piątek, 8 kwietnia 2016

"Ja tego nie ogarniam" - cz.2

Bez wątpienia jedną z ważnych opiekunek tego "lasu" (jak pięknie nazwała tę naszą tutaj przestrzeń) jest Natalia. Nie pierwszy raz swoją wypowiedzią "zaokrągliła" to co u mnie wyszło "zgrubnie" i kanciasto. Przypominam, że początek poniższych rozważań tutaj:
http://michalxl600.blogspot.com/2016/04/ja-tego-nie-ogarniam.html
A tam w komentarzach  namalowane takie oto obrazki- kawał kobiecej, życiowej praktyki- spojrzenie oczami Natalii:

O, jakie piękne drzewo znowu :). Nasadzasz tu las swoich myśli w tym internecie. Dużo już jest tu drzew ale najdostojniejsze są te Twoje :) Dziekuję :)
Chyba się kobitki gubimy w materii po prostu. Tak dzielnie staramy się naśladować naszych Panów, żeby być przydatne i takie logiczne i ustrukturyzowane jak szkółki leśne, w rządeczku, nic przypadkowego, wszystko takie zamierzone.
Ja miałam takie wydarzenie przełomowe, jechałam w samochodzie pełnym chłopaków razem ze swoim mężem, przez las. Małym samochodem, z poobrywanymi zderzakami, rozbitym zawieszeniem. Kierowca strasznie pędził i nie jechał drogami leśnymi tylko między drzewami, po polanach, znanymi tubylcom ścieżkami. Szalona jazda, drzewa przemykały obok nas, samochód trzeszczał wszystkim czym się tylko dało. Na początku ogarnął mnie strach. Potem rozejrzałam się dookoła po twarzach pozostałych, wszyscy byli stoicko opanowani. Złapałam się mężowego ramienia i wyjrzałam za okno. Tam stał las. Wielki, potężny, obojętny. I skojarzyło mi się, że ten las jest jak kobiecość, niezmienna, ponadczasowa, monumentalna, z własną tajemnicą i wewnętrznym układem. Czekająca z wyrozumiałością, przyglądająca się wydarzeniom i nie niosąca żadnej oceny, każdy jest jak dziecko mogące schować się pod jej spódnicą, zajęta swoimi zadaniami, nie patrzy na innych, robi swoje. I tak ogarnął mnie w tej szaleńczej męskiej wyprawie totalny spokój. Pomyślałam: mężczyzna musi mieć przyzwolenie na życie tak jak uważa a kobieta ma podążać, nie dlatego że musi tylko dlatego, że ona ma w sobie wszystko, czyli jakby my już to mamy a mężczyźni doświadczają. Nie wiem jak to ubrać w słowa. Nic mnie wtedy nie zaskakuje za to wszystko cieszy.
Tak jak Brygida z Twojej opowieści. Przez którą życie przepływa jak wodospad a ona nie robi nawet milimetra przewężenia.
Dla mnie cudowne jest robienie ciasta drożdżowego. Jak terapia kobiecości. Nawet najlepiej opracowany przepis wychodzi różnie, bo to wszystko zależy. W ciasto trzeba się wczuć i pod rękami poczuć, czy jest luźne czy spięte. Ono jest gładkie, ciepłe i można mu złożyć pocałunek, wtedy nasza twarz wtapia się w nie jak w policzek ukochanego albo naszego dziecka. Z tym ciastem trzeba czekać, wyrabiać, dbać o temperaturę składników, nie da się spieszyć, nie da się stosować rutyny, trzeba się skupić.
I to słowo ogarniać, rzeczywiście: ogarniać, to jakby nadawać strukturę, a u nas nie ma struktury, to znaczy ona jest taka: wszystko ze wszystkim, dziś tutaj nie ma połączenia a jutro będzie. Kobieta jest jakby wewnętrznie zmienna (emocje, intuicja) a zewnętrznie niezmienna (role, zadania i wlasnie to "wszystko na raz") a mężczyzna odwrotnie.
Dlatego ja nie nadążam, nie ogarniam tych spraw materii, bo to trzeba mieć strukturę. Dla mnie dzień zlewa się z następnym a jednocześnie łączy z jakimś innym kompletnie nielogicznie a dla mojego męża wszystko następuje po sobie i jest logiczne. :)
Dobrze jest być kobietą i przeżywać przygodę życia z mężczyzną u boku :)
Pozdrowienia, Natalia :)

Wczoraj czytałem sobie po raz kolejny tę  wypowiedź i nawet coś tam "mądrego" mi się urodziło w głowie - jakieś moje nowe obrazki ale dziś się wszystko rozprysło i pochowało. W Twoim liście Natalio pozawierane jest tak wiele, że na kilka wpisów by starczyło. Nie będę więc w tej chwili "zagęszczał" i dokładał.

                                                                   Z podziękowaniami - J.

 

 

30 komentarzy:

  1. No i się pobeczałam, bo ten obrazek to moja rodzina i ja! Ty masz taką intuicję i widzisz, Ty naprawdę widzisz, dlatego tak piszesz, tak wielowątkowo, bo Ty to wszystko widzisz. Może powinnam napisać to na maila-bo zaraz się tu sceptycy podłączą, ale Ty masz oko wewnętrzne obudzone. Bardzo mocno czuję. Tak, jesteś ojcem. Pozdrawiam, Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I u mnie sie pojawiły łzy wzruszenia - to naprawdę niezwykłe TYM BARDZIEJ, że długo wisiały palce nad klawiaturą gdy miałem dodać ten obrazek. Ja jestem wyłącznie skrybą, posłańcem (bliźniak- Merkury). Obrazek dziś rano sam przyszedł z nowościami na rosyjskim portalu społecznościowym. On mnie odnalazł, zamieścił go człowiek, którego chetnie czytam i bardzo cenię. Rosjanie potocznie używają słówka "raz" (dawniej i w Polsce sie go używało powszechnie , chyba popularne jest nadal na wschodzie)- znaczy to tyle co nasze współczesne "hop". No i (to taka zabawa w powiazania lingwistyczne) słowo rozum (ros. razum) tłumaczy sie jako "Raz-um" (um to po rosyjsku umysł). Raz-um znaczy tyle co u nas "pierwsza myśl". Pierwsza myśl najlepsza mawiali nasi dziadkowie- no i moja pierwsza myśl była właśnie taka, że obrazek od razu sie spodobał. A potem włączyły sie logiczne kombinacje ...zastanawiałem się czy to tutajna pewno nam pasuje do tematu ale moja intuicja ostatecznie wygrała i zatwierdziłem wybór. Cieszę się niezmiernie, że zwyciężyło zaufanie do intuicji i że znów mam satysfakcję ze skutecznego spełnienia swojej małej misji posłańca. To co tu napisałaś będzie dla mnie potwierdzeniem by si≥ę nie wahać tylko śmiało klikać zanim sie pomyśli, bez tej "intelektualnej obróbki". To moje oko wewnętrzne jakoś tak pulsuje - pełnej mocy nie ma ale pracuję nad tym. Zdrowia Natalio!

      Usuń
  2. Dlatego nie lubisz jeździć na te wszystkie zloty i dlatego się odciąłeś, instynktownie. Jak się widzi to od razu się czuje, więc jak wracasz to jesteś czymś przeładowany. I to nie są rzeczy zewnętrzne tylko Ty ich wszystkich widzisz naprawdę i pojawia się zmęczenie, bo ludzie są inni naprawdę niż widać i często nawet o tym nie wiedzą, bo nakładają iluzję na iluzję. A jak się ich widzi nawet nieświadomie to niewiadomo dlaczego coś ciągle niepokoi. Samotność pozwala żeby wyjaskrawić to widzenie i wtedy iluzja nie nakłada się na te obrazy i widzi się ludzi prawdziwych. Bardzo często ich wewnętrzne dziecko, które jest bardzo źle traktowane i wtedy się zaczyna kochać. Natalia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ach.... zawsze chciałem mieć siostrę a w świecie fizycznym miałem wyłacznie brata (na razie brak porozumienia -stąd czas przeszły, może kiedyś...). No i marzenia się spełniają! Moi nowi sąsiedzi to Jacek i Kasia. Jacek to duchowy brat (nawet kilka dni temu odwiedzili nas na łące miejscowi myśliwi i stwierdzili, że jesteśmy podobni fizycznie) a więc jego żona Kasia to siostra. Tyle szczęścia! A tu sie okazuje, że inna gwiezdna siostra Natalia mi czyta w duszy. No ładnie.

      Tak- jest tak jak piszesz. To męczy, ja to nazywam doświadczeniem - dziś faktycznie po kilku oznakach albo nawet pewnych charakterystycznych elementach wypowiedzi czy nawet tembru głosu, grymasie twarzy jestem w stanie rozpoznać pewne maski (istnieją schematy). Ja wiem, że ludzie je noszą (zakładają) w większości zupełnie nieświadomie- tak zostali zaprogramowani w dzieciństwie i sądzą, że to normalne i że "tak trzeba". Bronią wzajemnie tego swojego "prawda do noszenia masek". Gdy ja "zaglądam" pod czyjąś maskę "obnażając" aktora to staję się wrogiem publicznym - reszta atakuje mnie zajadle, że psuje im zabawę. Taki teatrzyk, okłamują siebie wzajem a potem się dziwią, że ktoś ich okłamał. Skoro sami stosuja taką konwencję to wszechświat prawem rezonansu odpowiada tym samym- według reguł gry jakie sami ustanawiają i uznają.

      Usuń
    2. Tak jak piszesz- wewnętrzne dziecko źle traktowane. Nie potrzeba wszczepiania żadnych czipów. One już są wszczepione w umysły poprzez traumatyczne wychowanie. W duszach zakodowane są destrukcyjne programy "samobiczowania". U podstaw leży głównie mechanizm masochistycznego bycia ofiarą a wiodący się z katolicyzmu- z fałszywych nauk Jezusa (cierpiał zbawiciel to i ty cierp- takie jest życie). No i katują sie ludzie, padają na klęczki przed fałszywymi autorytetami. Mechanizm działa tak skutecznie, że zaprogramowane stado wzajemnie siebie karci mi "przywołuje do porzadku". Nie trzeba zewnętrznegho dozorcy- on działa od wewnątrz. Stąd zapewne w filmie "Matrix" wcielający się w ciała ludzi agenci Smith. To my im dozwalamy by używali naszych ciał- przez swoje wygodnictwo: "nich ktoś za nas myśli".

      A Twoja wypowiedź (wyczuwasz- z mamą tak miewam, pisałem już, ja podchodzę do telefonu chcąc zadzwonić a tu ona sama dzwoni bo 20 sekund wcześniej wpadła na to samo) koresponduje dokładnie z moimi myślami jakie w tej chwili zaprzatają mi głowę. Jechać do tego Czerska czy nie jechać? Pozostawiam wszystko- jak zwykle w takich razach- losowi. Moja mądra prababcia Helena mawiała ponoć: "przyjdzie czas- będzie rada". Do zlotu jeszcze kilka dni- przyjdą jakieś znaki, wszechświat sam podpowie czy mam tam być czy nie.

      Usuń
    3. napisałem: "A tu sie okazuje, że inna gwiezdna siostra Natalia mi czyta w duszy. No ładnie. ". Czytam raz jeszcze na spokojnie . W pierwszym wpisie: "Tak, jesteś ojcem"- córka ! Jeszcze piękniej :) Przytulam więc po ojcowsku.

      Usuń
    4. Dziękuję!!!! Nat. :-) :-)

      Usuń
  3. Czy Natalia zna osobiście Jędrzeja? Czy widziała jak zachowuje się w sytuacjach między ludźmi? Czy tylko korespondują ze sobą?
    ***

    Czy Ty Jędrzeju nie zakładasz tu także maski - tak samo jak piszesz o wielu innych ludziach, że zakładają. Czy zbyt nie interesuje Cię/nie skupiasz się na ciągłym ściąganiu masek z innych i nie masz uciechy/radochy z tego stanu rzeczy?
    W prawdziwym życiu mało takich pochwał kobiet z Twoich ust pada, a szkoda. Tak jak mężczyzna, tak i kobieta chce być chwalona, doceniona. Napisać łatwiej, powiedzieć trudniej. Spotkania realne są sprawdzianem jak nas ludzie odbierają, czy atakują, czy chcą przebywać w naszym świetle. Ton i barwa głosu ludzi rzeczywiście wiele mówi, mówi też mimika, jak pisałeś. Człowiek nie ucieka od ludzi jak jest siebie pewien, ma do siebie szacunek i wie, że nic go nie ruszy. A jak ma jeszcze coś do przekazania, to tym bardziej miesza się z "ludem", żeby promyk swej wiedzy przekazać, często gestem, a nie tylko słowem. W aurze Człowieka dzieci są radosne (wszystko czują), a ludzie spokojni i opanowani.
    Niechże pojawi się wiele ludzi w realnym życiu, którzy nie będą Cię atakować, a pomogą zrealizować zacne idee. Tylko trzeba do nich wyjść. Warto, choć na początku może bywać męcząco (też warto myśleć dlaczego).
    Tylko proszę, niech nie będzie z tego polemiki. Odpowiedzi są zbędne. Chyba że pragniesz się ustosunkować do tego wpisu, to przecież jak najbardziej Twoje małe miejsce w sieci i Twoje odczucia, które chcesz uzewnętrznić, jak ja. Możesz czuć różne pobudki mojej wypowiedzi... (a odczujesz taką, jaką nosisz w sobie z stosunku do innych; tak już świat zbudowany).
    To także list do wszystkich, nie jednostkowy do Jędrzeja, żeby stawiać go w przyćmionym świetle. Także piszę jako komentarz, a nie osobisty mail. Również pisząc to myślę o sobie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masło maślane....

      Usuń
    2. Ojej, ktoś głodny Cię tu pragnie Jędrzeju i Twoich względów hihihi :-D Nat.

      Usuń
    3. :) ee.... ziew. Chyba odezwały się nożyce od uderzenia w stół jak to powiada stare przysłowie. Nic nowego- było przecież coś podobnego wyjaśniane tu na forum gdzieś około lutego gdy jakaś "wojowniczka" mi zarzucała podobne rzeczy, że się odciąłem itp.
      A tak w ogóle to nie rozumiem zarzutu- mail do mnie jak byk "stoi" u góry strony. Na każdy odpowiadam. Bywa, że zapraszam ludzi do mnie więc jakie odcięcie? Kto tu ma problem z komunikacją?
      Jeśli powyższe jest od organizatorów zjazdu w Czersku to bodaj 2 razy prosiłem o napisanie do mnie bo moje maile przez FB do dziś są nieodebrane- widnieją jako "czekające na zatwierdzenie".

      Usuń
    4. Czytam sobie (studiuję ) ten wpis zaczynający rozmowę. Mogę sie odnieść do tego bo wypowiedź w sumie dość interesująca ale też nie wiem czy rozmówczyni sobie tak naprawdę tego życzy. List pełen sprzeczności i jak mniemam lęków. Rozmówczyni pisze: "Tylko proszę, niech nie będzie z tego polemiki. Odpowiedzi są zbędne. Chyba że pragniesz się ustosunkować do tego wpisu, to przecież jak najbardziej Twoje małe miejsce w sieci i Twoje odczucia, które chcesz uzewnętrznić, jak ja.".
      To jak to ma w końcu być? Dlaczego nie ma być polemiki? Czego się obawiasz? A jeśli mamy rozmawiać tylko my dwoje to po co ludziom zawracasz głowe i wpisujesz to wszystko w przestrzeń publiczną? Ktoś potem może mieć pretensje (wpis poniżej), że "zaniżamy wibracje". Niczego nie zaniżamy- po prostu tepria jest przekuwana w praktykę. Kiedyś gdzieś przeczytałem mądrą rzecz: "łatwo być świętym na górze - trudniej być świętym w dolinie" ( w dolinie codzienności ). Dokładnie tak! Pisaliśmy o tym wszyscy nie raz- przejawia się to we wpisach Agi czy Karoliny na ich blogach, że teorię od praktyki dzieli bardzo wiele. Wiedzieć to jedno a stosować to całkiem inna sprawa. Stare porzekadło powiada: "dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane".
      Ja nie skupiam się (zarzut z Twojego listu- może sama tak czynisz?) na zdzieraniu masek z innych ludzi. Każdy ma wolną wole i może się bawić w co tam uważa - ja natomiast WYMAGAM (długo się zastanawiałem zanim wpisałem to słowo) szczerości w komunikacji ze mną. Jeśli kogoś szczera relacja nie interesuje to nie będzie żadnej- moje prawo! Mój Morus (niby wilczur podpalany) jest ze mną szczery, wole jego towarzystwo niż jakąś paradę obłudy. Bycie szczerym jest naturalne i nie wymuszone. Nie muszę pamiętać o kreacjach jakie grałem wobec tego czy innego człowieka, nie muszę pamiętać ról- mi tak jest dobrze. Jeśli to komuś odpowiada to mi brat/siostra. Jeśli nie - niech sobie szuka innego towarzystwa.

      Usuń
    5. Tak, tak, dzisiaj niezłomni rozkruszają betonowe mury. Tacy chyba byli kiedyś mężczyźni a teraz chyba mało są. Jak kobity otoczone wykastrowanymi słuchają takich niezłomnych i nie mają doświadczenia jak to jest żyć z niedźwiedziem to od razu by brały lukier i dawaj tego niedźwiedzia w tym lukrze utopić. A niedźwiedź owszem, po miodek na drzewo będzie się wspinał ale wtedy kiedy sam zechce i jeszcze do tego wsadzi łapę w rój pszczół a najlepiej jeszcze jak go pogryzą. Ja wiem, bo mój mąż jest taki. Oj gładkolicowie go nie mogą znieść w pobliżu, bo im wszystko od razu powyciąga ale o dziwo lgną do niego jak muchy do lepa a baby znowu zieją ogniem ale też im się podoba hahahahahaha Pozdro Nat.

      Usuń
    6. "....Oj gładkolicowie go nie mogą znieść w pobliżu, bo im wszystko od razu powyciąga ale o dziwo lgną do niego jak muchy.."
      Czyli obrazek z aniołkami odrobinę niewierny bo tam pan ma buzię wygoloną ;) .

      "Ojej, ktoś głodny Cię tu pragnie Jędrzeju i Twoich względów hihihi :-D Nat."

      No właśnie "ktoś głodny". Mam być może jeszcze coś karmicznego do odpracowania bo to są żeńskie wibracje ale "czarnej matki" - echa mijającej epoki. Chęć manipulacji i kontrolowania.

      Usuń
    7. Tak, brakuje brody i to dość pokaźnej, przyznaję :-D ale jakby zastąpić pana niedźwiedziem to byłoby idealnie :-D :-D

      Usuń
    8. :) no to swój chłop.

      A tak odnośnie wkładania niedźwiedzich łap do dziupli z pszczołami

      http://forsal.pl/artykuly/892182,dzieci-pierdoly-hodujemy-zombie-ktore-nie-wiedza-kim-sa-i-dokad-zmierzaja.html,1,4

      Usuń
    9. Dobry artykuł. Znalazłam stary polski film, tam są pewne odpowiedzi. Ależ nam się Polska zmieniła!
      http://vod.pl/filmy/dziewczyna-i-chlopak/9d8p3
      Ania Rz.

      Usuń
  4. Jestem stałą czytelniczką tego bloga i powiem Wam, że takie mam spostrzeżenie z poziomu intuicji, że dzieje się tu cos niedobrego. Kiedyś wchodziłam tu i panował tu super przytulny, ciepły klimat. Niestety od jakiegoś czasu królują tu jakieś wzajemne pretensje i przepychanki. Nie wiem co jest tego przyczyną, że zapanował tu taki niemiły chaos. Wibracje ostro w dół. Mam nadzieję, że atmosfera tego bloga niebawem wróci do "starych, dobrych " czasów. Może tu też wkradł się jakiś proces oczyszczania. Sama nie wiem. Nie wiem, ale czuję. I życzę więcej słońca i wyrozumiałości dla siebie nawzajem, a mniej jadu/lekceważenia.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem jak to jest u Ciebie w życiu - takie "lukrowane ideały" to chyba tylko w telenowelach. Tu jest normalnie "czasem słońce- czasem deszcz".

      Usuń
    2. I nie przesadzaj z tym "królowaniem". Pisząc takie nieprawdziwe przejaskrawienia sama dorzucasz cegiełkę do negatywnego obrazka jaki postrzegasz. Ja wole ludzi "z krwi i kości" a nie lukrowaną obłudę. Dlatego najprawdopodobniej na żadne spotkanie nie pojadę - byłem na kilku i nie było to tak jak mi sie marzy.

      "Miej mało życzeń- to cię uszczęśliwi,
      miej mało przyjaciół- niech będą prawdziwi".

      Nie sprawia mi żadnej radości "napinanie się" i udawanie "ideału". Po co to? Komu potrzebne? Ja znam odpowiedź - tym bardziej nie mam ochoty swoją energią zasilanie tych zjawisk. Nie potępiam- to najwyraźniej jest jakiś etap rozwoju i zabawy w życie. Każdy się bawi w co tam uważa ale artykułowanie w moją stronę pretensji, że się "separuję" jest nadużyciem. Powszechny szantaż emocjonalny na który dawno temu się nabierałem ale już przechorowałem tę zarazę i jestem uodporniony. Pozdrawiam.

      Usuń
  5. Pierwszy raz tu piszę. Nie myl mnie z osoba zapraszającą Cię do tego Czerska. Ja napisałam tylko jeden wpis, a ten jest drugi, że za dużo tu się zrobiło kwasu na blogu. I tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtarzam: to nie jest jakaś nadymana telenowela. Ja głeboko wierzę ("wiem" w najgłębszych pokładach mojej duszy, nie umiem wyjaśnić skąd się bierze to przekonanie za które gotów jestem walczyć, być może pamięć przeszłych wcieleń - użyte słowo "wiara" jakoś dziś nie najlepiej sie kojarzy)... wierzę/wiem, że to wszystko co tu opisuję jest prawdą. Zresztą daleki jestem od fanatyzmu i jakiegoś ślepego "zawierzenia" - jestem mechanikiem- praktykiem. Sprawdzam na sobie działanie wszystkiego co polecam.
      Najpierw było "słodko" bo były przypowieści i opowieści gdzieś tam "hen z dali". To była teoria. To zawsze jest miłe gdy nas nie dotyczy, gdy można spokojnie drzemać i ... na przykład pojawiać się latem na zlotach Anastazjowców a potem jesienią wrócić do bloku nie robiąc ani pół kroku w kierunku zmiany swojego życia. Tak więc muszę Ciebie zmartwić- "kwasów" jak to nazywasz będzie najprawdopodobniej coraz wiecej gdyż od teorii przechodzimy do praktyki. Ze słodkiego bajania przechodzimy do życia. To już jest egzamin praktyczny odebranych poprzednio teorii. Mnie to osobiscie cieszy i za to jestem "nielubiany". Stwarzałem "zamęt" na forach, burzyłem "dobrą atmosferę" przy ogniskach. Ja jestem budowniczy a z biegiem czasu coraz bardziej cenię każdą minutę jaka mi jeszcze pozostała w tym ciele. W budowlance zazwyczaj najpierw trzeba oczyścić teren pod zabudowę- czasem wyburzyć starą ruinę.

      Mała uwaga techniczna: żeby dana rozmowa miała ciagłość to trzeba wciskać słowo "odpowiedz" zaraz pod pierwszym wpisem (zaczynającym rozmowę)- to pierwsze "odpowiedz".

      Druga uwaga porządkowa - miło by było gdyby anonimowi rozmówcy sie jakoś podpisywali. Uniknelibyśmy niepotrzebnych wyjaśnień i bałaganu.

      Usuń
  6. Autorze tego bloga, chciałam napisać komentarz po lekturze niektórych komentarzy pod tym postem, ale w ostatnim momencie moje oczy zobaczyły napisane przez Ciebie słowa: "Po co to? Komu potrzebne? Ja znam odpowiedź - tym bardziej nie mam ochoty swoją energią zasilać tych zjawisk" i...zatrzymałam się. Otrzeźwiałam. I chcę Ci za to podziękować. To m. in. z takich powodów zaglądam tutaj. Zdrowe kochanie siebie, wyczucie tego, skąd różne rzeczy pochodzą i uważność. Uczę się i odczuwam wdzięczność :) k.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) jeśli pomogłem to bardzo jestem rad. Właśnie wróciłem z podrózy- rozmawiałem z Kasią i Jackiem referując z grubsza to i owo. Opowiadałem jak to się niezwykle zaplata, że te moje wpisy niosą komuś pożytek. Bywa, że kogoś coś poruszy i daje znać prywatnym listem.
      Mam czasem spory dylemat co poruszać na blogu (czasem piszę "na forum" - o blog chodzi i te nasze rozmowy w komentarzach). Bywają sprawy trudne - nie wszystkie warto nazywać, niektóre jak sądzę trzeba ale też staram sie to czynić jakoś oględnie i bez surowej oceny zjawisk. Cieszę się, że odczytałaś. Pozdrawiam - J.

      Usuń
  7. Ja trochę z innym tematem, łysienie czy oprócz cebuli (śmierdzi głowa parę dni próbowałem)i miodu (trzeba się zgolić na zero) znane ci są ci Michale jakieś czysto fizyczne sposoby słowiańskie na tę przypadłość, u mnie nie jest źle bo mam przerzedzone na czubku głowy jedynie bez żadnych zakoli i wierzę głęboko że uda się to cofnąć jednakże chciałbym sie wspomóc czymś jeszcze i wypróbować jakiś sposób żeby może innym też pomóc. Jak używać anten?
    HARLEY

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przede wszystkim stan włosów to już skutek - pisałem o tym ( nie tylko ja ) bardzo wiele tu na blogu. Wpisz w wyszukiwarkę po prawej hasło "włosy". Włosy są probierzem ogólnej kondycji organizmu. Zainteresuj się dobrym odżywianiem, sprawdź jaki masz tryb życia i czy nie jadasz jakichś chemicznych trucizn, ogólnie detoksykacja organizmu, pousuwaj w miare możności wszelkie łącza bezprzewodowe w swoim domu ( teraz nawet dzwonki przy furtce sa bezprzewodowe/ myszy , klawiatury, wi-fi, telefon, mikrofalowa kuchnia itp. Ureguluj tryb życia , śpij regularnie. No po prostu zweryfikuj dosłownie wszystko!

      Usuń
    2. przez komórkę rozmawiaj krótko i tylko na słuchawkach- z dala od głowy.

      Usuń
  8. Michale, czy mógłbyś udostępnić orginalne Wedy na swoim blogu? Fajnie by było gdyby było gdybyś mógł przetłumaczyć książki Trehlebova, albo choć poszukać i wkleic tutaj tłumaczenia...;) Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była o tym mowa wiele razy- polskojezycznych przekładów Wed jest niewiele. To czym sie posługują krisznaici (Krisznowcy) to te same Wedy choć w mocno uproszczonej formie tłumaczone z angielskiego a na angielski tłumaczył to niejaki Braphupada w latach 60-tych . Mnisi mu wtedy robili zarzuty, że to profanacja Wed. On sie bronił, że jest to forma dostepna dla człowieka zachodu.
      Wedy Aryjsko- Słowiańskie ktoś tam tłumaczył w necie - tak naprawdę najbardziej przystepnymi Wedami sa bajki Słowiańskie- masz kilka na moim kanale tam gdzie konieczny był przekład. Wiele bajek da sie oglądać (tych rosyjskich animacji z lat 50- 80 ) bez znajomości języka. Niektóre za czasów PRL-u tłumaczono na polski. Masz na przykład wspaniałą opowieść pełną głebokiej mądrości losów ludzkich - przejścia przez 3 królestwa "Ogień, woda i miedziane trąby".
      A wracając do ksiąg- Wedy dzielą się na sutry. Kamasutra to też Wedy choć również przez zachód spłycone. Wiadomo mi, że jakaś ze sutr była tłumaczona około 100 lat temu na polski. Trzeba poszperać w necie - są na pewno Wedy po polsku w necie - kiedyś dostałem link ale nie zapisałem. Wyszukiwarka tego nie znajdzie bo tekst był pod zupełnie innym hasłem- poszperaj, poszukaj. Według mnie bajki są najlepsze.
      A książka Trehlebowa ma prawie 800 stron i nie jestem w stanie tego przewłożyć - zresztą ona powoli traci na aktualności. czas przygotowań mija a zaczyna się czas działania.

      Usuń

UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.