czwartek, 11 stycznia 2018

Współczesny kult dzieci.

źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/kult-detej-v-nashi-dni/

Dzieci są świętością. Wszystko co najlepsze dla dzieci. Niech przynajmniej dzieci sobie pożyją. Kwiaty życia. Radość w domu. Synu, nie martw się - tata uczyni  dla ciebie wszystko...

 Jakoś tak... naprawdę zmęczyłem się tą "piosenką" - zarówno jako rodzic, i jako byłe dziecko, i jako przyszły dziadek. Może już wystarczy kochać dzieci? Może czas już zacząć postępować z nimi jakoś po ludzku?

Osobiście nie chciałbym się urodzić w naszych czasach. Za dużo miłości. Jak tylko osiągasz pierwszą datę urodzin - natychmiast stajesz się lalką. Mama, tata, babcie, dziadkowie natychmiast zaczynają ćwiczyć na sobie swoje instynkty i kompleksy. Jesteś karmiony "na trzy gardła". Zamawiają tobie masażystę dla dzieci. Ubierają ciebie w dżinsy i marynarki dla zaspokojenia uczuć wszystkich wokół, choć nawet nie nauczyłeś się jeszcze dobrze siedzieć. A jeśli jesteś dziewczynką, to już w drugim rok życia przekłuwają ci uszy aby powiesić tam złote kolczyki, które... -choćby nie wiem co się działo - chce tobie podarować kochająca ciocia Dasza.


Na trzecie urodziny wszystkie zabawki nie mieszczą się już do pokoju dziecięcego, a na szóste - do szopy. Dzień po dniu, jesteś najpierw wożony a następnie prowadzany do sklepów z odzieżą dziecięcą, a po drodze zachodzicie do restauracji i salonów gier zręcznościowych. Obdarzone szczególną miłością matki i babki śpią z tobą w jednym łóżku aż do wieku dziesięciu lat kiedy to już zaczyna pachnieć pedofilią. A właśnie-  prawie zapomniałem! Tablet! Dziecko musi mieć tablet. A najlepiej także iPhone'a - równo od wieku trzech lat a to dlatego, że ma go Siergiej - mama mu go kupiła, a ona nie zarabia zbyt dużo, znacznie mniej niż my. Ma go nawet Tania z sąsiedniej grupy, chociaż żyje tylko z babcią.


Przed szkołą zazwyczaj kończy się "okres lalek", a zaczyna się "praca korygująca". Kochający rodzice w końcu zdają sobie sprawę, że zrobili coś złego. Dziecko ma nadwagę, zły charakter i zaburzenia koncentracji uwagi. Wszystko to daje okazję do przejścia na nowy poziom ekscytującej gry w rodzicielską miłość. Ten poziom nazywa się "znajdź specjalistę". Teraz z tym samym entuzjazmem ciągną ciebie po rozmaitych dietetykach, pedagogach, psychoneurologach, lub też tylko neurologach i po prostu psychologach. Rodzina dziko szuka jakiegoś cudu, który pozwoli ci osiągnąć magiczne uzdrowienie bez zmiany własnego podejścia do wychowania dziecka. Te - tak naprawdę ezoteryczne praktyki- pochłoną mnóstwo pieniędzy, nerwów i morze czasu. Wynik jest zerowy z jakimś tam ułamkiem procenta.


 Ponadto w tym okresie charakterystyczne są desperackie próby zastosowania wobec dziecka norm żelaznej dyscypliny i etyki pracy. Zamiast szczerze "zarazić" małego człowieka jakąś pasją, zamiast dać mu więcej swobody i odpowiedzialności - krewni ustawiają się w szeregu z pasem i krzykiem. W rezultacie dziecko uczy się żyć "wymykając się z pod pałki" i tracąc zdolność do zainteresowania się czymkolwiek.

Kiedy daremność wysiłków jest oczywista, zaczyna się etap nadgorliwej rodzicielskiej pasji. Tutaj prawie wszyscy kochający rodzice nagle zaczynają pałać nienawiścią do swoich dzieci: „My tyle dla ciebie, a ty....!” Jedyną różnicą jest to, że u niektórych z nich ta nienawiść wyraża się w całkowitej kapitulacji oraz dalszym kierowaniu dziecka ku placówce wychowawczej typu zamkniętego (do szkoły Suworowa lub do elitarnej szkoły brytyjskiej ), a jeszcze inni wytłaczają sobie w swoich głowach płytę grającą z napisem "Jesteś moim krzyżem!"


 Pogodziwszy się z faktem, że "nic wartego uwagi nie wyszło nam z tego człowieka", rodzice z "tyśmójkrzyż"-em na szyi nadal kontynuują dobijanie osobowości u swojego już prawie dorosłego dziecka. Pomagają zwolnić z wojska, organizują miejsce na płatnym wydziale uniwersytetu, dają pieniądze na łapówki dla nauczycieli i finansowanie wszelkich bieżących kosztów życia lub po prostu kupują mieszkanie, samochód, umieszczają na dobrze płatnych stanowiskach w miarę swoich możliwości. Jeżeli tenże "tyśmójkrzyż" jest niezbyt utalentowany z natury, to strategia ta przynosi nawet mniej lub bardziej jadalne płody - rośnie upośledzonych umysłowo, ale jest dobrym obywatelem. Jednak znacznie częściej za rany zadane nadmierną rodzicielską miłością, dzieci płacą zupełnie inaczej - zdrowiem, życiem, duszą.

 Kult dzieci powstał w naszej cywilizacji nie tak dawno - zaledwie jakieś 50-60 lat temu. Pod wieloma względami jest to to samo sztuczne zjawisko, jak Święty Mikołaj wyskakujący co roku z tabakierki marketingowej firmy Coca-Cola. Dzieci to potężne narzędzie do promocji w wyścigu konsumpcji. Każdy centymetr kwadratowy ciała dziecka, nie wspominając o sześciennych milimetrach duszy, dawno już został podzielony między producentów dóbr i usług. Zmuszenie człowieka by kochał sam siebie taką maniakalną miłością jest nadal dość złożonym zadaniem moralnym i etycznym. A miłość do dziecka wprowadza się jak uderzenie z półobrotu - potem to już tylko włączaj licznik.

Oczywiście nie oznacza to, że dzieci wcześniej nie były kochane. Były kochane -i to jeszcze jak! Tylko, że dawniej nie było rodziny "dzieciocentrycznej". Dorośli nie bawili się w darmowych animatorów - żyli swoim naturalnym życiem a w miarę dorastania angażowali swoje potomstwo w to życie. Dzieci były kochane ale od pierwszego przebłysku świadomości rozumiały, że są tylko częścią wielkiego wszechświata zwanego "naszą rodziną", że istnieją starsi, którzy powinni być szanowani, że istnieją młodsi, którymi należy się zająć, że istnieje "nasze dzieło", do którego musimy się przyłączyć, istnieje nasza wiara, której należy przestrzegać.


Dzisiaj rynek narzuca społeczeństwu przepis na rodzinę zbudowaną wokół dziecka. Jest to strategia
z góry przegrywająca, która istnieje tylko w celu wypompowania pieniędzy z gospodarstw domowych. Rynek nie chce, aby rodzina była właściwie zbudowana, ponieważ wtedy sama zaspokoi większość swoich potrzeb. A rodzina nieszczęśliwa lubi oddawać rozwiązywanie swoich problemów na "outsourcing". I ten nawyk od dawna stanowi podstawę dla całych przemysłów za miliardy dolarów. Idealny z punktu widzenia rynku, ojciec to nie ten, który spędzi weekend z dzieckiem, pójdzie z nim do parku, pojedzie rowerem. Idealnym ojcem jest ten, który w ten weekend będzie pracował w nadgodzinach aby zarobić dwugodzinną wizytę w parku wodnym.

Mam taki pomysł: zastąpmy w tej kolumnie czasownik "kochać" na jakikolwiek inny -"ignorować, pluć, być obojętnym" a to dlatego, że taka rodzicielska miłość jest tylko jedną z form egoizmu. Wściekła matka, ojciec pracoholik - wszystko to jest tylko grą instynktów. Cokolwiek tam nie naopowiadamy sobie o obowiązku rodzicielskim i ofiarności to takie macierzyństwo czy ojcostwo jest wyłącznie grubiańskim samozaspokojeniem - czymś w rodzaju uciech miłosnych, wyłącznie sama biologia.


Jest takie piękne indyjskie przysłowie: "Dziecko jest gościem w twoim domu: nakarm, wychowaj i wypuść". Nakarmić mogą
i głupcy, wychowywać - to już jest trudniejsze, ale móc być w stanie od pierwszej minuty życia dziecka pomalutku je wypuszczać w świat - to jest miłość.Dmitrij Sokołow-Mitricz





wtorek, 9 stycznia 2018

Święta tajemnica brody dla Słowian i dlaczego w żadnym wypadku nie należy jej usuwać.

źródło tłumaczenia: https://vk.com/life.move?w=wall-31239753_137917

- Znaczenie słowa: B(o)RODA - bogactwo RODA! (Bóg Praojciec ROD a także polskie RÓD- przyp Michalxl600). Im grubsza i dłuższa broda, tym silniejszy i bardziej krzepki ród, tym więcej ma potomstwa i silniejsze związki między pokoleniami.

- Broda daje odwagę. Dopóki wojownikom nie zaczęły rosnąć brody, nie wolno im było wysuwać się do pierwszo-liniowych oddziałów na polu bitwy. Być może, oczywiście jest to tylko autosugestia i jeśli dziecko będzie mieć przekonanie, że broda uczyni je nieustraszonym, niepokonanym i będzie chronione przed "zabłąkaną kulą" to niech tak będzie! Jesteśmy przecież tym, w co wierzymy! Spójrzcie chociażby na ponurego mężczyznę z brodą - wygląda sto razy bardziej niebezpiecznie niż ten świeżo ogolony.


- Duchowy wzrost bez brody nie jest możliwy. Mężczyzna jest nosicielem ducha rodu. (Tak więc przedłużając swój ród, mąż daje dzieciom ducha, a matka ciało). Mężczyzna, który nosi brodę, ma duchową moc. I tak jak kobieta słyszy
Boga poprzez włosy na głowie, tak mężczyzna odczuwa Boga przez włosy na brodzie. Broda daje silniejszą intuicję, która pomaga rozwiązać najtrudniejsze sytuacje. Dla informacji:  Popi Prawosławni uważają, że ten kto goli brodę wyraża w ten sposób niezadowolenie ze swojego ciała, które dał mu Bóg i dekret cara Piotra I o zakazie noszenia brody  ich nie dotknął. Chociaż przed dekretem sama cerkiew uważała golenie brody za grzech i nie błogosławiła mężczyzn bez brody. U Staroobrzędowców golenie brody uważa się za barbarzyństwo oraz złamanie reguł i jest uważane za herezję. Golenie bród było zabronione w Starym Testamencie. Golenie bród było zakazane przez zasady szóstej Rady Ekumenicznej. Według dawnych pism Monastycznych nie wolno było golić brody: „Korzyści wynikające z noszenia brody przez mnicha” Waleriana (1531).
Znany jest specjalny traktat na ten temat - „Apologetyzm brody"  - Burcharda Belewoskiego napisany w 1160 roku i odnaleziony w 1929 roku.

 "Mądrość mieszka na brodzie". O wielkich mocach brody wypowiadali się również starożytni Grecy - każdy dorosły mężczyzna bez wyjątku, nosił brodę jako znak zdobycia mądrości. Broda była zapuszczana z przyjemnością, a krótko  strzyżona (ale nie ogolona!) bywała tylko jako znak żałoby.

- Broda to duchowe połączenie z przodkami i swobodne myślenie. W starożytnym świecie - nie tylko wśród Słowian, jeśli ktoś musiał kogoś upokorzyć, podporządkować go sobie, to odcinano mu brodę. Osoba pozbawiona tak potężnego źródła energii traci duchową więź ze swoimi przodkami i swobodnym myśleniem, jej świadomość jest otumaniona i może być kontrolowana tak, jak  się komuś podoba.


- Broda jest symbolem władzy, symbolem mistrza. Mężczyzna w przestrzeni swego domu jest uosobieniem Boga i tylko on musi zaczynać wszystko jako pierwszy - nadawać początek. Mężczyzna bez brody był uważany za zniewieściałego i niezdolnego do stworzenia rodziny, do prokreacji i przedłużenia rodu. W starożytnym Egipcie broda była ogólnie zakazana - nie mógł jej nosić nikt oprócz faraona - symbolizowała ona indywidualną władzę i posiadanie ziemi. Faraon wydawał się pojawiać jako obraz męskiego ojca, a cały jego lud stał się "kobietą" - reproduktorem dóbr.


"Broda to szacunek". 

 Fragment z opisu podróżnika do Rosji w roku 1634  -Adama Alearius (tłumaczenie): "Mężczyźnina Rusi bardzo szanują długie brody, a ci, którzy takowe posiadają są bardzo szanowani". We wszystkich legendach i przekazach z przeszłości wszyscy, którym okazywano szacunek - mędrcy i bohaterowie - noszą brody. A staruszek Hotabycz (postać z bajki) za pomocą wyrwania jednego włosa  z brody spełniał życzenia. Dziadek Mróz bez brody to nie Dziadek Mróz.W 1757 r. M.V. Łomonosow napisał nawet odę do tegoż zakazanego przez Piotra I atrybutu - "Hymn do brody", który wywołał zgorszenie rodziny królewskiej.





niedziela, 7 stycznia 2018

O feminizmie....

 Wywiad znany od lat i dostępny na You Tube ale warto przypomnieć.
 Znany filmowiec Aaron Russo -producent między innymi filmu "Nieoczekiwana zmiana miejsc"

 Aaron zmarł w roku 2007 a przed śmiercią udzielił wywiadu. Prawdopodobnie i ten wywiad trzeba przepuścić przez własne filtry ale nie jest wykluczone, że sporo tutaj jest prawdą - gra się cały czas toczy. Aaron był przyjacielem Rockefellera i często z nim rozmawiał. Twierdzi Aaron, że jako znaną osobę chcieli go przeciągnąć na swoją stronę - reszta w filmie, kto chce ten oglądnie sobie całość.

   Interesujący nas fragment zaczyna się od 29 minuty 11 sekund. Wklejam przekierowanie w postaci linku bo na kanale gdzie istnieje włączono zakaz na zamieszczanie go na innych stronach i się nie odtwarza:
 https://www.youtube.com/watch?v=jxTEPQGIEXg&feature=youtu.be&t=29m11s





Czas dorosnąć i chronić siebie ...

źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/pora-vzroslet-i-berech-sebya/

Współczesne "cywilizowane" społeczeństwo jest zorganizowane bez kompromisów. Dziewictwo dzisiaj tracimy jakby według rozpisanego scenariusza, pozbywając się go, jak choroby ... .hm ... czy to dalekie od prawdy? Być może tak jak w scenariuszu kolejnego filmu dla młodzieży lub "kina dla dorosłych".

Czystość świadomości jest bezpośrednio związana z czystością ciała. Jeśli nauczysz dziecko dbać o siebie i innych, mówisz o najwyższej kulturze jego przodków, wtedy siła jego świadomości będzie rosnąć i rozmnażać się z latami. Takie dziecko jest w stanie kontrolować swoje emocje i swoje życie. Trudno będzie go wytrącić z właściwego zrozumienia życia, z wiedzy tego, po co się urodził: bycia chłopcem czyli przyszłym mężczyzną lub bycia dziewczyną czyli przyszłą matką.

 Życie dziewcząt, które nie zamyślając się nawet pozbywają się swojej czci, swojej siły i prawdy ... ich życia od tego momentu zaczynają się obracać w określonym rytmie - uniwersalnego potoku szaleństwa z łóżka do łóżka, od towaru do towaru, od cierpienia do cierpienia.

Dziewczynki, dziewczyny, kobiety! Jesteśmy niewłaściwie wychowane przez ludzi tkwiących w ignorancji i nie ma sensu obwiniać rodziców bo już przez wiele lat trwa wojna informacyjna, która nigdy się nie skończy dopóki każda z nas nie przerwie tego błędnego koła mówiąc sama sobie: „Już dość, biorę się świadomie
za swoje życie. Odtąd rozumiem całe moje znaczenie i całą moją wartość i nie pozwolę siebie wykorzystywać! "
 Ta droga jest bardzo trudna i wiele z nas na niej zawraca nie wytrzymując nacisku ze strony społeczeństwa lub nacisku bardzo konkretnego mężczyzny, ale wiedzcie, że miłość to nie chuć i i pożądanie, ani żaden tam w ogóle seks! Miłość jest bardzo czystą energią. Miłość pielęgnuje się od najmłodszych lat jak kiełek, przez lata, delikatną troską i wrażliwą postawą, zaszczepiając godność i samowystarczalność przyszłej dojrzałej osobowości.

 Matki! Musimy uczyć dzieci pielęgnować niewinność, która stanie się ich wewnętrzną mocą prowadzącą ich świadomość przez życie ku miłości.Fizjologiczna utrata dziewictwa i sam fakt, jak to się dzieje dzisiaj jest strasznym obrazem dzisiejszej rzeczywistości. Wielu z nas stacza się w otchłań ignorancji nie dając dzieciom szansy na zawrócenie z tej ścieżki. Aby chronić nasze dzieci, sami musimy być dla nich warowniami, stróżami ich czystości, którzy oświetlają drogę ich życia, którzy staną się solidnym fundamentem dla stworzenia nowej rodziny!

Dziewczyny! Macie prawo do czystości i niewinności, prawo do bycia pod ochroną! Masz pełne prawo nie słuchać i odpędzać tych, którzy namawiają cię do utraty dziewictwa!


Nieświadoma utrata dziewictwa prowadzi do serii działań w późniejszym życiu, które prowadzą umysł do ślepego zaułka. Człowiek staje się łatwo dostępny we wszystkich kwestiach. Szczególnie dotyczy to dziewcząt, tracą one głębię percepcji świata, samą istotę siebie.I, voila, mamy społeczeństwo, które mamy - lubieżne, skorumpowane, bezmyślne.


Panny Drogie, możemy dostać to co nasze będąc dorosłymi ... dla tego koniecznie musimy zawsze zachować godność i czystość!


To znaczy kochać siebie i być dorosłym!

 Autor: Dina Pawlowa



Jak nowoczesna szkoła zabija w dzieciach miłości do natury.

 Jak to czasem się zdarza autor opisuje poniżej reala rosyjskie ale ja pamiętam swoje własne wnioski ze szkoły dokładnie takie same! Po jaką cholerę było mi wykuwanie na pamięć: "morula, blastula, endoderma ... ". W moim życiu tylko zaśmieciło mi to pamięć - stresowało (bo "biologica"  była jędzą z ambicjami).
Wszystkie dziedziny, które nas nudzą - wszelka przymusowa nauka takowych - zabija tylko kreatywność i "przepala" energię młodego człowieka potrzebną w danej chwili na pilniejsze sprawy. Ja wiem - zaraz odezwą się głosy, że wykształcenie ogólne jest potrzebne, że daje szerszy światopogląd. Po części zgadzam się ale co innego jest przeczytać o czymś z zainteresowaniem- tak aby wpadło w duszę - i nie być za to srogo ocenianym jeśli nie zapamiętało się szczegółów a co co innego ten system opresji i źródło młodzieńczych stresów jakim jest współczesne "szkolnictwo" będące zwykłą - bezwzględną sektą.
     Dobra- nie "zamulam" więcej. Jeśli będzie chęć to jak zwykle pogadamy sobie pod publikacją.

źródło tłumaczenia: http://life-move.ru/shkola-ubivaet-v-detyah-lyubov-k-prirode/

Fakt, że prawie żadne z dzieci nie jest dziś zainteresowane sadownictwem czy ogrodnictwem i, że nie widzą i nie rozumieją w jakim pięknym kraju żyją ma swoje podłoże w dużym stopniu w nauczaniu biologii - wywołuje tylko niechęć.     Ludzie ze starszego pokolenia - przeczytajcie dziś wraz ze mną kilka akapitów  „Biologia”  -podręcznika dla klasy 9 na rok 2006.: 

Zaczyna się od bardzo dobrych słów: "biologia jest nauką życia". A potem już tylko coś czego nie pojmie głowa żadnego dziecka, a nawet głowa dorosłego. Nie wierzysz mi? Oto wybór pojęć i to bez wyjaśniających przypisów w książce (no bo po co? Dzieci i tak ich nie zrozumieją): 
„Filologiczna adaptacja”, „mioglobiny w erytrocytach”, „izolacja reprodukcyjna”, „chromosomalny kariotyp”, „heterotroficznych”, „bakterie nitrofityczne”, „ lizosom w aparacie Golgiego” ... i setki innych. 

A oto "cenne" informacje dla dzieci: 

- „Większa elastyczność biochemiczna organizmów heterozygotycznych prowadzi do lepszego przeżycia na korzyść heterozygot.” 
- "proces mutacji stanowi źródło rezerwy dziedzicznej zmienności populacji".
 - "... ektotermalne, endotermalne i mezodermalne są zróżnicowane w strukturze". 
- "diploidalność pozwala zachować mutacje w stanie heterozygotycznym". 

Uwierzcie mi - takich zdań w książce są setki!

 Osobiście otworzyłem podręcznik tylko dlatego, że znajoma nauczycielka powiadała mi, jak była udręczona i jak płakała jej siostrzenica będąca wzorową uczennicą. Złożoność tych tekstów niemożność ich zrozumienia - mogę powiedzieć bez przesady dotyczy wszystkich dzieci i dorosłych.I miliony uczniów siedzą w klasach i latami bezmyślnie rozglądają się wokoło, nawet nie próbując niczego zrozumieć, i głupio "wkuwają", a wszystkich ich ratuje tylko to, że urzędnicy prawdopodobnie prędzej zwolnią nauczycieli z powodu słabych sukcesów uczniów niż wyrzucą ucznia - "dwójarza" (dawniej dwójka -ocena negatywna -przyp michalxl600). Ale zarówno jednych jak i drugich ratuje tysiąckrotnie już skrytykowana pogoń za procentowymi wskaźnikami wydajności.

 Zastanawiam się, czy istnieje jeszcze choć jedna osoba w kraju, która nie wie, że dwójki w szkołach już dawno zostały zniesione (zaleca się aby traktować je jak "trójki"), aby nie wydalać całych grup uczniów za niepowodzenia w nauce, oraz nie o zwalniać również nie ponoszących za to winy nauczycieli. Na zwolnienie zasługuje kto inny - prawdziwi "dwójarze" są gdzie indziej.
 
Nie widząc sensu w takim idiotycznym „kształceniu” dzieci i po dostaniu już prawie bólu głowy domyśliłem się przyczyny pojawienia się tych „kształcących” podręczników. Po prostu "grupa doktorów naukowych" postanowiła "skosić łatwą kasę" i przepisała cały kurs uniwersytecki do szkolnego podręcznika. A komisja podlegająca prezydentowi (do której sprytnie napisano!) dodatkowo wręczyła premię. Że niby dzieci wkują na pamięć "inteligentne" słowa i będziemy mieli
w Rosji własne owoce i warzywa. A o tym, jak naprawdę je hodować - w książce nie wspomniano ani słowem. 

Rezultatem używania takich podręczników jest bezmyślne istnienie dzieci w szkołach. I w konsekwencji wygenerowało to głupotę, obojętność, brak duchowości, a nawet i okrucieństwo. 
Okrutne traktowanie świata zwierząt zostało również i w nas zaszczepione - w starszym pokoleniu.Straszny obraz mojego dzieciństwa: dyrektor i kierownik (!) otoczeni przez nas - uczniów zabijają żółwia, a my, wstrząśnięci, chowając się wzajemnie za plecami, krzyczymy - mordercy! Ale żółwia z trudem i poczuciem spełnionego obowiązku zabili, zalali go alkoholem i umieścił trupa w klasie. Wciąż boję się przypomnieć sobie tę sprawę i nie mogę znaleźć odpowiedzi na pytanie - dlaczego nie było możliwe studiowanie żywego żółwia??? Mieszkał sobie obok nas w stawie, nikomu nie przeszkadzał, ale wystawili go szklanej szafce, martwego -, żeby nie uciekł.

 Takie „lekcje” nie poszły na marne i potem myśmy z lubością łowili piękne motyle i wykonywali „zielniki-cmentarze” przyszpilając piękno do płyt. A dziś fascynacja kolekcjonowaniem rzadkich, pięknych, martwych motyli osiągnęła monstrualne rozmiary - jest w tym fanatyzm, którego nikt we współczesnym świecie nie dostrzega. Czy aby wina temu wszystkiemu nie jest nowoczesna szkoła?!

 Byliśmy zmuszani do "wkuwania" różnic między robakiem "podłużnie pasiastym" od robaka "krzyżowego". Dlaczego i po co?! A o korzyściach z tych pracowników - ani słowa. Na okładce tej "biologii" szkolnej przedstawiono odrażającą, anatomiczną część wypatroszonego królika. Czy wiele nam dało studiowanie tych "podrobów" na tle faktu, że nadal nie wiemy, gdzie my -ludzie, mamy wątrobę, dopóki ona nie zachoruje a na jej leczenie jest już zbyt późno.

Uwaga końcowa: skoro autorzy współczesnej "biologii", o której mówiłem powyżej, za swoje "twórczość" otrzymali ... nagrodę Prezydenta R.F. - to znaczy, że oczekiwać na normalny podręcznik, który nauczy dzieci poznawać piękno przyrody, chronić ją i pielęgnować raczej nie należy.


Odgadnijcie za pierwszym razem drodzy czytelnicy, dlaczego mój syn Siergiej - urodzony ogrodnik i jeszcze bardzo młody (25 lat), nie chciał zapisać się do instytutu rolniczego i studiować agronomii. On dopiero teraz gdy uświadomił sobie, że jego ojciec -"jakiś tam metalurg" -  nigdy nie zostanie zaakceptowany przez środowisko naukowe
ze swoimi pomysłami i wynikami - poszedł studiować i kształcić się "na agronoma".

Jaką ja mam wizję początku książki dla dzieci? A oto taką: 

"Żywa zielono-niebieska planeta Ziemia. Oderwijcie się kochani na chwilę z podręczników. Wasza klasa - w przeciwieństwie od tej do matematyki i fizyki - będzie inna. Nauczyciele zaprowadzą cię do najbliższego lasu, póki nie jest on jeszcze ścięty, a najcenniejsza próchnica (podstawa życia) nie jest ukryta pod asfaltem. I być może to właśnie ty, który poznasz całe piękno i wyjątkowość natury na wycieczkach i z tego podręcznika -gdy dorośniesz, staniesz się żywą tarczą na drodze buldożerów i maszyn do kładzenia asfaltu. Zasadzisz ogrody i parki. Będą owoce bez chemii, tam ptaki będą śpiewać i wyrosną grzyby, a wiewiórki, których jeszcze nie widziałeś, usiądą na twoich ramionach i będą jeść z twoich rąk ... ".

Autor: Walery Żelezow