Poobserwuj jak zachowuje się, jak mówi, jak się porusza Prawdziwie Kobieca Kobieta. Zauważysz w niej ukrytą moc, która pozwala jej nie biegać, nie denerwować się ale po prostu płynąć ufając rzece życia. Ona wie, że świat jest po jej stronie i że wszystko dzieje się dla dobra. Wszelkie straty, wszelkie doświadczenia niosą w sobie oczyszczające wibracje - one uczą ją mądrości.
Ona nie złości się na okolicznosci, ona wie, że w każdej sekundzie życia rysuje swoimi myślami jego obraz. Dlatego też świadomie wybiera myślenie o dobrym i ogranicza dostęp do siebie negatywnej informacji.
Jej spojrzenie jest świadome, promieniuje ono czułym, łagodnym światłem bezwarunkowej miłości. Ona nie przywiązuje się do mężczyzny - ona z nim współpracuje. Potrafi pokazać mężczyźnie jaki jest silny, jak czuje się natchniona jego męstwem tym samym dodając jemu skrzydeł i pozwalając dościgac nowych szczytów.
Pośród nerwowego tłumu się nie denerwuje, nie biegnie bo dokąd ma biec? Niesie sama siebie jak drogocenny klejnot, jej chód jest lekki jak lot motylka. Jest pełna pokoju i przebywa w chwili obecnej rozkoszując sie pięknem tego mgnienia wiedząc, że poczuć szczęście można nie gdzieś tam kiedyś ale tylko teraz. I pije ten nektar szczęścia w promieniach słońca, pośród kwitnących kwiatów, w ciepłych kroplach letniego deszczu, w śmiechu bawiących się dzieci i posród niezwykłych obłoków, pośród uśmiechów przechodniów. Ona się nim napełnia umnażając promieniowanie swojej duszy i szczodro obdarowując nim innych - pomagając dotknąć swojej Boskości każdemu kogo wszechświat przyprowadza jej na spotkanie.
Maria Mawieła http://vk.com/feed?w=wall-58597087_178304
Blog ma ambicje upowszechnienia szeroko pojętej sfery obyczajowości Słowiańskiej a więc zdrowych podstaw życia rodzinnego a co za tym idzie zdrowia całego naszego społeczeństwa w nadchodzącej już nowej kosmicznej erze Wilka (Welesa).
piątek, 4 marca 2016
niedziela, 28 lutego 2016
Beaty opowieści - luty 2016
Mam zaszczyt polecić kolejny rozdział kroniki z życia Beaty.
Beata jak to ma w zwyczaju dopisała się na stronie: http://michalxl600.blogspot.com/2015/07/rok-bez-spodni-rok-cudow-i-nowych.html a dla łatwości zapoznania się z tym tekstem i z kronikarskiego (miłego dla mnie) obowiązku zamieszczam cytat poniżej. Czytanie wypowiedzi pełnych radości życia sprawia i mi ogromną radość. Dzielenie się radością to poprawianie naszego świata.
A skoro o pozytywnych i krzepiących przesłaniach życiowych to polecam uwadze kolejny link jaki dodałem tu po prawej - również nasza czytelniczka "Caroline" dzieli się opowieścią swojego życia. Zapowiada się wspaniale a "Niesforny Karolek" odgraża się ;) , że to zaledwie wstęp i że będzie kontynuacja. http://niesfornykarolek.blogspot.com/2016/02/jak-znalezc-ksiecia-czesc-pierwsza-start.html#comment-form
Pozdrawiam Beato, pozdrawiam księżniczko Karolino i rycerzu Jakubie, pozdrawiam wszystkich czytelników - i tych milczących i tych co dają znak życia w komentarzach. Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty naszego życia! Hura!
Beata jak to ma w zwyczaju dopisała się na stronie: http://michalxl600.blogspot.com/2015/07/rok-bez-spodni-rok-cudow-i-nowych.html a dla łatwości zapoznania się z tym tekstem i z kronikarskiego (miłego dla mnie) obowiązku zamieszczam cytat poniżej. Czytanie wypowiedzi pełnych radości życia sprawia i mi ogromną radość. Dzielenie się radością to poprawianie naszego świata.
A skoro o pozytywnych i krzepiących przesłaniach życiowych to polecam uwadze kolejny link jaki dodałem tu po prawej - również nasza czytelniczka "Caroline" dzieli się opowieścią swojego życia. Zapowiada się wspaniale a "Niesforny Karolek" odgraża się ;) , że to zaledwie wstęp i że będzie kontynuacja. http://niesfornykarolek.blogspot.com/2016/02/jak-znalezc-ksiecia-czesc-pierwsza-start.html#comment-form
Pozdrawiam Beato, pozdrawiam księżniczko Karolino i rycerzu Jakubie, pozdrawiam wszystkich czytelników - i tych milczących i tych co dają znak życia w komentarzach. Dzisiaj jest pierwszy dzień reszty naszego życia! Hura!
Beata Suchodolska28 lutego 2016 00:01Minęło kolejne, tym razem 2 miesiące w sukienkach i spódnicach :)
Zbierałam się jak sójka za morze, żeby opisać, co się u mnie działo. Bo mam wrażenie, że działo się mało.
Jedno z miłych zdarzeń- spotkałam się z P, znajomym, z którym spotykamy się raz na pół roku porozmawiać o metodach na zdrowsze, lepsze i bardziej proste życie. Czekał już na mnie w restauracji i gdy się spotkaliśmy wzrokiem, powiedział z duża sympatią: 'ale się wylaszczyłaś'. To było miłe :)
Kontynuuję kurs tańca, już półmetek. Mam przy tym ciekawe dla mnie obserwacje. I ja i mój taneczny partner M. mamy każde swoje motywacje do nauczenia się tańczyć. Od początku kursu zrobiliśmy z M. duże postępy. Po 4 zajęciach miałam poczucie, że daję M 'popalić' i refleksję, że gdy tańczę z instruktorem, to nawet gdy robię błędy w krokach, to przynajmniej wiem dokładnie lub wyczuwam, w którym momencie popełniam błąd. Że instruktorowi ufam, bo wiem, że on wie. Nie mam tego w przypadku M. Zauważyłam, że podobnie mam w życiu. Że jeśli wiem, że ktoś jest w czymś dobry albo to widzę i jeśli go akceptuję jako osobę, to 'już mnie kupił/kupiła'. Mogę podążać za tą osobą, mogę się jej radzić i uznaję za eksperta...
Już w listopadzie odpuściłam sobie 'celowe' poznawanie Mężczyzn, bo zadałam sobie pytanie: skoro Ty szukasz 'ideału', to czy sama jesteś 'ideałem', którego szuka/pragnie Twój 'ideał'? Odpowiedziałam sobie: 'nie'. I zajęłam się ulepszaniem siebie :)
Włosy mam już na tyle długie, że noszę je w kucyku. Za chwilę będę mogła pleść warkocz :) Kupiłam drewniany grzebień z rączką, z masowej produkcji- świetnie się sprawdza. Będę nadal wypatrywała rzemieślnika, który wykona dla mnie grzebień z naszego drewna- ten z jest z drewna neem. Może znacie kogoś takiego i możecie polecić? Proszę :)
Ten tydzień był dla mnie wyjątkowy- przez 5 kolejnych dni każdego dnia poznawałam na żywo wyjątkowe osoby, z którymi od razu miałam wspólny temat i które w wielu bazowych tematach miały podobne spojrzenie- było to 4 mężczyzn i 1 kobieta. Było to dla mnie niesamowite- świadomie to obserwowałam i mimo, że nic nie wskazywało na to, że kolejnego dnia poznam kogoś równie interesującego, tak się działo. Tylko pierwsza osoba była mi celowo przedstawiona przez równie niesamowitego wspólnego znajomego, kolejne były totalnie spontaniczne. I Ci mężczyźni naprawdę byli niesamowici! Jeden z nich był moim klientem- to Niemiec urodzony w Rumunii, będący w Warszawie biznesowym przejazdem- tak bezproblemowy i dobry człowiek, gdy napisałam mu, co zobaczyłam w nim i jego zachowaniu- nie tylko względem mnie, odpisał:
I try to do every day something good, and I want to be friendly and helpful. This is my most important life setting.
(Każdego dnia staram się zrobić coś dobrego i chcę być przyjacielski i pomocny. To jest moje najważniejsze nastawienie życiowe.)
Przyznacie, że nie jest to chyba powszechne nastawienie? :)
Beata Suchodolska28 lutego 2016 00:02 Kolejnym był obywatel Hondurasu, który właśnie skończył studia w USA i przyjechał w poszukiwaniu inspiracji biznesowej do Polski, na targi słodyczy i lodów. Rozmawiałam z nim po angielsku, jak ze starym dobrym znajomym ponad godzinę- poznałam go na stoisku firmy, w której pracuje moja Przyjaciółka, która mnie na te targi zaprosiła- wie, że uwielbiam lody ;) i nas zapoznała. Mówiliśmy o ...kościele katolickim i wierze, biznesie, nastawieniu względem przedsiębiorców, podróżach i po prostu życiu.
W piątek wracałam z Katowic do Warszawy blablacar. Pan Leszek, 56 latek okazał się ciekawym rozmówcą, ale też mężczyzną, jakich chyba zwłaszcza w miastach mało- mieszka pod miastem (z żoną lub partnerką), ma konie, piecze chleb, łowi ryby- opowiadał o wyprawach do Skandynawii na łowiska, o wyprawie kamperem wokół Bałtyku. Widać było, że z niejednego pieca chleb jadł ;) i czułam, że to Gość, który zawsze sobie poradzi. Miał oczywiście poczucie humoru, dystans do siebie i błyskotliwy umysł :)
Po każdym dniu zauważałam, że poznałam kogoś niesamowitego i wyjątkowego i docierało do mnie, że albo ja mam takie szczęście, że na nich trafiam albo naprawdę są na tym świecie jeszcze mężczyźni godni uwagi i zainteresowania- o Twórcy i Czytelnikach tego bloga nie wspominam ;) i że jest ich więcej, niż mi się wydawało... A to dobra obserwacja. I cieszę się, że jej świadomie dokonałam!
To co zauważam- mężczyźni częściej niż kiedyś mi pomagają- odbierają, podwożą- robią to sami z siebie. Teraz sią zastanowiłam- gdy 2 tygodnie temu ja musiałam do mężczyzny dojechać na 6 rano do podwarszawskiego miasta- 1,5 godziny jazdy na rowerze, po to żeby wspólnie pojechać na spotkanie z innym bliskim mi mężczyzną do Katowic, to potem przez 2-3 dni miałam taki katar, jakiego dawno nie miałam- czy to nie jest sygnał, że lepiej byłoby, gdybym wtedy poprosiła, żeby mnie odebrał rano z domu? Następnym razem w podobnej sytuacji na pewno poproszę, jeśli od kogoś nie wyjdzie taka propozycja.
Co jeszcze?...Po lekturze książki "Magia sprzątania" Marii Kondo porządkuję swoje mieszkanie, sprzedaje i oddaje zbędne rzeczy, wyrzucam te, które i dla innych będą bezużyteczne. Zauważam, że dobrze mi to robi- czyści przestrzeń, robi jej więcej i powoduję, że mój umysł tez się porządkuje. Robi mi to bardzo dobrze- czas porządków staje się taką medytacją w działaniu.
Któregoś dnia przyszła mi do głowy joga. Tego samego dnia albo dzień później na FB zobaczyłam ten filmik
https://www.youtube.com/watch?v=xECiTdgy9nE
a ktoś podesłał mi info o acroyoga. Sama joga wydawała mi się 'za wolna', 'za nudna' A acroyoga mnie zafascynowała na tyle, że myślę, czy po kursie tańca nie wybiorę zajęć z acroyogi. Czyż nie wygląda pięknie? Dodatkowo przeczesując internet gdzieś wpadła mi w oko zdanie, że acroyoga wymaga zaufania i współpracy partnerów- podobnie jak w tańcu, choć tu skutek błędu może być znacznie bardziej dotkliwy...
Zobaczę, jeśli temat do mnie wróci, napiszę w kolejnych relacjach.
Bo tego, że do noszenia spodni już nie wrócę, już nie muszę pisać, prawda?
:)
O, właśnie znalazłam ten tekst o acroyodze: http://yogablog.pl/acroyoga-drzemiacej-potrzebie-zaufania-pragnieniu-wzbic-sie-przestworza/
Prawda, że to piękne?
p.s. obejrzałem filmik o jodze polecany przez Beatę i przypomniała mi się ta fotografia zamieszczona na blogu pani Nestor ( niedawno również polecałem - z wieloma przedstawionymi tam sprawami się zgadzam) http://nestorbst.blogspot.com/2012/11/nagosc-cz2.html
piątek, 26 lutego 2016
Iwan Carewicz i Królewna Łabędź
Wiem, że nie tylko ja uwielbiam Iwana- tu towarzyszy mu żona Katarzyna.
Dla chcących sobie nagrać wersję filmu z napisami trwale połączonymi z filmem- link: https://www.youtube.com/watch?v=AtYnPYBbQZU&feature=youtu.be
Warto jednak kliknąć na przekierowanie You Tube (obraz filmu poniżej-ikonka w prawym dolnym rogu) i poczytać sobie wyjaśnienia jakie dodałem tam w komentarzach.
Jedno z nich: Iwan używa w stosunku do siebie i innych ludzi zwrotu "Az", który przetłumaczyłem jako 'Jam". Według Słowiańskich bukw - Az jest pierwszym z 49 znaków piśmiennych a jego objaśnienie znajdziecie w filmach Striżaka "Gry Bogów". W tabeli skrócony opis brzmi następująco: Az to Bóg żyjący i tworzący na Ziemi, "Ja". Pojęcie Asa karcianego czyli najwyższej z kart nie jest przypadkiem i ma swoje znaczenie. Podsumowując- Iwan często powiada tak jakby w 3-ciej osobie: Az jest iwanem Carewiczem, Katerina powiada: Az jest Królewna Łabędź. Ślady tej naszej wiedzy pozostały jeszcze w pismach chrześcijańskich (powykręcane to wszystko znaczeniowo przez katolicyzm i powiada się tam, że tylko Jezus był Bogiem "Jam jest syn Boży" a reszta to niegodni pełni życia niewolnicy).
Każdy z nas może dziś śmiało tak o sobie powiedzieć- era niewolnictwa się skończyła. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga i właśnie się budzimy uruchamiając pełnię swoich możliwości naturalnych. Kończy się epoka mroku. Hura!!
Dla chcących sobie nagrać wersję filmu z napisami trwale połączonymi z filmem- link: https://www.youtube.com/watch?v=AtYnPYBbQZU&feature=youtu.be
Warto jednak kliknąć na przekierowanie You Tube (obraz filmu poniżej-ikonka w prawym dolnym rogu) i poczytać sobie wyjaśnienia jakie dodałem tam w komentarzach.
Jedno z nich: Iwan używa w stosunku do siebie i innych ludzi zwrotu "Az", który przetłumaczyłem jako 'Jam". Według Słowiańskich bukw - Az jest pierwszym z 49 znaków piśmiennych a jego objaśnienie znajdziecie w filmach Striżaka "Gry Bogów". W tabeli skrócony opis brzmi następująco: Az to Bóg żyjący i tworzący na Ziemi, "Ja". Pojęcie Asa karcianego czyli najwyższej z kart nie jest przypadkiem i ma swoje znaczenie. Podsumowując- Iwan często powiada tak jakby w 3-ciej osobie: Az jest iwanem Carewiczem, Katerina powiada: Az jest Królewna Łabędź. Ślady tej naszej wiedzy pozostały jeszcze w pismach chrześcijańskich (powykręcane to wszystko znaczeniowo przez katolicyzm i powiada się tam, że tylko Jezus był Bogiem "Jam jest syn Boży" a reszta to niegodni pełni życia niewolnicy).
Każdy z nas może dziś śmiało tak o sobie powiedzieć- era niewolnictwa się skończyła. Wszyscy jesteśmy dziećmi Boga i właśnie się budzimy uruchamiając pełnię swoich możliwości naturalnych. Kończy się epoka mroku. Hura!!
gotowa już druga część: http://michalxl600.blogspot.com/2016/03/iwan-i-kasia-czesc-2.html
tabela Słowiańskiej bukwicy:
Dlaczego nie powinnyśmy żalić się na męża i krytykować go?
autor: Olga Waliajewia. Stali czytelnicy bloga znają to nazwisko - nowym polecam wpisać je w wyszukiwarkę tu po prawej stronie. Są filmy z udziałem jej i męża.http://www.valyaeva.ru/pochemu-ne-stoit-zhalovatsya-na-muzha-i-kr/
Istnieje takie stare powiedzenie, że kłótni się z domu nie wynosi. I w każdej innej tradycyjnej kulturze także istniały zasady zalecające nierozgłaszanie problemów rodzinnych.
Już przywkliśmy do tego, że wokół nieustannie słychać te rozmowy nieszczęśliwych kobiet: "Mój mąż jest taki i siaki" , " A mój jest 2 razy gorszy" I tak dalej.
Większość kobiet ma w zwyczaju wysłuchiwać koleżanki płaczące do telefonu i powtarzać: "jaki z niego bydlak". I gdy w rodzinie zachodzą jakieś trudności to ma się ochotę wybrać numer koleżanki i się pożalić jak to on się okropnie zachował. A na kobiecych forach zaistniał nawet taki skrót w stosunku do mężczyzn "GKO" co oznacza "gnać kozła ostatecznie (bez dwóch zdań- przyp. tłumacza)".
I taki ugruntowany zwyczaj nakłada się na ogromną ilość rozwodów. czy można to uznać za dzieło przypadku?
DLACZEGO KRYTYKUJEMY MĘŻA?
Zazwyczaj chcemy się pozbyć negatywnych emocji, pokierować męża w korzystnym dla nas kierunku. Pozbycie się negatywnych emocji to osobny temat - o tym się nie da w formie wzmianki. Ale o próbach zmiany męża warto wspomnieć.
Bardzo wiele kobiet postrzega mężczyznę jak pół-fabrykat. Coś w rodzaju woreczka z pokrojonymi warzywami z którego można przygotować to na co ma się ochotę. Można zrobić zupę i warzywa staną się miękkie. Można też zjeść na surowo a wtedy warzywa będą twarde. Można dodać masę przypraw a wtedy zmieni się smak. Można usmażyć, upiec, dodać do czegoś. A można też czegoś sie pozbyć - na przykład wyrzucić cebulę tylko dlatego, że po prostu jej nie lubisz.
I takie podejście jest z gruntu niewłaściwe. Mężczyzna nie jest półfabrykatem. On zawsze jest już daniem gotowym. Owszem- to danie można upiększyć, ładnie podać, troszeczkę posolić ale nie da się zrobić z zupy z warzywnej sałatki.
Jeśli wybieramy z menu sałatkę to dostajemy sałatkę. A jeśli chcemy zupę to wybieramy zupę. Najważniejsze w tym jest to, że nie patrzymy w menu - my po prostu bierzemy pierwsze z brzegu a potem kombinujemy co z tym zrobić.
Ale czasem bywa tak, że chcemy zupę i zamawiamy zupę. Gdy nam ją przynoszą my ją "ulepszamy". Solimy, pieprzymy, dodajemy cukru, nakruszymy chleba, nalejemy mleka i okazuje się, że teraz zupa jest niejadalna. A przecież zupa to nie po prostu zupa - ona ma swój przepis czyli swój zamysł i swój cel.
Gdy zdecydowałaś wyjść za niego za mąż to czy on już był taki jak dziś? Czy był niesumienny, powolny, niezdecydowany i nie miał żadnych specjalnych żądań?
Jeśli twoja odpowiedź brzmi "tak" to po co wychodziłaś za niego za mąż kiedy już wtedy się to tobie nie podobało? Na pewno myślałaś, że to ulegnie zmianie. Istnieje takie porzekadło: "Wychodząc za mąż kobieta ma nadzieję, że mąż się zmieni ale on się nie zmienia. Mężczyzna natomiast ma nadzieję, że ona się nie zmieni ale ona się zmienia".
Mężczyzna ma bardzo stabilną naturę - jak kamień czy metal. I właśnie to my w nich cenimy i kochamy bardziej niż cokolwiek innego. Oprzeć można się właśnie na czymś twardym i właśnie za twardym można się ukryć przy niepogodzie.
Mężczyzna się nie zmienia dlatego ideałem jest wychodzić za mąż z pełną akceptacją. Lecz jeśli tak się stało, że w tamtym momencie akceptacji nie było to nigdy nie jest za późno aby się tego nauczyć.
Jeśli twoja odpowiedź brzmi "nie" i kiedyś tam on był inny - dobry, zauważający itd. to problem jest inny. Co żeś takiego uczyniła, że taki niezwykły człowiek się popsuł? Przecież to ty byłaś przy nim przez większość czasu. To właśnie ty więcej niż ktokolwiek masz na niego wpływ.
Chcę uspokoić wszystkich - kobieta jest w stanie zmienić męża ale nie da się tego uczynić za pomocą krytyki i pretensji. Zmienić męża można wyłącznie z pomocą miłości i akceptacji.
Wszystko o czym piszę oparte jest na tym, że zmieniamy same siebie. Dowolną wiedzę przyjmujemy aby zmienić siebie a nie po to, żeby wytknąć mężowi wszystkie jego niedostatki i wskazać w jakich punktach ma się zmienić. Działa tylko i wyłącznie własny przykład - tylko gdy sami się zmieniamy i pokazujemy, że można żyć inaczej.
DLACZEGO NIE WARTO SIĘ ŻALIĆ I KRYTYKOWAĆ MĘŻA?
Właśnie dlatego nie ma sensu się na niego żalić myśląc, że on sie zmieni. On się nie zmieni a krytyka jest w stanie zniszczyć każdą rodzinę. Istnieje kilka następstw takiej krytyki.
- podczas jakiejkowiek krytyki ma miejsce wymiana wartości.
Oznacza to, że jeśli kogoś krytykuję na przykład za to, że jest powolny to w moim życiu zdarzają sie sytuacje, w których nie mogę już reagować tak szybko jak by się chciało. I wtedy już i mnie nazywają powolną. Tak samo jest w rodzinie - jeśli wypominam mężowi, że jest zbyt szorstki albo skąpy to otrzymuję jego grubiaństwo i skąpstwo a także sama zaczynam je przejawiać.
- zepsujemy reputację mężowi.
ten mechanizm jest o wiele bardziej zrozumiały. Jeśli opowiadam o swoim mężu, że jest niesumienny to moje koleżanki raczej nie zechcą zarekomentować go komukolwiek do pracy. Po co dawać rekomendacje komuś niesumiennemu?
I przeciwnie - jeśli opowiadam jakie to on ma złote ręce to najprawdopodobniej koleżanki poradzą swoim mężom aby właśnie do niego zwrócili się w jakiejś tam sprawie. A poza tym nasza kobieca skłonność do komunikowania się stanowi ogromną sieć społeczną, której nic nie jest w stanie zwyciężyć ( PKK czyli Powiedziała kobieta kobiecie....). Wszyscy z pewnością doskonale o tym wiedzą, że plotka się rozchodzi zarówno o dobrym jak i o złym. Tak samo jest z informacją o niedostatkach męża - rozleci się po świecie a potem nie opanujesz tego i nie zneutralizujesz.
- zniszczenie szacunku dla męża.
Bardzo ale to bardzo trudno jest szanować męża. Im więcej mówisz o nim złego tym więcej o tym myślisz. A potem to wydaje się już całkiem: gdzie ja miałam oczy? po co ja wyszłam za niego za mąż? Prawdziwa jest również odwrotna sytuacja - im więcej dobrego mówisz o mężu tym łatwiej mieć do niego szacunek. A szacunek to najlepszy fundament dla wszelkich relacji - a w szczególności rodzinnych.
- zniszczenie szacunku do siebie.
To jest bardzo logiczne - mąż i żona to jedno i to samo "diabelstwo". Skoro on jest kozioł ostatni a ty z nim żyjesz..... to kim ty jesteś? wychodzi na to, że kozą. Jeśli ma się ochotę żyć z księciem to trzeba najpierw stać się księżniczką. Jeśli mówisz i myślisz, że masz wspaniałego męża to daje to ogromny wzrost samooceny. Wszak on jest wyjątkowy dlatego, że ty przy nim jesteś. I to ty go czynisz takim wyjątkowym!
- zniszczenie wierności.
Po tym jak już wszystkim opowiesz z jakim potworem żyjesz to zaczynasz zamyślać się nad tym "po co ja się męczę? Może znajdę sobie innego?" I w ten sposób w głowie zagnieżdża się myśl o tym, że istnieje ktoś z kim nigdy nie będę cierpieć. Ale w naszym świecie jest to po prostu mit, który niszczy rodziny łamie serca.
- mąż traci energię.
Najlepszym rodzajem energii twórczej jest energia żeńska. I tylko żeńska energia jest w stanie uduchawiać go i dawać natchnienie mężczyźnie dla dokonań i osiągnięć. Lecz jeśli tracimy ją na krytykę swojego męża to nie jesteśmy już w stanie dać mu natchnienia. I on to czuje - on czuje, że nie ma skąd wziąć tej energii. Przy tym on widzi doskonale, że według "dowodu rejestracyjnego" żony powinien mieć do dyspozycji 10 kilodżuli energii na dobę. Co on może uczynić? Tylko się rozzłościć z tego powodu, że zabrano mu coś bardzo, bardzo ważnego.
CO CZYNIĆ?
Wiemy, że nie należy kopiować rzeczy negatywnych - to z pewnością zakończy się jakąś chorobą. To jest fakt, dlatego też niezbędnym jest dla nas zrozumienie mechanizmów uwolnienia się od negatywnych emocji. Napiszę o tym szczegółowo w oddzielnym artykule. Ale poza tym wszystkim musimy zacząć szanować swoich mężów. Istnieją na to doskonałe sposoby:
* załóż dziennik podziękowań dla męża.
Na początek warto tutaj zapisać wszystkie jego pozytywne cechy - wszystkie jego znaczące czyny przez cały czas. Wszystkie wyśpiewane serenady i wszystkie przyniesione ze sklepu kwiaty, wszystkie spacery z psem i wszystkie wymyte podłogi, wszystkie wbite gwoździe i zapracowane pieniądze. I każdego dnia trzeba tam coś dopisywać - chociażby po 5 -10 cnót i czynów.
* przestać krytykować męża za jego plecami.
Nie wchodzić w rozmowy na temat: "A mój to znów cos spartolił" i za każdym razem gdy ma się ochotę wypuścić trochę jadu ugryźć się w język. Nie wypłakiwać się koleżankom, siostrze czy mamie. A już w żadnym razie nie opowiadać dzieciom jakim strasznym gadem jest ich tato.
* przestać go krytykować w obecności innych.
To jest jeszcze ważniejsze - przestać z nim wchodzić w spory w obecności innych ludzi, wbijać mu szpile czy też naciskać.
* nauczyć się dawać sobie radę z negatywnymi emocjami.
MOJA HISTORIA
Wielu ludzi uważa, że mój mąż jest idealny po prostu dlatego, że ja trzymam się mocno i nie żalę się na niego bez względu na to jakie by nie były sytuacje. On nie jest oczywiście ideałem - jest normalnym, żywym człowiekiem ze swoimi cnotami i niedostatkami. O tych ostatnich ja jako żona wiem dużo więcej niż wszyscy inni. Ale w moim życiu nic się nie polepszy jeśli wszystkim o tym opowiem (choć czasami ma się ochotę :) ).
Był czas gdy jeszcze nie wiedziałam o tym jaką szkodę niesie krytykowanie męża i opowiadanie o nim przyjaciółkom. I wtedy za każdym razem gdy było o czym mówic to mówiłam. I zazwyczaj w tym samym dniu zdarzała się u nas kłótnia bez powodu. Dopiero potem zrozumiałam, że na poziomie niewidocznym mąż czuje jak żona tę energię przy pomocy której powinna dawać mu natchnienie oddaje w innym kierunku. On to czuje i nie może nie być zły.
Równiez psuły się relacje męża w pracy, ze znajomymi. Mało kto chciał nas wyręczyć w trudnych chwilach itd. Kiedy przyszła do mnie wiedza byliśmy w bardzo trudnej sytuacji - zarówno finansowej jak i emocjonalnej. Nasze relacje także były bardzo napięte i nie niosły radości. Nie miałam nic do stracenia i zdecydowałam się spróbować.
Na początku bardzo trudno się było odzwyczaić - dosłownie zasłaniałam sobie usta rękami aby nie powiedzieć nic zbędnego. Najpierw przestałam nawet w żartach opowiadać złe rzeczy o mężu mamie i znajomym. Zarówno gdy był obok i gdy go nie było. I poczułam się już jakoś lżej a to dlatego, że mówiąc mamie coś złego o nim po jakimś czasie musiałam go bronić. A mama miała więcej powodów aby powiedzieć, że mój mąż jest taki i siaki i że lepiej było znaleźć sobie innego itd.
Potem przestałam się skarżyć koleżankom - szczególnie w chwilach utarczek i kłótni. Niemal od razu zauważyłam, że kłótnie stały sie krótsze a mąż sam przepraszał i nawiązywał kontakt. A potem i ilość kłótni zaczęła spadać.
Dziś jest to dla mnie aksjomat - jakkolwiek nie było by trudno i jakkolwiek nie miałabym chęci czasami "wetrzeć soli w ranę" : USTA TRZYMAC NA KŁÓDKĘ.
Mój mąż jest dziś szanowanym człowiekiem. Ma wiele dobrych kontaktów z ludźmi. Ludzie proszą go o radę, proponują pracę, projekty. A mnie to cieszy - przecież to mój mąż!
My się kłócimy tak jak i inni ludzie i mamy niedostatki ale aksjomatem dla mnie jest, że nasze relacje dotyczą tylko nas dwojga.
Możemy się zmieniać i to jest wspaniałe!
Jestem przekonana, że jeśli kobiety wykorzystując swoją zmienną naturę zaczną zmieniać swoje przyzwyczajenia i sposób myślenia to świat może się stać lepszym i piękniejszym. Właśnie dlatego położywszy swoje maleństwo spać nie idę do łazienki czy do łóżka lecz siadami i piszę to co uważam za ważne.
I mam wielką nadzieję, że to przesłanie natchnie Wasze serca i dusze.
czwartek, 25 lutego 2016
Babcia Ljuba
Pod niedawnym wpisem o tytule "Miłość" pojawiła się dyskusja z czytelniczką podpisującą się 'Wolna". Wolna pisze tam w pewnym miejscu:
http://michalxl600.blogspot.com/2016/02/miosc.html
Sprowokowała mnie ta wypowiedź do przetłumaczenia wzruszającego tekstu jaki kilka dni temu znalazłem w necie. Miałem taką ciocię Genowefę - czytając to zaraz stanęła mi ona przed oczami, dzięki niej moje i brata dzieciństwo nie stało się koszmarem. Gieniuchna (tak mawiał o niej mój tato) była jemu niejako drugą matką - chodzące dobro, anioł w ludzkiej skórze.
To przykład kobiecej mocy i kobiecego wpływania na świat. Opisywała to pięknie Olga Waliajewa na temat porządku robionego po dzieciach w domu, że porządkowanie przypomina zgarnianie śniegu podczas zamieci, że to nie ma końca. Prawdziwa kobieta działa energią wody - jak potok, jak krople, metodycznie i cierpliwie. To nie jest działanie na wzór męski - wstał, porąbał drewna, spocił się i przysiadł aby nabrać sił. Kobieta będąca zsynchronizowana z żeńską mocą działa właśnie "w potoku", płynie cierpliwie małą strużką. Cały czas rozświetla świat swoją miłością nie bacząc na rezultaty. Ona wie, że woda i tak zawsze zwycięży.
Przy wejściu do naszego domu mieszkała pewna staruszka - babcia Ljuba (istnieje takie rosyjskie imię Ljubow czyli miłość- przyp. tłumacza). Miała 97 lat. Miła i przyjazna staruszka, zawsze w dobrym nastroju, uśmiechająca się i pogodna. Dla mnie jest ona oświeconym mistrzem. Spokojnie! - w swojej głowie nie padałam przed nią na twarz kiedy widziałam ją siedzącą na ławeczce tuż przy wejściu na klatkę. Już wyjaśniam dlaczego tak myślałam.
Na początku babcia Ljuba ozdobiła parapety na naszym piętrze i przy naszym wejściu doniczkami z kwiatami. Pięknie było. Następnego dnia najpiękniejsze z kwiatów - te z pąkami zostały skradzione i koło wejścia do metro można było zobaczyć zwinnych handlowców z doniczkami babcinych kwiatów.
Sąsiedzi zdecydowali wstawić zamek i domofon do drzwi wejściowych. Ona powiesiła na ścianach ramki ze złotymi myślami wielkich ludzi - rozbudzające sumienie i działające jak przykazania oraz znów postawiła kwiaty na parapery. Zrobiło się bardzo komfortowo.
Do wejścia zaczęły przenikać głośne nastolatki - babcia Ljuba wyszła, zaproponowała im wodę oraz herbatę. Podrostki długo się śmiały - poobrywali kwiaty i poprzekrzywiali obrazki.
Następnego dnia znów postawiła kwiaty, wyprostowała ramki na ścianach i położyła na parapetach książki - klasykę. Znów przyszła młodzież - hałasowała i robiła wrzawę. Ona wyszła propnując im herbatę z ciasteczkami własnego wypieku - pachnącymi i apetycznymi. Dzieciaki nie mogły odmówić. Nawet zabrały ze sobą książki przyrzekając je przeczytać. Nie dotknęli kwiatów ani ramek.
Następnego dnia wyniosła plasikową butelkę z wodą aby każdy chcący zatroszczyć się o kwiaty mógł je podlać oraz nowe książki. Wieczorem znów przyszła młodzież i oblewała się nawzajem wodą, chichotali i rozrabiali. Babcia znów wyszła do nich proponując herbatę i ciasteczka - zabrała butelkę, napełniła wodą i poprosiła aby podlali kwiaty.
Dzieciaki zaczęły przychodzić do wejścia codziennie - sąsiedzi się nawet oburzali, wezwali Policję ale babcia powiedziała, że to niby do niej, że przyszli jej uczniowie w sprawie książek - przy Policjantach rozdała książki zdezorientowanej młodzieży a Policję odprawiła "z Bogiem!".
Przy wejściu pojawiła się szafa z książkami a obok niej wyjaśnienie: "Prośba- jeśli macie w domu ciekawe i ważne książki, które już przeczytaliście to podzielcie się nimi! Bądźcie tak mili! A ci co wzięli i przeczytali zwróćcie je proszę dla tych, dla których to może być potrzebne i ważne".
Szafa zapełniła się książkami. Kwiaty pojawiły sie na parapetach na wszystkich piętrach, różne cytaty pięknie oprawione w ramki także. Każdego wieczora drzwi wejściowe do domu pozostawiano otwarte.
Wieczorem na schodach można było zobaczyć podrostków czytających książki. Babcia Ljuba położyła na parapetach nawet kilka latarek aby wygodniej im było czytać. Dzieciaki siedziały u wejścia z włączonymi latarkami i było tam jaśniej niż zazwyczaj.
Babcia umarła. Na pierwszym piętrze naszego domu otwarto klub dla dzieci i młodzieży z biblioteką i kwiatami na parapetach. Symbolem klubu stała się latarka.
autor: Olga Plisecka https://vk.com/slavianinpolska?w=wall230499675_706%2Fall
Ależ ja cały czas własnie o tym piszę - o praktyce. O tym jak dać sobą przykład innym. Jeśli już ma się otwarte serce na ludzi, miłość do nich, to samo się tak staje, że się człowiek zbliża do tych "biednych" ludzi, wyciąga się do nich rękę, dąży do życzliwej rozmowy. Nie na siłę, ale tak po prostu, niezauważalnie. Tu nie chodzi o prawienie im morałów, ale jakiś kontakt musi być, żeby zaświecić przykładem. Warto się nad tym spokojnie zastanowić.
W końcu alkoholicy czy inni chorzy i zdegenerowani ludzie nie pojawiają się w naszej przestrzeni po nic.
Ja na przykład sprzątam po ludziach śmieci we wsi i w lesie. Nic nie oczekuję w zamian, mam przyjemność pozostawienia za sobą
http://michalxl600.blogspot.com/2016/02/miosc.html
Sprowokowała mnie ta wypowiedź do przetłumaczenia wzruszającego tekstu jaki kilka dni temu znalazłem w necie. Miałem taką ciocię Genowefę - czytając to zaraz stanęła mi ona przed oczami, dzięki niej moje i brata dzieciństwo nie stało się koszmarem. Gieniuchna (tak mawiał o niej mój tato) była jemu niejako drugą matką - chodzące dobro, anioł w ludzkiej skórze.
To przykład kobiecej mocy i kobiecego wpływania na świat. Opisywała to pięknie Olga Waliajewa na temat porządku robionego po dzieciach w domu, że porządkowanie przypomina zgarnianie śniegu podczas zamieci, że to nie ma końca. Prawdziwa kobieta działa energią wody - jak potok, jak krople, metodycznie i cierpliwie. To nie jest działanie na wzór męski - wstał, porąbał drewna, spocił się i przysiadł aby nabrać sił. Kobieta będąca zsynchronizowana z żeńską mocą działa właśnie "w potoku", płynie cierpliwie małą strużką. Cały czas rozświetla świat swoją miłością nie bacząc na rezultaty. Ona wie, że woda i tak zawsze zwycięży.
Przy wejściu do naszego domu mieszkała pewna staruszka - babcia Ljuba (istnieje takie rosyjskie imię Ljubow czyli miłość- przyp. tłumacza). Miała 97 lat. Miła i przyjazna staruszka, zawsze w dobrym nastroju, uśmiechająca się i pogodna. Dla mnie jest ona oświeconym mistrzem. Spokojnie! - w swojej głowie nie padałam przed nią na twarz kiedy widziałam ją siedzącą na ławeczce tuż przy wejściu na klatkę. Już wyjaśniam dlaczego tak myślałam.
Na początku babcia Ljuba ozdobiła parapety na naszym piętrze i przy naszym wejściu doniczkami z kwiatami. Pięknie było. Następnego dnia najpiękniejsze z kwiatów - te z pąkami zostały skradzione i koło wejścia do metro można było zobaczyć zwinnych handlowców z doniczkami babcinych kwiatów.
Sąsiedzi zdecydowali wstawić zamek i domofon do drzwi wejściowych. Ona powiesiła na ścianach ramki ze złotymi myślami wielkich ludzi - rozbudzające sumienie i działające jak przykazania oraz znów postawiła kwiaty na parapery. Zrobiło się bardzo komfortowo.
Do wejścia zaczęły przenikać głośne nastolatki - babcia Ljuba wyszła, zaproponowała im wodę oraz herbatę. Podrostki długo się śmiały - poobrywali kwiaty i poprzekrzywiali obrazki.
Następnego dnia znów postawiła kwiaty, wyprostowała ramki na ścianach i położyła na parapetach książki - klasykę. Znów przyszła młodzież - hałasowała i robiła wrzawę. Ona wyszła propnując im herbatę z ciasteczkami własnego wypieku - pachnącymi i apetycznymi. Dzieciaki nie mogły odmówić. Nawet zabrały ze sobą książki przyrzekając je przeczytać. Nie dotknęli kwiatów ani ramek.
Następnego dnia wyniosła plasikową butelkę z wodą aby każdy chcący zatroszczyć się o kwiaty mógł je podlać oraz nowe książki. Wieczorem znów przyszła młodzież i oblewała się nawzajem wodą, chichotali i rozrabiali. Babcia znów wyszła do nich proponując herbatę i ciasteczka - zabrała butelkę, napełniła wodą i poprosiła aby podlali kwiaty.
Dzieciaki zaczęły przychodzić do wejścia codziennie - sąsiedzi się nawet oburzali, wezwali Policję ale babcia powiedziała, że to niby do niej, że przyszli jej uczniowie w sprawie książek - przy Policjantach rozdała książki zdezorientowanej młodzieży a Policję odprawiła "z Bogiem!".
Przy wejściu pojawiła się szafa z książkami a obok niej wyjaśnienie: "Prośba- jeśli macie w domu ciekawe i ważne książki, które już przeczytaliście to podzielcie się nimi! Bądźcie tak mili! A ci co wzięli i przeczytali zwróćcie je proszę dla tych, dla których to może być potrzebne i ważne".
Szafa zapełniła się książkami. Kwiaty pojawiły sie na parapetach na wszystkich piętrach, różne cytaty pięknie oprawione w ramki także. Każdego wieczora drzwi wejściowe do domu pozostawiano otwarte.
Wieczorem na schodach można było zobaczyć podrostków czytających książki. Babcia Ljuba położyła na parapetach nawet kilka latarek aby wygodniej im było czytać. Dzieciaki siedziały u wejścia z włączonymi latarkami i było tam jaśniej niż zazwyczaj.
Babcia umarła. Na pierwszym piętrze naszego domu otwarto klub dla dzieci i młodzieży z biblioteką i kwiatami na parapetach. Symbolem klubu stała się latarka.
autor: Olga Plisecka https://vk.com/slavianinpolska?w=wall230499675_706%2Fall
Subskrybuj:
Posty (Atom)



