środa, 6 kwietnia 2016

"Ja tego nie ogarniam"

 Zaraz wyjaśnię o co mi chodzi z tym tytułem. W głowie krąży wiele myśli a to za sprawą komentarzy Salwi-Sylwi i Karoliny (tutaj http://michalxl600.blogspot.com/2016/04/list-michaliny.html?showComment=1459930050563#c5729862254406159430.
  Wpisy te stały sie inspiracją i jak to zwykle bywa nałożyły się na wydarzenia kolejnych dni mojego życia. Jedno ze zdarzeń to rozmowa listowna z pewną Anią a drugie to rozmowy z moją mamą, która właśnie wpadła na kilka dni i buszuje w ogródku- a oczywiście o poranku i wieczorem zdarza nam się pogadać. Mama mi się czasem  "przełącza" na pozytywne i krzepiące żeńskie wibracje a czasami niestety odżywają stare kody. Obie sytuacje (rozmowa z mamą i z Anią ale nie tylko one) mają wspólny mianownik co za chwile rozwinę. Ale po kolei:

   Bardzo spodobał mi sie wpis Salwi- Sylwi. Uśmiechnąłem się szeroko czytając na przykład jak postanowiła zostawić sprawy kasy mężowi- świetny ruch! ( "....pozwoliłam mojemu mężowi „trzymać kasę” i jeżeli jedziemy do sklepu to on płaci a ja nawet nie zaglądam do paragonu. To sprawia, że on czuje się odpowiedzialny a ja komfortowo, bo nie muszę myśleć o zarabianiu pieniędzy, za to on się stara. To on płaci rachunki, załatwia różne ważne rzeczy. ) Kapitalne to jest. Pisała już o podobnym zdarzeniu jedna z autorek artykułu jakie tłumaczyłem- tam było tak, że oboje wspólnie prowadzili (prowadzą) firmę i on początkowo był wykonawcą, kierowcą a ona "mózgiem". Ta mądra kobieta ewolucyjnie - krok po kroku zdjęła z siebie te obowiązki i zrobiła tak, że mąż ostatecznie "rozsmakował się" w tej sytuacji "przęjecia lejców" tego ich wspólnego wozu. Poczuł sie pewnie, prysły obawy (wspominałem - niezdrowa sytuacja trwa już kilka pokoleń więc lęki zakorzenione są głęboko- chłopcy są wychowywani przez "matki- siłaczki" i przekonani są, że to jest stan normalny, że żona/kobieta w domu jest motorem/ wykonawcą).

      Salwia -Sylwia użyła w swoim liście słowa, które od niedawna robi karierę w języku polskim i nad którym kiedyś sobie medytowałem bo bardzo mi się podoba. Słówko bardzo obrazowe i pojemne: "ogarniać" (coś). Ogarniać czyli obejmować- w tym użyciu ogarniać myślą, panować nad czymś- nad sytuacją/ zdarzeniem. Odniosłem się już do tamtego fragmentu bezpośrednio pod nim ale tam nie zwróciłem uwagi na to magiczne słowo: ("Powiem Ci, że noszenie sukienek dużo daje i jeszcze zachowywanie się jak baba. No Wiesz: właściwa minka i tekst „ja tego nie ogarniam” a jak on to ogarnie to trzeba koniecznie go bardzo pochwalić."
   No właśnie - ogarniać. Znów słowo zaczęło kołatać się gdzieś tam w głowie budząc kolejne myśli i skojarzenia - do tego te sytuacje z moją mamą i moją korespondentką Anią- zaraz postaram się wszystko połączyć. Mama moja "przełączyła" mi się jakoś od wczoraj na taki tryb "kumplowski" (męskie wibracje). To samo pobrzmiewało w rozmowach z Anią. Wyglada to tak, że ja na przykład dziś rano wypowiadam przy śniadaniu jakąś myśl a mama zamiast usmiechnąć się i po kobiecemu "być" (do tego dodam za chwilę inna opowieść o Pawle i Brygidzie) i powiedzieć zwyczajnie (lub najlepiej pomyśleć) "ja tego nie ogarniam" zaczyna się silić na dawanie mi jakiejś rady. Wychodzi oczywiście jak kulą w płot- budzi tylko moją irytację bo ja w niej nie szukam kumpla. Jak będę chciał rady w sprawie konstrukcji koziarni (bo to mi zaprzątało akurat głowę) to sobie zadzwonię do sąsiada i brata duchowego Jacka. A jak będę chciał ją zapytać jakie ma odczucia odnośnie tej czy tamtej kwestii to też jasno sformuuję swoje pytanie do niej i przestawię się wewnętrznie na "komunikację na odczucia" (o tym też był jakiś wpis- może ktoś pamięta? Mam wątpliwość czy tłumaczyłem ten tekst. Na pewno czytałem po rosyjsku - jakaś kobieta instruowała by bardzo zważać na to czy w danej chwili jesteśmy "logiczni" czy też "emocjonalni". Jeden stan wymaga rozwiazania logicznego a drugi po prostu wysłuchania).

    Zmierzam do tego, że jak sądzę odżyły kompleksy i wciskane nam przez różne "mendia" stereotypy "nierówności" , poniżenia kobiet i ta cała masa bzdur i śmieci mentalnych. Mama się sili na odpowiedź (coś takiego pobrzmiewało też w ostatnich listach Ani starajacej się "być dobrym kumplem" a mi wcale nie tego trzeba) no bo przecież "ja nie jestem jakaś głupia" - no i męczy sie kobita zamiast powiedzieć z uśmiechem i z tą świadomością odmienności naszych instrumentów cielesnych (czyli mówiąc prosto płci):  JA TEGO NIE OGARNIAM.
      Jakie to jest piękne!  Przeczytałem co napisała Salwia- Sylwia i "przyjrzałem się" odczuciom jakie to budzi we mnie. Budzi się taka męska gotowość, chęć niedsienia pomocy, "ratowania księżniczki". No bo okazuje się, że istnieje pole na którym ja - mężczyzna mam coś do powiedzenia! że jestem potrzebny, że jest przestrzeń do której ja jestem przystosowany, czuję sie ważny. Warto wstać z kanapy i ruszyć do boju.

      Niedługo po tych próbach dawania mi rad (moja rodzicielka właśnie wróciła z porannego spaceru z psami a na wycieczkę wzięła sobie lornetkę żeby popatrzeć na tokujace na polu żurawie)..... ona dawaj mi tu opowiadać, że te żurawie mają jakieś tam kolory, że ona myślała, że są lekko beżowe itp. niuanse ....a ja co?   A JA TEGO NIE OGARNIAM!! Dla chłopa istnieje kolor brązowy a jak ktoś mi mówi "beż" to mi się zwoje mózgowe palą. Do mojej konstrukcji cielesno- psychicznej i do moich zadań życiowych te wszystkie 'amarantowy", "beżowy", "turkusowy" mogą nie istnieć. Dla mnie istnieje niebieski czy brązowy- ewentualnie bardziej lub mniej jasny czy ciemy i koniec. Żurawia postrzegam zupełnie inaczej - dowiedziono, że mężczyźni reagują na ruch na przykład, może coś drgnąć w obszarze widzialności i to zauważamy. A gdy leży nieruchomo (na przykład para skarpet tuż przed nosem) to chłop lata i się wścieka, że zgineło.
      Długo by można ciągnąć taką opowieść - chodzi mi ogólnie o tą świadomość różnic między nami - ten szacunek, zrozumienie piękna tych różnic a co za tym idzie mądrego ich wykorzystania. Jest dziedzina życia (jakieś pasmo wibracji) na które mężczyzna jest po prostu nieczuły - my tego nie dostrzegamy z racji swojej konstrukcji - "nie ogarniamy tego"- nie obejmujemy swoim postrzeganiem. Tak samo jest z jakąś częścią wszechświata, która (znów podkreślam - z racji naturalnej specjalizacji, z racji przystosowania  tego naszego  instrumentu jakim jest ciało) dla mężczyzn jest łatwa do ogarnięcia a dla kobiety jest to trudniejsze. Kobiety widzą mnóstwo detali natomiast mężczyznie łatwiej "ogarnąć" ogół zjawiska nie gubiąc się w niuansach. Mikrokosmos i makrokosmos.
    No i jakże piękne jest odkrycie, że gdzieś tam istnieją te "ziemie dzikie", do których dostep mamy tylko my i że możemy czuć sie dumnymi wojownikami przynosząc swojej ukochanej do stóp jakąś zdobycz z tego świata - pieniądze na przykład. Jest dokładnie tak jak spraktykowała Olga Waliajewa  - jeśli kobieta wspiera mężczyznę energetycznie ale "nie pcha" sie fizycznie w te męskie rejony to mężczyzna przyniesie do domu gwiazdkę z nieba i w ogóle wszystko co tylko ona sobie zamarzy. Pojawia się w nas ta moc (na wszelkich polach- w alkowie małżeńskiej również, to jest ta sama energia twórcza ), dostajemy skrzydeł jak te żurawie pokrzykujące na polu.

    Dobra - czas "domykać" ten tekst. Mi by wystarczyło, żeby mama wsparła energetycznie moje poranne rzucone na głos coś tam a nie po męsku "starała sie znaleźć rozwiązanie problemu". Tu staje mi przed oczami obrazek z przeszłości- (zmienię imiona by nie zdradzać sekretów)- pewien mój kolega ze szkolnej ławy dawno temu wyjechał do Niemiec. Tam poznał pewną Brygidę i co jakiś czas pojawiał się w Polsce w jej towarzystwie. Nasi wspólni znajomi od razu dziewczynę zaakceptowali mimo, że bariera językowa dość mocno utrudniała komunikację ale od Brygidy biło jakieś takie ciepło, potrafiła sobie spokojnie z uśmiechem usiąść pod drzewem z książką i obserwować jak jej chłop (nazwijmy go tutaj Pawłem) żeglował na desce surfingowej po jeziorze. Nigdzie się nie śpieszyła- nie stwarzała zamieszania ani żadnych "akcji". Ona po prostu była, roztaczała jakieś takie pole wokół siebie momentalnie i bez słów zjednując sobie wszystkich - obie płci. Po kilku latach Paweł się z Brygidą z jakichś powodów rozstał. Zaczął przyjeżdżać w towarzystwie Gertrudy, która w końcu została jego żoną i urodził im sie mały  Johann. Miłe wspomnienie  Brygidy było na tyle silne, że wspólni polscy znajomi wiele razy się mylili popełniając towarzystki nietakt i tytułując nową towarzyszkę życia Pawła Brygidą zamiast Gertrudą. Paweł z Gertrudą poznał się na ćwiczeniach w klubie wioślarskim. Dumnie opowiadał, że ona "wyciska" tyle samo co on na jakichś tam przyrządach. Kiedyś pojawili się u nas w jakieś święta i jednym z głównych dylematów było kto ma teraz przewijać małego Johanna- kto go przewijał ostanio i czyja teraz jest kolej. W rozmowach przy stole Gertruda zapytana przeze mnie wprost odpowiadała, że według niej mężczyzna od kobiety różni sie tylko jednym małym "defektem" (no- może dwoma) tutaj na przedniej stronie ciała.
     ech....jednym zdaniem: "pełne równouprawnienie". Zrównanie "nierówności" w pełnej krasie. Żałosne i smutne to było. Teraz (niestety) nie trzeba aż w Niemczech szukać bo tego typu "nowoczesne związki" mamy już w Polsce w nowym pokoleniu. No ale zbaczam z tematu - o tym być może innym razem (choć odpowiedzi daje samo życie gdy patrzymy na współczesną sytuację w Niemczech- widać do czego to doprowadziło).

       Tekst niniejszy publikuję i przejrzę jeszcze za kilka godzin lub dni z dystansem- być może rozwinę lub zmodyfikuje nieco. Podsumowując na ten moment - miało być o tej mocy jaka pojawia się gdy każda ze stron ma z jednej strony świadomość  naszej odmienności a z drugiej nie ma  z tego powodu kompleksów. Lewszunow gdzieś w ostatnio tłumaczonym wykładzie (chyba tym w towarzystwie i ze współudziałem żony Katarzyny) powiadał, że mężczyźni mają być dumni z tego, że są mężczyznami a kobiety dumne z faktu bycia kobietami. Zachowanie jak mojej mamy jest męczące i absolutnie nic nie przynosi poza moją irytacją. Stwarza napięcie i sytuację bez wyjścia- no bo co ja mam zrobić? Tolerować to? Wysłuchiwać i wewnętrznie sie wkurzać? To się zgromadzi i wybuchnę w innym momencie, kiedy już całkiem nie będzie wiadomo z jakiej przyczyny. A jeśli jej powiem o tym to ona (mając kompleksy) uzna, że ja ją poniżam, że chyba faktycznie jest "głupią babą" co gdzieś tam kiedyś w dzieciństwie słyszała - no i całe życie starała się udowodnić, że nie jest- skończyła studia, zrobiła w swoim fachu specjalizacje......  no to przecież udowodniła, że "głupia" nie jest?

 c.d.n.



 

17 komentarzy:

  1. Sam już znalazłeś odpowiedź ;) Tak jak napisałeś, problem zaczyna się w niskim poczuciu własnej wartości - "nie chcę być głupią babą". Mama musi poczuć się doceniona za wykonywanie "mało znaczącej i babskiej" pracy. Możliwe, że już sama pochwała takich czynności zacznie nastawiać mamę na właściwy kierunek. Ja osobiście prawie cały czas spotykam się z negatywnymi i przykrymi dla mnie komentarzami, z powodu zajmowania się tylko (i aż) domem i podwórzem. Na szczęście mam przy sobie silnego mężczyznę, który docenia mnie za to co robię, i zdaje sobie sprawę, że część kobiecych zajęć również wymaga czasu i wysiłku. A ja czuję się najszczęśliwszą kobietą na świecie widząc prawdziwe zadowolenie z życia na twarzy swojego mężczyzny. Wiedząc, że również do tego zadowolenia się przyczyniam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Sam już znalazłeś odpowiedź ;) Tak jak napisałeś, problem zaczyna się w niskim poczuciu własnej wartości - "nie chcę być głupią babą". Mama musi poczuć się doceniona za wykonywanie "mało znaczącej i babskiej" pracy. Możliwe, że już sama pochwała takich czynności zacznie nastawiać mamę na właściwy kierunek. Ja osobiście prawie cały czas spotykam się z negatywnymi i przykrymi dla mnie komentarzami, z powodu zajmowania się tylko (i aż) domem i podwórzem. Na szczęście mam przy sobie silnego mężczyznę, który docenia mnie za to co robię, i zdaje sobie sprawę, że część kobiecych zajęć również wymaga czasu i wysiłku. A ja czuję się najszczęśliwszą kobietą na świecie widząc prawdziwe zadowolenie z życia na twarzy swojego mężczyzny. Wiedząc, że również do tego zadowolenia się przyczyniam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilekroć wychodzę przed dom to widze ogrom tej dłubaniny w ogródku i zawsze cos mami powiem radosnego- nie z jakiejś kurtuazji (bo trzeba ) tylko zwyczajnie cieszy! Tam była jedna wielka tragedia, haszcze jakieś, które wyrywałem jeszcze zeszłego roku, jakieś szkła i inne takie cuda. Dziś kolorowo- właśnie sie objawiły irysy. Wcześniej krokusy i śniezynki. Pszczoły i bąki już między tym latają.
      To był po prostu jakiś słabszy dzień- sam odczuwałem ten spadek mocy. Rzadko mi się zdarza ale nawet cos jakby lekki ból głowy. No i w takich mało energetycznych momentach uwypuklają się te "kolce" gdzieś tam w duszy.

      Usuń
  3. O, jakie piękne drzewo znowu :). Nasadzasz tu las swoich myśli w tym internecie. Dużo już jest tu drzew ale najdostojniejsze są te Twoje :) Dziekuję :)
    Chyba się kobitki gubimy w materii po prostu. Tak dzielnie staramy się naśladować naszych Panów, żeby być przydatne i takie logiczne i ustrukturyzowane jak szkółki leśne, w rządeczku, nic przypadkowego, wszystko takie zamierzone.
    Ja miałam takie wydarzenie przełomowe, jechałam w samochodzie pełnym chłopaków razem ze swoim mężem, przez las. Małym samochodem, z poobrywanymi zderzakami, rozbitym zawieszeniem. Kierowca strasznie pędził i nie jechał drogami leśnymi tylko między drzewami, po polanach, znanymi tubylcom ścieżkami. Szalona jazda, drzewa przemykały obok nas, samochód trzeszczał wszystkim czym się tylko dało. Na początku ogarnął mnie strach. Potem rozejrzałam się dookoła po twarzach pozostałych, wszyscy byli stoicko opanowani. Złapałam się mężowego ramienia i wyjrzałam za okno. Tam stał las. Wielki, potężny, obojętny. I skojarzyło mi się, że ten las jest jak kobiecość, niezmienna, ponadczasowa, monumentalna, z własną tajemnicą i wewnętrznym układem. Czekająca z wyrozumiałością, przyglądająca się wydarzeniom i nie niosąca żadnej oceny, każdy jest jak dziecko mogące schować się pod jej spódnicą, zajęta swoimi zadaniami, nie patrzy na innych, robi swoje. I tak ogarnął mnie w tej szaleńczej męskiej wyprawie totalny spokój. Pomyślałam: mężczyzna musi mieć przyzwolenie na życie tak jak uważa a kobieta ma podążać, nie dlatego że musi tylko dlatego, że ona ma w sobie wszystko, czyli jakby my już to mamy a mężczyźni doświadczają. Nie wiem jak to ubrać w słowa. Nic mnie wtedy nie zaskakuje za to wszystko cieszy.
    Tak jak Brygida z Twojej opowieści. Przez którą życie przepływa jak wodospad a ona nie robi nawet milimetra przewężenia.
    Dla mnie cudowne jest robienie ciasta drożdżowego. Jak terapia kobiecości. Nawet najlepiej opracowany przepis wychodzi różnie, bo to wszystko zależy. W ciasto trzeba się wczuć i pod rękami poczuć, czy jest luźne czy spięte. Ono jest gładkie, ciepłe i można mu złożyć pocałunek, wtedy nasza twarz wtapia się w nie jak w policzek ukochanego albo naszego dziecka. Z tym ciastem trzeba czekać, wyrabiać, dbać o temperaturę składników, nie da się spieszyć, nie da się stosować rutyny, trzeba się skupić.
    I to słowo ogarniać, rzeczywiście: ogarniać, to jakby nadawać strukturę, a u nas nie ma struktury, to znaczy ona jest taka: wszystko ze wszystkim, dziś tutaj nie ma połączenia a jutro będzie. Kobieta jest jakby wewnętrznie zmienna (emocje, intuicja) a zewnętrznie niezmienna (role, zadania i wlasnie to "wszystko na raz") a mężczyzna odwrotnie.
    Dlatego ja nie nadążam, nie ogarniam tych spraw materii, bo to trzeba mieć strukturę. Dla mnie dzień zlewa się z następnym a jednocześnie łączy z jakimś innym kompletnie nielogicznie a dla mojego męża wszystko następuje po sobie i jest logiczne. :)
    Dobrze jest być kobietą i przeżywać przygodę życia z mężczyzną u boku :)
    Pozdrowienia, Natalia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Będę to sobie czytał kilka razy.

      Usuń
    2. No poemat wprost! Czytam po raz kolejny i sie uśmiecham. Kusi by z Twojego listu nowy wpis na blogu zrobić. ładnie to ponazywałaś- tak, mężczyzna to struktura, jakaś konstrukcja, ramki jakieś a kobiecość jest w stanie "przepływać", oplatać, otaczać tę konstrukcję.
      I dziękuję za miłe słowa odnośnie moich wpisów. Serdeczności Natalio dla Was obojga.

      Usuń
  4. Natalio, spróbuj piec bez drożdży. Ciasto drożdżowe może i smaczne bywa, ale dla wnętrzności człowieka nie bardzo służy. Raz czy dwa razy zjedzone , wiadomo, nie zaszkodzi, ale na dłuższą metę nie robi nic dobrego w jelitach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka troska jest mega słodziacka! :) Dziękówka :) Będę się mieć na baczności, a ciasta robię z dzikich drożdży, znaczy zakwasowe cista na chleb :) Dzięki :) Natalia

      Usuń
  5. Cóż, wydaje mi się, że kobieta, w której żaden mężczyzna nie zobaczył nigdy księżniczki do ratowania, która musiała sama się ratować i wykształciła takie cechy jak odwaga, samodzielność, logiczne myślenie nie odda tych zdobyczy tak łatwo. Bo rozwinęła się i w pewien sposób będzie musiała porzucić swój rozwój, zaprzeczyć mu w imię harmonijnego związku z mężczyzną, by ten nie poczuł się gorszy, niepotrzebny. Nie każda kobieta na to pójdzie, wiele z nich wybierze samotność.

    Weźmy też kobiety wiedzące, wszelkiego typu 'wiedźmy", ezoteryczki, inkarnowane anielice, elfice, dusze pozaziemskie - tutaj sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana. Świadomość własnej mocy jest tu o wiele większa, inne są też wzorce postępowania, energetyka, wrażliwość. Kobieta, która ma np. starą, elficką duszę dwa razy się zastanowi, zanim się wyrzeknie swej nagromadzonej wiedzy czy mocy dla zwykłego, "ziemskiego" mężczyzny. Jej duma, godność nie pozwoli jej udawać głupszej niż jest. To po prostu nie wypali. Mężczyzna mający taki klejnot w ręce i próbujący stłumić jego blask będzie po prostu głupcem. Niech sam dorośnie, rozwinie się, dogoni tę kobietę, zamiast ściągać ją w dół.

    Przypominam też sobie, ile razy dawałam mężczyznom rady różnego typu, wchodząc na wibracje typowo męskie - zapewne straciłam sporo w ich oczach. Z drugiej strony ci mężczyźni mieli mniej rozwiniętych ciał subtelnych niż ja, więc w naturalny sposób przyjmowałam rolę nauczyciela. Czy było to złe? Przewodzi ten, kto ma największą wiedzę i doświadczenie, bez względu na to, czy to kobieta, czy mężczyzna.

    Dodam jeszcze na koniec, że w całym moim dotychczasowycm życiu nachwaliłam się mężczyzn po uszy, za wszystko i nie poskutkowało to ani docenieniem z ich strony, ani jakąkolwiek wzajemnością, wsparciem, niczym. Byli po prostu jak worki bez dna, jak czarne dziury zaprogramowane na wchłanianie pochwał, zachwytów, zainteresowania. Chwalenie mężczyzny nigdy się nie kończy. W końcu dałam sobie z tym spokój, bo ileż można?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez się nad tym zastanawiałam na początku, gdy trafiłam na ten blog. Jeśli ktoś przyszedł tu na Ziemię by wybudzać innych, być zaczątkiem zmian? Choć można to pojmować różnie, bo najlepiej działa własny przykład i to taki cichy. I wśród mężczyzn są "nie pochodzący stąd". Jeśli ktoś rozwija siebie i uczy się siebie kochać to w końcu i jego ego będzie w harmonii, i nic go z tego stanu nie wytrąci a jeśli już to na krótko i wróci do równowagi samo. Kochająca siebie kobieta nie "zobaczy" i nie przyciągnie mężczyzny, który siebie nie kocha i odwrotnie. Tak działa energetyka. Nie dasz drugiemu tego, czego sam nie masz w sobie, z pustego nie nalejesz. Autor tego bloga w którymś komentarzu pięknie napisał, że i mężczyźni powinni uczyć się kochać siebie. Nie jest to łatwe, bo wzorce są jakie są, ale małymi kroczkami da się. Nie szukajmy więc na zewnątrz. Znajdźmy nasze źródło wewnątrz- tam jest wszystko a stanie się zewnętrznością.

      Usuń
    2. Autorka tej wypowiedzi sama daje sobie odpowiedź. Piszesz: "Nie każda kobieta na to pójdzie, wiele z nich wybierze samotność. "
      I co dalej? Ano- natura sama reguluje takie przypadki. Nie będzie kontynuacji rodowej - nie będzie przedłużenia życia dla takiego dziedzictwa. Wszechświatu ( wbrew temu co myśli ta kobieta zachwycona swoją pozorną "mocą") takie postawy są niepotrzebne- w ten sposób (skrajny indywidualizm) zachowują sie komórki rakowe ( w tym wypadku mam na myśli organizm społeczny).

      Usuń
    3. Piszesz:
      " Kobieta, która ma np. starą, elficką duszę dwa razy się zastanowi, zanim się wyrzeknie swej nagromadzonej wiedzy czy mocy dla zwykłego, "ziemskiego" mężczyzny. Jej duma, godność nie pozwoli jej udawać głupszej niż jest."

      Wydaje mi się, że taka stara dusza znając prawa energetyki, właśnie tym bardziej będzie chciała mieć u swego boku godnego mężczyznę a nie być samotną połówką jabłka, nawet z wielką wiedzą. I tak jak autor bloga napisał nikomu nie przekaże tej wiedzy, bo nie będzie kontynuacji rodowej.

      W związku nie chodzi o to aby udawać głupszą niż się jest, jak się wyraziłaś. Tak brzmią dzisiejsze feministki- one uważają się lepsze od mężczyzn, a prawda jest taka, że jesteśmy po prostu INNI. I każde z nas spełnia się w innych dziedzinach i na innych płaszczyznach.

      Usuń
    4. Wyprzedziłaś mnie "The Klamko" dosłownie o minutę- miałem pod myszą skopiowany ten sam cytat i chciałem się do niego odnieść w podobnym duchu. Dodam tylko, że według mnie autorce myli się duma z pychą - róznica (też to zaznaczyłaś pisząc o feminiostkach) jest taka, że w pysze pobrzmiewa ta świadomość (iluzoryczna): "jestem lepszy/a niż inni". To bardzo powszechne dziś zjawisko.
      Poza tym takie wypowiedzi jak te charakterystyczne są dla ludzi starających się wszystko wokół kontrolować - a to juz oznaka przebywania w niskich a nie wysokich wibracjach. Jeśli człowiek ma świadomość wysoką to czuje. "wie", że wyższe siły nieustannie są z nim i obok niego. Jest w nim ten ogień i ta ufność - wiara Bogu (nie "wiara w Boga" jak to sie dziś prymitywnie narzuca ale "wiara Bogu". To, że jakieś wyższe siły [Bóg/los/opatrzność- każdy w zależności od światopogladu nazwie sobie inaczej] istnieją i pomagają nam nieustannie nie budzi u dojrzałej, doświadczonej duszy [a za taką najwyraźniej uważa się rozmówczyni] żadnych wątpliwosci)....... to jest zwyczajnie "sprawdzone w praniu" a więc w codzienności- "jasne jak słońce" sie kiedyś mawiało. No i gdy jest ta świadomość to wraz z nią jest znów oczywiste i namacalne ( sprawdzane codziennie, codziennie obserwowane), że tenże Bóg/los komunikuje się z nami nieustannie na różne sposoby - poprzez rozmaite znaki, poprzez ludzi - W TYM ZNAJDUJĄCYCH SIĘ W NASZYM OTOCZENIU MĘŻCZYZN (w myślach mam tu kobietę o takim nastawieniu jakie zaprezentowała korespondentka). Dalej: poprzez te "rozmowy"/ znaki wyższe siły ustalają nam (de facto my sami to robimy i sami sobie zaprojektowaliśmy kolejne wcielenie nieustannie tę podróż życiową modyfikując ale nie chcę teraz komplikować) określone ramki w jakich możemy sie w danej chwili realizować. Wobec wyższych mocy wszyscy jesteśmy "kobietami"- podporzadkowujemy się. No i (już kończę) skoro wszyscy ludzie to również i mężczyźni bywają przekaźnikami 'woli Bożej". Człowiek świadom gdzie się znajduje i co tutaj ma do wykonania nie będzie sie buntował przeciw "meskiej głupocie" czy "męskiej dominacji" gdyż MA ŚWIADOMOŚĆ, że każdy napotkany na drodze życia człowiek (niezaleznie od płci) jest tak jak on przejawem wyższej siły twórczej- przedstawicielem Boga, jego cząstką - małym Bogiem, małą Boginią. Że ten człowiek nie jest "instancją ostateczną" i jakimś "zakończonym", egoistycznym i samodzielnym, samostanowiacym bytem. Jeśli ktoś tak uważa to jest to wyraźna oznaka, że sam jest on odcięty (odsieczony- stąd słowo sekta) od wyższego prowadzenia. Swój stan projektuje naq innych sądząc, że wszyscy są tacy jak on. Skąd ten człowiek czerpie myśli i inspiracje to już osobny i długi wykład. W miejsce "odsieczonego" łącza z Boskoscią bardzo chetnie podłaczają się inne byty- imitujace Boskie moce. Film Matrix pokazuje dość sporo. Sam fakt zobrazowania na filmie podłączenia na karku też ma swoje znaczenie. Wiekszość ludzi ma mocno utrudnioną komunikację ze swoim "królem w głowie" właśnie przez złe ustawienie kręgu szyjnego- atlasa.

      Usuń
  6. Aż mnie ciary przeszły jak to przeczytałem. Jestem tancerzem i uwielbiam wszystkie metafory taneczno-życiowe i niedawno pisałem takiego posta nt tango argentino. Ten taniec (inne też, ale ten szczególnie, jeśli chodzi o moje doświadczenia) jest niesamowitym wzorem relacji damsko-męskiej. Facet jest liderem, prowadzącym tym który OGARNIA (dokładnie tego określenia użyłem i się go potocznie używa), a partnerka- kobieta jest podążającą. Inaczej to w ogóle nie działa, byłoby to dysfunkcjonalne. Partner jest od ogarniania a partnerka od wypełniania przestrzeni swoją nielinearną nieintelektualną kobiecością. Twój wpis jest dla mnie tylko potwierdzeniem i tzw. zbiegiem okoliczności, dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, dokładnie tak było to pojmowane w różnych wpisach tutaj, wypowiadane ("malowane") różnymi sposobami. Na temat tańca jest tu kilka ciekawych wypowiedzi. Jest opowieść nobliwej damy- kobiety sukcesu, która dostała od przyjaciółki karnet na nauki tańca, jest wiele innych opowieści a pośród nich moje zachwyty na temat filmu "Strictly Ballroom". Według mnie tam widać wyraźnie to o czym piszesz- mężczyzna "zakreśla" przestrzeń, którą wypełnia kobieta. Dziś oczywiscie różni społeczni dywersanci podnoszą w tym miejscu raban: "jak to? Taka niewola? Jak można ograniczać kobietę? " i takie tam podobne głupstwa. Przecież kobieta świadomie wybiera sobie te ramiona w których zamierza tworzyć, które zamierza wypełnić swoją twórczością (tak to widać w świecie fizycznym bo w świecie energii jest dokładnie odwrotnie- to mężczyzna [nasienie/idea] jest "otulany" kobiecością - wnika w tę kiobiecą przestrzeń miłosci jak plemnik w jajową komórkę.
      Usuń

      Usuń
    2. film kultowy dla mnie, oglądałem z 15 razy :) jak kobieta pisze/mówi, że to niewola, to znaczy, że tego nie doświadczyła. Tancerki odbierają to jako wielką cudowną wolność jak partner ogarnia, a jak nie, to nie chcą z takim tańczyć, pogardzają, albo się męczą. Najgorszy efekt jak same prowadzą :) w tango zresztą w ogóle niemożliwy. Ten taniec nie istnieje bez prowadzenia przez faceta.

      Usuń

UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.