sobota, 19 września 2026

Autyzm - Walery Piakin

 oryginał: https://youtu.be/Jx14t319RbY

 Mam 34 lata i urodziło mi się dziecko. Moja córka ma częściowy autyzm i jeszcze nie mówi. Ma 4 i pół roku. Interesuje mnie pańska opinia na ten temat bazując na pana doświadczeniu w badaniu porządku świata. Jak mogę najlepiej wyjaśnić zjawisko autyzmu? Moja żona wychowując córkę przez te kilka lat wymyśliła powiedzenie: „Ci wokół mnie piją i palą. Ale dzieci u nich rodzą się zdrowe”. Optymiści radzą szukać talentów ale opóźnienie już istnieje. Jeśli to możliwe, proszę wyjaśnić istotę tego zjawiska. Być może zwolennicy nurtu filozofii społecznej jaką pan głosi mają bardziej kompleksowy punkt widzenia, odmienny od tradycyjnego. 

  Jeśli chodzi o autyzm to jest to powszechna plaga XXI wieku. To plaga środowiska technologicznego. Zwróćcie uwagę, że autyzm nie był zjawiskiem masowym. Ono nie istniało, dopóki na naszej planecie nie zaczęły dominować demokratyczne wartości.

 W pewnym sensie chodzi o to, czego dotyczy ten autyzm. Jest to niezdolność do pełnej socjalizacji u dzieci. Jest to, ogólnie rzecz biorąc, reakcja dzieci na odrzucenie tego świata, odrzucenie pewnych behawioralnych, etycznych programów, którymi kieruje się otoczenie. 

 Ta niezdolność dziecka do nawiązania normalnego kontaktu ze społeczeństwem  jest związana właśnie z faktem, że dziecko ma jakieś zahamowania. I w tym zakresie - o dziwo - to zahamowanie może działać w stosunku do jednego lub obojga rodziców. 

Rzecz w tym, że - zrozumcie to dobrze - rzucenie palenia i picia nie jest celem samym w sobie; to o niczym nie przesądza. Przykładowo Hitler nie palił ani nie pił, ale czy on był  człowiekiem?

  Dlatego dziecko jest bardzo silnym czynnikiem - ono jest wskaźnikiem. Wszystko co się dzieje z dzieckiem i co się mu przytrafia jest sygnałem dla rodziców. Jego stan wskazuje na to co się dzieje między rodzicami - autyzm jest reakcją, tacy autystyczni ludzie odcinają się od świata - od tego czego nie chcą, odcinają się od tej presji jaką się na nie wywiera. 

 Jak z tego wyjść? Trzeba ponownie rozważyć - zweryfikować swoje zasady kulturowe i ogólne zapatrywania życiowe. Poleciłbym wykorzystanie starej sprawdzonej metody czyli znalezienie dziecku przyjaciela ze świata zwierząt. 

Najskuteczniejszymi przyjaciółmi są konie i psy - szczególnie jazda konna jest bardzo pomocna dla dziecka z autyzmem ponieważ kiedy dziecko jedzie na koniu to ma wrażenie kontroli nad procesem, ale jednocześnie jest rozładowywane to napięcie. Oczywiście koń prowadzi, więc się nie przewróci, czyli dziecko nabierze zaufania i dlatego, jeśli to możliwe, jeśli możesz to trzeba regularnie jeździć na kucyku, a konkretnie w siodle. 

 To bardzo poważna pomoc dla dziecka w nawiązywaniu kontaktu. To znaczy, że ono zobaczy, że może przejąć kontrolę nad tymi procesami i jest to bardziej efektywne. 

Pies rozwiązuje ten sam problem, a nie każdy pies - wszystkie te małe rasy domowe lub niektóre psy bojowe absolutnie się do tego nie nadają. Najbardziej odpowiednie pod tym względem są tak zwane kundelki, husky lub owczarki. Chodzi o psy, których rasy od dawna istnieją i od dawna służą człowiekowi. Ważne jest przy tym rozumienie, że zwłaszcza husky to nie jest pies do miasta. On powinien żyć w naturze a nie w małym mieszkanku. 

Zatem pies pomaga dziecku również przejąć kontrolę, czyli dziecko komunikując się z psem - czy to podczas spaceru czy zabawy będzie również kontrolować psa, ale jednocześnie ma pewną ochronę. To towarzystwo zwiększa jego poczucie bezpieczeństwa, możliwości zarządzania i wejścia w socjalizację.

Nie wiem, gdzie pan mieszka. Ale jeśli mieszkasz w Mińsku, to Mińsk jest duży i być może żyjecie na jego obrzeżach. Ale jeśli mieszkacie w samym mieście, w samym centrum - w wieżowcach, to najlepszą opcją, którą polecam rozważyć jest przeprowadzka na wieś. Dziecko powinno zostać umieszczone w naturalnym środowisku.

 A co najważniejsze, to przyjrzyj się swoim osobistym programom, które mogą utrudniać dziecku życie. Cóż, musisz wyrwać dziecko z środowiska technologicznego. To bardzo skuteczne leczenie samo w sobie.  

 wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=keIEUQXqoGE

piątek, 18 września 2026

Oni są wszędzie i przeszkadzają nam żyć - Eugenia Karpunina

 oryginał: https://youtu.be/bHWF1Xf-1TI

 Przyjaciele, witajcie wszyscy. Dzisiaj chcę porozmawiać o ludziach, botach. Kim oni są i dlaczego nie mają duszy, i jaką rolę pełnią w naszym matrixie? To bardzo proste. Matryca to system dla niższych struktur i niższe struktury żywią się naszą energią. 

 Istnieją jednak różnice między ludźmi, którzy żyją na tej ziemi, a tymi, którzy się nimi żywią. Zadaniem tych ludzi, którzy mają duszę, jest misja. Tak, oni również zasilają tę matrycę, ale mogą się z niej wyrwać. To znaczy, mogą porzucić swoje programy, ale boty nigdy nie porzucą swoich programów. 

 Więc ta matryca tworzy takie programy - tworzy takich niby ludzi, którzy będą ją karmić w nieskończoność. I ci, którzy mają duszę, zawsze będą się opierać. Ci ludzie, zawsze się opierają. A ciemni tego nie lubią, uwierzcie mi. Wiedzą wszystko, rozumieją wszystko. I dlatego ta matryca istnieje, no i botów jest tutaj o wiele więcej.  

 Widzimy, że 80 procent na 100 to boty, bioroboty, ludzkie bioroboty, które zasilają ten system, zasilają ten świat, zasilają siły, które są z nami połączone. 

Ale, jak już wiemy boty nigdy się nie opierają - nie sprzeciwiają się. To znaczy, one mają program i to wszystko, żyją według niego latami, przez całe życie i się nie opierają. To znaczy, niczego nie zmieniają w swoim życiu. 

 I to jest naprawdę przerażające dla osób duchowych, ponieważ człowiek duchowy zawsze będzie zadawać pytania, zawsze będzie do czegoś dążyć, zawsze będzie rozumieć, że jest zmęczony życiem w ten sposób. Jest zmęczony życiem w tym programie. To go wykańcza. 

Natomiast botowi jest wszystko jedno - on nigdy o czymś takim nie pomyśli. Jemu to nawet nie przyjdzie do głowy. On nie zastanawia się nad tym czym jest „dusza”, boty nie potrzebują tego i nie wiedzą, czym jest dusza. 

 Nie wiedzą nawet, jak działa świat, jak działa wszechświat. Wierzą tylko w to, co mają: mają dom, mają pracę, mają dzieci. Wierzą tylko w to, co widzą. W to, czego nie widzą, nie wierzą i nigdy nie uwierzą. 

 Ponadto kolejnym i głównym paradoksem jest to, że nie da się ich do tego przekonać, nawet jeśli postawi się przed nimi 500 duchowych ludzi, 500 duchowych przewodników, którzy im opowiedzą i pokażą przykłady cudów, uzdrowień to oni w to nie uwierzą, przyjaciele, i to jest bardzo przerażające. 

 Nie uwierzą, że coś takiego istnieje. Użyją wszelkich możliwych środków, aby udowodnić, wszelkich możliwych sposobów, żeby na przykład zaklasyfikować ciebie jako jakiegoś szaleńca. Powiedzą ci, że się mylisz, będą się na ciebie złościć, to znaczy zrobią wszystko, co możliwe, aby usprawiedliwić swoją niewiarę. 

 To ich własna niewiara. I pod tym względem, to bardzo, bardzo smutne i obraźliwe, że żyjemy wśród takich ludzi. Ogólnie rzecz biorąc w moim osobistym otoczeniu mam bardzo mało ludzi, z którymi mogę rozmawiać o głębokich duchowych tematach. 

 I dodam tutaj jeszcze, że boty zazwyczaj... Można je też spotkać w kościołach, one rzekomo angażują się w sprawy duchowe, w pewnym sensie wierzą w Boga, ale chodzą do kościoła, modlą się tam, coś czytają, niby czytają Biblię. Ale, przyjaciele, ten duchowy egregor, a dokładniej egregor kościelny, to także ten sam system matrycowy niższych struktur, ponieważ wszystkie religie, wszystkie te kościoły – wszystkie wywodzą się z niższych struktur. 

A więc boty, one również wchodzą we współdziałanie z tymi połączeniami. To znaczy, wchodzą w interakcje z tymi strukturami, z tymi egregorami. I rzekomo usprawiedliwiają się, mówiąc: my wierzymy w Boga. A gdzie jest Bóg? Boga na pewno nie ma w kościołach, na pewno nie ma w świątyniach, na pewno nie ma Go gdzieś tam.  

 Bóg jest w nas. On jest w nas. I wszyscy ludzie duchowi, wszyscy ludzie przebudzeni, wiedzą o tym doskonale i doskonale to rozumieją. I dlatego w moim otoczeniu, praktycznie nie ma takich osób. 

Oczywiście, nie chcę teraz nikogo osądzać ani obrażać, ale po prostu wyrażam swoje stanowisko, swoją opinię, to co teraz myślę, co teraz czuję i co widzę. 

A te boty są kompletnie pozbawione empatii. Empatia jest dana tylko i wyłącznie istocie duchowej, aby ona mogła odczuwać ten świat. A kiedy jesteś botem, to oczywiście nie będziesz odczuwał tego świata, ponieważ ta funkcja, nie jest ci potrzebna.  

 Dlaczego? Bo jeśli odczuwasz ten świat w jakikolwiek inny sposób, to rozwiniesz inne wzorce świadomości. A kiedy nie czujesz nikogo ani niczego, kiedy nic nie czujesz, to nie czujesz jakie energie są w tym świecie, jakie wibracje tu panują, jakie zmiany zachodzą w polu energetycznym, w strukturach energetycznych. 

Kiedy nic nie czujesz, to żyjesz w sobie spokojnie, nie myślisz o niczym. Człowiek empatyczny, duchowy, na pewno to poczuje. Wtedy na pewno ta umiejętność odczuwania zmieni jego świadomość, ta wrażliwość będzie prowadzić do jasnowidzenia, do jasnosłyszenia, może pojawić się jasnopoznanie. 

 Ta więc tylko ludzie duchowi posiadają wszystkie te cechy. A takich ludzi jest bardzo niewielu, uwierzcie mi. Jest ich bardzo niewielu, ponieważ nie jest to korzystne dla matrycy - dla niej nie jest korzystne, aby mieć tu wiele takich dusz. 

 W przeciwnym razie oni już dawno przestaliby ją karmić. Już dawno zrozumieliby i pojęli, jaki jest tu sens. A skoro jest nas tak niewielu, skoro jest nas tak niewielu, ludzi duchowych, którzy rozumieją - cholera jasna! wszystko na tym świecie jest tak iluzoryczne, tak zwodnicze, że dawno pozbylibyśmy się naszych własnych programów. 

 Po prostu byśmy je wyłączyli, gdybyśmy tylko uruchomili jasnowidzenie, i szybko byśmy wszystko rozgryźli. Zorientowalibyśmy się, że jesteśmy podtruwani poprzez żywność, że w powietrzu rozsiewane są trucizny w chemitrialsach. Wszystko jest tu czynione tak, żebyśmy istnieli w tym Matrixie - żeby zachować nas przy życiu, ale żebyśmy się nieustannie męczyli i cierpieli wydzielając energię dla tych nisko wibrujących istot. Właśnie taka jest rola botów więc zrozumiałe jest,  że one będą stanowić większość.  

 Ale w tym świecie istnieje zarówno światło, jak i ciemność. Dlatego siły jasne, siły światła są zainteresowane istnieniem duchowych ludzi w tej matrycy, aby siły światła poprzez tę duchowość oświecały - to znaczy, prowadziły ludzi, żeby inni podążali za nimi. 

 I w istocie, to jest bardzo cudowne. To jest wspaniałe. Ale w tym rzecz, że prowadzenie takich ludzi jest praktycznie niemożliwe. Powtarzam: bez względu na to, co ktokolwiek im powie, bez względu na to, co im ktoś udowodni, oni nigdy w to nie uwierzą.  

 I to jest mroczny obraz - ciemna strona naszego życia, ciemna strona naszej Ziemi, naszej planety, naszego świata, naszej rzeczywistości. Ona jest naprawdę mroczna, ponieważ panuje tam całkowita ciemność. W tych ludziach nie ma nawet śladu oświecenia, ani śladu przebudzenia. Oni są całkowicie uśpionymi organizmami, które karmią ten matrix. 

Tak właśnie wszystko jest tu zorganizowane, przyjaciele, ale chcę po prostu przekazać, że my ludzie duchowi, my oczywiście również jesteśmy w tym matrixie, ale chodzi o to, że przynajmniej powinniśmy rozumieć, jak wszystko jest tu zorganizowane, kto kontroluje ten świat, że absolutnie nie jest on kontrolowany przez ludzi. 

 I kto to wszystko tu robi? Jak jesteśmy zatruwani, jak jesteśmy manipulowani, jak jesteśmy nieustannie zalewani jakimiś bezeceństwami, jak jesteśmy zabijani, jak jesteśmy deprawowani. Po prostu powinniśmy przynajmniej to ujrzeć i rozumieć. Taki jest sens tej gry. 

Bo jeśli całkowicie odrzucimy wszystko, jeśli w nic nie wierzymy, jeśli nie zadajemy sobie żadnych pytań, nie kwestionujemy niczego, nie myślimy o niczym, to właśnie jest ciemność.  

 A oświecenie zaczyna się w momencie, gdy w waszej głowie rodzą się pytania. I to jest naprawdę fajne. To właśnie jest światło - wtedy promień światła przebija się przez ciemność. W tym właśnie rzecz. A my jesteśmy ludźmi - natomiast boty, ponieważ stanowią większość - to one oczywiście, nas zniewoliły. 

 Ale ponieważ ludzie są bystrymi, duchowymi ludźmi, to mają bardzo silną wolę, mają duszę, mają ducha. I są tak silni, że pośród tej ciemności, pośród wszystkich tych ludzi, pośród wszystkich tych programów, wciąż znajdują siłę, aby się przebić, aby wnieść ten promień światła do tego świata.

 I na tym właśnie polega nasza misja. Widzicie, dlaczego tu jesteśmy pośród tej ciemności, aby to wszystko zrównoważyć, aby zrównoważyć całą tę strukturę matrycy, aby zrównoważyć całe to życie. 

I tak czy siak tutaj wszystko jest poznawane  - może nie przez porównanie, ale wszystko potrzebuje zrównoważenia - zarówno światło, jak i ciemność, przyjaciele. I dlatego zawsze są boty, które nie mają duszy i nie mają misji. Owszem, są tacy ludzie, i stanowią większość. Ale zawsze będzie istniała odwrotna strona - to są ludzie duchowi, którzy mają misję, którzy mają jakiś cel tutaj, jakąś swoją misję na to wcielenie. I tak zawsze będzie. 

  Przyjaciele, bardzo dziękuję za obejrzenie tego filmu. Nie zapomnijcie polubić i zasubskrybować mojego kanału. Żegnam się ze wszystkimi. Życzę wam wszystkim oświecenia w waszym życiu. I do usłyszenia.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=z__9MQMBmUc


 

 

czwartek, 17 września 2026

Ołtarz w domu - Wiktor Sawieliew

oryginał:  https://youtu.be/0ydvBSP5bnI

Witajcie ludzie, witaj Jarosławie,

-  Dzień dobry Wiktorze, Nawet nie wiem, o co cię zapytać. Wymyślimy teraz coś.

No, wymyśl coś, bardzo proszę.  

- Pytanie o ołtarz w domu.  jak go zorganizować  i jak o niego dbać i czy powinien być zakryty, gdy się z niego nie korzysta?  W świątyni tak bywało,  zakrywali posągi bóstw Wedyjskich, potem je odkrywali, odbywało się nabożeństwo,

  Ołtarz w domu. Mam ołtarz w domu od ponad 20 lat. Nawet dokładnie nie pamiętam, kiedy on tam się pojawił, kiedy pojawił się pierwszy ołtarz. I nie ten, ale ten, który był tam wcześniej, oddałem go, bo pojawił się większy. I mieliśmy tu kiedyś święto - przyszło na nie zupełnie losowo pięciu ludzi nie rozumiejąc niczego. Powiedzieli: „O, i co to za zasłona? Otwieram więc ją”. I jak tylko ją otworzyłem, to z tego obrazu światło padło na podłogę. Sam byłem w szoku. To był jedyny raz, kiedy tak się stało.

 Więc powiedzieli: „O, święty obraz, przyłączamy się do twojej wspólnoty”. [śmiech] No i zostali chwilę, a potem odeszli. I potem, pojawił się kolejny ołtarz i byliśmy tam instalując, to znaczy ustawiając ten Radhis Krysznę. A kiedy go zainstalowaliśmy, to zebrało się niewielu ludzi, być może 25. Zaczęli śpiewać. I nagle, dokładnie tam, gdzie był ołtarz obraz się zawalił, była jakaś dziura, jakiś portal, powstał taki tunel.

 On nie schodził stamtąd, ale tak, jakbyśmy patrzyli do wewnątrz - takie rzeczy dzieją się z ołtarzem. To znaczy, te ikony są czasami nazywane oknami do świata duchowego, ale te okna nie są dla każdego, rozumiesz? Nie dla każdego. 

 Widziałem jak pewna kobieta przyszła, bo ktoś rozwalał piec i znalazł jakąś starą księgę - jakąś tam odmianę Biblii cerkiewno-słowiańskiej. Nie sama Biblia, ale jakiś psalm do jakiegoś użytku. To była drewniana oprawa, skórzane pokrycie, jakiś tam gryf, w zasadzie taki straszny.

Ci co to znaleźli wzięli ją zdziwieni w ręce: "a to co? A to dopiero znalezisko!". A Ławra Kijowsko-Pieczerska zaoferowała im dowolną sumę pieniędzy za tę książkę, ale oni jej nie oddali. Ten co znalazł powiedział: „Może sam się tym zajmę?" 

 No i kiedy ta kobieta przyszła, otworzyła tę książkę - ona i ja zobaczyliśmy światło bijące z tej z książki, która była zamurowana nie wiadomo ile lat. Ale światło spoczęło na tej kobiecie, ponieważ była prawdziwie wierząca. Ona traktowała ją inaczej. To znaczy, ołtarz nie działa sam z siebie, ale reaguje na ciebie. I ołtarz może być bardzo mały. 

Miałem taki przypadek, że twój przyjaciel Alosza mieszkał ze mną przez jakiś czas, zanim się tam u ciebie osiedlił. On opuścił rodzinę i powiedział: „Czy mogę u ciebie zamieszkać przez miesiąc lub dwa?" Powiedziałem: „Tak, proszę bardzo, Upewnij się tylko, że nie zrobisz tam nikomu krzywdy”. On powiedział: „Nie, nie, wszystko w porządku”. 

I moja najmłodsza córka się w nim zakochała. A on jest w moim wieku, a to moja córka, Wyobrażasz sobie? Tak. Zakochała się. I potem nadszedł czas kiedy on miał odejść. I Alosza pierwszego dnia zaspał na autobus. Po prostu głupio zaspał. Wrócił i powiedział: „Dziś w tamtym kierunku nie ma już transportu”. Następnego dnia było jakieś silne oblodzenie, znów nie było transportu. Potem znowu coś - albo bilety, albo inna przeszkoda. I tak się działo przez jakieś 10 dni -  nie mógł od nas wyjechać. A potem zaczęliśmy sprzątać i moja żona znalazła pod poduszką mojej córki rysunek na papierze, takiego małego rozmiaru, dosłownie takiego rozmiaru. Zrozumieliśmy, że jest na nim napisane Jezus Chrystus. 

 Były tam ręce, ale nogi były takie jak ogórek, prawdopodobnie takiego rozmiaru. I zdaliśmy sobie sprawę, że na nich był narysowany Jezus, bo wokół głowy miał aureolę. I tam było napisane: „Nie chcę, żeby Alosza wyjeżdżał”. 

Spojrzeliśmy na to i powiedzieliśmy: „To się nazywa moc wiary”. Widzicie, jak to działa - na kartce papieru, skrawku papieru zapisane szczere życzenie. To działa.  Czy dziecko studiowało jakieś książki? Czy znało jakieś modlitwy? Nie, ale ono po prostu zwróciło się szczerze: "nie chce, żeby odszedł", narysowała obrazek i powiedziała: „Nie chcę tego”. I to się spełniło. Mówi się: "Proście a będzie wam dane". 

 No, oczywiście, to możliwe, - jesteśmy dorośli i powinno być pięknie. Oczywiście, wiara jest najważniejsza, ale nie powinna to być zwykła kartka papieru i wszystko powinno być wykonane jakoś tak solidniej. Zwłaszcza jeśli ołtarz jest dla ciebie, albo może ktoś inny przyjdzie.  Jeśli obchodzisz się z tym ołtarzem prawidłowo, to zacznie on wpływać na innych.  

 Przyszła do mnie kiedyś kobieta, to już był trzeci raz w sumie i powiedziała, że ma  ogólnie rzecz biorąc problemy. Mówiła mi, że chce wyjść za mąż i ma syna, około 14-13 lat z jej pierwszego małżeństwa. Wszyscy inni z naszego zebrania już akurat odeszli - zostaliśmy ja i ona. Jestem z nią, a ona opowiedziała mi wszystko co leży jej na  sercu. 

  Mówię więc do niej: „Słuchaj, wpakowałaś się w takie kłopoty, nawywijałaś tyle, że to twoja karma cię ściga, nic ci nie pomoże. Ale jest Bóg, On ma nieograniczoną moc. On może po prostu przyjść i dać ci całkowitą amnestię". Mówię jej dalej: „Tu jest ołtarz, proś Go tam o cokolwiek chcesz, jakkolwiek chcesz, własnymi słowami”. 

 I została - dosłownie wczepiła się w ten ołtarz, tak po prostu, płynęły łzy, makijaż jej się rozmazał, wylało się z niej - nawet się zasmarkała.

Pomyślałem: „O mój Boże”. Mam na myśli ołtarz, jeśli spadnie na niego choćby okruszek, to jest uważany za zbezczeszczony i po prostu nie działa przez kilka tygodni. Energia wtedy po prostu nie działa. Pomyślałem: "och, pewnie nie będę w stanie tego wyczyścić". A potem wyszła po około 10 minutach, a ja zapytałem: „No i jak?”. Powiedziała, że poczuła się trochę lepiej. Powiedziałem: „No dobrze”.

 Ona mieszkała tutaj niedaleko, na pobliskich piaskach, dosłownie. I wyszła, i po około chyba 40 minutach - nie pamiętam dokładnie, to było dawno temu, zadzwoniła: „Wychodzę za mąż, przeprowadzam się do Rosji”. To było kilka lat temu i wtedy nie wiedzieliśmy, że jesteśmy wrogami. Wtedy wszystko było takie samo.

  I ona mi opowiada, że tam jedzie i że dostaje tam pracę. To niewiarygodne. Jedzie do Moskwy, dostaje pracę, a jej ukochany czeka tam na nią.  

Przyszła do domu a on napisał do niej przez internet, przyszła wiadomość: „Kocham cię”. Pomyślałem: „Płakała 10 minut przy ołtarzu i sprawa rozwiązana”. No i tak się zdarza.

A tak nawiasem mówiąc, ona nie modliła się ani nic - po prostu prosiła, prosiła. No a jeśli ktoś chce ustawić sobie ten domowy ołtarz, niech pójdzie do dowolnego kościoła, do dowolnego wyznania, popatrzy i jeśli mu się to spodoba to niech zrobi sobie coś podobnego u siebie.

Jeśli wam się podoba Jezus to może być Jezus - można teraz kupić różne drukowane materiały. Możesz pójść do Krisznaitów, albo do Buddystów - co wam tam w duszy gra. Wszystko jest obecnie swobodnie dostępne. Więc zorganizuj to sobie jak chcesz, ale bez tej wiary ten ołtarz jest bezużyteczny. No i musi być zamknięty. Zasłona jest koniecznością, ponieważ to jest sprawa intymna. Nie może być tak, żeby ludzie patrzyli na niego bez przerwy.  

Czyli, że Bóg jest osobowością, musisz mieć swój sekret.  

  tak, jeśli jest to wystawione na widok publiczny przed wszystkimi, a nie tylko podczas jakichś spotkań, albo sam do niego podejdziesz, albo ktoś cię o coś takiego poprosił, czy coś w tym stylu - on jest dla tych, którzy czują do niego respekt. W przeciwnym razie wszystko to zostanie zbezczeszczone. 

 Dziękuję za uwagę.  

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=V9E4j7kvdZk

 

środa, 16 września 2026

Kobiety same wszystko zepsuły. Mężczyźni wolą życie w pojedynkę - Anna Chao

 oryginał: https://youtu.be/u1EKh058JWw

 Cześć, tu Ania i witam w naszej przestrzeni szczerych rozmów. Czy wiecie, dlaczego normalni, odnoszący sukcesy mężczyźni masowo porzucają związki z kobietami? Dlaczego usuwają aplikacje randkowe i z dumą wybierają bycie singlem? Oni po prostu empirycznie sobie udowodnili, że bez współczesnych kobiet ich życie staje się tańsze, spokojniejsze i bardziej produktywne. 

 Przyjaciele, dzisiaj nie będzie pięknych kadrów, żadnych scen płaczu, żadnych rzewnych komentarzy. Przygotujcie popcorn, bo dzisiaj nadszedł dzień totalnej, brutalnej rehabilitacji mężczyzn. Chcę poruszyć jeden prosty temat, bezpośrednio i do szpiku kości a mianowicie: dlaczego współczesne kobiety własnymi rękami zamieniły instytucję relacji męsko żeńskich  w spalone pole? I dlaczego w 100% popieram mężczyzn w tej kwestii. 

 Wiecie, ja jestem szczerze w szoku. Moje poprzednie filmy zgromadziły ogromną liczbę komentarzy. I podczas gdy kobiety gorączkowo szukają ukrytego znaczenia w retrogradacji Merkurego i kartach Tarota, mężczyźni na moim kanale wygłaszają tak surowe prawdy, że mam tylko jedno pytanie: dziewczyny, jak udało nam się tak wszystko zepsuć? U chłopaków po prostu skończyła się cierpliwość. I uwaga, spoiler: to jest całkowicie uzasadnione. 

 Męska logika ma już dość samobiczowania się przed kobiecym infantylizmem i wybujałymi ambicjami. Spójrzcie, do jakiego absurdu doszliśmy. Współczesne kobiece ego zdołało złamać nawet tych mężczyzn, których matki wychowały na szlachetnych rycerzy. Drogie dziewczyny, zadzierałyście nosa i wystawiałyście rachunki tak skrupulatnie, że mężczyźni po prostu wyłączyli swój podstawowy instynkt opiekuńczy.  

 Mężczyźni teraz otwarcie mówią: „Dzięki drogie damy, a teraz ratujcie się same. Nas to już nie obchodzi”. I wiecie, to zrozumiałe. Po co mężczyzna miałby walczyć ze smokiem o księżniczkę z jakiejś wieży, skoro w tej wieży musi stawić czoła radzie jej przyjaciółek, pożyczce ślubnej i skardze na to, że jego koń ma zły kolor? 

 Ratujcie się same, mówią mężczyźni.  I wiecie co? Ja po takich wypowiedziach regularnie otrzymuję mnóstwo jadowitej nienawiści zarówno od żeńskiej połowy ludzkości, jak i od niektórych mężczyzn. Jestem oskarżana o zdradę płci żeńskiej i tanie próby przypodobania się. 

 Dostaję też wiadomości od kobiet z autorytetem. One ostrzegają męskich słuchaczy: „Nie dajcie się nabrać, to kolejna chytra manipulacja autora. To po prostu nabijanie ilości wyświetleń i maskowanie się". 

 Ale możecie sobie pisać, co chcecie, ale ja po prostu otwieram sekcję opinii pod filmami. Jeśli przeczytasz, co mężczyźni piszą w komentarzach pod moimi filmami, to stanie się jasne, że naprawdę mają dość. I wiecie, to nie jest odosobniony problem, to powszechny trend. 

 Przeczytam wam kilka cytatów z mojego kanału, żebyście zrozumieli skalę katastrofy. Czytam pierwszy komentarz od mojego subskrybenta: "one najpierw żądają od mężczyzn prezentów i opieki, myślą o sobie jak o księżniczkach, a potem nas zdradzają i porzucają jak przedmioty dla lepszych rzeczy. Oto nasza odpowiedź. Mamy tego dość. Lepiej żyć samemu bez rodziny niż z byle kim".

 Ostre, prawda? Ale taka jest rzeczywistość. Mężczyźni już otwarcie mówią, że związki przerodziły się w projekt biznesowy. A teraz kontynuując ten projekt biznesowy, przytoczmy komentarz od kolejnego subskrybenta: "relacje już dawno stały się platformą handlową. Wiele osób myśli wyłącznie w kategoriach materialnych. To wszystko jest smutne".

 I wiecie, najciekawsze jest to, że mężczyźni nie proszą o góry złota.  Oni mówią o podstawowych ludzkich wartościach, których po prostu, niestety już nie ma. A teraz posłuchajmy, co pisze inny subskrybent: "Aby mieć mężczyznę, trzeba być prawdziwą kobietą. A dziś takich kobiet praktycznie nie ma. Każda czegoś wymaga od mężczyzny - i to od razu! Powinnyście  interesować się nie tym, co materialne, ale tym, co duchowe. Nie ubraniami, nie samochodami, nie mieszkaniami. Każdy chce kochać, ale sam nie kocha nikogo poza sobą. Egoistki." 

 I do czego ostatecznie prowadzą te niekończące się kobiece żądania? Do tego, że mężczyźni po prostu wyłączają swoje emocje i wybierają banalne, codzienne wygody bez zobowiązań.  

 Przeczytam wam kolejny komentarz pod moimi filmami. I jest on bardzo wymowny: "wniosek jest prosty. Ich własne interesy są dla nich ważniejsze niż moje. Jeśli tak, to zostanę sam. Mam zupę, pralka działa. Wszystko jest jak trzeba."

 Czy rozumiecie, do czego doszliśmy? Pralka, miska zupy - współcześni mężczyźni stali się bardziej niezawodną i spokojną strażą na tyłach życiowego frontu niż żywa kobieta u boku. 

 I wiecie, dla mnie, jako człowieka, który uwielbia analizować te męskie wypowiedzi to ogromna baza cennych informacji. To wyraźny znak, że system kompletnie się załamał. I najprostszym rozwiązaniem dla mnie byłoby założenie białego płaszcza, włączenie żeńskiej solidarności i zaśpiewanie tej samej starej piosenki z mocno zdartej płyty z metod pseudo-psychologów: o tym, jak to mężczyźni stali się leniwi, że przestali być twardzi, że boją się wziąć odpowiedzialności, ale każdy z was słyszał już tę bzdurę tysiąc razy. 

  Włączmy więc zimną logikę i, na przykład, weźmy genialny trend na Instagramie: stuprocentowy sukces - gdy od zwykłego gościa w wieku 25 lat oczekuje się, że będzie zarabiał tyle, co Donald Trump, miał wygląd Brada Pitta i charyzmę Tony'ego Starka. 

  Tymczasem jedynymi aktywami, jakie posiada taka panna są ego wielkości Jowisza, twarz w makijażu i trzy iPhone'y wzięte na kredyt. Mężczyźni po prostu spojrzeli na ten ich jakoby wkład, obliczyli koszty i wykonali genialny ruch. Nauczyli się idealnie żyć solo. 

 Okazało się, że bez otrzymywanego w zamian kobiecego prania mózgu i ukrytych harmonogramów, żyje się bardziej ekologicznie, spokojniej i zdecydowanie taniej. Mężczyźni od lat żyją idealnie, utrzymując się i zostawiając temat małżeństwa za sobą raz na zawsze. Wy dziewczyny od lat wbijacie im do głów, że bez milionów na koncie są nieobiecującym, niepłynnym majątkiem. A mężczyźni po prostu wzruszali ramionami, nauczyli się być potrzebni sami sobie i zrozumieli, że samotność to nie wyrok śmierci, to spokój i sposób na oszczędzanie ich budżetu. 

 Co więcej, zaczęli wykorzystywać swój status "niepłynności finansowej" jako kamizelkę kuloodporną. Dawniej mężczyźni konkurowali, kto kogo pokona aby zdobyć dziewczynę. Ale teraz najlepszym sposobem na przetrwanie jest dobrowolne udawanie totalnego żebraka, położenie się na kanapie i wołanie do dziewczyn: "podnoście sobie te swoje standardy coraz wyżej. W ogóle wam nie współczuję. Hura, Ja jestem bezpieczny". Tak właśnie mówią mężczyźni. 

 Te wygórowane kobiece wymagania stały się najlepszym systemem antykradzieżowym dla mężczyzn przeciwko tym materialistycznym jednostkom. I to genialne posunięcie. Udajesz biednego, a żeńskie wymagania latają wokół ciebie, jak radar wokół niewidzialnego samolotu.  

I zobaczmy, tak wygląda życie przeciętnego mężczyzny. Już jako chłopiec w przedszkolu otrzymuje on surowy przekaz o tym, kim jest prawdziwy mężczyzna, ile jest winien, komu jest zobowiązany i komu już jest winien zaocznie. Wszystkie te społeczne dogmaty są mu zaszczepiane już w dzieciństwie, one po prostu są w nim zakorzenione. 

 I podczas gdy dziewczynki wierzą w bajki o książętach, chłopcy również wierzą w prawdziwe, odwzajemnione uczucia i w to, że jego przyszła żona stanie się dla niego niezawodnym wsparciem, a nie drugim poborcą podatkowym.  

Mężczyźni, ogólnie rzecz biorąc, również marzą o uczuciu, miłości, o podstawowej trosce. Wyobraźcie sobie, oni również dorastają z marzeniami, a nie z planem stania się jakimś darmowym bankomatem. A potem chłopak dorasta, wchodzi w swój pierwszy poważny związek, inwestuje w tę relację wszystkie swoje zasoby, czas i ostatnie pieniądze i w odpowiedzi natyka się na wiecznie niezadowoloną minę. Bo wszystko, co on czyni, nigdy nie jest wystarczające psiakrew. Dałeś jej kwiaty, a czemu nie iPhone'a? Przywiózł ją do Turcji, a koleżanka Masza jest teraz w Dubaju. 

A w tle wciąż stale wyłania się jakaś autorytatywna koleżanka z dobrą radą. Takie są profesjonalnymi znawcami życia innych ludzi i wydają werdykt: – "wiesz, czegoś mu brakuje, znajdź sobie kogoś bardziej normalnego.” 

I to konsylium przyjaciółek jest w ogóle najlepszą rzeczą jaka mogła się przytrafić. Często w takiej "najwyższej radzie" zasiadają głęboko nieszczęśliwe, samotne kobiety, które zawsze wiedzą, jak prawidłowo niszczyć czyjeś życie dla kilku lajków i w imię solidarności w klubie rozwiedzionych kobiet. 

 No i w rezultacie mężczyzna wywraca się na lewą stronę, generalnie robi wszystko co w jego mocy. A w zamian codziennie tłumaczą mu jakim jest niedorajdą i nieudacznikiem.

 Relacja, która tak na logikę powinna ułatwiać życie, zamienia się w zaminowany tor przeszkód. W takich warunkach w pewnym momencie każdy normalny procesor przegrzewa się i topi. Mężczyzna zaczyna rozumieć, że w tej grze zasady zmieniają się w locie, a on wchodzi tam na tę arenę już z założenia jako przegrany.

Taki mężczyzna przechodzi do defensywy. I ta współczesna, masowa odmowa mężczyzn wchodzenia w jakiekolwiek relacje to nie jest tymczasowa depresja, ani nie kaprys. To jest dorosły, świadomy i głęboko racjonalny wybór, który nazywa się cichym wyjściem. 

Mężczyźni po prostu empirycznie udowadniają, że bez toksycznych relacji żyje się lepiej we wszystkich obszarach. Oni zaczynają zarabiać większe pieniądze, wyglądają lepiej, budują swoje kariery, a nawet zrzucają wagę, ponieważ nikt z nich już nie jada wieczorami i nie wypija ich krwi przez słomkę. 

 Relacje stały się po prostu nieopłacalne. To jest niewola z zerową rentownością, a jednocześnie kobiety są szczerze przekonane, że są pępkiem świata i  że bez nich świat mężczyzn upadnie. One siedzą ze swoimi notatnikami zapisując milion żądań, powiększają sobie wargi i czekają na księcia. będąc pewne, że on w tej chwili gryzie paznokcie w samotności i nie może bez niej spać.

Ale normalny, dobrze wychowany mężczyzna w tej właśnie chwili czyni znak krzyża i myśli: „Święty Boże, na szczęście to już za mną. Nigdy więcej moja noga nie stanie w tym domu wariatów".

 Jak w ogóle do tego doszliśmy? Wszystko zaczęło się od tego kiedy ta żeńska niezależność przybrała wypaczona formę i zmieniła się w otwartą wojnę z mężczyznami. Dziewczyny zaczęły rywalizować i agresywnie udowadniać: „Spójrzcie, dajemy sobie radę bez was, jesteśmy takie super!". 

No skoro dajecie radę to bardzo proszę! Droga wolna!  Tylko dlaczego nadal żądacie aby mężczyźni was utrzymywali, dawali wam prezenty i płacili wasze rachunki w restauracji? Zdecydujcie się w końcu czy jesteście silne i niezależne, czy też potrzebujecie pieniędzy na płaszcz?

No a już randki przez internet ostatecznie dobiły resztki człowieczeństwa. Sieci społecznościowe i randkowe aplikacje przekształciły relacje osobiste w jeden duży supermarket, w którym sprzedają nie uczucia, ale piękne fasady i iluzję nieskończonego wyboru.

Zajrzyjcie do dowolnej aplikacji randkowej. To jest czystej wody platforma handlowa. Dziewczyny przeglądają  profile chłopaków, jak w katalogu na rynku, szczerze wierząc, że następne przesunięcie w prawo da jej ulepszony model, bogatszy, bardziej opiekuńczy i z darmową dostawą do Dubaju. 

I wiecie co? - w tej niekończącej się pogoni za ideałem kobiety utraciły zdolność widzenia w mężczyźnie żywego człowieka - wraz z jego zmęczeniem, ambicjami i wewnętrznym światem.

Mężczyzna stał się funkcją, stał się usługą serwisową. A kiedy jesteś postrzegany jako serwis, to jedyną rozsądną reakcją jest wyłączenie abonamentu, co w zasadzie chłopaki masowo czynią.

 I wiecie co jest w tym najciekawsze? W tej wojnie jaką współczesne wymagające baby wypowiedziały mężczyznom nie ma zwycięzców. Kobiety siedzą pośród ruin ze swoimi wygórowanymi żądaniami i niechęcią do całego świata, a mężczyźni po prostu zamknęli drzwi z drugiej strony i budują swoje życie bez rodzin. 

 System został uszkodzony i obwinianie za to mężczyzn, którzy po prostu się przystosowali wybierając zdrowie psychiczne zamiast jakichś codziennych dramatów jest co najmniej głupie. 

Dziewczyny, jeśli chcemy, żeby mężczyźni znów jak dawniej dokonywali wyczynów ze względu na nas to najpierw musimy nauczyć się ich cenić, ale nie za sumę na karcie kredytowej ale za to kim są.

A póki co ja absolutnie rozumiem każdego z tych facetów, który wybrał to ciche wyjście. Panowie, wyartykułowanie tych podstaw było moim obowiązkiem wobec Was. Mam nadzieję, że spodobało Wam się moje dzisiejsze nagranie. Napiszcie jakiś komentarz - proszę tylko o szacunek wzajemny i nieużywanie przekleństw.

Do zobaczenia w kolejnych filmach. Dziękuję za uwaga. Polub i zobacz moje nowe audycje. Ciao.

wersja polska:  https://www.youtube.com/watch?v=ov2yVRYnOvY

środa, 9 września 2026

Gdy nie jesteś tacy jak wszyscy - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=Kb-Cz3XYoGI

Witajcie ludzie. Dzisiaj znów odpowiadamy na pytania. Dzisiejsze pytanie brzmi:  Jak odnaleźć swoje miejsce na świecie, jeśli nie jesteś taki jak wszyscy? 

O proszę jakie pytanie! Skoro jesteś inny niż wszyscy to przyjmij, że już znalazłeś swoje miejsce. Problem zazwyczaj leży w czymś innym - w tym, że jestem taki jak wszyscy. Istnieje taka średnia arytmetyczna zwana przeciętnością. Słowo przeciętność to też innym słowem pośredniość - a zatem ma ono również inne znaczenie tego słowa - poprzez pośrednika, to znaczy, sam w sobie, niczego nie reprezentuję. 

 A czym jest talent? Bóg mówi w Bhagavadgicie: „Ja jestem talentem w człowieku", czyli on jest człowiekiem jak wszyscy, i coś w nim się wyróżnia, coś wybija się. To jest zauważalne. 

 I wiecie - wszystko to, co nas jakoś wyróżnia, co sprawia, że nie jesteśmy tacy jak wszyscy, może być akceptowane przez ludzi, albo mogę się tego wstydzić, mogę być z tego dumny, ale to po prostu rzuca się w oczy. 

  To znaczy, kiedy jest to tak widoczne, kiedy nie jestem taki jak wszyscy i jest to pozytywne to znaczy, że konkretnie niosę ludziom jakąś radość, potrafię czynić to, czego inni nie potrafią. 

 Wszyscy mówią: „Och, świetnie, on ma talent”. A taka moja mała brzydota, która moim zdaniem odróżnia mnie od innych, uważam, że w jakiś sposób jestem wadliwy, nie taki jak należy i nie mogę tego naprawić.  

A tak naprawdę jest to ukryty talent, który po prostu jeszcze się nie rozwinął. I ta indywidualność zdecydowanie musi zostać zachowana - nie należy jej korygować. Nie trzeba jej naprawiać. 

Wychodzi na to, że jesteś jak obcy pośród swoich - jesteś jakimś outsiderem. Jak więc przekształcić tę swoją wyjątkowość w swoją największą siłę? Trzeba pozostać wyjątkowym. To będzie piękne. To tak jak to brzydkie kaczątko. Jest taka bajka dla dzieci mówiąca o tym.  

  Łabędź się wykluł pośród kaczek i twierdził, że wygląda brzydko, ale kiedy dorósł, to wszyscy mówili: „To prawdziwy książę”. Tak to jest. I on też spojrzał na siebie w wodzie, spojrzał na swoje odbicie. Tu właśnie chodzi o te wszystkie brzydkie kaczątka. 

 Albo, na przykład, weźmy psy. Kiedy rodzą się małe charty, to rodzą się z jakimiś nieproporcjonalnymi, długimi nogami, są brzydkie, ale kiedy dorastają wtedy wszystko jest już jasne. Cała reszta dorasta u tych psów później.  I tak dalej, i tak dalej. Moglibyśmy tak podawać wiele innych przykładów. 

A nasz temat najprawdopodobniej mówi o poczuciu samotności, o tym kiedy twoi bliscy lub społeczeństwo cię nie rozumieją, kiedy nazywają ciebie dziwakiem, próbują wcisnąć cię w jakiś standard lub ramy.  

 A sens tego co ja chcę przekazać polega na tym, że musisz przestać się wstydzić swojej wyjątkowości! Musisz być naturalnym i nie bać się. Cały ten strach bierze się z bezbożności. A jeśli się nie boisz, to jesteś tym, kim jesteś. Wszyscy patrzą i mówią: „O tak!"

Podam przykład -  jakiś dowódca wojskowy, to był albo Greczkin, albo być może sam Stalin, ktoś kto miał coś nie tak z ręką - może to był nawet Stalin”. I salutował jakoś tak krzywo - ręka nie układała się prosto jak linijka tylko jakoś inaczej, a potem wszyscy zaczęli ten salut kopiować. [śmiech] 

A pamiętacie kiedy śpiewał ten znany Shura - jemu brakowało dwóch przednich zębów, tych siekaczy, a śpiewał tak pięknie, że dziewczyny za nim szalały.  

I ktoś tam podobno też wyrwał sobie zęby, żeby się upodobnić. Najważniejsze jest to co czynisz - a to jak wyglądasz to już sprawa drugorzędna. A potem twoja wyjątkowość staje się nawet symbolem tego co czynisz. Przecież nie będzie tak, że jak sobie wyrwiesz zęby to będziesz lepiej śpiewał.  Ale chcę przekazać, że to nie przeszkadza. To nawet staje się jak jakaś twoja wizytówka. Chodzi o to, jak przestać się wstydzić swojej wyjątkowości. 

 Na przykład, jeśli weźmiemy pod uwagę tradycję wedyjską, to istniał też taki Ganesha, wiecie, ten bóg przypominający słonia. On miał ludzkie ciało - miał ręce, nogi, stopy. To był jeden ze synów Śiwy. Tam był Kartikeya i Ganesha. On urodził się normalny, ale potem coś się stało. Zasadniczo jego ojciec odciął mu głowę. Cóż, Śiwa, to taki ciekawy tata.

Prawdopodobnie miał do tego prawo, bo natychmiast wziął najważniejszego słonia we wszechświecie, Arovatu, odciął mu głowę i przyprawił ją swojemu synowi. A ten potem tak chodził z trąbą, z takimi uszami. Nie wstydził się tego, nie chował się, nie próbował zmieniać wyglądu jakims na przykład makijażem, nie chował gdzieś tej trąby. 

 Po prostu, zamiast zajmować się tymi, swoją drogą, zupełnie bezużytecznymi rzeczami, bo nic nikomu nie udowodnisz, zaczął zanurzać się w naukach, w jakimś wyrzeczeniu, w zasadzie, skierował swoją uwagę na coś innego, na przykład na dobroć, mądrość, no na takie rzeczy.  

 W rezultacie stał się tak sławny, stał się tak popularny, że w Indiach go czczą. No i proszę. I w rezultacie jego wyjątkowość i ten niekonwencjonalny sposób myślenia uczyniły go największym z bogów. 

 Było wielu bogów, chyba ze 300 000, Hindusi nazywają ich różnymi imionami, ale każdy zna Goneshę. On jakoś się wyróżniał. A zgodnie z prawem świata wedyjskiego, żadna ważna sprawa ani rytuał nie zaczyna się bez oddania szacunku albo apelu do Ganeshy. To trochę tak, jakby on był, ...no wiecie - jak sekretarka. Nie da się dojść do szefa jeśli najpierw nie przejdziesz przez sekretariat. 

Więc taki jest Ganesha, oto jego funkcja. I to, co wydawało się wadą, stało się jego główną siłą i symbolem mądrości. Słoń jest w Indiach symbolem mądrości. 

 Tak więc bycie innym nie jest wadą, ale pewnego rodzaju atutem. Wszyscy prawdopodobnie znacie Nicka Vuyticha. Nick Vuytich urodził się bez palców, bez rąk, bez nóg. Gdzieś z boku ciała ma coś w rodzaju, nawet nie pięciopalczastej dłoni, ale trzy palce, wyrastające z boku, w pobliżu miednicy. Zupełnie nie wiadomo, co to jest. I on jest sławny na całym świecie. Ożenił się, ma dziecko. Zarobił mnóstwo pieniędzy, i to nie dlatego, że dali mu pieniądze od propagandzistów, choć jest znanym kaznodzieją. Powiedział: „Nawet w tej sytuacji Bóg mnie uratował i żyję, mam pełne życie”. 

On sam się kąpie i nie musi prosić o pomoc, nurkuje, pływa, goli się sam. Nie potrzebuje niań. A my popadamy w lęki i prawie wołamy lekarza gdy tylko nas trochę zaboli ręka.  

No cóż. Ja myślę, że gdyby miał dwie ręce i dwie nogi, jak wszyscy inni, to nie stałby się taki sławny. Nie przezwyciężyłby tego czegoś, czego mu pozornie brakowało. To właśnie ta wada przyniosła mu sławę. Dlatego stał się taki sławny, bogaty i, jak sądzę, szczęśliwy na swój sposób.

 Więc co jeszcze? Społeczeństwo zawsze próbuje uczynić nas,... no, nawet nie społeczeństwo, ale ci, którzy społeczeństwem rządzą - oni są takimi złymi przywódcami społeczeństwa, chcą, żeby wszyscy byli tacy sami. Oni dążą do digitalizacji, do cyfryzacji społeczeństwa - A po co? Bo jednakowymi wygodnie jest zarządzać. Musimy być zrozumiałi- wygodni dla zarządzania, jeśli jesteśmy wyjątkowi, samo-identyfikowani to jak powiedział ten bankier German Gref: "jeśli ludzie samoidentyfikują się, to znaczy rozumieją swoją wyjątkowość, swoją odmienność, to nie da się nimi zarządzać". Można zarządzać tylko identycznymi owcami, ale my jesteśmy ludźmi. 

 A ten fakt, że każdy ma jakąś tam niby wadę i jakąś odmienność – nie ma wad, są tylko różnice, różne zadania. A te różnice Bóg stworzył dla nas do różnych zadań. Jeśli przestudiujemy budowę jednego psa, to rozumiemy wszystkie inne, ale badając budowę i zachowania jednego człowieka nie rozumiemy innych ludzi. Inny człowiek może po prostu mieć inne zadanie. Tacy właśnie są ludzie. To znaczy, są różni, bardzo różni.  

A jeśli wszystkich ludzi zunifikować, jeśli będziemy starać się być tacy sami, to po prostu zdegenerujemy się do poziomu zwierząt. Staniemy się kontrolowanym tłumem i będziemy traktowani jak zwierzęta. I słusznie.  

 Jeśli jesteś inny, niekoniecznie fizycznie, ale w myśleniu i w interesujący sposób. To oznacza, że ​​nie masz uszkodzonej głowy ani nic takiego - po prostu masz inne zadanie. I nie ma potrzeby marnować tej energii, próbując dopasować się do nowoczesności czy czegokolwiek innego. Człowiek, który próbuje być taki jak wszyscy, traci swoją indywidualność. 

 Tak więc ten wizerunek Ganeshy mówi na o tym, że... Ganesha jest wszędzie rozpoznawalny nie dlatego, że miał głowę słonia, ani dlatego, że dostosował się do czyichś standardów, ale dlatego, że zademonstrował swoje wyjątkowe cechy dla dobra innych. I wtedy właśnie ta jego odmienność, stała się symbolem tych błogosławieństw. I nikt tego nie osądza.  

No cóż, o to chodzi, bądźmy jak Ganesha. Nie z wyglądu, ale w swoim zachowaniu. Dziękuję. 

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=6MasWleAGFs