Szybkie linki do najważniejszych wpisów (abecadło) i polecanych stron

środa, 9 września 2026

Gdy nie jesteś tacy jak wszyscy - Wiktor Sawieliew

 oryginał: https://www.youtube.com/watch?v=Kb-Cz3XYoGI

Witajcie ludzie. Dzisiaj znów odpowiadamy na pytania. Dzisiejsze pytanie brzmi:  Jak odnaleźć swoje miejsce na świecie, jeśli nie jesteś taki jak wszyscy? 

O proszę jakie pytanie! Skoro jesteś inny niż wszyscy to przyjmij, że już znalazłeś swoje miejsce. Problem zazwyczaj leży w czymś innym - w tym, że jestem taki jak wszyscy. Istnieje taka średnia arytmetyczna zwana przeciętnością. Słowo przeciętność to też innym słowem pośredniość - a zatem ma ono również inne znaczenie tego słowa - poprzez pośrednika, to znaczy, sam w sobie, niczego nie reprezentuję. 

 A czym jest talent? Bóg mówi w Bhagavadgicie: „Ja jestem talentem w człowieku", czyli on jest człowiekiem jak wszyscy, i coś w nim się wyróżnia, coś wybija się. To jest zauważalne. 

 I wiecie - wszystko to, co nas jakoś wyróżnia, co sprawia, że nie jesteśmy tacy jak wszyscy, może być akceptowane przez ludzi, albo mogę się tego wstydzić, mogę być z tego dumny, ale to po prostu rzuca się w oczy. 

  To znaczy, kiedy jest to tak widoczne, kiedy nie jestem taki jak wszyscy i jest to pozytywne to znaczy, że konkretnie niosę ludziom jakąś radość, potrafię czynić to, czego inni nie potrafią. 

 Wszyscy mówią: „Och, świetnie, on ma talent”. A taka moja mała brzydota, która moim zdaniem odróżnia mnie od innych, uważam, że w jakiś sposób jestem wadliwy, nie taki jak należy i nie mogę tego naprawić.  

A tak naprawdę jest to ukryty talent, który po prostu jeszcze się nie rozwinął. I ta indywidualność zdecydowanie musi zostać zachowana - nie należy jej korygować. Nie trzeba jej naprawiać. 

Wychodzi na to, że jesteś jak obcy pośród swoich - jesteś jakimś outsiderem. Jak więc przekształcić tę swoją wyjątkowość w swoją największą siłę? Trzeba pozostać wyjątkowym. To będzie piękne. To tak jak to brzydkie kaczątko. Jest taka bajka dla dzieci mówiąca o tym.  

  Łabędź się wykluł pośród kaczek i twierdził, że wygląda brzydko, ale kiedy dorósł, to wszyscy mówili: „To prawdziwy książę”. Tak to jest. I on też spojrzał na siebie w wodzie, spojrzał na swoje odbicie. Tu właśnie chodzi o te wszystkie brzydkie kaczątka. 

 Albo, na przykład, weźmy psy. Kiedy rodzą się małe charty, to rodzą się z jakimiś nieproporcjonalnymi, długimi nogami, są brzydkie, ale kiedy dorastają wtedy wszystko jest już jasne. Cała reszta dorasta u tych psów później.  I tak dalej, i tak dalej. Moglibyśmy tak podawać wiele innych przykładów. 

A nasz temat najprawdopodobniej mówi o poczuciu samotności, o tym kiedy twoi bliscy lub społeczeństwo cię nie rozumieją, kiedy nazywają ciebie dziwakiem, próbują wcisnąć cię w jakiś standard lub ramy.  

 A sens tego co ja chcę przekazać polega na tym, że musisz przestać się wstydzić swojej wyjątkowości! Musisz być naturalnym i nie bać się. Cały ten strach bierze się z bezbożności. A jeśli się nie boisz, to jesteś tym, kim jesteś. Wszyscy patrzą i mówią: „O tak!"

Podam przykład -  jakiś dowódca wojskowy, to był albo Greczkin, albo być może sam Stalin, ktoś kto miał coś nie tak z ręką - może to był nawet Stalin”. I salutował jakoś tak krzywo - ręka nie układała się prosto jak linijka tylko jakoś inaczej, a potem wszyscy zaczęli ten salut kopiować. [śmiech] 

A pamiętacie kiedy śpiewał ten znany Shura - jemu brakowało dwóch przednich zębów, tych siekaczy, a śpiewał tak pięknie, że dziewczyny za nim szalały.  

I ktoś tam podobno też wyrwał sobie zęby, żeby się upodobnić. Najważniejsze jest to co czynisz - a to jak wyglądasz to już sprawa drugorzędna. A potem twoja wyjątkowość staje się nawet symbolem tego co czynisz. Przecież nie będzie tak, że jak sobie wyrwiesz zęby to będziesz lepiej śpiewał.  Ale chcę przekazać, że to nie przeszkadza. To nawet staje się jak jakaś twoja wizytówka. Chodzi o to, jak przestać się wstydzić swojej wyjątkowości. 

 Na przykład, jeśli weźmiemy pod uwagę tradycję wedyjską, to istniał też taki Ganesha, wiecie, ten bóg przypominający słonia. On miał ludzkie ciało - miał ręce, nogi, stopy. To był jeden ze synów Śiwy. Tam był Kartikeya i Ganesha. On urodził się normalny, ale potem coś się stało. Zasadniczo jego ojciec odciął mu głowę. Cóż, Śiwa, to taki ciekawy tata.

Prawdopodobnie miał do tego prawo, bo natychmiast wziął najważniejszego słonia we wszechświecie, Arovatu, odciął mu głowę i przyprawił ją swojemu synowi. A ten potem tak chodził z trąbą, z takimi uszami. Nie wstydził się tego, nie chował się, nie próbował zmieniać wyglądu jakims na przykład makijażem, nie chował gdzieś tej trąby. 

 Po prostu, zamiast zajmować się tymi, swoją drogą, zupełnie bezużytecznymi rzeczami, bo nic nikomu nie udowodnisz, zaczął zanurzać się w naukach, w jakimś wyrzeczeniu, w zasadzie, skierował swoją uwagę na coś innego, na przykład na dobroć, mądrość, no na takie rzeczy.  

 W rezultacie stał się tak sławny, stał się tak popularny, że w Indiach go czczą. No i proszę. I w rezultacie jego wyjątkowość i ten niekonwencjonalny sposób myślenia uczyniły go największym z bogów. 

 Było wielu bogów, chyba ze 300 000, Hindusi nazywają ich różnymi imionami, ale każdy zna Goneshę. On jakoś się wyróżniał. A zgodnie z prawem świata wedyjskiego, żadna ważna sprawa ani rytuał nie zaczyna się bez oddania szacunku albo apelu do Ganeshy. To trochę tak, jakby on był, ...no wiecie - jak sekretarka. Nie da się dojść do szefa jeśli najpierw nie przejdziesz przez sekretariat. 

Więc taki jest Ganesha, oto jego funkcja. I to, co wydawało się wadą, stało się jego główną siłą i symbolem mądrości. Słoń jest w Indiach symbolem mądrości. 

 Tak więc bycie innym nie jest wadą, ale pewnego rodzaju atutem. Wszyscy prawdopodobnie znacie Nicka Vuyticha. Nick Vuytich urodził się bez palców, bez rąk, bez nóg. Gdzieś z boku ciała ma coś w rodzaju, nawet nie pięciopalczastej dłoni, ale trzy palce, wyrastające z boku, w pobliżu miednicy. Zupełnie nie wiadomo, co to jest. I on jest sławny na całym świecie. Ożenił się, ma dziecko. Zarobił mnóstwo pieniędzy, i to nie dlatego, że dali mu pieniądze od propagandzistów, choć jest znanym kaznodzieją. Powiedział: „Nawet w tej sytuacji Bóg mnie uratował i żyję, mam pełne życie”. 

On sam się kąpie i nie musi prosić o pomoc, nurkuje, pływa, goli się sam. Nie potrzebuje niań. A my popadamy w lęki i prawie wołamy lekarza gdy tylko nas trochę zaboli ręka.  

No cóż. Ja myślę, że gdyby miał dwie ręce i dwie nogi, jak wszyscy inni, to nie stałby się taki sławny. Nie przezwyciężyłby tego czegoś, czego mu pozornie brakowało. To właśnie ta wada przyniosła mu sławę. Dlatego stał się taki sławny, bogaty i, jak sądzę, szczęśliwy na swój sposób.

 Więc co jeszcze? Społeczeństwo zawsze próbuje uczynić nas,... no, nawet nie społeczeństwo, ale ci, którzy społeczeństwem rządzą - oni są takimi złymi przywódcami społeczeństwa, chcą, żeby wszyscy byli tacy sami. Oni dążą do digitalizacji, do cyfryzacji społeczeństwa - A po co? Bo jednakowymi wygodnie jest zarządzać. Musimy być zrozumiałi- wygodni dla zarządzania, jeśli jesteśmy wyjątkowi, samo-identyfikowani to jak powiedział ten bankier German Gref: "jeśli ludzie samoidentyfikują się, to znaczy rozumieją swoją wyjątkowość, swoją odmienność, to nie da się nimi zarządzać". Można zarządzać tylko identycznymi owcami, ale my jesteśmy ludźmi. 

 A ten fakt, że każdy ma jakąś tam niby wadę i jakąś odmienność – nie ma wad, są tylko różnice, różne zadania. A te różnice Bóg stworzył dla nas do różnych zadań. Jeśli przestudiujemy budowę jednego psa, to rozumiemy wszystkie inne, ale badając budowę i zachowania jednego człowieka nie rozumiemy innych ludzi. Inny człowiek może po prostu mieć inne zadanie. Tacy właśnie są ludzie. To znaczy, są różni, bardzo różni.  

A jeśli wszystkich ludzi zunifikować, jeśli będziemy starać się być tacy sami, to po prostu zdegenerujemy się do poziomu zwierząt. Staniemy się kontrolowanym tłumem i będziemy traktowani jak zwierzęta. I słusznie.  

 Jeśli jesteś inny, niekoniecznie fizycznie, ale w myśleniu i w interesujący sposób. To oznacza, że ​​nie masz uszkodzonej głowy ani nic takiego - po prostu masz inne zadanie. I nie ma potrzeby marnować tej energii, próbując dopasować się do nowoczesności czy czegokolwiek innego. Człowiek, który próbuje być taki jak wszyscy, traci swoją indywidualność. 

 Tak więc ten wizerunek Ganeshy mówi na o tym, że... Ganesha jest wszędzie rozpoznawalny nie dlatego, że miał głowę słonia, ani dlatego, że dostosował się do czyichś standardów, ale dlatego, że zademonstrował swoje wyjątkowe cechy dla dobra innych. I wtedy właśnie ta jego odmienność, stała się symbolem tych błogosławieństw. I nikt tego nie osądza.  

No cóż, o to chodzi, bądźmy jak Ganesha. Nie z wyglądu, ale w swoim zachowaniu. Dziękuję. 

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=6MasWleAGFs

poniedziałek, 7 września 2026

Za wszystko trzeba zapłacić - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://www.youtube.com/watch?v=89sJPB4dOC4

 Cześć. Witajcie ludzie - no wreszcie. Dawno się nie widzieliśmy (śmiech)

 - Porozmawiajmy dziś na taki oto temat: "Za wszystko w życiu trzeba płacić.  Dlaczego tak jest? Mówią ludzie powszechnie, że nie ma nic za darmo. Ktoś mówił, że w życiu jest jak w supermarkecie. Bierzesz wszystko, a na końcu jest kasa i wystawiają rachunek. Ale czy bywają jakieś dary losu za które nie trzeba płacić? 

Aha - Za wszystko trzeba płacić, no dobrze. Za wszystko trzeba płacić. To prawo życia materialnego. Tutaj jest kasa i wszystko inne. Ale jak można płacić, skoro Bóg wszystko daje za darmo?  Jaka jest tego cena?

Ja chcę powiedzieć, że to jest cena rozbójnicza. Zapłacić za duchowe objawienia, za duchowy stan świadomości trzeba wszystkim! Nie w takim sensie, że personalnie temu i tamtemu człowiekowi - ale muszę zebrać wszystko to co mam i rozdać. 

 Jak więc wygląda Królestwo Niebios? Ktoś tam dowiedział się, że na tym polu jest ukryty skarb. Sprzedał wszystko, kupił to pole i odkopał ten skarb. Musiał całkowicie się wszystkiego wyzbyć. Sprzedał wszystko, bo jeśli zostawisz choć odrobinę materii, to nie zmieścisz się tam, nie wpuszczą cię do środka. Bo bycie duchowym oznacza,  że nie potrzebujesz niczego dla siebie. 

  Jest taka smutna historia. To są opowieści z Biblii dotyczące Jezusa. Tam dołączali do niego apostołowie - wszelacy jego zwolennicy oraz pary małżeńskie. A on im powiedział podczas jakiegoś kazania: „No cóż, jeśli naprawdę chcecie pójść za mną, to musicie oddać wszystko i iść żyć do takiego wspólnego domu”. 

 I oni sprzedali cały swój majątek, swój dom ale połowę ukryli. To było w Dziejach Apostolskich, i kiedy przyszli, - a apostołowie mieli zdolność widzenia fałszu i powiedzieli: „a to co takiego?”. I ci oboje - ten mąż i żona umarli. Tacy byli ci apostołowie. My dzisiaj słyszymy o nich wyłącznie takie dobre rzeczy, znamy tylko takie słodkie opowieści.

 Rzeczy materialne mają jakieś tam swoje cechy - jakieś stopnie jakości: pierwsza, druga... złoto bywa różnej próby, ale nie ma złota 100%, nie ma czegoś takiego o idealnej czystości.

 Jest nawet taki żelazny filar w Indiach. Tam jest wysoka próba, tylko Ferrum bez żadnych dodatków. On nawet nie rdzewieje - bo rdza pojawia się tam, gdzie są jakieś domieszki. Ale ja podejrzewam, że nawet tam coś by się znalazło.  

 I muszę stać się takim właśnie całkowicie oddanym człowiekiem. To oznacza, że ​​to jest moje jedyne przeznaczenie. Ale moim przeznaczeniem nie jest bycie jakimś specjalistą w jakiejś dziedzinie. Moim celem jest służenie Bogu w tym sensie, że On mi coś podpowie a ja wykonuję wyłącznie to bez żadnych działań pobocznych.

 ​​Jak powiedział Jezus: „Syn nie mógłby niczego czynić sam od siebie, gdyby nie widział Ojca czyniącego.” (J 5,19).  

To znaczy jeśli on widzi Ojca niebieskiego wykonującego coś, to po prostu powiela to i to wszystko. On po prostu wie, gdzie przemieścić swoje ciało, co powiedzieć, jak nim poruszyć, i wtedy wszystko się układa. On po prostu niesie niewidzialnego Boga w sobie. Człowiek na takim poziomie rozwoju nazywa się już Awatarem, albo tez Avesha awatarem.

No a za co my tam płacimy? Czym płacimy. Zrozumiałe jest, że pośród rzeczy materialnych dobry samochód kosztuje więcej. A taki tańszy samochód to jakiś tam stary Fiat, który gaśnie co kilka kilometrów, albo jakiś samochód powypadkowy itp.

Natomiast tam wszystko jest idealne. A skoro wszystko jest idealne, to trzeba płacić wszystkim co posiadamy. A to dlatego, że moglibyśmy niejako zbezcześcić te idealne Boskie dary tym naszym materialnym, niedoskonałym dorobkiem. Rozumiecie w czym rzecz?

 A czym mamy płacić? Płacimy naszymi wadami, naszymi preferencjami. 

Przywołam tutaj ten film sprzed 20 lat zatytułowany „Wyspa”, pewnie go pamiętacie, prawda? Przypuszczam, że każdy zna ten genialny film. Nakręcili go bardzo szybko, jednym ciągiem - nie było żadnych powtórek ujęć. A potem połowa tych aktorów poszła do klasztoru - tam się wydarzyło coś takiego niezwykłego.  

 I był tam naczelny pop, główny duchowny na tej wyspie. który miał buty i koc, które dostał w prezencie. I cenił je najbardziej ze wszystkich. A przede wszystkim, ten główny bohater - kto go tam grał? Nie pamiętacie jak on się nazywał, bo ja zapomniałem?   Piotr Mamonow, prawda? On najpierw wrzucił te jego ukochane buty do pieca mówiąc: „To są twoje najważniejsze obiekty przywiązania”. 

 A w Ameryce żyje dawny mieszkaniec tutejszego Zaporoża. Ten Andriej Szapowałow mieszkał kiedyś w Zaporożu. Potem przeprowadził się do Ameryki. Nie sam, to jego rodzice się przeprowadzili. I wiele tam dokonał, to prawdziwa historia. Możecie teraz posłuchać sobie jego wykładów. Założył tam coś pod nazwą "Centrum Transformacji".  

 A wiecie, jak on do tego doszedł? Przyjechał tam, był miedzy innymi technikiem dentystycznym. Miał dosłownie wszystko. On nie był pastorem. A potem małymi krokami doszedł do pytania: "co to za kościoły? Żadnych cudów, żadnych znaków. Chcę prawdziwej religii a nie jakiego rodzaju zabawek?To są jakieś takie dziecięce grzechotki a nie żywa religia. Ja chcę czegoś innego".

 I zamknął się w pokoju, nie pozwala żonie się do siebie zbliżać, a tam Duch Święty podyktował mu czego musi się pozbyć. To znaczy, jaka ma być zapłata. Trzeba płacić za wszystko. Dzięki tej cenie jaką zapłacił teraz jest światowo sławnym człowiekiem. Ma ogromne centrum. Ma takie manifestacje wszędzie. 

 To znaczy miliony wyświetleń i tak dalej. Maja tam na koncie mnóstwo cudów i uzdrowień. Pierwszą rzeczą na tej liście spłat było: „musisz powiedzieć swojej żonie wszystko, co się działo zanim ona się pojawiła”. On zdumiony: "no jak to tak? No cóż, muszę to powiedzieć”. I powiedział jej. 

Ku jego zaskoczeniu, ich związek tylko się umocnił. Było tam na tej liście wiele drobnych, ale bardzo poważnych spraw, które można byłoby ukryć i byłoby w porządku. Ale musiał się ich pozbyć, żeby zniknęły na zawsze. To jak akt prawdy. 

On miał kiedyś samochód - jakiś tam model Ferrari. Było tylko pięć takich Ferrari na całym świecie. Widział je kiedyś jako dziecko na jakimś znaczku pocztowym, potem miał taki mały model tego auta - nosił jak relikwię i nikomu nie dawał.

 A potem odkupił od kogoś ten wrak za ogromną sumę pieniędzy. Zainwestował w to wszystko bo dla niego miało to ogromną wartość - to było marzenie z dzieciństwa.

Ja sam pamiętam siebie z dzieciństwa -  w przedszkolu miałem taka zabawkę - żuczek taki, którego się rozpędzało i ona sama jeszcze jechała siłą bezwładności. To był czas kiedy jeszcze siedziałem na nocniku, to nie były czasy szkolne - mogłem mieć maksymalnie 3 lata ale wyryło mi się to w pamięci, że ten mały robaczek jeździł. 

Patrzyłem na to jak na cud. A potem, kiedy stałem się dorosły, to zacząłem kolekcjonować te rodzaje zabawek. Miałem różne modele.  

 I u tego Andrieja było tak samo. Gdy dorósł to kupił sobie ten samochód i zainwestował tyle żeby on działał sprawnie, wykończył wszystkie te kable, powymieniał wszelkie rurki od benzyny na nowe, odnowił wszelkie plastikowe części i to był eksponat wart chyba milion. A Duch Święty powiedział: „powinieneś go oddać  i nie wziąć za niego ani grosza". I on podarował to auto do muzeum. Muzeum oczywiście to przyjęło bo jest tylko 5 sztuk tych egzemplarzy na wiecie.

A kiedy przyjechał kierowca lawety i spojrzał na samochód to powiedział: „Nawet go nie dotknę, sam wjedź na lawetę”. I ten ze łzami w oczach wjechał na tę pomoc drogową, przymocował jak należy. 

 A kiedy już to wszystko wypełnił - bo za wszystko trzeba zapłacić - więc on zapłacił   za te wszystkie swoje uzależnienia czy też namiętności to wokół niego zaczęły się dziać cuda. Tak to się dzieje.

Bo Bóg chce, żebyś był wolny, żeby nie było już związku przyczynowo-skutkowego. A każde twoje przywiązanie, które masz, jest już przyczyną i skutkiem, jest hamulcem. I Bóg tobie mówi: Oczywiście, że mogę ciebie rozpędzić do tej prędkości. Całkowita teleportacja - pojawia się życzenie i ma miejsce natychmiastowa materializacja. 

To jest natychmiastowy cud – tak się dzieje kiedy nie ma związku przyczynowo-skutkowego. Ale ty masz kule u nogi, jesteś przywiązany liną do samochodu lub do swojej przeszłości, lub do swojej sławy, lub do czegoś innego. 

 I tego właśnie trzeba się pozbyć. I zasadniczo my przecież chcemy być dobrzy, chcemy być duchowi. Nikt nie chce być zły. Nawet ci, którzy nie chodzą do kościoła, chcą przynajmniej sprawiać takie wrażenie - a Bóg spełnia ich życzenie. Ono jest spełniane poprzez te niezbyt lubiane sposoby (przysuwa pięść do swojej twarzy), bo z nich są wybijane te wszelkie długi. 

Skoro chciałeś się takim stać to zdecydowanie musi spłonąć twój dom. Twoja żona na przykład powinna cię zostawić, albo zdradzić - mają miejsce takie właśnie rzeczy.

 Jeśli mam jakieś przywiązanie to przyjaciele pomogą - a Bóg mówi: "jacy przyjaciele? Przyjaciele są w porządku, ale to ja jestem twoim jedynym pomocnikiem". To znaczy, jesteś ze mną a przyjaciele ​​to tylko taki dodatek.

 A kiedy nie jestem do niczego przywiązany, to nazywa się to vairagya, staję się człowiekiem bez przywiązań, kimś kto zrezygnował z pragnień. Taki człowiek ma wszystko.  

A zatem istnieje Boska doskonałość, ona ma sześć przejawów: siła i piękno - zarówno męskie jak i żeńskie ich przejawy. A druga, to wyrzeczenie i bogactwo. Więc jeśli mam wyrzeczenie, to całe bogactwo podąża za mną z łatwością. Po prostu wyciągam rękę i chwytam je w każdej chwili. 

Zatem Bóg mówi: „Musisz być swobodny". Jeśli jesteś bogaty, to bogactwo pociąga za sobą niebezpieczeństwo, trzeba drut kolczasty, musisz zatrudnić księgowego, stajesz się niejako kwatermistrzem Boga, a to kłopotliwy interes i tam nie ma czasu na cuda. 

 Jesteś oczywiście dobrym, pobożnym człowiekiem. I to bogactwo zostało zdobyte prawidłowo - od Boga, bez żadnego oszustwa, ale już biblia mówi się, że bogatemu trudno wejść do królestwa niebieskiego, że łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne - dlatego za wszystko trzeba płacić.

 To nie oznacza chodzenia w przepasce biodrowej, ale nie przywiązuj się do tego, co  posiadasz. Możesz być bardzo bogaty, ale nie przywiązuj się. Musisz mieć coś takiego, że nie zwracasz uwagi na nic innego.

 Kiedyś powiedziałem na wykładzie, albo może to wy o tym wspomnieliście, że był sobie ojciec i syn. I syn zwrócił się kiedyś do ojca: "jak możesz się nie przywiązywać?

 Jesteś tu królem, wszystko tu lśni, luksusy, masz ogólny szacunek. A ojciec mówi: „Oto filiżanka oliwy, przenieś ją”. A tam wokół byli ludzie, którzy wciąż się pchają i przepychają. A syn to przeniósł bez rozlania. Ojciec mówi: „No i jak? Zwróciłeś uwagę na te tancerki?” Syn mówi : „Nie, cała moja uwaga była tutaj”. 

I tu ojciec wyjaśnił: kiedy cała twoja uwaga skupi się na tym, co powiedział Bóg, i jak to dobrze wykonać, wtedy wszystko będzie ci asystować i nie będzie przeszkadzać. To jest ta właśnie zapłata - tu nie chodzi o to, żeby to usuwać.

Natomiast tym, którzy tylko chcą być tacy, ale nie chcą za to płacić - tym jest to po prostu odbierane!  I to jest ich pragnienie zgodnie z ósmą mantrą Shri Upanishad. 

 Bóg mówi: „Spełniam wszystkie życzenia istot żywych”. Chcesz tego? - no cóż, będę tobie w tym pomagał, ale to musi zostać usunięte, bo będzie ci przeszkadzać. Chcesz współczucia? - proszę bardzo, masz tu chorych ludzi i i tak dalej. To dość nieoczekiwane. Tak więc za wszystko trzeba płacić. 

 No cóż, właściwie, jak to było w pewnym filmie, to, co nam przeszkadza, będzie nam pomagać. To, co nas powstrzymuje trzeba oddać Bogu. Ale nie tak, że po prostu to rozdaję ale musi to być właściwie użyte - zastosowane prawidłowo. I niekoniecznie trzeba to rozdawać, bo jeśli moja misja jest taka, że potrzebnych jest do tego wielu ludzi, to zawsze będzie jakaś rotacja ludzi - raz ci, a potem tamci.

pamiętacie te moje wypowiedzi, że zawsze sobie wyobrażam takiego dziecięcego bączka - zabawkę. 

 Niech to dla przykładu będzie taki bączek z otoczką - z taka spódniczką. I na tej spódniczce będzie moja rodzina, pieniądze, jakaś tam firma, moje zdrowie. 

Ale kiedy nie ma celu w życiu - kiedy brak jest przeznaczenia, kiedy nie ma tego rdzenia, powodu, dla którego żyję, to zbieram je detalicznie i one się rozpadają. Ale kiedy bączek się kręci - a do tego potrzebny jest rdzeń, to wtedy okazuje się, że to wszystko co wokół służy temu celowi.

  Temu celowi służy wszystko - także moje zdrowie. Myję rano twarz, żeby móc wyjść do ludzi, żebym mógł wypełnić jakąś tam swoją misję. Kładę się spać wcześnie, nie dla zdrowia, ale żeby jutro być w formie - bo wszystko wtedy będzie wysokiej jakości. 

 Oto dlaczego to czynię. I to wszystko. Taka jest cena jaka płacę - właśnie dlatego to czynię. Z zewnątrz może się to wydawać takie samo, jak to, co robi tamten tam. Ale ten ma szczęście, a ten drugi tylko naśladuje. Dziękuję za uwagę.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=qBlmBw67Qsw 

 

sobota, 5 września 2026

Komu się nudno żyje - Wiktor Sawieliew

oryginał: https://youtu.be/H89p7lx2d94

Witajcie ludzie.  Znów jesteśmy razem.  

 - Witam panie Wiktorze,nalazłam cytat. Chcę się nim podzielić: „Ci, którzy są znudzeni życiem, zawsze szukają rozrywki dla swoich umysłów. Natomiast ci, którzy kochają Boga, są zawsze zadowoleni i po cichu szczęśliwi, ponieważ karmi ich serce, a nie umysł". Powiedział to Mudżi, albo Mudżin.

- Mudżi. Nie znam tego wielkiego filozofa. Zatem ci, którzy są znudzeni życiem, karmią się poprzez rozrywkę, która zabawia ich umysł. A tak dokładniej jest to zadowalanie zmysłów - a wszelkie zmysły to już połączenie z umysłem.

Te zmysły wywodzą ich na taki ogólny wektor i poooszło. I to jest cel na całe życie, dla kogoś, kto jest znudzony życiem. Taki ktoś na wszelkie możliwe sposoby stara się zapewnić sobie rozrywkę. 

 To jest tak samo jak z reanimacją zwłok. Wiecie jak przebiega taka reanimacja -  pewnie widzieliście to w filmach, wszystko się zatrzymało, pacjent nie oddycha, serce stoi w miejscu, biorą takie elektrody i przykładają do ciała: rozładowanie! jeszcze raz !

 Słyszałem coś takiego, że to chyba w Tybecie - dzieje się tak, że przynoszą zwłoki. Podłączają jakiś kabel elektryczny do pięt, a wszyscy się cieszą, że ciało drgnęło.

Tak więc kiedy stymulujemy nasze zmysły, to myślimy, że to prawdziwe życie, prawda? Bo wydaje się że wszystko jest jak należy. A tak naprawdę zmysły powinny nam nieść radość ze swojej mocy - powinienem czegoś dokonać a nie że coś się pojawiło samoistnie.

To znaczy, że poruszenie zmysłów powinno być konsekwencją tego, że coś zrobiliśmy. To powinno być jak ocena - czy wyszło nam to dobrze czy źle, a może powinniśmy jeszcze bardziej się postarać, żeby to zadziałało, a potem och! - taka wielka radość. 

 Ale bywa też tak, że po prostu stymulujesz zmysły i to wszystko. W jaki sposób stymulujemy zmysły? My posiadamy pewien rodzaj równowagi pomiędzy zmysłami a aktywnością umysłową.

To taka powolna logika. Decyduję dokąd idę, co uczynię itd. Decyduję niezależnie od otoczenia - to jest ta rozumowa część od Boga, która podejmuje decyzje. On otrzymuje stamtąd podpowiedzi i zbiera sygnały z otoczenia sprawdzając co tu się teraz dzieje.

  I kiedy te dwie siły się mniej więcej równoważą, to wszystko jest ze mną w porządku. Ale jeśli, powiedzmy, wypiję 100 gramów wódki 40-procentowej, powiedzmy, - były takie doświadczenia - to wtedy otwiera się moja sahasrara czyli czakra korony.

Pojawiają się nawet jakieś olśnienia czy przekazy - ale Wedy mówią, że te spostrzeżenia nie pochodzą od Boga. To są demony. Robisz dziurę w swojej aurze, a ten przyjazny tłum wokół zaczyna ci mówić pewne rzeczy - czasami nawet słuszne. 

Ale faktem jest, jak mówią muzułmanie, że jeśli człowiek wypił trochę, czyli na przykład 100 gramów wódki to przez 10 dni Allah przestaje z nim rozmawiać - pozbawiasz się tego kontaktu.

Twoja równowaga jest zaburzona, a zaczynają dominować zmysły. I dlatego potrzebuję żeby moje mięśnie drgały, aby mój uśmiech rozkwitł, moje płuca się poruszyły, abym doznał jakiegoś rodzaju podniecenia - tego, co nazywamy życiem. I wtedy zaczynam się nudzić życiem. Życie staje się nudne. Zaczynam sobie wyobrażać różne rzeczy, szukam jakichś podniet. 

 Bo kiedy mam ten kontakt z Bogiem poprzez rozum, to już wiem, jak żyć. Życie mnie nie nudzi. Ale kiedy ten kontakt zostaje odcięty to szukam sobie zamiennika. A diabeł wtedy chętnie pomaga. On stwarza imitację mojego życia a tak naprawdę to drepczę w miejscu. Wtedy diabeł zabiera sobie energię wszystkich moich ciał - bo nie tylko ciała fizycznego, składa sobie ją porcja po porcji w jakimś tam swoim koszyku.

 A w jaki sposób zrozumieć czy stymuluje mnie diabeł czy Bóg? Jak myślicie? Nie wiecie? [śmiech] To podpowiem: istnieje jakiś boski plan. Bóg już go dla mnie stworzył. I to można ustalić poprzez odciski palców, chiromancję, irydologię - czyli to jest to, co muszę wykonać. 

I jeśli będę sie tym zajmował - nazwijmy taka drogę przeznaczeniem - to wtedy wszystko jest u mnie w porządku, nie nudzę się życiem, a co ważne mogę się tym zajmować bardzo długo.  

To jest moje życiowe przeznaczenie, jestem do tego powołany, i nie będę wykonywać tego samego w kółko. Będę szedł coraz głębiej, zagłębiał się w tym coraz bardziej i stanę się mistrzem.

 Czyli, że to czym mogę się zajmować przez długi czas i nie nudzi mi się to jest moim przeznaczeniem - moim powołaniem. Nuda dopada nas wtedy gdy straciliśmy ten cel życia. 

I jest napisane: „Nikt nie wie, co tak naprawdę powinien czynić". Nikt nie zna swojego celu. Ja znam to co wszyscy robią, widzę to, jest to opisane w książkach. Potrafię naśladować tego czy tamtego człowieka. Trochę jego naśladowałem - a on robi to od 10 lat bez przerwy, i nie nudzi mu się. Jest jakimś stolarzem albo jest to jakiś szewc, bywają różne profesje.

 Ale ja sam nie mogę się długo tym zajmować. Męczę się przy tym a to oznacza, że Bóg nie wspiera mojej działalności. On może mi powiedzieć: "proszę bardzo - działaj jeśli chcesz" co oznacza, że ​​wykonuję to swoimi zasobami. A kiedy wykorzystuję swoje ograniczone zasoby, kiedy je tam inwestuję to okazuje się, że najpierw ma miejsce pożądanie, potem to otrzymuję, potem następuje nasycenie i na końcu wstręt. 

Pojawia się zmęczenie albo nuda. Życie staje się nudne a więc wezmę coś następnego.  Potem znów wezmę następne i następne. To dotyczy wszystkiego, - również towarzyszy życia. Niektórzy ludzie zmieniają ich jak rękawiczki, a inni się zakochują i wszystko. 

To dotyczy rodzaju pracy lub jakiejś aktywności. To, co człowiek wykonuje to dotyczy w ogóle wszystkiego. Tam, gdzie jest ta stabilność nie jest też nudno - bo entuzjazm do działania również pochodzi od Boga. 

 Ale jeśli tak nie jest to mi się wydaje, że to mój entuzjazm. Po prostu nie mam nic do roboty, nudzę się, a tamten człowiek czyni coś z radością więc ja też spróbuję. A zasada jest taka, że coś nowego zawsze budzi zainteresowanie. To jest zupełnie nie moje ale nowe rzeczy budzą zainteresowanie, ponieważ tam istnieje proces uczenia się a bez zainteresowania nauka jest niemożliwa. 

A potem jakoś się nudzę. Już wiem, jak to zrobić, ale jestem tym zmęczony. To tak jak w filmie: "Moskwa nie wierzy łzom". Tam był opisywany taki epizod, kiedy pewien bardzo dobry rzymski cesarz, pewnie pamiętacie tę scenę, prawda? I u szczytu swojej chwały, kiedy wszystko było stabilne i zdrowe, wstał i zrezygnował. Stwierdził: „Nie będę Cezarem”. Nie będę i koniec. 

 A potem w cesarstwie coś poszło nie tak, sprawy się pogorszyły - on żył tam sobie w swojej wiosce i szczęśliwy kopał grządki motyką. Przyszli wtedy do niego i pytali: „Czy mógłbyś, czy byłbyś tak miły i objął ten urząd rzymskiego cesarza?”. Rozumiecie sytuację? - ludzie rwą się na takie wysokie stanowiska. Pamiętacie co on im odpowiedział?

On wtedy powiedział: „Gdybyście widzieli kapustę, którą udało mi się wyhodować to nie próbowalibyście mnie namawiać”. [śmiech] Wyobrażacie sobie? To był prawdziwy incydent. Ja się o tym dowiedziałem z tego filmu "Moskwa nie wierzy łzom", tam jest opisany ten epizod.

Tak więc ja mogę się tym zajmować i to mi się udaje, ale to jeszcze nie oznacza, że jest to moje przeznaczenie. Jeśli przy tym zacząłem się nudzić to nie jest to moje życiowe wyzwanie. Jeśli wykonuję to co jest moim powołaniem to nuda jest wykluczona.

To jest niemożliwe. Dlaczego? Bo Bóg tam jest i zawsze są jakieś nowe rzeczy... tam widzę wciąż nowe i nowe. To zupełnie inna perspektywa. To inne postrzeganie tej samej działalności.

 Niektórzy ludzie na to patrzą i to jest tak jakby wykopali dół na pół metra głębokości, ale nie chcą już kopać dalej. Ale ten będzie kopał, kopał i kopał. I w końcu dotrze do wody, to znaczy, do takiego stopnia opanowania tej dziedziny, że to jest postrzegane jako mistycyzm. 

Ja znałem takich ludzi, jeden na przykład naprawia budziki, albo jakieś tam zamki - po prostu taki Leonardo da Vinci - wszystko w jego rękach się pali. Przynoszą mu jakiś zegarek i mówią: „Nie działa" Ten odpowiada: „No, daj mi go”. Bierze go w ręce a zegarek tyka. Mówi więc: „czemu kłamiesz?”. Drugi bierze go, w ręce i nie tyka. Tyka tylko w jego rękach. Czy jego technologia się boi, co?  

 Więc ten mistrz mówi: „No zegarku - bierz się do roboty”. Więc faktycznie zaczyna się jakiś mistycyzm. I taki mistycyzm możliwy jest w każdym zawodzie - w naukach ścisłych, w matematyce, w fizyce, w czymkolwiek, nawet w ogrodnictwie. 

 Jest taka kobieta u której wszystko rośnie jak szalone - a inni ludzie biorą sadzonki, biorą ziemie i nic nie rośnie. Ich energia jest inna. I nie chodzi o to, że ich energia  jest zła - ona jest po coś innego. Ma mieć inne przeznaczenie. Więc trzeba znaleźć swoje - coś, co nie jest nudne. 

 No więc co mamy czynić? Edukacja w czasach ZSRR wyglądała tak, że wszystkiego dawali po trochu - była matematyka, trochę fizyki, geometrii - trochę tego, tamtego, i tamtego. I dlatego było to przeważnie nudne. Ja nie widziałem, żeby wszyscy chcieli się tego uczyć. 

To prawda, że byli dobrzy nauczyciele i to było wtedy interesujące. Ale tak czy siak uczyli wszystkich podstaw, a potem każdy się w coś zagłębiał. Ja, na przykład zgłębiałem astronomię - wciągnęło mnie to i zacząłem się jej uczyć ze wszelkich możliwych źródeł.  

 To mi nie wystarczało, mimo że skończyłem w sumie osiem klas. Co prawda, potem było technikum, gdzie wtedy było trudniej niż na studiach, ale tam też nie uczyli tego przedmiotu. 

 Ja znalazłem sobie podręcznik, a potem, kiedy ogłosili, że Ziemia jest płaska, po prostu nie uwierzyłem w to (śmiech). A teraz jest wiele publikacji, różne badania są w toku, oni też wystrzeliwują kosmos, już kolonizują i na Wenus i tak dalej. 

No cóż, ci, dla których Ziemia jest płaska... to nie znaczy, że oni są głupi. Oni mogą być mądrzy w czymś innym. Po prostu nie powinieneś wtrącać się w niczyje sprawy.

 Tak więc jacy ludzie są znudzeni życiem? - ci, którzy nie wykonują przeznaczonych sobie działań, a ci, których wszystko ciekawi zajmują się tym co jest ich powołaniem. I to wszystko. 

 Jak można to rozróżnić? Wszyscy to wiedzą. Ale w tym celu trzeba się nie bać, nie bać się usłyszeć tu tego ptaka tutaj w sercu, który jest Paramatmą,

Ta nad-dusza coś tam mówi. A kiedy ona do nas mówi, to jest to związane z odrobiną ryzyka. Z ryzykiem. No a jakbyście chcieli? żeby było całkowicie bez ryzyka i nie nudno? - no cóż, tak się nie zdarza. Nie jest nudno, kiedy jest nieoczekiwane - a kiedy wszystko jest przewidywalne to przecież staje się nudne? 

 Pamiętacie na pewno rozmowę między Hipolitem a tym drugim - to było w tym znanym filmie "Szczęśliwego Nowego roku", który co roku pokazują na Sylwestra. 

 Oni tam trzęsą się z zimna - przytupują. A on mówi: „No dalej, powiedz mi co myślisz”. W odpowiedzi słyszy: „Jesteś poszukiwaczem przygód, podążasz za impulsem”. Ten mówi: „Och, dziękuję za komplement”. I zwraca się do niego: „A teraz ty powiedz mi coś o mnie". Ty masz zawsze rację, wszystko masz przemyślane, poukładane, wiesz wszystko. To jest takie nudne - ludzie wokół ciebie też będą tym znudzeni.

  Dlatego nie da się obejść bez ryzyka. Dlatego święte księgi mówią: "po prostu mi się poddaj". Poddaj się, a więc nie ma żadnych informacji. 

 A tak przy okazji, rzecz w tym, że demony się nudzą, istoty boskie się nie nudzą. A demony wymyślają takie rzeczy, które prowadzą wprost do perwersji i wynaturzeń. To one wymyślają wojny ponieważ nie wiedzą jak inaczej, bo mają swoje połączenie tak jakby zamknięte, zablokowane. One nie lubią Boga. W Bhagavadgicie jest napisane, że demony nienawidzą nad-duszy, one nienawidzą tej Paramatmy w swoich ciałach i w ciałach wszystkich innych istot. To jest dla nich symptomatyczne.

 A to oznacza, że ​​nie znają swojego celu, nie mają przeznaczenia. Ich cel jest bardzo prosty: niszczyć wszędzie tam gdzie sięgają ich ręce. To jak wilk, on nie bierze największej, najsmaczniejszej owcy, ale tę najbardziej chorą i odstającą od stada.

No i kiedy u kogoś coś zaczyna iść nie tak z ich przeznaczeniem, kiedy zaczyna im się nudzić to te demony przychodzą i to jest ich cel. A jeśli im się uda, to się cieszą. Ale im i tak trzeba więcej i więcej - chcą jak najwięcej napaskudzić. (śmiech)

A Bóg na to mówi: "tak".  

 No cóż, jeśli ktoś się nudzi, jeśli jakiś demon się nudzi to wtedy ma potrzebę oblewania innych ludzi nieczystościami. 

 Był taki człowiek, który udzielał się w ten sposób na internetowych czatach. Moja żona się zdziwiła: "co on tu takiego wypisuje?" A on kontynuuje - jeszcze i jeszcze. Ona w końcu mówi: "mam już tego dosyć, wypisuję się z tej grupy!". Ja zadzwoniłem do niego i powiedziałem: "bardzo ci dziękuję - jej tam już nie ma". A to jest człowiek pretendujący do miana wysoce uduchowionego, on twierdzi, że jest ezoterykiem.

 ja mu odpowiedziałem: "nie - twoim przeznaczeniem jest wylewać fekalia i robienie bałaganu na czatach. Zniechęcasz ludzi, żeby nie siedzieli tam godzinami i nie odpisywali na twoje wiadomości. To jest twój prawdziwy cel - twoje prawdziwe przeznaczenie”.

 On odpowiedział: „Nie wiem nawet, czy się cieszyć, czy smucić”. Ja na to mówię: „Ciesz się! [śmiech] znalazłeś swoje życiowe przeznaczenie, bo jesteś jedynym, który robi to tak dobrze.

  A jemu nie żal poświęcać na to tak dużo czasu - wyobrażacie to sobie? Więc to jest jego - jemu się to nie nudzi. No i nie ma w tym nic złego. Widzicie, wszędzie jest dobro - trzeba je tylko po prostu dostrzec i  nie będzie nam nudno. Dziękuję. 

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=zcBiOxHmCE4

czwartek, 3 września 2026

Ani jedna kobieta nie chce wychowywać cudzych dzieci

oryginał:  https://www.youtube.com/watch?v=4TvzAVUgnLw

 Żadna kobieta nie chce wychowywać cudzych dzieci. A zwłaszcza jeśli do tego jesteś tym mężczyzną, który ma poniżej 185 cm wzrostu i po rozwodzie przyjął dzieci i wychowuje je on sam, a nie jego była żona - nie odbierasz ich w weekendy, ale zapewniasz im odpowiednie wychowanie, to niestety żadna kobieta nie będzie cię rozważać jako potencjalnego partnera ani kandydata do założenia z tobą rodziny. 

 A to dlatego, że żadna kobieta nie chce inwestować emocjonalnie, fizycznie ani zarobionych przez nią pieniędzy w cudzą rodzinę, a zwłaszcza w cudze dzieci. Żadna kobieta nie chce być zaangażowana w ich wychowywanie, nie zamierza poświęcać swoich nerwów, nieprzespanych nocy, leczyć te dzieci, odrabiać z nimi lekcji, radzić sobie z przyszłymi obawami o przyjęcie do szkoły i o to, co będą robić w życiu. 

 Żadna kobieta tego nie chce, ponieważ, niestety, większość współczesnych kobiet chce łatwego życia. Chcą wziąć mężczyznę, zdominować go, zabrać mu wszystkie zasoby, wyssać jego energię, wyssać wszystkie jego emocje, tak aby był przywiązany do jej nogi i nie dawał niczego nikomu innemu oprócz jej.  

 Ale wtedy pojawia się inna kwestia: ta sama kobieta, która nie chce wyjść za mąż za mężczyznę z dziećmi, żeby mogła się nimi opiekować, a on mógł dzielić te zasoby między swoje dzieci, a nie tylko na nią osobiście.  

Ona sama może mieć gromadkę dzieci, a może nawet dzieci z różnymi mężczyznami i w żaden sposób nie uważa siebie samej pod jakimkolwiek względem nieodpowiednią do małżeństwa - nie widzi w tym defektu. Ona uważa się za królową, za kompletną kobietę: "ona jest przecież matką! Ona jest indywidualnością!" 

 A jeśli ona pracuje, to nie będzie przeznaczać swoich pieniędzy na wasze dzieci. Będzie przeznaczać swoje pieniądze tylko na własne dzieci. A wasze dzieci to wasz problem. Ale problem polega na tym, że nawet nie nawiążesz takiej relacji, ponieważ ona nawet nie bierze pod uwagę ciebie i twoich dzieci. 

 Ona nie potrzebuje ciebie i dzieci. Tylko jeśli pozbędziesz się dzieci, tylko wtedy będziesz dla niej odpowiedni. A jej dzieci powinny być twoimi dziećmi. Powinieneś je kochać jak swoje własne. A ona nie ma obowiązku kochać twoich dzieci, bo ty sam jesteś dla niej "ojcem z bagażem przeszłości". Boże, to jest żenujące. Co też tym współczesnym kobietom chodzi po głowach? 

Przecież jest wręcz przeciwnie! powinieneś zrozumieć, że jesteś twardym mężczyzną, nie boisz się odpowiedzialności, nie boisz się zmian w życiu. Sam udźwigniesz ten ciężar. A dzieci wychowywane przez mężczyzn wyrastają na stabilnych, wspaniałych ludzi. Bo to właśnie tata wpaja dzieciom, zarówno synom, jak i córkom jak prawidłowo myśleć. To on wpaja im rodzaj osobowości, której potrzebują, aby być wspaniałymi, aby iść przez życie. 

A jeśli ty również się rozstałaś, a wasze dzieci będą dorastać razem z wami, to zobaczą, że ludzie potrafią być silnymi indywidualnościami i że żadne problemy nie są przytłaczające, że wszystko można pokonać, można dokonać wszystkiego, można się rozwijać, można pokonywać trudności i stać się silnymi ludźmi. I nic nie stanie na przeszkodzie. I to właśnie ojciec zaszczepia dzieciom do głów zalążek idei, że muszą dobrze zarabiać, muszą brać odpowiedzialność, muszą kochać, bez względu na wszystko.

  wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=3uXVTe849Hw

 

 

 

 

 

 

 

 

 

wtorek, 1 września 2026

Fałszywe poświęcanie się - Wiktor Sawieliew

 oryginał jest tu: https://youtu.be/XHTmZtk187A

 Witajcie ludzie.  Jesteśmy razem i znów odpowiadamy na pytania.  Jaki jest nasz temat? Nasz temat to: fałszywe poświęcenie, fałszywe poświęcanie się. Dlaczego postawa „Żyję tylko dla moich dzieci” jest zbrodnią przeciwko nim? 

  Taka postawa, że rodzice poświęcają swoje życie.. - wiecie, nie możemy żyć ich życiem, nie możemy przeżyć życia naszych dzieci, bo nasze życie to nasze zadanie, a dzieci są częścią mojego życia jeśli chodzi na przykład o edukację - nie powinniśmy ich całkowicie nadzorować, bo potem te niedojrzałe dzieci dorastają aż do emerytury. 

  Są takie matki, które wychowują dzieci do emerytury, ich nawet nie można już nazwać Homo sapiens. Ani matki nie można nazwać Homo sapiens, ani takiego dziecka. Widziałem takie zwierzęce rodziny, 

istnieją takie pary, zwłaszcza bywają takie relacje pomiędzy matką a synem, on pije, on pali, ona po trochu przynosi mu coś tam. To po prostu okropne. A wszystko zaczyna się od miłości. Dziecko się rodzi, jest takie małe, ale my rozumiemy, że opieka trwa do 14 roku życia, i to wszystko, już dość. 

 Do 14 roku życia można i trzeba je wychowywać, potem jest to przestępstwo - jest to niedozwolone. Wtedy w człowieku budzi się wola. Mówi się że, do siódmego roku życia dziecko jest traktowane jak król, potem jak niewolnik, a to znaczy, że dzieci muszą być posłuszne. Tam od 7 do 14 roku życia jest rola ojca, jego słowo jest święte, a po 14 roku życia traktowanie jak równy z równym. Wtedy jest już za późno, wtedy mama i tata nie mają już wpływu. Coś wtedy już przecieka przez palce. 

 Dlaczego? Ponieważ dziecko zaczyna słuchać Boga. Albo diabła z wewnątrz. Jeśli mama i tata nie zdołali tam umieścić Boga, jeśli mu nie wyjaśnili, że tak będzie lepiej, to zaczyna się wpływ ulicy i inne tego rodzaju ale tak naprawdę to wpływ diabła. I wszelkiego rodzaju demony już tam są. A my mówimy: „No cóż, po prostu pech. Pewnie, złe geny, pewnie  złe wychowanie. A to jest po prostu ślepa nadopiekuńczość,

  kiedy życie osobiste matki nie jest uporządkowane. No, na przykład jej mąż odszedł czy coś w tym rodzaju...  ale tę swoją miłość trzeba gdzieś umieścić. I wtedy zaczyna syna traktować protekcjonalnie, zaczyna się ta cała nadmierna opiekuńczość.

Ona w ten sposób może zrujnować życie dzieciom. Mam na myśli taka postawę: "ja bym oddała za ciebie wszystko, wychowałam cię, prałam twoje ubrania".  Trzeba zrozumieć, że zdrowa miłość to umiejętność pozwolić odejść dziecku w odpowiednim czasie, puścić je aby mogło mieć swoje własne, spełnione życie. 

  Ja na przykład, widziałem w dzikiej przyrodzie niedźwiedzicę...taki mały niedźwiedź waży już prawie tonę a ma dopiero rok. Czego on może nauczyć się przez rok? On jeszcze chce być z mamą a ona po prostu go bije tymi łapami. A na jej łapach są 15-20 centymetrów długości pazury.  

 Ona goni go od siebie takiego krwawiącego a potem on ucieka. Oznacza to, że on już nauczył się, gdzie zbierać maliny, gdzie wykopywać korzenie, jak zrobić to czy tamto. On już może być samodzielny i ona już go od siebie odgania.

 Ktoś może powiedzieć, że być może tak jest tylko pośród dzikiej natury, ale w carskiej Rosji gdy tylko młody człowiek dorastał, na przykład, w tych rodzinach szlacheckich, to dawali mu pieniądze na podróż do Petersburga i nie zapisywali mu nic w spadku, żeby nie roztrwonił pieniędzy ani nic. 

 A kiedy już stanął na nogi i zaczął pracować, podjął  jakąś służbę, coś na własną rękę, to przepisywali mu majątek widząc, że jest człowiekiem niezależnym i odpowiedzialnym.

 A tak przy okazji:  Kiedy człowiek rodził się w rodzinie niewolników lub chłopa pańszczyźnianego - to była powszechna praktyka zarówno w starożytnym Rzymie albo w Chinach to małe dziecko było rozpieszczane i tyle. Bo taki kiedy dorośnie to  będzie musiał być posłuszny, on nie będzie musiał myśleć, będzie słuchał rozkazów jakiegoś przełożonego, pana, szefa czy dowódcy i tyle. On nie musi być samodzielny i takiemu człowiekowi dają szczęśliwe dzieciństwo. 

 A ci, którzy są bogaci, mają dzieciństwo trudne, związane z edukacją, z bólami głowy, ale potem cieszą się życiem i słusznie. Zgodnie z tym co jest napisane w Bhagavad Gita, oni doświadczają "radości swojej mocy", ona jest w nich obecna, ponieważ są po prostu wykształceni. 

Ich dzieciństwo jest właśnie takie. Tak w ogóle dzieciństwo, jeśli dzieci rozpieszczasz, jeśli dajesz im pierniki, bułeczki i same łakocie to zepsujesz dzieci.

A tak przy okazji, dzieciństwo się nie kończy. Kiedy pojawia się młodość, to dzieciństwo łączy się z młodością. A kiedy pojawia się dojrzałość, ta dojrzałość  zawiera w sobie zarówno dzieciństwo, jak i młodość. I dlatego Jezus mówił: „Bądźcie jak dzieci”. To nie znaczy, że masz pozbyć się dojrzałości, to nie znaczy, że masz odrzucić młodość. Nie, to nie tak.

 Te cechy dziecka w sobie trzeba zachować. Ale ta dziecinność może być też taka zepsuta, - "wszystko dla mnie, ja jestem centrum świata". A potem ona  przygasi, ona zaćmi tę twoją młodość, bo nikt nie poślubi egoisty i nikt nie postawi egoisty na żadnym stanowisku. Mam na myśli oczywiście praworządne państwo.

Cóż, uważa się, że 14 lat to taki kryzys, ten tak zwany kryzys 14-latków, taki trudny wiek. Nasi słuchacze chyba dobrze wiedzą, że przez pierwsze 7 lat rozwija się pierwsza czakra Muladhara - ona odpowiada za ciało, za system kostno - mięśniowy, do siódmego roku życia doskonale już widać czy to będzie dobry sportowiec czy nie - są już pewne wrodzone cechy, mam na myśli takich sportowców rangi  światowej, wtedy widać wyraźnie co człowiek będzie w stanie osiągnąć.

 Wiek 14 lat  to jest osiągnięcie tożsamości płciowej. Wtedy jest już jasne, czy to mężczyzna czy kobieta, czy będzie przystojny, czy ona będzie piękna czy przeciętna - w tym wieku widać to wyraźnie. 

 A kolejną czakrą jest Manipura, która rozwija się między 14 a 21 rokiem życia. Niektórzy powiadają, że wtedy ma miejsce „ zewnętrzny aktywny wpływ lub radość ze swojej mocy” jak mówi się o Bhagavadgicie, ale ja mówię, że to jest trening i rozwijanie swojej relacji z Bogiem. Człowiek uczy się myśleć niezależnie, samodzielnie. 

 A swoją drogą, kiedy wywierasz na niego presję w tym wieku 14 lat, kiedy go tłumisz to on czuje taką wewnętrzną sprzeczność. Wtedy dla niego nie jest ważne czy uczyni lepiej czy pogorszy sytuację ale żeby to było widać na zewnątrz. Bez znaczenia czy to podszepty Boga czy diabła -  pozwól mi samemu zdecydować, ja nie chcę być życiowym popychadłem. 

Okazuje się więc, że w tym okresie od 14 do do 21 roku życia kształtuje się wola człowieka.  Ona może być dobra, może być zła - wszystko zależy jak ta wola się ukształtuje. To zależy od rodziców. Jeśli rodzice dadzą swobodę i dzieci nie czują presji, to czemu nie słuchać, skoro nie ma presji. Ale jeśli jest presja, jeśli rodzic wymusza, że musisz uczynić tak i tak to wtedy [śmiech] nie jest to zbyt miło przyjmowane. 

  Jest taki wedyjski przykład. Była sobie taka Gahnari, - kiedy ją wydali za mąż to nagle okazało się, że jej mąż jest niewidomy. Ten Dhrytarasztra urodził się już ślepy. I ona powiedziała: „skoro tak to ja w ramach solidarności z moim mężem też 

 założę opaskę na oczy i nic nie będę widzieć”. I tak się stało, mieli dzieci, taki efekt uboczny. No cóż, niektórzy mówią: „Tak miało być”. Ale wyobraźcie sobie, niewidomy ojciec, niewidoma matka, oni nie widzą co te ich dzieci czynią. Myślicie, że dzieci będą dobrze wychowane? Nie. Niewidomi rodzice prowadzą swoje dzieci do katastrofy, więc muszą się nimi opiekować i to jest ich odpowiedzialność. 

  Czasami trzeba je strofować, czasem zachęcać. Ale żeby to czynić, trzeba to zobaczyć, a jeśli nie to właśnie jest taka ślepa miłość. Kocham dotykiem i to wszystko. Rozumiecie? Tak też było u tego ślepego małżeństwa Kauravasów. Stracili swoje królestwo i państwo, cała ich armia została pokonana i wszystko poszło źle - wszystko się zepsuło.  

 Więc zadaniem matki nie jest żyć dla swojego dziecka, nie dusić go swoją miłością, ale rozpalić jego własny umysł, aby jego mózg zaczął pracować. I dokonać tego może tylko taka kobieta, której wewnętrzne światło płonie. Krótko mówiąc, ona musi mieć swoje własne życie osobiste. Jeśli nie ma tego życia osobistego, to jest ono przenoszone tam i tyle. 

 A w tym przypadku jest to generalnie bez dwóch zdań rolą ojca, ponieważ kwestia  stawiania granic to jego zadanie, bo kobieta tego nie jest w stanie dokonać - kobieta ma żeńską energię shakti, aby pieścić, ale nie aby zadusić tą miłością na śmierć.  

 Natomiast mężczyzna ma moc shakti, aby wymierzać kary. To znaczy, mężczyzna karze dziecko, a dziecko się nie obraża.  Dlaczego ono się nie obraża? Bo polecenie, inaczej nakaz czy też kara – to nie klaps w jednym miejscu ale polecenie. Daję pewne zalecenie i moc do tego, aby je wdrożyć. Kobieta może tylko dawać zalecenie, ale nie może dawać mocy.  A to dlatego, że kobieta nie ma wrodzonego ascetyzmu, jak mężczyzna.  

 Mężczyzna może się nim dzielić, ale kobieta w zasadzie nie jest w stanie tego pojąć. Ona tego nie pojmuje i to nie jest konieczne. To tylko jej przeszkodzi. Ogólnie rzecz biorąc, kobieta, która jest tak bardzo ascetyczna, jak na przykład Margareth Tatcher - taka żelazna dama  nie przyciągnie żadnego mężczyzny.  Kobieta powinna być miękką, łagodną a mężczyzna powinien być twardy, stanowczy. To co u niego jest cnotą u niej jest wadą i na odwrót. To zupełnie różne rzeczy. 

 I tylko miłość stanowi ten klej, który łączy przeciwieństwa. A kiedy jest miłość pomiędzy mężczyzną a kobietą, a ściślej między mężem a żoną, między ojcem a matką, to nie ma żadnych problemu. Dzieci czują się dobrze - tacy ludzie kochają się wzajemnie.

 I nie ma potrzeby mieszać. Na sanskrycie ten rodzaj relacji nazywa się abhas rasa - to jest mieszanka, połączenie tych różnych rzeczy. Tam jest zarówno miłość małżeńska, jest miłość rodzicielska, jest miłość przyjacielska czyli sadhia rasa, jest w tej relacji również miłość ucznia i nauczyciela, ona zawiera wszelkie tego rodzaju relacje. 

  A jest ich w sumie dwanaście rodzajów. A kiedy nie ma tej miłości małżeńskiej, to matka  kieruje ją ku dziecku... ale ona tam nie pasuje. I na tym koniec - oboje, on i ona, ulegają zepsuciu. Ale on powinien być jak uczeń. Powinien czcić ojca i matkę. A jakiż tu może być szacunek, jeśli ona nie ma szacunku do męża? 

  Dosłownie tak, no cóż, to straszne, a tak przy okazji. "Nie przyniosłem pokoju, ale miecz", to Jezus powiedział, kiedy go zapytali: „Co przyniosłeś?” [Śmiech] Odpowiedział: „Nie przyniosłem wam pokoju, ale miecz. I położę ten miecz między synem a ojcem". 

On nie powiedział, że to miecz między mężem a żoną, nie między bratem a siostrą, nie między bratem a bratem, ale właśnie między pokoleniami. Ponieważ każde pokolenie ma swoje zadanie, ale z biegiem czasu zadanie zmienia się, a te zadania mogą stać się zagmatwane i nie zostaną wypełnione.  

Tak więc żona oderwie się od swoich rodziców i połączy się z mężem - i właśnie między nimi będzie miłość. 

Ale z dziećmi to nie jest konieczne, ponieważ dzieci również będą oderwane. Tak jest od samego początku. A poza tym, te dzieci nie należą do nas, one należą do Boga.

Dlaczego? Bo miałem w swojej praktyce tak wiele przypadków, kiedy dzieci były uzależnione od narkotyków i tak dalej. Ja po prostu mówiłem: „To nie są twoje dzieci, to dzieci Boga. I w ogóle wszystko należy do Boga. Oddaj je Bogu - zwróć się do niego i powierz je jemu. To wcale nie oznacza, że się ich pozbywasz, że stawiasz na nich krzyżyk".

 A kiedy one zrzekły się tej kontroli, to Bóg zaczął je kontrolować, coś się takiego wtedy działo, że one rzucały te uzależnienia. Ale gdy były pod opieką matki otoczone tą ich przesadną miłością czyniły wszystko na odwrót. 

Przypomnę tutaj znaną mądrość, że "dobrymi chęciami wybrukowana jest droga do piekła". Pitagoras ujmował to zalecenie nieco inaczej: "pomagaj człowiekowi  podnosić ciężkie rzeczy, ale nie czyń tego za nich”. 

 Zatem wychowałeś dziecko, postawiłeś je na nogi i pozwoliłeś mu dalej iść samodzielnie - nie możesz go ciągle prowadzić za rękę. Dlaczego? 

To jest trzecie przykazanie Pitagorasa i inne jego tłumaczenie jest następujące: "Pomaganie leniwym jest grzechem". Tak więc istota tego przykazania jest taka, że zasoby, które posiadamy, są umysłowe, fizyczne, pieniężne, mięśniowe, czyli wszystko, co  posiadamy - czas również jest zasobem. On jest nam dany i ściśle wymierzony po to, żeby rozwiązywać nasze zadania. 

 Jeśli wykonujemy czyjeś zadanie za kogoś innego, to je kończymy - wtedy zadanie u tego człowieka jest usuwane, bo ono jest już przecież ukończone, a jego zasoby jakie posiadał na wykonanie tego zadania są mu zabierane, co ogólnie rzecz biorąc neutralizuje jego szczęście.

   On ma mniej pieniędzy, mniej energii, mniej entuzjazmu, mniej wszystkiego. Dlaczego? Ponieważ zadanie jest już wykonane i ten zasób nie jest już potrzebny.  A do tego ja nie mogę wykonać swojego zadania, bo zasoby spożytkowałem na co innego. Czyli mam podwójny grzech. Okazuje się, że pomaganie leniwym to grzech.

I to jest dziś powszechne, że dorosłe pokolenie zaczyna wszystko wykonywać za swoje dzieci dosłownie nosząc je na rękach. 

 Tak więc dlaczego pozycja życiowa: "żyję dla dobra dzieci" jest przestępstwem? Dlaczego jest to podwójny grzech? Bo nie powinniśmy im zastępować Boga. Dlatego więc wskazane jest posiadanie pełnej rodziny. 

  Po drugie, trzeba mieć wiele dzieci. Dzieci wychowują się same wzajemnie. Bywałem w dużych, wielodzietnych rodzinach - tam starsze dzieci uczą młodsze i radzą sobie dobrze.  

A rodzicom dziś wydaje się, że posiadanie wielu dzieci jest trudniejsze. Jest wręcz przeciwnie, jest wtedy o wiele łatwiej. A samotne kobiety (mężczyźni zresztą także) tracą sens życia i okaleczają swoje dzieci. 

No cóż, najważniejsze, żeby się kochali wzajemnie, a potem dzieci same się wychowają. To wszystko na czym polega edukacja.

 wersja polska: https://www.youtube.com/watch?v=uj3FEXa9o4I