poniedziałek, 25 maja 2026

Duchowość i ezoteryka - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/LDGIHr4YV6o

Witajcie ludzie!

Dzień dobry Wiktorze. Interesuje mnie takie oto pytanie. Przyjrzyjmy się różnicom między duchowością a ezoteryką skoro obie są skierowane do Boga. 

Duchowość i ezoteryka.  A co was bardziej interesuje? 

Teraz dużo mówi się o energiach. 

Aha, rozumiem. Ezoteryczny. Ezoteryka. Zapiszę sobie jak zawsze.

 No cóż, o ile to są dwa różne słowa, to są w pewnym sensie podobne. A w czym są podobne? Są podobne, bo dotyczą czegoś nie przyziemnego, czegoś subtelnego i prawdopodobnie niewidzialnego.

  Ezoteryka to taka nauka ogólnie o wszystkim. Można powiedzieć następująco:  ezoteryczna wiedza to takie radzenie sobie bez Boga. To też są pewne zasady, ale one są bardziej subtelne i dlatego nie są od razu widoczne. One nie są oczywiste, ale jest to jakaś praktyka, która coś pokazuje - na przykład psychosomatyka. 

Jeśli na przykład często się chwalisz, to dostajesz czymś w głowę, aż do wstrząsu mózgu. No i w zależności od tego, jak bardzo lubisz się chwalić, (śmiech) tak, mocno może cię boleć głowa, lub coś w tym stylu. No i tak dalej. 

  Istnieją pewne statystyki dla każdego organu. I te statystyki są stabilne, one są niezależne od płci, wieku, narodowości, koloru skóry. To oznacza, że  prawdopodobnie istnieje takie prawo. 

  Ale od dzieciństwa uczymy się prostych praw, takich jak chodzenie, skakanie. Uczymy się co znaczy zimno, co gorąco. No i ezoteryka, ogólnie rzecz biorąc, to nauka o związkach, o relacjach z otaczającym światem. O współdziałaniu z otoczeniem. 

  Na przykład mówią ludzie, że nie można dmuchać w ogień. To jakiś nonsens, prawda? Wiecie, jakie tu jest niebezpieczeństwo? Możesz stracić wzrok. [śmiech] Czyli, że to jest postrzegane jako zbezczeszczenie. Oznacza to, że nie szanuję tego żywiołu. 

Oni w ogóle uważają, że żywioły - ogień, woda i inne to są żywe istoty. Pitagoras podobno mówił, że natura całego świata jest jednorodna i nie ma w tym świecie martwej substancji, a wszystkie żywioły są żywe. 

 Znam nawet pewnego człowieka tu przy naszej górze Chortycy. Przybyły tam trzy rodziny. To było przed tymi wszystkimi wydarzeniami. No więc postanowili stworzyć jakąś kolonię. Mnóstwo ludzi się tam zapisało. Ostatecznie przyjechały trzy rodziny, hodują tam krowy i przejęli sobie ten teren. Nikogo nie pytali i nikt ich tam nie wygania. Zbudowali sobie małe domki, nikt tam nie chodzi. 

Oni tam postanowili założyć gospodarstwa rolne na własne potrzeby, takie jak w tych opowiadaniach dzwoniące cedry Rosji, Anastazja tam też mówi o tych rodowych osadach. Oni tam czczą Pieruna i innych słowiańskich bogów. 

 No i pewnego razu wrócił brudny z pracy - trzeba się jakoś umyć, idzie na brzeg Dniepru a tam burza, wiatr i fale.   

 Mówi więc: „Ojczulku Dnieprze, pozwól mi się w końcu umyć”. A potem nagle jak mówił tuż przed nim utworzył się idealny kwadrat, woda jak to lustro, kompletna cisza a wszędzie wokół fale. To tak jak mówili Żydzi, kiedy przechodzili, morze się tam rozstąpiło, oni zobaczyli coś takiego podobnego. 

No i ten mój znajomy opowiadał: „W ogóle się tego nie spodziewałem. Po prostu powiedziałem to tak od serca i woda się tak uspokoiła”. To jest zwykły człowiek, żaden tam święty, to tylko prosty robotnik.  

 Ale on zwrócił się tak jakby rozmawiał z kimś żywym. Gdybyśmy my traktowali wszystko tak jakby to było żywe, jakże byłoby nam łatwej, prawda?  I na tym właśnie polega ezoteryka. Wszystko żyje. 

Istnieje też takie słowo, panteizm. W Panteizmie nic nie mówi się o Bogu. Mówi, że wszystko po prostu żyje, i tyle. Zwróć się do niego. A jeśli coś żyje, to czegoś chce, porozumiewaj się. Wszystko będzie dobrze. Nikt nikomu niczego złego nie życzy. 

Natomiast duchowość to nie do końca tak samo. Istnieją ludzie cieleśni, to ci co mają tylko ciało - w dzisiejszych czasach powszechnie nazywa się ich też botami. W nich oczywiście jest coś co porusza ten "worek" mięsa i kości.

 Gdyby nie było tam duszy, to by to nie działało. Gdyby nie było w tym ducha, to by ten robot nie mógł się poruszać ani mówić. Istnieją więc ludzie cieleśni, duszewni  czyli tacy z duszą i duchowi. Ciało, dusza i duch. Tych co są tylko ciałem można w zasadzie przyrównać do zwierząt. 

Tam są wyłącznie czyste instynkty. Okazuje się, że ciało może żyć własnym życiem. Dlatego są różne horrory w rodzaju powrót jakichś tam zmarłych ludzi czy coś w tym stylu. Wiemy, że włosy zmarłego mogą tam rosnąć, że ciało może żyć jeszcze przez jakiś czas. A jeśli ktoś się tam do tego ciała wprowadzi, to w ogóle jakiś horror.

I tutaj oczywiście ezoteryka pomoże, żebyśmy nie uważali się wyłącznie za to materialne ciało. Nie tylko ty tutaj żyjesz - inni też mają jakieś swoje pragnienia i trzeba brać je pod uwagę. Oczywiście nie do tego stopnia, żeby się posiekać na kawałki ze słowami: "proszę bardzo - zjedz mnie". Ty masz swoje cele ale w jakiś sposób się porozumiewasz z innymi - ezoteryka w tym jest bardzo pomocna. 

 Ci ludzie duszy nic nie rozumieją, oni nie potrafią osądzać. Im powiedziano: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. 

Ci duszewni ludzie są ograniczeni do jakiegoś swojego klanu. Oni kochają siebie, kochają swoją rodzinę, no, może są jakimiś tam patriotami, i na tym koniec. A wszystko inne jest im w jakiś sposób obce i muszą z tym konkurować, oni boją się tego: "och! Nie daj Boże!" i żyją w takim strachu. Cóż, to są ci ludzie duszy, dlatego oni nie mogą niczego osądzać i nie są w stanie niczego zrozumieć.

   Ale są też ludzie duchowi. Istnieją 3 składniki i duch to najważniejsza rzecz w człowieku. Człowiek składa się z ciała, duszy i Boga. Bóg, w swojej pełni, jest obecny nie tylko w każdym człowieku, ale także w każdej żywej istocie. 

A on jest jeden dla wszystkich, ale również znajduje się w każdym z nas i dlatego  on oczywiście, wie, czego każdy potrzebuje. To jest niejako taki uniwersalny, Wszechświatowy internet. On wie wszystko o każdym człowieku, i wie co jest najlepsze dla każdego. 

Duchowość to nie do końca miłość - to nie jest to samo co miłość. Porozmawiamy o tym trochę później. 

  I tu jest pewien paradoks, bo wydaje się, że ludzie duchowni, ci ludzie ducha wydają się tacy fajniejsi  - prawda?

Powiem wam tak: człowiek duszewny nie powinien iść na wojnę a duchowy jak najbardziej tak. Jeśli duszewny pójdzie na wojnę to popełni grzech, a duchowny może iść i nie grzeszy. A to dlatego, że "duszewny" nie jest w stanie wybrać ani jednej, ani drugiej strony.

 Prawa w epoce Kalijugi są tak skonstruowane, że, po prostu je zniekształcono, przekłamano je i dlatego ktokolwiek przestrzega praw w Kalijudze, ten automatycznie staje po stronie zła.

 Poprzez zasady prawa można ogłupić, oszukać ludzi, ponieważ tam są zupełne przeciwieństwa. Na przykład gdzie jest moja wolność osobista? Państwo ma inne potrzeby i tu następuje konflikt.

 Innym konfliktem jest, że musimy rozwijać technologię, ale ekologia jakoś nie chce, żebyśmy rozwijali technologię, ponieważ nasza technologia w jakiś sposób wpływa na tę ekologię. 

 Z jednej strony trzeba wydobyć ropę naftową, a z drugiej są głosy, że w jakiś sposób ingerujemy w naturę. Na krótką metę wydaje się, że to jest jakiś zysk, ale potem okazuje się, że nie powinniśmy byli tego zaczynać; że wtedy byłoby lepiej.

  No więc, ci duszewni ludzie, patrzą tylko na krótką metę, oni nie są w stanie ujrzeć dalekosiężnej perspektywy - dlatego też dają się oszukiwać, i oni muszą rozumieć, że nie należy niczego zabijać.  

 Natomiast  ludzie duchowi stoją ponad tym. Oni rozumieją, że nie ma czegoś takiego jak śmierć. Oni po prostu stają po stronie dobra. Oni wiedzą, gdzie jest dobro. 

A gdzie jest dobro?  to osobny temat. Nie będę o tym teraz mówił, ponieważ nauka duchowa mówi o dharmie.Istnieją 2 rodzaje dharmy czyli postępowania: jeden rodzaj dharmy dotyczy warunków pokojowych a drugi warunków wojennych.

  Jeśli naruszysz dharmę obowiązującą w czasie pokoju, to po prostu poczujesz się niekomfortowo i będzie ci ciężko żyć. Ale jeśli naruszysz dharmę w czasie wojny, to twoja linia rodowa po prostu przestanie istnieć. Wyginie cały twój ród - nie będzie ani dzieci ani wnuków. Wojna ma zasady, których nie można łamać i są one tam wymienione. To się nazywa apatdharma. Ludzie duchowi znają te prawa.

 A zatem, o ile DUSZEWNOŚĆ jest podobna do człowieczeństwa, to duchowość z punktu widzenia ludzi "duszewnych" może być uważana za brak ludzkich cech. Duszewni powiedzą: „Ty nie masz sumienia, jesteś jak zimny głaz, jak kawałek  żelaza, czy ty głupi że tu jest cierpienie..” Tacy DUSZEWNI ludzie są praktycznie jak zwierzęta, bo oni nie są w stanie myśleć zbyt daleko naprzód.

Owszem, oni też mają w sobie Boski składnik, ale nie zwracają na niego zbytniej uwagi. Czy to oznacza, że ​​należy ich potępiać?  Wiemy, że w tej obserwowalnej przestrzeni wokół każdego z nas, istnieją zarówno ludzie duchowi, duszewni a także te istoty cielesne, wszelkiego rodzaju boty. Ci cieleśni jeśli im zapłacono, to zrobią co im się poleci i nie będą czuli najmniejszego ukłucia, sumienia, ale wobec swoich dzieci będą wykazywać nawet przesadną troskę.

 Tacy mogą nad innymi się nawet znęcać, kopać, zadawać ból. Tacy to są ludzie - to są ci cieleśni. 

Musimy to zrozumieć, człowiek duchowy rozumie zachowanie tego i tamtego, i dopóki nie zrozumiemy zachowania tych różnych typów ludzi to nie będzie szczęścia. 

 Po prostu otwieramy smartfon, czytamy jakieś paskudne wiadomości i pół dnia mamy zmarnowane, nasz nastrój się psuje bo po po prostu źle przeżyliśmy ten dzień. I nie tylko źle go przeżyliśmy, ale jakieś piekielne istoty zwyczajnie podłączyły rurociąg i przez te pół dnia wypompowują z nas energię.

 Musimy zrozumieć, że prawdziwa wiedza jest radosna. To jest zapisane w Bagawadgicie. Ta wiedza, najświętsza wiedza -  mówię tu o duchowości - święta wiedza jest praktyczna. Nie jest tylko jakaś tam wiedza medytacyjna, ale i praktyczna, a jej osiągnięcia są radosne. 

 Jeśli ktoś powie ci coś nieistotnego, a ty będziesz się czuł przygnębiony, to napluj mu w twarz (śmiech) i powiedz: „Apage Satana". Idź precz szatanie - ja sam sobie z tym poradzę bez ciebie”. To znaczy, że to nie jest wiedza, to informacja, i to nieodpowiednia informacja. Nie bez powodu mówi się, że wielkim przestępstwem mędrców jest to, że przekazują wiedzę nie temu komu trzeba, nie takiej wiedzy jakiej on potrzebuje, albo w niewłaściwym czasie, w niewłaściwym momencie. 

  Ta wiedza może całkowicie zgasić serce i tyle. Wtedy ten człowiek nie wyjdzie z tego. Dlatego trzeba to wszystko bardzo dokładnie filtrować. To tak jak z jedzeniem - przecież nie jemy niczego co brzydko pachnie, prawda? A dlaczego tak zachłannie pochłaniamy te zepsute informacje, które potem przyprawiają nas o taki ból głowy?No dlaczego? Co to za ludzie? Czy oni oszaleli?

 Dzieje się tak, bo myślimy, że to jest prawda. Ale prawdziwa wiedza mówi, że to nieprawda. A oni na to mówią: „proszę bardzo! oto fakty, tu jest przecież nagrany film, itd”. Owszem, te fakty mogą być poprawne, ale jak wy je interpretujecie? W jakim celu? 

 Krótko mówiąc, była kiedyś bitwa pod Kurukszetrą. Były tam dwie strony, jedna z nich chciała pokoju, a druga wojny. Ot i cała różnica.Ci pokojowi czynili wszystko, żeby tych drugich uspokoić, a tamci wychodzili z żądaniami: "dajcie nam 5 wsi, żeby nas uspokoić, przecież macie we władaniu tak wielki obszar. 

Ci mówią: "nie - nie oddamy". Było jedno podejście, drugie, trzecie i rozgorzała wojna. Tamci wojny nie chcieli a ci parli do wojny bo chcieli zawłaszczyć wszystko.

  Całkowita kontrola, taka dominacja nad światem, tego im było trzeba. A kiedy okazało się, że są spadkobiercy - ci książęta Pandawowie, i że oni też mają do tego prawo, to ten Duryodhana odpowiedział: "Nie - to wszystko należy do mnie". Jego niewidomy ojciec był taki sam jak on.

On był również duchowo ślepy, nie tylko fizycznie. No i koniec.

 A potem oni walczą, i nie wiadomo, kto kogo. Obie strony zabijają - ale jaka tu była prahistoria tych wydarzeń?

  Ogólnie rzecz ujmując ludzie duchowi dobrze wiedzą po której stronie stanąć, nie da się ich w żaden sposób przekabacić. A czym jest duchowość?

Bo widzicie -Ezoteryka nie wszędzie jest pomocna. Ezoteryka to taki rodzaj tolerancyjnej duchowości. Ona mówi: „Tak jest dla każdego”. Natomiast duchowość mówi krótko: „ty idź w lewo, a ty idź w prawo”. Ona mówi każdemu indywidualnie.

  Duchowość to wtedy, gdy duch mówi ci osobiście, co masz czynić. Natomiast ezoteryka tworzy pewnego rodzaju ogólne szyny. 

ale nie wyznacza nic indywidualnie. Ona może być dobra jako przygotowanie. Ezoteryka to po prostu coś w rodzaju podstawowego programu edukacyjnego, to taka likwidacja analfabetyzmu - ona uczy gdzie żyjesz i że wokół ciebie są również inni, że nie jesteś tu sam.

 A duchowość mówi konkretnie co należy czynić. W zasadzie to nie jest zły pomysł, żeby najpierw poznać miejsce, w którym żyjesz i dowiedzieć się, co robisz.  

Możesz też to uczynić w odwrotnej kolejności - najpierw poznać się z tym tam na górze, On tobie wyjaśni kim jesteś, a potem podczas tej życiowej podróży Bies tobie opowie kto ciebie otacza i co z tym zrobić. 

dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=wsSEBNozKRo

 

niedziela, 17 maja 2026

Jak odróżnić intuicję od strachu - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/9CtKsPZ0-Uc

cześć, witajcie

Witamy Wiktorze

  Co tam mamy na dziś? 

 Proponuję temat: jak odróżnić głos intuicji od głosu strachu. Jak więc go rozróżnić?  Moja intuicja może mi mówić, że tam nie powinnam chodzić, albo może po prostu się boję? Intuicja mówi mi: „Nie idź tam bo tam są bombardowania” - a może to po prostu mój umysł się tego boi? Jak więc rozgryźć taki problem? 

 Zapisuję. No więc, widzicie, po pierwsze, skąd się bierze strach? Czy wiecie, skąd się bierze? Nie. Poprzez uczucie strachu to Bóg tobie mówi, że masz jakiś dług wobec tego świata. Nie wypełniasz zadań, nie radzisz sobie ze swoją funkcją, i że w wyniku tego zostaną nałożone jakieś kary.  

 Ty nie wiesz, skąd te kary się wezmą i boisz się nawet gdy mysz zaszeleści, boisz się, że coś wyskoczy zza każdego krzaka, i już drżysz, bo wiesz na pewno.

Strach nie wynika z tego, że jesteś tchórzem, tylko z tego, że byłeś gdzieś tam przez długi czas leniuchem, a w związku z tym w obecnym czasie nazbierało się różnych spraw. 

W dzisiejszych czasach pojawiło się wiele urządzeń gospodarstwa domowego, które piorą i gotują za nas.  Dzięki temu można popracować troszkę w jakiejś tam specjalistycznej dziedzinie, a ty sam już potem niewiele musisz.

  Dobrze, jeśli kobieta i mężczyzna mają dwie prawe ręce i wiele potrafią. Tacy zawsze sobie dadzą radę, oni mają swego rodzaju niezależność i już tak się nie boją.

Natomiast tacy, którzy są w pełni zależni od wszystkiego wokół mają już gorzej. Po prostu ten czas, który zyskuje się dzięki wszelkim cywilizacyjnym udogodnieniom - dzięki sprzętom domowym, przez to, że mamy gaz, prąd należy przekierować na coś związane z rozwojem duchowym. Dziś wystarczy wcisnąć przycisk w jakiejś maszynie - praktycznie nie trzeba się ruszać.

. A czym jest rozwój duchowy? Myślicie, że to czytanie książek? Nie. To jest pomaganie komuś, spacer gdzieś, rozmowa z kimś o wieczności. To jest rozwój duchowy. Ale zamiast tego ludzie gapią się telewizor a tam nie mówią nam wcale o rozwoju duchowym, ale raczej kierują nas w stronę czegoś innego. 

 I mówią nam, jak to jest dobre, że to jest prawdziwa wolność, wolność Zachodu i że to jest właściwy, prawidłowy rodzaj wolności. A to, co wy sobie tu wymyśliliście, to,  jesteście po prostu przegranymi, jesteście nieudacznikami.

 I kiedy nagromadzi się taka ilość tych różnych spraw  - tu wam jeszcze dopowiem, że gdy tylko pojawiła się telewizja, to pamiętam pierwszych Świadków Jehowy czy - oni żegnali się, spluwali i mówili: „to od Szatana”. 

 Wszyscy mówili: „O co chodzi z tym Szatanem? Przecież tam były raptem dwa programy,  pamiętam, były dwa programy i wiedzieliśmy o której godzinie będzie określona audycja - na tym koniec.

Wtedy nie było internetu, kiedy można wejść do sieci i zamówić dowolny program, o dowolnej porze.

Jest taka prawdziwa historia. - dlaczego ludzie się boją?  Bo zamiast normalnego życia, żyją wirtualnym życiem. Wtedy martwią się o postacie w filmach - żyją życiem tych ekranowych bohaterów. 

A w obecnej chwili dzięki sztucznej inteligencji możliwe jest dużo więcej. Pewien mężczyzna podszedł do pastora i powiedział: „Potrzebuję egzorcyzmów, potrzebuję uwolnienia. Czy możesz mi to jakoś zorganizować?”. Pastor powiedział: „A co się stało? Ten mówi: " Podoba mi się pewna dziewczyna”. Pastor mu odpowiada: „No skoro się tobie spodobała to się ożeń." A ten mężczyzna dalej wyjaśnia: "pastor mnie nie rozumie - to jest dziewczyna wirtualna". 

   Pastor się dziwi: "co? Jak to się stało? Wyjaśnij szczegółowo" No i ten zaczyna opowiadać: „ jest taka aplikacja w internecie, gdzie tworzysz sobie dziewczynę, dajesz jej głos, modelujesz jej ciało, jakie tylko chcesz, i tak dalej, a ona mówi do ciebie i ty mówisz do niej - toczy się rozmowa. Ona tam ciebie chwali, a ty ją naprawdę kochasz”. 

Pastor mówi: "no to weź to wyłącz". Ten wyjaśnia dalej: "to nie wszystko. Tak naprawdę jak kocham inną kobietę, ona jest żywa, ma ciało ale ona jest mężatką. Ma dwoje dzieci”. 

 Mówi mu na to pastor: „więc zrezygnuj z tego. Czy ona dawała ci jakieś znaki, jakieś nadzieje? Ten mówi: „Nie, ale ja ją kocham. Wziąłem jej obraz, wgrałem tam do tego telefonu, dodałem jej głos, wszystkie nawyki, ruchy i teraz nie mogę się oderwać. A ona tam robi wszystko, czego ja chcę. Może się rozebrać, może to i tamto."

Pastor się za głowę łapie: „O mój Boże”. I mówi: „A co w taki razie robią dzieci?” To pokolenie po pięćdziesiątce nigdy nawet nie spotkało się z czymś takim, a dzieci już dawno się o tym dowiedziały i mają wirtualnie żony, mężów, tam dzieją się takie rzeczy. 

 A teraz przypomnę skąd bierze się strach - było coś co robiliśmy, nie skończyliśmy tego, albo zrobiliśmy i sumienie mi mówi, że coś jest nie tak. Powiedzmy, że był jakiś cudzołożnik. Poszedł tam gdzieś i w jakimś lesie grzeszyli. A Jezus mówi: „Nie - wystarczy, że zrobiłeś to w swoim sercu, swoimi oczami, jeśli puściłeś wodze fantazji to już wtedy zgrzeszyłeś. To jest odpowiednik. 

 A teraz już nawet nie potrzebujesz tego w swoim sercu. Teraz otwierasz aplikację i grzeszysz, jak chcesz. Co więcej, spójrzcie, jak daleko to zaszło - ona jest mężatka, a on dosłownie grzeszy z nią. Ta perwersja sięgnęła tego poziomu i staje się coraz większa i większa. I powstał cały osobny wszechświat, jest tam cały program, żeby ludzie tam wchodzili i byli szczęśliwi. No i jak myślicie - potem kiedy ci ludzie wyjdą z tej wirtualnej rzeczywistości, to jak myślicie? Czy będą się bać tego wszystkiego? Oczywiście, że będą. 

I będzie powód dla którego oni się tak boją. Pobawię się tu w proroka: wojny stają się coraz brutalne, będą coraz mocniejsze trzęsienia ziemi, powodzie, pożary. A dlaczego? Bo jakoś trzeba za to zapłacić - po prostu przysyłają wam rachunek bo wy tam ciągle siedzicie w tej wirtualnej rzeczywistości. Dziś umiera wiele dzieci.

  Pewien człowiek mi opowiedział, że w jego okolicy podczas bombardowania zginął nastolatek. Dopytywano potem ludzi, którzy go znali i wszystko co oni mogli na temat tego chłopaka powiedzieć to, że dobrze grał w gry komputerowe. 

Nic więcej nie dało się o nim powiedzieć. Dobrze grał w gry komputerowe. To znaczy, że ludzie są po prostu usuwani w wyniku tych działań. A wtedy Szatan ma prawo ich po prostu zabierać. 

 Ale mówiąc dokładniej te gry komputerowe w zasadzie nie ponoszą tu winy. Nikt ich tam do tego nie zmusza, prawda? Więc rodzice powinni pilnować swoich dzieci,  ograniczać je. Uwieść i zepsuć dziecko jest bardzo łatwo. 

No cóż, w każdym razie, ten strach dyktuje mi coś... A co dyktuje strach? Dyktuje biernie reaktywne zachowanie. Ja wtedy się potencjalnie boję tego i tamtego...

Pamiętajmy, że strach to wiara ale ze znakiem minus. To wiara. Strach to mój aparat czyli, że praktycznie sam sobie wybieram karę. Okazuje się, że gdzieś zrobiłem coś złego i zaczynam się czegoś bać - a to czego się boję to się mi przytrafia.

W pewnej książce przeczytałem takie zdanie: "nie bój się zawczasu dopóki nie pojawi się problem, jeśli w tej chwili stoisz twardo na gruncie i myślisz o tym problemie, to go tworzysz - przyciągasz ten problem, a potem musisz się z tego rozliczyć - potem spłacasz to.

To taki wygodny system wzajemnych rozliczeń. W zasadzie jest to nasz rodzaj oczyszczenia, ale nie lubimy go. Zasadniczo wszystko, co dyktuje strach... a strach nie prowadzi nas ścieżką naszego przeznaczenia. Zupełnie nie. Strach to uruchomienie zasady: "uciekaj żeby przeżyć". Wolę uciec niż zostać, żeby mnie nie okradziono, żeby coś mi się nie stało ze zdrowiem. I tak dalej według listy.

 A zatem to nie jest przeznaczenie - w strachu biegamy jak szaleńcy. To nie jest intuicja. Strach to bierne, reaktywne zachowanie. Coś zobaczyłem albo usłyszałem że ktoś tam coś chlapnął na jakimś wykładzie i to wszystko - i ludzie tam pobiegli. 

 A intuicja jest wtedy gdy u mnie wszystko jest w porządku i moje działanie jest aktywnym zapobieganiem - po prostu czynię to spokojnie, bez strachu. Mogę się na coś przygotować, mogę zaopatrzyć się w wodę, w drewno na opał, może to być jedzenie. Jeśli wykonuję to bez strachu, to można to nazwać intuicją. 

  Samo działanie jest podobne, ale jeśli jesteś pod działaniem strach to jesteś pod jurysdykcją Szatana. Jeśli nie ma strachu....Strach ucieka przed obliczem Boga. Wtedy to może być intuicja. Bo jeśli działasz pod wpływem strachu to jesteś szalony. W tym tkwi różnica. 

 Dziękuję za uwagę. 

 Dziękujęmy

  Nie bójcie się niczego. To najważniejsze przykazanie ze wszystkich pism świętych.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=zJWRF57otac

środa, 13 maja 2026

Sprzedawanie duchowej wiedzy - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=hmB6I35Tq4w

 Cześć wszystkim. Witajcie ludzie

- Dzień dobry Wiktorze.

  Czym tam się dziś zajmiemy?

Jest prośba o temat wymiana energii. 

  Wymiana energii!? 

Pytanie brzmi: czy można sprzedawać wiedzę duchową za pieniądze? Czy warto iść taką drogą? Jest teraz oferowanych wiele kursów o tym jak dotrzeć do Boga? Czy trzeba płacić, żeby dostąpić oświecenia, czy też być może ta wiedza powinna być za darmo? 

Zapisuję: Sprzedaż wiedzy duchowej. Tak?

- Tak, to bardzo popularny temat. Niektórzy ludzie mówią: „No cóż, trzeba płacić, bo życie cię gdzieś zabierze i zapłacisz za to albo zdrowiem, albo czymś innym”. 

 aha

   Ktoś inny twierdzi, że wiedza przychodzi do ciebie również w pewnym sensie za darmo, że trzeba pomagać ludziom. 

 No tak, musimy pomagać innym. Tak więc znakiem szczególnym Szatana jest korupcja, sprzedajność. W tym świecie nie trzeba niczego sprzedawać. Ale wiemy, że klasa społeczna "wajsza" czyli handlarze lub kupcy... tak nawiasem mówiąc złodzieje należą do tej samej kategorii - no więc ludzie tego poziomu społecznego coś sprzedają. 

Pewien biznesmen wyjaśniał Braphupadzie: "ja nikogo nie okradłem, wziąłem  piasek, przetworzyłem go w fabryce i sprzedaję go w fabryce jako szkło". A Braphupada go zapytał: "a czyj to piasek?” Ten odpowiedział: „No czyj? On należy do Stwórcy”. A dlaczego nie zapłaciłeś Stwórcy? Nie wziąłeś go za darmo? Wziąłeś go za darmo, i na tym zarabiasz, prawda? Więc jesteś złodziejem.

Ten mówi: „No cóż, chyba trochę tak".  Złodzieje i handlarze. Nie należy niczego sprzedawać - zwłaszcza wiedzy duchowej.  Im subtelniejsza jest wiedza, tym poważniejsze konsekwencje z jej sprzedaży. 

  A dlaczego poważniejsze? Bo są niezauważalne. Jeśli od razu dostaniesz po rękach to nie zabrniesz w to zbyt daleko. Ale kiedy masz do czynienia z tymi subtelnymi rzeczami, to materializują się one dopiero po pewnym czasie i zbyt późno odkrywasz, że posunąłeś się za daleko i wtedy zabierają ci wszystko.

Miałem na przykład taki przypadek, to dotyczyło mnie i jeszcze jednego człowieka - to był czas pieriestrojki, można było na przykład kupić fabrykę i dostaliśmy w podarunku fabrykę sklejki - to jest 130 km jazdy stąd. Proszę bardzo chłopaki - zwróci się wam koszt jazdy. I tam dosłownie za symboliczną cenę dwóch maszyn stolarskich sprzedawali całą cenną fabryczkę. A tam takich maszyn było znacznie więcej i jeszcze zapas drewna na placu.

  Tam bywały przerwy w dostawie prądu i zdecydowaliśmy się kupić mocny silnik wysokoprężny, elektro-generator,  który w razie czego napędzałby te maszyny.  Potrzebowaliśmy zasobów, których nie mieliśmy. A ten facet który był moim wspólnikiem powiedział: „Poprośmy Boga żeby nam to dał". A ja powiedziałem: „No dobrze - poprośmy”. 

 A on miał obsesję na punkcie pentakli, zaczął robić koła i wstawiać świece w pięć rogów. Powiedziałem na to: „Nie, nie... posprzątaj to wszystko. Po prostu się pomódlmy bez żadnych rytuałów". Mówię więc: „Boże, potrzebujemy tyle a tyle pieniędzy w takim a takim czasie".

Mówię mu więc: "idź i kup jakiś los na loterię". On kupił los na loterię. Ten los wygrał tyle co potrzeba, a nawet więcej. No, niewiele ale więcej, ale wystarczyło nam na kupno tego generatora prądu. Ale ten mężczyzna powiedział o tym swojej żonie i swojej teściowej. Mówiłem mu wcześniej: „Jak wygramy, to nie mów nikomu, że mamy tyle pieniędzy”. Nie mów o tym ani swoim krewnym, ani najbliższym, bo to jest nasza relacja z Bogiem”. 

A on powiedział, a jego żona zajęła stanowisko i powiedziała: „no ładnie, a jak długo ja ciebie proszę żebyś mi kupił futro? Od dwóch lat cię o to proszę - prawda? A ty mi odmawiasz, że jeszcze nie teraz". 

 Tutaj taka wielka suma! Cena tego futra to była kropla w morzu. A teściowa też coś tam potrzebowała nowego, bo żyła z emerytury.

 No i poszło troszkę tu, troszkę tam - z robotnikami się rozliczył dając im jakąś tam premię. W rezultacie tego wszystkiego nastąpił ogromny krach. Ten człowiek z którym pracowałem, miał tu na początku Zaporoża ten parking, było na nim 500 samochodów Żiguli, i były jego własnością. Wyobrażacie to sobie? Więc nie chodziło o pieniądze, które dziś są, jutro ich nie ma. 

 No i cały ten parking mu zabrali - prawnie go stracił.  I potem dosłownie rok później zbierał butelki w drodze na górę Chortyca i był szczęśliwy, kupił małą daczę i nadal tam mieszka. Bo istnieje takie pojęcie jak: "zmiana kierunku darowizny" bo nie można tym handlować. Dostałeś prezent, a on zaczął za coś płacić. Dostałeś prezent, musisz go przyjąć. To nie jest dozwolone - chodzi mi o sprzedawanie tych subtelnych rzeczy. 

  I dlatego mówi się, że istnieje aktywność bramaniczna. Do tego rodzaju aktywności bramanicznej należą wszyscy lekarze, którzy naprawiają to ciało stworzone na obraz i podobieństwo Boże. Okazuje się, że oni nie powinni otrzymywać pieniędzy. 

  W Chinach w pewnym okresie istniała zasada, że ​​jeśli nikt nie zachorował, to lekarzowi płacono. Jeśli ktoś zachorował, to po prostu lekarza zabijano. A jeśli sam lekarz chorował, to jakie masz prawo się tym zajmować? To dotyczyło zdrowia fizycznego.

  A po drugie za zdrowie psychiczne też nie wolno brać pieniędzy. A my dziś wiemy, że bycie psychologiem jest najbardziej opłacalną częścią tych rzeczy. Leczenie u psychologa jest drogie - teraz są takie czasy, i do tego nie wiadomo, czy oni komuś pomagają, czy nie. 

  A trzecim punktem są instytucje religijne tam albo ludzie przyniosą pieniądze albo nie. To się nazywa działalność bramińska. I mówi się w pismach, że bramin, czyli każdy kapłan, każdy pop czy duchowny, musi żyć w dobrowolnym ubóstwie, nawet jeśli pozwalają na to jego środki, to nie wolno mu żyć w luksusie. 

A oni chodzą w tych jakiś tam złotych czapkach, prawda? Wszystko u nich tam jest pokryte złotem. Czy Jezus chodził tak ubrany? [śmiech] Nie, chodził w jakichś łachmanach, a oni tam chodzą w tych złotych rzeczach. A Wedy mówią o dobrowolnym ubóstwie. I oni powinni sami się utrzymywać. Wiecie, grządka w ogrodzie, kilka rzodkiewek, pielenie. ....

Jeśli coś mu ludzie dali to dobrze. Jeśli dali więcej, niż zje dzisiaj to mówi, że to jest nadmiar. Rozdaj to biednym. Ale nie! - oni zgarniają do siebie, wszyscy tam tacy są. To jest sprzedawanie wiedzy duchowej. Nie można sprzedawać wiedzy duchowej, bo sprzedawanie to rzecz szatana.

   Sprzedaż to profanacja tego boskiego zasobu we wszystkich jego formach - czy to jest woda, czy powietrze, ktoś tam coś takiego uczynił używając Boskich talentów. I nie można tego sprzedawać. Można to rozdać, można wymienić. Ale co obecnie widzimy? Pieniądze rządzą światem to znaczy, że tam rządzi szatan. To nie pieniądze rządzą, ale szatan. A pieniądze są bronią szatana. 

  A wiecie kto wynalazł pieniądze? I gdzie je wynaleziono? Zostały wynalezione w pewnym międzyrzeczu. Był tam taki lud, mieszkańcy Doliny Jordanu i mieli złe nawyki. Czego oni tam nie robili, żeby podrażnić tę żyzną dolinę. W tym międzyrzeczu była prostu obfitość wszystkiego. 

 Ale oni robili tam złe rzeczy i do dziś się tym zajmują. To są ci od Epstein -a, pamiętacie? Było niedawno głośno o aktach Epsteina. Oni już wtedy to robili i nadal to robią. To są jacyś kanibale. A potem przyszli Persowie i ich stamtąd wygnali. Przenieśli się tu na te ziemie, a potem przyszli Słowianie i też ich stąd wypędzili. 

  Potem przybyli do Wenecji i zaczęli otwierać tam banki w całym basenie Morza Śródziemnego. Można wpłacać pieniądze tutaj i wypłacać je gdzieś tam na drugim końcu. Wygodnie, prawda? Wygodnie, ale będziesz miał naliczone odsetki. Żaden naród nie ma prawa naliczać procentu a oni mogą.

 No więc to oni wymyślili pieniądze. Kiedyś pieniądze były ze złota, srebra. Wymyślili jakieś znaki, jakieś pieczęcie na skórze. A potem wymyślili znaki wodne, takie jak teraz, teraz maszyna je drukuje. 

  Ale pierwsze pieniądze już istniały, nawet w Mezopotamii - tam je już produkowali. Wzięli i zdigitalizowali dary Boże. To znaczy, mówili: „To jest warte tyle, to jest warte więcej". A to są równie bezcenne rzeczy. Na przykład ile jest wart łyk wody na pustyni, gdy umierasz z pragnienia? Jest wart życie, prawda? 

  Zatem jest to nieprawidłowo postawiona kwestia. Wiemy, że pieniądze są różne, kurs wymiany się waha. To sugeruje, że to jest czymś nienormalnym. No ale dobrze, skoro istnieje możliwość wymiany, jeśli to jest wygodne i daje jakieś ułatwienie. Oddajcie Cezarowi to, co należy do Cezara, prawda? Oddajcie Bogu to, co należy do Boga. 

 A co należy do Boga? To twoje nieuporządkowane ciało, należy do Boga. Ta twoja głowa w której jest chaos, cała ta wiedza też należy do Boga. Mówienie o Bogu należy do Boga zatem ten bramin nie powinien handlować wiedzą. Jeśli handlujesz wiedzą i relikwiami, jeśli sprzedałeś jakąś relikwię, bo teraz sprzedaje się ikony, prawda? Wtedy ją profanujesz.

 Już kiedyś wspominałem o pewnym człowieku z Energodaru, ... zapomniałem teraz jego nazwisko. On publikował książki tego rodzaju jaką trzymam w rękach. Ja kiedyś zajrzałem do Energodaru - oni wydrukowali te książki i zmusili do nauczania w szkołach, wyobrażacie to sobie? 

Ten człowiek wynalazł też auroskop. Wzięliśmy cztery takie cukierki, takie słodkości, które sami zrobiliśmy w domu. Dwa z nich zostały poświęcone a dwa nie. Bardzo często o tym opowiada. Krótko mówiąc, gdy przeskanowano je auroskopem, to okazało się, że ta słodka kulka, która nie była poświęcona i została sprzedana za pieniądze, miała jakąś taką określoną aurę. Natomiast ta kulka, która została poświęcona i sprzedana za pieniądze, miał mniejszą aurę. Okazuje się, że wyceniając dzieło Boże, obniżasz jego jakość. 

 To jakby ultradźwięk czy jakieś tam promieniowanie - wtedy jej znaczenie energetyczne się znacznie zmniejsza. Nie można sprzedawać. Ten przyrząd, ten auroskop pokazał, że największą aurę miał ten cukierek, który był poświęcony i podarowany a najmniejszą aurę miała ta kulka poświęcona i sprzedana za pieniądze.  

Oznacza to wyraźnie, że sprzedaż zmniejsza znaczenie, czyli coś upraszcza. A czasami próba upraszczania czegoś -  spróbujcie na przykład uprościć Pismo Święte. Co wtedy będzie? Być może coś tam zrozumiesz, ale wyraźnie widać, że jest to zbezczeszczenie.

  Krótko mówiąc: tam gdzie handlują książkami,  gdzie sprzedają ci wiedzę, czy to o Bogu, czy też opowiadają ci o rytuałach, albo gdzie leczą za pieniądze - tam nie znajdziesz niczego dobrego. Szukajcie ludzi, którzy zrobią to dla was bezpłatnie. Oni mogą nie być tak wykwalifikowani, ale z nimi jest Bóg, on im towarzyszy i wszystko się uda.

Ta nasza przestrzeń, ta nasza świątynia -  pewnego dnia przyszedł człowiek i przyniósł te kulki, o których mówiłem, i powiedział: „Każda kosztuje jedną hrywnę, bo jestem tu brahmaczarinem, muszę jakoś żyć - one są tak naprawdę, po kosztach własnych". Sprzedawali te mniej smaczne i mniejsze za wyższą cenę. Ja go wyrzuciłem. Powiedziałem: „Wynoś się stąd, to nie jest sklep”. 

W tym miejscu dwie rzeczy są zakazane.  Darowizny oczywiście są możliwe. Jeśli coś przyniosłeś to proszę bardzo, ale już rozmowy o darowiznach, że coś jesteś winien w zamian za to co tu usłyszałeś - tego być nie może. Ja zakazałem tego.

 A w kościołach ta kwestia jest na pierwszym miejscu. Tam twierdzą, że jeśli przekazujesz darowiznę to łatwo ci będzie przebić się do duchowości. A ten kto nie zapłacił przepustki nic nie dostanie. Czyli, że trzeba wykupić bilet. Idź tam, zarób coś i przynieś tutaj a wtedy coś ci powiemy.

No i ponadto szacunek. A szacunek to ta sama waluta. Skoro jestem takim dobrym człowiekiem, siedzę tu sobie, a ludzie przynoszą mi pieniądze i kłaniają się przede mną, to czego jeszcze potrzebuję do szczęścia? Niczego mi nie potrzeba. Jestem tu najważniejszy. I Czy jest tu miejsce dla Boga? Nie, nie ma. 

 Prawdziwy szacunek to taka naturalna rzecz. Jeśli miałeś chęć coś podarować to dobrze. Chciałeś okazać szacunek to okazałeś. Nie chciałeś komuś okazać szacunku to nie okazałeś - bo to Bóg w sercu mówi, że tego trzeba szanować a tamtego nie. Wtedy wszystko dobrze się kończy, bo Bóg nie kłamie.  

  A kiedy z tej świątyni zostały usunięte ofiary i okazywanie szacunku, to natychmiast zaczęły się tu cuda, natychmiast nastąpiło naruszenie związku przyczynowo-skutkowego. 

 Były trzy kobiety, które nie mogły urodzić, a lekarze powiedzieli im, że to beznadziejna sytuacja, a one urodziły. Jedna nie mogła wyjść za mąż, była tutaj i szlochała pod ołtarzem. Wróciła do domu. Czterdzieści minut później dzwoni do mnie i mówi: „Chyba już wychodzę za mąż”.  Rozumiecie jak to działa? Dwie rzeczy należy usunąć. 

  Usuwając te dwie rzeczy, usuwasz swoją dominację, a wtedy Bóg zajmie wolne miejsce. Ale tak naprawdę usuwasz diabła! Sprzedajności nie można tolerować. To jest korupcja. Usuń tę sprzedajność, a pojawi się Bóg. Ale gdy tylko zaczniesz handlować, to Bóg mówi: „No dalej, proszę bardzo złodziejaszku. Baw się sam jeśli tak chcesz”.  

  Dziękuję za uwagę. [śmiech]

sobota, 9 maja 2026

Doskonalenie Duszy - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=WZ2lYx8-XHw

Witajcie ludzie. W końcu udało nam się rozpocząć. A więc, pierwsze pytanie. Sens ludzkiego życia. Rzeczywiście poważne pytanie. Sens ludzkiego życia. Ach, i jest już odpowiedź: "Sens ludzkiego życia tkwi w doskonaleniu duszy" - Lew Tołstoj. Co on miał na myśli? 

 Ach, Rozumiem. Mamy pytanie i odpowiedź. Ale co mam odpowiedzieć? Skoro Lew Tołstoj powiedział: "doskonalenie duszy". A czym jest to doskonalenie duszy? Tego już do końca nie wiadomo. 

  Cóż, dla mnie sens ludzkiego życia tkwi w transformacji, w  rodzaju przemiany duszy - w inną formę współdziałania z Bogiem. Mówiłem o tym wiele razy -  jest o tym mowa w Księdze duchów Allana Cardec-a. Jest to opisane w Sri Upaniszadach. 

 Ale zorganizowana religia nie spieszy się z ujawnieniem nam tego sekretu. Oni mówią: „Zgrzeszyłeś, upadłeś i teraz musisz się oczyścić, odpokutować za swoje grzechy”. 

  To znaczy, nie ma w tym żadnego sensu. Chodzi przecież o to, aby powrócić do Boga. A jak wrócić do Boga? Odpokutowując za swoje grzechy, aby zasłużyć na przebaczenie. Ale przecież oni też twierdzą, że Bóg niczego nie potępia zatem ogólnie rzecz biorąc, pojawia się wiele pytań.  

 Nawet w tradycji Wisznuizmu istnieje sześć powodów upadku duszy, ale wszystkie one nie wytrzymują krytyki.  

Ja jestem przekonany o tym, że dusza zmienia się -  podlega transformowaniu w inną formę współdziałania z Bogiem i dlatego forma świadomości musi się trochę zmienić. W tym celu rodzimy się w tym ciele, a żeby to się stało to musimy nieco zmienić formę świadomości. Oblekamy więc tę cielesną powłokę i zapominamy nieco pełną świadomość - ona ulega pewnej modyfikacji. 

 Ta forma świadomości też nie była zła. Przecież widzimy, że żyją tu różne formy świadomości, różne poziomy świadomości. Ta jest na bardzo wysokim poziomie, ta tamta jest niska - ale ta niska może nawet być szczęśliwsza.

  W rzeczywistości nie ma wysokiego ani niskiego poziomu. Są takie poziomy, które nadają się, które pasują do danego momentu, do danego zadania - to jest tak samo jak z narzędziem, jeśli ono się nadaje to oznacza, że ​​jest doskonałe. To oznacza, nie można porównywać. 

No i kiedy dusza decyduje- chociaż w zasadzie jest tak, że człowiek proponuje, a Bóg rozporządza. I Bóg pozwala lub nie pozwala, przekonuje trzy razy. Co więcej, powiada się, że kiedy dusza chce przejść ze świata ducha od tego co materialne, to Wisznu pyta ją trzy razy: „Jesteś pewna, że chcesz tam pójść? Będą tam jakieś kłopoty, jakich nigdy tutaj nie doświadczyłaś". Takie pytanie pada trzy razy. 

 Cóż, pisma nas zapewniają, że takie orzecznictwo istnieje. Nie wiem, nie byłem tam, nie uczestniczyłem w tych rozmowach, w tych perswazjach, ale tak to już jest. Wolna wola to wolna wola. 

Zatem mamy tu Lwa Tołstoja, mówiącego o doskonaleniu duszy i zapewniającego nas, że to jest sens życia. Lew Tołstoj jest człowiekiem bardzo szanowanym przeze mnie, i nie tylko przeze mnie. 

 A tak przy okazji, wszyscy znają go jako postać zajmująca się literaturą, ale on sam uważał to zajęcie za marginalne. Jest autorem powieści "Anna Karenina", "Wojna i Pokój", ale jego główną działalnością była Rosyjska Cerkiew Prawosławna, ponieważ on uważał, że cerkiew wypaczyła samą istotę nauki Chrystusa. Z tego powodu został w tym środowisku wyklęty. 

Tak więc co on miał na myśli mówiąc o doskonałości duszy? Opierając się na wszystkich tych długich rękopisach, które napisał na ten temat, on uważał, że  doskonalenie duszy to doskonałość w miłości, to nieustanny wzrost na tym polu.

  Kochasz coraz bardziej, wzrasta twoja umiejętność kochania. A jak to jest powszechnie? Jak zachowują się zwykli ludzie? Jeśli jestem w dobrym humorze, to kocham wszystkich, jeśli jestem w złym humorze, to nie kocham nikogo. 

 U nas, to się waha, ma miejsce takie nieustanne pulsowanie a wraz z tym mają miejsce wahania naszego szczęścia. Raz jesteśmy w złym humorze, raz w dobrym. On powiedział: „doskonalenie się to pewna stabilność". Oznacza to więcej, więcej, więcej, ponieważ jest to źródłem siły, entuzjazmu i ogólnie rzecz biorąc wszelakich działań. 

 Ogólnie rzecz biorąc, oznacza to życzliwość, służenie ludziom. W takim przypadku jeśli będę służył wszystkim to znikają u mnie automatycznie i natychmiast wszelkie kwestie materialne - przestaję się martwić czy mnie ludzie szanują czy nie, bo jeśli służę wszystkim to naturalnie będą mnie szanować.

Zatem jestem silny a więc będę się podobał, będę też mądry, będą mnie szanować. I od tego zależy wzrost miłości. Wzrost miłości to jedyna rzecz. A ten wzrost miłości przewyższa wszelkie materialne cele. Oczywiście, to oznacza pewną walkę z własnym egoizmem - nie walkę gdzieś tam daleko, ale walkę z własnym egoizmem. 

 A ta walka jest, jak by to powiedzieć, nie mniej krwawa i również niełatwa. Weźmy na przykład wyrzeczenie się osobistej korzyści. Ogólnie twierdził, że życie dla siebie oznacza duchową śmierć. Tacy ludzie są martwi. Pamiętamy co powiedział Jezus, że ci umarli ludzie grzebią swoich umarłych.

U nich jest tylko: "moja sprawa, moje dzieci, mój dom, mój, moje", a to co trochę dalej tam za bramą już nie jest moje. Wszyscy ci ludzie już umarli. Oni są martwi. Ktoś może powiedzieć: „No jak to tak? Przecież to jest obowiązek, to moja rodzina"

Owszem - to wszystko jest ładnie i pięknie, ale to kontynuacja egoizmu, rozszerzony egoizm. Właściwie Lew Tołstoj sugerował, że cała ta Ziemia, cały wszechświat, cały układ słoneczny, jest jakimś pojedynczym organizmem. On to widział z tej perspektywy. On niby nie był jakimś astronomem, ale doszedł do takich wniosków. 

Tak więc do czego to prowadzi? Do tego, że musimy brać mniej, a oddawać więcej. Ktoś powie: „Och, jak to możliwe? Skąd wezmę pieniądze, jeśli będę musiał dać więcej? Przecież w ten sposób pewnego dnia wyląduję w rynsztoku”. 

 Nic z tych rzeczy. Jeśli się wnikliwie przyjrzymy, to działa zasada: "ręka dawcy nie ubożeje" prawda? Albo jak uczy ostatnia, 1878 szloka Bhagawadgity: "człowiek, który jest z Bogiem, czyli ten który rozwija to, co musi rozwinąć, będzie miał siłę, zwycięstwo, obfitość". 

 A czym jest obfitość? To znaczy, że mam wystarczająco dużo tego czego potrzebuję, a potem jest jeszcze nadwyżka. Mam więc prawo rozdzielać ten nadmiar według własnego uznania, ponieważ należy ono do mnie. Bóg mi to powierzył.

   I nie byle jakie bogactwo. To znaczy brać mniej od ludzi, dawać więcej. Wtedy doświadczasz radości z powodu swojej mocy. Wtedy jak się okazuje problemy materialne się rozwiązują.  

 Ale jeśli bierzesz więcej i dajesz mniej, to twoje życie się pogarsza - pojawia się coraz więcej problemów. A skąd problemy? Bo bliźni będą krzywo na mnie patrzeć i będą mi wkładali kij w szprychy. Prędzej czy później pojawią się przeszkody w moim życiu i to się nie uda.

A co to znaczy brać mniej, a dawać więcej? To robienie dobrych uczynków. Ale jeśli bierzesz więcej, a dajesz mniej, to są złe uczynki. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, tak to właśnie wychodzi. Krótko mówiąc, ludzkie ciało - a wiemy to nawet bez Iwana Nikołajewicza Tołstoja, - po śmierci nie ma żadnej wartości. Duch i dusza, idą tam do Boga, gdzieś tam do wieczności dlatego ważna jest tylko nasza nieśmiertelna część - tylko ona.

Dlatego też doskonalenie ciała jest absurdem, bo kiedyś to się skończy i co z nią zrobisz? Pochowasz swoją doskonałość. Zatem doskonalenie duszy nie było takim abstrakcyjnym ani religijnym pojęciem. Ono stanowiło bardzo konkretny program życiowy. On tam dokładnie napisał, co trzeba czynić. 

Dokładnie tego nie pamiętam, ale tak mniej więcej. Ja dość długo studiowałem prace Lwa Tołstoja - on w tamtym czasie krytykował tę Cerkiew Prawosławną - wyszła z pod jego ręki na ten temat cała książka.  

Jaka zatem jest ta jego konkretna pozycja życiowa? Powiada on, że w każdym człowieku walczą ze sobą dwie zasady, dwa pierwiastki. Strona zwierzęca to pragnienie wygody, sławy, honoru, bogactwa, przyjemności - to jest ta część egoistyczna i tymczasowa strona, bo czas mija i to wszystko gdzieś znika - nawet sam już tego nie pamiętasz. 

 A duchowość to druga zasada – ona jest wieczna i powiedziałbym rozumna - to jest ta wieczna iskra.  No i teraz doskonalenie polega na stopniowym podporządkowaniu tego tymczasowego pierwiastka temu co jest wieczne. Chodzi o to, żeby te moje tymczasowe działania, tymczasowe uczynki zostały przetworzone - aby miała miejsce, że tak to ujmę konwersja, przetworzenie lub też transformacja w to co jest wieczne.

 A w jaki sposób? Z pomocą motywacji. Dlaczego to czynię? Mogę wykonywać jedno i to samo, ale wygra albo ta moja pierwsza część albo druga. Czynię to samo, ale rezultat jest inny. 

 I dlatego jest napisane w Bhagawadgicie: „czyń co ci powiem”. To mówi ten wieczny pierwiastek w nas: „wykonuj to co ci mówię”. Ale jeśli tego nie uczynisz, to i tak będziesz musiał to zrobić. Wtedy ta wyższa, wieczna siła stawia przede mną jakąś potrzebę, która zmusza mnie do tego, a moja zwierzęca strona zaczyna to czynić. Ale ten wers także mówi: „W takim przypadku zatracisz siebie" - stracisz tę duchową iskrę.

 Nie rozbudzisz tej duchowej iskry, a to, co się nie rozbudzi, to słabnie. To znaczy, że proces transformacji, dla którego tu przybyłem nie zadziałał. Nie wypalił.  

 No i ogólnie ujarzmij swoje zwierzęce instynkty, podporządkuj je głosowi sumienia, głosowi rozsądku. I jeśli to wszystko jakoś tak streścić w pigułce to jedynym narzędziem do tego jest miłość. A dusza rośnie tylko wtedy, gdy uczy się kochać innych. A kiedy jest tak jak mówiłem, że dziś kocham a jutro nie to nie ma wzrostu - to co nie wzrasta to słabnie.

 To takie prawo natury jak on twierdził. To musi wzrastać. Tołstoj mówi o doskonaleniu czyli o wzroście miłości. Kiedy dusza uczy się kochać innych, uczy się znowu i znowu.  

 A jak ona się uczy? Tutaj Lew Tołstoj daje ciekawe rady. Wiemy, że on podciągał się  na drążku, fizycznie, to był bardzo zdrowy, bardzo konkretny jegomość. Było takie zdarzenie kiedy pewien Anglik podciągał się tam kilka razy na co podszedł do tego drążka Lew Tołstoj - a to był dodatkowo bardzo masywny mężczyzna - no i zrobił na tym drążku dużo więcej podciągnięć pomimo tego, że był już wówczas w bardzo zaawansowanym wieku.

  No i to co mówił Tołstoj bardzo mi się podoba - on powiadał, że dusza i miłość to nie uczucia lecz działanie. 

Ogólnie rzecz biorąc sądząc po jego dziennikach, po jego notatkach Lew Tołstoj był wielbicielem introspekcji, autoanalizy a więc ciągłego poszukiwania swoich błędów i uczciwości wobec siebie.

Pisał takie rzeczy, które nie były adresowane do nikogo, ale bardzo ciekawie się je czyta - były tam teksty pełne skruchy, zalecał rezygnację z udawania. To znaczy, oskarżał się na przykład o to, że trochę się wahał, ale powinien był coś zrobić inaczej i wszystko to wyłożył na papierze. 

To co mówił dalej prawdopodobnie wiecie - wymieniał on co deprawuje duszę. Nie umysł, nie rozum, ale właśnie duszę. Deprawuje ją luksus, bezczynność (czy też lenistwo) oraz marnotrawstwo. Te trzy rzeczy deprawują duszę.

   Doskonalenie duszy jest związane z pracą fizyczną. Jeśli to ciało fizyczne przysparza ci trudności, jeśli ledwie co je przenosisz to możesz zapomnieć o jakimkolwiek doskonaleniu.

   Ponieważ mówiąc z duży przybliżeniem, to ciało jest owocem ducha, a dokładniej, świątynią ducha. A jeśli twoja świątynia ducha jest leniwa, - to prawdopodobnie nie ma tam nikogo, kto by je do tego zmusił. Oznacza to, że w tej świątyni ducha zamieszkał nie duch ani nie dusza lecz demony - to one zaczęły tam rządzić. Stąd się bierze lenistwo - stąd bezczynność, marnotrawstwo i tak dalej. 

Zatem można wyciągnąć wniosek, że postęp w tej sferze jest nierozerwalnie związany z odrzuceniem tego co zbędne i z fizyczną pracą. Lew Tołstoj uważał to za obowiązkowe. 

  A tak przy okazji, w księdze Shri Upaniszady jest powiedziane: „Używaj tylko tego, co konieczne”. To jest w pierwszej mantrze: „korzystaj tylko tego, co konieczne”. To jest źródło, któremu można zaufać, prawda?  

A dlaczego właśnie o to chodzi? Dlaczego jest w tym jakiś sens? Weźmy jeszcze raz Lwa Tołstoja. Nie tylko ja jestem zafascynowany Lwem Nikołajewiczem. Podziwia go naprawdę wielu filozofów, naukowców, a nawet fizyków czy lekarzy.

Lekarze przeanalizowali, jak nastrój wpływa na człowieka, jak na niego wpływa  sukces i dochodzą do tych samych wniosków z tą tylko różnicą, że oni poszukiwanie tego sensu zaczynają nie od góry ale od dołu.

Tak więc dlaczego to ma sens?  Bo pieniądze, pozycja, a nawet rodzina mogą zostać w pewnym momencie człowiekowi odebrane przez okoliczności, śmierć czy jakieś nieszczęście. I jedyne, co wtedy pozostaje z człowiekiem - to co ma jakiekolwiek znaczenie w skali wieczności to jego stan ducha, czyli jego nastrój.  

 Wszystko inne zależy od nastroju - od nastawienia. Nastawienie ciała czy też nastrojenie tworzy nastawienie tej naszej cielesnej maszyny, prawda? To znaczy, że temperatura ducha wzrasta.  

 Wiecie dobrze, jak Niemcy dotarli pod Moskwę, a ich błyskawiczna wojna została stłumiona. Dlaczego? Bo mróz spadł do -42°C i nie mogli uruchomić czołgów. A te czołgi radzieckie dały się uruchomić, one w ten mróz ruszyły. I tak, po raz pierwszy wojskom Hitlera - po raz pierwszy przez cały ten czas zabrakło im nastroju ducha, zabrakło tej temperatury ducha. 

Jak pisał francuski filozof i poeta Eduard Shure: "Jeśli twoje serce nie jest wystarczająco gorące to wszystko inne - cała twoja wiedza, twoje działania, wszystko to nie ma sensu".

 I wiecie co? Sens życia nie polega na znalezieniu szczęścia - być może teraz niektórych z was zdenerwuję. Nie chodzi o szczęście, ale o to, aby twoja dusza była bardziej zdolna do dobra - a szczęście okazuje się efektem ubocznym. Ono nie może być celem samym w sobie, rozumiecie? 

 Bo to rodzaj takiego wyrafinowanego konformizmu. Powtórzę to raz jeszcze: "Sens życia nie polega na znalezieniu szczęścia, ale na tym, aby twoja dusza była bardziej zdolna do dobra".

   A czym jest dobro? Pamiętamy już, że to branie mniej, a dawanie więcej.  Oto i bardzo prosta formuła - prosta zasada. Ale istnieją również inne punkty widzenia, bo są nawet tacy przeciwnicy, oponenci tego poglądu.

   Na przykład Nietzsche można by rzec był przeciwnikiem Tołstoja. To znaczy, jego punkt widzenia był znacznie rozbieżny - ale chcę powiedzieć, że tych wszystkich punktów widzenia, które teraz wymienię jest o wiele więcej. 

 O ile na przykład u Lwa Nikołajewicza Tołstoja droga do Boga prowadziła przez rozum, logikę, uproszczenie życia,że tylko wszystko to co niezbędne, żeby żyć prościej - to u Dostojewskiego na przykład znajdziemy zalecenia żeby działać poprzez serce, przez doświadczanie bólu, poprzez doskonalenie się, poprzez cierpienie. 

 To jest zupełnie inne podejście. Ten pierwszy jest pragmatyczny, on szedł ku Bogu w stresie, a drugi..... no cóż, można by powiedzieć, że Lew Tołstoj jest w tym sensie faryzeuszem, ale jest faryzeuszem w odniesieniu do tego drugiego.  

 Ten drugi jest taki impulsywny. Tołstoj powiedział, że można wymyślić jakieś zasady życiowe i ich przestrzegać. A Dostojewski powiedział, że, po pierwsze nie da się wymyślić zasad dla wszystkich. Bóg podchodzi do każdej duszy indywidualnie. Dusza jest oczyszczana i generalnie porusza się naprzód tylko w okresach najgłębszych kryzysów i uświadomienia sobie grzeszności.  

 Cóż, wydaje się, że ma on dekadencką filozofię, ale on jakoś jest bardziej pokorny. Tołstoj już był pokorny, a ten jest jeszcze bardziej pokorny. Myślę, że oba podejścia są prawdziwe. Czasami mamy okresy w życiu, w których poruszamy się według pewnych zasad a czasami są okresy w których musimy bardzo się zmienić, że w tym momencie przychodzi z góry jakiś kryzys i jesteśmy oczyszczani w ten sposób na siłę, bo my sami byśmy nie wpadli na to i nie chcielibyśmy się w jakiś sposób nad sobą pastwić. 

  A Nitsche ogólnie nie lubił tej teorii Tołstoja - nie samego Tołstoja, ale tego co tam mówili ludzie wokół niego, bo Tołstoj miał kilku zwolenników, a przynajmniej równolegle do niego, mówili mniej więcej to samo. 

 Nitsche mówił o doskonaleniu się poprzez siłę. No i powiada się, że Hitler, uważał go niemal za swojego guru. Ale Nitsche miał rację, bo jeśli weźmiemy pewną myśl ze Shri Upaniszad to mówi się, "a najważniejsze jest to, że w żadnej żywej istocie, w absolutnie żadnej żywej istocie, nie ma ani pokory, ani rozsądku, ani miłości - a co w niej jest? Siła". 

  Chandogya Upaniszada powiada, że najważniejsza jest życiowa siła! Życiowa moc to najważniejsza rzecz. I tu nie chodzi o to, że ten tekst jakoś usprawiedliwia, ale po prostu są takie momenty kiedy ta moc przychodzi do ciebie.

  To jest to niezwykła moc, to siła mistyczna. Ty stajesz się naprawdę nadczłowiekiem. "Moc, niezwykła moc, zwycięstwo, czystość etyczna i obfitość" - tak to nazywa ostatnia śloka Bhagawadgity. 

 Ona mówi: „owszem, moc to wszystko" rozumiecie? Ale ta siła, ta moc istnieje tylko wtedy, gdy jesteś już z Bogiem. Lecz póki wciąż się do Niego zbliżasz..... no cóż, to znaczy, że tu nie chodzi o tę powszechnie rozumianą moc, nie o niej jest mowa. W filozofii Friedricha Nietschego mamy samo sedno. To sedno nie polega na upokorzeniu tego zwierzęcego pierwiastka lecz jego przemianę w tego nadczłowieka.

I żeby ewolucja mogła się wydarzyć dosłownie w ciągu jednego życia. To znaczy, że doskonałość to nie miłość, nie pokora, ale dosłownie wola mocy, kreatywność, odrzucenie moralności tych słabych, tych pesymistów, tych wszystkich malkontentów.  

 Nietsche mówi ostro: „To nie są ludzie, u nich jeszcze widać zwierzęce ogony, oni po prostu próbują być ludźmi i nie powinniśmy brać z nich przykładu".

No i oczywiście ma rację. Optymista nie może brać przykładu z pesymisty. Po prostu nie może, bo zniszczy wtedy zarówno jego jak i siebie. Czyli, że to, co Lew Tołstoj nazwał grzesznym egoizmem Nietsche uważał za siłę życiową.

Wydaje się wam, że na tym koniec? Nie, spójrzcie, to dość szeroki temat. Słynny Viktor Frank, ten tam, którego Niemcy wypuścili z obozu koncentracyjnego. Miało miejsce takie zdarzenie - kiedy Armia Czerwona tam dotarła to jego, wypuścili, a wszyscy inni skończyli w krematorium. 

Jego pogląd rezonuje z Tołstojem, ale jest bardziej praktyczny. On powiedział: „Doskonalenie się poprzez konkretną służbę”. Argumentował, że doskonalenie nie może być celem samym w sobie.

Nie może być takiego samouwielbienia: "patrz, jestem dziś lepszy niż wczoraj". To nie o to chodzi. On mówił: „dusza rozwija się, dusza wzrasta kiedy człowiek przekracza samego siebie, przekracza swoje granice aby służyć komuś innemu”. 

Podsumowując: wszystkie te warianty jakie wymieniłem - a wspomniałem tylko o kilku z nich - są praktyczne, one działają i w trakcie trwania życia każdego człowieka mogą ulegać zmianie.

Dziękuję za uwagę. 

wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=D393Znl17L0