niedziela, 27 października 2013

Uzależnienia energetyczne

Przyczynkiem do niniejszego tekstu jest dla mnie sytuacja na jednym z kolejnych forów. Jest to w zasadzie schemat zdarzeń i w ogóle mnie już nie dziwi . Niezależnie od tematu na jakim skupiają się uczestnicy forum zdarzenia powtarzają się z regularnością pór roku. Forum na którym ostatnio zaobserwowałem kolejny kryzys spowodowany przez administrację jest miejscem aspirującym do miana tzw. "duchowych"  ale najwyraźniej nie ma to znaczenia. Myślę , że częstotliwość energii ( jej jakość) różni się w jakiś sposób na poszczególnych forach ale ogólnie nie ma to dla zjawiska jakie chce pokrótce opisać wielkiego znaczenia.  Podam tu jaskrawy przykład: istnieje od lat pewne forum plotkarskie.  Na nim tematy "od Sasa do lasa" = jak w dawnych sklepach na wsi -mydło i powidło.  Forum ma swoje kolejne mutacje ale zawsze tę sama nazwę " w krainie Elfów".  Pominę analizę tam obserwowanego  zjawiska - doskonale to robi autor tego bloga http://rozmowy-w-krainie-elfow.blogspot.com/ . Zaciekawionych zachęcam do przeniknięcia wpisów choć nie mam pewności czy ludzie nie znający " oryginału" złapią o czym pisze Brat. Być może mają podobne doświadczenia na jakimś innym forum i wyszukają sobie jakieś analogie. Brat analizuje zaistniałe zdarzenia czerpiąc ze schematów psychologicznych - używa czasem dość dosadnego języka ale tam jest to potrzebne.

    Ja chcę spojrzeć na ten schemat nieco głębiej  biorąc pod uwagę zależności wiedzy duchowej. Czasem spotykałem się z nazwą psychologia duchowa.

O CO CHODZI ?    Administrator zakłada sobie jakieś forum. Na sztandar bierze "szczytną ideę". Są w sieci bibliści, są ostatnio spece od Wed. "Wed Słowiańskich", domów z gliny, mieszkania w eko-wioskach czy na przykład idei "Dzwoniące Cedry Rosji"  wyłożonej w serii książek autorstwa Władimira Megre. Naturalnie administratorzy forów czują się "namaszczeni" przez znanego lub nie znanego autora przekazu. Ja używam w takich wypadkach skrótu myślowego "sekta"  - ostatnio jedna z moich mailowych korespondentek spytała mnie co rozumiem pod tym pojęciem. Stąd m/innymi zamysł spisania niniejszego artykułu. Jeśli spotka się on z zainteresowaniem szanownych czytelników to będzie ewoluował w żądanym przez nich kierunku. Liczę na pytania a komentarze pod tłumaczonymi przeze mnie filmami na You Tube mocno ograniczają wymianę myśli.
   Biegnijmy dalej: nasz admin w jakiś sposób pozyskuje "dusze", które swoją energią zasilają przestrzeń forum. Tu unaocznia się typowy syndrom zarazy katolickiej a więc większość uczestników ustawia się w roli poddanego. Tu jeszcze nie ma nic złego bo ja sam uważam, że hierarchia wynikająca z naturalnych i PRAWDZIWYCH przymiotów danego człowieka a co za tym idzie szanowanie go- branie pod uwagę jego opinii w jakiejś kwestii gdzie może on być autorytetem jest rzeczą normalną. Tu jednak mamy do czynienia z maskaradą ze strony "nauczyciela" oraz wręcz służalczością ze strony przeciwnej.  Katolicyzm ( proszę nie mylić z chrześcijaństwem a więc naukami Jezusa) jest religią dla niewolników. Zmienia  naszą genetykę czyniąc z nas bio-roboty - chodzące zombie. Setki lat tej indoktrynacji wypaliło dziury w mózgach ( ściślej w aurach i ciałach duchowych skoro mam się brać za zjawisko od tej strony)  i powaliło nas na kolana -" nadstaw policzek/oddaj ostatnią koszulę" itp. bzdury. Admin to wie i z tego cynicznie korzysta. Sam wskakuje na najwyższą grzędę ( "prawo kurnika" uznawane dziś powszechnie w zdegenerowanym świecie , wspomina o nim nieustannie Trehlebov) . Udaje zainteresowanie i ustawia wszystko tak by mieć jakieś korzyści zarówno materialne jak i energetyczno-duchowe. Materialne wykorzystywanie jest dość znane i schemat wielokrotnie opisywany na przykładzie sekt, firm handlowych ustawionych na zasadzie piramidy (czy też łańcucha). Mało się chyba mówi o uzależnieniach duchowych i przyczynach z jakich ludzie wchodzą w takie związki typu "kat-ofiara". Pierwszą z sekt najbardziej rozpowszechnioną w naszej codzienności i przypieczętowaną (jakże by inaczej ) przez katolicyzm jest .....małżeństwo.  Tak - tak. Większość związków ( no właśnie - sama nazwa" związek- powiązanie / przywiązanie. W zapiskach urzędowych przeciwwagą to "bycia w związku" jest .... pamiętacie ?  Tak - bycie w "stanie wolnym". ).................większość tzw. związków jest połączeniem gdzie jedna strona oddaje altruistycznie wszystko. Bardzo często żyje marzeniami, że gdzieś tam kiedyś on/ona  się zmieni i rozkwitnie szczęście. Tak go zresztą zapewniają "przedstawiciele Boga na Ziemi" a to oni przecież "poświęcili" to "małżeństwo".  Tu cuchnącym podłożem znów jest ten nieszczęsny katolicyzm mocujący typowym obrzędem czarnej magii taką niewolę. Jedna ze stron stanowi "pożywkę" a druga pasożytuje. Nasze Słowiańskie małżeństwa mają całkiem inne zasady ale to kolejny temat, który może stanowić odrębny wpis bloga lub kilka wpisów. 

   Dobra - otwieram tu wiele szufladek ale wrócę jeszcze do administracji sekty/strony ( na jedno wychodzi- internet stwarza tu jednak nowe możliwości oszukiwania. Łatwiej założyć maskę i wabić naiwnych ). Admin zarabia pieniądze na reklamach bądź książkach jakie tłumaczy swoim "owieczkom" ewentualnie zostaje dystrybutorem jakichś artykułów , które powiązane są z  ideą jaką sobie przyjął za herb sekty. To mogą być amulety, koszulki kibiców, jakieś tam artefakty, święte oleje  itp.

Oprócz tego admin co jakiś czas pobiera haracz energetyczny ( tu znów polecam " w krainie Elfów" i stronę Brata, który szczególnie w pierwszych artykułach na swoim blogu ładnie opisał to zjawisko) . Jest to zaznaczenie swojej władczości, zbanowanie kogoś  z byle powodu. Ogólnie wywołanie strachu a co za tym idzie wyssanie energii  ( polecam na przykład film  "pasożyty umysłu" http://youtu.be/Ctxg6NKofBE?t=3m53s ). Ciekawostką bywa tu fakt, że ów admin często zupełnie nie dostrzega tego, że właśnie dostał "napadu". Uniemożliwiają mu to skutecznie jego własne "smoki" i inny inwentarz astralny ( szczegóły u A. Podwodnego - lektura poniżej) pasożytujące na jego czakrach i dopominające się haraczu.



Może na razie tyle.  Nie wiem czy te moje pisanie jest komuś potrzebne. Gadać do ściany nie chcę. Chętnie rozwinę tematy a  GŁÓWNĄ INTENCJĄ  mojego bloga jest pokazanie jak w zdrowy sposób trzymać relacje  z czytelnikami- tak by każdy korzystał- by wspólnie wytworzona energia rozmowy wzrastała i aby nie pojawiały się "krokodyle" obżerające nagromadzony kapitał (internetowe trolle to jedna z odmian). One się pojawią na pewno- taka jest zasada tego (mijającego) świata. Chcę by prowadzony blog stał się praktycznym poradnikiem życiowych zjawisk. Jeśli nastąpią ( jest to pewne o ile rozmowa się rozkręci -pasożyty zostaną zwabione. Przenikają przez naszą podświadomość )  to postaram się na nie zwrócić uwagę. Tylko wiedza i umiejętność ich dostrzegania pozwoli nam na unikanie pułapek.

                Tu też przychodzą mi na myśl podpowiedzi wielu lektur. - takie abecadło kontaktów międzyludzkich, które musimy odtworzyć jeśli chcemy znów komunikować się I ROZUMIEĆ wzajemnie. Sztandarową dla mnie w tej kwestii ( mądrej i twórczej  dyskusji) jest jedna z prac Jamesa Redfielda. Jeśli dobrze pamiętam jest to książka "Dziesiąte wtajemniczenie" - jedna z tej niedużej trylogii. Jeśli to kogoś zainteresuje to rozwinę myśl- jest tam abecadło spotkań: gdy ktoś zamierza zabrać głos to pozostali uczestnicy dyskusji milkną i wpatrują się w niego zasilając swoją energią aby portal jakim się staje w tej chwili  dany człowiek jak najlepiej spełnił swoje zadanie. Dobrze jest gdy uczestnicy spotkania siedzą w kręgu ( słynne kręgi kozackie czy indiańskie)  Polecam też na przykład książkę Awiessałoma Podwodnyj - jest polskojęzyczne wydanie  "Rozwój duchowy czyli pokonanie subtelnej siódemki".
. http://www.dobreksiazki.pl/b818-rozwoj-duchowy-czyli-pokonanie-subtelnej-siodemki.htm
  Książka miejscami dość trudna w odbiorze. Szkoda , że nie ma po polsku pierwszej książki "Subtelna siódemka" ( nakład jak widzę się wyczerpał i nie ma wznowienia ) ale i to warto przejrzeć. Skoro wydawca pomija tę pierwszą to może druga da się przyswoić bez wstępu. Takich lektur jest cała masa zarówno autorów wschodnich jak i zachodnich. Co mi się przypomni to chętnie podpowiem.

23 komentarze:

  1. Pierwsze koty za płoty więc podnoszę temat, który wydaje mi się istotny na tym etapie naszego przebudzenia. Po pierwsze gratuluję inicjatywy, blog będzie świetnym uzupełnieniem Twojego kanału i da większe możliwości do dyskusji. Tak więc lecimy !
    Z moich obserwacji wynika, że człowiek rodzący się w tym okresie dziejowym, w tej cywilizacji znajduje się na którymś z 4 poziomów nazwijmy to istnienia. Zacytuje fragmenty z mojego bloga, niedługo opublikuje lepiej rozwiniętą całość.
    „1 poziom. Zombie, (nieświadoma owca)
    Na tym poziomie osoba nie zdaje sobie sprawy z wielu rzeczy w tym z istoty swojego istnienia, misji jaką ma do spełnienia, zadań jakie ma wykonania, nie jest świadoma swojego prawdziwego JA. Kieruje się swoimi EGO-osobowościami, które zostały zbudowane na bazie propagandy medialno- katolickiej. Sprowadzona została do poziomu świadomości małpy, która potrafi wykonywać proste czynności. Jest na tyle inteligentna aby wykonać proste działania na maszynie bądź przełożyć kilka papierów we wskazane miejsce, ale już nie jest w stanie np. przeciwdziałać coraz to gorszej sytuacji w swoim życiu. Niewolnicza praca za śmieszne pieniądze przez kilkadziesiąt lat, aby doczekać i tak niepewnej emerytury jest przejawem syndromu "psa na łańcuchu", kiedy to akceptujemy swój los nawet jeżeli jesteśmy uwiązani na metrowym łańcuchu i dostajemy raz dziennie posiłek. Pies nawet pokocha swojego pana, byle nie było mu gorzej. Jakże podobna sytuacja do życia milionów mieszkańców na całej kuli ziemskiej. Którzy oglądają mainstreamowe media oraz krytykują polityków, jednocześnie chodząc na wybory i płacąc abonament. Dostają po twarzy raz za razem i jeszcze idą po więcej jak w popularnym serialu "the walking dead".

    OdpowiedzUsuń
  2. 2 poziom. Czarna owca
    Kiedy to już nastąpi pierwszy moment przebudzenia. Kiedy nasza powieka lekko podniosła się do góry widząc chociaż przez moment prawdziwy obraz życia. Kiedy zyskamy jakikolwiek wgląd. Chociażby przeczytamy i ten artykuł i przejrzymy zawartość tej strony. Lub kiedy jesteśmy już baaardzo dobrze poinformowani o naszej rzeczywistości. O tym czym naprawdę jest i jak jest jej powaga. Nie czujemy się dobrze, wiedząc że niemal cała reszta obok nas jest we śnie. Żyje zidentyfikowana z matrixem (aby zrozumieć właściwie metaforę którą niesie ze sobą matrix koniecznie należy obejrzeć film braci Wachowski pt. "Matrix" z 1999 roku). Chciałbyś ich obudzić ale nie wiesz jak. Możesz wielokrotnie do nich przemawiać, ale zdają się zupełnie nie dopuścić do siebie głosu rozsądku. To fakt, nie zawsze masz rację, jednak aby i o tym się dowiedzieć druga strona musi dopuścić do siebie jedną prostą rzecz. To, że też sama może się mylić, jednak oni jakby byli przekonani o swojej racji. ….”
    3 poziom to proces wychodzenia z matrixa na poziomie rzeczywistego działania. W przypadku drugiego poziomu przez długi czas zdobywaliśmy niezbędną wiedze i teorie potrzebną do przebudzenia, jednak nasze działanie było ograniczone niewidzialnymi kajdanami. Chcieliśmy, ale coś nas blokowało, coś ograniczało, czegoś baliśmy się. I tutaj najważniejsze..
    Psycholodzy ujmują ten problem wyłącznie na poziomie mentalnym. Nasze działanie oparte jest na naszych przekonaniach, a więc z nich wynika. Zmieniasz przekonanie = zmieniasz zachowanie.
    „duchowni” ujmują to na poziomie energetycznym. To szatan, kusi Cię do złego więc jest to jego wina, a Ty musisz z nim walczyć.
    Każdy znajduje swoje sposoby na ulepszanie swojego „ja”, swojej ”duszy” etc. Jednak wiele osób które interesują się tą tematyką i będą mieli okazję oglądać ten wpis utknęła na poziomie drugim. Niezwykle istotnym poziomie, który pozwolił nam zobaczyć prawdę, jednak na poziomie fizycznym, materialnym tak naprawdę nie różnimy się od poziomu zombie. Cała prawda zawarta jest w naszych głowach i sercach. Jednak jeszcze nie ujawniła się na poziomie działania. Więc kwestią najważniejszą jest jak opracować właściwą metodologię, czy przedstawić ujęcie tego problemu w taki sposób, aby coraz więcej z nas zaczęło przechodzić z drugiego poziomu na trzeci. Na razie tyle, poczekajmy na rozwinięcie się sytuacji. Życzę zdrowia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O proszę ! Taki wpis inauguracyjny wróży powodzenie tej stronie ;) . Dzięki za przypomnienie tej klasyfikacji. Faktycznie taki schemat jest dostrzegalny. Nawet krótki filmik mam na kanale chyba ściśle na ten temat http://www.youtube.com/watch?v=yTrUZ9jcMQo .
      Do kompletu polecam "Revolver" - jest tam taka mądra scena jesteśmy "ćpunami aprobaty" http://www.youtube.com/watch?v=zU14BGZRW7A .

      Usuń
  3. Również gratuluje tego kroku i życzę wytrwałości !

    W pierwszej kolejności chciałbym się odnieść do treści komentarza, a nie samego artykułu, ponieważ, to była rzecz, która od razu rzuciła mi się na usta.

    "Więc kwestią najważniejszą jest jak opracować właściwą metodologię, czy przedstawić ujęcie tego problemu w taki sposób, aby coraz więcej z nas zaczęło przechodzić z drugiego poziomu na trzeci."

    Jestem pewien, że po pierwsze, jedyne i najważniejsze, to testować nabytą wiedzę-teorię w praktyce, tak by stała się wiedzą-praktyką.
    Trudno budować skomplikowany wysoki gmach, składający się z wielu cegiełek, jeśli któraś z nich jest niepewna (nie sprawdzona w codziennym działaniu). Raz, że przy przekazie ustnym, pisanym, zawsze powstają zniekształcenia i to jest jedyny sposób na ich wyprostowanie - obserwacja jak coś się zachowuje. Dwa, że możemy mieć o niej (tej cegiełce) różne wyobrażenia, niekoniecznie nasze, ale też podsunięte przez nieprzyjaciół, celowo zniekształcone, aby mieć na nas wpływ.

    Tak, wg. mnie najważniejsze to wybrać z tej ogromnej plątaniny teorii, rzecz najmniejszą, taką do, której są w otoczeniu warunki, potrzebującą najmniej naszej energii, najłatwiejsza w naszym przypadku do sprawdzenia. Po czym uczynić doświadczenie, obserwować jak się rozwija i reagować na jej zmiany. To będzie czysta, niezniekształcona wiedza.

    Tak jak to mówił Trehleb, lepiej wypełniać swoje życiowe powinności samemu źle, niż wypełniać cudze dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Bardzo inspirujący wpis - dzięki. " świnto prowda" - PRAKTYKA. Kropla praktyki lepsza od morza teorii. Ładnie to nazwałeś "wiedza-praktyka". Ględzić można bardzo wiele, często powtarzać zaczytane u kogoś lub zasłyszane mądrości. Ale czy to działa ? To weryfikuje działanie. Taka wiedza jest już nasza - nasza osobista i wdrukowuje się w "w kości". / Muszę sobie sam powtórzyć te schematy poziomów, które tu zaznaczacie.
      Twoje porównanie z cegłami i piętrami bardzo mi bliskie. Sam podobnego "obrazka" używam. Bywa, że ludzie wyprzedzają jakieś stopnie a to zalążek katastrofy. Czasem zmuszeni jesteśmy rozbierać ten swój "gmach" szukając "fałszywej" cegły jaką być może ktoś nam wcisnął. Konieczna jest nieustanna świadomość na każdym etapie budowania - siły mroku tak nas właśnie trenują podsuwając nam "kukułcze jaja". Oj - ale nam się wątków do bajdurzenia robi. Przemyślę jaki tu system zastosować by nie zginąć we własnych dygresjach i trzymać jako taki porządek. Pozdrawiam !!

      Usuń
    2. Tak Ci się to rzuciło na usta, że nie zauważyłeś że ogólnie piszemy o tym samym. Najważniejsze jest wchodzenie w praktykę, ALE jeżeli nie wchodzimy jeszcze w praktykę bo coś nam nie pozwala (stare nawyki, przywiązanie do starych energii, szatan kusi do złego, pasozyty energetyczne nam nie pozwalają, zbyt wstydliwa osobowość, złe przekonania - każdy ma indywidualną historię, jednak te wszystkie metafory opisują istotę tego samego problemu) wtedy najważniejsze jest znalezienie tego trigera, zapalnika, który nas wepchnie w świat praktyki. Czasami będzie to jakiś film, opowiadanie, metafora działąjąca na wyobraźnie, zrobienie umysłowej pracy, medytacja, na każdego działa co innego i intencją było to, żeby wspólnie wspierać się, przekazywać sobie pałeczkę, którą jak otrzymamy to musimy już biec ! przekazując sobie te pałeczki, wspólnie zaczniemy szybciej ewoluować jako ludzkość. Ci którzy już pokonali pierwszą przeszkodę, mogą pomóc wspiąć się tym, którzy jeszcze tego nie zrobili..

      Usuń
    3. He, he -"najważniejsze jest znalezienie tego trigera, zapalnika, który nas wepchnie w świat praktyki." . Czasem nasz " anioł stróż" da nam takiego kopa w zadek, że zostaniemy zmuszeni do "pójścia na lekcję" w szkole życia - czy chcemy czy nie. Tak - film, opowiadanie - miałem kiedyś taki okres, że wchodziłem do "EMPiK"u i książki mi niemal same wypadały z półek. Ja po coś chwyciłem, ktoś szturchnął łokciem itp. / No jasne , że piszemy o tym samym ! To bardzo dobrze, że każdy z nas ujmuje "obrazek" ze swojej perspektywy. "Oświetlamy" niejako spraktykowany przez siebie kawałek drogi w życiowej wspinaczce. Oj- tak jak piszesz. Jedni pomagają drugim ( powinni - bo dziś w egoistycznym zaślepieniu ludzie widzą tylko siebie no ale tu się robi miła atmosfera i pewnych spraw nie musimy sobie tłumaczyć. Bardzo mnie to cieszy !! Czasem bywałem zmęczony niektórymi podstawowymi pytaniami jakie często trafiały do mnie poprzez kanał Y. Tube). / Ogólnie tak - "wchodzenie w praktykę" ale jedną ze sztuczek pasożytów jest nazywanie praktyką wyłącznie jakichś odjechanych i "nieosiągalnych" dla początkującego człeka osiągnięć joginów czy t/podobnych. Za poniżające uważa się proste prace domowe - tymczasem porządne uprzątnięcie swojego biurka i wykonanie małego dziennego wyzwania jest ogromną praktyką duchową. Każde wielkie osiągnięcie zaczyna się od malutkich kroczków. Budowanie wielkiego gmachu to układanie małych cegiełek - porównanie niby trywialne ale tak naprawdę niezrozumiałe dla kogoś, kto nie wszedł na drogę choćby drobnej praktyki. Podobno Gurdżijew mawiał: "jeśli ktoś potrafi porządnie zrobić buty to już można z nim gadać".

      Usuń
    4. "Tak Ci się to rzuciło na usta, że nie zauważyłeś że ogólnie piszemy o tym samym. Najważniejsze jest wchodzenie w praktykę, ALE jeżeli nie wchodzimy jeszcze w praktykę bo coś nam nie pozwala"

      Oczywiście, że ogólnie piszemy o tym samym, bo piszemy na ten sam temat.
      Ja próbuję rozwinąć Twoją myśl:
      "Więc kwestią najważniejszą jest jak opracować właściwą metodologię, czy przedstawić ujęcie tego problemu w taki sposób, aby coraz więcej z nas zaczęło przechodzić z drugiego poziomu na trzeci."

      Wskazuję więc, że zaczynać trzeba od rzeczy małych, prostych i wydaje się śmiesznych, takich, które są dostępne na rzut ręki, aby nawet osoby ze słomianym zapałem były w stanie coś wypracować. Jednym słowem dla każdego zadania wg. jego możliwości. Tym bardziej, jeśli to Twoje pierwsze ćwiczenie to musi również być na tyle proste, żeby każdy mógł je wykonać.
      Tak jak pisze Michal, jest bez sensu: "nazywanie praktyką wyłącznie jakichś odjechanych i "nieosiągalnych" dla początkującego człeka osiągnięć joginów" . Nawet medytacja inna, niż próba wyciszenia się i obserwowanie swojego oddechu, wydaje się już być dla uczniów z wyższej klasy.
      "Za poniżające uważa się proste prace domowe" - dokładnie o to mi chodzi. Nie przypadkiem mnisi wykonują niejednokrotnie, ciężkie ręczne zadania - robią to by trenować swoją uważność. Trenowanie uważności, zdolności obserwowania siebie i otoczenia w czasie teraźniejszym, wydaje się czymś dostępnym dla każdego od ręki, nie wymagającym sporych nakładów energii, przygotowania, żadnego doświadczenia, czy prywatnego nauczyciela.

      Usuń
  4. Ja tak nie na temat, ale... Ja tak korzystając z tego, że to początek Pana kariery blogerskiej, pragnę Pana powitać i życzyć powodzenia w wykonywaniu swojej misji.
    Chciałbym się spytać czy Ma Pan w planach zrobić jakieś filmy z Pańskim udziałem. Wiem, że może to nie Pańska rola... Ale Jestem po prostu ciekaw Pana jako osoby. Tyle Pan spędził czasu na zgłębianiu teorii i praktyki, którą Pan zdobył: znajdując jakieś mądrości w tej szkole życia, czytając stare pisma, słuchając mądrych ludzi. Jestem ciekaw Pana, gdyż przetłumaczył Pan wiele świetnych filmów z niezwykłymi ludźmi, które oglądałem przez wiele godzin, po razy kilka, które były jednymi z pierwszych u Moich początków budzenia się. Tu powstaje pytanie: a jaki jest Pan?...
    Na razie cieszę się, że Jest Pana więcej w tym Internecie, naprawdę podłączył się Pan do ciekawych źródeł - tych na wschodzie głównie. Na razie tyle powiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Witaj,
      Po pierwsze cieszę się, że te pierwsze wpisy od tak dojrzałych ludzi -poszukujących. Misja ? - owszem, to słowo lubię , kariera może trochę mniej ;) ale rozumiem kontekst. Będzie to naturalnie jakaś inna "odsłona" ... no - siłą rzeczy i mnie samego. Co do czasu poświęconego na zgłębianie praktyki i teorii - nie uważam, żeby to było tak wiele. Czuję się ledwie adeptem pewnej wiedzy ale jeśli komuś mogę posłużyć czymkolwiek to będę szczęśliwy. Sztuka mądrej rozmowy ZAWSZE bogaci oboje (lub tu - mam taką nadzieję większą grupę) rozmówców. Jednym z moich mistrzów bywał nieraz dla mnie mój syn pomagając na wiele spraw spojrzeć z innej perspektywy.
      aha .... to "proszę pana". ;) Doceniam i szczerze się cieszę się, że to co robię ma takie uznanie ale jedną z zasad naszej - Słowiańskiej kultury (mówi o tym Trehlebov gdzieś w drugiej części tego spotkania http://www.youtube.com/watch?v=R6-PAtb0w8I ) jest to, że zwracaliśmy się do siebie bezpośrednio. "Pan" to forma jaką nam narzucono w niewoli ostatnich stuleci. Wprawdzie jak mówi pewna mądrość - łatwiej jest powiedzieć "ty durniu" niż "panie durniu" ;) ale to też kwestia przyzwyczajeń i konwenansów. Jeśli ktoś jest cyniczny i sprytny oraz pogardza swoim rozmówcą to da to odczuć nawet używając formy oficjalnej. Mądrzę się ale sam chyba miałbym na dziś z tym problem by przy spotkaniu Trehlebova zwrócić się do niego per 'Ty".

      Oj... wiele spraw w tym jednym Twoim wpisie . Cieszę się, że CZUJESZ podobnie ( "ciekawe źródła" - temat na osobny wpis do blogu. W ogóle Wasze wpisy tutaj są przebogate w inspirację. Bogowie działają przez ludzi ;) . Bardzo się cieszę).
      Odpowiadam rano na Twój wpis, bo bardzo chciałem się zastanowić nad tym co wpisać . Nawet nocą popłynęła odpowiedź ale dziwnym "zbiegiem okoliczności" ( tych jak wiedzą wtajemniczeni nie ma ) nie ukazała się na blogu. Odczytałem to więc jako znak i dziś "dłubię" niniejsze. Przenikając Twoje pisanie czuję, że pytanie o mnie ogólnie ( mój obecny "Awatar" - GORĄCO POLECAM TEN FILM , o nim też nie raz pogadamy) nie wynika z płytkiej "ciekawskości" i po namyśle chętnie odpowiadam.
      Tak - były myśli o prowadzeniu wideo-bloga. Myślę, że kiedyś te sprawy dojrzeją. To już podpowiedzą okoliczności oraz - że tak to ujmę- "zapotrzebowanie" bo nie mam żadnego pragnienia gwiazdorstwa. Wprost przeciwnie- byłem kiedyś przedsiębiorcą. Firma po jakimś kilkunastoosobowa, reklamy z moim nazwiskiem jeździły na autobusach w dość dużym mieście. dziś cieszy mnie cisza jaką mam w leśnej głuszy.

      Co do nagrania wideo - była już robiona wprawka "radiowa". Znajdziesz na moim kanale jeden materiał audio poparty planszami a zatytułowany chyba " typy żon według wiedzy Wedyjskiej" ( miałem opracowaną drugą część bazującą na blogu pani Larisy Pustowit ale miesiąc temu uleciała w niebyt po awarii twardego dysku. Widać tak miało być - mało kto w tej chwili [mało która kobieta pisząc ściślej] jest w stanie to przyswoić i wprowadzić w praktykę).

      Kilka zdjęć mojej osoby miga na początku tego filmiku http://www.youtube.com/watch?v=1NnRxlvi4H0

      Serdeczności wszystkim czytającym i dobrego dnia !

      Usuń
    3. KOLEJNA KOREKTA: uczę się formularza tego bloga. Widzę, że nie mam możliwości edycji postów. Wykasowałem - wpisałem nowy i nadal widzę coś do poprawki ale już nie będę kolejny raz usuwał bo i tak ślad zostaje. Poprawiony fragment dla jasności wypowiedzi:
      .................Tak - były myśli o prowadzeniu wideo-bloga. Myślę, że kiedyś te sprawy dojrzeją. To już podpowiedzą okoliczności oraz - że tak to ujmę- "zapotrzebowanie" bo nie mam żadnego pragnienia gwiazdorstwa. Wprost przeciwnie- byłem kiedyś przedsiębiorcą. Firma po jakimś czasie była kilkunastoosobowa, reklamy z moim nazwiskiem jeździły na autobusach w dość dużym mieście. dziś cieszy mnie cisza jaką mam w leśnej głuszy.

      Usuń
  5. Podejście Osho wydaje się być bardzo uproszczone w porównaniu do wiedzy wedyjskiej. Osho zaprzecz istnieniu jakiegokolwiek boga i przyucza medytacji doprowadzających do "oświecenia". Czy osho umyślnie wprowadzał by propagande ? nie znam jego biografi bo jest kilka wersji ukazujących go w różnych światłach, jednak wydaje się mówić przekonująco, dla każdego kto kiedykolwiek medytował vipassane. Osho stanowi mocny opór na arenie światowopoglądowej. W sumie czytałem tylko książki Osho A szkoda. nie znać rosyjskiego. Wiadomo co trexlebov albo sidorov sądzi na temat osho ? Sidorow podobno też u Ciebie gdzieś przeczytałem na kanale popierał działania stalina ? ciekawi mnie dlaczego ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja osobiście na pewnym etapie wiele skorzystałem od Osho. Brałem to co mi się podobało - chyba dlatego uniknąłem jakichś niebezpieczeństw, że nie traktujęniczego fanatycznie. Dziś czasem uzupełniałem wiedzę o działaniach Osho poprzez filmiki dostępne w necie jednak jestem ostrożny bo z czasem coraz bardziej się przekłamuje wszystko co głosi dany nauczyciel. Miałem jego książki i przedruki rozmaite jeszcze z lat 90-tych. pamiętam, że powtarzał: "jesli po mojej śmierci pojawią się jakieś szkoły mojego imienia to wiejcie stamtąd jak najdalej. Przekaż ma być żywy. Pojawi sięinny mistrz" . Dziś zauważyć można, że szkoły powstają. Jest jakaś w Indiach.

      Osho wieloma dowcipami ( te najbardziej otwierają umysł - tak samo de Mello i wielu innych ) pomógł mi zrzucić ograniczenia. Nie podoba mi się podejście Osho do małżeństwa i do naszej seksualności. Tu zbieżność z moim odczuwaniem się kończy. Żył w przepychu - przyjmował te wszystkie dary (rolls royce, samolot ) .. no i ważne : zmarł NIENATURALNIE - otruty w męczarniach. Na dziś sądzę, że był to jeden z tych "czarnych" mistrzów jak Sai Baba na przykład, Gurdżijew czy Ole Nydahl. Według mnie to ta sama grupa. Osho jawnie się godził na to by go utrzymywano- prawie śmiał się z tego :"skoro tak chcą ?" . Trehlebova zapytali o Osho (ktoś zestawił Osho i Buddę). Trehlebov odpowiedział, że Budda osiągnął oświecenie ale Osho nie.

      Sidorowa traktuję jak dobrą bibliotekę. To człowiek bardzo oczytany. Szanuję go za wiele osiągnięć ( sztuki walki) oraz bardzo mi się podobają jego poglądy na sprawy społeczne. Zbieżne mam z nim widzenie świata w sferach męskości kobiecości. Ogólnie jest to z pewnością "nasz chłop" - słowianin z sercem i duszą. jednak mam dystans do jego zachwytów Stalinem. Stalin był ascetą. To jest poza wątpliwościami. To osobiście mnie co najmniej zaciekawia i jest cechą rzadką. Stalin zadowalał się ponoć jak mnich skromnym pokojem , jedne buty itp. Z drugiej strony zbrojone samochody, Katyń, cała ta machinacja ..... w Polsce poznaliśmy dość dobrze władzę sowieckich aparatczyków. Stalin nie zlikwidował babilońskiej świątyni z placu czerwonego ale przeciwnie - korzystał z niej. Więcej wskazuje na złe zamiary Stalina niż na jego domniemaną rolę "ojca narodu" i męża opatrzności. Trochę się dziwię fascynacjom Sidorowa. Według moich informacji więcej jest na nie. Powtarzam, że mimo to szanujęSidorowa widząc jego niedoskonałości.

      Usuń
  6. Witam serdecznie :)
    Od dawna zaglądam na Twój kanał, teraz kanały. Bardzo dużo się dowiedziałam, bardzo dziękuję. Ostatnio zachwycam się słowami Lewszunowa. Podesłałam linka witarianom zapatrzonym w amerykańskie wzory, niech maja szansę zobaczyć co mówi Słowianin :)
    Dopiero dzisiaj zauważyłam, że masz bloga - świetnie. Komentarze na youtube słabo nadają się do pogadania. Tam się nie odzywałam ale kiedyś napisałam do Ciebie na maila, jak mi się film w Niemczech nie otwierał, bo zablokowany. Przesłałeś mi napisy :)
    Tu na blogu łatwiej rozmawiać, zapytać.
    Zaczynam czytać i mam pierwsze pytanie: co to znaczy "czarni" mistrzowie?
    Jak znajdziesz chwilę, to proszę o dojaśnienie.
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa - cześć. kojarzę. No cóż - czarni to Demony. One nas uczą nahajką. ;) Patrząc po słowiańsku ( a więc całościowo na wszechświat) to sa one jego częścią. Pleśń czy robactwo pasożytnicze eliminuje jednostki niezahartowane i leniwe- oczyszcza w pewnym sensie. Blog owszem - istnieje ale ostatnio mało na niego czasu. Energia zaangażowana w tłumaczenia Lewszunowa. Pracuję nad poprawką dotychczasowych publikacji i będą ponownie wgrane z poprawkami i napisami wpalonymi w film. Cieszę się, że Lewszunow się podba - dla mnie osobiście bomba roku. Zdrowia !!

      Usuń
  7. Cieszę się, że 'wpadłam niechcący' dzisiaj na ten blog. Podobno nie ma przypadków.
    Nie mogę oderwać się od czytania, zarówno autora jaki komentujących.
    Na dzisiaj tyle, jestem w trakcie poznawania tematu. Klimat super.
    Zanosi się na to, że będę tutaj często.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. miało być:
      zarówno autora jak i komentujących,

      Usuń
    2. Dzięki za miłe słowa. Blog zamarł nieco bo pochłaniają różna zdarzenia (m/innymi związane z organizacją przyjazdu Anny Połupan - kręgarza z Ukrainy. Nastawienie atlasa). Może w styczniu więcej energii skieruję tutaj. Przybywa tematów - właśnie przygotowuję tłumaczenie wspaniałego opisu bajki "Lisica i wilk". Lewszunow wyjasnia tam pięknie naiwność narodu Słowiańskiego. Przypadków nie ma to prawda. Dobrego dnia !!!

      Usuń
  8. Moim zdaniem, wszystko ma swoj czas, komputer i blogowanie bardzo wciąga. Nauczyłam się segregować rzeczy - ważne i najważniejsze. Blogowanie poczeka, nie rozrywaj się.
    Dobrze, że mi wspomniałes o Anny Polony. Nie przyjadę do PL na nastawienie altlasa, ale jesli pozwolisz umiescić na moim blogu linki do Twojego filmiku, to będzie super. ...
    Atlas gra ważną rolę i cała szyja, uważam, że najważniejszą w całym kręgosłupie.
    Na szczęscie mój jest ok, sama potrafię sobie z tym dosć dobrze poradzić.

    Dzięki bardzo za filmiki,
    napracowałes się, swietna robota!
    Muszę wszystkie zobaczyć. To dla mnie w pewnym sensie nowosć.

    Jeszcze mi dużo zostało do oglądania, też mam teraz ograniczony czas, liczę na luźniejszy styczeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korekta : ANNA POŁUPAN (nie Polony). -zdrowia !!
      Mi "wciągnięcie" w blog nie grozi. Mam na wsi bardzo ciekawe życie a do netu zaglądam z konieczności i obowiązku. Muszę się mocno regenerować po pracy z tym medium gdyż ograbia z naturalnych sił i pośrednicy -właściciele internetu - pobierają haracz energetyczny za korzystanie z tej protezy naszych naturalnych zdolności.

      Usuń
    2. Jeszcze drobiazg: kiedyś też używałem tego powiedzenia ( dobra robota ) ale dziś zalecam studiowanie znaczenia słów. Robota (rus. "rabota" ) ma swoje pochodzenie od słowa "rab" czyli niewolnik. Słowianin się trudzi a to całkiem inny rodzaj działania. My lubimy ruch, tworzenie i pracę. Jeśli dzieło jest sensowne to trudzenie się przynim staje się misją i niesie radość oraz daje siły w swoich owocach.

      Usuń
  9. Dzięki za korekty i przepraszam... uhh .... to skutek pisania o trochę późnej porze, umysł zaczyna marzyć o spaniu ... mam na mysli nazwisko ANNA POŁUPAN. Nawet nie zauważyłam tego przejęzyczenia.

    Robota - "rabota' - nie wiedziałam, że tak się kojarzy.
    Przyzwyczaiłam się, że tutaj gdzie mieszkam każdy mówi - good job.
    A to już nie ma takiego skojarzenia z niewolnikiem. Cokolwiek zrobisz dobrego - słyszysz - good job.
    Dobrze, że mi powiedziałes.
    Tak naprawdę nie podobała mi się nigdy 'dobra robota'.... natomiast 'good job' - może być. Czy faktycznie może być?
    Zawsze cieszę się, gdy mnie ktos poprawi, zwłaszcza w błędach, które popełniam nieswiadomie.

    OdpowiedzUsuń

UWAGA TECHNICZNA: aby rozmowa miała jeden ciąg trzeba zawsze wcisnąć ";odpowiedz" pod pierwszym (przewodnim) postem zaczynającym daną rozmowę.
2.Najpoczytniejsze artykuły są dostępne po prawej w szybkich linkach pod nazwą "abecadło".
3. Ponadto w razie braku publikacji na stronie proszę o wiadomość na mail. Z jakiegoś powodu niektóre komentarze mylnie oznaczane są jako spam.