poniedziałek, 9 lutego 2026

Prawilna Masza o portalach randkowych

 oryginał tu: https://youtu.be/ZwYQhc5V4SI

 Hej wszystkim. Dawno się nie widzieliśmy. A dziś mam ogromną ochotę wyrazić swoją nikomu niepotrzebną opinię, oczywiście sobie żartuję. Mam rzecz jasna nadzieję, że ktoś jej jednak potrzebuje. W każdym razie, będziemy dziś przeglądać portale randkowe -  tak dla zabawy. 

  Obejrzałam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy mnóstwo filmów na temat relacji. I oczywiście, to przerażające widzieć, jakie są nasze współczesne kobiety. To po prostu szaleństwo - one zupełnie powariowały. Kiedy czytasz ich profile, piszesz do nich albo oglądasz te bzdury, które wygadują w mediach społecznościowych, uświadamiasz sobie, że w większości nie masz do czynienia z prawdziwymi ludźmi, interesującymi - żywiołowymi, że tak to ujmę. Mamy tam do czynienia z zaprogramowanymi biorobotami, babarobotami. 

  Wszędzie widać ten sam oklepany zestaw frazesów - dosłownie wszędzie. I te frazesy można by pewnie skrócić do około pięciu. To znaczy, jestem dziewczyną,a więc z definicji jestem boginią, wszyscy mi są coś winni, "facet powinien"... Właśnie to "facet" Czyli, że właściwie nawet nie mężczyzna, ale facet. To określenie używane jest w znaczeniu sługa, niewolnik; on powinien, on musi - w zasadzie już tylko z samego faktu, że urodził się mężczyzną, to jest mi winien. 

 I, oczywiście, nie ma żadnej odpowiedzialności z ich strony. One nie rozumieją, że nawet jeśli on wszystko tobie opłaca, to jesteś mu coś winna w zamian, chociażby liczyć się z jego zdaniem. Nie mówię już nawet o gotowaniu, ale gdyby przynajmniej go słuchała. Oczywiście byłoby pożądane, żeby gotowała, sprzątała, robiła wszystko inne, rodziła dzieci, zajmowała się nimi, ale one po prostu nie są do tego zdolne. Nie mają nawet tych koncepcji w głowie. 

 A jeśli ktoś nie ma takich pojęć w swojej głowie, to nie jest zdolny do takiego działania, prawda? To znaczy, żeby kochać, trzeba to rozumieć. Jeśli ktoś nie umie kochać, to nie kocha nikogo. To jest po prostu niezdolny do miłości. Gdzieś zagubiły tę zdolność.  

 Może kiedyś były małymi, ślicznymi dziećmi. I oczywiście, jak każde żywe stworzenie, chciały kochać i być kochanym. Ale potem pojawiło się surowe programowanie macierzyńskie, programowanie społeczne, wszelkiego rodzaju trenerzy społeczni, cała ta reszta, no nie wiem, przyjaciółki, różni coache, i cała reszta. I wszystko poszło w tym samym kierunku - wszystko skoncentrowane zostało na jednym miejscu - sami wiecie którym.

   Wszystko to jest maksymalnie popieprzone, wszystko stoi na głowie. Na stronach internetowych wszędzie obnażają cycki i tyłki. A jeśli już zajrzeć na "onlyfans", to rozumiesz, że ta laska przed tobą po prostu się sprzedaje. I musi się tam sprzedać jak najdrożej. I wszystkie one tam są takie same, wszystkie wyglądają tak samo. Wszystkie mają te cholerne, napompowane usta jak u ryby. Wszystkie mają doklejone rzęsy, dorysowane brwi, wszędzie botoks, wszystkie są takie same.

   Nawet gdybyś naprawdę musiał wybierać, twoje oczy nie znalazłyby miejsca, gdzie by dało się spojrzeć. Wszystkie są takie same. I co możesz z tym zrobić? Nic nie możesz z tym zrobić. Większości tych ludzi nie da się pomóc. 

  Więc, aby zrozumieć szerszy obraz, musisz zdać sobie sprawę, że większość ludzi jest łatwo programowalna. Więc te kobiety są wynikiem tego samego programowania. One nie potrafiły filtrować informacji, które docierały do ​​ich głów. I, niestety, przyjęły tę diaboliczną postawę, że muszą się sprzedać, sprzedać dusze diabłu w zamian za pieniądze, prezenty, restauracje i wszystko inne. 

 A jaki jest rezultat? Rezultatem jest nic innego jak nieszczęśliwy los. I nie chodzi tylko o los tych kobiet - Bóg z nimi, ale o nieszczęśliwy los tych dzieci, które w rezultacie dorastają bez ojca, a może, jeśli Bóg pozwoli, widują ojca chociażby w weekendy - a i to jeśli mamusia na to pozwoli.

 Tak to niestety wszystko smutno wygląda. Ale jest i druga strona tego medalu. Oczywiście chodzi mi o tych przygłupich mężczyzn, których jest po prostu cała masa. To ci, którzy psują te kobiety, rujnują je swoim głupim, idiotycznym zachowaniem. Kto im daje te miliony czerwonych róż? To przecież jacyś kompletni szaleńcy!

 Kto zabiera je do restauracji, kto im kupował te iPhone'y, kto mówił im, że są boginiami, że mogą wszystko. Posłuchaj uważnie gdy jedziesz taksówką - a większość muzyki jaką tam słychać to właśnie te jeleniowate teksty. Taksówkarze to puszczają, oni są też tacy po prostu, zaprogramowani. Jedziesz i słuchasz tego chłamu - majteczki w kropeczki, ja się z nią na imprezie całowałem i tak dalej.

 Nie da się słuchać wszystkich tych bzdur. I od rana do nocy taksówkarze jeżdżą sami się programując. To po prostu szaleństwo, co się dzieje. Kiedyś kobiety krzyczały, że są boginiami, że wszyscy im coś winni.

Mają tam wokół siebie milion "jeleni", one są jak pastuchy a wokół krąży całe stado tych bezmózgich wielbicieli. Teraz na szczęście liczba takich jeleni maleje, dzięki Bogu. Dzieje się to bardzo powoli, oczywiście, ale mimo to przynajmniej niektórych można jeszcze uratować. 

 A teraz one znowu zbiorowo jęczą: "jak to tak?" Nikt ich już nie potrzebuje. Spójrzcie, jakaś pozornie młoda kobieta, bo 27 lat. Ona już mówi: „Cóż, nie uprawiałam seksu od kilku lat. I najprawdopodobniej nie będę miała już żadnej rodziny ani związków i nikt się ze mną nie ożeni”. 

  Co to jest? To konsekwencja ich idiotyzmu. Bo ich zachowanie było idiotyczne od samego początku - co oznacza, że już od samego początku nie były w stanie przewidzieć, co ich czeka, jeśli będą się tak zachowywać. 

 Jeśli ciągle kogoś naciskasz, jeśli ciągle twierdzisz, że ktoś jest ci jest coś winien, tylko z racji twojego urodzenia, to prędzej czy później spotka cię zasłużona kara. One nawet nie były w stanie domyśleć się tych konsekwencji. A do tego wmawiają ci, że są równe mężczyznom, że są takie inteligentne. Jeśli one nie potrafią domyślić się tak prostej rzeczy, to po prostu nie mają mózgu, nie mają żadnej inteligencji, nie ma tam niczego, czym mogłyby myśleć. Mózg tam nie jest rozwinięty - bo tak jak mięśnie trzeba budować, tak samo trenować trzeba mózg - trzeba go rozwijać. To znaczy, trzeba ciągle myśleć, analizować to, co się do ciebie mówi. 

 A one nie posiadają niczego, czym byłyby w stanie wyciągnąć takie wnioski. Słyszą coś i powtarzają to w kółko, jedna po drugiej. W kółko słychać tam jedno i to samo: " ty powinieneś, musisz, zabieraj mnie do restauracji, kupuj mi kwiaty". Do znudzenia jedne i te same oklepane zwroty. 

 Wydaje mi się, że dałoby się zapisać tylko pięć tych samych zwrotów, 5 tych samych życzeń i do tego sprowadzałaby się ich komunikacja.  Ja oczywiście, nie chodzę na randki ale tak nawiasem mówiąc to się zastanawiam o czym w ogóle można z nimi rozmawiać? Przecież mężczyźni, kiedy przychodzą na takie randki - bo prędzej czy później kogoś tam poznają. Napiszcie mi proszę w komentarzach, o czym z nimi rozmawiacie? Bo wydaje mi się, że z takim stworzeniem to jak w tej powieści Ilfa i Pietrowa. Tam była taka postać Eloczka, Ludożerca. Ile ona umiała wypowiedzieć słów? 10, albo 12, czy coś koło tego - to był jej cały zestaw pojęć.

   I wydaje mi się, że to takie same stworzenia, które potrafią się porozumiewać tylko w tym ptasim języku, bo nie ma z nimi o czym innym rozmawiać. Powiedzą wam, że może były kiedyś w jakimś kurorcie. A tak przy okazji, na tych swoich profilach w internecie bardzo lubią pokazywać swoje tyłki w kostiumach kąpielowych. Fotografują się z kieliszkiem czegoś nad brzegiem morza, a potem gdzieś w jakimś kurorcie.  

 No dobrze, bardzo ładnie, ale nie widziałam ani jednego profilu kobiety, która pokazałaby, że potrafi cokolwiek. No, nie wiem - na przykład haftować krzyżykiem, robić na drutach skarpetki, wykonywać filcowe buty,czy coś w tym stylu, prawda?

 Nie znalazłam żadnej, która by się chwaliła: skopałam ogród, doiłam krowę, przygotowałam przetwory w słoikach. Są oczywiście i takie, ale niestety stanowią mniejszość. Nie ma ich tak wiele w mediach społecznościowych. Nie mają na to czasu. Są zajęte, prawda?  

 Generalnie takie kobiety są mężatkami, mają rodziny, ale powoli zaczynają się angażować i to też dobrze. Jest coraz więcej zdrowo myślących kobiet, dzięki Bogu. A większość, niestety, to szara masa biorobotów, którym w ogóle nie da się pomóc. One cię nawet nie zrozumieją, bo nie mają czym się porozumiewać. 

  Ale mimo wszystko myślę, że nie ma powodu do rozpaczy. Jeszcze ważniejsze jest tutaj, aby pracować z mężczyznami, bo mężczyźni muszą przestać nabierać się na te wszystkie bzdury. Im więcej mężczyzn oprzytomnieje, tym więcej kobiet dostosuje się do tego trendu. Nie będą już mogły tak oszukiwać "naiwnych frajerów"; nie będą mogły ciągle opowiadać, kto im co jest winien. I być może sytuacja zmieni się na lepsze. 

 W tym sensie chciałabym dołożyć swój mały wkład w ten proces, bo patrzenie na to wszystko jest po prostu... odrażające. Komunikacja z kobietami jest generalnie nie do zniesienia. One są szalone. Szaleństwem jest to sprzedajne podejście do życia i ono po prostu wyłącza im mózg. Nie ma z nimi o czym rozmawiać. 

 Mam kilka znajomych z którymi komunikuję się mniej więcej normalnie, one są przy zdrowych zmysłach, ale niestety jest ich bardzo mało. Dlatego mam jeszcze większy apel do mężczyzn, żeby przestali dawać się nabierać na te wszystkie brednie. Po prostu żyjcie i róbcie wszystko po swojemu, bądźcie aktywni promując swoje poglądy, swoje prawdziwe męskie zachowanie. Cholera jasna! - nie dawajcie się nabierać na wszystkie te bzdury, po prostu nie słuchajcie ich i czyńcie wszystko po swojemu, nie bójcie się, bo głównym problemem jest to, że mężczyźni boją się kobiet. I musimy nad tym aktywnie pracować. 

Drodzy mężczyźni - nie ma się czego bać, ale niestety wy boicie się tych kobiet. Najpierw musicie pokonać swoje lęki, a potem nawiązać z nimi relacje. To jedyny sposób. Możemy się rozwijać tylko wtedy, gdy pokonujemy nasze lęki. A wśród nas tak wielu mężczyzn jest zgnębionych, stłamszonych przez własne matki i przez swoje żony - i niestety, często prezentują oni żałosny widok. Więc pracujmy nad tym i myślę, że krok po kroku wszystko to się ułoży. 

 To wszystko na dziś ode mnie. Ciąg dalszy następnym razem.

 https://www.youtube.com/watch?v=inbnuYiWOm0

 

 

 

Jedna rodzina, różne natury - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://youtu.be/dVNWmGYn1ok

 Cześć wszystkim. Oto jesteśmy, jesteśmy znów razem.

  Dzisiejsze pytanie zadała Karma Katerina - tak się przedstawiła nasza słuchaczka więc tak będę się zwracał.

 Jakie jest to nasze pytanie?  Co należy zrobić, mieszkając w tej samej rodzinie z różnymi naturami? Jeden rodzic, dwoje dzieci, jeden mąż, jedna żona. Tak to prawda, łatwiej jest żyć z tą samą naturą, ale nie tak łatwo z różnymi. I dlatego mówi się na przykład, że mąż i żona powinni być tej samej natury. Jeśli on jest już kupcem czyli pochodzi z warstwy społecznej "vaisha", to ona powinna być także z warny vaisha. Jeśli on jest kszatriją, czyli wojownikiem, to ona powinna być kszatriją. Wtedy wszystko jest w porządku. 

 W przeciwnym razie będą różnorakie nieporozumienia. Ale w rzeczywistości wszystkie te natury, no cóż, warna, która oznacza na przykład naturę Kszatrijów, naturę Waiszów, czy naturę Szudrów, na przykład. Cóż, każda z tych natur, to pewna kombinacja gun czyli cech natury materialnej. Ale istnieją tylko trzy guny i splatają się one w skomplikowany sposób tworząc różnorakie warianty. Gdzieś czegoś jest więcej, gdzieś indziej jest czegoś mniej.

  I rozumiemy, że na przykład  charakter czy światopogląd zmienia się z wiekiem - z upływem czasu, a ludzie w jakiś sposób adaptują się do siebie. Ja nie mówię, że trzeba się jakoś docierać, dostosowywać,  ale adaptacja nie oznacza zmieniania natury innych, aby dopasować ją do siebie, ale zrozumienie, czego oni potrzebują.  

 To znaczy, nie musisz też ingerować w moje terytorium, nie musisz mnie zmieniać według swojego uznania i ja też tobie nie przeszkadzam. To się nazywa zrozumienie.

To może wydawać się dziwne ale to taka różnica potencjałów, kiedy zupełnie różne  istoty, różni ludzie mogą przebywać tuż obok siebie i jednocześnie nie doprowadzać się nawzajem do szału. Słowo "tolerowanie się" też tu nie pasuje - w zasadzie najlepiej jest to określić słowem "zrozumienie". Oni się wzajemnie rozumieją. 

 Zatem istnieje taka koncepcja jak przyjaźń. Przyjaźń ma miejsce kiedy dwa mózgi są mniej więcej takie same, lubią te same marki, te same seriale. Nie mają też żadnych nieporozumień politycznych. Mają mniej więcej ten sam światopogląd. Lubią tę samą muzykę, chodzą gdzieś na zakupy albo ogólnie są to dobrzy koledzy, jacyś przyjaciele - i nie ma nawet znaczenia, w jakiej gunie oni są. Albo obaj są gangsterami, albo obaj lubią chodzić do sauny. Ale najważniejsze jest to, że są tacy sami. Synchronizują się ze sobą.  

 A kiedy się spotykają, to każdy z nich czuje się silniejszy. Bo to jak dwie sinusoidy, jeśli się na siebie nałożą, to otrzymujemy taką zwiększoną amplitudę. To znaczy, kiedy ktoś jest sam, to czuje jakiś ton, a kiedy jest ich dwóch, jest dwa razy silniejszy i nic przy tym nie traci. A jeśli jest wielu takich ludzi, to tak, jakby żołnierze przechodzący przez most - mogliby go nawet zawalić. Ale są tacy sami,  jest tam razem miło, ale >> [śmiech] >> gdzie takich znaleźć? I dlatego istnieje coś takiego jak miłość. A tak przy okazji, przyjaźń to rodzaj miłości. Cóż, wiemy, że, każdy jest inny, gusta się różnią. Nie można znaleźć nawet dwóch identycznych płatków śniegu, a reszta jest zupełnie inna.  

A Katerina napisała tu o różnych naturach - napisałaś, dzieci i rodzice mają różne natury. No cóż, oczywiście, różne natury. Dzieci mają jeden zestaw pojęć, rodzice mają inne, jakieś tam swoje problemy. Mąż, żona, po prostu mężczyzna, kobieta są pod każdym względem zupełnie inni. O tym się mówi wszędzie. Są dosłownie różnymi istotami - diametralnie różnymi. Żeńska natura, męska natura. I dlatego powinny się one uzupełniać. 

 I będą się uzupełniać, kiedy tworzą całość, to jak organizm, jak rodzina. Mówiliśmy tu przecież o rodzinie, prawda? Żyjemy w jednej rodzinie. Rodzina jest jak jedna dłoń. Wszystkie palce są różne. Możesz na przykład dłubać małym palcem w nosie, kciuk jest grubszy i nim możesz na przykład masować szyję - żaden z nich nie może zastąpić innego.  

Cóż, w zasadzie można by się nawet obejść bez dłoni i palców, ale taki jest standard stworzony do użytku dla jednego człowieka. Jest on po prostu dobry, a z tego wszystkiego co nas otacza można by stworzyć taki zestaw przy którym pojawi się takie zjawisko nazywane dziś synergią. 

Miłość jest wtedy, gdy mężczyzna i kobieta podążają w jednym kierunku, ona różni się od niego, ale kiedy są razem, to nie wzmacniają się nawzajem, lecz oboje się zmieniają. Następuje taka transformacja i powstaje coś trzeciego. Ale wiemy, że miłość jest bardzo potężna. Więc przyjaciele powinni być silniejsi. To jak taran. Dwóch przyjaciół podchodzi i... Ale miłość tego nie potrzebuje - to nie taran.

 W takim obszarze gdzie jest miłość, ona jest jak aureola - otacza dany obszar i wszystko natychmiast staje się dobre. Dlaczego? Bo ta jego natura kończy się natychmiast, jej natura również kończy się natychmiast. Rodzi się w nich jakieś trzecie pole energetyczne - trzecia przestrzeń, która absolutnie dokładnie odpowiada rzeczywistości tego miejsca i tego czasu. 

 I dlatego oboje oni po prostu suną, dosłownie ślizgają się wzdłuż tego kontinuum czasoprzestrzennego bez żadnych hamulców, bez żadnych przeszkód. Mają po prostu niewyobrażalne powodzenie - wszystko im się udaje. I co najważniejsze, czują się dobrze. A dlaczego im dobrze w tej miłości? Ponieważ oni całkowicie przestają czuć tę materialność. Dlaczego? Jak można jej nie czuć? Oni jej nie dotykają. A dlaczego? 

 Materialna rzeczywistość zaczyna stawiać mi przeszkody, gdy moje plany i plany Boga nie są zbieżne. A kiedy te plany się pokrywają, to znaczy, są tak blisko siebie, to ja nic nie czuję. Czuję się, jakbym był w stanie nieważkości. A miłość jest takim właśnie stanem nieważkości.

 I dlatego też jak to mówi nasz dzisiejszy temat rozmowy są te różne natury. Na przykład natura dziecięca - dlatego jeśli jestem nauczycielem to mogę się zachowywać odpowiednio do tej relacji. I dlatego miłość ma te 12 natur, 12 przejawów - wliczając w to również gniew. Mamy tam na przykład przyjaźń, no i tak dalej. To są osobne tematy, nie będę w to dzisiaj wnikać. 

 Tak więc wszelkie relacje wzajemne jakie tylko mogą istnieć mogą być albo miłosne, albo przeciwnie. Albo zakochanie, albo na przykład nienawiść. Co to znaczy relacja w miłości? Jak można to wyjaśnić? 

 Na przykład, jest wiele takich zwrotów, takich sloganów, z którymi wszyscy się zgadzają, dopóki oni sami nie zostaną przyparci do muru - do czasu aż ich samych to nie dotknie. Na przykład: "nie ma przypadków". Aż potem nagle,bach! - "ach - co za pech! Trzeba było zrobić inaczej", ale to przecież nie jest przypadek. 

 Albo inna prawda życiowa: "nie ma kary bez winy". Wszyscy dobrze to rozumieją, prawda? To zdanie zazwyczaj dobrze ilustruje scena z serialu filmowego "Gdzie jest czarny kot". Tam spotykają się Szarapow i Żygłow i ten drugi mówi: „Szarapow, nie ma kary bez winy. Gdybyś nie wyrzucił pistoletów, gdyby na czas zrobił porządek ze swoimi kobietami to nie siedziałby tutaj". On na to mówi: „Ale ja jestem niewinny”. Na co pada odpowiedź: „Tak, w tej sprawie jesteś niewinny i przedstawiasz swoje alibi. Ale jesteś winny czegoś innego, i zostałeś ukarany w ten sposób i nie przyznajesz się do tej kary, ponieważ po prostu to ignorujesz jakiś tam swój rodzaj przestępstwa".

 Krótko mówiąc, niezależnie od tego, jak różne są ich natury, najważniejsze jest to, żeby to była relacja miłosna. Oni tworzą parę a wtedy powstaje organizm. Żywy  organizm, nerki, wątroba, serce, to różne narządy, prawda? One mają różną naturę, one pełnią różne funkcje. I tak samo jest w rodzinie, to jest tak samo jak te narządy, a wtedy otrzymujemy organizm. Jeśli tak się nie stanie, to rodzina zaczyna działać jak organizacja. Wtedy po prostu patrzymy, kto komu jest co winien. No i [śmiech] ja myślę, że jestem to winien, a ktoś inny myśli: "Nie, nie, przegapiłeś to, ja mam tu swoje zadania". 

No i wtedy każdy, z własnej perspektywy, przypisuje obowiązki innym. I tak próbują zmniejszyć ilość swoich zobowiązań uważając, że taki jest sprytny i tak dobrze sobie radzi. 

No cóż, nic z tego oczywiście nie wychodzi. A co się dzieje w takiej organizacji? W organizacji jest duża rotacja kadrowa. Jeśli rodzina jest taka, że się rozpada, a to uciekają od siebie - potem znów się schodzą, to jest to rotacja kadr. To jest ta wymienność - przekonanie, że kogoś można zastąpić kimś innym. Na przykład możesz adoptować kogoś innego, albo możesz go przekląć i zwolnić go. 

 Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ w naszej organizacji on nie spełnia naszych kryteriów. W organizmie, w żywym ciele jest wręcz przeciwnie, nawet jeśli ktoś czuje się źle, po prostu nie może czegoś wykonać - nie może lub nie chce, bo może coś jest nie tak z jego mózgiem. W takim przypadku w organizmie wszyscy inni biorą to na siebie i starają się to skompensować, aż ten opóźniony nie dorośnie i nie zacznie tego wypełniać. Działanie w organizmie jest zupełnie inne. 

Na przykład, tu w Zaporożu były dwa kościoły - to taki wyrazisty przykład tego czym różni się organizm od organizacji. W tych kościołach przeciekały dachy. To są przypadki z życia - dach w każdym z kościołów naprawdę przeciekał.

 Zwołali więc zebranie, tak jak należy, umówili się. Rozdysponowali działania: "ty robisz to, ty robisz tamto a ty zadzwonisz tam i tam". Po tym wszystkim kładli ten dach i spędzili przy tym chyba ze sześć miesięcy. Naprawili go, a potem dach znowu przeciekał. No cóż, jakoś źle go zbudowali.

A w drugim kościele, dach też przeciekał. A jak to się stało, że przeciekał? To było tak, jakby użyto jakiejś broni klimatycznej czy czegoś takiego. Woda po prostu się lała, jak z wiadra. 

Zmyła tam całą górę, zmyła sufit. I wszystko po prostu się zupełnie zawaliło. Kompletna katastrofa. Wszystko się rozsypało, sterczały jakiej kikuty krokwi, widać było dosłownie niebo. Pogoda była kiepska, cały ten brud na posadzce, słońce wtedy już świeciło nisko, szybko zapadała noc. Ludzie szybko zaczęli się rozglądać po sobie, żeby sprawdzić, kto co ścina, kto czym się zajmuje, kto układa gonty, kto przewozi jakiś tam potrzebny plastik. 

Przyszli na miejsce, i rach ciach postawili co trzeba. Dach do dzisiaj stoi i działa jak należy. Tak funkcjonuje organizm. W żywej strukturze jest tak, że nikt nikogo nie wyznacza, ale każdy najzwyczajniej w świecie postrzega jakiś ból lub jakiś niedobór, jako swój własny - nie czyjś, ale swój. 

 Bo organizacja jest taka, że ​​po prostu przychodzą, mówią sobie cześć i rozchodzą się do domów jak zwykle. Natomiast organizm jest zawsze razem. To jest zawsze jedna struktura - tam jest wspólnota. 

Tak więc wracamy do naszego tematu: co możemy zrobić, żyjąc w tej samej rodzinie, ale z różnymi naturami? No cóż, spójrzcie - to tak się wam tylko wydaje, że tam są różne natury.

 Jeśli chcesz żyć tak jak ty chcesz, to wtedy żyj sam. Jeśli masz dzieci..... bo ty narzekasz, że masz z dziećmi trudności w porozumieniu się, a niektórzy w ogóle nie mają dzieci i mieć nie będą. 

Niektórzy są w związkach małżeńskich, a inni w ogóle nie mogą znaleźć towarzysza życia. Jeśli już masz na przykład męża, ale coś tam nie do końca się układa to znaczy, że masz zadanie do rozwiązania, że trzeba nad czymś popracować.

 Jeśli masz na przykład dzieci to oznacza, że masz już relację rodzicielską z Bogiem. Trzeba ją tylko poprawić. Jeśli Bóg już ci te dzieci powierzył to oznacza, że On się z tobą komunikuje. Jeśli masz męża, żonę, to już masz relację małżeńską, ale trzeba ją tylko poprawić. 

 Jeśli masz przyjaciół to też można poprawić relacje z nimi. Takie relacje też muszą być udoskonalane. Niektórzy nawet tego nie mają. Bóg po prostu im nie ufa. Nie może być tam mowy o jakimkolwiek udoskonalaniu bo nie ma czego udoskonalać. 

No i żyje sobie człowiek sam jeden i mówi: "jestem tylko ja i Bóg". Nie, nie jesteś - z Bogiem jesteś wtedy gdy masz wszystkie osobiste relacje i  relacje dalsze. I to jest najlepsze oczyszczenie. 

 Ogólnie, mówi się, że w epoce Satia Juga najlepsze oczyszczenie jest wtedy, gdy jest niewygodnie, kiedy jest to niekomfortowe. No wiecie, kiedy obdzierają cię ze wszystkiego, co niepotrzebne.

 Uważa się, że w epoce Satia Yudze czyli podczas złotego wieku demoniczne natury i natury Boskie znajdowały się w różnych częściach Wszechświata. W następnej yudze, były już na jednej planecie, w następnej yudze, były już w jednym kraju, a w kolejnej yudze, w jednej rodzinie, prawda? 

 A teraz są one w jednym człowieku - dzisiaj jesteś taki, a jutro inny. Więc to normalne. To jest dla nas jak taki dopalacz - wzmocnienie tempa naszego rozwoju. Mało tego! Wedy mówią, że istoty, które są półbogami czy kimkolwiek innym, marzyły o odrodzeniu się jako ludzie, konkretnie w tym trudnym okresie Kali Jugi - w tej właśnie niedogodności, ponieważ tutaj można bardzo szybko się rozwijać dzięki tym niedogodnościom.

 Pytanie zadała Karma Katerina, bardzo dziękuję.

 https://www.youtube.com/watch?v=Eicl-PjBzWc