czwartek, 15 stycznia 2026

Zniknięcie po przebudzeniu nie jest ucieczką, lecz największym darem życia

 https://www.youtube.com/watch?v=LdytIekkjZY

 Wyobraź sobie taką sytuację. Twój kolega, przyjaciel, a nawet bliski krewny nagle się diametralnie zmienia. Jeszcze niedawno był pełen planów, budował karierę, uczestniczył w każdym spotkaniu, ale teraz rzucił pracę, opuścił rodzinę i przestał pojawiać się w swoim zwykłym towarzystwie.  

 Dla otoczenia wygląda to jak depresja, jakby dany człowiek się poddał. Członkowie rodziny zaczynają się martwić, przyjaciele namawiają go do powrotu do, że tak powiem, "normalnego życia". Koledzy są zdezorientowani tym, co się z nimi stało. Z zewnątrz wydaje się, że ten ktoś stracił radość życia, ale w rzeczywistości dzieje się odwrotnie. Rozpoczyna się święty proces alchemiczny. 

 Jeśli rozpoznajesz tu kogoś ze swojego grona znajomych  lub jeśli to jesteś ty, to musisz wiedzieć, że kiedy następuje duchowe przebudzenie, człowiek przestaje grać w zwykłe gry towarzyskie. Nagle te role, które wczoraj wydawały się naturalne, wydają się obcisłymi garniturami z których już wyrosłeś, pracą zbudowaną na nieustannym spełnianiu oczekiwań innych, rodziną, w której każdy odgrywa przydzieloną rolę, przyjaźniami, w których rozmowy krążą wokół powierzchownych tematów.  

 Wszystko to zaczyna wydawać się nierealne i odległe, jak sen po przebudzeniu. W tym momencie człowiek zazwyczaj zdaje sobie sprawę, że nie może już udawać, że nie widzi iluzji. ​​Posłuszny wezwaniu, stara się zajrzeć w głąb siebie. A dla osób wokół niego ta zmiana wydaje się nagła, niezrozumiała, a przez to przerażająca. 

 Ale w tym momencie dzieje się tak, jakby wszyscy zawiązali spisek i zaczęli wyciągać człowieka na zewnątrz. Rzecz w tym, że nasze społeczeństwo jest tak skonstruowane, że stale kieruje uwagę ludzi na zewnątrz, na innych ludzi, na wydarzenia zewnętrzne i tak dalej. Od najmłodszych lat jesteśmy uczeni bycia widocznymi, chwalenia się sukcesami, demonstrowania rezultatów, przymierzania różnych ról. Społeczeństwo wymaga ciągłej aktywności na zewnątrz jako dowodu, że żyjemy poprawnie. To maska, którą nosimy przed innymi. 

 Osobowość to coś, co kształtuje się zgodnie z oczekiwaniami społeczeństwa. I przez dekady życia tak bardzo zlewamy się z tą maską osobowości, że zaczynamy ją uważać za samych siebie. Ale po przebudzeniu pojawia się przeciwny impuls, aby zagłębić się w siebie. A wewnątrz otwiera się nowy horyzont, pytania o sens życia, o naszą własną prawdziwą istotę, o to, kim jesteśmy, poza granicami społecznych ról. Człowiek czuje, że to, co najważniejsze, nie jest już tam, w zewnętrznym hałasie, ale tutaj, w ciszy. A ta sprzeczność sprawia, że ​​przebywanie w społeczeństwie jest bolesne. 

 Carl Jung nazwał to niezbędnym wycofaniem się. Kiedy świadomość staje się zbyt wyraźna, to udział w życiu wspólnoty nieświadomych ludzi może być odczuwany dosłownie fizycznie bolesne. Zniknięcie nie jest więc ucieczką od życia, ale sposobem na przetrwanie, zachowanie kruchej głębi, którą udało się odkryć. 

 Ci, którzy przechodzą przez ten etap na ścieżce przebudzenia, opisują podobny stan, kiedy tłum zaczyna być postrzegany jako burza obcych emocji, lęków, cieni. I to jest przytłaczające. Bycie razem w dużym tłumie jest wyczerpujące. Chcesz szybko znaleźć się w ciszy lub gdzieś na łonie natury. Proste rozmowy wydają się wyzwaniem. Każde słowo wydaje się potrzebą grania, udawania, że wszystko jest jak dawniej. 

 I staje się to tak trudne, że w pewnym momencie wydaje się nie do zniesienia. Nawet bliscy mogą wydawać się odlegli. Oni czekają na stare ja, ale ono już się rozpuściło lub jest w trakcie tego procesu. Możesz siedzieć w pokoju pełnym ludzi, dyskutujących o najnowszych wiadomościach lub codziennych sprawach, i mieć wrażenie, jakbyś patrzył na to wszystko przez przezroczystą ścianę. Wszyscy jeszcze śpią, a ty już się obudziłeś. Ale nie chcesz tego tłumaczyć. I to właśnie to uczucie sprawia, że ​​chcesz po cichu zniknąć. 

 Ludzie wokół ciebie często postrzegają to wycofanie jako chorobę. Ktoś mówi: „On ma depresję”. Albo ona jest załamana i trzeba ją przywrócić do swojego normalnego rytmu. Ale prawda jest taka, że ​​na tym etapie bardzo ważne jest, aby nie dać się namówić na powrót, ponieważ nie jest to odrzucenie życia, ale jego głębokie przemyślenie. Społeczeństwo postrzega zniknięcie jako słabość, myśląc, że człowiek unika odpowiedzialności i wyzwań. Ale w rzeczywistości jest odwrotnie. Zniknięcie jest przejawem siły. Potrzeba znacznie więcej odwagi, by się zatrzymać, porzucić znane role i przestać grać w grę narzuconą przez społeczeństwo, grę od której zależy każdy wokół nas.

Zniknięcie to wybór prawdy nad iluzją. Społeczeństwo postrzega zniknięcie jako porażkę, ale dla przebudzonych jest to zwycięstwo, zwycięstwo nad fałszem. Przebudzeni nie znikają dlatego, że się poddali. Znikają, ponieważ wyrośli ze społeczeństwa, przekroczyli jego gry, iluzje i niekończącą się pogoń za pragnieniami. Ich zniknięcie nie jest upadkiem, ale krokiem naprzód. 

Wraz z przebudzeniem wrażliwość osiąga nowy poziom. To, co wcześniej wydawało się znośne, teraz wydaje się przemocą. Komunikacja zbudowana na maskach staje się wyczerpująca. Spotkania robocze, gdzie każdy odgrywa swoją rolę, zamieniają się w teatr, w którym nie da się uczestniczyć. Jung mówił o pracy psychologicznej, którą człowiek przebudzony musi wykonywać będąc w społeczeństwie. To praca niewidzialna: filtrowanie projekcji innych ludzi, niepoddawanie się zbiorowej agresji, zachowywanie wewnętrznej jasności.  

 Dla innych to naturalne środowisko, ale dla przebudzonych to ciągłe płynięcie pod prąd. I prędzej czy później ciało mówi: „Dość”. Wtedy pozostaje tylko jedno wyjście: zejść z drogi. Po przebudzeniu zmienia się percepcja czasu i sensu. Podczas gdy większość ludzi goni za pieniędzmi, statusem i gromadzeniem dóbr, przebudzeni nagle zdają sobie sprawę, że to wszystko jest puste. Prawdziwa wartość tkwi w obecności, w ciszy, w kontakcie z autentycznością. 

 Kariera, prestiż i zewnętrzny sukces zaczynają wydawać się drabiną prowadzącą do niewłaściwego miejsca. I wtedy człowiek odmawia wspinania się dalej. Odwraca się od drogi wyznaczonej przez społeczeństwo i podąża własną ścieżką - nawet jeśli ta ścieżka nie jest jeszcze dla niego całkowicie oczywista. Z zewnątrz wygląda to jak zniknięcie. Ale w rzeczywistości to wyłonienie się. Po raz pierwszy prawdziwy człowiek wkracza we własne życie. 

 I tu ujawnia się główny paradoks. Dla społeczeństwa życie oznacza działanie, ale dla przebudzonego oznacza bycie (istnienie). Tam, gdzie cenione są niekończące się działania i dowody, przebudzony wybiera obecność, ciszę i proste odczuwanie życia jako takiego. Po drugie, ten etap kojarzy się z obrazem pustelnika. Nie jest to ucieczka od ludzi ani nienawiść do społeczeństwa, ale konieczny etap samopoznania. Jest to etap osiągania pełni, kiedy człowiek z jedną latarnią w dłoni wyrusza w mrok własnego cienia, aby szukać utraconej części siebie, aby zintegrować swój cień, usłyszeć swój wewnętrzny głos i schronić się w ciszy.  

 Historia ludzkości zna tę ścieżkę. Mnisi, mistycy i mędrcy chronili się w lasach, pustyniach i klasztorach. Dziś ten proces przebiega spokojniej. Niektórzy przeprowadzają się na wieś, inni przestają korzystać z mediów społecznościowych, inni po prostu przestają podtrzymywać dotychczasowe kontakty. Ale istota jest ta sama. Rozwój wewnętrzny wymaga przestrzeni wolnej od zewnętrznej presji. 

 Zniknięcie przebudzonych postrzegane jest jako strata dla społeczeństwa. Ale w rzeczywistości jest to przygotowanie. W ciszy zbierają to, co później mogą oddać światu. Niektórzy wracają jako nauczyciele, dzieląc się swoim doświadczeniem z tymi, którzy chcą słuchać. Niektórzy piszą książki, które staną się zrozumiałe dopiero po latach. Niektórzy tworzą małe społeczności, w których możliwy jest prawdziwy świat bez masek. Nie wracają do centrum społeczeństwa, ale pojawiają się na jego obrzeżach, stając się latarniami dla tych, którzy za nimi podążają. 

 W tym momencie przebudzeni stają się również lustrem dla społeczeństwa. Znikając, zmuszają innych do zastanowienia się, dlaczego odeszli, co się zmieniło. Czasami zniknięcie okazuje się najpotężniejszą metodą nauczania. To ciche przesłanie jest potężniejsze niż jakiekolwiek słowa, ponieważ oznacza, że ​​życie może być inne. 

 Jeśli czujesz to wezwanie, aby zniknąć w sobie lub już wszedłeś w ten stan, to nie oznacza to, że coś z tobą jest nie tak. Jest wręcz przeciwnie, to znak dojrzałości duszy. Przestałeś karmić się złudzeniami i szukasz tego, co prawdziwe. Twoje pragnienie, by pójść głębiej, nie jest słabością, ale siłą. Ważne jest, aby pamiętać, że zniknięcie nie jest końcem, ale etapem. Ono nie jest odrzuceniem człowieczeństwa, ale jego nabyciem na nowym poziomie. Twoja cisza stanie się lustrem, w którym inni będą mogli zobaczyć swoje własne pragnienie autentyczności.  

 Ktoś mógłby zapytać: „Ale kto zapewni funkcjonowanie społeczeństwa, jeśli wszyscy znikną?”. I tu piękno tego procesu staje się oczywiste. Nie wszyscy znikają jednocześnie. Dla niektórych nadszedł czas, by zajrzeć w głąb siebie, dla innych jeszcze nie. Niektórzy nadal wspierają zewnętrzne struktury, podczas gdy inni wycofują się w ciszę, by odnaleźć swoje prawdziwe ja.

 Dla tych, którzy znikają, to nie ucieczka, ale największy dar życia, okazja, by stać się sobą. Jung powiedział: „Przywilejem życia jest stać się tym, kim jesteś”. Odnalazłszy siebie, człowiek powraca do społeczeństwa już nie jako maska, ale jako żywe lustro, odbijając innym swój potencjał przebudzenia. 

 Czasami takich ludzi nazywa się wybrańcami, ale każda "wybrańczość" to jedynie sztuczka ego. Nikt nie jest wybrany na zawsze. Tą ścieżką będzie kroczył każdy - niektórzy po prostu wcześniej, inni później. A ci, którzy znikają, stają się pierwszymi latarniami, wskazówkami, że droga istnieje. W ten sposób, po przebudzeniu, człowiek naprawdę znika, nie w pustce, ale w głębi.  

 Społeczeństwo wymaga od nas stałej aktywności zewnętrznej, ale przebudzona dusza szuka ciszy i wewnętrznej prawdy. Ten proces wydaje się stratą dla rodziny, przyjaciół i współpracowników, ale w rzeczywistości jest najważniejszym zyskiem w życiu. To alchemia - zniszczenie starego ja i narodziny autentycznego. Zniknięcie nie jest porażką, ale zwycięstwem. Nie ucieczką, ale przygotowaniem. Nie końcem, ale początkiem nowego poziomu istnienia. 

A paradoks polega na tym, że po okresie zniknięcia człowiek powraca zdrowszy, szczęśliwszy, spokojniejszy, ponieważ powraca już nie nosząc maski narzuconej przez społeczeństwo, ale jako swoje prawdziwe ja. Jeśli więc widzisz kogoś, kto zniknął, nie spiesz się z przypinaniem mu etykietki zagubionego lub uciekającego od rzeczywistości. A jeśli sam jesteś jednym z tych ludzi, to nie obwiniaj się i niech cię nie dręczą wyrzuty sumienia.  

 Przebudzony podąża ścieżką, której inni jeszcze nie widzą. Ale paradoks polega na tym, że można zrozumieć tę ścieżkę tylko wtedy, gdy samemu się na nią wkroczy. I wtedy nagle sens ich działań zostaje ujawniony, a wszystko, o czym tu mówimy staje się oczywiste.

wersja polska: 

https://www.youtube.com/watch?v=--qfejiCaUU 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

"OSTRZEŻENIE: wszystkie anonimowe komentarze bez jakiegokolwiek nicka/charakterystycznego znaku/ podpisu będą usuwane".
UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.
4. Wbudowana wyszukiwarka blogowa jest trochę niedokładna i omija pewne treści pomimo występujących w nim szukanych słów. Innym rozwiązaniem jest wpisanie w google, czy bezpośrednio w pasku przeglądarki frazy: site:michalxl600.blogspot.com szukanywyraz Wynikami będą wszystkie artykuły zawierające słowo "szukanywyraz" na tymże blogu.