niedziela, 6 września 2015

Nie może być piękna bez czystości

Liścik niniejszy wygląda na głos chrześcijanki ale nic nie szkodzi. Bardzo mi się spodobał i przetłumaczyłem. Tak czy siak jest to Słowiański sposób bycia. Dodam jeszcze, że urzekła mnie ta fotografia dodana do artykułu. Zapraszam: 


Mogę powiedzieć ze swojego doświadczenia - miałam dość surowe wychowanie. Rodzice byli dla mnie i siostry autorytetem - nie chciałyśmy ich denerwować i słuchałyśmy choć nigdy nas nie karcili. Mama zawsze mi powiadała: "jeśli chcesz wyjść za mąż to trzeba najpierw coś sobą przedstawiać. Aby urodzić dziecko i aby ono wyrosło na kogoś musisz mieć jakąś swoją wewnętrzną bazę ku temu czyli twoją wiedzę i umiejętności".

   Nigdy nie karcili mnie w domu z powodu trójek ( dawniej - ocena o jeden stopień wyższa od najsłabszej. przyp. tłumacza). Mama mówiła: "to twoja sprawa. Tobie samej będzie wstyd." I prawda - było nam wstyd dostać trójkę, nie dlatego, że coś ci za to grozi ale po prostu wstyd. Tak samo było z cnotliwością - rozumiałam, że są rzeczy z powodu których będzie bardzo wstyd i będzie bolało. Jeśli chcesz z kims żyć to trzeba wyjść za niego za mąż.

   A i po prostu nie było czasu aby poniosło mnie gdzieś gdzie nie trzeba. Gdy się uczyłam w szkole to oczywiście chciało się  pójść i na dyskotekę, i pobawić się ale my byłyśmy tak pochłonięte nauką, że na to po prostu nie starczało już ani czasu ani sił. Z młodymi chłopcami tylko na rysunki chodziłyśmy wspólnie. Z pewnością jest to bardzo ważne aby w wieku przejściowym nastolatek miał zajęcie i rozumiał co jest dobre a co złe, że nieetyczne zachowania są złe, że rozpusta jest zła, że to wstyd. Aby on to rozumiał bez względu na fakt, że we wszystkich pismach i telewizji mówią mu, że to dobrze.

   Gdy byłyśmy młode to wydawało się, że nasi rodzice są bardzo surowi  - nie tak jak u wszystkich - a dziś rozumiem, że to było bardzo właściwe.  Bo nawet gdy byłam na studiach to bałam się przyjść do domu zbyt późno. Mowy nie mogło być o tym aby ktokolwiek dopuścił się ze mną jakichś frywolności. A najciekawsze było to, że u młodych mężczyzn, którzy się mną interesowali budziło to szacunek.  Ta moja "niedostępność" była moim stanem wewnętrznym - oni to wyczuwali i nie musiałam im nawet niczego zakazywać.

  Było i zrozumienie, że utrata skromności może zaowocować narodzinami dziecka. Przecież nie będziesz w stanie porzucić tego dziecka lub pozbawić go ojca a tego ojca przecież nie kochasz!

  Rozumiem, że postępowałam bardzo ostro. Podobało mi się ..... nie flirtowanie, nie - ale podobało się. Każdego dnia obdarowują cię czekoladkami, kwiatami. Przychodziłam do domu jak aktorka - jeden bukiet, drugi bukiet. Potem gdy wyszłam za mąż mama mówiła mojemu mężowi: "czemu ty Oli nie robisz podarunków? Na studiach każdego dnia przychodziła do domu z bukietami".

   Jakoś tak dość mocno mieszałam chłopakom w głowach - nie mówiłam: "nie, nie". Unikałam bezpośredniej odpowiedzi. Nie dlatego, że bałam się zostać bez kwiatów i czekoladek ale dlatego, że zawsze żal mi było skrzywdzić człowieka.

  Dziś sądzę, że trzeba było być jeszcze bardziej surową bo w pewien sposób robiłam ludziom nadzieję - przyjmowałam od nich podarunki, uśmiechałam się.
 Lepiej było by od razu powiedzieć: "wybacz ale nie wyjdę za ciebie za mąż".  Wtedy tego nie rozumiałam.

  Przecież on traci dla mnie czas i siły. Chwała Bogu wszystko u nich się dobrze poukładało, wszyscy mają dobre rodziny - bardzo się z tego cieszyłam bo widać jednak moje sumienie było niespokojne. Modliłam się za nich. Wiem, że niektórzy z nich dzięki mnie stali się wierzący.  Początkowo śmiali się ze mnie gdy na zaproszenie do restauracji odpowiadałam: "nie mogę bo obecnie mam post". Oni mi na to: "a co to jest post? Po co ci to?"  Potem zaczynali wnikać i rozumieli, że dla nich to też dobre.

  Nawet gdy wyszłam za mąż to byłam w tej kwestii - jak to dziś młodzi mówią: "niekumata". Może mnie to nie interesowało - w ogóle nie miałam pojęcia skąd się biorą dzieci. Kiedy poczęliśmy dziecko ja miałam już 27 lat i jeszcze nie za bardzo wiedziałam czy jestem w ciąży czy też nie. Pytać kogokolwiek o radę było mi wstyd. Powiedzą: "Oszalała babka - w takim wieku nic nie wie!"

  Mąż tak jak ja nie był biegły w tej kwestii - i to nas zbliżało. U nas obojga główne było to "coś" - duchowe a dopiero później cielesne namiętności. A to dlatego, że stopień bliskości duchowej wiąże dużo mocniej.

  Jeśli straciłabym swoją czystość przed spotkaniem z nim to nie było by takiego szczęścia. Ja sobie nawet nie wyobrażam jak mógłby być u mnie więcej niż jeden mężczyzna - wydaje mi się to zupełnie niemożliwe. Nawet teoretycznie nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.

  "Dla pięknej dziewczyny jej uroda często jest dodatkowym niebezpieczeństwem jeśli nie wie jak obchodzić się ze swoją urodą". Są kobiety, które traktują swoją urodę jak kapitał, który można zmieniać w takie czy inne dobra materialne. I są kobiety, które uważają, że uroda jest im dana aby upiększać świat i życia innych ludzi. Te drugie są o wiele przyjemniejsze. Jak odnosić się do swojej urody?

  Mężczyźni mi mówili, że jestem piękna i oczarowująca ale rozumiałam, że lubią mnie nie tyle za urodę co za cechy wewnętrzne - za poczucie humoru, umiejętność komunikowania się , nie wiem za co jeszcze...

  Nasza córka jak widzę wyrośnie na piękną kobietę. Ale staram się jej tego nie narzucać, żeby nie myślała, że jest bardzo ładna bo wtedy będzie jej ciężko żyć na świecie. Będzie wiedziała, że jest królową i zbyt dużo chcieć od życia.

  Dziś będąc dorosłą rozumiem, że prawdziwie piękny człowiek to ten u którego z wnętrza wypływa więcej piękna niż z jego zewnętrzności. Bywa, że człowiek jest zewnętrznie nawet i niezbyt urodziwy ale promieniuje jakimś takim czarem osobistym, że nie da się go nie nazwać pięknym. I tu też jest ważna cnotliwość. Wewnętrznego piękna nie może być bez czystości.

   " Jak byś chciała aby twoja córka traktowała swoją urodę? W jaki sposób powinna ja spożytkować?

       "Chciałabym aby swoja urodę oddała swojej przyszłej rodzinie".

  Pewnego razu ją zapytałam: "Masza- kim chcesz zostać? - architektem, rzeźbiarzem, artystą, lekarzem?"   A ona mi na to:  "Ja chcę zostać mamą".
 Ta odpowiedź mi się bardzo spodobała bo to bardzo właściwe. Dziewczynka od najmłodszych lat powinna zdawać sobie sprawę, że jest przyszłą mamą. To jest najpierwsze i najważniejsze. Powinna w pierwszej kolejności być mamą a potem dopiero może być artystą czy też lekarzem ale aby zawód pomagał rodzić i wychować dziecko - dać mu coś dobrego.  Profesja nie powinna być dla kobiety celem samym w sobie.

źródło tłumaczenia: http://pravotnosheniya.info/Krasoti-ne-mozhet-bit-bez-chistoti-2916.html










2 komentarze:

UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.