poniedziałek, 22 lutego 2016

Miłość

   W zadnych innych czasach, w żadnym innym wieku nie mówiło się tak wiele o miłości jak obecnie. Nieustanne rozmowy o miłości jakie prowadzimy stwarzają iluzję jakoby coś nam było wiadome na ten temat. Tym samym okłamujemy innych i okłamujemy siebie. Ale bez miłości człowiek umiera. Tak jak ciało potrzebuje pożywienia tak samo dusza potrzebuje miłości.
Miłość to potrzeba. Żywność można wyhodować, można ją przygotować. Natomiast dla miłości potrzebne jest co innego - umiejętność bycia zrelaksowanym, dostępnym i otwartym.

   Ale to jest niebezpieczne - cały czas być otwartym i narażonym na zranienia. Kto wie co może się tobie przytrafić? Dlatego ludzie starają się być zamknięci - wtedy czują się bezpieczni. Bezpieczeństwo jest ale życie zanika. Ludzie ci są martwi jeszcze za życia. Pełne bezpieczeństwo - prawie jak w grobie. Wszystko stabilne i przewidywalne - nie ma się czego obawiać. Lecz jeśli brak jest życia to jaki sens ma stabilność?

  Prawdziwe życie zawsze jest pełne przygód a największą z przygód jest miłość. Miłość niesie ciebie w nieznane -pozwala ona bytowi zawładnąć tobą. Ale byt (istota) zgodzi się zawładnąć tobą jeśli jesteś gotów się w nim rozpuścić.
W tym rozpuszczeniu rodzi się miłość. Znikasz ty a pojawia sie miłość. Tak rodzi się Bóg - miłośc jest początkiem Boga. Miłość - zwiastun Boga, pierwszy promień słońca.

https://vk.com/vedmir?w=wall-4051472_87512











31 komentarzy:

  1. Odkąd zrozumiałem aby miłować siebie , wiele się zmieniło ,nastał nowy początek.
    Często i dużo o miłości mówi się jako zjawisku zewnętrznym , miłować świat , dzieci ,zwierzęta ,to i tamto ...
    I człowiek często się poświęca w imię tej miłości .
    A kiedy człowiek miłuje siebie to on zaczyna promieniować , RAdość jest tego wyznacznikiem .

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak rodzi się Bóg - miłośc jest początkiem Boga :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ach! piękne jest to zdjęcie zamieszczone pod artykułem tej pani. Te cudne kolory i motyle, które przysiadły. Dziękuję za tłumaczenie.
    Dokładnie tak się czuję jak ta istota ...- promienieję, moje serce jest wielkie i wysyła ukochanemu ciepło,siłę,dobro,zdrowie, czułosć...najlepsze energie. Zostałam przez niego odtrącona, ALE przecież to nie przeszkadza mi nadal kochać. Miłośc to takie nieustanne,cudowne promieniowanie niczym niezmącone. Tego nie można zabronić!!!, to nie mija,bo przecież jest niezależne od tego co wydarzyło się na zewnątrz. Przecież miłośc jest w sercu- wewnątrz nas, wewnątrz mnie. A serce, moje serce to ŚWIĘTE MIEJSCE. I nie ma też znaczenia jak daleko jest od nas "odbiorca".
    W zeszłym roku czytałam córce książkę...są w niej piękne słowa: "Miłość to kontemplacja. Miłość to skupienie w absolutnej ciszy." i jeszcze: "Nic nie widać. Nic nie słychać. A jednak coś promienieje w tej ciszy".
    Zatem niech promienieje!- to ma właśnie miejsce-moje serce nadaje nieustannie i wysyła...
    Michale- cieszę się, ze poznałam Twojego bloga, wielkie dzięki za niego. Będę miała co czytać i uczyć się będę. Od wielu lat miałam ciągle krótkie włosy, dzięki Tobie zaczęłąm je zapuszczać. To będzie mój największy sukces!- długie włosy na dodatek bez farbowania. Nie mogę się juz doczekać...
    DZIĘKUJĘ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ucz się pilnie jak Mickiewicz w Wilnie -powodzenia!

      Usuń
  4. Niekiedy pojawia się ktoś, kto potrafi nazwać to, co tkwi w naszych sercach. Taką rolę obrało również wiele wpisów tutaj :)
    I kolejny element do cudnej układanki Prawdy - Otwartość, Dostępność tak rzadka w Naszych czasach, gdy tyle osób utkwiła w bezpiecznej ignorancji i obojętności, powierzchowności, opętani fizycznością i pustą rozrywką, konsumpcjonizmem odtrącają Uczucia.
    Ale nadal istnieją na tym świecie (i ich liczba mam nadzieję będzie wzrastać wraz z pierwszymi promykami Szczerego Boskiego blasku Świtu tej planety) ludzie-Romantycy. Oni właśnie, nazywali Wrażliwymi, Emocjonalnymi, przynajmniej część z nich, Jest Świadomie Otwarta na Miłość, czym naraża się na zranienie. A owa Wrażliwość dzisiaj uważana mylnie za słabość (szczególnie za brak męskości u mężczyzn) jest Zaletą Otwartych na Uczucia, jest piękną Manifestacją Boskiego Pierwiastka, Stanowi pośród wulgarnego okrucieństwa i ignorancji Największą Odwagę.

    Arexel

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie ujęte. Trzeba też nieustannie mieć baczenie bo pojawiają się wśród nas ludzie mający "miód na ustach" ale serca nie do końca oczyszczone i szczere. Układa mi sie w głowie pewien wpis na temat masek ludzkich. Było kilka lekcji praktycznych ostatnio.

      Usuń
    2. Ci właśnie ukrywający się w pewnym stopniu mogą narobić wiele problemów, jeżeli zabraknie nam asertywności - np. masz z kimś styczność regularnie w pewnej grupie, masz też styczność z innymi, ale on wypatrzy w Tobie ofiarę, kogoś, kto jest podatny, aby pozwolić pasożytowi "wejść na głowę", co czasami łączy się właśnie z wrażliwością i niewłaściwą nadmierną troską o nawet tych krzywdzących. I owy pasożyt może być do tego nader sprytny, tak jak mówiłeś kiedyś, Jędrzeju w innym wpisie: może mieć momenty "normalności", kiedy jest całkiem dobrze, po czym atakuje znowu i znowu. Granica nie zostaje przekroczona, ale Twoja wytrzymałość jest często bliska niej, a on żeruje. Jeżeli ma się kłopoty ze skończeniem szkodliwej znajomości czy jest się już czy jeszcze związanym z tą osobą to wymaga to jednoznacznej decyzji lub dużego dystansu (jeżeli jesteśmy przez pewien czas nań skazani).
      Jak bardzo w życiu niezbędne są odważne i przemyślane decyzje :)

      Arexel

      Usuń
    3. "Jak bardzo w życiu niezbędne są odważne i przemyślane decyzje "
      No tak- cąły czas się uczymy. Pewna dusza poleciła mi kilka dni temu książkę "Mistrz"- autor Andy Andrews. Jest dostępna w tradycyjnej formie ale dośc kosztowna. Przyznam, że przeczytałem pirata ściągniętego z chomikuj.pl. Książka ze wszech miar warta polecenia. Główny bohater opowieści naucza, że mądrość to umiejętność przewidywania skutków swoich decyzji. To ma też związek z doświadczeniem. Z mojego doświadczenia wynika, że warto nie podejmować decyzji w emocjach. Ta sama osoba co poleciła książkę podpowiedziała też ciekawe rozróżnienie, że ona oddziela emocje od uczuć. Emocję sa tą siłą, która nas rozrywa i niszczy natomiast uczucia nie są szkodliwe. Muszę to sobie jeszcze przemyśleć ale podoba mi się ta klasyfikacja.

      Co do relacji - och! temat życie. Doskonalimy się w tej asertywności ( znów mądrość czyli umiejętność przewidywania konsekwencji naszych wyborów). Mądrośc i doświadczenie powoduje, że omijamy pewne "rafy życiowe"- jakieś znajomości mogące zakończyć się katastrofą, stratą i cierpieniem.

      Usuń
    4. "Trzeba też nieustannie mieć baczenie bo pojawiają się wśród nas ludzie mający "miód na ustach" ale serca nie do końca oczyszczone i szczere".

      Jeśli tak się dzieje i jest to poparte ciągłymi przykładami z życia wziętymi, to warto się zastanowić poważnie dlaczego ciągle takie osoby nam się przytrafiają. Dlaczego ciągle wokół siebie widzimy osoby nieżyczliwe, osoby z miodem na ustach, a twardym czy nieoczyszczonym sercem, dlaczego widzimy te cechy, a nie inne w drugich.
      Może zabrzmi to mało ciekawie, nieprzyjemnie, uszczypliwie, bądź też jeszcze inaczej mało pozytywnie... ale co prawda to prawda - przecież podobne przyciąga podobne. Ponadto przerabiamy lekcje do tego czasu, aż będą zrozumiane, przyswojone. Rzeczywistość dzięki temu się przekształci, pojawią się inni ludzi z innymi cechami, z cechami pozytywnymi włącznie. W końcu otoczenie jest dla nas lustrem, abyśmy mogli się w nim przejrzeć i zdjąć z siebie wszystko to co nam się nie podoba.

      W człowieka promieniującego miłością nic nie uderzy. On ją wypromieniowuje i w zamian otrzymuje podobne uczucia. Ponadto kształtuje swoją rzeczywistość własną energią - tam wokół niego to co w nim.
      A masę naprawdę ciemnych energii (które istnieją bez względu na ilość wypromieniowanej miłości) trzyma poza kręgiem swojego światła, bo siła jego rażenia jest za mocna dla takich, tak zwanych "pasożytów".
      Wolna

      Usuń
    5. "Dlaczego ciągle wokół siebie widzimy osoby nieżyczliwe, osoby z miodem na ustach,...." A co jeśli ich nie widzimy? Potem piszesz: "W człowieka promieniującego miłością nic nie uderzy." Oczywiście, że tak ale nie o tym pisałem. Oczywiście, że ci ludzie usiłujący grać jakąś rolę- udawać kogoś kim nie są w końcu zostaną obnażeni (sami siebie obnażą) nie są w stanie "uderzyć" jak to nazywasz kogoś promieniującego miłością.
      Rzecz polega wyłącznie na tym by nie tracić czasu- by tracić go jak najmniej. Taki człowiek nieoczyszczony pojawia się w naszym otoczeniu prosząc o jakąś lekcję- lekcję praktyczną a nie wykład. Im jesteśmy doskonalsi tym mniej czasu zajmie nam udzielenie lekcji na prośbę tego człowieka ( ściślej: jego wyższego "ja").

      Usuń
    6. Mistrz to jedna z moich ulubionych ksiazek!
      Tu napisalam o niej ciut wiecej:
      http://zyciewdobrobycie.pl/mistrz-andy-andrews/
      Mam jeszcze przygotowana liste madrych cytatow z niej, na dniach dodam do powyższego wpisu.

      Usuń
    7. Witaj Beato, miło, że jesteś z nami i czytasz.
      Tak - książka ważna. napisać "cegłę" - grubą i męczącą jest stosunkowo prosto natomiast nadać materialną oprawę swoim myślom w przystępny i nieskomplikowany sposób... oj - duża sztuka. Książka przydatna szczególnie dla ludzi zachodu pogrążonych w materialnym zyciu.
      Dzięki za link- zaraz z ciekawością poczytam.

      Usuń
    8. Ach! - dziękuję Beato! - Og Mandino "Największy kupiec świata" . No przecież! Czytając "Mistrza" (zauważacza- świetnie, że podajesz jak to brzmiało w oryginale) miałem nieodparte wrażenie, że podobne treści już gdzieś czytałem. Wszystko jasne.

      Usuń
    9. wspominasz w zalinkowanym wpisie o książce/filmie "Sekret". Podobno nadal trwa moda na to dzieło. Ja zawsze miałem rezerwę do przedstawionych tam recept. Tkwi tam sporo niebezpieczeństwo ugrzęźniecia w pozornym szczęściu. Zwraca uwagę na to Siergiej lazariew w swoich książkach i wykładach, że zmiany bez- on to chyba nazywa 'pdniesienia do Boga" mogą nam tylko zaszkodzić. Słowianie rozróżniają białą magię i czarną magię. Biała to jest ta, która jest zgodna z dobrem wszechświata, gdzie jest pokora w działaniu i to co chrześcijanie powiadają"nie moja lecz twoja wola niech się stanie Boże" (marzenie o którym wspominam nieustannie- ulotne, pokorne, ciche i delikatne). Natomiast czarna magia to zwykłe wymuszenie na rzeczywistości- spełnienie zachcianki (pragnienia). Konsekwentne dążenie bez zważania na to co dana zachcianka przyniesie otoczeniu- nie dostrzeganie szerszej perspektywy. TO OCZYWISCIE DZIAŁA ale przynosi szkodę i degradację naszego ducha. Nasza realność ma swoje zasady i nie da się 'wziąć czegoś z niczego". Jeśli w jednym miejscu się pojawi to w innym musi zabraknąć - CHYBA..... że zajmiemy się transformacją, wewnętrzna alchemią dodając dobra w tym świecie a nie dokonując manipukacji na tym co istnieje.
      A żeby na koniec zobrazować- podam przykład: pewien człowiek dowiedział się, że wizualizacja i wszystkie te recepty opisane w książce "Sekret" działają i przynosą szczęście. Zaczął "mantrować" regularnie "chcę mieć 7000 zł". Powiesił sobie takie kartki w kuchni, nad łóżkiem, w toalecie... ale nic więcej w tym celu nie czynił- żadnych wysiłków. Nie szukał pracym nie rozwijał się. No i pewnego dnia wyszedł z domu, potknął się na przejściu, wpadł pod tramwaj i stracił nogi. Dostał odszkodowanie - dokładnie 7000 zł.
      Znam inne opowieści podobnego typu.

      Usuń
  5. Napiszę tak: jeśli nie zauważa się tylko niedoskonałości w drugim człowieku (w tym jego nieoczyszczenia), a skupia na człowieku jako całości, jego potencjale do rozwoju, zaletach, to wtedy taki człowiek nie jawi się nam jako ktoś do uleczenia, bo jest niedoskonały, nie jawi się jako pasożyt, oszust z maskami na twarzy, itp. Już samym podejściem do niego likwidujemy w nim jakieś gorsze cechy, zdejmujemy maski. Jeśli podejść do człowieka jak do człowieka, a nie do maski, to on sam się otworzy, otworzy na nasze dobre cechy; to jest podejście z miłością, dzielenie się miłością. Jeśli natomiast widzieć we wszystkim obnażanie się, to widzieć jakieś kamuflaże, oszustwa, itp. Widząc tak otoczenie, szukając w nim niedoskonałości, bądź też ich się obawiając świadczy to tylko o nas.
    Czy my chcemy (ja, Ty, ktokolwiek), żeby upatrywano w nas potencjalną "ofiarę" do wyleczenia, kogoś niedoskonałego, z którego zawsze da się zdjąć jakąś maskę, obnażyć, pokazać mu jego niedoskonałość? Takim sposobem nie wyleczy się nikogo.
    I tylko ludzie niepoukładani wewnątrz, jeszcze roztrzęsieni będą widzieć innych maski i one będą im wadzić... bo sami są pod maskami zamknięci i obawiają się otwarcia, czują, że to im samym wadzi.
    Osoby nieoczyszczone nie przychodzą do nas prosić o lekcję. One nam ją również dają. Wszystko się zapętla; działa również na zasadzie lustra, o czym często piszesz. Przeglądamy się w ludziach jak w lustrze. Jeśli skupiamy się na pięknie drugiego, to on nam się tym odwdzięczy, bo sam w sobie wzrośnie doceniony. Jeśli jednak jest za bardzo zamknięty (jeszcze), to zderzając się z naszą miłością nam nie zaszkodzi, a za jakiś czas coś do niego dotrze.
    Tylko patrzmy na to dobre, a to "złe" zostawmy w spokoju nie podsycając go krytyką. Tu piszesz dobrze - pokazać wzorzec zachowania sobą samym, nie prawić morały. I to starałam się ubrać w słowa.

    Wolna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojej.... ja jestem Głupi Jasio, niewiele z tego rozumiem. Czy naprawdę trzeba aż tak "mędrokwać" z tym wszystkim? Czy nie można zwyczajnie płynąć? Dla mnie szukanie wyjaśnień jest rzeczą wtórną i nie przywiązuję do nich dzisiaj zbyt wielkiej wagi. One mogą być słuszne ale mogą byc nietrafione.

      Moje ogólne odczucie (bo na nich dziś polegam ) jest takie, że chyba nie do końca jesteś "Wolna". Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Może na podsumowanie moich poglądów dodam, że bliskie mi jest to co zamieściłem chyba 2 wpisy temu ( albo jet to wpis poprzedni) zatytułowany "Instrukcja życia"- a ściślej mam na uwadze teraz ten punkt mówiący, że wszyscy pojawiający się w naszym życiu bliźni są naszymi lustrami. JEŚLI...... jakieś ich przymioty wywołują u nas wielkie emocje to oznacza, że sami mamy w tej sferze coś do poprawienia. To wszystko- recepty sa naprawdę nieskomplikowane.

      Usuń
    3. Dobrze- skoro chcesz o tym porozmawiać to porozmawiamy. Własn ie przeniknąłem ten Twój długi wpis. Powiadasz:
      "......to wtedy taki człowiek nie jawi się nam jako ktoś do uleczenia, bo jest niedoskonały, nie jawi się jako pasożyt, oszust z maskami na twarzy, itp. Już samym podejściem do niego likwidujemy w nim jakieś gorsze cechy, zdejmujemy maski."
      Po pierwsze nieprawda. Dany człowiek może poprawić swoje podejście doświata ( spojrzenie nań) tylko własną, ciężką pracą nad sobą. Owszem- modlitwa z zewnątrz może mu w tym pomóc i właśnie dlatego wyższe ja tego człowieka wprowadza go w relacje z innymi ludźmi, którzy pomogą "wskazać" mu niedoskonałości ( nie wytykają werbalnie ale stanowią dla niego lustro. To można zrobić z miłością w sercu -pisałem nieraz "radykalne wybaczanie". Można nawet i zabić bliźniego z miłością jeśli nie ma innego wyjścia
      https://www.youtube.com/watch?v=w8GzH3WhD4w).

      Ja dziś nwet na sąsiadów - alkoholików patrzę jak na małe dzieci. Widzę w nich istoty Boskie, które się uczą- w duszy mam miłość ale na poziomie Ziemskim odcinam sie od nich nie pozwalając sobie wejść na głowę.
      Co do spojrzenia na świat- podam Tobie przykład. Odwiedziła mnie niedawno pewna osoba i tam gdzie ja widziałem potencjał tam ona ( na przykład na podwórku za oknem) widziała bałagan. To jeden z przykładów. Ludzie przeważnie nie są świadomi tego zakładania masek. Polecam film "Niebiańska Przepowiednia"- gdzieś tam jest scena gdy główny bohater stara się porozmawiać z dziewczyną w parku i z jego winy kontakt sie komplikuje. Potem inna kobieta daje mu wyjaśnienie (uwaga- bo to ważne!) A MOŻE CHCIAŁEŚ SIĘ PRZYPODOBAĆ? To jest właśnie to! Poprzez swoje poczucie niepełnowartościowości (urazy z dzieciństwa, karma rodzinna) wstydzimy się być sobą takimi jak w danej chwili jesteśmy. Ludzie sobie wprawiają sztuczne zęby albo panie powiększają biust na przykład. Po co? ŻEBY SIĘ PRZYPODOBAĆ. Co to ze sobą niesie? Oddalamy się od siebie samych. Polecam gorąco film 'REVOLVER". Tam około 56 minuty pojawia się wspaniały monolog: "jesteśmy małpami w garniturach
      http://www.cda.pl/video/10772299

      Usuń
    4. cytat:
      "Jeśli skupiamy się na pięknie drugiego, to on nam się tym odwdzięczy, bo sam w sobie wzrośnie doceniony."
      Hm.... prawda i nieprawda. Zależy o jakim pięknie mówimy. Jeśli mowa o niedowartościowanej kobiecie, która powiększyła sobie biust (potrafią babki w kredyty popaść aby sobie sprawić takie "szczęście") i uważa, że w ten sposób zbawia świat i rozsiewa wokół "wibrację miłości" - tym samym ta biedna Istota wskazuje na fakt kompletnego ugrzęźnięcia w materii. Dla niej pięknem jest tylko to co da się dotknąć. Przeważająca ilość ludzi wokół jest na tym stopniu rozwoju. Duchowe piękno w powijakach - ograniczone co najwyżej do tego co już tu kiedyś pisałem a więc oprawianie tego swojego twardego materializmu w różnorakie "piękne" opary- ozdobne listy, piękne słówka, seks przy szampanie i świecach.
      No cóż- to też jest doświadczenie tego człowieka przez które najwyraźniej chce on przejść (jak wspomniani moi sąsiedzi przez doświadczenie alkoholizmu). Moim prawem natomiast jest nie wchodzić w takie relacje i nie marnować cennego czasu. Owszem - to jest również lekcja dla mnie.

      Usuń
  6. Teraz na szybko na wszystko nie odpowiem. Nie chcę zbędnej polemiki, bo nie to mam w głowie. Tylko do jednego Twojego zastrzeżenia bym się odniosła na teraz.
    Miłość potrafi szybko i widocznie zmienić drugiego człowieka, jeśli ten drugi jest w kontakcie z pierwszym. Jeśli z różnych względów się człowiek "kochający" odcina, to drugi nie może mieć przykładu, nie może poczuć, odczuć tego. A tu przecież chodzi o dzielenie się miłością i dopuszczanie do siebie, w krąg swojej aury. Wtedy troska o zrobione w niej dziury nie istnieje.
    Teraz tak - ja Ciebie całkowicie rozumiem, bo mam podobnie. Również odcinam się od pewnych ludzi, spraw, zjawisk. Tylko że to nie jest miłość absolutna, ta najwyższa, a raczej zrozumienie, m.in. zasad funkcjonowania świata (to o czym piszesz pod adresem sąsiadów).
    Nie zamierzałam stawiać siebie tutaj jako przykład absolutnej miłości, człowieka ze wszystkiego oczyszczonego. To może być tylko subiektywne odczucie czytającego.

    Mój nick oznacza wolną od światopoglądu mas i życia potocznie mówiąc systemowego. Tak w skrócie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och jej.... tak samo jak ze wspomnianym pojęciem piękna tak samo pojęcie miłość dla każdego człowieka ( w zależności w jakiej klasie tej Ziemskiej szkoły się znajduje) jest czymś innym. To pierwsza rzecz.

      Ziemska szkoła ma swoje zasady- "miłość absolutna" - no widzisz, inne jest tutaj spojrzenie kobiety a inne męzczyzny. Kobieta daje bezgranicznie (jeśli daje - jeśli jest to kobieta a nie "samiczka" widząca przyziemnie i tylko fizyczność. Nie o takich niedojrzałych kobietach mówię teraz). Mężczyzna natomiast ustala pewne zasady (znów o ile jest mężczyzną a nie niedojrzałym chłopcem chcącym się bawić).

      Cytat: "Jeśli z różnych względów się człowiek "kochający" odcina, to drugi nie może mieć przykładu, nie może poczuć, odczuć tego." Miłość to wzajemność- nie możesz ŻĄDAĆ MIŁOŚCI - a takie coś tutaj wyczuwam. Wyczuwam brak zaufania do wszechświata- jeśli Twoje wyższe "ja" (Anioł Stróż powiadają chrześcijanie) stworzył dla Ciebie taką relację a nie inną, jeśli trwała ona tyle ile trwała to bądź wdzięczna . Widać tak miało być. Albo ten człowiek nie był Ciebie wart albo Ty w czymś zawiniłaś i miał swój powód by tą relację zakończyć.

      Usuń
    2. Chyba już dobrze wciskam... zaraz się przekonam.

      Nie pisałam o "pięknie" fizycznym i innych oprawach. Wydawało mi się to takie naturalne, że chodzi o Piękno cech Człowieczych, że się tak wyrażę, że pisemnie o tym nie napomknęłam.

      A tu drugie niezrozumienie się wkradło - z tym odsunięciem się. To o zupełnie inną sprawę chodziło, niż ta przez Ciebie wspomniana.

      Usuń
    3. Chodziło o to, że ty sam się odcinasz od pewnych ludzi i spraw nie dając im możliwości poznania miłości, która z ciebie płynie. Ludzie nie mogą widzieć przykładu jaki niesiesz. Nie będąc w pobliżu - oni nie czują pozytywnych uczuć bijących w ich kierunku, nie ma połączenia, nie roztacza się blasku, który ich ogrzewa i dopinguje.
      Kolokwialnie - coś jak dawanie dzieciom przykładu własnym zachowaniem.
      To oczywiście nie piszę o Tobie, tylko tak jakby do wszystkich, również jakbym pisała o sobie/do siebie samej.

      Nie będąc wśród takich zagubionych ludzi i nie zbliżając się do nich niejako dajemy im odczuć... co im dajemy odczuć odcinając się od nich? Niech każdy pomyśli sam.
      Skąd mają oni brać przykład, na co patrzeć, jak komunikują się tylko z podobnymi sobie... A co "lepszy" się odcina.
      Inna sprawa to mieć siłę na wejście w takie układy. Nie siłą, żeby zaprowadzić porządek, tylko z chęcią zasiania w tych ludziach dobrego nasionka. To potrafią w większości przypadków kobiety ze względu na swoje predyspozycje (ale o tym już pisałeś).

      No i żeby nie było, że piszę w konkretnym kierunku osobowym... Do wszystkich piszę. I ja sama, jak wspomniałam, od pewnych spraw się odcinałam jakiś czas temu... bo pragnęłam pobyć z dala, aby móc się przyjrzeć sobie, wyciągnąć wnioski i wzmocnić.
      Teraz mam zupełnie inne otoczenie wokół siebie, ludzi o znacząco różnych cechach, niż przed laty. I jest też spokój wewnętrzny, o którym mi się nie śniło. Także wcale nie mówię, że do zmian siebie nie potrzeba własnego wielkiego wkładu. Wkład własny, to także wkład innych - to wnioski wyciągnięte z zachowania innych wobec mnie.
      Mogę tak ciągnąc wypowiedź, aby dawać przykłady, że rozumiem Twoje słowa i potwierdzić to, o czym piszesz.

      Wolna

      Usuń
    4. "Skąd mają oni brać przykład, na co patrzeć, jak komunikują się tylko z podobnymi sobie... A co "lepszy" się odcina."
      Nie wiem co na to odpisać. Czy według Ciebie mam z tymi sąsiadami z sąsiedniej wioski zacząc pijać wódkę? Oni jej nie chca przestać pić tym samym skazują się na moje odcięcie. Ktoś tam niedawno wspominał o "prawie rezonansu". Ja owszem - czasem podwożę tę sąsiadkę do miasta gdy stoi na przystanku ale na tym koniec.

      Poza tym to nasza rozmowa zmienia się w rozmyte gdybanie bo nie znam szczegółów sytuacji o której piszesz.

      Usuń
    5. Pasowałaby tu opowieść o kobiecie, która uratowała węża :). Wolna, uważaj na ego, za dużo myślisz, jakiś mesjanizm, jakieś idee, zalewasz faceta w tej rozmowie, trudno się połapać, niepotrzebna. Kobieta ma jedno: jak Jezus mówił: Marto, Marto troszczysz się o tak wiele a jednego tylko potrzeba. :) :) Pozdrowienia! Natalia

      Usuń
  7. Myśleć, główkować, dumać. Czasem pomysły na olśnienie kogoś pojawiają się same, innym razem trzeba się trochę przyłożyć do tego. Nie zawsze ma się jednak chęci lub siłę na to, rozumiem. Często rozwiązanie pojawia się (możliwość pomocy innym), kiedy sami się dostatecznie oczyścimy, zresetujemy stare sposoby myślenia i działania.
    Czasem nawet zwykłe życzliwe rozmowy "o niczym" mogą pomóc. Efekty mogą nie być piorunujące, ale przecież nie to jest ważne. Niekoniecznie trzeba spijać śmietankę - czyli widzieć zaraz wspaniałe efekty uzdrowienia kogoś. Ważne jest zasianie ziarna chęci zmian... i nie czekanie usilne na nic w zamian.
    Przykłady? Rozmowy jakie prowadzisz u sąsiadów pociągnęły za sobą młodą damę do szycia swoich sukien - ot, z życia Twego wzięte.
    Jak podwozisz tą pijącą kobietę do miasta, to zagadnąć codzienność, spróbować ją nastawić na tory, żeby pomyślała dlaczego pije, czego jej brak w tej codzienności. Raczej nie sugerować, a wzbudzić myślenie. Tu nie chodzi o takie samo zachowanie się, czyli picie z nimi. Pokazać swoim zachowaniem, że nie pijąc można więcej zarobić/zrobić koło domu. Pochwalić za coś i dać do zrozumienia, że gdyby nie alkohol to byłoby jeszcze lepiej. Np. zagadnąć o włosy, o cerę - kobiety się tym interesują i chcą się podobać - tak więc dać poradę na ten temat, wspomnieć, że alkohol bardzo wysusza i postarza :D
    No, tak sobie teraz na szybko figluję. Możliwości wiele we wszechświecie.

    Wolna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skupmy się na zmienianiu siebie a nie na zmienianiu innych. Powiada się, że istnieją 2 rodzaje oświecenia - najpierw jedno, człowiek dowiaduje się, że można żyć inaczej, dociera do niego nowa wiedza. Tu pojawia się ogromna pokusa by tę wiedzę (niespraktykowaną jeszcze dostatecznie samemu) rozdawać wszystkim wokół. Opowiadać o tym i "głosić prawdę" - tu zawiera się wszelaki fanatyzm. Jest to wielka pułapka zatrzymujaca w rozwoju człowieka. We wspomnianej książce "Mistrz" Andy Nadrewsa staruszek przestrzega, że mewa która podjęła decyzję by odlecieć nadal siedzi z innymi mewami gdzieś tam na dachu. Jest tam gdzie była i żyje iluzją rozprawiając o tym jak to pięknie jest szybować wysoko.
      Drugi rodzaj oświecenia ....oj- tam prowadzi droga ciężkiej i wysilonej pracy. Otrzymane niegyś informacje (choćby o zdrowym odżywianiu itp.) należy wprowadzić w praktykę życiową i mierzyć się codziennie z pokusami, z własnym lenistwem na przykład. Mieć gębę pełną frazesów jest bardzo łatwo.
      Tak jak gdzieś tam pisała na swoim blogu Agnieszka (link po prawej w spisie) teoria od praktyki jest bardzo odległa.
      Jesteśmy w tej rzeczywistości po to by zmieniać siebie i "zarażać" przede wszystkim swoim własnym przykładem. Pomóc bliźnim można wyłącznie wtedy gdy o to proszą- gdy zapytają. Biorąc za przykład ten omawiany alkohol- przecież to niby powszechnie wiadomo jakie ma skutki. Tylko praktyka - mowa jest srebrem a milczenie złotem.

      Usuń
  8. Ależ ja cały czas własnie o tym piszę - o praktyce. O tym jak dać sobą przykład innym. Jeśli już ma się otwarte serce na ludzi, miłość do nich, to samo się tak staje, że się człowiek zbliża do tych "biednych" ludzi, wyciąga się do nich rękę, dąży do życzliwej rozmowy. Nie na siłę, ale tak po prostu, niezauważalnie. Tu nie chodzi o prawienie im morałów, ale jakiś kontakt musi być, żeby zaświecić przykładem. Warto się nad tym spokojnie zastanowić.
    W końcu alkoholicy czy inni chorzy i zdegenerowani ludzie nie pojawiają się w naszej przestrzeni po nic.

    Ja na przykład sprzątam po ludziach śmieci we wsi i w lesie. Nic nie oczekuję w zamian, mam przyjemność pozostawienia za sobą, na swoich ścieżkach czystości. Ludzie chodzą i widzą, widzą, jak czasem te śmieci zbieram, widzą czyste miejsca...a może nie widzą, może nie wszyscy. Ale ja wierzę, że to dotrze do świadomości chociaż jednej, dwóch osób, coś ze sobą zrobią w końcu, zauważą. I to mi wystarczy.
    Znam też alkoholików, ale nie daję im pieniędzy jak chodzą na żebry. Daję jedzenie w zamian (ale tylko wtedy jak trzeba, jak poprosi), daję stare ubrania, zawsze znajdą też pracę na podwórzu do wykonania.
    Mogę dawać jeszcze wiele przykładów. Nie jestem pismakiem bez pokrycia słów w czynach.
    Najbardziej jednak skupiam się na Mężu i doskonaleniu przestrzeni między nami. Dlatego właśnie tak dobrego go dostałam, bo chciałam to robić już wcześniej, dojrzałam do tego.
    Itd, itp.

    Wolna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. http://michalxl600.blogspot.com/2016/02/babcia-ljuba.html

      Usuń
    2. Eeeee tam. Nie jest tak źle jak opisujecie. Ja pracuję z ludźmi którzy pierdzą, bekają, co drugie słowo mówią k***a. Jeszcze razem z nimi siedzę w kantynie gdzie mlaskają, siorpią i jedzą niezdrowe jedzenie. Ale za to mnie nie stresują i ja się razem z nimi śmieję :) Nawet teraz jak to opisuję to się śmieję :) hehehehe

      Michał z Anglii

      Usuń
    3. Jak to mówi stare przysłowie pszczół: "jeden lubi pomarańcze drugi jak mu nogi śmierdzą". Ziemia jest strefą wolnej woli.

      Usuń

UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.