oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=Sh0avZ8YrcU
Cześć wszystkim. Taki dziś będzie temat?
>> Jest dziś takie o to pytanie: powiedzmy, że ktoś zainteresował się
tematyką duchową, ezoteryką czy
czymś w tym rodzaju. No stare środowisko, które człowiek miał dotychczas już go nie interesuje. Taki ktoś nie chce już wracać do tego dawnego stylu życia, a nowego środowiska jeszcze nie znalazł.
Porozmawiajmy o tym stanie granicznym,
kiedy nie jesteś już
w przeszłości ani jeszcze w przyszłości. To taki stan kiedy nie znalazłeś jeszcze odpowiednich ludzi dla siebie, ale nie możesz już wytrzymać w tym dawnym środowisku. Powiedzmy, że dawni znajomi pili, imprezowali, i coś tam jeszcze, a ty
już myślisz o czymś innym.
>> Mm. Rozumiem.
Taki etap poczwarki. Nie jesteś już gąsienicą, ale jeszcze nie wiadomo czym.
>> No tak - do nowych znajomych jeszcze tobie daleko, brakuje wiedzy itp. ale z tamtymi być już nie potrafisz. Brak już z nimi porozumienia, bo nie chcesz już brać udziału w ich stylu życia, który dawniej był dla ciebie komfortowy.
No dobrze - wiemy, że motyle przechodzą przez stadium poczwarki, prawda? Ale nie wszystkie zwierzęta i nie wszystkie owady mają te dwa etapy rozwoju. Jedne z nich latają i są też jak robaki. Ale taka na przykład hiena, lew lub pies - on rodzi się jako pies i pozostaje psem przez całe swoje życie. On nie przepoczwarza się żeby później latać.
Istnieje taki okres przejściowy - jest nawet o tym napisane w Biblii, o drugiej młodości orła. Orzeł całkowicie linieje w połowie swojego
życia, całkowicie linieje. Uderza mocno dziobem i wyłamuje go, to samo dzieje się z pazurami - wszystko u niego rośnie od nowa.
Po tej przemianie lata on 2 razy wyżej i także lepiej widzi. No i kiedy jest w tym stanie przejściowym to niby jest orłem, ale każdy
wróbel może go zadziobać na śmierć, może go dręczyć,
bo ten nawet nie potrafi
jeść sam. Pomagają mu inne orły,
które
wiedzą, co się z nim dzieje.
Ale, przecież
nie wszystkie stworzenia przeżywają ten etap poczwarki .
Ludzie też mogą nie przetrwać tego etapu. To się na przykład nazywa
kryzys wieku średniego.
Ogólnie rzecz biorąc, powiada się ,że te kryzysy to właśnie stadium poczwarki.
Skąd w ogóle bierze się ten
tak skrajny stan,
kiedy tego nie zamawiałem - nie jestem jeszcze gotowy na nowe, nie uwolniłem się jeszcze od
starego ale tam już być nie chcę, a tego nowego jeszcze nie ma. I tak utknąłem.
Okazuje się, że jeśli człowiek
urodził się taki już świadomy - a
są tacy ludzie, którzy rodzą się świadomi - to oni nie miewają takich kryzysów. Na przykład, czytałem o życiu
tych znanych wielkich ludzi. Oni
już urodzili się jako takie orły i wydawało się, że oni przewidzieli wszystkie te kryzysy. Oni po prostu bardzo usilnie pracowali.
Taki na przykład Dżabil Wromski gdy miał 5-7 lat to znał już pięć języków. On miał specjalny dla siebie sposób nauczania. Dał światu tak wiele. Bardzo mało ludzi w ogóle wie o tym Wromskim, że jest znanym astrologiem, znanym numerologiem. Nikt inny nie dał światu tyle, co on. Wszyscy opierają się na jego dokonaniach i robią dziś na tym pieniądze.
Indyjska księżniczka chciała go poślubić. Powiedział: „Nie, nauka jest ważniejsza”. I jest bardzo wielu takich jak on. On radził sobie świetnie już od wielu wcieleń. Prawdopodobnie miał jakąś pamięć genetyczną, czy coś. A wszyscy inni po prostu podążają po omacku tak mniej więcej wyznaczoną ścieżką. Bóg w jakiś sposób ich prowadzi, ich sumienie w jakiś sposób im podpowiada.
A jeśli ktoś był po prostu pracowity i pracował wytrwale to nie przeżywał żadnego kryzysu. To tak, jakby w jakiś sposób był na niego przygotowany, kiedy nadchodzi taki kryzys. A ponieważ jego najważniejszym aktywem,
i kapitałem, nie jest jakaś tam kopalnia, gospodarstwo rolne, pieniądze w skarbonce czy cokolwiek w tym rodzaju, lecz jego zdolność do działania i zdolność do pracy. Dlatego, gdy coś mu się odbiera, to nie martwi się zbytnio. Taki człowiek przechodzi gdzie indziej i wszystko natychmiast wraca.
Natomiast ci, którzy nie potrafią pracować poruszają się z tą samą prędkością po tej samej ścieżce, ponieważ u nich te siedmioletnie, lub dwunastoletnie cykle nie zostały zniesione i nadal obowiązują. I mają one taki sam wpływ na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Na przykład aktywność słoneczna, Jest takie znane nazwisko Czyżewski. Ludzie mało zorientowani mogli słyszeć o czymś takim jak lampa Czyżewskiego - to taki przyrząd dla pulmonologów. Instaluje się tę
lampę Czeżewskiego. To ma wielkość jak telefon komórkowy. Są tam jakieś takie włoski. Podłącza się ją do gniazdka,
powietrze jest zjonizowane i jeśli masz
gruźlicę,
wrzód - wszystko,
co może się stać z płucami. I to po prostu przechodzi. Wystarczy takie coś powiesić sobie w pokoju.
Widziałem je na własne oczy w
Zaporożu, gdzie były sprzedawane przez jakiś czas; rzemieślnicy
zaczęli je wytwarzać i sprzedawać. Lampa Czyżewskiego, ale mało kto go zna. Ten Czyżewski odkrył cykle jedenastoletnie. Przewidział kiedy będzie rewolucja francuska, Komuna Paryska, wszystkie te
dojście Hitlera do władzy, dojście Napoleona do władzy, dokładnie
zbiegają się ze szczytami aktywności słonecznej.
Zatem ten jedenastoletni cykl, przyrost naturalny
czy masowe zachorowania, jest powiązany ze
Słońcem. Słońce tym steruje. To tak jak napisano w Biblii,
deszcz pada w równym stopniu na sprawiedliwych i
niesprawiedliwych. Dlatego też,
sprawiedliwi to ci, którzy są zwinni i
udaje im się wejść w te cykle. Po prostu
wykonują całą swoją pracę, nie odkładają nic na jutro
tego, co trzeba zrobić dzisiaj. I dają radę.
Okazuje się, że
tak naprawdę nie mamy wolnego czasu.
Jeśli go wykorzystujemy, to wszystko jest w porządku. Ale jeśli go nie wykorzystamy i
tylko pomyślimy o tym, jak wygospodarować czasu na odpoczynek - aby zadanie wykonać jako tako i żeby mieć więcej wolnego. Tacy trzymają się zasady: " żyje się raz, więc dlaczego sobie nie odpocząć".
Zbliża się pewien cykl. I w tym cyklu coś należało wykonać. I nawet nie chodzi o to,
że to coś trzeba wykonać, ale
kiedy to czynię to już jest w porządku. Wtedy się zmieniam podczas takiego działania, ale zmiana nie nastąpiła, bo nic nie czyniłem w sprawie tego czy tamtego zadania. Zrobiłem coś tak na słabą trójkę zamiast na wyższą ocenę - na przykład na piątkę, abym dał radę wspiąć się wyżej na kolejny poziom.
I oto nadchodzi etap poczwarki, a ja mam tam kilka niedokończonych rzeczy. I to właśnie te "niedoróbki" nie pozwalają mi się oderwać, bo mówią: „Skończ nas, skończ nas”. Myślimy, że kochamy to przywiązanie, ale to nie to - to te niedokończone sprawy. To takie poczucie zadłużenia. Gdybym wykonał to wszystko idealnie, to bym mógł nawet to rzucić. Rozumiecie - coś jest wykonane idealnie, jest zakończone i nie muszę już do tego wracać.
Natomiast jeśli zrobiłem to niedoskonale, jeśli chcę się tym jeszcze trochę pobawić, aż całkowicie z tego się nie wywiążę. No i oczywiście przyszłość. Ona mówi: „O-o-o-o-o, masz lecieć prosto w kosmos, a gdzie jest twój
skafander?
No i co teraz? Przecież bez skafandra się udusisz?
Gdzie są twoje bicepsy?"
I wtedy jestem zmuszony coś czynić i zaczynam się na siłę, pospiesznie przygotowywać. A potem albo umiera
ukochany człowiek, albo przytrafia mi się jakiś pożar.
Bo tak naprawdę to nie ciało wymaga transformacji, ale świadomość. Ciało niewiele potrzebuje - to świadomość wymaga transformacji. A świadomość
jest transformowana za pomocą jakiegoś rodzaju
stresu.
No i jestem zestresowany - jestem
jak taka lalka, nie z tego świata. Nie jestem już
ani tu, ani tam. I we mnie narastają pewne procesy. Po prostu jestem zaangażowany - jestem w śpiączce. Jestem czymś w rodzaju zombie
za życia. Zachowuję się tak automatycznie
z takim pustym spojrzeniem. To
stadium poczwarki.
A kiedy te procesy
dogonią to, co powinny dogonić, to wtedy ma miejsce takie "bum" - i następuje olśnienie: "ach tak! To się ze mną dzieje". I przechodzę do
następnego etapu, ale jestem niezbyt
przygotowany.
To jest trochę tak, że statek mojej przeszłości tonie. Więc
można zdać sobie sprawę, że zatonie on za 45
minut. Można spokojnie zebrać zapasy, zjeść jeszcze coś,
wsiąść do szalupy ratunkowej, założyć kamizelkę ratunkową, uzbroić się i odpłynąć od
statku.
A może być tez tak, że czekałem,
czekałem, a teraz zostały już trzy sekundy,
a szalupy ratunkowej nie ma, nie ma niczego. Chwytam
jakąś deskę, jestem bez jakichkolwiek zapasów, skaczę, żeby nie dać się wciągnąć
w ten lej przeszłości i odpływam - ale ratuję się.
To znaczy,
jestem na kolejnym etapie ale w innej
jakości. Dlatego istnieje coś takiego jak
okno Overtona, prawda? To określenie
jest używane w negatywnym sensie, ponieważ Joseph Overton wynalazł
i uzasadnił sposób wprowadzania do ludzkiego społeczeństwa całkowicie nie do pomyślenia
demonicznych rzeczy. Przy stosowaniu jego techniki ludzie powiedzą: „No tak, to normalne".
Trzeba stopniowo o tym wszystkim rozmawiać: „Ale to wszystko jest złe! to jest niewłaściwe”. I im więcej
mówisz o tym - tym bardziej się przyzwyczajasz.
To co właśnie krytykujemy, do tego potem się przyzwyczajamy.
Potem po prostu, gdy ktoś mówi: „O tam jest jeszcze więcej tego samego!”. A ludzie na to odpowiadają: "Ech,
już mam tego dość, nie chcę, już się wygadałem, to wszystko próżna gadanina".
Potem to postępuje dalej,
a potem ludzie zaczynają się zastanawiać: "a może to jest normalne?",
bo ci, którzy krzyczeli, już się wygadali, i już nie krzyczą. Ci, którzy milczeli nadal milczą. I tak dalej, i tak dalej. A
teraz tam dewianci maszerują w paradach i to jest normalnie.
Tutaj u nas muszą jeszcze iść
pod ochroną, bo zostaną pobici. A na
Zachodzie to normalne, a ludność nawet do nich dołącza. Działa tu zasada Okna Overtona.
Ale rzecz w tym, że okna Overtona działają
wszędzie. Działają zarówno w dobrych, jak i złych sprawach. Konieczne jest stopniowe działanie, krok po kroku To to samo, co budowanie
mięśni, na przykład - albo hartowanie ciała. Nie rzucaj się od razu do przerębla, ale
po trochu. Natrzyj się zimną wodą
raz, potem trochę dłużej, wtedy już nie boisz się zimna, w ogóle nie boisz się ostrych infekcji dróg oddechowych.
To znaczy, ciało się przyzwyczaja, przyzwyczaja się do
złego odżywiania, przyzwyczaja się do
nadmiernego odżywiania - ciało
musi coś z tym robić, jakoś się przyzwyczaja - w połowie trawi,
a resztę wydala bo tyle mu nie jest potrzebne - prawda?
W ten sposób właśnie człowiek na zasadzie Okna Overtona przyzwyczaja się do wszystkiego. Na przykład w ten sposób można sobie wykształcić nawyk uczenia się. Jeśli tak od razu zabrać się za to bez treningu to rozboli cię głowa
i nastąpi efekt odrzucenia. A jeśli działać stopniowo - najpierw zając się ułamkami a potem kolejne zadania, potem studia - człowiek się staje profesorem i nawet nie zauważa kiedy to się stało.
I dlatego istnieje okno Overton dla tych pracowitych, doświadczonych i uczciwych. Oni stopniowo wykonują to wszystko, działają systematycznie krok po kroku, a potem nie mają żadnego
z tych stadiów poczwarki. U nich nie pojawia się nawet najmniejsze zdenerwowanie - ich świadomość nawet nie drgnie ponieważ była przygotowana.
Ale dla wszystkich innych jest to
szok. U nich następuje zaklinowanie, oni przepoczwarzają się w sensie świadomości. U nich ma miejsce takie zjawisko ponieważ nie czynili tego stopniowo. Oni nie pracowali nad sobą każdego dnia, nie wykonywali tych systematycznych kolejnych kroków.
Istnieje też taka ciekawa tabela, ona jest podzielona na cztery części. Na niej zaznaczone są obszary: WAŻNE I PILNE, inna mówi WAŻNE ALE NIE PILNE, trzecia to NIEWAŻNE ALE PILNE, a czwarta NIEWAŻNE I NIEPILNE.
I tak, w zależności od tego,
któremu
kwadratowi poświęcamy więcej uwagi,
to takie jest nasze życie. Jeśli wykonujemy coś ważnego, ale niepilnego,
to znaczy, jeśli rozumiem, że i tak będę musiał to zrobić, ale można się za to zabrać w poniedziałek, a teraz
jest dopiero piątek - jednak mimo to idę i to czynię,
to nigdy mnie nic nie zaskoczy. Zawsze mam wszystko na swoim miejscu. Ci ludzie w tym stadium poczwarki
po prostu tego nie mają, a dla wszystkich innych,
tak to wygląda.
Zasadniczo, nie bądźcie leniwi, obywatele, a wszystko
będzie dobrze (śmiech). A dlaczego ludzie są leniwi? To już temat na długi, oddzielny wykład. To wypalona guna namiętności czy też guna zdziałania. Mówiłem już o tym kiedyś.
wersja polska: https://youtu.be/caZ9vO4DsLc