niedziela, 5 czerwca 2016

Nie oceniaj cz.2

  Chodzę sobie sprawdzając ule (3 nowe rodziny w pasiece skorzystały z mojego zaproszenia i zadomowiły się w nowych M1) i rozmyślam nad tą naszą rozmową pod poprzednim wpisem http://michalxl600.blogspot.com/2016/06/nie-oceniaj.html . Odnoszę wrażenie, że część rozmówców nie uchwyciła o czym chciałem. Wydawało mi się, że ta "przypowieść" przetłumaczona na koniec jest wyrazistą wskazówką a tu pojawiła się mocna emocjonalność i zaangażowanie w rozmaite sytuacje z jakimi mamy do czynienia w swoim otoczeniu (rozmowy 500+, rzucił, zostawił, nie chce mu sie pracować).
    Lewszunow gdzieś przestrzegał aby zamienić się w obserwatora - choćby i wojny na Donbasie, tzn. nie w biernego i obojętnego (tu jest ta subtelna różnica- ten haczyk na jaki nas łapią mroczni. Szczególnie emocjonalne i uczuciowe kobiety są podatne na to- dobrze to wiedzą twórcy reklam i wszelakiego marketingu) ale takiego mądrego uczestniczenia "z wysoka". Jako przykład podam pewne zdarzenie o którym czytałem w jakiejś książce.

  W pewnym więzieniu w USA - więzieniu o bardzo ostrym rygorze i jednej z najgorszych reputacji (bo przebywali tam więźniowie z najcięższymi przewinieniami, recydywiści itp.) pojawił się razu pewnego autor książki. Już nie pomnę jakie były okoliczności- jako konsultant czy też psycholog.... nie pamiętam. To był  (jest?) człowiek powiązany ze wschodnimi naukami i głęboko widzący wiele zalezności. Aha!! - zdaje się, że to była jakaś nadzwyczajna decyzja więziennictwa czy zarządu bo sytuacja w więzieniu wymykała się z pod kontroli. Bywał tam wiele dni - dano  mu jakieś biurko, poprosił by dostarczano mu akta wszystkich więźniów a on je mozolnie czytał przenikając te skomplikowane  życiorysy. Nie piętnował, nie nazywał co złe a co dobre - podobno skończywszy czytanie jakiejś biografii więźnia w zadumie powiadał: "jak mi przykro". W przestrzeń wysyłana była fala czystego współczucia (wolę nawet określenie "współodczuwania", wczuwania się w sytuację. Współczucie bywa dziś mylnie rozumiane jako taka głupkowata litość z zawoalowanym poczuciem wyższości ze strony litujacego się).
Tak podobno minęły tygodnie. Jeden człowiek "medytował" niejako zasilając swoją uwagą ( a więc energią) te poszczególne "ścieżki filmowe" jakie ułożyli sobie pensjonariusze tego przybytku. Po jakimś czasie misja tego pana się skończyła. Mineło kilka miesięcy i dała się zauważyć niezwykła poprawa w społeczności więziennej- wielu "skreślonych" nagle zaczęło wypożyczac książki z biblioteki, zgłosili się do jakichś prac, były podobno jakieś nawrócenia religijne itp.  Podobno z dalszej perspektywy czasowej stan się jeszcze bardziej poprawił na korzyść - powiadano, że to wprost rzeczy niewyobrażalne.

   Tak ja postrzegałem zacytowaną na końcu poprzedniego wpisu opowieść o dzieciach, wyborach ich rodziców. Autorka z miłoscią opowiada o tym zachowując taką subtelną równowagę bez 'nalepiania etykietek".
        Już mi się myli która z moich rozmówczyń i czy na blogu czy w liście prywatnym........kilka z Was to ładnie ujęło- przypominam sobie w tej chwili co najmniej dwie takie wypowiedzi- na pewno Karolina podczas mojej rozmowy z Damianem powiedziała, że bez miłości wszystko staje się zimnym zbiorkiem reguł i zasad. Ktoś kto sam przeżył wiele w życiu ( a nie myli się tylko ten kto nie czyni nic) będzie ostrożny z piętnowaniem bliźnich a na pewno jeśli wypowiada się o jakichś zdarzeniach to nie będzie w tym "chęci podeptania" (to chyba cecha ludzi małych i leniwych, że znajdując czyjąś  niedoskonałość zaraz wpychają szpilę aby się samemu przez chwilę dowartościować) ale coś jakby gest wyciagniętej ręki. Z całego serca pragniesz by ulżyć drugiemu w cierpieniu a z tymi naszymi niedoskonałościami jest tak jakbyśmy mieli jakieś "pijawki" na plecach- one są, nieładne, czynią szkody ale my ich nie widzimy. A jeśli już zdajemy sobie choć trochę sprawę gdzie szukać to ciężko jest nam tam "dosięgnąć". Drugi człowiek (jeśli szczerze kochający) pomoże "umyć te plecy", pomoże zdjąć z nich niechciany ciężar. Samemu jest to uczynić wiele trudniej.
NIE WOLNO TEGO JEDNAK CZYNIĆ TYRANIĄ I PRZEMOCĄ- ZASADA WOLNEJ WOLI NADAL OBOWIĄZUJE.

Tak właśnie- w ten sposób postrzegam ja nawet trudne rozmowy tu na blogu ( było coś wczesną zimą co nawet jedna z rozmówczyń nazwała "zaniżeniem wibracji na blogu") . Skoro się wyświetliło to widać tak miało być- domagało się uwagi i "oświetlenia miłością". Wszyscy czytający dodali tam swoją energię.

Wracając jeszcze do wątku tego mądrego uczestniczenia- weźmy tę sytuację z przyjaciółką i jej ex mężem (chyba Ania Rz. wspomniała o tym). KAŻDA !!.... każda sytuacja jest lekcją dla obu stron, na każdą można spojrzeć z kilku perspektyw. Mama mi opowiada, że był kiedyś jakiś film - opowiedziane te same zdarzenia najpierw przez mężczyznę a potem przez kobietę. Podobno oglądało się jak dwie osobne historie. Odnoszę wrażenie, że u Ani równowaga spojrzenia jest zachwiana bo bierze stronę przyjaciółki - tak z niskiego pułapu czyli "bronić pazurami bo źle się dzieje! Krzywdzą kobietę, leń nie chce iść do pracy!" 
Gdyby natomiast z miłością spojrzeć z wysoka na całą lekcję to można na przykład zadać pytanie: "gdzie była intuicja tej koleżanki gdy wybrała sobie za męża tak nieodpowiedzialnego faceta? " . Można zadać wiele innych pytań - ważne by (znów słowa  Karoliny gdzieś z jej bloga: "wziąć odpowiedzialność za swoje życie") widzieć całość zjawiska i fakt, że każdy wybiera sobie sam te realistyczne ( czasem do bólu) akty w sztuce zwanej życiem.
Rozmawialiśmy całkiem niedawno o tym jak to widzą Wedy: "oprócz ciebie nikogo tutaj nie ma". Nieważne jak postapią inni w danej sytuacji, to jest ich lekcja i oni będą płacić rachunki za swoje wybory- ważne jest dla mnie to jak ja postąpię. Spychanie wszelakich zdarzeń na los, na okolicznosci zewnętrzne - szukanie tam winnych (miałem całkiem niedawno jaskrawy przykład takich zachowań) to niedojrzałość. Dlatego jeśli Ania chce pomóc swojej przyjaciółce to niech ich OBOJE obejmie w myślach miłością. Ona go takiego wybrała do tej sceny z teatru życia i póki będą negatywne emocje ( a Twoje współodczuwanie w "krzywdzie"  umacnia tylko stan krzywdy), póki nie pojawi się wdzięczność i taki wewnętrzny uśmiech za daną lekcję (cokolwiek sie wydarzyło i wydarza - ja wiem, że to trudne , zaraz opowiem o modliszce) póty będzie ona trwała i nie zaniknie. Pozna nowego mężczyznę i scenariusz sie powtórzy.

   No właśnie - Gabi albo Natalia ( to było w ostatnich wpisach a ja skaczę po dachu przyczepy i giną mi szczegóły - wybaczcie..... nie ! to przyszło do mnie chyba wczoraj prywatnym listem ) wspomniała jednym zdaniem, że modliszki też nie pojawiają się przypadkiem. Ja mógłbym się spokojnie uśmiechnąć do Maryśki (moja ex) i porozmawiać o zdarzeniach jak o filmie w kinie, który kiedyś wspólnie obejrzeliśmy- oczywiście gdyby ona była na to gotowa. Czujecie w czym rzecz? Taki balans między obojetnością a niskim, emocjonalno- wojowniczym zaangażowaniem. To drugie jest kompletnym niezrozumieniem w czym bierzemy udział, to pierwsze znów jakimś skrajnym egoizmem. Pisałem gdzieś, że pomagać trzeba mądrze (długo sie tego uczyłem 'matkując" moim pracownikom, podkładając poduszeczki, tłumacząc). Jest takie powiedzenie: "kto nie jest socjalistą za młodu ten nie ma serca ale jeśli ktoś jest nim po 40-stce ten nie nabrał rozumu". 
Nie wolno odrabiać za ludzi (za własne dzieci, za małżonków) ich zadań życiowych. To jest też subtelna pokusa i unikanie swoich wyzwań ("ja tak pomagam wszystkim, jestem taki dobry/a"). Tu jest też Wedyjska mądrość cytowana wiele razy przez Trehlebova:
" wypełnić swój własny dług (powinność) - choćby  i niezbyt doskonale jest dużo ważniejsze niż wypełnienie cudzych zobowiązań choćby to było zrobione perfekcyjnie".

Chyba starczy na razie - "wylało" mi się. ;) 

 

    


piątek, 3 czerwca 2016

Nie oceniaj

  Toczę sobie ostatnio rozmowę z pewną czytelniczką na temat wymazanego posta na blogu. Inna z odwiedzających tu pań wpisała dwuzdaniową uwagę gdzieś pod jakimś komentarzem brzmiącą w skrócie: "nie oceniaj". Jako, że ta sama osoba w ciagu godziny poczyniła kilka innych niezbyt przemyślanych wpisów wykasowałem również i ten.
  No i wspomniana na wstępie moja korespondentka zauważyła zniknięcie wpisu- wysłała mi list prywatny z pytaniem co się stało. Wyjaśniłem, że to moja ingerencja i wyjaśniłem powody.
Pozwólcie, że zacytuję swój wczorajszy list z odpowiedzią a potem  artykuł - jak sądzę korespondujący mocno z omawianą treścią "nieoceniania".

......rano chciałem Tobie napisać maila na temat tego "nie oceniaj"- to bzdura jest. Nam dziś wszędzie wmawiają "nie oceniaj" . A jak w takim razie się uczyć w tej szkole życia skoro nie mamy sobie ustalać kryteriów jakichś zdarzeń czy postępków? Myślę, że niuans tkwi w "nie potępiaj" - a to już całkiem co innego. Mam prawo ocenić wszystko- czy to swoje działania czy to czyjeś inne. Całkiem osobną sprawą jest w jaki sposób podchodzę ... głównie do ludzi, których postępowanie oceniam ( bo tego dotyczył wymazany komentarz). Wiele razy już w necie pisałem, że jest subtelna różnica w powiedzeniu "jesteś głupi" a "głupio postąpiłeś". To pierwsze daje piętno na człowieka - dołuje i nie daje możliwości rozwoju (choć tak naprawdę bez obłudy to też może być- dziś jesteś głupi ale jutro masz szansę zmądrzeć).  No w każdym razie powiedzenie "głupio postąpiłeś" daje nam konkretny materiał do pracy bo wskazuje na konkretną czynność- daje szansę wyciągnięcia wniosków. A jeśli jasne jest, że traktuję wszystkich wraz ze sobą jako uczniów w szkole życia to oczywiste jest, że traktuję to jako jedną z lekcji- postępuję adekwatnie do sytuacji itp.

Natomiast takie ogólne "nie oceniaj"- zakaz absolutny plącze ręce czy też nogi (albo język- rodzaj klebla), nie daje żadnej możliwosci ruchu. Koniec- nie oceniaj!- no żesz kurka wodna ! "taki już jestem i mnie nie oceniaj"-  to się do cholery zmień!! Te kneble "nie oceniaj" stosują lenie duchowe. Ja kiedyś pobłażałem temu a dziś gnam tego typu osoby.

potem następnym listem wysłałem ważne uzupełnienie:
Gdzieś tam w domyśle miałem oczywisty dla mnie warunek ( to wynikało z ostatnich i nie tylko wydarzeń), że dane osoby żądające od nas "nie oceniaj" chcą uporczywie kontynuować z nami relacje NA SWOICH WARUNKACH. Ja się nie "wcinam" w jego/jej życie - chcesz to sobie tak żyj ale beze mnie, chcesz usłyszeć co ja na ten temat myślę to proszę , nie chcesz też twój wybór. Ważne dla mnie, że ja kontynuować takich układów nie zamierzam. I tu pojawia się: "JAK TO???" ( w domysle: taka wspaniała propozycja, ja jestem taki wspaniały/a - jak można odrzucić takie "dobro"?. ) Wyłazi skrywany egoizm, dziecinada, niemowlęctwo duchowe w dorosłym życiu sprytnie pokryte rozmaitymi sztuczkami i manipulacją,

A dlaczego to niby nie wolno na forum wpisać swojej oceny jakichś postaw i wzorców życiowych? Tym bardziej, że nie są skierowane do nikogo personalnie.
No ale autorka postu "nie oceniaj" najwyraźniej poczuła się czymś dotkięta- to jej problem i terroryzuje otoczenie zakazując o czymś takim mówić.

   Dobra - a teraz opowieść jaka mi się otworzyła dziś rano (nie ma przypadków) podczas przeglądania nowości na stronie "vkontakte":

Dzieci to zwierciadło zdrowia duszy dorosłych.

  Całe moje życie zawodowe miało zwiazek z dziećmi. Pierwsza moja praca była na oddziale dziecięcym zakaźnym - dziś jestem kasjerką w restauracji, kolektyw pracowniczy to młodzi i u nich też "robię za matkę".
  Być może zainteresuję młodych informacjami. Podczas mojej pracy w szpitalu często stykałam się z ciężkimi dziecięcymi okaleczeniami losu. Ja oczywiście nie jestem święta i nie jestem aniołem, który ma prawo kogokolwiek sądzić - po prostu mój los mnie z tym stykał i pokazywał to wszystko nie przypadkiem i dlatego tym się dzielę.

   Wszystkiemu co zaobserwowałam mogę dopiero dziś wydawać ocenę.

  Był pewien chłopiec ze strasznym wodogłowiem - inwalida, męczył się i był nieustannie na środkach przeciwbólowych. Prawda to czy nie ale powiadali ludzie, że jego mama zaszła w ciążę z chłopakiem aby się z nią ożenił a potem gdy on jej odmówił ściągała (wygładzała) swój brzuch i niemowlak urodził się taki właśnie. Był dzieckiem porzuconym i wszystkie szpitale w taki czy inny sposób go znały.

 Pracowałam przez całe doby i jego krzyki i męczarnie pamiętam po dziś dzień. Moje życie w tamtym czasie zapierało dech w piersiach ale tamte sytuacje będę rozważać do końca swoich dni. Z moim potomstwem oczywiście nie jest najlepiej dlatego też tak wiele widziałam w swoim życiu okaleczonych dziecięcych żywotów.

  Był też innych chłopiec około 3 lat. Mama porzuciła go zimą samego w nieogrzewanym pokoju i uratowali go sąsiedzi- przywieźli go do nas z masą niedomagań. Leżał prawie 3 miesiące- za ten czas nauczył się samodzielnie siadać na nocnik i jeść. Bardzo zmyślne i dobre dziecko. Mama pojawiła się po 3 miesiącach i go zabrała- bardzo się ucieszył.

   W szalone mrozy grudniowe przywieźli nam  6- miesięczną dziewczynkę. Samochód patrolowy wykonywał trasę i drugi z Milicjantów (niedawno umarła mu córka) zwrócił uwagę na zawiniątko koło drogi. Okazało się, że to ta wspomniana dziewczynka - takiego pragnienia życia jak u niej nie widziałam nigdy, nawet nie kichnęła.

   Dawno już stamtąd odeszłam ale wspomnienia będą ze mną zawsze. Dzieci to lustro duchowego zdrowia dorosłych. Cierpienia są nieuniknione kiedy brak jest miłości. Kiedy sam płacisz swoje rachunki to jedna rzecz lecz kiedy cierpią i męczą się dzieci- choćby nawet nie twoje- to trudno przekazać to słowami. Dawniej zawsze mi się wydawało, że wskaźnikiem miłości jest wyłącznie zadowolenie niezależnie czy to ciała czy też duszy.

  Po takim moim doświadczeniu nie zostałam jeszcze matką i nie będę twierdzić, że nigdy w życiu nie popełnię błędu. Zdradzić i odrzucić miłość można raz ale skutki będą sie ciągnąć całe życie. Takie doświadczenie nie jest zbyt radosne ale to jest życie i nigdzie przed nim nie uciekniesz.

źródło tłumaczenia: http://pravotnosheniya.info/Deti-eto-zerkalo-zdorovya-dushi-vzroslih-3163.html


sobota, 28 maja 2016

Jedyne zadanie kobiety

 Znalazłem taki oto artykuł na portalu z którego dokonałem wiele tłumaczeń dla bloga- coś w tym jest:

 Jedynym zadaniem kobiety- jedną rzeczą, na którą należy zwracać uwagę i poświęcać jej swój czas jest osobiste szczęście i troska o siebie.
    Bardzo często przychodzą do mnie kobiety i się żalą, że nie kochają ich mężowie, dzieci, rodzice, nie przejawiają w ich stronę dostatecznej miłości,uwagi i troski. Kobieta odpowiada za swoje szczęście sama! Zewnętrzne czynniki oraz ludzie mogą  ją wyłącznie uczynić szczęśliwszą ale nie szczęśliwą. Bardzo ważne jest przyjęcie tego do wiadomości.

  Kobiety są dziś zatroskane o wszystko ale nie o siebie:

-  o pracę (usiądź i odpowiedz sobie szczerze na pytanie "czy naprawdę chcę poświęcać temu swoje życie? Czy to czyni mnie szczęśliwą?")

-  o dzieci ( "będę kochała swoje dziecko tak samo mocno jak mogłabym kochać siebie! A nawet i mocniej- poświęcę dla dziecka swoje życie" ). Ale w wyniku tego nieszczęśliwe jest zarówno Twoje dziecko jak i Ty! Ty- dlatego, że żyłaś nie swoim życiem a dziecko dlatego, że nie stanie się osobowością - przywiązanie do mamy jest tak silne, że własnego życia także u niego brak).

 - o mężczyznę ( Jest to prawdopodobnie najbardziej przerażające i bolesne! Mężczyzna szanujacy siebie i kochający siebie przyjmie swobodę i prostą kobietę. Ona będzie sprzyjać jego powodzeniu i zadowoleniu. Jeśli żyjesz życiem mężczyzny to on zaczyna się dusić a to zaczyna odbijać się negatywnie na relacjach. Mężczyzna zaczyna unikac kontaktów z Tobą, zaczyna się kontaktować z innymi kobietami bo z nimi jest lżej i spokojniej). 

- o życie przyjaciół (kiedy pogrążasz się w problemy przyjaciół na tyle mocno, że już przeżywasz to bardziej niż oni).
To pokazuje tylko Twoją niechęć do siebie i Twoje pragnienia, aby schować się przed swoimi problemami w kimś lub w czymś. Tylko, że w takim wypadku nie widać szczęścia ani dla Ciebie ani dla twojego mężczyzny (o ile nie jest on taki sam -rzecz jasna).

   Tak, dziś trzeba uczyć sie być szczęśliwą. Naucz się słuchać swoich pragnień, swoich emocji, przyjmować je i realizować. Dlaczego? Przykładem dla naszych rodziców byli nasi dziadkowie, którzy nie byli sobą. Żyli dla kraju, dla dzieci i stąd przekazane zostały takie relacje. A dziś co druga kobieta ma poczucie winy wobec własnego zadowolenia i szczęścia. Wydaje jej się, że kochanie siebie to egoizm!

  Tylko szczęśliwa kobieta może zbudować szczęśliwe relacje, rodzinę, wychować szczęśliwe i zdrowie dzieci, natchnąć i zmotywować męża na dowolne cele!

Proszę Cię- troskaj się tylko siebie i swoje szczęście a wtedy jesteś w stanie podarować je innym!

Szczęśliwa kobieta jest źródłem szczęścia dla świata i swojego mężczyzny!

Zina Szamojan 


źródło tłumaczenia:  http://pravotnosheniya.info/Edinstvennaya-zadacha-ZHenshchini-3866.html

edycja 30 maja 2016:
   Taki oto list właśnie dostałem. Ania wysłała na prywatną pocztę bo pisze, że są jakieś techniczne problemy z zamieszczeniem kometarza.
     Przyznam, że w skrytości ducha miałem podobne rozważania- przecież wspominałem nieraz o modliszkach. No ale tu na blogu gromadzi się elita więc wiemy o co chodzi:

"Nie do końca zgodzę się z tym artykułem. Drogie Panie! dopóki jesteśmy w systemie jesteśmy skażone programem oraz zbiorowym umysłem, wielu egoistycznych kobiet, które martwią się tylko o siebie- o to jaką zrobią karierę, jaką podpiszą umowę, jakiego będą miały męża, w co się ubiorą etc. (typowe królestwo miedzi)

drugi typ kobiet który martwi się o wszystkich, ale tak naprawdę kryje się pod tym czysty egoizm- martwi się o reputację męża czy dzieci (w podświadomości z lęku przed stratą prestiżu) martwi się o życie ( z lęku przed stratą ustabilizowanego swojego życia), martwi się o innych i troszczy się o nich, bo chce mieć wszystko pod kontrolą lu po prostu chce być potrzebna.

Miejcie się na baczności drogie Panie. To tzw. GRAND matka patrzy i działa

już Puszkin o tym wiedział pisząc w Carze Saltanie:

"A kucharka z tkaczką cichą, z swatką babą babarychą, siedzą razem na uboczu, śledzą cara czworgiem oczu"

wymienione zostają trzy postacie jednak oczu jest zaledwie czworo- a zatem baba babarycha jest programem podświadomości

niech nasze wybory będą samodzielne

artykuł ma zastostowanie, gdy jest dedykowany kobietom mądrym, które są nastawione na samorozwój i są świadome pułapek swojego emocjonalnego, wpływowego kobiecego umysłu. Słuchajcie mądrych mężczyzn- jest ich mało, bo system skutecznie ich niszczy, albo my kobiety ich kastrujemy.



Posłuchajcie TREHLEBOVA. On to świetnie tłumaczy. O wiele lepiej niż ja- prawdopodobnie dlatego, że jestem kobietą i inaczej posługuję się językiem



Michał- dzięki za wspaniały inspirujący blog!"


poniedziałek, 23 maja 2016

Odzwierciedlenie kobiecości w kobiecej odzieży.

  Moja droga ku temu miała swój początek całkiem, całkiem niedawno. Jeszcze 1,5 roku temu nosiłam krótkie szorty, dżinsy i inne ubiory "spodniopodobne".

   Sukienki i suknie to od pradziejów odzienie żeńskie. Żaden mężczyzna nie chodzi w spódnicy (poza Szkotami ale to wyjątek) za to kobiety KAŻDA BEZ WYJATKU w dżinsach i spodniach. I wtedy uczyniłam pierwszy krok- zaczęłam częściej ubierać sukienki jakie miałam w swojej garderobie. Nie były może zbyt długie ale to już nieźle!

  I oto całkiem niedawno w mojej garderobie po raz pierwszy pojawiła sie długa i całkiem "pozakrywana" suknia i.....  zobaczyłam wtedy siebie w lustrze i po prostu nie mogłam oderwać od siebie wzroku. Tak piękną nie czułam się nigdy choć dawniej wydawało mi się, że im wiecej odsłonietego tym bardziej pociagająco. Obecnie niemal w 99% wypadków noszę długie spódnice i suknie (1% jest wtedy gdy wszystko co długie sie skończyło albo nie ma pasującej sukni czy spódnicy).

  Teraz jeszcze mocniej utwierdziłam się w mojej decyzji noszenia kobiecych strojów i pięknego układania włosów :) . Każdego dnia mam coraz większe natchnienie i wierzę, że w niedalekiej przyszłości wiele dziewcząt uświadomi sobie jakie to jest ważne aby BYĆ CNOTLIWĄ (rosyjskie słowo tłumaczone dziś jako cnotliwość  brzmi "cełomudrost" i zawiera w sobie dużo głębsze znaczenie niż współczesne polskie- "ceło- mudrost" czyli niejako mądrość kompletna, całościowa. Pod tym pojęciem dawniej rozumiano szeroko pojętą duchową czystość - przyp. tłumacza) i rozwijać swoje wewnętrzne piękno, które jest praprzyczyną i źródłem piękna zewnętrznego.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_107818

piątek, 20 maja 2016

The Klamka napisała:

Tak czytam sobie te wszystkie komentarze od 'feministek", które się tu ostatnio bardzo często pojawiają. Te kobiety oburzają się na teksty tu zamieszczone. W ich słowach pełno jest jadu i ostrej krytyki, bez chęci dyskusji, wymiany zdań. One wpadają tu "wrzeszcząc" po czym odwracają się nie chcąc usłyszeć odpowiedzi, bo mają to gdzieś. One są pełne samozachwytu i egoizmu ( Ja jestem najlepsza po co mi mężczyzna). Komentarz powyżej również jest tego typu.
"Wybrałam sobie zawód powszechnie uważany za męski i ciężko pracuję, żeby otrzymać szacunek w środowisku."
"Ja uznałam, że nigdy nie chcę musieć prosić o pieniądze na życie, bo mam mózg, którym mogę sprawnie zapracować na swój byt i zachcianki, dużo ciekawiej, niż piorąc gacie i zmywając podłogę."


Wszystkie te kobiety nie czytają tych artykułów ze zrozumieniem. I tu mogłabym skończyć, bo to główny powód ich złości.

Kobiety te powyciągały kilka zdań z artykułu, które bez przeczytania całości tracą sens.
Przecież w żadnym artykule tutaj zamieszczonym NIE JEST NAPISANE że:
-kobieta jest głupia, a mężczyzna to pan i władca,
- kobieta to ta gorsza bo jest "tylko" żoną i matką,
- Mężczyzna ma tylko rozum a kobieta serce bez rozumu,
- Kobieta ma podążać za pierwszym lepszym mężczyzną który się jej nawinie,
-że kobieta ma być uległą potulną istotką wobec każdego nawet najgorszego chama
itp. itd.

Tu są zamieszczone drogowskazy, które mogą nam pomóc w samodoskonaleniu. A czy skorzystamy z nich to już nasza wolna wola. Jako że mamy dwie płcie: Kobietę i Mężczyznę, które różnią się fizycznie i psychicznie i emocjonalnie- te drogowskazy są dla każdej z tych płci różne. Kobieta nigdy nie zostanie Mężczyzną, więc na nic jej rozwijanie męskich cech. I na odwrót Mężczyzna nigdy nie będzie rodził dzieci i karmił ich piersią więc po co mu kobiece umiejętności?

Kobiety te wpadły tutaj przypadkiem nie gotowe jeszcze aby poznać te prawdy. To tak jakby ucznia pierwszej klasy podstawówki wysłać do liceum. Każdy z nas musi przejść po kolei wszystkie klasy i dopiero wtedy kiedy jest na to gotowy dostanie promocję do następnej.

Ja sama kiedyś myślałam w podobny sposób ( bo wszyscy od maleńkości nam to wpajali) - ucz się pilnie żebyś znalazła dobrą pracę. I jeszcze to okropne równouprawnienie które narobiło więcej szkód niż pożytku. Na całe szczęście to bagno feminizmu i nowoczesnego stylu życia nie wciągnęło mnie, a ja stopniowo uczę się być coraz lepszą Kobietą i spełniać się jako Kobieta.

Kocham być Matką, ZA-MĘŻNĄ żoną, gospodynią domową.

Być może te Kobiety wrócą tu za jakiś czas i inaczej spojrzą na te informacje. Ale mam nadzieję, że następnym razem najpierw przeczytają całość a nie tylko wybiórcze fragmenty. I że ich komentarze będą zaczątkiem sensownej dyskusji a nie tzw. hejtem.

To jest moje życzenie:) Życzę zdrowia, spokoju i szczęścia! 


skopiowane z komentarzy pod wpisem:  http://michalxl600.blogspot.com/2016/05/gowna-przyczyna-zenskich-problemow-ze.html

Dziękuję serdecznie The Klamko za trud napisania tego listu- autor bloga.