale wiesz, jak być tam, gdy spadnie. I jest w tym ogromna moc, ponieważ w końcu
zgadzasz się z tym, co już jest.
I to jest prawdziwy punkt
dostępu do Bożego planu, do tego, co jest o wiele większe niż twoje wyobrażenia. Ponieważ
Bóg nie daje ci kontroli. Daje ci
przepływ. Nie daje ci schematu. Daje ci
prawdziwe życie, nieprzewidywalne,
ale mądre.
I żeby to usłyszeć, nie
musisz się zmieniać. Musisz tylko
wyciszyć się w sobie. W pewnym momencie - niekoniecznie w kryzysie, niekoniecznie w dramacie - nadchodzi cisza, nie zewnętrzna, ale wewnętrzna. I po raz pierwszy słyszysz: „Wszystko,
co próbowałeś zbudować, to nie dom,
to płot. Wszystko, czego broniłeś, to
obraz, a nie rzeczywistość. Wszystko, czego się tak
bałeś, okazało się tylko cieniami na ścianie
umysłu".
I nagle zauważasz, że jesteś zmęczony byciem
kimś, zmęczony decydowaniem o wszystkim, zmęczony walką
nawet o swój rozwój duchowy. I w
tym zmęczeniu pojawia się coś
niesamowitego - pojawia się relaks. Nie poddanie się,
ale poddanie się życiu bez patosu, bez flag.
Po prostu przyznanie, że już nie wiem i
nie chcę udawać, że już wiem.
To
jest ten punkt zwrotny - on może być cichy, bez
słów. Po prostu budzisz się pewnego ranka i
nie próbujesz kontrolować dnia. Idziesz
do sklepu i nie spieszysz się.
Rozmawiasz z bliskim człowiekiem i nie
bronisz się. Nie próbujesz być
lepszy, mądrzejszy, czystszy. Po prostu jesteś. Świat
nagle przestaje być polem bitwy. Staje się
sceną, na której
rozwija się coś, co nie wymaga
twojej oceny. Nie jesteś już aktywnym
uczestnikiem odpowiedzialnym za wynik. Stajesz się
świadkiem, partnerem. Samo życie
oddycha przez ciebie.
I to właśnie w tym momencie
zaczyna się to, co prawdziwe. Nie to, do czego zdążałeś, ale to, co zawsze tu było.
Ale nie mogłeś tego poczuć,
próbując to osiągnąć, chcąc wiedzieć wszystko
z góry. Eckhart Tolle mówi: „Świat nie jest
w uścisku chaosu, jak mogłoby się wydawać. Pod powierzchnią form
kryje się głęboki porządek, nieskończenie
inteligentny". A jeśli zwolnisz,
zaczniesz odczuwać, że już uczestniczysz w tym porządku.
Nie oznacza to, że
staniesz się obojętny, że przestaniesz
działać. Wręcz przeciwnie, dopiero teraz
twoje działania nie wynikają ze strachu, nie z pośpiechu, ale ze spokoju, z ciszy,
z intuicji, a nie z napięcia. Z kontaktu z
czymś realnym, a nie z wewnętrznego
scenariusza walki.
Zaczynasz dostrzegać
znaki, nie mistyczne, nie namalowane,
ale proste. Rozmowę, która odbyła się
w odpowiednim momencie, człowieka, którego prawie uniknąłeś, ale mimo to go spotkałeś.
Zbieg okoliczności, który
wcześniej nazwałbyś "ot - takie tam zwykłe zdarzenie", ale teraz,
rozumiesz, że jest ono częścią czegoś większego.
To zaproszenie. Przestajesz grać
w grę pod tytułem: "Los jest przeciwko mnie". Teraz nie jesteś w
opozycji - jesteś we
współpracy i to nie jest ślepa wiara. Ta wiedza jest cicha,
wewnętrzna, niefanatyczna. Po prostu
wiesz, że jesteś prowadzony. Nie
starasz się już dotrzymać kroku, ponieważ zdajesz sobie sprawę, że jesteś już na czas.
Nie
dążysz już do
swojego celu, ponieważ żyjesz w celu
samego życia. Nie tworzysz już obrazu
siebie - ty pozwalasz sobie istnieć. I tu
ujawnia się najbardziej niesamowita rzecz: wszystko,
czego pragnąłeś, zaczyna nadchodzić. Nie
dlatego, że gonisz, ale dlatego, że
jesteś gotowy. Miłość, ponieważ stałeś się
żywy. Dostatek, ponieważ nie
próbujesz już się go trzymać. Radość, ponieważ
przestałeś żądać. Pokój, ponieważ
nie toczysz już wojny z tą chwilą. Nic
nie tracisz, odpuszczając. Wręcz przeciwnie, otrzymujesz wszystko, co ważne. I
po raz pierwszy rozumiesz, że to, co nazywałem
kontrolą, było strachem, a to, co
uważałem za słabość, było w rzeczywistości siłą. To łagodna, głęboka, lekka moc, która
niczego nie żąda, ale daje wszystko. I rzeczywiście: Bóg od początku zawsze miał plan.
Byłeś po prostu zbyt zajęty aby to usłyszeć. A teraz słuchasz nie uszami, lecz sercem, całą swoją istotą. I nie wiesz,
dokąd to doprowadzi, ale po raz pierwszy w życiu się nie boisz, bo teraz nie jesteś sam. Jesteś w nurcie.
Czy wiesz, w którym momencie wszystko
całkowicie się zmienia? Kiedy
nagle przestajesz czekać, przestajesz
czekać, aż wszystko się poprawi, że staniesz się
inny, że życie w końcu potoczy się tak, jak zaplanowałeś - kiedy
nie masz nadziei na przyszłość i nie poprawiasz
przeszłości, ale po prostu oddychasz, patrzysz, żyjesz teraz, nie jako idea, nie jako
praktyka, ale jako naturalny stan
bez wysiłku,
bez zadania, bez wyjaśnień.
I wtedy
pojawia się dziwne odczucie, jakby czas
znikał, jakby wszystko, co było wcześniej, było tylko snem - snem,
w którym biegłeś, walczyłeś, udowadniałeś, snem, w którym
wierzyłeś, że musisz zasłużyć, naprawić, uratować. A teraz się budzisz i nagle
zrozumiałeś, że wszystko już tu jest.
I oto ona jest, najgłębsza
prawda, ta, do której nie docierasz umysłem, lecz którą sobie przypominasz. To tak, jakby zawsze były w tobie drzwi, a one po prostu się otworzyły i rozpoznajesz
to, co zawsze tam było. Nie musisz być kimś - ty już jesteś tym, kim
musisz być.
Spokój nie jest nagrodą - on jest twoją naturą.
Miłość nie jest celem. To powietrze, którym oddychasz od
długiego czasu, ale po prostu go nie zauważałeś. Życie
nie jest projektem, to taniec.
A Bóg nie jest sędzią, ani obserwatorem, ani egzaminatorem - on jest tym właśnie tańcem.
To obecna
cisza, z której wszystko pochodzi. Nigdy nie byłeś zagubiony, po prostu
szukałeś w niewłaściwym miejscu. Echart Tolle nazywa to
świadomością poza formą, kiedy przestajesz utożsamiać się z ciałem, imieniem,
historią, stajesz się czystą świadomością. Patrzysz na świat i już
nie bronisz się, ponieważ nie ma niczego do obrony.
Tego, kim naprawdę jesteś, nie da się zranić, obrazić, zniszczyć. Ono jest wieczne, ciche, świetliste. Wykraczasz poza ideę planu, ponieważ teraz ty
jesteś planem. Jesteś manifestacją
wyższego umysłu. Wszystko, co czyniłeś, wszystko, co ci się przydarzało przyniosłeś ty sam. Ale ty nie jesteś tym, który cały ten czas próbował sterować - ty jesteś dużo głębiej, milczący, prawdziwy.
Nie jesteś już po prostu poza zagrożeniami, ty sam jesteś tym bezpieczeństwem. Nie jesteś tylko w nurcie, jesteś nurtem. Nie tylko ufasz, ty jesteś zaufaniem w działaniu.
I może właśnie tym jest
oświecenie - nie jako finał, ale jako powrót do domu, do
chwili, do siebie, do ciszy, która nie milczy lecz śpiewa.
Słychać ją tylko wtedy, gdy przestajesz spierać się z
rzeczywistością. A teraz wszystko jest inne. Nie dlatego, że świat się zmienił, ale dlatego, że
przestałeś próbować go zmienić. Zacząłeś
patrzeć od wewnątrz, z samego centrum,
z serca. I może właśnie teraz,
siedząc w ciszy po tym filmie, poczujesz t - nie słowami, nie myślami, ale
głębiej. Tam gdzie wszystko jest proste, gdzie nie musisz niczego udowadniać, gdzie po prostu jesteś.
Jeśli dotarłeś do tego punktu, to gratulacje. Nie tylko obejrzałeś
film, lecz pozwoliłeś sobie przypomnieć,
usłyszeć, zatrzymać się.
To oznacza, że jesteś już wewnątrz tego planu,
już w nim, już w zgodzie.
Pamiętaj - nawet
odrobina zaufania zmienia wszystko. Nawet jeden
głęboki oddech w ciszy może cię
sprowadzić do domu. I za każdym razem, gdy życie znów wydaje się trudne, nie spiesz się
z działaniem. Po prostu poczuj ponownie, usłysz,
pozwól.
Jeśli kiedykolwiek znów zapomnisz, to nie ma powodu do niepokoju - po prostu wróć,
zamknij oczy i powiedz: „Niech się stanie nie
moja wola, ale twoja, bo twoja jest
zawsze lepsza”.
Jeśli rezonujesz,
napisz w komentarzach, co teraz czujesz, lub po prostu postaw kropkę,
jako znak milczenia, znak zaufania. Nie
zapomnij włączyć polubienie - nie dla mnie, ale dla siebie - za
to, co słyszysz, za to, co czujesz,
za to, że żyjesz.
Subskrybuj, jeśli
chcesz więcej głębi i ciszy w przepływie i
pozwól, by życie Cię prowadziło. Życzę Ci, abyś żył
pełnym życiem, bez strachu, bez pośpiechu, w
zgodzie z tym, co większe od Ciebie, ale
zawsze wewnątrz. Jesteś w domu.
wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=2aCbnXk4_oU